Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agatha Christie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agatha Christie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2016

Agatha Christie – „A.B.C.”













Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE
Wrocław 2015
Tytuł oryginału: The ABC Murders
Przekład: Wanda Dehnel





Każdy seryjny morderca zazwyczaj działa według pewnego klucza, który sam ustala. Oczywiście policja prędzej czy później domyśli się czym tak naprawdę kieruje się bandyta, dobierając sobie kolejne ofiary. Czasami są to osoby noszące to samo imię czy będące tej samej płci. Innym razem może chodzić o identyczny kolor włosów, bądź też podobny wiek. Zdarza się również, że zabójca bawi się z organami ścigania w kotka i myszkę i na miejscu zbrodni pozostawia jakiś szczególny ślad, co może być wskazówką prowadzącą do rozwikłania tajemnicy popełnianych przez niego morderstw. Może być także na tyle bezczelny, iż przed dokonaniem każdej zbrodni informuje określonego stróża prawa o swoim makabrycznym planie. Zabójca ma bowiem w tym swój cel. Bo przecież nic nie dzieje się bez powodu. Otóż, z jednej strony chce mocno zirytować tego, kto już niedługo będzie podążał jego śladem, natomiast z drugiej pragnie udowodnić nieudolność odnośnie do wykonywanej przez takiego policjanta pracy. Jest to zatem z góry zaplanowane działanie psychologiczne i wtedy konieczne jest, aby do akcji wkroczył policyjny psycholog lub nawet jakiś psychiatra, żeby można było bezbłędnie nakreślić psychologiczny portret takiego przestępcy.

W czerwcu 1935 roku do Anglii przybywa kapitan Arthur Hastings. W Ameryce Południowej prowadzi ranczo, zaś do Europy sprowadzają go interesy, które musi załatwić. Jego pobyt w Anglii ma trwać pół roku. Oczywiście Arthur Hastings ma tutaj przyjaciela, którym jest osławiony już detektyw Herkules Poirot. Nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć kim jest detektyw, ponieważ mężczyzna od bardzo dawna cieszy się sławą, a z jego pomocy przy rozwiązywaniu rozmaitych zagadek kryminalnych korzysta sam Scotland Yard. Tym razem okazuje się, że nasz detektyw ma naprawdę bardzo trudny orzech do zgryzienia. Otóż całkiem niedawno otrzymał tajemniczy list, którego autor podpisał się inicjałami A.B.C. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ta w gruncie rzeczy anonimowa depesza stanowi informację o rychłym dokonaniu morderstwa. A może to jednak nie będzie morderstwo? Może w Andover tak naprawdę nie stanie się nic złego?

Herkules Poirot jest jednak – z racji swojej profesji – bardzo mocno przeczulony na punkcie morderstw. Niemniej tajemniczy list może okazać się żartem jakiegoś dowcipnisia, który pewnego dnia stwierdził, że właśnie w ten sposób pobawi się z detektywem i udowodni mu, iż nie jest on tak skuteczny, jak wszyscy mówią. Oczywiście Herkules pokazuje list swojemu przyjacielowi Arthurowi i wspólnie zaczynają zastanawiać się o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Oby to tylko nie było kolejne makabryczne morderstwo!

Wydanie z 2014 roku
Niestety, gdy wreszcie nadchodzi dzień, który dokładnie został wyznaczony w liście przez anonimowego nadawcę, okazuje się, że w Andover z rąk jakiegoś psychopaty życie traci poczciwa starsza pani – Alice Ascher. Kobieta prowadziła niewielki sklepik z artykułami tytoniowymi i nikt tak naprawdę nie pojmuje, dlaczego ktoś mógł chcieć ją zamordować. Skoro tylko martwe ciało Alice Ascher zostaje odnalezione, sprawą zaczyna zajmować się policja. Pierwsze podejrzenia padają na męża pani Ascher, z którym nieboszczka nie żyła w zgodzie od lat. Pytanie tylko, czy to na pewno Franz Ascher stoi za zabójstwem żony? Po co niby miałby to robić? Dla przejęcia majątku? Przecież jedyne, co go interesuje to alkohol. Niemniej policja wydaje się być pewna co do słuszności swoich podejrzeń. I zapewne cała ta sprawa zakończyłaby się bardzo szybko, a złoczyńca trafił za kratki lub na szubienicę, gdyby nie… kolejny list do Herkulesa Poirot. Teraz miejscem akcji ma być Bexhill…

Tym razem Agatha Christie narratorem uczyniła jednego z bohaterów, a jest nim Arthur Hastings, który z perspektywy czasu relacjonuje czytelnikowi wydarzenia, w których brał udział i pomagał w rozwikłaniu tajemniczych morderstw dokonywanych przez kogoś, kto bardzo nie lubił jego przyjaciela Herkulesa. Jest też narrator trzecioosobowy, lecz ten opowiada historię innego bohatera, który na pozór nie ma związku z rozgrywającymi się zdarzeniami. Wygląda bowiem na to, że fala zbrodni dokonywanych według swego rodzaju klucza jest wymierzona bezpośrednio w detektywa, aby udowodnić, że jego umiejętności wcale nie stoją na tak wysokim poziomie, jak wszyscy twierdzą. Czy psychopata ma rację? Czy Herkules Poirot stracił swoją moc i zdolność logicznego myślenia? Czy morderca będzie w stanie udowodnić detektywowi nieudolność? Trzeba dodać, że bardzo szybko okazuje się, iż morderstwo w Bexhill nie jest ostatnie. Co ciekawe, zabójca na miejscu każdej zbrodni pozostawia rozkład jazdy pociągów o nazwie ABC, co oczywiście stanowi pewną wskazówkę dla policji i samego detektywa.

Interesujące jest też to, że rozmawiając z członkami rodzin ofiar oraz z ich przyjaciółmi, Herkules Poirot stwierdza, iż w każdym z tych przypadków co najmniej jedna osoba mogła mieć motyw, aby zabić. Z kolei sam A.B.C. też w końcu daje ponieść się emocjom i popełnia błąd. Bardzo ciekawym i dość mylącym dla czytelnika zabiegiem jest wprowadzenie przez Agathę Christie opowieści o panu nazwiskiem Alexander Bonaparte Cust. Jest to starszy, niezbyt rozgarnięty mężczyzna, który trudni się sprzedażą pończoch. Podczas drugiej wojny światowej został ranny w głowę, co przyczyniło się do jego upośledzenia umysłowego, a także wywołało chorobę o podłożu neurologicznym. Z kolei szaleniec, który morduje zdążył już zdobyć sławę w mediach. Czy zatem Alexander Bonaparte Cust i psychopata grasujący po Anglii to jedna i ta sama osoba?

