Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoria Holt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoria Holt. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 lipca 2016

Victoria Holt – „Czarny opal”















Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 1998
Tytuł oryginału: The Black Opal
Przekład: Beata Długajczyk





Według starej legendy opowiadanej przez australijskich Aborygenów, pewnego dnia Stwórca zstąpił z nieba na tęczy i wygłosił orędzie pokoju skierowane do ludzkości. Kamienie, które znajdowały się wtedy w pobliżu miejsca, gdzie stopa Boga dotknęła ziemi nagle ożyły i zaczęły błyszczeć. I w ten oto sposób narodził się opal. Mówi się, że kamień ten stymuluje oryginalność i kreatywność. Opale są kamieniami porowatymi i z tego też powodu są one dość dobrze chłonne. Ich zdolność absorpcji może odbierać ludziom ich myśli i tym samym wzmacniać własne oddziaływanie. Z kolei czarne opale posiadają bardzo silną karmę oznaczającą sprawiedliwość, jak również zapewnienie ochrony i bezpieczeństwa osobom, które ich używają. Istnieje też przekonanie, że opal jest doskonałym kamieniem dla osób urodzonych w październiku, a ci, którzy noszą go przy sobie mogą z niego pobierać wiele astrologicznej mocy. Nie należy jednak utożsamiać kamieni z rzeczywistą mocą uzdrawiania, a ich mityczne znaczenie nie powinno być traktowane niczym lek przeciwko niektórym chorobom. Niestety, nierzadko mówi się także, że czarny opal przynosi nieszczęście. Najprawdopodobniej tego rodzaju opinia narodziła się z faktu, iż kamień ten jest bardzo kruchy.

Czarny opal jest również myślą przewodnią fabuły książki Victorii Holt. Oczywiście nie wysuwa się on na pierwszy plan, lecz będąc nieco w tle pośrednio doprowadza do tragedii, której skutki okażą się dramatyczne dla niektórych bohaterów powieści. Akcja książki rozgrywa się pod koniec XIX wieku, kiedy w Anglii na tronie zasiada jeszcze królowa Wiktoria Hanowerska (1819-1901), natomiast narratorką jest główna bohaterka, która opowiada czytelnikowi historię swojego życia, rozpoczynając ją od chwili, gdy zupełnie nieoczekiwanie pojawiła się w rodzinie Marline’ów. Otóż pewnego dnia ogrodnik zatrudniony w posiadłości Commonwood House należącej do Grace i Edwarda Marline’ów znajduje noworodka ukrytego pod krzewem azalii. Okazuje się, że jest to dziewczynka, a na jej szyi zawieszony jest pewien szczególny medalion. Tak naprawdę nikt z domowników i służby nie ma pojęcia skąd dziecko wzięło się w ogrodzie, ani też kto mógł je tam podrzucić. Aby w jakiś sposób wytłumaczyć ten niecodzienny incydent praktycznie wszyscy zgodnie od razu wskazują na Cyganów, którzy mają rozbity obóz niedaleko Commonwood House. Czy mają rację i dziewczynka faktycznie jest cygańską córką?

Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2010
tłum. Beata Długajczyk
Grace Marline od samego początku sprzeciwia się pozostawieniu dziecka pod dachem Commonwood House. Uważa bowiem, że będzie to uwłaczać jej pozycji społecznej, a także źle wpłynie na wychowanie jej własnych dzieci. Wydaje się, że pani Marline znajduje poparcie u służby, a szczególnie u niani Gilroy, która wraz z trzynastoletnią pomocnicą opiekuje się trojgiem dzieci Marline’ów. Innego zdania natomiast jest doktor Marline, który nie dopuszcza do siebie myśli, że mógłby oddać podrzuconą dziewczynkę do sierocińca. Sprzeciwia się więc swojej apodyktycznej żonie, co w konsekwencji skutkuje tym, że dziecko zostaje w Commonwood House. Jak można się spodziewać, dziewczynka od samego początku traktowana jest niczym piąte koło u wozu. Z jednej strony Marline’owie sprawują nad nią opiekę, bo nie mają innego wyjścia, zaś z drugiej dają jej wyraźnie do zrozumienia, że nie jest mile widziana pod ich dachem; jest kimś gorszym z racji swojego pochodzenia społecznego. Doktor Edward Marline jest zbyt słaby, aby móc każdego dnia sprzeciwiać się swojej małżonce, która tak naprawdę sprawuje władzę w Commonwood House. Poza tym praktycznie przez cały dzień nie ma go w domu, więc nawet gdyby bardzo chciał, to i tak nie jest w stanie bronić podrzuconej dziewczynki, której zdążono już nadać imię Carmel.

Pewnego dnia do posiadłości przybywa brat pani Marline – Toby Sinclair. Mężczyzna jest kapitanem statku i z tego też powodu większość swojego życia spędza na morzu. Pływa pomiędzy Wielką Brytanią a Australią, czasami zahaczając również o inne egzotyczne kraje. Od pierwszego spotkania Toby i Carmel czują do siebie wzajemnie przyjazne uczucia. Dziewczynka znajduje w starszym mężczyźnie wsparcie i może z nim rozmawiać w zasadzie na każdy temat. Opowiada mu zatem o swoim życiu pod dachem Commonwood House, a Toby tylko cierpliwie słucha, zaś od czasu do czasu relacjonuje ufnemu dziecku wrażenia ze swoich morskich podróży. Carmel poznaje także rodzinę, która mieszka w sąsiedniej posiadłości. Zaprzyjaźnia się z dziećmi państwa Cromptonów, choć Grace Marline wcale nie jest tym zachwycona. Życie w Commonwood House staje się jeszcze bardziej nie do zniesienia, gdy pani Marline ulega wypadkowi i od tej chwili zmuszona jest poruszać się na wózku inwalidzkim. Niepełnosprawna kobieta każdego dnia robi domownikom z życia piekło. Wydawać by się mogło, że wraz z przyjazdem nowej guwernantki samopoczucie dzieci choć trochę ulegnie poprawie. Panna Carson jest bowiem niezwykle przyjaźnie nastawiona do swoich podopiecznych, a i one okazują jej ogromną sympatię i nie wyobrażają sobie życia bez niej. Niestety, pewnego dnia zupełnie niespodziewanie umiera pani Marline…

Wydawnictwo: HARPERCOLLINS
(1993)
Czarny opal to oczywiście powieść napisana w stylu wiktoriańskim. Victoria Holt, a właściwie Eleanor Hibbert (1906-1993) specjalizowała się w tego rodzaju książkach, natomiast pod pseudonimem Victoria Holt stworzyła ich ponad trzydzieści. Czarny opal była jedną z trzech książek, które napisała tuż przed śmiercią. Ponieważ kamień, który w pośredni sposób odpowiedzialny jest za losy bohaterów wydobywany jest głównie w Australii, nie dziwi fakt, że Autorka zabiera czytelnika również do tego gorącego kraju. To właśnie tam, u boku swojego wuja Toby’ego Sinclaira, mała Carmel wyrusza w niecodzienną i ekscytującą podróż. W nowym miejscu dziewczynka rozpocznie kolejny etap swego jeszcze krótkiego życia i nawiąże nowe znajomości, które w przyszłości będą dla niej niezwykle ważne. Niemniej, pomimo wyjazdu z Anglii, Carmel wciąż będzie pamiętać o tym, co stało się w Commonwood House. Będzie przypominać sobie rzeczy, których znaczenia wówczas nie rozumiała, ponieważ była zbyt mała i niedoświadczona, aby pojąć co tak naprawdę dzieje się w posiadłości. Czy zatem uda jej się jeszcze wrócić do Anglii i rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci Grace Marline? Czy po latach będzie jej dane spotkać przyjaciela z dzieciństwa i odnowić z nim znajomość, która tak wiele dla niej znaczyła? Czy wreszcie będzie w stanie odnaleźć swoją ukochaną guwernantkę oraz dzieci Marline’ów, z którymi zżyła się w dzieciństwie?

W fabułę większości swoich książek Eleanor Hibbert wplątywała jakiś delikatny wątek kryminalny. Nie inaczej jest także w przypadku powieści Czarny opal. Oprócz tego jest też subtelny wątek miłosny. Poza tym bardzo istotne w tym wszystkim jest także to, czy Carmel odnajdzie w końcu swoją tożsamość. Pamiętajmy, że została ona znaleziona pod krzewem azalii i tak naprawdę nikt nigdy nie wykazał choćby najmniejszej troski w kwestii poinformowania dziewczynki o jej prawdziwym pochodzeniu. Przyjęto bowiem, iż jest „cygańskim podrzutkiem” i na tym cała sprawa się zakończyła. Czy zatem Carmel już jako dorosła kobieta będzie drążyć temat swojego prawdziwego pochodzenia? Czy jej tajemnicze pojawienie się w Commonwood House faktycznie miało jakiś związek z rodziną Marline’ów? A może był to czysty przypadek?

