Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po angielsku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po angielsku. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 grudnia 2024

Iwona Kienzler – „Porachunki”

 




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!


Wydawnictwo: LIRA

Warszawa 2024

Tytuł oryginału: Uppgőrelser på Gotland

 

Córki znanego szwedzkiego polityka wybierają się na wakacje do Alanyi na Riwierze Tureckiej. Studentkom towarzyszy chłopak jednej z nich, a na miejscu do trójki przyjaciół dołącza sympatyczny mężczyzna, z którym szybko nawiązują nić porozumienia. Beztroskie dni spędzone pod tureckim słońcem nie trwają jednak długo. Starsza z sióstr i jej chłopak giną w niewyjaśnionych okolicznościach, a nowo poznany mężczyzna znika bez śladu. Śledztwo utyka w martwym punkcie i wydaje się, że zagadka śmierci córki Jana Wetterberga i jej chłopaka pozostanie nierozwiązana. Gdy jednak po kilku latach młodsza z sióstr spotyka na Gotlandii owego młodzieńca z tureckiego hotelu, odżywają wspomnienia. Wetterberg tym razem nie zamierza czekać na reakcję policji. Bierze sprawy w swoje ręce, a miejscowi śledczy, Klaudia Jassem i jej przełożony Erik Lindberg, wkrótce będą musieli rozwiązać zagadkę już nie podwójnego, ale poczwórnego morderstwa…

Porachunki autorstwa Iwony Kienzler – pisarki znanej polskim czytelnikom przede wszystkim z biografii historycznych i serii książek o brytyjskiej rodzinie królewskiej – to trzymająca w napięciu powieść kryminalna, która mistrzowsko łączy suspens z doskonałym opisem miejsca akcji. Dodatkowo jest to historia z jednej strony intrygująca, a z drugiej wyrafinowana. Córki znanego szwedzkiego polityka rozkoszują się pięknem skąpanej w słońcu Alanyi, aby nagle zostać wrzuconymi w świat mroku i tajemnic, gdy ich wakacje okazują się tragiczne w skutkach. Zestawienie idyllicznej wakacyjnej atmosfery z niewyjaśnionymi zgonami i kolejnymi zaginięciami jest uderzające i przygotowuje grunt pod fabularnie skomplikowany thriller.

Poszczególne postacie są znakomicie wykreowane, zwłaszcza siostry, których wzajemne relacje zostają wystawione na próbę na skutek dramatycznych wydarzeń. Tragiczny koniec starszej siostry i następujący po nim chaos nie tylko stanowią katalizator narracji, ale także podkreślają, jak szybko czyjś świat może zostać wywrócony do góry nogami, co jest namacalnie odczuwalne w całej powieści. Jan Wetterberg, zdruzgotany ojciec, staje się ucieleśnieniem rodzicielskiej desperacji, gdy wyrusza na poszukiwanie prawdy i sprawiedliwości, co – w trakcie lektury thrillera – ukazuje niezwykłą umiejętność autorki do tworzenia emocjonalnie rezonujących postaci.

Przeniesienie narracji z Turcji na Gotlandię wprowadza do opowieści kolejną fascynującą warstwę, tworząc poczucie dyslokacji i intrygi. Autorka znakomicie wykorzystuje swoje doświadczenia zdobyte podczas pobytu na Gotlandii, nadając scenerii kolorytu i głębi, jednocześnie wskazując na mroczne aspekty tego miejsca. Wyspa, często kojarzona z bogactwem, stanowi wyraźny kontrast z kryjącymi się na niej tajemnicami, dzięki czemu tworzy fascynujące tło dla rozwijającej się historii.

Pisarstwo Iwony Kienzler jest wyraziste i wciągające, co sprawia, że czytelnik wpada w sieć intryg, z której trudno się wydostać. Zwroty akcji trzymają odbiorcę w napięciu, a duet śledczych Klaudii Jassem i Erika Lindberga zapewnia znane, ale skuteczne ramy dla gatunku detektywistycznego. Ich pogoń za prawdą wprowadza do fabuły uczucie napięcia, szczególnie gdy przeplata się ona z osobistą zemstą Wetterberga.

O ile powieść porusza tematy straty, poczucia winy i poszukiwania odpowiedzi, to jednocześnie skłania czytelników do refleksji nad konsekwencjami nierozwiązanych tajemnic – wciąż obecnych cieni przeszłości. Iwona Kienzler zręcznie porusza się po tych tematach bez przyćmiewania fabuły, pozwalając historii rozwijać się w tempie, które pozwala czytelnikom zaangażować się w nią aż do ostatniej strony.

Krótko mówiąc, Porachunki to wyjątkowa powieść kryminalna, która pokazuje talent Iwony Kienzler do tworzenia skomplikowanych fabuł z bogatym w szczegóły opisem postaci i klimatyczną scenerią. To historia, która rezonuje na wielu poziomach, równoważąc osobisty żal z nieustannym dążeniem do sprawiedliwości. Przeznaczona dla fanów gatunku i tych, którzy szukają wciągającej lektury, zdecydowanie podkreśla pozycję autorki jako godnego uwagi głosu we współczesnym kryminale.

W 2023 roku powieść w oryginale została wydana w języku szwedzkim, natomiast obecnie ma swoją premierę w języku angielskim. Jeśli zatem chcesz przeczytać moją recenzję w języku angielskim, proszę kliknij tutaj.

 

Agnieszka Różycka

tłumaczka, eseistka, dziennikarka, autorka




sobota, 16 grudnia 2017

Katrina Shawver – „Henry: A Polish Swimmer’s True Story of Friendship from Auschwitz to America”








Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. 
Dziękuję!



Wydawnictwo: Köehler Books
Virginia Beach 2017




Kraków był jednym z miast, które w czasie drugiej wojny światowej poważnie ucierpiały z uwagi na straty w ludziach. Podczas gdy takie miasta, jak Warszawa, Poznań, Białystok, Gdańsk czy Elbląg zostały praktycznie zrównane z ziemią, cierpiąc z powodu kolejnych marszów wrogich wojsk oraz długotrwałej okupacji hitlerowskiej, Kraków będący największym i najważniejszym miastem południowej Polski, pozostał niemalże nietknięty. Możliwe, że sytuacja ta wynikała z tego, iż Niemcy pragnęli zapewnić mu pewną ochronę, gdyż ustanowili tam główną siedzibę nazistowskiego rządu generalnego. Innymi słowy miasto zostało przejęte przez hitlerowców, stając się stolicą pseudo-państwa, które obejmowało wówczas południowo-wschodnią połowę dzisiejszej Polski oraz południową część obecnej Ukrainy. Przedsięwzięcie to kontrolował Hans Frank (1900-1946), który po wojnie został uznany zbrodniarzem wojennym i stracony w Norymberdze. Za swą pierwszą bazę Hans Frank obrał sobie Wawel, czyli dawną siedzibę polskich królów. Tak więc pomimo że architektura Krakowa nie została zniszczona w czasie wojny, tak jak miało to miejsce na przykład w Warszawie, to jednak tego samego nie można powiedzieć o kulturze miasta i jego mieszkańcach.

Już na samym początku wojny Niemcy zdecydowali, że nie zamierzają dzielić miasta z ludnością żydowską. Trzeba wiedzieć, że przed wybuchem wojny, w Krakowie żyło sześćdziesiąt tysięcy Żydów, co stanowiło jedną czwartą całej populacji. Niemiecka okupacja Krakowa rozpoczęła się w dniu 6 września 1939 roku. Wtedy też hitlerowcy zlikwidowali społeczną organizację żydowską i powołali swoją własną, która miała za zadanie zająć się sprawą nie tylko krakowskich Żydów, ale także tych mieszkających na terenie całego kraju. Mowa oczywiście o Żydowskiej Radzie Starszych (z niem. Judenrat). W kwietniu 1940 roku wydano rozkaz, aby Żydzi opuścili Kraków w ciągu najbliższych czterech miesięcy. W tym okresie z miasta ewakuowano trzydzieści pięć tysięcy ludności żydowskiej, wciąż pozostawiając piętnaście tysięcy. Od tamtej pory Kraków stał się stolicą Polski okupowanej przez hitlerowców.

