Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte Link. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte Link. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Charlotte Link – „Wielbiciel”










Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2013
Tytuł oryginału: Der Verehrer
Przekład: Daria Kuczyńska- Szymala





Kiedy kobieta dowiaduje się, że mężczyzna, z którym spędziła wiele lat życia i któremu ufała właśnie ją zdradził, wówczas przeważnie próbuje szukać przyczyn owej zdrady we własnym postępowaniu i bezustannie wyrzuca sobie, że musiała zrobić coś naprawdę złego, co popchnęło ukochanego męża/partnera do zainteresowania się inną kobietą. Oszukana kobieta często zadaje sobie pytanie, gdzie popełniła błąd. Dlaczego nie zauważyła wcześniej, że mężczyzna, z którym dzieliła życie stopniowo się od niej odsuwał? Dlaczego nie zwróciła uwagi na jego późne powroty do domu, dla których wciąż wynajdywał przeróżne usprawiedliwienia? Czy była aż tak bardzo skupiona na własnych problemach, że coś tak ważnego jej umknęło? A może zwyczajnie przestała dbać i o siebie, i o partnera, sprawiając tym samym, że ten w końcu znalazł sobie taką, która jest nie tylko piękna, ale też potrafi czytać w jego myślach i zaspokajać każdą jego potrzebę? A może tak po prostu miało być i żadne zabiegi nic by nie pomogły, gdyby mąż czy partner nagle stwierdził, że jego uczucie już dawno się wypaliło, a żona/partnerka jest temu najmniej winna?

W momencie, gdy czterdziestoletnia Leona Dorn dowiaduje się o zdradzie męża oprócz szoku i upokorzenia, czuje też, że traci poczucie własnej wartości. Kobieta nie potrafi pojąć, jak to się mogło stać, iż Wolfgang, u boku którego spędziła większość życia, tak nagle wpadł w ramiona innej i jeszcze w dodatku jest z nią szczęśliwy. Na jego usprawiedliwienie można byłoby dodać, że facet zwyczajnie przechodzi kryzys wieku średniego i tak naprawdę prędzej czy później musiało do tego dojść. Leona sądziła jednak, że z Wolfgangiem tworzą naprawdę zgodne i kochające się małżeństwo, w związku z czym nikt ani nic nie jest w stanie im zagrozić. Ba! Nie tylko ona tak myślała. Dokładnie tak samo twierdziła jej rodzina, dlatego wieść o rozpadzie związku Leony i Wolfganga zapewne będzie dla nich nie mniejszym szokiem, niż dla samej zainteresowanej.

Zanim Leona Dorn usłyszała z ust męża, że ten się zakochał i chce odejść, udała się do jednego z frankfurckich stomatologów na rutynowe leczenie zęba. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż wracając do domu z wizyty u dentysty nie natknęła się na wypadającą z okna jednego z bloków młodą kobietę. Okazuje się, że samobójczynią jest niejaka Eva Fabiani, która najprawdopodobniej odebrała sobie życie z powodu notorycznych zdrad męża. Nawet po rozwodzie kobieta nie potrafiła sobie poradzić z tym problemem, cierpiąc na chorobliwą zazdrość, tym samym zatruwając życie nie tylko byłemu mężowi, ale też otoczeniu. Leona Dorn z jednej strony nie umie pojąć motywu, jaki kierował Evą w chwili popełniania samobójstwa, natomiast z drugiej poniekąd rozumie odrzuconą i zranioną kobietę, choć sama nie ma jeszcze pojęcia, że ją czeka podobna przyszłość. Na razie tylko los wie, że kochany przez Leonę Wolfgang sypia z inną kobietą.



Ursula Buschhorn jako Leona Dorn & Bernhard Schir w roli Roberta Jablonskiego
w filmie Wielbiciel (2002)

reż. Dagmar Damek
źródło


Tuż przed śmiercią Eva Fabiani wypowiada jakieś tajemnicze słowa, które słyszy jedynie Leona, ale przecież kobiety są sobie zupełnie obce, więc niby skąd Leona ma wiedzieć, o co tak naprawdę chodzi samobójczyni? Wtedy też Leona Dorn zawiera znajomość z Lydią Behrenburg, która uparcie twierdzi, że była najlepszą przyjaciółką Evy i wiedziała o jej życiu dosłownie wszystko. Młoda sąsiadka nie miała przed wścibską i samotną Lydią żadnych tajemnic. Czy na pewno? A może kobiecie tylko tak się wydawało? Może samotność sprawiła, że zwyczajnie ubzdurała sobie tę wielką przyjaźń, bo z taką świadomością było jej łatwiej żyć? Okazuje się też, że samobójczyni miała brata. To Robert Jablonski, który mieszka gdzieś w Szwajcarii i jest tłumaczem pracującym dla różnych wydawnictw. Jeśli więc wziąć pod uwagę kwestie zawodowe, to można śmiało stwierdzić, że mężczyzna ma z Leoną wiele wspólnego. Ona także pracuje w wydawnictwie, gdzie zajmuje się redagowaniem powieści. Pomiędzy Robertem a Leoną bardzo szybko nawiązuje się nić sympatii, która już po kilku tygodniach przeradza się w coś znacznie poważniejszego.

Tymczasem w lesie niedaleko Augsburga pewne małżeństwo w średnim wieku odkrywa zmasakrowane ciało młodej kobiety, które ktoś przywiązał do drzewa. Widok jest naprawdę przerażający. Już na pierwszy rzut oka można poznać, że ofiara musiała bardzo cierpieć, zanim umarła. Ten, kto pozbawił ją życia to zwykły rzeźnik. Nie można więc mieć za złe kobiecie, która wraz z mężem odkryła tę masakrę, że teraz potrzebuje pomocy psychologa i nie jest w stanie logicznie myśleć i złożyć zeznań, które pomogłyby policji w ujęciu zabójcy. Czy zatem morderstwo pod Augsburgiem i samobójstwo Evy Fabiani miały ze sobą coś wspólnego? Czy za jednym i drugim stoi ten sam człowiek? Czy policja będzie w stanie znaleźć sprawcę, zanim ten po raz kolejny zaatakuje? Kim jest? Czy już upatrzył sobie następną ofiarę?

Jedno z wydań niemieckich (2011)
Wielbiciel to książka, która na niemieckim rynku wydawniczym ukazała się dość dawno, bo jeszcze pod koniec lat 90. XX wieku. Jak widać do Polski trafiła późno, dlatego czytelników mogą nieco dziwić realia opisane przez Charlotte Link, czego przykładem jest choćby marka niemiecka jako waluta, którą posługują się bohaterowie. Ponieważ Wielbiciel to dopiero siódma z kolei książka w dorobku Autorki, nie widać jeszcze tej schematyczności, jaką obserwujemy w przypadku powieści wydanych dużo później. Widać, że tworząc opowieść o Leonie Dorn, Autorka postawiła głównie na romans. Z drugiej strony jednak gdyby porównać tę książkę do powieści wydanych później, wówczas można byłoby pokusić się o stwierdzenie, że w miarę upływu czasu Charlotte Link nabrała doświadczenia i każda kolejna historia była już tylko lepsza od tej poprzedniej. Tak więc myślę, że w tym przypadku zasadne jest zacytowanie powiedzenia, że praktyka czyni mistrza. Poza tym rutyna i schematyczność, które obserwujemy w kolejnych powieściach nie obniżają ich jakości, co może wydawać się nieco dziwne. Ale w moim odczuciu naprawdę tak jest.

Leona Dorn to oczywiście główna bohaterka Wielbiciela, lecz z drugiej strony na kartach książki pojawiają się również postacie, które bardzo dużo wnoszą do fabuły powieści, co sprawia, że można odnieść wrażenie, iż oni także są tutaj głównymi bohaterami. Mam na myśli wspomnianego Roberta Jablonskiego czy nawet Wolfganga Dorna. Leona to kobieta, która po latach bycia z jednym mężczyzną została nagle przez niego oszukana. Oczywiście nie spodziewała się, że tak się stanie, więc jej zaskoczenie i poczucie upokorzenia jest jak najbardziej zasadne. Niemniej nieoczekiwana strata poczucia własnej wartości popycha ją do tego, że rozpaczliwie dąży do wypełnienia w swoim życiu pustki, którą zostawił po sobie Wolfgang. Takie rozumowanie nie jest dla niej dobre, ponieważ licho nie śpi i ktoś nieodpowiedni może to wykorzystać. A kiedy już ktoś taki wedrze się w jej życie, wówczas może być za późno na zrobienie kroku wstecz.

W swojej powieści Charlotte Link porusza nie tylko problem nadmiernego zaufania do osób, których de facto zupełnie nie znamy, ale też wiele miejsca poświęca relacjom rodzinnym. Robi to na przykładzie rodziny Leony Dorn. Okazuje się bowiem, że nawet w najlepiej funkcjonującej familii mogą pojawić się problemy, natomiast szereg kwestii to tylko zwykła gra pozorów. Czasami można odnieść wrażenie, że ci ludzie w ogóle nie dopuszczają do siebie myśli, iż dzieje się coś złego. W tym wszystkim jest także obecne niepełnosprawne dziecko. I tutaj kontrowersje może budzić sposób, w jaki Charlotte Link przedstawiła podejście do tego tematu. Okazuje się bowiem, że niepełnosprawność w rodzinie może być naprawdę kłopotliwa, a nadmierne poświęcanie się takiemu dziecku w miarę upływu czasu staje się tylko przeszkodą w budowaniu choćby jedynie poprawnych relacji pomiędzy małżonkami.


