Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 listopada 2019

Zawsze chciałam napisać książkę o pięknym wybrzeżu Oregonu...




ROZMOWA Z IRENE HANNON


Irene Hannon jest bestselerową i wielokrotnie nagradzaną autorką. Napisała ponad pięćdziesiąt powieści, wśród których są romanse z wątkiem sensacyjnym, współczesne romanse oraz powieści typowo kobiece. Irene posiada tytuł licencjata z psychologii i magistra z dziennikarstwa. Przez wiele lat pracowała na dwóch etatach, aż w końcu zrezygnowała ze stanowiska dyrektora ds. komunikacji korporacyjnej w firmie Fortune 500, aby zostać pełnoetatową pisarką. Wszystkie jej powieści charakteryzuje światopogląd chrześcijański. W wolnym czasie lubi gotować, uprawiać ogród i śpiewać. Jako wykwalifikowana wokalistka śpiewała główne role w wielu musicalach. Jest także solistką w swoim kościele parafialnym. Kiedy nie jest zajęta, wówczas wraz z mężem podróżuje, w sobotnie poranki chodzi do ulubionej kawiarni i spędza czas z rodziną. Mieszkają w Missouri. W Polsce możemy przeczytać trzy jej książki: „Pewnego lata”, „Tej idealnej wiosny” i  „Przystań Nadziei”.



Agnes Anne Rose: Witam Cię bardzo serdecznie, Irene, i dziękuję, że poświęciłaś czas, aby dzisiaj ze mną porozmawiać. Czy zawsze uważałaś siebie za pisarkę? Możesz opowiedzieć coś o swojej drodze wydawniczej?

Irene Hannon: Cieszę się, że tutaj jestem! Tak, zawsze uważałam się za pisarkę. Myślę, że pisarzem człowiek się rodzi, a nie jest stworzony, natomiast pisanie, jak każdy inny talent, jest darem. Niemniej, w młodości nigdy nie uważałam pisania powieści jako realny wybór swojej kariery. Wszyscy wiedzą, jak trudno jest zarabiać na życie w jakiejkolwiek twórczej dziedzinie, a ja nie chciałam się martwić tym, że nie będę mieć wystarczająco dużo pieniędzy na życie. Po skończeniu studiów dziennikarskich podjęłam pracę w świecie biznesu, gdzie pisałam codziennie i wtedy nocami zaczęłam pisać książki. Sprzedaż mojej pierwszej książki zajęła dużo czasu, a po drodze było wiele niepowodzeń. Mimo to nadal pisałam i ostatecznie osiągnęłam sukces, który pozwolił mi porzucić korporacyjny świat i pisać w pełnym wymiarze godzin.

AAR: Kim byli ludzie, którzy Cię zachęcali i dostrzegali w Twoim pisaniu potencjał?

IH: Na początku to moi rodzice byli dla mnie największym wsparciem. Uwierzyli we mnie, co dało mi pewność, że mogę spróbować. Mój tata wciąż mnie zachęca i wiem, że moja mama czuwa nade mną z nieba. Pierwszą osobą, która przekonała mnie, że posiadam poważny potencjał, była moja nauczycielka języka angielskiego w szkole średniej. Była również pasjonatką siły języka i to ona przekazała mi tę pasję.

AAR: Jak wspomniałam wyżej, fabuła Twoich książek opiera się na światopoglądzie chrześcijańskim. Co sprawiło, że zdecydowałaś się tworzyć beletrystykę chrześcijańską?

IH: Dwie rzeczy. Po pierwsze, zawsze wierzyłam, że można opowiadać ciekawe historie bez wulgaryzmów, jawnej przemocy lub scen łóżkowych. Beletrystyka chrześcijańska jest idealnym domem dla tego rodzaju opowieści. Lubię ten gatunek, ponieważ jest pełen nadziei i koncentruje się na rzeczach, które naprawdę mają znaczenie. Pomimo tego, element wiary w moich książkach wydaje się niewielki. Zazwyczaj pokazuję bohaterów, którzy żyją w wierze, a nie o niej mówią, lecz jasne jest, że ich przekonania wpływają na wszystkie ich wybory.

AAR: W jaki sposób sprawiasz, by opowieść stała się wiarygodna, szczególnie kiedy osobiście nie zetknęłaś się z trudnościami, które przeżyli Twoi bohaterowie?

IH: Pomagają mi moje studia psychologiczne. Podobnie jak moja praca sceniczna, która wymaga ode mnie odgrywania różnych ról i stawania się inną osobą. Podsumowując, empatia jest tutaj kluczem. Musisz postawić się w roli bohatera i postarać się wyobrazić sobie, co on czuje. W dużej mierze pomaga także czytanie, ponieważ istnieje wielu wspaniałych autorów, którzy stworzyli postacie, które pomagają nam lepiej zrozumieć ogrom różnych doświadczeń i wyzwań.

Wydawnictwo Replika
tłum. Piotr Kuś
AAR: A teraz porozmawiajmy o książkach, które zostały opublikowane w Polsce. Pierwszą z nich jest „Pewnego lata”. Powieść została wydana w 2013 roku. Według polskich recenzentów jest to piękna opowieść o sile wiary i relacji międzyludzkich, jak również zadziwiającym splocie wydarzeń, który pewnego lata zetknął ze sobą losy kilkorga ludzi. Czy mogłabyś powiedzieć nam, co zainspirowało Cię do napisania tej książki?

IH: Chciałam napisać książkę o uzdrowieniu relacji pomiędzy rodzeństwem. Stworzyłam więc historię, w której dwie bardzo różniące się od siebie siostry i żyjące przez dość długi czas z dala od siebie, spotykają się pewnego lata, aby poradzić sobie z kryzysem rodzinnym. Trzeba przezwyciężyć urazę, wzajemną rywalizację i bolesną przeszłość. Przesłanie, które chciałam zawrzeć jest takie, że nigdy nie jest za późno, aby naprawić krzywdy i zacząć wszystko od nowa, i że przebaczenie win z przeszłości stanowi często klucz do lepszej przyszłości.

AAR: Twoja kolejna książka, zatytułowana „Tej idealnej wiosny”, została opublikowana w Polsce w 2014 roku. Niektórzy polscy czytelnicy mówią, że jest to przyjemna lektura o sile modlitwy i wiary w to, że nasze losy są zapisane przez jakąś siłę wyższą i wszystko, co się dzieje z ludźmi prowadzi ich ku temu, co jest im przeznaczone. Czy mogłabyś powiedzieć nam, jak wspominasz pracę nad tą książką?

IH: „Tej idealnej wiosny” zaczyna się od listu małej dziewczynki, w którym prosi biznesmena filantropa o pomoc w zaplanowaniu urodzinowej niespodzianki dla swojego starszego sąsiada. Ostatecznie ten prosty gest dobroci dotyka wielu ludzi i przynosi mnóstwo błogosławieństwa. Jednym z przesłań tej książki jest to, że wszystko, co robimy może wywołać efekt fali i że łaska może wejść w nasze życie w najbardziej nieoczekiwany sposób. To piękna, podnosząca na duchu opowieść o drugich szansach i rozpoczynaniu wszystkiego od nowa.

AAR: Kilka tygodni temu przeczytałam „Przystań Nadziei”, która została wydana w Polsce w zeszłym roku. Jestem pod wielkim wrażeniem tej powieści. Nie mogę o niej zapomnieć. Pozwól, że zapytam, jak pojawił się pomysł opowiedzenia historii Tracy i Michaela?

