piątek, 6 lutego 2026

Romanse w epoce Tudorów: tkanina władzy, pobożności i osobistych pragnień

 



Epoka Tudorów (1485–1603), czas głębokich przemian politycznych, religijnych i społecznych w Anglii, stanowi fascynujący krajobraz dla zrozumienia pojęcia „romansu”. Dalekie od współczesnego ideału związków opartych na miłości, romanse Tudorów były misternymi konstrukcjami utkanymi z nici ambicji dynastycznych, pozycji społecznej, konieczności ekonomicznej, doktryny religijnej oraz – niekiedy – szczerego osobistego uczucia. W tym kontekście „romans” jawi się jako narzędzie polityki państwowej, rytuał społeczny, imperatyw moralny i prywatne doświadczenie. To właśnie dynamiczna gra między obowiązkiem publicznym a pragnieniem prywatnym głęboko wpłynęła na bieg historii. Na szczycie społeczeństwa Tudorów romans był nierozerwalnie związany z przetrwaniem dynastii i budowaniem sojuszy politycznych. Henryk VII, twórca dynastii, uosabiał pragmatyzm poprzez swoje małżeństwo z Elżbietą York. Związek ten, zawarty po wojnie Dwóch Róż, nie był jedynie osobistym zobowiązaniem, lecz mistrzowskim posunięciem politycznym, symbolicznie jednoczącym rody Lancasterów i Yorków oraz wzmacniającym jego pretensję do tronu. Choć źródła sugerują pewien stopień wzajemnego szacunku, głównym motywem pozostawała stabilność polityczna – wzorzec definiujący królewskie związki przez całą epokę.




Panowanie Henryka VIII jeszcze wyraźniej ukazało polityczny wymiar małżeństw. Jego pierwsze małżeństwo z Katarzyną Aragońską miało cementować angielsko-hiszpański sojusz, lecz brak męskiego następcy doprowadził do kryzysu sukcesyjnego i ostatecznie do rozłamu z Rzymem. Późniejsze zabiegi o względy Anny Boleyn, często przedstawiane jako namiętny romans, były równie mocno motywowane potrzebą uzyskania dziedzica oraz pragnieniem uniezależnienia się od papieskiej ingerencji. Skala działań Henryka – zerwanie z Kościołem Katolickim, powstanie Kościoła Anglikańskiego, rozwiązanie klasztorów – pokazuje, że nawet osobiste uczucie było splecione z losem królestwa. Kolejne małżeństwa Henryka – z Jane Seymour (matką jedynego syna Edwarda VI), z Anną z Kleve (sojusz z protestanckimi książętami Rzeszy), z Katarzyną Howard (tragicznie zakończone egzekucją) i z Katarzyną Parr (która przeżyła króla) – wszystkie miały podwójny cel: sukcesję i dyplomatyczne więzi.
 
Elżbieta I, ostatnia z Tudorów, uczyniła ze swojego dziewictwa potężny symbol polityczny. Choć jej pozycja była przez lata kwestionowana z powodu nieuznawanego przez Kościół Katolicki małżeństwa Henryka VIII i Anny Boleyn, Elżbieta wykorzystała status „Królowej Dziewicy” jako narzędzie dyplomacji. Obietnica potencjalnego małżeństwa pozwalała jej zwodzić europejskich monarchów i wzmacniać pozycję Anglii, bez faktycznego angażowania się w ryzykowne sojusze. Poza monarchią, małżeństwa elit – szlachty i ziemiaństwa – miały głęboko praktyczny charakter. Były narzędziem konsolidacji majątku, tworzenia strategicznych sojuszy i zachowania rodowych linii. Rodzice i opiekunowie odgrywali decydującą rolę w wyborze partnerów, często rozpoczynając negocjacje, gdy dzieci były jeszcze bardzo młode. Kluczowe znaczenie miał posag panny młodej oraz zabezpieczenie finansowe pana młodego, gwarantujące stabilność ekonomiczną i transfer majątku. Choć pewien stopień sympatii był pożądany, nadrzędnym celem pozostawało korzystne połączenie majątków i zapewnienie szlachetnego rodowodu.



 
Twierdzenie, że uczucia osobiste nie odgrywały żadnej roli w małżeństwach epoki Tudorów, byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Choć aranżacje rodzinne stanowiły normę, zarówno Kościół, jak i stopniowo całe społeczeństwo zaczęły podkreślać wagę zgody oraz – coraz wyraźniej – ideałów towarzyskich w więzi małżeńskiej. Literatura poradnikowa dotycząca życia domowego, jak dzieła Erazma z Rotterdamu czy Juana Luisa Vivesa, zalecała wzajemny szacunek, uczucie i wspólną odpowiedzialność między małżonkami, choć w ramach sztywnej hierarchii, w której mąż pozostawał głową rodziny. Początkowy wybór partnera miał charakter pragmatyczny, lecz oczekiwano, że miłość rozwinie się w małżeństwie. To przekonanie odzwierciedlało rodzące się, choć wciąż wczesne, rozumienie małżeństwa jako czegoś więcej niż kontraktu ekonomicznego i społecznego. Listy i pamiętniki z epoki odsłaniają niekiedy przebłyski szczerego uczucia i przyjaźni, pokazując, że choć obowiązek wyznaczał drogę, miłość mogła podążać za nim.
 
Na dworze Tudorów szczególną rolę odgrywała koncepcja miłości dworskiej – literacki ideał odziedziczony ze średniowiecza, który oferował alternatywny, często pozamałżeński sposób wyrażania wyidealizowanych uczuć romantycznych. Tradycja ta, oparta na oddaniu rycerza wobec szlachetnej damy – zwykle nieosiągalnej i często zamężnej – sprzyjała kulturze poetyckiej ekspresji, grzecznego flirtu i stylizowanej adoracji. Postacie takie jak sir Tomasz Wyatt czy Henryk Howard, hrabia Surrey, uosabiały tę tradycję poprzez swoją poezję liryczną, pełną tęsknoty, cierpienia i oddania wobec niedostępnych kobiet, w tym słynnie wobec Anny Boleyn. Ich wiersze, zanurzone w konwencjach petrarkistowskich, ukazywały kunszt retoryczny i emocjonalną głębię, stając się kanałem dla wyrażania intensywnych uczuć, które w innym kontekście mogłyby zostać uznane za społecznie niestosowne lub politycznie ryzykowne.



