Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 czerwca 2026

Renata Czarnecka – „Apetyt na życie. Świat w kolorach Marianny”

 





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. 
Dziękuję!

Wydawnictwo: AXIS MUNDI 2026
 
 

Renata Czarnecka od lat kojarzona jest przede wszystkim z literaturą historyczną, w której z wyjątkową dbałością o szczegóły odtwarza realia epoki Jagiellonów i Andegawenów. Jej książki, pełne dworskich intryg, splendoru i precyzyjnie nakreślonych bohaterów, ugruntowały jej pozycję na rynku jako autorki potrafiącej ożywić dawne czasy tak sugestywnie, że współczesny czytelnik bez trudu zanurza się w ich atmosferę. W swojej najnowszej powieści Świat w kolorach Marianny Renata Czarnecka ponownie sięga po prozę obyczajową – to już jej druga książka w tym gatunku. Choć autorka zmienia literacką scenerię, to jednak wciąż pozostaje wierna temu, co wyróżnia jej twórczość: umiejętności budowania wyrazistych, wielowymiarowych postaci oraz historii, które angażują czytelnika emocjonalnie i skłaniają go do refleksji.
 
Powieść otwiera moment przełomowy w życiu głównej bohaterki: Marianna, nauczycielka włoskiego, kończy pracę zawodową i przechodzi na emeryturę. Dla wielu byłby to czas wyciszenia, ale ona traktuje go jak zaproszenie do nowego życia. Zamiast osiadać w bezpiecznej rutynie, decyduje się wreszcie zadbać o siebie, swoje pragnienia i marzenia, które latami odkładała na później. Ta zmiana nastawienia szybko prowadzi do kolejnych wydarzeń – Fabio, poznany rok wcześniej, niespodziewanie się jej oświadcza. Marianna przyjmuje oświadczyny bez wahania, pokazując, że dojrzałość nie musi oznaczać rezygnacji z miłości, spontaniczności czy odważnych decyzji. Jej reakcja jest wyrazem głębokiej potrzeby zmiany i gotowości na to, co nowe. Nie wszyscy jednak podzielają jej entuzjazm. Syn Marianny, Hipolit, reaguje na tę wiadomość sprzeciwem. Jego postawa wprowadza do historii ważny wątek międzypokoleniowego napięcia – zderzenie wyobrażeń o tym, jak „powinno” wyglądać życie osoby w dojrzałym wieku, z prawem do samodzielnych wyborów. Hipolit kieruje się troską, ale też własnymi lękami i przekonaniami, które nie zawsze mają wiele wspólnego z rzeczywistymi potrzebami matki. Jego reakcja staje się dla Marianny bolesnym wyzwaniem, zmuszając ją do zastanowienia się, czy warto walczyć o swoje szczęście, nawet jeśli oznacza to niezrozumienie ze strony najbliższych.


Ilustracja stylizowana

 
Marianna decyduje się jednak podążyć za głosem serca i wyjeżdża do Lombardii, gdzie czeka na nią Fabio. Ten wyjazd to nie tylko zmiana adresu – to symboliczny krok w stronę życia, którego zawsze pragnęła. Włochy, pełne słońca, aromatów i żywiołowych ludzi, wydają się idealnym miejscem na nowy start. Szybko okazuje się jednak, że nie będzie to bajkowa ucieczka od problemów. Marianna musi odnaleźć się w zupełnie nowej kulturze, z jej zwyczajami, rytmem dnia i społecznymi oczekiwaniami. Na dodatek w jej życiu pojawia się matka Fabia – postać wymagająca, silna, niekiedy trudna, ale daleka od stereotypu „złej teściowej”. Renata Czarnecka kreuje ją jako osobę wielowymiarową, która potrafi być zarówno źródłem konfliktów, jak i komicznych sytuacji, a przede wszystkim reprezentuje głęboko zakorzenione tradycje włoskiej rodziny. Wszystko nabiera tempa, gdy dochodzi do niespodziewanej wizyty, która miała być romantycznym gestem, a staje się początkiem serii wydarzeń, które wystawiają Mariannę na próbę. To właśnie w tych momentach widać jej siłę, determinację i zdolność do radzenia sobie z przeciwnościami losu. Autorka pokazuje, że życie potrafi zaskakiwać niezależnie od wieku, a odwaga często objawia się w codziennych decyzjach, a nie w wielkich czynach.
 
Świat w kolorach Marianny to przede wszystkim ciepła, pełna humoru i mądrości opowieść o miłości, która nie zna metryki, o odwadze, która rodzi się z potrzeby bycia sobą, oraz o prawie do szczęścia, które nie powinno być ograniczane oczekiwaniami innych. Marianna staje się bohaterką, która inspiruje i pokazuje, że nigdy nie jest za późno na nowy początek, na zmianę, na miłość i na życie w zgodzie ze sobą. Warto zaznaczyć, że Świat w kolorach Marianny jest drugą częścią cyklu Apetyt na życie, ale każdy tom funkcjonuje jako osobna, zamknięta historia. To ważne, bo pozwala nowym czytelnikom wejść w świat twórczości Renaty Czarneckiej bez konieczności sięgania po wcześniejszą książkę, choć pierwszy tom, Kornelia od serca, również stanowi bardzo atrakcyjną lekturę. Ta konstrukcja serii pokazuje, że autorka potrafi tworzyć pełne, satysfakcjonujące opowieści, które jednocześnie układają się w szerszą całość tematyczną, skupioną na różnych odsłonach dojrzałego życia i poszukiwaniu osobistego spełnienia. Sam tytuł cyklu – Apetyt na życie – świetnie oddaje jego charakter: to pochwała energii, ciekawości świata i otwartości na nowe doświadczenia, niezależnie od wieku. Renata Czarnecka z lekkością łączy humor z refleksją, tworząc literaturę, która nie tylko poprawia nastrój, ale też zachęca do zastanowienia się nad własnymi wyborami.


Ilustracja stylizowana

 
Jednym z największych walorów powieści jest jej pogodny ton i umiejętność budowania pozytywnej atmosfery, nawet wtedy, gdy bohaterka mierzy się z trudnościami. Autorka nie idealizuje rzeczywistości, lecz pokazuje, że życie Marianny w Lombardii bywa wymagające i robi to w sposób, który nie odbiera czytelnikowi wiary w lepsze jutro. Humor pojawia się naturalnie, często wynika z różnic kulturowych, zderzenia temperamentów czy drobnych nieporozumień. Jest inteligentny, subtelny, pozwala uśmiechnąć się pod nosem i spojrzeć na perypetie bohaterki z życzliwym dystansem. Ciepło tej historii nie wynika jedynie z włoskiej scenerii, lecz przede wszystkim z empatycznego podejścia autorki do swoich postaci. Renata Czarnecka doskonale rozumie, że potrzeba bliskości, radości i spełnienia nie znika wraz z wiekiem – przeciwnie, często staje się jeszcze bardziej świadoma i wyrazista.
 