IH: Zawsze chciałam napisać książkę o pięknym wybrzeżu Oregonu, więc kilka lat temu pojechałam tam, aby zebrać materiały na temat miejsca akcji. Jedną z roślin uprawianych w Oregonie jest żurawina. Postanowiłam więc stworzyć bohaterkę, która jest właścicielką rodzinnej farmy żurawinowej przeżywającej trudności finansowe. Towarzyszy jej także głęboki smutek. Michael przybywa do Przystani Nadziei w poszukiwaniu odpowiedzi… i odkupienia. Ukrywa tę bolesną tajemnicę i głęboki żal. Chciałam zabrać czytelników w podróż z tymi dwiema zranionymi duszami, które znajdują uzdrowienie, nadzieję i miłość. Jest też druga historia o starszej kobiecie, która ma pretensje izolujące ją od wielu lat od otoczenia. Kluczową częścią tej historii jest obserwowanie jej transformacji, gdy zaczyna ona wchodzić w interakcje z Michaelem.

Wydawnictwo Replika
tłum. Monika Orłowska
AAR: Oprócz tych trzech książek, o których rozmawiałyśmy powyżej, napisałaś ich znacznie więcej. Czy mogłabyś wybrać jedną z nich i zarekomendować ją swoim polskim czytelnikom? Powiedz, dlaczego akurat ta.

IH: Poleciłabym jedną z książek pochodzących z serii „Przystań Nadziei”. Oprócz pierwszego tytułu – „Przystań Nadziei” – są jeszcze cztery… i co najmniej trzy w drodze. Cieszę się, że czytelnicy na całym świecie przyjęli to małe nadmorskie miasteczko w stanie Oregon. „Driftwood Bay”, najnowsza powieść z serii „Przystań Nadziei”, cieszy się szczególną popularnością. Każda historia jest autonomiczna, ale we wszystkich pojawia się kilka drugorzędnych postaci, jak Floyd i Gladys, moja para mew; przekomarzający się duchowni z dwóch kościołów w mieście; oraz Charley Lopez, artysta prowadzący stoisko z taco na nabrzeżu. Zapraszam wszystkich czytelników tej strony do odwiedzenia Przystani Nadziei i poznania ich!

AAR: Jaka jest najbardziej zaskakująca rzecz, którą odkryłaś podczas pisania książki/książek?

IH: To, że pisanie nigdy nie staje się łatwiejsze. Ludzie, którzy nie są pisarzami, nie zawsze to rozumieją. Ale prawda jest taka, że im dłużej to robię, tym jest mi trudniej. To dlatego, że chcę, aby każda książka była lepsza od poprzedniej, więc zawsze staram się ją ulepszać. I z każdą książką, którą piszę uczę się czegoś nowego.

AAR: Czy wśród bohaterów, których stworzyłaś, masz swojego ulubionego? Jeśli tak, to który? I co czyni go tak wyjątkowym?

IH: Uwielbiam wszystkie moje postacie, ale ulubionym bohaterem czytelników jest Charley Lopez, czyli postać z „Przystani Nadziei”, o której wspomniałam powyżej. On zawsze ma do powiedzenia coś mądrego i wydaje się, że dużo wie o innych. Dostałam od czytelników więcej komentarzy dotyczących tej postaci, niż na temat wszystkich innych moich bohaterów razem wziętych i pojawiających się w pozostałych książkach.

AAR: Twoja najnowsza książka „Dark Ambitions” została wydana w październiku. Jest to trzecia część serii zatytułowanej „Code of Honor”. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej na temat tej powieści i całej serii?

IH: Pisząc skupiam się na dwóch gatunkach – współczesnym romansie i romansie z wątkiem sensacyjnym. „Dark Ambitions” to powieść trzymająca w napięciu. Seria „Code of Honor” przedstawia troje przyjaciół z dzieciństwa pochodzących z trudnych środowisk, których więź w miarę upływu czasu… i grożącego im niebezpieczeństwa jeszcze bardziej się umocniła. Będąc dziećmi przysięgli sobie, że uczynią świat lepszym, i to jest ten kod, według którego żyją – stąd wziął się tytuł serii. „Dark Ambitions” to trzecia książka z serii, która opowiada o byłym pilocie wojskowym, który obecnie prowadzi obóz dla przybranych dzieci. Historia zaczyna się, gdy w obozie odkryty zostaje ślad krwi na śniegu. Wtedy były pilot wynajmuje prywatnego detektywa, aby ten pomógł mu rozwiązać zagadkę śladu krwi. Lecz im bardziej zagłębiają się w sprawę, tym większe grozi im niebezpieczeństwo, ponieważ ktoś nie chce, aby prawda została odkryta. Jest to historia trzymająca w napięciu z zakończeniem, którego większość czytelników nie jest w stanie przewidzieć. I jak w przypadku wszystkich moich książek tworzących serie, tutaj też każda jest autonomiczna. Nie ma wątków fabularnych, które przenoszą się z książki na książkę.

Wydawnictwo Dreams
tłum. Emilia Niedzieska
AAR: Czy mogłabyś zdradzić nam, jaki jest styl Twojej pracy? Czy jesteś planistką, czy piszesz to, co akurat przyjdzie Ci do głowy?

IH: Trochę i jedno, i drugie. Przed rozpoczęciem pisania spędzam sporo czasu na poznawaniu swoich postaci i kreśleniu podstawowej fabuły. Na wczesnym etapie robię też dużo badań. Gdy zaczynam pisać, pozwalam, aby to historia przejęła kontrolę. Nie mam jednak ani konspektu, ani nawet planu pisania sceny po scenie.

AAR: Napisałaś więcej niż pięćdziesiąt książek. Czy kiedykolwiek ogarniały Cię jakieś wątpliwości?

IH: Często – szczególnie wtedy, gdy próbuję wymyślić, dokąd udać się ze swoją kolejną książką. Ten etap wydaje mi się bardzo bezproduktywny, ponieważ na stronie nie pojawiają się żadne słowa. A zatem myślę. Wiem, że to część mojego pisarskiego procesu, ale czasami myślę, że wątki tej historii nigdy nie połączą się ze sobą lub że nie wpadnę na naprawdę sugestywny pomysł. Mój mąż mógłby opowiedzieć Ci o tych wątpliwościach, ponieważ to on musi tego słuchać!

AAR: Jak wspomniałam wyżej, jesteś autorką otrzymującą szereg nagród. Na przykład siedmiokrotnie byłaś finalistką nagrody RITA, a trzy razy ją zdobyłaś. Ta nagroda uważana jest za Oscara w dziedzinie romansów. Ale zdobyłaś także znacznie więcej nagród. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej na ich temat?

IH: Miałam szczęście, że moja praca została doceniona wieloma nagrodami, wśród których znalazły się także National Readers’ Choice, Daphne du Maurier Award, Retailers’ Choice, Booksellers’ Best, Carol Award i Reviewers’ Choice. Ta ostatnia przyznawana jest przez magazyn RT Book Reviews.  Nagroda za całokształt twórczości przyznawana przez RT Book Reviews dotyczyła całego mojego dorobku literackiego i była dla mnie wyjątkowa. Lecz ta, która ma dla mnie największe znaczenie wprowadziła mnie do galerii sław amerykańskich pisarzy. Dzieje się tak po trzykrotnym zdobyciu nagrody RITA w tej samej kategorii, a tylko szesnastu autorów dokonało tego w prawie czterdziestoletniej historii organizacji.