W marcu 1941 roku Niemcy wybudowali getto w dzielnicy Podgórze, na południe od Wisły, w którym zamieszkało dwadzieścia tysięcy Żydów, w tym również Żydów z okolicznych gmin. Bardzo szybko getto stało się miejscem, gdzie ludzie umierali z głodu, a z powodu przeludnienia rozprzestrzeniały się także śmiertelne choroby, nie mówiąc już o niewyobrażalnej brutalności Niemców, którzy mordowali Żydów, kiedy tylko przyszła im na to ochota. Masowe deportacje z getta rozpoczęły się w czerwcu 1942 roku. Wtedy to pięć tysięcy Żydów zostało wysłanych do obozu śmierci w Bełżcu. Z kolei w październiku 1942 roku do Bełżca wywieziono kolejne sześć tysięcy Żydów. Podczas tej akcji naziści rozstrzelali tych, którzy przebywali w szpitalu, domu starców, a także dzieci z sierocińca. W samym getcie śmierć poniosło około kilkuset Żydów. Likwidacją getta zajął się Amon Göth (1908-1946), wysyłając ludzi zdolnych do pracy do nazistowskiego obozu w Płaszowie, zaś innych rozkazywał mordować na ulicach lub w ich domach, a resztę wysyłać na pewną śmierć do Auschwitz. 


Esesmani przed bramą nazistowskiego obozu śmierci w Bełżcu (1942)


Już na samym początku wojny Kraków stracił wielu swoich czołowych myślicieli, a stało się to wówczas, gdy Niemcy aresztowali profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Było to 6 listopada 1939 roku. Profesorowie zostali wysłani do niemieckich obozów koncentracyjnych. Polacy, którzy pozostali w Krakowie każdego dnia byli świadkami tego, jak bardzo zmieniło się ich miasto. Sklepy, domy i generalnie całe dzielnice zostały przejęte przez nazistów. Nawet krakowski Rynek utracił swoją nazwę, gdyż został przemianowany na Adolf Hitler Platz. Przez całą wojnę widoczny był opór ze strony krakowian. W mieście działała Armia Krajowa, która planowała tutaj powstanie, które miało być podobne do tego, jakie w sierpniu 1944 roku wybuchło w Warszawie. Ostatecznie decyzja o powstaniu została jednak odwołana, a stało się tak dlatego, iż siły hitlerowskie były tam zbyt duże, podczas gdy wielu młodych i zdolnych do walki krakowian zostało aresztowanych. Brakowało także broni, której można byłoby użyć w ewentualnym powstaniu.

Nie bez powodu przybliżyłam realia, jakie panowały w Krakowie w czasie drugiej wojny światowej. Zrobiłam to dlatego, iż bohater niezwykłej biografii autorstwa amerykańskiej dziennikarki Katriny Shawver był związany właśnie z Krakowem. To tam się urodził, tam dorastał i tam został aresztowany przez Niemców, a potem zamknięty w więzieniu mieszczącym się przy ulicy Montelupich. Miejsce to początkowo pełniło funkcję koszar wojskowych, a znajdowało się w budynku, który od XVI wieku należał do włoskiej rodziny kupiecko-bankierskiej Montelupich. Z kolei w 1905 roku władze austriackie zdecydowały, że będzie tam sąd wojskowy, który wcześniej znajdował się na Wawelu. Potem sąd przekształcono w więzienie. Podczas drugiej wojny światowej w budynku tym znajdowało się hitlerowskie więzienie policyjne, nad którym kontrolę sprawowało Gestapo. W latach 1940-1944 więzionych było tam około pięćdziesiąt tysięcy osób.


Więźniowie z Więzienia Montelupich w 1939 roku


Życie Henryka Zgudy (1917-2003) zapowiadało się naprawdę wspaniale. Był świetnym pływakiem oraz piłkarzem wodnym, a także znał języki obce. Gdyby nie wybuch wojny, wówczas możliwe, że jego życie potoczyłoby się zgoła inaczej. W 1942 roku został aresztowany przez Niemców i uwięziony we wspomnianym wyżej więzieniu przy ulicy Montelupich. Potem został wywieziony do Auschwitz, a stamtąd trafił do nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Buchenwald, który funkcjonował od lipca 1937 roku aż do końca wojny. Henryk Zguda przebywał także w niemieckim obozie w Flossenbürg. Przeżył również dramatyczny marsz śmierci, trafiając w końcu do Dachau, gdzie pod koniec wojny został wyzwolony. Życie w powojennej komunistycznej Polsce też nie było łatwe. Nowe władze rozpoczęły masowe prześladowania, których nie uniknął również Henryk. Ostatecznie udało mu się wyemigrować do Ameryki, gdzie poślubił miłość swojego życia i tam zmarł w 2003 roku, mając osiemdziesiąt sześć lat. Nigdy nie zapomniał jednak o pływaniu. Emigracja do Stanów Zjednoczonych była dla niego swego rodzaju ucieczką od świata, który nie był już tym samym, jaki Henryk pamiętał sprzed wojny. Trzeba pamiętać, że nie osiągnąłby tego wszystkiego, gdyby nie przyjaciele, na których mógł liczyć w każdej chwili.

Książka Katriny Shawver to niezwykła relacja o człowieku, który przeżył pomimo ogromnego okrucieństwa, jakie obecne było w nazistowskich obozach koncentracyjnych. Podczas pisania Autorka zadbała o każdy szczegół. Na kartach książki czytelnik poznaje Henryka, który był naprawdę niezwykłym człowiekiem. Do tego dochodzi jeszcze historia tak tragiczna, że można być niemal pewnym, iż z tego piekła nie ma już powrotu do normalnego życia. Katrina Shawver w niesamowicie interesujący sposób ukazuje losy Henryka Zgudy, a całość wzbogacają dodatkowo liczne fotografie. Biografia powstała w oparciu o serię wywiadów, jakie autorka przeprowadziła z Henrykiem Zgudą w latach 2002-2003, czyli tuż przed jego śmiercią. Tak sobie myślę, że jakaś niewidzialna siła musiała kierować tym, że Katrina Shawver mogła spotkać się jeszcze z Henrykiem, aby móc spisać jego wspomnienia, które tak naprawdę są hołdem złożonym wszystkim, którzy tę straszną wojnę przeżyli, a także jej śmiertelnym ofiarom. Takich książek powinno powstawać jak najwięcej, choć z każdym rokiem jest to coraz trudniejsze, ponieważ naocznych świadków tamtych wydarzeń jest już coraz mniej.


Katrina Shawver & Henry Zguda w 2003 roku


Na kartach książki czytelnik poznaje nie tylko wydarzenia, które miały miejsce w życiu Henryka Zgudy, ale także może przeczytać, jak bardzo emocjonalnie do pisania o nich podeszła sama Autorka. Tak więc nie brak również jej własnych spostrzeżeń i uwag. Poza tym czytelnik dowie się też, jak wyglądała Polska przed wojną, zanim Adolf Hitler (1889-1945) postanowił zniszczyć nie tylko kraj, ale przede wszystkim ludzi w nim żyjących. Bohater książki to naprawdę piękna postać niezależnie od tego, jakiego fragmentu życia dotyczy jego opowieść. Bardzo często Henryk wspomina o niezwykłej wewnętrznej sile, która pomagała mu przetrwać najgorsze chwile jego życia. Niektórych może dziwić fakt, iż pomimo wszechobecnego terroru, nigdy nie narzekał na swój los, choć to wcale nie oznacza, że go akceptował. Możliwe, że wynikało to z jego ogromnego pragnienia życia. Właśnie to pragnienie dodawało mu sił, aby przeżyć każdy kolejny dzień. Historia Henryka, choć tragiczna, to jednak daje nadzieję i podnosi na duchu.

