Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francine Rivers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francine Rivers. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Francine Rivers – „Rodowód Łaski. Batszeba” # 4












Wydawnictwo: AETOS MEDIA
Wrocław 2015
Tytuł oryginału: Unspoken: Bathsheba
Przekład: Marta Balon





Batszeba (?-po 970 p.n.e.) to jedna z żon izraelskiego króla Dawida (ok. 1040-ok. 970 p.n.e.), o której mówi się, że była tą najukochańszą, a jednocześnie najbardziej sławną. Ich małżeństwo zostało zawarte po tym, jak łączył ich pozamałżeński romans w czasie, gdy Dawid był już królem. Działo się to mniej więcej w latach 1005-965 przed naszą erą. Historia Batszeby i Dawida okazała się tak trwała, że stała się inspiracją do stworzenia niezliczonej ilości powieści romantycznych, filmów oraz sztuk dramatycznych. Związek Batszeby i Dawida koncentrował się na jednym pytaniu: Kto kogo uwiódł? Dzieje tej pary zapisane są w starotestamentowej Drugiej Księdze Samuela w rozdziałach jedenastym i dwunastym na tle wojny Dawida z Ammonitami, czyli starożytnym plemieniem aramejskim, które w XII wieku przed naszą erą osiedliło się na terytorium Zajordania, na północny wschód od Moabu (kraina historyczna położona na wschodnim brzegu Morza Martwego na terenie dzisiejszej Jordanii), pomiędzy lewym dopływem Jordanu a rzeką Arnon na południu. Kraj Ammonitów zwany był Ammonem. Tak więc rozdział jedenasty Drugiej Księgi Samuela opowiada o tym, jak król wysłał swoją armię na wojnę, zaś sam pozostał w Jerozolimie. Oczywiście pozycja Dawida na tronie była wystarczająco bezpieczna i tak naprawdę nie potrzebował już staczać z nikim bitew, aby udowodnić swoją potęgę militarną. Dlatego mógł pozwolić sobie na wysłanie tylko swoich generałów.

I tak oto podczas relaksu na pałacowym balkonie, z którego król miał widok na całe miasto, dojrzał nagle piękną kobietę biorącą kąpiel. Dzięki swoim posłańcom, Dawid dowiedział się, że kobietą tą jest niejaka Batszeba, żona Uriasza Hetyty, czyli oddanego żołnierza walczącego u boku Dawida. Fakt ten rodzi zatem kluczowe pytanie: Czy Batszeba przyszła do Dawida z własnej woli, czy może król zmusił ją do bycia mu uległą? Tradycyjne studia biblijnie wskazują, że Batszeba nie mogła nie wiedzieć, że jej dom znajduje się bardzo blisko królewskiego pałacu, biorąc pod uwagę fakt, iż Dawid był wystarczająco blisko, aby móc ujrzeć ją podczas kąpieli, której oddawała się na świeżym powietrzu. Co więcej, w tym czasie jej mąż Uriasz opuścił ją, aby walczyć w sprawie Dawida. Chociaż feministyczna interpretacja biblijna dowodzi, że Batszeba była ofiarą króla, to jednak mimo to mogła przecież odmówić Dawidowi swojego ciała. Są tacy badacze Biblii, którzy odkryli informację dotyczącą tego, iż Batszeba była jednak tak samo winna, jak inne żony króla. Kiedy Dawid posłał po nią swoich ludzi, ta natychmiast do niego przyszła. Nie była przez nich do niczego zmuszana, ani też nie starała się używać licznych wymówek, które posłużyłyby jej w uniknięciu spotkania z innym mężczyzną, nawet jeśli był to sam król, a jej męża nie było wtedy obok. Zamiast tego, poszła do Dawida z własnej woli i dlatego ponosi odpowiedzialność za to, co stało się później.


Batszeba podczas kąpieli 
Obraz został namalowany w 1889 roku.
autor: Jean-Léon Gérôme (1824-1904)



Nawet jeśli Batszeba postanowiła uwodzić króla Dawida, to jednak uważano, że grzech izraelskiego władcy w związku z ich romansem był większy z dwóch powodów. Kiedy odkrył już tożsamość Batszeby, wówczas był świadomy, że jest ona mężatką. Wtedy też wysłał jej męża na wojnę, wydając odpowiednie polecenia, które miały przyprawić Uriasza o śmierć. Dawid zdawał sobie również sprawę z tego, że jego związek z Batszebą będzie wyraźnym naruszeniem szóstego przykazania, które brzmi: Nie cudzołóż! A przecież król Izraela miał być religijnym przywódcą narodu wybranego, a także politycznym liderem. Mimo to Dawid i Batszeba oddawali się cielesnym uciechom, aż do momentu, kiedy kobieta nie wróciła do domu. Cała sprawa mogła się jednak szybko zakończyć, gdyby nie druga klauzula zawarta w Drugiej Księdze Samuela mówiąca o tym, że Batszeba po prostu oczyszczała się po menstruacji. Trzeba bowiem pamiętać, że zgodnie z prawami czystości żydowskiej, kobieta musi poczekać siedem dni po zakończeniu menstruacji, zanim będzie mogła rytualnie oczyścić się w mykwie, czyli specjalnym basenie zanurzenia, aby potem móc znów dzielić łoże ze swoim mężem.

Tekst biblijny sugeruje natomiast, że tym oczyszczeniem była kąpiel, podczas której Dawid ujrzał Batszebę. W zależności od długości menstruacji, siódmy dzień przed nakazem dokonywania zabiegu oczyszczania praktycznie gwarantuje, iż kobieta najprawdopodobniej zacznie owulować albo będzie zbliżać się do tego momentu cyklu i wówczas będzie mogła znów uprawiać seks. W rezultacie Batszeba i Dawid oddawali się cielesnym uciechom w jednym z najlepszych momentów kobiecego cyklu, co – jak się potem okazało – było tragiczne w skutkach. Niedługo po tym, jak Batszeba i Dawid popełnili cudzołóstwo, kobieta wysłała do króla wiadomość, informując go o tym, iż jest brzemienna. Tak więc Dawid znalazł się w sytuacji, która nie pozwoliła mu już na ukrywanie ich romansu w tajemnicy. Poza tym Batszeba również nie mogła zbyt długo maskować swojego odmiennego stanu. Zamiast naprawić negatywne skutki swego haniebnego postępowania, Dawid zdecydował się na jeszcze gorsze rozwiązanie problemu.


Batszeba rozmawia z posłańcem Dawida, zaś król obserwuje ich
z tarasu swojego pałacu

Obraz pochodzi z 1562 roku.
autor: Jan Massys (1510-1575)


Najpierw król usiłował doprowadzić do tego, aby nienarodzone dziecko było owocem związku Batszeby z Uriaszem, lecz przypomniał sobie, że wcześniej jego oddany żołnierz otrzymał instrukcje dotyczące bitwy, gdzie zapisano, że nie wolno w tym czasie uprawiać seksu. Mimo to Dawid nakazał Uriaszowi wrócić do domu i zająć się żoną. Żołnierz pozostał jednak w swoim baraku, a gdy Dawid zapytał go, dlaczego nie wykonał jego rozkazu, wówczas ten lojalnie oświadczył, że wcale nie marzy mu się wizyta w małżeńskiej alkowie, podczas gdy armia Dawida przebywająca na froncie nie ma takiej możliwości. Wtedy Dawid zaprosił Uriasza na obiad i poczęstował go mocniejszym trunkiem, do którego dosypał jakiś afrodyzjak, myśląc, że dzięki temu wzbudzi w Uriaszu pożądanie względem Batszeby. Nic takiego się nie stało, a pijany Uriasz zamiast wrócić do żony, udał się do baraku. Wtedy Dawid zwyczajnie zemścił się na żołnierzu. Król był tak bardzo zdesperowany, że napisał list do swojego generała o imieniu Joab, nakazując mu, aby ten wystawił Uriasza na pierwszą linię frontu, gdzie walka jest gwałtowna i brutalna, a następnie wycofał resztę wojsk, tym samym pozostawiając Uriasza bez ochrony. Dawid przekazał ten list Joabowi przez Uriasza, który tak naprawdę nie miał pojęcia, że właśnie dostarcza generałowi wyrok śmierci na samego siebie!

Pewne jest, że Joab nakazał Uriaszowi walczyć na pierwszej linii frontu, gdy armia Dawida po długim oblężeniu zaatakowała wreszcie Rabbath. Choć Joab nie wycofał wojska, jak polecił mu król, to jednak zarówno Uriasz, jak i inni żołnierze zginęli. Po okresie żałoby Batszeba została przyprowadzona do królewskiego pałacu, aby zostać ostatnią żoną Dawida. Fakt ten miał zapewnić ich dziecku konieczne prawa. I wtedy do akcji wkroczył prorok Natan (?-po 970 p.n.e.), który uraczył Dawida pewną tragiczną opowieścią. Po jej wysłuchaniu król wpadł w gniew, a wtedy Natan przyznał, że przypowieść była właśnie o Dawidzie. Prorok wytknął królowi również grzech cudzołóstwa, kłamstwa i morderstwa. W dodatku Natan stwierdził, że Dawid popełnił grzechy godne potępienia, a wręcz zasługujące na karę śmierci, w związku z czym Bóg zabierze mu nowo narodzonego syna. Śmierć dziecka była ogromną stratą dla Dawida i Batszeby, lecz już niedługo kobieta znów była brzemienna, zaś za kilka miesięcy urodził się kolejny syn, któremu nadano imię Salomon.


