Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laila El Omari. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laila El Omari. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 maja 2016

Laila El Omari – „Zapach kwiatu muszkatołowego”

















Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2015
Tytuł oryginału: Der Duft der Muskatblüte
Przekład: Barbara Janowska-Michnowska 






Od niepamiętnych czasów Indie były związane z Europą. Ten kontakt wpłynął na jedną i drugą stronę zarówno pod względem kulturowym, jak i materialnym. Niemniej pojawienie się europejskich mocarstw w Indiach w połowie XV wieku, dzięki odkryciu drogi morskiej, miało dalece idące konsekwencje dla kształtu i zmian w indyjskim społeczeństwie i historii. Jako pierwsi w roli kupców pojawili się w Indiach Portugalczycy, których śladem przybyli Holendrzy, Brytyjczycy i Francuzi. To właśnie te potęgi konsekwentnie opracowywały plany, które w przyszłości miały sprawić, iż będą odgrywać znaczącą rolę polityczną w Indiach. Spośród wszystkich europejskich mocarstw to Brytyjczycy potrafili stać się politycznymi panami Indii. Z kolei w wiekach XVIII i XIX, a także do połowy XX, Hindusi kontynuowali walkę z europejskimi potęgami, aby w ten sposób stać się niezależnym krajem po podziale subkontynentu.

W czasie tych czterystu lat musiało upłynąć dużo wody, aby Indie przeszły wreszcie transformację z feudalnego, konserwatywnego i ograniczonego systemu społecznego do systemu kapitalistycznego, postępowego i integracyjnego pod względem społecznym, stając się państwem, które może samo o sobie decydować w oparciu o bodźce zewnętrzne, ideę równości, wolności, braterstwa i rządów kompetentnej grupy ludzi, zamiast jednego człowieka, czyli innymi słowy Indie przeszły od monarchii do demokracji. Co ważne, w tym procesie transformacji obecna była tendencja ciągłości i zmian we wszystkich sferach mających wpływ na działalność człowieka na indyjskiej ziemi, pomimo obcej dominacji ze strony Brytyjczyków w latach 1757-1947, i ich wysiłków mających na celu doprowadzenie do całkowitej zmiany podstawowych postaw i perspektyw Hindusów. Analizując tę kwestię można dowiedzieć się, jak zareagowały Indie na zachodnią dominację i ukazały swą odporność w obliczu wyzwania, jakim było unicestwienie indyjskiej mozaiki kulturowej opartej na pluralistycznych wartościach kulturowych odziedziczonych w ich długiej historii trwającej od ponad pięciu tysięcy lat.

Afonso de Albuquerque –
drugi wicekról Indii
Czynniki powstania państw narodowych, renesansu i reformacji, a także rewolucja rolna i przemysłowa, nowa doktryna ekonomiczna merkantylizmu, konkurencja pomiędzy państwami narodowymi skupiająca się na złamaniu gospodarczego monopolu dotyczącego kupców z Wenecji i Genewy przewożących swoje towary drogą morską, oraz wielki postęp w technologiach nawigacyjnych, jak wynalezienie kompasu, dały silny impuls do odkryć geograficznych, które doprowadziły do odkrycia nowych światów i nowych szlaków morskich. W wyniku powyższych czynników została odnaleziona nowa trasa na Wschód biegnąca przez Przylądek Dobrej Nadziei. Fakt ten doprowadził do wystąpienia europejskiego monopolu na morzach i pojawienia się Europejczyków zmierzających do Indii w poszukiwaniu dróg handlu i rzemiosła. Handel skupiał się głównie na przyprawach, które stały się zasadniczymi składnikami nawyków żywieniowych. Dzięki rywalizacji europejskich mocarstw, w połowie XVIII wieku Indie stały się prawdziwym teatrem konfliktów.

Indie utrzymujące zbyt długi dystans odnośnie do handlu z Azją Południowo-Wschodnią i zachodnimi państwami azjatyckimi, nigdy nie miały bezpośredniego kontaktu z handlem morskim z państwami europejskimi położonymi nad Oceanem Atlantyckim. Władca Portugalii książę Henryk Żeglarz (ok. 1398-1460) objął dowodzenie pośród narodów europejskich i zaczął promować aktywność marynistyczną. Podczas reżimu króla Jana II Doskonałego (1455-1495), Bartolomeu Dias (ok. 1450-1500) przekroczył Przylądek Dobrej Nadziei. Kiedy w Portugalii panował król Manuel I Szczęśliwy (1469-1521), wówczas Vasco da Gama (ok. 1469-1524) rozpoczął swoją wyprawę, która odbyła się w 1497 roku. W maju 1498 roku podróżnik wylądował na ziemi indyjskiej (Kalikat). Ciche przybycie Vasco da Gamy na ziemię indyjską doprowadziło do daleko idących konsekwencji. Został on serdecznie przyjęty przez Zamorina z Kalikatu i zapewne ten fakt poniekąd sprawił, że Vasco da Gama przybył do Indii ponownie w 1501 roku, a do Portugalii powrócił dwa lata później. Od tego czasu zakładano centra handlowe w Kalikacie, Koczinie oraz w mieście Kannur, skutecznie tłumiąc arabski opór. Dom Francisco de Almeida (ok. 1450-1510) został wyznaczony wówczas na pierwszego wicekróla Indii, a było to w roku 1505. Zainicjował on tak zwaną politykę Blue Water, czyli panowanie nad morzem przez mocne siły marynarki. W 1509 roku Francesco de Almeida został zastąpiony przez Afonso de Albuquerquea (1453-1515), tym samym stając się drugim wicekrólem Indii. Swoją funkcję sprawował do dnia śmierci.