AAR: Co oznacza dla Ciebie sukces literacki? W jaki sposób zmienił on Twoje życie?

IH: Ogromnym błogosławieństwem okazało się zarabianie na życie dzięki pisaniu powieści. Pracuję przez wiele godzin, ale mój harmonogram dnia jest znacznie bardziej elastyczny, niż wtedy, gdy pracowałam w korporacji. Tak więc od czasu do czasu wraz z mężem możemy wymknąć się na lunch do uroczego miejsca na wsi. Poza tym moje życie nie zmieniło się tak bardzo, ponieważ moje priorytety są takie same… wiara, rodzina i pisanie. Mój mąż i ja mieszkamy w tym samym domu, który kupiliśmy po ślubie, na długo zanim odniosłam duży literacki sukces. Udzielam więcej wywiadów i mam więcej spotkań autorskich, niż kiedyś, ale kiedy jestem w domu (to moje ulubione miejsce), jestem tą samą Irene, którą zawsze byłam. Nigdy nie potrzebuję rzeczy materialnych do tego, aby być szczęśliwą, i chociaż cieszę się chwilami splendoru, który zawdzięczam swojemu sukcesowi, cieszę się, że większość dni spędzam w spokoju i kameralnie.

AAR: Na koniec chciałabym zapytać Cię, czy obecnie nad czymś pracujesz. Czy mogłabyś podzielić się tym ze swoimi czytelnikami?  

IH: Zawsze pracuję nad jakąś książką. W kwietniu ukaże się szósta część serii „Przystań Nadziei”. Jej tytuł to „Starfish Pier”. Przyszłej jesieni rozpocznę nową serię romansów z wątkiem sensacyjnym, w której udział biorą trzy siostry zaangażowane w poszukiwanie prawdy. Ta seria nosi tytuł „Triple Threat”, a jej pierwsza część zatytułowana jest „Point of Danger”. Tak więc przede mną wiele powieści!

AAR: Irene, bardzo dziękuję Ci za tę miłą rozmowę. To była dla mnie ogromna przyjemność móc z Tobą porozmawiać. Czy jest coś, co chciałabyś dodać albo powiedzieć swoim polskim czytelnikom?

IH: Cieszę się, że kilka moich książek zostało przetłumaczonych na język polski i mam nadzieję, że w przyszłości zostaną przetłumaczone kolejne. Dziękuję wszystkim, którzy czytali lub kupili moje książki wydane w języku polskim. Tych, którzy czytają po angielsku zapraszam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku (https://www.facebook.com/Irene-Hannon-426433004084567/), gdzie prawie codziennie rozmawiam z czytelnikami. Natomiast moja strona internetowa (www.irenehannon.com) zawiera więcej informacji na temat wszystkich moich książek i mojej przeszłości. Dziękuję, Agnieszko, za zaproszenie. Było mi bardzo miło!




Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose




Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj
If you want to read this interview in English, please click here. 






sobota, 16 grudnia 2017

Katrina Shawver – „Henry: A Polish Swimmer’s True Story of Friendship from Auschwitz to America”








Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. 
Dziękuję!



Wydawnictwo: Köehler Books
Virginia Beach 2017




Kraków był jednym z miast, które w czasie drugiej wojny światowej poważnie ucierpiały z uwagi na straty w ludziach. Podczas gdy takie miasta, jak Warszawa, Poznań, Białystok, Gdańsk czy Elbląg zostały praktycznie zrównane z ziemią, cierpiąc z powodu kolejnych marszów wrogich wojsk oraz długotrwałej okupacji hitlerowskiej, Kraków będący największym i najważniejszym miastem południowej Polski, pozostał niemalże nietknięty. Możliwe, że sytuacja ta wynikała z tego, iż Niemcy pragnęli zapewnić mu pewną ochronę, gdyż ustanowili tam główną siedzibę nazistowskiego rządu generalnego. Innymi słowy miasto zostało przejęte przez hitlerowców, stając się stolicą pseudo-państwa, które obejmowało wówczas południowo-wschodnią połowę dzisiejszej Polski oraz południową część obecnej Ukrainy. Przedsięwzięcie to kontrolował Hans Frank (1900-1946), który po wojnie został uznany zbrodniarzem wojennym i stracony w Norymberdze. Za swą pierwszą bazę Hans Frank obrał sobie Wawel, czyli dawną siedzibę polskich królów. Tak więc pomimo że architektura Krakowa nie została zniszczona w czasie wojny, tak jak miało to miejsce na przykład w Warszawie, to jednak tego samego nie można powiedzieć o kulturze miasta i jego mieszkańcach.

Już na samym początku wojny Niemcy zdecydowali, że nie zamierzają dzielić miasta z ludnością żydowską. Trzeba wiedzieć, że przed wybuchem wojny, w Krakowie żyło sześćdziesiąt tysięcy Żydów, co stanowiło jedną czwartą całej populacji. Niemiecka okupacja Krakowa rozpoczęła się w dniu 6 września 1939 roku. Wtedy też hitlerowcy zlikwidowali społeczną organizację żydowską i powołali swoją własną, która miała za zadanie zająć się sprawą nie tylko krakowskich Żydów, ale także tych mieszkających na terenie całego kraju. Mowa oczywiście o Żydowskiej Radzie Starszych (z niem. Judenrat). W kwietniu 1940 roku wydano rozkaz, aby Żydzi opuścili Kraków w ciągu najbliższych czterech miesięcy. W tym okresie z miasta ewakuowano trzydzieści pięć tysięcy ludności żydowskiej, wciąż pozostawiając piętnaście tysięcy. Od tamtej pory Kraków stał się stolicą Polski okupowanej przez hitlerowców.

W marcu 1941 roku Niemcy wybudowali getto w dzielnicy Podgórze, na południe od Wisły, w którym zamieszkało dwadzieścia tysięcy Żydów, w tym również Żydów z okolicznych gmin. Bardzo szybko getto stało się miejscem, gdzie ludzie umierali z głodu, a z powodu przeludnienia rozprzestrzeniały się także śmiertelne choroby, nie mówiąc już o niewyobrażalnej brutalności Niemców, którzy mordowali Żydów, kiedy tylko przyszła im na to ochota. Masowe deportacje z getta rozpoczęły się w czerwcu 1942 roku. Wtedy to pięć tysięcy Żydów zostało wysłanych do obozu śmierci w Bełżcu. Z kolei w październiku 1942 roku do Bełżca wywieziono kolejne sześć tysięcy Żydów. Podczas tej akcji naziści rozstrzelali tych, którzy przebywali w szpitalu, domu starców, a także dzieci z sierocińca. W samym getcie śmierć poniosło około kilkuset Żydów. Likwidacją getta zajął się Amon Göth (1908-1946), wysyłając ludzi zdolnych do pracy do nazistowskiego obozu w Płaszowie, zaś innych rozkazywał mordować na ulicach lub w ich domach, a resztę wysyłać na pewną śmierć do Auschwitz. 


