Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Stachniak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Stachniak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 listopada 2014

Ewa Stachniak – „Cesarzowa nocy. Historia Katarzyny Wielkiej”















Wydawnictwo: MIĘDZY SŁOWAMI/ZNAK
Kraków 2014
Tytuł oryginału: The Empress of the Night
Przekład autoryzowany: Nina Dzierżawska





Caryca Katarzyna II Wielka niezwykle boleśnie zapisała się w historii naszego kraju, doprowadzając do upadku Polski na 123 lata. Imperatorowa, której panowanie przypadło na lata 1762-1796, słynęła ze swej ogromnej bezwzględności i okrucieństwa. Ale nie tylko te cechy stały się jej domeną. Katarzyna ze wszystkich sił dążyła do zreformowania Rosji. Co zatem takiego sprawiło, że ostatecznie stała się uosobieniem tyranii i despotyzmu? Jedno jest pewne. Caryca była kobietą bardzo inteligentną i oczytaną. Pragnęła zmienić wizerunek Rosji, która postrzegana była jako kraj zacofany pod względem kulturowym. Tak więc zainicjowała w Rosji szczepienia przeciwko ospie, a także pozostawiła po sobie znakomitą kolekcję dzieł sztuki. W dodatku prowadziła korespondencję z Wolterem (właśc. François-Marie Arouet; 1694-1778) oraz Denisem Diderotem (1713-11784).

Pracując nad rozporządzeniem dotyczącym zmiany rosyjskiego prawa, Katarzyna Wielka chciała zwiększyć efektywność swoich rządów, jak również pragnęła być bardziej sprawiedliwa i tolerancyjna. Wspomniany dokument Imperatorowa tworzyła w oparciu o dzieło Monteskiusza (właśc. Charles Louis de Secondat baron de la Brède et de Montesquieu; 1689-1755) oraz Johna Locke’a (1632-1704). Końcowy efekt jej pracy przez niektórych historyków został uznany za jeden z najbardziej wyjątkowych traktatów politycznych, jakie kiedykolwiek stworzył i opublikował władca. Poprzez swój dokument Katarzyna odrzucała oraz potępiała stosowanie tortur, ponieważ chciała, aby prawo zapewniało bezpieczeństwo każdemu obywatelowi Rosji. Pragnęła też zapewnić wszystkim równość wobec prawa. Nie zgadzała się również na poddaństwo, choć w ostatecznej wersji ustawy ta kwestia nie została zapisana dość wyraźnie.

Rządy Katarzyny Wielkiej wyglądały nieco inaczej, niż planowała. Mogło to wynikać z faktu, iż niektórych rzeczy po prostu nie była w stanie wprowadzić w życie, a nawet przewidzieć. Imperatorowa nigdy nie miała łatwo, natomiast o pozycję, jaką zajmowała, musiała usilnie walczyć. Można stwierdzić, że padła ofiarą pewnego systemu, zaś mądra i wrażliwa Zofia stała się ostatecznie bezwzględną Katarzyną Wielką. Być może powodem tego były jej cierpienia, samotność oraz wyszydzanie, co miało miejsce w jej życiu przez wiele lat.

Katarzyna II Wielka (1729-1796)
portret powstał w 1780 roku
autor: Fiodor Stiepanowicz Rokotow
(ok. 1735-1808)
W Polsce Katarzyna Wielka jest oceniana bardzo źle. Fakt ten może w pewnym sensie wynikać z braku rzetelnych informacji na jej temat. Poza tym, na lekcjach historii w szkole jej postać przedstawiana jest w sposób wybiórczy. Nauczyciele nie mówią o latach, kiedy Katarzyna Wielka przebywała na dworze carycy Elżbiety Piotrownej Romanowej (1709-1762), lecz swoją uwagę skupiają na kobiecie o silnej i ukształtowanej przez życiowe doświadczenia osobowości, która zasiada na rosyjskim tronie i aktywnie uczestniczy w rozbiorach Polski. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze liczne historie mające związek z jej wieloma kochankami. Możliwe, że ta ostatnia kwestia nie byłaby tak bardzo owiana legendą, gdyby rzecz dotyczyła mężczyzny, ponieważ mężczyźnie zawsze wolno było więcej niż kobiecie. Trzeba pamiętać, że jednym z jej kochanków był Stanisław August Poniatowski, z którym caryca doczekała się nawet potomstwa.

Choć Imperatorowa zmieniała kochanków niczym przysłowiowe rękawiczki, to jednak nie można powiedzieć, że Katarzyna Wielka nie była zdolna do prawdziwej miłości. Kiedy przyjrzymy się uważniej jej relacjom z faworytami, to zauważymy, że w jej życiu był ktoś, kogo naprawdę kochała, a jego śmierć odczuła niezwykle boleśnie i do końca życia nie wymazała tego mężczyzny z pamięci. Oczywiście jej małżeństwo z carem Piotrem III (1728-1762) nie można było nazwać udanym, ale Katarzyna doskonale sobie z tą porażką radziła. Znalazła w sobie naprawdę dużo siły, aby móc przeciwstawić się nie tylko swojemu mężowi, ale także wszystkim tym, którzy w jakiś sposób ją dręczyli. To właśnie wtedy weszła w związek z polskim arystokratą. Miała wówczas dwadzieścia pięć lat, zaś Stanisław Poniatowski był od niej kilka lat młodszy. Czas ich romansu to okres podupadania na zdrowiu carycy Elżbiety, a także kolejnych manifestacji pogardy wobec Rosji ze strony męża Katarzyny. Pomiędzy Poniatowskim a Katarzyną zrodziła się naprawdę głęboka przyjaźń. Była to relacja oparta nie tylko na seksie, ale także na szczerej przyjaźni. Kiedy Stanisław August w końcu opuścił Rosję, Katarzyna wciąż pisała do niego listy, w których relacjonowała mu wydarzenia, które miały miejsce w jej życiu. Wygląda na to, że chyba jednak go kochała, choć to nie o nim myślała w ostatnich godzinach swojego życia.

Stanisław August Poniatowski  
(1732-1798)
obraz koronacyjny z 1768 roku
autor: Marcello Bacciarelli (1731-1818)
Na Katarzynę ogromny wpływ miało jej dzieciństwo, a potem małżeństwo. Niemniej jednak, o kształtowaniu osobowości przyszłej Imperatorowej można mówić także w kontekście jej relacji z matką. Osobiste ambicje matki nie zostały nigdy zrealizowane. Joanna Elżbieta pochodząca z dynastii Holstein-Gottorp – podobnie jak większość panien żyjących w tamtym czasie – miała swoje marzenia i ambicje, które pragnęła rozwijać. Niestety, w pewnym momencie swojego życia stanęła przed koniecznością zamążpójścia, a to oczywiście mogło położyć kres jej planom. I tak oto spełnienia swoich młodzieńczych pragnień mogła upatrywać – na przykład – w urodzeniu syna, który dokona tego, o czym ona jedynie marzyła. Jak wiadomo, Joanna Elżbieta syna nie urodziła, co mogło być dla niej ogromnym rozczarowaniem, a więc także powodem do kreowania toksycznych relacji z córką, wtedy jeszcze Zofią. Tak więc Katarzyna mogła być swego rodzaju zawodem dla własnej matki, a wspomniana toksyczność tychże relacji odcisnęła na niej poważne piętno. 

Podczas swojego życia Katarzyna Wielka przeszła naprawdę wiele. Te trudne doświadczenia wpływały na nią i stopniowo zmieniały jej osobowość. To kobieta, jak gdyby o dwóch twarzach. Z jednej strony okrutna i bezwzględna władczyni, zaś z drugiej dziewczynka urodzona w Szczecinie, która już w wieku dziesięciu lat zaczyna bywać na wszelkiego rodzaju przyjęciach, a tam prezentowana jest jako panna, o której rękę można się starać. Jest to również dziewczynka, która tak bardzo pragnie zrealizować oczekiwania swojej matki, iż nawet po nocach uczy się rosyjskiego, doprowadzając tym samym własne ciało do poważnej choroby.

Czy zatem Katarzyna Wielka może być wzorem dla współczesnej kobiety? Na pewno będzie to zależeć od indywidualnego punktu widzenia. Trzeba pamiętać, że Katarzyna tak naprawdę nie miała szansy, aby móc zastanowić się nad sobą i nad własnymi pragnieniami. Nie dano jej samodzielnie podjąć decyzji dotyczącej własnego życia. Z drugiej strony jednak tym, co może imponować jest jej ogromna siła charakteru, dzięki czemu była w stanie przetrwać najtrudniejsze chwile swojego życia. I właśnie ta siła może stać się w pewnym sensie inspiracją dla współczesnej kobiety.