Afonso de Albuquerque położył podwaliny portugalskiej władzy w Indiach poprzez podbój stanu Goa w 1510 roku, który stopniowo zasiedlali Portugalczycy przybywający do Indii. W 1515 roku Afonso de Albuquerque zdobył Ormuz – wyspę w Zatoce Perskiej. Zbudował również fort w Koczinie za zgodą jego władcy. W 1534 Portugalczycy otrzymali Diu i Bassein, natomiast w 1538 roku podbili Daman. Tak więc siła Portugalii w Indiach wzrosła, natomiast spadek ich potęgi i wpływów zanotowano dopiero z początkiem XVII wieku. Ta klęska spowodowana była różnymi czynnikami, takimi jak chęcią nawracania Hindusów na chrześcijaństwo, czy też wyparciem Portugalii przez Hiszpanów. Niemniej po raz pierwszy w historii Portugalczycy mogli w spokoju zawierać międzynarodowe traktaty handlowe z indyjskimi władcami. Tamte umowy do dziś wpływają na charakter handlu pomiędzy Europą a Indiami. Odnosi się to także do postrzegania tej kwestii przez indyjskie społeczeństwo. Chodzi głównie o produkcję przypraw, która znacznie wzrosła z myślą o handlu międzynarodowym, natomiast produkcja rolna stała się w znacznej mierze zorientowana na orientalny rynek.


Plac targowy w indyjskim stanie Goa w 1583 roku
Rysunek powstał około 1893 roku.
autor: James Douglas (1858-1911)


Do takich właśnie szesnastowiecznych Indii płynie statek handlowy prosto z Portugalii. Oczywiście nie jest to jedyny statek płynący w tym samym czasie z Lizbony po wodach Oceanu Atlantyckiego, lecz na pewno najważniejszy. Wszystkie należą do niezwykle wpływowej portugalskiej rodziny zajmującej się handlem. Mowa oczywiście o rodzinie da Silveira. Tym najważniejszym statkiem dowodzi młody Dom Alessando, który jest niesamowicie srogi wobec swoich podwładnych i za każde nieposłuszeństwo z ich strony wymierza winowajcy okrutną karę cielesną. Nie ma wówczas różnicy, kim jest osoba, która dopuściła się przewinienia, i czy było ono popełnione w dobrej lub złej wierze. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że podwładny żołnierz złamał obowiązujący na służbie regulamin, zaś w wymierzeniu odpowiedniej kary nie pomoże nawet fakt, iż winowajca jest przyjacielem Alessandra da Silveiry. Trzeba bowiem było myśleć o konsekwencjach zanim popełniło się błąd i wypowiedziało się posłuszeństwo kapitanowi. Oczywiście wszyscy żołnierze i pozostali, niżsi rangą, członkowie załogi przebywający na statku płynącym do Indii pod dowództwem Alessandra da Silveiry doskonale zdają sobie sprawę z tego, czym tak naprawdę skończy się ewentualne złamanie zasad regulaminu. Oni wszyscy wiedzą, że okrutnej kary mogą wręcz nie przeżyć. Niemniej czy nawet w obliczu śmierci są w stanie odmówić pomocy tym, którzy są dla nich ważni? Czy strach przed gniewem kapitana statku wystarczy, aby zawrócili z raz obranej drogi i zawiedli zaufanie tych, którzy pokładają całą swoją nadzieję w ich pomocy? Czy żołnierz, który w swoim życiu kieruje się przede wszystkim honorem może złamać regulamin tylko dlatego, żeby ochronić młodą kobietę przed życiem z potworem, na jakie skazała ją własna rodzina?

Alessandro da Silveira nie wie jednak, że tuż pod jego nosem – jeszcze w Lizbonie – zawiązał się spisek. Stronami rzeczonego spisku są jego młodsza siostra Ana oraz zaufany żołnierz kapitana. Pomimo że morska podróż do Indii trwa w najlepsze już od jakiegoś czasu, Alessandro nie ma pojęcia, że na statku przebywa również Ana, której w żadnym razie nie powinno tutaj być. Z kolei dziewczyna nie wyobraża sobie, że mogłaby pozostać w Lizbonie i podporządkować się woli rodziny, która chciała wydać ją za mąż za potwora. Trzeba pamiętać, że jest rok 1545, czyli czasy, kiedy małżeństw nie zawierano bynajmniej z miłości, zaś młodzi nie mieli w tej sprawie praktycznie nic do powiedzenia. Całej tej małżeńskiej transakcji dokonywały zainteresowane rodziny, natomiast jej przedmiotem był przede wszystkim majątek, który miał zasilić jedną czy drugą familię. Czasami do głosu dopuszczano przyszłego małżonka, zaś kobiety w ogóle nie słuchano. Mogła błagać, grozić i protestować na wszelkie możliwe sposoby, a i tak jej zdanie nikogo nie obchodziło. Co zatem w takiej sytuacji pozostało zrozpaczonej Anie? Tylko ucieczka, której w dodatku sprzyjały okoliczności.


Portugalski karak Santa Catarina do Monte Sinai
 autor: Joachim Patinir (ok. 1480-1524)