 
Granica między wyidealizowaną miłością dworską a niebezpiecznym wykroczeniem była jednak niezwykle cienka, zwłaszcza w napiętej atmosferze dworu Tudorów. Wyniesienie damy do rangi obiektu poetyckiej adoracji mogło łatwo zostać zinterpretowane jako rzeczywisty romans, co groziło poważnymi konsekwencjami. Oskarżenia o cudzołóstwo wobec Anny Boleyn i jej rzekomych kochanków, zakończone egzekucjami w 1536 roku, dobitnie ilustrują to zagrożenie. Podobnie uwięzienie hrabiego Surrey w 1546 roku – za polityczne zuchwalstwa, w tym przechwalanie się królewskim rodowodem i być może przekraczanie granic dworskiej admiracji – podkreślało kruchość takich ekspresji. Elżbieta I, świadoma ryzyka dla swojej reputacji i władzy, umiejętnie zarządzała własnymi adoratorami, zwłaszcza Robertem Dudleyem, hrabią Leicester. Ich relacja, pełna intensywnego uczucia, wzajemnego wsparcia i nieustannych plotek, balansowała między flirtem, szczerym przywiązaniem a politycznym wyrachowaniem. Elżbieta rozumiała siłę bycia adorowaną i wykorzystywała ją do wiązania możnych ze swoją służbą, lecz konsekwentnie powstrzymywała się od małżeństwa, które mogłoby zagrozić jej niezależności lub destabilizować królestwo. Miłość dworska była więc mieczem obosiecznym: wyrafinowaną praktyką kulturową, pozwalającą na ekspresję emocji i intelektualnej błyskotliwości, ale także ryzykowną grą, w której źle ulokowane uczucie mogło prowadzić do zguby.
 
Religia odgrywała fundamentalną rolę w definiowaniu ram romansu i małżeństwa w całym okresie Tudorów, przechodząc znaczące przemiany wraz z reformacją. W katolicyzmie małżeństwo traktowano jako sakrament, nierozerwalny poza śmiercią i ściśle regulowany przez prawo kanoniczne. Ten sakramentalny pogląd stanowił podstawę wczesnotudorowskiego rozumienia małżeństwa, a unieważnienia były trudne i wymagały papieskiej dyspensy – czego przykładem była sprawa Henryka VIII i Katarzyny Aragońskiej. Kościół katolicki utrzymywał także hierarchię wartości duchowych, stawiając celibat jako wyższe powołanie niż małżeństwo, co wpływało na role duchowieństwa i zakonów. Reformacja, szczególnie wzrost protestantyzmu za panowania Henryka VIII, a następnie Edwarda VI i Elżbiety I, przyniosła znaczącą rewizję rozumienia małżeństwa. Choć nadal uznawano je za stan święty, teologia protestancka odrzuciła jego status sakramentalny, klasyfikując je jako instytucję ustanowioną przez Boga przede wszystkim dla prokreacji, towarzyskości i unikania rozpusty. Zmiana ta miała dalekosiężne konsekwencje. Po pierwsze, zniesiono zakaz małżeństw duchownych, co głęboko przeobraziło życie księży i ich rodzin. Po drugie, większy nacisk położono na znaczenie wzajemnej zgody oraz legitymizację stosunków seksualnych w małżeństwie, co podniosło rangę więzi małżeńskiej ponad celibat. Reformatorzy, tacy jak Marcin Luter, aktywnie promowali ideę małżeństwa towarzyskiego, opowiadając się za kochającą i wspierającą relacją między mężem a żoną jako fundamentem moralnego społeczeństwa.




Konsekwencje przemian religijnych w epoce Tudorów były złożone. Choć unieważnienie małżeństwa stało się łatwiejsze do uzyskania w świeckich sądach na określonych podstawach – takich jak wcześniejsza umowa czy pokrewieństwo – rozwód w nowoczesnym sensie pozostawał praktycznie niemożliwy. Sporadycznie zdarzały się separacje a mensa et thoro (od stołu i łoża), lecz pełne rozwiązanie małżeństwa z prawem do ponownego zawarcia związku było niezwykle rzadkie i zazwyczaj wymagało aktu parlamentu. W praktyce oznaczało to, że jedynie osoby najbogatsze i najbardziej wpływowe mogły liczyć na taką możliwość. Protestantyzm, kładąc nacisk na wierność małżeńską, prowadził do nasilonego społecznego potępienia i surowszych kar za cudzołóstwo oraz rozpustę, szczególnie wobec kobiet. Podwójna moralność epoki – łagodniejsze traktowanie mężczyzn i surowe sankcje wobec kobiet – była wyraźnym elementem kultury Tudorów. Reformacja, choć pozornie podniosła status małżeństwa i towarzyskości, jednocześnie umocniła jego sztywne granice, czyniąc ucieczkę z nieszczęśliwego związku niezwykle trudną.
 
Struktura społeczna głęboko wpływała na naturę romansu i praktyki małżeńskie. Poniżej szlachty i ziemiaństwa, klasy kupieckie i rzemieślnicze również zawierały małżeństwa aranżowane lub częściowo aranżowane, choć z większym polem dla osobistego wyboru. Kluczowe pozostawały stabilność ekonomiczna i pozycja społeczna. Córka kupca mogła zostać wydana za dobrze prosperującego czeladnika, a syn za córkę wspólnika handlowego, aby umocnić więzi handlowe lub poszerzyć wpływy. Posagi i praktyki czeladnicze były istotnym elementem, zapewniającym ekonomiczną stabilność nowego gospodarstwa domowego. Choć rodzice często zabiegali o zgodę dzieci, realia ekonomiczne sprawiały, że osobista miłość – choć pożądana – pozostawała drugorzędna wobec praktycznych względów. Niemniej korespondencja i zapisy domowe wskazują, że towarzyskość i uczucie były coraz bardziej cenione, być może bardziej niż wśród najwyższej szlachty, gdzie presja dynastyczna dominowała.