Jezioro Maggiore w Szwajcarii 
Na zdjęciu widać też miasto Ascona, które w powieści odgrywa ważną rolę.
fot. The weaver
źródło

Na kartach powieści czytelnik spotyka również bohaterkę, która jest niezwykle samotna, a do tego jeszcze schorowana. I tutaj znów można zastanawiać się, dlaczego Charlotte Link podeszła do tematu samotności w tak szorstki sposób. Dlaczego nie stworzyła choćby jednej postaci, która byłaby w stanie wykazać się empatią wobec osoby, której życie zupełnie się nie ułożyło? Czy osoby samotne naprawdę są aż tak nieznośne i ponad wszystko narzucają innym swoje towarzystwo, co sprawia, że zamiast znajdować przyjaciół, tracą ich? Możliwe, że Autorka pokazała czytelnikowi prawdę, która jest konsekwentnie omijana albo zwyczajnie zakłamywana. Może o osoby samotne faktycznie nikt nie dba, a wielki szum wokół nich robi się jedynie w mediach lub na potrzeby jakichś wydarzeń społecznych? Z drugiej strony bohaterowie powieści stworzeni są zapewne na podobieństwo niemieckiego społeczeństwa. Nasuwa się zatem pytanie, czy Niemcy nie wiedzą czym jest empatia, a samotnego i pragnącego towarzystwa człowieka traktują niczym natrętnego owada, który stale przeszkadza? Przyznam, że trudno jest mi w to uwierzyć, zwłaszcza że akcja powieści rozgrywa się prawie dwadzieścia lat temu, kiedy świat i ludzie byli zupełnie inni niż teraz.

Wracając do Leony Dorn muszę przyznać, że jakoś niespecjalnie ta postać przypadła mi do gustu. Wiem, że każdy może zaufać nieodpowiedniemu człowiekowi i w związku z tym znaleźć się w niebezpieczeństwie. Z drugiej strony jednak człowiek powinien uczyć się na błędach i w momencie, gdy zauważy, że dzieje się coś naprawdę złego, powinien robić wszystko, aby tylko uchronić przed niebezpieczeństwem siebie i swoich bliskich. Natomiast Leona z jednej strony jest przerażona, kiedy prawda wychodzi na jaw, a z drugiej popełnia tak kardynalne błędy, że ostatecznie naraża także swoich bliskich, którzy nie są niczemu winni. Poprzez takie postępowanie chce być twardą sztuką i nie dać się zastraszyć. Czy taki sposób działania naprawdę przyniesie pozytywny skutek, czy może pogrąży Leonę jeszcze bardziej?

Lubię książki Charlotte Link i choć większość z nich jest schematyczna, to jednak zawsze chętnie sięgam po kolejną. Niemniej Wielbiciel niby jest w porządku, ale mimo to czegoś mi w tej powieści brakuje. Może jest w niej zbyt mało scen trzymających w napięciu? Może to wina głównej bohaterki? A może w 1998 roku umiejętności pisarskie Charlotte Link nie były jeszcze na tyle dobrze rozwinięte, aby stworzyć naprawdę doskonały thriller psychologiczny? A może po prostu czytałam już znacznie lepsze książki Autorki, przy których Wielbiciel prezentuje się słabiej? Na koniec wypadałoby pominąć milczeniem fakt, że osoba mordercy wcale nie jest tajemnicą. Praktycznie od chwili, gdy ten bohater pojawia się na kartach książki, czytelnik zna go już z imienia i nazwiska, a tym, co może ewentualnie zaciekawić jest motyw, jakim kieruje się w swoim bestialskim działaniu. 








środa, 13 kwietnia 2016

Charlotte Link – „Lisia dolina”















Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2013
Tytuł oryginału: Im Tal des Fuchses
Przekład: Dariusz Guzik





Człowieka można porwać z różnych powodów. Najczęściej przyczyną uprowadzenia jakiejś osoby jest chęć wymuszenia przez przestępcę okupu. Można też porwać kogoś, aby zemścić się na wrogu, szczególnie jeśli obiektem tegoż porwania jest osoba, z którą wroga łączą bliskie relacje, jak na przykład ze współmałżonkiem czy dzieckiem. Każde tego typu działanie jest niezwykle bolesne dla osób poszkodowanych. Nigdy tak naprawdę nie wiadomo, czy ofiara porwania jeszcze żyje, czy może jest już stanowczo za późno na podejmowanie jakichkolwiek czynności, aby móc ją uratować. Z reguły przestępca grozi, że zabije, jeżeli nie zostaną spełnione jego żądania. Daje ultimatum, któremu należy sprostać, jeśli chce się jeszcze zobaczyć bliską osobę żywą. Niekiedy może być to zwykły blef ze strony porywacza, który ma na celu zastraszyć przerażonych ludzi i czerpać satysfakcję z ich lęku o najbliższą osobę.

Trudno jest sobie wyobrazić co w takiej sytuacji czuje porwany. Każdy krok prześladowcy budzi w nim potworny lęk, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czy bandyta właśnie nie idzie go zabić i tym samym wypełnić swoją obietnicę, którą złożył rodzinie ofiary. Zdarza się też, że ofiarą porwania pada zupełnie przypadkowy człowiek. Przestępca może się zwyczajnie pomylić i uderzyć nie tam, gdzie pierwotnie miał zamiar. Potem boi się przyznać do swojej pomyłki, aby nie zostać aresztowanym. I tak oto osoba, która zupełnie nie jest związana ze sprawą może łatwo stać się kartą przetargową w sprawie, o której ani ona sama, ani też jej rodzina nie mają najmniejszego pojęcia. To są naprawdę dramatyczne sytuacje, w których liczy się czas. Trzeba również mieć wiele szczęścia, aby wyjść z tego cało, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo co psychopatycznemu porywaczowi strzeli nagle do głowy. Pod wpływem strachu bandyta może przecież zachować się irracjonalnie i posunąć się do czynów, które będą mieć tragiczne konsekwencje. W tym wszystkim niezwykle istotny jest także stan emocjonalny ofiary porwania. Tylko jak zachować przytomność umysłu, kiedy w każdej chwili może wydarzyć się to, co najgorsze?

Pewnego sierpniowego wieczoru 2009 roku podczas podróży z walijskiego Holyhead do Swansea pomiędzy Willardami dochodzi do poważnej kłótni. Tak naprawdę ich małżeński konflikt trwa już od jakiegoś czasu, ale dopiero w trakcie rzeczonej podróży osiąga swój punkt kulminacyjny. Otóż Matthew Willard wciąż jest zaniepokojony sytuacją w pracy. Uważa, że już niedługo zostanie z niej zwolniony, jeśli nie zgodzi się na przeniesienie do Londynu. Z kolei jego żona Vanessa nawet nie chce o tym słyszeć. Kobieta wykłada literaturę na uniwersytecie w Swansea, gdzie jest jej bardzo dobrze i nie dopuszcza do siebie myśli, że ot tak sobie mogłaby zmienić pracę i wyjechać do Anglii. Dodatkowo twierdzi, że mąż przesadza i tak naprawdę nic złego mu nie grozi w firmie. Czy Vanessa ma rację? Czy Matthew faktycznie wyolbrzymia całą sytuację? A jeśli to on ma rację i ośli upór kobiety doprowadzi kiedyś do tego, że nie będą mieć z czego żyć, bo mężczyzna wyląduje na bezrobociu? Może nie są zadziwiająco bogaci, ale przecież od lat żyją na dość wysokim poziomie i jakoś nie wyobrażają sobie, żeby coś miało się w tej kwestii zmienić.


Widok z Pembrokeshire Coast National Park
To gdzieś tam doszło do porwania Vanessy Willard. 
fot. Manfred Heyde 


Zarówno kłótnia małżonków, jak i fizjologiczne potrzeby psa, który podróżuje wraz z Willardami sprawiają, że Matthew zjeżdża na opustoszały parking w pobliżu Pembrokeshire Coast National Park i udaje się na spacer z Maksem. Chce też nieco ochłonąć po sprzeczce z żoną. Oczywiście Vanessa nie towarzyszy mężowi w spacerze i – mówiąc kolokwialnie – rzuca fochem. Kobieta zostaje zatem przy samochodzie, wciąż rozmyślając o zaistniałym problemie. Na chwilę obecną Vanessa nie ma pojęcia, jak można by go było rozwiązać. Jest jedynie głęboko przekonana o tym, że nie pojedzie za mężem do Londynu i nie zostawi za sobą tego wszystkiego, co udało jej się do tej pory osiągnąć, pracując na uniwersytecie w Swansea. Zdaje sobie również sprawę z tego, że Matthew nie odpuści, a jego strach o ewentualną utratę pracy weźmie nad nim górę.

Robi się coraz ciemniej. Matthew Willard nie wraca, a Vanessa wciąż rozmyśla i czeka oparta o maskę samochodu. Gdzieś w oddali dostrzega jakiś przejeżdżający samochód. Wokół panuje jednak cisza i nigdzie nie widać żywej duszy. Kobieta chciałaby, aby mimo wszystko mąż już wrócił. W tej ciszy coraz bardziej czuje się nieswojo. Ogarnia ją jakiś niewytłumaczalny lęk. W pewnej chwili Vanessa Willard zostaje zaatakowana przez nieznanego jej mężczyznę, który ją ogłusza i pakuje do samochodu, a potem wywozi gdzieś w nieznane. Człowiek ten ma plan. Chce zażądać od męża kobiety sporej kwoty pieniędzy, co pozwoliłoby mu spłacić dług, jaki zaciągnął u pewnego gangstera. W tym celu wywozi Vanessę do kryjówki, którą przypadkowo odnalazł jeszcze w dzieciństwie i tam wyciąga od niej wszystkie informacje na temat Matthew. Kobieta jest przerażona. Błaga porywacza, aby nie robił jej krzywdy, lecz ten jest tak bardzo zdesperowany w swoim działaniu, że nie przyjmuje niczego do wiadomości, pomimo że obchodzi się z nią dość delikatnie, zważywszy na okoliczności. Jedyne, co bandyta musi teraz zrobić to powiadomić Willarda o porwaniu i zażądać okupu. Potem wypuści Vanessę i wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie. Niestety, los zadecydował inaczej.