Czarny opal to jedna z tych książek, które czytam dla samej siebie, ponieważ obecnie tego rodzaju powieści nie mają wzięcia wśród polskich czytelników. Nie słabnie natomiast popularność książek Eleanor Hibbert w Stanach Zjednoczonych. Wystarczy pośledzić niektóre amerykańskie blogi książkowe, żeby się o tym przekonać. Dziś w Polsce chyba jednak mało kto zna nazwisko Autorki i potrafi skojarzyć je z konkretnymi książkami. Teraz generalnie czytamy nowości, zaś o powieściach, które biły rekordy popularności kilka dekad temu jakoś niewiele osób pamięta, chyba że jest to dziewiętnastowieczna klasyka. Jestem z tego pokolenia czytelników, które wychowało się na książkach wydawanych w latach 80. i 90. XX wieku, dlatego też wciąż mam do nich sentyment i często do nich wracam kosztem nowości, ponieważ uważam, że tamte książki miały tak zwaną „duszę” i były tworzone nie tyle pod publikę, co dla czystej przyjemności pisarza.










wtorek, 21 czerwca 2016

Victoria Holt – „Gniazdo węży”
















Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 1996
Tytuł oryginału: Snare of Serpents
Przekład: Michał Madaliński





Są tacy pisarze, po których książki sięga się albo z przyzwyczajenia, albo dla zwykłej rozrywki, albo po prostu z sympatii, choć już z góry wiadomo czego można się spodziewać po danej lekturze. Dla mnie jedną z takich właśnie autorek jest – nieżyjąca już – Eleanor Alice Burford Hibbert (1906-1993). Dla przypomnienia dodam, że pisarka tworzyła pod takimi pseudonimami jak: Eleanor Burford, Jean Plaidy, Elbur Ford, Kathleen Kellow, Ellalice Tate, Anna Percival, Victoria Holt oraz Philippa Carr. Generalnie przyjęło się, iż spod jej pióra wychodziły przede wszystkim powieści historyczne. Za swojego życia Eleanor Alice Burford Hibbert sprzedała sto milionów egzemplarzy swoich książek. Pisarka bardzo mocno upodobała sobie wiek XIX, gdyż akcja wielu jej powieści rozgrywa się właśnie w tym okresie. Jako wzory do naśladowania obrała sobie takie dziewiętnastowieczne sławy, jak: siostry Brontë: Charlotte (1816-1855), Emily (1818-1848) oraz Anne (1820-1849), Charlesa Dickensa (1812-1870), Victora Hugo (1802-1885), Lwa Tołstoja (1828-1910) czy Mary Ann Evans (1819-1880) piszącą pod męskim pseudonimem – George Eliot.

Gniazdo węży to powieść, której akcja rozpoczyna się i kończy w Szkocji, a dokładnie w Edynburgu. Jest koniec XIX wieku, a więc czas guwernantek, zakazanych romansów, za które można postradać pracę, oraz przestrzegania konwenansów tak charakterystycznych dla wyższych sfer. W tamtym okresie owych konwenansów bardzo często przestrzegano jedynie z pozoru, natomiast za zamkniętymi drzwiami ówczesnych dworów życie wyglądało już znacznie swobodniej. Najważniejsze, aby nie dostarczać sąsiadom powodu do plotek, zaś młode panny na wydaniu trzymać z dala od skandali, bo jakiż zamożny i elegancki kawaler będzie chciał je potem pojąć za żonę?

Otóż, w Edynburgu mieszka niejaka Davina Glentyre. Jak każda panna z dobrego domu, ona również posiada swoją guwernantkę, którą jest Lilias Milne. Nauczycielka pochodzi z Anglii. Davina traktuje ją jak przyjaciółkę. Powierza jej wszystkie swoje tajemnice, bo wie, że ta nigdy jej nie zdradzi. Kiedy czytelnik poznaje pannę Glentyre, dziewczyna właśnie traci matkę, która umiera po długiej chorobie. Choć dla Daviny jest to okropny cios od losu, to jednak stratę matki znosi dość łagodnie, gdyż ma tuż obok oddaną guwernantkę. Chyba jednak pogodziła się z tym, że nieodwracalne pożegnanie rodzicielki kiedyś musiało nastąpić. Wszak tak długo chorowała, że dziewczyna zdążyła się już przyzwyczaić do myśli o rozstaniu. Davina boi się jednak, że owdowiały ojciec będzie chciał teraz pozbawić ją towarzystwa Lilias, ponieważ córka jest już na tyle dorosła, iż tak naprawdę nie potrzebuje guwernantki. Niemniej bardzo szybko dowiaduje się, że David Glentyre bardziej myśli o sobie i własnym szczęściu, aniżeli o swojej jedynaczce.


Plac targowy w dziewiętnastowiecznym Edynburgu.
Możliwe, że Davina Glentyre w towarzystwie swojej guwernantki robiła zakupy
w takim właśnie miejscu. 

Obraz został namalowany w 1827 roku przez Samuela Dukinfielda Swarbrecka (1799-1863)
i stanowi kopię oryginału wykonanego w 1825 roku przez Johna Wilsona Ewbanka (1799-1847).


Wkrótce po śmierci pani Glentyre, do dworu przyjeżdża kolejna guwernantka. Tym razem jest to Zillah Grey. Kobieta jest niezwykle piękna i przyciąga spojrzenia mężczyzn niczym magnes. Zapytacie, w takim razie, gdzie podziała się poprzednia? Otóż panna Milne została oskarżona o kradzież kosztownego naszyjnika i w trybie natychmiastowym zwolniona. Davina nie daje wiary oskarżycielskim słowom i postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się prawdy, aby w ten sposób przywrócić przyjaciółce dobre imię. Tymczasem Zillah Grey zdobywa sympatię nie tylko pana domu, ale też służby. Jej nocne eskapady do sypialni podstarzałego Glentyre’a ostatecznie przynoszą pożądane efekty. Jeszcze przed upływem żałoby panna Grey zmienia nazwisko i zostaje żoną Davida. Wydawać by się mogło, że od tej pory Davina będzie chodzić wściekła i zacznie drzeć koty z macochą. Nic podobnego. Obydwie kobiety zaprzyjaźniają się ze sobą. Wygląda, że po śmierci pani Glentyre i skandalu z poprzednią guwernantką, w domu Daviny wszystko powróciło do normy. Nawet mało kto pamięta już o „łóżkowym incydencie” z udziałem pokojówki i stajennego. Jednak los szykuje kolejną niespodziankę. Nagle umiera David Glentyre. Lekarze odnajdują w jego ciele arszenik. Nikt więc nie ma wątpliwości, że pan domu został zamordowany! Kto zatem najbardziej skorzystałby na jego śmierci? Młoda wdowa? A może córka, którą ojciec chciał wydziedziczyć, ponieważ nie akceptował wybranka jej serca?

Jeżeli Davinie Glentyre wydawało się, że to, co najgorsze już za nią, to była w wielkim błędzie. Dopiero teraz zaczyna się prawdziwy koszmar. Jak sobie poradzi? Czy uda jej się kiedyś oczyścić z podejrzeń, aby znów móc swobodnie spojrzeć sąsiadom w oczy? A może już zawsze będzie nosić piętno tej, która zabiła i została wypuszczona z więzienia „z braku dowodów”?

Gniazdo węży to książka, która naprawdę może wciągnąć, choć jest do bólu przewidywalna. Jeśli czytamy ją uważnie i potrafimy łączyć poszczególne fakty, to jeszcze na długo przed zakończeniem wiemy, kto zabił i dlaczego. Jednak zanim do tego dojdzie, dotrzemy wraz z główną bohaterką na plebanię w Lakemere w Anglii, aby stamtąd udać się aż do Południowej Afryki i być świadkiem wojen burskich. Zapytacie, co to takiego te wojny burskie? Otóż, historia pokazuje, że na terenie ówczesnej Południowej Afryki, czyli pomiędzy rokiem 1880 a 1902, miały miejsce dwa konflikty zbrojne pomiędzy Brytyjczykami a Burami*.

W powieści mamy do czynienia z drugą wojną burską, która odbyła się w latach 1899-1902. Pomimo tego, iż początkowo Burowie odnosili w niej sukcesy, to jednak w ciągu niespełna roku Orania i Transwal zostały zajęte przez Brytyjczyków. Walki partyzanckie trwały nadal przez kolejne dwa lata od tychże sukcesów, ponieważ Burowie otrzymywali wsparcie w uzbrojeniu od pobliskiej Niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej. Ta pomoc sprawiła, że liczyli oni na obiecaną interwencję niemiecką. Podczas wojny Burowie organizowali samodzielne oddziały komandosów, natomiast Brytyjczycy poprzez tworzenie obozów koncentracyjnych tłumili burskie podchody partyzanckie. W obozach tych znajdowała się ludność pochodząca z terenów objętych walkami.


Żołnierze burskiego oddziału podczas drugiej wojny burskiej
Bitwa pod Spion Kop (1900)


Nasza bohaterka musi zatem odważnie stawiać czoła wszelkiemu niebezpieczeństwu, znajdując się w centrum walk. Lecz jej życie jest zagrożone nie tylko przez działania wojenne. Tuż obok jest ktoś, kto chce ją wykorzystać do swoich celów i sprawić, że hańby, jaką Davina została okryta w Edynburgu, już nigdy nie będzie w stanie z siebie zdjąć. Czy temu człowiekowi uda się doprowadzić swoje plany do końca? Kim jest i dlaczego czyha na naszą bohaterkę?

Jedno z wydań amerykańskich
Wyd. DOUBLEDAY (1990)
Niniejsza powieść tak naprawdę opowiada o niezwykle silnej, młodej kobiecie, pragnącej za wszelką cenę zmyć z siebie brudy, jakie wylał na nią edynburski sąd, a wraz z nim tamtejsze społeczeństwo. Ta książka jest również o prawdziwej kobiecej przyjaźni, o bezgranicznym zaufaniu oraz o miłości, która jest zdolna pokonać nawet największe trudności, aby w końcu zwyciężyć. Jest to także powieść o zdradzie i rozczarowaniu oraz o tym, że to, co złe zawsze zostanie ukarane, a dobro zatriumfuje.