I tak oto nasi bohaterowie płyną sobie po Oceanie Atlantyckim, nie mając pojęcia, że już niedługo rozegrają się najważniejsze wydarzenia ich życia. Jak to często bywa podczas tego rodzaju podróży, tak i tym razem natura postanawia pokazać na co ją stać. Otóż, pewnej nocy na oceanie zaczyna szaleć sztorm, a na pokład statków wdziera się woda. Z jednej strony trzeba ratować towar, zaś z drugiej ludzi, którzy w każdej chwili mogą się potopić. Szaleńczy wicher dmie w żagle i łamie maszty. Alessandro da Silveira wydaje jeden rozkaz za drugim. Nie wie jednak, że gdzieś pod pokładem wraz z bliżej nieznanym więźniem ukryta jest jego młodsza siostra, która teraz czuje śmiertelny strach i jest niemalże pewna, iż ta ucieczka była najgłupszą rzeczą, jaką w życiu zrobiła. Zapewne już niedługo umrze w męczarniach. Woda wedrze jej się do płuc i pozbawi ostatniego oddechu. Przerażona patrzy jak poziom wody coraz bardziej się podnosi i jeszcze chwila, a całkowicie ją pochłonie. I wtedy staje się cud. Ktoś ją ratuje. Ana jest niemalże nieprzytomna, więc trudno jej rozeznać, kim jest wybawiciel. Najważniejsze, że ktoś jednak przyszedł jej z pomocą i tym samym uratował życie. Niestety, już niedługo okaże się, że jej srogi brat nie będzie miał litości nawet dla niej. W dodatku okrutnie ukaże również tego, kto ułatwił jej ucieczkę z Lizbony. Na nic zdadzą się tłumaczenia i prośby. Czy młody żołnierz, który zlitował się nad Aną i jako jedyny uwierzył w wersję jej wydarzeń dotyczącą postępowania okrutnego Luísa de Brissaca teraz będzie musiał zapłacić za to życiem? Czy Alessandro naprawdę nie ma litości nawet dla najbliższych?

Dom Francisco de Almeida 
– pierwszy wicekról Indii
Na razie trzeba jednak opanować sztorm, co wcale nie jest takie proste. Nie obywa się bez poważnych strat, również w ludziach. Nie można więc powiedzieć, że rodzina da Silveira wyszła z tej sytuacji bez szwanku. Z drugiej strony jednak nie jest to pierwsza podróż tego typu, więc wszyscy byli przygotowani na taki a nie inny rozwój wypadków. Kiedy więc mija pierwsze liczenie strat, zaczyna się to, czego Ana obawiała się najbardziej. Jej brat nawet nie próbuje ukrywać swojej wściekłości. W dodatku mężczyzna wie, że w żadnym razie nie może pozwolić sobie na utratę twarzy wobec podległej mu załogi. Musi więc jak najszybciej zarządzić wymierzenie kary. Rykoszetem dostaje się również Anie. Na szczęście Alessandro nie wpada na pomysł, aby wrzucić ją do oceanu. Niemniej wygląda na to, że jej ucieczka z Portugalii i poświęcenie żołnierza na niewiele się zdały. Jak tylko wszystkie handlowe transakcje zaplanowane w Indiach dojdą do skutku, Ana wróci do Lizbony i bez słowa sprzeciwu poślubi potwora, którym w jej mniemaniu jest wpływowy bogacz Luís de Brissac. Los jednak wydaje się mieć inne plany, lecz na ich urzeczywistnienie będzie kazał jeszcze trochę poczekać.

Zapach kwiatu muszkatołowego to kolejna książka Laili El Omari, która przenosi czytelnika w egzotyczne klimaty, gdzie można wręcz poczuć zapach specyficznych przypraw i poznać życie ludzi, którzy są nam dalecy kulturowo. Akcja powieści rozgrywa się w czasach, kiedy w Indiach prym wiedli Portugalczycy, którzy czuli się w tym kraju niczym we własnym domu. Prowadzili intratne interesy z miejscowymi kupcami, jak również posiadali tam przepiękne posiadłości, w których mieszkali jeśli nie na stałe, to przynajmniej przez większą część roku. Zdarzało się także, że łączyli się w małżeństwa z tubylcami i próbowali wpisać się w krajobraz Indii niczym rodowici Hindusi. Jak można się łatwo domyślić, do takich rodzin zalicza się również familia da Silveira. Ich indyjską posiadłością zarządza Geoffrey Glanville, który jako dziecko został przygarnięty przez ojca Alessandra da Silveiry i stał się dla młodego kapitana, jak gdyby przyrodnim bratem. Niestety, nawet wychowywanie się pod jednym dachem nie sprawiło, aby Alessandro wykazywał braterskie uczucia wobec Anglika. Geoffrey znacznie bardziej zżył się z innym członkiem rodziny i ta przyjaźń trwa do chwili obecnej.

Wydanie niemieckie z 2014 roku
Historia zaproponowana przez niemiecką Autorkę jest wielowątkowa i nie skupia się jedynie na handlu i morskich podróżach pomiędzy Portugalią a Indiami. Jest to powieść historyczna, lecz z bardzo mocno wyeksponowanymi wątkami obyczajowymi. Bohaterowie doświadczają problemów, które nie są obce również współczesnemu człowiekowi. Muszą bowiem stawić czoło niełatwym sytuacjom i dokonywać trudnych wyborów. Z powodu miłosnych rozterek są zmuszeni postępować czasami nawet wbrew samym sobie. Ponieważ rodzina da Silveira to szlachecka familia, która cieszy się ogromnym poważaniem w Lizbonie, jej członkowie muszą przestrzegać określonych zasad. Nie mogą na przykład pozwolić sobie na zawieranie małżeństw z osobami reprezentującymi niższe warstwy społeczne. Za nic w świecie nie wolno im dopuścić do skandalu. Zmuszeni są ściśle trzymać się obowiązujących konwenansów, aby tylko nie splamić honoru rodziny. Nieważne, że nie będą szczęśliwi w tych związkach. Ich dobro praktycznie się nie liczy. Jeśli mężczyźnie pod jakimś względem nie będzie odpowiadać żona, to przecież zawsze może przyprowadzić sobie do łoża niewolnicę, z którą spłodzenie dziecka nie będzie wstydem. A młodych i pięknych niewolnic mają pod dostatkiem. W dodatku doskonale wiedzą, że żadna im nie odmówi, bo przecież jest tylko niewolnicą, która nie ma żadnych praw i musi wykonywać polecenia swojego pana. Znacznie większym upokorzeniem dla rodziny byłoby małżeństwo takiego szlachcica z kobietą z niższych sfer. Niewolnicę zawsze można wyzwolić i wydać za mąż za kogoś odpowiedniego do jej stanu. Można też po kryjomu utrzymywać potomka. Przecież to takie normalne!