Pomimo że na okładce książki widnieje nazwisko porywacza, to jednak zachowam je w tajemnicy. Napiszę tylko, że mężczyzna jest już notowany przez policję i chyba tylko cudem udało mu się do tej pory uniknąć więzienia. Generalnie jest to facet, któremu nic się nie udaje, dlatego żyje z włamań i drobnych kradzieży. Nawet rodzina nie chce mieć z nim nic wspólnego. W dodatku kobieta, z którą jeszcze do niedawna dzielił życie również kazała mu się wynosić, nie mogąc dłużej znieść sposobu, w jaki ten kieruje swoim losem. Tak więc kiedy porywacz udaje się do miasta, aby wreszcie móc powiadomić męża Vanessy o jej uprowadzeniu i zażądać okupu, zostaje aresztowany. Szybko okazuje się, że tym razem nie wywinie się już od kary więzienia. Wyobraźmy sobie zatem sytuację Vanessy Willard: kobieta leży gdzieś zamknięta w drewnianej skrzyni skręconej śrubami, a jej oprawca właśnie trafił za kratki! Czy w takim razie jest jeszcze jakakolwiek szansa na jej uratowanie? Czy porywacz zdobędzie się na odwagę i powiadomi policję o swoim ostatnim czynie i tym samym sprawi, że żona Matthew Willarda odzyska wolność? A może lęk o samego siebie będzie silniejszy i bandyta zachowa to wszystko do własnej wiadomości, nie bacząc na konsekwencje swego działania? Czy zatem Vanessa może już tylko modlić się o cud, bo w innym razie czeka ją pewna śmierć? Czy ktokolwiek ją kiedyś odnajdzie?


Swansea. Widok na miasto ze wzgórza Kilvey

Oczywiście Matthew Willard nie spoczywa na laurach i natychmiast po odkryciu, iż jego żona zniknęła, wszczyna alarm. Niestety, policja wydaje się być bezsilna, a do tego w pierwszej kolejności podejrzenia padają na osobę Willarda. Przecież tuż przed zaginięciem żony poważnie się z nią pokłócił. Poza tym możliwe też, że Vanessa miała go już dosyć i odeszła z kochankiem. I tak mijają lata bezowocnych poszukiwań, aż w końcu w niewyjaśnionych okolicznościach znika kolejna kobieta. Okoliczności rzeczonego zniknięcia są bardzo podobne do tych, w których trzy lata wcześniej jak kamień w wodę przepadła Vanessa Willard. W międzyczasie dochodzi także do innych przestępstw. Czy one wszystkie mają zatem jakiś wspólny punkt odniesienia? Czy stoi za nimi ta sama osoba? Czy policja w końcu odkryje prawdę? Czy nasi bohaterowie będą mogli jeszcze normalnie żyć?

Charlotte Link nigdy mnie nie zawodzi, pomimo że jej książki generalnie pisane są do tego samego schematu. Tym razem jednak autorka odchodzi od rutyny i proponuje czytelnikowi fabułę utkaną w zupełnie inny sposób, niż ma to miejsce w przypadku książek, które czytałam do tej pory. Chociaż Charlotte Link sięga po motyw porwania, który jest dość popularny wśród autorów tworzących powieści kryminalne, to jednak pomysł na wykonanie jest zgoła odmienny od tych, które znam. W całą tę historię uwikłanych jest sporo osób i tak naprawdę w końcowym rozrachunku nie wiadomo kto ponosi winę za to, co się dzieje. Poszczególnych bohaterów łączą ze sobą dość silne przyjacielskie relacje, dlatego też sprawa jeszcze bardziej się gmatwa.

Wszystkie książki Charlotte Link posiadają w sobie duży ładunek psychologiczny. Tym razem jest podobnie. Lisia dolina to cała galeria postaci skomplikowanych pod względem psychologicznym i emocjonalnym. Z jednej strony są to zwyczajni ludzie, którzy mogliby żyć obok nas, zaś z drugiej jest w nich coś niezwykłego, co sprawia, że z każdą kolejną stroną coraz głębiej wciągają czytelnika w swoje zawiłe losy. Wśród nich są tacy, którzy za nic na świecie nie potrafią pogodzić się z przeszłością i jedyne, czego pragną to poznać wreszcie prawdę i – na ile to tylko możliwe – zacząć normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Są też i tacy, których codzienne życie przytłacza i gdzieś w podświadomości wciąż czują, że już najwyższy czas, aby coś zmienić. Pytanie tylko, w jaki sposób tego dokonać, skoro życie stale ich ogranicza i nie pozwala poczuć się wolnymi? Niektórzy bohaterowie Lisiej doliny nie potrafią zmierzyć się z otaczającą ich rzeczywistością. Stres i ciągła presja nie pozwalają im optymistycznie patrzeć w przyszłość. Są też i tacy, którzy cierpią za grzechy innych. I to chyba jest w tym wszystkim najgorsze. Łatwiej bowiem zrozumieć, kiedy należy zapłacić za coś, czego sami się dopuściliśmy. Gdy jednak trzeba ponosić odpowiedzialność za złe postępowanie innych ludzi, wówczas nie ma szans na zrozumienie.

Oczywiście książkę polecam, jak każdą inną, która wyszła spod pióra Charlotte Link. Na koniec mogę jedynie dodać, że w Lisiej dolinie czytelnik odnajdzie przekrój przez różne warstwy społeczne, a także pozna rozmaite relacje międzyludzkie, które z pewnością do łatwych nie należą. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej jesteśmy wciągani w zagmatwaną historię porwania Vanessy Willard, zaś akcja zatacza tak szerokie kręgi, że trudno jest jednoznacznie stwierdzić, kto w tym wszystkim ponosi największą winę: czy jest to ten, który naprawdę spowodował śmierć, czy może ten, kto swoim postępowaniem sprawił, że w końcu coś pękło i doprowadziło do tragedii?










niedziela, 16 sierpnia 2015

Charlotte Link – „Nieproszony gość”














Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2014
Tytuł oryginału: Der fremde Gast
Przekład: Dariusz Guzik





Gdy nagle tracimy kogoś bliskiego, z kim mieliśmy nadzieję doczekać starości, wówczas wydaje nam się, że nasze życie tak naprawdę już się skończyło, bez względu na to, ile mamy lat. Kiedy osoba, którą kochaliśmy odchodzi, aby związać się z kimś innym, wtedy jeszcze przez długi czas mamy cichą nadzieję, że może jednak ten nowy związek nie okaże się tym, czego tak naprawdę poszukuje w życiu nasz były partner czy była partnerka. Jeżeli faktycznie tak się stanie, to istnieje jeszcze szansa, że osoba, która zniknęła z naszego życia, za jakiś czas do nas powróci. Znacznie gorzej natomiast jest wtedy, gdy obiekt naszych uczuć umiera i trzeba pogodzić się z tym, że już nigdy tego człowieka nie zobaczymy. Od tej pory jedyne, co nam pozostanie, to grób na cmentarzu, który będziemy odwiedzać tak często, jak to tylko możliwe.

Wiele osób w takiej sytuacji nie widzi dla siebie żadnej przyszłości i niekiedy myśli o tym, aby w jakiś mistyczny sposób połączyć się z człowiekiem, który odszedł z tego świata. Nieważne, że są dzieci, które trzeba wychować. Nie istotne jest, że mamy pracę, która daje nam satysfakcję. Nieważne też, że wokół nas są przyjaciele, którzy chcą pomóc, lecz nie wiedzą w jaki sposób, bo zamknęliśmy się w sobie i zbudowaliśmy wielki mur, przez który nikt z zewnątrz nie jest w stanie się przedostać. Nasz stan psychiczny zaczyna się pogarszać z dnia na dzień. Przestaje nas interesować to, co dzieje się wokół. Praktycznie świat mógłby nagle przestać dla nas istnieć. I co wtedy robimy? Zaczynamy myśleć o samobójstwie. Tego rodzaju myśli każdego dnia przybierają na sile, aż w końcu całkowicie nas obezwładniają i stopniowo zaczynamy przygotowania do odebrania sobie życia, bo przecież to wszystko wokół nas jest bez sensu. Teraz pozostaje nam już tylko zdecydować, w jaki sposób pożegnać się z życiem. Najlepiej tak, żeby nie bolało. Możemy na przykład zażyć sporą ilość środków farmaceutycznych i po prostu zasnąć na wieki. Ale co będzie, jeśli ktoś niespodziewanie nam w tym przeszkodzi? Co stanie się, kiedy tuż przed skończeniem ze sobą ktoś nagle zapuka do naszych drzwi, czasami wręcz zawracając nam głowę jakąś błahostką? W pierwszej chwili zapewne będziemy na intruza wściekli za to, że przerwał nam tak skrupulatnie przygotowywany plan odebrania sobie życia. Najchętniej wyrzucilibyśmy go z domu i pozamykali drzwi na cztery spusty, aby już nikt więcej nie ośmielił się zakłócać nam spokoju. Z drugiej strony jednak nieoczekiwane wtargnięcie natręta do naszego domu może tak naprawdę być początkiem nowego życia, które właśnie rozpoczniemy. Po jakimś czasie możemy być wdzięczni temu człowiekowi, że nie dopuścił do ziszczenia się naszych planów, które z perspektywy czasu możemy postrzegać jako idiotyczne i bezsensowne. Nagle zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że osoba, która zmarła, a jej śmierć przyprawiła nas o głęboką depresję, nigdy nie chciałaby, abyśmy podążyli za nią w zaświaty.