Na świecie żyje wielu ludzi, którzy tak naprawdę wciąż niewiele wiedzą o okrucieństwie drugiej wojny światowej. Nie do końca rozumieją także na czym polegał Holokaust. Dlatego też ta książka może być dla nich doskonałym źródłem informacji wypełniających luki w ich wiedzy historycznej. Nie mam słów, aby wyrazić swoje emocje po przeczytaniu tej książki. Ze swej strony mogę być tylko wdzięczna Autorce, że podjęła się tak trudnego tematu. Dla Polaków bardzo ważne jest to, by świat dowiedział się o tym, jak wielki dramat przeżyliśmy, kiedy 1 września 1939 roku hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę. Ale przecież to nie wszystko, bo kilkanaście dni później (17 września) to samo zrobił Związek Sowiecki na czele z Józefem Stalinem (1878-1953). Polecam zatem książkę Katriny Shawver każdemu, kto pragnie poznać niezwykłą historię człowieka, który przeżył piekło, a mimo to nigdy się nie poddał i nie stracił wiary w ludzi.





Email: katrina@katrinashawver.com
Strona internetowa Autorki:  katrinashawver.com
HENRYK na Book Depository: Click here
HENRYK na Amazon UK: Click here


Jeśli chcesz przeczytać tę recenzję w języku angielskim, kliknij tutaj.
If you wanto to read this review in English, please click here







poniedziałek, 11 lipca 2016

Carmel McMurdo Audsley – „The Undertaker” & “The Last Hurrah”












Carmel McMurdo Audsley
Carmel McMurdo Audsley to australijska autorka mieszkająca w Brisbone. Niegdyś pracowała jako dziennikarka i redaktorka, pisząc tysiące felietonów i artykułów. Obecnie cały swój czas przeznacza na zbieranie materiałów, które są jej pomocne przy pisaniu powieści.

Z wykształcenia jest nie tylko dziennikarką i redaktorką, lecz także posiada stopień licencjata z literatury i filozofii. Kilka lat temu wydała trylogię, której akcję umiejscowiła w Szkocji. Napisała ją w oparciu o autentyczną historię własnej rodziny. Poszczególne części trylogii zatytułowane są: Ours, Yours and Mines (2012), Far Across The Sea (2013) oraz Faeries, Farms and Folk (2013). Książki opowiadają o losie rodzin górników zamieszkujących zielone obszary rolniczych miasteczek. Bohaterowie wspomnianych powieści przenoszą się w końcu na piaszczyste tereny słonecznych wybrzeży Australii. Wydarzenia opisane na kartach trylogii rozgrywają się na przestrzeni kilku wieków.

Miłość Carmel do Szkocji wynika przede wszystkim z faktu, iż zarówno jej ojciec, jak i ojciec jej męża Iana byli Szkotami, a zatem Autorka w swoich powieściach podąża ich śladami, aby poczuć jak wyglądało życie jej przodków wiele lat – a nawet wieków – temu. Trylogia została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników, co znajduje swoje odzwierciedlenie w opiniach, które można przeczytać między innymi w Internecie. Niedawno Carmel McMurdo Audsley napisała i wydała dwie kolejne powieści.



The Undertaker


Powieść ukazała się na rynku wydawniczym w 2015 roku. Jej akcja rozgrywa się w 1858 roku w Szkocji, zaś główną bohaterką jest młoda, ambitna i niezwykle inteligentna kobieta wykonująca niecodzienny zawód grabarza. Ta specyficzna praca pomaga jej w rozwiązywaniu tajemnic związanych z ludźmi zmarłymi. Tak więc w 1858 roku mieszkająca w Edynburgu dwudziestotrzyletnia kobieta – Kate Grainger – dziedziczy po ojcu zakład pogrzebowy, gdzie do dnia jego śmierci jedynie mu pomagała. Jest to czas, kiedy niewiele oczekuje się od kobiet. Zgodnie z panującym powszechnie przekonaniem niewiasty powinny być wyłącznie przykładnymi żonami i matkami. Jednakże Kate pragnie czegoś więcej. Chce zostać lekarzem, lecz niestety kobiety nie mają prawa studiować w prestiżowej edynburskiej szkole medycznej, pomimo że udało się to pewnej kobiecie w 1809 roku. Ta odważna niewiasta przebrała się wówczas za mężczyznę, aby spełnić swoje marzenie o studiowaniu medycyny.

Wydawnictwo: CreateSpace
 Independent Publishing Platform
USA (2015) 
Kate ma jednak bliskiego przyjaciela o imieniu James, który jest lekarzem. Mężczyzna jest nią zauroczony i pragnie ożenić się z Kate. Niemniej dziewczyna wcale nie ma zamiaru wychodzić za mąż. I choć spędza w towarzystwie Jamesa sporo czasu, to jednak nie ma to nic wspólnego z chęcią poślubienia go. Kate chodzi wyłącznie o medyczne książki, które James może jej udostępnić. Dziewczyna pragnie jedynie zgłębiać wiedzę medyczną. Kate posiada zapał, ambicję i szczególny dar. Może bowiem komunikować się z ludźmi, którzy przeszli już na drugą stronę. Dar ten ujawnił się u niej jeszcze w dzieciństwie, lecz jej ojciec nie traktował go poważnie, myśląc, że jego córka po prostu rozmawia z urojonym przyjacielem. Z kolei teraz przychodzi do niej duch małej dziewczynki, która straciła życie podczas wielkiego pożaru, jaki wybuchł w Edynburgu w 1824 roku.

Kiedy Kate odkrywa, że jej pierwszą klientką jest kobieta, która została zamordowana, dziewczyna wyrusza w podróż w głąb podziemnych krypt Edynburga oraz udaje się do świata duchów, aby dopaść seryjnego mordercę. Jej misja obejmuje także odwiedzanie domów publicznych i prymitywnych nor, gdzie zażywa się opium. Kate udaje się również do Londynu i szkockiego miasta Dundee. Czy uda jej się odnaleźć mordercę? Czy sama również nie padnie ofiarą seryjnego zabójcy? Czy Kate będzie w stanie powstrzymać mordercę, zanim ten pozbawi życia swoją kolejną ofiarę?

The Undertaker to powieść, którą charakteryzuje nie tylko oryginalna bohaterka, ale także pomysł na fabułę. Kate Grainger to postać, którą naprawdę można polubić. W dodatku – jak na kobietę – wykonuje ona naprawdę nietypowy zawód. Autorka przedstawia ją jako bardzo silną młodą kobietę, która nie szuka w poślubieniu mężczyzny finansowego wsparcia, aby tym samym zapewnić sobie bezpieczeństwo. Nie boi się także nadstawić karku, żeby ostatecznie dotrzeć do prawdy. Obok siebie nie ma zbyt wielu wzorów godnych naśladowania, podobnie jak nie mają ich młode kobiety żyjące w połowie XIX wieku. Niemniej Kate jest zdeterminowana w swoim działaniu. Na kartach powieści można być świadkiem naprawdę pięknych scen, czego przykładem jest spotkanie małego pieska, który stał się znany w całym Edynburgu z tego, iż przez czternaście lat siedział przy grobie swojego pana, zaś sama Kate, z powodu swojego niezwykłego daru, jest w stanie ujrzeć ducha owego pana, który teraz spaceruje ulicą.