Król Dawid uwodzi Batszebę
Obraz pochodzi z XVII wieku
autor nieznany


Pomimo że na początku relacje pomiędzy Dawidem a Batszebą mogą wydawać się nieco pasywne, to jednak kobieta stała się najsławniejszą żoną króla Dawida, a to ze względu na to, w jaki sposób zdobyła tron dla ich syna Salomona. Kiedy Dawid był już stary i słaby, a jego najstarszy syn Adoniasz (po 1010-ok. 970 p.n.e.) próbował siłą przejąć tron jeszcze za życia ojca, wówczas wieść o tym dotarła do uszu Dawida dzięki prorokowi Natanowi i właśnie Batszebie. Był to więc niezwykle sprzyjający moment, aby kobieta mogła „załatwić” władzę Salomonowi, który przecież przez całe życie był lojalny wobec ojca. Po śmierci Dawida, to właśnie Salomon został nowym królem Izraela, lecz najpierw musiał pozbyć się rywala w osobie przyrodniego brata, czyli wspomnianego wyżej Adoniasza. Aż do dnia śmierci Batszeby Salomon był nie tylko jej najukochańszym dzieckiem, ale także najwspanialszym żołnierzem, a o jego niezwykłej mądrości mówi się do dnia dzisiejszego.

Jak widać powyżej, nie mogłam oprzeć się pokusie przed opowiedzeniem praktycznie całej historii romansu Dawida i Batszeby. Jest ona bardzo ciekawa, zważywszy że pozwala przeanalizować aspekt moralny tych dwojga ludzi, których znamy z kart Starego Testamentu. Dzieje tej pary stały się głównym tematem czwartej części kobiecego biblijnego cyklu Francine Rivers. Na kartach książki czytelnik poznaje Batszebę już jako małą dziewczynkę, która wodzi za Dawidem cielęcym wzrokiem, kiedy ten jest jeszcze zwykłym pasterzem. Do zostania królem Izraela jeszcze sporo mu brakuje, lecz mimo to zdaje sobie sprawę z tego, jaki los przeznaczył mu Bóg. Niemniej musi najpierw pokonać swojego teścia – króla Saula. Jest to sprawa dość skomplikowana, ponieważ niezwykle trudno jest zrozumieć ten rodzinny konflikt. Przez cały ten czas Batszeba depcze młodemu Dawidowi po piętach i praktycznie na jego oczach staje się piękną kobietą. Niemniej Dawid jakoś jej nie dostrzega, co przyprawia dziewczynę o wielkie cierpienie. Pomimo że wszyscy wokół starają się przekonać ją, iż Dawid nie jest dla niej odpowiednim mężczyzną, to jednak Batszeba wie swoje i stale łudzi się, że któregoś dnia jej ukochany zwróci wreszcie na nią uwagę. Wydaje się jednak, że w chwili, gdy dziewczyna zostaje wydana za mąż za Uriasza Hetytę, nic już nie będzie można zrobić w tej sprawie.


Śmierć syna Batszeby & Dawida
Rycina pochodzi z około 1872 roku.
autor: Julius Schnorr von Carolsfeld (1794-1872)



W swojej książce Francine Rivers skupia się głównie na aspekcie moralnym i wewnętrznej walce Batszeby i Dawida, której obydwoje doświadczają po popełnieniu grzechu cudzołóstwa. Zarówno piękna żona Uriasza, jak i sam król cierpią z tego powodu, choć Dawid w swoim wielkim pożądaniu popełnia błędy, które przyniosą naprawdę dramatyczne skutki. Za wszystko trzeba będzie bowiem słono zapłacić, a Bóg, który namaścił zwykłego pasterza na króla narodu wybranego wcale nie będzie dla niego taki litościwy, jak mogłoby się wydawać. Żadna pokuta tutaj nie pomoże, ani też żadne modlitwy czy zadośćuczynienie. Kara będzie naprawdę sroga. Z kolei Batszeba samą siebie będzie uważać za cudzołożnicę, dla której nie ma już ratunku. Ona doskonale wie, co zrobiła i do jakich tragicznych wydarzeń się przyczyniła. W dodatku stale czuje zazdrość o pozostałe żony swojego męża. Nie pomagają nawet zapewnienia Dawida, że jest dla niego tą najukochańszą i najbardziej ubóstwianą. Batszeba cierpi za każdym razem, kiedy do jej uszu dochodzi wieść, iż oto jej królewski małżonek właśnie posłał po którąś ze swoich żon, z którą pragnie spędzić noc. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze negatywne relacje z rodziną. Trudno bowiem oczekiwać, że matka kobiety i reszta jej rodziny zaakceptuje to, co się właśnie wydarzyło.

Batszeba jest naprawdę ciekawą powieścią, natomiast sama Autorka dołożyła starań, aby nie była to historia nudna. Bohaterowie są bardzo wyraziści, zaś wydarzenia, w których biorą udział nie są jedynie powieleniem tych, z jakimi mamy do czynienia na kartach Starego Testamentu. Są one dość dobrze rozbudowane, co pozwala czytelnikowi jeszcze bardziej zagłębić się w lekturę. Moim zdaniem Stary Testament generalnie stanowi doskonałą inspirację do napisania powieści historycznej. Pomijając przekaz religijny uważam, że pod względem literackim jest to naprawdę świetny materiał, z którego można czerpać w nieskończoność. Nie dziwi zatem fakt, że tak wielu pisarzy stworzyło i wciąż tworzy swoje książki w oparciu o starotestamentowe historie. Rodowód Łaski to nie jedyny cykl Francine Rivers oparty na Biblii. W swoim dorobku Autorka ma również opowieści o mężczyznach, którzy wielkimi literami zapisali się na kartach starożytnej historii. Myślę, że one także warte są uwagi.




___________________________
* Tekst inspirowany fabułą książki. 








sobota, 8 kwietnia 2017

Francine Rivers – „Rodowód Łaski. Rut” # 3












Wydawnictwo: AETOS MEDIA
Wrocław 2014
Tytuł oryginału: Unshaken. Ruth
Przekład: Marta Balon




Księga Rut to jedna z ksiąg Starego Testamentu, której nazwa pochodzi od imienia głównej bohaterki. Poza niniejszą księgą, Rut wspomniana jest również w Ewangelii według świętego Mateusza. Księga opowiada dzieje pewnej rodziny judzkiej z Betlejem, przebywającej na emigracji w Moabie, czyli w historycznej krainie położonej na wschodnim brzegu Morza Martwego na terenie dzisiejszej Jordanii. W starożytności krainę tę zamieszkiwał lud Moabitów, który w X wieku przed naszą erą został podbity przez wojska izraelskiego króla o imieniu Dawid. Z kolei na terenach leżących na północ od Moabu mieszkali Ammonici.

Po śmierci męża i dwóch synów, matka rodziny – Noemi – wraz ze swą synową – Rut – powraca do rodzinnego Betlejem. Na zasadzie obowiązującego wówczas prawa wykupu oraz dzięki staraniom Noemi i Rut, niejaki Booz, będący krewnym zmarłego męża Noemi, poślubia Rut. Owocem tego małżeństwa jest Obed, który przedstawiony jest w genealogii Peresa jako dziadek wspomnianego wyżej króla Dawida.

Osnową księgi niewątpliwie było ludowe opowiadanie, które opracowano dość starannie pod względem literackim, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę charakterystykę poszczególnych bohaterów. W ten sposób powstał opis zbliżony do gatunku literackiego noweli. Główną jego myślą jest opieka Boga nad każdym, kto poddaje się Jego kierownictwu i starannie wypełnia swe obowiązki. Ponadto księga zawiera kilka wątków doktrynalnych o znaczeniu ubocznym, jak na przykład uniwersalizm zbawienia, pochwałę stanu wdowiego, wczesną historię dynastii Dawidowej oraz jej prawo następstwa na terenach byłego pokolenia Efraima, a także podkreślenie znikającego prawa lewiratu, jak i prawdopodobnie protest przeciw potępieniu małżeństw mieszanych przez Ezdrasza i Nehamiasza. Ten pierwszy był kapłanem żydowskim i jednym z przywódców Żydów po powrocie z niewoli babilońskiej. Znany przede wszystkim jako kopista Prawa Mojżeszowego. Miał znaczący wpływ na skompletowanie i zachowanie tekstu Starego Testamentu. Z kolei Nehemiasz był namiestnikiem króla Persji w Judei i razem z Ezdraszem reformował judaizm. Obydwaj żyli na przełomie V i IV wieku przed naszą erą.


Elimelek & Noemi wraz z dwoma synami udają się Moabu
autor: Alexandre Bida (1813-1895)


Jakkolwiek samo opowiadanie spisane na kartach Księgi Rut z pewnością sięga okresu monarchii, to jednak w obecnej formie opracowano je dopiero po niewoli babilońskiej. Pewne właściwości językowe oraz przynależność do Pism w Biblii hebrajskiej wskazują na koniec V lub IV wieku przed Chrystusem jako najprawdopodobniejszy czas powstania księgi. Przy tej sposobności dodano zapewne końcową genealogię. Liturgia synagogalna zaliczyła księgę do pięciu zwojów świątecznych (z heb. חמש מגילות, czyli Hamasz Megilot). Czytano ją w Pięćdziesiątnicę, czyli w Święto Tygodni. Kanon chrześcijański natomiast umieścił ją wśród wczesnych ksiąg historycznych, biorąc pod uwagę wątek opowiadania nawiązującego do okresu sędziów. Godny uwagi jest także fakt wymienienia Rut w rodowodzie Chrystusa, którą jako jedną z czterech kobiet w swojej Ewangelii podaje święty Mateusz.