A jaka jest Katarzyna Wielka przedstawiona przez Ewę Stachniak? Odnoszę wrażenie, że jej portret w Cesarzowej nocy to przede wszystkim nie tyle obraz silnej władczyni, co kobiety posiadającej zarówno wady, jak i zalety. To portret kobiety, która potrafi kochać, ale też nienawidzić. Katarzyna Wielka odmalowana na kartach książki mniej skupia się na rządzeniu państwem, a znacznie więcej uwagi poświęca swojemu życiu prywatnemu i oczywiście własnej rodzinie. Katarzyna, jak gdyby ominęła w niej jedno pokolenie. Widać, że nie jest zadowolona ze swoich dzieci, natomiast wnuki darzy wielką miłością. To w nich widzi przyszłość Rosji. Oczywiście nie brak też kochanków, którymi otaczała się przez lata. Katarzyna nie potrafi bez nich żyć. To kobieta, która wciąż potrzebuje adoracji, a kochankowie są w stanie jej to zapewnić. Ich obecność w łożu Imperatorowej, jak gdyby jest koniczna z uwagi na poprawę samopoczucia, dzięki czemu rośnie jej poczucie wartości.

Grigorij Aleksandrowicz Potiomkin 
(1739-1791) -
moim zdaniem największa miłość 
Katarzyny Wielkiej
portret powstał w 1790 roku
autor: Jan Chrzciciel Lampi (1751-1830)
Cesarzowa nocy. Historia Katarzyny Wielkiej to kontynuacja Katarzyny Wielkiej. Gry o władzę. Tym razem nie mamy już do czynienia z Warwarą Nikołajewną, która jest narratorką pierwszej części tej historii. W drugim tomie to Katarzyna opowiada o sobie, choć narracja ma miejsce w trzeciej osobie. Ten zabieg bardzo mi się podobał, ponieważ niezwykle trudno jest opisywać poszczególne wydarzenia z perspektywy osoby trzeciej tak, aby czytelnik miał wrażenie, że tak naprawdę to główna bohaterka relacjonuje swoje życie. Autorka nieznacznie cofa się w przeszłość, więc tym razem również możemy przeczytać o tym, co było w poprzedniej części, jednak jest to tak subtelne, że praktycznie niezauważalne i oczywiście widziane od innej strony, niż poprzednio.

Tym razem swoją opowieść o Katarzynie Wielkiej Ewa Stachniak rozpoczyna niemalże momentem jej śmierci. To już ostatnie chwile Imperatorowej na tym świecie, więc należy jak najszybciej rozliczyć się z ziemskim życiem. I tak oto krok po kroku sparaliżowana caryca powraca do lat, które minęły i wydarzeń, które już nie wrócą. Robi to w myślach, bo przecież nie jest w stanie w żaden sposób komunikować się z otoczeniem. To wszystko przeplatane jest obecnymi działaniami, co sprawia, że jesteśmy świadkami tego, jak najbliższe otoczenie Katarzyny reaguje na jej rychłą śmierć i zmianę władzy na rosyjskim tronie. Oczywiście zapobiegliwa caryca dokonała już pewnych ustaleń, ale czy znajdą one swoje potwierdzenie w rzeczywistości, kiedy jej już nie będzie na tym świecie? Czy ci, których wybrała będą jej posłuszni i wypełnią ostatnią wolę Imperatorowej?

Książka na pewno jest niezwykle oryginalna pod względem stylistycznym. Choć mamy do czynienia ze zbeletryzowaną biografią, to jednak styl, jakim jest napisana znacznie odbiega od tego, do którego przyzwyczaili nas pisarze tworzący podobną literaturę. To naprawdę przykuwa uwagę i wyróżnia tę powieść na tle innych. Kiedy pisałam o pierwszej części tejże dylogii, uznałam, że Katarzyna Wielka. Gra o władzę napisana jest z ogromnym rozmachem. Dokładnie to samo mogę stwierdzić również w przypadku drugiego tomu. To powieść, która zapada w pamięć, natomiast po jej przeczytaniu czytelnik ma ochotę sięgnąć do źródeł historycznych i poszerzyć swoją wiedzę dotyczącą życia i panowania Katarzyny Wielkiej. Uwagę zwraca tutaj nie tylko sama Imperatorowa, ale także postacie poboczne, z którymi los zetknął carycę. Są one wykreowane niezwykle wyraźnie, co sprawia, że powieść z każdą stroną staje się coraz bardziej autentyczna.

Na koniec chciałabym polecić obydwie części historii o Katarzynie Wielkiej autorstwa Ewy Stachniak, ponieważ wydaje mi się, że aby naprawdę zrozumieć carycę i metody jej postępowania trzeba sięgnąć do początków jej przebywania na rosyjskim dworze. Dlatego też należy poznać genezę jej władzy w Rosji, aby w ten sposób wyrobić sobie rzetelny i wiarygodny osąd postaci Imperatorowej Wszechrosji.







Za książkę serdecznie dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu









wtorek, 5 sierpnia 2014

Ewa Stachniak – „Katarzyna Wielka. Gra o władzę”














Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
Kraków 2012
Tytuł oryginału: The Winter Palace
Przekład: Ewa Rajewska





Swoją opowieść o bestsellerowej powieści Ewy Stachniak pod tytułem Katarzyna Wielka. Gra o władzę zacznę może nieco nietypowo, ponieważ w pierwszej kolejności – zamiast na postaci tytułowej – chciałabym skupić się na osobie poprzedniczki Katarzyny II, czyli Elżbiecie Piotrownej Romanowej. Dlaczego? Ponieważ to właśnie panowanie carycy Elżbiety stanowi większą część fabuły powieści. Zanim na rosyjskim tronie zasiądzie Katarzyna II minie naprawdę sporo czasu i zaistnieje niemało wydarzeń, które w konsekwencji do tego doprowadzą. Na razie przyszła imperatorowa jest jedynie swego rodzaju marionetką w rękach Elżbiety Piotrownej Romanowej.

Elżbieta Piotrowna Romanowa była drugą córką rosyjskiego cara – Piotra I Wielkiego. Na świat przyszła 29 grudnia 1709 roku, natomiast na carskim tronie zasiadła trzydzieści dwa lata później. Kiedy w 1725 roku zmarł jej ojciec, wówczas tron rosyjskich władców stał się niezwykle pożądanym celem. W latach dorastania Elżbiety Rosja miała kilku carów, a byli nimi chociażby matka Elżbiety – Katarzyna I, wnuk Piotra Wielkiego – Piotr II, ciotka Elżbiety – Anna Iwanowna oraz kilkumiesięczny Iwan VI.

W momencie, gdy Anna Iwanowna obejmowała tron Rosji, Elżbieta była wtedy w wieku dwudziestu jeden lat. Co to oznaczało dla Rosji? Niektórzy twierdzą, że w państwie zapadły ciemności. Historyk Ludwik Bazylow (1915-1985) w Historii Rosji napisał tak: „była ona (caryca) obojętna zupełnie wobec spraw państwowych, niewykształcona, ulegająca wyłącznie wpływom niemieckim”. Jeśli chodzi o wpływy niemieckie, to nie dziwi fakt, iż tak łatwo można było je wywrzeć na carycy, bo przecież Anna Iwanowna dzieliła łoże z ówczesnym niemieckim władcą Kurlandii – Ernestem Janem Bironem, który zawdzięczał jej swoją zawrotną karierę i bogactwo. Panowanie Anny i Ernesta określano wręcz mianem „bironowszczyzny”, co w całej krasie odzwierciedlało rolę, jaką kochanek carycy pełnił w dziejach Rosji.

Caryca Elżbieta Piotrowna Romanowa
(1709-1762)
Portret został namalowany w 1760 roku.
Autor: Charles André van Loo (1705-1765)
W roku 1740 zmarła caryca Anna Iwanowna. Zgodnie z jej ostatnią wolą, rządy w kraju miał objąć kilkumiesięczny wówczas wnuk Katarzyny I – Iwan VI. Był on synem córki Katarzyny I – Anny Leopoldownej i jej męża, księcia brunszwickiego, Antoniego Ulryka. Z kolei regencję miał sprawować wspomniany już Ernest Jan Biron. W chwili objęcia rządów Iwan VI miał zaledwie dwa miesiące. Oznaczało to, że Rosję czeka jakieś dwadzieścia lat politycznego marazmu oraz okrucieństwa ze strony regenta. Na to nie chcieli pozwolić przeciwnicy Birona. Tak więc na ich czele stanął hrabia Burkhard Christoph von Münnich (1683-1767), zaś Ernest Jan Biron został aresztowany i w efekcie skazany na śmierć. Niemniej jednak, po pewnym czasie wyrok zmieniono na dożywotnie zesłanie. W Pełymie Ernest Jan Biron przebywał tylko rok, po czym dwadzieścia lat życia spędził w Jarosławcu nad Wołgą, natomiast w 1763 roku zwrócono mu nawet Kurlandię.  W tej sytuacji regentką Iwana VI została jego matka – Anna Leopoldowna. Dość szybko szlachta do spółki z preobrażeńskim pułkiem gwardii uznała, że dalsze panowanie Niemców w Rosji jest niedopuszczalne. Przygotowano więc spisek, którego celem było wprowadzenie na tron Elżbiety Piotrownej Romanowej. W efekcie rzeczonego spisku zarówno Iwana VI, jak i jego rodziców oraz siostrę wysłano do Rygi, a potem do miejscowości Chołomogory znajdującej się w północnej części Rosji. To waśnie tam zmarł Antoni Ulryk, zaś Anna Leopoldowna po urodzeniu jeszcze kilkorga dzieci również pożegnała się z życiem. Z kolei sam Iwan VI stał się jedną z najbardziej tragicznych postaci w dziejach Rosji. Został bowiem zamordowany w czasie próby ucieczki z twierdzy Schlüsselburg w 1764 roku.