Wśród chłopstwa i niższych warstw społecznych dynamika romansu wyglądała inaczej. Jednostki miały większą autonomię w wyborze partnera, choć nadal ograniczoną przez konieczność ekonomiczną. Bez znacznych majątków czy tytułów do przekazania kontrola rodzicielska nad decyzjami małżeńskimi była mniejsza. Młodzi ludzie często pracowali przez kilka lat, aby zgromadzić oszczędności lub dobra potrzebne do założenia gospodarstwa, co prowadziło do późniejszego wieku zawierania związków niż w wyższych klasach. Zaloty obejmowały wspólne aktywności i praktyczne oceny pracowitości oraz charakteru potencjalnego małżonka. Wcześniejsze umowy – często nieformalne zobowiązania do małżeństwa – były powszechne i prawnie wiążące, czasem prowadząc do wspólnego zamieszkania przed ceremonią kościelną. Ta praktyka, znana jako handfasting, pozwalała parom sprawdzić kompatybilność i zdolność ekonomiczną do utrzymania gospodarstwa. Choć czynniki ekonomiczne pozostawały istotne, brak dużych majątków oznaczał, że osobiste przyciąganie i uczucie mogły odgrywać większą rolę w wyborze partnera. Jednak nawet tutaj normy społeczne i religijne nakazy przeciwko nieślubnym dzieciom i rozwiązłości były silne, a społeczności egzekwowały kodeksy moralne poprzez presję społeczną.
 
Na tle politycznych manewrów, społecznych oczekiwań i religijnych nakazów potajemne związki i skandale były nieuniknione. Ludzkie pragnienie namiętności i więzi często wymykało się sztywnym strukturom epoki, prowadząc do zakazanych romansów, sekretnych małżeństw i publicznego potępienia. Katarzyna Howard, piąta żona Henryka VIII, stanowi tragiczny przykład. Jej przedmałżeńskie romanse oraz późniejszy związek w czasie, gdy była królową, doprowadziły do szybkiej i brutalnej egzekucji w 1542 roku za zdradę. Naruszenie wierności małżeńskiej w przypadku królowej było traktowane nie tylko jako moralne uchybienie, lecz jako akt zdrady wobec państwa. Powszechne potępienie i surowe kary za cudzołóstwo, szczególnie wobec kobiet, odzwierciedlały patriarchalne wartości epoki i wagę przypisywaną kobiecej czystości w małżeństwie, mającej zapewnić prawowitych dziedziców. Mężczyźni, choć nie całkowicie wolni od konsekwencji, często spotykali się z łagodniejszymi reperkusjami za podobne przewinienia.




Mimo ograniczeń istnieją dowody na szczere głosy jednostek dążących do uczucia i szczęścia. Nacisk na towarzyskość, zachęcany przez myśl protestancką, sprzyjał powstawaniu atmosfery, w której wzajemny szacunek i emocjonalna więź w małżeństwie były coraz bardziej postrzegane jako pożądane. Listy między małżonkami, choć często formalne, czasem ujawniają czułość i troskę. Korespondencja lady Grace Mildmay, pobożnej protestanckiej szlachcianki, odzwierciedla głębokie oddanie mężowi i rodzinie, obejmujące zarówno obowiązek, jak i uczucie. Elżbieta I, mimo politycznego wyrachowania, pisała listy do Roberta Dudleya, które zdradzają osobistą więź i zaufanie, nawet jeśli ich relacja pozostawała oficjalnie niejednoznaczna. Pojawienie się portretów małżeńskich, przedstawiających pary obok siebie lub z symbolami harmonii, sugeruje rosnącą akceptację związku jako partnerstwa, choć wciąż w ramach wyraźnych hierarchii płci. Te przebłyski życia jednostek pokazują, że mimo dominujących ograniczeń ludzie starali się odnaleźć więź, uczucie i sens w swoich relacjach. Trwałe napięcie między wymaganiami życia publicznego a tęsknotami prywatnego serca stanowi przejmujący motyw przewodni w narracjach romantycznych epoki Tudorów.
 
Tak więc „romanse” w epoce Tudorów nie miały wiele wspólnego z prostymi narracjami o wyidealizowanej miłości. Stanowiły złożony i dynamiczny aspekt życia, głęboko spleciony z dominującymi strukturami politycznymi, religijnymi i społecznymi. Od dynastycznej konieczności, która kształtowała królewskie małżeństwa i wpływała na bieg reformacji, poprzez starannie negocjowane kontrakty szlachty, aż po bardziej autonomiczne – choć wciąż ograniczone ekonomicznie – wybory zwykłego ludu, związki małżeńskie i romantyczne zawsze niosły ze sobą ciężar znaczeń. Na dworze królewskim małżeństwa były narzędziem polityki i dyplomacji. Związek Henryka VII z Elżbietą York symbolicznie zakończył wojnę Dwóch Róż i umocnił nową dynastię. Henryk VIII, dążąc do zapewnienia męskiego następcy, uczynił ze swoich małżeństw sprawę państwową – jego relacja z Anną Boleyn doprowadziła do zerwania z Rzymem i powstania Kościoła Anglikańskiego. Elżbieta I, ostatnia z Tudorów, wykorzystała status „Królowej Dziewicy” jako narzędzie dyplomacji, balansując między osobistymi uczuciami a politycznym wyrachowaniem.

 


Wśród szlachty i ziemiaństwa małżeństwa miały charakter kontraktów, służących konsolidacji majątków i sojuszy. Posagi, dziedziczenie i prestiż rodowy były kluczowe, a osobiste uczucie schodziło na dalszy plan. W niższych warstwach społecznych – wśród kupców, rzemieślników i chłopstwa – większą rolę odgrywała autonomia jednostek, choć nadal ograniczona przez ekonomię. Praktyki takie jak handfasting pozwalały parom sprawdzić zgodność przed formalnym ślubem, a osobiste przyciąganie częściej wpływało na wybór partnera niż w elitach. Miłość dworska, odziedziczona ze średniowiecza, dawała wyrafinowane, lecz ryzykowne ujście dla emocjonalnej ekspresji. Poezja Tomasza Wyatta czy Henryka Howarda, hrabiego Surrey, ukazywała tęsknotę i oddanie wobec niedostępnych kobiet, w tym Anny Boleyn. Jednak granica między literacką adoracją a rzeczywistym romansem była niebezpiecznie cienka – oskarżenia o cudzołóstwo mogły prowadzić do zguby, jak w przypadku Anny Boleyn czy Katarzyny Howard.
 