Jak widać z powyższego, mężczyźnie wolno wszystko, zaś kobiecie nic. Nie dziwi więc fakt, że młodziutka Ana w pewnym momencie zbuntowała się przeciwko woli ojca i zwyczajnie uciekła. Czy jednak ten bunt pozwoli jej uniknąć przeznaczenia? Czy mimo wszystko nie zostanie przymuszona do małżeństwa, którego obsesyjnie się obawia? Jaką rolę w tym wszystkim odegra Geoffrey Glanville? Czy Alessandro da Silveira w końcu zrozumie, że popełnia błąd i zmieni swoje postępowanie? A może to samo życie uświadomi mu co tak naprawdę jest ważne? Może kiedy sam zazna prawdziwej miłości pojmie, że nie zawsze należy żyć według z góry przyjętych zasad? Ile jeszcze będzie musiał się nauczyć, aby wreszcie zrozumieć swoje błędy?

Muszę przyznać, że zawsze z ogromną niecierpliwością wyczekuję każdej kolejnej książki Laili El Omari. Tak też było i tym razem, lecz niestety nie mogę powiedzieć, że Zapach kwiatu muszkatołowego mnie porwał. W moim odczuciu nie jest to powieść na miarę Monsunowych dni, czy nawet Zapachu drzewa sandałowego. Dwie poprzednie książki przeczytałam jednym tchem i praktycznie tuż po zakończeniu lektury mogłabym natychmiast zacząć czytać każdą z tych powieści od początku. Tym razem czegoś mi zabrakło. Nie ma w tej historii tego swoistego piękna, do którego przyzwyczaiła mnie Autorka w przypadku poprzednich książek. Generalnie powieść nie jest zła. Tak jak wyżej wspomniałam jest to opowieść wielowątkowa z całą masą rozmaitych postaci, z których każda wnosi do tej historii coś wyjątkowego. Poza tym tło historyczne też jest niezwykle bogate, a poszczególne wydarzenia następują po sobie dość szybko, więc tak naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Niemniej czegoś i tak mi zabrakło.









środa, 21 maja 2014

Laila El Omari – „Zapach drzewa sandałowego”















Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: Der Duft von Sandelholz
Przekład: Mieczysław Dutkiewicz




Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska została założona w 1600 roku i stała się najpotężniejszą w historii Anglii kompanią handlową. Charakteryzowała się niezwykle szerokimi uprawnieniami politycznymi. Posiadała prawo utrzymywania fortec oraz wojska, zawierania układów, bicia monet, prowadzenia konfliktów zbrojnych, a także stanowienia norm prawnych na zajmowanych terenach. Zasadniczym celem, jak również sposobem działania Kompanii Wschodnioindyjskiej było przejmowanie nadzoru nad portami i faktoriami ważnymi z punktu widzenia handlu. A zatem działalność Kompanii zmierzała do zagwarantowania bezpieczeństwa działalności handlowej oraz wykluczenia konkurencji. Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska toczyła niezwykle zacięte walki o wpływy z Francuzami, Portugalczykami, a szczególnie z Holenderską Kompanią Wschodnioindyjską.

Działając przede wszystkim na terenie Indii oraz na wyspach Oceanu Indyjskiego, Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska nawiązała w 1614 roku stosunki handlowe z Chinami, czego konsekwencją było otwarcie faktorii w Tonkinie, Amo, Kantonie i na Tajwanie. Wyparta przez Holendrów z terenu wysp Oceanu Indyjskiego, czasowo zredukowała swoją aktywność. W roku 1698 w Anglii powstała Nowa Kompania Wschodnioindyjska. Dopiero połączenie obu Kompanii przyśpieszyło proces tworzenia Imperium Brytyjskiego na obszarze Indii.  

Trzeba wiedzieć, że Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska prowadziła rozliczne wojny kolonialne. Na skutek zwycięstwa pod Palasi w dniu 23 czerwca 1757 roku Kompania weszła w posiadanie 24 okręgów wiejskich znajdujących się wokół Kalkuty. Po zwycięstwie pod Buxar 22 października 1764 roku cesarz Indii nadał Kompanii Wschodnioindyjskiej prawo sprawowania administracji oraz pobierania podatków na całym obszarze Bengalu. Po zajęciu wspomnianego Bengalu, przy pomocy rozmaitych nacisków i układów, Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska zdołała uzależnić od siebie również inne kraje Indii. Niemniej jednak na przełomie XVIII i XIX wieku zaczęła podupadać, a w 1833 roku sprawowała już tylko funkcje administracyjne, które w 1858 roku przejął brytyjski monarcha. Brytyjską Kompanię Wschodnioindyjską oficjalnie rozwiązano w 1874 roku.