Esesmani przed bramą nazistowskiego obozu śmierci w Bełżcu (1942)


Już na samym początku wojny Kraków stracił wielu swoich czołowych myślicieli, a stało się to wówczas, gdy Niemcy aresztowali profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Było to 6 listopada 1939 roku. Profesorowie zostali wysłani do niemieckich obozów koncentracyjnych. Polacy, którzy pozostali w Krakowie każdego dnia byli świadkami tego, jak bardzo zmieniło się ich miasto. Sklepy, domy i generalnie całe dzielnice zostały przejęte przez nazistów. Nawet krakowski Rynek utracił swoją nazwę, gdyż został przemianowany na Adolf Hitler Platz. Przez całą wojnę widoczny był opór ze strony krakowian. W mieście działała Armia Krajowa, która planowała tutaj powstanie, które miało być podobne do tego, jakie w sierpniu 1944 roku wybuchło w Warszawie. Ostatecznie decyzja o powstaniu została jednak odwołana, a stało się tak dlatego, iż siły hitlerowskie były tam zbyt duże, podczas gdy wielu młodych i zdolnych do walki krakowian zostało aresztowanych. Brakowało także broni, której można byłoby użyć w ewentualnym powstaniu.

Nie bez powodu przybliżyłam realia, jakie panowały w Krakowie w czasie drugiej wojny światowej. Zrobiłam to dlatego, iż bohater niezwykłej biografii autorstwa amerykańskiej dziennikarki Katriny Shawver był związany właśnie z Krakowem. To tam się urodził, tam dorastał i tam został aresztowany przez Niemców, a potem zamknięty w więzieniu mieszczącym się przy ulicy Montelupich. Miejsce to początkowo pełniło funkcję koszar wojskowych, a znajdowało się w budynku, który od XVI wieku należał do włoskiej rodziny kupiecko-bankierskiej Montelupich. Z kolei w 1905 roku władze austriackie zdecydowały, że będzie tam sąd wojskowy, który wcześniej znajdował się na Wawelu. Potem sąd przekształcono w więzienie. Podczas drugiej wojny światowej w budynku tym znajdowało się hitlerowskie więzienie policyjne, nad którym kontrolę sprawowało Gestapo. W latach 1940-1944 więzionych było tam około pięćdziesiąt tysięcy osób.


Więźniowie z Więzienia Montelupich w 1939 roku


Życie Henryka Zgudy (1917-2003) zapowiadało się naprawdę wspaniale. Był świetnym pływakiem oraz piłkarzem wodnym, a także znał języki obce. Gdyby nie wybuch wojny, wówczas możliwe, że jego życie potoczyłoby się zgoła inaczej. W 1942 roku został aresztowany przez Niemców i uwięziony we wspomnianym wyżej więzieniu przy ulicy Montelupich. Potem został wywieziony do Auschwitz, a stamtąd trafił do nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Buchenwald, który funkcjonował od lipca 1937 roku aż do końca wojny. Henryk Zguda przebywał także w niemieckim obozie w Flossenbürg. Przeżył również dramatyczny marsz śmierci, trafiając w końcu do Dachau, gdzie pod koniec wojny został wyzwolony. Życie w powojennej komunistycznej Polsce też nie było łatwe. Nowe władze rozpoczęły masowe prześladowania, których nie uniknął również Henryk. Ostatecznie udało mu się wyemigrować do Ameryki, gdzie poślubił miłość swojego życia i tam zmarł w 2003 roku, mając osiemdziesiąt sześć lat. Nigdy nie zapomniał jednak o pływaniu. Emigracja do Stanów Zjednoczonych była dla niego swego rodzaju ucieczką od świata, który nie był już tym samym, jaki Henryk pamiętał sprzed wojny. Trzeba pamiętać, że nie osiągnąłby tego wszystkiego, gdyby nie przyjaciele, na których mógł liczyć w każdej chwili.

Książka Katriny Shawver to niezwykła relacja o człowieku, który przeżył pomimo ogromnego okrucieństwa, jakie obecne było w nazistowskich obozach koncentracyjnych. Podczas pisania Autorka zadbała o każdy szczegół. Na kartach książki czytelnik poznaje Henryka, który był naprawdę niezwykłym człowiekiem. Do tego dochodzi jeszcze historia tak tragiczna, że można być niemal pewnym, iż z tego piekła nie ma już powrotu do normalnego życia. Katrina Shawver w niesamowicie interesujący sposób ukazuje losy Henryka Zgudy, a całość wzbogacają dodatkowo liczne fotografie. Biografia powstała w oparciu o serię wywiadów, jakie autorka przeprowadziła z Henrykiem Zgudą w latach 2002-2003, czyli tuż przed jego śmiercią. Tak sobie myślę, że jakaś niewidzialna siła musiała kierować tym, że Katrina Shawver mogła spotkać się jeszcze z Henrykiem, aby móc spisać jego wspomnienia, które tak naprawdę są hołdem złożonym wszystkim, którzy tę straszną wojnę przeżyli, a także jej śmiertelnym ofiarom. Takich książek powinno powstawać jak najwięcej, choć z każdym rokiem jest to coraz trudniejsze, ponieważ naocznych świadków tamtych wydarzeń jest już coraz mniej.


Katrina Shawver & Henry Zguda w 2003 roku


Na kartach książki czytelnik poznaje nie tylko wydarzenia, które miały miejsce w życiu Henryka Zgudy, ale także może przeczytać, jak bardzo emocjonalnie do pisania o nich podeszła sama Autorka. Tak więc nie brak również jej własnych spostrzeżeń i uwag. Poza tym czytelnik dowie się też, jak wyglądała Polska przed wojną, zanim Adolf Hitler (1889-1945) postanowił zniszczyć nie tylko kraj, ale przede wszystkim ludzi w nim żyjących. Bohater książki to naprawdę piękna postać niezależnie od tego, jakiego fragmentu życia dotyczy jego opowieść. Bardzo często Henryk wspomina o niezwykłej wewnętrznej sile, która pomagała mu przetrwać najgorsze chwile jego życia. Niektórych może dziwić fakt, iż pomimo wszechobecnego terroru, nigdy nie narzekał na swój los, choć to wcale nie oznacza, że go akceptował. Możliwe, że wynikało to z jego ogromnego pragnienia życia. Właśnie to pragnienie dodawało mu sił, aby przeżyć każdy kolejny dzień. Historia Henryka, choć tragiczna, to jednak daje nadzieję i podnosi na duchu.

Na świecie żyje wielu ludzi, którzy tak naprawdę wciąż niewiele wiedzą o okrucieństwie drugiej wojny światowej. Nie do końca rozumieją także na czym polegał Holokaust. Dlatego też ta książka może być dla nich doskonałym źródłem informacji wypełniających luki w ich wiedzy historycznej. Nie mam słów, aby wyrazić swoje emocje po przeczytaniu tej książki. Ze swej strony mogę być tylko wdzięczna Autorce, że podjęła się tak trudnego tematu. Dla Polaków bardzo ważne jest to, by świat dowiedział się o tym, jak wielki dramat przeżyliśmy, kiedy 1 września 1939 roku hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę. Ale przecież to nie wszystko, bo kilkanaście dni później (17 września) to samo zrobił Związek Sowiecki na czele z Józefem Stalinem (1878-1953). Polecam zatem książkę Katriny Shawver każdemu, kto pragnie poznać niezwykłą historię człowieka, który przeżył piekło, a mimo to nigdy się nie poddał i nie stracił wiary w ludzi.





