Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carla Montero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carla Montero. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 maja 2017

Carla Montero – „Złota skóra”














Wydawnictwo: DOM WYDAWNICZY REBIS
Poznań 2014
Tytuł oryginału: La piel dorada
Przekład: Wojciech Charchalis




W dniu 6 kwietnia 1888 roku policja metropolitarna została poinformowana o rozprawie, która miała odbyć się nazajutrz w sprawie zamordowania Emmy Elizabeth Smith (1843-1888). Kobieta dwa dni wcześniej zmarła w szpitalu w Londynie. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że ta śmierć będzie pierwszą związaną z morderstwami w ubogiej dzielnicy Whitechapel, natomiast sześć miesięcy później na londyński East End zostaną zwrócone oczy całego świata. Emma Elizabeth Smith urodziła się w 1843 roku. Według autorów książki The Jack the Ripper A to Z (z pol. Kuba Rozpruwacz od A do Z), Emma urodziła się w Margate w stanie Kent, poślubiła żołnierza, a potem została wdową. Tak naprawdę niewiele wiadomo o jej wcześniejszym życiu, lecz informacje te z całą pewnością zostały zebrane przez policję, ale w miarę upływu lat musiały gdzieś się zapodziać. Z raportu inspektora Edmunda Reida (1846-1917), który zajmował się tym morderstwem, dowiadujemy się, że kobieta miała co najmniej dwoje dzieci – syna i córkę – mieszkające w okolicy Finsbury Park. W swojej autobiografii zatytułowanej I caught Crippen (z pol. Złapałem Crippena)*, Walter Dew (1863-1947), który był wtedy detektywem w policji metropolitarnej, napisał:

Jej przeszłość była zamkniętą księgą nawet dla jej bliskich przyjaciół. Jedyne, o czym kiedykolwiek mówiła w odniesieniu do samej siebie, to to, iż była wdową, która ponad dziesięć lat wcześniej opuściła męża i oderwała się od swojego towarzystwa. Było jednak coś na temat Emmy Smith, co sugerowało, że był taki czas, kiedy nie odmawiała sobie komfortu życia. Mówiła niezwykle kulturalnie, jak na warstwę społeczną, z której pochodziła. Gdy zapytano Emmę, dlaczego całkowicie oderwała się od swego starego życia, wówczas odpowiedziała z pewną powagą: „Teraz [ludzie] nie zrozumieliby tego lepiej niż rozumieli wtedy. Muszę jakoś żyć.”

Edmund Reid 
Fotografia pochodzi z około
1896 roku. 
Wyglądało więc na to, że detektyw znał ją dość dobrze albo przynajmniej z widzenia lub z opowiadań jej przyjaciółek. Niezależnie od jej potencjalnie szanowanego pochodzenia, Emma w 1888 roku – mając czterdzieści pięć lat – pracowała na ulicach Whitechapel jako powszechnie znana prostytutka. Często widywana była z podbitym okiem, ranami ciętymi i siniakami będącymi wynikiem pijackich libacji. Do chwili śmierci przez około osiemnaście miesięcy mieszkała przy George Street 18. Każdego wieczoru opuszczała mieszkanie pomiędzy szóstą a siódmą, aby spotykać się z klientami. Do domu wracała nazajutrz we wczesnych godzinach rannych. Tak więc pod tym względem noc, kiedy została zamordowana, niczym nie różniła się od poprzednich. W Poniedziałek Wielkanocny, czyli 2 kwietnia 1888 roku, w jedno ze świąt banku (z ang. Bank Holiday)**, Emma wyszła z domu o szóstej. Krótko po północy była widziana na Faience Street w londyńskiej dzielnicy Limehouse, kiedy rozmawiała z mężczyzną, który miał na sobie ciemne ubranie i biały szal.

Według niejasnych zeznań Emmy, około godziny pierwszej trzydzieści w nocy, podczas gdy wracała do swojego miejsca zakwaterowania, w dzielnicy Whitechapel ruszyło za nią trzech lub czterech nastolatków. Zaatakowali ją na rogu Brick Lane i Wentworth Street. Okrutnie ją pobili, zgwałcili i zranili jej intymne miejsce jakimś tępym narzędziem. Następnie okradli i zostawili na pewną śmierć. Krótko po godzinie czwartej rano Emma w jakiś nadludzki sposób ruszyła w kierunku noclegowni przy George Street. Szła tak z krwawiącą twarzą, uciętym uchem, wciskając sobie między uda kawałek materiału, aby zatamować krwotok. Tępe narzędzie, którego użyli bandyci rozerwało kobiecie krocze, i to właśnie ten uraz doprowadził do jej śmierci. Zadziwiające jest jednak to, w jaki sposób udało się Emmie zrobić choćby tylko jeden krok, któremu zapewne towarzyszył rozdzierający ciało ból. Niestety, ani policja, ani też świadkowie nie widzieli jej wtedy, dlatego pojawiły się rozbieżności w zeznaniach.