Książka na pewno nie należy do literatury ambitnej, choć mnie bardzo się spodobała. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z historią, której finał bardzo łatwo przewidzieć, głównie, kiedy weźmiemy pod uwagę wątek kryminalny, lecz z drugiej strony pomiędzy początkiem i końcem książki występuje szereg rozmaitych przygód, będących udziałem Daviny, a tych już z całą pewnością przewidzieć się nie da, co sprawia, że fabuła nie jest nudna. Być może nie czuję rozczarowania po przeczytaniu powieści, bo też nie stawiałam jej wysokich wymagań. Znam twórczość Eleanor Hibbert na tyle dobrze, aby wiedzieć czego mogę spodziewać się, sięgając po którąkolwiek z jej książek. Przyznam, że bardzo lubię ten dziewiętnastowieczny klimat, który oferuje Autorka. Widać, że naśladowanie autorytetów nie poszło na marne i wiele z ich sposobu pisania przeniosła na karty własnych utworów.

Dla kogo zatem jest ta książka? Przede wszystkim dla kobiet, choć nie należy spodziewać się po niej typowego romansu. Jak to bywało w dziewiętnastowiecznych powieściach, chociażby u Jane Austen, tak i tutaj wątek miłosny wyrażony jest niezwykle subtelnie, pomimo że uczucie jest gwałtowne i gorące. Co więcej, mamy także do czynienia z klasycznym obrazem ówczesnego społeczeństwa, a sama Szkocja przedstawiona jest bardzo ciekawie. Dlatego myślę, że tym, którzy lubią tego rodzaju klimaty, ta powieść powinna przypaść do gustu.









Burowie – potomkowie przeważnie flamandzkich, holenderskich i fryzyjskich kalwinistów, a także francuskich hugenotów i niemieckich lateran. W Afryce Południowej osiedlili się XVII i XVIII wieku.






sobota, 6 września 2014

Victoria Holt – „Indyjski wachlarz”














Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2003
Tytuł oryginału: The India Fan
Przekład: Ewa Horodyska





Paw się dął, szklniące pióra, gdy wspaniale toczył.
Orzeł górnie bujając, gdy go w locie zoczył,
Rozśmiał się i przeleciał. Wrzasnął paw – w śmiech ptacy.
„Nie znają się – powtarzał – na rzeczach prostacy”.
„Znają się – rzekł mu orzeł – wdzięk cenić umieją,
Ale gardzą przysadą i z dumnych się śmieją”.

Ignacy Krasicki „Paw i orzeł”





Barwne pióra, a nade wszystko niesamowicie piękny ogon sprawiają, że paw od wieków utożsamiany jest z wielką dostojnością, nieśmiertelnością oraz dumą. Chrześcijańska tradycja pawi pióropusz przedstawia jako swego rodzaju aureolę, jak również wszystkowidzące oczy Kościoła. Z kolei purytanie uważali, że paw stanowi symbol pychy, wyniosłości, próżności i dumy. Chyba każdy słyszał powiedzenia typu: „dumny jak paw”, bądź też „kroczy niczym paw”. Zwroty te funkcjonują powszechnie w Polsce oraz dotyczą osób zarozumiałych i wywyższających się ponad innych.

Pawie pióra bardzo często wykorzystywane były do przystrajania rycerskich hełmów. Następnie zwyczaj polegający na dekorowaniu głów pawimi piórami przejął zwykły lud. Obecnie trudno jest wyobrazić sobie typowy krakowski strój ludowy bez tego specyficznego elementu. Koszt pawich pór stanowił niegdyś równowartość krowy. Tak więc była to wyjątkowo luksusowa ozdoba. Trzeba jednak wiedzieć, że przystrajanie się pawimi piórami nie było tylko i wyłącznie polskim zwyczajem. Pawie czuby nosili także bracia z Zakonu Najświętszej Marii Panny, którzy w naszym kraju popularnie nazywani są Krzyżakami.

Motyw pawia był też obecny w polskich pieśniach ludowych. Bardzo często łączył się z elementami, takimi jak woda, pierścień czy wianek, a to wskazuje na jego powiązania z pradawnymi pojęciami dotyczącymi mitologicznego, religijnego lub filozoficznego wyobrażenia o pochodzeniu świata, czyli tak zwanej kosmogonii. Pierścień mógł symbolizować mit wiecznego powrotu oraz być jednoznaczny z kosmicznym jajkiem, podobnie jak wianek. Z kolei woda to – według starożytnych wierzeń – pierwotna materia, z której powstał wszechświat. W mitologii greckiej paw był ulubionym ptakiem bogini Hery, zaś w Chinach pawie pióro stanowiło dowód cesarskiej łaski. Władcy Persji natomiast zasiadali na Pawim Tronie.

Z pawimi piórami łączy się także pewien przesąd. Otóż, niektórzy twierdzą, że pawie pióra są zwiastunem nieszczęścia. Każdy, kto znajduje się w posiadaniu tych pięknych piór, na przykład w postaci biżuterii, musi bardzo uważać, aby nie spotkało go coś złego. Czy to prawda? No cóż, to zależy od punktu widzenia. Jeśli ktoś jest z natury przesądny, to zapewne swojego życiowego pecha będzie się dopatrywał właśnie w pawich piórach, jeśli takie posiada. Jeżeli natomiast nie przywiązujemy wagi do takich rzeczy, wówczas po prostu stwierdzimy, że jakieś życiowe niepowadzenie było zwykłym przypadkiem.

Skąd zatem wziął się ów przesąd? Znacie powiedzenie „Argusowe oczy”? Wyrażenie to oznacza oczy lub spojrzenie czujne, baczne, podejrzliwe, przed którym nic nie można ukryć. W mitologii greckiej Argus był potworem o stu oczach. Znany był z tego, iż zawsze czuwał. Gdy połowa jego oczu spała, wówczas druga połowa bacznie obserwowała otaczający go świat. Argusa pokonał dopiero Hermes, który na polecenie Zeusa uwolnił piękną Io, podczas gdy stuoki Argus przetrzymywał ją w niewoli, a przetrzymywał ją z rozkazu zazdrosnej o Zeusa Hery. Io była kochanką Zeusa zamienioną w jałówkę. Tak więc podstępny Hermes przedstawił się Argusowi jako wędrowny śpiewak i gawędziarz, a następnie tak długo zanudzał potwora swoimi opowieściami, aż ten zasnął kamiennym snem, zamykając wszystkie swoje oczy. Wtedy to Hermes zabił Argusa, przywracając wolność nieszczęsnej Io, a wściekła Hera rozsypała oczy Argusa na pawim ogonie.


Fragment obrazu autorstwa Petera Paula Rubensa (1577-1640) przedstawiający Herę (Junonę), która dekoruje ogon pawia oczami z głowy zabitego Argusa
obraz pochodzi z 1610 roku


Dlaczego zacytowałam powyżej ten grecki mit? Ponieważ fabuła powieści Victorii Holt oparta jest właśnie na greckiej mitologii i dotyczy wachlarza, który został wykonany z pawich piór. Jak twierdzą niektórzy bohaterowie powieści, wachlarz ten przynosi nieszczęście każdemu, kto odważy się go dotknąć. Według nich nie tylko samo posiadanie wachlarza może doprowadzić do tragedii, lecz może to zrobić już nawet nieopatrzne jego dotknięcie.

Główną bohaterką Indyjskiego wachlarza jest Drusilla Delaney. Dziewczyna jest córką pastora i wraz z ojcem mieszka na plebanii. Matki nie pamięta, ponieważ ta zmarła, kiedy Drusilla była niemowlęciem. Wszystko, co o niej wie, pochodzi z opowieści jej ojca, który nadal nie może zapomnieć o swojej ukochanej żonie i wciąż ją wspomina. Drusilla mieszka w pobliżu posiadłości należącej do arystokratycznej rodziny, która tak naprawdę rządzi wioską. Po śmierci sir Framlinga, pałeczkę w kierowaniu tą niepozorną angielską miejscowością przejęła jego małżonka – lady Harriet. W Wielkim Domu – jak wszyscy nazywają posiadłość Framlingów – mieszka również niezwykle przystojny syn lady Harriet – Fabian oraz niesamowicie próżna Lavinia, która jest młodszym dzieckiem właścicielki dworu. Już we wczesnym dzieciństwie Drusilla czuje się bardzo mocno związana z Framlingami. Owszem, czasami odnosi wrażenie, że arystokraci traktują ją niczym zło konieczne, ale generalnie w ich domu dziewczyna czuje się dość komfortowo, zaś przyjaźń pomiędzy nią a Lavinią ma się całkiem dobrze. Drusilla wie, że gdyby Lavinia miała w swoim otoczeniu przyjaciółkę, która odpowiadałaby jej matce pod względem pochodzenia społecznego, wówczas córka pastora nie byłaby tak ochoczo zapraszana do dworu. Niemniej, Drusilli wcale to nie przeszkadza, zważywszy że Fabian już w dzieciństwie ją „adoptował”. Ten komiczny incydent ciągnie się za obojgiem przez lata.

Na życiu Drusilli swój ślad odciska również pewna niewinna zabawa z dzieciństwa, podczas której bezwiednie zabrała wachlarz z pawich piór. Znalazła go w pokoju pewnej starej panny, która mieszka w domu Framlignów. Kobieta uparcie twierdzi, że to właśnie z powodu tego wachlarza w dramatycznych okolicznościach życie stracił jej narzeczony, co oznacza, iż przedmiot ten, a właściwie pióra, z których jest zrobiony, przynoszą nieszczęście każdemu, kto odważyłby się choćby tylko ich dotknąć. Są tacy, którzy nie traktują poważnie tych słów, twierdząc, że krewna zwyczajnie postradała zmysły. Ale czy naprawdę tak jest? Czy Lucille Framling w istocie nie wie, o czym mówi?  Czy od chwili, kiedy córka pastora wzięła do ręki wachlarz, grozi jej już tylko życiowy pech?