Na koniec dodam, że książka po raz pierwszy została opublikowana w Anglii w 1936 roku, a niedługo potem trafiła do amerykańskich czytelników. W obydwu tych krajach powieść została bardzo dobrze przyjęta. Recenzenci docenili dość oryginalną koncepcję fabuły, natomiast w 1990 roku jeden z krytyków powiedział, że jest to „klasyczna, wciąż świeża historia i w dodatku pięknie napisana.









środa, 6 stycznia 2016

Agatha Christie – „4.50 z Paddington”














Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE
Wrocław 2008
Tytuł oryginału: 4.50 From Paddington
Przekład: Tomasz Cioska





Podróże pociągiem mogą niekiedy dostarczyć człowiekowi niezapomnianych wrażeń. Nie mam bynajmniej na myśli technicznej jakości niektórych polskich pociągów, które czasami mogą być odpowiedzialne za stan naszych emocji podczas podróży. Chodzi mi głównie o to, co możemy zaobserwować, wpatrując się uporczywie w przesuwający się za oknem krajobraz. Na pewno współczesna podróż koleją różni się diametralnie od tej sprzed wielu lat, kiedy pasażerowie nie byli jeszcze tak bardzo zajęci światem wirtualnym, a ich palce zapamiętale nie przesuwały się po klawiaturze smartfona czy ekranie tabletu. W dobie bez Internetu i funkcji Wi-Fi co najwyżej można było pogrążyć się w czytaniu jakiejś interesującej książki albo obserwować innych pasażerów bądź wpatrywać się w to, co działo się za oknem lub po prostu zasnąć. Tak więc nierzadko taki pasażer mógł zupełnie przypadkowo stać się świadkiem jakiegoś podniosłego lub tragicznego wydarzenia, o którym musiał potem bez końca opowiadać odpowiednim służbom.

Wyobraźmy sobie zatem, że jadąc pociągiem widzimy jak na dłoni mężczyznę, który w brutalny sposób morduje młodą kobietę. Sytuacja ma miejsce w pociągu, który akurat mija nas na sąsiednim torze. Ponieważ zarówno nasz pociąg, jak i ten obok są w ruchu, nie możemy wszcząć alarmu, który i tak na niewiele by się zdał, zważywszy że rzeczony pociąg już dawno odjechał. Poza tym cała sytuacja jest tak bardzo niewiarygodna, że raczej mało kto byłby w stanie w nią uwierzyć. Gdybyśmy podzielili się z kimś tym, co właśnie zobaczyliśmy, na pewno zostalibyśmy wyśmiani i nikt nie potraktowałby nas poważnie. Z drugiej strony jednak mogło przecież coś nam się przewidzieć. Może ten mężczyzna wcale nie mordował owej kobiety? Może on ją zwyczajnie obejmował w jakiś dziwny sposób, a my naczytaliśmy się zbyt dużo kryminałów i teraz wszystko nam się z nimi kojarzy? Jeśli głębiej się nad tym zastanowimy, to faktycznie możemy dojść do przekonania, że ulegliśmy chwilowemu złudzeniu, a rzekomo mordowana kobieta jest teraz cała i zdrowa i cieszy się życiem. Czy w takim razie powinniśmy dać sobie spokój i nikogo nie informować o zaistniałym – naszym zdaniem – wydarzeniu? Czy nasze sumienie pozwoliłoby nam żyć spokojnie i nie zastanawiać się nad wiarygodnością tamtej sytuacji? Czy widziana przez nas kobieta naprawdę mogła zostać zamordowana?

Jedno z wydań amerykańskich
pod zmienionym tytułem (1991)
No cóż, myślę, że dla własnego spokoju lepiej byłoby powiadomić o całej sprawie policję albo przynajmniej poradzić się przyjaciół w kwestii dalszych kroków w tej sprawie. Tak właśnie zrobiła pani Elspeth McGillicuddy, która podróżując pociągiem była świadkiem morderstwa, a przynajmniej twierdzi, że to było zabójstwo z premedytacją. Swoimi spostrzeżeniami i jednocześnie obawami natychmiast dzieli się z przyjaciółką – panną Jane Marple. Myślę, że tej postaci nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. To obok Herkulesa Poirota, stała bohaterka kryminałów Agathy Christie. Podobnie jak wspomniany detektyw, ona również z powodzeniem rozwiązuje zagadki kryminalne, choć ma już swoje lata. Jest to postać wzorowana na przyszywanej babce Agathy Christie lub na jej ciotce Margaret West i jej znajomych. Mówi się, że Agatha Christie inspirację do wykreowania postaci panny Marple czerpała z wielu źródeł. Według słów samej Autorki, panna Marple to taki rodzaj starszej pani, która jest podobna do niektórych znajomych przyszywanej babki Agathy Christie, czyli starszych pań, które ta spotykała w wielu wioskach, gdzie spędzała czas jako dziecko.  

Wróćmy jednak do książki. Otóż wydaje się, że jedynie panna Marple wierzy swojej przyjaciółce i nie próbuje wyśmiać tego, o czym z ogromnym przekonaniem opowiada Elspeth McGillicuddy. Kobieta nie ma bowiem najmniejszej wątpliwości, że z okna swojego pociągu widziała, jak w pociągu jadącym sąsiednim torem jakiś mężczyzna dusi młodą kobietę. Oczywiście nikt inny nie zwrócił na ten incydent uwagi. Nawet pracownik kolei, którego pani McGillicuddy natychmiast poinformowała o wydarzeniu, nie dał wiary jej słowom. Nie pozostało jej zatem nic innego, jak tylko zatrzymać się na chwilę w St Mary Mead u panny Marple i obgadać z nią dalsze postępowanie w tej sprawie. W dodatku gdzieś zniknęło ciało zamordowanej, co naturalnie jeszcze bardziej działa na niekorzyść wiarogodności słów Elspeth McGillicuddy. Poza tym gazety również nie wspominają o morderstwie. Nie ma więc żadnych dowodów świadczących o popełnieniu przestępstwa. Dlatego też policja zamyka sprawę. Pozostaje już tylko zdać się na niezawodny instynkt panny Marple.