Walter Dew 
Zdjęcie pochodzi z 1920 roku. 
Wbrew swojej woli, Emma Elizabeth Smith została jednak zabrana do szpitala przez Mary Russell, zastępcę właścicielki noclegowni, gdzie mieszkała prostytutka, i kobietę o nazwisku Annie Lee. Niestety, podczas transportu Emmy do szpitala, ponownie nie natrafiono na żadnych świadków, ani też na patrole policji. W szpitalu prostytutka została zbadana przez doktora George’a Haslipa (1864-?). Emma nie zgodziła się na to, aby wezwać policję. Nie chciała opowiadać o szczegółach napadu i opisywać napastników. Potem straciła przytomność i zapadła w śpiączkę. Zmarła 4 kwietnia 1888 roku o godzinie czwartej rano. Przyczyną zgonu było zapalenie otrzewnej. Gdy wreszcie poinformowano o całym zdarzeniu policję, wówczas badaniem sprawy zajął się wspomniany już inspektor Edmund Reid. Dokonał on dokładnych oględzin ubrania prostytutki, zauważając przy tym: Ubranie jest tak brudne i zniszczone, że nie można ostatecznie stwierdzić, czy jakakolwiek jego część jest świeżo rozdarta. Inspektor próbował też odnaleźć świadka zarówno ataku na Emmę, jak i jej powrotnej podróży do domu noclegowego lub do szpitala, lecz nie było nikogo, kto mógłby cokolwiek na ten temat powiedzieć. Nawet policjanta, który byłby w stanie udzielić jakichś informacji. Tak więc dwa dni totalnej bezczynności policji wyraźnie wpłynęło na sprawę, co spowodowało, że ślady zbrodni zaczęły się zacierać, o czym wspomina Edmund Reid w swoich raportach. W ten sposób policjant wyjaśnił opóźnienie w dochodzeniu i wskazał winę policji, zarzucając jej bierność. Natomiast Walter Dew opisał śledztwo w następujący sposób:

Jak w każdym przypadku zabójstwa w tym kraju – jakkolwiek ofiara byłaby biedna czy pozbawiona przyjaciół – policja dołożyła wszelkich starań, aby wytropić napastnika Emmy Smith. Nierealne, jak i prawdopodobne miejsca były przeszukiwane celem znalezienia śladów. Przesłuchano setki osób. Zanotowano wyniki zeznań. Strażnicy Tower of London (którzy wchodzili w skład H Division***) zostali zapytani o to, co wówczas robili. Statki w dokach również były przeszukiwane, a żeglarze przesłuchiwani.

Pomimo tych starań, dochodzenie policji nie powidło się, nie było żadnych podejrzanych ani nie dokonano żadnych aresztowań, a sąd stwierdził, że morderstwo popełniła jedna osoba lub osoby o nieznanej tożsamości. Gdyby nie kolejne morderstwa popełnione w tej samej okolicy, wówczas zabójstwo Emmy Elizabeth Smith prawdopodobnie również odeszłoby w zapomnienie. Choć jesienią 1888 roku prasa wiązała pierwszą ofiarę morderstw w dzielnicy Whitechapel z kolejnymi zabójstwami, to jednak w toku śledztwa zabójstwo Emmy Smith w tym kontekście najprawdopodobniej nie było brane pod uwagę przez policję. Przypuszczalnie w tamtych czasach większość policjantów – z wyjątkiem Waltera Dew – uważała podobnie jak wielu współczesnych badaczy tamtych zdarzeń. Są jednak tacy, którzy wyraźnie wskazują na to, iż Emma Elizabeth Smith była pierwszą ofiarą Kuby Rozpruwacza (z ang. Jack the Ripper). 

