Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Droga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Droga. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 listopada 2015

Katarzyna Droga – „Pokolenia. Powrót do domu”












Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!



Wydawnictwo: HELION/EDITIO
Gliwice 2015



W dniu 20 lipca 1969 roku o godzinie 20:17:40 uniwersalnego czasu koordynowanego (UTC) amerykańscy astronauci Neil Armstrong (1930-2012), Edwin „Buzz” Aldrin oraz Michael Collins stali się pierwszymi ludźmi w historii świata, którzy zdobyli Księżyc. Sześć i pół godziny później Neil Armstrong jako pierwszy człowiek w historii udał się na „spacer” po Księżycu. W chwili, gdy zrobił pierwszy krok wypowiedział znane do dziś słowa: „To jest mały krok człowieka, ale wielki skok dla ludzkości.” Misja Apollo 11 miała miejsce osiem lat po tym, jak prezydent John Fitzgerald Kennedy (1917-1963) ogłosił, iż narodowym celem Amerykanów jest wylądowanie na Księżycu do końca lat 60. XX wieku. Ostatni załogowy lot na Księżyc miał miejsce w 1972 roku.

Sama misja Apollo 11 tak naprawdę rozpoczęła się już 16 lipca 1969 roku. Po czterech dniach moduł księżycowy odłączył się od modułu dowodzenia „Columbia” pilotowanego przez Michaela Collinsa. Neil Armstrong porównał powierzchnię Księżyca do sproszkowanego węgla drzewnego. Astronauta powiedział też, że ich statek kosmiczny pozostawił tam krater o głębokości jednej stopy, czyli niewiele ponad trzydziestu centymetrów. Historyczne momenty przebywania kosmonautów na Księżycu zostały uchwycone przez czarno-białą kamerę telewizyjną, którą zainstalowano na module księżycowym o nazwie „Orzeł” (z ang. Eagle). Kamerę tę włączył sam Armstrong. Podczas kilku pierwszych minut swojego przebywania na Księżycu, Neil Armstrong robił zdjęcia i pobierał próbki gleby na wypadek, gdyby misja musiała zostać nagle przerwana. Po dwudziestu minutach do Armstronga dołączył Edwin „Buzz” Aldrin i od tego momentu obydwaj zbierali potrzebne dane i wykonywali rozmaite ćwiczenia, a potem ustawili tam amerykańską flagę.


Załoga misji Apollo 11
Od lewej: Neil Armstrong, Michael Collins & Edwin Aldrin

Pomimo że jakość obrazu zarejestrowanego przez kamerę była naprawdę fatalna, to jednak do dziś nagranie to stanowi jedno z najbardziej ekscytujących filmów w historii. Neil Armstrong i Edwin „Buzz” Aldrin pokonali na Księżycu około dwustu pięćdziesięciu metrów i zebrali ponad dwadzieścia jeden kilogramów próbek skał (na Księżycu wszystko jest sześć razy lżejsze!). Oprócz amerykańskiej flagi pozostawili tam również pamiątki, w tym złotą gałązkę oliwną, a następnie wrócili do modułu księżycowego, który z kolei połączył się z modułem dowodzenia. Od tego momentu rozpoczęli powrotną podróż na Ziemię. W dniu 24 lipca kapsuła z kosmonautami otworzyła spadochrony po kilku minutach od wejścia w atmosferę, a następnie wpadła do oceanu. Wszystkich członków załogi z wody wyłowili nurkowie Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych.  