Analizując fakty podane przez przyjaciółkę, nasza detektyw-amator wpada na pomysł, aby do posiadłości Rutherford Hall znajdującej się na obrzeżach Brackhampton wysłać swoją znajomą, która jest fantastyczną pomocą domową. To Lucy Eyelesbarrow będzie musiała stawić czoło całej tej tajemniczej sytuacji i odnaleźć ewentualnego mordercę. Zapytacie jednak, dlaczego akurat ma się to odbyć w posiadłości Rutherford Hall? Otóż pojawiają się pewne przesłanki, że właśnie ta posiadłość może mieć coś wspólnego z potencjalnym morderstwem. Morderstwem, na którego autentyczność na razie nie ma żadnych dowodów. Ponadto posiadłość leży w pobliżu torów kolejowych, co oczywiście stanowi także element tejże układanki. Czy zatem Lucy Eyelesbarrow uda się odnaleźć ciało zamordowanej w pociągu kobiety? Czy członkowie rodziny Crackenthorpe, do których należy rzeczona posiadłość, naprawdę mają coś wspólnego z zabójstwem kobiety w pociągu? Kto jest mordercą i dlaczego dopuścił się tej strasznej zbrodni? Kim jest zamordowana? Na te wszystkie pytania będzie musiała znaleźć odpowiedź Lucy Eyelesbarrow, zaś ostateczny werdykt i tak wyda panna Marple.  

Margaret Rutherford jako Jane Marple
w pierwszej ekranizacji powieści 
z 1961 roku.
4.50 z Paddington to kryminał, w którym ponownie spotykamy bohaterów walczących ze sobą wzajemnie o majątek. Użyłam słowa „ponownie”, ponieważ w trakcie czytania nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że książka pod względem kreacji bohaterów jest podobna do tej którą czytałam całkiem niedawno, a było to Morderstwo w Boże Narodzenie. Tam również chodziło o rodzinę, której członkowie skupiali swoją uwagę na majątku seniora rodu. Tym razem jednak życie głowy rodziny nie jest zagrożone, lecz starszy pan – Luther Crackenthorpe – jest niezwykle skąpy i wciąż wypomina innym rozrzutność. Generalnie wszystkie postacie są dość dobrze wyeksponowane i każda z nich ma coś ciekawego do powiedzenia. I tak oto na kartach książki oprócz wyżej wymienionych postaci spotykamy również dzieci pana Crackenthorpe'a, czyli Cedryka Crackenthorpe'a, który jest malarzem artystą i jednocześnie wielkim miłośnikiem kobiet; jest też Harold Crackenthorpe – wyrafinowany bankier o niesamowicie chłodnym usposobieniu; Alfred Crackenthorpe – wojenny weteran o dość łagodnym charakterze, oraz Emma Crackenthorpe – niezamężna córka seniora rodu, która wraz z ojcem mieszka w posiadłości i opiekuje się nim.

Są również inne postacie, których obecność w powieści jest ważna na swój własny sposób. Z kolei akcja kryminału ma miejsce w okolicach Bożego Narodzenia, ale próżno szukać tutaj wyjątkowej świątecznej atmosfery. Dialogi są dość humorystyczne i czasami można odnieść wrażenie, że jest ich więcej niż samej narracji. Co ciekawe, Agatha Christie nie zapomniała także o tajemnicy rodzinnej, która w miarę upływu czasu będzie coraz bardziej nurtować czytelnika. Jedyną wadą – przynajmniej dla mnie – jest fakt, iż praktycznie od połowy książki trafnie wytypowałam zabójcę, co nie powinno się zdarzyć przy dobrze skonstruowanej intrydze kryminalnej.

Na pewno 4.50 z Paddington to kolejny doskonały kryminał w „starym stylu”, który wyszedł spod pióra Agathy Christie. Po raz pierwszy książka została wydana w listopadzie 1957 roku, natomiast w Stanach Zjednoczonych pojawiła się pod tytułem Co widziała pani McGillicuddy? (z ang. What Mrs. McGillicuddy Saw). W 1961 roku na podstawie kryminału Agathy Christie powstał film zatytułowany Murder, She Said (z pol. Śmierć ma okna), którego reżyserem był George Pollock (1907-1979), zaś pannę Marple zagrała Margaret Rutherford (1892-1972). Był to pierwszy film, w którym pokazano postać Jane Marple. Potem pojawiły się następne produkcje filmowe inspirowane kryminałem 4.50 z Paddington.









środa, 2 grudnia 2015

Agatha Christie – „Morderstwo w Boże Narodzenie”














Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE
Wrocław 1995
Tytuł oryginału: Hercule Poirot’s Christams
Przekład: Andrzej Milcarz




Święta Bożego Narodzenia generalnie kojarzą nam się ze spotkaniami w gronie rodzinnym. Członkowie tej samej familii, którzy zazwyczaj rozproszeni są po całym kraju, albo nawet i świecie, zjeżdżają się do domu seniorów rodu, aby wspólnie świętować i opowiadać o tym, co też takiego ciekawego dzieje się w ich zabieganym życiu. Czasami przechwalają się swoimi osobistymi lub zawodowymi sukcesami, aby tylko wzbudzić w ten sposób zazdrość u pozostałych członków rodziny, czyli u tych, którym w życiu nie za bardzo wyszło. Wszystkie te przechwałki niekoniecznie muszą mijać się z prawdą. Tymczasem inni siedzą sobie cichutko przy wigilijnym stole i tylko przysłuchują się tym niewiarygodnym opowieściom. Z jednej strony faktycznie mogą nie mieć się czym pochwalić, ale z drugiej brak uczestnictwa w rozmowie może też wynikać z ich charakteru. Być może są zbyt skromni, aby uprawiać autopromocję w obecności własnej rodziny?

Boże Narodzenie to także czas, kiedy niektórzy ludzie chcą pozałatwiać sprawy z przeszłości. Możliwe, że czują, iż ich czas już nadchodzi i nie chcieliby pozostawiać po sobie jakichś niedomówień i nierozwiązanych problemów. Czasami ktoś pragnie wyciągnąć rękę na zgodę do kogoś, z kim wiele lat temu poważnie się pokłócił. Ale są i tacy, którzy rodzinne spotkania wykorzystują do tego, żeby jeszcze bardziej poróżnić się z bliskimi. Dlaczego? Co daje im takie zachowanie? Czy wtedy poczują się lepiej? Czy sprawianie komuś przykrości stanowi sens ich życia? No cóż, trzeba przyznać, że tacy ludzie też istnieją, a ich złośliwość niekiedy osiąga naprawdę ogromne rozmiary.

