Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saga rodzinna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saga rodzinna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 września 2025

Dorota Ponińska – „Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej”

 





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję!

Wydawnictwo: ZNAK
Kraków 2025
 
Na początku XX wieku, w świecie europejskiej arystokracji, gdzie wartość rodu mierzono rozległością majątków, a małżeństwa zawierano z pobudek politycznych i ekonomicznych, nie zaś z miłości, pojawiła się postać, która odważyła się przeciwstawić obowiązującym normom – księżna Daisy. W swojej najnowszej powieści Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej Dorota Ponińska zaprasza czytelnika do świata pełnego luksusu, dworskich intryg i głęboko poruszających dramatów, kreśląc portret kobiety niezwykłej – olśniewającej, a zarazem doświadczonej przez los. Już na pierwszych stronach książki autorka wprowadza nas w kluczowy moment życia Daisy – scenę zaręczyn z Hansem Heinrichem XV von Pless, starszym od niej o dwanaście lat arystokratą. Jej szczere słowa: „Ale ja pana prawie nie znam… I mówiąc prawdę, nie kocham”, spotykają się z pobłażliwym uśmiechem przyszłego męża i jego zapewnieniem, że uczucie pojawi się po ślubie. Ta deklaracja staje się jak cień, który towarzyszy Daisy przez całe życie – pytanie, czy pustka w sercu zostanie kiedyś wypełniona, i jeśli tak, to przez kogo? Czy będzie to sam cesarz Wilhelm II – potężna, choć kontrowersyjna postać, obecna zarówno w historii, jak i w osobistym świecie księżnej?
 
Mary Theresa Olivia Cornwallis-West, znana szerzej jako Daisy, przyszła na świat w 1873 roku w Anglii, w rodzinie arystokratycznej, która choć zamożna, znajdowała się już w fazie schyłkowej. Od najmłodszych lat wyróżniała się wyjątkową urodą, bystrością umysłu i niezależnością, cechami, które jednych zachwycały, innych zaś wprawiały w zakłopotanie w konserwatywnym środowisku, w którym dorastała. Jej związek małżeński z Hansem Heinrichem XV, spadkobiercą jednej z najzamożniejszych rodzin w Cesarstwie Niemieckim, dla wielu był spełnieniem marzeń – Daisy poślubiła księcia von Pless, stając się księżną pszczyńską i panią na rozległych dobrach obejmujących Pszczynę oraz słynny zamek Książ na Śląsku. To małżeństwo łączyło nie tylko dwa wpływowe rody, ale również dwie odmienne kultury – swobodny, angielski styl życia i rygorystyczną pruską etykietę. Wchodząc w tę nową rzeczywistość, Daisy musiała sprostać licznym oczekiwaniom związanym z jej statusem – od roli reprezentacyjnej, przez obowiązki matki przyszłych dziedziców, po funkcję opiekunki lokalnej społeczności.


Hans Heinrich XV, książę von Pless, mąż Daisy



Los księżnej Daisy był nierozerwalnie spleciony z majestatycznym zamkiem Książ (niem. Schloss Fürstenstein), który stał się centrum jej nowej rzeczywistości. Ta architektoniczna perła Dolnego Śląska, wznosząca się dumnie na skalnym cyplu, stanowi świadectwo wielowiekowej historii i władzy. Początki zamku sięgają XIII stulecia, kiedy to książę Bolesław I Surowy ze Świdnicy i Jawora zbudował tu warownię mającą strzec granic księstwa. Przez kolejne wieki twierdza przechodziła z rąk do rąk – należała do Piastów, Czechów, Węgrów, Habsburgów – aż w XVII wieku znalazła się w posiadaniu rodu Hochbergów, z którego wywodził się mąż Daisy. To właśnie pod ich opieką zamek zyskał swój barokowy, a później neorenesansowy charakter, stając się jedną z najokazalszych rezydencji na Śląsku, symbolem prestiżu i potęgi. Gdy Daisy zamieszkała w Książu, rezydencja tętniła życiem – odbywały się tu wystawne bale, dyplomatyczne przyjęcia, polowania oraz spotkania z najważniejszymi osobistościami epoki, w tym z cesarzem Wilhelmem II. Choć życie w zamku pełne było przepychu, wiązało się również z surowym protokołem i licznymi oczekiwaniami, które dla młodej, niezależnej Angielki okazywały się często trudne do zniesienia. Dorota Ponińska w swojej powieści z dużą wrażliwością oddaje atmosferę tego świata – pełnego blasku, lecz dla kobiet często zamkniętego niczym złota klatka.
 
Autorka, łącząc skrupulatność historyczną z artystyczną swobodą, tworzy portret Daisy jako kobiety, która mimo otaczającego ją luksusu, zmagała się z głębokimi osobistymi dramatami. Powieść przenosi czytelnika w epokę, gdy arystokratyczny porządek chylił się ku upadkowi, a nad Europą gromadziły się złowrogie chmury nadchodzącej wojny. W tym kontekście historycznym Dorota Ponińska ukazuje Daisy jako osobę odważną, gotową kwestionować ustalone zasady, dążącą do miłości i osobistego spełnienia – nawet jeśli oznaczało to złamanie konwenansów i wystawienie się na krytykę. Jej życie, pełne zwrotów akcji i dworskich intryg, w którym zdrady i romanse nie są jedynie elementem sensacyjnym, lecz wyrazem głębokiej potrzeby bliskości i zrozumienia, staje się opowieścią o kobiecie szukającej własnego miejsca w świecie, który nie zawsze pozwalał jej być sobą.


Daisy, księżna von Pless, jako Kleopatra podczas balu
w Devonshire House w 1897 roku.
Zdjęcie pochodzi z kolekcji National Portrait Gallery.
Domena publiczna

 
Książka Doroty Ponińskiej to nie tylko pasjonująca powieść biograficzna, ale również wnikliwe studium kobiecej psychiki wplecionej w burzliwy nurt historii. Czytelnik z zainteresowaniem śledzi przemiany w relacjach Daisy – zarówno z jej mężem i dziećmi, jak i z mężczyznami, których obecność przynosi jej nie tylko szczęście, ale też ból. Autorka z wyjątkową wprawą łączy historyczne fakty z literacką fikcją, tworząc spójną i poruszającą narrację. Nie stroni od trudnych tematów: samotności w małżeństwie, społecznych oczekiwań, utraty oraz poszukiwania sensu w świecie, który ulega gwałtownym przemianom. Książka staje się zwierciadłem, w którym odbijają się złożone emocje i namiętności, a pytania o miłość i szczęście nabierają uniwersalnego wymiaru, poruszając czytelnika niezależnie od tego, w jakim gatunku literackim gustuje.
 
Jednym z najważniejszych walorów tej powieści jest sposób, w jaki Dorota Ponińska ożywia postaci historyczne. Daisy nie jawi się jako schematyczna bohaterka z kart podręcznika, lecz jako pełnokrwista kobieta – pełna sprzeczności, jednocześnie delikatna i silna. Jej nieustanne dążenie do autentyczności, do realizacji własnych pragnień w świecie zdominowanym przez męskie ambicje i sztywne reguły, czyni ją postacią fascynującą i godną podziwu. Autorka nie popada w idealizację – ukazuje zarówno jasne, jak i ciemne strony Daisy, jej momenty chwały i bolesne porażki. To właśnie ta złożoność sprawia, że bohaterka staje się bliska czytelnikowi, a jej historia rezonuje z osobistymi doświadczeniami. Dorota Ponińska umiejętnie buduje napięcie, prowadząc czytelnika przez meandry dworskich intryg, zakazanych relacji i politycznych zależności. Każda strona tej książki to wyprawa w głąb minionej epoki, gdzie za fasadą elegancji i bogactwa kryły się brutalność i obłuda.


Cesarz Wilhelm II Hohenzollern (1902)
autor: Thomas Heinrich Voigt
(lub ktoś z jego studia fotograficznego)

 
Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej to nie tylko opowieść o uczuciach – miłości, zdradzie, nadziei i rozczarowaniu – lecz także rozbudowana saga rodzinna osadzona w czasach wielkich przemian, gdy stare imperia traciły grunt pod nogami, a znany porządek świata nieuchronnie chylił się ku upadkowi. Dorota Ponińska nie ogranicza się do przedstawienia losów jednej z najbardziej intrygujących arystokratek swojej epoki, lecz podejmuje refleksję nad istotą ludzkiego szczęścia, nad ceną, jaką płaci się za niezależność, oraz nad tym, czy miłość może rzeczywiście pojawić się po ślubie, czy też musi być odnaleziona w innych, często bardziej złożonych przestrzeniach życia. Powieść przypomina misternie utkaną tkaninę, w której osobiste dramaty splatają się z wielką historią, tworząc narrację jednocześnie kameralną i monumentalną.
 
Autorka zasługuje na szczególne uznanie za wyjątkową lekkość i precyzję językową, dzięki której kreuje sugestywne, niemal malarskie obrazy dawnej epoki. Czytelnik ma wrażenie, że niemal fizycznie odczuwa atmosferę pałacowych wnętrz, słyszy szelest jedwabnych sukien i echa wystawnych balów. Ten zmysłowy sposób przedstawienia świata Daisy sprawia, że lektura staje się nie tylko poznaniem historii, ale wręcz intensywnym doświadczeniem. Dorota Ponińska z dużą wprawą posługuje się słowem, by oddać głębię emocji, skomplikowane relacje i wewnętrzne rozdarcia bohaterów, pozwalając czytelnikowi całkowicie zanurzyć się w opowieści. Powieść oparta jest na rzetelnych badaniach historycznych, co nadaje jej wiarygodności i autentyczności, lecz nigdy nie odbywa się to kosztem wartkiej, angażującej fabuły.