Przypuszczam zatem, że Felix Brandt, który pewnego dnia nie przeżył czołowego zderzenia z samobójcą jadącym pod prąd, nie chciałby, aby jego ukochana żona odebrała sobie życie z powodu jego przedwczesnej śmierci. Felix był mężczyzną, którego potrzebowała nie tylko Rebecca, ale też jego pacjenci, których z powodzeniem leczył. Ta śmierć tak naprawdę w ogóle nie powinna była się zdarzyć. Niestety, czasu już cofnąć nie można. Jedyne, co należałoby zrobić w tej sytuacji, to spróbować żyć w miarę normalnie, co wcale nie oznacza, że trzeba zapomnieć o Feliksie i o tym, co się wydarzyło. Rebecca nie jest jednak na tyle silna, aby móc wrócić do życia sprzed wypadku. Ona wciąż wspomina męża i wydaje jej się, że nie jest w stanie bez niego żyć. Felix był dla niej niczym tlen, bez którego teraz się dusi. Kobieta opuszcza zatem swój dom w Niemczech i przenosi się do malowniczej Prowansji, gdzie razem z mężem kilka lat wcześniej kupiła piękną posiadłość. To właśnie tutaj pragnie zakończyć swoje życie. Akt samobójczy dokładnie sobie zaplanowała. Przez pewien czas skrupulatnie gromadziła morfinę, która teraz ma jej pomóc w podróży na drugi świat. Kiedy już wszystko jest doskonale przygotowane, dom wysprzątany i pozałatwiane wszystkie ważne sprawy, do drzwi domu Rebeki puka Maximilian Kemper…


Dominic Raacke jako Maximilian Kemper & Barbara Rudnik w roli Rebeki Brandt
reż. Markus Rosenmüller
fot. ZDF (2007)
źródło

Tymczasem gdzieś na obrzeżach Monachium mieszkają Karen i Wolf. Są oni klasycznym przykładem małżeństwa, w którym dominuje męski pierwiastek. To Wolf wszystkim rządzi, natomiast Karen jest tą przysłowiową „szarą myszką”, która zawsze usuwa się w cień. Kobieta cierpi na depresję, która być może w dużym stopniu spowodowana jest zachowaniem jej męża. Karen uważa bowiem, że każdy, z kim zetknie ją los, jest wobec niej nieuprzejmy, dlatego też woli zejść innym z drogi, zamiast twardo bronić swojego zdania, nawet jeśli jej rozmówca nie wie czym jest kulturalne zachowanie. Z kolei Wolf stale krytykuje żonę. Mężczyzna widzi jedynie jej wady. Zupełnie nie dostrzega tego, że Karen po urodzeniu drugiego dziecka całkowicie poświeciła się prowadzeniu domu i niczym przykładna „kura domowa” biegnie z ciepłym obiadkiem, gdy tylko ujrzy swojego „pana” wracającego z pracy. Niestety, Wolf zupełnie nie dostrzega jej poświęcenia. Tylko z drugiej strony czy można w tym kontekście mówić o poświęceniu, czy może o zwyczajnej głupocie i naiwności ze strony Karen? Przecież ona w ogóle o sobie nie pamięta. Nie zaspokaja własnych potrzeb ani ambicji. Jej świat kręci się wokół dzieci, męża i psa. Czy tak powinno wyglądać małżeństwo i życie młodej kobiety?

Sąsiadami Karen i Wolfa są niejacy państwo Lenowsky, którzy od dawna są już na emeryturze. Karen nie postrzega ich jako osób sympatycznych, ale w przypadku tej kobiety raczej każdy jest antypatyczny. W pewnym momencie jednak negatywne odczucia zaczynają być spychane na bok. Otóż, od kilku dni Fred i Greta Lenowsky, jak gdyby zapadli się pod ziemię. Nikt ich nie widział, zaległa poczta aż wysypuje się ze skrzynki, natomiast jakiekolwiek dostanie się do ich domu jest niemożliwe. Tym, co budzi w Karen niepokój jest dodatkowo fakt, iż dom wygląda tak, jakby ktoś w nim przebywał, lecz kiedy kobieta próbuje dzwonić do drzwi, nikt jej nie otwiera. Czyżby Fred i Greta obrazili się na sąsiadów? A może za ich milczeniem kryje się coś znacznie poważniejszego, niż tylko zwykła niechęć do ludzi? Chyba jedynie pies Karen – Kenzo – wie, co tak naprawdę wydarzyło się w domu emerytów. Kenzo bowiem bezustannie obszczekuje ich posiadłość, czego wcześniej w ogóle nie robił. Swoim zachowaniem zakłóca spokój innym sąsiadom, lecz nawet Karen nie ma na Kenzo wpływu. Mądry pies o czymś wie, lecz nie jest w stanie tego powiedzieć. Co zatem stało się z Fredem i Gretą? Czy jeszcze kiedyś opuszczą swój dom? A może wyjechali, zostawiając dla niepoznaki alarm, dzięki któremu dom wygląda na zamieszkały?


Jasmin Schwiers jako Inga Hagenau & Antonio Wannek w roli Mariusa Hagenau
reż. Markus Rosenmüller
fot. ZDF (2007)
źródło

Nieproszony gość to książka, w której przeplatają się losy wielu osób. Charlotte Link zanim przejdzie do sedna sprawy, nakreśla życiową sytuację różnych ludzi, których z pozoru nic ze sobą nie łączy, ale gdy stopniowo zagłębiamy się w fabułę dostrzegamy, że jednak jest zupełnie inaczej. Jak w każdej książce autorstwa Charlotte Link, tak i w przypadku Nieproszonego gościa czytelnik ma do czynienia z niezwykle brutalnym morderstwem, którego nie wiadomo kto dokonał. Policja podczas dochodzenia trafia na ślad sprzed wielu lat. Można śmiało rzec, że ofiary zasłużyły sobie na los, jaki je spotkał. Lecz z drugiej strony czy codzienne poniżanie i upokarzanie może usprawiedliwić dokonanie zabójstwa? Chyba nie. Na załatwienie spraw sprzed lat jest przecież inny sposób. Z drugiej strony jednak wciąż nie wiadomo, czy mordercą jest osoba na tę chwilę podejrzana.

Autorka w swojej książce porusza kilka problemów społecznych, a najważniejszym z nich jest kwestia rodzin zastępczych i ośrodków, które zajmują się pomocą dzieciom i młodzieży z domów, w których nie dzieje się najlepiej. Jeden z bohaterów – choć dziś już dorosły – jest właśnie takim dzieckiem ze „złego” domu, które w wyniku sądowego orzeczenia zostało umieszczone w rodzinie zastępczej, gdzie przeżyło istne piekło. Takie doświadczenia z dzieciństwa nie mogły nie odbić się negatywnie na jego dorosłym życiu. Tylko czy nasz bohater w tej swojej ogromnej nienawiści i chęci wyrównania rachunków nie zagubił się gdzieś po drodze i nie zaczął krzywdzić niewinnych ludzi? Może ta przeogromna chęć zemsty przesłoniła mu to, co w życiu naprawdę ważne? Zaślepiony wydarzeniami z przeszłości nie widzi, że tuż obok są ludzie, którzy wcale nie życzą mu źle i gdyby tylko zwrócił się do nich o pomoc i zaufał, jego życiowa sytuacja wyglądałaby dziś zupełnie inaczej? Bohater, o którym mowa, jest doskonałym przykładem na to, jak ogromny wpływ na dorosłe życie ma dzieciństwo i dom rodzinny. Od pewnego momentu czytelnik stopniowo poznaje historię chłopca, którego nigdy nie powinno spotkać to, czego faktycznie doświadczył. Czy zawinił system? A może ludzie nie potrafili stanąć na wysokości zadania i wywiązać się z tego, do czego zostali powołani? Czy może w tym wszystkim – gdzieś na samej górze – stał ktoś silniejszy, kto wykorzystując swoje wpływy i znajomości w konsekwencji doprowadził do dramatu?

Wyd. Blanvalet Tschenbuch Verlag
Niemcy 2014
Fabuła Nieproszonego gościa jest tak skonstruowana, że każdego z bohaterów możemy poddać wnikliwiej analizie psychologicznej. Kobiety na pozór wydają się naprawdę słabe pod względem emocjonalnym, lecz kiedy każda z nich stanie w obliczu zagrożenia, wtedy wyzwala w sobie ogromną siłę, która pozwala jej przetrwać najgorsze chwile. Z kolei mężczyźni to postacie, które generalnie powinny emanować wewnętrzną siłą i mocną psychiką, zaś w rzeczywistości tracą panowanie nad sobą w sytuacjach praktycznie bez wyjścia. Początkowo posiadają doskonały plan działania, który spala na panewce w momencie, kiedy trzeba dokonać trudnego wyboru, zaś wszelka krytyka słabszych jest tak naprawdę tchórzostwem przed poważną rozmową i szukaniem sposobu rozwiązania problemu. Gdzieś w tym wszystkim jest też miłość, która niesie ze sobą tylko zniszczenie.

Nieproszony gość jest na pewno powieścią, która wciąga, ale dopiero po przeczytaniu jej sporej części. Na początku czytelnik może poczuć się nieco znudzony, gdy Autorka jedynie nakreśla sylwetki poszczególnych bohaterów i opisuje realia, w jakich się poruszają. Zanim dojdzie do odkrycia morderstwa minie dość dużo czasu, co niecierpliwych czytelników może nieco irytować. Jeśli ktoś jest wiernym fanem twórczości Charlotte Link, to przypuszczam, że nie zrazi się tymi przydługimi opisami i będzie cierpliwie czekać, aż coś naprawdę zacznie się dziać. Wiadomo, że każdy autor ma w swoim literackim dorobku powieści lepsze i gorsze. Raczej nie staram się porównywać poszczególnych książek danego pisarza, ale gdyby ktoś mnie zapytał, czy kiedykolwiek czytałam lepszą powieść Charlotte Link, niż Nieproszony gość, to wówczas z pełnym przekonaniem odpowiedziałabym, że TAK.

W tym przypadku wyraźnie widać rutynę Autorki, którą niektórzy jej zarzucają. Ostatnio czytałam Echo winy i w obydwu tych powieściach znalazłam wspólny element. I w jednej, i w drugiej książce czytelnik spotyka bowiem małżeństwo, które przepada za żeglowaniem, a właściwie to mężczyźni uwielbiają kontakt z wielką wodą, zaś kobiety muszą wiernie podążać za nimi, bo inaczej małżeństwo może zostać spisane na straty. W tym wypadku kobiety powinny być posłuszne i czy tego chcą, czy nie, muszą podzielać zamiłowania swoich mężów, bez względu na konsekwencje. Zauważyłam też, że Charlotte Link w swoich książkach wciąż opisuje pary małżeńskie, które zmagają się z trudnościami i raczej żadne z tych małżeństw nie wychodzi z kryzysu obronną ręką. Dlaczego tak się dzieje? Czy fakt ten ma jakieś źródło w życiu osobistym Charlotte Link albo w życiu jej przyjaciół, znajomych, rodziny? Trudno powiedzieć.