Wyd. Phantom Press International
Gdańsk 1992
tłum. Barbara Jabłońska
Przenieśmy się zatem do angielskiej posiadłości Garston Hall. To tutaj od wielu, wielu lat mieszka rodzina Lee. Seniorem rodu jest Simeon Lee, który pod jednym dachem przebywa ze swoim najstarszym synem Alfredem oraz jego żoną Lydią. Oczywiście jak przystało na starą posiadłość z tradycjami, jest również służba, która każdego dnia dba o to, aby państwu niczego nie brakowało. Schorowany staruszek Simeon Lee to jeden z tych mężczyzn, którzy nie folgowali sobie w młodości. Jego przeszłość jest niezwykle bogata w wydarzenia, które daleko odbiegały od powszechnie przyjętych konwenansów. Ale z drugiej strony wiadomo przecież, że w tamtych czasach, czyli gdzieś tak na przełomie XIX i XX wieku mężczyznom naprawdę wiele uchodziło na sucho. To kobieta musiała wciąż na siebie uważać, aby przypadkiem nie wywołać obyczajowego skandalu i nie zostać usunięta z towarzystwa. Natomiast sam Simeon Lee zamiast oblewać się rumieńcem wstydu na każde wspomnienie swoich młodzieńczych wybryków, tak naprawdę szczyci się nimi i chętnie o nich opowiada każdemu, kto tylko chce słuchać.

Mamy lata 30. XX wieku, a nasz senior rodu Lee pragnie zgromadzić w swoim domu całą rodzinę. Na chwilę obecną są to synowie, ich żony oraz anonimowa dotąd wnuczka z Hiszpanii. I tak oto do Garston Hall przybywają: prowadzący hulaszczy tryb życia Harry, który nigdy się nie ożenił; George piastujący urząd posła do parlamentu z okręgu Westeringham – czym oczywiście bardzo się szczyci – oraz jego sporo młodsza żona Magdalena; wrażliwy i sentymentalny David wraz z małżonką Hildą, a także wspomniana już hiszpańska wnuczka Simeona – Pilar Estravados, która jest córką zmarłej kilka lat wcześniej córki naszego seniora rodu. Do posiadłości zupełnie nieoczekiwanie przyjeżdża również syn przyjaciela Simeona Lee – Stephen Farr. Ojciec Stephena dawno temu prowadził interesy razem z głównym bohaterem, więc teraz – po śmierci rodziciela – mężczyzna pragnie poznać człowieka, który był tak bardzo ważny dla starego Farra.

Jak na razie nic nie wskazuje na to, że już niedługo wydarzy się tragedia. Wszyscy bohaterowie przebywający w Garston Hall próbują nawiązać ze sobą kontakt, co oczywiście wychodzi im z różnym skutkiem. Trzeba bowiem wiedzieć, że nie wszyscy pałają do siebie wzajemnie sympatią, pomimo że należą do tej samej rodziny. Jedni mają w pamięci krzywdy, które wyrządzono im jakiś czas temu, zaś inni usiłują robić dobrą minę do złej gry i wpasować się w klimat zbliżających się świąt. Kiedy wydaje się, że jakoś uda im się przeżyć Boże Narodzenie, dochodzi do… brutalnego morderstwa. Otóż w przedświąteczny wieczór w niezwykle bestialski sposób zostaje zamordowany Simeon Lee. Każda z osób przebywających w posiadłości w momencie dokonania zabójstwa słyszy przerażający krzyk, który można jedynie porównać do dźwięku wydawanego przez zarzynaną świnię. Gdy już mija pierwszy wstrząs wszyscy biegną w kierunku pokoju seniora rodu, a tam ich oczom ukazuje się przerażający widok. Simeon Lee leży w kałuży krwi z poderżniętym gardłem. Kto zatem zabił, skoro wszyscy przebywali w innej części domu niż gabinet Simeona? Gdzie podział się morderca? Jak udało mu się uciec, skoro na pierwszy rzut oka wygląda, że nie miał na to najmniejszych szans?

Wydanie z 2011 roku
Po dokonaniu tego makabrycznego odkrycia natychmiast zostaje zawiadomiona policja. Śledztwo prowadzi pułkownik Johnson oraz inspektor Sugden. Niemniej zbieg okoliczności sprawia, że do sprawy zostaje włączony niezawodny Herkules Poirot. I tak oto rozpoczyna się seria niekończących się przesłuchań. Każda z osób przebywających w Garston Hall zostaje poddana wnikliwej ocenie. Mordercą może okazać się praktycznie każdy. Wszyscy bohaterowie mogli mieć powód do tego, aby pozbyć się raz na zawsze seniora rodu, który nie był przecież powszechnie lubiany. Ileż to złośliwych uwag rodzina i znajomi usłyszeli od tego człowieka! W dodatku jeszcze te miliony, których dorobił się na swoich szemranych interesach! Nikt nawet nie przypuszczał, jak wiele osób żyjących wokół staruszka życzyło mu źle. Teraz należy już tylko mieć nadzieję, że detektyw Herkules Poirot jak najszybciej wpadnie na trop mordercy i doprowadzi go za kratki.

Do tej pory praktycznie nie sięgałam po książki Agathy Christie, z wyjątkiem dwóch powieści obyczajowych (W samotności i Róża i cis). Muszę przyznać, że Morderstwo w Boże Narodzenie to kryminał, który całkiem dobrze się czyta. Książka została też wydana pod tytułem Boże Narodzenie Herkulesa Poirot, więc niektórzy czytelnicy na pewno znają ją w nieco innej wersji niż ta, którą dane mi było przeczytać. Na pewno nie jest to kryminał, do jakich przyzwyczaili nas współcześni pisarze. Książki Agathy Christie są bowiem napisane w tak zwanym „starym stylu”, który jest niesamowicie ciekawy i pozwala czytelnikowi przenieść się w przeszłość. Choć w tytule mamy Boże Narodzenie, to jednak próżno szukać w tej historii opisu świątecznych tradycji czy angielskich zwyczajów towarzyszących właśnie Bożemu Narodzeniu. Autorka, a wraz z nią bohaterowie, których wykreowała, całą uwagę skupili na dokonanym morderstwie oraz drodze do odnalezienia winnego tej makabrycznej zbrodni. Co ciekawe, głównym bohaterem niezmiennie pozostaje Simeon Lee, zaś nie postać, która „żyje”. 

Zakończenie kryminału jest niezwykle zaskakujące. Prawdę powiedziawszy przez większą część książki zastanawiałam się, kim jest morderca, dlaczego zabił i jaki miał ku temu powód. Bardzo polubiłam Herkulesa Poirot, którego nie spotkałam w powieściach obyczajowych Agathy Christie. Jak wynika z dedykacji, którą Autorka umieściła na początku książki i którą skierowała do swojego szwagra Jamesa, Morderstwo w Boże Narodzenie jest jednym z tych „krwawszych kryminałów”. Najprawdopodobniej James uskarżał się wcześniej, że Agatha pisze zbyt delikatnie, więc tym razem dostał prezent w postaci historii, która może nie mrozi krwi w żyłach współczesnemu czytelnikowi, ale bez wątpienia bardzo wciąga w wir wydarzeń. Myślę jednak, że czytelnika z lat 30. XX wieku ta powieść mogła naprawdę przerazić. Na podstawie książki zrealizowano także serial z niezrównanym Davidem Suchetem w roli detektywa Herkulesa Poirot. Premiera serialu miała miejsce w 1994 roku.







