Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść sensacyjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść sensacyjna. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 listopada 2024

Marcin Brzostowski – WWW.HUSARIA.PL







Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora. Dziękuję!



Wydawnictwo: E-BOOKOWO

Będzin 2024

 

Najnowsza książka Marcina Brzostowskiego to wciągająca opowieść, która zanurza czytelnika w surrealistycznym świecie przesiąkniętym groteskowym absurdem, tworząc narrację równie zabawną, co skłaniającą do myślenia. Fabuła powieści koncentruje się na perypetiach ponad trzydziestoletniego prezentera telewizyjnego, który w wyniku serii nieprawdopodobnych wydarzeń zostaje wybrany na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ten fakt już sam w sobie rozpoczyna w życiu głównego bohatera komiczną, ale też niepokojącą przygodę w świecie tajnych agentów, korporacji dzierżących potężną władzę i społeczeństwa wołającego o zbawienie. Ponadto wydarzenie to otwiera drogę do satyrycznej wizji władzy, wpływu mediów i słabości demokratycznych instytucji.

Główny bohater stanowi ucieleśnienie współczesnego rozczarowania. I chociaż jego powierzchowna charyzma przyniosła mu sławę jako prezenterowi telewizyjnemu, to jednak teraz odkrywa, że jest nieprzygotowany do przytłaczającej roli przywództwa. Jest zatem postacią, która początkowo czuje się zagubiona, lecz z czasem coraz bardziej zdaje sobie sprawę z machinacji tajnych służb i korporacji, które manipulują społeczeństwem zza kulis. Autor zręcznie operuje humorem, łącząc absurd z ostrym komentarzem społecznym, który głęboko rezonuje ze współczesnymi odbiorcami. Wykorzystuje głównego bohatera do eksploracji tematów tożsamości, władzy i skuteczności samozwańczych zbawców w sferze politycznej. Absurd całej tej sytuacji jest spotęgowany przez jego brak doświadczenia zestawiony z ciężarem nowej roli, co może rzucać czytelnikom wyzwanie, by zakwestionować naturę autorytetu i często absurdalne machinacje tych, którzy sprawują władzę w państwie. Ponadto przemiana bohatera z zaabsorbowanego sobą celebryty w niepewnego przywódcę, który musi stawić czoła zawiłościom rządzenia i ratowania społeczeństwa, jest zarówno zabawna, jak i skłaniająca do refleksji.

Styl pierwszoosobowej narracji powieści jest zaskakująco dynamiczny, co odzwierciedla chaos politycznego świata, który stara się skrytykować. Umiejętne wykorzystanie przez Marcina Brzostowskiego groteskowych obrazów służy tylko wzmocnieniu absurdalności rozgrywających się wydarzeń. Czytelnicy otrzymują zatem kuriozalne scenariusze i osobliwe postacie, które przesuwają granice rzeczywistości, prowadząc do momentów wywołujących zarówno śmiech, jak i dyskomfort. Ta mieszanka humoru i niekiedy również grozy budzi natychmiastową reakcję, zachęcając czytelników do refleksji nad absurdami, jakie często definiują dyskurs polityczny.

Jako nowo wybrany prezydent, główny bohater wyrusza z misją wdrożenia swojego wielkiego planu ratunkowego dla polskiego społeczeństwa. Jest to zadanie równie szlachetne, co naiwne. W tym kontekście Marcin Brzostowski maluje żywy obraz wyzwań, przed którymi staje jego bohater, gdzie każda inicjatywa spotyka się z biurokratyczną machiną, korporacyjną chciwością i manipulacyjnymi działaniami służb specjalnych. Absurdalność tego biurokratycznego koszmaru stanowi odzwierciedlenie współczesnego świata polityki, co często bardziej przypomina mroczne komedie, niż poważne rządy.

Kluczowym zagadnieniem powieści jest bez wątpienia to, czy jednostka może dokonać znaczących zmian w wadliwym systemie. Pełne pasji, choć naiwne próby realizacji wielkiej wizji polskiego społeczeństwa przez głównego bohatera przypominają zmagania wielu rzeczywistych liderów. Marcin Brzostowski pozostawia czytelnikowi zastanowienie się nad tym, czy takie aspiracje są szlachetne, czy może tylko zwyczajnie głupie. Jest to doskonała decyzja, która wzmacnia treść książki i zachęca do krytycznego myślenia.  

Niniejsza powieść to bez wątpienia wciągająca i niekonwencjonalna lektura rzucająca wyzwanie ogólnie przyjętym standardom, jednocześnie ujawniając perypetie władzy i przywództwa. To nie tylko humorystyczny komentarz społeczny, ale przede wszystkim głęboka eksploracja ludzkich ambicji, absurdu władzy i złożoności oczekiwań społecznych. Autor stworzył narrację, która jest równie zabawna, co wnikliwa, a przy tym doskonale łączy absurd z trafną krytyką społeczną. To, czy ktoś uważa plan głównego bohatera za sprawiedliwy lub wykonalny, może zależeć od osobistych przekonań, ale jedno jest pewne – ta powieść sprawi, że czytelnik będzie zastanawiał się nad rolą jednostek w ramach szerszych konstrukcji społecznych jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.

Czytelnicy, którzy zdecydują się na tę chaotyczną podróż, z pewnością znajdą w niej wiele tematów skłaniających do refleksji i momenty pełne humoru. Ta powieść spodoba się tym, którzy cenią sobie satyryczną fikcję mającą odwagę odkrywać absurdalne realia naszego politycznego ducha czasu. Ostatecznie fabuła powieści zachęca każdego z nas do refleksji nad społeczeństwem, w którym żyjemy na co dzień, i rolami, jakie w nim odgrywamy – czy to jako zwykli obserwatorzy, czy aktywni uczestnicy trwającej sagi, jaką jest życie.



Agnieszka Różycka
tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka


 

 

 

 

środa, 19 kwietnia 2017

Joanna Jax – „Piętno von Becków” # 2















Wydawnictwo: VIDEOGRAF
Chorzów 2016





Po zakończeniu drugiej wojny światowej część znaczących polityków europejskich zapoczątkowała proces zmierzający do naprawy nie tylko wizerunku Europy, ale przede wszystkim rzeczywistości, która przez lata wojny była naprawdę dramatyczna. Tak więc zaczęto tworzyć nowe międzynarodowe układy oraz ustalano nowe państwowe granice. W tym samym czasie okrutnym wojennym zbrodniarzom albo wymierzano kary – nierzadko kary śmierci – albo ścigano ich niemalże po całym świecie. Dość szybko okazało się bowiem, że wielu z nich zamiast sprawiedliwego wyroku sądu otrzymało pomoc w ucieczce i w konsekwencji życie na nowych warunkach i z nową tożsamością. Patrząc na problem z perspektywy XXI wieku bardzo trudno jest w pozytywny sposób ocenić ten powojenny porządek. Dla wielu państw szokujący był przede wszystkim udział najważniejszych przywódców Związku Radzieckiego w procesach, które prowadziły do oskarżenia i ukarania nazistowskich zbrodniarzy. Trudno jest także zrozumieć inne – mniej znane – wydarzenia. Chodzi tutaj głównie o losy wielu aktywnych nazistów, którym ułatwiono ucieczkę przed wymiarem sprawiedliwości. Pomoc w opuszczeniu terenu Europy nadeszła bowiem nie tylko ze strony argentyńskiego rządu, ale także wysoko postawionych europejskich hierarchów kościelnych. Ten drugi fakt naprawdę mocno szokuje. Niezbyt jasny jest również udział Amerykanów w tym procederze.

Jeszcze przed 20 listopada 1945 roku, gdy swoje obrady rozpoczął Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze, wyżej postawieni naziści wiedzieli już, że niezwykle trudno będzie im uniknąć długoletniego więzienia albo nawet kary śmierci. Z kolei niektórzy z nich byli świadomi tego na długo przed podpisaniem kapitulacji przez przedstawicieli Trzeciej Rzeszy. W związku z tym dość szybko rozpoczęto ściśle tajne przygotowania do egzystowania w nowych realiach. Najprawdopodobniej na skutek działań samego Heinricha Himmlera (1900-1945) została powołana do życia organizacja związana z Argentyną o nazwie ODESSA, czyli Organizacja Byłych Członków SS (z niem. Organisation der ehemaligen SS-Angehörigen). Była to tajna siatka konspiracyjna, zaś jej kluczowym zadaniem było przede wszystkim zadbanie o transport esesmanów w miejsce bezpieczne i neutralne. Organizacja miała również na celu wykorzystanie zrabowanych podczas wojny kosztowności, które miały pokryć koszty tejże operacji. Pieniądze potrzebne były głównie na to, aby móc przekupić odpowiednich urzędników, jak również na wyrobienie nowych dokumentów oraz sfinansowanie kosztów podróży i – co za tym idzie – pierwszych najtrudniejszych miesięcy życia w nowym miejscu.

Juan Domingo Perón Sosa
Zdjęcie pochodzi z 1946 roku. 
Kraje Ameryki Południowej, szczególnie Argentyna i Brazylia, nie bez powodu stały się głównym kierunkiem emigracji nazistów. Zasadniczym atutem było ich położenie, czyli znaczna odległość od Europy. Z drugiej strony jednak hitlerowcy kierowali się tam z innych względów. Otóż ówczesny argentyński wiceprezydent i minister wojny Juan Perón (1895-1974) prowadził bowiem politykę, która łączyła w sobie nie tylko hasła nazistowskie, lecz także hasła społecznej sprawiedliwości, nie ukrywając jednocześnie swojej fascynacji upadłą Trzecią Rzeszą. Jeszcze zanim został wiceprezydentem, Juan Perón zajmował stanowisko wojskowego attaché we Włoszech. Były to lata 1939-1941. To pozwoliło mu zachwycić się faszyzmem Benito Mussoliniego (1883-1945) oraz propagowaną przez niego ideą przywództwa.