Email: katrina@katrinashawver.com
Strona internetowa Autorki:  katrinashawver.com
HENRYK na Book Depository: Click here
HENRYK na Amazon UK: Click here


Jeśli chcesz przeczytać tę recenzję w języku angielskim, kliknij tutaj.
If you wanto to read this review in English, please click here. 







sobota, 29 kwietnia 2017

Nora Roberts – „Zamek Calhounów. Rodzinne szmaragdy” # 2












Wydawnictwo: HARLEQUIN ENTERPRISES
Warszawa 2006
Tytuł oryginału: For the Love of Lilah 
& Suzanna’s Surrender  
Przekład: Alina Patkowska




Mury rezydencji Towers kryją w sobie naprawdę wiele. To one przed osiemdziesięciu laty były świadkami tragedii, jaka rozegrała się w posiadłości. Gdyby potrafiły mówić, wówczas na pewno opowiedziałyby o tym, jak bardzo cierpiała ówczesna pani na zamku, Bianca Calhoun, która nieszczęśliwie wyszła za mąż za tyrana, pragnącego jedynie pomnażać swój majątek. Trzeba bowiem przyznać, że Fergus Calhoun dopiął swego i spełnił marzenie, które spędzało mu sen z powiek przez wiele lat. Pragnął zostać bogatym właścicielem ziemskim i tak się stało. W swoim dążeniu do celu nie brał jednak pod uwagę tego, że przy okazji krzywdzi ludzi, którzy go otaczają i którzy są mu najbliżsi. Każdego dnia tyranizował swoją piękną żonę i niewinne dzieci pragnące jedynie żyć tak, jak robią to ich rówieśnicy. Można więc śmiało rzec, że ojciec odebrał im dzieciństwo i zastraszył tak bardzo, że w pewnym momencie zapomniały o tym, że przecież mogą być szczęśliwe.

Historia nieszczęśliwego życia Bianki Calhoun wcale nie skończyła się w chwili jej tragicznej śmierci. Mury zamku znów ożywają i próbują przekazać potomkom Bianki i Fergusa to, o czym zapomniano na długie lata. W amerykańskim miasteczku Bar Harbor panuje wielkie poruszenie, bo oto do prasy przedostała się informacja o rzekomych szmaragdach wartych fortunę, których właścicielką była Bianca Calhoun. Te cenne klejnoty kobieta otrzymała od swojego męża jako zapłatę za to, że urodziła mu dziedzica. Nieważne, że przed chłopcem na świat przyszła dziewczynka. To Ethan liczył się najbardziej. Nawet młodszy syn nie był już tak bardzo hołubiony przez ojca. Niestety, w chwili śmierci Bianki w 1913 roku zniknęły również szmaragdy i przez długie osiemdziesiąt lat nikt tak naprawdę nie miał pojęcia, gdzie się podziały i gdzie należałoby ich szukać. Dopiero cztery prawnuczki Bianki i Fergusa na czele z ekscentryczną ciotką o imieniu Coco rozpoczynają poszukiwania klejnotów.

Wydanie z 2012 roku
Wyd. HarperCollins Polska
tłum. Alina Patkowska
Jak wspomniałam wyżej, wieść o szmaragdach przedostaje się do mediów, więc nie dziwi fakt, że budzą one powszechne zainteresowanie, szczególnie wśród tych, którzy chcieliby się wzbogacić tanim kosztem. Są więc tacy, którzy już kalkulują, ile tak naprawdę warte są klejnoty i ile będą mogli na nich zarobić. Najpierw trzeba jednak je zdobyć, a to nie jest już takie proste. Tak więc przestępcy wciąż kombinują, co by tu zrobić, aby wejść w posiadanie szmaragdów Calhounów. Dochodzi nawet do tego, że padają strzały, a jedna z sióstr chyba tylko cudem uchodzi z życiem. Lecz na tym nie koniec. Okazuje się, że tak naprawdę jest to dopiero początek walki nie tylko o uratowanie zamku, który zdążył popaść w ruinę, ale także klejnotów, które jednocześnie są drogą ku poznaniu prawdy o małżeństwie Bianki i Fergusa, a także o tajemniczych okolicznościach śmierci kobiety.




Lilah vel Szmaragdowy sen
(tytuł oryginału: For the Love of Lilah)


Lilah Calhoun to kobieta obdarzona nieprzeciętnymi zdolnościami. Możliwe, że odziedziczyła je po ciotce Coco, która przecież od wielu lat interesuje się światem nadprzyrodzonym, często organizując nawet seanse spirytystyczne. Oczywiście nie do każdego ta forma kontaktu z duchami przemawia, ale Coco jest tak bardzo przekonująca w swym działaniu, że nawet największy przeciwnik seansów w końcu ustępuje i bierze w nich udział. Lilah nie organizuje seansów, ani też nie rozmawia z duchami, ale potrafi świetnie odczytywać aurę ludzi, z którymi styka ją los. Dziewczyna wie, kto jest dobrym, a kto złym człowiekiem. To bardzo pomaga jej w podejmowaniu decyzji, a w dodatku wie, komu powinna ufać, a komu nie.

Wydanie z 2001 roku
Wyd. HARLEQUIN
tłum. Alina Patkowska
Oprócz powyższej zdolności, Lilah przeczuwa również nadejście sytuacji kryzysowych albo wręcz nieszczęść. Panna Calhoun jakimś wewnętrznym i tylko jej znanym głosem potrafi przewidzieć, że zbliża się coś złego i dlatego czasami jest w stanie zapobiec tragedii. Tak więc pewnego wieczoru dziewczyna wyraźnie czuje niepokój. Jej stan nie ma bynajmniej związku ze zbliżającą się burzą. To coś znacznie więcej. Pomimo grzmotów i błyskawic udaje się zatem na plażę, ponieważ czuje, że to właśnie tam rozegra się jakiś dramat. Oczywiście ma rację. W pewnym momencie dziewczyna widzi, jak za burtę statku wypada ciało. Okazuje się, że to mężczyzna, któremu należy natychmiast pośpieszyć z pomocą. Przynajmniej tak wewnętrznie czuje Lilah. Oczywiście kobieta nie waha się ani sekundy. Ostatecznie holuje mężczyznę do brzegu, a potem wzywa na pomoc swojego szwagra i przyszłego męża Amandy, o której była mowa w Rezydencji.

Kiedy już nieznajomy mężczyzna jest na tyle silny, że można nawiązać z nim kontakt, okazuje się, że to niejaki Max Quartermain. To naukowiec, który został wynajęty do zbadania dokumentów ukradzionych wcześniej z Towers. Zatrudnił go bandyta, o którym była mowa w poprzedniej części tej historii. Max twierdzi, że podejmując tę pracę nie był niczego świadomy, a o całym przekręcie dowiedział się dopiero, będąc na statku i zajmując się papierami dotyczącymi przeszłości Calhounów. Czy zatem można mu wierzyć? Czy mężczyzna mówi prawdę? A może to jakiś szpieg, którego w rzekomo dramatycznych okolicznościach wysłano do rezydencji, aby tam wkradł się w łaski jej mieszkańców? Ale czy w takiej sytuacji ktoś strzelałby do niego, prawie go zabijając? Trzeba też dodać, że Max jest nieziemsko przystojny, a Lilah też nie jest ze stali. Pomiędzy nimi praktycznie od pierwszej chwili rodzi się uczucie. Tylko czy Lilah może ufać mężczyźnie, skoro wiadomo już, że pracował dla wroga?