Ponieważ Lavinia jest niezwykle krnąbrna, a jedyne co ją interesuje to własna uroda i mężczyźni, lady Harriet decyduje się na wysłanie córki do szkoły z internatem. Na tej decyzji Drusilla jedynie korzysta, ponieważ właścicielka dworu postanawia i jej opłacić tę prestiżową francuską szkołę, aby tylko miała oko na Lavinię i nie dopuściła do kompromitujących sytuacji z panną Framling w roli głównej. Uważa bowiem, że jedynie rozsądna Drusilla może poskromić jej nieodpowiedzialną córkę. Czy tak się faktycznie stanie? Czy Drusilla będzie umiała zapanować nad wybrykami swojej przyjaciółki, do której mało co dociera?  


Drzeworyt przedstawiający tłumienie powstania sipajów przez wojska brytyjskie
w 1857 roku.


Mija kilka lat. Dziewczyny wracają ze szkoły. Lavinia zachowuje się, jak gdyby nic szczególnego nie wydarzyło się we Francji. Z kolei Drusilla wciąż ma w pamięci to, co stało się podczas ich pobytu w szkole. Cóż to takiego? Jaka tajemnica kryje się za kilkuletnim pobytem dziewczyn we francuskiej szkole z internatem? Czy ów sekret ujrzy kiedykolwiek światło dzienne? Co musi się stać, aby rozkapryszona i egoistyczna Lavinia choć raz pomyślała nie o sobie, lecz o innych? Czy prostolinijna Drusilla będzie w stanie wciąż prowadzić przyjaciółkę za rękę i ochraniać ją przed tym, co złe?

Indyjski wachlarz to powieść osadzona w realiach wiktoriańskich. Mamy lata 50. XIX wieku. Brytyjscy przedsiębiorcy posiadają swoje udziały w Indiach, gdzie robią poważne interesy handlowe. To właśnie tam w pewnym momencie Victoria Holt przenosi czytelnika. Drusilla Delaney zupełnie niespodziewanie zmuszona jest wyjechać do Indii. Początkowo myśli, że będzie to dla niej niezapomniana przygodna. Jest niesamowicie szczęśliwa z tego powodu, ponieważ już jakiś czas temu pogodziła się ze swoim przeznaczeniem, i wie, że raczej za mąż nie wyjdzie. Drusilla nie jest przecież tak piękna jak jej przyjaciółka – panna Framling. Owszem, małżeństwo z rozsądku mogłoby ewentualnie wchodzić w grę, ale to przecież nie jest w jej stylu.  Opuszczając Anglię, dziewczyna nie wie jednak, że trafi w sam środek politycznych i krwawych rozgrywek. Będzie zmuszona podejmować decyzje, o których do tej pory nawet jej się nie śniło. Tak naprawdę wszystko będzie na jej głowie. Jak sobie z tym poradzi? Czy taka odpowiedzialność przypadkiem jej nie przytłoczy?

Indyjski wachlarz nie jest bynajmniej powieścią gotycką, choć twórczość Victorii Holt generalnie właśnie z tym gatunkiem może się kojarzyć. Jeśli chodzi o sam romans, to jest go naprawdę niewiele, pomimo że wiadomo już na samym początku, w jaki sposób ten wątek zostanie zakończony, a sami zainteresowani lgną do siebie. To, co najbardziej może przykuć uwagę czytelnika, to kwestia kryminalna. Bohaterowie wpadają w sieć rozmaitych wydarzeń, które niestety nie kończą się dobrze, przynajmniej jeśli chodzi o niektóre postacie. Tłem historycznym jest tutaj także niezwykle krwawe powstanie sipajów, które miało miejsce w Indiach w latach 1857-1859.


Odsiecz Lucknow w 1857 roku
autor: Thomas Jones Barker (1815-1882)


Oprócz tła historycznego, zwróciłam też uwagę na kreację bohaterów. Nie są to postacie cukierkowe, ani też zbyt przywiązane do dziewiętnastowiecznych konwenansów, pomimo że właśnie tego oczekuje od nich otoczenie. Bohaterowie są wyraziści i bardzo różnorodni. Kobiety nie są spychane przez mężczyzn na dalszy plan, chyba że same tego chcą. Te silne i wiedzące czego naprawdę oczekują od życia damy, stawiane są na równi z mężczyznami i biorą udział – może nie w zbrojnych walkach – ale na pewno ich pomoc jest nieoceniona w sytuacjach ekstremalnie niebezpiecznych. Nie są to strachliwe panienki, które mdleją na widok krwi. Wiedzą, że jeśli nie podejmą tych czy innych działań, wówczas ktoś może stracić życie.

Myślę, że twórczość Victorii Holt zasługuje na uwagę, choć obecnie jej książki czytane są bardzo rzadko. Na pewno nie sięgają po nie młodzi czytelnicy. Niemniej, wydaje mi się, że jeżeli dany czytelnik ceni sobie książki, których akcja rozgrywa się w epoce wiktoriańskiej, to powieści Victorii Holt mogą spełnić jego oczekiwania. Swego czasu tych powieści zostało w Polsce wydanych naprawdę sporo. Szkoda tylko, że wśród polskich przekładów prym wiodą głównie te, które Eleonor Hibbert wydała pod pseudonimem „Victoria Holt”, ponieważ na uwagę zasługują także inne powieści Autorki, chociażby te, które napisała jako „Jean Plaidy”.








sobota, 10 maja 2014

Victoria Holt – „Klątwa królów”













Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I SK-A
Warszawa 1999
Tytuł oryginału: The Curse of the Kings
Przekład: Zofia Dąbrowska





Egipt (Arabska Republika Egiptu) to państwo położone w północno-wschodniej części Afryki z półwyspem Synaj w zachodniej Azji. Polakom Egipt najczęściej kojarzy się z kurortami wypoczynkowymi, gdzie można spędzić naprawdę niezapomniane wakacje. Rozmawiając bądź pisząc o historii tego „gorącego” państwa przeważnie skupiamy się na epoce starożytnej, kiedy to po egipskiej ziemi chodzili władcy zwani faraonami. Według starych legend, pierwszymi królami Egiptu były postacie czczone potem jako popularni egipscy bogowie. Tak naprawdę nie wiadomo czy tak było w istocie, ponieważ nie udało się odkryć żadnych historycznych źródeł na ten temat. Przez ponad trzy tysiące lat w Egipcie panowało przynajmniej 170 królów, w tym również kilka kobiet, które same mianowały siebie „królem Egiptu”. Władza faraona przyjmowała charakter świecko-religijny. Oprócz tego, że faraon sprawował rządy nad państwem, pełnił także funkcję kapłana, czyli jedynego i prawdziwego kapłana i namiestnika bogów na Ziemi. Faraon przyjmował postać boską w trakcie koronacji. Była to ceremonia wymyślona przez Egipcjan.

Największy autorytet i władzę nad ludem miał faraon za czasów Starego Państwa[1], szczególnie za panowania IV dynastii. Kwestia religijna rządów przyczyniała się do wzmacniania władzy nad ludem. Przejawiało się to tym, iż robotnicy z wielkim zapałem i oddaniem pracowali przy budowie piramid, gdyż wiedzieli, że splendor, w jakim faraon będzie odchodził z tego świata, zapewni zbawienie oraz nieśmiertelność całemu ludowi. Król osobiście odprawiał wszelkie ceremonie i rytuały w świątyni, szczególnie podczas świąt. Oprócz pełnienia obowiązków mających związek z religijnymi obrzędami, faraon brał też czynny udział w życiu świeckim swojego kraju. Poddani mieli dość dobry kontakt ze swoim królem, czego przejawem był fakt, iż faraon bardzo często widywany był w czasie różnych uroczystości oraz imprez o charakterze świeckim. Widywano go także jak podróżuje łodzią po wodach Nilu. Trzeba było jednak bardzo uważać, aby nie doprowadzić do spoufalenia się z faraonem, gdyż obowiązywała zasada nietykalności króla. Kto z poddanych ośmielił się ją naruszyć w jakikolwiek sposób, tego spotykała sroga kara, a nawet śmierć. Reguły tej swoistej etykiety dotyczyły także zwracania się do faraona. Należało bowiem mówić o nim w trzeciej osobie, używając jednocześnie określenia „Jego Majestat”.

W starożytnym Egipcie faraon stanowił uosobienie tak zwanego „maat”, czyli „porządku wszystkich rzeczy”. Był to rodzaj zwyczajowego prawa, jakie obowiązywało mieszkańców państwa. W oczach społeczeństwa król był wzorem wszelkich cnót, chodzącą doskonałością, czyli jednym słowem stanowił ideał, a przynajmniej w ten sposób go kreowano. Z kolei w sztuce przedstawiano faraonów według zasad przyjętego kanonu. Ich zbyt wyidealizowane wizerunki miały ukazywać cały majestat oraz dostojeństwo osoby faraona.