Myślę, że pomimo tego zbyt długiego wprowadzenia, książka zasługuje na uwagę i warto po nią sięgnąć. Historia opisana przez Charlotte Link zawiera w sobie istotne życiowe kwestie, które wciąż są aktualne, natomiast od pewnego mementu fabuły czytelnikowi trudno już będzie oderwać się od Nieproszonego gościa









piątek, 3 lipca 2015

Charlotte Link – „Echo winy”












Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2012
Tytuł oryginału: Das Echo der Schuld
Przekład: Marta Archman





Kiedy na miasto pada strach, a w niewyjaśnionych okolicznościach znikają małe dziewczynki, których ciała po kilku dniach znajdowane są w mało uczęszczanych miejscach, trzeba jak najszybciej schwytać sprawcę tych okrutnych morderstw. W tych okolicznościach przerażeni rodzice powinni robić wszystko, aby tylko nie dopuścić do tragedii i nie opłakiwać któregoś dnia własnego dziecka. Ale czy można wszystko przewidzieć i zapobiec tragedii, skoro kilkuletnie dziecko jest na tyle ufne, iż nie wyobraża sobie, aby jakiś miły straszy pan mógł zrobić mu krzywdę? Przecież on może spełnić wręcz najskrytsze marzenie, którego nie jest w stanie zrealizować nawet najbardziej kochająca matka, bo albo nie ma wystarczających środków finansowych, albo po prostu jest zbyt zajęta pracą i swoim własnym życiem, żeby jeszcze tracić czas na fanaberie swojego dziecka. Jak zatem należałoby ochraniać własne dziecko? Czy od najmłodszych lat uczulać je na kontakty z obcymi ludźmi, szczególnie z mężczyznami? Może jednak zdarzyć się tak, że niebezpieczeństwo będzie czaić się tuż obok i czasami ktoś, kogo znamy od wielu lat okaże się najgorszym zwyrodnialcem, jakiego kiedykolwiek nosił świat. Czy w takim razie my-dorośli jesteśmy w stanie nie dopuścić do sytuacji, w której nasze dziecko zostanie skrzywdzone lub wręcz zamordowane tylko dlatego, że ktoś przez lata doskonale się maskował i sprawiał wrażenie człowieka bez skazy? To są naprawdę bardzo trudne pytania i chyba nie można znaleźć na nie jednoznacznej odpowiedzi. Oczywiście bez względu na wszystko trzeba chronić dziecko przed zwyrodnialcami, ale też nie można zamykać go na świat, sprawiając tym samym, że któregoś dnia jedyne, co nasza pociecha będzie odczuwać to wszechobecny strach przed obcymi ludźmi, co zapewne zaprocentuje na przyszłość i niekorzystnie odbije się na dorosłym życiu tego małego dziś człowieka.

Przejdźmy teraz do książki, której zasadniczym motywem jest właśnie pedofilia. Chyba nie dziwi fakt, że Charlotte Link zdecydowała się poruszyć ten problem, skoro przestępstwa na tle seksualnym wobec dzieci są obecnie coraz bardziej powszechne. Przenieśmy się zatem na szkocką wyspę Skye, gdzie pewnego dnia dochodzi do tragedii. Otóż młode małżeństwo pochodzące z Niemiec, chcąc spełnić swoje marzenie dotyczące morskiej podróży dookoła świata zostaje staranowane przez bliżej nieznany olbrzymi statek. Na szczęście w ostatniej chwili udaje im się wyskoczyć z jachtu. Jedynym, co zdołali uratować w tej katastrofie jest ich własne życie. To miała być wyprawa, o której nigdy nie mieli zapomnieć. I chyba tak się właśnie stanie, tylko że przecież nie o takie wspomnienia im chodziło. W ramach przygotowań sprzedali wszystko, co mieli, a uzyskane środki finansowe włożyli właśnie w ten jacht i wszelkiego rodzaju zabezpieczenie podróży. Niestety, los okazał się dla Livii i Nathana Moore’ów okrutny i praktycznie w ciągu jednej sekundy zabrał im wszystko. Teraz nie mają ani domu, ani pieniędzy na to, żeby w jakiś sposób móc zabezpieczyć sobie egzystencję. Na grzbiecie mają jedynie przemoczone i poszarpane ubrania. Czy ktoś wyciągnie do nich pomocną dłoń? Czy znajdzie się jakiś dobry człowiek, który sprawi, że małżonkowie zdołają jeszcze odbudować to, co tak gwałtownie stracili?

Tymczasem w posiadłości Ferndale na obrzeżach Norfolk mieszka inne małżeństwo. To Virginia i Frederick Quentinowie. Z pozoru wydaje się, że jest to zgodna i przykładna para, której tak naprawdę niczego do szczęścia nie brakuje. Mężczyzna jest właścicielem banku, a do tego próbuje swoich sił w polityce, gdzie ma spore szanse osiągnąć sukces. Jest tylko jeden problem. Otóż jego piękna żona wciąż stroni od ludzi. Za każdym razem, kiedy Frederick proponuje jej towarzyszenie mu podczas uroczystych bankietów, Virginia stanowczo odmawia. Mężczyzna jest na tyle wyrozumiały, że nie robi żonie awantur z tego powodu, choć nie ukrywa, że jest mu przykro i chciałby wreszcie pokazać światu swoją piękną kobietę. No cóż, w tej sytuacji nie pozostaje mu nic innego, jak tylko pogodzić się z rzeczywistością i samemu radzić sobie w świecie polityki bez wsparcia żony. Dlaczego zatem Virginia jest tak bardzo wycofana z życia, że za każdym razem, kiedy ma wyjść do ludzi, odczuwa paniczny strach? Co takiego dzieje się lub działo w jej życiu, że spowodowało u kobiety tego rodzaju zaburzenia? Czy jest jeszcze szansa na to, aby wróciła do normalnego życia, zamiast stale ukrywać się w posiadłości otoczonej ogromnymi drzewami, które skutecznie przysłaniają jej świat?


Miasto Portree na szkockiej wyspie Skye
fot. Gernot Keller


Bardzo szybko okazuje się też, że niemieccy rozbitkowie, o których była mowa wyżej, nie są tak do końca obcy Virginii. Otóż jakiś czas temu Livia pracowała w posiadłości Quentinów, pomagając w pracach domowych. W tej sytuacji Virginia czuje się, jak gdyby zobligowana do pomocy Niemcom i nie wyobraża sobie, że mogłaby postąpić inaczej. Oczywiście Frederick jest temu bardzo przeciwny. Chyba podświadomie wyczuwa, że tym ludziom raczej nie powinno się ufać. Szczególną antypatię okazuje Nathanowi. Dlaczego? Co takiego zauważył u tego niesamowicie przystojnego mężczyzny, że nie chce mu pomóc, a wręcz się go obawia? Czy Frederick faktycznie ma rację? Czy jego obawy znajdą już niedługo swoje potwierdzenie w rzeczywistości?

Niestety, niemieccy tajemniczy rozbitkowie to nie jedyne zmartwienie Quentinów, podobnie jak pozostałych mieszkańców Norfolk. Otóż od momentu, kiedy na horyzoncie pojawili się Moore’owie, w miasteczku zaczynają znikać kilkuletnie dziewczynki, których zwłoki po paru dniach ktoś odnajduje w mało uczęszczanych miejscach. Zrozpaczeni rodzice nie wiedzą, co robić. Na miasto pada blady strach. Wydaje się, że policja również jest w tej sprawie bezradna. Są tacy, którzy o te makabryczne zabójstwa obwiniają rodziców zamordowanych dziewczynek. Uważają bowiem, że szczególnie matki nie potrafiły zająć się nimi dostatecznie dobrze i to właśnie dlatego dzieci zginęły. Wiadomo też, że za makabrycznymi morderstwami kryje się pedofil, ponieważ dziewczynki przed zabójstwem zostały zgwałcone. Kto zatem stoi za tymi okrucieństwami? Czy jest to ktoś zupełnie obcy, kto ostatnio przybył do miasteczka? A może to osoba, którą wszyscy doskonale znają i nigdy nie przypuszczaliby, że jest zdolna do tak brutalnych czynów w imię zaspokojenia własnego chorego popędu seksualnego? I wreszcie, czy te morderstwa mają coś wspólnego z niemieckimi rozbitkami, którzy nagle pojawili się w okolicy?

Niektórzy mówią, że Charlotte Link nareszcie dopadła przypadłość, która prędzej czy później dosięgnie każdego autora, czyli zwykła rutyna. Nawet jeśli tak w istocie jest, to mnie ta jej rutyna w ogóle nie przeszkadza. Echo winy to któraś z kolei książka Charlotte Link, która wciągnęła mnie już od pierwszej strony. Bohaterowie są bardzo wyraziści, więc można śmiało ocenić ich osobowość. A zatem na kartach powieści spotykamy kobietę przytłoczoną i zaszczutą przez męża, który chcąc spełnić swoje marzenia nie liczy się praktycznie z nikim ani z niczym. Mężczyzna żyje, jak gdyby w innym świecie i wciąż łudzi się nadzieją, że kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym osiągnie sukces. Z kolei jego żona pomimo że doskonale zna swojego męża, to jednak nie ma odwagi mu się przeciwstawić. Woli usunąć się w cień i dać mu wolną rękę do robienia rzeczy, które nie zawsze są dobre.