Niemniej nie tylko sentymenty decydowały o tym, że Argentyna stała się tak bardzo otwarta dla nazistów. Juan Perón chciał uczynić ze swojego kraju państwo silne i bardzo dobrze zmilitaryzowane. Dlatego też ściągał tam najlepszych specjalistów w dziedzinie wojskowości, jak również inżynierów, konstruktorów odrzutowców, a nawet ekspertów nuklearnych. Niektóre źródła wskazują, iż w 1943 roku przyszły prezydent zabiegał nawet o kontakt z Trzecią Rzeszą, chcąc nawiązać z faszystami współpracę. Ofertą Argentyny mocno zainteresowany był właśnie Heinrich Himmler, który zabezpieczał dalszy los esesmanów, lokując za granicą niemieckie kapitały.

Tak więc nie dziwi fakt, że jeden z bohaterów drugiej części rodzinnej sagi autorstwa Joanny Jax po wielu, wielu latach zostaje przypadkowo odnaleziony w Ameryce Południowej. Tym bohaterem jest Peter von Beck, czyli młodszy brat Wernera von Becka, którego czytelnicy poznali już w pierwszym tomie dylogii. Jest zatem rok 2014, natomiast w Brazylii mają miejsce XX Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. I tak oto na jednym z meczów jakiś reporter uwiecznia na zdjęciu byłego nazistę, a potem puszcza w obieg fotografię, dzięki czemu cały świat dowiaduje się, że Peter von Beck wciąż żyje. Choć teraz jest już staruszkiem, któremu śmierć zagląda w oczy, to jednak nie zmienia to faktu, że informacja o jego obecności wśród żywych wywołuje szok wśród tych, którzy podczas wojny mieli z nim kontakt. Jedną z takich osób jest mieszkająca w Warszawie Kornelia Landowska. Staruszka mieszka wraz z wnuczką, którą traktuje dość specyficznie, pomimo że kobieta ma już swoje lata. Marta nie ma jednak pojęcia, dlaczego widok Petera von Becka na fotografii znajdującej się w gazecie tak bardzo zszokował jej babcię. Ponieważ Marta Landowska z wykształcenia jest historykiem, jest więc przekonana, że nie zostawi tej sprawy bez rozwiązania. Kiedyś na pewno przyjdzie taki moment, kiedy kobieta zajmie się tą kwestią.


Katoliccy biskupi w towarzystwie nazistów


Szybko okazuje się, że nie tylko w Polsce widok młodszego von Becka wśród żywych wywołał szok. W Londynie mieszka bowiem niejaki Tom Anders, który również bardzo emocjonalnie potraktował informację o byłym naziście. Pomimo że Brytyjczyk jest zbyt młody, aby móc spotkać się fizycznie z von Beckiem podczas wojny, to jednak widok byłego hitlerowca naprawdę mocno na niego podziałał. Dlaczego? Kim dla Andersa jest ten znienawidzony przez wielu starzec? Co takiego ich łączy? Ale to jeszcze nie wszystko. W Jerozolimie w rodzinie Halpernów wieść o żyjącym von Becku również wywołała wielkie poruszenie. Przed wojną Halpernowie mieszkali w Trzeciej Rzeszy, gdzie prowadzili świetnie prosperujący zakład jubilerski. Byli wtedy naprawdę kimś. Wszyscy ich szanowali, obdarzali zaufaniem i korzystali z ich nieprzeciętnej wiedzy odnośnie do biżuterii i drogocennych kamieni. Potem przyszła wojna i wszystko dosłownie z dnia na dzień zniknęło. Teraz senior rodu Halpernów pragnie wreszcie odzyskać to, co mu się prawnie należy. Do tej pory sądził, że wszystko przepadło. Myślał bowiem, że nikt z przedstawicieli znienawidzonej przez niego rodziny von Becków już nie żyje. A tu taka niespodzianka! Izaak Halpern szukał nazistów przez tak wiele lat i oto jedno przypadkowe zdjęcie w prasie sprawia, że w starym sercu Żyda odżywa nadzieja na odzyskanie rodzinnych dóbr i ukaranie winnego. Do tego celu stary Halpern wykorzystuje swojego bratanka Dawida, który jest agentem wywiadu. Czy zatem uda im się doprowadzić sprawę do końca? Czy Izaak będzie mógł kiedyś umrzeć w spokoju ze świadomością, że zrobił wszystko, aby przywrócić godność swoim przodkom?

Tymczasem w Warszawie niejaka Julia Kunis również pragnie dowiedzieć się czegoś o von Beckach. Kierują nią zupełnie inne motywy, aniżeli osobami wspomnianymi powyżej. Julia jest prawnuczką Wernera von Becka i jedyne, czego w tej chwili pragnie to poznać losy swojej rodziny. Kobieta wciąż pamięta, ile złego wyrządzono jej ukochanemu dziadkowi, kiedy na jaw wyszło czyim tak naprawdę synem jest Maurycy Kunis. Tak więc pragnienie poznania dziejów rodziny prowadzi Julię do Marty Landowskiej. Kobiety nawet nie przypuszczają, jak wiele mają ze sobą wspólnego. Okaże się też, że odkrywanie historii von Becków wcale nie będzie należeć do najbezpieczniejszych zajęć. Kim tak naprawdę byli osławieni von Beckowie, którzy tak bardzo zasłużyli się dla Trzeciej Rzeszy i jej wodza? Jakich zbrodni dopuścili się w imię wyznawanej ideologii? Czy teraz po wielu latach ich potomkowie mogą czuć się bezpieczni? Jak wiele tajemnic nie zostało jeszcze odkrytych? Czy ich ujawnienie przypadkiem nie pociągnie za sobą kolejnych nieszczęść?


Adolf Eichmann (1906-1962) przed sądem izraelskim 
Wyrokiem sądu nazista został skazany na karę śmierci przez powieszenie.
Jego ciało zostało spalone w krematorium, a prochy rozrzucone
nad wodami Morza Śródziemnego.
Zdjęcie pochodzi z 1961 roku. 


Muszę przyznać, że podczas gdy Dziedzictwo von Becków nie do końca spełniło moje oczekiwania, ponieważ w którymś momencie coś wyraźnie zaczęło się psuć, tak Piętno von Becków pochłonęło mnie bez reszty. Nie potrafiłam oderwać się od lektury. Tym razem Joanna Jax stworzyła opowieść nie tyle z historią w tle, co powieść na wskroś sensacyjną. Jej akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, czyli współcześnie i podczas wojny, lat komunizmu, aż do czasu, kiedy Polska była już całkowicie wolnym krajem. Czytelnik jest przenoszony w rozmaite miejsca na świecie. Tak więc czasami jesteśmy w Izraelu, aby już po chwili udać się do Szwajcarii albo do Niemiec, gdzie wraz z bohaterami możemy odwiedzić zrujnowany majątek von Becków. W tym wszystkim nie brakuje swoistego napięcia, które towarzyszy tego rodzaju powieściom. Natomiast nieoczekiwane zwroty akcji i postacie, których zachowanie może naprawdę zaskoczyć sprawiają, że książkę czyta się z ogromnym zainteresowaniem.

Okazuje się bowiem, że w miarę, jak Julia Kunis odkrywa coraz to nowe elementy układanki dotyczące jej przodków, również ona sama zostaje uwikłana w jakąś niezrozumiałą dla niej aferę. Przecież Julia chciała jedynie poznać losy swojej rodziny. Nawet przez myśl jej nie przeszło, aby coś ugrać dla siebie i wzbogacić się czyimś kosztem. Ona nawet nie ma pojęcia o tym, że bliscy jej pradziadka mieli na sumieniu coś więcej, aniżeli tylko przynależność do NSDAP i aktywną działalność w czasie tej strasznej wojny. Podczas gdy w pierwszym tomie sagi uwaga Autorki w głównej mierze skupia się na życiu Warnera von Becka i jego romansie z Marią Tarnowską, tak tym razem przed czytelnikiem zostaje odkryta bestialska osobowość Petera von Becka. Oczywiście wiadomo było, że młodszy von Beck nie należał do świętych, ale nikt tak naprawdę nie spodziewałby się, że był on zdolny do takich okrucieństw. Zepchany na margines przez własną rodzinę oraz wciąż żyjący w cieniu ubóstwianego przez wszystkich starszego brata, Peter pragnął również czymś zabłysnąć i pokazać władczemu ojcu, że nazwiska von Beck nie nosi od parady.

Znaczący wpływ na postępowanie poszczególnych bohaterów ma miłość. Tak naprawdę to ona kieruje ich działaniami i decyzjami, jakie podejmują. Nie zawsze są to właściwe decyzje, ale na ich zmianę jest już niestety za późno. Nawet po latach nie można naprawić krzywd, które zostały niegdyś wyrządzone. Miłość dotyka zatem nie tylko tych, którzy musieli żyć w czasie wojny, ale również tych żyjących współcześnie. Okazuje się też, że skutki decyzji podejmowanych przez starsze pokolenie oddziaływują na młodych, którzy nie są niczego świadomi. Od urodzenia nie mieli bowiem pojęcia, że są wychowywani w duchu wydarzeń z przeszłości ich bliskich. To one ukształtowały nie tylko ich dziadków, lecz także ich samych. Teraz jest więc okazja, aby położyć temu kres. Wystarczy jedynie doprowadzić pewne sprawy do końca i odkryć tajemnice, które do tej pory nie ujrzały światła dziennego.