Na szczególną uwagę zasługuje także bogactwo detali, które sprawiają, że Lombardię można niemal poczuć wszystkimi zmysłami. Autorka z dużą swobodą kreśli obrazy codzienności: aromat świeżo parzonej kawy, gwar uliczek, smak lokalnych potraw, rytm dnia, który różni się od tego znanego Mariannie z Polski. Te opisy nie są jedynie dekoracją, lecz stają się częścią procesu adaptacji bohaterki, wpływają na jej emocje i sposób patrzenia na nowe życie. Równie dopracowane są relacje międzyludzkie. Konflikt z synem, rozwijająca się miłość z Fabiem czy skomplikowana, ale ostatecznie budująca relacja z jego matką – wszystko to przedstawione jest z wyczuciem i psychologiczną wiarygodnością. Nawet postacie drugoplanowe mają swoje motywacje, charakter i miejsce w tej historii, dzięki czemu świat przedstawiony wydaje się prawdziwy. Tytuł Świat w kolorach Marianny idealnie oddaje przemianę bohaterki. Jej życie, wcześniej nieco monotonne i podporządkowane obowiązkom, zaczyna nabierać barw wraz z decyzją o zmianie. Włochy stają się metaforą odrodzenia – intensywne zachody słońca, zieleń oliwnych gajów, błękit jezior Lombardii symbolizują odzyskaną radość, energię i ciekawość świata. Marianna odkrywa, że emerytura nie musi oznaczać wycofania, lecz może być początkiem najbardziej kolorowego etapu życia. To opowieść o odwadze, która nie polega na wielkich gestach, lecz na codziennym wybieraniu siebie, swoich pragnień i własnej drogi. Historia Marianny przypomina, że warto patrzeć na życie z otwartością, bo nowe szanse mogą pojawić się w każdym momencie, niezależnie od metryki.


Ilustracja stylizowana


Powieść Renaty Czarneckiej to nie tylko historia miłosna ani klasyczna powieść obyczajowa. To także delikatna, ale trafna opowieść o współczesnym człowieku – o jego miejscu w rodzinie, o zmianach, które niesie czas, i o tym, jak trudno czasem pogodzić własne pragnienia z oczekiwaniami innych. Autorka porusza tematy starzenia się, odnajdywania siebie po zakończeniu kariery zawodowej, redefiniowania ról społecznych oraz napięć między pokoleniami. Robi to jednak bez moralizowania. Zamiast wykładać prawdy wprost, prowadzi czytelnika przez historię, która sama skłania do refleksji. Czytając Świat w kolorach Marianny, przeżywamy nie tylko ciepłe, wzruszające momenty, ale też chwile, które zatrzymują nas na dłużej i zachęcają do spojrzenia w głąb siebie. Książka przypomina, że szczęście często wymaga odwagi – odwagi, by wyjść poza schemat, by nie bać się zmian i by pielęgnować w sobie ten wewnętrzny „apetyt na życie”, który pozwala czerpać z codzienności pełnymi garściami, niezależnie od wieku.
 
W ostatecznym rozrachunku Świat w kolorach Marianny pokazuje, jak wszechstronną pisarką jest Renata Czarnecka. Po latach tworzenia powieści historycznych, w których zachwyca dbałością o realia i szczegóły, równie przekonująco odnajduje się w świecie współczesnych emocji i codziennych wyzwań. Jej najnowsza książka jest jednocześnie uniwersalna, bo dotykająca życia każdego z nas – to historia, która daje nadzieję, dodaje otuchy i przypomina, że życie potrafi być piękne na każdym jego etapie. To powieść, która zostaje w pamięci długo po przeczytaniu. Niesie ze sobą ciepło, optymizm i przekonanie, że każdy moment może być początkiem czegoś nowego i dobrego. Z pełnym przekonaniem można ją polecić zarówno wiernym czytelnikom Renaty Czarneckiej, jak i osobom, które dopiero odkrywają jej twórczość i szukają w literaturze odrobiny światła, ukojenia i inspiracji – tego wszystkiego, czym Marianna tak hojnie dzieli się na kartach książki.



Agnieszka Różycka
tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka
 
 


poniedziałek, 15 września 2025

Renata Czarnecka – „Awantura o królową Bonę. Król i królowa bez królestwa” # 1

 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!


Wydawnictwo: AXIS MUNDI 2025
 
 
Historia zwykle przemawia głosem powagi – zapisana atramentem pietyzmu, z uwagą śledzi losy wielkich postaci, ich wzloty i upadki. Ale bywają chwile, gdy ciężar rzeczywistości staje się zbyt przytłaczający, a okrucieństwo losu domaga się innego spojrzenia. Wtedy pojawia się potrzeba dystansu, odrobiny szaleństwa i fantazji, która pozwala przekroczyć granice możliwego. Właśnie taką podróż – balansującą między faktami a fikcją – proponuje Renata Czarnecka w swojej najnowszej powieści. To nie jest typowa powieść historyczna. To śmiała gra z przeszłością, pełna humoru, intrygi i literackiej swobody, która pozwala na chwilę zapomnieć o melancholii dawnych epok.
 
Autorka zaprasza nas do Białegostoku, w styczniu roku 1796. Sceneria jest surowa: mroźna zima, skrzypiący pod butami śnieg, a drogą sunie dyliżans eskortowany przez rosyjskich żołnierzy. W jego wnętrzu siedzi Stanisław August Poniatowski – zdetronizowany król, pozbawiony korony i godności, wieziony do Grodna przez tych, którzy przypieczętowali upadek Rzeczypospolitej. To obraz głęboko melancholijny, w którym odbija się nie tylko koniec epoki, lecz także osobista tragedia monarchy. W jego oczach czai się widmo klęski i bezsensu dalszej egzystencji. Trudno wyobrazić sobie większy smutek – ostatnia podróż, która zamyka rozdział historii i życia. Zanim jednak Stanisław August dotrze do Grodna, los – a właściwie serdeczność jego siostry, Izabeli Branickiej – postanawia podarować mu chwilę wytchnienia. Księżna, kobieta o wielkim sercu i wyjątkowej intuicji, dostrzegając przygnębienie brata, podejmuje próbę rozweselenia go. Jej magnacka rezydencja w Białymstoku staje się tymczasową przystanią, a pałac Branickich, zwany „polskim Wersalem”, otwiera swe podwoje dla znamienitych gości. To właśnie tutaj rozpoczyna się tytułowa „awantura” – literacka gra z historią, która zmienia jej oblicze… przynajmniej w wyobraźni czytelnika.




Wśród gości pojawia się postać, która zelektryzuje każdego miłośnika tajemnic i mistyki – hrabia Alessandro Cagliostro. Enigmatyczny alchemik, uzdrowiciel i iluzjonista, owiany legendą mistrza okultystycznych nauk, wnosi do pałacu nową, niepokojącą energię. Jego obecność działa niczym kamień wrzucony do spokojnego stawu – wywołuje falę zdarzeń, które wymykają się racjonalnemu pojmowaniu. W otoczeniu króla zaczynają dziać się rzeczy dziwne, wręcz paranormalne, a sam Stanisław August niespodziewanie podupada na zdrowiu. Czy to przypadek? Fatum? A może efekt działań Cagliostra, który – świadomie lub nie – uchyla wrota do innego wymiaru? I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa uczta dla wyobraźni. W tym samym miejscu i czasie, w Białymstoku roku 1796, pojawia się postać z zupełnie innej epoki – królowa Bona Sforza. Tak, ta sama Bona, której włoski temperament i polityczne ambicje odcisnęły trwały ślad na dziejach Polski Jagiellonów. Jak to możliwe? Renata Czarnecka z literacką swobodą ignoruje granice czasu i przestrzeni, tworząc najbardziej nieprawdopodobny, a zarazem najbardziej intrygujący duet w polskiej powieści historycznej.
 