Tak mniej więcej przedstawia się tło historyczne Zapachu drzewa sandałowego. Oczywiście punktem kulminacyjnym jest wojna pomiędzy Francuzami a Anglikami o wpływy w Indiach. Nasi bohaterowie czynnie w niej uczestniczą. Mam tutaj na myśli mężczyzn, ponieważ sytuacja kobiet w tamtym okresie nie była bynajmniej godna pozazdroszczenia. To mężczyźni rządzili, i to oni sprawowali kontrolę nad kobietami i wszelkiego rodzaju działaniami z ich strony. Kobietom żyjącym w XVIII wieku praktycznie nie wolno było zrobić nic bez wiedzy i pozwolenia mężczyzny: ojca, męża czy brata. Mężczyźnie wybaczano praktycznie wszystko, zaś kobiecie nic. To ona zawsze była tą stroną, po której leżała wina. Wychodząc za mąż musiała być dziewicą, bo inaczej rodzina przyszłego męża nie była zdolna zaakceptować ewentualnej małżonki brata czy syna. Nie było ważne, że kandydat na męża miał rzeszę kochanek zanim poślubił tę jedyną wyznaczoną mu przez rodzinę, a potem ją zdradzał. A kto mu zabroni?! To kobieta musiała być bez skazy. Gdyby jednak stało się inaczej, wówczas skutki skandalu obyczajowego ciągnęłyby się za kobietą latami. Taka „niemoralna” pani była wykluczona z towarzystwa na bardzo długi czas. Nawet najbliżsi traktowali ją jak przysłowiową czarną owcę w rodzinie i nastawiali przeciwko niej każdego, kogo tylko spotkali na swojej drodze. Kobiecie nie wolno było spotykać się nawet ze swoim narzeczonym bez obecności przyzwoitki w osobie matki czy szwagierki. Najlepiej, jeśli rzeczoną przyzwoitką była kobieta zamężna.

Osiemnastowieczne konwenanse narzucały również niezamężnym pannom inne ograniczenia. Przy młodych i niezamężnych dziewczynach nie wolno było rozmawiać o seksie, ciąży i wszelkich innych kwestiach, które wiążą się z relacjami damsko-męskimi. Zamężna kobieta będąca w ciąży nie mogła przy pannie eksponować swojego wystającego brzucha. Mało tego. Jakiekolwiek wzmianki na temat anatomii człowieka były zakazane w towarzystwie, w którym przebywały młode i niezamężne dziewczyny. Dlatego właśnie kobietom odmawiano prawa do nauki, czytania książek i wszelkich innych rzeczy związanych ze zdobywaniem wiedzy. Tak więc głupia kobieta to kobieta akceptowana przez towarzystwo.

Zadaniem kobiet było prowadzenie domu i wychowywanie dzieci. Kobieta bez słowa skargi musiała spełniać zachcianki męża i wypełniać swoje małżeńskie obowiązki wobec niego. Oczywiście nawet w wyższych sferach trafiały się niewiasty, które jawnie buntowały się przeciwko takiemu traktowaniu. Niemniej jednak każdy ich sprzeciw był tłumiony w zarodku przez mężczyzn, a także przez inne kobiety, które w milczeniu akceptowały tego rodzaju traktowanie.


Robert Clive - jeden z twórców brytyjskiego kolonializmu w Indiach - po bitwie
pod Palasi w 1757 roku


Nasza główna bohaterka – Elisza Legrant – należy właśnie do takich zbuntowanych młodych niewiast. Nie podoba jej się to, co dzieje się wokół niej. Nie akceptuje nakładanych na nią ograniczeń, lecz nikogo to nie interesuje. Kiedy poznajemy rodzinę Jacka Legranta jest rok 1753. Do jego domu w Bombaju przybywa niejaki Damien Catrall, który pochodzi z Madrasu. Damien jest dalekim krewnym Legrantów. Ukończył w Anglii studia medyczne i teraz pragnie pracować jako lekarz w Bombaju. Ponieważ z ojcem nie łączą go zbyt dobre relacje, więc takie rozwiązanie wydaje się być dla młodego lekarza doskonałe. Jack Legrant oddaje mu pawilon znajdujący się na terenie posiadłości. To właśnie tam Damien zamieszkuje i urządza sobie gabinet lekarski. Ponadto współpracuje również z miejscowymi felczerami i szpitalami.

Damien Catrall jest niezwykle przystojny, ale niestety zaręczony. W Madrasie czeka na niego narzeczona, która została mu z góry narzucona. Tak więc ani on, ani też Jane Marchand nie mieli nic w tej sprawie do powiedzenia. Musieli wykonać zadanie, do którego zobowiązali ich ojcowie. Nie jest ważne, że każde z nich ma na ten temat inne zdanie.

Jack Legrant ma trzy córki: Charlotte, wspomnianą już Eliszę i niepełnoletnią May. Ta ostatnia praktycznie się nie liczy, ponieważ jest jeszcze zbyt młoda, aby móc planować dla niej życie. Na chwilę obecną uwaga rodziny skupia się na najstarszej – Charlotte. Rodzice aranżują jej małżeństwo i w tym celu zapraszają do domu tabuny adoratorów. Damien nie jest brany pod uwagę, bo przecież jest zaręczony, a poprawne stosunki z jego ojcem są w tej chwili najważniejsze. Z kolei Elisza to oczko w głowie Jacka. Z jednej strony ojciec jest wobec niej surowy, ale z drugiej na wiele jej pozwala, czego w żadnym razie nie pochwala matka Eliszy. Claire niezbyt przychylnie patrzy na swoją średnią córkę. Za każde – choćby nawet najmniejsze – przewinienie nakłada na nią kary. Matce nie podoba się przede wszystkim to, że dziewczyna nie chce pokornie poddać się obowiązującym normom społecznym. Claire jest również przeciwna temu, że Elisza pragnie zdobywać wiedzę wszelkimi możliwymi sposobami. Niestety, wiele książek dla Eliszy jest niedostępnych ze względu na swoją „nieprzyzwoitą” treść. Od kiedy w domu Legrantów pojawił się Damien Catrall, dziewczyna zaczyna poważnie interesować się medycyną. Spędza z Damienem sporo czasu, a ten uczy ją jak należy zajmować się pacjentami. Oczywiście młody lekarz nie może uświadamiać Eliszy we wszystkim. Nie wolno mu broń Boże pokazywać dziewczynie ilustracji, z których można nauczyć się anatomii człowieka! Bo jak to tak, żeby młoda i niezamężna dama przed ślubem zobaczyła nagie męskie ciało?! Przecież to skandal! Co ludzie powiedzą?! Żaden mężczyzna nie będzie chciał poślubić Eliszy, jeśli dowie się co ona tam po kątach ogląda!