Piętno von Becków pokazuje też, jak łatwo mogą przeciąć się ze sobą wzajemnie życiowe drogi ludzi, którzy do pewnego czasu nie mieli pojęcia o swoim istnieniu. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest wybaczenie. Czasu wrócić już nie można, a przecież żyć trzeba nadal. Nie wolno zatem obarczać młodego pokolenia uczuciami, które nie mają z nim nic wspólnego. Nie można dopuścić do tego, aby te złe emocje zostały odziedziczone przez młodych, ponieważ wtedy bardzo łatwo doprowadzić do zniszczenia im życia. Przyglądając się bohaterom widzimy również, że w obliczu zagrożenia są oni w stanie odrzucić na bok uprzedzenia i działać ramię w ramię dla dobra sprawy. To wymaga naprawdę sporej dojrzałości.

Podsumowując całą dylogię można śmiało stwierdzić, że Joanna Jax stworzyła naprawdę ciekawą historię z drugą wojną światową w tle. Jest to opowieść pełna emocji, zaskakujących zwrotów akcji, ale też pokazuje, ile tak naprawdę dla każdego z bohaterów znaczy miłość. W imię tego uczucia są oni zdolni do poświęceń. Z drugiej strony jednak ta sama miłość może działać destrukcyjnie i sprawić, że człowiek będzie zdolny do najgorszej podłości. Z kolei zasadniczym przesłaniem całej tej historii jest umiejętność wybaczania. Nie jest to łatwe, ale też nie niemożliwe. Trzeba jedynie wykrzesać z siebie choć odrobinę chęci i tym samym nie obarczać kolejnego pokolenia własnymi demonami przeszłości.









czwartek, 23 marca 2017

Agnieszka Lingas-Łoniewska – „Zakręty losu. Nowe pokolenie” # 4











Wydawnictwo: NOVAE RES
Gdynia 2016





Zemsta jest słodka. Tak przynajmniej twierdzą ci, którzy zostali dotkliwie zranieni i teraz planują wziąć odwet na wrogu. Jedyne, co trzyma ich przy życiu, to przemożna chęć wyrównania rachunków. Tak więc czasami nawet przez długie lata przygotowują się do tego, aby oddać z nawiązką ludziom, którzy niegdyś nie mieli skrupułów, aby skrzywdzić. W planowaniu zemsty są tak bardzo zaślepieni, że nie widzą – albo zwyczajnie nie chcą widzieć – tego, iż przy okazji mogą dotkliwie skrzywdzić również niewinne osoby, które tak naprawdę z całą sprawą nie mają nic wspólnego. Z kolei ten, kto wyrządził krzywdę nigdy nie będzie mógł zaznać spokoju. Nie chodzi tutaj o wyrzuty sumienia, lecz o strach, który już zawsze będzie mu towarzyszył, a bezustanne oglądanie się za siebie będzie spędzało sen z powiek każdej nocy. I choć pozornie może wydawać się, że wszystko tak naprawdę jest w najlepszym porządku, to jednak gdzieś w podświadomości wciąż będzie kołatać się myśl, że nie wszystko zostało załatwione do końca. Nawet jeśli mijają lata przeszłość może o sobie przypomnieć w najmniej oczekiwanym momencie i uderzyć w tych, którzy są dla nas najdrożsi na świecie.

Bracia Łukasz i Krzysztof Borowscy nie mogą więc czuć się bezpiecznie, pomimo że od dramatycznych wydarzeń mających miejsce w ich życiu minęło już dwadzieścia lat. W tym czasie obydwaj zdążyli założyć rodziny i doczekać się wspaniałych dzieci. Niestety, tajemnica, którą noszą w swoich sercach i umysłach nie pozwala im na normalne życie. Oni nadal czują strach, ponieważ wiedzą, że ci, którym zaszli za skórę i doprowadzili do ich niemalże całkowitego zniszczenia, wciąż żyją i w każdej chwili mogą uderzyć. Borowscy muszą więc zrobić wszystko, aby tylko ochronić młode pokolenie, które właśnie wkracza w dorosłe życie i nie jest niczego świadome. Dlatego też można zrozumieć bunt młodych, którzy pragną żyć po swojemu, a nadopiekuńczość rodziców staje się dla nich coraz bardziej uciążliwa. Nie wiedzą jednak skąd się to bierze i z jakiego powodu ich rodzice kontrolują każdy ich krok.

Jak już wspomniałam wyżej, akcja czwartego tomu Zakrętów losu rozgrywa się dwadzieścia lat po wydarzeniach opisanych w Braterstwie krwi. Przyjmijmy zatem, że Łukasz i Krzysztof Borowscy nadepnęli na odcisk rosyjskiej mafii w roku 2012 (rok wydania powieści). W związku z tym należy przypuszczać, że tym razem zostaliśmy przeniesieni w czasy około 2030 roku. Nie należy jednak spodziewać się jakiegoś przełomu, jeśli chodzi o opis realiów panujących w Polsce przyszłości. Generalnie nie różni się ona niczym od rzeczywistości, w jakiej dziś egzystujemy. Wygląda na to, że pomimo upływu dwudziestu lat nie rozwinęła się technika, a bohaterowie wciąż używają tych samych gadżetów, z których korzysta współczesny człowiek. Taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku muzyki czy filmów, którymi fascynują się młodzi bohaterowie powieści. Na topie wciąż są zespoły muzyczne czy wokaliści, których słucha dzisiejsza młodzież. Tak więc można odnieść wrażenie, że czas stanął w miejscu, a ludzie tworzący tło w ogóle się nie zestarzeli, pomimo że minęły już dwie dekady. Nie przemówił do mnie też fakt, iż w roku 2030 młodzi wciąż słuchaliby „starych” kawałków, przy których bawili się ich rodzice i nawet licentia poetica nie jest w stanie mnie przekonać. Oczywiście nie traktuję tego zabiegu w kategoriach błędu czy braku logiki przy konstruowaniu powieści. Takie rzeczy są dopuszczalne w literaturze i autorzy czasami z nich korzystają.

Pomimo że powyższe rozwiązanie nie przypadło mi do gustu, to jednak po namyśle stwierdziłam, że może to i lepiej, że Autorka nie starała się za wszelką cenę zmieniać świata, ponieważ wtedy współczesny czytelnik mógłby zwyczajnie nie odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości. Kiedy jednak całą swoją uwagę skupiłam na fabule powieści, wówczas przestało mi to przeszkadzać, a akcja z każdą kolejną stroną wciągała mnie coraz bardziej. Tak więc młode pokolenie Borowskich reprezentowane jest przez Kacpra, Olgę, Igę i Kamila. Kacper to syn Magdaleny z pierwszego małżeństwa, którego adoptował Łukasz, dając mu nazwisko. Z kolei Olga jest córką starszego Borowskiego i jego małżonki. Natomiast Iga i Kamil to dzieci Krzysztofa i Katarzyny. Młodzi są ze sobą bardzo zżyci. Nie dziwi więc fakt, że ta zażyłość doprowadza w końcu do generowania poważniejszych uczuć, aniżeli tylko zwykłej przyjaźni czy relacji siostrzano-braterskich.

Borowscy nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że tuż obok jest ktoś, kto tylko czeka sposobnej chwili, aby zaatakować. Przygotowywał się do tego od najmłodszych lat. Wpajano mu, że jedynym jego celem jest dokonanie zemsty i odpłacenie tym, którzy w okrutny sposób pozbawili go najbliższych. Takie pranie mózgu może zdziałać naprawdę cuda. Człowiek w końcu staje się maszyną, która nie potrafi już samodzielnie myśleć ani czuć. Nie wie co to takiego przyjaźń, a tym bardziej miłość. Tego rodzaju uczucia są mu obce i choćby nawet bardzo się starał, to i tak nie będzie w stanie wzbudzić ich w sobie. Wykonuje więc jedynie polecenia innych i dąży do upragnionego celu. Co zatem musi się stać, aby wreszcie przejrzał na oczy i uświadomił sobie, że przez lata był tylko narzędziem mającym posłużyć innym do dokonania zemsty? Czy istnieje możliwość, aby uciec przed takim życiem? Czy jakikolwiek bunt jest w ogóle możliwy?

Jak można wywnioskować z powyższego, motywem przewodnim Nowego pokolenia jest zemsta, która jednak w pewnym momencie natrafia na miłość. Jest to naprawdę bardzo nierówna walka. W tej powieści generalnie bohaterowie doświadczają szeregu zawirowań emocjonalnych. Tutaj nic nie jest czarno-białe. Młodzi muszą radzić sobie z uczuciami, które jeszcze do niedawna były dla niech zupełnie obce. Muszą też podejmować niezwykle trudne decyzje, które nie zawsze będą dla nich dobre w skutkach. Ich życie pokazuje, że praktycznie z dnia na dzień zmuszeni są stać się dorosłymi osobami, których jedynym celem jest walka o przetrwanie, ponieważ w innym razie mogą już nigdy nie zobaczyć bliskich i nie zaznać szczęścia u ich boku. Jest to dla nich swego rodzaju szok, zważywszy że tak naprawdę nie wiedzą co się wokół nich dzieje i dlaczego to właśnie oni muszą pokutować za grzechy rodziców.