Na szczęście misja zakończyła się pomyślnie, lecz Amerykanie byli przygotowani na ewentualną porażkę. Miesiąc wcześniej ówczesny prezydent USA – Richard Nixon (1913-1994) przygotował dramatyczne w słowach orędzie, które miał wygłosić na wypadek, gdyby Armstrong, Aldrin i Collins nie zdołali powrócić na Ziemię. Każdy z astronautów został poddany dwutygodniowej kwarantannie, gdyż obawiano się, że na Księżycu mogli zarazić się jakimiś niebezpiecznymi bakteriami. Po odbyciu kwarantanny każdy z nich już tylko podróżował po świecie, opowiadając o swojej misji i Księżycu. Ta podróż w Kosmos przyniosła im ogromną sławę. Niestety, przez lata pojawiło się kilka teorii spiskowych, które podważają wiarygodność misji Apollo 11. Są bowiem tacy, którzy uważają, że całe to przedstawienie zostało nagrane w zwykłym studiu filmowym.

Pomijając jednak wszelkiego rodzaju teorie spiskowe i opinie złośliwych prawdą jest, że w dniu lądowania pierwszego człowieka na Księżycu cały świat z zapartym tchem obserwował wydarzenia, jakie miały miejsce w Kosmosie. Otóż amerykański pojazd kosmiczny zmierzał w stronę Księżyca, zaś miliardy ludzi przeżywały te emocje siedząc przy odbiornikach radiowych lub wpatrując się w ekrany telewizorów. Z Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie – jako jedyne w krajach bloku komunistycznego – transmisję nadawało Polskie Radio:

„Tu serwis księżycowy Polskiego Radia. Rozpoczynamy transmisję z lądowania na Księżycu księżycowej motorówki. Pojazd, który dziś odczepił się od kabiny Apolla 11 w tej chwili zbliża się do Księżyca. W pojeździe dwaj astronauci – Armstrong i Aldrin. W tej chwili wiszą już prawdopodobnie pionowo nad Księżycem i opuszczają się z szybkością paru metrów na sekundę. Skończyło się wyliczanie czasu, czekamy w szalonym napięciu [...] Ludzie wylądowali na Księżycu! Rozpoczął się nowy rozdział w naszej historii. Pierwsze słowa człowieka na księżycu: Orzeł wylądował!”


Fragment filmu z lądowania pierwszego człowieka na Księżycu. 
Choć jakość jest fatalna, to jednak film oglądano z zapartym tchem. 


W Łębkach na Podlasiu w swoim mieszkaniu na jednym z tamtejszych osiedli w otoczeniu sąsiadów tę szczególną transmisję oglądali także Janka i Leszek Borengowie. Dla nich – podobnie jak dla ludzi na całym świecie – wydarzenie to również stało się niesamowitym przeżyciem. Nasi bohaterowie czuli, że nadchodzą zmiany, lecz w praktyce trzeba będzie na nie jeszcze trochę poczekać. Oczywiście Janka Borenga z domu Zajewicz nie omieszkała całego tego wyjątkowego wydarzenia skomentować po swojemu. Każdy, kto ją znał, wiedział, że wszelkiego rodzaju zmiany zachodzące na świecie, czy też rozmaite nowinki nie ujdą jej uwadze. Janka słynęła bowiem z ciętego języka i nigdy niczego nie owijała w przysłowiową bawełnę. Była szczera aż do bólu, co nie zawsze podobało się ludziom, którzy stawali na jej drodze. Janka Borenga należała do przedwojennego pokolenia, które wiele przeżyło. W dodatku los nie oszczędzał jej również prywatnie, co oczywiście zahartowało charakter kobiety.