Reformacja zmieniła ramy małżeństwa. Katolickie rozumienie związku jako sakramentu ustąpiło protestanckiej wizji małżeństwa jako instytucji ustanowionej przez Boga dla prokreacji, towarzyskości i uniknięcia rozpusty. Zniesiono zakaz małżeństw duchownych, a większy nacisk położono na wzajemną zgodę i wierność. Jednocześnie rozwód pozostawał praktycznie niemożliwy, a zdrada małżeńska – szczególnie w przypadku kobiet – była surowo karana. Ostatecznie romans w epoce Tudorów był nieustannym balansowaniem między zewnętrznymi naciskami a wewnętrznymi pragnieniami, kruchą równowagą między obowiązkiem a tęsknotą. Dramaty tej epoki – polityczne małżeństwa, zakazane romanse i powolna ewolucja ideałów towarzyskiego małżeństwa – głęboko wpływały na życie jednostek i trajektorię historii Anglii. Okres Tudorów utrwalił się jako czas, w którym skłonności serca rzadko były czysto osobiste, a często niosły ciężar całych narodów.


 
Bibliografia:
 
  1. Brigden S.: New Worlds, Lost Worlds: The Rule of the Tudors, 1485–1603, Penguin Books, Londyn 2000.
  2. Cressy D.: Birth, Marriage, and Death: Ritual, Religion, and the Life-Cycle in Tudor and Stuart England, Oxford University Press, Oksford 1997.
  3. Gristwood S.: The Tudors in Love: Passion and Politics in the Age of England's Most Famous Dynasty, St. Martin’s Publishing Group, Nowy Jork 2022.
  4. Harris B. J.: English Aristocratic Women, 1450–1550: Marriage and Family, Property and Careers, Oxford University Press, Oksford 2002.
  5. Ives E.W.: The Life and Death of Anne Boleyn, Wiley-Blackwell, Oksford 2004.
  6. Warnicke R. M.: The Marrying of Anne of Cleves: Royal Protocol in Early Modern England, Cambridge University Press, Cambridge 2000.
 

Ⓒ Agnieszka Różycka



środa, 4 lutego 2026

Elżbieta z Rhuddlan: księżniczka na skrzyżowaniu średniowiecznej dyplomacji

 


 
W opowieściach o trzynastowiecznych Plantagenetach zwykle dominuje Edward I ze swoimi militarnymi sukcesami albo jego syn, Edward II, uwikłany w konstytucyjne zawirowania. Tymczasem pomiędzy tymi mocno „męskimi” narracjami kryje się postać, która pozwala spojrzeć na epokę z zupełnie innej perspektywy – Elżbieta z Rhuddlan, najmłodsza córka Edwarda I i Eleonory Kastylijskiej, jedyna z późniejszych córek, która dożyła dorosłości. Jej biografia otwiera drogę do zrozumienia, jak wyglądała kobieca sprawczość polityczna w średniowieczu, kiedy to ciało księżniczki stawało się narzędziem dyplomacji, sposobem na umacnianie władzy terytorialnej i środkiem utrzymywania delikatnej równowagi między monarchą a potężnymi rodami możnowładczymi. Elżbieta, urodzona w samym środku walijskiej kampanii w 1282 roku, nie była jedynie postacią z królewskiego domu. Jej życie było niczym soczewka, przez którą można dostrzec napięcia i ambicje średniowiecznej Anglii. Jej droga – od niemowlęcia, którego narodziny miały znaczenie symboliczne, po wpływową hrabinę Hereford – pokazuje, jak wielowymiarową rolę mogła odgrywać księżniczka z rodu Plantagenetów  w epoce pełnej ekspansji, buntów i politycznych przetasowań.


Portret Elżbiety z Rhuddlan odtworzony
na podstawie jej wizerunku z 1300 roku
znajdującego się w genealogicznym zwoju
królów Anglii (drzewo genealogiczne Edwarda I)

 
Już sam moment jej przyjścia na świat miał wymiar politycznego manifestu. Elżbieta urodziła się w sierpniu 1282 roku w zamku Rhuddlan – miejscu absolutnie nieprzypadkowym. Twierdza ta była centrum działań Edwarda I w Walii, jednym z kluczowych punktów jego strategii podporządkowania sobie regionu. Decyzja, by królewskie dziecko przyszło na świat właśnie tam, była jasnym sygnałem: dynastia Plantagenetów zakorzenia się na zdobytym terytorium. Nawet imię księżniczki, nawiązujące do miejsca narodzin, wpisywało ją w narrację o angielskiej dominacji. Od pierwszych chwil życia Elżbieta funkcjonowała jako żywy symbol Pax Edwardiana – miała łagodzić obraz brutalnej okupacji i pokazywać, że angielska obecność w Walii nie jest chwilowa, lecz trwała i dynastyczna. To wczesne doświadczenie „polityki miejsca” zapowiadało jej późniejszą rolę pośredniczki między coraz bardziej scentralizowaną władzą królewską a wpływowymi lordami Marchii, którzy odgrywali kluczową rolę na pograniczu angielsko‑walijskim.
 
W dzieciństwie Elżbieta dorastała w atmosferze wymagającej, a jednocześnie niezwykle kosmopolitycznej edukacji, jaką Eleonora Kastylijska zapewniała swoim dzieciom. Eleonora, znana z ostrego umysłu i talentu administracyjnego, świadomie przygotowywała córki do funkcjonowania w świecie europejskiej dyplomacji. Dwór, w którym wychowywała się Elżbieta, był jednocześnie centrum kultury rycerskiej i miejscem, gdzie uczono się sztuki rządzenia na poziomie międzynarodowym. Księżniczka zdobyła solidne wykształcenie – potrafiła czytać i pisać na wysokim poziomie, znała podstawy prawa i zarządzania majątkami, co później okazało się dla niej bezcenne. Plantageneci żyli w sieci powiązań rozciągającej się od Paryża po Kastylię i Niderlandy, a najmłodsza córka Edwarda I była w tej sieci jednym z najcenniejszych „zasobów”. Choć często określa się ją jako „pionek dyplomatyczny”, jej realny wpływ rósł wraz z tym, jak blisko centrum władzy pozostawała.