Agnieszka Lingas-Łoniewska stawia też kilka pytań, na które czytelnik znajdzie odpowiedzi właśnie w fabule Nowego pokolenia. Czy zatem warto ukrywać prawdę przez lata? Czy trzymanie istotnych spraw w tajemnicy tylko dlatego, aby chronić tych, których się kocha naprawdę stanowi dobre rozwiązanie? Co stanie się, jeśli prawda wyjdzie na jaw w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy może być już za późno na podejmowanie jakichkolwiek działań? Ile tak naprawdę człowiek jest w stanie zrobić dla prawdziwej miłości? Czy prawdziwe i szczere uczucie zawsze może pokonać zło? Jak odróżnić to, co dobre od tego, co złe? To są naprawdę bardzo trudne pytania, lecz gdy już znajdziemy na nie odpowiedzi będzie nam łatwiej zrozumieć przesłanie Nowego pokolenia.

Czwarty tom Zakrętów losu nie jest bynajmniej sielankową opowieścią o licealistach i studentach, którzy z reguły prowadzą beztroskie i imprezowe życie. Jest to przede wszystkim historia o młodych ludziach, którzy w pewnym momencie swojego życia muszą stawić czoło ogromnemu złu, które tak naprawdę nie zostało wygenerowane przy ich udziale. Przecież nie było ich jeszcze na świecie, kiedy rozgrywały się wydarzenia, za które dziś to oni muszą ponieść odpowiedzialność. W imię czego mają więc cierpieć i czuć niewyobrażalny strach o własne życie? Oni nie rozumieją dlaczego tak się dzieje. Oni chcą żyć jak normalni nastolatkowie, którzy mają swoje plany i marzenia. Dlaczego zatem ktoś za wszelką cenę pragnie im to odebrać i to w tak brutalny sposób?

Moim zdaniem Nowe pokolenie to doskonałe zakończenie historii o rodzinie Borowskich. Świat mafii ukazany jest w sposób niezwykle obrazowy i autentyczny. Bardzo wyraźnie widać reguły kierujące funkcjonowaniem mafijnej rodziny. Myślę więc, że miłośnicy twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie mogą czuć się zawiedzeni. Autorka znów pokazała, że najlepiej czuje się w kreowaniu trudnych historii, które trzymają w napięciu i pozwalają czytelnikowi odczuwać cały wachlarz emocji. Poza tym ani czytelnik, ani też sami bohaterowie nie mogą być do końca pewni tego, co się z nimi stanie po zakończeniu powieści. Czytelnicy jeszcze długo po odłożeniu książki będą o niej pamiętać, natomiast bohaterowie mogą doświadczyć szczęścia tam, gdzie do tej pory były jedynie nienawiść oraz chęć zemsty.










sobota, 11 marca 2017

Agnieszka Lingas-Łoniewska – „Zakręty losu. Historia Lukasa” # 3











Wydawnictwo: NOVAE RES
Gdynia 2012

 



Nazywam się Łukasz Borowski. Urodziłem się w rodzinie wpływowej, gdzie liczyły się przede wszystkim ambicje i rodzinne tradycje zawodowe. Mój ojciec nie przyjmował do wiadomości, że dzieci mogą mieć własne zdanie i pragną iść drogą, którą same wybiorą. Nie podporządkowałem się temu i dlatego – w oczach ojca – musiałem ponieść karę. To on zniszczył moje marzenia, a kiedy wiedział, że niczego już nie wskóra, zwrócił się ku mojemu młodszemu bratu, którego próbował kształtować na swoje podobieństwo. To on spełnił jego ambicje i zrealizował plany, które początkowo miały być moim udziałem. A co wtedy działo się ze mną? Wkroczyłem na drogę ZŁA i podobało mi się to. Uwielbiałem patrzeć, jak inni trzęsą się ze strachu na sam dźwięk ksywy „Lukas”, bo tak nazywali mnie na mieście. Dla Lukasa nie było rzeczy niemożliwych. Handlowałem, mordowałem, ale też szalenie mocno kochałem. Wciąż zastanawiam się, jak teraz wyglądałoby moje życie, gdyby pewnego dnia los nie postawił mnie przed wyborem. Rodzina albo mafia. Dziś chciałbym wam opowiedzieć swoją historię. Jestem już gotowy i mogę o tym mówić, choć nie bez emocji. Bo za winy trzeba płacić. Błędy naprawiać. Złe postępki zamieniać na dobre. Bo ja jestem Lukas. Prosty chłopak z miasta. O gorącym sercu i zimnym spojrzeniu. I zawsze spłacam swój dług. Moje życie dopiero się zaczęło. A dług został jeszcze niespłacony…

Możliwe, że gdyby Łukasz Borowski zdecydował się opowiedzieć nam-czytelnikom swoją historię, tak właśnie by ją rozpoczął. Lecz on historię swojego życia opowiada młodszemu bratu, Krzysztofowi. Temu, który poszedł w ślady autorytatywnego ojca i został najlepszym prawnikiem w mieście. Temu, który nie wahał się nieść pomoc starszemu bratu, kiedy zaszła taka potrzeba, czasami stając wręcz na granicy prawa. Temu, który narażał życie swoje i swojej ukochanej, aby tylko wyrwać Łukasza z paszczy zła. Niemniej my możemy jedynie przysłuchiwać się tej niezwyklej opowieści i czekać na jej finał jako goście zaproszeni na wieczór kawalerski starszego z braci Borowskich. To właśnie ta chwila, ten moment, kiedy Łukasz ma rozpocząć nowy etap swojego życia skłania go do wyjawienia bratu tego wszystkiego, co niemal doprowadziło do zniszczenia szczególnej więzi, która wytworzyła się pomiędzy nimi, kiedy obydwaj byli jeszcze dziećmi. Potem ta więź słabła, aby za jakiś czas znowu przybrać na sile. Jednak nigdy tak naprawdę nie została zerwana.

W swojej opowieści Łukasz cofa się do czasów licealnych, kiedy miał tylko siedemnaście lat oraz wielkie plany i marzenia. Lecz jedno posunięcie ojca zniszczyło wszystko. Od tego momentu w Łukaszu coś się zmieniło. I tak w ciągu jednej nocy z Łukasza, który wręcz stronił od używania wulgarnych słów, bo mama tego nie lubiła, stał się bezwzględnym Lukasem, który nie cofał się przed niczym dla dobra „interesów”. W tym miejscu nie zamierzam bynajmniej opowiadać ze szczegółami historii Lukasa, ponieważ lepiej ode mnie zrobi to główny bohater, kiedy już sięgniecie po powieść. Zakręty losu. Historia Lukasa to trzecia z czterech części powieściowego cyklu opowiadającego historię braci Borowskich oraz ich dzieci. W pierwotnych zamysłach Autorki, tej części miało w ogóle nie być. Dziś, kiedy jestem po jej lekturze, nie potrafię sobie tego wyobrazić. Agnieszka Lingas-Łoniewska nie tylko napisała trzeci tom, lecz swoją wyobraźnią sięgnęła znacznie dalej i stworzyła również tom czwarty.

Zakręty losu. Historia Lukasa  to powieść, która dostarcza czytelnikowi odpowiedzi na szereg pytań pojawiających się podczas czytania dwóch poprzednich części. Nie będę pisać, czy akurat ten tom wypada najlepiej lub najgorzej na tle całości, ponieważ w przypadku twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie znajduję miary, przy pomocy której mogłabym ocenić wartość jej poszczególnych powieści. W moim przekonaniu one wszystkie są rewelacyjne, a każda z nich ma wiele do zaoferowania czytelnikowi. Każda z tych książek zawiera swoje własne przesłanie. Podobnie jest i w tym przypadku. Otóż spotykamy tutaj mężczyznę po czterdziestce, który w pewnym sensie czuje się przegrany. Ale czy tak jest naprawdę? Myślę, że nie, ponieważ Łukasz przez lata swojej przestępczej działalności wiele stracił, ale też wiele zyskał i niemało zrozumiał. Chyba najważniejsze w tym wszystkim jest to, że główny bohater zdaje sobie nareszcie sprawę z tego, że postępował źle. W okrutny sposób ranił tych, którym mimo wszystko na nim zależało. Lecz można zapytać, czy nie miał ku temu słusznego powodu? Zapewne miał i właśnie tym kierował się w chwilach, gdy doprowadzał innych do autodestrukcji.

Jednak z drugiej strony widzimy człowieka nie do końca pozbawionego wyrzutów sumienia. Sam mówi, że chciałby cofnąć czas, ale niestety już jest za późno. Tego, co się stało, nie można już odwrócić. Lecz niektóre krzywdy można naprawić. Trzeba jedynie mocno tego chcieć, a Łukasz Borowski jest zdecydowany tego dokonać. Jednocześnie wie także, iż jest coś, czego już nigdy nie zmieni i co już zawsze będzie ranić jego umysł i serce. Bo tej, której wyrządził największą krzywdę, tej, którą zranił najboleśniej, już nie ma. Pozostał tylko jej grób, tatuaż i białe róże, które co roku w dniu jej urodzin mężczyzna kładzie na grobie. 