Wydanie z 2013 roku
Podobnie przedstawia się sprawa w małżeństwie Quentinów. Tutaj z kolei kobieta jest tą stroną dominującą, choć na pierwszy rzut oka wcale na to nie wygląda. Jak już wspomniałam, Virginia jest wycofana z życia z powodu jakichś niewyjaśnionych spraw z przeszłości, zaś jej mąż godzi się na wszystko, aby tylko nie doprowadzać jej do rozstroju nerwowego, którego skutki mogą być naprawdę bardzo poważne. Czy zatem Virginia nie jest czasami egoistką, która patrzy jedynie na własne potrzeby i uczucia, nie dostrzegając tych, którzy żyją obok niej? Może te dylematy z przeszłości to tylko taka kotara, za którą dobrze jest się ukryć, aby zdjąć z siebie odpowiedzialność za życie? 

Prawdę powiedziawszy Virginia Quentin okazała się dla mnie postacią niesamowicie irytującą. W imię własnych potrzeb – czy to prawdziwych, czy urojonych – krzywdzi tych, którzy naprawdę ją kochają i pragną ją chronić, bo tak naprawdę nie wiadomo, czy z powodu swoich emocjonalnych żądz nie ściągnęła niebezpieczeństwa na swoją rodzinę. Kobieta niejednokrotnie zapomina o tym, że przecież jest nie tylko żoną, ale przede wszystkim matką, i to o swoją kilkuletnią córeczkę powinna się troszczyć, szczególnie wtedy, gdy w miasteczku robi się niebezpiecznie z powodu grasującego pedofila. Virginia z jednej strony kocha Kim, ale z drugiej, jak gdyby zupełnie o niej zapominała, chcąc nagle odciąć się od życia, które do tej pory prowadziła. Czy to jest normalne? Czy tak powinna postępować odpowiedzialna i kochająca matka? Z drugiej strony jednak można ją usprawiedliwiać tym, iż przez lata egzystowała w swego rodzaju klatce, z której wreszcie udało jej się wyrwać, więc zachłystuje się tą emocjonalną wolnością na ile tylko może.

A co z Frederikiem? Wydaje się, że jest to bardzo odpowiedzialny mężczyzna, który za wszelką cenę stara się pogodzić swoje życie zawodowe z rodzinnym, choć nie otrzymuje żadnego wsparcia od żony. Można mu jedynie współczuć. Frederick Quentin to z całą pewnością mężczyzna, który kieruje się rozsądkiem, zaś nie marzeniami, których spełnienie może nigdy nie nadejść. Niemniej fakt ten wcale nie oznacza, że Frederick do reszty wyzbył się własnych pragnień i do niczego już nie dąży. Owszem, dąży do osiągnięcia wysokiej pozycji w świecie polityki, ale nie robi tego za wszelką cenę. On potrafi rozdzielić to, co jest dobre od tego, co złe. W chwili kiedy jest potrzebny rodzinie, rzuca wszystko i jedzie do domu na złamanie karku. Niestety, egoistyczna Virginia wciąż nie umie tego docenić. 

Echo winy podobnie jak inne książki Charlotte Link posiada mroczny klimat. W tej powieści jest też sporo psychologii, która sprawia, że w pewnym momencie bohaterowie zaczynają się naprawdę gubić w swoim postępowaniu. Mylą miłość ze zwykłym pożądaniem, a to, co złe jest dla nich dobrem. Ta psychologia wyraźnie widoczna jest także w przypadku dzieci, które pojawiają się na kartach książki. Pamiętajmy, że one obcują ze starszym „dobrym” panem, który przecież nie może zrobić im żadnej krzywdy. On jest taki uprzejmy i tyle uwagi im poświęca. Nie to, co mama, która niejednokrotnie nawet ich nie dostrzega.

Oczywiście zaskakujące jest też zakończenie tej historii. Trudno jest bowiem domyślić się kim jest pedofil, który zwabia kilkuletnie dziewczynki do swojego domu, aby je wykorzystać seksualnie, a potem zabić. Bardzo wymowny jest też tytuł książki. Tutaj można zastanawiać się czego tak naprawdę dotyczy to „echo winy”. Czy odnosi się do pedofila, czy może do jakichś innych zadawnionych spraw, które dopiero teraz zostają wyciągnięte na światło dzienne. Myślę, że wielbicieli twórczości Charlotte Link nie trzeba specjalnie namawiać do sięgnięcia po Echo winy. Natomiast czytelnicy, którzy nie znają powieści tej Autorki, a preferują dramaty psychologiczne z thrillerem w tle powinni poczuć się usatysfakcjonowani fabułą książki. Dla mnie Charlotte Link jest jedną z autorek, co do której postanowiłam sobie, że przeczytam jak najwięcej jej książki. W naszym kraju Autorka jest bardzo popularna, więc raczej na brak polskich przekładów nie będziemy mogli narzekać.





wtorek, 22 lipca 2014

Charlotte Link – „Ostatni ślad”












Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2012
Tytuł oryginału: Die letzte Spur
Przekład: Małgorzata Rutkowska-Grajek





Zastanawialiście się kiedykolwiek, ile tak naprawdę na świecie żyje osób, które śmiało mogłyby zdefiniować swoje życie jako „nudne” i „bez perspektyw”? Przypuszczam, że takich ludzi rzeczywiście jest sporo, tylko nie każdy ma odwagę przyznać się do swojej porażki. Bo tak właśnie można ten nudny stan egzystencjonalny odebrać. Dla tych najbardziej zainteresowanych nie będzie to nic więcej, jak tylko życiowa porażka. Będzie to znak, że niczego w życiu nie osiągnęli; że wciąż kręcą się w jednym i tym samym miejscu bez choćby najmniejszych widoków na jakąkolwiek zmianę. Czasami człowiek sam jest sobie winien, ale są też sytuacje, na które nie mamy najmniejszego wpływu i musimy je zaakceptować. Jakiś specjalista – dajmy na to psycholog – powie, że nawet najbardziej popaprane życie można odmienić. Wystarczy tylko odrobina wysiłku i chęć podjęcia wyzwania. Ale czy tak jest w istocie? Czy ludzie, którzy nie wiedzą, czym jest szczęście, bo nigdy go nie doświadczyli, będą w stanie zawalczyć o samych siebie?

W takiej właśnie sytuacji, jak opisana powyżej, bardzo dużo zależy od tych, którzy nas otaczają. To ich opinia na nasz temat może bardzo wiele zmienić w naszym życiu. Jeśli jesteśmy wspierani i motywowani do podjęcia działań, które w konsekwencji pozwoliłyby odmienić nasze życie, wówczas będzie nam łatwiej podjąć rzeczony wysiłek. Natomiast jeżeli z każdej strony słyszymy jedynie słowa krytyki, wtedy popadamy zazwyczaj w depresję i każde, choćby nawet najmniejsze niepowodzenie traktujemy, jak istne trzęsienie ziemi; uważamy, że wszystko sprzysięga się przeciwko nam, i nie jest ważne, że w tym samym czasie sprawa dotyczy również całej rzeszy innych osób. Kiedy na przykład jesteśmy na lotnisku i odwołują nasz lot z powodu nasilającej się mgły, wówczas uparcie twierdzimy, że jest to działanie wymierzone tylko i wyłącznie w nas samych. Nie dostrzegamy tych wszystkich ludzi dookoła, którzy również cierpią z powodu nieszczęsnej mgły i będą musieli zmienić swoje plany. Wtedy na czoło wysuwa się zwykły egoizm i świat nam się wali na głowę. Bo przecież wreszcie odważyliśmy się na samodzielny wyjazd, a tu nagle taka katastrofa!

Tak właśnie myśli Elaine Dawson, która po raz pierwszy opuszcza na dłużej swoją rodzinną wieś – Kingston St. Mary – i wyrusza na ślub koleżanki z dzieciństwa, który ma się odbyć aż w Gibraltarze. Kingston St. Mary to angielska wieś położona w hrabstwie Somerset w dystrykcie Taunton Deane. Leży ona na południowy zachód od Bristolu i na zachód od Londynu. To w tej miejscowości przyszła na świat i wychowała się dziś już dwudziestotrzyletnia Elaine Dawson. Najpierw niepozorna i zalękniona dziewczynka, a potem równie nieporadna życiowo dorosła kobieta. W ten sposób od lat postrzegają ją znajomi oraz generalnie całe społeczeństwo Kingston St. Mary. Elaine już dawno stała się pośmiewiskiem wsi. „Tej biednej Elaine” zawsze trzeba pomagać. Nawet, gdy jest zapraszana na rozmaitego rodzaju imprezy towarzyskie, to jedynie z litości. Nikt tak naprawdę się nią nie interesuje. No, może jedynie jej niepełnosprawny brat, który w młodości uległ poważnemu wypadkowi i teraz jego życie kręci się tylko wokół wózka inwalidzkiego. Ale zainteresowanie Geoffa tak naprawdę ma wymiar na wskroś egoistyczny. On potrzebuje swojej siostry wyłącznie po to, aby mieć kogoś, do kogo można byłoby ponarzekać na swój nieszczęsny los. Wobec Elaine jest niezwykle zaborczy i czasami posuwa się wręcz do szantażu emocjonalnego, aby tylko móc wymusić na niej konkretne działania.

Jak już napisałam wyżej, pewnego dnia ta „biedna” Elaine dostaje zaproszenie na ślub swojej koleżanki, z którą wychowała się w tej samej wsi, zaś Geoff przyjaźnił się z jej starszym bratem. Kobieta czuje, że jest to dla niej doskonała okazja, aby móc choć na chwilę wyrwać się ze swojego środowiska i poznać zupełnie inne życie. Ślub i przyjęcie weselne ma odbyć się w Gibraltarze, więc Elaine jest zmuszona polecieć tam samolotem, czego nigdy dotąd nie robiła. Oczywiście nie obywa się bez narzekań ze strony brata, a wręcz płaczu, dzięki któremu Geoff ma nadzieję zatrzymać siostrę w domu. Nic z tego! Elaine jest tak bardzo zdeterminowana w swojej decyzji, że jedyne, co może obiecać bratu, to przesunięcie godziny lotu.