 
Pierwszy raz jej polityczna wartość ujawniła się wyraźnie w 1297 roku, kiedy wydano ją za Jana I, hrabiego Holandii. Ten mariaż był częścią szerokiej strategii Edwarda I, który próbował otoczyć Francję sojuszami. Partnerstwo z Niderlandami miało zabezpieczyć handel angielską wełną i stworzyć północny front przeciw Kapetyngom. Małżeństwo Elżbiety wpisywało się więc w rodzinny model prowadzenia polityki zagranicznej. Jednocześnie pokazywało, jak kruche potrafiły być średniowieczne układy. Jan był jeszcze dzieckiem, a jego dwór pełen był konfliktów i rywalizujących frakcji. Piętnastoletnia Elżbieta trafiła w sam środek obcego, napiętego środowiska, gdzie musiała jednocześnie reprezentować interesy Anglii i radzić sobie z lokalnymi intrygami. Choć małżeństwo trwało krótko – Jan zmarł w 1299 roku – jego znaczenie pozostaje duże. Pokazuje determinację Edwarda I, który bez wahania wysyłał swoje córki na odległe dwory, by wzmacniać pozycję Anglii na kontynencie. Dla Elżbiety był to czas intensywnej nauki: zetknęła się z nieprzewidywalnością europejskiej polityki i z osobistymi kosztami, jakie niosła rola królewskiej córki.
 
Po powrocie do Anglii jako młoda wdowa Elżbieta zyskała nową polityczną wagę. W średniowieczu wdowa z królewskiego rodu była niezwykle cenną figurą: miała własne ziemie, prestiż i potencjał do zawarcia kolejnego strategicznego małżeństwa, tym razem bardziej ukierunkowanego na stabilizację wewnętrzną. W 1302 roku poślubiła Humphreya de Bohun, 4. hrabiego Hereford i 3. hrabiego Essex, który pełnił również urząd Lorda Wielkiego Konstabla Anglii. Ten związek był jednym z kluczowych posunięć Edwarda I w polityce krajowej. Bohunowie należeli do najpotężniejszych rodów w królestwie, dominowali w Marchii i często sprzeciwiali się królewskim próbom ograniczania baronialnych przywilejów. Wydając córkę za Humphreya, Edward I próbował wciągnąć Bohunów w orbitę dynastii i osłabić ich skłonność do bycia w opozycji. Relacja Elżbiety i Humphreya pokazuje, jak splatały się w niej osobiste więzi i polityczna konieczność. W przeciwieństwie do wielu aranżowanych małżeństw epoki, ich związek wydaje się wyjątkowo harmonijny i bardzo płodny – doczekali się dziesięciorga dzieci. Sam fakt tak licznego potomstwa miał ogromne znaczenie polityczne: wzmacniał ród Bohunów, jednocześnie „uszlachetniając” go królewską krwią, co zmniejszało dystans między monarchą a jednym z jego najpotężniejszych wasali. Elżbieta nie była jedynie żoną – pełniła rolę pośredniczki między ojcem, a później bratem Edwardem II, a swoim mężem. W świecie lordów marchii, gdzie siła rodu opierała się na ziemi i przemocy, obecność księżniczki Anglii nadawała Bohunom dodatkowy prestiż i poczucie legitymizacji. Elżbieta stała się domowym, codziennym obliczem politycznego kompromisu.


Wizerunek Humphreya de Bohun odtworzony
na podstawie ryciny jego posągu nagrobnego
znajdującego się w katedrze w Hereford.
Autorem pierwowzoru jest George Hollis (1841). 


 
Prawdziwym testem politycznej intuicji Elżbiety i jej zdolności do mediacji okazały się niespokojne rządy jej brata, Edwarda II, które rozpoczęły się w 1307 roku. Nowy monarcha, uzależniony od swoich ulubieńców – zwłaszcza Piersa Gavestona – szybko zraził do siebie tradycyjną elitę, co doprowadziło do poważnego kryzysu ustrojowego. Humphrey de Bohun, mąż Elżbiety, wyrósł na jednego z liderów baronialnej opozycji i został jednym z Lordów Ordynatorów, domagających się ograniczenia królewskiej władzy. Elżbieta znalazła się więc w niezwykle delikatnym położeniu: jej brat był królem, a jej mąż stał na czele ruchu przeciwko niemu. To właśnie w tym okresie najlepiej widać jej „trzecią pozycję” – rolę, którą historiografia często pomija. Dom Elżbiety stawał się przestrzenią, gdzie stykały się oba obozy. Choć nie ma dowodów, że otwarcie sprzeciwiała się Edwardowi II, jej lojalność wobec męża w czasie Ordynacji z 1311 roku pokazuje, jak zręcznie potrafiła balansować między obowiązkami wobec rodziny królewskiej a interesami własnego rodu. Zachowywała królewską godność, jednocześnie wspierając człowieka, od którego zależała przyszłość jej dzieci.
 
Rok 1312, kiedy Gaveston został stracony, a królestwo znalazło się o krok od wojny domowej, był zapewne jednym z najbardziej obciążających momentów w życiu Elżbiety. Mimo napięć politycznych pozostawała widoczna na dworze – pojawiała się w rejestrach królewskich jako odbiorczyni darów i uczestniczka ceremonii. Ta obecność miała znaczenie symboliczne: pokazywała, że mimo konfliktu między królem a Herefordem więzi rodzinne nie zostały zerwane. Elżbieta ucieleśniała pamięć o stabilnym porządku z czasów Edwarda I i działała poprzez subtelne formy wpływu – patronat, mediację, religijne zaangażowanie. Jej wsparcie dla dominikanów i działalność jako mecenaski sztuki nie były jedynie wyrazem osobistej pobożności, lecz publicznym potwierdzeniem prestiżu sojuszu Bohunów z dynastią Plantagenetów. Zamawiane przez nią manuskrypty i fundacje kościelne wzmacniały moralny autorytet jej rodu. Życie Elżbiety pokazuje też ogromne obciążenia, jakie nakładał na kobiety średniowieczny obowiązek rodzenia dziedziców. W latach 1303–1316 była praktycznie bez przerwy w ciąży. Ten nieustanny cykl porodów stanowił jej podstawową „pracę polityczną”: zapewniała ciągłość rodu Bohunów, który dzięki temu umacniał swoją pozycję i kontrolę nad urzędem Lorda Wielkiego Konstabla. Każda ciąża wiązała się jednak z realnym zagrożeniem życia, a śmierć kilkorga jej dzieci w niemowlęctwie przypomina o kruchości nawet najbardziej uprzywilejowanych istnień. Mimo tych strat Elżbieta pozostawała centralną postacią w rodzinie – zarządzała domem, dbała o edukację dzieci i przygotowywała je do ról, które odegrały później za panowania Edwarda III.