Z Janką czytelnik spotkał się już przy okazji pierwszego tomu Pokoleń. Tym razem śledzimy drugą połowę jej życia, którą sama bohaterka uznaje za tę bardziej udaną. Janka wraz ze swoim ukochanym mężem Leszkiem i długo wyczekiwaną córeczką Kasią przeprowadziła się do Łębek w 1968 roku. To tutaj jej mąż jest jednym z tych, którzy budowali miejscowy szpital, zaś Kasia dorasta i z każdym dniem dostarcza swoim rodzicom ogromu radości poprzez obecność w ich życiu. Państwo Borengowie należą do tych, którzy bardzo łatwo nawiązują nowe znajomości, natomiast ludzie liczą się z nimi i szanują ich. Czasami jednak Borengowie stanowią dla sąsiadek doskonały temat do plotek. Pamiętajmy, że jest środek epoki PRL-u, więc otaczająca ludzi rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż ma to miejsce obecnie. Leszek Borenga pracuje w miejscowym szpitalu jako radiolog, ale zdarza mu się także odebrać poród albo walczyć z obłąkanym pacjentem, do którego został wezwany jako lekarz pogotowia. Z kolei Janka prowadzi dom, co jednak nie jest szczytem jej marzeń. Wychowana w malowniczej wiosce na Podlasiu o nazwie Stokowo wciąż marzy o powrocie na tak zwane „stare śmieci”. Czy w końcu uda jej się spełnić owo marzenie?

Pomimo że życie Borengów biegnie prostym torem, to jednak nie jest ono wolne od cierpień i trosk dnia codziennego. Przyjaciele przychodzą i odchodzą, a niektórzy z nich odchodzą już na zawsze. Podobnie dzieje się także z członkami ich rodziny. Niemniej ani Janka, ani Leszek nie poddają się i żyją dalej otoczeni gronem najbliższych osób. Mijają lata, a oni wciąż są tacy sami. Owszem starzeją się ich ciała, ale umysły stale są młode, zaś serca pełne pozytywnych uczuć wobec tych, którzy przez lata stanowili bądź nadal stanowią sens ich egzystencji. Wieś Stokowo położona nad Narwią to takie magiczne miejsce, do którego każdy uwielbia przyjeżdżać. Wydaje się, że nie ma na świecie lepszej kryjówki przed codziennymi kłopotami. To tutaj można w spokoju pomyśleć i zastanowić się, co robić dalej, jeśli los znów spłatał figla. Przez te wszystkie lata Stokowo naprawdę wiele widziało i wiele mogłoby opowiedzieć, gdyby tylko potrafiło.

Rodzina Zajewiczów wciąż nie może otrząsnąć się z powodu tragedii, jaka rozegrała się lata temu. Janka nie potrafi zapomnieć i zrozumieć, dlaczego do tego doszło. Czy nie było innej możliwości? Czy los nie mógł zadecydować inaczej? Ten rodzinny dramat odbił się nie tylko na Jance. Jej matka od tamtej pory nie jest już tą samą kobietą. Zamknęła się w swoim własnym świecie i czasami bardzo trudno do niej dotrzeć. W dodatku nad kobietami z rodziny Zajewiczów wisi jakaś tajemnicza klątwa, której pochodzenie należałoby wyjaśnić. Czy zatem Jance uda się „odczarować” rzeczywistość? Czy kobieta dowie się, skąd wziął się ten dziwny przesąd przekazywany z pokolenia na pokolenie?


Biało-czerwony Moskwicz 400, którym Janka i Leszek jeździli przez długie lata. 
Samochód produkcji radzieckiej powstawał w Moskiewskiej Fabryce Samochodów Małolitrażowych
w latach 1947-1956 na bazie niemieckiego Opla Kadetta K38.
fot. Darya Galichenko


Jak już wspomniałam akcja drugiego tomu Pokoleń rozgrywa się w drugiej połowie XX wieku. Nie jest to czas łatwy, zważywszy że nadchodzą lata 80. i coraz bardziej nasilają się strajki robotników, co w efekcie skutkuje wprowadzeniem stanu wojennego przez polskie władze komunistyczne, na czele których stoi Wojciech Jaruzelski (1923-2014). Z drugiej strony jednak do Polski zaczyna coraz bardziej zaglądać Zachód. Wielu Polaków na przestrzeni lat wyjechało z naszego kraju do Stanów Zjednoczonych. Ich sporadyczne wizyty w Polsce są dla nas oknem na świat. Borengowie także mają w Ameryce przyjaciół, z którymi utrzymują kontakt na tyle, na ile pozwala na to władza. I tak oto powoli zbliża się koniec znienawidzonej komuny. Nadchodzi rok 1989 i pierwsze demokratyczne wybory poprzedzone obradami Okrągłego Stołu trwającymi od 6 lutego do 4 kwietnia 1989 roku. Wszystkie te wydarzenia Janka obserwuje i komentuje. Nic nie jest w stanie umknąć jej uwadze.