środa, 14 października 2015

Mary Westmacott (Agatha Christie) – „W samotności”













Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Wrocław 2015
Tytuł oryginału: Absent in the Spring
Przekład: Maria Grabska-Ryńska




Zdarza się, że los kieruje naszym życiem w taki sposób, iż w którymś momencie zmusza nas do tego, abyśmy się zatrzymali i zastanowili nad naszym dotychczasowym postępowaniem. Człowiek z reguły kieruje się egoizmem i bardzo często nie ma sobie niczego złego do zarzucenia. Jego zdaniem to inni ludzie są źli, zaś on sam zawsze postępuje właściwie. Swój własny wizerunek nierzadko postrzegamy w samych superlatywach, natomiast u innych dostrzegamy jedynie wady. Niemniej kiedy już zastanowimy się nad sobą, to bardzo często zdarza się, że dochodzimy do wniosku, iż wcale nie jesteśmy tacy idealni, jak sądziliśmy. Czasami muszą nam to uświadomić inni ludzie, a kiedy indziej są to sytuacje, w których aktualnie się znaleźliśmy.

Można rzec, że w taki właśnie sposób zadrwił sobie los z głównej bohaterki powieści autorstwa Agathy Christie piszącej pod pseudonimem Mary Westmacott. Otóż pewnego dnia Joan Scudamore wyjeżdża do jednej ze swoich córek – Barbary – która wraz z mężem mieszka w Bagdadzie. Jedzie tam, gdyż jej córka najprawdopodobniej jest poważnie chora, więc Joan jako troskliwa matka opuszcza na jakiś czas dom w Anglii i rusza na Bliski Wschód. Na miejscu okazuje się, że nie do końca jest tak, jak przewidywała Joan. Wydaje się bowiem, że choroba Barbary nie jest poważna, natomiast jej córka i zięć zachowują się nieco dziwnie, jak gdyby chcieli, aby Joan już wyjechała. Dlaczego? Czy coś ukrywają? Może coś złego dzieje się w ich małżeństwie i nie chcą martwić pani Scudamore? Może któreś z małżonków dopuściło się zdrady?

Skoro tylko Joan uświadamia sobie, że faktycznie nie jest do niczego potrzebna ani swojej córce, ani też zięciowi, wyjeżdża z Bagdadu. Bardzo szybko jednak okazuje się, że powrót do Anglii wcale nie będzie taki prosty. Otóż, z powodu awarii linii kolejowej pociąg, którym Joan ma udać się w dalszą drogę będzie znacznie opóźniony, nawet o kilka dni. Tak więc kobiecie nie pozostaje nic innego, jak tylko zatrzymać się w miejscowej gospodzie, której właścicielem jest pewien nietuzinkowy Hindus. To właśnie tutaj nasza bohaterka przechodzi swego rodzaju oczyszczenie wewnętrzne. Ponieważ ma sporo czasu do przyjazdu pociągu, zaczyna analizować swoje dotychczasowe życie. Takim impulsem staje się dodatkowo przypadkowe spotkanie z koleżanką sprzed lat, do której Joan Scudamore jakoś nigdy nie czuła szczególnej sympatii. To spotkanie uświadamia naszej bohaterce kilka istotnych spraw.

Początkowo Joan postrzega postój w dalszej podróży jako chwilę wytchnienia i wypoczynku. Niemniej już niedługo zaczyna rozmyślać o swojej rodzinie, znajomych i generalnie o swoim życiu. Analizuje swoje relacje z mężem i dziećmi, a także z przyjaciółmi. To, co sobie uświadamia wcale nie napawa jej optymizmem. W swoich myślach przegląda się niczym w lustrze, w którym odnajduje zupełnie inną kobietę, niż ta, którą do tej pory znała. Dla niej jest to sytuacja bardzo niekomfortowa. Takie zderzenie z rzeczywistością, którą do tej pory postrzegało się w całkiem innym świetle wcale nie należy do przyjemności, zważywszy że teraz trzeba przyznać się do błędów popełnianych przez lata. W tej sytuacji chyba jedynym mądrym postanowieniem będzie usiłowanie naprawienia tego, co jeszcze można ocalić. Czy zatem Joan Scudamore będzie w stanie odmienić swoje życie po powrocie do Anglii? Czy uda jej się zrozumieć swoich bliskich, których potrzeby do tej pory ignorowała, uważając, że to ona ma rację?

W samotności to trzecia z sześciu powieści napisanych przez Agathę Christie pod pseudonimem Mary Westmacott. Powieść jest bardzo krótka, zaś jej akcja rozgrywa się częściowo na Bliskim Wschodzie, co oczywiście może być efektem podróży Autorki na tamte tereny u boku swojego drugiego męża – sir Maxa Edgara Luciena Mallowana (1904-1978), który był archeologiem. Podobnie jak w przypadku Róży i cisu, tutaj również czytelnik doświadcza ogromnej dawki psychologii. Prawdę powiedziawszy wielu z nas mogłoby śmiało utożsamiać się z główną bohaterką, bo przecież na świecie jest mnóstwo osób, które uważają samych siebie za chodzące ideały, które zawsze mają rację, dlatego innym wciąż narzucają swoje zdanie. W rezultacie jest jednak zupełnie inaczej.

Wśród bohaterów powieści chyba najbardziej do gustu przypadł mi mąż Joan Scudamore – Rodney, który z zawodu jest prawnikiem. Moim zdaniem ten bohater jest najrozsądniejszym z całej plejady postaci pojawiających się w książce. Potrafi mądrze rozwiązywać konflikty rodzinne i milczeć wtedy, gdy uważa to za konieczne, gdyż w innym przypadku jego słowa mogłyby wywołać niepotrzebne spory. Jeśli chodzi o dzieci Joan i Rodneya to różnie można o nich myśleć. Każde tak naprawdę jest inne i każde chce iść swoją własną życiową drogą, czemu oczywiście niejednokrotnie sprzeciwia się Joan. Czy słusznie? Trudno powiedzieć. Na pewno kierują nią matczyne uczucia, ale przecież nie zawsze narzucanie swoim dzieciom własnego zdania można wytłumaczyć uczuciami.