Wróćmy teraz do Elżbiety Piotrownej Romanowej. Otóż, caryca najpierw rozwiązała problem opozycji, pozbywając się jej liderów. Jak chyba każda władczyni Rosji, posiadała też licznych kochanków, niemniej jednak w tym względzie raczej nie dorównała swojej następczyni – Katarzynie II, zwanej Wielką. Dla Elżbiety najbliższą osobą okazał się być jej mąż – Aleksy Grigoriewicz Razumowski (1709-1771). Był on synem ukraińskiego Kozaka, który został wyniesiony do rangi hrabiego. Niektórzy historycy twierdzą, że Razumowski na wyraźne żądanie Katarzyny II po śmierci Elżbiety spalił stosowne dokumenty, które miałyby potwierdzać jego małżeństwo z carycą. Jego zainteresowanie polityką było raczej niewielkie, choć wspomagał działania ówczesnego kanclerza Rosji – hrabiego Aleksieja Pietrowicza Bestużewa-Riumina. Od swojej małżonki Razumowski otrzymał liczne dobra ziemskie wraz z tysiącami poddanych. Jego brat – Kiriłł – także skorzystał na tym małżeństwie, gdyż uzyskał poważny awans społeczny na hetmana oraz prezydenta Akademii Nauk.

Kanclerz Aleksiej Bestużew-Riumin
(1693-1766)
Autor portretu nieznany. 
Niezwykle ważną personą w państwie carycy Elżbiety był Piotr Szuwałow (1710-1762), który zajmował się polityką wewnętrzną państwa. Jego brat – Iwan (1727-1797) został kuratorem moskiewskiego uniwersytetu, a także prezydentem Akademii Sztuk Pięknych. Natomiast polityka zagraniczna Rosji należała wówczas do wspomnianego już kanclerza Bestużewa. Caryca Elżbieta w czasie swojego panowania zlikwidowała wprowadzony przez Annę Iwanowną tak zwany gabinet, czyli organ, który składał się z trzech członków określanych mianem ministrów. Gabinet zastąpił Najwyższą Tajną Radę, wprowadzoną niegdyś przez Katarzynę I, czyli sześcioosobowy organ doradczy. Swoje dawne prawa odzyskał również senat. Elżbieta zdecydowała się także na zniesienie ceł i opłat wewnętrznych celem usprawnienia handlu działającego w Rosji. Sporo uwagi skupiała również na kulturze i oświacie poprzez rozwijanie Akademii Nauk oraz założenie Akademii Sztuk Pięknych. W okresie jej panowania w Rosji ogromną popularnością cieszył się pewien uczony o nazwisku Michaił Łomonosow. Z kolei w roku 1747 na Ukrainie przywrócono tytuł hetmana. Pod panowaniem Elżbiety Piotrownej Romanowej został zbudowany w stylu barokowym piękny Pałac Zimowy, który stał się oficjalną rezydencją carów w Petersburgu. Caryca Elżbieta nie zapomniała także o rosyjskiej szlachcie. Tak więc w 1758 roku zostały zatwierdzone poprzednie dekrety i na ich mocy zasiedlonymi majątkami oraz chłopami mogli władać jedynie ci, którzy wywodzili się z warstwy szlacheckiej.

Trzeba też wspomnieć, że podczas panowania Elżbiety Piotrownej Romanowej miała miejsce jedna z poważniejszych wojen w historii świata, czyli wojna siedmioletnia (1756-1763). Rosja wzięła w niej udział w wyniku zerwania dotychczasowych sojuszy w Europie, wystawiając swoje wojska przeciwko Prusom oraz Wielkiej Brytanii. Ważne, aby pamiętać, że już w rok po objęciu władzy, caryca Elżbieta wskazała swojego następcę. Niestety, dość pechowy wybór imperatorowej padł na syna jej siostry – Karola Piotra Ulryka, księcia holsztyńskiego. Zaledwie czternastoletni wówczas książę przybył na dwór swojej ciotki. Historia pokazała jednak, że Piotr był zbyt mocno zafascynowany władcą Prus – Fryderykiem – i w związku z tym politykę zagraniczną Rosji sprowadził na złą drogę. Sam także był władcą niedoświadczonym, a do tego jeszcze wciąż infantylnym.

To tyle, jeśli chodzi o carycę Elżbietę Piotrowną Romanową. Skupmy się teraz na fabule powieści, która jest niezwykle interesująca i wciąga czytelnika już od pierwszych stron książki. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, ale co bardzo ciekawe, bohaterką, która opowiada czytelnikowi o działaniach mających miejsce na dworze carycy Elżbiety nie jest ani sama imperatorowa, ani też tytułowa Katarzyna II. Tą postacią jest niejaka Warwara (Barbara) Nikołajewna, córka introligatora, która z pochodzenia jest Polką. Dziewczyna trafia na dwór carycy po śmierci obojga rodziców. Tuż przed śmiercią, ojciec Warwary oddał pod opiekę carycy swoją córkę, a imperatorowa zgodziła się ją przyjąć do siebie na wypadek, gdyby stało się z nim coś złego i Warwara została sierotą. Dziewczyna bardzo szybko odkrywa, że jej rola, jaką ma do odegrania u boku Elżbiety, wcale nie będzie taka niewinna. Praktycznie już na samym początku pieczę na Warwarą obejmuje kanclerz Bestużew, który ma wobec córki introligatora swoje własne plany. Prawdę powiedziawszy, nie wiadomo jak i kiedy dziewczyna staje się szpiegiem kanclerza, któremu zobowiązana jest donosić o wszystkim, co dzieje się na dworze. Z drugiej strony jednak czuje się rozdarta, bo Elżbieta oczekuje od niej niemalże dokładnie tego samego. Cała sprawa komplikuje się w momencie, gdy do Pałacu Zimowego zostaje sprowadzona czternastoletnia Zofia Fryderyka Augusta von Anhalt-Zerbst, późniejsza caryca Katarzyna II. Zofia jest córką księcia Christiana Augusta z dynastii askańskiej i Joanny Elżbiety pochodzącej z dynastii holsztyńskiej. Na dwór carycy przybywa wraz ze swoją matką. Warwara i Zofia są w podobnym wieku, więc bardzo szybko zaprzyjaźniają się ze sobą. I tutaj pojawia się kolejny problem. Warwarze Nikołajewnej przybywa kolejna osoba, dla której powinna szpiegować. Jak zatem poradzi sobie młoda dziewczyna w tak trudnej sytuacji? Czy przyjaźń okaże się ważniejsza niż zdrada?


Pałac Zimowy w Petersburgu - niegdyś oficjalna rezydencja rosyjskich carów
fot. Jennifer Boyer

Zanim o Warwarze można było powiedzieć, że zyskała tytuł „nadwornego szpiega”, jej los wcale nie przedstawiał się tak kolorowo. Była upokarzana i poniżana tylko dlatego, że wywodziła się z niższej warstwy społecznej. Córka introligatora to naprawdę niewiele w porównaniu z tymi, którzy urodzili się na wyżynach społecznych. Niemniej jednak, dziewczyna pomiędzy jednym a drugim łkaniem zaciska mocno zęby i walczy o przetrwanie, aż wreszcie odkrywa w sobie dar obserwacji wszystkiego i wszystkich, który pozwala jej uniknąć dalszych upokorzeń. Czy jest zadowolona z życia, jakie przyszło jej prowadzić? Czy szpiegowanie rzeczywiście jest tym, czego potrzebuje od życia? Przecież tak naprawdę staje się marionetką w rękach tych, którzy prowadzą rozgrywki wobec siebie nawzajem. Oczywiście Warwara w kwestii własnego życia nie ma nic do powiedzenia. To caryca Elżbieta decyduje o jej losie. To ona wie najlepiej, czego potrzeba Warwarze, która nie może się niczemu sprzeciwić, aby nie narazić swojej osoby na gniew imperatorowej.

Nie będę pisać zbyt wiele o Katarzynie Wielkiej, ponieważ jak się domyślam, Autorka kwestię jej panowania przeniosła do drugiego tomu, który w Polsce już niedługo również zostanie wydany. W części pierwszej spotykamy Katarzynę, która jest jeszcze bardzo młoda, niezbyt szczęśliwa, ale już wykazuje swoją dominację i chęć władzy. Możliwe, że zastanawiacie się z jakiego powodu caryca Elżbieta sprowadziła ją na swój dwór. Otóż, zamiarem imperatorowej było wydanie Zofii za swojego siostrzeńca, Piotra. To małżeństwo z jednej strony było śmieszne, a z drugiej tragiczne. Późniejszy car w moim odczuciu nie nadawał się ani na męża czy ojca, ani tym bardziej na władcę tak potężnego kraju, jakim była ówczesna Rosja. Był niesamowicie dziecinny, a ktoś taki nie może przecież z powodzeniem rządzić jakimkolwiek państwem. Oczywiście Zofia, która po przejściu na wiarę prawosławną przyjęła imię Katarzyna, doskonale sobie radziła w kwestii zaspokajania swoich potrzeb seksualnych. Wciąż miała coraz to nowych kochanków, aż któregoś dnia do jej łoża trafił sam Stanisław August Poniatowski (1732-1798), czyli późniejszy król Polski, który w 1795 roku został zmuszony do abdykacji.