Ostatni rozdział jej życia rozegrał się w maju 1316 roku. W Quendon w Essex urodziła swoje dziesiąte dziecko, córkę Izabelę. Poród był trudny i Elżbieta zmarła niedługo później, mając zaledwie trzydzieści trzy lata. Jej śmierć była ciosem nie tylko dla rodziny, lecz także dla politycznej równowagi królestwa. Elżbieta pełniła rolę łącznika między królem a hrabią Hereford. Po jej odejściu relacje między Edwardem II a Humphreyem de Bohun szybko się pogorszyły. W 1321 roku Hereford otwarcie wystąpił przeciwko królowi i Despenserom, a rok później zginął w bitwie pod Boroughbridge. Z perspektywy politycznej trudno nie zauważyć, że brak Elżbiety usunął ważny element mediacji, przyspieszając eskalację konfliktów, które ostatecznie zdominowały schyłek panowania Edwarda II. Elżbietę pochowano w Opactwie Waltham, tradycyjnym miejscu spoczynku Bohunów, a nie w królewskim Westminsterze. Ten wybór mówi wiele: pod koniec życia była już całkowicie związana z rodem męża, choć pochowano ją z honorami należnymi córce króla. Jej dziedzictwo przetrwało dzięki dzieciom. Synowie, Jan i Humphrey, odziedziczyli tytuły i urząd Konstabla, a córka Małgorzata wyszła za hrabiego Devon. Co najważniejsze, jej potomkowie ponownie weszli w linię sukcesyjną, dzięki czemu krew „córki z Rhuddlan” płynęła później w żyłach angielskich monarchów, w tym przedstawicieli dynastii Lancasterów.




Zrozumienie roli Elżbiety z Rhuddlan wymaga odejścia od klasycznej narracji o „wielkich mężczyznach”, którzy mieli rzekomo kształtować historię w pojedynkę. Jej biografia pokazuje, jak w średniowieczu krzyżowały się kwestie płci, władzy i więzów rodzinnych. Elżbieta była jednocześnie narzędziem polityki ekspansji prowadzonej przez Edwarda I, elementem dyplomatycznej układanki na arenie międzynarodowej, stabilizatorką napięć wewnętrznych oraz założycielką wpływowej linii możnowładczej. Przyszło jej żyć w okresie, gdy Anglia przechodziła trudną przemianę w stronę bardziej sformalizowanego, ale też bardziej konfliktowego systemu politycznego. Choć jej własny głos rzadko przebija się przez archiwa, jej działania – małżeństwa, rola mediacyjna w czasie Ordynacji, intensywna aktywność reprodukcyjna i mecenat – pokazują kobietę, która doskonale rozumiała, jak funkcjonuje władza i jakie miejsce może w niej zająć. W szerszej perspektywie dziejów Plantagenetów Elżbieta działała jak spoiwo łączące różne segmenty elity – królewskiej i rycerskiej. Już jej narodziny w Walii symbolizowały przekraczanie granic, które później stało się stałym elementem jej życia. Niezależnie od tego, czy chodziło o różnice kulturowe między Anglią a Holandią, czy o znacznie bardziej ryzykowny podział między monarchą a baronami, Elżbieta pełniła funkcję dyplomatycznego „naczynia”. Uosabiała średniowieczny ideał consors – partnerki, która wnosiła do małżeństwa nie tylko ziemie i majątek, lecz także prestiż królewskiego pochodzenia.
 
Jej losy podważają stereotyp średniowiecznej księżniczki jako biernej figurki. Owszem, podlegała patriarchalnym zasadom epoki i była wydawana za mąż z powodów politycznych, ale sposób, w jaki realizowała te narzucone role, pokazuje jej realną sprawczość. Zarządzanie marchijnym domem wymagało ogromnych kompetencji organizacyjnych i społecznych. Utrzymanie zaufania króla, będąc jednocześnie żoną jego najgłośniejszego krytyka, wymagało dyplomatycznej zręczności, której nie powstydziłby się współczesny negocjator. Całe jej życie było nieustannym balansowaniem między lojalnościami wynikającymi z urodzenia i małżeństwa – i potrafiła to robić skutecznie aż do swojej przedwczesnej śmierci. Historia Elżbiety skłania też do zastanowienia się nad tym, czym w ogóle była średniowieczna „angielskość”, którą Edward I próbował kreować. Nadając córce imię związane z walijską twierdzą, król symbolicznie włączał podbite terytorium do własnej dynastii. Sam akt nadania imienia miał wymiar kolonizacyjny. A jednak później, jako żona Bohuna, Elżbieta stała się obrończynią tych samych „angielskich wolności”, których strzegli lordowie Marchii przed nadmiernymi ambicjami Korony. Ten paradoks – że księżniczka nazwana na cześć miejsca podboju stała się matką rodu stojącego na czele opozycji – jest jednym z najbardziej fascynujących elementów jej biografii. Pokazuje, że Plantageneci nie byli jednolitym blokiem, lecz siecią jednostek o często sprzecznych interesach.


Ruiny zamku Rhuddlan od strony zachodniej - miejsce narodzin Elżbiety
fot. Julie Anne Workman


W analizie takiej postaci jak Elżbieta z Rhuddlan trzeba też uwzględnić milczenie źródeł, które często otacza kobiety jej pozycji. W przeciwieństwie do swojej siostry Joanny z Akki – znanej z niepokornego charakteru i kontrowersyjnego drugiego małżeństwa – Elżbieta pojawia się w przekazach jako uosobienie obowiązku. Warto jednak pamiętać, że ten „obowiązek” był formą politycznego występu, w którym stawką była stabilność królestwa. Brak skandali w jej życiu nie oznacza braku znaczenia. Wręcz przeciwnie: jej umiejętność trzymania się z dala od burzliwej polityki czasów Despenserów świadczy o dużej ostrożności i świadomym pozycjonowaniu się w przestrzeni władzy. Elżbieta była esencją księżniczki Plantagenetów – lojalną wobec własnej dynastii, oddaną rodzinie i niezbędną dla sprawnego funkcjonowania państwa. Jej biografia stanowi ważne uzupełnienie narracji o panowaniu Edwarda II, często przedstawianym wyłącznie jako pasmo klęsk. Pokazuje, że pod powierzchnią królewskich błędów i baronialnych buntów nadal działały tradycyjne mechanizmy pokrewieństwa i mediacji, a ich nośnikami były właśnie takie kobiety jak Elżbieta, próbujące utrzymać królestwo w całości w czasach erozji lojalności.
 