W powieści Francine Rivers ta krótka starotestamentowa historia dotycząca niełatwego losu Rut została dość dobrze rozbudowana. Ponieważ dwie poprzednie części cyklu (Tamar i Rachab) nie do końca do mnie przemówiły, tym razem moje nastawienie było nieco sceptyczne. Nie chciałam, żeby moje oczekiwania przerosły stan faktyczny powieści. Wolałam zostać pozytywnie zaskoczona, niż ponownie rozczarowana. Cieszę się zatem, że w przypadku Rut nie odczułam zawodu. Autorka doskonale poradziła sobie z dziejami biblijnej Rut, sprawiając jednocześnie, że czytelnik poznaje je z ogromnym zainteresowaniem. Powyżej, przy okazji charakterystyki Księgi Rut, jednocześnie nakreśliłam w skrócie o czym tak naprawdę jest powieść Francine Rivers. Myślę jednak, że w tym miejscu należałoby napisać trochę więcej na temat fabuły książki.


Rut & Noemi
Obraz pochodzi z 1653 roku.
autor: Jan Victors (ok. 1619-ok. 1676)


Tak więc w Moabie w mieście Kir-Hareset mieszkają Noemi i Rut, a także rodzina tej drugiej i wdowa po drugim z synów Noemi. Prawdę powiedziawszy wszystkie trzy kobiety owdowiały w dość krótkim czasie. Ponieważ Noemi pochodzi z Betlejem, które wiele lat temu musiała opuścić z powodu panującego tam głodu, teraz bardzo tęskni za swoim rodzinnym miastem. Starsza kobieta do dziś pamięta, jak jej zmarły mąż nie potrafił pogodzić się z wolą Boga, który zamiast dbać o swój naród po prostu zesłał na niego cierpienie. W przeciwieństwie do Noemi, Elimelek nigdy nie był specjalnie wierzący i religijny. Kobieta wciąż modliła się o nawrócenie męża, który był niezwykle tolerancyjny i dopuszczał do siebie również inne religie, niż tylko tę, której od narodu wybranego żądał Bóg. Pomimo że Noemi starała się wychowywać swoich dwóch synów zgodnie z religią Mojżeszową, to jednak oni również nie wykazywali zbyt wielkiego zaangażowania i przekonania wobec wiary przodków. W dodatku obydwaj ożenili się z Moabitkami, dla których wiara w jedynego Boga nie miała tak naprawdę znaczenia. One wychowały się, wierząc w rozmaite bóstwa, których figurki bardzo często stawiano w domach.

Można zatem przypuszczać, że Noemi bardzo cierpiała z tego powodu. Chyba jedynym pocieszeniem było dla niej to, iż pewnego dnia jej synowa Rut zaczęła poważnie interesować się religią Mojżeszową, aby w rezultacie uwierzyć w Boga i całkowicie odrzucić swoje poprzednie przekonania. Oczywiście takie zachowanie nie podobało się rodzinie Rut. Jej matka nie rozumiała bowiem, jak można odrzucić kult bóstw, które przecież tyle dobrego robią dla swoich wyznawców. Rut była jednak nieugięta. Dodatkowo jej wiara jeszcze bardziej się pogłębiła, kiedy zmarł jej mąż. Natomiast Noemi śmierć trzech ukochanych mężczyzn traktowała jako karę za nieposłuszeństwo wobec Boga. Tak więc po śmierci Elimeleka, a potem również Kiliona i Machlona, starsza kobieta popada w depresję i decyduje się wrócić do Betlejem, ponieważ wierzy, że właśnie tam odnajdzie spokój. W drodze do rodzinnego miasta decydują się towarzyszyć jej pogrążone w żałobie synowe. Niestety, tylko Rut jest na tyle silna, aby sprostać trudnym warunkom podczas podróży. Opra zawraca z drogi i słuch o niej ginie.


Rut przytulająca się do Noemi oraz Opra zawracająca z drogi do Betlejem
Obraz pochodzi z 1795 roku.
autor: William Blake (1757-1827)


Kiedy obydwie kobiety docierają wreszcie do Betlejem czują ogromne rozczarowanie. Ludzie traktują je tak, jak gdyby były zupełnie obce. W dodatku Rut jest dyskryminowana z powodu swojego pochodzenia. Ludzie nie potrafią bowiem zrozumieć, jak synowie Noemi mogli popełnić tak wielki grzech i ożenić się Moabitkami, które przecież nie wierzą w jedynego Boga. To niedopuszczalne! Nie przekonuje ich nawet fakt, że Rut wyparła się swojej poprzedniej wiary. Dla nich jest obcą osobą, która nie ma prawa pobytu w Ziemi Obiecanej. I tak oto kobiety muszą zacząć radzić sobie same. Nikt nie chce im pomóc. Dom, w którym niegdyś mieszkała Noemi z rodziną, dziś już nie istnieje. Ponadto z czegoś trzeba przecież żyć. Pieniądze, które mają niedługo się skończą, a im grozi śmierć głodowa. Podczas gdy Noemi traci wiarę nie tylko w ludzi, ale też poniekąd w samego Boga, Rut wzbudza w sobie głębokie przekonanie, że wszystko dobrze się skończy, a Bóg Izraela na pewno im pomoże. Czy tak się w istocie stanie? Czy Rut faktycznie może zaufać Bogu, który czasami zsyła cierpienie na niewinnych ludzi? Czy może uwierzyć Bogu, który karze za grzech nieposłuszeństwa?

Na kartach Rut czytelnik dostrzega przede wszystkim okrucieństwo ludzi wobec inności drugiego człowieka. Główna bohaterka jest niesamowicie dyskryminowana z uwagi na swoje pochodzenie i nikt tak naprawdę nie chce jej bliżej poznać, aby móc ostatecznie stwierdzić, czy ta dyskryminacja faktycznie ma jakieś sensowne podłoże. Ludzie mieszkający w Betlejem, jak gdyby z góry założyli sobie, że skoro mają do czynienia z Moabitką, to należy maksymalnie uprzykrzyć jej życie. Nikt nie chce dać jej pracy, której Rut tak bardzo potrzebuje, aby ona i jej teściowa mogły przeżyć. Dochodzi również do rękoczynów. Ponieważ kobiety przybyły do Betlejem w porze żniw, jedynym zajęciem, jakie jest w tym okresie pożądane, jest praca na polu w niemiłosiernym skwarze. Rut jest jednak bardzo odważna i żadnej pracy się nie boi, nawet jeśli musiałaby stracić w jej wyniku życie.


Rut pracująca na polu Booza
Obraz pochodzi z 1828 roku.
autor: Julius Schnorr von Carolsfeld (1794-1872)


Czasami bywa jednak tak, że wśród nienawistników znajdzie się ktoś o dobrym sercu. W tym przypadku tym kimś jest Booz. Mężczyzna nie jest już pierwszej młodości. Jest natomiast bardzo bogaty i szanowany w mieście. Niemniej szacunek ten nie wynika z posiadania przez niego ogromnego majątku. Ludzie szanują go dlatego, że jest dobrym człowiekiem i nikt nie pamięta, aby Booz kiedykolwiek zrobił komuś krzywdę. Czy zatem można mówić, że to ręka Boga skrzyżowała życiowe drogi Rut i Booza? Na pewno wniosek z tej historii jest taki, iż ludzie, którzy zostają poniżeni przez innych lub przez samo życie kiedyś zostaną wywyższeni i będzie się o nich mówić jeszcze przez bardzo długi czas. Nawet po śmierci pamięć o nich nie zaniknie.

Moim zdaniem tym razem Francine Rivers stworzyła naprawdę ciekawą historię inspirowaną Starym Testamentem. Czytelnik jest świadkiem obrzędów, które były powszechne w tamtym okresie dziejów świata. Autorka uświadamia nam również, że ludzki charakter tak naprawdę wcale się nie zmienił pomimo upływu tysięcy lat. Ludzie nadal nie akceptują inności, uważają siebie samych za lepszych czy wręcz wybranych, a większość z nich jest zainteresowanych jedynie tym, jak kogoś obgadać, wytknąć palcem i sprawić, aby cierpiał. To wszystko oczywiście robione jest w imię jakichś wyimaginowanych idei, a Bóg i jego zasady są tutaj jedynie pretekstem do tego, żeby zrobić komuś krzywdę. A przecież nie tak to działa. Jest wręcz odwrotnie. Co zatem musi się wydarzyć, aby ludzie zrozumieli wreszcie swój błąd i zaczęli bić się w piersi?

