Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renata L. Górska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renata L. Górska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 kwietnia 2017

Renata L. Górska – „Cztery pory lata”













Wydawnictwo: REPLIKA
Zakrzewo 2011





Na początek spróbujmy odnaleźć odpowiedź na następujące pytanie: Jaka tak naprawdę jest współczesna kobieta? Jedni uważają, że nazbyt wyzwolona. Inni twierdzą, że nieco zagubiona. Natomiast zdaniem kogoś innego współczesna kobieta nie wyznaje już tych samych wartości, które jeszcze tak niedawno były dla niej priorytetowe, zaś za tak radykalną zmianę jej hierarchii wartości odpowiedzialna jest obecna rzeczywistość. A jaka jest prawda? Jakie cechy towarzyszą kobiecie dwudziestego pierwszego wieku?

Otóż współczesna kobieta jest przede wszystkim spełniona zawodowo. Wciąż poszukuje nowych możliwości samorealizacji i dąży do tego, aby być traktowaną na równi z mężczyznami. Buntuje się, kiedy jest świadkiem dyskryminacji. Nie chce też pracować za marne pieniądze, lecz stale pragnie rozwijać swoje umiejętności, aby w ten sposób wytyczać sobie drogę awansu zawodowego. Nowoczesna kobieta w mniejszym stopniu, niż miało to miejsce w przeszłości, stawia na rodzinę. Partner życiowy owszem, ale bez zobowiązań. Dziecko symbolicznie może być jedno, ewentualnie dwoje, lecz gdy nie będzie ich wcale to też świat się nie zawali. Nierzadko przeraża ją posiadanie dużej rodziny, bo przecież może to zaburzyć jej dotychczasowy sposób funkcjonowania.

Jednak każdy medal ma dwie strony, podobnie jak każdy kij ma dwa końce. Dlatego spójrzmy na problem z nieco innej strony. Czy powyższy sposób rozumowania jest na pewno szczery i czy współczesne kobiety naprawdę chcą tak żyć? A może kryje się za tym coś więcej? Na przykład lęk przed odpowiedzialnością, obowiązkami, bądź też drastyczną zmianą obecnego trybu życia. Taka właśnie z pozoru wydaje się być główna bohaterka powieści Renaty Górskiej, której na imię Kornelia. Być może dziewczyna nie do końca odpowiada powyższemu portretowi, gdyż mówi o sobie tak: Nie nadążam za tempem świata. Nie jestem ambitna. Nie zależy mi na tych wszystkich ważnych, a ponoć niezbędnych do szczęścia rzeczach. Jestem w każdym calu prowincjuszką!





Choć Nela nie przekroczyła jeszcze trzydziestki, to jednak nie może opędzić się od ciągłych rad życzliwych jej osób. Rodzina wciąż wypomina jej brak mężczyzny u boku, tym samym przepowiadając staropanieństwo. Wydawać by się mogło, że skoro Kornelia idzie przez życie bez mężczyzny, to z pewnością jest kobietą samotną. Otóż nic bardziej mylnego. Dziewczyna ma pracę, z której jest nawet zadowolona, chociaż może nie do końca jest to szczyt jej marzeń. Pracuje w miejscowej księgarni i gdyby nie zbyt częsta zgryźliwość szefowej, można by rzec, iż jest z tego etatu w pełni usatysfakcjonowana, pomimo że nie gwarantuje jej on zbyt imponującego rozwoju zawodowego. Kornelia ma również oddane przyjaciółki, którym można wyznać praktycznie wszystko. Jednak jest jeden problem. Otóż, w tej „paczce” tylko ona jest singielką. Na nic zdają się perswazje Gosi, Igi i Doroty. To Nela wie najlepiej, co jest dla niej dobre. Lecz mimo to koleżanki nie dają za wygraną, wciąż próbując ją wyswatać z jakimś nowym osobnikiem płci męskiej, bez względu na to, co facet sobą reprezentuje. Niestety, ale na tym polu przyjaciółki muszą przyznać się do porażki. Pomimo że myśli Korneli zaprząta pewien przystojniak z Warszawy, to jednak ona uparcie trzyma się swoich przekonań i nie podejmuje żadnych działań, aby coś w tej kwestii zmienić. Bezustannie wmawia sobie i innym, że ten potencjalny kandydat na męża jest zwyczajnym draniem, który poza oszustwem nie reprezentuje sobą niczego ciekawego.

[…] Zbliżający się powrót Piotra do Warszawy był dobrym pretekstem, aby wyłożyć karty na stół. Zagrałam z twarzą pokerzysty oraz pewnością, że więcej skorzystam, niż stracę. Piotr nie był nawet specjalnie zmartwiony. Zdziwiony, owszem. Proponujący układ. Dać sobie czas i tym podobne bzdury. Kiedy nie przyniosło to żadnych efektów, popróbował obrócić wszystko w żart. Dopiero wtedy poznał mnie naprawdę. Góra lodowa wychyliła się z głębin, ujawniając skrywaną dotąd wielkość. Nie wiem, co odniosło większy skutek: mój sarkazm czy chłód wzroku. Piotr w każdym razie – zrozumiał.

I dał mi spokój. Wkrótce potem zniknął z miasteczka, jak sądzę, z nowym poglądem na dziewczyny z prowincji.*


I tak oto Kornelia zostaje pozbawiona, a właściwie sama siebie pozbawia „ostatniej deski ratunku”. Tylko jak teraz powiedzieć o tym rodzinie i jak przyznać się przyjaciółkom, że w tak bezwzględny sposób przekreśliła swoją szansę na szczęście z mężczyzną „bez skazy”? Jednak dziewczyna jeszcze nie wie, że los przygotowuje dla niej wielką niespodziankę. Gdy na horyzoncie pojawia się niebezpieczeństwo utraty domu, w którym się wychowała i za nic nie wyobraża sobie możliwości egzystencji w innym miejscu, w jej życie ponownie wkracza… Piotr. Jak tym razem dziewczyna zareaguje na jego obecność w miasteczku? Czy mężczyzna pozbawiony wszelkich wad naprawdę jest jej „ostatnią deską ratunku”, jak twierdzi rodzina i przyjaciółki?

Na pierwszy rzut oka książka może wydawać się mało ambitna i z pewnością niektórzy z łatwością zaliczyliby ją w poczet tak zwanych babskich czytadeł. Osobiście nie pałam sympatią do tego typu określenia, które bardzo często jest używane przez współczesnych recenzentów i czytelników. Termin ten kojarzy mi się raczej z brakiem poszanowania nie tylko dla samych książek, ale także i ich autorów, w tym przypadku autorek, gdyż za tego rodzaju powieściami stoją głównie kobiety. Znacznie bardziej odpowiada mi określenie literatura kobieca.