W okresie Średniego i Nowego Państwa[2] boskość faraona znacznie zmalała. Ludzie najprawdopodobniej zdali sobie wreszcie sprawę z istnienia własnej nieśmiertelnej duszy, której zbawienie wcale nie zależało od zbawienia duszy ich władcy. W związku z tym arystokraci i dostojnicy nie wznosili już swoich grobowców w królewskiej nekropolii w pobliżu sarkofagu faraona, oraz nie popierali w tak bezkrytyczny sposób wszystkich jego działań. Od tej pory to faraon musiał zabiegać o względy kapłanów i arystokratów. Jeżeli nie był wystarczająco sprytny, wówczas jego władza słabła, natomiast w skrajnych przypadkach dochodziło wręcz do obalenia jego rządów.


Piramida Cheopsa
fotografia pochodzi z XIX wieku


Z uwagi na swoją bogatą historię starożytną, Egipt od wieków uznawany jest za kopalnię wiedzy o faraonach i tym samym stanowi doskonałą przynętę dla archeologów. Mało tego, wielu pisarzy również sięga po tę historyczno-egzotyczną tematykę, umiejscawiając swoich bohaterów w kraju faraonów.

Victoria Holt znana była z tego, że na kartach swoich powieści (szczególnie tych wiktoriańskich) przenosiła bohaterów do krajów, które charakteryzuje swoista egzotyka, jak Hongkong, wyspa Cejlon, czy chociażby Indie. Jak zapewne domyślacie się po moim przydługim wstępie historycznym, w tym przypadku mamy do czynienia z Egiptem. To właśnie do tego kraju wysyła nas Autorka wraz ze swoimi bohaterami. Zanim jednak wyruszymy w podróż, zatrzymajmy się na chwilę w małym angielskim miasteczku o nazwie St Erno’s, gdzie na plebanii wychowuje się Judyta Osmond (z ang. Judith Osmond). Dziewczyna nigdy nie poznała swoich rodziców, natomiast wychowujące ją kobiety spokrewnione z miejscowym pastorem uparcie twierdzą, że matka Judyty zginęła w katastrofie pociągu. W St Erno’s mieszka również dwie dość wpływowe rodziny. To Traversowie i Bodreanowie. Ci pierwsi zajmują rezydencję o nazwie Giza House, zaś ci drudzy mieszkają w Keverall Court. Głowy obydwu rodzin bardzo aktywnie interesują się wszelkiego rodzaju wykopaliskami prowadzonymi na terenie Egiptu. Sir Edward Travers jest archeologiem, zaś sir Ralph Bodrean finansuje każdą jego wyprawę. Poza tym, syn sir Edwarda również jest po studiach archeologicznych i towarzyszy ojcu w każdej podróży do Egiptu. Takich amatorów wrażeń archeologicznych jest w obydwu rodzinach całkiem sporo. Oczywiście należy wziąć pod uwagę mężczyzn, bo kobiety nawet, jeśli interesują się tego rodzaju nauką, to z uwagi na panujące konwenanse charakterystyczne dla epoki wiktoriańskiej, nie mogą czynnie uczestniczyć w tychże podróżach i prowadzić badań nad starożytnym Egiptem i jego władcami. Owszem, mężczyźni pozwalają im czytać książki na ten temat, ale na tym w głównej mierze się kończy.

Kiedy Judyta ma czternaście lat odkrywa w sobie ogromne zamiłowanie do archeologii. Zupełnie przypadkiem na cmentarzu, podczas wykopywania grobu dla jednego ze zmarłych właśnie mieszkańców miasteczka, dziewczyna odnajduje jakiś bliżej nieokreślony przedmiot, który tkwił w ziemi przez lata, a może nawet przez wieki. Zaintrygowana swoim niespodziewanym odkryciem, natychmiast biegnie do Keverall Court, aby u sir Ralpha znaleźć odpowiedź na nurtujące ją pytania odnośnie swojego „skarbu”. I tak oto zaczyna się jej przygoda z archeologią. Sir Ralph proponuje jej uczestniczenie w lekcjach, które odbywają się w jego domu. Judyta miałaby uczyć się tam razem z jego dziećmi.

Wyd. AKAPIT
Łódź 1993
tytuł oryginału: The Curse of the Kings
tłum. Krystyna Kamińska
Trzeba wiedzieć też, że Judyta nie zalicza się do tych spokojnych i posłusznych dzieci. Jest niezwykle szczera w swoich wypowiedziach, a do tego jeszcze pragnie zdobytą wiedzę teoretyczną obrócić w czyn. Czasami nawet nie potrafi przemyśleć konsekwencji swoich pochopnych działań. I tak któregoś dnia podczas zabawy, której jest prowodyrką i która wywołuje nieprzewidziane negatywne skutki, dziewczyna poznaje starszego od niej Teobalda Traversa (z ang. Tybalt Travers), który jest synem sir Edwarda. Ich pierwsze i dość nieprzyjemne spotkanie sprawia, że Judyta zakochuje się bez pamięci w młodym Traversie, choć on wydaje się zupełnie jej nie zauważać.

Mijają lata. Podczas jednej z wypraw do Egiptu niespodziewanie umiera sir Edward Travers, a niedługo po nim ducha Bogu oddaje również sir Ralph Bodrean. Ponieważ obydwaj mieli swój udział w badaniach archeologicznych na terenie Egiptu, ludzie są przekonani, że dosięgła ich klątwa faraonów, których spokój zakłócali, odkopując ich sarkofagi. Panuje bowiem powszechne przekonanie, że starożytni królowie Egiptu nie życzą sobie, aby ktokolwiek naruszał ich ziemskie szczątki. Czy postronni obserwatorzy prac wykopaliskowych prowadzonych przez ekipę sir Edwarda Traversa istotnie mają rację? Czyżby faktycznie któryś z faraonów rzucił klątwę na tych, którzy zakłócają mu spokój? Czy śmierć to jedyny powód, aby zaprzestać prac archeologicznych? A może za tym wszystkim kryje się zwyczajny ludzki czynnik, zaś nie klątwa rzucona z zaświatów?

Wydaje się jednak, że pasja granicząca wręcz z obsesją jest znacznie silniejsza, aniżeli jakakolwiek prawdziwa czy wyimaginowana klątwa. Syn sir Edwarda pragnie za wszelką cenę kontynuować pracę swojego ojca i niedługo po jego śmierci przygotowuje kolejną wyprawę do Egiptu. Tym razem w podróż zabiera ze sobą również Judytę, która w międzyczasie zdążyła już zostać lady Travers. Jak zatem potoczą się dalsze losy naszych bohaterów? Czy uda im się uniknąć śmierci z powodu rzekomej (a może prawdziwej) klątwy faraonów? Co lub kto czeka na nich w Egipcie? Dlaczego Judyta tak nagle poślubiła mężczyznę, który przez lata nie zwracał na nią najmniejszej uwagi? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź, czytając Klątwę królów.

A teraz kilka słów o moich wrażeniach po lekturze. O ile fabuła powieści nie jest zła, a wątek kryminalny całkiem dobrze skonstruowany i dopasowany do epoki wiktoriańskiej, to niestety bardzo mocno zgrzytało mi w polskim tłumaczeniu tej powieści. Możliwe, że moje wrażenia w tej kwestii są odosobnione z racji wykonywanego zawodu, ale nie umiałam powstrzymać się od myśli, że przecież język powieści w niektórych momentach jest nieadekwatny do epoki, w której dzieje się akcja książki. Nie czytałam wersji oryginalnej, więc może się mylę. Może faktycznie to Victoria Holt zawiniła na tym polu. Niemniej biorąc pod uwagę inne powieści tej Autorki, a przeczytałam ich całkiem sporo, takie anomalia w przekładzie dostrzegam po raz pierwszy.

Klątwa królów została również wydana jako Zemsta faraonów. Trzeba przyznać, że Victoria Holt dość dobrze utrzymała klimat dziewiętnastowiecznego Egiptu, wprowadzając także elementy powieści gotyckiej. Pojawiają się tutaj jakieś bliżej nieznane tajemnicze postacie, które po pewnym czasie nieoczekiwanie znikają i ślad po nich ginie. Również sama główna bohaterka w którymś momencie znajduje się w poważnym niebezpieczeństwie. Padają rozmaite podejrzenia, lecz nie wszystkie znajdują swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Książka na pewno należy do tych z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych, lecz obawiam się, że raczej nie zainteresuje czytelników preferujących nowości albo omijających epokę wiktoriańską szerokim łukiem. Powieści Victorii Holt nie są też łatwe w zdobyciu, ponieważ moda na ich czytanie już dawno minęła. W dodatku mogą one także błędnie kojarzyć się z tanimi romansami historycznymi. Przyznam, że gdybym miała stworzyć kiedyś powieść wiktoriańską, to wzorowałabym się właśnie na Victorii Holt, ponieważ jej warsztat jest bliższy współczesności. Natomiast pisać á la Jane Austen czy Elizabeth Gaskell raczej już nikt nie potrafi.