W samotności to także powieść, której akcja rozgrywa się w latach 30. XX wieku, kiedy Europa i świat stoją u progu wybuchu drugiej wojny światowej. Ludzie powoli zaczynają przebąkiwać o nieuniknionym konflikcie zbrojnym z Trzecią Rzeszą, choć są i tacy, którzy w ogóle w niego nie wierzą. Z kolei wspomnienia Joan Scudamore sięgają do lat 20. XX wieku. Tak sobie myślę, że Agatha Christie była doskonałą znawczynią ludzkich umysłów. Wiedziała, jakiego rodzaju słabostki tkwią w człowieku i właśnie tymi wadami obdarzała bohaterów swoich książek. Wiem, że czytelnicy znacznie bardziej cenią sobie Autorkę za jej doskonałe kryminały, niemniej powieści obyczajowe są również warte poznania, ponieważ widać w nich zupełnie inną Agathę Christie, co pozwala sądzić, że nie chciała, aby jej twórczość była jednokierunkowa.













wtorek, 6 października 2015

Mary Westmacott (Agatha Christie) – „Róża i cis”













Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Wrocław 2015
Tytuł oryginału: The Rose and the Yew Tree
Przekład: Maciej Grabski




Zapewne każdy słyszał o Agacie Christie, która uznanie czytelników zdobyła dzięki swoim niezwykłym powieściom kryminalnym. W jej nieprzeciętnej wyobraźni powstało wielu bohaterów, zaś do najbardziej znanych bez wątpienia należy zaliczyć Herkulesa Poirot oraz pannę Marple. Niemniej, tylko nieliczni wiedzą, że spod pióra Agathy Christie wychodziły także powieści obyczajowe, które Autorka stworzyła pod pseudonimem Mary Westmacott. Najprawdopodobniej w ten sposób chciała sprawdzić, czy popularność jej książek opiera się na jej wyjątkowym talencie, czy jedynie na sławie, którą już zdobyła dzięki kryminałom. A może stworzyła je po prostu dla zabawy? Co ważne, w 1971 roku Agatha Christie otrzymała Order Imperium Brytyjskiego, czyli odznaczenie ustanowione 4 czerwca 1917 roku przez króla Jerzego V (1865-1936).

Agatha Christie, urodziła się w zamożnej rodzinie w dniu 15 września 1890 roku jako Agatha Miller. Była bardzo zżyta ze swoją matką, natomiast wolny czas spędzała w swoim wielkim domu, opowiadając rozmaite historie. Kiedy dorosła poznała swojego pierwszego męża – pułkownika Archibalda Christie (1889–1962), który był pilotem w Królewskim Korpusie Lotniczym (z ang. Royal Flying Corps). Niestety, małżeństwo pisarki nie przetrwało próby czasu i para rozwiodła się w 1928 roku. Z ich związku narodziła się córka Rosalind Margaret Clarissa Hicks (1919-2004).

W grudniu 1926 roku Agatha Christie zniknęła na jakiś czas z życia publicznego, aż w końcu odnalazła się w hotelu Harrogate. Swoje zniknięcie tłumaczyła amnezją, która prawdopodobnie dotknęła ją po śmierci matki. Niedługo potem poznała swojego drugiego męża – sir Maxa Edgara Luciena Mallowana (1904-1978), który był archeologiem. Pisarka wyjeżdżała z nim na wykopaliska znajdujące się na Bliskim Wschodzie. Te podróże stały się dla niej inspiracją przy pisaniu powieści, gdyż to właśnie tam umiejscawiała akcje niektórych swoich książek. W czasie pierwszej wojny światowej Agatha Christie pracowała w szpitalu jako pielęgniarka i farmaceutka. Wtedy też poważnie zachorowała na grypę. Jak się potem okazało choroba sprawiła, że Agatha Christie zaczęła pisać. Jej pierwszą książką była Tajemnicza historia w Styles, którą wydała – po licznych odmowach wydawców i poprawkach – dopiero po wojnie w 1920 roku. W większości jej powieści podstawowym elementem jest morderstwo dokonane przy pomocy trucizny.  

Jak już wspomniałam wyżej, Agatha Christie napisała kilka powieści obyczajowych pod pseudonimem Mary Westmacott. Wśród tych książek znajdują się takie tytuły jak: Niedokończony portret, Róża i cis, W samotności, Brzemię, Córka jest córką oraz Chleb olbrzyma. Niemniej, największy światowy rozgłos przyniosły jej powieści kryminalne, których sprzedaż sięgnęła ponad miliard egzemplarzy w języku angielskim oraz kolejny miliard w innych językach świata. We Francji do roku 2003 książki Agathy Christie zostały sprzedane w czterdziestu pięciu milionach egzemplarzy. W 1973 pisarka przeszła udar mózgu i z tego też powodu przestała pisać. Zmarła 12 stycznia 1976 roku.

Agatha Christie
w wieku trzydziestu pięciu lat
Róża i cis to powieść, w której czytelnik nie znajdzie praktycznie żadnych sekretów, ponieważ fabuła ukierunkowana jest bardziej na stany emocjonalne poszczególnych bohaterów. Narratorem jest tutaj niejaki Hugh Norreys, zaś akcja powieści rozgrywa się tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Pewnego dnia do paryskiego biura Hugh przychodzi tajemnicza kobieta, która twierdzi, że nazywa się Catherine Yougoubian i jest znajomą Johna Gabriela, który właśnie jest umierający. Jej zdaniem Norreys powinien jak najszybciej udać się do mieszkania, gdzie dogorywa John Gabriel, gdyż ten jeszcze przed śmiercią pragnie się z nim widzieć. Widocznie ma Hugh coś ważnego do powiedzenia. Niestety, z jakiegoś niezrozumiałego zarówno dla Catherine Yougoubian, jak i dla czytelnika powodu, Norreys nie chce tam pójść, ponieważ uważa, że znajomość z Johnem Gabrielem była najgorszą rzeczą, jaka przytrafiła mu się w życiu. Jak można sobie wyobrazić, Catherine Yougoubian jest wstrząśnięta taką odpowiedzią. Czy zatem kobieta zdoła przekonać naszego narratora, aby ten odwiedził swojego znajomego, nawet jeśli faktycznie w przeszłości poważnie się poróżnili? Co takiego stało się, że Hugh Norreys reaguje tak negatywnie na samo brzmienie nazwiska swojego kolegi?

W tym momencie cofamy się w czasie i pozwalamy, aby Hugh Norreys opowiedział nam od samego początku historię swojej znajomości z Johnem Gabrielem. Obydwaj panowie spotkali się w niezwykle malowniczej kornwalijskiej miejscowości o nazwie St Loo, gdzie w domu swojego brata Hugh dochodził do siebie po bardzo poważnym wypadku samochodowym, na skutek którego został sparaliżowany i od tamtego momentu poruszał się jedynie na wózku inwalidzkim. Zarówno brat, jak i bratowa zapewnili naszemu bohaterowi jak najlepsze warunki, więc jego rekonwalescencja przebiegała dość pomyślnie, nie licząc incydentalnych załamań nerwowych. No cóż, nie ma się czemu dziwić. Przecież Hugh był zdrowym trzydziestoparoletnim mężczyzną, który nagle musiał diametralnie zmienić swoje życie, a właściwie został do tego zmuszony przez okrutny los.