Dzielna Kate Grainger ma zamiar wejść do podziemnych krypt Edynburga.


Fabuła powieści nie dotyczy jedynie kobiety-grabarza potrafiącej rozmawiać ze zmarłymi, co mogłoby być dalece przygnębiające dla czytelnika. Jest to przede wszystkim wzruszająca opowieść o śmierci, którą należy traktować z wielkim szacunkiem. W dodatku pomysł wykreowania bohaterki, która jest w stanie komunikować się ze zmarłymi jest godny pochwały. Ponadto opowieść ta pozwala odnaleźć odpowiedzi na trzy zasadnicze pytania stawiane zazwyczaj przy omawianiu kryminałów: Kto to zrobił?, Dlaczego to zrobił? oraz W jaki sposób to zrobił?

Jak wiadomo, beletrystyka historyczna to gatunek literatury, który posiada wielu miłośników. Dokonanie przez autora rzetelnych badań sprawia, że zarówno realia, jak i bohaterowie ożywają w wyobraźni czytelnika w naprawdę potężny sposób. Wiele osób twierdzi, że takie „ożywanie” odbywa się przy pomocy „Głosu”, którego dany autor używa, aby komunikować się ze swoimi czytelnikami. Carmel McMurdo Audsley wykorzystuje „Głos” tak umiejętnie, iż faktycznie można usłyszeć, jak poszczególni bohaterowie do nas przemawiają. Jest to swoiste przenoszenie się w czasie, dzięki czemu jesteśmy w stanie zaobserwować dziewiętnastowieczne społeczne realia Szkocji oraz poznać mentalność ludzi wówczas żyjących. W dodatku tło historyczne jest tak bardzo autentyczne, że można dokładnie usłyszeć nawet szkocki akcent i ujrzeć miejsca, gdzie rozgrywa się akcja. Fabuła powieści łączy się też poniekąd z okultyzmem, lecz mimo to Autorka nie zagłębia się zbyt mocno w szczegóły tego tematu. Tak więc historia Kate Grainger przeznaczona jest przede wszystkim dla czytelników, którzy lubią powieści historyczne, ale też nie stronią od opowieści, w których nie brak tajemnicy, suspensu, jak i sytuacji, które mogą okazać się prawdziwe w świecie duchowym. To wszystko sprawia, że powieść niesamowicie wciąga już od pierwszej strony.



The Last Hurrah

Powieść została wydana w 2016 roku i porusza niezwykle poważny i zarazem kontrowersyjny temat umierania na własnych warunkach. Tym razem nie jest to powieść historyczna, lecz współczesna obyczajowa. Ciężka śmiertelna choroba dotykająca nas samych bądź osoby nam bliskie nigdy nie jest łatwa do zaakceptowania. Pomimo że staramy się wierzyć i mieć nadzieję, że wszystko dobrze się skończy, to jednak gdzieś w podświadomości tłucze się myśl, że tym razem lekarze już sobie z chorobą nie poradzą, a organizm po prostu się podda i trzeba będzie pożegnać się z bliskimi, z którymi spędziliśmy wiele lat życia. Tak więc kiedy u Boba i Anny McAllisterów w odstępie kilku tygodni zostaje zdiagnozowana terminalna choroba, wówczas starają się oni dotrzeć do swoich dorosłych dzieci, lecz nie jest to takie łatwe, ponieważ każde z dzieci jest zbyt zajęte, aby móc znaleźć czas i porozmawiać z rodzicami. McAllisterowie nie mają więc możliwości, aby móc przekazać im tak dramatyczną wiadomość.

Wydawnictwo: Theatricks Publishing
Australia (2016)
Bob McAllister ma siedemdziesiąt osiem lat. W 1960 roku przeprowadził się z Glasgow do Brisbane, gdzie pracował jako księgowy. Tam spotkał Annę, która urodziła się i wychowała w Brisbane. Anna była nauczycielką w miejscowej szkole. Jakiś czas później pobrali się i wychowali troje dzieci. Na emeryturze są już od osiemnastu lat. Czas ten spędzają niezwykle aktywnie, ponieważ często wyruszają w morskie rejsy i cieszą chwilami, które mogą spędzać razem.  

W 2016 roku – po reemisji raka piersi – siedemdziesięciopięcioletnia Anna odkrywa, że nowotwór jednak powrócił i rozprzestrzenił się na inne organy w jej ciele. Kobieta musi zatem zdecydować, czy poddać się kolejnym wyczerpującym zabiegom chirurgicznym i związanej z tym terapii, czy cieszyć się czasem, który jej jeszcze pozostał. Smutne zrządzenie losu doprowadza też do tego, że Bob dostaje kolejny zawał, a niewydolność jego serca rozwinęła się już do takiego stopnia, że on również ma przed sobą bardzo krótki okres życia. Ostatecznie zamiast spędzić ostatnie dni życia pod opieką lekarzy, Bob i Anna decydują się na swój finalny rejs po Południowym Pacyfiku. Mają zatem przed sobą ostatni cel w życiu i są świadomi, że mogą już nie wrócić z urlopu.

Opowiedziana przez Autorkę historia stanowi czystą fikcję literacką, jednak mimo to temat jest aktualny i może dotyczyć każdego człowieka. W tej powieści chodzi przede wszystkim o prawo do tego, aby osoba cierpiąca na nieuleczalną chorobę mogła odejść na własnych warunkach. Fabuła w żaden sposób nie stanowi odzwierciedlenia prywatnych poglądów Autorki, ani też nie jest to historia, w której Carmel McMurdo Audsley chciałaby kogokolwiek pouczać. Ona jest jedynie narratorką opowieści, która może poniekąd zmienić u ludzi ich sposób myślenia o życiu. Jest to naprawdę bardzo smutna historia miłosna, w której główne role odgrywają dwie osoby w podeszłym wieku. Staruszkowie bowiem poświęcają się sobie nawzajem. Autorka zwróciła także szczególną uwagę na rozłąkę i brak zainteresowania, które czasami mają miejsce w rodzinie, kiedy poszczególni jej członkowie są zbyt zajęci własnymi sprawami, aby móc dostrzec, że w tym konkretnym momencie ich obecność jest komuś niezwykle potrzebna.

The Last Hurrah to przede wszystkim poruszająca opowieść o starszych ludziach, którzy zdają sobie właśnie sprawę z tego, że ich czas już nadszedł i muszą przygotować się do dalszej drogi w nieznane. Ten ostatni rejs po Pacyfiku jest swego rodzaju pożegnaniem ze światem żywych. Nie chcą też obciążać swojej rodziny własnymi problemami, ponieważ ich rozwiązaniem może być już jedynie śmierć, która jest coraz bliżej. Powieść jest naprawdę doskonale napisaną historią, która zmusza czytelnika do zatrzymania się i zastanowienia nad swoim życiem, a także nad własnym zachowaniem wobec członków swojej rodziny. Czy przypadkiem młodzi nie są zbyt zabiegani i zainteresowani jedynie własnym życiem, aby dostrzec, że rodzic w podeszłym wieku naprawdę potrzebuje wsparcia z ich strony? Poza tym dla kogoś, kto kiedykolwiek brał udział w rejsie po Południowym Pacyfiku, książka może dodatkowo stać się swego rodzaju wspomnieniem z tej podróży, ponieważ zawiera ona wiele ciekawych opisów miejsc, które można obejrzeć podczas wycieczki, a które widzą Bob i Anna. Opisy te mogą też stanowić zachętę, aby któregoś dnia samu wybrać się w taki rejs.