Piotr III (1728-1762)
& Katarzyna II (1729-1796)
Portret powstał w 1745 roku.
Autor: Georg Christoph Grooth (1716-1749)

Katarzyna Wielka. Gra o władzę to powieść napisana z ogromnym rozmachem. Na kartach książki czytelnik spotyka szereg postaci historycznych. Mamy do czynienia ze spiskami, intrygami, a w tle tego wszystkiego znajduje się ówczesna polityka rosyjska. Oczami Warwary Nikołajewnej widzimy postępowanie poszczególnych bohaterów. Na tej podstawie możemy ich działania poddać ocenie. Sama Warwara może wzbudzić sympatię, pomimo że dopuszcza się szpiegowania i niekiedy zmuszona jest nawet do kłamstwa albo milczenia. Warwarę może usprawiedliwić fakt, iż w całą tę szpiegowską sieć została wplątana zupełnie przypadkiem. Z drugiej strony nie miała też większego wyboru. Zapewne gdyby odmówiła, skończyłaby w jakimś rynsztoku.

Kiedy przyglądamy się młodej Katarzynie II, trudno uwierzyć w to, czego była zdolna dokonać wiele lat później. Jej rządza władzy ujawnia się, jak gdyby stopniowo i jest poparta działaniami, które mają miejsce wokół niej. Tak sobie myślę, że to właśnie otoczenie, w którym się znalazła ukształtowało ją na kobietę, jaką znamy z historii. Gdyby nie przybyła na dwór carycy Elżbiety i nie doświadczyła ani nie zaobserwowała tego wszystkiego, co w końcu stało się jej udziałem, zapewne jej życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Być może nigdy nie usłyszelibyśmy o niej, gdyby nie została ściągnięta do Rosji i zmuszona do poślubienia niedojrzałego dzieciaka w osobie Piotra III.

Książkę polecam każdemu miłośnikowi historii. Jest to powieść bliska Polakom nie tylko ze względu na Autorkę, ale przede wszystkim z uwagi na historię, która nierozerwalnie łączy nasz kraj z Rosją. Tak jest od wieków i niewykluczone, że tak będzie nadal. Trudno bowiem jest kategorycznie odciąć się od państwa, z którym dzieli się granicę. Ewa Stachniak napisała powieść niezwykłą, dzięki której czytelnik ma szansę wejść do Pałacu Zimowego i wraz z Warwarą Nikołajewną podejrzeć tych, których wpływ na historię Polski okazał się naprawdę poważny, a nawet tragiczny.





Zobaczcie też i połuchajcie jak ciekawie sama Autorka opowiada o swojej bestsellerowej powieści. 









czwartek, 29 maja 2014

Ewa Stachniak – „Dysonans”














Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2009
Tytuł oryginału: Dissonance
Przekład: Anna Przedpełska-Trzeciakowska





Delfina z Komarów Potocka uznawana była za muzę polskiego romantyzmu. Była długoletnią przyjaciółką oraz uczennicą Fryderyka Chopina. Wychowywała się w Kuryłowcach i to właśnie tam odebrała staranne wykształcenie. Około 1822 roku bardzo często przebywała w Neapolu, a potem w Nicei, gdzie rodzina Komarów nabyła wille. W roku 1825 Delfina powróciła do Polski i wtedy poślubiła magnata Mieczysława Potockiego herbu Pilawa. Wraz z mężem osiadła w Tulczynie. Niestety pożycia małżeńskiego nie można było zaliczyć do udanych, ponieważ Mieczysław Potocki posiadał dość wybuchowy, a wręcz brutalny charakter, co doprowadziło w konsekwencji do rozpadu małżeństwa. Tak więc w 1830 roku Delfina Potocka porzuciła męża i wyjechała z rodziną do Europy.

Najprawdopodobniej w Dreźnie, w salonie swojej matki, w listopadzie 1830 roku poznała Fryderyka Chopina, natomiast dwa lata później, we wrześniu, Delfina osiadła w Paryżu i wraz z siostrami – Ludmiłą i Natalią – bardzo szybko została uczennicą Chopina. W 1836 roku raz jeszcze – na prośbę męża – wróciła do Tulczyna, niemniej jednak jego okrucieństwo doprowadziło do ostatecznego rozpadu małżeństwa, które zakończyło się rozwodem w 1843 roku. Wówczas na stałe Delfina Potocka zamieszkała w Paryżu, gdzie otoczona była przez grono oddanych wielbicieli, którzy podziwiali jej niezwykłą urodę, maniery, a także ponadprzeciętny talent do malarstwa i muzyki. Współcześni Delfinie opowiadali, iż z ogromnym powodzeniem komponowała utwory muzyczne, które niestety nie przetrwały do dnia dzisiejszego. Odbywała również liczne podróże. W 1838 roku Delfina Potocka poznała Zygmunta Krasińskiego, a właściwie Napoleona Stanisława Adama Feliksa Zygmunta Krasińskiego hrabiego herbu Ślepowron. Dla tego wybitnego poety polskiego romantyzmu Delfina stała się natchnieniem i muzą. Ich romans trwał kilkanaście lat, mimo tego, że 26 lipca 1843 roku w Dreźnie Krasiński za namową ojca ożenił się z Elizą z Branickich.

Ostatnie lata życia Delfina Potocka spędziła w Paryżu oraz w Nicei. Przez cały okres pobytu Fryderyka Chopina na emigracji była związana z nim niezwykle serdeczną przyjaźnią. Wybitny polski kompozytor i pianista zachwycał się przede wszystkim jej urodą oraz śpiewem. Niestety, zachował się tylko jeden list Delfiny do Fryderyka, który został napisany na kilka miesięcy przed jego śmiercią. W dniu 15 października 1849 roku, czyli na dwa dni przed śmiercią Chopina, Delfina przyjechała do Paryża z Nicei. Na jego prośbę śpiewała mu na łożu śmierci, przy wtórze własnych dławiących ją łez. Sama też sobie akompaniowała. Francuski malarz – Eugène'a Delacroix (1798-1863) – w swoim Dzienniku w 1849 roku pisał, iż usłyszał Delfinę dwa razy i rzadko zdarzało mu się zetknąć z czymś tak doskonałym.

Delfina Potocka (1807-1877) 
Portret powstał w 1849 roku.
Autor: Paul Delaroche (1797-1856)
Fryderyk Chopin dedykował Delfinie Potockiej Koncert f-moll op. 21, jak również Walc Des-dur op. 64 nr 1. Natomiast do jej albumu wpisał także Preludium A-dur op. 28 nr 7 oraz pieśń Melodia op. 74 nr 9 do słów Zygmunta Krasińskiego. Te nadzwyczaj bliskie relacje Delfiny Potockiej z Fryderykiem Chopinem stały się podstawą do rozpowszechniania opowieści o ich rzekomym romansie. W roku 1945 pewna ziemianka z Wileńszczyzny – Paulina Czernicka – ujawniła odpisy (apokryfy) nieznanych dotąd listów Chopina do Delfiny Potockiej pochodzące rzekomo z lat 1833-1849. Miały one zawierać intymne szczegóły dotyczące ich znajomości. W latach 1945-1967 sprawa autentyczności tychże listów stała się przedmiotem dość ostrych sporów, które na nowo zostały podjęte w latach 1973-1976 po opublikowaniu w 1973 roku przez kompozytora Adama Harasowskiego (1904-1996) reprodukcji sześciu ich domniemanych autografów. Tak więc ogłoszone w 1973 roku fotokopie zostały poddane specjalistycznym badaniom grafologicznym. Na zlecenie Towarzystwa im. Fryderyka Chopina oraz International Chopin Foundation wykonano dwie ekspertyzy, lecz dopiero ta wykonana przez Zakład Kryminalistyki Milicji Obywatelskiej – trzecia z kolei – dowiodła, że sporne listy zostały podrobione przy wykorzystaniu fotomontażu fragmentów autentycznego pisma Fryderyka Chopina i wszelkich innych dodatków.