Wyobraźmy sobie to spotkanie: Stanisław August – król-filozof, esteta, racjonalista, pogrążony w rozpaczy po utracie królestwa. I Bona – królowa-przedsiębiorczyni, wizjonerka, silna i nieustępliwa, uciekająca do Bari w poszukiwaniu spokoju po latach walki o władzę. Jej pragnienie wolności zderza się z desperacką próbą Stanisława Augusta, by odwrócić jej los. Król, który z niewyjaśnionych powodów zna przyszłość Bony – a przecież wiemy, że jej koniec w Italii był tragiczny – postanawia ją zatrzymać i zmienić bieg historii. Bona, zdezorientowana nagłym przeskokiem w czasie i nieświadoma królewskich intencji, zrobi wszystko, by mu się to nie udało. Chce uciec i odzyskać niezależność, czyli swoją najcenniejszą wartość.




Serce powieści Renaty Czarneckiej bije w rytmie zderzenia dwóch niezwykłych osobowości – Stanisława Augusta i Bony Sforzy. Choć dzieli ich wszystko: epoka, temperament, doświadczenia, to właśnie ich spotkanie staje się osią tej brawurowej opowieści. Autorka z wyczuciem humoru i literacką śmiałością kreśli ich dialogi – pełne błyskotliwych ripost, wzajemnego niezrozumienia, ale też fascynacji. Czy oświeceniowy król i renesansowa intrygantka znajdą wspólny język? Czy zdołają zrozumieć swoje motywacje i cele? Ta niecodzienna interakcja staje się źródłem nieustannego zaskoczenia i zabawy. Bo czy może być coś bardziej absurdalnie zabawnego niż monarcha-filozof próbujący przekonać Bonę, by nie uciekała do słonecznej Italii?
 
Ale Awantura o królową Bonę to nie tylko pojedynek charakterów. Na scenę wkracza również Pappacoda – przebiegły dworzanin Bony, mistrz dworskich intryg i spisków. Jego obecność dodaje fabule pikanterii i dramaturgii. Czy król i królowa, mimo dzielących ich różnic, zdołają połączyć siły i przeciwstawić się jego knowaniom? To pytanie, które trzyma czytelnika w napięciu aż do ostatniej strony. Renata Czarnecka udowadnia, że historia nie musi być poważna ani przewidywalna. Z przymrużeniem oka igra z konwencjami, tworząc powieść będącą jednocześnie hołdem dla wielkich postaci i inteligentną satyrą na ich wizerunki. To lektura dla miłośników beletrystyki historycznej, którzy nie boją się odrobiny fantastyki, dla czytelników ceniących lekki styl, dowcipne dialogi i fabułę, która śmiało wychodzi poza utarte schematy.
 
Autorka porywa już od pierwszej strony. Jej styl łączy lekkość z precyzją w oddawaniu historycznego klimatu – choć mocno przeplatanego elementami fantastycznymi. Postacie są żywe, pełnokrwiste, zbudowane z dbałością o szczegóły. Stanisław August i Bona Sforza, mimo absurdalności sytuacji, stają się bohaterami, z którymi naprawdę można się związać. Ich ambicje, lęki, wady i zalety czynią ich niezwykle ludzkimi. Awantura o królową Bonę to literacki balsam dla duszy – szczególnie w czasach, gdy tak bardzo potrzebujemy ucieczki od codzienności. To inteligentna rozrywka, która skłania do refleksji: co by było, gdyby historia mogła się zmienić? Gdybyśmy mogli spotkać naszych przodków, zrozumieć ich decyzje, a może nawet je odwrócić?
 
Pierwszy tom zostawia czytelnika z niedosytem i ogromną ciekawością, co przyniesie kolejny. Jeśli szukacie książki, która rozświetli Wasze wieczory i pozwoli zapomnieć o całym świecie – Renata Czarnecka i jej niezwykła Awantura o królową Bonę czekają na Was z otwartymi ramionami. Dajcie się porwać tej fantastycznej podróży!





Agnieszka Różycka
tłumaczka. autorka, eseistka, dziennikarka



piątek, 17 czerwca 2022

Magda Puzio – „Nowa rzeczywistość” #1

 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!


Wydawnictwo: NOVAE RES

Gdynia 2022

 

Wszyscy doskonale pamiętamy jeszcze dzień, w którym rozpoczęła się pandemia koronawirusa. Kiedy ze świata zaczęły napływać coraz bardziej niepokojące informacje o chorobie i zgonach ludzi, którzy na nią zapadali, jedni odczuwali ogromny strach, podczas gdy inni twierdzili, że tak naprawdę nie ma się czego bać i utwierdzali się w tym przekonaniu przez kolejne tygodnie, a nawet miesiące. Robili to również wtedy, gdy było już wiadome, że z tajemniczym i nowym wirusem z Chin nie ma żartów. W mediach każdego dnia pojawiali się coraz to nowi eksperci od chorób zakaźnych, a każdy z nich miał swoją własną teorię, która nie zawsze pokrywała się z opinią ich kolegów i koleżanek po fachu. I znów jedni siali strach i panikę, a inni starali się uspokajać. Natomiast w chwili, gdy do akcji wkroczył rząd i polityka, wszystko diametralnie się zmieniło. Zostaliśmy zamknięci w domach. Mogliśmy wychodzić na zewnątrz jedynie po to, aby zrobić najpotrzebniejsze zakupy. Kazano nam, pod karą mandatu, nakładać na twarz maseczki ochronne, aby ograniczyć transmisję wirusa. Szpitalne sale zapełniały się chorymi, a medycy tracili siły z wyczerpania. Rzeczywistość, jaką znaliśmy do tamtej pory, nagle przestała istnieć i nikt nie odważył się prognozować, kiedy to wszystko się skończy i wrócimy do normalności. Tylko czy przypadkiem ta nowa rzeczywistość nie stała się dla nas nową normalnością, w której musieliśmy nauczyć się żyć i która będzie nadal trwać, a my nawet nie będziemy zdawać sobie z tego sprawy?

Właśnie o takiej nowej rzeczywistości pisze Magda Puzio na kartach swojej debiutanckiej powieści. Jest rok 2035, a obostrzenia pandemiczne wciąż obowiązują. W małym miasteczku o nazwie Nowogłos żyją przyjaciółki, które znają się wzajemnie niczym przysłowiowe łyse konie. Miasteczko jest fikcyjne, choć poniekąd wzorowane na prawdziwej miejscowości. Mieszkające w nim główne bohaterki razem dorastały, dzieliły ze sobą smutki i radości, zwierzały się sobie nawzajem z rozmaitych problemów i niecierpliwie czekały, aż osiągną upragnioną dorosłość, która sprawi, że w końcu staną się wolne. Ale czy w nowej rzeczywistości jest choćby najmniejsza szansa na to, aby być wolnym? Czy można mówić o wolności, kiedy teraźniejszość jest niepewna, a i nie wiadomo, co przyniesie najbliższa przyszłość?

Wanda, Matylda, Zuzanna i Hanna mają po dwadzieścia kilka lat i tak naprawdę nie pamiętają już jak wygląda normalność. Dla nich normalnością jest nowa rzeczywistość nafaszerowana obostrzeniami, restrykcjami i nieustanną potrzebą planowania każdego dnia. Bez planu nie mogą spotykać się ze znajomymi, nie mogą wyjść do kawiarni czy na zwykłe zakupy lub spacer. Dla nich codziennością jest robienie znienawidzonych testów na obecność wirusa i spotykanie na każdym kroku służb, które skrupulatnie kontrolują to, czy obywatele przestrzegają zakazów i rozporządzeń nałożonych przez rząd. I choć generalnie niby nie ma już pandemii, to jednak ludzie wciąż nie mogą się ze sobą spotykać, ani też wyjeżdżać, kiedy przyjdzie im na to ochota. Nadal też obowiązują kwarantanny. Świat, w którym dziewczyny żyją jest pełen strachu, a społeczeństwo bezustannie jest inwigilowane. Jak długo można egzystować w ten sposób? Czy w końcu przyjdzie czas, gdy ktoś zbuntuje się przeciwko takiemu życiu? Czy ludziom wreszcie otworzą się oczy i zobaczą, że ktoś nimi manipuluje? Czy będą mieć na tyle odwagi, aby zacząć działać?