Zamek Książ w latach 20. XX wieku



Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej autorstwa Doroty Ponińskiej to powieść, która z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom historii, romansów oraz pełnych dramatyzmu sag rodzinnych. Autorka stworzyła dzieło będące jednocześnie wiernym obrazem epoki i poruszającą narracją o złożonym, pełnym sprzeczności życiu wyjątkowej kobiety. To opowieść o tęsknocie za miłością i poszukiwaniu sensu w świecie, który oferował wszystko – z wyjątkiem tego, czego Daisy pragnęła najbardziej. Dorota Ponińska umiejętnie podsyca ciekawość, pozostawiając czytelnika z pytaniami, które prowokują do głębszych przemyśleń nad losem bohaterki i nad tym, jak wielkie wydarzenia historyczne wpływają na indywidualne wybory. Czy uczucie, które miało pojawić się po ślubie, rzeczywiście nadeszło? Czy więź z cesarzem Wilhelmem II wykraczała poza ramy dyplomatycznej uprzejmości? Jak potoczyły się losy kobiety, która jako Angielka w Niemczech musiała zmierzyć się z wojną, która odmieniła oblicze Europy? Odpowiedzi na te pytania kryją się na kartach powieści – książki, która z powodzeniem zaspokaja głód historii, dworskich intryg i autentycznych emocji. To lektura, którą warto polecić każdemu, kto pragnie zanurzyć się w świat minionej arystokracji, pełen pałacowego przepychu, skandali i namiętności, które – mimo upływu czasu – wciąż budzą fascynację.



Agnieszka Różycka
tłumaczka, eseistka, autorka, dziennikarka





sobota, 30 czerwca 2018

Maria Paszyńska – „Dziewczęta wygnane. Owoc granatu” #1











Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!



Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2018


Borysław to miasto położone około stu kilometrów na południe od Lwowa. Przed wybuchem drugiej wojny światowej należało do Polski, natomiast obecnie są to tereny Ukrainy. Do 1939 roku zamieszkiwane było przez czterdzieści trzy tysiące ludzi (obecnie około trzydzieści siedem tysięcy). Czternaście tysięcy z nich stanowili Żydzi, około siedem tysięcy to ludność pochodzenia ruskiego (Rusini), natomiast jakieś sto osób było narodowości innej niż powyższe (Francuzi, Niemcy, Anglicy). Ponieważ charakterystycznym elementem miasta od dziesiątek lat jest przemysł naftowy, większość mieszkańców tamtego okresu w mniejszym lub większym stopniu była z nim związana. Ludność Borysławia miała wówczas trzech wrogów. Z jednej strony zagrażali miastu Niemcy, z drugiej bolszewicy, a z trzeciej wspomniani wyżej Rusini, których jeszcze przed wybuchem wojny Niemcy buntowali przeciwko Polakom. Kiedy było już wiadomo, że wojna z Trzecią Rzeszą jest nieunikniona, mieszkańcy Borysławia obawiali się nie tylko nadchodzących wojsk niemieckich, ale także Rusinów, których w miarę trwania okupacji zaczęto nazywać „Ukraińcami”. Ich strach był o tyle bardziej uzasadniony, że w mieście zostało bardzo mało mężczyzn, którzy mogliby go bronić, gdyż rezerwiści i spora część polskiej młodzieży w wieku poborowym zasiliła szeregi armii. Wielu mężczyzn uciekło również za granicę w obawie przed Niemcami, pozostawiając w domach kobiety i dzieci.

W drugiej połowie września 1939 roku w Borysławiu oraz pobliskich miejscowościach nie było żadnej władzy administracyjnej czy wojskowej. Rząd polski już się ewakuował, zaś hitlerowcy jeszcze nie weszli do miasta. Natomiast Polacy raczej nie wychodzili na ulice, aby nie narażać się na różnego rodzaju prześladowania ze strony Ukraińców, którzy zamieszkiwali wtedy nie tylko Borysław, lecz także okoliczne miejscowości, jak na przykład Tustanowice. W miarę jak armia niemiecka zbliżała się do miasta, Rusini zaczęli czuć się coraz swobodniej i zachowywać się coraz bardziej prowokacyjnie, spacerując po ulicach z bronią i grożąc Polakom śmiercią. Nastał więc czas wielkiego strachu i oczekiwania tego, co najgorsze. Polacy bali się zarówno nieznanego wroga, czyli Niemców, jak i tego, z którym do tej pory żyli na co dzień, a który z łatwością mordował pojedynczych polskich żołnierzy powracających do swoich domów z rozbitych oddziałów wojskowych. Jego ofiarami padali również zwykli cywile, którzy uciekali przed inwazją Trzeciej Rzeszy. Rozpoczęło się zatem istne polowanie na Polaków nazywanych przez Ukraińców „Lachami”.

Borysław (1926)
Na zdjęciu widać wieże wiertnicze charakterystyczne dla przemysłu naftowego.

autor: Mieczysław Orłowicz (1881-1959)
źródło: Biblioteka Narodowa

Przed wybuchem drugiej wojny światowej mówiono, że Borysław to stolica polskiej nafty. W tamtym czasie było to bowiem najbogatsze polskie miasto. Jego gwałtowny rozwój nastąpił na początku XIX wieku. Niemniej było to także miasto kontrastów, ponieważ obok nowoczesnych budowli, stały tam również stare, drewniane i zbutwiałe domki oblepione gliną zmieszaną ze słomą, która miała chronić przed silnymi mrozami panującymi zimą w tamtych okolicach. Znajdowały się też nowoczesne sklepy z pięknymi wystawami. Przez sklepowe witryny ludzie mogli zobaczyć różnego rodzaju i kalibru towary zarówno krajowe, jak i zagraniczne. Niestety, były też bardzo ubogie stragany sklecone ze starych desek i pordzewiałej blachy. Niemniej od dnia odzyskania niepodległości do chwili wybuchu wojny Borysław bardzo szybko zmienił się na korzyść. Miasto zostało bowiem skanalizowane, likwidacji uległy drewniane chodniki, które zastąpiono kamiennymi, zaś w centrum poszerzono ulice, a niektóre z nich wyłożono nawet kostką granitową. Wybudowano też kilka nowych ulic wraz z kamiennymi chodnikami. Jednakże to, co tak naprawdę wyróżniało Borysław, to las wież wiertniczych. Szczególnie nocą były one widoczne, kiedy swoją iluminacją oczarowywały każdego przybysza. W dodatku bezustanny odgłos pracy maszyn parowych stanowił swoistą symfonię tego przemysłowego miasta.

W latach 30. XX wieku Borysław posiadał sprawną konną straż ogniową, która świetnie radziła sobie z pożarami na terenach górzystych, gdzie nie mogły dojechać samochody. Z kolei w północnej części miasta znajdowała się kopalnia wosku ziemnego wydobywanego metodą górniczą. Przed wojną w Borysławiu były też kościoły: trzy rzymskokatolickie, cztery cerkwie grekokatolickie oraz trzy żydowskie bożnice. Znajdowało się również dziewięć szkół powszechnych, a także prywatne gimnazjum i liceum ogólnokształcące, średnia szkoła handlowa, żeńska szkoła zawodowa, szkoła wiertnicza oraz szkoły przemysłowe przeznaczone dla rzemieślników. Istniały również liczne organizacje o charakterze politycznym, co sprawiało, że pod tym względem Borysław znacznie wyprzedzał inne większe polskie miasta.


Borysław. Ulica Kościuszki (1915)
autor nieznany
źródło: Biblioteka Narodowa

Niemcy wkroczyli do Borysławia około 20 września 1939 roku. W Tustanowicach, gdzie znajdowało się centrum osiedla ruskiego, byli witani dosłownie chlebem i solą, a ówcześni przedstawiciele tamtych władz wygłosili mowę powitalną na ich cześć, w której pod niebiosa wychwalano Adolfa Hitlera (1889-1945) i Trzecią Rzeszę, jednocześnie szkalując i mówiąc wszystko, co najgorsze o rządzie polskim. W przekonaniu Rusinów to właśnie hitlerowcy mieli zapewnić im wolność, na którą tak długo czekali. W pierwszych dniach okupacji Niemcy nie prześladowali jeszcze ludności polskiej, więc można było bez strachu wychodzić z domów, robić zakupy czy zaspokajać inne potrzeby. Gorzej było ze strony Rusinów. Pałali do Polaków tak wielką nienawiścią, że zaczęli prosić Niemców o pozwolenie na ich mordowanie, na co ci nie wyrazili zgody, a to sprawiło, że Rusini poczuli się mocno rozczarowani.