Ten miłosny trójkąt, jaki miał miejsce pomiędzy Delfiną Potocką, Zygmuntem Krasińskim a jego żoną Elizą Branicką stanowi naprawdę doskonały materiał na książkę. Tak więc Dysonans to powieść, której akcja rozpoczyna się w 1836 roku. Mamy wieczór wigilijny, który Delfina Potocka wraz z rodziną spędza w wilii Palazzo Valle w Neapolu. Oprócz niej na pierwszy plan wysuwa się również jej matka – Honorata Komarowa. Potem akcja posuwa się naprzód. Delfina poznaje Zygmunta Krasińskiego i od tego momentu zaczyna się ich romans, który – jak wspomniałam wyżej – trwał przez wiele lat. Ten związek ciągnął się nawet wtedy, gdy na wyraźne życzenie ojca – poeta ożenił się z Elizą Branicką. Czy tego pragnął? Na pewno nie. Nic, co człowiek robi pod namową innych ludzi i wbrew sobie, nie może mu przynieść życiowej satysfakcji. Pamiętajmy też, że Zygmunt Krasiński to poeta o niezwykle wrażliwej duszy. Trudno zatem pogodzić mu się z czymś, do czego jest zmuszany.

Eliza z Branickich Krasińska z dziećmi (1820-1876)
obraz powstał w 1853 roku
Autor: Franz Xaver Winterhalter (1805-1873)
A jak reaguje Eliza? Wygląda na to, że w jakiś sposób kocha tego, którego dla niej wybrano. Godzi się na wszystko praktycznie bez słowa sprzeciwu. Nie wie jednak, jak trudno będzie żyć ze świadomością, że serce męża będzie należeć do innej. Że to z imieniem kochanki na ustach będzie pragnął umrzeć. Czy zatem można winić Delfinę Potocką za nieszczęście Elizy z Branickich Krasińskiej? Bo przecież kochanka zawsze jest tą, która perfidnie niszczy szczęście rodzinne. Lecz z drugiej strony, czy można w tym przypadku mówić o jakimkolwiek rodzinnym szczęściu? Na pewno Zygmunt Krasiński nie jest łatwy we współżyciu. Poza tym, ze względów politycznych trudno jest mu publikować pod własnym nazwiskiem. Robi to anonimowo albo pod nazwiskiem kogoś innego. Pamiętajmy, że wydarzenia, które rozgrywają się na kartach Dysonansu mają miejsce w czasie, kiedy Polska była pod zaborami. Był to III rozbiór Polski, który rozpoczął się niecały rok po upadku insurekcji kościuszkowskiej, czyli 24 października 1795 roku. Wtedy to nasz kraj został podzielony pomiędzy monarchów Rosji, Prus i Austrii. Tak więc polityka przewija się tutaj dość często.

Fabuła książki skupiona jest na emocjach bohaterów oraz na ich postępowaniu. Trzeba jednak pamiętać, aby powieści nie traktować jako historycznego dokumentu, ponieważ jest to fikcja literacka, która powstała w oparciu o materiały źródłowe, jak listy i dokumenty, które zachowały się do dnia dzisiejszego, a które pochodzą właśnie z tamtej epoki. Niemniej jednak, na kartach powieści pojawiają się postacie stricte historyczne, zaś wydarzenia, o których mowa zapisały się dużymi literami w dziejach naszego kraju.


Śmierć Chopina 
obraz powstał w 1885 roku
Autor: Félix-Joseph Barrias (1822-1907)


Główni bohaterowie – Zygmunt, Delfina i Eliza – to postacie, które pozwoliły na to, aby niszczące i zagmatwane uczucia doprowadziły do ich wewnętrznego zniszczenia. Eliza Branicka była córką zdrajcy, ale zarazem była też najzamożniejszą kobietą swojej epoki, i właśnie ten majątek sprawił, że ojciec Zygmunta zwrócił ku niej swoje zainteresowanie, pragnąc, aby została jego synową. Z kolei Zygmunt – już po ślubie – narzuca żonie, aby ta utrzymywała towarzyskie kontakty z jego kochanką. Przecież to dla Elizy takie upokarzające i niezwykle trudne do zaakceptowania! Ta atmosfera zdrady i dwuznacznych sytuacji zaczyna gęstnieć i w pewnym momencie robi się nie do zniesienia. Tylko szaleniec może wymagać od swojej żony, aby ta spędzała z nim i jego kochanką wakacje! Możliwe, że Zygmunt Krasiński naprawdę był człowiekiem szalonym i nie wiedział, co robi. Był szalony z miłości! Lecz z drugiej strony był niczym dziecko, które pragnie mieć wszystko, o czym marzy i nie jest w stanie poświęcić niczego w imię zachowania, na przykład, dobrego imienia. W moim odczuciu Zygmunt to egoista, który myślał jedynie o sobie. Dla niego tak naprawdę nie liczyło się to, co czują inni. Nie były ważne uczucia żony i kochanki, czy też członków dalszej rodziny. Liczył się tylko on i to jego zachcianki należało spełniać, ponieważ w innym razie mogło to grozić poważną depresją. Być może niewiele różnił się od swojego ojca. Bo przecież podobnie jak Wincenty Krasiński, on również narzucał swoje zdanie i wymagał pełnej jego akceptacji. Pisał, jak gdyby scenariusz, według którego swoje role musiały odegrać dwie kobiety jego życia: Delfina i Eliza. Nie było dla niego ważne, że obydwie mogą z tego powodu cierpieć. W taki właśnie sposób odbieram go, jako bohatera Dysonansu.

W tle fabuły powieści przewijają się również takie historyczne postacie, jak Fryderyk Chopin, czy Wincenty Krasiński (ojciec Zygmunta), który na swoim sumieniu miał również układy z zaborcą. Jest także Matylda Szymanowska, Adam Mickiewicz, wspomniany jest także Juliusz Słowacki oraz postacie znane z Hôtel Lambert, który był tak zwanym obozem politycznym działającym od 1831 roku na emigracji po upadku powstania listopadowego.

Podczas lektury Dysonansu czytelnik przenoszony jest do epoki polskiego romantyzmu, jest świadkiem historycznych wydarzeń tamtego okresu, a także poznaje życie i obyczaje polskiej arystokracji żyjącej na emigracji. Widzi jak ścierają się ze sobą poglądy poszczególnych bohaterów. Dla mnie chyba najważniejszą i najbardziej rzucającą się w oczy postacią tej powieści jest Delfina Potocka, dlatego też na początku wpisu przybliżyłam jej życiorys. Na pewno nie zapałałam sympatią do Zygmunta Krasińskiego, a to ze względu na jego słaby charakter, o czym również napisałam powyżej. Eliza Branicka? Myślę, że ona w całym tym trójkącie najbardziej ucierpiała. Ze strony męża doznała upokorzenia i poniżenia, ale niestety niewiele mogła w tej kwestii zmienić.

Moim zdaniem Dysonans to powieść doskonale oddająca klimat epoki. Charakteryzuje się też niecodziennym stylem, jeśli chodzi o sposób jej napisania. Ten styl przypomina mi trochę dziewiętnastowieczną literaturę klasyczną. Być może w głównej mierze zawdzięczamy go przekładowi Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej, która – jak wiemy – zasłynęła przede wszystkim z przekładu powieści Jane Austen.








czwartek, 1 maja 2014

Literat Maja 2014






EWA STACHNIAK




Ewa Stachniak urodziła się we Wrocławiu. W 1981 roku wyjechała do Kanady na stypendium doktoranckie wydziału anglistyki na Uniwersytecie McGill. W roku 1988 obroniła pracę doktorską. Pomiędzy rokiem 1984 a 1986 pracowała dla Radio Canada International (polska sekcja radia w Montrealu), pisząc i tworząc programy radiowe dotyczące Kanady. Do 2007 roku uczyła języka angielskiego oraz przedmiotów humanistycznych w Sheridan College. Jej pierwsze krótkie opowiadanie nosiło tytuł “Marble Heroes” („Marmurowi bohaterowie” – w wolnym tłumaczeniu – przyp. tłum.), lecz powieściowym debiutem Ewy Stachniak była książka „Konieczne kłamstwa”. W 2000 roku powieść zdobyła pierwszą nagrodę w Amazon.com/Books in Canada First Novel Award*. Międzynarodowy bestseller o Katarzynie Wielkiej – „Katarzyna Wielka. Gra o władzę” – przyniósł Ewie Stachniak ogromną popularność na całym świecie. W marcu 2014 roku autorka opublikowała drugą część historii o Katarzynie Wielkiej. Ewa Stachniak mieszka w Toronto i pracuje nad kolejną powieścią.




Kraina Czytania: Bardzo dziękuję, że przyjęła Pani moje zaproszenie do udziału w wywiadzie. Na początek chciałabym pogratulować wydania drugiej powieści o Katarzynie Wielkiej. Czy mogłaby nam Pani powiedzieć, dlaczego zdecydowała się Pani stworzyć opowieść właśnie o tej rosyjskiej cesarzowej?

Ewa Stachniak: Dziękuję bardzo. Dlaczego Katarzyna? W Polsce mojego dzieciństwa Katarzyna nie była lubianą postacią. Wyobrażałam ją sobie jako bezwzględną i dwulicową, raczej znienawidzoną niż podziwianą. Nie kwestionuję historycznej dokładności tego wizerunku – Polacy, Turcy osmańscy, ukraińscy Kozacy, oni wszyscy mieli słuszne powody do tego, aby do rosyjskiej polityki imperialnej podchodzić mniej entuzjastycznie. Ale prawda jest taka, że wówczas nie wiedziałam o niej zbyt wiele.