Powieściowy cykl Rodowód Łaski jest doskonałym przykładem na to, że poszczególne części jakiejkolwiek serii nigdy nie są równe i nie należy na podstawie jednej czy dwóch książek oceniać całości. Podczas gdy dwie poprzednie części mnie nie zachwyciły, tak w tym przypadku czuję się w pełni usatysfakcjonowana lekturą. Widać, że Autorka rozwija się z każdą kolejną częścią cyklu. Przede mną jeszcze dwie, czyli Batszeba i Maria. Mam nadzieję, że dalej będzie już tylko lepiej, bo przecież Francine Rivers naprawdę stać na bardzo wiele, co zdążyła już udowodnić swoimi innymi powieściami.










piątek, 24 lutego 2017

Francine Rivers – „Rodowód Łaski. Rachab” # 2














Wydawnictwo: AETOS MEDIA
Wrocław 2014
Tytuł oryginału: Unashamed: Rahab
Przekład: Marta Balon





Starotestamentowa Księga Jozuego stanowi szóstą z kolei księgę, która poniekąd nie jest zależna od Pięcioksięgu, lecz zaliczana jest przez kanon żydowski do Proroków Starszych. Jest ona także kontynuacją historycznego wątku poprzedniej księgi, czyli Księgi Powtórzonego Prawa. Księga Jozuego składa się z trzech części. Pierwsza z nich obejmuje rozdziały od pierwszego do dwunastego, druga to rozdziały od trzynastego do dziewiętnastego, natomiast trzecia zawiera rozdziały od dwudziestego do dwudziestego czwartego. Pierwszą część Księgi Jozuego można zatem określić jako swego rodzaju opowiadania o walce zdobywczej. Bazują one na etiologiach, które opierają się na relacjach częściowo pochodzących z czasów, kiedy żył Jozue. W tej części księgi poszczególne pokolenia Izraelitów przestają prowadzić koczowniczy tryb życia i zaczynają osiedlać się w jednym miejscu. Na etiologiczny, czyli wyjaśniający pochodzenie nazw geograficznych, gatunek opowiadań bardzo różnego pochodzenia, wskazuje dość często używana formuła: do dnia dzisiejszego. Jest ona właściwa najdawniejszym opowiadaniom biblijnym Starego Testamentu.

Druga część Księgi Jozuego posiada zgoła odmienny charakter, lecz również wywodzi się z dawnych przekazów, pozostając być może w związku z niektórymi rozdziałami Księgi Liczb. Oczywiście podział kraju, jakiego dokonał Jozue nasuwał szereg indywidualnych problemów, które z kolei omawia część trzecia niniejszej księgi obok wyliczenia miast ucieczki i miast kapłańskich. Szczególny problem stanowiły jednak pokolenia zajordańskie, które wywołały spór zakończony powszechnym porozumieniem i przymierzem zawartym w Sychem.

Już sam tytuł wskazuje, że głównym bohaterem księgi jest Jozue, który został następcą Mojżesza, lecz mimo to właściwą normą postępowania jest Prawo Pańskie ogłoszone właśnie przez Mojżesza. Z kolei końcowa część księgi przypomina testament Jozuego i opowiada o jego śmierci. Na kompozycji księgi swoje piętno wyraźnie odcisnęła tradycja deuteronomiczna. Jej wpływ nie sprowadza się wyłącznie do bliskości z wątkiem dziejowym zawartym w Księdze Powtórzonego Prawa oraz do podobnego stylu – zwłaszcza w części trzeciej – ale jest wyraźnie wyczuwalny również w argumentacji teologicznej. Pokolenia izraelskie są zatem oceniane jako lud posłuszny woli Boga, która przede wszystkim wyraża się w nakazach. Tak długo, jak Izrael będzie w stanie wytrwać w tym posłuszeństwie, może liczyć na realizację zbawczych obietnic, a szczególnie na wyparcie pogańskich mieszkańców Kanaanu. Pokolenie Jozuego oceniane jest tutaj pozytywnie, lecz perspektywa teologiczna, która zachęca do wytrwania w wierności Bogu i Jego Prawu, przestrzega przed mieszaniem się z miejscową ludnością i przed konsekwencjami takiego postępowania, czyli innymi słowy przed religijnym synkretyzmem.


Izraelici przekraczają rzekę Jordan
Obraz pochodzi z 1800 roku.
autor: Benjamin West (1738-1820)


Kolejne etapy redakcji deuteronomicznej wycisnęły charakterystyczne piętno na wielu opowiadaniach, wśród których nie brak dawnych reminiscencji. Obecnie trudno jest stwierdzić, kiedy tak naprawdę powstała ostateczna – czyli dzisiejsza – wersja księgi. Jeszcze trudniej byłoby oddzielić przekazy o wydarzeniach od faktów historycznych oraz od ich teologicznej interpretacji. Znaczenie Księgi Jozuego polega zatem głównie na zestawieniu i ocenie wczesnych etapów dziejów narodu wybranego w świetle założeń teologicznych, które przyświecają sporej części ksiąg Starego Testamentu.

To właśnie na postawie Księgi Jozuego powstała druga część starotestamentowych historii opisanych przez Francine Rivers i wydanych pod wspólnym tytułem Rodowód Łaski. Każda z tych historii opowiada o innej kobiecie. Wszystkie one odegrały bowiem ważną rolę w rodowodzie Chrystusa. Pierwszą z nich była Tamar, której ogromne zdeterminowanie ostatecznie sprawiło, że osiągnęła ona zamierzony cel i w związku z tym została wpisana w poczet kobiet, które wymienia Biblia. Kolejną jest tytułowa Rachab pochodząca z Jerycha. Jak wiadomo, biblijne kobiety wcale nie były takie grzeczne i ułożone, a już na pewno nie były cnotliwe. Czasami na złą drogę wchodziły z własnego wyboru, a niekiedy zostawały do tego zmuszone przez rodzinę czy jakieś wypadki losowe. W ich życiu szczególną rolę ogrywali przeważnie mężczyźni, którzy sprawowali nad nimi pieczę i kierowali ich losem. Takie kobiety nie miały prawa sprzeciwić się woli swoich opiekunów, którymi byli albo mężowie, albo ojcowie, albo też bracia.


Rachab i wysłannicy Jozuego
Obraz został namalowany w XVII wieku.
autor nieznany


Wspomniana Rachab również nie mogła sprzeciwić się losowi, który przeznaczył dla niej ojciec. Otóż jeszcze jako bardzo młoda dziewczyna została oddana królowi, któremu przez wiele lat musiała świadczyć usługi seksualne czy jej się to podobało, czy też nie. Jak się okazuje Rachab dzieliła łoże nie tylko z królem, ale także z innymi mężczyznami. Byli to głównie królewscy strażnicy, choć trafiali się i przygodni mieszkańcy miasta lub kupcy, którzy je odwiedzali. Nie można powiedzieć, że nierządnica była zadowolona z tego, co robi, ale jaki miała wybór? Żyła w czasach, kiedy kobieta nie mogła o sobie decydować, więc jej los był z góry przesądzony. Jak podaje Biblia, pewnego dnia do Jerycha przybywa dwóch Izraelitów. To Salmon i Efraim, którzy zostali wysłani przez Jozuego, aby ocenili sytuację w mieście. Izraelici przygotowywali się bowiem do oblężenia Jerycha i tym samym zdobycia go i wytępienia wszystkich jego mieszkańców. Miał to być końcowy etap ich drogi do Ziemi Obiecanej, którą przepowiedział im Bóg ustami Mojżesza.

Salmon i Efraim jakoś niespecjalnie potrafią zataić przed mieszkańcami Jerycha, kim naprawdę są. Od razu rzucają się w oczy, co oczywiście nie uchodzi uwadze Rachab. Kobieta praktycznie siłą wciąga ich do swojego domu, w którym daje im schronienie przed królem i jego strażnikami. Poza tym Rachab czuje, że zanosi się na coś naprawdę ważnego, ale i dramatycznego. Boi się i pragnie ujść z życiem, nie zapominając przy tym o swojej rodzinie. Tak więc w podziękowaniu za schronienie izraelscy szpiedzy obiecują jej, że w chwili oblężenia dom kobiety zostanie zachowany. Jest tylko jeden warunek. Musi zebrać w nim całą swoją rodzinę, a przez okno wywiesić czerwoną wstążkę, która będzie informowała Izraelitów o tym, iż jest to dom, który należy ocalić. Rachab wierzy mężczyznom, a w sercu czuje, że od tego momentu jej życie nie będzie już takie samo, jak wcześniej. Wie też, że musi zerwać z nierządem. W dodatku pomiędzy nią a Salmonem rodzi się uczucie, w które ona tak naprawdę nie wierzy. Nie może bowiem pojąć, że ktoś, kto całe życie był dobrym człowiekiem, jest w stanie ją pokochać.


Jozue przekracza Jordan
Rycina pochodzi z XIX wieku.
autor: Gustave Doré (1832-1883)

Rachab jest sporo starsza od Salmona, więc uważa, że wiek już na starcie dyskwalifikuje ją w walce o miłość. Jak gdyby tego było mało, przeszkodą może okazać się również wiara w Boga, której ona jakoś nie czuje, bo przecież całe życie była poganką wierzącą w urojone bóstwa. Widzi jednak jak wiele dobrego dla swojego ludu zrobił Bóg Izraelitów, a to daje jej nadzieję na to, że jest On prawdziwy i wierny danym obietnicom, zaś nie jedynie bezwartościową figurką, która tak naprawdę nic nie może. Kiedy więc przychodzi dzień oblężenia Jerycha, Rachab i jej rodzina gromadzą się w domu i w strachu oczekują na ocalenie. Jak zatem zakończy się ta historia? Czy Bóg Izraelitów okaże im łaskę i ochroni przed zagładą? Czy dla Rachab i Salmona jest szansa, aby mogli kiedyś stworzyć szczęśliwe małżeństwo? Czy Jozue na to pozwoli, skoro tak naprawdę to od niego tak wiele zależy? Przecież to on jest teraz przywódcą ludu, więc w każdej chwili może pokrzyżować plany tych, którzy zaliczają się do wybranych przez Boga.