Niemcy okupowali Borysław przez około dziesięć dni, a potem oddali go Armii Czerwonej, która w dniu 17 września 1939 roku wkroczyła bezprawnie do Polski. Był to akt agresji ze strony Związku Sowieckiego wobec Polski i narodu polskiego. W konsekwencji tego haniebnego działania, którego celem było zagarnięcie polskich ziem wschodnich, zginęło pół miliona ludności polskiej. Zarówno wojskowi, jak i cywile zostali bestialsko wymordowani przez NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych), czyli Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Wtedy też zaczęły się masowe wywózki Polaków na Syberię lub do Kazachstanu. Wywożenie miało miejsce przeważnie w nocy pomiędzy godziną drugą a trzecią, czyli tuż przed świtem, kiedy człowiek z reguły pogrążony jest w najgłębszym śnie. Aresztowanym rodzinom pozwalano zabrać ze sobą jedynie podręczny bagaż, na spakowanie którego enkawudziści dawali tylko piętnaście minut. W praktyce były to dwie walizki lub dwa tobołki. Przed opuszczeniem Borysławia, Niemcy w swoim rozporządzeniu napisali, że Polacy, podobnie jak ludność pochodzenia niemieckiego, mogą również opuścić miasto i udać się na zachód przez San. W związku z tym wśród Polaków wytworzyły się dwa przeciwstawne obozy, ponieważ jedni chcieli natychmiast wyjechać, uciekając przed bolszewikami, inni zaś uważali, że trzeba zostać w domu, ponieważ wierzyli, że większa liczba Polaków będzie w stanie osłabić sowieckie roszczenia do tych ziem.


Borysław. Dworzec kolejowy (1905)
autor nieznany
źródło: Biblioteka Narodowa

W takich okolicznościach przychodzi żyć bohaterom najnowszej powieści autorstwa Marii Paszyńskiej. Poznajemy ich latem 1939 roku, czyli tuż przed wybuchem wojny. Na pierwszy plan wysuwają się bliźniaczki: Stefania i Elżbieta Łukowskie. Na co dzień mieszkają właśnie w Borysławiu, lecz każdego roku spędzają wakacje u dziadków Białkowskich we dworze. Ich ojciec to oficer Wojska Polskiego, natomiast matka zajmuje się domem, mając na wychowaniu dwuletniego synka, Lucka. Dziewczyny mają piętnaście lat, więc są już w miarę samodzielne. Każda z nich ma swoje marzenia i plany na przyszłość. Pomimo że są bliźniaczkami, to jednak różnią się pod względem charakteru. Stefania to typowa panna z dobrego domu, która jest świadoma własnej urody, pracą się brzydzi, bo wszak od tego jest służba, pragnie wyjść za mąż za chłopaka z wyższej sfery, ponieważ nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby kiedykolwiek biedować albo znaleźć się na językach innych ludzi, tylko dlatego, że nie potrafiła zadbać o to, by dobrze się w życiu ustawić. Z kolei Elżbieta, zwana przez bliskich Halszką, to zupełne przeciwieństwo Stefanii. Dziewczyna nie boi się pracy, porozmawia z każdym, bez względu na jego status społeczny czy majątkowy, nie jest egoistką, jak jej siostra, i poza czubkiem własnego nosa dostrzega coś jeszcze.

Wydaje się, że dziewczyny są sobie bliskie, lecz to jedynie pozory. Prawda wygląda zupełnie inaczej i jeśli do tej pory nie było tego widać, to tylko dlatego, że nie było ku temu okazji. Wszystko bowiem zmienia się, kiedy Elżbieta poznaje przystojnego Jędrzeja Walickiego, który podobnie jak bliźniaczki, również spędza wakacje u rodziny na wsi. Jędrzej studiuje we Lwowie medycynę i nie podoba mu się wiele z tego, co się obecnie dzieje. Nie jest ślepy i widzi, jak traktowani są Żydzi, którzy przecież niczemu nie są winni. Nacjonalizm i antysemityzm zaczynają w Polsce coraz bardziej przybierać na sile, a dowodem tego są tak zwane „getta ławkowe”. Chłopak boi się, że jeszcze trochę, a zrobi się naprawdę niebezpiecznie. Swoimi obawami dzieli się z Halszką, która doskonale go rozumie, co jeszcze bardziej przyciąga go do niej. Jędrzej jest pewny, że pewnego dnia Elżbieta zostanie jego żoną. Niestety, ani Halszka, ani młodzieniec nie wiedzą, że chłopak wpadł już wcześniej w oko Stefanii. Dzień, w którym Stefcia dowiaduje się o tym, jak bardzo Elżbieta stała się bliska jej ukochanemu, jest ostatnim dniem, kiedy dziewczyna jest w stanie zapanować nad swoją niechęcią do siostry. Nienawiść i chęć zemsty coraz bardziej przybierają na sile w jej młodym sercu, a to nie wróży niczego dobrego w obliczu zbliżającej się wielkimi krokami wojny.


Tak Sowieci świętowali atak na Polskę.
Na zdjęciu widać defiladę kawalerii po kapitulacji Lwowa;
Wały Hetmańskie obok Grand Hotelu (28 września 1939).

autor nieznany


Gdy nadchodzi pamiętny dzień 1 września 1939 roku wszyscy są przerażeni. Oczywiście młodzi mężczyźni, w tym Jędrzej Walicki, dostają powołanie do wojska. W jednostce wojskowej musi także stawić się Władysław Łukowski, czyli ojciec bliźniaczek. Pożegnanie jest bardzo wzruszające. Wtedy też ojciec przykazuje Elżbiecie – swojej ulubienicy – żeby opiekowała się rodziną pod jego nieobecność. Jak bardzo Halszka weźmie sobie do serca te słowa? Czy w toczącej się zawierusze wojennej będzie w stanie dotrzymać danego ojcu słowa? Czy mając u boku Stefanię, która jej nienawidzi, będzie mogła opiekować się matką, małym braciszkiem i dziadkami, nie mówiąc już o siostrze bliźniaczce? Zapewne łatwiej byłoby jej to zrobić, gdyby nie pewna mroźna lutowa noc 1940 roku. To wtedy do dworu wkraczają enkawudziści i każą się pakować. Jak wielki bagaż można ze sobą zabrać, kiedy sowieccy okupanci dają tylko piętnaście minut? Nie obywa się też bez brutalności ze strony żołnierzy. Nikt jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, co ich czeka i że być może Łukowscy i Białkowscy już nigdy się nie spotkają. I tak oto rozpoczyna się dramatyczna podróż Łukowskich w nieznane. Stłoczeni, niczym śledzie w beczce, w cuchnących bydlęcych wagonach jadą tam, skąd może już nie być powrotu. Tak ekstremalne warunki źle wpływają nie tylko na fizyczne zdrowie człowieka, ale także na jego psychikę, a gdy dodatkowo po drodze traci się kogoś najbliższego, to faktycznie można postradać zmysły. Do okrutnych Sowietów nie docierają żadne prośby. Śmieją się swoim ofiarom w twarz i świetnie się przy tym bawią.

Deportacja Polaków
z Kresów Wschodnich
Dziewczęta wygnane to pierwszy tom całkiem dobrze zapowiadającej się trylogii pod wspólnym tytułem Owoc granatu. Niniejsza powieść to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marii Paszyńskiej, które uważam za bardzo udane. Oczywiście tematyka książki nie jest dla mnie jakimś szczególnym zaskoczeniem, ponieważ tego typu publikacji czytałam już w swoim życiu całkiem sporo. Była to nie tylko beletrystyka, ale przede wszystkim literatura faktu: pamiętniki, dzienniki, wspomnienia czy reportaże. Poznałam też losy Polaków wywiezionych na Syberię z opowiadań osób, które miałam szczęście spotkać osobiście, a które jako dzieci zostały brutalnie pozbawione domu i razem z rodzicami musiały tułać się po obcej ziemi, nie mając nadziei na przeżycie. Dlatego też samo tło historyczne niniejszej lektury jest mi doskonale znane i podczas czytania wiedziałam z wyprzedzeniem, co będzie dalej i dokąd trafią bohaterowie. Mogę też przypuszczać, co takiego stało się z Władysławem Łukowskim, skoro był oficerem Wojska Polskiego. W związku z tym bardziej interesowała mnie kreacja poszczególnych postaci i ich reakcja na zaistniałe dramatyczne okoliczności.

Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście siostry Łukowskie. Jak już wspomniałam powyżej, dziewczyny są do siebie podobne jedynie pod względem urody, natomiast charaktery mają diametralnie różne. Niemniej okoliczności, w jakich muszą żyć zmuszają je do tego, aby inaczej spojrzeć na życie. Sytuacja, w jakich człowiek musi nagle egzystować, z reguły sprawia, że zmienia się jego postrzeganie świata. Czy tak samo dzieje się z dziewczętami? Nie do końca. Podczas gdy Elżbieta wie, że musi zrobić wszystko, aby przeżyć, gdyż jest odpowiedzialna za rodzinę i to nią musi się zająć, Stefania dba jedynie o własne dobro. Ona wciąż nie może zapomnieć, że Halszka odbiła jej ukochanego. Dla niej nie ma znaczenia, że na Syberii każdego dnia może stracić życie. Jedyne, co ją interesuje, to pielęgnowanie nienawiści do siostry. Wydaje się nawet, że utrata najbliższych niewiele ją obchodzi. To ona jest najważniejsza. Dlatego też wysoce prawdopodobne jest, że czytelnik znacznie większą sympatią zapała właśnie do Halszki, która jest w stanie naprawdę wiele znieść, aby tylko zapewnić bezpieczeństwo siostrze.