To właśnie w oparciu o osobę Kuby Rozpruwacza i popełniane przez niego okrutne zbrodnie przeważnie na prostytutkach pochodzących z ubogich dzielnic Londynu, Carla Montero stworzyła Złotą skórę. Akcję powieści Autorka przeniosła do Wiednia, lecz już na samym początku wspomina mordercę z Londynu, którym – jako dziecko – zafascynowany był policjant prowadzący wiedeńskie śledztwo. Oczywiście Karl Sehlackman nie chciał bynajmniej iść w ślady mordercy z Whitechapel i odbierać życia kobietom. Jego zainteresowanie dotyczyło badania sprawy i doprowadzenie sprawcy przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. To właśnie to zainteresowanie sprawiło, że Karl zdecydował się na pracę w zawodzie policjanta, choć obecnie nie uważa siebie za dobrego stróża prawa. Doskonale wie, że sporo brakuje mu do perfekcji. Wątpliwości Karla przybierają na sile szczególnie wtedy, gdy widzi, iż jego wysiłki spełzają na niczym. Morderca, którego tropi poczyna sobie w najlepsze i wcale nie boi się, że wpadnie w ręce policji. Najgorsze jest to, że życie tracą kolejne piękne dziewczyny i to w taki sam sposób, jak niegdysiejsze ofiary Kuby Rozpruwacza.


Londyńska dzielnica Whitechapel w 1905 roku


Wróćmy jednak do chwili popełnienia pierwszego morderstwa przez tajemniczego zabójcę, który panoszy się po Wiedniu z początku XX wieku. Jest zatem rok 1904, zaś do rodzinnego domu wraca z tułaczki książę Hugo von Ebenthal. Mężczyzna jest serdecznym przyjacielem Karla. Jego ucieczka z domu spowodowana była makabrycznym morderstwem narzeczonej, którą ktoś zwyczajnie wypatroszył niczym kurę. Hugo był w niej zakochany do nieprzytomności, lecz jego arystokratyczna rodzina nie mogła i nie chciała zgodzić się na ten związek. Kobieta pochodziła bowiem ze znacznie niższej warstwy społecznej, a do takiego mezaliansu nie mogli przecież dopuścić von Ebenthalowie. Wykluczyłoby ich to z towarzystwa, a dodatkowo znacznie zaniżyło ich status społeczny. Nie trzeba chyba pisać, jak bardzo Hugo przeżył śmierć ukochanej. Niestety, znalazł się on w kręgu podejrzanych o dokonanie morderstwa. I tutaj na scenę wkroczył Karl Sehlackman, który za namową starego von Ebenthala zrobił wszystko, co w jego mocy, aby oddalić zarzuty od osoby przyjaciela. Potem Hugo wyjechał i sprawa przycichła.

Wygląda jednak na to, że morderca nadal jest na wolności i wcale nie zamierza zrezygnować ze swojej bestialskiej działalności. Jego ofiarami znów zaczynają padać młode i piękne kobiety, a jedyne, co je łączy, to przynależność do konkretnego środowiska. Mowa oczywiście o modelkach, które udostępniają swoje ciało malarzom, którzy uwieczniają je na obrazach. W Wiedniu panuje bowiem przekonanie, że dziewczyny pozujące artystom są zwykłymi prostytutkami, co oczywiście nie zawsze jest prawdą, ale przecież jak ktoś sobie coś wbije do głowy, to bardzo trudno jest go przekonać, że sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tak więc od pewnego czasu Wiedeń znów żyje brutalnymi morderstwami kobiet, a sam akt zabójstwa wyraźnie przypomina ten, któremu hołdował Kuba Rozpruwacz. I tak oto Karl Sehlackman znów staje przed wyzwaniem. Musi złapać mordercę zanim ten zakatuje kolejną kobietę. Oczywiście nie jest to takie proste. Wszystko wskazuje bowiem na to, że zabójca wciąż jest o krok przed inspektorem. Czy Karlowi uda się w końcu dotrzeć do prawdy? Czy złapie mordercę? A może wyniki śledztwa okażą się tak przerażające, że Karl znów będzie musiał je zatuszować? Kim jest zabójca i dlaczego uwziął się akurat na modelki? W czym zawiniły te dziewczyny, że muszą tracić życie w tak bestialski sposób? Czyżby ktoś naśladował Kubę Rozpruwacza? A może to sam morderca z Whitechapel wrócił, aby kontynuować swoje makabryczne dzieło?