Te częste spotkania Eliszy z Damienem doprowadzają w końcu do tego, że pomiędzy młodymi rodzi się uczucie. Obydwoje wiedzą, że nie wolno im poddać się tym emocjom. Bronią się przed nimi z całych sił. Ale przecież krew nie woda. Poza tym, Damien jest zaręczony i jakby na to nie patrzeć dał słowo innej kobiecie oraz własnemu ojcu. Czy zatem w imię miłości do Eliszy będzie w stanie sprzeciwić się rodzinie i ożenić się z córką Jacka Legranta? Czy mężczyzna jest zdolny do tego, aby wywołać skandal obyczajowy i tym samym wykluczyć i siebie, i Eliszę z bywania w towarzystwie? Jak zachowa się Jack Legrant, kiedy dowie się, że jego ukochana córka postąpiła wbrew przyjętym konwenansom?

Zapach drzewa sandałowego to naprawdę emocjonująca powieść, która w niektórych momentach może sprawić, że czytelnik ma ochotę rzucić nią o ścianę z uwagi na sztywność obowiązujących norm i brak zrozumienia pomiędzy bohaterami. Współczesnemu czytelnikowi naprawdę trudno jest pojąć, jak można tak bardzo ograniczać drugiego człowieka i nie liczyć się z jego zdaniem tylko i wyłącznie dlatego, że jest kobietą. Angielskie osiemnastowieczne społeczeństwo jest tutaj przedstawione w sposób perfekcyjny. Autorka oddała klimat tamtego okresu najlepiej jak tylko mogła. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Laili El Omari, więc mogę śmiało stwierdzić, że Autorkę charakteryzuje naprawdę nieprzeciętny talent pisarski. Poprzednio równie mocno zachwycałam się książką Monsunowe dni, która porwała mnie już od pierwszej strony.

W Zapachu drzewa sandałowego nie brak tych wszystkich emocji, które towarzyszą również współczesnemu człowiekowi. Tak więc mamy zdradę, kłamstwo, hipokryzję, ale też bohaterowie doświadczają prawdziwej miłości i przyjaźni. Bardzo wyraźnie pokazane są również relacje pomiędzy Anglikami i Hindusami. Należą one do poprawnych. Elisza nie dzieli ludzi na lepszych i gorszych. Przyjaźni się z hinduską księżną, którą bardzo często odwiedza. Prawdę powiedziawszy chyba tylko Śalina jest jej przychylna, kiedy wszyscy odwracają się od Eliszy, i traktują ją jak powietrze. Oczywiście jest jeszcze najmłodsza z sióstr Legrant – May – ale ona w tych rozgrywkach prawie wcale się nie liczy.

Książka zaliczana jest do romansu historycznego, choć tego romansu – jeśli chodzi o główną bohaterkę – jest tutaj naprawdę niewiele. W tej kwestii na pierwszy plan już bardziej wysuwa się Charlotte, która rzeczywiście sobie folguje, jeśli chodzi o kontakty z mężczyznami, a właściwie z jednym mężczyzną. Owszem, Elisza jest wyzwolona, ale jej niezależność zmierza bardziej w kierunku zdobywania wiedzy, czego robić jej nie wolno. Z kolei w krytycznych sytuacjach dziewczyna zachowuje zimną krew i wykazuje naprawdę ogromną odwagę, nie bacząc na konsekwencje.

Podobnie jak w przypadku Monsunowych dni, tutaj również nie mam książce nic do zarzucenia. Żałuję tylko, że jak do tej pory ukazało się w Polsce jedynie dwie powieści Laili El Omari. Miejmy nadzieję, że to się wkrótce zmieni, bo czytać książki tej Autorki to dla mnie ogromna przyjemność. Od powieści Laili El Omari naprawdę nie można się oderwać.




niedziela, 9 lutego 2014

Laila El Omari – „Monsunowe dni”
















Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: Tage des Monsuns
Przekład: Mieczysław Dutkiewicz




Był kiedyś taki czas, gdy Indie stanowiły jedną z brytyjskich kolonii. Do rywalizacji o władzę w Indiach – obok Anglików – stanęli również Portugalczycy, Holendrzy i Francuzi. Ci ostatni działali poprzez kompanie wschodnioindyjskie. Początki kolonii brytyjskiej datuje się na 1595 rok. W miarę upływu czasu stała się ona największą potęgą na całym subkontynencie. Niemałą zasługę w tej kwestii należy przypisać Warrenowi Hastingsowi, generalnemu gubernatorowi, który swój urząd piastował w latach 1772-1785. To właśnie jego uważa się za właściwego twórcę Indii Brytyjskich. Następujący po nim gubernatorowie etapowo rozszerzali zasięg brytyjskiego panowania. W roku 1803 zdobyto Delhi, natomiast w 1818 roku została pokonana konfederacja Marathów. Z kolei w roku 1849 – jako ostatnie znaczące państwo – podbity został Pendżab rządzony przez sikhów. Jedynie Afganistan i Nepal to państwa, które nie dostały się pod brytyjską hegemonię. Na większości terenów Indii władza znajdowała się bezpośrednio w rękach Brytyjczyków. Niemniej jednak, utrzymywano około sześćset lokalnych księstw, które podległe były Brytyjczykom w sposób pośredni. Natomiast językiem urzędowym stał się angielski zamiast perskiego. Popierano także działalność misjonarską oraz wprowadzono telegraf i kolej. Zwalczano również niektóre lokalne zwyczaje, co wywołało poważne niezadowolenie wśród miejscowej ludności. Taka głęboka ingerencja w życie Hindusów była dla nich wręcz niedopuszczalna.