Moim zdaniem Magda Puzio to obiecująca młoda autorka, która swoim debiutem wzbogaca polską literaturę obyczajową, z lekką domieszką fantastyki, o naprawdę oryginalną pozycję. Autorka proponuje czytelnikowi ciekawą i niezwykle emocjonalną historię opartą na aktualnych wydarzeniach. Fabuła powieści jest tak skonstruowana, że odkrywa przed czytelnikiem to, co może się wydarzyć, choć wcale nie musi. Obok głównych bohaterek, autorka wprowadza do powieści również bohaterów drugiego planu, którzy są nie mniej interesujący i warci uwagi, a ich portrety psychologiczne wnoszą do fabuły książki wiele dobrego. Każdy z nich ma coś do powiedzenia, w co warto się uważnie wsłuchać. To swego rodzaju przesłanie na przyszłość.

Nowa rzeczywistość to opowieść nie tylko o przyjaźni, miłości i relacjach międzyludzkich, ale także o tym, jak nie dać sobą manipulować i jak nie zatracić w sobie umiejętności samodzielnego myślenia, albowiem nie wszystko, co narzucane jest naszym bohaterom z góry jest automatycznie dla ich dobra. Pod przykrywką troski o ich bezpieczeństwo i zdrowie stopniowo zabierana jest im wolność, przez co z łatwością mogą stracić swoją prywatność, a nawet swobodę w sytuacjach stricte intymnych, a na to nie można przecież pozwalać w nieskończoność. To także opowieść o tym, jak odnaleźć się w nowym i nieznanym dotąd świecie i nie zwariować. To również historia o przeciwstawianiu się tym, którzy mają władzę, dzięki której chcą stłamsić społeczeństwo, a ono za nic nie może zgadzać się na takie traktowanie. Jedynym rozwiązaniem jest zatem działalność… w podziemnym ruchu oporu, czyli w czymś, co większości z nas kojarzy się z wojną. Czy w związku z tym nasi bohaterowie wypowiedzą władzy wojnę? A jeśli tak, to która strona ją wygra? Oprócz powyższego, w powieści nie brakuje również zaskakujących zwrotów akcji i humoru. To naprawdę oryginalna historia napisana na potrzeby aktualnej sytuacji.

Nowa rzeczywistość to powieść przeznaczona przede wszystkim dla młodzieży studenckiej, ale z powodzeniem mogą sięgać po nią zarówno starsi, jak i nieco młodsi czytelnicy. Autorka zapowiada dalszy ciąg, więc nie grozi nam szybkie pożegnanie się z bohaterami. Polecam tę książkę każdemu, kto ma ochotę na zanurzenie się w nowej rzeczywistości. Naprawdę warto przeczytać!

 

Agnieszka Różycka

tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka



 

 

 

wtorek, 3 marca 2020

Renata Czarnecka – „Pęknięte królestwo”

 




Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.

Katowice 2020

 

Renata Czarnecka w swojej powieści Pęknięte królestwo z niezwykłą precyzją i literacką finezją kreśli obraz ostatnich, burzliwych lat życia królowej Bony Sforzy. To opowieść nie tylko o kobiecie, która przez dekady była jedną z najpotężniejszych postaci Jagiellońskiej dynastii, lecz także o nieuchronnym zderzeniu wielkich ambicji z polityczną rzeczywistością, która zmieniała się szybciej niż Bona była gotowa to zaakceptować. Autorka ukazuje, jak osobisty upadek królowej i jej coraz większa izolacja stają się lustrzanym odbiciem kruchości władzy królewskiej, destrukcyjnej siły ambicji oraz skomplikowanych relacji rodzinnych i dworskich w realiach XVI-wiecznej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Już sam tytuł — Pęknięte królestwo — niesie ze sobą obraz osłabienia, rozdarcia i niepewności. To metafora, która doskonale oddaje sytuację Bony w momencie rozpoczęcia narracji. Niegdyś centralna postać politycznej sceny, wytrawna strateg i reformatorka gospodarcza, Bona stopniowo traci wpływy, które przez lata budowała z żelazną konsekwencją. Jej marzenie o powrocie na Wawel, odzyskaniu wpływu na decyzje syna — Zygmunta Augusta — oraz o zaaranżowaniu jego małżeństwa z przedstawicielką dynastii Walezjuszy, jako przeciwwagi dla rosnącej potęgi Habsburgów, zostaje brutalnie rozwiane. Król, kierując się własną wolą, wybiera Katarzynę Habsburżankę, ignorując matczyne plany. Ten gest nieposłuszeństwa staje się symbolicznym ciosem w autorytet Bony, zarówno jako matki, jak i jako politycznego aktora. Autorka z wyczuciem ukazuje, jak Bona zaczyna rozumieć, że w królestwie, które kiedyś współtworzyła, nie ma już dla niej miejsca. Jej decyzja o powrocie do rodzinnego Bari nie jest triumfalnym odwrotem, lecz bolesnym wygnaniem — odejściem z przestrzeni, w której jej pozycja została systematycznie podważana. Powieść nie traktuje tej historii jako jednostkowego dramatu, lecz jako uniwersalną opowieść o rozpadzie struktur władzy, w których osobiste relacje i ambicje potrafią zburzyć najtrwalsze fundamenty. Bona Sforza staje się tu nie tylko postacią historyczną, lecz także symbolem epoki, w której królestwa — tak jak ludzie — mogą zostać podziurawione od środka.


Bona w stroju wdowy
Portret został namalowany
około 1557 roku.
Autorstwo portretu przypisano
Lucasowi Cranachowi Młodszemu. 


Centralnym rysem charakteru Bony Sforzy — i jednym z kluczowych tematów analitycznych w powieści Renaty Czarneckiej — jest jej niezwykła ambicja, która okazuje się mieczem obosiecznym. Cytat: „To żądza władzy dawała Bonie siłę, zmuszała do działania ospałe ciało, budziła rozleniwiony bezczynnością umysł, powodowała, że krew zaczynała szybciej krążyć” — doskonale oddaje siłę królowej. Ta energia nie była jedynie wyrazem osobistego dążenia do wielkości, lecz przekładała się na konkretne, dalekosiężne działania, które miały realny wpływ na kształt Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Renata Czarnecka ukazuje Bonę jako wizjonerkę gospodarczą, której myśli wędrują po bezkresnych, pochmurnych pejzażach, malując w wyobraźni obrazy tętniących życiem miast, otoczonych browarami, młynami i foluszami wyrastającymi jeden po drugim. „Tu wciąż tyle jest do zrobienia” — myśli Bona, świadoma, że jeszcze za życia swego męża, Zygmunta Starego, częściowo podniosła te ziemie z ugoru. Jej działalność jako rolniczki i inwestorki, przekształcającej królewskie dobra w dochodowe przedsięwzięcia, świadczy o jej administracyjnej sprawności i gospodarczym instynkcie. Historycznie, jej reformy znacząco zwiększyły dochody skarbu królewskiego, tworząc podwaliny pod przyszły rozwój ekonomiczny państwa. Jednak ta sama ambicja, w połączeniu z nieugiętą wolą i dumą, stała się źródłem głębokiej samotności i konfliktów. Jej nieustanne dążenie do wpływów politycznych oraz dominująca osobowość, choć skuteczne w rządzeniu, często odstraszały otoczenie — nawet jej własnego syna. Powieść subtelnie sugeruje, że niezdolność Bony do oddania sterów, gdy Zygmunt August dojrzewał jako samodzielny monarcha, rodziła napięcia i ostatecznie przyczyniła się do jej odsunięcia. Niezachwiana wiara w swoje polityczne kompetencje i nieustępliwość, które przez lata były jej siłą, w sferze osobistej stały się jej zgubą, przemieniając moc w źródło tragicznego upadku.