Państwowa Opera Wiedeńska w 1898 roku
fot. Josef Löwy (1834-1902)


Choć Carla Montero główną bohaterką uczyniła Inés, która jest kochanką znanego malarza Aldousa Lupu, to jednak można odnieść wrażenie, że wcale tak nie jest, ponieważ na pierwszy plan wysuwa się kilka postaci i każda z nich ma naprawdę sporo do powiedzenia. Inés jest niesamowicie piękną kobietą, więc nie dziwi fakt, że ma ogromne powodzenie u mężczyzn, za co panie jej nienawidzą, pomimo że starają się nie okazywać tego zbyt ostentacyjnie. Tak więc czytelnik stopniowo poznaje życie Inés oraz jej przeszłość, która wcale nie była taka kolorowa, jak może się wydawać, patrząc przez pryzmat tego, co osiągnęła. To ona stoi za wyborem zjawiskowych dziewczyn, które otrzymują pracę jako modelki. To ona je fotografuje, a potem kieruje do odpowiednich artystów, którzy uwieczniają ich piękne ciała na płótnie. Czyżby to właśnie Inés miała coś wspólnego z morderstwami w Wiedniu? Któż to może wiedzieć, skoro nawet sam Karl Sehlackman nie ma o tym pojęcia.

Jak wynika z powyższego, czytelnik zostaje więc wciągnięty w życie środowiska, o którym krążą nie najlepsze opinie. Z drugiej strony jednak można dostrzec, że ci ludzie zdolni są do takich samych uczuć, jak każdy inny człowiek, który dba o swoją reputację i stara się każdego dnia żyć tak, aby nikt o nim nie plotkował. Artyści – może nawet bardziej niż inni – pragną miłości i bliskości drugiego człowieka. Oddana przyjaźń również jest dla nich niesamowicie ważna, choć wielokrotnie jest ona wystawiana na próbę i czasami tylko wieloletnia znajomość, a co za tym idzie, umiejętność zrozumienia sposobu zachowania tej drugiej osoby, są w stanie zapobiec tragedii albo zerwaniu kontaktów. Chyba z najpoważniejszymi dylematami w tej kwestii musi radzić sobie Karl Sehlackman. Wygląda na to, że policjant bardzo łatwo zaprzyjaźnia się z ludźmi, których los stawia mu na drodze, a przecież jako stróż prawa powinien być ostrożny na tym polu, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czy akurat nie trafi na bandytę, którego poszukuje od wielu miesięcy. Nie może więc ufać każdemu, kto ma dla niego dobre słowo. To zapewne poniekąd dlatego Karl uważa siebie za złego policjanta. Możliwe, że ta nadmierna ufność sprawia, iż nie jest w stanie rozwiązać sprawy, nad którą pracuje. Poza tym, jak każdy mężczyzna nie jest obojętny na piękno kobiet.


Tętniąca życiem wiedeńska kawiarnia na początku XX wieku


Jak już wspomniałam, Carla Montero zabiera nas do Wiednia z początku XX wieku, czyli do miasta, które posiadało i wciąż posiada niezapomniany klimat. Niestety, trudno jest poczuć tę specyficzną atmosferę miasta, ponieważ Autorka konsekwentnie unika szczegółowych opisów miejsc, poświęcając praktycznie całą swoją uwagę bohaterom, ich uczuciom oraz aspektowi psychologicznemu. Podobnie rzecz przedstawiała się w przypadku Wiedeńskiej gry, którą czytałam dwa lata temu. Można zatem przypuszczać, że Carla Montero obrała sobie właśnie taki styl pisania, co zapewne nie spodoba się wszystkim czytelnikom. Z drugiej strony jednak wątek kryminalny jest bardzo dobrze skonstruowany i naprawdę trzyma w napięciu do samego końca. Wiele kwestii należy też wyczytywać pomiędzy wierszami. Literatura hiszpańska jest dość specyficzna i znacznie różni się od amerykańskiej, brytyjskiej, czy chociażby polskiej. Nie oznacza to jednak, że jest gorsza, a wręcz przeciwnie. Posiada swoisty klimat, nierzadko mroczny, który wciąga czytelnika już od pierwszej strony, szczególnie jeśli akcja rozgrywa się w dalekiej przeszłości. Czasami jest to klimat wręcz senny, lecz wcale nie nudny. 