W roku 1857 doszło do wybuchu Powstania Sipajów. Wówczas powstańcy skupili się wokół mongolskiego władcy – Bahadura Szaha II, lecz już w 1858 roku zostali pokonani, a sam cesarz obalony. W tym samym roku rozwiązano także Kampanię Wschodnioindyjską oraz Brytyjską Radę Kontrolną. Administrację kolonii uzależniono bezpośrednio od parlamentu i rządu brytyjskiego, zaś gubernator otrzymał tytuł wicekróla. Tę nową politykę patriarchalną miała zagwarantować królowa Wielkiej Brytanii – Wiktoria Hanowerska, która w roku 1877 w Delhi została koronowana cesarzową Indii. Politykę brytyjską w tym czasie charakteryzowała wielka ostrożność. Działania Brytyjczyków opierały się przede wszystkim na utrzymaniu lojalności miejscowych wielmożów i władców. Starano się również nie ingerować w sprawy religijne. W 1912 roku brytyjski wicekról przeniósł swoją siedzibę z Kalkuty do Delhi, natomiast wykształcona zgodnie z europejskimi standardami miejska inteligencja hinduska stawała się coraz bardziej świadoma swoich narodowych powinności i zaczęła domagać się udziału w rządzeniu. W tych żądaniach na pierwszy plan wysuwała się szczególnie Partia Kongresu, utworzona w 1885 roku i skupiająca w swych szeregach w głównej mierze hinduistów. Oczywiście w tym czasie nie obyło się też bez konfliktów zbrojnych przy udziale imperium brytyjskiego, czego przykładem jest wojna rosyjsko-turecka, czyli konflikt pomiędzy Rosją a imperium osmańskim, który miał miejsce w latach 1877-1878.

Tyle historii, która stanowi tło historyczne Monsunowych dni. Teraz skupmy się na czymś bardziej przyziemnym. Otóż, skoro Brytyjczycy tak mocno zakorzenili się na terenie Indii, musieli przecież z czegoś żyć. A co można uprawiać w Indiach? Przede wszystkim herbatę. Tak więc plantacje herbaty, których właścicielami byli obywatele Wielkiej Brytanii, miały się w tamtym okresie naprawdę dobrze. Jednym z takich brytyjskich plantatorów był człowiek o nazwisku Ramsay – ojciec głównej bohaterki Monsunowych dni. Kiedy zmarł, plantacja przeszła w ręce jego syna – Charlesa. Niemniej jednak, nie tylko Charles żywił ogromne zainteresowanie uprawianiem rozmaitych gatunków herbaty i handlowaniem nimi. Praktycznie od wczesnych lat dziecięcych herbacianym biznesem zaciekawiona była również jego młodsza siostra – Katrina. Fakt, iż kobietę ciągnie do spraw, które stanowią domenę mężczyzn może nieco dziwić, bo jak wiemy, w tamtych czasach rolą kobiety było całkowite podporządkowanie się mężczyźnie. To od męża zależało w jakich kręgach towarzyskich będzie bywać jego żona. Jeśli natomiast kobieta była niezamężna, wówczas pieczę nad nią sprawował ojciec bądź brat. W epoce wiktoriańskiej kobiety niestety nie miały za wiele do powiedzenia. Każde niestosowane zachowanie od razu zostawało zauważone i przy najbliższej okazji obgadane w towarzystwie. Tak więc kobieta musiała bardzo uważać, aby nie spojrzeć w miejscu publicznym na obcego mężczyznę, a już broń Boże nie zamienić z nim choćby słowa, żeby natychmiast nie zostać wziętą na języki! Takie zachowanie było wielkim uchybieniem ze strony owej niewiasty i natychmiast publicznie posądzano ją o romans z dżentelmenem, z którym jednak rzeczone słowo odważyła się zamienić. Kobieta musiała też uważać, aby przypadkiem nie podnieść za wysoko spódnicy w obecności innych osób, na przykład przy wchodzeniu po schodach. Spódnicę należało unieść jedynie na wysokość kostek, gdyż w innym razie uznawano taką damę za niemoralną. Dzisiaj wydaje się do wręcz dziwaczne i śmieszne, ale w XIX wieku takie konwenanse były normą.


Panorama dzisiejszego Ooty - miasta, w którym rozgrywa się
większa część akcji powieści 


Katrina Alardyce (nazwisko po mężu) ma jednak na sumieniu to i owo, a przynajmniej tak uważają ludzie w towarzystwie. Całe indyjskie Utakamand (w skrócie Ooty) aż huczy od plotek na jej temat. Dlaczego? Cóż takiego zrobiła? Otóż, na potęgę zdradzała męża! Tak orzekł sąd przy rozwodzie, a pokrzywdzony małżonek zrobił z siebie ofiarę i postawił przed wymiarem sprawiedliwości świadków, którzy potwierdzili jego zarzuty wobec żony. Oczywiście świadkami w sprawie byli sami mężczyźni, bo jakżeby inaczej! Przecież kobiecie nic nie wolno! Ona nie ma prawa głosu, a tym samym żadnych szans na obronę i przedstawienie swoich racji. Tak więc Stephen Alardyce dopiął swego, oddając swoją byłą już żonę pod opiekę brata. Teść Alardyce’a niestety nie przeżył tych oskarżeń skierowanych pod adresem swojej ubóstwianej córki. Od tej pory to Charles Ramsey musi zajmować się siostrą. Musi zapewnić dach nad głową nie tylko jej, ale też jej kilkuletniemu synkowi, bo Stephen – co nie powinno dziwić – wyparł się dziecka, twierdząc, że to nie on jest jego ojcem biologicznym. Skoro żona zdradzała go na lewo i prawo, to przecież miał ku temu niepodważalne podstawy! W końcu tak naprawdę nie wiadomo komu ta rozpustnica urodziła małego Caleba.