Rachab ukrywa w swoim domu
Salmona i Efraima

Rycina pochodzi z 1881 roku.
autor: Frederick Richard Pickersgill
(1820-1900)
Stary Testament to taki ciekawy zbiór ksiąg, które można czytać niczym powieść historyczną. Postacie pojawiające się na jego kartach mogą z powodzeniem stać się bohaterami książek, ale pod warunkiem, że ich autorzy będą potrafili tchnąć w nich życie i sprawić, że czytelnik poczuje ich autentyczność. Czy tak się dzieje w przypadku Rachab? Obawiam się, że nie do końca. 

Na pewnego rodzaju uproszczenie zwracałam już uwagę przy okazji pisania o Tamar. Uważam bowiem, że w tych historiach za mało jest tła historycznego i opisu ówczesnego społeczeństwa. Poza tym nie wiemy zbyt dużo o samych bohaterach. Owszem, Francine Rivers zadbała o to, aby jej opowieść była zgodna z przekazem biblijnym, lecz nie rozbudowała wątków, które podniosłyby wartość książki. Samo oblężenie Jerycha opisane jest na skróty. Nie ma w tym żadnego niebezpieczeństwa. Ot, Izraelici przyszli, pomaszerowali sobie przez siedem dni z rzędu wokół murów miasta, a potem je spalili, mordując ludzi. Przecież wśród mieszkańców Jerycha na pewno wybuchła panika! Próbowali za wszelką cenę ratować swoje życie! Możliwe, że nawet błagali o darowanie życia! A gdzie wtedy podziewał się ich król? Czyżby oddał miasto bez walki? Bez negocjacji? Tego wszystkiego próżno w tej książce szukać. Autorka opowiedziała jedynie historię zapisaną w Biblii, nie stosując żadnych wątków pobocznych. Moim zdaniem dzieje Rachab mogły posłużyć tutaj jedynie jako inspiracja, zaś fabuła powinna zostać bardziej rozbudowana i ubogacona wątkami, których w Biblii nie znajdziemy, lecz od tego wszak pisarz ma wyobraźnię, aby w takich sytuacjach z niej skorzystać.

Rachab to powieść, która tak naprawdę nie oddaje klimatu starożytności. Nie ma w niej tak potrzebnych opisów ówczesnego społeczeństwa czy zasad, jakie nim kierowały, nie mówiąc już o antycznym budownictwie. W moim odczuciu jest to historia przepisana z Biblii i doprawiona dialogami, aby nikt nie zarzucił Autorce, że nie stworzyła powieści. Książka może jednak stanowić istotną informację dla tych, którzy chcieliby poznać bliżej biblijne postacie i dowiedzieć się, jaką rolę odegrały one w ówczesnym świecie. Kiedy już czytelnik zdobędzie taką wiedzę, a sam temat go zainteresuje, wówczas może poszperać w materiałach źródłowych, uzupełniając w ten sposób zdobyte wiadomości.

Pomimo że ten biblijny cykl jakoś niespecjalnie robi na mnie wrażenie, a przynajmniej tak się dzieje do tej pory po przeczytaniu dwóch tomów, nie zrezygnuję z niego i doczytam do końca. Generalnie lubię twórczość Francine Rivers. Przeczytałam już kilka jej książek i znalazły się wśród nich takie, które zrobiły na mnie naprawdę bardzo pozytywne wrażenie. Chyba do końca życia nie zapomnę jej trylogii zatytułowanej Znamię lwa. Wiem, że Autorkę stać na stworzenie świetnej literatury i dlatego nieco słabsze książki w jej dorobku literackim nie są w stanie zrazić mnie do jej twórczości.



Więcej na temat oblężenia Jerycha można przeczytać tutaj





wtorek, 29 listopada 2016

Francine Rivers – „ Ostatni Zjadacz Grzechu”












Wydawnictwo: BOGULANDIA
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: The Last Sin Eater
Przekład: Bożena Sand-Tasak




Podobnie jak narodziny, śmierć również jest częścią naszego życia. Na przestrzeni wieków moment umierania był różnie traktowany przez rozmaite kultury. Skupmy się jednak na Wielkiej Brytanii. W XVIII i XIX wieku jednym z obrzędów było kładzenie na piersiach zmarłego kawałka chleba, co w tamtych czasach bynajmniej nie było traktowane jako swego rodzaju dziwactwo. Potem zaczęto zatrudniać osoby, których zadaniem było zjedzenie owego chleba i tym samym wzięcie na siebie grzechów zmarłego. Osobę taką nazywano Zjadaczem Grzechów. Podczas rytuału Zjadacz Grzechów posilał się chlebem i pił wino. Skąd zatem wziął się ten dziwny – z naszego punktu widzenia – rytuał? Kto mógł być takim Zjadaczem Grzechów?

Spożywanie pokarmów podczas pogrzebu lub krótko po nim nie jest niczym niezwykłym. Przecież w dzisiejszych czasach również organizuje się stypy, na których rodzina i znajomi zmarłego spożywają uroczysty obiad, aby uczcić śmierć osoby zmarłej i wymieniać się wspomnieniami o niej. Nierzadko w trakcie styp pijemy także alkohol. Ta tradycja obecna jest w społeczeństwach od stuleci. Lecz mimo to Zjadacz Grzechów jest nam obcy. Ludzie, którzy pełnili niegdyś tę rolę byli różni z uwagi na zadanie, jakie mieli do wykonania. Co ciekawe, Zjadacze Grzechów byli obecni w niektórych odłamach chrześcijaństwa. Przeprowadzali oni ceremonię, w trakcie której brali na siebie grzechy osoby zmarłej, aby ta mogła po śmierci cieszyć się Bożym przebaczeniem, jeśli na przykład odeszła z tego świata bez przystąpienia do spowiedzi. Tak więc Zjadacza Grzechów zazwyczaj zatrudniano, kiedy ktoś zmarł niespodziewanie i przed śmiercią nie miał okazji pojednać się z Bogiem.

Poprzez spożywanie chleba i napojów (zwykle wina lub piwa) umieszczonych na piersiach zmarłej osoby, oraz rytualne gesty wykonywane nad martwym ciałem, Zjadacz Grzechów sprawiał, że rodzina zmarłego wierzyła, iż grzechy bliskiej osoby zostały właśnie „zjedzone” przez owego zjadacza, w związku z czym można było żyć w spokoju i przekonaniu, iż zmarły osiągnie zbawienie. Chociaż na terenie całej Wielkiej Brytanii Zjadacz Grzechów odgrywał istotną rolę podczas ceremonii pogrzebowych, to jednak bardzo rzadko możemy spotkać o nim wzmianki w tekstach źródłowych. Dlatego też większość historyków zaprzecza istnieniu Zjadacza Grzechów. Niemniej, są też i tacy, którzy twierdzą, że ci ludzie naprawdę istnieli, a ich powoływanie było skutkiem ludzkiej niewiedzy odnośnie do reguł wiary chrześcijańskiej. Historycy zastanawiają się, jak w ogóle ktoś mógł uwierzyć w „zjadanie grzechów”, nie mówiąc już o braniu udziału w ceremonii w oświeconym XIX wieku? Działo się tak jednak pod wpływem nonkonformistów, którym nie wystarczało jedynie odrzucenie dawnych wierzeń.

Jedno z wydań amerykańskich.
Wyd. Tyndale House Publishers
(2013)
Nie wszędzie na terenie Wielkiej Brytanii wspomniane rytuały miały taki sam przebieg. Na przykład w Walii, członkowie rodziny zmarłego kładli na jego piersiach dopiero co wyjęte z pieca ziemniaki lub ciasto, które pozostawiali tam aż do ostygnięcia. Ludzie wierzyli bowiem, że jedzenie wchłonie wszystkie grzechy zmarłego. Potem pokarm ten był umieszczany pod tak zwanym Drzewem Grzechu, gdzie po jakimś czasie był spożywany właśnie przez Zjadacza Grzechów, który – jak już wspomniałam wyżej – w ten sposób brał na siebie wszystkie przewinienia osoby zmarłej. Ponadto zostawiano mu także niewielką sumę pieniędzy, lecz zazwyczaj Zjadacz Grzechów ich nie przyjmował. Z kolei w innych częściach Wielkiej Brytanii Zjadacz Grzechów przychodził do domu zmarłego i tam spożywał przygotowany dla niego pokarm, który znajdował się obok trumny. Robił to w obecności żałobników, nie gardząc przy tym pieniędzmi. Po zakończeniu ceremonii Zjadacz Grzechów opuszczał dom zmarłego, a jego odejściu towarzyszyły przekleństwa żałobników.