W Złotej skórze Carla Montero ukazuje przede wszystkim osobisty dramat jednostki. Lecz z drugiej strony daje nadzieję na to, że po złym zawsze przychodzi dobre, choć może nie w takim znaczeniu, jak sami sobie wymarzyliśmy. To życie pisze własny scenariusz, a człowiek albo go zaakceptuje i nauczy się żyć w nowych warunkach, albo będzie się stale buntował i tym samym tracił to, co najważniejsze i co mimo wszystko mogłoby dać szczęście. Zauważyłam, że polscy czytelnicy trochę po macoszemu traktują powieści Carli Montero, a samą Autorkę niesłusznie nazywają grafomanką, co jest ogromnie krzywdzące nie tylko dla niej samej, ale przede wszystkim dla jej książek. Możliwe, że wynika to z braku zrozumienia prozy Carli Montero. Dla mnie jej książki stanowią całkiem dobry kawałek literatury i gdyby jeszcze Autorka położyła większy nacisk na opisy miejsc, w których przebywają jej bohaterowie, wówczas byłabym w pełni usatysfakcjonowana lekturą jej powieści.








Hawley Harvey Crippen (1862-1910) – zazwyczaj znany jako Dr Crippen. Był amerykańskim homeopatą, specjalistą od uszu i oczu oraz aptekarzem. Został powieszony w więzieniu Pentonville w Londynie za zamordowanie żony Cory Henrietty Crippen. Był pierwszym podejrzanym, który został złapany przy pomocy telegrafii bezprzewodowej.
** Święto Banku – święta państwowe, które są dniami wolnymi od pracy dla osób niezatrudnionych w służbach użyteczności publicznej lub służbach mundurowych. Pozostali otrzymują w tych dniach wyższe wynagrodzenie za pracę. Święta bankowe obchodzone są w Wielkiej Brytanii w różne dni w zależności od kraju. W święta bankowe nieczynne są banki, a co za tym idzie, nie mogą pracować też inne firmy. 
*** H Division – oddział policji badający najpoważniejsze sprawy kryminalne.








sobota, 27 czerwca 2015

Carla Montero – „Wiedeńska gra”














Wydawnictwo: DOM WYDAWNICZY REBIS
Poznań 2013
Tytuł oryginału: Una dama en juego
Przekład: Wojciech Charchalis





W 1900 roku Wiedeń był niczym połyskująca tkanina składająca się z wielu przeciwieństw. Miasto było też jednym z najbardziej znanych miejsc w historii kultury europejskiej pod względem kreatywności literackiej, artystycznej, architektonicznej oraz muzycznej, co sprawiało, że na przełomie XIX i XX wieku Wiedeń nie miał sobie równych. Tak więc w 1900 roku miasto znacznie ewoluowało i znajdowało się w centrum uwagi Europy Środkowej, nie tylko dzięki swojemu szybkiemu rozwojowi w porównaniu do takich wielkich miast europejskich, jak Londyn, Paryż czy Berlin. Wraz z pojawieniem się nowych imigrantów, jak również z powodu zrealizowania dwóch dużych projektów deweloperskich, Wiedeń naprawdę rozkwitł pod koniec XIX wieku. Między 1890 a 1910 rokiem liczba ludności wzrosła dwukrotnie i wynosiła już ponad dwa miliony ludzi. W połowie XIX wieku bardzo ważnym wydarzeniem dla miasta okazała się budowa wspaniałej obwodnicy oraz monumentalnych budynków położonych wzdłuż drogi. 

W latach 1860-1890 Wiedeń o powierzchni około 1,6 kilometrów kwadratowych był pełen zabytków związanych z życiem kulturalnym, takich jak Wiedeńska Opera Narodowa, Teatr Zamkowy, czy muzea. Były tam również ogromne budynki mieszkalne, polityczne, handlowe i akademickie, jak Ratusz, Parlament, Giełda, uniwersytet i Szkoła Rzemiosła Artystycznego, która potem zmieniła nazwę na Wyższą Szkołę Sztuki Stosowanej. Na przykład na Ringstraße w drugiej połowie XIX wieku wybudowano wiele wielkich dworów. Mieszkańcami tych dworów byli tak zwani „baronowie”, czyli na przykład bogaci żydowscy bankierzy. Na Ringstraße znajdowały się także rezydencje przemysłowców oraz biura handlowe. W tym samym czasie stare budynki zostały wyremontowane, rozbudowane lub zastąpione innymi. W wyniku tego procesu architektura wiedeńska zyskała międzynarodową sławę, natomiast budownictwo do czasu krachu na giełdzie w 1873 roku święciło swoje triumfy. Na Ringstraße architekci ukończyli budowę najważniejszych budynków publicznych, zaś ich następcy bardziej przykładali wagę do prywatnych zleceń. Jeden z głównych i najistotniejszych projektów infrastruktury publicznej Wiednia, czyli system tranzytowy kolei miejskiej został niestety odłożony w czasie na bardzo długo. Zajął się nim dopiero architekt Otto Wagner (1841-1918), który w 1894 roku rozpoczął budowę czterdziestu pięciu kilometrów torów i ponad trzydziestu stacji kolejowych.  