Zarówno pierwszy, jak i drugi tom Pokoleń to historia spisana na faktach, choć na potrzeby powieści Autorka w niektórych miejscach dokonała pewnych zmian. Generalnie jest to opowieść niezwykle ciepła i wzruszająca, szczególnie dla osób, które pamiętają lata Polski Ludowej, a potem czas przemian, jakie miały miejsce po 1989 roku. Zderzanie tych dwóch rzeczywistości jest bardzo wyraźne. Można bowiem odnieść wrażenie, że w chwili, gdy dla Polaków otworzyło się okno na świat zachodni, a „przyjaciel” ze Wschodu stracił wpływy w naszym kraju, Polak zaczął „głupieć”, zachłystując się tym, co jeszcze do niedawna było zakazane. Jestem z pokolenia tych, którzy pamiętają PRL, dlatego też podczas czytania przypominałam sobie wydarzenia, które dla mnie i moich rodziców były naprawdę ważne. Próbowałam zatem powrócić pamięcią do tego, co robiłam, kiedy wprowadzono stan wojenny?; gdzie i z kim byłam, gdy do wiadomości podano, że ksiądz Jerzy Popiełuszko (1947-1984) został porwany, a potem bestialsko zamordowany?; jak wyglądało moje życie, kiedy Lech Wałęsa odbywał pamiętną debatę telewizyjną z Alfredem Miodowiczem w dniu 30 listopada 1988 roku? Takich wydarzeń jest w tej powieści naprawdę sporo.

Opowieść o rodzinach Zajewiczów i Borengów polecam tym, którzy lubią sagi rodzinne oparte na prawdziwych wydarzeniach. Bohaterowie wykreowani przez Autorkę są autentyczni. Czytelnik nie znajdzie w nich hipokryzji. Janka, Leszek i pozostali to ludzie, którzy tak naprawdę mogą żyć obok nas i których rzeczywiście można polubić i zżyć się z nimi na bardzo długo. Małżeństwo Janki i Leszka – jak zresztą każde – posiadało swoje dobre i złe chwile, jednak tym, co pozwalało im iść dalej była prawdziwa miłość, która wygrywała z każdą przeciwnością losu. I chyba właśnie ta wzajemna miłość sprawiła, że Janka i Leszek nie zamykali się na innych ludzi, tylko stale szukali ich towarzystwa. Człowiek szczęśliwy wciąż poszukuje obecności innych i pragnie obdarowywać ich swoim szczęściem, dlatego też drzwi do mieszkania Borengów bezustannie stały otworem i każdy mógł do nich zapukać, kiedy tylko miał na to ochotę. Po latach mogli zrobić to także przyjaciele ich córki Kasi. Przyznam, że zatęskniłam za taką właśnie otwartością, którą dziś trudno jest znaleźć w ludziach. W ostatnich latach człowiek bardzo się zmienił.  Zmianie uległy bowiem jego priorytety. To, co kiedyś było ważne, dziś już spychane jest na margines. Czy słusznie? Chyba nie. Moim zdaniem żyjąc w ten sposób prostą drogą zmierzamy do samotności – coraz częstszej choroby współczesnego człowieka.