Choć powieść należy do tych z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych, to jednak uważny czytelnik może odkryć w niej drugie dno, nad którym należałoby się głębiej zastanowić i w niektórych momentach odnieść do nas samych. Jak już wspomniałam, książka adresowana jest do kobiet, bez względu na to czy są one niezależne i samowystarczalne, czy żyją w związkach, wciąż licząc na mężczyzn stojących u ich boku. Analizując osobowość Kornelii można dojść do przekonania, że drzemią w niej dwie różne kobiety. Z jednej strony dziewczyna próbuje przekonać wszystkich, że do szczęścia nikt inny oprócz niej samej, nie jest jej potrzebny, natomiast z drugiej pragnie, aby jednak ten mężczyzna był w jej życiu obecny, żeby mogła znaleźć u niego wsparcie w potrzebie. Chociaż twierdzi, że dzieci i generalnie rodzina nie są dla niej, to jednak w stosunku do otaczających ją pociech jest opiekuńcza i robi bardzo wiele, aby wywołać uśmiech na ich buziach. Nie można stwierdzić, że zawsze jej się to udaje, ponieważ zalicza również porażki, lecz ogólnie radzi sobie dość dobrze na tym polu.

[…]
– Jest ciocia Nela! Jest ciocia Nela!
– Już dobrze mały heroldzie, a teraz daj mi buziaka na dzień dobry – dogoniłam ją dopiero w mieszkaniu.
Dziewczynka wykręciła się ze śmiechem, po czym orzekła z typową przekorą trzylatka:
– A nie dam!
– To my się już nie lubimy? – zapytałam, wykrzywiając usta w podkówkę.
Anika popatrzyła na mnie z konsternacją, wahając się, czy jednak nie ulec.
– Dam ci potem. Teraz nie mam czasu – wyjaśniła i pobiegła przed siebie, do kuchni.

[…]
– Masz dla mnie książeczkę?
– Aniko! Co to za brzydkie zwyczaje?! – zganiła ją Dorota. – Ciocia Nela nie musi ci za każdym razem przynosić prezentów!
– Nie musi – potulnie zgodziła się jej córeczka. Nie przeszkadzało jej to upewnić się raz jeszcze: – Masz książeczkę?
– Czekaj, niech no sprawdzę… – grałam na zwłokę.
Grzebałam w torbie, a szyja Aniki robiła się coraz dłuższa. Przyglądałam się jej, nie zdradzając rozbawienia. Oblicza dziewczyn rozchmurzyły się już trochę, jedynie Dorota starała się zachować powagę, dbając pewnie w oczach dziecka o swój autorytet.
– O! Jest tu chyba coś, co rzeczywiście wygląda na książeczkę! – zapowiedziałam.
Wyjęłam bajkę. Anika przyjęła ją z entuzjazmem:
– Malowanka! Mamusiu, gdzie są moje kredki?!**

Pierwsze wydanie z 2007 roku

Historia Kornelii dotyczy praktycznie każdej z nas. Bo przecież nie obce nam są sytuacje, kiedy dla własnej wygody, a może wręcz pod wpływem strachu, wmawiamy sobie i innym, że „dobrze jest jak jest” i nie potrzebujemy żadnych zmian, a już, broń Boże (!), obecności faceta w naszym życiu, który by nam jedynie przeszkadzał w realizowaniu samych siebie. Jednak bardzo często jest tak, że kiedy zamykają się drzwi za naszymi przyjaciółkami i zostajemy same w czterech ścianach, mając pewność, że nikt nas nie widzi, płaczemy po kątach i tęsknimy za tym jedynym, a wraz z nastaniem nowego dnia, zakładamy maskę obojętności, aby w ten sposób okłamywać nie tylko tych, z którymi żyjemy na co dzień, ale przede wszystkim same siebie. W dodatku bardzo często marzymy o rycerzu na białym koniu, któremu wreszcie udałoby się wybić dziurę w murze, który przecież same wybudowałyśmy wokół siebie.

Ta powieść porusza także kwestię przyjaźni pomiędzy kobietami. Zostaje ona nie tylko wystawiona na próbę, ale także pokazuje, ile tak naprawdę znaczy w życiu każdej z nas. Choć wiem, że mężczyźni preferują zgoła odmienną literaturę, to jednak nie byłoby w tym niczego złego, gdyby po tę powieść sięgnęli również panowie, traktując ją jako swego rodzaju poradnik. Polecam szczególnie tym panom, którzy czasami już tracą cierpliwość do kobiet, nie wiedząc jak mają z nimi postępować. Często zdarza się bowiem, że to jakaś głęboka rana z przeszłości nie pozwala ponownie zaufać.

W tym miejscu chciałabym także zwrócić uwagę na język, jakiego używa Autorka. Jest on płynny, co sprawia, że książkę czyta się szybko. Dodatkowo jej walor podkreśla również dobór słownictwa. Widać, że Renata Górska potrafi doskonale żonglować słowami, w wielu momentach wywołując uśmiech na twarzy czytelnika. Z pełną odpowiedzialnością mogę polecić tę powieść, szczególnie teraz, kiedy na niebie coraz więcej słońca, które przecież kojarzy się z ciepłem i wakacjami. Ponieważ Cztery pory lata po raz pierwszy czytałam właśnie u progu lata, jestem przekonana, że chyba już zawsze powieść ta będzie mi się kojarzyć przede wszystkim z wakacyjnym lenistwem i beztroską, choć z drugiej strony jest w tej książce kilka kwestii, nad którymi współczesne kobiety powinny poważnie się zastanowić i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy życie, jakie prowadzę, naprawdę sprawia, że jestem szczęśliwa?










R.L. Górska, Cztery pory lata, Wyd. Replika, Zakrzewo 2011, s. 19-20.
** Ibidem, s. 91-92. 







środa, 20 listopada 2013

Renata L. Górska – „Historia kotem się toczy”





Premiera książki 10 grudnia 2013 roku!








Wydawnictwo: REPLIKA
Zakrzewo 2013





Gdzieś na Śląsku w okolicach Gliwic leży małe miasteczko o nazwie Kasztelowo. Jak to zazwyczaj bywa w tego typu miejscowościach, ludzie wiedzą tutaj wszystko o sobie nawzajem, a jeśli jakimś sposobem jest inaczej, to przecież zawsze można zapytać sąsiadki albo przeprowadzić własne śledztwo, chociażby podglądając innych zza firanki. Mieszkańcy Kasztelowa to z jednej strony społeczność niezwykle ze sobą zżyta, lecz z drugiej nieufnie spoglądająca w stronę przyjezdnych. Na ich zaufanie trzeba sobie solidnie zapracować. Jeśli w miasteczku dzieje się coś niepokojącego to oczywiście pierwsze podejrzenia zawsze padają na tych „nowych”. W Kasztelowie panuje pewna specyficzna mentalność dotycząca w głównej mierze moralności i wiary w Boga. Można by pomyśleć, że ludzie wsiąknęli tutaj niezwykle mocno w pewne stereotypy i za nic w świecie nie potrafią przyjąć do wiadomości, iż można żyć inaczej i mieć swoje własne poglądy, co nie zawsze oznacza, że są one gorsze.