Ukończona Ringstraße z budynkiem Parlamentu (1900)


Wiedeń był stolicą Cesarstwa Austro-Węgierskiego, które składało się z piętnastu państw i z ponad pięćdziesięciu milionów mieszkańców. Wszystko to znajdowało się pod panowaniem cesarza Franciszka Józefa I (1830-1916), symbolicznego figuranta, którego rządy trwały od 1848 do 1916 roku. Tak naprawdę władzę w cesarstwie sprawował wysoce skuteczny aparat administracyjny. Tematy przesyłane lawinowo do stolicy z całego imperium dotyczyły najróżniejszych grup etnicznych oraz religijnych. Ich sytuacja społeczna była diametralnie różna, co generowało konflikty z imigrantami cierpiącymi przede wszystkim z powodu złych warunków pracy i wyzysku, o czym głosili przedstawiciele poglądu filozoficzno-ekonomicznego o nazwie leseferyzm. To wszystko stworzyło niezwykle podatny grunt dla organizacji pracowników, związków zawodowych i ruchów społecznych oraz demokratycznych. „Więzienie narodów” (z niem. Völkerkerker) to termin, którego używano wówczas celem zilustrowania problemu narodowościowego z punktu widzenia ówczesnych Słowian, którzy tworzyli prawie pięćdziesiąt procent populacji. Podczas gdy Węgrzy plasowali się na drugim miejscu po kompromisie z 1867 roku, Słowianie (Czesi, Polacy, Serbowie, Chorwaci, Ukraińcy i inni) nie posiadali tego samego statusu społecznego w ówczesnym Wiedniu. Tak więc napięcia tej epoki oraz ożywionej interakcji pomiędzy różnymi narodowościami przynosiły szereg konsekwencji wykraczających poza słynną wiedeńską kuchnię z jej węgierskimi przyprawami i czeską wszechstronnością.

Hinduska bogini Kali 
Litografia pochodzi z XIX wieku.
W końcu przyszedł rok 1914, którego tragiczne wydarzenia z lipca i sierpnia sprawiły, że rozpoczęła się pierwsza wojna światowa. Głównym powodem wybuchu wojny był zamach na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda (1863-1914) – dziedzica austro-węgierskiego tronu. Zamachu dokonano w Sarajewie w dniu 28 czerwca 1914 roku. Śmierć Franciszka Ferdynanda z rąk serbskiego nacjonalisty zapoczątkowała mechaniczną serię innych zdarzeń, których kulminacją stała się właśnie pierwsza wojna światowa, zwana też Wielką Wojną.

Akcja debiutanckiej powieści Carli Montero obejmuje głównie okres tuż przed wybuchem konfliktu. Jak wynika z tytułu książki, miejscem akcji jest Wiedeń, którego tak naprawdę w tej powieści jest niewiele. Czytelnik na pewno nie dostrzeże na jej kartach tych wszystkich wspaniałości, którymi w tamtym okresie mogło pochwalić się miasto. Wydarzenia są tak skonstruowane, że niemalże wszystkie mają miejsce w zamkniętym pomieszczeniu. Prawdę powiedziawszy Autorka w bardzo małym stopniu – jeśli w ogóle – skupia się na faktach historycznych. Pomimo że czytelnik zostaje przeniesiony do Wiednia w okresie, kiedy sytuacja polityczna była bardzo napięta, to jednak nie jest mu dane odczuwać tej presji w choćby najmniejszym stopniu. O czym zatem jest ta powieść? Trudno jednoznacznie stwierdzić, ponieważ mamy do czynienia z bohaterami mało wyrazistymi, których wciąż otacza jakaś tajemnica. Nie wiadomo tak naprawdę kto jest kim. Na pierwszy plan wysuwają się dwie postacie, które w formie dziennika opowiadają o wydarzeniach rozgrywających się w ich życiu pomiędzy 1913 a 1915 rokiem, pomijając oczywiście epilog.