W ostatecznym rozrachunku życie Elżbiety z Rhuddlan to studium tego, jak funkcjonowała królewska kobieta w średniowieczu. Od narodzin będących symbolem podboju po śmierć jako jedna z najważniejszych kobiet angielskiej arystokracji zajmowała przestrzeń, w której sfera prywatna i publiczna były nierozerwalnie splecione. Jej znaczenie polegało na tym, że była punktem przecięcia interesów króla Anglii, hrabiego Holandii i hrabiego Hereford. Patrząc na jej losy z perspektywy krytycznej, lepiej rozumiemy, jak Plantageneci budowali swoją władzę, jak była ona negocjowana, podważana i ostatecznie podtrzymywana dzięki pracy kobiet, które rzadko trafiają na pierwsze strony kronik. Elżbieta nie była bierną obserwatorką wydarzeń – była jednym z kluczowych elementów stabilizujących państwo, a jej życie i śmierć miały realny wpływ na kierunek, w jakim podążyła Anglia w XIV wieku. Jej dziedzictwo, obecne zarówno w genealogiach angielskiej arystokracji, jak i w kamiennych murach twierdz zbudowanych przez jej ojca, pozostaje fascynującym polem badań nad władzą dynastyczną i trwałą rolą kobiet w historii Plantagenetów.


 
Bibliografia:
 
  1. Parsons J. C.:  Medieval Queenship, St. Martin’s Press, Nowy Jork 1993.
  2. Warner K.: Daughters of Edward I, Pen & Sword History, Barnsley 2021.
  3. Weir A.: Britain’s Royal Families: The Complete Genealogy, The Bodley Head, Londyn 1989.
  4. Wilson-Lee K.: Daughters of Chivalry: The Forgotten Children of Edward I, Picador (Pan Macmillan), Londyn 2019.



Ⓒ Agnieszka Różycka



poniedziałek, 2 lutego 2026

Eryk XIV Szwedzki: renesansowy absolutyzm w praktyce i słabości państwa Wazów





Rządy Eryka XIV to jeden z najbardziej fascynujących i zarazem skomplikowanych momentów w historii północnej Europy. To czas, w którym dawne, średniowieczne formy władzy rozpadały się na oczach ówcześnie żyjących, a w ich miejsce zaczynał wyrastać nowy model państwa – scentralizowanego i fiskalno‑militarnego o ambicjach absolutystycznych. Patrzenie na Eryka wyłącznie jak na tragicznego monarchę byłoby sporym uproszczeniem. Jego panowanie odsłania bowiem napięcia, jakie pojawiają się, gdy władca próbuje narzucić pełną suwerenność Koronie, zderzając się z oporną szlachtą, ambitnymi braćmi oraz niestabilną sytuacją w regionie bałtyckim. Eryk, najstarszy syn Gustawa Wazy i Katarzyny Sasko‑Lauenburskiej, obejmował tron w państwie, które dopiero próbowało określić swoją tożsamość po zerwaniu unii kalmarskiej i po reformacji. Gustaw Waza był człowiekiem praktycznym, twardo stąpającym po ziemi, skupionym na budowie stabilnych fundamentów państwa. Eryk natomiast reprezentował zupełnie inny typ władcy – renesansowego intelektualistę, władającego wieloma językami, zafascynowanego astronomią i muzyką. Ta erudycja szła jednak w parze z narastającą podejrzliwością i coraz bardziej radykalnym przekonaniem o konieczności wzmocnienia władzy królewskiej. Jego rządy w latach 1560–1568 to przykład, jak indywidualna wizja może rozbić się o opór tradycyjnych elit oraz o własne ograniczenia psychiczne władcy, który znalazł się pod ogromną presją.


Portret Eryka XIV Wazy (1561)
Autorstwo portretu przypisuje się
Domenicusowi Verviltowi


Kluczowy problem jego panowania wyrastał z niejasności prawnych i terytorialnych wynikających z aktu sukcesyjnego z 1544 roku. Dokument ten wprowadzał w Szwecji dziedziczność tronu, ale jednocześnie przyznawał młodszym braciom Eryka – Janowi, Magnusowi i Karolowi – rozległe księstwa. W praktyce oznaczało to rozdrobnienie władzy i zasobów, co szybko stało się zarzewiem konfliktów. Eryk, świadomy zagrożenia, już na początku swoich rządów próbował tę sytuację opanować. Pierwszym poważnym krokiem były Artykuły z Arboga z 1561 roku. Dzięki nim Eryk odebrał braciom realną autonomię polityczną i wojskową, podporządkowując ich księstwa bezpośrednio administracji królewskiej. Nie była to wyłącznie kwestia rodzinnych animozji – Eryk dążył do stworzenia jednolitego, scentralizowanego państwa, w którym nie ma miejsca na pół‑niezależne domeny książęce. Wizja Eryka opierała się na legalistycznym absolutyzmie. Nowo powołany Sąd Królewski (Konungens nämnd) stał się narzędziem pozwalającym mu omijać tradycyjną Radę Królestwa i wpływowe rody szlacheckie. Obsadzając ten organ ludźmi spoza arystokracji – „nowymi ludźmi”, lojalnymi wyłącznie wobec monarchy – Eryk świadomie odchodził od dotychczasowego modelu rządów opartych na kompromisie. Najbardziej symboliczną postacią tej zmiany był Jöran (Göran) Persson, niezwykle zdolny, ale powszechnie znienawidzony doradca, który stał się uosobieniem nowej, meritokratycznej, choć autorytarnej administracji.
 