Kiedy pisałam „Ogród Afrodyty” musiałam włączyć Katarzynę Wielką do kilku scen. Stanisław August zmaga się ze wspomnieniami o niej, kiedy spotyka Zofią Potocką, a i sama Zofia została przyjęta przez Katarzynę w Sankt Petersburgu. By móc napisać te sceny zaczęłam zbierać i czytać materiały na jej temat i w trakcie tych studiów wyłonił się bardziej złożony i dopracowany obraz Katarzyny. Czytałam wtedy jej wspomnienia, jej listy i jedną z jej zachodnich biografii. Ostatecznie właśnie te lektury spowodowały, że zachwyciłam się tą niezwykłą monarchinią, nawet jeśli nadal nie akceptuję i nie zgadzam się z wszystkimi politycznymi decyzjami Katarzyny.






Kraina Czytania: W jaki sposób przygotowywała się Pani do napisania tego rodzaju powieści? Mam na myśli prowadzenie badań.

Ewa Stachniak: Czytałam biografie wszystkich moich głównych bohaterów; czytałam ich wspomnienia, jeśli jakieś się zachowały, oraz listy. Rozmawiałam także z historykami i z każdym, kto mógł rzucić światło na jakikolwiek aspekt życia moich bohaterów. Lekarz, któremu opisałam objawy choroby Katarzyny, zdiagnozował ją jako diabetyka. Jest to szczegół, o którym nie wspomnieli jej biografowie.

Zawsze próbuję podróżować do miejsc, o których piszę, ponieważ potrzebuję fizycznie znaleźć się w przestrzeni, w której umiejscawiam akcję swoich powieści. W Sankt Petersburgu spacerowałam po całej najstarszej części miasta, z Pałacu Zimowego na Newski Prospekt, z Wyspy Wasilewskiej do Twierdzy Pietropawłowskiej, wzdłuż nasypu. Odwiedziłam inne podmiejskie pałace, w których mieszkała Katarzyna Wielka – Peterhof, Carskie Sioło, gdzie jej ślady są nadal bardzo widoczne. Odwiedziłam również muzea i wystawy dzieł sztuki, poszukując graficznych symboli życia osiemnastowiecznej Rosji. Szukałam szczegółów codziennego życia, psiej obroży, kształtu dzbanka czy wazonu, dziecięcej zabawki. 

Kraina Czytania: Która z tych dwóch części opowieści o Katarzynie Wielkiej była trudniejsza do wykreowania? Dlaczego?

Ewa Stachniak: Część druga. “Empress of the Night” („Cesarzowa nocy” – w wolnym tłumaczeniu – przyp. tłum.) została napisana z punktu widzenia Katarzyny. Katarzyna może być bohaterką irytującą, silną, nie zawsze sympatyczną, lecz zawsze fascynującą. Zanim mogłam spróbować spojrzeć na świat jej oczami, potrzebowałam zbliżyć się do niej z zewnątrz w „Katarzynie Wielkiej. Grze o władzę”. Ale kiedy w końcu zaczęłam pisać, oddając jej głos, stała się bardzo rozmowna…

Kraina Czytania: Kiedy po raz pierwszy zdecydowała Pani, że chce zostać pisarką? I dlaczego wybrała Pani beletrystykę historyczną?

Ewa Stachniak: Zawsze chciałam pisać, odkąd zdałam sobie sprawę, że książki, które bardzo kochałam jako dziecko, są wymyślane i pisane przez ludzi, lecz dużo czasu minęło zanim napisałam moje pierwsze opowiadanie. Przez wiele lat byłam nauczycielem akademickim, wyemigrowałam do Kanady w 1981 roku, gdzie kontynuowałam pracę nad swoim doktoratem, a powieści zaczęłam pisać w 1994 roku. Potrzebowałam tego czasu, aby odnaleźć bliską mi i ważną dla mnie tematykę, aby zdać sobie sprawę, że to beletrystyka, a nie literatura naukowa jest moją prawdziwą pasją.

Beletrystyka historyczna – to się po prostu stało. Nie jestem pewna, czy zawsze będę pisać powieści, których akcja rozgrywa się w przeszłości, ale historia to moja pasja, więc była to naturalna decyzja. A faktem jest, że polska i wschodnioeuropejska historia miała kłopoty z przeniknięciem do zachodniej świadomości. Ja chcę te historie opowiadać, ponieważ są one częścią mojego dziedzictwa…

Kraina Czytania: Kilka tygodni temu przeczytałam „Ogród Afrodyty”. Jest to opowieść o hrabinie Zofii Potockiej. Co zainspirowało Panią do opisania jej wyjątkowego życia?

Ewa Stachniak: W kanadyjskiej bibliotece odnalazłam biografię Zofii autorstwa Jerzego Łojka i nie potrafiłam jej odłożyć. Zofia wyemigrowała do osiemnastowiecznej Polski, a odkrywanie punktów widzenia imigrantów to mój temat. Zofia była bardzo intrygującą postacią. Była w stanie przebić się przez barierę klasy społecznej w czasach, gdy młoda kobieta bez pieniędzy i wsparcia rodziny mogła łatwo stać się ofiarą. Ponadto jej historia zaprowadziła mnie na Ukrainę i na dwór Stanisława Augusta, do którego mam słabość. Wszystko to złożyło się na pragnienie napisania o niej.

Kraina Czytania: Pani pierwsza książka zdobyła pierwszą nagrodę w Amazon.com/Books in Canada First Novel Award. Myślę, że to ogromny zaszczyt. Czy podczas pisania tej debiutanckiej powieści spodziewała się Pani takiego sukcesu?

Ewa Stachniak: Nie, nie spodziewałam się. Pierwsze powieści są trudne. Nikt niczego jeszcze o tobie nie wie, czytelnicy nie czekają na twoje książki. Byłam bardzo szczęśliwa, że zostałam nominowana do nagrody, a to oznaczało recenzje w największych kanadyjskich gazetach. Kiedy wygrałam, byłam zarówno zdumiona, jak i zachwycona. Moja konkurencja była silna, a więc to naprawdę był wielki zaszczyt. 

Kraina Czytania: Jest Pani również autorką książki opowiadającej o jednym z najbardziej znanych romansów epoki romantyzmu. Mam na myśli Delfinę Potocką i polskiego poetę – Zygmunta Krasińskiego. Czy mogłaby nam Pani powiedzieć coś na temat tej powieści?

Ewa Stachniak: Dotychczas ukazało się jedynie polskie wydanie „Dysonansu” w pięknym przekładzie Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. Ta powieść jest mi szczególnie bliska, i jest chyba najbardziej polską z moich powieści, ponieważ dotyka kręgu polskich mitów romantycznych. Opowiada historię niezwykle trudnego miłosnego trójkąta – wielkiego romantycznego poety, jego muzy/kochanki oraz jego żony – wszyscy troje uwikłani są w gry psychologiczne, które wciągają nas w samą istotę polskiego romantyzmu. Historia opowiedziana jest z kilku punktów widzenia: poety, kochanka i żony… oraz z perspektywy kilku innych postaci z ich kręgu. Planuję niedługo opublikować anglojęzyczną wersję tej książki, ale powieść potrzebuje pewnych poprawek, a jak do tej pory dwie powieści o Katarzynie Wielkiej całkowicie mnie pochłonęły.

Kraina Czytania: Moim zdaniem Pani bohaterki to silne kobiety za wszelką cenę realizujące swój cel. Niektóre z nich posiadają szczególny wpływ na decyzje mężczyzn odnośnie państwa. Czy uważa Pani, że historyczne kobiety będące u władzy były lepszymi politykami niż mężczyźni?

Ewa Stachniak: W historii było tak wielu polityków-mężczyzn, że każda generalizacja byłaby naciągana. Przez wieki, tylko naprawdę wyjątkowe kobiety osiągały na tyle znaczący sukces, aby móc rościć sobie władzę dla siebie – nic więc dziwnego, że zazwyczaj rządziły one lepiej. Pozostaje pytanie, czy rządziły inaczej niż mężczyźni. Pod wieloma względami musiały to robić. Katarzyna Wielka nie mogła prowadzić swojej armii do walki; musiała polegać na Potiomkinie, który zrobił to zamiast niej. Ale oczywiście mogła sprawować kontrolę nad Rosją w inny sposób.

Kraina Czytania: Moim zdaniem polska historia jest bardzo interesująca i bogata w różne wydarzenia i osobowości. Czy kiedykolwiek myślała Pani o napisaniu książki dotyczącej jednej z polskich królewskich dynastii, jak Piastowie czy Jagiellonowie?

Ewa Starchniak: Nie robię aż tak wielkich planów na przyszłość. Zgadzam się, że historia Polski jest niezwykle interesująca i nie znana zbyt dobrze – zwłaszcza na Zachodzie – jeśli w ogóle jest. Ale w moim przypadku to książka zawsze mnie znajduje. Coś musi przykuć moją uwagę, sprawić, że natknę się na problem, który chcę rozsupłać dla samej siebie. Jak do tej pory wiek XVIII był tym, do którego wracałam, może dlatego, że to okres, w którym rozpoczęła się epoka nowożytna.