Śmierć Barbary Radziwiłłówny
Obraz pochodzi z 1860 roku.
autor: Józef Simmler


Burzliwy konflikt między Boną Sforzą a Zygmuntem Augustem stanowi jeden z najważniejszych filarów tematycznych Pękniętego królestwa, ukazując, jak ogromne napięcia dynastyczne potrafią niszczyć najbliższe więzi rodzinne. Śmierć Barbary Radziwiłłówny — ukochanej drugiej żony króla — staje się punktem zwrotnym, który uwalnia lawinę tłumionych emocji i wzajemnych oskarżeń. Zrozpaczony Zygmunt August obarcza matkę winą za cierpienia i przedwczesną śmierć Barbary, co prowadzi do całkowitego zerwania kontaktu. Ta emocjonalna przepaść pogłębia się jeszcze bardziej przez nieustanne próby Bony, by narzucić synowi własną wizję małżeństwa — wizję podporządkowaną jej politycznym kalkulacjom i strategii dynastycznej. Jej pragnienie zawarcia sojuszu z dynastią Walezjuszy, jako przeciwwagi dla potęgi Habsburgów — rywalizacji, która definiowała XVI-wieczną Europę — bezpośrednio koliduje z osobistym wyborem Zygmunta Augusta, który decyduje się na małżeństwo z Katarzyną Habsburżanką. Ten spór nie jest zwykłą rodzinną sprzeczką — to zderzenie dwóch światopoglądów politycznych i dwóch silnych osobowości, które wpływa na przyszłość całej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Bona, jako matka i królowa, skupia się na zapewnieniu sukcesji i ciągłości dynastii — obowiązku, który w epoce nowożytnej był nieodłącznym elementem roli królewskiej matki. Jednak jej metody, skonfrontowane z rosnącą niezależnością syna, przekształcają wspólną troskę o przyszłość dynastii w źródło głębokiego konfliktu. Narracja ukazuje Bonę jako kobietę rozdwojoną — z jednej strony tęskniącą za pojednaniem z synem, z drugiej nieustępliwą w dążeniu do wpływu na jego decyzje. To napięcie między uczuciem macierzyńskim a politycznym imperatywem korony staje się osią dramatu, który rozgrywa się w samym sercu władzy. To właśnie owo rozdarcie — ta „perforacja” więzi rodzinnych — obnaża kruchość nawet najpotężniejszych europejskich dynastii, pokazując, że wewnętrzne konflikty potrafią osłabić fundamenty monarchii równie skutecznie, co zewnętrzne zagrożenia.

Wraz z postępującym osłabieniem pozycji politycznej Bony Sforzy i pogłębiającym się dystansem w relacji z synem, narracja powieści coraz mocniej akcentuje jej wyobcowanie i narastającą bezbronność, stopniowo wprowadzając czytelnika w dramatyczny wątek zdrady. Opis królowej jako „samotnej wśród zawistnych dworzan” maluje obraz kobiety pozbawionej wsparcia, zranionej emocjonalnie przez odrzucenie ze strony Zygmunta Augusta — „zgorzkniałej i niedocenionej”. W tej chwili słabości Bona staje się łatwym celem dla intryg otoczenia. Jej najbardziej zaufany sługa, Gian Lorenzo Pappacoda, wykorzystuje tę sytuację. Narracja z niepokojem ujawnia, że Pappacoda „czyni wiele, by pomóc swej pani opuścić Polskę, podczas gdy zgorzkniała i niedoceniona Bona nie dostrzega mrocznej pułapki, którą dworzanin na nią zastawia”. Ta „mroczna pułapka” staje się ostatecznym „przedziurawieniem” jej osobistego bezpieczeństwa i finansowej niezależności.

Historycznie powrót Bony do Bari rzeczywiście był pełen niebezpieczeństw, a jej śmierć przez otrucie często przypisywano właśnie Pappacodzie, działającemu w porozumieniu z interesami Habsburgów, którzy pragnęli przejąć jej ogromny majątek i uniemożliwić jej finansowe wsparcie syna w walce z ich dominacją. Renata Czarnecka z mistrzowską ironią ukazuje dramat tej sytuacji: tęsknota Bony za ukochanym Bari i chęć ucieczki od dusznej atmosfery polskiego dworu przesłaniają jej realne zagrożenie ze strony człowieka, któremu ufała bezgranicznie. Zdrada ta obnaża bezwzględność dworskiej polityki, w której nawet lojalność budowana latami może zostać kupiona lub złamana, a potężna postać — gdy zostaje osamotniona — staje się idealnym celem dla wyrachowanych manipulacji.


Otrucie królowej Bony
Obraz pochodzi z 1859 roku
autor: Jan Matejko 


Pomimo tragicznego finału życia Bony Sforzy, Pęknięte królestwo nie pozwala zapomnieć o jej trwałym dziedzictwie historycznym, tworząc poruszające napięcie między jej osobistym losem a ogromnym wpływem, jaki wywarła na Polskę i Europę. Pytanie, które nasuwa się w tym kontekście — „Kim była Bona z rodu Sforzów i jak wpłynęła na bieg dziejów Polski i Europy?” — stanowi wyraz głębokiego zainteresowania powieści historycznym dziedzictwem królowej i rolą, jaką odegrała na arenie międzynarodowej. Jak już wcześniej wspomniano, reformy gospodarcze Bony były przełomowe — tchnęły życie w ekonomię Rzeczypospolitej i znacząco wzbogaciły królewski skarbiec. Jej wizja polityczna, choć często budziła kontrowersje, konsekwentnie zmierzała do wzmocnienia pozycji Jagiellonów na arenie międzynarodowej, poprzez strategiczne sojusze i sprzeciw wobec rosnącej potęgi Habsburgów.

Z drugiej strony jednak wpływ Bony znacznie wykraczał poza ekonomię i politykę. Królowa była bowiem mecenaską sztuki i nauki, wprowadzając do Polski ducha włoskiego renesansu. Choć powieść skupia się głównie na jej osobistych zmaganiach i utracie władzy, to kontekst historyczny — ukazujący Rzeczpospolitą jako „potęgę na międzynarodowej scenie” w połowie XVI wieku — nie pozostawia wątpliwości, że to właśnie takie postacie jak Bona przyczyniły się do jej rozkwitu. Jej ambicja i dalekowzroczność, choć prowadziły do osobistych dramatów, pozostawiły niezatarte ślady w rozwoju królestwa. Poruszający obraz jej ostatnich, samotnych lat nabiera głębszego znaczenia, gdy zestawi się go z ogromem jej wcześniejszych dokonań, ukazując Bonę nie tylko jako ofiarę okoliczności, lecz jako postać tragicznej wielkości, której geniusz nie zdołał uchronić jej przed zgubnymi zagrożeniami władzy i zdrady.