Na kartach powieści „żyją także bohaterowie drugoplanowi, którzy są równie istotni. Jedni pojawiają się na krótko, zaś inni pozostają dłużej. Są też tacy, którzy nie do końca pasują do fabuły, jak na przykład tajemnicza leśna szamanka otoczona krukami. Ten wątek zalatuje nieznacznie fantastyką i zastanawiam się, w jakim celu został wplątany do fabuły. Możliwe, że Autorka ma jakieś plany w związku z tą postacią i odkryje je w kolejnych częściach trylogii, a jeśli nie, to moim zdaniem szamanka pojawiła się w książce tylko po to, aby zwiększyć objętość powieści. Na chwilę obecną ta postać wydaje mi się zupełnie zbędna i niepasująca do całości. Ponadto mieszanie fantastyki, choćby bardzo delikatnej, z wydarzeniami, które stanowią fakt historyczny, nawet jeżeli bohaterowie są fikcyjni, nie do końca się sprawdza, przynajmniej w moim odczuciu. Bardzo dobrze natomiast opisane są losy Polaków nie tylko w trakcie przebywania na Syberii, ale przede wszystkim po jej opuszczeniu, co skutkuje dotarciem do Iranu.


Obóz polskich uchodźców w Iranie w 1943 roku
źródło: Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych


Zawsze trudno jest mi oceniać powieść, która stanowi część cyklu, ponieważ ze zrozumiałych powodów wiele wątków jest niedokończonych. Na tym etapie może bowiem wydawać się, że coś w powieści zgrzyta, jak wspomniana wyżej szamanka. Z drugiej strony jednak to, co teraz wydaje się błędem czy niedopowiedzeniem, w kolejnym tomie może zostać rozwinięte, a czytelnik czy recenzent stwierdzi, iż nie miał racji. Dlatego też powstrzymam się od jednoznacznej oceny Dziewcząt wygnanych i poczekam na kolejną część tej historii, która bez wątpienia jest wciągająca i bardzo dobrze się ją czyta. Jest ona również doskonała dla tych, którzy nie posiadają dostatecznej wiedzy na temat drugiej wojny światowej, a szczególnie tej części historii związanej z atakiem Sowietów na Polskę. Nie każdy bowiem zdaje sobie sprawę z tego, że my-Polacy też kiedyś byliśmy uchodźcami i bez pomocy życzliwych „obcych”, którzy narażali dla nas własne zdrowie i życie, nie dalibyśmy rady przeżyć.






___________________________________________
Informacje na temat Borysławia zaczerpnęłam z książki:
Adam Żarski, Okupacyjne wspomnienia z Borysławia i opowiadania z ZSRR, Wyd. Centrix.pl s.c. Krzysztof Cebula i Tomasz Kalota, Wrocław 2007 [klik].




środa, 10 maja 2017

Edyta Świętek – „Spacer Aleją Róż. Łąki kwitnące purpurą” # 2






RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

PATRONAT MEDIALNY

PREMIERA KSIĄŻKI 23. 05. 2017








Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki 
i Wydawnictwa. Dziękuję!



Wydawnictwo: REPLIKA
Zakrzewo 2017



W latach 50. XX wieku postępował proces odbudowy polskiego państwa ze zniszczeń powstałych na skutek działań wojennych. W związku z tym przygotowano kolejny plan – tym razem sześcioletni – przypadający na lata 1950-1956. Skupiał się on na rozbudowie przemysłu ciężkiego, który w zamyśle miał być nową lokomotywą polskiej gospodarki. Przekazywanie znaczących środków na rozbudowę zakładów przemysłowych negatywnie odbijało się jednak na innych sektorach, a szczególnie na rolnictwie, gdzie rozpoczęto proces kolektywizacji wsi. Władza komunistyczna rozpoczęła także walkę z Kościołem Katolickim, który buntował się przeciwko dominacji komunistów w życiu publicznym, która polegała na przejmowaniu majątków kościelnych w oparciu o umowę podpisaną w 1950 roku.

W Polsce początek lat 50. XX wieku to czas ukrywania działań aparatu bezpieczeństwa, którego zadaniem było czuwanie nad tym, aby pozycja komunistów nie była zagrożona. Działalność ministerstwa bezpieczeństwa skierowana była przede wszystkim na niewygodnych wrogów Polski Ludowej. W związku z tym miały miejsce słynne procesy, których celem było ujawnienie „niegodziwego” działania opozycjonistów. Notowano coraz więcej ataków na Kościół Katolicki, który stał się głównym wrogiem ówczesnej władzy i na którym skupiały się ataki bezpieki. Solidnie ucierpiał na tym przyszły prymas Polski – kardynał Stefan Wyszyński (1901-1981), którego internowano w latach 1953-1956. Uwieńczeniem dominacji komunistów w życiu politycznym Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej było uchwalenie nowej konstytucji w dniu 22 lipca 1952 roku. Dokument ten dla niektórych otworzył rzeczywisty okres Polski Ludowej.

Kardynał Stefan Wyszyński podczas
 internowania w Stoczku Warmińskim
w latach 1953-1956.
Z kolei w dziedzinie polityki zagranicznej zazębiły się polskie relacje z innymi państwami z tak zwanego bloku socjalistycznego. Podpisano wówczas umowy o wzajemnej współpracy i przyjaźni. Jeszcze w 1949 roku Polska wstąpiła w szeregi Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG), która była nowym tworem gospodarczym powstałym w celu jeszcze większego uzależnienia gospodarki państw Europy Wschodniej od gospodarki Związku Radzieckiego. Natomiast jej odpowiednikiem w kwestii militarnej był podpisany w Warszawie w 1955 roku Układ Warszawski jako równowaga dla istniejącego już NATO. 

Połowa lat 50. XX wieku to również cykl wydarzeń, które poprzedziły pierwszy przełom polityczny w Polsce. Chodzi oczywiście o pierwsze wystąpienia robotników przeciwko władzy komunistycznej, które miały miejsce w Poznaniu w czerwcu 1956 roku. Początkiem rzeczonych wydarzeń był przełomowy XX Zjazd Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR; z ros. Коммунистическая партия Советского Союза – КПСС) w lutym 1956 roku. To właśnie wtedy Nikita Chruszczow (1894-1971) potępił poczynania zmarłego trzy lata wcześniej Józefa Stalina (1878-1953). Wydarzenia te odbiły się echem w całej Europie Wschodniej, doprowadzając tym samym do rewolucji w Budapeszcie, która została krwawo stłumiona przez wojska radzieckie. Z kolei w Polsce odwilż październikowa doprowadziła do zmian centrum politycznego w partii, na której czele stanął zwolniony właśnie z więzienia Władysław Gomułka (1905-1982). Polacy wiązali z jego osobą ogromne nadzieje. Przyjęto też program reform i potępiono dotychczasowe działania ekipy rządzącej. Niemniej ambitne plany Władysława Gomułki dość szybko zostały zahamowane i pozostały jedynie w sferze marzeń, ponieważ rzeczywistość okazała się zupełnie inna od tej, którą sobie wyobrażano. 

Tak właśnie przedstawiają się realia, w jakich egzystują bohaterowie drugiego tomu rodzinnej sagi Edyty Świętek. Czas mija, Polska podnosi się ze zgliszczy wojennych, natomiast jeśli chodzi o Szymczaków, to można śmiało rzec, iż w ich przypadku problemów wcale nie ubywa. Czytelnik odnosi wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Z każdym dniem tych kłopotów jest coraz więcej, i nawet jeśli ten czy inny przedstawiciel rodziny zaczyna układać sobie życie i wychodzić na prostą, to i tak nie można nazwać tego pełnią szczęścia. Po tym, jak najstarszy z Szymczaków wyjechał do miasta w poszukiwaniu lepszego życia, podążają za nim także inni. Decyzja o opuszczeniu rodzinnych Pawlic podyktowana jest nie tyle chęcią zakosztowania lepszego życia, ile ucieczką od problemów, które były tak poważne, iż bohaterowie nie widzieli już innego wyjścia, jak tylko zostawić za sobą dotychczasowe życie i rozpocząć wszystko od nowa, nawet jeśli miałoby się to wiązać ze zmianą tożsamości.


Przodownicy pracy zrzeszeni w Służbie Polsce i biorący udział w budowie Nowej Huty
(lata 50. XX wieku)


Bronek Szymczak nadal pracuje przy budowie Nowej Huty. Generalnie jest zadowolony z pracy. Coraz to nowe budynki pną się w górę, a nasz bohater ze zwykłego murarza awansuje na brygadzistę i teraz kieruje już grupą robotników. Niestety, prywatne życie Bronka wcale nie wygląda kolorowo. Mogłoby się wydawać, że skoro ma pracę, kolegów i niedawno założył rodzinę, to tak naprawdę niczego nie potrzeba mu już do szczęścia. Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej, a Szymczak wciąż zaprząta sobie głowę pewną piękną dziewczyną, którą swego czasu wyrwał z rąk nowohuckich bandytów. Jak pamiętamy z pierwszego tomu zatytułowanego Cień burzowych chmur, do Nowej Huty w ślad za Bronkiem podążyła najmłodsza Szymczakówna. To Julia, która naprawdę wiele wycierpiała w swojej rodzinnej wsi i gdyby nie pomoc starszego brata, nie wiadomo, jak dziś wyglądałoby życie dziewczyny. W dodatku młoda kobieta ma jeszcze na wychowaniu synka, który jest dla niej całym światem. Nie wie jednak, że jest ktoś, kto systematycznie ją obserwuje. Kim więc jest ten człowiek i co takiego może się zdarzyć, gdy wreszcie zdecyduje się podjąć jakieś działania?