W Kasztelowie mieszka pewna stateczna wdowa – Janina Gawron. Kobieta ma już swoje lata i niejedno za sobą. Straciła męża i ukochanego syna. Pomimo że i jednemu, i drugiemu daleko było do ideału, to Janina myśli o nich bardzo ciepło. Wie, że mężczyźni jej życia mieli swoje na sumieniu, ale trudno jest jej przyznać to nawet samej przed sobą, a co dopiero przed obcymi, szczególnie w kwestii syna. Łatwiej winą obciążyć innych. A kto nadaje się do tego lepiej, jak nie jej synowa – Ada? Skoro już mowa o synowej, to trzeba wiedzieć, że kobieta mieszka teraz w Krakowie, gdzie prowadzi w miarę ustabilizowane życie, choć nie pozbawione problemów dnia codziennego. W stolicy Małopolski Ada ma przyjaciół, na których może liczyć. Posiada też satysfakcjonujące ją zatrudnienie, które nie każdemu kojarzy się z pracą, bo przecież wykonuje rękodzieła, a to nie wymaga wychodzenia z domu i przebywania w miejscu pracy standardowych ośmiu godzin. Ada Gawron wykonuje wolny zawód i czas pracy może ustalać sobie według własnego uznania.

Owocem związku Ady z Henrykiem Gawronem są dwie dorosłe córki, które prowadzą już samodzielne życie z dala od mamy. Pracują w Warszawie, więc siłą rzeczy Ada nie ma z nimi tak częstego kontaktu, jak by tego chciała. Niemniej jednak, pomimo odległości ich wzajemne uczucie wcale nie jest słabsze niż byłoby to w przypadku, gdyby bliźniaczki mieszkały pod jednym dachem z matką. Wiktoria i Maja to naprawdę rozsądne dziewczyny, które wiedzą jak radzić sobie w życiu, a niekiedy nawet wykazują więcej rozwagi niż ich rodzicielka. Śmierć ojca przeżyły dość mocno, zaś z babcią Gawronową są w jak najlepszych stosunkach. To tylko Ada nie jest mile widziana w Kasztelowie. Można się łatwo domyślić dlaczego. Otóż, jeszcze przed śmiercią Henryka ich związek się rozpadł i pozostał jedynie żal, tak z jednej, jak i z drugiej strony. Konserwatywna Janina Gawron jakoś nie może wybaczyć synowej tego rozstania i jeszcze wielu innych kwestii z przeszłości, pomijając w tym wszystkim winę swojego syna. Natomiast Ada nie czuje się komfortowo w towarzystwie teściowej właśnie z tego powodu. Jedynym łącznikiem pomiędzy teściową a synową są bliźniaczki.

Jest zima, a jak wiadomo o tej porze roku o wypadek nietrudno. Aura nie sprzyja wychodzeniu z domu bez ryzyka ulegnięcia wypadkowi, szczególnie w przypadku osób starszych i zniedołężniałych. Pewnego dnia pech dotyka również Janinę Gawron. Kobieta ulega bardzo poważnej kontuzji na schodkach prowadzących do jej domu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jej upadek wydarzył się gdzieś na kasztelowej drodze, ale tuż przed drzwiami jej domu? Na schodkach, o które dbała każdego dnia, aby nie były śliskie? Wgląda to bardzo podejrzanie. Jednak co się stało, to się nie odstanie. Janina musi najbliższe tygodnie spędzić w szpitalu. I w tym momencie pojawia się problem. Kto zaopiekuje się nią po powrocie do domu? Przecież starsza pani nie będzie w stanie funkcjonować bez pomocy drugiej osoby. Owszem jest sąsiadka, ale ona pracuje i raczej nie będzie mogła przebywać z Gawronową dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ukochane wnuczki też nie wchodzą w grę, ponieważ mają swoje życie, robią karierę w stolicy i za nic nie przyjadą do Kasztelowa, aby zaopiekować się chorą babcią. Kto zatem pozostaje? Oczywiście Ada. Przecież zdaniem niektórych osób kobieta nie pracuje, więc i czasu ma pod dostatkiem. W dodatku Wiktoria i Maja nie przestają wiercić matce dziury w brzuchu i wzbudzać w niej wyrzutów sumienia. Niechęć do opieki nad teściową, która pojawia się u Ady jest jak najbardziej zrozumiała, bo kto przy zdrowych zmysłach podjąłby się tego w sytuacji, gdy wzajemne stosunki pomiędzy kobietami do najcieplejszych nie należą? Co jednak dziwne, ten opór występuje chyba tylko po stronie Ady, ponieważ Janina godzi się na taką ewentualność. A może jedynie wybiera mniejsze zło? Kto ją tam wie. Niemniej faktem jest, że Ada Gawron w końcu przeprowadza się do Kasztelowa do domu teściowej, lecz nie robi tego bynajmniej z miłości do starszej kobiety. W grę wchodzi coś jeszcze, ale o tym już w powieści.

Już w pierwszym dniu swojego pobytu w Kasztelowie Ada poznaje kogoś bardzo wyjątkowego. Piszę „kogoś”, bo tegoż osobnika jak najbardziej możemy potraktować na równi z człowiekiem. To piękny rasowy kot, który od tej pory będzie jej towarzyszył i wywrze na jej życie ogromny wpływ. Jak zakończy się ta historia? Czy kobiety będą w stanie przebywać pod jednym dachem, nie skacząc sobie do oczu? Czy pobyt w Kaszelowie sprawi, że życie Ady Gawron już nigdy nie będzie takie samo? A w jaki sposób odbije się to na Janinie Gawron? Czy uda się zapomnieć o przeszłości i uleczyć rany, które do tej pory nie potrafiły się zabliźnić?

Już kilkakrotnie pisałam, że Renata Górska znana jest z tworzenia przepięknych powieści obyczajowych, które zawierają w sobie swego rodzaju magię. Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić czym jest to spowodowane. Prawdę powiedziawszy powieści Autorki nie posiadają jakieś szczególnie wyjątkowej fabuły. To historie z życia wzięte, które mogą przytrafić się każdemu/każdej z nas. A jednak jest w nich coś, co sprawia, że człowiek czuje jakieś niewypowiedziane ciepło, kiedy je czyta. Te powieści dają nadzieję na to, iż dopóki żyjemy wszystko jest możliwe, a mówienie, że nic dobrego nas już nie czeka, jest błędem.