Kiedy wreszcie Elaine dociera na Heathrow okazuje się, że jej samolot został odwołany z powodu mgły. Oczywiście dla kobiety jest to totalna katastrofa. Uważa, że wszystko sprzysięgło się przeciwko niej. Nie widzi ludzi, którzy są gdzieś obok i złe warunki atmosferyczne również ich zmusiły do zmiany planów. To ona jest w tej chwili najważniejsza! To przecież ją prześladuje wieczny pech! W pewnym momencie w dość dziwacznej sytuacji Elaine spotyka na swojej drodze przystojnego mężczyznę. Wydaje się, że dobry los jednak się od niej nie odwrócił, bo ów przystojniak zupełnie spontanicznie proponuje jej nocleg u siebie w mieszkaniu, aby rano bez przeszkód mogła znów udać się na lotnisko, i choć z opóźnieniem, ale jednak dolecieć do celu. Naiwna i zrozpaczona kobieta przyjmuje tę propozycję bez zastanowienia. Idzie z nieznajomym w ciemno. Niestety, na drugi dzień ślad po niej ginie… Co zatem stało się z Elaine Dawson? Czy dotarła na lotnisko i wsiadła na pokład samolotu lecącego do Gibraltaru? Dlaczego nie dotarła do celu swej podróży? Czy tajemniczy mężczyzna miał coś wspólnego z jej zaginięciem?

wydanie z 2013 roku
Mija pięć lat. Rosanna Hamilton, mieszkająca na stałe w Gibraltarze, dostaje od swojego londyńskiego szefa zlecenie napisania serii artykułów, których głównymi bohaterami mają być osoby zaginione wiele lat temu, których ciał nigdy nie odnaleziono. Na pierwszy rzut idzie oczywiście sprawa Elaine Dawson. Rosanna angażuje się w nią niezwykle emocjonalnie, bo przecież to na jej ślub Elaine miała dotrzeć. Czy zatem młoda dziennikarka odkryje prawdę? Czy wreszcie sprawa Elaine znajdzie swój finał i zapewni wszystkim spokój? Czy kobieta została zamordowana? A może zwyczajnie uciekła od niepełnosprawnego brata, aby wreszcie zacząć normalnie żyć? Może nie chciała już dźwigać na swoich barkach tak ogromnej odpowiedzialności, jaką była opieka nad Geoffem? Czy dwa niezwykle brutalne morderstwa kobiet dokonane w Londynie mają coś wspólnego ze zniknięciem Elaine?

To tyle, jeśli chodzi o fabułę. A teraz kilka słów o tym, co czuję po przeczytaniu kolejnego kryminału autorstwa Charlotte Link. Zacznę może od tego, że w miarę jak mam na swoim koncie coraz więcej przeczytanych książek Autorki, zauważam u niej pewną schematyczność. Wspomniana schematyczność nie tyle dotyczy wątków kryminalnych, co konstruowania postaci. Niestety, czytelnik znowu spotyka zagubioną i nieporadną życiowo bohaterkę, która w konsekwencji staje się ofiarą. Czy nie obserwowaliśmy tego w Przerwanym milczeniu, Obserwatorze, czy nawet w Drugim dziecku? Oczywiście nie zawsze ci życiowi nieudacznicy padają ofiarą morderstwa. Czasami stoją oni po tej drugiej stronie. To oni są jego sprawcami. Tak więc zawsze w jakiś sposób są zamieszani w sprawę, która stanowi centrum uwagi i Autorki, i czytelnika.

Schematyczność dotyczy również konstruowania tej bardziej obyczajowej części powieści. Podobnie, jak chociażby w przypadku Domu sióstr, w Ostatnim śladzie również mamy do czynienia z nieszczęśliwą mężatką, która z jednej strony chce ratować swoje małżeństwo, zaś z drugiej wykazuje jakoś zbyt mało chęci, aby tego dokonać. W dodatku pojawia się mężczyzna, który zbyt szybko zdobywa jej zaufanie, a to pozwala jej z miejsca zapomnieć o mężu, którego rzekomo kocha. Przyznam szczerze, że sama się sobie dziwię, ale jeśli chodzi o Charlotte Link owa schematyczność nie przeszkadza mi tak bardzo jak u innych autorów. Możliwe, że Charlotte Link jest mistrzynią w konstruowaniu wątków kryminalnych, i w ten sposób doskonale tuszuje tę swoistą rutynę kreowania postaci.

Oprócz rzeczonego wątku kryminalnego w Ostatnim śladzie spotykamy też problemy natury stricte obyczajowej. Tak więc mamy tutaj problem porzuconego w niemowlęctwie, a teraz dorastającego dziecka, które wydaje się być niesamowicie zagubione, a to oczywiście przekłada się negatywnie na relacje z dorosłymi. Jest też osobisty dramat człowieka, który przez własną głupotę i za namową innych, doprowadził do tego, że dziś porusza się na wózku inwalidzkim, i praktycznie zatruwa życie innym, na każdym kroku obwiniając ich o swoje kalectwo. Czytelnik spotyka również dorosłego mężczyznę, który tak naprawdę nie ma pojęcia, co powinien zrobić ze swoim życiem, aby w końcu czuć się spełnionym. Mężczyzna ten szuka zatem przygód, które i tak nie prowadzą do niczego dobrego. Jest też rozpacz po nagłej stracie bliskiej osoby, z którą przeżyło się wiele lat. Pojawia się również problem zaufania lub jego braku. I co chyba najważniejsze, bardzo wyraźnie nakreślona jest kwestia toksycznego związku, który w efekcie prowadzi do tragedii.

Podsumowując, chcę napisać, że patrząc na książkę kompleksowo, bynajmniej nie można jej niczego negatywnego zarzucić. Charlotte Link stworzyła naprawdę doskonałą powieść kryminalno-obyczajową, która trzyma czytelnika w napięciu od początku do samego końca. Zakończenie jest dość zaskakujące. Kiedy wydaje się, że zagadka zniknięcia Elaine Dawson została już rozwiązana, pojawia się nieoczekiwanie kolejny wątek, który skutecznie wybija czytelnika z rytmu. Natomiast bohaterowie powieści generalnie mogliby być naprawdę różnorodni, gdyby nie porównywać ich z tymi, którzy wystąpili już w innych książkach Autorki.







poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Charlotte Link – „Obserwator”














Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2012
Tytuł oryginału: Der Beobachter
Przekład: Anna Makowiecka-Siudut




Każdego dnia mijamy na ulicy dziesiątki rozmaitych osób. Tak naprawdę nie wiemy kim one są. Podążając codziennie tą samą drogą – czy to do szkoły, na uczelnię, czy do pracy – widzimy te same twarze. Ci ludzie podobnie, jak my, również gdzieś się speszą i dokądś zmierzają. Zazwyczaj patrzymy na nich obojętnie, bez żadnych emocji, natomiast reagujemy przeważnie tylko wtedy, gdy spotkamy kogoś znajomego. Ale czy z drugiej strony też tak to wygląda? Czy dla tych wszystkich ludzi, którzy mijają nas na ulicy także jesteśmy kimś zupełnie nieznanym? Możliwe, że nie. Być może wśród tych osób jest ktoś, kto specjalnie wychodzi z domu o danej porze, aby natknąć się na nas, a potem podążyć naszym tropem. Niekoniecznie musi to być psychopata, który zamierza zrobić nam krzywdę. Może to być osoba, która tak naprawdę nie ma nic szczególnego do roboty i kierowana zwyczajną nudą wychodzi co rano z domu, aby przyglądać się innym na ulicy i kreować w swojej wyobraźni ich życie. Podobnie rzecz może przedstawiać się w przypadku obserwacji ludzkich domów/mieszkań. Czasami ktoś obsesyjnie pragnie usuwać się z własnego lokum, ponieważ ci, z którymi je dzieli, nie są w stanie go zrozumieć. Lepiej więc zejść im z drogi i nie narażać się na przykre docinki z ich strony. Wtedy bardzo łatwo jest popaść w swego rodzaju wręcz chorobliwe „badanie” życia sąsiadów czy innych osób, które niekoniecznie muszą zwracać uwagę na swojego obserwatora. A zatem podejdźmy do okna i zobaczmy czy przypadkiem nikt uporczywie nie wpatruje się w nasz dom lub okna naszego mieszkania.

Oczywiście moje powyższe rozważania są czysto hipotetyczne, ale przecież wszelkiego rodzaju przestępstwa zazwyczaj zaczynają się od obserwacji swojej potencjalnej ofiary. Policja bardzo często alarmuje, aby ludzie zwracali uwagę na takie szczegóły, jak notoryczne i pozornie bezcelowe spacery nieznanych nam osób po ulicy, na której mieszkamy. Bo przecież w momencie dokonania ewentualnego przestępstwa, liczy się każdy świadek i każdy człowiek, który choćby tylko przypadkowo coś zauważył.

Southend to miasto leżące w południowo-wschodniej Anglii w hrabstwie ceremonialnym Essex nad estuarium Tamizy. Miejscowość znajduje się jakieś sześćdziesiąt pięć kilometrów od centrum Londynu. To właśnie tam w dzielnicy Thorpe Bay mieszka niejaki Samson Segal. Mężczyzna jest już po trzydziestce, ale praktycznie niczego jeszcze w życiu nie osiągnął. Mieszka pod jednym dachem z bratem i jego żoną, która wciąż ma do szwagra o coś pretensje. Samson był bardzo mocno związany uczuciowo ze swoją matką, która umierając zostawiła mu połowę domu. Jej śmierć odcisnęła na Samsonie swoje piętno. Segal jakoś nie kwapi się do poproszenia brata o spłatę połowy domu, aby tym samym mógł wyprowadzić się z niego i rozpocząć samodzielne życie. Może jest mu tak wygodnie, bo przecież właśnie stracił pracę, więc z czego niby miałby się utrzymywać?