[1] Stare Państwo – okres w dziejach starożytnego Egiptu przypadający na lata 2675-2170 p.n.e.
[2] Średnie Państwo – okres w dziejach starożytnego Egiptu obejmujący lata 2050-1760 p.n.e.; Nowe Państwo – okres w dziejach starożytnego Egiptu przypadający na lata 1570-1070 p.n.e.




czwartek, 19 grudnia 2013

Victoria Holt – „Tajemnicza kobieta”













Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2003
Tytuł oryginału: The Secret Woman
Przekład: Alina Siewior-Kuś




Królestwo Wielkiej Brytanii powstało w roku 1707 jako konsekwencja unii realnej* ze Szkocją. Z kolei rzeczona unia realna była efektem dotychczasowej unii personalnej** zawartej pomiędzy Anglią a Szkocją. Trzeba wiedzieć, że wiek XVIII był dla Wielkiej Brytanii szczególnym okresem w jej historii. Brytyjczycy doznawali wówczas wielkich dobrodziejstw ze strony dobrej prosperity, która wcześniej była im nieznana. Rodziło się oświecenie inspirowane przez angielskie rozwiązania na tle ustrojowym. Bardzo ważnym elementem tego rozwoju była brytyjska flota, która cieszyła się ogromną sympatią. Charakteryzowała się żelazną dyscypliną, natomiast co najmniej od połowy XVIII wieku dążono do tego, aby flota stała się tak liczna, jak było to w przypadku armady francuskiej i hiszpańskiej. Wyższość marynarki brytyjskiej nad pozostałymi flotami wyraźnie pokazują dwie bitwy morskie, które rozegrały się w XVIII wieku. Jedną z nich była bitwa w zatoce Vigo w 1702 roku, zaś druga to bitwa pod Abukirem w 1798 roku.

U progu XIX wieku kolonie brytyjskie na Półwyspie Indyjskim obejmowały już jego wschodnią oraz południową część, a także niemalże całe dorzecze rzeki Ganges na północy półwyspu. Wspomnianych obszarów użyto za jakiś czas jako punktów dalszego podboju indyjskiego subkontynentu. W latach 1802-1818 Brytyjczycy zajęli całą środkową część półwyspu, a uczynili to na drodze podbojów bądź poprzez subsydia dla władców księstw Marathów. Z kolei w latach 1814-1816 wkroczyli do Nepalu, gdzie spotkali się z silnym oporem walecznych Gurkhów. Lata 1824-1826 to zajęcie wschodniej prowincji Asam na granicy z Chinami oraz Birmą na Półwyspie Indochińskim.

Zasadniczym celem kolonizatorów brytyjskich stało się wykorzystanie tychże obszarów indyjskich jako rynków zbytu na towary przemysłowe, szczególnie chodziło tutaj o tkaniny bawełniane, które były fabrycznie produkowane w Wielkiej Brytanii. Poza tym, miano również na uwadze pozyskanie surowców oraz kolonialnych towarów dla potrzeb metropolii. Brytyjczycy zadbali o utworzenie ogromnych plantacji herbaty w prowincjach Asam i Madras, gdzie zarówno klimat, jak i gleba wielce sprzyjały tego typu działaniom. Należy też wspomnieć, iż Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska zwiększała swoje źródła dochodu poprzez wprowadzenie monopolu solnego oraz trustu na opium.

Do roku 1815 Wielka Brytania zapoczątkowała aż sześć koalicji antynapoleońskich. W 1801 roku do życia powołano Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii. Z kolei w 1837 roku angielski tron objęła królowa Wiktoria, której panowanie zakończyło się dopiero w 1901 roku. Pod jej rządami Wielka Brytania stała się największym światowym imperium. W roku 1875 Anglicy zakupili akcje Kanału Sueskiego, zaś w 1878 roku zajęli między innymi Cypr. Potem był Egipt (1882 rok), a w roku 1886 objęli władzę nad Birmą. Do roku 1898 Brytyjczykom udało się podbić również Sudan.

Klasyczny mundur brytyjskiego żołnierza
królewskiej  floty morskiej
z epoki wiktoriańskiej
Powyższe działania Brytyjczyków sprawiły, że drogą morską na podbite tereny przewozili swoje towary. Zdarzało się też, że czasami płynęli aż do Australii. W powieści Victorii Holt dokonuje tego jeden z bohaterów. Jest nim kapitan Redvers Stretton. Lecz zanim bliżej przyjrzymy się kapitanowi, proponuję przeczytać kilka słów na temat głównej bohaterki Tajemniczej kobiety.

Akcja powieści rozgrywa się w 1887 roku. Anna Brett jest córką żołnierza, którego wojskowa misja rzuca w różne egzotyczne miejsca świata. Podróżuje tak wraz ze swoją żoną, a matką Anny. Te zawodowe wojaże któregoś dnia przerzucają go aż do Indii, gdzie na świat przychodzi nasza bohaterka. Niestety, rodzice nie mogą się nią zająć. Nie wiadomo do końca czy dzieje się tak z powodu pracy pana Bretta, czy może z czystej wygodny. I jak to zazwyczaj bywa u Victorii Holt, nagle pojawia się na horyzoncie ciotka – stara panna, która z lekkim ociąganiem godzi się na wychowanie malutkiej Anny. Charlotte mieszka w Langmouth w domu, z którym łączy się legenda pochodząca jeszcze z czasów panowania dynastii Tudorów. Otóż, owa legenda głosi, że pewnego dnia w posiadłości nocowała sama Elżbieta I Tudor. Od tamtego momentu dom zyskał miano „Domu Królowej”. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo. Ważne, że tamto rzekome wydarzenie nadaje domowi Charlotte swego rodzaju urok i przyciąga uwagę innych. Choć minęły już wieki, to jednak w domu nadal stoi łóżko, na którym Tudorówna spędziła noc.

Charlotte Brett nie należy bynajmniej do kobiet, które dają się lubić. Jest antypatyczna, na wszystko narzeka, a styl wychowania, jaki preferuje sprawia, że Anna czuje się w domu źle. Niemniej, dziewczynka nie ma innego wyjścia, jak tylko zaakceptować takie warunki, ponieważ nie ma tak naprawdę dokąd pójść. Oczywiście rodzice wciąż obiecują, że kiedy tylko trochę podrośnie, natychmiast zabiorą ją z domu ciotki i wraz z nimi zamieszka w Indiach. Jednakże Anna odnosi wrażenie, że ten wymarzony przez nią dzień chyba nigdy nie nastąpi.

Ciotka Charlotte w Langmouth prowadzi bardzo dobrze prosperujący sklep z antykami. Kobieta doskonale zna się na swojej profesji. Potrafi bezbłędnie ocenić wiek poszczególnych antyków i dlatego jest w swoim środowisku szanowana. Ludzie liczą się z jej zdaniem, a ona to wykorzystuje do zawierania korzystnych transakcji. Swoją wiedzę stara się też przekazać bratanicy, która w lot łapie tajniki biznesu. Kiedy dziewczynka ma dwanaście lat udaje się wraz z ciotką do zamku Creditonów, który mieści się niedaleko „Domu Królowej”. Ciotka Charlotte pragnie przeprowadzić transakcję handlową z nieprzystępną lady Crediton, wdową po sir Edwardzie, który zasłynął swego czasu z licznych romansów. To właśnie on zbudował ten piękny zamek, który wszyscy tak podziwiają. Oczywiście Anna jest jeszcze zbyt mała, aby móc uczestniczyć w rozmowach handlowych, więc ciotka zostawia ją przed drzwiami gabinetu lady Crediton. Tam Anna dostrzega na ścianie piękny obraz, który podziwia i w myślach ustala datę jego pochodzenia. Wtem za plecami wyczuwa czyjąś obecność. Kiedy się odwraca, czuje, że uderzył w nią grom z jasnego nieba. Przed sobą ma niesamowicie przystojnego – choć starszego od niej – młodzieńca. To kapitan Redvers Stretton, na którego wszyscy mówią po prostu „Red”.

Mijają lata, a Anna nie potrafi zapomnieć o tamtym spotkaniu. Lecz nie tylko ona nie umie wymazać go z pamięci. Choć Reda i Annę dzieli spora różnica wieku, to jednak obydwoje czują, że już nigdy ich życie nie będzie wyglądać tak samo, jak przed spotkaniem. Oczywiście nasz kapitan rzadko bywa w domu z racji wykonywanej pracy. Któregoś dnia odwiedza Annę w sklepie, a potem w domu, co budzi niezadowolenie ciotki Charlotte. Dlaczego? Co takiego wie ciotka o młodym kapitanie, a czego nie jest świadoma Anna? Na odpowiedź na to pytanie trzeba będzie jeszcze bardzo długo poczekać.   

wydanie z roku 2008
Charlotte robi się coraz starsza, a to oznacza, że zaczyna niedołężnieć. Pewnego dnia pod wpływem emocji ulega poważnemu wypadkowi, który przykuwa ją do łóżka. Anna nie może się nią zaopiekować na tyle, na ile wymaga tego stan chorej. Służba też ma swoje obowiązki, więc jedynym rozwiązaniem jest zatrudnienie pielęgniarki. I tak oto w „Domu Królowej” pojawia się niejaka Chantel Loman. Dziewczyna jest niewiele młodsza od Anny, lecz to wcale nie przeszkadza w przyjaźni obydwu panien. W tej sytuacji Anna musi przejąć po ciotce jej firmę. Radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Doświadczenie i wiedza, jakie zdobyła przy boku ciotki, teraz procentują w dwójnasób. Niestety, los ma co do niej inne plany. Pewnego dnia Charlotte niespodziewanie umiera. Bez żadnego ostrzeżenia zasypia i już się nie budzi. Anna jest przerażona, zważywszy że staje się ona główną podejrzaną o morderstwo. Wychodzi bowiem na to, że ciotka została otruta. Jak poradzi sobie Anna w tej nowej i dramatycznej sytuacji? Czy naprawdę pozbawiła ciotkę życia? Przecież miała motyw. Praktycznie od początku nie układało się między nimi dobrze. Po śmierci Charlotte dziewczyna naprawdę wiele zyskuje. Czy zatem Anna Brett jest morderczynią, która z zimną krwią podała swojej opiekunce i protektorce truciznę?