Historia kotem się toczy to powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym. Spokój panujący w Kasztelowie pewnego dnia zostaje zburzony w wyniku zaistnienia szeregu dziwnych sytuacji. A to ktoś obleje farbą nagrobki na cmentarzu. A to znowu zabije jakieś zwierzę – tutaj szczególnie koty muszą mieć się na baczności. Lecz kiedy złoczyńca uderza w ludzi, robi się naprawdę niebezpiecznie. Ten kryminalny wątek znacząco podnosi walor powieści. Nie należy też zapominać o języku powieści, a dokładnie o śląskiej gwarze, z którą Autorka poradziła sobie wyśmienicie. Dzięki temu zabiegowi fabuła nabiera autentyczności. Na pewno jest to ogromna zachęta dla czytelników pochodzących ze Śląska, dla których ten specyficzny język jest codziennością. Nie obywa się również bez zabawnych sytuacji, kiedy to gorole nie potrafią zrozumieć tego, co rodowity Ślązak ma na myśli. W dodatku mamy też do czynienia z bardzo mądrym kotem, który widzi wszystko zupełnie inaczej niż ludzie i nie waha się o tym opowiadać.

Jak każda powieść Renaty Górskiej, tak i ta zawiera w sobie szereg życiowych przesłań. Wygląda na to, że czasami nic nieznaczące gesty czy słowa w perspektywie czasu mogą zaważyć na całym naszym dalszym życiu. Nieprawdą jest, że liczy się tylko to, co tu i teraz, ponieważ tu i teraz może przynieść skutki, z którymi nie będziemy mogli sobie poradzić na dłuższą metę. Ale z drugiej strony działanie pod wpływem impulsu może też mieć dobre strony, czego początkowo zupełnie nie dostrzegamy.

Historia kotem się toczy to przede wszystkim powieść rodzinna. Jej fabuła dokładnie pokazuje, ile tak naprawdę znaczą dla nas bliscy, nawet jeśli jesteśmy z nimi skłóceni. Wspólne przebywanie pod jednym dachem nie zawsze może grozić awanturą. Może to być też sposób na zażegnanie dotychczasowych waśni i spojrzenie na te same sprawy pod zupełnie innym kątem. Ten, kogo traktowaliśmy jak wroga, może nagle stać się dla nas przyjacielem. Możemy zobaczyć tę osobę w zupełnie innym świetle.

Renata Górska w swojej najnowszej powieści pokazuje również, że nigdy nie jest za późno na miłość. Ludzie bardzo często mówią, że gorące uczucie to domena młodych, a osoby w średnim wieku powinny o tym zapomnieć. Nic bardziej mylnego. Jedyną różnicą jest to, że w miarę jak przybywa nam lat, nasza miłość również się zmienia. Mamy wobec niej zgoła inne oczekiwania niż miałoby to miejsce w młodszym wieku. Już nie pierwszy raz Autorka ukazała miłość dojrzałą i świadomą. Przy okazji pisania recenzji powieści Renaty Górskiej bardzo często powtarzam, że Pisarka nie tworzy cukierkowych romansów, gdzie największą wagę przywiązuje się do strony erotycznej, lecz pokazuje miłość dojrzałą, bez narzucania się. Jest to miłość, która znajdzie swoje spełnienie, jeśli tylko bohaterowie dadzą jej czas i pozwolą biec własnym torem.

Przyznam, że bardzo lubię takie małomiasteczkowe klimaty w literaturze. Jak wspomniałam na wstępie, w tym przypadku czytelnik ma do czynienia właśnie z taką atmosferą. Ten klimat naprawdę wciąga. Już nie po raz pierwszy odniosłam wrażenie, że Renata Górska potrafi pisać w taki sposób, iż czytelnik w pewnym momencie chce przenieść się do miejsca, które Autorka opisuje i spotkać się z ludźmi, którzy tam żyją, choć wiadomo, że są to tylko postacie fikcyjne. I chyba właśnie w ten oto sposób odkryłam tę niezwykłą magię powieści Renaty Górskiej, oraz odnalazłam odpowiedź na pytanie, dlaczego książki Pisarki są tak wyjątkowe.




Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu 




wtorek, 22 października 2013

Niezwykła powieść z kotem w tle





Renata L. Górska sympatię czytelników zdobyła, tworząc niezwykle klimatyczne powieści obyczajowe. Zadebiutowała w 2007 roku powieścią pod tytułem Cztery pory lata. Historia opowiadająca o młodej i niezależnej kobiecie o imieniu Kornelia bardzo szybko przypadła czytelnikom do gustu i cztery lata później doczekała się swojego wznowienia. Rok 2010 przyniósł Autorce kolejny sukces na polu literackim. Wówczas do rąk czytelników trafiła jej kolejna książka zatytułowana Za plecami anioła. Tym razem Renata L. Górska zabrała nas do małego niemieckiego miasteczka o nazwie Tauburg. Na kartach tej powieści możemy spotkać arystokratyczną rodzinę von Tauburgów oraz poznać ich tajemnice skrywane od lat. Główna bohaterka, Marta musi zmagać się nie tylko z małomiasteczkowym życiem w obcym miejscu, lecz także z uczuciem, które jest w stanie odmienić cały jej dotychczasowy uporządkowany świat. A to wszystko dzieje się właśnie za plecami pewnego anioła, który nie mówi, lecz obserwuje wszystko to, co dzieje się z główną bohaterką.

W 2012 roku ukazała się kolejna powieść Renaty L. Górskiej, która na mnie – jako na czytelniczce i amatorce powieści obyczajowych – wywarła chyba największe wrażenie. Mam tutaj na myśli książkę pod tytułem Błędne siostry. Po przeczytaniu tejże powieści bardzo długo nie potrafiłam złapać równowagi emocjonalnej. Na kartach książki Autorka przenosi czytelnika do malowniczego domu w Karkonoszach i niezwykle pięknie opowiada historię Karoli i Armina, którzy zupełnie przypadkowo spotykają się w rzeczonym karkonoskim domu umiejscowionym na pewnej polanie.

Z kolei całkiem niedawno miałam przyjemność czytać i recenzować inną powieść Autorki. Tym razem chodzi o Przyciąganie niebieskie. Jest to historia z głębokim przesłaniem moralnym, co zmusza czytelnika do zastanowienia się nad swoim życiem i tym, w jaki sposób tym życiem kieruje. Historia Dominiki naprawdę wiele może nauczyć, a dodatkowo wskazać drogę, którą można zacząć podążać, aby odnaleźć spokój i szczęście.