Jedną z bohaterek jest uboga szklachcianka, niejaka Isabel Alsasúa, która nie tylko straciła rodziców, ale też została porzucona przez narzeczonego tuż przed ślubem. Z pomocą przychodzi jej ciotka Aleksandra, która jest księżną, a do tego bardzo blisko związana jest z dworem cesarza Franciszka Józefa. Kobieta mieszka w Brunstriechu. Jej usposobienie raczej budzi antypatię, zaś wyraz twarzy może odstraszać. Już podczas podróży do Wiednia Isabel towarzyszą dziwne i niepokojące wydarzenia. Wtedy też poznaje Richarda Windfielda, który nie odstępuje jej na krok. Kim jest ten tajemniczy mężczyzna? Czy jego nagłe pojawienie się w życiu Isabel jest przypadkowe, czy może już dawno upatrzył ją sobie za cel? A jeśli tak, to dlaczego akurat Isabel zwróciła jego uwagę? Czyżby ta młoda kobieta miała coś na sumieniu?

Hinduski bóg Kama
Drugim bohaterem opowiadającym w swoim dzienniku o wiedeńskich wydarzeniach jest Karel – młodszy syn księżnej Aleksandry. Losy Karela i Isabel łączą się ze sobą nierozerwalnie, podobnie jak ma to miejsce w przypadku adresata obydwu dzienników. Zarówno Isabel, jak i Karel piszą do Larsa, który z kolei był starszym synem księżnej Aleksandry. Z tych zapisków wynika, że mężczyźni zakochali się w pięknej i tajemniczej Isabel. Karelowi nie przeszkadzał nawet fakt, iż już wkrótce miał się ożenić. Z drugiej strony jednak jego przyszłe małżeństwo miało mieć charakter czysto polityczny, więc w tej kwestii nie było praktycznie mowy o żadnej miłości.

Z powyższego można byłoby wywnioskować, że wspomnienia obydwojga bohaterów dotyczą tylko i wyłącznie ich miłosnych dylematów, które nota bene opisane są w sposób nieco wulgarny. Owszem, jest tego sporo, ale tak naprawdę sedno fabuły stanowi pewna sekta, która w swoich działaniach usilnie dąży do rozpętania wojny, podczas gdy dyplomaci prowadzą zakulisowe dyskusje celem niedopuszczenia do wybuchu konfliktu. Owa sekta za swoją duchową przewodniczkę obrała sobie boginię o imieniu Kali-Kama. Jak wiadomo bogini Kali wywodzi się z hinduskiej kultury i jest opiekunką czasu i śmierci, a także pogromczynią wszelkiego rodzaju demonów i sił zła. Jest też jedną z głównych postaci żony boga Śiwy. Z kolei Kama to hinduski bóg miłości, który przyjmuje postać pięknego młodzieńca uzbrojonego w łuk z trzciny cukrowej oraz strzały wykonane z kwiatów. Cięciwę łuku stanowią połączone ze sobą pszczoły. Bogowi towarzyszą jego święte ptaki, czyli kukułka i papuga, zaś jego porą roku jest wiosna, żoną Rati, a znakiem rozpoznawczym krokodyl. Ktoś mógłby zatem powiedzieć, że Carla Montero popełniła w swojej powieści kardynalny błąd merytoryczny, łącząc ze sobą te dwa bóstwa w jedno. No cóż, czyżby naprawdę był to błąd, skoro z fabuły książki jasno wynika, że Kali-Kama to bóstwo wymyślone na potrzeby rzeczonej sekty, a cała historia opisana w powieści jest od początku do końca fikcyjna? Wydaje mi się, że w tym kontekście raczej nie można doszukać się błędu, ponieważ Autorka nie podaje, iż rzeczone bóstwo naprawdę istnieje w hinduskich wierzeniach. Według mnie był to celowy zabieg, zaś nie brak wiedzy. Aby dokładniej zrozumieć problem, pozwolę sobie zacytować fragment książki, który odnosi się właśnie do tego zagadnienia.

[…] Zanim został przyjęty do najniższej komórki, zwanej zaiksza, musiał przejść bardzo trudną próbę. Po roku nauki osiągnął poziom sziszja, drugi stopień w hierarchii, w związku z czym musiał się poddać dikszy, rytuałowi inicjacji – makabrycznemu i okrutnie nieprzyjemnemu – podczas którego dość szybko stracił świadomość. Wszystko odbywało się w świątyni pod jakimś lokalem na przedmieściach Wiednia, poświęconej Kali-Kamie, wymysłowi sekty: bogini o przerażającym wyglądzie, otaczanej kultem i czczonej z wielkim oddaniem jako pani wszech rzeczy, stwórczyni i niszczycielka, mająca absolutną władzę nad życiem i śmiercią, która naprawdę okazała się kiepską mieszanką bogini Kali w jej destrukcyjnym wcieleniu i boga miłości Kamy. […]*