Grób królowej Bony Sforzy znajdujący się
w bazylice świętego Mikołaja w Bari.
fot. Marek Postawka


Podsumowując, Pęknięte królestwo Renaty Czarneckiej to psychologicznie przenikliwa i historycznie osadzona opowieść o ostatnim rozdziale życia królowej Bony Sforzy. Autorka, posługując się analitycznym spojrzeniem, ukazuje stopniowy upadek Bony — jej samotność i bezbronność — jako metaforę „przedziurawienia” nie tylko własnego dworu, lecz także szerszego porządku dynastii Jagiellońskiej. Renata Czarnecka z wyczuciem rozkłada na czynniki pierwsze dwoistą naturę ambicji królowej, pokazując, jak siła, która przez lata napędzała rozwój Rzeczypospolitej, stała się zarazem źródłem jej wyobcowania zarówno w relacji z synem, jak i w otoczeniu dworskim. Głęboki konflikt z Zygmuntem Augustem, pogłębiony przez kwestie sukcesji i wyboru małżonki, odsłania ogromne napięcia i osobiste koszty polityki dynastycznej. Narracja prowadzi czytelnika ku przejmującemu obrazowi zdrady, dokonanej przez Gian Lorenzo Pappacodę — człowieka, który przez lata uchodził za lojalnego sługę. To właśnie jego działania stają się przestrogą, że nawet najpotężniejsze postacie, gdy tracą wpływy, mogą być podatne na manipulację i wykorzystanie. Pęknięte królestwo wykracza zatem poza ramy klasycznej powieści historycznej. To subtelna, wielowarstwowa refleksja nad władzą, dziedzictwem, ambicją i ludzką kruchością, która kształtuje — i jest kształtowana — przez wielką scenę XVI-wiecznej polityki europejskiej. Bona Sforza, w ujęciu Renaty Czarneckiej, jawi się jako postać złożona, tragiczna i wielka zarazem — to bez wątpienia kobieta, której osobisty dramat rzuca światło na bezwzględną naturę królewskiej władzy.

 

 


środa, 17 października 2018

Renata Czarnecka – „Ja, królowa. Bona Sforza d’Aragona”












Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!



Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2018



Bona Sforza d’Aragona (1494-1557) stanowi jedną z wielu postaci historycznych budzących kontrowersje. Jedni przypisują jej ogromne zasługi dla Polski, zaś inni szkalują i nazywają „trucicielką”. Prawdą jest, że przez bardzo długi czas była nie doceniana. Bardzo źle wypowiadali się o niej przeciwnicy polityczni oraz ci, którym Bona nadepnęła na odcisk, a potem byli to kolejni dziejopisarze, którzy bezrefleksyjnie powtarzali słowa swoich poprzedników. Bona Sforza d’Aragona przyszła na świat jako włoska księżniczka. Była córką i zarazem przedostatnim dzieckiem Giana Galeazza Sforzy (1469-1494) i Izabeli Aragońskiej (1470-1524). Notatka sporządzona własnoręcznie przez królową w jej Modlitewniku wskazuje, że było to dokładnie 2 lutego (sobota) 1494 roku o godzinie 13:30. W tamtym czasie godziny urodzeń dzieci pochodzących z arystokratycznych rodzin były bowiem skrupulatnie zapisywane ze względów astrologicznych, dlatego też notatka ta wydaje się być jak najbardziej wiarygodna.

Izabela Aragońska, myśląc perspektywicznie, pragnęła zapewnić swej córce jak najlepsze wykształcenie, co w przyszłości miało na celu doprowadzić do zawarcia przez Bonę intratnego małżeństwa. Była ona bowiem jedyną spadkobierczynią bogatego Księstwa Bari i Rosanno. W związku z tym Bona dogłębnie poznała historię, matematykę, prawo, teologię, która wtedy była zastrzeżona jedynie dla mężczyzn, a także nauczyła się gry na instrumentach, jazdy konnej, opanowała sztukę polowania oraz przyswoiła sobie takie kobiece umiejętności, jak taniec, śpiew, muzykę i oczywiście hafciarstwo. Ówcześni mężczyźni mogli czuć się niekiedy wielce zawstydzeni w jej towarzystwie, ponieważ Bona błyszczała wiedzą nie tylko na temat pism redagowanych przez wybitnych ojców Kościoła, ale także antycznych twórców, jak Marek Tulliusz Cyceron (106-43 p.n.e.) czy Publiusz Wergiliusz Maro (70-19 p.n.e.). Biegle posługiwała się nie tylko językiem włoskim, lecz również łacińskim, niemieckim, zaś po ślubie z Zygmuntem I Starym (1467-1548) także polskim.

Królowa Bona Sforza d’Aragona (1521)
Drzeworyt pochodzi z dzieła
Justusa Ludwika Decjusza
(ok. 1485-1545).
Pomimo iż mówiono, że dwór w Bari jest siedliskiem wszelkiego rodzaju cielesnych uciech i romansów, w których aktywnie miała uczestniczyć także matka przyszłej królowej Polski, to jednak sama Bona była raczej powściągliwa w tych sprawach i daleka od ulegania pokusom. Generalnie odrzucała umizgi przystojnych młodych mężczyzn. Niemniej podejrzewano ją o płomienny romans z Hektorem Pignatelim (?-1535), który był synem kochanka jej matki. Chociaż była powściągliwa w używaniu życia, to jednak postrzegano ją jako osobę niebezpieczną. Po Izabeli Aragońskiej miała bowiem odziedziczyć skłonność do pozbywania się swych wrogów przy pomocy trucizn. Na taki wizerunek wpływ miał zapewne fakt, iż wielką sympatią Bona darzyła największą trucicielkę swojej epoki, czyli córkę papieża Aleksandra VI (1431-1503) – Lukrecję Borgię (1480-1519), z którą przez pewien czas gorliwie wymieniała korespondencję.

Izabela Aragońska robiła wszystko, co tylko mogła, aby korzystnie wydać Bonę za mąż. W ten sposób pragnęła bowiem, choćby jedynie częściowo, odzyskać utracone wcześniej strefy wpływów. W żyłach Bony płynęła przecież krew europejskich cesarzy, papieży i królów. Czasami Izabela Aragońska mierzyła aż za wysoko, co tylko przysparzało jej rozczarowań. Kiedy 2 października 1515 roku władca największego państwa Europy Środkowej stracił małżonkę, cesarz Maksymilian I Habsburg (1459-1519) podjął działania mające na celu wprowadzić na tron Polski jedną ze swoich protegowanych. I tak oto przy pomocy kanclerza Krzysztofa Szydłowieckiego (1467-1532) przedstawił owdowiałemu Zygmuntowi I, pochodzącemu z dynastii Jagiellonów, trzy kandydatki, wśród których była także Bona Sforza d’Aragona. Utrata ukochanej żony i żałoba sprawiły, że polski król odrzucił wszystkie kandydatki, uznając, że ponowne małżeństwo będzie niestosowne w obliczu jego wielkiego cierpienia, a także zbyt krótkiego czasu, jaki upłynął od śmierci żony. Kiedy minął niespełna rok, propozycję ponowiono i przedstawiono Zygmuntowi już tylko dwie kandydatki. I tak oto w 1517 roku do Wilna, w którym Zygmunt uwielbiał przebywać, przywieziono portret księżniczki Bari. Polski król był nią oczarowany już od pierwszego wejrzenia. Ukryto przed nim prawdziwy wiek Bony, ponieważ lada dzień miała ona skończyć dwadzieścia cztery lata, co w tamtych czasach uznawano za wiek staropanieński. Do podpisania umowy przedślubnej doszło 21 września 1517 roku, zaś dokument ten gwarantował księżniczce prawo dziedziczenia Księstwa Bari i Rossano, co miało stanowić zabezpieczenie dla przyszłej królowej Polski.