Mafijny świat i prawa nim rządzące są naprawdę okrutne. Albo jesteś z nami, albo nie żyjesz. Generalnie właśnie to zdanie stanowi motto mafii. Nie jest ważne czy w momencie pisania tej powieści Autorka zasięgała informacji u źródła bądź posiłkowała się publikacjami na temat zorganizowanych grup przestępczych, czy może stworzyła czystą fikcję literacką i przedstawiła obraz mafii tak jak sama go dostrzega, stojąc z dala od tego środowiska. Według mnie najważniejsza w tym wszystkim jest przemiana człowieka, którą na przykładzie historii Lukasa widać bardzo wyraźnie. Czytając, czasami odnosiłam wrażenie, że ten człowiek tak naprawdę nie chciał w tym tkwić. Jednak zaszedł już tak daleko, że niemal niemożliwe wydawało się zawrócenie z błędnie obranej drogi. W dodatku dochodzi do tego jeszcze ta wszechogarniająca go tęsknota za rodziną, za bratem i matką. Do wybaczenia ojcu musiał dojrzeć. Podobnie jak jego rodziciel.

Fabuła Historii Lukasa jest niesamowicie wzruszająca. Można bowiem odnieść wrażenie, że jest to takie zamykające się koło. Dokładnie widać to w momencie, gdy Łukasz Borowski umiera, aby narodzić się jako Lukas, a potem znowu umiera i ponownie staje się Łukaszem Borowskim, choć już nie tym samym, którego pamięta Krzysztof z lat dzieciństwa. Z historii Lukasa płynie także ku nam nadzieja na to, że nie ma ludzi przegranych tak do końca. W każdym człowieku gdzieś na dnie serca tli się promyk dobra, który czeka jedynie na odpowiedni moment, aby zapłonąć wyrazistym światłem. Trzeba tylko czasu i splotu rozmaitych zdarzeń, a czasami pomocy innych, żeby znów poczuć się CZŁOWIEKIEM.

Tak więc na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić wszystkich, którzy jeszcze nie zetknęli się z opowieścią o braciach Borowskich, do zapoznania się z nią. Znajdziecie tutaj wszystkie te cechy, które dobrze skonstruowana powieść sensacyjna mieć powinna. Oczywiście Autorka nie byłaby sobą, gdyby nie postawiła na silne uczucie, które jest w stanie zmienić praktycznie wszystko. Nawet zmiękczyć serce twardego i bezwzględnego gangstera. Lecz ta miłość nie jest łatwa i słodka. To miłość trudna i usłana cierniami. Mam nadzieję, że przyjdzie kiedyś taki dzień, w którym będę mogła wybrać się do kina i obejrzeć całość na dużym ekranie.









środa, 15 lutego 2017

Steve Berry – „Zagadka aleksandryjska” # 2













Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2013
Tytuł oryginału: The Alexandria Link
Przekład: Cezary Murawski
Seria: Cotton Malone




Aleksandria – jedno z największych miast starożytnego świata – została założona przez Aleksandra Wielkiego zwanego też Macedońskim (356-323 p.n.e.). Było to tuż po tym, jak podbił Egipt w 332 roku przed naszą erą. Po śmierci Aleksandra Macedońskiego, która nastąpiła w Babilonie w 323 roku przed naszą erą, Egipt przeszedł pod władanie jednego z adiutantów Aleksandra – Ptolemeusza I (367-283 p.n.e.). To właśnie Ptolemeusz na nowo zajął się tworzeniem Aleksandrii, która miała zastąpić dotychczasową stolicę Egiptu – Memfis. Fakt ten stał się początkiem Aleksandrii. Ptolemeusze byli świadomi tego, że żadna dynastia nie może przetrwać bez wsparcia swoich poddanych. Tak więc już na samym początku ptolemeuszowscy królowie starali się legitymować swoją władzę na różne sposoby, w tym przybierając tytuł faraona i rozpoczynając grecko-rzymski kult boga Serapisa, który stał się opiekunem nauki. Był to całkiem dobry sposób, aby pokazać własne bogactwo. To właśnie ten patron sprawił, że zaczęto podejmować działania zmierzające do powstania Wielkiej Biblioteki Aleksandryjskiej, która przez wieki była jedną z największych i najważniejszych bibliotek starożytnego świata. Ówcześni wielcy myśliciele, naukowcy, matematycy i poeci reprezentujący różne cywilizacje korzystali z Biblioteki Aleksandryjskiej celem wzajemnej wymiany naukowych pomysłów. Na półkach biblioteki znajdowało się aż siedemset tysięcy woluminów. Niemniej biblioteka nie zdołała oprzeć się skutkom jednej z największych tragedii, jaka dotknęła świat akademicki. Naukowcy wciąż nie potrafią zrozumieć, w jaki sposób została ona zniszczona.

Być może jednym z najbardziej interesujących aspektów dotyczących zniszczenia Biblioteki Aleksandryjskiej jest utrata dzieł rzymskich pisarzy. Według wielu autorów, biblioteka została zupełnie przypadkowo zniszczona przez Juliusza Cezara (102-44 p.n.e.), a było to w czasie oblężenia Aleksandrii w 48 roku przed naszą erą. Grecki historyk Plutarch z Cheronei (50-125) tak oto pisze o tamtym wydarzeniu:

Kiedy wróg próbował odciąć jego [Juliusza Cezara] floty, ten został zmuszony do odparcia zagrożenia przy użyciu ognia, który rozprzestrzenił się od strony portu i zniszczył wielką bibliotekę.

(Plutach, Żywot Juliusza Cezara, 49.6)*
                                                        

Tak w XIX wieku wyobrażano sobie wnętrze
starożytnej Biblioteki Aleksandryjskiej.


Można jednak przypuszczać, że powyższa teoria nie jest prawdziwa, ponieważ Muzeum Aleksandryjskie znajdujące się w Aleksandrii niedaleko biblioteki zostało nietknięte, o czym około trzydzieści lat po oblężeniu Aleksandrii przez Cezara wspomina grecki geograf i historyk Strabon (ok. 63 p.n.e.-ok. 24 n.e.). Z drugiej strony jednak Strabon nie wymienia Biblioteki Aleksandryjskiej w kontekście jej usytuowania w samej Aleksandrii, wspierając tym samym stwierdzenie, że to właśnie Juliusz Cezar ponosił odpowiedzialność za jej spalenie. Niemniej biblioteka znajdowała się w pobliżu Muzeum Aleksandryjskiego, o czym wspomina ten sam geograf. Możliwe jest zatem, że istniała ona jeszcze w czasach Strabona. Z drugiej strony jednak kwestię pominięcia jej przez geografa można przypisać temu, iż nie uważał jej za równie ważną jak Muzeum Aleksandryjskie, bądź też w tamtych czasach biblioteka nie stanowiła centrum naukowego, co wydaje się bardzo prawdopodobne. Ponadto sugerowano też, że biblioteki w ogóle tam nie było, a w pobliżu portu znajdowały się tylko jakieś magazyny, gdzie przechowywano rękopisy, które zostały zniszczone przez pożar wzniecony przez Juliusza Cezara.

Niektórzy przypuszczają, że sprawcami zniszczenia Biblioteki Aleksandryjskiej byli chrześcijanie żyjący w IV wieku naszej ery. W 391 roku cesarz Teodozjusz I Wielki (347-395) wydał bowiem oficjalny dekret, na mocy którego zakazywał jakichkolwiek praktyk pogańskich. Tak więc świątynia boga Serapisa znajdująca się w Aleksandrii została zniszczona. Niemniej nie była to Biblioteka Aleksandryjska, czy jakakolwiek inna budowla tego rodzaju. Ponadto żadne starożytne źródła w ogóle nie wspominają o tym, jakoby w tamtym czasie zniszczeniu uległa jakaś biblioteka. Dlatego też nie ma de facto dowodów na to, aby to chrześcijanie żyjący w IV wieku stali za unicestwieniem Biblioteki Aleksandryjskiej, co oczywiście podważa wysuniętą powyżej tezę.


A tak dziś wygląda Biblioteka Aleksandryjska, której uroczyste otwarcie
odbyło się w 2002 roku. Gmach znajduje się blisko miejsca, gdzie prawdopodobnie
mieściła się starożytna Biblioteka Aleksandryjska.

fot. Moushira
źródło


Ostatnim możliwym sprawcą dokonania tego przestępstwa mógł być muzułmański kalif Umar ibn al-Chattab (ok. 591-644). Według legendy niejaki John Grammaticus (490-570) miał poprosić Amra – generała zwycięskiej armii muzułmańskiej – o książki z królewskiej biblioteki. Wtedy generał napisał do kalifa, chcąc uzyskać instrukcje dotyczące owych książek. Umar ibn al-Chattab odpowiedział mu takimi oto słowami: Jeśli te książki zawierają to samo co Koran, to są nam niepotrzebne, ale jeżeli są one przeciwne Koranowi, wówczas trzeba je zniszczyć. Nasuwają się zatem dwa wnioski z tej historii. Po pierwsze, nie ma żadnej wzmianki o jakiejkolwiek bibliotece, a jedynie o książkach. Po drugie, przekaz ten pochodzi od pisarza, który był syryjskim chrześcijaninem, więc mógł w ten sposób chcieć pogrążyć dobry wizerunek muzułmańskiego kalifa.

Niestety, archeologia jak do tej pory nie jest w stanie przyczynić się w istotny sposób do odkrycia niniejszej tajemnicy. Bardzo rzadko odnajduje się papirusy, które pochodziłyby z Aleksandrii tamtych czasów. Powodem tak nielicznych odkryć mogą być najprawdopodobniej warunki klimatyczne, które niekorzystnie wpływały na zachowanie się materiału organicznego. Inną sprawą natomiast jest fakt, że nie odkryto nawet ruin biblioteki w Aleksandrii. Powodem takiej sytuacji jest to, że Aleksandrię wciąż zamieszkują ludzie, którzy bezwiednie mogli zniszczyć dowody istnienia Biblioteki Aleksandryjskiej, więc na chwilę obecną można już tylko liczyć na ocalałe wykopaliska, którymi zajmują się archeolodzy.