Trzeba pamiętać, że w całej tej ceremonii najważniejsze było spożywanie pokarmów przez Zjadacza Grzechów, bez względu na to, w jakiej części Wielkiej Brytanii praktykowano ten zwyczaj. Jedzenie zawsze było przyrządzane z najlepszych produktów, co miało dać pewność, że każdy grzech został „skonsumowany”. Okazuje się jednak, że ten zwyczaj pojawił się również w Ameryce w XIX wieku, a stało się tak za sprawą imigrantów. Był on praktykowany na terenach górzystych, czyli dokładnie w Appalachach. To właśnie tam znajduje się łańcuch górski Great Smoky Mountains, czyli miejsce akcji Ostatniego Zjadacza Grzechu. Jest połowa XIX wieku. Rodzinę Forbesów dotyka nieszczęście. Oto pewnego dnia umiera ukochana matka i babcia – Gorawen Forbes. Z kobietą najbardziej związana była jej dziesięcioletnia wnuczka Cadi. Dziewczynka bardzo rozpacza po odejściu babci, jednak wie, że jedyne, co może zrobić w tej sytuacji, to pogodzić się z losem. Ponieważ rodzina Forbesów jest jedną z tych, które przybyły do Ameryki z Walii, musi wezwać pod swój dach Zjadacza Grzechów, który weźmie na siebie wszystkie przewinienia, jakich dopuściła się w życiu Gorawen Forbes. Tak więc biją dzwony, które dla mężczyzny mieszkającego gdzieś w górach są wskazówką, że musi on opuścić swoją kryjówkę i udać się do doliny, aby wypełnić swą posługę. Człowiek ten robi tak już od ponad dwudziestu lat.

Ponieważ mała Cadi jest dość ciekawskim dzieckiem, praktycznie wszyscy ostrzegają ją, aby nie dopuściła do sytuacji, w której mogłaby spojrzeć Zjadaczowi Grzechu prosto w oczy. Niestety, dzieje się inaczej. Głos mężczyzny modlącego się przy trumnie zmarłej staruszki robi na dziewczynce tak wielkie wrażenie, że ta nie może przejść obok tego obojętnie. W którymś momencie patrzy więc Zjadaczowi Grzechu w oczy i od tej chwili już nic nie jest w jej życiu takie samo, jak przedtem. Cadi uświadamia sobie, że ma na sumieniu wielki grzech i już nigdy nie będzie mogła żyć spokojnie. Już zawsze będzie wiedziała, że dopuściła się strasznego czynu, który – według lokalnych wierzeń – może zabrać jedynie Zjadacz Grzechu. Cadi postanawia więc, że odnajdzie mężczyznę i poprosi go, aby ten wziął na siebie jej przewinienie. Czy zatem dziesięcioletnie dziecko mogło faktycznie popełnić aż tak niewybaczalny grzech, że musi zająć się nim tylko Zjadacz Grzechu? Co takiego zrobiła Cadi, że sumienie nie pozwala jej normalnie żyć? Dlaczego tak bardzo katuje samą siebie? Czy teraz będzie musiała umrzeć, skoro Zjadacz Grzechu zabiera grzechy jedynie zmarłym? Jak gdyby tego było mało, dziewczynka zaczyna rozmawiać z kimś, kogo tylko ona może widzieć.

Peter Wingfield w roli
Zjadacza Grzechu w filmie
Ostatni Zjadacz Grzechu
(2007)
reż. Michael Landon, Jr.
źródło
W dolinie mieszkają różni ludzie. Niemniej, na czele tejże społeczności stoi niejaki Brogan Kai, który jest postrachem dla wszystkich. To on dyktuje warunki i to jego należy słuchać, ponieważ w innym razie można nawet stracić życie z jego ręki. Okrutny Brogan podporządkował sobie wszystkich, nie tylko własną rodzinę. Ludzie naprawdę się go boją, więc nawet jeśli zdają sobie sprawę z tego, że mężczyzna czyni źle, nie mają w sobie na tyle odwagi, aby móc mu się sprzeciwić. Wygląda jednak na to, że jest ktoś, kto jest w stanie stawić czoło Broganowi, nawet kosztem utraty życia. To prawie piętnastoletni syn Kai – Fagan. Czy chłopak już do reszty postradał zmysły? Czy nie żal mu matki, dla której jest najukochańszym dzieckiem, pomimo że kobieta ma jeszcze dwóch synów? Przecież ojciec jest w stanie zrobić mu krzywdę, nie bacząc na to, że Fagan jest jego synem!

W końcu przychodzi taki moment, kiedy Cadi i Fagan zbliżają się do siebie. Zaczyna ich łączyć nie tylko przyjaźń, ale coś znacznie głębszego. Nie jest to bynajmniej miłość. Są bowiem za młodzi, aby ją rozpoznać lub wiedzieć czym tak naprawdę jest prawdziwe uczucie pomiędzy mężczyzną a kobietą. Oni odkrywają w sobie coś zgoła innego. Ktoś przeznaczył ich do znacznie wyższych celów, niż przeciętny człowiek jest sobie w stanie wyobrazić. Któregoś dnia na ich drodze staje bowiem pewien tajemniczy mężczyzna, którego słowa już na zawsze odmienią ich życie. Kim jest ten człowiek? Czego od nich chce? Czy nie widzi, że Cadi i Fagan to jeszcze dzieci, które są zbyt małe, aby wypełnić to, co ten ma im do przekazania?

Każdy, kto zna twórczość Francine Rivers wie, że nie jest ona zwyczajną pisarką. Autorka tworzy bowiem powieści, które przeznaczone są dla konkretnego czytelnika, co wcale nie oznacza, że inni nie mogą po nie sięgać. Niemniej, literatura chrześcijańska nie każdemu odpowiada. Ludzie mają bowiem różne poglądy na temat wiary w Boga, więc niekiedy albo boją się tego typu książek, albo uważają, że wręcz wstyd je czytać. Mnie Francine Rivers już dawno urzekła swoją twórczością, a zrobiła to głównie dlatego, iż jej książki nie stanowią jedynie źródła rozrywki, lecz wzbudzają w czytelniku refleksję nad życiem i nad tym, co ewentualnie może nas czekać po tej drugiej stronie. Powieści tej amerykańskiej autorki nie mają na celu nawracać na siłę, lecz pokazywać, że oprócz tego, co widzimy może być również coś, czego zobaczyć się nie da. Dlatego też w powieściach sporo jest cytatów zaczerpniętych z Biblii. W dodatku na końcu każdej książki znajdują się pytania, na które odpowiedzieć może tylko czytelnik, ponieważ wśród nich można spotkać i takie, które skierowane są bezpośrednio do niego, zaś nie mają związku z właśnie przeczytaną powieścią.

Choć Ostatni Zjadacz Grzechu to powieść oparta na wierzeniach pogańskich, mimo że w odniesieniu do Boga, to jednak fabuła pokazuje, iż w każdej chwili można zmienić swoje życie i zrozumieć, gdzie tkwił błąd. Podobnie jak inne książki Francine Rivers, ta również dotyczy przebaczenia i miłości. Tak naprawdę na samym początku wszyscy bohaterowie są źli, każdy z nich ma coś na sumieniu, lecz żadna z tych osób nie jest potępiona. Oni wszyscy mogą w każdej chwili odwrócić się od tego, co złe i pójść prostą drogą. Może to zrobić nawet okrutny Brogan Kai. Z kolei pomiędzy małą Cadi a jej matką został wybudowany bardzo wysoki mur i tylko przebaczenie jest w stanie go zniszczyć. Czytając książkę czasami wydawało mi się, że Cadi Forbes jest zbyt mała, aby móc tak mądrze rozumować. Autorka z tej dziesięcioletniej dziewczynki zrobiła osobę dorosłą, która niekiedy przemawia niczym uczony. Możliwe, że stało się tak dlatego, iż cała ta historia jest napisana z perspektywy staruszki, która swoim wnukom opowiada o tym, co wydarzyło się, kiedy ta była dzieckiem.


Liana Liberato jako Cadi Forbes & Soren Fulton w roli Fagana Kai.
Kadr pochodzi z filmu Ostatni Zjadacz Grzechu (2007)
reż. Michael Landon, Jr.
źródło

Francine Rivers sporo miejsca poświęca także strachowi, który obezwładnia człowieka i czyni go niezdolnym do podjęcia jakichkolwiek działań, nawet jeśli byłyby one słuszne i mogły pomóc. Tak właśnie zachowuje się społeczność zamieszkująca tereny Great Smoky Mountains. Oni wszyscy wiedzą, że w ich dolinie dzieje się źle; wiedzą, że ktoś wiele lat temu został skrzywdzony, lecz nie mają odwagi przeciwstawić się tyranowi, ponieważ obawiają się nie tylko o siebie, ale także o swoich bliskich. Wolą skazać kogoś na wieczne wygnanie i życie w opuszczeniu bez jakiejkolwiek nadziei na poprawę losu, niż mu pomóc. Z drugiej strony jednak na kartach powieści czytelnik spotyka również symbol wielkiej odwagi, dzięki której nawet perspektywa utraty życia nie jest straszna. Ktoś powiedziałby, że to nie odwaga, lecz szaleństwo. I pewnie miałby rację. Lecz wszystko tak naprawdę zależy od punktu widzenia i tego, co tak naprawdę kieruje człowiekiem przy podejmowaniu konkretnych działań.

Oczywiście centralnym punktem tej historii jest tytułowa postać Zjadacza Grzechu. To wokół jego osobistego dramatu kręci się wszystko, co dzieje się na kartach powieści. Jego cierpienie jest niewyobrażalne, a może być jeszcze większe, kiedy pozna prawdę. Czy zatem będzie w stanie wybaczyć, gdy już dotrze do niego, że jego dotychczasowe życie tak naprawdę nie miało żadnego celu i znaczenia? Że zmarnował ponad dwadzieścia lat, wierząc w coś, co nigdy nie było prawdą? Jaką rolę w tym wszystkim odegra Cadi Forbes? Czy kiedy już wyjdą na jaw tajemnice skrywane przez tak wielu ludzi, będzie jeszcze możliwe normalne życie w dolinie?