Kolejna powieść Victorii Holt nie jest wolna od schematów, lecz mimo to nieco różni się od poprzednich powieści tej Autorki, które przeczytałam. Podobnie jak w przypadku większości jej książek, tutaj również mamy do czynienia z egzotyką. Sam fakt, iż jednym z głównych bohaterów jest kapitan statku, świadczy o tym, iż czytelnik w którymś momencie może zostać zabrany w długą morską podróż na nieznaną wyspę. Na wyspę, gdzie królują odmienne obyczaje, przesądy, a ludzie są zdolni do najdziwniejszych zachowań, aby tylko móc osiągnąć swój cel. Mieszkańcy wyspy wierzą w klątwy i zabobony, którymi straszą przybyszów z Europy.

Tym razem Victoria Holt udowadnia, że można stworzyć postacie, które nie są mdłe. Nie we wszystkich książkach tej Autorki czytelnik jest w stanie spotkać tego rodzaju bohaterów. Choć początkowo Tajemnicza kobieta może wydawać się zbyt nudna, aby kontynuować lekturę, to jednak kiedy zignorujemy pierwsze wrażenie, okaże się, że na brak emocji nie będziemy narzekać, szczególnie pod sam koniec powieści. Ten wiktoriański romans naprawdę może się spodobać wielbicielom tematu. Przypuszczam, że czytelnicy, którzy są zakochani w twórczości dziewiętnastowiecznych klasyków, nie będą narzekać po przeczytaniu książki. Dla mnie twórczość Victorii Holt stanowi swego rodzaju pracę badawczą na temat epoki wiktoriańskiej. Nie bez powodu tak często sięgam po książki tej Autorki. Z jednej strony interesuje mnie sama epoka, natomiast z drugiej nigdy nie wiadomo, co będzie za kilka lat. Może sama spróbuję kiedyś napisać podobną historię?

W tej powieści oprócz klasycznego wiktoriańskiego romansu, znajdziemy także wątek kryminalny, tajemnice, na których odkrycie trzeba będzie długo czekać, a także takie emocje, jak zazdrość, zawiść, czy też żądza posiadania ogromnego bogactwa, nawet kosztem czyjegoś życia. Tytuł książki również nie jest tutaj bez znaczenia. Kim jest owa kobieta owiana tajemnicą? Czy jest to dama serca któregoś z męskich bohaterów? A może jest ona kimś/czymś zupełnie innym, kto/co nie ma związku z miłością i romansem? O tym musicie przekonać się sami.

To na pewno nie jest ostatnia powieść Eleonor Hibbert, jaką przeczytałam. Profil bloga zobowiązuje mnie do tego, aby pisać o książkach, których autorzy już nie żyją albo tworzą powieści z historią w tle. Mam nadzieję, że tego typu książek pojawi się na blogu jeszcze wiele i dzięki temu nie odejdą one w zapomnienie. 






Unia realna – związek dwóch bądź więcej państw powstały w oparciu o wspólne instytucje państwowe.
** Unia personalna – związek dwóch bądź więcej państw, które posiadają wspólnego monarchę, prezydenta lub inny organ władzy, przy jednoczesnym zachowaniu przez te państwa odrębności politycznej, prawnej, a czasami też ustrojowej. 






czwartek, 12 grudnia 2013

Victoria Holt – „Dom Tysiąca Latarni”












Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2008
Tytuł oryginału: The House of a Thousand Lanterns
Przekład: Xenia Wiśniewska




Historia Hongkongu tak naprawdę rozpoczęła się w 1842 roku w Nankinie. To właśnie wtedy zakończyła się pierwsza wojna opiumowa (1839-1842). W konflikcie tym brała udział Wielka Brytania oraz chińska dynastia Qing. Na początku XIX wieku w Chinach panowali tak zwani Mandżurowie (dynastia Qing). Był to naród wywodzący się z plemion tungusko-mandżurskich należący do ałtajskiej rodziny językowej, którzy od najdawniejszych czasów zamieszkiwali tereny północo-wschodniej Mandżurii. Plemię to od XVII wieku aż do roku 1911 władało Chinami. W tym czasie lud ten niemalże całkowicie zasymilował się z Chińczykami, co sprawiło, że stracił swoją odrębność kulturową. Dzisiaj ludność ta stanowi mniejszość, która zamieszkuje tereny Dżungarii i Mandżurii, gdzie żyje w rozproszeniu pośród ludności chińskiej.

Wracając do wojny opiumowej (wojny chińsko-brytyjskiej) należy pamiętać, iż rzeczona dynastia Qing, kierując się praktycznie jedynie własnymi zyskami, ograniczyła handel z zagranicą tylko i wyłącznie do kilku monopolistycznych organizacji kupieckich, nad którymi sprawowała swoją kontrolę. W takiej sytuacji nie obeszło się bez protestów ze strony kupców europejskich, głównie Brytyjczyków i Francuzów, którzy działali w ramach kolonizatorskich Kampanii Wschodnioindyjskich. Wyszli oni z propozycją otwarcia wielkiego chińskiego rynku zbytu dla swych towarów. Zaopatrując się w ogromne ilości herbaty, jedwabiu, ryżu, czy też wyrobów rzemieślniczych, byli zmuszeni płacić za te towary srebrem w wyniku braku zgody na wwóz swoich własnych towarów do Chin. Aby wyrównać bilans płatniczy, angielscy kupcy zaczęli dostarczać do Chin ogromne ilości opium pochodzące z upraw znajdujących się w Indiach Brytyjskich. W związku z tym w Chinach bardzo rozpowszechniło się palenie opium, choć wiadomo było, że jest to substancja szkodliwa dla ludzkiego organizmu. Prócz tego, handel tym narkotykiem wręcz przybrał formę przemytnictwa.

Tak więc z rozkazu cesarza Daoguanga, jego specjalny legat w Kantonie – Lin Zexu – nakazał zablokowanie angielskich faktorii oraz zniszczył dwadzieścia tysięcy skrzyń z zarekwirowanym opium. Narkotyk zmieszał z wapnem, solą i wodą, a następnie w takiej oto postaci wyrzucił opium do morza. Sam proces niszczenia narkotyku trwał jakieś dwadzieścia dwa dni. W konsekwencji rząd Wielkiej Brytanii uznał ten fakt za pretekst do wszczęcia wojny przeciwko Chinom, w związku z czym brytyjskie okręty zaatakowały Kanton, natomiast oddziały desantowe piechoty zajęły port, a potem także inne miasta przybrzeżne, w tym Szanghaj. Ostatecznie dynastia Qingów była zmuszona skapitulować, ponieważ Brytyjczycy mieli do dyspozycji znacznie nowocześniejsze uzbrojenie, któremu Chiny nie potrafiły sprostać.

Po klęsce na skutek pierwszej wojny opiumowej, cesarz z dynastii Qing został zmuszony do podpisania traktatu zwanego Nankińskim, który okazał się być jednym z najtragiczniejszych traktatów w historii cesarstwa chińskiego. Wieloletnie odszkodowania na rzecz Brytyjczyków, do jakich Chiny zostały wtedy zobowiązane, a także straty ekonomiczne, które były konsekwencją tychże działań, nie były jednak najdotkliwsze. Skutkiem Traktatu Nankińskiego było coś znacznie gorszego. Otóż otwierał on przed zachodnimi mocarstwami możliwość terytorialnej ekspansji oraz pozwalał innym (obcym) na przejmowanie nadzoru nad terenami o znaczeniu strategicznym. Jak można się łatwo domyślić, dla potężnego i samowystarczalnego cesarstwa było to doświadczenie nade wszystko poniżające i upokarzające.



Zniszczenia morskiej floty chińskiej podczas pierwszej wojny opiumowej
Autor: Edward Duncan (1803-1882)


A teraz przejdźmy już do samego Hongkongu. Ta skalista wyspa znajdująca się na południu Chin, na mocy Traktatu Nankińskiego przeszła w ręce Anglików. Z kolei kilkanaście lat później nadarzyła się sprzyjająca okazja, aby móc przejąć tereny lądowe, czyli tak zwany Kowloon. Oczywiście Brytyjczycy skorzystali z tejże okazji, lecz bliska odległość chińskiego terytorium nie była dla wyspy zbyt bezpieczna. Tak więc w roku 1898 jedynie wydzierżawiono tak zwane Nowe Terytoria, które stanowiły gospodarcze zaplecze. Niedługo potem podjęto walkę z żywiołem, która prowadziła do zabrania morzu jak największej przestrzeni niezbędnej do prowadzenia normalnego życia. Na konsekwencje tych działań nie trzeba było zbyt długo czekać. Hongkong powoli rozrastał się, aby wreszcie stać się jedną z największych metropolii świata, czyli miastem sięgającym swoimi wieżowcami aż do nieba. Lecz mimo to nadal było to miasto kolonialne. Dopiero po stu pięćdziesięciu pięciu latach, w roku 1997 Hongkong wrócił do Chin.

To właśnie pod koniec XIX wieku rozgrywa się akcja powieści pod tytułem Dom Tysiąca Latarni. Umiejscowienie akcji nie jest bynajmniej niczym nowym, biorąc pod uwagę książki, które Eleonor Hibbert napisała pod pseudonimem Victoria Holt. Interesujący jest natomiast fakt, iż tym razem Autorka przenosi czytelnika z Anglii do Hongkongu. Stąd mój wstęp, który mniej więcej nakreśla historię Hongkongu na długo zanim główna bohaterka przybywa do tego szczególnego miasta. Wojna opiumowa nie jest tutaj bez znaczenia, gdyż wiąże się ona z handlem, który towarzyszy nie tylko Jane Milner, ale także wszystkim, którzy ją otaczają. Niemniej zacznijmy od początku.