Jak widać obydwie książki Carmel McMurdo Audsley dotyczą śmierci, choć w zupełnie innym kontekście. Umieranie stanowi tutaj wspólny mianownik i tylko od czytelnika zależy, w jaki sposób podejdzie do tematu i czy będzie w stanie odnaleźć drugie dno tych historii oraz odkryć ich przesłanie, czytając pomiędzy wierszami. Obydwie książki uczą też szacunku dla śmierci.



Jeśli chcesz przeczytać wywiad z Carmel McMurdo Audsley, kliknij tutaj.
Jeśli chcesz przeczytać recenzję po angielsku, kliknij tutaj







czwartek, 16 lipca 2015

Antoni ‘Joe’ Podolski – “23 Days: A Memoir of 1939”















Wydawnictwo: YELLOW WHEEL PUBLISHING LTD.
Wielka Brytania 2014




Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. Celem musi być nie dotarcie do jakiejś oznaczonej linii, lecz zniszczenie żywej siły. Nawet gdyby wojna miała wybuchnąć na Zachodzie, zniszczenie Polski musi być pierwszym naszym zadaniem. Decyzja musi być natychmiastowa ze względu na porę roku. Podam dla celów propagandowych jakąś przyczynę wybuchu wojny. Mniejsza z tym, czy będzie ona wiarygodna, czy nie. Zwycięzcy nikt nie pyta, czy powiedział prawdę, czy też nie. W sprawach związanych z rozpoczęciem i prowadzeniem wojny nie decyduje prawo, lecz zwycięstwo. Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni.” – Takimi oto słowami Adolf Hitler (1889-1945) praktycznie rozpoczął największy koszmar w dziejach ludzkości, a było to dokładnie w przededniu podpisania paktu Ribbentop-Mołotow, czyli 23 sierpnia 1939 roku. A potem nadszedł 1 września tegoż roku i wojska niemieckie bez oficjalnego wypowiedzenia wojny wkroczyły do Polski. Osamotnieni w walce Polacy nie byli w stanie skutecznie przeciwstawić się agresji Niemiec oraz inwazji sowieckiej dokonanej już 17 września. Tak więc konsekwencją tej sytuacji stał się czwarty rozbiór Rzeczypospolitej dokonany przez Adolfa Hitlera i Józefa Stalina (1878-1953).

Tuż po wybuchu drugiej wojny światowej wielu Polaków musiało opuścić swoje domy. Niektórzy uciekali w nieznane przed okupantem, a inni robili wszystko, co w ich mocy, aby stawić mu czoło i na ile to tylko możliwe, walczyć o odzyskanie wolności. Żołnierzami zostawali wtedy praktycznie wszyscy, którzy nie bali się wziąć broni do ręki; czasami byli to nawet nieletni chłopcy. Bardzo często wojna rzucała ludzi w rozmaite strony świata. Wielu Polakom jakimś sposobem udało się wyemigrować i już nigdy nie wrócić do ojczystego kraju. Lecz zanim to się stało musieli przeżyć gehennę. Jednym z takich właśnie Polaków był Antoni Józef Podolski (1923-1999), który urodził się w Baranowiczach – miejscowości, która dziś znajduje się na terytorium Białorusi, zaś do 1945 roku należała do Polski. Był jedynakiem i dorastał wśród zwierząt i przyrody. Uwielbiał jazdę konną, świetnie jeździł na nartach, a także brał udział w polowaniach. Posiadał też doskonałą wiedzę na temat różnego rodzaju broni, której używał od młodych lat, polując na dzikie zwierzęta. Bardzo dobrze strzelał również z karabinu. Pasjonował się też lataniem, a jako nastolatek nauczył się pilotować szybowce. Józef miał także kolegę, który był Niemcem i mieszkał w Berlinie. Korespondował z nim przez jakiś czas i spotkał się z nim w 1936 roku na Igrzyskach Olimpijskich. Potem tenże kolega zrzucał bomby na Polskę.

Kiedy w dniu 1 września 1939 roku naziści zaatakowali Polskę, Antoni mieszkał we wschodniej części kraju, a jego wpływ na walkę z okupantem był bardzo mały, pomimo że walczył z ludźmi, którzy byli niemieckimi szpiegami i donosicielami. Z kolei w dniu 17 września 1939 roku na Polskę napadł Związek Sowiecki, który tym samym przyłączył się do hitlerowskiej okupacji Polski. Sowieci uważali bowiem, że najeżdżając na Polskę chronią rosyjskich obywateli przebywających na terenie naszego kraju. Ten atak ze wschodu był naprawdę okrutny i bolesny, zważywszy że zupełnie niespodziewany.


Stara topograficzna mapa Baranowicz. 
Wojskowa mapa Polski wykonana przez polską armię przed 1939 rokiem.


Dla Antoniego wojna zaczęła się tak naprawdę w momencie walki z Armią Czerwoną. Każdego dnia był świadkiem brutalnych działań Sowietów. Aby odeprzeć atak najeźdźców, Antoni doraźnie walczył w szeregach młodych partyzantów. Po wielu niezwykle krwawych walkach, Antoni ostatecznie został pojmany i uwięziony. Podczas transportu do miejsca, w którym miał być przesłuchiwany, zdołał uciec z jadącego pociągu, unikając w ten sposób śmierci, zanim ponownie został aresztowany. To pozbawienie wolności zaowocowało okrutnymi przesłuchaniami i torturami, aż w konsekwencji Antoni Podolski został skazany na śmierć.

Józef spędził dwadzieścia trzy dni w celi śmierci, obserwując egzekucje współwięźniów, które wykonywane były jedna po drugiej. Wtedy też zupełnie nieoczekiwanie zamieniono mu karę śmierci na dwadzieścia pięć lat gułagu na terenie Arktyki. Długa oraz niezwykle wyczerpująca fizycznie i psychicznie podróż została przerwana z powodu kilkudniowego przesłuchania w osławionym więzieniu Łubianka znajdującym się w Moskwie. Ucieczka z gułagu, a następnie podróż ku wolności poprzez zamarznięte jezioro na granicy z Finlandią, a także tragiczna śmierć współuciekinierów, w sposób szczególny wpłynęły na Antoniego Podolskiego. Na szczęście na jego drodze stanęli fińscy żołnierze, a to oznaczało, że na ratunek przyszły mu polskie władze przebywające w neutralnej Szwecji i przerzucające do Anglii ludzi przybyłych tam w maju 1940 roku.

23 Days: A Memoir of 1939 to wspomnienia Antoniego Józefa Podolskiego spisane jego własną ręką około czterdzieści cztery lata po wybuchu drugiej wojny światowej. W swoim dzienniku Autor szczegółowo opowiedział o dramatycznej walce ze wschodnim agresorem, późniejszym aresztowaniu, uwięzieniu i brutalnym przesłuchiwaniu, aż w końcu skazaniu na śmierć i spędzeniu dwudziestu trzech dni w celi śmierci. Książka składa się z dwóch części. W części pierwszej, oprócz dramatu walki Antoniego z okupantem i oczekiwania na śmierć, czytelnik dodatkowo może poznać także jego szczęśliwe dzieciństwo w Polsce, co sprawia, że zaczynamy zastanawiać się, jak bardzo może w ułamku sekundy zmienić się nasze życie. W jednej chwili jesteśmy szczęśliwi i wydaje nam się, że przecież nic nie może nam już zagrozić i nagle okazuje się, że brutalnie tracimy nasze bezpieczeństwo, o które teraz trzeba będzie walczyć ze wszystkich sił, nie mając gwarancji, że kiedyś je odzyskamy. Z kolei w części drugiej Antoni Podolski opisał swoją wolność, którą ostatecznie odzyskał, ale dopiero w Anglii. Lecz to wcale nie oznaczało, że w tym momencie skończyła się dla niego wojna. On nadal walczył. Najpierw była to walka w szeregach brytyjskiej agencji rządowej, zwanej Kierownictwem Operacji Specjalnych, a potem w Polskich Siłach Zbrojnych na Bliskim Wschodzie, aby następnie zostać pilotem myśliwca w Polskich Siłach Powietrznych. Tego wszystkiego Antoni Podolski dokonał, mając zaledwie dwadzieścia dwa lata!