Książę Burgundii Filip III Dobry  
założyciel Zakonu Złotego Runa
Zakon ten odgrywa w powieści
bardzo ważną rolę. 
Portret został namalowany
około 1450 roku.
autor: Rogier van der Weyden
(ok. 1400-1464)
Zakładając jednak, że Biblioteka Aleksandryjska naprawdę istniała, jej ewentualne zniszczenie można przypisywać winie jednego człowieka lub grupy ludzi. Faktem jest, że wielu uważa ją za największą bibliotekę starożytnego świata, co nadmiernie upraszcza całą sprawę. Biblioteka nie mogła jednak pójść z dymem w całości, lecz wraz z upływem czasu mogły zanikać jej poszczególne elementy. Jeśli biblioteka faktycznie została stworzona celem podniesienia prestiżu i wyeksponowania bogactwa dynastii Ptolemeuszy, to ich późniejszy upadek mógł również wpłynąć na niekorzystne zawirowania gospodarcze na tamtym terenie. Na przestrzeni wieków Egipt Ptolemeuszy stopniowo zmniejszał swoje znaczenie, co także mogło mieć wpływ na stan Biblioteki Aleksandryjskiej. Jeśli więc biblioteka rzeczywiście przetrwała do pierwszych wieków naszej ery, to jej złote lata przypadłyby na czas, kiedy to Rzym stał się nowym centrum świata.

Starożytna Biblioteka Aleksandryjska to także główny motyw drugiego tomu serii, której głównym bohaterem jest były pracownik Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych i agent biura Magellan Billet połączonego z rządem amerykańskim. Jak wiemy z części pierwszej Dziedzictwo templariuszy, Cotton Malone miał już dosyć pracy, która przyprawiała go o niesamowity stres, a w dodatku stała się przyczyną rozbicia jego małżeństwa. W związku z tym pewnego dnia podjął decyzję, że definitywnie porzuca swoją profesję i wyjeżdża na stałe do Danii. W Kopenhadze otworzył dobrze prosperujący antykwariat. Książki od lat były jego pasją, więc czuje się w tym biznesie jak ryba w wodzie. Niestety, bardzo szybko okazało się, że przeszłość upomniała się o naszego czterdziestoośmioletniego emeryta. Trzeba było zatem porzucić spokojne życie wśród woluminów i wyruszyć w drogę, aby rozwikłać trudną i niebezpieczną zagadkę związaną z Zakonem Templariuszy i osobą ostatniego Wielkiego Mistrza, jakim był Jakub de Molay (ok. 1244-1314).

Tym razem Cotton Malone zostaje zmuszony do podjęcia ryzyka w celu odnalezienia antycznej Biblioteki Aleksandryjskiej, która tak naprawdę nie wiadomo czy w ogóle istnieje albo czy zachowały się jakieś jej resztki. Są jednak tacy, którzy wierzą głęboko, że nie została ona zniszczona, a jej zasoby warte są fortunę. Zacznijmy od tego, że pewnego październikowego dnia przed drzwiami kopenhaskiego mieszkania Cottona Malone’a staje jego była żona Pam i ze łzami w oczach, które spowodowane są nie tylko rozpaczą, ale także ogromną wściekłością, oznajmia swojemu byłemu mężowi, że ich nastoletni syn Gary został właśnie porwany przez jakichś tajemniczych ludzi, którzy grożą, że zabiją chłopca, jeśli ona lub Cotton zawiadomią policję. Mało tego. Nasz były agent praktycznie natychmiast dostaje wiadomość, że na odnalezienie Biblioteki Aleksandryjskiej, zwanej tutaj aleksandryjskim ogniwem, ma jedynie siedemdziesiąt dwie godziny. Po upływie tego czasu Gary Malone zginie, a cała wina spadnie na jego ojca, jeśli ten nie wywiąże się z zadania.

Wydanie z 2016 roku
Okazuje się także, że w całą tę sprawę wmieszany jest pewien Palestyńczyk, którego Cotton Malone ochraniał dokładnie pięć lat wcześniej. Mężczyzną tym jest badacz Biblii, który posiada naprawdę rozległą wiedzę na temat Starego Testamentu. Dlaczego zatem stanowi zagrożenie? Kim są ludzie, którzy chcą się go pozbyć już od kilku lat? Czy tym razem człowiek ten zdoła ujść z życiem? Co takiego dźwiga na swoich barkach, że nie potrafi już funkcjonować bez dręczących go wyrzutów sumienia? Niemniej Palestyńczyk nie jest jedynym ogniwem w całej tej zagmatwanej historii. Cotton Malone stopniowo orientuje się, że afera jest znacznie poważniejsza niż mogłoby się z pozoru wydawać. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem, że jest to sprawa polityczna zakrojona na szeroką skalę. Odkryte przez Cottona ślady prowadzą także do izraelskiego wywiadu (MOSAD) oraz do Białego Domu. W obliczu ogromnego niebezpieczeństwa staje również sam prezydent Stanów Zjednoczonych.

I tak oto Cotton Malone wraz z byłą żoną ruszają w podróż, która ma im zająć nie więcej niż siedemdziesiąt dwie godziny. W innym razie ich syn zostanie zamordowany. Czy uda im się ocalić chłopca? Jak poradzą sobie z uprzedzeniami wobec siebie nawzajem? Przecież nie od dziś wiadomo, że nie darzą się wzajemnie sympatią. Czasami też można odnieść wrażenie, że oni wręcz czują nienawiść na samą myśl o tej drugiej osobie. Pam Malone wciąż nie może wybaczyć i zapomnieć o zdradach Cottona oraz o jego ciągłych nieobecnościach w domu, kiedy ten pracował jeszcze jako agent wywiadu. Z kolei Malone nadal ma w pamięci słowa, jakie padły z ust byłej żony w odniesieniu do ich syna. To było całkiem niedawno, więc trudno jest zapomnieć, zważywszy że odkryły one kłamstwo, w jakim nasz bohater żył przez długie lata. Teraz jednak będą musieli połączyć siły i zawalczyć o życie ich syna. Ale czy mogą ufać sobie wzajemnie? Może nagłe pojawienie się Pam w życiu Cottona wcale nie jest przypadkowe? Może ktoś to zaplanował, wykorzystując kobietę do swoich niecnych celów? Czy zatem Cotton jest w niebezpieczeństwie, którego się nie spodziewa, a przynajmniej nie ze strony swojej byłej żony?

Jedno z wydań anglojęzycznych
Wyd. HODDER & STOUGHTON
grudzień 2007
Steve Berry to amerykański autor, który specjalizuje się w thrillerach szpiegowskich, których fabuła oparta jest na wątkach historycznych. Jego książki z reguły czyta się jednym tchem i naprawdę nie można się od nich oderwać. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Tym razem wraz z bohaterami czytelnik podróżuje praktycznie po całym świecie. Autor zabiera nas nie tylko do Kopenhagi, gdzie widzimy, jak dorobek życia Cottona Malone’a idzie z dymem, ale też jesteśmy świadkami tego, co dzieje się z bohaterami w Anglii, Portugalii, Austrii oraz na Półwyspie Synaj, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych, na terenie których do akcji wkracza była szefowa Cottona – Stephanie Nelle. Kobieta sama również znajduje się w ogromnym niebezpieczeństwie, a tajemnice, jakie odkrywa podczas swojego dochodzenia mogą przyprawić o dreszcz przerażenia.

Zagadka aleksandryjska to powieść, która trzyma w napięciu do ostatniej strony. Następują zwroty akcji, których czytelnik nie jest w stanie przewidzieć. Bohaterowie, którzy wydają się być pozytywnymi charakterami nieoczekiwanie stają się bestiami i nie ma dla nich żadnych świętości. Z kolei bestie nagle okazują się ludźmi zdolnymi narażać życie, aby tylko zapobiec tragedii. Książka jest zatem doskonałą lekturą zarówno dla tych czytelników, którzy lubią historię (sporo w niej informacji zaczerpniętych ze źródeł historycznych), jak i dla tych, którzy cenią sobie powieści akcji z dużą dawką niebezpieczeństwa i nieprzewidywalności. Oczywiście Steve Berry tak kieruje linią fabularną, aby w jakiś logiczny sposób wyjaśnić tajemnicę Biblioteki Aleksandryjskiej. Bardzo ciekawe jest także wkomponowanie do fabuły motywu Zakonu Złotego Runa, czyli rycerskiego zakonu założonego przez Filipa III Dobrego (1396-1467). Książę Burgundii założył go w 1430 roku, czyniąc go jednym z największych zakonów w Europie. Po jakimś czasie Zakon Złotego Runa podzielił się na gałąź hiszpańską i austriacką. W powieści czytelnik spotyka odłam austriacki.

Jak już wspomniałam wyżej, takich odniesień historycznych jest naprawdę sporo. Na przykład pojawiają się też listy, jakie wymieniali między sobą święci Hieronim ze Strydonu (między 331 a 347-ok. 420) i Augustyn z Hippony (354-430), czyli dwaj wybitni doktorzy Kościoła Katolickiego. Co zatem łączyło tych dwóch świętych z Biblioteką Aleksandryjską? Tak więc książka naprawdę jest godna uwagi, o czym może świadczyć fakt, że w Polsce była już wznawiana kilka razy, a czytelnicy wciąż chętnie sięgają nie tylko po Zagadkę aleksandryjską, ale również po inne powieści Steve’a Berry’ego.