Już niedługo, bo 10 grudnia 2013 roku nakładem wydawnictwa Replika ukaże się najnowsza powieść Renaty L. Górskiej o dość intrygującym tytule Historia kotem się toczy. Dziś, wraz z Wydawcą, chciałabym zaprosić Was do bliższego zapoznania się z tą pozycją, kiedy już wejdzie ona na polski rynek wydawniczy.







A teraz krótka charakterystyka fabuły powieści.


Ada Gawron nigdy nie marzyła o życiu w małej mieścinie, na dodatek pod jednym dachem z teściową. Byłą teściową. A jednak rok spędzony w Kasztelowie zmieni w jej życiu dosłownie wszystko... 
Naciskana przez córki-bliźniaczki Ada zobowiązuje się zająć przez rok – i ani dnia dłużej! – ich babcią Janiną, z którą nigdy nie miała dobrych relacji. Życie na prowincji, na pozór spokojne i monotonne, nie będzie dla Ady wyłącznie sielanką, bo choć wypadek osłabił nieco żywotność staruszki, nie przytępił jej ostrego języka. Dodatkowo po Kasztelowie grasuje złoczyńca. Czy jest nim odludek spod lasu, którego dom Ada widzi z okna poddasza? Z intrygującym mężczyzną zetknie się za sprawą kota, mającego niemały udział w tej historii.  
Powoli Ada odnajduje swoje miejsce w Kasztelowie, poznając coraz to nowych ludzi i zmieniając swoje nastawienie do życia z dala od wielkiego miasta. Czy tu, w miasteczku, gdzie czas w cieniu starego zamku płynie inaczej, odnajdzie wreszcie dawno zagubione szczęście? I jaką rolę w tych poszukiwaniach odegra tajemniczy kot?


Na koniec chciałabym jeszcze dodać, iż książki Renaty L. Górskiej to nie cukierkowe romanse, jakich wiele. Choć miłości w nich nie brakuje, a relacje damsko-męskie stanowią centralną część fabuły, to jednak w powieściach Autorki kryje się coś, co sprawia, że czytelnik zatraca się bez reszty w opisywanej przez nią historii. Moim zdaniem Pisarka tworzy powieści, które na bardzo długo pozostają w pamięci czytelnika. Mam nadzieję, że najnowsza książka Renaty L. Górskiej zostanie ciepło przyjęta przez czytelników, natomiast historia Ady Gawron nie pozwoli o sobie na długo zapomnieć.  


Wywiad z Renatą L. Górską przeprowadzony w ramach cyklu Literat Miesiąca można przeczytać tutaj




poniedziałek, 9 września 2013

Renata L. Górska – „Przyciąganie niebieskie”












Wydawnictwo: COMPASSION (wersja papierowa)
Szczecin 2012
Wydawnictwo: E-BOOKOWO (wersja elektroniczna)
Będzin 2013
Nagroda w konkursie



Chyba w życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy zastanawia się nad sensem własnej egzystencji. Często można usłyszeć, że ludzie poszukują swojego indywidualnego miejsca na świecie. Aby je odnaleźć zmieniają pracę, rozpoczynają kolejny kierunek studiów, wyjeżdżają z rodzinnego miasta, żeby gdzieś indziej próbować zapełnić pustkę w swoim życiu. Nierzadko rozpoczynają też realizację swoich pasji, na które wcześniej brakowało im czasu. Czasami zdarza się również, że zmiana dotychczasowego stylu życia wcale nie zależy od nas samych. To los, czy może jakaś niezidentyfikowana siła wyższa, decydują o tym, jaką drogą będziemy podążać. Oczywiście każdy człowiek te nagłe zmiany interpretuje według własnego uznania. Jedni traktują je jako czysty przypadek, zaś inni dopatrują się w nich jakichś głębszych znaczeń, a wręcz niekiedy nawet Bożej interwencji. Każdy człowiek jest inny, a zatem i jego przekonania będą różnić się od poglądów innych ludzi. W tym wszystkim niezwykle ważne jest, aby szanować drugiego człowieka i nie wyśmiewać jego przekonań, nawet gdy się z nimi nie zgadzamy.

Dominika jest studentką ostatniego roku germanistyki. Dziewczyna pisze właśnie swoją pracę magisterską. Mieszka gdzieś na zachodzie Polski. Jest stosunkowo samodzielna, choć z uwagi na studia wciąż pozostaje na utrzymaniu rodziców, pomimo że z nimi nie mieszka. Dominika ma przyjaciół, a wśród nich tę najbliższą tak zwaną bratnią duszę o imieniu Pola. Koleżanka jest dla niej oparciem zawsze wtedy, kiedy Dominika najbardziej jej potrzebuje. Dziewczyna zawsze może liczyć na jej dobre rady, choć czasami nie są one tym, co ta chciałaby usłyszeć. Przyjaciółki bardzo się od siebie różnią. Dominika to spokojna i romantyczna dusza. Z kolei Pola jest dziewczyną twardo stąpającą po ziemi. Zapewne po części ma to związek ze stylem wychowania oraz atmosferą, jaka panowała i nadal panuje w ich rodzinnych domach.

O Dominice na pewno nie można powiedzieć, że już niczego nie potrzeba jej do szczęścia. Pomimo że jest młoda, ładna i wykształcona, to jednak życie wcale jej nie oszczędza. Rodzice dziewczyny już od lat są po rozwodzie, a ona jakoś nie potrafi złapać z nimi dobrego kontaktu. Ich wzajemne stosunki głównie dotyczą kwestii finansowego wsparcia. W relacjach damsko-męskich przyszła pani magister też jakoś niespecjalnie sobie radzi.

Kiedy czytelnik poznaje Dominikę, ta spotyka się właśnie z pewnym przystojniakiem o imieniu Jakub. Wygląda na to, że dziewczyna kocha Kubę, choć z jego strony z tym okazywaniem uczuć różnie bywa. Pola nie omieszka komentować związku przyjaciółki, ale przecież jeśli ktoś kocha, to raczej nie jest w stanie przyjąć krytyki skierowanej wobec obiektu swoich uczuć. Któregoś dnia chyba tylko pozornie uporządkowany świat Dominiki rozpada się na drobne kawałeczki. Oto ukochany oznajmia jej, że wyjeżdża i być może nigdy nie wróci. Jakub pragnie realizować swoje pasje, w których nie ma miejsca dla Dominiki. A może nigdy nie było dla niej miejsca nie tylko, jeśli chodzi o pasje chłopaka, ale też o całe jego życie? Miała być niezapomniana i romantyczna podróż we dwoje, a okazało się zupełnie inaczej. Czy Dominika zdoła zapomnieć o Kubie? Jak dziewczyna poradzi sobie bez niego? Czy w ogóle jest w stanie ułożyć sobie życie z kimś innym? A może wszystko już się skończyło?