W domu Roberta i Teresy na brak rozrywek Hugh raczej nie może narzekać, zważywszy że wciąż odwiedzają go rozmaici ludzie. W zamku St Loo mieszkają trzy wytworne damy, które bardzo często zaszczycają Hugh swoim towarzystwem, nie bacząc na to, czy sam zainteresowany tego chce, czy też jest to dla niego męczące. W rzeczonym zamku mieszka także młoda kobieta Isabella Charteris. Isabella jest piękną arystokratką, która planuje poślubić swojego dalekiego kuzyna. Na chwilę obecną z niecierpliwością oczekuje jego powrotu do domu. Ta niezwykła kobieta zwraca także uwagę samego Hugh Norreysa. Mężczyzna uwielbia z nią rozmawiać i zawsze cieszy się, kiedy widzi ją na drodze, jak zmierza w kierunku domu jego brata. Czuje bowiem, że Isabella jest jego bratnią duszą. W dodatku arystokratka różni się od innych kobiet sposobem zachowania i przede wszystkim intelektem.

W tym samym czasie na drodze naszego narratora staje również wspomniany już John Gabriel, który jest kandydatem do parlamentu z ramienia Partii Konserwatywnej. Mężczyzna powszechnie uchodzi za bezwzględnego oportunistę, awanturnika, a nawet prostaka. Niemniej są też tacy, którzy twierdzą, że John Gabriel jest człowiekiem niezwykle bystrym, wielkodusznym i całym sercem oddanym lokalnej społeczności. Na pewno w kreowaniu takiego, a nie innego wizerunku, pomaga mu wojenna przeszłość, która budzi wielki szacunek do jego osoby wśród potencjalnych wyborców. Jaka zatem jest prawda? Czy John Gabriel jest uczciwy wobec tych, którzy mu ufają? A może mężczyzna coś ukrywa? Czy faktycznie ma szansę zostać wybranym do parlamentu? Czy nadaje się do pełnienia tak odpowiedzialnej funkcji i reprezentowania społeczeństwa na tak wysokim szczeblu władzy?

Agatha Christie w swojej powieści ogromny nacisk położyła na stronę psychologiczną. Choć generalnie książka traktowana jest w kategoriach romansu, to jednak dla mnie jest to powieść psychologiczno-obyczajowa z dramatycznym zakończeniem. Mogłoby się wydawać, że skoro narratorem jest Hugh Norreys, to cała ta historia dotyczy właśnie tej postaci. Otóż nie. Fabuła powieści skupiona jest tak naprawdę na Johnie Gabrielu, ponieważ jest on tutaj kluczem do zrozumienia wielu kwestii. Na pewno jedną z nich jest powód dla którego Hugh nie chciał odwiedzić go na łożu śmierci. John Gabriel jest typowym przykładem człowieka fałszywego i dwulicowego. Jest on też doskonałym manipulantem, który zręcznie potrafi podporządkować sobie innych i sprawiać wrażenie człowieka bez zarzutu, podczas gdy prawda jest zupełnie inna. To wszystko powoduje, że przyciąga do siebie kobiety, które bardzo łatwo zakochują się w nim.

Moim zdaniem oprócz narratora najbardziej rozsądną postacią w całej tej galerii bohaterów jest bratowa Hugh Norreysa, która nie waha się wypowiedzieć własnego zdania wtedy, kiedy uważa, że jest to konieczne. Ale czyż nie ma w swoim przekonaniu racji? Czy to źle, że nie daje się oczarować innym? Autorka porusza też problem przemocy domowej, ukazując kobietę, która tak naprawdę uwielbia być traktowana przez swojego męża twardą ręką. Bo jak inaczej można zrozumieć jej zachowanie, skoro po rozpadzie jednego związku, z łatwością brnie w dokładnie taki sam, zmieniając jedynie mężczyznę?

Róża i cis to pierwsza książka Agathy Christie, którą przeczytałam. Dotychczas nie zdążyłam poznać jej powieści kryminalnych, które zapewne napisane są w zupełnie innym klimacie niż niniejsza historia. Niemniej, muszę przyznać, że książka Róża i cis bardzo mi się podobała. Doskonale oddaje atmosferę tamtych lat, kiedy Wielka Brytania świętowała zwycięstwo nad Trzecią Rzeszą, a ludzie zaczynali wierzyć w przyszłość. Poza tym jest to także historia niezwykle łagodna w odbiorze. Nie ma w niej jakichś niepotrzebnych zrywów emocjonalnych. Moją uwagę zwróciły również niesamowicie inteligentne dialogi. To wszystko sprawia, że książkę czyta się z ogromnym zainteresowaniem. Z kolei ze względu na zakończenie powieść można określić mianem dramatu psychologicznego.














piątek, 5 lipca 2013

Fatalne zauroczenie





Brytyjczycy generalnie fascynują się opowieściami na temat morderstw oraz kryminałami. Niektórzy zdolni są wręcz do tego, aby spędzać weekendy w hotelach, gdzie próbują rozwiązać wyimaginowaną zagadkę kryminalną. Simon Brett – pisarz zajmujący się tworzeniem tajemniczych historii kryminalnych – pewnego dnia próbował odnaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego wszyscy chcą wiedzieć „kto to robi?”, czyli innymi słowy, dlaczego ludzie tak bardzo pragną poznać sprawcę morderstwa.

Agatha Christie (1890-1976)
Bez wątpienia królową w tworzeniu tajemniczych historii kryminalnych była Agatha Christie. Chociaż zmarła wiele lat temu, to jednak jej powieści wciąż sprzedają się w ogromnych nakładach. Zostały przetłumaczone na więcej niż sto języków i sprzedane w ponad dwóch bilionach egzemplarzy.

Przesłanie powieści Agathy Christie nie jest bynajmniej trudne do zrozumienia, zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w innych krajach świata. Każda z jej książek jest doskonale i jasno skonstruowana. Autorka wykorzystuje postaci, które można bardzo łatwo rozpoznać, a wątek kryminalny rozwija się niczym mechanizm zegara. Lecz najważniejsze w tym wszystkim jest to, że wszystkie jej opowieści zespalają się w jedną całość i wygląda to tak, jakby czytelnik układał puzzle.