Po zakończeniu pertraktacji i podpisaniu wspomnianej umowy przedślubnej przez pełnomocników Zygmunta i rodziny Sforzów, w dniu 6 grudnia 1517 roku odbyły się w Neapolu zaślubiny per procura (z łac. w zastępstwie), podczas których kaliski kasztelan Stanisław Ostroróg (?-ok. 1519) poślubił w imieniu polskiego króla księżniczkę Bonę. Po tym wydarzeniu rozpoczęto intensywne przygotowania do wyjazdu Bony do Polski. Z kolei dzień ślubu, który miał odbyć się w Krakowie, wyznaczono na 18 kwietnia 1518 roku. Kiedy wreszcie 13 kwietnia po długiej podróży Bona przybyła do podkrakowskiej Morawicy, została niezwykle uroczyście powitana przez królewskich wysłanników. Wygłoszono okolicznościową mowę, nie szczędząc przy tym na wychwalaniu zalet włoskiej księżniczki. Natomiast sam Zygmunt spotkał się z Boną dopiero następnego dnia, a było to na polu niedaleko Łobzowa. Monarcha zjawił się tam w towarzystwie orszaku złożonego z najważniejszych świeckich i duchownych dostojników. Na przybycie Bony król oczekiwał w specjalnym namiocie, przed którym rozwinięto czerwone sukno, po którym narzeczeni szli na swe pierwsze spotkanie. Zygmunt podał Bonie prawą rękę, zaś ona głęboko skłoniła się przed nim, po czym obydwoje padli sobie w ramiona. Potem ponownie wygłoszono okolicznościowe mowy, które wielu zapadły w pamięć na bardzo długo.


Umowa przedślubna zawarta pomiędzy Zygmuntem I Starym a Izabelą Aragońską 
w dniu 21 września 1517 roku. Kontrakt został zaakceptowany przez cesarza niemieckiego 
Maksymiliana I Habsburga. 


Kiedy już przemówienia dobiegły końca, zebrani usłyszeli huk armatnich salw honorowych, po czym cały orszak królewski wyruszył w stronę Krakowa. Nad porządkiem przemarszu pieczę trzymał nadworny marszałek Piotr Kmita Sobieński (1477-1553). Była to naprawdę barwna procesja, gdyż towarzyszące magnatom orszaki ubrane były zgonie z rozmaitymi światowymi trendami ówczesnej mody (Niemcy, Włosi, Francuzi, Węgrzy, Turcy). Widok ten wzbudził ogromny podziw wśród ludności oglądającej owe widowisko. Przed bramami Kleparza na przyszłą królową czekał już tłum mieszczan. Bonę powitał Stanisław Biel z Nowego Miasta (?), który był wówczas rektorem Akademii Krakowskiej. Tutaj również rozległy się armatnie wystrzały, natomiast Zygmunt i Bona obejrzeli zaaranżowany pojedynek dwóch rycerzy. Potem procesja ruszyła dalej, tworząc szpaler z członków władz miejskich, cechów rzemieślniczych oraz gildii kupieckich.

Trasa, którą przejeżdżali przyszli małżonkowie była pięknie udekorowana. Chociaż nie można było jeszcze ujrzeć specjalnie wzniesionych z tej okazji małych form architektury ulotnej, jak bramy czy łuki triumfalne (moda ta jeszcze nie dotarła do Polski), lecz mimo to przystrojone kosztownymi tkaninami i kwiatami kamienice i tak budziły zachwyt. Tak zwana „droga królewska” obejmowała Kleparz, Bramę Floriańską, ulicę Floriańską, rynek oraz ulicę Grodzką, aż do katedry wawelskiej, gdzie na Zygmunta i Bonę czekali już biskupi. Uroczystości powitalne trwały do późnego wieczora. Po odśpiewaniu hymnu Te Deum laudamus, Bona została odprowadzona do swoich komnat na Wawelu. Trzy dni później, zgodnie z planem, odbyły się uroczyste ceremonie ślubne i koronacyjne. Bona miała tylko dwa dni, by odpocząć po trudach podróży i wjeździe do Krakowa. Musiała też rozlokować się w nowym miejscu i poczynić przygotowania do kolejnych uroczystości. Trzeba pamiętać, że ten pełen przepychu wjazd do Krakowa, który wówczas był stolicą królestwa, stał się wzorem dla potomnych, według którego organizowano kolejne ceremonie wjazdu i powitania przybywających z zagranicy przyszłych królewskich małżonek. 


Bona Sforza d’Aragona i Zygmunt I Stary wraz z towarzyszącymi im dworzanami.
autor: Jan Matejko (1838-1893)


Najnowsza powieść Renaty Czarneckiej rozpoczyna się w chwili, gdy Bona Sforza d’Aragona przybywa do Polski i zostaje korowana na królową Polski. Jest to niezwykle ważne wydarzenie nie tylko w życiu Zygmunta i Bony, lecz także zwykłych ludzi. Oto bowiem następuje połączenie dwóch wielkich dynastii: Jagiellonów i Sforzów. Bona ma tylko dwadzieścia cztery lata, zaś jej małżonek przekroczył już pięćdziesiątkę. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że ta ogromna różnica wieku będzie stanowić przeszkodę nie tylko w kwestii wzajemnego porozumiewania się, ale także jeśli chodzi o wypełnianie obowiązków małżeńskich, to jednak prawda okazuje się zupełnie inna. Zygmunt jest zauroczony młodą małżonką, zaś Bona robi wszystko, aby podstarzały król nie poczuł się odtrącony. W miarę upływu czasu i w jej sercu zaczyna kiełkować uczucie miłości do męża. Owocem nocy poślubnej jest bowiem ich najstarsza córka Izabela (1519-1559), która dziedziczy imię po swej babce, Izabeli Aragońskiej.

W miarę upływu lat na świat przychodzą kolejne dzieci, w tym upragniony syn, przyszły Zygmunt II August (1520-1572). Już od pierwszego dnia życia jest on oczkiem w głowie matki. To przecież on ma odziedziczyć tron po ojcu i przedłużyć dynastię Jagiellonów. I choć córki także nie są bez znaczenia, bo wszak przy ich pomocy będzie można zaaranżować korzystne małżeństwa i tym samym wzmocnić nie tylko pozycję dynastii, ale przede wszystkim Polski, to jednak August jest tym, na którego Bona bezustannie chucha i dmucha, dbając o to, by nie stała mu się żadna krzywda. Najlepiej byłoby, aby na świat przyszedł kolejny zdrowy chłopiec. Niestety, los jakby się mścił. Z każdym kolejnym porodem Bona jest coraz bardziej niezadowolona. Rodzi bowiem córki, które chętnie oddałaby za choćby jeszcze jednego syna. W przeciwieństwie do królowej, Zygmunt cieszy się z każdego nowego dziecka i wydaje się zupełnie nie przejmować tym, że na Wawelu żyje tylko jeden następca tronu.