Przyciąganie niebieskie nie jest zwyczajną powieścią obyczajową. To coś znacznie więcej niż tylko opowieść o studentce, która być może w pewnym stopniu nie radzi sobie z własnym życiem. Problemy Dominiki mają swoje źródło znacznie głębiej niż ona sama mogłaby się tego spodziewać. Jest takie powiedzenie, które mówi, że nie można mieć wszystkiego. Te słowa doskonale sprawdzają się w przypadku głównej bohaterki powieści. Ktoś powie, że Dominika może czuć się wielką szczęściarą, bo przecież właśnie kończy studia i jeśli tylko dobrze się postara, to może rozwinąć się w swoim zawodzie, zdobyć pozycję i wreszcie być samowystarczalną. Jednak czy to wystarczy? Czy dyplom ukończenia studiów i dobra praca wystarczy, aby być szczęśliwą i pogodzoną ze sobą?

Dominika być może nawet nie wie, że każdego dnia poszukuje drogi, która ostatecznie zaprowadzi ją tam, gdzie będzie naprawdę szczęśliwa. Szuka swego rodzaju drogowskazu, który sprawi, że jej życie wreszcie nabierze barw i stanie się wartościowe. Ta wartość będzie dotyczyć tego, czego nie można dojrzeć gołym okiem. Jest to coś, czego możemy doświadczyć jedynie duchowo, wsłuchując się we własne wnętrze.

Moim zdaniem napisać powieść, która dotykałaby tak delikatnych tematów, jak ma to miejsce w tym przypadku, naprawdę nie jest łatwo. Nie mam tutaj na myśli warsztatu pisarskiego. Myślę raczej o odbiorze jej przez czytelników. Nie oszukujmy się, ale problem religii czy homoseksualizmu w naszym polskim społeczeństwie przez niektóre osoby nie jest traktowany z szacunkiem wobec tych, których to zagadnienie bezpośrednio dotyczy. Wystarczy przecież poczytać internetowe komentarze pod artykułami na jeden czy drugi temat, aby dowiedzieć się, w jaki sposób niektórzy Polacy postrzegają wiarę w Boga i inność drugiego człowieka. Dlatego też mam ogromne uznanie dla Autorki za to, iż zdecydowała się podjąć tak ważnego, choć w pewnym stopniu też niebezpiecznego tematu.

Renata Górska na pewno nikogo nie poucza ani nie nawraca. Czytając tę powieść w żaden sposób nie można odnieść wrażenia, że Autorka narzuca nam swoje poglądy czy mówi jaką drogę należy obrać. Natomiast osoba Dominiki może być każdym z nas. Problemy, które jej towarzyszą obecne są również w naszym życiu. Aby nauczyć się z nimi radzić dziewczyna potrzebuje ludzi, którzy będą w stanie pomóc jej w podjęciu ostatecznej decyzji, ale też do końca wszystko zależy od niej samej. Nikt jej do niczego nie zmusza. Niczego jej nie narzuca. Dominika dostaje jedynie swego rodzaju informacje, które może wykorzystać według własnego uznania. Nikt nie chce niczego na niej wymuszać. Na czytelniku ta powieść również niczego nie wymusza. Można ją przeczytać i odłożyć na półkę bez wyrzutów sumienia, ale można też zatrzymać się przy niej na dłuższą chwilę i zadać sobie kilka zasadniczych pytań. Z kolei odpowiedzi na owe pytania należy szukać samemu, ponieważ fabuła książki tego za nas nie zrobi.

Wspomniałam powyżej o homoseksualizmie. W Polsce ten problem nadal spychany jest na dalszy plan. Teoretycznie jesteśmy narodem tolerancyjnym, ale kiedy przyjdzie co do czego, to – mówiąc kolokwialnie – plujemy na tych, którzy w jakiś sposób różnią się od nas. Dlaczego tak się dzieje? Chyba sami nie potrafimy jednoznacznie odpowiedzieć sobie na to pytanie. Renata Górska przedstawia tę kwestię adekwatnie do polskiej rzeczywistości. I tutaj również należałoby zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, jaki jest mój stosunek do homoseksualistów? Czy według mnie to ten gorszy gatunek ludzi, czy może poza swoją orientacją seksualną, nie różnią się ode mnie niczym szczególnym?

Musicie wiedzieć, że takich pytań po przeczytaniu Przyciągania niebieskiego czytelnik może postawić sobie naprawdę sporo. Z pozoru jest to powieść niezwykle prosta, pisana językiem zrozumiałym bez jakichś naukowych ozdobników. Jednak z drugiej strony jest to książka trudna, bo wkracza tam, gdzie raczej nie dopuszczamy nie tylko innych, ale czasami też samych siebie. Mam tutaj na myśli własne sumienie.

Czego jeszcze możecie spodziewać się po tej powieści? Oprócz powyższego przesłania, życie Dominiki pozakazuje też, że nic nie dzieje się bez powodu. Bardzo często człowiek buntuje się przeciwko życiowym niepowodzeniom, cierpieniu, jakimś bezsensownym wypadkom losowym. Okazuje się jednak, że to wszystko jest nam do czegoś potrzebne. Często pędzimy przez życie tak szybko, że nie mamy czasu zatrzymać się i zastanowić, jaki jest tego sens. Dlatego te niepomyślne wydarzenia mają nam o tym przypomnieć. Przede wszystkim musimy pamiętać, że nie jesteśmy nieśmiertelni. Wbrew pozorom życie jest niezwykle kruche i może zgasnąć w każdej chwili i w najmniej spodziewanym momencie.

Życie głównej bohaterki powieści pokazuje też, że wiele spraw nie mogłoby zostać rozwiązanych, gdyby nie przychylność i życzliwość innych ludzi. Czasem to oni stają na naszej drodze, aby zmienić nam życie, a niekiedy to my jesteśmy posyłani do nich, żeby sprawić, że ich los nagle się odmieni. Nierzadko mogą to być ostatnie chwile ich życia. Skoro już jesteśmy przy innych bohaterach powieści, to chciałabym dodać, że występuje tutaj cała galeria portretów psychologicznych. Poszczególne postacie różnią się od siebie nie tylko pod względem wyglądu, ale przede wszystkim pod kątem psychologicznym. Nikt nikogo nie powiela. 

Oczywiście nie można również zapominać o miłości, bez względu na to jakiego rodzaju ta miłość będzie. Bo trzeba pamiętać, że uczucie to ma rozmaite oblicza. Bez niego człowiek nie byłby w stanie prawidłowo funkcjonować. Nie należy jednak postrzegać go jedynie jako fascynacji pojawiającej się pomiędzy mężczyzną a kobietą.