Niemal wszystkie powieści Agathy Christie zaczynają się od morderstwa i jednocześnie pojawia się pytanie „kto to robi?”, natomiast wszystkie te historie kończą się rozwiązaniem kryminalnej zagadki. Czytelnik ma niesamowitą frajdę, kiedy podczas czytania może kierować się wskazówkami ukrytymi w danej opowieści, co sprawia, że jest w stanie samodzielnie rozwiązać zagadkę jeszcze zanim Autorka ujawni zakończenie. Taka forma przemawia do najsilniejszego ludzkiego instynktu, jakim jest ciekawość.

Wiele tajemnic rozwiązywanych jest przez tego samego detektywa, jakim jest pretensjonalny Belg – Herkules Poirot – lub pozornie nieszkodliwa starsza pani – Panna Marple. Agatha Christie stworzyła szczególny schemat swoich opowieści, który ostatecznie stał się tak samo dobrze znany jak jej bohaterowie. Mowa tutaj o Anglii w latach pomiędzy dwiema wojnami światowymi, gdzie swego rodzaju połączone społeczności żyją w spokojnych wioskach lub bogatych folkowych miastach. Ludzie ci zazwyczaj spotykają się tam w czasie weekendów w ogromnych i tajemniczych domach.

Świat wykreowany przez Agathę Christie kieruje się sztywną społeczną hierarchią. Właściciele tych wiejskich domów najprawdopodobniej należą do arystokracji bądź stoją na samym jej szczycie lub są przedstawicielami takich grup zawodowych jak: lekarze, prawnicy czy biznesmeni. Na samym dole tejże hierarchii znajdują się zwykli ludzie, którzy generalnie w książkach pojawiają się jako służący, kucharze i ogrodnicy. Kiedy zostaje popełnione morderstwo, nie ma żadnych dowodów na to, aby móc zacząć prowadzić dochodzenie.

David Suchet jako detektyw Herkules Poirot
Powieściowe realia Agathy Christie nie są zupełnie takie, jak miałoby to miejsce w prawdziwym życiu. Zapewne jest to jeden z powodów, dla których jej książki wciąż są aktualne. Jest to świat bezpieczny i przewidywalny aż do momentu, kiedy ludzkie życie zostanie zniszczone. Tak więc zagadka kryminalna musi zostać rozwiązana, aby można było aresztować mordercę i przywróć spokój.

Większość życia Agathy Christie upłynęło w latach, kiedy w Anglii za morderstwo karano karą śmierci. Tak więc w jej książkach po rozwiązaniu zagadki kryminalnej i odnalezieniu mordercy następuje jego koniec. Autorka w tej kwestii nie stosowała żadnych półśrodków, w związku z czym czytelnik po skończonej lekturze może spać spokojnie bez obawy, że morderca znów zaatakuje.

Oczywiście w prawdziwym życiu tego rodzaju sytuacje nie mają miejsca. Kryminaliści często są bezkarni, ludzie błędnie osądzani, a do tego nierzadko mają miejsce pomyłki ze strony wymiaru sprawiedliwości. Generalnie świat realny nie jest miejscem bezpiecznym. Dlatego też tak wielu czytelników uwielbia zagłębiać się w staromodnych opowieściach kryminalnych, których zakończenie jest niezwykle przewidywalne i zapewnia bezpieczeństwo.

Joan Hickson (1906-1998) jako Panna Marple
Agatha Christie bez wątpienia pisała „po staroświecku”, oczywiście z naszego punktu widzenia. Niektórzy współcześni twórcy kryminałów nadal wzorują się na tego rodzaju powieściach. Niemniej dzisiejsze historie kryminalne są znacznie bardziej skomplikowane pod względem moralnym i psychologicznym, niż te tworzone, choćby przez Agathę Christie. Dzisiaj oprócz pytania „kto to robi?” stawia się jeszcze inne – „dlaczego to zrobił?” Tacy pisarze jak: PD James, Ruth Rendell, Thomas Harris i wielu innych, znacznie bardziej interesują się zrozumieniem stanu umysłu mordercy i tego, co sprawiło, że dana osoba zabiła. Świat współczesnych kryminałów jest bardziej mroczny, niż ten, który kreowała Agatha Christie. Obecnie większość kryminałów jest tak skonstruowanych, aby móc wywołać dyskusje wśród czytników. U Agathy Christie próżno jest szukać tematu do rozmowy na temat sposobu rozwiązania zagadki kryminalnej, ponieważ ona wszystko podaje czytelnikowi na tacy.

Niemniej uczucie Brytyjczyków do tego, co Amerykanie powszechnie nazywają „przytulną” szkołą kryminałów jeszcze nie umarło. Morderstwo wciąż traktowane jest jako jeden z elementów rozrywki i programy telewizyjne wypełnione są kryminałami, które kończą się aresztowaniem mordercy.

Kolejną oznaką tego, jak bardzo popularne stają się „Weekendowe Zagadki Kryminalne”, są oferty hoteli w tym zakresie. Goście podejmują się zagrania ról osób podejrzanych o dokonanie przestępstwa, spędzając weekendy właśnie w hotelach i próbując dowiedzieć się kto spośród nich jest „mordercą”. Są też organizowane przyjęcia, na których gromadzą się grupy przyjaciół, aby rozwiązać przy stole kryminalną zagadkę, wykorzystując specjalnie przygotowane wcześniej informacje na temat postaci, których role odgrywają i ich miejsca pobytu. Jeśli ktoś nie zdecyduje się na tego rodzaju uczestnictwo w wykrywaniu „mordercy”, to zawsze może skorzystać z szeregu gier planszowych czy komputerowych, które doskonale sprawdzają umiejętności detektywistyczne osoby zainteresowanej.

Wydaje się jednak, że apetyt na odnalezienie odpowiedzi na pytanie „kto to robi?” jest nienasycony. W przypadku niektórych osób może stać się nawet obsesją. Są tacy, którzy wciąż wysyłają listy pod adres 22 I b Baker Street, London, pod którym mieszka powieściowy Sherlock Holmes – możliwe, że najbardziej znany fikcyjny detektyw. W swoich listach ludzie ci proszą go o pomoc w rozwiązaniu rozmaitych kryminalnych zagadek. Tych listów do „wielkiego detektywa” jest tak dużo, że firma, która obecnie urzęduje pod tym adresem zatrudniła osobę, do której obowiązków należy odpowiadanie na nie.

Tak więc jak długo ludzki mózg będzie kierować się ciekawością – co bez wątpienia wydaje się bardzo prawdopodobne – tak długo ludzie będą pozostawać pod wpływem „fatalnego zauroczenia”.



BBC English, December 2011
Przekład: Agnes Anne Rose