Do Nowej Huty przybywa też Andrzej. Podobnie jak Julia, chłopak również wiele przeszedł, mieszkając w Pawlicach u matki. Jego dotychczasowe życie to pasmo udręki. Nie wiadomo tak naprawdę czy Jędrek będzie w stanie pozbierać się po niedawnych dramatycznych przeżyciach. Należy mieć jednak nadzieję, że może w nowym miejscu chłopak odnajdzie spokój, a w miarę upływu czasu również i upragnione szczęście. W ślad za rodzeństwem przybywa również Leszek. Ponieważ nie za dobrze czuł się w komunistycznej armii, pewnego dnia postanowił, że rzuci wojsko i zacznie wszystko od początku. Lecz to jeszcze nie wszystko. Do Nowej Huty przyjeżdża także druga z Szymczakówien. To Krysia marząca o lepszym życiu. Dziewczyna nie jest tak do końca bez skazy, lecz jakoś niespecjalnie się tym przejmuje. Jedyne, czego pragnie to lepsze życie u boku ukochanego mężczyzny, najlepiej nieprzyzwoicie bogatego. Krysia czuje, że los przeznaczył ją do czegoś lepszego, niż tylko do siedzenia na wsi i ciężkiej pracy bez perspektyw.


Plac Centralny w Nowej Hucie około 1955 roku
fot. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa


W Pawlicach – spośród rodzeństwa Szymczaków – została jedynie Dorota, która zupełnie nie rwie się do życia w wielkim świecie. Wydaje się jednak, że dziewczyna zdążyła już pozbierać się po wojennej traumie i teraz zaczyna wszystko na nowo w środowisku, które doskonale zna. Dorota jest inteligentna, więc nie dziwi fakt, że zauważa to nowy prezes spółdzielni, oferując jej pracę, o jakiej można tylko pomarzyć, biorąc pod uwagę komunistyczne wiejskie realia. Choć kobieta bezpowrotnie straciła urodę, to można odnieść wrażenie, że dzięki swojemu bogatemu wnętrzu potrafi przyciągnąć uwagę innych. Możne nawet i mężczyzn. Kto wie? I tak oto prawie cała rodzina Szymczaków zjechała do Nowej Huty, aby zacząć życie od początku i na innych warunkach. Czy im się to uda? Czy po złym na pewno przyjdzie dobre? A może przeszłość, którą zostawili w Pawlicach wcale nie da o sobie zapomnieć i wróci do nich w najmniej spodziewanym momencie? Czy będą w stanie stawić jej czoło? A może zapominając o tym, co było, stracą czujność i wtedy cały ich świat znów legnie w gruzach?

Łąki kwitnące purpurą to dokonała kontynuacja poprzedniego tomu sagi. Edyta Świętek przenosi czytelnika w realia Polski Ludowej lat 50. XX wieku, a robi to bardzo wiarygodnie, co świadczy o rzetelnym przygotowaniu merytorycznym. Tło powieści skonturowane jest perfekcyjnie, podobnie jak doskonała jest kreacja bohaterów, w tym również język, jakim się posługują, a także tematy, które poruszają w swoich rozmowach. Z jednej strony każdą z postaci Autorka prowadzi swoją własną drogą, tym samym sprawiając, że są one odrębnymi bytami, zaś z drugiej stanowią one jedną całość, jeśli wziąć pod uwagę problemy, które ich łączą. Okazuje się bowiem, że wciąż wisi nad nimi sprawa Bartłomieja Marczyka, który jeszcze do niedawna sprawował funkcję szefa spółdzielni w Pawlicach. Aż tu nagle, w czasie świąt Bożego Narodzenia, ślad po nim zaginął i tak naprawdę nikt nie ma pojęcia, co się z nim stało. Oczywiście wszyscy w Pawlicach doskonale wiedzą, ile złego na sumieniu miał Marczyk i z kim najbardziej zadarł, lecz mimo to cała ta sprawa wciąż pozostaje tajemnicą. Wydaje się, że Edek Marczyk za punkt honoru postawił sobie doprowadzenie na szubienicę tego, kto przyczynił się do zniknięcia jego młodszego brata. W związku z tym będzie robił wszystko, co w jego ubeckiej mocy, aby winny jak najszybciej zawisł na stryczku. Czy zatem brat-ubek będzie w stanie wskazać odpowiedzialnego za zaginięcie Bartka, o ile faktycznie brały w tym udział osoby trzecie? 


Uruchomienie pierwszego wielkiego pieca w Hucie im. Lenina w Nowej Hucie
(22 lipca 1954)

fot. Agencja FORUM


Drugi tom Spaceru Aleją Róż to powieść, od której nie sposób się oderwać, zważywszy że Edyta Świętek stale zaskakuje czytelnika jakimś nowym wątkiem, którego rozwiązanie chcemy natychmiast poznać. Pojawiają się więc nieoczekiwane zwroty akcji, zaś sytuacje, z którymi muszą radzić sobie bohaterowie niekiedy stają się naprawdę niebezpieczne. Pamiętajmy o tym, w jak trudnych realiach żyją Szymczakowie. Z jednej strony komunistyczna władza, która wciąż patrzy ludziom na ręce i niemalże wszędzie ma swoich szpiegów, zaś z drugiej prywatne życie bohaterów, które wciąż zaskakuje czymś nowym, co nie zawsze ma pozytywny oddźwięk. Niemniej należy zwrócić uwagę, że w tej niełatwej rzeczywistości niezmiernie ważne jest, aby zachować wartości, w których bohaterowie zostali wychowani. Czasami jest to bardzo trudne i może pociągnąć za sobą nieprzyjemne konsekwencje, lecz rodzina i lojalność względem niej są tutaj niezwykle istotne. Bardzo wyraźnie widać też, jak wiele znaczy dla bohaterów wiara w Boga. Myślę, że to dzięki niej łatwiej im znosić przeciwności losu, co oczywiście nie znaczy, że Szymczakowie spędzają czas jedynie w kościele na modlitwach. Proporcje pomiędzy świeckością a tym, co pochodzi od Boga są tutaj doskonale zachowane.

Trzeba też zwrócić uwagę na to, jak wiele dla Szymczaków znaczy bliskość drugiego człowieka i związana z tym miłość. Samotność nie jest dla nich, choć niekiedy bardzo trudno jest się im przyznać do tego, że ich życie jest puste bez prawdziwego uczucia. Nie mniej istotna jest również przyjaźń, która w tych trudnych czasach stanowi naprawdę ogromne wsparcie. Myślę, że każdy, kto czytał Cień burzowych chmur bez wahania sięgnie również po Łąki kwitnące purpurą. Natomiast czytelnicy, którzy nie znają jeszcze rodziny Szymczaków powinni rozpocząć swoją przygodę z sagą od pierwszego tomu. Co ciekawe, Edyta Świętek w Łąkach kwitnących purpurą już na samym początku zarysowuje fabułę pierwszego tomu, co pomaga czytelnikom przypomnieć sobie o tym, czego tak naprawdę dotyczyła poprzednia część. Przyznam, że pomysł niezwykle oryginalny, z którym spotykam się po raz pierwszy, choć kilkutomowe sagi rodzinne czytam wręcz nałogowo. Tak więc ze swojej strony mogę już tylko zachęcić do lektury Spaceru Aleją Róż, bo naprawdę warto.









sobota, 29 kwietnia 2017

Nora Roberts – „Zamek Calhounów. Rodzinne szmaragdy” # 2












Wydawnictwo: HARLEQUIN ENTERPRISES
Warszawa 2006
Tytuł oryginału: For the Love of Lilah 
& Suzanna’s Surrender  
Przekład: Alina Patkowska




Mury rezydencji Towers kryją w sobie naprawdę wiele. To one przed osiemdziesięciu laty były świadkami tragedii, jaka rozegrała się w posiadłości. Gdyby potrafiły mówić, wówczas na pewno opowiedziałyby o tym, jak bardzo cierpiała ówczesna pani na zamku, Bianca Calhoun, która nieszczęśliwie wyszła za mąż za tyrana, pragnącego jedynie pomnażać swój majątek. Trzeba bowiem przyznać, że Fergus Calhoun dopiął swego i spełnił marzenie, które spędzało mu sen z powiek przez wiele lat. Pragnął zostać bogatym właścicielem ziemskim i tak się stało. W swoim dążeniu do celu nie brał jednak pod uwagę tego, że przy okazji krzywdzi ludzi, którzy go otaczają i którzy są mu najbliżsi. Każdego dnia tyranizował swoją piękną żonę i niewinne dzieci pragnące jedynie żyć tak, jak robią to ich rówieśnicy. Można więc śmiało rzec, że ojciec odebrał im dzieciństwo i zastraszył tak bardzo, że w pewnym momencie zapomniały o tym, że przecież mogą być szczęśliwe.