Pomimo że akcja powieści rozgrywa się w latach 50. XIX wieku, to jednak w moim odczuciu nie jest to powieść historyczna, ponieważ nie czuje się choćby minimalnie klimatu epoki. Powieścią historyczną może być jedynie z nazwy. Książka nie zawiera opisów charakterystycznych dla połowy dziewiętnastego stulecia, natomiast fabuła dotyczy w głównej mierze sfery psychicznej poszczególnych bohaterów. Pierwszoosobowy narrator skupiony jest na swoich wewnętrznych przeżyciach oraz zachowaniu ludzi, którzy go otaczają. Z drugiej strony jednak, opowiada tak dynamicznie, że w pewnym momencie czytelnik przestaje zwracać uwagę na to, że w ogóle nie czuje atmosfery XIX wieku. Zostajemy bowiem wciągnięci w rozwój wydarzeń i przestaje mieć dla nas znaczenie, kiedy tak naprawdę rozgrywa się akcja Ostatniego Zjadacza Grzechu. Równie dobrze mogłyby to być czasy współczesne.

Książkę przeczytałam i opowiedziałam o niej, lecz zawsze przy tego rodzaju literaturze sięgnięcie po nią zostawiam wyborowi czytelnika. Nigdy za wszelką cenę nie namawiam do czytania tego typu prozy, ponieważ w tym wypadku każdy powinien podjąć decyzję sam. Dla mnie Ostatni Zjadacz Grzechu jest kolejną książką Francine Rivers, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wciągnęła mnie już od pierwszej strony i sprawiła, że chciałam jak najszybciej poznać zakończenie. Niestety, już po raz kolejny spotykam się z nieporadnym tłumaczeniem powieści Francine Rivers, co trochę psuje walor jej książkek. Dlatego może lepiej byłoby czytać je w oryginale.







piątek, 30 września 2016

Francine Rivers – „Szofar zabrzmiał”















Wydawnictwo: BOGULANDIA
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: And the Shofar Blew
Przekład: Bożena Sand-Tasak





Ostatnio coraz częściej mówi się o hipokryzji w Kościele Katolickim. Ludzie zarzucają księżom wiele złego i wielokrotnie nie mają litości dla ich postępowania, obrzucając ich najgorszymi obelgami. Prawdą jest, że ksiądz powinien być wzorem dla ludzi wierzących w Boga i nie dawać im powodu do zgorszenia. Coraz częściej zdarza się jednak, że próżno szukać w Kościele wzorów do naśladowania. Duchowni mieszają się do polityki, wytykają ludziom z ambony grzechy, jakby zapominając o tym, że sami też nie są bez winy. Jak gdyby tego wszystkiego było mało, straszą wiecznym potępieniem, choć sami żyją tak, jakby piekła w ogóle nie było. Nie jest tajemnicą, że wielu księży wdaje się w romanse z kobietami, potajemnie żyją w związkach homoseksualnych, nie wspominając już o pedofilii. Są też tacy, którzy jawnie wyznają nacjonalizm, niekiedy ocierający się wręcz o faszyzm. Natomiast chęć wzbogacania się kosztem wiernych nie jest już dziś niczym niezwykłym. Czasami są wręcz w stanie wezwać policję, jeśli rozmowa z tym czy innym parafianinem nie idzie po ich myśli. W tym wszystkim nie należy jednak zapominać, że są także duchowni, którzy robią naprawdę wiele dobrego dla osób wierzących w Boga, a nawet dla tych, którzy przyznają, że z Bogiem jakoś nie jest im po drodze. Niestety, w dzisiejszych czasach prawdziwi księża z powołania giną gdzieś w tłumie i praktycznie nikt o nich nie pamięta ani ich nie wspomina, skupiając się tylko na tym, co jest złe w Kościele.

Ważne, aby pamiętać, że chrześcijaństwo to nie tylko wierni wyznania rzymskokatolickiego i grekokatolickiego, ale także protestanci, zielonoświątkowcy, wspólnoty ewangelikalne, anglikanie, ewangelicy reformowani, luteranie, metodyści, baptyści czy wyznawcy religii prawosławnej. Okazuje się, że problem, o którym napisałam powyżej może dotyczyć każdej z tych grup chrześcijan, a dokładnie każdego duchownego, który stoi na czele swojego kościoła. Przypomina nam o tym Francine Rivers, która tworzy literaturę o tematyce chrześcijańskiej. Za swoją prozę otrzymała do tej pory szereg nagród i można śmiało rzec, że wszystkie te wyróżnienia dostała w pełni zasłużenie. Jej książki nie charakteryzuje bynajmniej moralizatorstwo, ani też chęć wytykania czytelnikowi jego moralnych błędów i próbowania nawracania go za wszelką cenę. Autorka w swoich książkach ukazuje bowiem człowieka słabego – nawet jeśli stoi on na straży wiary – który popełnia szereg błędów i generalnie jest niedoskonały i nie może tak naprawdę być wzorem do naśladowania. Bohaterowie kreowani przez Francine Rivers przechodzą naprawdę długą i żmudną drogę, aż w końcu docierają do punktu, kiedy zderzają się z murem, i albo rozbijają sobie o niego głowę, albo zdają sobie sprawę z tego, co zrobili i próbują zawrócić, przyznając się do własnych błędów i słabości. Usiłują też naprawić to, co zniszczyli, brnąc coraz dalej w zło, jakie sami wygenerowani.

Wydanie amerykańskie
z 2003 roku
W amerykańskim miasteczku Centerville funkcjonuje Centerville Christian Church, którego członkowie skupiają się głównie na badaniu Biblii i wierze w Jezusa Chrystusa. Jest rok 1987, starsi rady zboru poszukują właśnie nowego pastora, ponieważ ten, który jeszcze do niedawna im przewodził, poważnie się rozchorował i raczej nie ma już nadziei na to, aby wrócił do pracy. Do zboru nie należy zbyt wielu wiernych. Trzeba zatem pomyśleć o nowym pastorze, który z jednej strony pociągnąłby dalej to, co rozpoczął jego poprzednik, zaś z drugiej sprawił, aby do kościoła zaczęło przychodzić więcej ludzi. Pomimo że w okolicy działa jeszcze kilka innych zgromadzeń, to Centerville Christian Church jest tym, które znajduje się w centrum zainteresowania. Kiedy starsi rady zboru zastanawiają się nad przyszłością ich wspólnoty, dostają telefon z informacją, że jest ktoś, kto doskonale nadawałby się na stanowisko nowego pastora. Facet jest młody, dobrze wykształcony, pełen zapału do pracy, a w dodatku jest synem pastora, którego nauki znane są w całych Stanach Zjednoczonych, ponieważ kazania tegoż człowieka pokazuje nawet telewizja. Czego zatem można chcieć więcej? Trzeba jedynie zatelefonować do chłopaka i modlić się, aby zechciał przyjechać do Centerville i objąć pieczę nad zborem.

Paul Hudson, bo o nim mowa, na chwilę obecną pracuje w kościele, który znajduje się gdzieś w stanie Illinois. Nie można powiedzieć, że od razu zgadza się przyjąć propozycję objęcia placówki w Centerville. Trochę się zastanawia, prosi Boga o pomoc w podjęciu dobrej decyzji, pyta też żonę o zdanie, bo przecież od jego decyzji będzie też zależeć życie jego rodziny. Ze swoją żoną – Eunice – Paul ma kilkuletniego synka, którego bardzo kocha. Bez żony również nie wyobraża sobie życia. Przychodzi w końcu moment, kiedy mężczyzna musi dać starszym rady Centerville Christian Church ostateczną odpowiedź. Czuje, że do nowego miejsca posyła go sam Bóg, a ponieważ uważa, że tak naprawdę nic nie dzieje się przypadkowo, przyjmuje wyzwanie i wraz z rodziną przeprowadza się do Centerville.

Ponieważ Paul Hudson jest bardzo ambitny, praktycznie od samego początku ostro zabiera się do pracy. Nowa społeczność jest niezwykle przyjaźnie do niego nastawiona, choć ludzie wciąż nie mogą zapomnieć o poprzednim pastorze. Rozumieją jednak, że tak musi być, więc akceptują nową rzeczywistość. W kościele Paulowi pomaga też żona, która posiada muzyczne wykształcenie, co pozwala jej przygotowywać oprawę muzyczną nabożeństw. Nie tylko Paul jest synem pastora. Eunice również wychowała się w rodzinie, której głową był przywódca zboru. Niemniej obydwie rodziny bardzo się od siebie różniły. Podczas gdy w domu Eunice czuło się kojącą obecność Boga, a jej ojciec nigdy nie podążał za pieniądzem i karierą, w rodzinnym domu jej męża sprawa ta wyglądała zupełnie inaczej.