Suzanna vel Na zawsze twój
(tytuł oryginału: Suzanna’s Surrender)


Suzanna Calhoun Dumont to czwarta z prawnuczek Bianki i Fergusa. Pomimo że ma dopiero dwadzieścia osiem lat, to jednak życie jej nie oszczędzało. Jako bardzo młoda dziewczyna wyszła za mąż za prawnika nie tylko o nieprzeciętnej sławie, ale także i ambicjach. Dość szybko okazało się, że Baxter ożenił się z nią jedynie dla pieniędzy, a gdy wyszło na jaw, że jednak tego majątku będzie niewiele, wówczas stworzył swojej żonie istne piekło. Nie pomogło nawet to, że urodziła mu dwoje dzieci, w tym syna, co przecież dla mężczyzny takiego, jak Bax nie jest bez znaczenia. Tak więc Suzanna po licznych upokorzeniach postanowiła wreszcie odejść. A zatem zabrała dzieci i to, co uważała, że prawnie jej się należy, i wróciła do Towers. Oczywiście w rezydencji znalazła wszystko to, czego brakowało jej w domu męża w Bostonie, czyli miłość i wsparcie, a także opiekę nad dziećmi. Dopiero po rozwodzie kobieta zaczęła z nadzieją patrzeć w przyszłość. Czy jednak taka sytuacja będzie trwać wiecznie?

Wydanie z 2001 roku
Wyd. HARLEQUIN
tłum. Alina Patkowska
Ponieważ w Towers odbywają się aktywne poszukiwania szmaragdów prababki Bianki, a do całej tej historii zaangażowani zostali już praktycznie wszyscy mieszkańcy posiadłości, Suzanna również musi wnieść swój wkład w to przedsięwzięcie. Szybko okazuje się, że niedaleko rezydencji, w domku tuż przy plaży, mieszka niejaki Holt Bradford. To były policjant, który w pewnym momencie swojego życia uznał, że jeśli dalej będzie tkwił w zawodzie, wówczas albo skończy tak, jak ci, których tropi każdego dnia, albo po prostu ktoś, kiedyś wbije mu nóż w plecy i nie będzie już wtedy dla niego żadnego ratunku. Aby tego uniknąć, mężczyzna postanowił więc zamieszkać w domku swojego nieżyjącego od lat dziadka. Holt był bardzo zżyty z Christianem i stale go wspomina. Często przesiaduje w pracowni dziadka i wyobraża go sobie przy sztalugach, jak ten maluje piękne obrazy, z których można naprawdę wiele wyczytać. Chociaż w chwili śmierci dziadka Holt był dzieckiem, to jednak nie przeszkadza mu to czuć bliskość z najwspanialszą osobą, jaką spotkał w życiu.

Jaki zatem ma być wkład Suzanny w poszukiwanie klejnotów prababki? Otóż Holta Bradforda i Suzannę połączyło niegdyś pewne wydarzenie, lecz potem ta znajomość umarła śmiercią naturalną, a dziewczyna wyszła za mąż za Baxtera. A ponieważ Holt jest wnukiem mężczyzny, z którym Bianka Calhoun rzekomo zdradzała męża, na Suzannę spada obowiązek odnowienia tej znajomości i tym samym zasięgniecia informacji na temat romansu ich przodków. Czy zatem kobiecie uda się przełamać niechęć młodego Bradforda do jej osoby? Czy przeszłe urazy odejdą w niepamięć i dawni znajomi połączą siły, aby wreszcie poznać tajemnicę sprzed osiemdziesięciu lat? Jak bardzo ta sprawa zaważy na ich aktualnych relacjach? Czyżby – ku uciesze ciotki Coco – w powietrzu wisiał kolejny romans, a może nawet i ślub?

Podczas, gdy w Rezydencji czytelnik ma do czynienia z kobietami silnymi i uparcie dążącymi do celu, tak tutaj spotyka bohaterki, z których każda to zupełnie inna osobowość. O Lilah można powiedzieć, że buja w obłokach i jedyne, co ją interesuje to zasypianie o każdej porze i w każdym miejscu. Lecz pomiędzy tymi drzemkami jest również kobietą pracującą i pragnącą miłości. Nie chce jednak wiązać się z byle kim i czeka na tego jedynego, czyli przysłowiowego księcia z bajki. Bardzo aktywnie uczestniczy też w odkrywaniu tajemnicy śmierci Bianki Calhoun, z którą tak naprawdę czuje ogromną więź, szczególnie wtedy, gdy przebywa w wieży, z której wypadła jej prababka, kończąc swoje nieszczęśliwe życie.

Z kolei Suzanna to typowa kobieta z przeszłością. Ponieważ doznała tak wiele krzywd od byłego męża, teraz obawia się wejść w kolejny związek. Jedyną pociechą są dla niej dzieci, które kocha bezgranicznie i na samą myśl, że ktoś mógłby zrobić im coś złego cierpnie jej skóra. Choć nie mówi o tym głośno, to jednak nadal boi się swojego byłego męża. Ona wie, że Bax naprawdę wiele może. Przecież to wpływowy prawnik, który w każdej chwili może pociągnąć za odpowiednie sznurki i wtedy całe jej życie znów zamieni się w koszmar. Dlatego też zapomnienia szuka w ciężkiej pracy. To tam może wyładować całą swoją wściekłość i nie pamiętać o tym, co złe. Wiele wsparcia otrzymuje od rodziny i tych, którzy do tej rodziny weszli lub mają zamiar do niej dołączyć.


Holt Bradford po odejściu z policji zamieszkał w domku niedaleko Towers, 
który niegdyś należał do jego dziadka. Mężczyzna teraz zajmuje się naprawą łodzi,
a Suzanna próbuje sprawić, aby wokół domu było pięknie za sprawą krzewów i kwiatów.
Możliwe, że tak właśnie wyglądałby dom Holta, gdyby wyjąć go z kart powieści. 


Na kartach Rodzinnych szmaragdów pojawia się także dość ciekawa postać, a jest nią najstarsze dziecko Bianki i Fergusa. Kiedy rozgrywa się akcja powieści, czyli są to lata 90. XX wieku, kobieta jest staruszką, lecz to wcale nie oznacza, że pozbawioną zmysłów i logicznego myślenia. Wręcz przeciwnie. Colleen wciąż jest niesamowicie aktywna, a jej cięty język niejednego wyprowadził już z równowagi albo przyprawił o śmiech. Oczywiście wątek kryminalny nadal jest obecny i wygląda na to, że robi się coraz bardziej niebezpiecznie. Każdy może znaleźć się na celowniku wroga, a chciwość, która za tym stoi sprawia, że życie mieszkańców Towers jest naprawdę zagrożone. Wiele dobrego wnoszą do fabuły również pamiętniki Bianki i Christiana, z których czytelnik dowiaduje się, co tak naprawdę łączyło tych dwojga. Poznaje ich uczucia, a także motywy postępowania. Widzi też, jak bardzo zmieniło się ich życie, kiedy skrzyżowały się ich życiowe drogi.