Twórczość Renaty Górskiej bardzo sobie cenię. Przyciąganie niebieskie jeszcze do niedawna było powieścią, która nie pozwalała mi powiedzieć, że przeczytałam wszystkie książki tej wyjątkowej Autorki. Bardzo się cieszę, że udało mi się wygrać tę powieść w konkursie. Tak więc jeśli macie ochotę zagłębić się w oryginalnej opowieści z głębokim przesłaniem moralnym, lecz bez moralizatorskich tekstów, to ta książka jest jak najbardziej dla Was. 



Za książkę serdecznie dziękuję Autorce




niedziela, 1 kwietnia 2012

Początki mojego pisania sięgają dużo dalej niż powieść „Cztery pory lata” ...



LITERAT KWIETNIA 2012 



ROZMOWA Z RENATĄ L. GÓRSKĄ


Renata L. Górska to polska autorka literatury obyczajowej, znana z takich powieści jak „Cztery pory lata”, „Za plecami anioła”, czy „Błędne siostry”. Publikuje też felietony i opowiadania. Lubi zabawę słowem, dzieci i koty. Jej dewizą jest wszystko móc, nic nie musieć. Autorka o swoim pisaniu: Kluczem pojedynczej idei otwieram inne światy i przez wiele miesięcy przemykam się do nich. Wcielam się w ich mieszkańców, uczestniczę w ich radościach i smutkach, myślę ich myślami. Rozwijam te historie, lecz one też mnie przemieniają, dlatego kończąc powieść jestem trochę inna niż na jej początku. W moich książkach wszystko jest fikcją, mam wtedy największą satysfakcję tworzenia. Dokumentację naszej rzeczywistości pozostawiam już innym. Piszę, ponieważ jednego życia mi mało? Możliwe. Renata oznacza bowiem odrodzona, urodzona na nowo.

Agnes Anne Rose: Pani Renato, na początek chciałabym Panią serdecznie powitać na moim blogu i podziękować, że zgodziła się Pani przyjąć moje zaproszenie i zostać Literatem Kwietnia 2012. Jest to dla mnie ogromny zaszczyt. W styczniu ukazała się Pani najnowsza powieść, pod tytułem „Błędne siostry”. Przyznam, że tytuł bardzo intrygujący. Skąd taki pomysł?

Renata L. Górska: Witam równie serdecznie! Dziękuję za to sympatyczne wyróżnienie, tym mocniej, że spotkało mnie wiosną! O tej porze roku budzą się we mnie nowe idee, nie inaczej było z „Błędnymi siostrami”. Początkowo wątek kobiet-sióstr miał być drugoplanowym, a powieść nosiła inny tytuł. Kiedy byłam zmuszona go zmienić, przyszło mi na myśl, by połączyć stworzoną legendę wokół górskiej polany z losem bohaterek. Nazwa skałek stała się symboliczna dla związku sióstr, dla ich życiowego błąkania się, też popełnionych przez nich błędów. Historia potoczyła się zatem inaczej niż w pierwotnym zamierzeniu. Mam nadzieję, że wyszło jej to na korzyść.   


  

AAR: Na stałe mieszka Pani za granicą, lecz akcję najnowszej powieści umiejscowiła Pani w Polsce, a dokładnie w Karkonoszach. Czy jest to przejaw tęsknoty za krajem rodzinnym?

RLG: I tak, i nie. Dzisiejsza emigracja jest inna niż dawniej, a powroty do Polski są łatwiejsze. Swoją tęsknotę za nią zaspokajam podczas osobistych pobytów w ojczyźnie, ale twórcze wycieczki w wyobraźni na pewno też są w tym pomocne. Nie zawsze umiejscawiam akcję w naszym kraju, jednak „Błędne siostry” rzeczywiście toczą się w polskich górach. Po Karkonoszach wędrowałam w latach licealnych, w ostatnich już nieczęsto. Kto wie, może istotnie zatęskniłam za nimi? 

AAR: „Błędne siostry” to trzecia powieść Pani autorstwa. Ciekawi mnie która z bohaterek jest Pani najbliższa: Kornelia, Marta, a może Karola?

RLG: Najbliższa jest mi zawsze ta, którą właśnie kreuję. Każda z wyżej wymienionych miała swój intensywny czas i najpewniej odzwierciedla po części moje ówczesne nastroje i przemyślenia. Dzisiaj te dziewczyny są mi niczym dawno nie widziane przyjaciółki, do których czuje się sentyment, ale ma się świadomość, że jest się już gdzie indziej niż one. Może odpowiem więc inaczej. Najmocniej bawiła mnie Kornelia, Marta jest trochę taka, jaką chciałabym być, a Karolę lubię za jej niedoskonałości.

AAR: Co, Pani zdaniem, odróżnia „Błędne siostry” od Pani poprzednich powieści?

RLG: Mam wrażenie, że wszystko, gdyż nowa jest (choć też wielowątkowa) historia, odmienna sceneria, inni bohaterzy. Jest natomiast kilka rzeczy, które pojawiły się po raz pierwszy. Są to polskie góry i zima, elementy z pogranicza metafizyki, czy wplecione osobiste doświadczenie migreny. Co do stylu, to nie mnie się wypowiadać, jednak w porównaniu do poprzednich książek w tej starałam się o nieco więcej dialogów.

AAR: A teraz może wróćmy do początków Pani przygody z pisaniem. Zadebiutowała Pani powieścią pod tytułem „Cztery pory lata”. Jak to jest trzymać w ręku własną powieść, na której napisanie poświeciło się kilka miesięcy?

RLG: Początki mojego pisania sięgają dużo dalej, ale istotnie, w księgarniach zadebiutowałam powieścią „Cztery pory lata” po raz pierwszy, odważając się na zmierzenie z rynkiem wydawniczym. Wszystko potoczyło się niebywale szybko, (pozytywne odpowiedzi dwóch wydawców, podpisanie umowy), więc nim naprawdę otrząsnęłam się z szoku, do końca nie dowierzając, już otwierałam paczkę z egzemplarzami autorskimi. Przeżycie było ogromne, jak zawsze, gdy coś wyjątkowego przydarza nam się po raz pierwszy. Trudna do opisania radość, podniecenie i satysfakcja. Przy kolejnych książkach było podobnie, lecz już mniej odlotowo, ponieważ z wiedzą o pozytywnych i negatywnych stronach publikowania.

AAR: Z Pani biografii wynika, że z wykształcenia jest Pani ekonomistką. Zatem, skąd u ekonomistki tak ogromne zacięcie pisarskie?