Samson Segal generalnie uważany jest za życiowego nieudacznika. Nigdy w życiu nie był związany z żadną kobietą, ale to wcale nie oznacza, że tego nie chce. Wręcz przeciwnie. Samson z całych sił pragnie kochać i być kochanym. Chce założyć rodzinę, mieć dzieci i egzystować tak, jak większość normalnych ludzi. Niestety, na tym polu wciąż ponosi klęskę, bo kobiety, z którymi dąży do bliższej znajomości, zupełnie nie zwracają na niego uwagi. Ignorują go i bardzo szybko zapominają, że ktoś taki, jak Samson Segal w ogóle istnieje. Wyobraźmy sobie zatem, co ten mężczyzna może czuć. Jest wyobcowany i nawet przez najbliższą rodzinę traktowany jest jak piąte koło u wozu. Wydaje się, że jedyną przyjazną duszą jest dla niego Bartek – Polak, który przyjechał do Anglii, aby ułożyć sobie życie z dala od kraju, w którym nie widział perspektyw dla własnego rozwoju. To właśnie Bartek wspiera Samsona wtedy, kiedy jest z nim naprawdę kiepsko. Ale czy tak będzie zawsze? Czy ich przyjaźń będzie mieć szansę na przetrwanie, kiedy będzie naprawdę źle, a Samson znajdzie się w sytuacji bez wyjścia?



Panorama Southend
fot. Terry Joyce


Nieudane życie osobiste i zawodowe Samsona to jeszcze nie wszystko. Aby jakoś tę monotonię życia sobie urozmaicić, nasz bohater rozwija w sobie pewne niecodzienne hobby. Otóż Segal obserwuje sąsiadów, a swoje spostrzeżenia skrzętnie notuje na dysku komputera. W folderach zapisuje każdą – choćby nawet najmniejszą – informację o życiu tych, których podgląda. Jest to dość osobliwe hobby, które może też wydawać się wręcz obrzydliwe, bo przecież Samson wchodzi w najbardziej intymne życiowe kwestie swoich sąsiadów, którzy tak naprawdę nie mają o niczym pojęcia. Ci ludzie egzystują sobie w spokoju, nie wiedząc, że gdzieś za oknem czai się ktoś, kto przez calutki Boży dzień gapi się na ich dom i podąża za nimi krok w krok. Samson Segal jakoś tak szczególnie upodobał sobie jedną rodzinę. To Gillian i Thomas Wardowie. Segala znacznie bardziej interesuje Gillan, która budzi w nim fascynację. Wygląda na to, że facet zwyczajnie się zakochał, ale kobieta jest nieosiągalna z uwagi na posiadanie męża. Czy mężczyzna będzie próbował ją zdobyć pomimo bariery w postaci osoby Thomasa Warda? A może jego uczucie pozostanie już na zawsze platoniczne? Jak sobie z tym poradzi ktoś, kto zawsze miał pod górkę?

A teraz z Southend przenieśmy się do Londynu, gdzie mieszka Carla Roberts. Kobieta nie jest już młoda, bo przekroczyła sześćdziesiątkę. Jedyną jej rodziną jest zamężna córka, która jakoś niespecjalnie interesuje się matką. Carla mieszka sama, więc nie dziwi fakt, że w pustym mieszkaniu czuje się bardzo samotna. Przyjaciół również nie posiada, a jedyne, co jej naprawdę wychodzi, to użalanie się nad własnym losem. Pewnego dnia Carla Roberts zostaje brutalnie zamordowana we własnym mieszkaniu. Dlaczego? Komu kobieta mogła się narazić aż do tego stopnia, żeby chciał ją zabić? Może ta jej niepozorność to tylko zwykła przykrywka dla jej prawdziwego życia? Nie wiadomo. Jej gwałtowną i brutalną śmiercią wstrząśnięci są nie tylko ci, którzy Carlę znali, ale nawet policja, która powinna być przyzwyczajona do tego typu sytuacji.

Z kolei w Tunbridge mieszka Anne Westley. Jest emerytowaną lekarką i podobnie jak Carla Roberts mieszka sama na zupełnym pustkowiu, gdzie do towarzystwa ma jedynie las. Któregoś dnia Anne decyduje się na sprzedaż domu, lecz do transakcji nie dochodzi, ponieważ ona również traci życie w dramatycznych okolicznościach. Kto zatem w bestialski sposób morduje starsze kobiety? Jaki jest tego powód? Czy Carla i Anne miały ze sobą coś wspólnego? Znały się przed śmiercią? Dlaczego zostały zamordowane?

Oczywiście sprawę bada policja, ale jakoś nie bardzo potrafi wpaść na trop mordercy. Wszystko jeszcze bardziej gmatwa się, kiedy pewnego wieczoru Gillian Ward znajduje w domu ciało swojego męża. On również został brutalnie zamordowany, a jedynie cud uratował przed śmiercią córkę Gillan – Becky. Co się dzieje? Dlaczego giną ludzie? Czy te trzy morderstwa rzeczywiście mają coś ze sobą wspólnego, czy może jest to zwykły przypadek? Wydaje się, że wszystko zmierza do ujęcia sprawcy, kiedy policja zaczyna przypuszczać, że właśnie dokonała spektakularnego odkrycia. Za morderstwami z pewnością stoi… No właśnie kto taki? O tym dowiecie się już z książki. Tylko czy policjanci naprawdę mają rację, typując potencjalnego mordercę?


Thorpe Bay
fot. William "Willy" 

Charlotte Link – jedna z moich ulubionych pisarek od kryminałów i thrillerów, a nawet od powieści obyczajowych (Dom sióstr) – znów mnie nie zawiodła. Wiem, że niektórzy oceniają Obserwatora jako powieść, która nie porywa i jest zwyczajnie kiepska, ale w moim odczuciu jest to fenomenalny thriller. Jeśli czytaliście Przerwane milczenie, to spieszę donieść, że Obserwator napisany jest w podobnym klimacie. Tym razem jednak akcja powieści nie rozgrywa się w hrabstwie Yorkshire – krainie sióstr Brontë, lecz poruszamy się po Londynie i jego okolicach. Wędrujemy również do hrabstwa Kent.

Książka trzyma w napięciu do ostatniej strony i to, co wydaje się być oczywiste, wcale takim nie jest. Autorka poruszyła tutaj dwa zasadnicze problemy społeczne. Jednym z nich jest pedofilia, zaś drugi to przemoc w rodzinie i brak odwagi, aby temu zaradzić. Pomijam już fakt wyobcowania ze społeczeństwa z uwagi na swego rodzaju niedostosowanie się do reguł, jakie w nim panują. Mam na myśli osobę Samsona Segala. Jak już wspomniałam, mężczyzna jest w pewnym sensie ułomny psychicznie i z tego też powodu nie jest akceptowany przez otoczenie. Jeśli chodzi o pedofilię, to zjawisko również traktowane jest z przymrożeniem oka przez tych, którzy powinni chronić dziecko, a tego w żadnym wypadku nie robią. Dbają jedynie o własne sprawy i troszczą się o to, aby to im było dobrze. Mamy także klasyczny przykład kobiety maltretowanej przez męża, która żyje w ciągłym strachu i wypiera się problemu przed otoczeniem, bojąc się zemsty zwyrodniałego i wpływowego małżonka, ale też w jakimś stopniu obawia się braku zrozumienia ze strony środowiska, w którym egzystuje. A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze wstyd, więc ofiara wciąż czuje się winna, a przecież to jej oprawca powinien ponieść karę.

Bardzo wyraźnie nakreślony jest również problem wychowawczy. Chodzi o relacje panujące pomiędzy rodzicami a ich dziećmi. W jednym przypadku mamy matkę obojętną na krzywdę swojego dziecka, zaś w drugim spotykamy dziecko, które stale wykłóca się o swoje racje, pomimo że matka o nie dba i nie chce, aby stała mu się choćby najmniejsza krzywda.

Myślę, że zamiarem Charlotte Link wcale nie jest zwrócenie uwagi na kwestię kryminalną. Przeczytałam już kilka jej książek i dochodzę do wniosku, że zbrodnia, którą Autorka wplata w fabułę swoich powieści, jest czymś na kształt urozmaicenia. Uważam, że Charlotte Link pragnie uderzyć w sumienie czytelnika i dlatego w jej powieściach jest tak dużo psychologii i problemów społecznych, na które nie zwracamy uwagi albo jedynie o nich dyskutujemy, zaś mało kiedy podejmujemy działania, aby im zapobiec lub pomóc ofiarom.

Tym razem Charlotte Link wprowadza też niezwykle istotny i w pewnym sensie piękny wątek miłosny. Oczywiście nic nie jest tutaj proste, ponieważ okoliczności, w jakich przychodzi rozwijać się uczuciu są niesamowicie dramatyczne. Na pewno niektórzy czytelnicy będą negatywnie oceniać bohaterkę, która weszła w romans z mężczyzną. Zapewne będą mieć w jakimś stopniu rację. Lecz z drugiej strony tragedia, jaką nasza bohaterka przeżyła, na pewno wiele ją nauczyła i pozwoliła na przetasowanie własnych priorytetów.

Wybór tej powieści jako lektury do przeczytania pozostawiam czytelnikom. Ze swej strony mogę tylko stwierdzić, że w mojej ocenie jest to książka naprawdę godna uwagi. Tym razem mamy do czynienia z doskonałym thrillerem, który istotnie dostarcza szeregu emocji, zaś u nieco wrażliwszych czytelników może nawet wywołać smutek z powodu Samsona Segala. Bo takie odrzucenie i poniżanie drugiego człowieka przez społeczeństwo może przyprawić o przygnębienie. Lecz z drugiej strony zakończenie tej historii daje nadzieję, że jednak nie wszystko stracone, a tak naprawdę wiele zależy od tych, których spotykamy na swojej drodze. Ważne, żeby otaczać się właściwymi ludźmi, bo to od nich w dużej mierze będzie zależeć, w jaki sposób potoczy się dalej nasze życie.