Rodzinne szmaragdy to wcale nie koniec opowieści o klanie Calhounów. Jest to jedynie zakończenie historii czterech sióstr z Towers. Nora Roberts stworzyła bowiem jeszcze jedną powieść, której fabuła dotyczy jednej z bohaterek pojawiających się na kartach Rodzinnych szmaragdów i o której Autorka wspomina również w Rezydencji. Mowa oczywiście o Pomyślnych wiatrach, gdzie główną bohaterką jest Megan O'Riley, czyli siostra Sloana, który jest mężem Amandy. Ta kobieta również sporo przeszła i ma wiele wspólnego z Suzanną. O tym jednak opowiem za jakiś czas. 







poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Francine Rivers – „Rodowód Łaski. Batszeba” # 4












Wydawnictwo: AETOS MEDIA
Wrocław 2015
Tytuł oryginału: Unspoken: Bathsheba
Przekład: Marta Balon





Batszeba (?-po 970 p.n.e.) to jedna z żon izraelskiego króla Dawida (ok. 1040-ok. 970 p.n.e.), o której mówi się, że była tą najukochańszą, a jednocześnie najbardziej sławną. Ich małżeństwo zostało zawarte po tym, jak łączył ich pozamałżeński romans w czasie, gdy Dawid był już królem. Działo się to mniej więcej w latach 1005-965 przed naszą erą. Historia Batszeby i Dawida okazała się tak trwała, że stała się inspiracją do stworzenia niezliczonej ilości powieści romantycznych, filmów oraz sztuk dramatycznych. Związek Batszeby i Dawida koncentrował się na jednym pytaniu: Kto kogo uwiódł? Dzieje tej pary zapisane są w starotestamentowej Drugiej Księdze Samuela w rozdziałach jedenastym i dwunastym na tle wojny Dawida z Ammonitami, czyli starożytnym plemieniem aramejskim, które w XII wieku przed naszą erą osiedliło się na terytorium Zajordania, na północny wschód od Moabu (kraina historyczna położona na wschodnim brzegu Morza Martwego na terenie dzisiejszej Jordanii), pomiędzy lewym dopływem Jordanu a rzeką Arnon na południu. Kraj Ammonitów zwany był Ammonem. Tak więc rozdział jedenasty Drugiej Księgi Samuela opowiada o tym, jak król wysłał swoją armię na wojnę, zaś sam pozostał w Jerozolimie. Oczywiście pozycja Dawida na tronie była wystarczająco bezpieczna i tak naprawdę nie potrzebował już staczać z nikim bitew, aby udowodnić swoją potęgę militarną. Dlatego mógł pozwolić sobie na wysłanie tylko swoich generałów.

I tak oto podczas relaksu na pałacowym balkonie, z którego król miał widok na całe miasto, dojrzał nagle piękną kobietę biorącą kąpiel. Dzięki swoim posłańcom, Dawid dowiedział się, że kobietą tą jest niejaka Batszeba, żona Uriasza Hetyty, czyli oddanego żołnierza walczącego u boku Dawida. Fakt ten rodzi zatem kluczowe pytanie: Czy Batszeba przyszła do Dawida z własnej woli, czy może król zmusił ją do bycia mu uległą? Tradycyjne studia biblijnie wskazują, że Batszeba nie mogła nie wiedzieć, że jej dom znajduje się bardzo blisko królewskiego pałacu, biorąc pod uwagę fakt, iż Dawid był wystarczająco blisko, aby móc ujrzeć ją podczas kąpieli, której oddawała się na świeżym powietrzu. Co więcej, w tym czasie jej mąż Uriasz opuścił ją, aby walczyć w sprawie Dawida. Chociaż feministyczna interpretacja biblijna dowodzi, że Batszeba była ofiarą króla, to jednak mimo to mogła przecież odmówić Dawidowi swojego ciała. Są tacy badacze Biblii, którzy odkryli informację dotyczącą tego, iż Batszeba była jednak tak samo winna, jak inne żony króla. Kiedy Dawid posłał po nią swoich ludzi, ta natychmiast do niego przyszła. Nie była przez nich do niczego zmuszana, ani też nie starała się używać licznych wymówek, które posłużyłyby jej w uniknięciu spotkania z innym mężczyzną, nawet jeśli był to sam król, a jej męża nie było wtedy obok. Zamiast tego, poszła do Dawida z własnej woli i dlatego ponosi odpowiedzialność za to, co stało się później.


Batszeba podczas kąpieli 
Obraz został namalowany w 1889 roku.
autor: Jean-Léon Gérôme (1824-1904)



Nawet jeśli Batszeba postanowiła uwodzić króla Dawida, to jednak uważano, że grzech izraelskiego władcy w związku z ich romansem był większy z dwóch powodów. Kiedy odkrył już tożsamość Batszeby, wówczas był świadomy, że jest ona mężatką. Wtedy też wysłał jej męża na wojnę, wydając odpowiednie polecenia, które miały przyprawić Uriasza o śmierć. Dawid zdawał sobie również sprawę z tego, że jego związek z Batszebą będzie wyraźnym naruszeniem szóstego przykazania, które brzmi: Nie cudzołóż! A przecież król Izraela miał być religijnym przywódcą narodu wybranego, a także politycznym liderem. Mimo to Dawid i Batszeba oddawali się cielesnym uciechom, aż do momentu, kiedy kobieta nie wróciła do domu. Cała sprawa mogła się jednak szybko zakończyć, gdyby nie druga klauzula zawarta w Drugiej Księdze Samuela mówiąca o tym, że Batszeba po prostu oczyszczała się po menstruacji. Trzeba bowiem pamiętać, że zgodnie z prawami czystości żydowskiej, kobieta musi poczekać siedem dni po zakończeniu menstruacji, zanim będzie mogła rytualnie oczyścić się w mykwie, czyli specjalnym basenie zanurzenia, aby potem móc znów dzielić łoże ze swoim mężem.

Tekst biblijny sugeruje natomiast, że tym oczyszczeniem była kąpiel, podczas której Dawid ujrzał Batszebę. W zależności od długości menstruacji, siódmy dzień przed nakazem dokonywania zabiegu oczyszczania praktycznie gwarantuje, iż kobieta najprawdopodobniej zacznie owulować albo będzie zbliżać się do tego momentu cyklu i wówczas będzie mogła znów uprawiać seks. W rezultacie Batszeba i Dawid oddawali się cielesnym uciechom w jednym z najlepszych momentów kobiecego cyklu, co – jak się potem okazało – było tragiczne w skutkach. Niedługo po tym, jak Batszeba i Dawid popełnili cudzołóstwo, kobieta wysłała do króla wiadomość, informując go o tym, iż jest brzemienna. Tak więc Dawid znalazł się w sytuacji, która nie pozwoliła mu już na ukrywanie ich romansu w tajemnicy. Poza tym Batszeba również nie mogła zbyt długo maskować swojego odmiennego stanu. Zamiast naprawić negatywne skutki swego haniebnego postępowania, Dawid zdecydował się na jeszcze gorsze rozwiązanie problemu.


Batszeba rozmawia z posłańcem Dawida, zaś król obserwuje ich
z tarasu swojego pałacu

Obraz pochodzi z 1562 roku.
autor: Jan Massys (1510-1575)


Najpierw król usiłował doprowadzić do tego, aby nienarodzone dziecko było owocem związku Batszeby z Uriaszem, lecz przypomniał sobie, że wcześniej jego oddany żołnierz otrzymał instrukcje dotyczące bitwy, gdzie zapisano, że nie wolno w tym czasie uprawiać seksu. Mimo to Dawid nakazał Uriaszowi wrócić do domu i zająć się żoną. Żołnierz pozostał jednak w swoim baraku, a gdy Dawid zapytał go, dlaczego nie wykonał jego rozkazu, wówczas ten lojalnie oświadczył, że wcale nie marzy mu się wizyta w małżeńskiej alkowie, podczas gdy armia Dawida przebywająca na froncie nie ma takiej możliwości. Wtedy Dawid zaprosił Uriasza na obiad i poczęstował go mocniejszym trunkiem, do którego dosypał jakiś afrodyzjak, myśląc, że dzięki temu wzbudzi w Uriaszu pożądanie względem Batszeby. Nic takiego się nie stało, a pijany Uriasz zamiast wrócić do żony, udał się do baraku. Wtedy Dawid zwyczajnie zemścił się na żołnierzu. Król był tak bardzo zdesperowany, że napisał list do swojego generała o imieniu Joab, nakazując mu, aby ten wystawił Uriasza na pierwszą linię frontu, gdzie walka jest gwałtowna i brutalna, a następnie wycofał resztę wojsk, tym samym pozostawiając Uriasza bez ochrony. Dawid przekazał ten list Joabowi przez Uriasza, który tak naprawdę nie miał pojęcia, że właśnie dostarcza generałowi wyrok śmierci na samego siebie!