Z angielskiego przełożyła Agnes A. Rose.







poniedziałek, 13 lutego 2017

Agnieszka Lingas-Łoniewska – „Zakręty losu. Braterstwo krwi” # 2













Wydawnictwo: NOVAE RES
Gdynia 2012




Pierwszym skojarzeniem, jakie przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o braterstwie krwi jest zapewne pogański rytuał, polegający na mieszaniu krwi dwóch osób zupełnie sobie obcych, niespokrewnionych w żaden sposób, które łączy ze sobą jedynie niezwykle silna, a wręcz dozgonna przyjaźń. Jednak braterstwo krwi to także związek zupełnie od nas niezależny. Związek, o którym już ktoś wcześniej zdecydował, nie pytając nas o zgodę.

Gdyby Krzysztof Borowski wiedział, jak wiele będzie musiał poświęcić i cierpieć przez tego, z którym połączyły go więzy krwi, choć nie miał na to żadnego wpływu, zapewne nie chciałby mieć z nim nic wspólnego. Gdyby ktoś wcześniej uświadomił mu, ilu ludzi z jego najbliższego otoczenia będzie czuć paraliżujący strach tylko na sam dźwięk imienia tego, który nie ma dla nikogo litości, być może pozbyłby się go własnymi rękami. Ale z drugiej strony, czy można znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, aby móc tego dokonać, skoro w żyłach płynie ta sama krew?

Łukasz „Lukas” Borowski powraca niczym widmo przeszłości i znów staje na drodze swojemu bratu i jego rodzinie. Krzysztof i Katarzyna wciąż pamiętają, ile przez niego wycierpieli. Od tamtej pory próbują żyć normalnie, prowadząc własną kancelarię prawną i ciesząc się sobą nawzajem, choć strach ich nie opuszcza. Oni wiedzą, że gdzieś bardzo blisko są ci, którzy nigdy nie zapominają. Choć starają się nie rozmawiać o tym, przez co jeszcze tak niedawno musieli przechodzić, to jednak nie zmienia to faktu, iż stale oglądają się za siebie. Pewnego dnia Krzysztof odbiera telefon. Ten jeden telefon wystarczy, aby przeszłość upomniała się o nich. Drogi obydwu braci znów się krzyżują. Ponownie stają do walki. Tylko po której stronie będą zmuszeni stanąć tym razem? Czy znów będą toczyć walkę po przeciwnych stronach? A może tym razem będzie inaczej? Może Krzysztof i Łukasz będą uderzać do tej samej bramki?

Do książek Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie trzeba mnie przekonywać. Zawsze, gdy sięgam po jej prozę wiem, że trudno będzie o rozczarowanie. Pierwszą część Zakrętów losu przeczytałam dość dawno, a było to jeszcze pierwsze wydanie tej książki z 2010 roku. Dlatego też pamiętam, że – podobnie jak inni czytelnicy – długo czekałam na kontynuację, która ostatecznie trafiła w moje ręce jesienią 2012 roku. W związku z powyższym mogę śmiało powtórzyć za Anną Klejzerowicz, która jest autorką przedmowy do niniejszej powieści: Wydaje mi się, że strasznie długo czekałam na tę kontynuację. Pewnie dlatego, że bardzo chciałam dowiedzieć się, co dalej, a tu… trzeba było, niestety, uzbroić się w cierpliwość. Tak więc kiedy przeczytałam pierwszą część Zakrętów losu, czułam niedosyt. Z kolei po przeczytaniu drugiej części, mój niedosyt tylko przybrał na sile, ponieważ wiedziała, że będzie jeszcze część trzecia, która też niebawem miała trafić na rynek wydawniczy. Dziś okazuje się, że czytelnicy mogą cieszyć się również tomem czwartym zatytułowanym Zakręty losu. Nowe pokolenie

Środowisko mafijne to środowisko niezwykle specyficznie, kierujące się własnymi zasadami, dlatego należy pamiętać, że pewne kwestie są w tym przypadku normą, choćby język, jakim posługują się gangsterzy. Wydaje się, że ci ludzie nie mają żadnych skrupułów. Są w stanie zlikwidować każdego, kto wejdzie im w drogę, a nie gra w tej samej drużynie co oni. Życie drugiego człowieka nie jest dla nich nic warte. Liczy się tylko kasa, łatwe dziewczyny i szybkie samochody. Myślą też o tym, jak najskuteczniej wyeliminować konkurencję. Taki właśnie jest Łukasz Borowski, kiedy czytelnik spotyka go po raz pierwszy w pierwszej części Zakrętów losu. Czy w związku z tym, mężczyzna o tak twardym charakterze, niemający pojęcia, czym tak naprawdę są wyrzuty sumienia, jest w stanie zmienić się w dobrego i prawego człowieka? Czy ktoś taki może nawet pokochać? Co takiego musi się wydarzyć, aby ktoś, kto od siedemnastego roku życia egzystował w środowisku mafijnym zaczął w końcu dostrzegać ludzką stronę życia?

Zakręty losu. Braterstwo krwi to powieść, która porusza wiele aspektów ludzkiego życia. Oprócz pięknego, ale zarazem niezwykle trudnego miłosnego wątku, czytelnikowi zostaje przybliżonych także szereg innych kwestii. Autorka skupia się między innymi na psychicznym i fizycznym maltretowaniu kobiet i ich finansowym uzależnieniu od męża, który uchodzi tutaj za „pana i władcę”. Jest też mowa o trudnej sztuce przebaczania, honorze, walce wbrew wszelkim przeciwnościom losu, wyborze pomiędzy tym, co dobre a tym, co złe, a także wszechogarniającej chęci zemsty, która może odebrać resztki zdrowego rozsądku. Pomimo tak szerokiego wachlarza problemów, z jakimi muszą radzić sobie bohaterowie, starają się oni żyć normalnie. Matka, która wciąż ogląda się za siebie, bojąc się, czy przypadkiem gdzieś nie ujrzy męża-sadysty, stara się postępować tak, aby jej dziecko jak najmniej odczuło skutki tragedii, jaka ich dotknęła. Jest też matka, która wciąż czeka na powrót swojego „marnotrawnego syna”. Ta miłość naprawdę wzrusza. Ona wie, że jej pierworodny nie jest doskonały, a jednak kocha go całym sercem i pragnie znów go ujrzeć. I jeszcze to pragnienie czynienia dobra, choć niemal przez całe życie czyniło się jedynie zło. Te kwestie naprawdę wzruszają, tylko trzeba umieć je dostrzec. Niemniej na pierwszy plan wysuwa się tytułowe braterstwo krwi, czyli prawdziwa miłość pomiędzy braćmi, dla której można poświęcić praktycznie wszystko, nawet to, co do tej pory kochało się najbardziej na świecie.

Tej książki nie da się czytać pobieżnie. Tę powieść należy czytać powoli, analizując każde zdanie, każdą kwestię wypowiadaną przez bohaterów, którzy czasami mogą denerwować, niekiedy śmieszyć, a za chwilę budzić współczucie. Jest to zależne od tego, w jakiej akurat znajdują się sytuacji. Autorka wykreowała bohaterów w taki sposób, że czytelnik ma wrażenie, iż są oni żywymi osobami, egzystującymi gdzieś obok nas. Wystarczy tylko rozejrzeć się wokół i ich dostrzec. Ich emocje są tak realne i tak wyraźnie wyeksponowane, że można odnieść wrażenie, jakby dana scena rozgrywała się przed oczami czytelnika.

Na koniec dodam coś osobistego. Otóż, z reguły jestem twardym czytelnikiem i nie rozklejam się nad książką, którą akurat czytam. A jeśli już to robię, to taka sytuacja zdarza mi się niezwykle rzadko. Jednak w przypadku powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej jest to druga powieść, której fabuła naprawdę mnie wzruszyła. Pierwszą z nich była książka pod tytułem Zakład o miłość. Oczywiście nie zdradzę, w którym momencie przyszło wzruszenie. Niech to pozostanie moją tajemnicą. Czy muszę zatem pisać coś więcej, aby zachęcić do tej lektury? Wydaje mi się, że nie.









czwartek, 2 lutego 2017

Agnieszka Lingas-Łoniewska – „Zakręty losu” # 1













Wydawnictwo: NOVAE RES
Gdynia 2012





Chyba nie ma na świecie człowieka, który w pewnym momencie swojego życia nie musiałby zmierzyć się ze swoimi własnymi demonami i zakrętami losu. Jedni radzą sobie z tym lepiej, zaś inni poddają się im bez walki i pozwalają, aby coś, co naprawdę ważne, zniknęło z ich życia bezpowrotnie. Niestety, jak do tej pory nikt jeszcze nie wymyślił skutecznego sposobu umożliwiającego wyprostowanie krętych życiowych dróg, aby tym samym móc żyć w szczęściu i nie oglądać się za siebie każdego dnia, bojąc się, że zła przeszłość powróci w najmniej oczekiwanym momencie.