środa, 4 grudnia 2013

Katarzyna Droga – „Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca”











Wydawnictwo: HELION/EDITIO
Gliwice 2013




Myślę, że gdyby każdy z nas poszperał w starych rodzinnych pamiątkach, odnalazł jakieś zapiski poczynione ręką naszych przodków, czy też przeglądnął sfatygowane – choć wciąż cenne – fotografie, wówczas zdałby sobie sprawę z tego, ile tak naprawdę znaczy historia. Bo przecież historia to nie tylko opowieści o monarchach, bitwach, czy rozmaitego rodzaju wydarzeniach, które w jakiś szczególny sposób zapisały się w ludzkiej pamięci. Wcale nie musimy wybiegać gdzieś daleko poza granice naszego indywidualnego świata, aby mieć kontakt z historią. Pamiętajmy, że historię tworzą ludzie. Jedni robią to na większą, zaś inni na mniejszą skalę. Każdy z nas żyje też w jakiejś rodzinie, a skoro historia to ludzie, pewne jest, iż każda rodzina również posiada swoją własną i niepowtarzalną historię, i przypuszczalnie dzieje niejednej familii zasługują na bliższe poznanie. Niemniej, najwierniejszymi świadkami ludzkich pogmatwanych losów są przedmioty, które towarzyszyły im podczas długich lat życia i bardzo często przechodziły z pokolenia na pokolenie. Gdyby potrafiły mówić, zapewne zrelacjonowałyby nam szereg ciekawych faktów, niekiedy radosnych, ale też i tragicznych. Wszystko zależałoby od czasów, w jakich poszczególnym pokoleniom przyszło żyć.

A teraz przenieśmy się na chwilę do przepięknej wsi Stokowo położonej nad Narwią. To właśnie tam na świat przychodzi główna bohaterka rodzinnej sagi, której autorką jest Katarzyna Droga. Janka Zajewicz urodziła się w pewną deszczową noc roku 1923, a więc przed nią naprawdę trudny czas. My – żyjący współcześnie – doskonale wiemy, co nastąpiło potem. Historia pokazała nam, jakie dramaty przeżywali ludzie, którzy przyszli na świat na początku dwudziestego wieku. Lata drugiej wojny światowej, a później stalinizmu i PRL-u wcale nie należały do najłatwiejszych. Najpierw czający się na każdym kroku faszyści, którzy z zimną krwią mordowali niewinnych ludzi, a potem znów komuniści, którzy wysyłali między ludzi swoich szpiegów, aby ci donosili im kto nie jest z nimi, lecz przeciwko nim. Totalny brak swobody słowa i wyznania. Trzeba też pamiętać, że tuż po wojnie zawiązywały się oddziały partyzanckie, które miały na celu eliminowanie komunistów, chronienie cywili przed bandytami oraz odbijanie więźniów politycznych. Zdarzało się jednak, że walka tychże oddziałów wymykała się spod kontroli i wtedy ginęli niewinni ludzie, którzy na daną chwilę znaleźli się w nieodpowiednim miejscu. Na terenie Podlasia działali tak zwani „leśni”, których okrucieństwo Janka miała odczuć bardzo dotkliwie. Nie daj Boże, jeśli ktoś odważyłby się pomóc takiemu komuniście! Ów miłosierny czyn był równoznaczny z podpisaniem na siebie wyroku śmierci, i jedyne, co wówczas można było zrobić, to uciekać.