Kraina Czytania: Gdyby mogła Pani wybrać trzy osoby wywodzące się z przeszłości i zaprosić je na obiad, to kto by to był?

Ewa Stachniak: Zdecydowanie Katarzyna Wielka. Mam wiele pytań, które chciałabym jej zadać… choć jestem pewna, że odpowiedziałaby na nie w sposób, który by jej odpowiadał. Bronisława Niżyńska, ponieważ to moja ostatnia inspiracja i fascynacja. I Delfina Potocka, romantyczna muza Zygmunta Krasińskiego i Szopena. Nie jestem pewna, w jaki sposób zareagowałyby na siebie nawzajem, ale świetnie bym się przy nich bawiła.

Kraina Czytania: Czy ma Pani swoich ulubionych autorów? Czyta Pani książki swoich kolegów po piórze?

Ewa Stachniak: Czytam nieustannie, starając się czytać zarówno w języku angielskim, jak i polskim. Moi ulubieni autorzy stale się zmieniają. Ostatnio czytam Hilary Mantel – jej mistrzowsko napisane powieści historyczne o Thomasie Cromwellu bardzo mi się podobają i stanowią wzór, który staram się wnikliwie analizować. Czytam także Penelope Fitzgerald, której powieści historyczne podążają bardzo różnymi ścieżkami – są niezwykle krótkie, a jednak nasycone ważnymi, spostrzeżeniami na temat świata, który opisuje oraz tym, co nazywam codzienną materią życia.

Moją ulubioną polską pisarką jest Olga Tokarczuk – wiele, wiele lat temu zakochałam się w jej książce „Prawiek i inne czasy” i od tamtej chwili jestem jej wierną wielbicielką.

Kraina Czytania: Czy są jakieś inne obszary historii lub postacie historyczne, o których chciałaby Pani napisać w swoich kolejnych powieściach?

Ewa Stachniak: Moja następna powieść będzie o tancerzach Teatru Carskiego: Bronisławie Niżyńskiej i jej bracie, Wacławie. Zaczęłam już studia nad baletem i nad środowiskami emigracyjnymi Paryża, Berlina i Londynu w latach 20. i 30. XX wieku. Poza tym, nie wiem jeszcze o kim chciałabym napisać. Jestem pewna, że coś mnie zainteresuje. 

Kraina Czytania: Jakie są Pani oczekiwania w kwestii odbioru Pani twórczości przez czytelników?

Ewa Stachniak: Mam nadzieję, że zgodzą się ze mną, że historię trzeba ciągle przepisywać, uwzględniając różne punkty widzenia. Że możemy nauczyć się dużo od przeszłości. Że historia jest naszym wspólnym i uniwersalnym, ogólnoludzkim dziedzictwem. Że słuchając opowiadań o miejscach i czasach, o których być może nie wiemy wiele, wzbogacamy naszą wiedzę o ludzkiej naturze.  

Kraina Czytania: Czy ma Pani zamiar odwiedzić Polskę, aby spotkać się z fanami w swoim ojczystym kraju? Co chciałaby Pani im powiedzieć?

Ewa Stachniak: Tak. Skoro tylko zostanie wydane polskie tłumaczenie “Empress of the Night” pojadę do Polski na promocję książki i mam nadzieję na szereg interesujących rozmów o Katarzynie Wielkiej oraz moich dwóch bardzo różnych powieściach o niej. Bardzo cieszę się na tę podróż. I chciałabym, aby moi polscy czytelnicy wiedzieli, że za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do Polski, zawsze czuję, że wróciłam do domu.

Kraina Czytania: Czy mogłaby nam Pani powiedzieć coś na temat swojego obecnego projektu lub projektów?

Ewa Stachniak: Jak już wspomniałam, moja uwaga skupiona jest na cesarskich tancerzach, rodzeństwie Niżyńskich, którzy są szczególnie interesujący ze względu na swoją skomplikowaną tożsamość. Urodzili się w Rosji, ale ich rodzice byli Polakami, w domu mówili po polsku, lecz wykształcenie zdobywali w Rosji i identyfikowali się z rosyjskim środowiskiem artystycznym. Większość swoich twórczych lat spędzili też na Zachodzie. Lubię zastanawiać się nad tymi wszystkimi połączeniami, szukać ich znaczenia. 

Kraina Czytania: Bardzo Pani dziękuję za rozmowę. Życzę dalszych sukcesów w pracy twórczej. Z niecierpliwością czekamy na Pani kolejną powieść.

Ewa Stachniak: Dziękuję, Agnieszko. To była przyjemność.




Rozmowa, przekład i redakcja 
Agnieszka (Agnes A. Rose - Kraina Czytania) 





Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj
If you want to read this interview in English, please click here








* Amazon.com/Books in Canada First Novel Award (poprzednio Books in Canada First Novel Award) to nagroda literacka przyznawana corocznie za najlepszy debiut powieściowy opublikowany w języku angielskim w roku poprzednim. Do nagrody pretenduje osoba posiadająca kanadyjskie obywatelstwo lub zamieszkująca na terenie Kanady. Nagroda przyznawana jest od 1976 roku. – [przyp. tłum.]






sobota, 15 lutego 2014

Ewa Stachniak – „Ogród Afrodyty”












Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
Kraków 2013
Tytuł oryginału: Garden of Venus
Przekład: Bożenna Stokłosa




Kiedy cała Europa uważa daną kobietę za najpiękniejszą na kontynencie, fakt ten z jednej strony może być dla niej zarówno przekleństwem, jak i błogosławieństwem. Na pewno nieprzeciętna uroda w wielu przypadkach może kobiecie pomóc wspiąć się na wyżyny społeczne, ale może też stać się przyczyną jej upadku, i to nie tylko moralnego. Dzisiaj przenieśmy się do osiemnastowiecznej Europy i poznajmy hrabinę Zofię Potocką – kobietę o nieziemskiej urodzie, której nie mógł oprzeć się żaden ówczesny mężczyzna, a i ona sama swoją przewagę nad płcią męską doskonale wykorzystywała.

Hrabina Zofia Potocka była mile widzianym gościem na europejskich dworach. Mówi się, że to właśnie dla niej nawet szanowani obywatele i arystokraci byli w stanie wchodzić na stoły, aby choć z daleka móc się jej przyjrzeć. Ta kurtyzana z ubogiej greckiej rodziny ze Stambułu usidliła w końcu najbogatszego magnata Podola – Stanisława Szczęsnego Feliksa Potockiego, który znany był po prostu jako Szczęsny Potocki.

Późniejsza hrabina urodziła się w Bursie, w mieście położnym w północno-zachodniej części Turcji. W jej rodzinnym domu nazywano ją „Dudu”. Już jako nastolatka zaczęła zarabiać jako prostytutka. Można przypuszczać, że po cichu marzyła o lepszym życiu wśród dyplomatów i ludzi z wyższych warstw społecznych. Pewnego dnia szczęście faktycznie się do niej uśmiechnęło, ponieważ na jej drodze stanął polski ambasador w Turcji, będący na służbie u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Z Karolem Boscampem-Lasopolskim naszą bohaterkę połączyło chyba coś poważniejszego, aniżeli tylko relacja klienta z prostytutką, ponieważ opuszczając swoją dyplomatyczną placówkę, ambasador pozostawił Zofii znaczną sumę pieniędzy na jej przyszły posag. Nie wiadomo do końca czym tak naprawdę go urzekła, skoro mówił o niej w tych oto niezbyt pochlebnych słowach:

„Wielce bym pragnął móc ją porównać do rodaczki Dudu, jednej z dwóch Frynii, o której Kwintylian powiada, iż obwiniona i stawiona przed sądem obnażyła tylko swój tors i zaraz potem uzyskała pomyślną sentencję. Niestety jednak, gdyby Dudu nie mogła ukazać trybunałowi czegokolwiek innego, przegrałaby z pewnością proces. Pierś jej zwiotczała, czy to przez gorące kąpiele, czy z innych przyczyn, jest niekształtna i nieelastyczna. Zwisa jak gruszka na brzuch, najpiękniej za to ukształtowany, który pierś ta obwisła zdaje się wskazywać palcem i mówić: przyjdź, popatrz i zapomnij o mnie”[1] .

Po powrocie do Warszawy Karol Boscamp-Lasopolski bardzo szybko stracił swoje dyplomatyczne stanowisko. Nie obyło się też bez tragedii życiowej, ponieważ utracił również żonę. Pogrążony w żałobie postanowił sprowadzić Zofię do Polski, aby spełniła rolę jego pocieszycielki w tym niezwykle trudnym dla niego okresie. Niemniej szybko zrezygnował ze swoich planów względem Dudu, natomiast ona sama nie omieszkała wykorzystać swojej szansy do maksimum. Jeszcze zanim przekroczyła granice Polski, wieść na temat skandali z jej udziałem dotarła do Warszawy.