Historia nieszczęśliwego życia Bianki Calhoun wcale nie skończyła się w chwili jej tragicznej śmierci. Mury zamku znów ożywają i próbują przekazać potomkom Bianki i Fergusa to, o czym zapomniano na długie lata. W amerykańskim miasteczku Bar Harbor panuje wielkie poruszenie, bo oto do prasy przedostała się informacja o rzekomych szmaragdach wartych fortunę, których właścicielką była Bianca Calhoun. Te cenne klejnoty kobieta otrzymała od swojego męża jako zapłatę za to, że urodziła mu dziedzica. Nieważne, że przed chłopcem na świat przyszła dziewczynka. To Ethan liczył się najbardziej. Nawet młodszy syn nie był już tak bardzo hołubiony przez ojca. Niestety, w chwili śmierci Bianki w 1913 roku zniknęły również szmaragdy i przez długie osiemdziesiąt lat nikt tak naprawdę nie miał pojęcia, gdzie się podziały i gdzie należałoby ich szukać. Dopiero cztery prawnuczki Bianki i Fergusa na czele z ekscentryczną ciotką o imieniu Coco rozpoczynają poszukiwania klejnotów.

Wydanie z 2012 roku
Wyd. HarperCollins Polska
tłum. Alina Patkowska
Jak wspomniałam wyżej, wieść o szmaragdach przedostaje się do mediów, więc nie dziwi fakt, że budzą one powszechne zainteresowanie, szczególnie wśród tych, którzy chcieliby się wzbogacić tanim kosztem. Są więc tacy, którzy już kalkulują, ile tak naprawdę warte są klejnoty i ile będą mogli na nich zarobić. Najpierw trzeba jednak je zdobyć, a to nie jest już takie proste. Tak więc przestępcy wciąż kombinują, co by tu zrobić, aby wejść w posiadanie szmaragdów Calhounów. Dochodzi nawet do tego, że padają strzały, a jedna z sióstr chyba tylko cudem uchodzi z życiem. Lecz na tym nie koniec. Okazuje się, że tak naprawdę jest to dopiero początek walki nie tylko o uratowanie zamku, który zdążył popaść w ruinę, ale także klejnotów, które jednocześnie są drogą ku poznaniu prawdy o małżeństwie Bianki i Fergusa, a także o tajemniczych okolicznościach śmierci kobiety.




Lilah vel Szmaragdowy sen
(tytuł oryginału: For the Love of Lilah)


Lilah Calhoun to kobieta obdarzona nieprzeciętnymi zdolnościami. Możliwe, że odziedziczyła je po ciotce Coco, która przecież od wielu lat interesuje się światem nadprzyrodzonym, często organizując nawet seanse spirytystyczne. Oczywiście nie do każdego ta forma kontaktu z duchami przemawia, ale Coco jest tak bardzo przekonująca w swym działaniu, że nawet największy przeciwnik seansów w końcu ustępuje i bierze w nich udział. Lilah nie organizuje seansów, ani też nie rozmawia z duchami, ale potrafi świetnie odczytywać aurę ludzi, z którymi styka ją los. Dziewczyna wie, kto jest dobrym, a kto złym człowiekiem. To bardzo pomaga jej w podejmowaniu decyzji, a w dodatku wie, komu powinna ufać, a komu nie.

Wydanie z 2001 roku
Wyd. HARLEQUIN
tłum. Alina Patkowska
Oprócz powyższej zdolności, Lilah przeczuwa również nadejście sytuacji kryzysowych albo wręcz nieszczęść. Panna Calhoun jakimś wewnętrznym i tylko jej znanym głosem potrafi przewidzieć, że zbliża się coś złego i dlatego czasami jest w stanie zapobiec tragedii. Tak więc pewnego wieczoru dziewczyna wyraźnie czuje niepokój. Jej stan nie ma bynajmniej związku ze zbliżającą się burzą. To coś znacznie więcej. Pomimo grzmotów i błyskawic udaje się zatem na plażę, ponieważ czuje, że to właśnie tam rozegra się jakiś dramat. Oczywiście ma rację. W pewnym momencie dziewczyna widzi, jak za burtę statku wypada ciało. Okazuje się, że to mężczyzna, któremu należy natychmiast pośpieszyć z pomocą. Przynajmniej tak wewnętrznie czuje Lilah. Oczywiście kobieta nie waha się ani sekundy. Ostatecznie holuje mężczyznę do brzegu, a potem wzywa na pomoc swojego szwagra i przyszłego męża Amandy, o której była mowa w Rezydencji.

Kiedy już nieznajomy mężczyzna jest na tyle silny, że można nawiązać z nim kontakt, okazuje się, że to niejaki Max Quartermain. To naukowiec, który został wynajęty do zbadania dokumentów ukradzionych wcześniej z Towers. Zatrudnił go bandyta, o którym była mowa w poprzedniej części tej historii. Max twierdzi, że podejmując tę pracę nie był niczego świadomy, a o całym przekręcie dowiedział się dopiero, będąc na statku i zajmując się papierami dotyczącymi przeszłości Calhounów. Czy zatem można mu wierzyć? Czy mężczyzna mówi prawdę? A może to jakiś szpieg, którego w rzekomo dramatycznych okolicznościach wysłano do rezydencji, aby tam wkradł się w łaski jej mieszkańców? Ale czy w takiej sytuacji ktoś strzelałby do niego, prawie go zabijając? Trzeba też dodać, że Max jest nieziemsko przystojny, a Lilah też nie jest ze stali. Pomiędzy nimi praktycznie od pierwszej chwili rodzi się uczucie. Tylko czy Lilah może ufać mężczyźnie, skoro wiadomo już, że pracował dla wroga?



Suzanna vel Na zawsze twój
(tytuł oryginału: Suzanna’s Surrender)


Suzanna Calhoun Dumont to czwarta z prawnuczek Bianki i Fergusa. Pomimo że ma dopiero dwadzieścia osiem lat, to jednak życie jej nie oszczędzało. Jako bardzo młoda dziewczyna wyszła za mąż za prawnika nie tylko o nieprzeciętnej sławie, ale także i ambicjach. Dość szybko okazało się, że Baxter ożenił się z nią jedynie dla pieniędzy, a gdy wyszło na jaw, że jednak tego majątku będzie niewiele, wówczas stworzył swojej żonie istne piekło. Nie pomogło nawet to, że urodziła mu dwoje dzieci, w tym syna, co przecież dla mężczyzny takiego, jak Bax nie jest bez znaczenia. Tak więc Suzanna po licznych upokorzeniach postanowiła wreszcie odejść. A zatem zabrała dzieci i to, co uważała, że prawnie jej się należy, i wróciła do Towers. Oczywiście w rezydencji znalazła wszystko to, czego brakowało jej w domu męża w Bostonie, czyli miłość i wsparcie, a także opiekę nad dziećmi. Dopiero po rozwodzie kobieta zaczęła z nadzieją patrzeć w przyszłość. Czy jednak taka sytuacja będzie trwać wiecznie?

Wydanie z 2001 roku
Wyd. HARLEQUIN
tłum. Alina Patkowska
Ponieważ w Towers odbywają się aktywne poszukiwania szmaragdów prababki Bianki, a do całej tej historii zaangażowani zostali już praktycznie wszyscy mieszkańcy posiadłości, Suzanna również musi wnieść swój wkład w to przedsięwzięcie. Szybko okazuje się, że niedaleko rezydencji, w domku tuż przy plaży, mieszka niejaki Holt Bradford. To były policjant, który w pewnym momencie swojego życia uznał, że jeśli dalej będzie tkwił w zawodzie, wówczas albo skończy tak, jak ci, których tropi każdego dnia, albo po prostu ktoś, kiedyś wbije mu nóż w plecy i nie będzie już wtedy dla niego żadnego ratunku. Aby tego uniknąć, mężczyzna postanowił więc zamieszkać w domku swojego nieżyjącego od lat dziadka. Holt był bardzo zżyty z Christianem i stale go wspomina. Często przesiaduje w pracowni dziadka i wyobraża go sobie przy sztalugach, jak ten maluje piękne obrazy, z których można naprawdę wiele wyczytać. Chociaż w chwili śmierci dziadka Holt był dzieckiem, to jednak nie przeszkadza mu to czuć bliskość z najwspanialszą osobą, jaką spotkał w życiu.

Jaki zatem ma być wkład Suzanny w poszukiwanie klejnotów prababki? Otóż Holta Bradforda i Suzannę połączyło niegdyś pewne wydarzenie, lecz potem ta znajomość umarła śmiercią naturalną, a dziewczyna wyszła za mąż za Baxtera. A ponieważ Holt jest wnukiem mężczyzny, z którym Bianka Calhoun rzekomo zdradzała męża, na Suzannę spada obowiązek odnowienia tej znajomości i tym samym zasięgniecia informacji na temat romansu ich przodków. Czy zatem kobiecie uda się przełamać niechęć młodego Bradforda do jej osoby? Czy przeszłe urazy odejdą w niepamięć i dawni znajomi połączą siły, aby wreszcie poznać tajemnicę sprzed osiemdziesięciu lat? Jak bardzo ta sprawa zaważy na ich aktualnych relacjach? Czyżby – ku uciesze ciotki Coco – w powietrzu wisiał kolejny romans, a może nawet i ślub?

Podczas, gdy w Rezydencji czytelnik ma do czynienia z kobietami silnymi i uparcie dążącymi do celu, tak tutaj spotyka bohaterki, z których każda to zupełnie inna osobowość. O Lilah można powiedzieć, że buja w obłokach i jedyne, co ją interesuje to zasypianie o każdej porze i w każdym miejscu. Lecz pomiędzy tymi drzemkami jest również kobietą pracującą i pragnącą miłości. Nie chce jednak wiązać się z byle kim i czeka na tego jedynego, czyli przysłowiowego księcia z bajki. Bardzo aktywnie uczestniczy też w odkrywaniu tajemnicy śmierci Bianki Calhoun, z którą tak naprawdę czuje ogromną więź, szczególnie wtedy, gdy przebywa w wieży, z której wypadła jej prababka, kończąc swoje nieszczęśliwe życie.