Janka Zajewicz ma też rodzeństwo. Szczególnie bliska więź łączy ją z młodszą siostrą o niezwykle oryginalnym imieniu – Cezaryna. W miarę upływu lat ta więź będzie coraz bardziej przybierać na sile. Życie Janki z okresu drugiej wojny światowej poznajemy głównie z jej pamiętnika, który systematycznie pisze. Opowiada w nim o swoich przodkach urodzonych jeszcze w dziewiętnastym wieku. Mówi o bezwzględnych i brutalnych nazistach. Wspomina swoich sąsiadów – Żydów – którym za swoją narodowość przyszło zapłacić najwyższą cenę. Relacjonuje masakrę, która dokonała się w pobliskim lesie. I tak oto słowa zapisane przez Jankę w pamiętniku do pewnego momentu książki przeplatają się z narracją prowadzoną przez Autorkę powieści, a właściwie biografii opowiadającej o losach jej własnej rodziny. Czytelnik jest świadkiem jak bardzo życie ludzi, którym przyszło żyć w tamtych czasach zmieniało się z dnia na dzień. Widzimy w jakich niepewnych czasach przyszło im żyć. Lecz z drugiej strony pomimo tych wszystkich trudności potrafili odnaleźć w sobie radość i choć odrobinę szczęścia, aby móc obdarować nim osoby najbliższe. Jakże odmienne było tamto pokolenie od tego, które żyje dzisiaj. Wówczas wyznawano zupełnie inne wartości. Kierowano się innymi uczuciami. Wydaje się, że ufano sobie wzajemnie znacznie bardziej niż ma to miejsce teraz. Nie było tyle zawiści czy podejrzliwości, które destrukcyjnie wpływają na psychikę każdego człowieka. Wtedy ludzie żyli ze sobą, a nie obok siebie. Nieraz cieszyły zwyczajne drobiazgi, które obecnie mogą wydawać się czymś śmiesznym, jak na przykład zakup samochodu czy telewizora.

Większość tej biograficznej powieści przypada na lata komunizmu w Polsce. Janka Zajewicz po bardzo trudnym dla niej okresie, odnajduje wreszcie sens życia i miłość, którą niegdyś utraciła. Kiedy na jej życiowej drodze staje młodszy od niej student medycyny – Leszek Borenga – dla kobiety kończy się pewien etap życia. Janka staje u progu tego, co nieznane i co przyniesie jej zarówno ból, jak i szczęście, lecz ona jeszcze o tym nie wie. Czuje, że ta zmiana jest jej potrzebna, a Leszek jest mężczyzną, u boku którego chce spędzić resztę życia. Janka jest teraz daleko od Stokowa i od miejsc, które tak bardzo kocha. Niemniej jednak, powoli przyzwyczaja się do innego życia, bo przecież nie jest już sama. Ma ukochanego męża, który robi zawrotną karierę w świecie polskiej medycyny. Choć nie wszyscy są mu przychylni, to jednak Leszek nie poddaje się i uparcie dąży do celu. Dla niego bycie lekarzem to przede wszystkim powołanie i służenie ludziom, zaś nie prestiż i pieniądze, które dzięki tej pracy zarabia.

Janka i Leszek żyją jak normalni ludzie. Choć los rzuca ich w różne strony Polski, to jednak wciąż pozostają tymi samymi ludźmi. Każde z nich ma za sobą życiowe tragedie. Leszek nie może pogodzić się ze śmiercią matki, z kolei Janka gdzieś podświadomie pielęgnuje pamięć po tym, którego odebrali jej „leśni”. Mają też przyjaciół, z którymi się spotykają i którzy pomagają w razie potrzeby. Ale czy ci przyjaciele będą równie uczynni, kiedy Jankę i Leszka dotkną poważne kłopoty? Czy wtedy też wszyscy jak jeden mąż pospieszą im z pomocą? A może odwrócą się od nich i będą udawać, że Borengowie są im obcy? I tak mijają lata, a temu wszystkiemu ze spokojem przygląda się Wiluś – zdobiona szafka pamiętająca jeszcze czasy cesarza Wilhelma.




Ponieważ bardzo lubię sagi rodzinne, a szczególnie te spisane na faktach, niesamowicie ucieszyła mnie propozycja przeczytania i zrecenzowania powieściowego debiutu Autorki. Pomimo że jest to biografia, to jednak nie znajdziemy tutaj nudnych i monotonnych opisów poszczególnych wydarzeń z życia bohaterów. Tak jak już wspomniałam, książka posiada formę powieści i napisana jest językiem prostym i zrozumiałym. Katarzyna Droga nie używa jakichś dziwacznych porównań czy przenośni. Nie eksperymentuje językiem polskim. Widać, że napisała tę powieść tak, jak czuła, dedykując ją swoim Rodzicom, co jest zrozumiałe i każdy kto, przeczyta tę historię będzie wiedział dlaczego.