RLG: Wykształcenie zgodne z rodzajem wykonywanej twórczości może być niekiedy przeszkodą. Jedna ze znajomych, polonistka i dziennikarka, powiedziała mi kiedyś: Ja doskonale wiem, jak powinna wyglądać dobra powieść, ale mi to nie wychodzi, ty nie uczyłaś się tego, a udaje ci się. Istotnie, piszę wyłącznie intuicyjnie. Moje wykształcenie jest pomyłką i poza niespełna rokiem pracy w tym zawodzie, później nie miałam z nim nic do czynienia. Natomiast literki pokochałam jeszcze w przedszkolu, od małej pochłaniałam ogromne ilości książek, a pisać opowiadania zaczęłam w podstawówce. W wieku dorosłym współpracowałam z pewnym miesięcznikiem i dwutygodnikiem, a jakieś dłuższe formy pisałam wyłącznie do szuflady. Wiary w siebie dodało mi prezentowanie swoich tekstów na blogu, który dopóki istniał cieszył się dużą popularnością. Pomiędzy było wychowanie dziecka, różne miejsca pracy i wiele innych doświadczeń życiowych, z których obecnie mogę czerpać. Pisanie nie jest tylko opanowaniem warsztatu, potrzeba zmysłu obserwacji, umiejętności analizy i syntezy, wrażliwości, itd.

AAR: Niektórzy pisarze twierdzą, że przed wysłaniem powieści do wydawnictwa proszą o opinię osoby ze swojego najbliższego otoczenia, na przykład rodzinę, zaufanych znajomych. A jak jest w Pani przypadku? Czy ma Pani jakiegoś swojego nadwornego recenzenta?

RLG: Owszem, są takie osoby najwierniejsze z nich to moja kuzynka Ania i przyjaciółka Bożena. Nie nazwałabym ich jednak recenzentkami, gdyż są nazbyt życzliwe mojemu pisaniu. Obydwie na bieżąco śledzą powstawanie moich powieści, wyłapują literówki, mają celne uwagi. Przede wszystkim zaś motywują mnie, kiedy nachodzi mnie zwątpienie w sens pisania. Jestem im za to niezmiernie wdzięczna.

AAR: Niedawno czytałam wywiad z dość znaną amerykańską pisarką tworzącą literaturę kobiecą. Twierdziła ona, iż nie ma czegoś takiego, jak wena. Jej zdaniem sukces literacki to nic innego, jak tylko efekt ciężkiej pracy nie mający nic wspólnego z natchnieniem. Jakie jest Pani zdanie w tej kwestii? Czy naprawdę coś takiego jak wena, czy natchnienie w ogóle nie istnieje?

RLG: W moim przypadku brak weny byłby końcem pisania. Wszystko bowiem zaczyna się od idei, a one nie biorą się z pracowitości. Napływają, kiedy chcą, acz niekiedy możemy pomóc natchnieniu. Przypuszczam, że każdy autor ma na to swoje sposoby. Nie wyobrażam sobie, ani też nie chciałabym sukcesu literackiego, który opierałby się wyłącznie na ciężkiej pracy. Pisanie nie zawsze jest łatwe i dyscyplina jest niezbędna, ale bez pierwiastka weny w moim pojęciu, czegoś od nas niezależnego - nie byłoby twórczością, a rzemiosłem. Może nawet katorgą.

AAR: Co sprawia Pani największą trudność podczas pisania? Umiejscowienie akcji? Wykreowanie bohaterów?

RLG: Nic z tych rzeczy. Mam ogromną przyjemność w wymyślaniu postaci i miejsc akcji. Wszelakie opisy przychodzą mi dosyć łatwo, ponieważ widzę to wszystko. Wyobraźnię wspomagają obrazy zakodowane przez pamięć, a efekt końcowy jest zapewne zlepkiem jednego i drugiego. Niestety, tak jak natura wyposażyła mnie w dobrą pamięć wzrokową, tak zawiodła już przy słuchowej. Pomijając tematy muzyczne. Absolutnie nie mam jednak pamięci do zasłyszanych słów, notorycznie przekręcam nazwiska, nie potrafię przytoczyć czyichś wypowiedzi. Tym samym dotarłam do sedna, największą trudność sprawiają mi dialogi powieściowe, rodzą się powoli. Za to moi znajomi mogą czuć się bezpiecznie, gdyż nigdy nie przytoczę żadnej z ich rozmów (co podobno zdarza się niektórym pisarzom).  

AAR: Czy pisanie to dla Pani przyjemność, czy może traktuje je Pani jako ciężką pracę, którą należy wykonać bez względu na wszystko?

RLG: Kiedyś obiecałam sobie, że nie dopuszczę do tego, aby moje pisanie z przyjemności przeobraziło się w obowiązek. Nie gryzie się to z samodyscypliną, gdyż czymś innym jest chcę (jeżeli chcę), a czymś innym muszę. A ja nie znoszę coś musieć. Kiedy nachodzi mnie niemoc twórcza, po prostu robię sobie przerwę. To luksus, na który nie stać autorów związanych umowami terminowymi. Moją zasadą jest nic na siłę. Pisanie lubi, aby za nim zatęsknić.

AAR: Na Pani blogu wyczytałam, że pracuje już Pani nad kolejną powieścią. Czego, jako czytelnicy, możemy się po niej spodziewać?

RLG: Na tak wczesnym etapie trudno odpowiedzieć mi na to, ponieważ historia przeobraża się z fragmentu na fragment. Mogę zdradzić, że akcja nie dzieje się w Polsce, będą nietuzinkowe postaci, trochę intryg i sekretów, a wszystko w cieniu zabytkowego miasteczka. Głównym wątkiem jest osobliwy kontakt dwóch kobiet, jedna z nich jest naszą rodaczką. Na jej przykładzie chciałabym pokazać, że spotkania z innymi ludźmi dodają nam też wiedzy o nas samych.

AAR: Wiem, że o najskrytszych marzeniach nie powinno się mówić głośno, ale zaryzykuję i zapytam, jakie jest największe marzenie Pani Renaty Górskiej jako pisarki?

RLG: Rozumiem, że to nie lista życzeń, gdyż ta byłaby dość długa (dotyczy spraw zapleczowych). Największe marzenie jako pisarki? Zyskiwać coraz więcej wiernych czytelników!

AAR: Na koniec chciałabym prosić Panią o zachęcenie czytelników mojego bloga do zapoznania się z Pani najnowszą powieścią.

RLG: Niedawno poproszono mnie o to samo, toteż pozwolę sobie przytoczyć to zdanie: Jeżeli lubisz powieści obyczajowe z sekretami rodzinnymi, wątkiem romansowym i dreszczykiem emocji, a wszystko w pięknych okolicznościach przyrody gór; koniecznie sięgnij po „Błędne siostry”!

AAR: Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę udanych Świąt Wielkanocnych, a także kolejnych fantastycznych powieści.

RLG: Dziękuję, to miłe. Pozdrawiam moją rozmówczynię i wszystkich gości tego bloga! Pogodnej Wielkanocy Wam życzę!


Rozmowa i redakcja:
Agnes Anne Rose