Na krętą życiową drogę z całą pewnością wszedł Łukasz „Lukas” Borowski. Któregoś dnia postanowił bowiem, że zostawi najbliższą rodzinę i zwiąże się z tymi, dla których ludzkie życie tak naprawdę nic nie znaczy. Zdecydował, że nie będzie zwracał najmniejszej uwagi na błagania rodziców, aby zawrócił z drogi, która może zapewnić mu szczęście jedynie przez krótką chwilę. Nie ma dla niego znaczenia to, że rodzice od zawsze pragnęli dla niego tylko tego, co dobre. Przecież „fach”, który ma ręku na pewno umożliwi mu lepsze życie. Lecz on mimo to zdecydował, że od teraz będzie już tylko egzystował na wysokim poziomie i nie jest ważne, ilu niewinnych młodych ludzi straci przez niego życie.

Łukasz ma też młodszego brata, Krzysztofa. Chłopak ma dopiero niespełna dziewiętnaście lat, ale jest zbyt poważny jak na swój wiek. Doskonale wie, czego chce od życia, ma sprecyzowane plany na przyszłość, posiada też swoje pasje, które stara się rozwijać. Boli go, że jego starszy brat wybrał własną drogę, która kiedyś z pewnością doprowadzi go do zguby. Lecz ani Krzysiek, ani też rodzice nie mają na to żadnego wpływu. Łukasz jest dorosły i teoretycznie wie, co robi i nikt nie może mu tego zabronić. 

Jedną z pasji Krzyśka Borowskiego jest jazda na rowerze, którą praktykuje szczególnie w miejskim parku. I tak oto pewnego październikowego dnia, kiedy jak co dzień jeździ po parkowych alejkach, jego życie zmienia się diametralnie za sprawą dziewczyny, która najpierw go „zabije”, a po latach znów przywróci do życia.

[…] Biegła przez park, wokół nie było prawie nikogo. Zaczynało się już ściemniać i postanowiła wracać, bo nie chciała martwić ojca.
Schyliła się, ponaciągała trochę mięśnie nóg i grzbietu, zrobiła kilka wymachów rękoma i zaczęła biec w stronę domu. Nagle z kieszeni dresu wypadł jej wysłużony walkman i potoczył się na ziemię. W ostatniej chwili zrobiła unik, żeby go nie rozdeptać, i poślizgnęła się na mokrej trochę ściółce, robiąc piękny szpagat wprost na wilgotne liście.

– Cholera! – krzyknęła i w tym momencie usłyszała, jak z lekkim szurnięciem zatrzymuje się koło niej rower i po krótkiej chwili do jej uszu dotarł głęboki głos:

– Wszystko w porządku?

– Nie wiem… chyba… – powiedziała, próbując się podnieść. Kątem oka zobaczyła jak jakiś chłopak odstawia rower, żeby pomóc jej wstać. Spojrzała na swojego wybawcę – był bardzo wysoki, miał kask rowerowy i cały osprzęt do szybkich jazd.

– Dzięki – uśmiechnęła się. 
– Nie ma sprawy. Na mokrych liściach łatwo się przejechać – mruknął, zdejmując kask. Podał jej rękę, uzbrojoną w rękawiczkę bez palców. – Krzysiek jestem – powiedział, patrząc na nią uważnie.


– Kaśka – uścisnęła jego dłoń i przyjrzała się chłopakowi […]*.

Nietrudno się domyślić, że tych dwoje już niedługo połączy gorące uczucie. Jednak bycie razem nie będzie trwało długo. Lecz oni jeszcze o tym nie wiedzą. Snują wspólne plany na przyszłość. Krzysiek pragnie zostać prawnikiem, tak jak jego ojciec. Kasię Matczak również ciągnie do tego zawodu. Niemniej teraz obydwoje muszą skupić się na zbliżającej się wielkimi krokami maturze. Ich spokój co pewien czas zakłóca starszy brat Krzyśka, a także Małgosia Filipiak, która jest córką drugiej żony ojca Kasi. Ich dramat rozpoczyna się już na szkolnej wycieczce, na którą całą klasą wyjeżdżają tuż przed maturą. Potem dochodzi jeszcze tragedia, po której Kasia nie jest w stanie się podnieść i jedynym wyjściem z tej dramatycznej sytuacji jest dla niej wyjazd do Warszawy na studia.

[…] Krzysiek nie pamiętał jak wypadł z pokoju i wsiadł do samochodu. Drogę na dworzec pokonał w rekordowym tempie. Gdy wbiegł do hali dworca, usłyszał, jak głos z megafonu informuje, że pociąg pośpieszny do Warszawy odjeżdża z toru drugiego przy peronie pierwszym. Skacząc po trzy stopnie, niemal tratując ludzi, wbiegł na peron i zobaczył wolno ruszający pociąg. Dostrzegł ojca Kaśki, który szedł obok wagonu. W oknie stała jego córka i patrzyła na niego smutnym wzrokiem. 
Krzysiek krzyknął: 
– Katka!!! – a dziewczyna odwróciła głowę i spojrzała na niego przestraszona. Podbiegł do jej okna i chwycił ją za rękę, biegnąc koło rozpędzającego się pociągu. 
– Katka!!! Nie zostawiaj mnie, błagam!!! – pociąg nabrał prędkości i jej chłodne palce wysunęły się z jego mocnego uścisku. Popatrzyła zrozpaczonym wzrokiem, a on dobiegł do końca peronu i podniósł ręce. Krzyknął z całej siły, jaką miał w płucach: 
– KATKA!!!**

Mija trzynaście długich lat udręki. Drogi życiowe Katarzyny i Krzysztofa znów się krzyżują. Lecz tym razem stają po dwóch różnych stronach. Jak poradzą sobie z kolejnym zakrętem losu? Czy uda im się zapomnieć i wybaczyć? Czy dadzą radę stawić czoło tym, którzy NIGDY NIE ZAPOMINAJĄ? Przekonajcie się sami, sięgając po powieść.

Okładka pierwszego wydania
z 2010 roku
Zakręty losu to pierwsza z czterech części opowieści o braciach Borowskich. Jak na razie historia ta obejmuje cztery tomy, ale tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czy za jakiś czas nie powstanie kolejny. Dość długo losy braci Borowskich stanowiły trylogię. Nagle okazało się jednak, że Agnieszka Lingas-Łoniewska zatęskniła za swoimi bohaterami do tego stopnia, iż postanowiła stworzyć kolejny – czwarty – tom tej opowieści i zatytułowała go Zakręty losu. Nowe pokolenie

Moje pierwsze spotkanie z braćmi Borowskimi miało miejsce kilka lat temu. Przeczytałam wtedy pierwsze wydanie tej książki, które po wznowieniu zostało nieco poprawione, tak więc zacytowane przeze mnie fragmenty w nieznacznym stopniu mogą różnić się od tych z wydania, które ukazało się w 2012 roku. Niemniej, mam ogromny sentyment do starej wersji, dlatego też ją przypominam. Co ważne, jesienią 2012 roku wraz z nowym i poprawionym wydaniem pierwszego tomu ukazały się dwa kolejne, czyli Zakręty losu. Braterstwo krwi oraz Zakręty losu. Historia Lukasa. Z kolei w zeszłym roku w ręce czytelników została oddana czwarta cześć serii, która szybko stała się bestsellerem. 
                                  
Sięgając po Zakręty losu powinniśmy pamiętać, że nie jest to jedynie romans. Jest to również powieść sensacyjna, która trzyma w napięciu do ostatniej strony. Autorka funduje czytelnikowi nie tylko sporą dawkę emocji, ale przede wszystkim skupia się na portretach psychologicznych poszczególnych bohaterów. Na tę książkę – podobnie jak na pozostałe powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej – należy spojrzeć znacznie głębiej, aniżeli tylko brać pod uwagę wątek uczuciowy. W przypadku Zakrętów losu czytelnik ma do czynienia z różnorodnością postaci. Jest tutaj bardzo wyraźnie przedstawiona miłość braterska, w imię której można uczynić bardzo wiele, nawet wbrew prawu. Widać też miłość rodzicielską, dzięki której rodzic jest w stanie nie dostrzegać błędów swojego dziecka. Tak właśnie zachowują się rodzice Łukasza i Krzysztofa, a także matka Małgosi Filipiak. Kobieta nie dość, że nie radzi sobie z wychowywaniem córki, to jeszcze za jej występki obarcza winą innych. A rodzice Krzyśka i Łukasza? Co oni robią? Oni z kolei doprowadzają do tego, że Krzysiek czuje się odpowiedzialny za postępowanie swojego brata, choć tak naprawdę nic nie może zrobić, aby zawrócić go ze złej drogi. A co w takim razie dzieje się z Łukaszem w tej sytuacji? Czy on naprawdę jest tak do końca zdemoralizowanym gangsterem, że nie ma w nim ani odrobiny ludzkich uczuć?

Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby Agnieszka Lingas-Łoniewska zawiodła moje czytelnicze oczekiwania. Pamiętam, że książka Zakrętu losu wywarła na mnie ogromne wrażenie. W 2012 roku znałam już na tyle dobrze prozę Autorki, że wiedziałam czego mogę spodziewać się po tej powieści. Z jednej strony bardzo mnie wzruszyła, a z drugiej pozostawiła w pewnym zawieszeniu i nie mogłam doczekać się kontynuacji. Na chwilę obecną jestem już po lekturze czwartego tomu serii, ale postanowiłam, że zanim o nim napiszę przypomnę poprzednie części, o których pisałam dość dawno i w innym miejscu.









* A. Lingas-Łoniewska, Zakręty losu, tom 1., Wyd. Novae Res, Gdynia 2010, s. 14-15.
** Ibidem, s. 176.