Hrabina Zofia Potocka (1760-1822)
Portret został namalowany ok. roku 1785
Autor: Louis Eugène Bertier (1809-?)
Nie będę zbyt szczegółowo streszczać biografii głównej bohaterki powieści autorstwa Ewy Stachniak, ponieważ o wszystkim, co działo się z naszą piękną Dudu, czytelnik dowiaduje się z książki. Nadmienię tylko, że życie Zofii Potockiej obfitowało w skandale obyczajowe. Dopiero śmiertelna choroba zdołała przykuć ją do łóżka, i być może to właśnie wtedy zdała sobie sprawę z powagi własnych poczynań. Ogród Afrodyty stanowi coś w rodzaju wspomnień Zofii Potockiej, choć narracja nie jest pierwszoosobowa. Opisane przez Autorkę wydarzenia są przedstawione z perspektywy różnych osób, przy jednoczesnym zachowaniu trzecioosobowej narracji.

Kiedy czytelnik poznaje hrabinę Zofię Potocką, jej dni na tym świecie są już policzone. Choroba dokonała tak wielkiego spustoszenia w jej organizmie, iż żaden lekarz nie jest w stanie jej pomóc. Cóż zatem pozostaje pięknej niegdyś hrabinie? Chyba tylko rozliczyć się z życiem. Tak naprawdę nie wiadomo jak wyglądały ostatnie lata życia Zofii Potockiej. Jej życie podzielone było pomiędzy ukraiński Tulczyn i Humań, a także Petersburg. Natomiast śmierć zastała ją w Berlinie w 1822 roku. Jej ziemskie szczątki spoczęły w Humaniu, zaś na skutek trzęsienia ziemi, które nawiedziło miasto oraz jego konfiskaty, zwłoki hrabiny przeniesiono do Talnego (Ukraina).

Osoba Zofii Potockiej budziła ogromne zainteresowanie, czego dowodem jest wiersz poety – Stanisława Trembeckiego – napisany właśnie na jej cześć.


DO JENERAŁOWEJ WITTOWEJ PRZEJEŻDŻAJĄCEJ
Z MĘŻEM PRZEZ WARSZAWĘ
DO WÓD SPASKICH


Śliczna Zofijo! Twoje nawiedziny
Wiodą mi na myśl obaloną Troję.
Z podobnej ona zginęła przyczyny:
Jakże się słusznie o Kamieniec boję!

Czy mi się zdaje, czy tysiące koni
Widzę spocone i ludy w kurzawie.
Krzyczące tłumy: Do broni! Do broni!
I już o Dniestru myślące przeprawie.

To by wynikło i zuchwałe Traki
Za uwięzione swych krain zaszczyty
Pewnie by nasze napełnili szlaki,
Bujałby ogień, miecz byłby dobyty[2].


Choć Dudu była bożyszczem mężczyzn, to jednak wśród kobiet budziła raczej niechęć, co zrozumiałe, ponieważ swoją nieprzeciętną popularnością stanowiła dla nich niebezpieczną konkurencję. Plotki na jej temat miały się całkiem dobrze, lecz nie mówiono niczego dobrego o jej przeszłości. Jak już wspomniałam na początku, Zofia zdołała usidlić Szczęsnego Potockiego, co oczywiście nie spotkało się z pozytywnym przyjęciem ze strony jego rodziny, zważywszy że w momencie, kiedy rozpoczął się ich romans, magnat był żonaty, a i Zofia tkwiła w związku małżeńskim. Można by rzec, że obydwoje byli siebie warci. Szczęsny Potocki również nie cieszył się dobrą opinią, ponieważ uznano go za zdrajcę Rzeczypospolitej, a do tego ciągnęła się za nim śmierć jego pierwszej żony.

Stanisław Szczęsny Potocki (1751-1805)
z synami Stanisławem i Szczęsnym Jerzym

Portret został namalowany pomiędzy rokiem 1788 a 1790
Autor: Jan Chrzciciel Lampi (1751-1830)
Los zetknął Zofię Potocką także z Heleną Radziwiłłową, której dumą była Arkadia, czyli założony przez nią pod Łowiczem romantyczny ogród w stylu angielskim. Można przypuszczać, iż Zofia Potocka zazdrościła wojewodzinie wileńskiej posiadania tak cennego miejsca i sama również zapragnęła mieć podobne. Szczęsny Potocki był w Zofii naprawdę mocno zakochany i spełniał jej życzenia bez wahania. I tak oto kiedy hrabina zamarzyła sobie posiadać równie piękny park krajobrazowy, Potocki natychmiast przystąpił do działania. W 1796 roku założył dla żony Zofiówkę. Park powstał w Humaniu nad jarem rzeki Kamionki na Ukrainie. Jak podają źródła historyczne budowa parku zajęła Szczęsnemu Potockiemu aż dziewięć lat i pochłonęła piętnaście milionów złotych. Kolejne pięćset tysięcy miał kosztować rozwód Zofii z poprzednim mężem. Od jednej z dam lwowskich hrabina miała rzekomo usłyszeć takie oto słowa: „Wcale już rozwód W. Pani niepotrzebny, boś się w tym już uiściła, co po rozwodzie następować zwykło…”[3] .

Ogród Afrodyty nie jest klasyczną biografią, lecz powieścią historyczną z domieszką fikcji literackiej, która powstała w oparciu o barwne losy hrabiny Zofii Potockiej. Nigdy przedtem nie zetknęłam się z twórczością Ewy Stachniak, której sławę chyba tak naprawdę przyniosła inna powieść – Katarzyna Wielka. Gra o władzę. Niemniej jednak, życie „słodkiej Dudu” stanowi doskonały temat na książkę. Z jednej strony ta historyczna postać może budzić kontrowersje i można też oceniać ją negatywne, zaś z drugiej należałoby zastanowić się, co tak naprawdę kierowało Zofią, że była w stanie upaść tak nisko pod względem moralnym. Czy tylko ogromne pragnienie seksu? A może było w tym coś znacznie więcej? Może było to ciągłe poszukiwanie miłości i akcepcji? Pamiętajmy, że wywodziła się z nizin społecznych i na szacunek otoczenia raczej liczyć nie mogła. Jej ojciec był zwykłym handlarzem bydła. Możliwe, że uroda Dudu była jej jedynym atutem, który doskonale wykorzystywała, aby wspiąć się na wyżyny społeczne, których tak bardzo pragnęła. Być może to właśnie tam upatrywała swoje szczęście. Lecz można też przypuszczać, że kierowało nią zwykłe wyrachowanie, a mężczyźni stanowili jedynie narzędzie do zaspokajania jej wygórowanych ambicji. A że międzyczasie pojawiało się dziecko jedno czy drugie, a potem kolejne, nie stanowiło dla Zofii problemu. Jako matce nie można jej niczego zarzucić, ponieważ dbała o swoje potomstwo najlepiej, jak tylko potrafiła.


Fragment Zofiówki  w Humaniu na Ukrainie 
fot. Sergiy Klymenko 


Ewa Stachniak dokonała czegoś nieprawdopodobnego. Książkę czyta się z ogromnym zainteresowaniem. Kiedyś usłyszałam, jak ktoś stwierdził, że Polacy są doskonali w robieniu filmów historycznych. Teraz powiedziałabym, że nie tylko filmów. Doskonali są również w tworzeniu literatury historycznej, czego przykładem jest Ogród Afrodyty. Cieszy mnie bardzo, że co pewien czas odkrywam kolejnych utalentowanych polskich pisarzy, którzy nie boją się złapać za pióro i nakreślić porywającą opowieść z historią w tle. Tak naprawdę nie jest sztuką napisać książkę, której bohaterka zmęczona życiem będzie szukać pocieszenia i nowej drogi w jakimś górskim pensjonacie. Sztuką jest przekopać tomy książek, wybrać z nich to, co wydaje się najbardziej sensowne i godne uwagi, a potem na tej podstawie stworzyć własną oryginalną historię. Zawsze mam wielki szacunek dla pisarzy tworzących powieści historyczne, ponieważ praca jaką wkładają w napisanie książki nie zajmuje tygodni, a miesiące, zaś czasami nawet lata. Ewa Stachniak nad Ogrodem Afrodyty pracowała pięć lat! Pięć lat, które poświeciła na zbieranie materiałów i pisanie, aby rzetelnie oddać klimat przełomu XVIII i XIX wieku oraz perfekcyjnie nakreślić sylwetki swoich bohaterów.

I tak oto obok Renaty Czarneckiej i polskich klasyków tworzących powieści historyczne, do swojej listy ulubionych pisarzy, dopisuję również nazwisko Ewy Stachniak.







[1] J. Molenda, Sekrety alkowy „słodkiej Dudu”, czyli rzecz o Zofii Celice Clavone vel Witt-Potockiej [w:] Tajemnice polskich grobowców, Wyd. Bellona, Warszawa 2008 s. 224-225.
[2] Polska Biblioteka Internetowa – KLIK
[3] K. Łoza, Sekrety słodkiej Dudu [w:] Kurier Galicyjski, nr 13-14/2013, s. 36.