Żyd ze Starego Testamentu
dmący w szofar

Instrument dęty pojawiający się
w Biblii, którego dźwięk zwiastuje
ważne wydarzenie.
autor: Alphonse Lévy
(1843-1918)

Bardzo szybko okazuje się bowiem, że Paul Hudson ma swoją wizję dalszych losów Centerville Christian Church. W tych planach nie już miejsca dla ludzi starych, którzy od wielu, wielu lat byli związani ze wspólnotą. Nowy pastor stawia na młodych i przede wszystkich na tych, którzy mają grube portfele. Mężczyzna pragnie bowiem podążać śladami swojego ojca, i tak samo jak David Hudson postępował niegdyś z własnym kościołem, Paul chce zrobić z Centerville Christian Church obiekt, o którym będzie głośno. W jego wyobraźni rysuje się obraz kościoła, który będzie ociekał bogactwem, zaś on jako pastor będzie podziwiany i szanowany. W tym celu musi zatem pozbyć się starych i niepotrzebnych już członków rady zboru. Ten cios jest niesamowicie bolesny nie tylko dla samych zainteresowanych, ale także dla członków wspólnoty, którzy byli bardzo zżyci z Samuelem, Hollisem i Otisem. W miarę upływu czasu Paul Hudson zraża do siebie coraz więcej osób, choć z drugiej strony fakt ten wcale nie wpływa negatywnie na funkcjonowanie zboru. Do kościoła nadal przybywają rzesze ludzi. Paul jednak wciąż pragnie czegoś więcej. Przede wszystkim pragnie dorównać swojemu wielkiemu ojcu i stać się jego wierną kopią. Czy takie postępowanie wyjdzie na dobre zarówno samemu Paulowi, jak i kościołowi, którym zarządza? Jak w tej sytuacji będzie funkcjonować jego rodzina, od której coraz bardziej się oddala? Gdzie podział się ten młody i życzliwy pastor, który w 1987 roku przybył do Centerville, aby przejąć schedę po poprzednim pastorze? Co musi się stać, aby Paul Hudson zrozumiał, że postępuje źle, a głosy, które słyszy w duszy wcale nie pochodzą od Boga?

Przyznam, że trudno jest pisać o tej książce, zważywszy na jej tematykę. Wiadomo jak w dzisiejszych czasach odbierana jest kwestia religii, jakiejkolwiek religii, nie tylko katolickiej. Dla mnie ta książka jest jedną z wielu, zaś jej akcja mogłaby rozgrywać się w zupełnie innym miejscu i czasie oraz dotyczyć przemiany człowieka, która wcale nie miałaby związku z Bogiem, a i tak potraktowałabym ją jako doskonałe studium przypadku człowieka zagubionego. Problem, który porusza Francine Rivers jest dobry, jak każdy inny, którego konsekwencje ostatecznie doprowadzą do tego, że człowiek zacznie zastanawiać się nad swoim życiem. Paul Hudson to przykład mężczyzny, który naprawdę pogubił się w życiu. Od chwili, gdy objął kościół w Centerville stał się całkiem innym człowiekiem. W jego umyśle wciąż tkwi obraz ojca, który stale był z niego niezadowolony. Paul przez cały czas pragnie mu dorównać, a może nawet przegonić go w sławie i bogactwie. W dodatku widzi, że ludzie potrafią być bardzo próżni. Wystarczy obiecać im tabliczkę z wygrawerowanym nazwiskiem, a już otwierają się ich portfele i finansują co tylko się da. Mężczyzna świetnie to wykorzystuje. Poza tym Paul Hudson pozbywa się tych, którzy albo wydają mu się niepotrzebni, albo zwyczajnie sprzeciwiają się jego decyzjom, widząc, że pastor podąża w naprawdę złym kierunku.

Wydanie amerykańskie
z 2013 roku
Dążąc do naśladowania swojego ojca pod każdym względem, Paul Hudson zaczyna popełniać te same błędy, które robił jego rodziciel. Zaniedbuje rodzinę, gdyż to członkowie zboru są ważniejsi. Potrafi wyjść z domu o każdej porze dnia i nocy i spędzić poza domem długie godziny, nie dbając o to, co w tym czasie dzieje się z jego własną rodziną. W ten sposób oddala się nie tylko od żony, ale przede wszystkim od syna, który dorastając, coraz bardziej go nienawidzi. Timothy przestaje go szanować, stając po stronie matki. W dodatku Paulowi spada kamień z serca w momencie, gdy jego jedyne dziecko wyprowadza się z domu, aby zamieszkać z babcią. W tej relacji to dorastający chłopak wykazuje się większym rozsądkiem, aniżeli jego ojciec. Timothy nie chce bowiem dopuścić do kłótni i niekomfortowych sytuacji. A jaka w tym wszystkim jest rola Eunice? I tutaj możemy się zastanowić nad postawą kobiety, która wydaje się wciąż żyć w cieniu męża. Pokornie znosi jego humory, nie reaguje na sytuacje, w których Paul ją ewidentnie upokarza. Czy tak musi postępować żona pastora? Czy nie wolno jej się zbuntować? Czy nie może wykrzyczeć mu prawdy prosto w oczy, ponieważ jest chrześcijanką i musi postępować zgodnie z zasadami swojej religii? Otóż nie. W którymś momencie Eunice nie wytrzymuje i robi coś, czego Paul zupełnie się po niej nie spodziewał. On uważał, że może z Eunice zrobić wszystko, a ona przyjmie to z pokorą i jeszcze mu za to podziękuje.

Szofar zabrzmiał nie jest książką, w której Autorka próbuje kogokolwiek pouczać. Ona nakreśla jedynie pewne wydarzenia, które w konsekwencji doprowadzają do osobistej i moralnej tragedii człowieka myślącego o sobie, że stoi nawet wyżej niż sam Bóg. Wydaje się, że fabuła oparta jest na faktach, co sprawia, że czytelnik zauważa, iż problem hipokryzji jest obecny wszędzie, nie tylko w środowisku katolickich duchownych, o czym dziś tak głośno. Gdyby pokusić się o spojrzenie na całą tę sprawę z innej strony i wziąć Paula Hudsona w obronę, to można byłoby tłumaczyć jego postępowanie nieudanym dzieciństwem, brakiem miłości ze strony ojca, który również poniżał jego matkę. Poza tym duchowny to również człowiek z całą masą rozmaitych słabości, które w każdej chwili mogą się ujawnić. Wystarczy, że będą mieć ku temu sprzyjające podłoże. Ważne jest natomiast, że w końcu przychodzi opamiętanie. Bo czy duchowny, bez względu na to jakie wyznanie reprezentuje, nie zasługuje na drugą szansę, jak każdy inny człowiek? Czy należy spisać go na straty, bo zbłądził i dał ponieść się zwykłym ludzkim słabościom? Bo za bardzo zawierzył pozorom, bogactwu czy źle rozumianej wolności? Ta książka pokazuje, że nie należy patrzeć na problem tylko z jednej strony, szczególnie jeśli w grę wchodzi ocenianie drugiego człowieka.

Jemenicki Żyd dmący w szofar
Fotografia pochodzi z końca lat 30. XX wieku.
autor nieznany
Nie chciałabym nikogo urazić czy dyskryminować jako czytelnika, ale uważam, że Szofar zabrzmiał to książka, która nie jest przeznaczona dla każdego. Nie powinni po nią sięgać przede wszystkim ci, dla których jakakolwiek wzmianka o Bogu i religii jest nie do przyjęcia i reagują agresywnie na tego typu tematy, nie widząc możliwości okazania szacunku tym, którzy wierzą w coś, czego ludzki umysł nie jest w stanie ogarnąć. Dla takich osób czytanie tej książki nie będzie mieć najmniejszego sensu. Na kartach powieści przewija się bowiem niemało fragmentów zaczerpniętych z Biblii, czy też odwołań do Boga, które wychodzą z ust poszczególnych bohaterów. Choć generalnie jest to historia o hipokryzji osób duchownych, to jednak fabuła dotyczy społeczności chrześcijańskiej, która jest głęboko wierząca i praktycznie każde wydarzenie przypisuje interwencji Najwyższego. Czy słusznie? Nie do końca, ponieważ wielokrotnie ludzie mylą się w interpretacji „znaków”. Czasami można odnieść wrażenie, że uważają samych siebie za wybranych, a to może ich doprowadzić jedynie do zguby. Myślę, że właśnie na ten problem Francine Rivers pragnęła zwrócić szczególną uwagę.

Z drugiej strony jednak czytelnik dostrzega też, ile dobrego może przynieść wiara w Boga. Szczera modlitwa może bowiem dodać sił do walki z nałogiem. Nawet najlepszy terapeuta nie jest w stanie powstrzymać pacjenta przed sięgnięciem po alkohol czy innego rodzaju używkę, natomiast modlitwa staje się czymś na kształt hamulca, który zostaje uruchomiony w momencie, gdy człowiek nie jest w stanie samodzielnie zapanować nad swoim życiem i tylko sekundy dzielą go od sięgnięcia do butelkę. Modlitwa pomaga również bohaterom w uporządkowaniu swoich spraw rodzinnych i ułożenia sobie życia na nowo. Wystarczy tylko wierzyć. Niekoniecznie w siły nadprzyrodzone. Można wierzyć na przykład w Dobro i za nim podążać. 

Niestety, polskie wydanie tej powieści jest źle przetłumaczone, a redakcja i korekta pozostawiają wiele do życzenia. Fakt ten sprawia, że książkę nie czyta się najlepiej, ponieważ czytelnik zmuszony jest zatrzymywać się przy niektórych fragmentach i czytać je od nowa, aby zrozumieć ich sens. Przykro, że naprawdę dobra powieść została zniszczona przez zaniedbanie ze strony wydawcy.