Gmach Towarzystwa Ubezpieczeniowego 'Rossija' na Placu Łubiańskim.
Zdjęcie datowane jest na 1917 rok.

W tym budynku podczas II wojny światowej żołnierze NKWD więzili i mordowali Polaków.


Wspomnienia Antoniego Józefa Podolskiego zostały wydane w siedemdziesiątą piątą rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej i opatrzone są bardzo wzruszającą przedmową jego syna Nigela. Książka została wydana już po śmierci Autora, a stało się to dzięki staraniom jego rodziny. Opis tortur, jakie zafundowali mu Sowieci jest tak brutalny, iż możliwe, że czytelnik o wrażliwej psychice będzie musiał na chwilę przerwać lekturę. Jest to jedna z tych pozycji, która w sposób niezwykle obrazowy pokazuje okrucieństwo minionych czasów. Czytając dziennik Antoniego Podolskiego czytelnik zastanawia się, jak to możliwe, że jeden człowiek był w stanie przeżyć taką gehennę. Wielu napisało już o okrucieństwie drugiej wojny światowej i pewnie jeszcze wielu o niej napisze w przyszłości, ale trzeba pamiętać, że tylko relacje naocznych świadków są wiarygodne, i to na nich powinniśmy opierać naszą wiedzę na temat tamtych tragicznych lat.

Antoni Podolski na pewno był wielkim patriotą. Kochał swój kraj bardziej niż własne życie. Przypuszczam, że gdyby było inaczej, nie miałby w sobie aż tyle woli walki, która pozwoliła mu przeżyć, a swoje doświadczenia przekazać następnym pokoleniom. Niestety, nigdy już do Polski nie wrócił. Zmarł w Norfolk, mając siedemdziesiąt sześć lat. Wydaje mi się, że bardzo trudno jest znaleźć właściwe słowa, aby jednoznacznie opisać tego rodzaju publikacje. Na pewno nie można ich oceniać, ani też recenzować, ponieważ tego typu książki zawierają taki ogrom ludzkiego dramatu i horroru, że jakakolwiek ocena jest tutaj nie na miejscu.

Na koniec chciałabym serdecznie podziękować wnukowi Antoniego Podolskiego – Jeremy’emu, który kilka miesięcy temu zwrócił moją uwagę na wspomnienia swojego dziadka. Gdyby nie wiadomość od Jeremy'ego, do dziś nie wiedziałabym, że tak wartościowa książka w ogóle istnieje. Mam nadzieję, że wkrótce wojenne wspomnienia Antoniego Podolskiego zostaną przetłumaczone na język polski i będzie można je przeczytać bez bariery językowej. Natomiast na chwilę obecną polecam tę publikację każdemu, kto zna język angielski i chciałby poznać niezwykłe bohaterstwo i siłę młodego chłopaka, który zachował godność i nie poddał się okupantowi.



Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat książki i jej Autora, kliknij tutaj.
Jeśli chcesz kupić książkę, kliknij tutaj.
Jeśli chcesz przeczytać ten tekst po angielsku, kliknij tutaj.
If you want to read this review in English, please click here








wtorek, 10 lutego 2015

Greg Archer – “Grace Revealed: a memoir”













Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora. Dziękuję!




Wydawnictwo: NORLIGHTPRESS
Bedford (USA) 2015



Kiedy 17 września 1939 roku Adolf Hitler (1889-1945) i Józef Stalin (1878-1953) uścisnęli sobie dłonie nad Polską, wówczas bardzo szybko rozpoczęły się masowe deportacje Polaków na Syberię, które w konsekwencji stały się jednym z zasadniczych narzędzi okupacyjnej polityki sowieckiej. Polityka ta miała na celu dokonanie czystek etnicznych oraz zagładę polskich elit politycznych, gospodarczych i intelektualnych. Identyczne cele przyświecały III Rzeszy, która w tamtym okresie była przecież oddanym sojusznikiem Związku Radzieckiego. Tak więc w nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku rozpoczęła się pierwsza masowa deportacja Polaków zamieszkujących ziemie, które po 17 września 1939 roku zostały zaanektowane przez Związek Sowiecki. Deportacja dotyczyła w głównej mierze polskich oficerów, służby leśnej, a także ludności cywilnej. Polacy wysiedleni w tym okresie byli wysyłani do Kraju Krasnojarskiego, do Komi, jak również osiedlano ich w takich obwodach, jak irkucki, archangielski i swierdłowski.

Kolejna fala deportacji miała miejsce dwa miesiące później. Było to w kwietniu 1940 roku. Objęła ona wówczas przedstawicieli polskich elit (urzędników, sędziów, nauczycieli) oraz członków rodzin, które zostały deportowane w lutym 1940 roku. Były to rodziny polskich oficerów, którzy bestialsko zostali zamordowani w Katyniu wiosną 1940 roku. Tym razem głównym miejscem zesłania okazał się Kazachstan. Z kolei w czerwcu 1940 roku wywózki na Syberię objęły przede wszystkim Polaków ze środkowej i zachodniej Polski, którzy po wybuchu wojny szukali schronienia na Kresach przed nazistami. Wśród tych osób byli też Polacy pochodzenia żydowskiego. Trafiali oni głównie do obwodu archangielskiego oraz do Autonomicznej Republiki Komi, a także na tereny na wschód od Uralu.

W maju 1941 roku władze Związku Sowieckiego zdecydowały, że należy podjąć dalsze „oczyszczanie” wschodnich ziem Rzeczypospolitej, dlatego też 22 maja 1941 roku rozpoczęła się następna masowa deportacja, natomiast miesiąc później wysiedlano obywateli państw nadbałtyckich, które rok wcześniej zostały wcielone do Związku Sowieckiego. Wśród tych ludzi byli także Polacy. W nocy z 19 na 20 czerwca 1941 roku (na dwie doby przed atakiem nazistów na Sowietów) rozpoczęła się masowa wywózka Polaków osiedlonych na terenach tak zwanej Zachodniej Białorusi. Niemniej, nie przeprowadzono jej do końca z powodu wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej. Tak więc część transportów utknęła w dniu 22 czerwca 1941 roku i nie dotarła na miejsce swojego przeznaczenia.


Rysunek przedstawia sowieckich żołnierzy zabierających Polaków do syberyjskich
obozów pracy.
Autor nieznany
Źródło: The Sikorski Polish Club, Glasgow, Scotland


Przez niemalże dwa lata tak zwanej pierwszej sowieckiej okupacji, czyli w latach 1939-1941, na Syberię zostało zesłanych kilkakrotnie więcej Polaków, aniżeli przez prawie dwieście lat rosyjskiej dominacji nad Polską przed 1917 rokiem. W latach 1939-1941 w głąb Syberii zsyłani byli polscy obywatele bez względu na ich narodowość. Zdecydowaną większość, bo osiemdziesiąt procent stanowili Polacy. Byli też Ukraińcy, Żydzi, Białorusini oraz Litwini, posiadający polskie obywatelstwo. Śmiertelność wśród zesłańców była w tym okresie o wiele większa niż za carskiej Rosji. Mówi się, że sięgała ona nawet dwudziestu pięciu procent deportowanych osób. Dramatyczna i niezwykle męcząca droga deportowanych zaczynała się już w chwili, gdy NKWD nachodziło ich domy, a sowieccy żołnierze dawali tym ludziom kilkanaście minut na spakowanie swojego dobytku. Potem rozpoczynał się trwający kilkadziesiąt dni transport na Syberię. Ludzie niczym śledzie w słoiku tłoczyli się w bydlęcych wagonach przy mrozie, który sięgał pięćdziesięciu stopni Celsjusza. Często miejscem ich przeznaczenia był zaśnieżony step bądź tajga, a śmiertelność rosła z powodu morderczej pracy w kopalniach złota, niklu, węgla czy uranu. Nie należy też zapominać o katorżniczej pracy przy wycince lasów.