Jak widać Charles Ramsey ma istotnie twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony siostra, która tylko przynosi wstyd, a z drugiej czepiająca się o wszystko żona. I wtedy na horyzoncie pojawia się Aidan Landor. Mężczyzna przyjechał właśnie do Ooty i wygląda na to, że chce się tutaj osiedlić na dobre. Pragnie kupić dom i zająć się uprawą herbaty, jak niemalże wszyscy w tym mieście, i chyba nawet w całych Indiach. Ten nieziemsko przystojny dżentelmen ma tylko jedno zmartwienie. Niestety, nie jest w tej chwili w posiadaniu odpowiedniej kwoty pieniędzy, aby swój plan wprowadzić w życie. Ale przecież jest Katrina Alardyce, która zadziwiająco szybko staje mu na drodze. Jej majątek rozwiązałby problemy Landora w lot. Jak zatem przekonać piękną kobietę do małżeństwa z rozsądku? Czy Aidan Landor zdaje sobie sprawę z tego, jakie zarzuty ciążą na jego wybrance? Czyżby był aż tak głupi, że nie zauważa tego, iż miejscowe towarzystwo praktycznie wyrzekło się Katriny i nie chce jej widzieć w swoim kręgu? A może za propozycją małżeństwa kryje się coś zupełnie innego, niż tylko chęć zysku? A co na to sama zainteresowana? Czy zgodzi się wyjść za mężczyznę, którego nie zna zbyt dobrze? Czy małżeństwa nie powinno zawierać się przypadkiem z miłości, zamiast z wyrachowania?

Przyznam, że jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Powieść jest napisana z wielkim rozmachem. Autorka zadbała o najdrobniejsze szczegóły. Przedstawiła życie wybranej części brytyjskiego społeczeństwa na terenie skolonizowanych Indii. To, co zwróciło moją szczególna uwagę, to przede wszystkim doskonały research dotyczący uprawy herbaty. Praktycznie krok po kroku widzimy w jaki sposób następuje proces jej uprawiania, zanim trafi do naszych filiżanek. Wspaniale oddana jest również sama epoka. O prawach kobiet, a właściwie ich braku napisałam już wyżej. Niemniej jednak, pomimo tych wszechobecnych zakazów, bohaterki powieści doskonale sobie w życiu radzą. Dlaczego? Ponieważ mają u boku fantastycznych mężczyzn, którzy są w stanie naprawdę wiele dla nich poświęcić, szczególnie jeśli chodzi o ich reputację. Ale z drugiej strony są też sprawy, w kwestii których kobiety kategorycznie nie zgadzają się ze swoimi mężczyznami, a jednak to oni – choć z ciężkim sercem – stawiają na swoim. Kobiety nie są także informowane przez mężczyzn o wszystkim, co ci robią poza domem. Chociaż panowie szanują swoje partnerki, to jednak pojawiają się sprawy, które nie są przeznaczone dla ich uszu. Mężczyźni mają swoje tajemnice, o których kobiety nie mają prawa się dowiedzieć. Tylko czy te sekrety nie odbiją się niekorzystnie na ich relacjach ze swoimi życiowymi partnerkami? Czy nie przyjdzie taki czas, kiedy będą musieli słono zapłacić za ukrywanie prawdy?


Tak niegdyś wyglądał proces uprawy herbaty w Indiach 


Ta siła kobiet przejawia się nie tylko w związku Katriny i Aidena. Na kartach powieści czytelnik spotyka również inne pary, gdzie to właśnie kobieta jest tą mocniejszą stroną pod względem psychicznym, lecz mimo to obowiązujące konwenanse nie pozwalają na jakiekolwiek działanie z jej strony, nawet jeśli miałoby ono pomóc ukochanemu mężczyźnie. A zatem skoro już jesteśmy przy relacjach damsko-męskich, to chcę zauważyć, że Monsunowe dni to także najpiękniejsza historia miłosna, jaką zdarzyło mi się przeczytać w ostatnim czasie. Miłość opisana jest tutaj niezwykle subtelnie. Nie spotkamy wulgarnych i prymitywnych opisów erotycznych, jakich dziś pojawia się w literaturze naprawdę sporo. Moim zdaniem aż za dużo. W tym przypadku widać, że Autorka postawiła na to, co dzieje się w sercu bohatera, a seks jest wyłącznie dodatkiem. Ale nie tylko miłość jest ważna w tej powieści. Bardzo istotny element stanowi też przyjaźń, zarówno pomiędzy kobietami, jak i mężczyznami.

Monsunowe dni to również powieść o macierzyństwie i miłości do dziecka, które trzeba chronić za wszelką cenę, czasami nawet przed najbliższymi. Ta historia to także opowieść o tym, jak wiara w pozory i złe ludzkie gadanie mogą sprawić, że życie człowieka stanie się istnym piekłem. Praktycznie każdy z bohaterów zmienia się stopniowo w miarę upływu czasu pod wpływem zaistniałych wydarzeń, czasami nawet niezwykle dramatycznych. Wbrew pozorom ta powieść posiada wyjątkowo rodzinną fabułę. Choć życie bohaterów nie jest wolne od niebezpiecznych sytuacji, to jednak rodzina jest tym, co dodaje im siły w walce z przeciwnościami losu. To ostatecznie rodzina pozwala rozprawić się z demonami przeszłości raz na zawsze.

Moim zdaniem Monsunowe dni to nie tylko powieść historyczna. W mojej opinii to przede wszystkim powieść obyczajowa, której akcja rozgrywa się w przepięknej scenerii dziewiętnastowiecznych Indii, gdzie powietrze przesycone jest zapachem świeżo zebranych liści herbaty. Oby więcej takich książek pojawiało się na polskim rynku wydawniczym. Natomiast Laila El Omari, oddając w ręce czytelnika tak niesamowitą historię, tylko potwierdza moją pozytywną opinię dotyczącą literatury niemieckiej.