Jeśli o mnie chodzi, to jestem z pokolenia tych, którzy lata PRL-u pamiętają z wieku dziecięcego. Moje dorastanie przypadło na lata osiemdziesiąte dwudziestego wieku. Pamiętam zatem stan wojenny, strajki, niezapomniane festiwale rockowe w Jarocinie, muzykę disco, która szturmem z Zachodu wdzierała się wówczas do Polski, niosąc ze sobą specyficzną modę, za którą młodzi ludzie ślepo podążali. Doskonale pamiętam też upadek komunizmu i zmianę ustroju, natomiast wszystko to, co działo się wcześniej znam jedynie z opowiadań swoich rodziców albo z filmów i literatury. Dlatego też tego rodzaju lektura jest dla mnie niezwykle cenna. Pierwsze rozdziały kojarzyły mi się z Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej. To chyba głównie z powodu rzeki Narew. Potem, gdy już kończy się wojna, a bohaterowie wkraczają w inne życie, przed oczami stanął mi serial Dom w reżyserii Jana Łomnickiego, kiedy to po ulicach jeździły niezapomniane syrenki i warszawy – marzenie każdego ówczesnego polskiego kierowcy.

Katarzyna Droga doskonale oddała klimat tamtych lat. Nie zapominajmy, że wtedy na pierwszy plan wysuwała się partia, do której wypadało należeć. Niektórzy zapisywali się do niej „dla interesu”, aby szybciej zdobyć mieszkanie, samochód, pracę. Ale byli też i tacy, którzy brzydzili się partią i za nic nie chcieli do niej przynależeć, uważając, że ten „smród” będzie się za nimi ciągnął już przez całe życie. Woleli swoje poglądy przypłacić więzieniem, niż sprzedać się, aby tylko zyskać święty spokój i lepsze warunki materialno-bytowe.

Bohaterowie powieści w większości budzą w czytelniku sympatię. Janka jest kobietą, która nie boi się mówić głośno tego, co akurat myśli. Szczególną antypatię czuje do władz państwowych, czego nie ukrywa w gronie swoich znajomych. Jest też kobietą niezwykle silną i nawet jeśli gdzieś w kącie sobie popłacze, to jednak bardzo szybko zbiera się w sobie i wychodzi życiu naprzeciw. A trzeba wiedzieć, że los jej nie oszczędza. Praktycznie tragedia goni tragedię. Lecz w końcu przychodzi taki dzień, kiedy Janka i Leszek po życiowych trudach, z którymi zmagali się przez tyle lat, otrzymują od życia bezcenną nagrodę.

Na kartach powieści realia lat ubiegłych mieszają się ze współczesnością. Autorka co pewien czas ukazuje prozę życia, która nie jest obca współczesnemu człowiekowi. Tak więc z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych dwudziestego wieku nagle przenosimy się do roku 2012. Odniosłam wrażenie, że ten przeskok jakoś nie bardzo pasuje do opowiadanej historii. Jest jak gdyby nieco sztuczny. Te fragmenty czytałam szybko, aby znów móc delektować się tym, czego doświadczali główni bohaterowie.

Moim zdaniem książki takie, jak Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca są niezwykle cenne, chociażby z tego powodu, iż nie zawierają bezsensownego bełkotu, jakim wielokrotnie raczą nas współcześni pisarze. Nie zawaham się użyć sformułowania, iż ta biograficzna powieść napisana jest „w starym stylu”, choć współczesnym językiem. W mojej opinii jest to jeden z kluczowych walorów tej książki. Wydaje mi się, że powinniśmy częściej pisać i czytać tego rodzaju historie, ponieważ jesteśmy to winni tym, którzy żyli przed nami, a których życie niejednokrotnie usłane było cierniami i bólem.



Za książkę serdecznie dziękuję Pani Justynie oraz Wydawnictwu