Z kolei Suzanna to typowa kobieta z przeszłością. Ponieważ doznała tak wiele krzywd od byłego męża, teraz obawia się wejść w kolejny związek. Jedyną pociechą są dla niej dzieci, które kocha bezgranicznie i na samą myśl, że ktoś mógłby zrobić im coś złego cierpnie jej skóra. Choć nie mówi o tym głośno, to jednak nadal boi się swojego byłego męża. Ona wie, że Bax naprawdę wiele może. Przecież to wpływowy prawnik, który w każdej chwili może pociągnąć za odpowiednie sznurki i wtedy całe jej życie znów zamieni się w koszmar. Dlatego też zapomnienia szuka w ciężkiej pracy. To tam może wyładować całą swoją wściekłość i nie pamiętać o tym, co złe. Wiele wsparcia otrzymuje od rodziny i tych, którzy do tej rodziny weszli lub mają zamiar do niej dołączyć.


Holt Bradford po odejściu z policji zamieszkał w domku niedaleko Towers, 
który niegdyś należał do jego dziadka. Mężczyzna teraz zajmuje się naprawą łodzi,
a Suzanna próbuje sprawić, aby wokół domu było pięknie za sprawą krzewów i kwiatów.
Możliwe, że tak właśnie wyglądałby dom Holta, gdyby wyjąć go z kart powieści. 


Na kartach Rodzinnych szmaragdów pojawia się także dość ciekawa postać, a jest nią najstarsze dziecko Bianki i Fergusa. Kiedy rozgrywa się akcja powieści, czyli są to lata 90. XX wieku, kobieta jest staruszką, lecz to wcale nie oznacza, że pozbawioną zmysłów i logicznego myślenia. Wręcz przeciwnie. Colleen wciąż jest niesamowicie aktywna, a jej cięty język niejednego wyprowadził już z równowagi albo przyprawił o śmiech. Oczywiście wątek kryminalny nadal jest obecny i wygląda na to, że robi się coraz bardziej niebezpiecznie. Każdy może znaleźć się na celowniku wroga, a chciwość, która za tym stoi sprawia, że życie mieszkańców Towers jest naprawdę zagrożone. Wiele dobrego wnoszą do fabuły również pamiętniki Bianki i Christiana, z których czytelnik dowiaduje się, co tak naprawdę łączyło tych dwojga. Poznaje ich uczucia, a także motywy postępowania. Widzi też, jak bardzo zmieniło się ich życie, kiedy skrzyżowały się ich życiowe drogi.

Rodzinne szmaragdy to wcale nie koniec opowieści o klanie Calhounów. Jest to jedynie zakończenie historii czterech sióstr z Towers. Nora Roberts stworzyła bowiem jeszcze jedną powieść, której fabuła dotyczy jednej z bohaterek pojawiających się na kartach Rodzinnych szmaragdów i o której Autorka wspomina również w Rezydencji. Mowa oczywiście o Pomyślnych wiatrach, gdzie główną bohaterką jest Megan O'Riley, czyli siostra Sloana, który jest mężem Amandy. Ta kobieta również sporo przeszła i ma wiele wspólnego z Suzanną. O tym jednak opowiem za jakiś czas. 







środa, 19 kwietnia 2017

Joanna Jax – „Piętno von Becków” # 2















Wydawnictwo: VIDEOGRAF
Chorzów 2016





Po zakończeniu drugiej wojny światowej część znaczących polityków europejskich zapoczątkowała proces zmierzający do naprawy nie tylko wizerunku Europy, ale przede wszystkim rzeczywistości, która przez lata wojny była naprawdę dramatyczna. Tak więc zaczęto tworzyć nowe międzynarodowe układy oraz ustalano nowe państwowe granice. W tym samym czasie okrutnym wojennym zbrodniarzom albo wymierzano kary – nierzadko kary śmierci – albo ścigano ich niemalże po całym świecie. Dość szybko okazało się bowiem, że wielu z nich zamiast sprawiedliwego wyroku sądu otrzymało pomoc w ucieczce i w konsekwencji życie na nowych warunkach i z nową tożsamością. Patrząc na problem z perspektywy XXI wieku bardzo trudno jest w pozytywny sposób ocenić ten powojenny porządek. Dla wielu państw szokujący był przede wszystkim udział najważniejszych przywódców Związku Radzieckiego w procesach, które prowadziły do oskarżenia i ukarania nazistowskich zbrodniarzy. Trudno jest także zrozumieć inne – mniej znane – wydarzenia. Chodzi tutaj głównie o losy wielu aktywnych nazistów, którym ułatwiono ucieczkę przed wymiarem sprawiedliwości. Pomoc w opuszczeniu terenu Europy nadeszła bowiem nie tylko ze strony argentyńskiego rządu, ale także wysoko postawionych europejskich hierarchów kościelnych. Ten drugi fakt naprawdę mocno szokuje. Niezbyt jasny jest również udział Amerykanów w tym procederze.

Jeszcze przed 20 listopada 1945 roku, gdy swoje obrady rozpoczął Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze, wyżej postawieni naziści wiedzieli już, że niezwykle trudno będzie im uniknąć długoletniego więzienia albo nawet kary śmierci. Z kolei niektórzy z nich byli świadomi tego na długo przed podpisaniem kapitulacji przez przedstawicieli Trzeciej Rzeszy. W związku z tym dość szybko rozpoczęto ściśle tajne przygotowania do egzystowania w nowych realiach. Najprawdopodobniej na skutek działań samego Heinricha Himmlera (1900-1945) została powołana do życia organizacja związana z Argentyną o nazwie ODESSA, czyli Organizacja Byłych Członków SS (z niem. Organisation der ehemaligen SS-Angehörigen). Była to tajna siatka konspiracyjna, zaś jej kluczowym zadaniem było przede wszystkim zadbanie o transport esesmanów w miejsce bezpieczne i neutralne. Organizacja miała również na celu wykorzystanie zrabowanych podczas wojny kosztowności, które miały pokryć koszty tejże operacji. Pieniądze potrzebne były głównie na to, aby móc przekupić odpowiednich urzędników, jak również na wyrobienie nowych dokumentów oraz sfinansowanie kosztów podróży i – co za tym idzie – pierwszych najtrudniejszych miesięcy życia w nowym miejscu.

Juan Domingo Perón Sosa
Zdjęcie pochodzi z 1946 roku. 
Kraje Ameryki Południowej, szczególnie Argentyna i Brazylia, nie bez powodu stały się głównym kierunkiem emigracji nazistów. Zasadniczym atutem było ich położenie, czyli znaczna odległość od Europy. Z drugiej strony jednak hitlerowcy kierowali się tam z innych względów. Otóż ówczesny argentyński wiceprezydent i minister wojny Juan Perón (1895-1974) prowadził bowiem politykę, która łączyła w sobie nie tylko hasła nazistowskie, lecz także hasła społecznej sprawiedliwości, nie ukrywając jednocześnie swojej fascynacji upadłą Trzecią Rzeszą. Jeszcze zanim został wiceprezydentem, Juan Perón zajmował stanowisko wojskowego attaché we Włoszech. Były to lata 1939-1941. To pozwoliło mu zachwycić się faszyzmem Benito Mussoliniego (1883-1945) oraz propagowaną przez niego ideą przywództwa.

Niemniej nie tylko sentymenty decydowały o tym, że Argentyna stała się tak bardzo otwarta dla nazistów. Juan Perón chciał uczynić ze swojego kraju państwo silne i bardzo dobrze zmilitaryzowane. Dlatego też ściągał tam najlepszych specjalistów w dziedzinie wojskowości, jak również inżynierów, konstruktorów odrzutowców, a nawet ekspertów nuklearnych. Niektóre źródła wskazują, iż w 1943 roku przyszły prezydent zabiegał nawet o kontakt z Trzecią Rzeszą, chcąc nawiązać z faszystami współpracę. Ofertą Argentyny mocno zainteresowany był właśnie Heinrich Himmler, który zabezpieczał dalszy los esesmanów, lokując za granicą niemieckie kapitały.

Tak więc nie dziwi fakt, że jeden z bohaterów drugiej części rodzinnej sagi autorstwa Joanny Jax po wielu, wielu latach zostaje przypadkowo odnaleziony w Ameryce Południowej. Tym bohaterem jest Peter von Beck, czyli młodszy brat Wernera von Becka, którego czytelnicy poznali już w pierwszym tomie dylogii. Jest zatem rok 2014, natomiast w Brazylii mają miejsce XX Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. I tak oto na jednym z meczów jakiś reporter uwiecznia na zdjęciu byłego nazistę, a potem puszcza w obieg fotografię, dzięki czemu cały świat dowiaduje się, że Peter von Beck wciąż żyje. Choć teraz jest już staruszkiem, któremu śmierć zagląda w oczy, to jednak nie zmienia to faktu, że informacja o jego obecności wśród żywych wywołuje szok wśród tych, którzy podczas wojny mieli z nim kontakt. Jedną z takich osób jest mieszkająca w Warszawie Kornelia Landowska. Staruszka mieszka wraz z wnuczką, którą traktuje dość specyficznie, pomimo że kobieta ma już swoje lata. Marta nie ma jednak pojęcia, dlaczego widok Petera von Becka na fotografii znajdującej się w gazecie tak bardzo zszokował jej babcię. Ponieważ Marta Landowska z wykształcenia jest historykiem, jest więc przekonana, że nie zostawi tej sprawy bez rozwiązania. Kiedyś na pewno przyjdzie taki moment, kiedy kobieta zajmie się tą kwestią.