Tyle o historii. Teraz skupmy się na samej książce. Grace Revealed: a memoir to niezwykle przejmująca literatura faktu, w której Autor próbuje rozprawić się z traumatyczną przeszłością swojej rodziny. Dziadkowie Grega Archera – Jadwiga i Jacenty Migutowie – znaleźli się w pierwszej grupie wysiedleńców. Koszmar ich rodziny rozpoczął się 10 lutego 1940 roku. Sowieci dali im jedynie trzydzieści minut na to, aby mogli spakować najpotrzebniejsze rzeczy, a potem pozostała już tylko dramatyczna podróż w nieznane naznaczona bólem, cierpieniem i przede wszystkim niewyobrażalnym lękiem o siebie i o najbliższych. Zapchano ich do bydlęcych wagonów, gdzie na pryczach czy walizkach trzeba było leżeć lub siedzieć bez zmiany ubrania nawet przez kilka dni. Z kolei dzieci pozbawione świeżego powietrza, ruchu i należytego pożywienia zaczynały poważnie chorować. Zestresowani i zmęczeni ludzie wytwarzali wokół siebie atmosferę nie do zniesienia, natomiast żołnierze NKWD stali tuż obok, wygrażając bronią i ordynarnie ubliżając.


Rysunek przedstawia warunki w barakach w jednym z sowieckich obozów
pracy gdzieś na północy. 
Source: The Sikorski Polish Club, Glasgow, Scotland 


Grace Revealed: a memoir to także swego rodzaju pomnik, który Autor wystawił rodzinie, aby upamiętnić tamte tragiczne wydarzenia. Niektórzy twierdzą, że traumatyczne rodzinne przeżycia nawet sprzed kilkudziesięciu lat mogą poważnie odbić się na kolejnych pokoleniach, które nie miały z owymi wydarzeniami nic wspólnego. Ta książka jest tego doskonałym przykładem. Wynika z niej bowiem, że problem deportacji bliskich w głąb Syberii tkwił w psychice Autora od bardzo dawna. W końcu nadszedł odpowiedni moment, poprzedzony „znakami”, aby wreszcie te uczucia ujrzały światło dzienne w postaci książki. Praktycznie każde słowo, każde zdanie stanowi głęboką więź emocjonalną Autora z bliskimi, szczególnie z babcią Jadwigą, która okazała się być naprawdę odważną kobietą. W obliczu ogromnego zagrożenia życia nie tylko swojego, ale też jej męża i dzieci, nie poddała się, lecz bohatersko stawiała czoła okrutnej rzeczywistości, do końca zachowując własną godność.

W 2012 roku Greg Archer odwiedził Polskę i udał się do miejsca, gdzie tak naprawdę wszystko się zaczęło. Była to podkarpacka wieś Łąka koło Rzeszowa. To właśnie tam w kościele pod wezwaniem świętego Onufrego poznali się dziadkowie Grega Archera. Byli wówczas dziećmi i musiało minąć jeszcze wiele lat, aby ta znajomość przerodziła się w coś poważniejszego. Dziadek Autora – Jacenty Migut – pochodził z sąsiedniej wsi – Łukawiec. Niemniej, przysięgę małżeńską złożyli w kościele, w którym się poznali. Potem urodził im się syn Ted, a następnie kolejne dzieci: Mary, Janina, Joe, Stanley, John i Bronia. Po jakimś czasie Migutowie przenieśli się do wsi Liczkowce niedaleko Tarnopola (dzisiejsza Ukraina). Było to dość ryzykowne, ponieważ wówczas te tereny, choć należały do Polski, to jednak znajdowały się zbyt blisko granicy ze Związkiem Sowieckim. Żyło im się tam naprawdę dobrze. To wybuch wojny i w konsekwencji masowe deportacje w głąb Syberii sprawiły, że rodzina przeżyła koszmar, zanim znów mogła spokojnie żyć, lecz już w innym miejscu. Ale zanim to się stało trzeba było w jakiś sposób pogodzić się z utratą bliskich.

Książka Grega Archera jest z jednej strony swoistym dokumentem ukazującym dramat tamtych czasów, natomiast z drugiej strony to hołd złożony przez Autora swojej rodzinie. Czytając tę książkę czytelnik zadaje sobie szereg trudnych pytań. Dlaczego tak się stało? Z jakiego powodu ci niewinni ludzie musieli tak bardzo cierpieć? Czy wojna była nieunikniona? Co kierowało okupantami, że zgotowali tak okrutny los setkom tysięcy ludzi? To są pytania, na które chyba nie znajdziemy właściwej odpowiedzi. Owszem, historycy mają swoje zdanie na ten temat, ale tutaj bardziej chodzi o takie zwykłe ludzkie wytłumaczenie faktów, których raczej zrozumieć się nie da.

Kościół pod wezwaniem św. Onufrego we wsi Łąka koło Rzeszowa. 
To tutaj dziadkowie Autora spotkali się po raz pierwszy.
fot. Czczysuav Peplynsky


Greg Archer w swojej książce pokazuje, jak gdyby dwa oblicza dramatu wojny i masowych deportacji. Z jednej strony są to zacytowane autentyczne wspomnienia tych, którzy przeżyli, natomiast z drugiej Autor odkrywa przed czytelnikiem swoje własne emocje, dzięki czemu jest on w stanie lepiej poznać samego Grega Archera, który ukazuje tajniki nie tylko swojej pracy zawodowej, ale też po trosze również prywatnego życia. Niekiedy Autor czyni to w sposób niezwykle humorystyczny, na przykład opowiadając o swoim pobycie w Polsce i usilnych próbach porozumiewania się z Polakami, których spotykał na swojej drodze. Oczywiście wszystko to kręci się wokół stalinowskiej zbrodni sprzed lat. Czytając tę książkę możemy także wzbogacić swoją wiedzę historyczną odnośnie polityki Józefa Stalina i jego współpracowników. Całość urozmaicają rysunki i fotografie.

Mam wielką nadzieję, że któregoś dnia Grace Revealed: a memoir zostanie przetłumaczona na język polski, ponieważ tego typu książki wciąż są potrzebne i powinny docierać do każdego kraju na świecie. To nic, że czasy się zmieniły. To nic, że niektórym wojna wydaje się czymś abstrakcyjnym i nierealnym. To nic, że dzisiejsze konflikty zbrojne wyglądają zgoła inaczej niż kiedyś. Każdemu pokoleniu potrzebna jest pamięć o ludziach, którym zabrano wszystko, co najcenniejsze. Lecz mimo to ludzie ci nigdy nie stracili własnej godności. Tego bowiem żaden okupant odebrać im nie mógł i nie potrafił.

Dzisiaj mija 75 lat od tamtych tragicznych wydarzeń. Pamiętajmy zatem o tych którzy przeżyli i o tych, którym nie dane było doczekać końca wojny i ułożyć sobie życia na nowo w innym, bezpiecznym miejscu.


Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o masowych deportacjach, kliknij tutaj.
Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o książce, kliknij tutaj.
Jeśli chcesz kupić książkę, kliknij tutaj.
Jeśli chcesz przeczytać tę recenzję po angielsku, kliknij tutaj.
If you want to read this review in English, please click here.