Jest rok 1537. Król Zygmunt Stary i Bona oraz ich dwór na lwowskim zamku słuchają 
przemówienia hetmana Jana Tarnowskiego (1488-1561) do zbuntowanej szlachty.
autor: Henryk Hipolit Rodakowski (1823-1894)


Jeśli ktoś myśli, że Bona stoi gdzieś z boku i biernie przypatruje się temu, co dzieje się w polityce, to grubo się myli. Ona ją tworzy. I choć to Zygmunt Stary nosi spodnie i oficjalnie rządzi krajem, to jednak silniejszą stroną jest tutaj Bona. Doradza Zygmuntowi, a czasami wręcz otwarcie się z nim spiera, jeśli widzi, że decyzje małżonka mogą mieć niekorzystny wpływ nie tylko na kraj, ale także na Jagiellonów. Takim postępowaniem królowa bardzo szybko przysparza sobie wrogów, dlatego też otacza się jedynie ludźmi zaufanymi, głównie tymi, których przywiozła sobie ze słonecznej Italii. I tak oto mijają lata, dzieci dorastają, Bona i Zygmunt się starzeją. Czas zatem rozpocząć aranżowanie korzystnych małżeństw dla dzieci. Niestety, nie wszystko idzie po myśli Bony. I znów dochodzi do sporów i rodzinnych konfliktów. Na tym polu najwięcej problemów przysparza królowej ukochany syn.

Ja, królowa to powieść, która stanowi kontynuację Księżnej Mediolanu i Madonn z Bari. I choć fabuła książki od początku do końca skupia się na osobie Bony Sforzy i jej panowaniu w Polsce, to jednak Autorka nie zapomina o postaciach znajdujących się w otoczeniu królowej. Wraz z nimi czytelnik wędruje po wawelskich komnatach, udaje się do Warszawy, podróżuje na Litwę, a nawet do dalekiej Francji. Sama Bona jawi się tutaj jako niezwykle silna kobieta, która pragnie za wszelką cenę osiągnąć zamierzony cel. I choć posiada niemało wrogów, to jednak każdego dnia próbuje sobie z nimi radzić, pomimo że nie zawsze wygrywa. Wydaje się, że jest bezwzględna w tym, co robi. Czytelnik wciąż zastanawia się, czy te wszystkie plotki, które o niej rozpowszechniano były jedynie wymysłem wyobraźni jej wrogów, czy faktycznie kryło się za tym coś więcej, a królowa była zdolna do popełnienia zbrodni, byle tylko postawić na swoim. Z jednej strony potrafi być naprawdę okrutna, zaś z drugiej kochająca, wyrozumiała, a niekiedy po prostu bezsilna, szczególnie jeśli chodzi o rodzinę.

Na kartach powieści najbardziej kontrowersyjna władczyni Polski na pewno nie jest przedstawiona jako postać czarno-biała, którą można byłoby jednoznacznie ocenić. Autorka ukazuje nam ją na czterech płaszczyznach, czyli jako królową, żonę, matkę i teściową. Niestety, te cztery obrazy nie zawsze są ze sobą zgodne. Powieściowa Bona Sforza to połączenie tak wielu sprzeczności, że naprawdę trudno jest stwierdzić, która z jej twarzy jest prawdziwa. Jako królowej nie można zarzucić jej niczego złego, choć czasami zdarza jej się przyznać, że nigdy nie darzyła Polski sympatią, lecz skoro już los rzucił ją do kraju, w którym zimą okrutnie marznie, stara się działać na jego korzyść, dlatego poprzez politykę, jaką uprawia próbuje nie tylko umacniać własną dynastię, ale też Polskę na arenie międzynarodowej. Nie jest też złą żoną. Widać, że jest bardzo przywiązana do Zygmunta i nawet jeśli nie darzy go jakimś szczególnie płomiennym uczuciem, to małżonek jest jej bliski.


Zawieszenie dzwonu Zygmunta na wieży katedry w Krakowie w 1521 roku.
autor: Jan Matejko


Z kolei jako matce można jej wiele zarzucić. Współczesnego czytelnika może zatem oburzać jej postępowanie wobec dzieci, ale trzeba pamiętać, że w XVI wieku, a szczególnie w rodach panujących, dzieci nie rodziło się po to, by je bezwarunkowo kochać i pragnąć ich dobra, lecz dlatego, aby w przyszłości stały się częścią polityki. To dzięki nim zawierano korzystne sojusze, łączono dynastie, a sami zainteresowani tak naprawdę nie mieli nic do powiedzenia. Miłość zarówno ta małżeńska, jak i rodzicielska nie miała większego znaczenia, jeśli w grę wchodziła polityka. W związku z tym kiedy Bona dostrzega, że jej zabiegi na niewiele się zdały, w konsekwencji czego pod jej dach wkracza ktoś, kto reprezentuje jej odwiecznych wrogów, natychmiast daje temu wyraz. Królowa jest bardzo zaborcza jako matka. Ta zaborczość objawia się przede wszystkim wobec Zygmunta Augusta. Czasami można odnieść wrażenie, że jej miłość daleko wykracza poza tę stricte macierzyńską. Gdyby nie fakt, iż August przyszedł na świat po to, by objąć tron po ojcu i spłodzić następcę tronu, to Bona chętnie zatrzymałaby go przy sobie i nie oddała żadnej innej kobiecie. Dlatego też wpada w furię, gdy jej jedyny syn pragnie być samodzielny i podejmować własne decyzje.

Muszę przyznać, że nigdy nie darzyłam Bony jakąś szczególną sympatią. Ta postać zawsze wydawała mi się okrutna, bezwzględna i po trupach dążąca do celu. Możliwe, że dałam się zwieść opiniom tych kronikarzy, którzy przedstawiali Bonę w złym świetle. Trudno jest mi powstrzymać się przed porównywaniem jej z Katarzyną Medycejską (1519-1589). Moim zdaniem obydwie królowe łączyło nie tylko pochodzenie, lecz przede wszystkim wizja dotycząca sprawowania rządów. Dla mnie Bona Sforza d’Aragona jest postacią tragiczną, co oczywiście nie zmienia faktu, że stanowi doskonały materiał na powieść czy film. Cieszy mnie ogromnie to, iż Renata Czarnecka nie wybiela królowej. Pokazuje ją czytelnikowi taką, jaka była naprawdę. Jak każdy człowiek miała wady i zalety. Żyła w bardzo ciekawych czasach i wielokrotnie musiała stawiać czoła poważnym problemom. Autorka zagłębia się w jej psychikę, ukazuje stan emocjonalny Bony i okoliczności, które popychały ją do podejmowania takich czy innych decyzji. Nie da się zaprzeczyć, że druga żona Zygmunta Starego odcisnęła trwałe piętno na historii Polski. Po prawie pięciuset latach od jej śmierci wciąż o niej rozmawiamy, piszemy, a nawet robimy filmy. Zapewne w chwili swojej tragicznej śmierci nawet przez myśl jej nie przeszło, że ludzie z kraju, którego nie darzyła sympatią, zapamiętają ją na wieki.

Ja, królowa to powieść, po którą warto sięgnąć bez względu na to, czy postać Bony Sforzy budzi sympatię czytelnika czy nie. Renata Czarnecka oddaje bowiem w nasze ręce książkę, którą czyta się z ogromnym zainteresowaniem. Ponadto podczas czytania trudno jest powstrzymać się od własnej oceny Bony i towarzyszących jej osób. Autorka nie opowiada się po żadnej ze stron. Nie narzuca czytelnikowi własnego zdania, lecz pozwala na swobodę interpretacji. Muszę przyznać, że dzięki książkom Renaty Czarneckiej zaczęłam inaczej postrzegać królową Bonę. Za każdym razem, kiedy czytam powieść Autorki mój stosunek do Jagiellonów nabiera innego wymiaru. Zachęcam zatem do sięgnięcia po trzecią część opowieści o Bonie Sforzy i gwarantuję feerię niezapomnianych czytelniczych doznań.