Główna bohaterka powieści urodziła się w Anglii jako Jane Lindsay. Jest jedynaczką. Posiada kochających rodziców, którzy chcą dla niej jak najlepiej. W związku z tym, kiedy dziewczyna osiąga wiek, który kwalifikuje ją do podjęcia nauki poza domem, zostaje wysłana do pewnej prestiżowej szkoły dla wyższych sfer. Tam zdobywa naprawdę gruntowne wykształcenie i choć nie pochodzi w wyższych warstw społecznych, to jednak udaje jej się zaaklimatyzować w nowym otoczeniu. Dziewczyna jest naprawdę żądna wiedzy, więc nie wykazuje nawet najmniejszych trudności w nauce.

Kiedy Jane kończy piętnaście lat, wówczas do jej szczęśliwego i poukładanego życia wkrada się tragedia. W dramatycznych okolicznościach traci ukochanego ojca. Pozbawiona jego opieki, czuje, że już nic nie będzie takie samo. Niemniej jednak matka dziewczyny staje na wysokości zadania i pomimo że cierpi po stracie męża, nie poddaje się. Kobieta wie, że teraz będzie musiała zadbać nie tylko o siebie, ale także o swoją jedynaczkę. Ponieważ Jane wciąż zdobywa wykształcenie na wysokim poziomie, istnieje możliwość, że kiedyś podejmie pracę guwernantki w jakimś bogatym domu. Lecz do tego czasu trzeba pomyśleć o jakiejś posadzie, która zapewniłaby godne życie zarówno Jane, jak i jej matce. Tak więc pani Lindsay robi wszystko, aby swój plan wprowadzić w życie. Ostatecznie udaje jej się podjąć pracę w domu niejakiego Sylwestra Milnera. Zostaje tam ochmistrzynią, co oznacza, że od tej chwili będzie sprawowała nadzór nad służbą.

Kim jest ów tajemniczy Sylwester Milner? Otóż, jest on mężczyzną po czterdziestce, który nigdy się nie ożenił. Od wielu lat trudni się handlem dziełami sztuki. Swoje interesy prowadzi właśnie na terenie Chin, a dokładnie w Hongkongu. W domu zwanym Zagrodą Rolanda również gromadzi rzeczone dzieła sztuki, szczególnie są to posągi chińskich bóstw. Na jego usługach jest Chińczyk, Ling Fu, który jeździ ze swoim panem dosłownie wszędzie. Z powodu licznych podróży w interesach, Sylwester w swoim własnym domu jest gościem, w związku z czym służba czuje się tutaj swobodnie. Oczywiście Milner nie prowadzi interesu sam. Ma konkurencję w postaci dwóch bratanków – Adama i Joliffe’a. Każdy z nich zajmuje się biznesem na swój własny sposób, co nie zawsze podoba się Sylwestrowi. Na tym tle dochodzi do nieporozumień, ale nic nie można na to poradzić.

W Zagrodzie Rolanda znajduje się pewien tajemniczy pokój, do którego wstęp ma jedynie pan domu oraz jego oddany chiński służący. Ponieważ Jane wreszcie kończy szkołę i tak naprawdę nie bardzo wie, co ma ze sobą zrobić, propozycja pracy u Sylwestra staje się dla niej wybawieniem z kłopotów. Jedynym warunkiem jest fakt, iż musi do perfekcji przyswoić sobie wiedzę na temat chińskich dynastii oraz dzieł sztuki, którymi handluje jej pracodawca. Nie jest to trudne zadanie, zważywszy że Jane jest niezwykle chętna ku temu, a do tego przyswaja wiedzę bardzo szybko. Tak więc w końcu staje się sekretarką Sylwestra Milnera, z czego wszyscy są niezwykle zadowoleni, a to wiąże się z faktem wtajemniczenia jej w umeblowanie wspomnianego już tajemniczego pokoju, który zwany jest przez wszystkich Pokojem Skarbów.

Jane i Joliffe na tle Domu Tysiąca Latarni 
Niestety, spokój nie trwa zbyt długo. Któregoś dnia do Zagrody Rolanda przybywa z wizytą Joliffe Milner. Od tej pory wszystko się zmienia nie tylko w życiu samej Jane, ale także w życiu osób, które obdarzyły ją zaufaniem. Wydaje się, że tylko jedna pani Lindsay jest zadowolona z wydarzeń, jakie zachodzą w życiu jej córki. Kobieta żywi przekonanie, że nad tym wszystkim czuwa jej zmarły mąż i to za jego przyczyną w życie jej dziecka wkroczył bratanek Sylwestra Milnera, który w błyskawicznym tempie zawładnął sercem Jane. Czy zatem Joliffe jest naprawdę tym mężczyzną, z którym młodziutka Jane powinna spędzić resztę życia? A może mężczyzna nie jest tak do końca uczciwy i należałoby posłuchać przestróg jego stryja, Sylwestra?

Jeśli chodzi o moje wrażenia po przeczytaniu tej książki, to tak naprawdę nie różni się ona niczym szczególnym od tych, które już czytałam. Victoria Holt pisała do schematu, co dokładnie widać, kiedy przeczytamy kilka jej powieści. Ponieważ lubię takie wiktoriańskie klimaty, sięgam po powieści tej Autorki bardzo chętnie i nie czuję jakiegoś przesytu. Dom Tysiąca Latarni to przede wszystkim historia niezwykle egzotyczna. Po rozmaitych perypetiach, jakich doświadcza Jane, wraz z bohaterką jesteśmy przeniesieni do Hongkongu, gdzie stykamy się z egzotyczną dziewiętnastowieczną kulturą tamtego miejsca. Oczywiście dzisiejszy Hongkong jest już zupełnie inny niż ten, który opisała Victoria Holt. Niemniej ten w wykonaniu Autorki jest równie ciekawy, jak współczesny.

Tytułowy Dom Tysiąca Latarni stanowi tutaj kwestię kluczową. To w nim, po przybyciu do Hongkongu, zamieszkuje Jane. Z tym miejscem łączy się tajemnica z przeszłości, którą nasza bohaterka pragnie odkryć. Czy jej się to uda? A może nie warto grzebać w czasach minionych? Czy życie Jane w którymś momencie znajdzie się w niebezpieczeństwie? Oczywiście tego wszystkiego dowiecie się po przeczytaniu książki.

Jak widać z powyższego będziemy tutaj mieć do czynienia z wątkiem kryminalnym, co również nie jest nowością w twórczości Victorii Holt. Niemniej jednak, na tle innych powieści Autorki, on także nie wyróżnia się niczym szczególnym. Z książki na książkę metody pozbycia się osoby, która w jakiś sposób stanowi zagrożenie dla któregoś z bohaterów, nie zmieniają się. Ewentualny morderca podąża praktycznie tą samą ścieżką, którą szedł inny bohater w przypadku innej powieści. Nie będę zatem na siłę zachwalać twórczości Victorii Holt, choć do mnie ona trafia i zawsze miło mi się czyta jej opowieści. Myślę, że po książki Autorki nie powinny sięgać osoby, które lubią mocniejszą literaturę oraz te, dla których schematyczność jest nudna. Moim zdaniem tacy czytelnicy mogliby ewentualnie przeczytać jedną z tych pozycji i na tym spotkanie z Autorką zakończyć. Sięgając bowiem po kolejną, narażają się na przeczytanie niemalże tej samej historii z bohaterami, którzy jedynie zmielili imiona i nazwiska oraz znaleźli się w jakimś innym miejscu. Jeśli chodzi o psychologię postaci, to jest ona niedopracowana, a właściwie wcale jej nie ma. Już kiedyś o tym pisałam, że główne bohaterki książek Victorii Holt są identyczne pod względem pochodzenia i psychiki. Owszem, czasami trafi się jakaś nieznaczna odmienność, ale jest to tak rzadkie zjawisko, że praktycznie zupełnie niezauważalne.

Dom Tysiąca Latarni to także romans, choć w zupełnie innych klimatach niż na przykład dzieje się to w przypadku twórczości Nory Roberts czy chociażby Danielle Steel. Victoria Holt bardziej oscyluje w kierunku klasyków, jak Jane Austen czy siostry Brontë. Mnie książki Eleonor Hibbert podobają się chyba głównie z tego powodu, iż wreszcie przekonałam się do klasyki i bardzo dobrze czuję się w tego typu klimatach. Nie nudzi mnie już nawet ta schematyczność. Zaletą tych powieści jest też to, iż czyta się je bardzo szybko. Fabuła jest tak prosta, że nie zmusza do myślenia. Tak więc spokojnie można zabrać taką powieść w podróż, gdzie naszą uwagę może coś rozpraszać. Nawet jeśli tak się stanie, to nie przeszkodzi nam to powrócić do książki bez ryzyka, że zapomnieliśmy co wydarzyło się na poprzedniej stronie.

Myślę, że po Dom Tysiąca Latarni można sięgnąć przede wszystkim ze względu na egzotykę Hongkongu. Natomiast nie należy w żadnym razie spodziewać się ani ognistego romansu, ani tym bardziej jakiegoś wyjątkowego wątku kryminalnego, który zmrozi nam krew w żyłach. Jeśli ktoś jest zainteresowany twórczością Victorii Holt, a nie czytał jeszcze żadnej z jej powieści, to na początek polecam Panią na Mellyn vel Guwernantkę, bowiem żadna książka Autorki nie porwała mnie tak bardzo jak właśnie ta. A potem można już sięgać po kolejne tytuły, jeśli taka będzie wola czytelnika.