środa, 28 stycznia 2015

Minette Walters – “Fox Evil”














Wydawnictwo: PAN BOOKS
Londyn 2003





W jednej z bajek Ezopa Lew, Lis i Osioł zawarli umowę, aby pomóc sobie wzajemnie w rywalizacji. Po zabezpieczeniu sporych rozmiarów łupu, Lew, wracając z lasu zwrócił się z prośbą do Osła, aby ten podzielił należną mu część pomiędzy wszystkich. Tak więc Osioł bardzo starannie rozdzielił swoją zdobycz na trzy równe części i pokornie poprosił pozostałych o to, aby poszli jego śladem. Wtedy Lew wpadł we wściekłość i pożarł Osła. Potem zwrócił się do Lisa, aby oddać mu przysługę w kwestii podziału łupu. Lis zebrał w jeden stos wszystko to, co zabił na polowaniu, dla siebie pozostawiając jedynie najmniejszą cześć. Wówczas Lew rzekł: „Mój drogi towarzyszu, kto nauczył cię dokonywać tak wspaniałego podziału? Jest dokonały pod każdym względem? Lis odpowiedział: „Nauczyłem się tego od Osła, będąc świadkiem jego fatalnego losu.” A zatem, jaki morał wynika z tej bajki? Otóż, szczęśliwy ten, kto uczy się na błędach innych.

Dlaczego wspomniałam właśnie o tej bajce Ezopa? Ponieważ to ona stanowi myśl przewodnią powieści Minette Walters. Zacznijmy jednak od początku. Kilka razy w tygodniu w środku nocy w Shenstead Manor House dzwoni telefon. W domu mieszka podstarzały emerytowany pułkownik James Lockyer-Fox. W słuchawce mężczyzna nie słyszy nic poza głębokim oddychaniem. Z kolei niekiedy jest to cała litania oskarżeń o to, jak to niby miał zabić swoją żonę Ailsę, która zamarzła na śmierć w ogrodzie, po tym, jak ten rzekomo zamknął drzwi od domu. Pomimo że pułkownik został oczyszczony z jakichkolwiek zarzutów, ktoś z wyraźną niechęcią odnosi się do niego. Poza tym pozostawia na jego posesji zmasakrowane ciała lisów i psa. Możliwe, że jest to dzieło włóczęgów upominających się o swoje prawa, którym przewodzi okrutny Fox mieszkający w miasteczku na dziko. Dodatkowo mężczyzna wysuwa jakieś niezrozumiałe roszczenia wobec starego pułkownika.

Oprócz powyższego James Lockyer-Fox i jego zmarła żona budzili także wrogość u kilku miejscowych kobiet, które czuły się odrzucone nie tylko przez starsze małżeństwo, ale też przez ich gospodynię, którą oskarżyły o kradzież. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze dzieci pułkownika: syn Leo, który żyje, jak chce, nie bacząc na innych, oraz rozwiązła córka Elizabeth. Istnieje zatem możliwość, że obydwoje pragną zemścić się na ojcu, co sprawia, że James czuje się coraz bardziej przygnębiony. Niemniej, w otoczeniu pułkownika jest ktoś, kto może mu pomóc. To adwokat Mark Ankerton. Pułkownik zleca mu odnalezienie nieślubnego dziecka Elizabeth. Kobieta wiele lat wcześniej była zmuszona oddać nowo narodzoną córkę do adopcji. Niestety, nagłe pojawienie się Nancy Smith, która obecnie pracuje w armii tylko pogarsza sytuację. Fakt ujawnienia się wnuczki pułkownika rodzi nowe problemy. Pojawiają się nawet pogłoski o kazirodztwie. Czy zatem stary James Lockyer-Fox jest winien zarzucanych mu czynów? Czy faktycznie dopuścił się okrutnej zbrodni na swojej żonie? Czy kiedyś łączyły go kazirodcze relacje z własną córką? Jaka w tym wszystkim jest rola okrutnego Foxa – mężczyzny z brzytwą w jednej kieszeni i młotkiem w drugiej?

Twórczość Minette Walters poznałam przy okazji lektury jej innej książki – The Dark Room. Tamten thriller wywarł na mnie naprawdę pozytywne wrażenie, więc sięgnęłam po kolejną powieść Autorki. Tym razem również się nie zawiodłam. Prawdę powiedziawszy w tym przypadku zasadniczym problemem jest przemoc w rodzinie, a właściwie znęcanie się ojca nad dziesięcioletnim synem. Myślę, że czytelnicy długo po zakończeniu lektury będą jeszcze pamiętać zachowanie małego chłopca o imieniu Wolfie. Nie bez znaczenia jest tutaj również postępowanie dorosłego syna Jamesa Lockyer-Foxa, który jest hazardzistą. W dodatku te groźby lokalnej społeczności wysuwane w kierunku osoby pułkownika. Czy naprawdę ludzie są zdolni je zrealizować? Czy James Lockyer-Fox może czuć się bezpieczny we własnym domu? A może któregoś dnia odbędzie się na nim samosąd i kara śmierci zostanie wykonana? Dlaczego ludzie tak bardzo go nienawidzą? Czyżby to z powodu majątku, jaki posiada?

Podobnie jak w przypadku The Dark Room, tutaj również występuje cała galeria postaci, które można analizować pod kątem psychologicznym. Rolę pierwszoplanową odgrywa w powieści przede wszystkim okrucieństwo. Ci, którzy są prześladowani stają w pewnym momencie na krawędzi własnej wytrzymałości i tylko jeden krok dzieli ich od skoku w dół. W dodatku jest jeszcze Nancy Smith, która przez dwadzieścia osiem lat swojego życia, czyli od urodzenia, żyła w domu, w którym nie działa jej się żadna krzywda. Została żołnierzem i swoją pracę wykonuje z pasją. Jest odważna i w gruncie rzeczy nie wie co, to strach. Niemniej, zjawiając się w Shenstead Village, natychmiast poznaje zupełnie inne oblicze życia. Nawet dla niej – silnej kobiety – jest to niewyobrażalne. Emocje, które zaczynają jej towarzyszyć sprawiają, że czuje się słaba, a jej życie w pewnym momencie znajdzie się w ogromnym niebezpieczeństwie, a tego przecież w ogóle się nie spodziewała, godząc się na kontakt ze swoim biologicznym dziadkiem. Na szczęście tuż obok jest Mark Ankerton. Bez niego byłoby naprawdę trudno.

Minette Walters bardzo sprytnie wymyśliła tytuł swojej powieści. Otóż tytułowy „lis” łączy ze sobą kilka wątków. Tak naprawdę nie wiadomo do końca, kto jest winny tych wszystkich przestępstw. Zakończenie zaskakuje, ale też stanowi pewną pociechę dla tych, którzy z poszczególnymi bohaterami sympatyzowali podczas zgłębiania poszczególnych etapów fabuły. Ta rywalizacja, o której wspomniałam przybliżając na początku treść bajki Ezopa, jest w tej powieści bardzo wyraźna. Oczywiście, jak zawsze, rzecz dotyczy kwestii majątkowych. Dla dużych pieniędzy człowiek jest w stanie posunąć się do naprawdę makabrycznych czynów. Autorka porusza także kwestię obrońców zwierząt.

Myślę, że ta powieść jest doskonała dla wszystkich, którzy lubią mocne thrillery z szeroko rozbudowanym wątkiem psychologicznym. Dla niektórych polskich czytelników jedynym utrudnieniem może być bariera językowa, ponieważ jak do tej pory powieści nie wydano w polskim przekładzie. Jest dostępna jedynie w wersji oryginalnej.