Pewne jest, że Joab nakazał Uriaszowi walczyć na pierwszej linii frontu, gdy armia Dawida po długim oblężeniu zaatakowała wreszcie Rabbath. Choć Joab nie wycofał wojska, jak polecił mu król, to jednak zarówno Uriasz, jak i inni żołnierze zginęli. Po okresie żałoby Batszeba została przyprowadzona do królewskiego pałacu, aby zostać ostatnią żoną Dawida. Fakt ten miał zapewnić ich dziecku konieczne prawa. I wtedy do akcji wkroczył prorok Natan (?-po 970 p.n.e.), który uraczył Dawida pewną tragiczną opowieścią. Po jej wysłuchaniu król wpadł w gniew, a wtedy Natan przyznał, że przypowieść była właśnie o Dawidzie. Prorok wytknął królowi również grzech cudzołóstwa, kłamstwa i morderstwa. W dodatku Natan stwierdził, że Dawid popełnił grzechy godne potępienia, a wręcz zasługujące na karę śmierci, w związku z czym Bóg zabierze mu nowo narodzonego syna. Śmierć dziecka była ogromną stratą dla Dawida i Batszeby, lecz już niedługo kobieta znów była brzemienna, zaś za kilka miesięcy urodził się kolejny syn, któremu nadano imię Salomon.


Król Dawid uwodzi Batszebę
Obraz pochodzi z XVII wieku
autor nieznany


Pomimo że na początku relacje pomiędzy Dawidem a Batszebą mogą wydawać się nieco pasywne, to jednak kobieta stała się najsławniejszą żoną króla Dawida, a to ze względu na to, w jaki sposób zdobyła tron dla ich syna Salomona. Kiedy Dawid był już stary i słaby, a jego najstarszy syn Adoniasz (po 1010-ok. 970 p.n.e.) próbował siłą przejąć tron jeszcze za życia ojca, wówczas wieść o tym dotarła do uszu Dawida dzięki prorokowi Natanowi i właśnie Batszebie. Był to więc niezwykle sprzyjający moment, aby kobieta mogła „załatwić” władzę Salomonowi, który przecież przez całe życie był lojalny wobec ojca. Po śmierci Dawida, to właśnie Salomon został nowym królem Izraela, lecz najpierw musiał pozbyć się rywala w osobie przyrodniego brata, czyli wspomnianego wyżej Adoniasza. Aż do dnia śmierci Batszeby Salomon był nie tylko jej najukochańszym dzieckiem, ale także najwspanialszym żołnierzem, a o jego niezwykłej mądrości mówi się do dnia dzisiejszego.

Jak widać powyżej, nie mogłam oprzeć się pokusie przed opowiedzeniem praktycznie całej historii romansu Dawida i Batszeby. Jest ona bardzo ciekawa, zważywszy że pozwala przeanalizować aspekt moralny tych dwojga ludzi, których znamy z kart Starego Testamentu. Dzieje tej pary stały się głównym tematem czwartej części kobiecego biblijnego cyklu Francine Rivers. Na kartach książki czytelnik poznaje Batszebę już jako małą dziewczynkę, która wodzi za Dawidem cielęcym wzrokiem, kiedy ten jest jeszcze zwykłym pasterzem. Do zostania królem Izraela jeszcze sporo mu brakuje, lecz mimo to zdaje sobie sprawę z tego, jaki los przeznaczył mu Bóg. Niemniej musi najpierw pokonać swojego teścia – króla Saula. Jest to sprawa dość skomplikowana, ponieważ niezwykle trudno jest zrozumieć ten rodzinny konflikt. Przez cały ten czas Batszeba depcze młodemu Dawidowi po piętach i praktycznie na jego oczach staje się piękną kobietą. Niemniej Dawid jakoś jej nie dostrzega, co przyprawia dziewczynę o wielkie cierpienie. Pomimo że wszyscy wokół starają się przekonać ją, iż Dawid nie jest dla niej odpowiednim mężczyzną, to jednak Batszeba wie swoje i stale łudzi się, że któregoś dnia jej ukochany zwróci wreszcie na nią uwagę. Wydaje się jednak, że w chwili, gdy dziewczyna zostaje wydana za mąż za Uriasza Hetytę, nic już nie będzie można zrobić w tej sprawie.


Śmierć syna Batszeby & Dawida
Rycina pochodzi z około 1872 roku.
autor: Julius Schnorr von Carolsfeld (1794-1872)



W swojej książce Francine Rivers skupia się głównie na aspekcie moralnym i wewnętrznej walce Batszeby i Dawida, której obydwoje doświadczają po popełnieniu grzechu cudzołóstwa. Zarówno piękna żona Uriasza, jak i sam król cierpią z tego powodu, choć Dawid w swoim wielkim pożądaniu popełnia błędy, które przyniosą naprawdę dramatyczne skutki. Za wszystko trzeba będzie bowiem słono zapłacić, a Bóg, który namaścił zwykłego pasterza na króla narodu wybranego wcale nie będzie dla niego taki litościwy, jak mogłoby się wydawać. Żadna pokuta tutaj nie pomoże, ani też żadne modlitwy czy zadośćuczynienie. Kara będzie naprawdę sroga. Z kolei Batszeba samą siebie będzie uważać za cudzołożnicę, dla której nie ma już ratunku. Ona doskonale wie, co zrobiła i do jakich tragicznych wydarzeń się przyczyniła. W dodatku stale czuje zazdrość o pozostałe żony swojego męża. Nie pomagają nawet zapewnienia Dawida, że jest dla niego tą najukochańszą i najbardziej ubóstwianą. Batszeba cierpi za każdym razem, kiedy do jej uszu dochodzi wieść, iż oto jej królewski małżonek właśnie posłał po którąś ze swoich żon, z którą pragnie spędzić noc. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze negatywne relacje z rodziną. Trudno bowiem oczekiwać, że matka kobiety i reszta jej rodziny zaakceptuje to, co się właśnie wydarzyło.

Batszeba jest naprawdę ciekawą powieścią, natomiast sama Autorka dołożyła starań, aby nie była to historia nudna. Bohaterowie są bardzo wyraziści, zaś wydarzenia, w których biorą udział nie są jedynie powieleniem tych, z jakimi mamy do czynienia na kartach Starego Testamentu. Są one dość dobrze rozbudowane, co pozwala czytelnikowi jeszcze bardziej zagłębić się w lekturę. Moim zdaniem Stary Testament generalnie stanowi doskonałą inspirację do napisania powieści historycznej. Pomijając przekaz religijny uważam, że pod względem literackim jest to naprawdę świetny materiał, z którego można czerpać w nieskończoność. Nie dziwi zatem fakt, że tak wielu pisarzy stworzyło i wciąż tworzy swoje książki w oparciu o starotestamentowe historie. Rodowód Łaski to nie jedyny cykl Francine Rivers oparty na Biblii. W swoim dorobku Autorka ma również opowieści o mężczyznach, którzy wielkimi literami zapisali się na kartach starożytnej historii. Myślę, że one także warte są uwagi.




___________________________
* Tekst inspirowany fabułą książki.