Niemniej pomijając powyższy fakt, książki raczej nie można uznać za arcydzieło, ale też nie jest to powieść zupełnie pozbawiona sensu i źle napisana. Na pewno jest inna, niż większość książek; przede wszystkim inny jest jej styl, co niektórych może drażnić. Tym, co mnie najbardziej raziło, był fakt, iż zbyt mało w tej historii Wiednia z początku XX wieku oraz niewiele wydarzeń historycznych, które w tamtym okresie były naprawdę ważne dla całej Europy i świata. Autorka, jak gdyby o nich zapomniała, choć były one kluczowe. Sięgając po Wiedeńską grę miałam nadzieję poznać życie ówczesnych mieszkańców Wiednia. Niestety, tego nie otrzymałam, ponieważ Carla Montero skupia się na kwestiach, które z prawdziwym życiem miały niewiele wspólnego. Z jednej strony jest to powieść historyczna, a z drugiej, jak gdyby zupełnie pozbawiona tej historii. Gdzieś w międzyczasie nasi bohaterowie uczestniczą w balu, lecz tak naprawdę czytelnik zupełnie nie odczuwa magii niezwykłych wiedeńskich bali z początku XX wieku.


Tak na początku XX wieku wyglądały klasyczne wiedeńkie bale. Obraz przedstawia bal w wiedeńskim Ratuszu z udziałem burmistrza Karla Luegera (1844-1910).
Autor obrazu: Wilhelm Gause (1853-1916)
Obraz pochodzi z 1904 roku.


Z uwagi na to, że w centrum wydarzeń opisanych w powieści znajduje się sekta, historia ta powinna mieć charakter szpiegowski. Czy tak jest w istocie? No cóż, można byłoby o tym dyskutować, ponieważ z jednej strony padają trupy i tworzy się jakaś mroczna tajemnica, a z drugiej to wszystko opisane jest w sposób, który jakoś słabo czytelnika wciąga. Praktycznie większa cześć powieści wieje nudą. Dopiero pod koniec coś tam zaczyna się dziać, ale jest już zbyt późno na to, aby czytelnik mógł się tym zainteresować. W dodatku w polskim wydaniu chyba brakuje około dwudziestu stron, natomiast inne dwadzieścia jest zdublowanych. To trochę rozkojarza czytelnika i denerwuje, ponieważ mogło okazać się, że akurat na tych brakujących dwudziestu stronach było coś, co podniosłoby walor książki.

Myślę, że ostatecznie książka napisana jest na średnim poziomie. Wierzę jednak, że Carla Montero ma w sobie potencjał, który wykorzystała w innych swoich powieściach. Nie chcę skreślać Autorki po przeczytaniu tylko jednej jej książki. Jeśli ktoś przyzwyczaił się do prozy innych hiszpańskich autorów, jak na przykład Carlosa Ruíza Zafóna, to oczywiście będzie rozczarowany Wiedeńską grą. Natomiast, jeśli czytelnik podejdzie do niej bez żadnych większych oczekiwań, to wówczas niektóre fragmenty fabuły mogą się nawet spodobać. Mnie osobiście zachęciły do lektury negatywne recenzje tej powieści, co może wydawać się dziwne. Aczkolwiek chciałam sprawdzić, czy faktycznie jest to książka tak beznadziejna, jak o niej niektórzy piszą. Myślę, że te negatywne oceny mogą trochę wynikać z braku właściwego zrozumienia fabuły. Cóż, czasami trudno jest tak naprawdę odgadnąć, co dany autor miał na myśli. Wydaje mi się, że w tym wypadku tak się właśnie stało. Czytając literaturę obcą zawsze należy pamiętać, że mamy do czynienia z książką, której autorem jest osoba o innej mentalności niż nasza; osoba, która te same fakty będzie postrzegać w odmienny sposób niż robią to Polacy. Trzeba też pamiętać, że w takich przypadkach trudno jest jednoznacznie ocenić styl danego pisarza, ponieważ książki są tłumaczone i w tej kwestii za styl w dużej mierze odpowiada właśnie tłumacz, który jest jak gdyby drugim autorem i nie zawsze potrafi wiernie oddać klimat historii napisanej w oryginale.







* C. Montero, Wiedeńska gra, Wyd. Rebis, s. 19-20.