Katoliccy biskupi w towarzystwie nazistów


Szybko okazuje się, że nie tylko w Polsce widok młodszego von Becka wśród żywych wywołał szok. W Londynie mieszka bowiem niejaki Tom Anders, który również bardzo emocjonalnie potraktował informację o byłym naziście. Pomimo że Brytyjczyk jest zbyt młody, aby móc spotkać się fizycznie z von Beckiem podczas wojny, to jednak widok byłego hitlerowca naprawdę mocno na niego podziałał. Dlaczego? Kim dla Andersa jest ten znienawidzony przez wielu starzec? Co takiego ich łączy? Ale to jeszcze nie wszystko. W Jerozolimie w rodzinie Halpernów wieść o żyjącym von Becku również wywołała wielkie poruszenie. Przed wojną Halpernowie mieszkali w Trzeciej Rzeszy, gdzie prowadzili świetnie prosperujący zakład jubilerski. Byli wtedy naprawdę kimś. Wszyscy ich szanowali, obdarzali zaufaniem i korzystali z ich nieprzeciętnej wiedzy odnośnie do biżuterii i drogocennych kamieni. Potem przyszła wojna i wszystko dosłownie z dnia na dzień zniknęło. Teraz senior rodu Halpernów pragnie wreszcie odzyskać to, co mu się prawnie należy. Do tej pory sądził, że wszystko przepadło. Myślał bowiem, że nikt z przedstawicieli znienawidzonej przez niego rodziny von Becków już nie żyje. A tu taka niespodzianka! Izaak Halpern szukał nazistów przez tak wiele lat i oto jedno przypadkowe zdjęcie w prasie sprawia, że w starym sercu Żyda odżywa nadzieja na odzyskanie rodzinnych dóbr i ukaranie winnego. Do tego celu stary Halpern wykorzystuje swojego bratanka Dawida, który jest agentem wywiadu. Czy zatem uda im się doprowadzić sprawę do końca? Czy Izaak będzie mógł kiedyś umrzeć w spokoju ze świadomością, że zrobił wszystko, aby przywrócić godność swoim przodkom?

Tymczasem w Warszawie niejaka Julia Kunis również pragnie dowiedzieć się czegoś o von Beckach. Kierują nią zupełnie inne motywy, aniżeli osobami wspomnianymi powyżej. Julia jest prawnuczką Wernera von Becka i jedyne, czego w tej chwili pragnie to poznać losy swojej rodziny. Kobieta wciąż pamięta, ile złego wyrządzono jej ukochanemu dziadkowi, kiedy na jaw wyszło czyim tak naprawdę synem jest Maurycy Kunis. Tak więc pragnienie poznania dziejów rodziny prowadzi Julię do Marty Landowskiej. Kobiety nawet nie przypuszczają, jak wiele mają ze sobą wspólnego. Okaże się też, że odkrywanie historii von Becków wcale nie będzie należeć do najbezpieczniejszych zajęć. Kim tak naprawdę byli osławieni von Beckowie, którzy tak bardzo zasłużyli się dla Trzeciej Rzeszy i jej wodza? Jakich zbrodni dopuścili się w imię wyznawanej ideologii? Czy teraz po wielu latach ich potomkowie mogą czuć się bezpieczni? Jak wiele tajemnic nie zostało jeszcze odkrytych? Czy ich ujawnienie przypadkiem nie pociągnie za sobą kolejnych nieszczęść?


Adolf Eichmann (1906-1962) przed sądem izraelskim 
Wyrokiem sądu nazista został skazany na karę śmierci przez powieszenie.
Jego ciało zostało spalone w krematorium, a prochy rozrzucone
nad wodami Morza Śródziemnego.
Zdjęcie pochodzi z 1961 roku. 


Muszę przyznać, że podczas gdy Dziedzictwo von Becków nie do końca spełniło moje oczekiwania, ponieważ w którymś momencie coś wyraźnie zaczęło się psuć, tak Piętno von Becków pochłonęło mnie bez reszty. Nie potrafiłam oderwać się od lektury. Tym razem Joanna Jax stworzyła opowieść nie tyle z historią w tle, co powieść na wskroś sensacyjną. Jej akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, czyli współcześnie i podczas wojny, lat komunizmu, aż do czasu, kiedy Polska była już całkowicie wolnym krajem. Czytelnik jest przenoszony w rozmaite miejsca na świecie. Tak więc czasami jesteśmy w Izraelu, aby już po chwili udać się do Szwajcarii albo do Niemiec, gdzie wraz z bohaterami możemy odwiedzić zrujnowany majątek von Becków. W tym wszystkim nie brakuje swoistego napięcia, które towarzyszy tego rodzaju powieściom. Natomiast nieoczekiwane zwroty akcji i postacie, których zachowanie może naprawdę zaskoczyć sprawiają, że książkę czyta się z ogromnym zainteresowaniem.

Okazuje się bowiem, że w miarę, jak Julia Kunis odkrywa coraz to nowe elementy układanki dotyczące jej przodków, również ona sama zostaje uwikłana w jakąś niezrozumiałą dla niej aferę. Przecież Julia chciała jedynie poznać losy swojej rodziny. Nawet przez myśl jej nie przeszło, aby coś ugrać dla siebie i wzbogacić się czyimś kosztem. Ona nawet nie ma pojęcia o tym, że bliscy jej pradziadka mieli na sumieniu coś więcej, aniżeli tylko przynależność do NSDAP i aktywną działalność w czasie tej strasznej wojny. Podczas gdy w pierwszym tomie sagi uwaga Autorki w głównej mierze skupia się na życiu Warnera von Becka i jego romansie z Marią Tarnowską, tak tym razem przed czytelnikiem zostaje odkryta bestialska osobowość Petera von Becka. Oczywiście wiadomo było, że młodszy von Beck nie należał do świętych, ale nikt tak naprawdę nie spodziewałby się, że był on zdolny do takich okrucieństw. Zepchany na margines przez własną rodzinę oraz wciąż żyjący w cieniu ubóstwianego przez wszystkich starszego brata, Peter pragnął również czymś zabłysnąć i pokazać władczemu ojcu, że nazwiska von Beck nie nosi od parady.

Znaczący wpływ na postępowanie poszczególnych bohaterów ma miłość. Tak naprawdę to ona kieruje ich działaniami i decyzjami, jakie podejmują. Nie zawsze są to właściwe decyzje, ale na ich zmianę jest już niestety za późno. Nawet po latach nie można naprawić krzywd, które zostały niegdyś wyrządzone. Miłość dotyka zatem nie tylko tych, którzy musieli żyć w czasie wojny, ale również tych żyjących współcześnie. Okazuje się też, że skutki decyzji podejmowanych przez starsze pokolenie oddziaływują na młodych, którzy nie są niczego świadomi. Od urodzenia nie mieli bowiem pojęcia, że są wychowywani w duchu wydarzeń z przeszłości ich bliskich. To one ukształtowały nie tylko ich dziadków, lecz także ich samych. Teraz jest więc okazja, aby położyć temu kres. Wystarczy jedynie doprowadzić pewne sprawy do końca i odkryć tajemnice, które do tej pory nie ujrzały światła dziennego.

Piętno von Becków pokazuje też, jak łatwo mogą przeciąć się ze sobą wzajemnie życiowe drogi ludzi, którzy do pewnego czasu nie mieli pojęcia o swoim istnieniu. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest wybaczenie. Czasu wrócić już nie można, a przecież żyć trzeba nadal. Nie wolno zatem obarczać młodego pokolenia uczuciami, które nie mają z nim nic wspólnego. Nie można dopuścić do tego, aby te złe emocje zostały odziedziczone przez młodych, ponieważ wtedy bardzo łatwo doprowadzić do zniszczenia im życia. Przyglądając się bohaterom widzimy również, że w obliczu zagrożenia są oni w stanie odrzucić na bok uprzedzenia i działać ramię w ramię dla dobra sprawy. To wymaga naprawdę sporej dojrzałości.

Podsumowując całą dylogię można śmiało stwierdzić, że Joanna Jax stworzyła naprawdę ciekawą historię z drugą wojną światową w tle. Jest to opowieść pełna emocji, zaskakujących zwrotów akcji, ale też pokazuje, ile tak naprawdę dla każdego z bohaterów znaczy miłość. W imię tego uczucia są oni zdolni do poświęceń. Z drugiej strony jednak ta sama miłość może działać destrukcyjnie i sprawić, że człowiek będzie zdolny do najgorszej podłości. Z kolei zasadniczym przesłaniem całej tej historii jest umiejętność wybaczania. Nie jest to łatwe, ale też nie niemożliwe. Trzeba jedynie wykrzesać z siebie choć odrobinę chęci i tym samym nie obarczać kolejnego pokolenia własnymi demonami przeszłości.