Dążenie Eryka XIV do uporządkowania spraw wewnętrznych było nierozerwalnie splecione z jego ofensywną polityką zagraniczną. Król marzył o tym, by Szwecja zdominowała Bałtyk i zdobyła upragnione Dominium Maris Baltici. Kluczowym elementem tej wizji była kontrola nad intratnym handlem rosyjskimi towarami, które przechodziły przez Inflanty. Gdy Zakon Inflancki ostatecznie się rozpadł, Eryk bez wahania wkroczył do Rewla (Tallinna), co natychmiast wciągnęło Szwecję w konflikt z Danią, Polską oraz Hanzą, z Lubeką na czele. Wybuch Siedmioletniej Wojny Północnej w 1563 roku stał się testem dla jego reform fiskalnych i wojskowych. W przeciwieństwie do Gustawa Wazy, który opierał się głównie na drogich najemnikach z zagranicy, Eryk zrozumiał, że państwo potrzebuje własnego, narodowego systemu poboru. To właśnie on położył podwaliny pod szwedzką piechotę, która w XVII wieku stanie się jedną z najskuteczniejszych w Europie. Równie ambitnie podszedł do rozwoju floty – za jego panowania powstały ogromne okręty wojenne, takie jak Mars, należące do najnowocześniejszych konstrukcji swoich czasów. Jednak wojna pochłaniała gigantyczne środki, a zwiększanie obciążeń fiskalnych tylko pogłębiało konflikt króla ze szlachtą. Dla wielu możnych rosnące podatki i wpływy doradców spoza arystokracji były sygnałem, że Eryk zagraża ich pozycji i przywilejom.


Rysunek szwedzkiego okrętu wojennego (okrętu liniowego) Mars,
znanego również jako Makalös (Niezrównany), który został zbudowany
w latach 1563-1564. Ilustracja została przygotowana na podstawie ryciny
z 1909 roku autorstwa Jacoba Hägga. 

 
W polityce zagranicznej Eryk wykazywał niezwykłą wrażliwość na symbolikę i wagę królewskich mariaży. Jego długie, często chaotyczne starania o rękę Elżbiety I, Marii Stuart czy różnych księżniczek z kontynentu nie były kaprysami zakochanego monarchy, lecz próbą wyrwania Szwecji z regionalnej izolacji i wprowadzenia jej do europejskiej gry o wpływy. Szczególnie zabiegi o względy Elżbiety I pokazywały, że Eryk doskonale rozumiał potencjał sojuszu protestanckiego i morskiego, który mógłby całkowicie odmienić układ sił w północnej Europie. Ostatecznie jednak wszystkie te plany spaliły na panewce – z powodu angielskich sporów wewnętrznych, dużej odległości między krajami oraz rosnącej reputacji Eryka jako władcy niestabilnego. Niepowodzenia na arenie międzynarodowej popchnęły go do decyzji, która na trwałe zapisała się w historii: poślubił Katarzynę (Karin) Månsdotter, córkę żołnierza i sprzedawczyni warzyw. Z perspektywy politycznej był to gest wymierzony w sam fundament arystokratycznego porządku. Eryk świadomie złamał zasadę dynastycznej czystości i odrzucił logikę małżeństw rodowych, które od wieków cementowały władzę europejskich elit. Choć tradycyjnie interpretuje się ten związek jako akt miłości albo dowód szaleństwa, można go również odczytać jako próbę oparcia legitymizacji tronu wyłącznie na osobie monarchy, a nie na sieci arystokratycznych powiązań.
 
Nie da się oddzielić polityki Eryka od jego stanu psychicznego. Rosnąca paranoja – podsycana wojną, presją i strachem przed zdradą ze strony braci – zaczęła kierować jego działaniami. Najbardziej ucierpiał na tym ród Sture, symbol starej, potężnej arystokracji, którą wielu uważało za bardziej „królewską” niż samych Wazów. Eryk był przekonany, że Sture spiskują z jego bratem Janem, uwięzionym za potajemne kontakty z Polską. W 1567 roku doprowadziło to do brutalnych zabójstw członków rodu Sture w Uppsali – wydarzenia, które stało się absolutnym dnem jego panowania. Osobisty udział króla w tych mordach, a potem jego załamanie nerwowe i ucieczka do lasu, całkowicie zniszczyły aurę królewskiej nietykalności. Przez pewien czas Eryk był niezdolny do rządzenia, błąkał się w chłopskim przebraniu, przekonany, że utracił królewski status. Ten moment słabości otworzył drogę szlachcie oraz jego braciom, Janowi i Karolowi, którzy tylko czekali na okazję. Choć Eryk na chwilę odzyskał jasność umysłu i próbował odbudować władzę, fundamenty jego panowania były już nie do uratowania.




Rebelia z 1568 roku, którą poprowadzili Jan i Karol, była czymś znacznie poważniejszym niż zwykły przewrót pałacowy. W praktyce oznaczała głębokie przestawienie zwrotnicy, po której poruszało się państwo szwedzkie. Szlachta – zastraszona nieprzewidywalnością Eryka i rosnącą potęgą Jörana Perssona – bez wahania opowiedziała się po stronie książąt. Schwytanie i obalenie króla zakończyło jego polityczną karierę, ale nie zakończyło jego obecności w zbiorowej wyobraźni. Przez kolejne lata Eryk pozostawał widmem, które ciągle krążyło nad krajem. W czasie wieloletniego uwięzienia Eryk pokazał jednak intelektualną siłę, która nie pasuje do uproszczonego obrazu „szalonego monarchy”. Zajmował się tłumaczeniem łacińskich tekstów, komponował muzykę, prowadził rozbudowaną korespondencję i to mimo ciągłych przenosin z jednego zamku do drugiego, mających uniemożliwić ewentualne próby odbicia. Jego śmierć w 1577 roku w Örbyhus, tradycyjnie wiązana z zatrutą zupą grochową, do dziś pozostaje jedną z najbardziej intrygujących zagadek szwedzkiej historii. Nowoczesne badania potwierdziły obecność dużych ilości arszeniku w jego szczątkach, co wzmacnia podejrzenia, że Jan III mimo wszystko zdecydował się na ostateczne rozwiązanie, by zabezpieczyć własną, wciąż niepewną władzę.
 
W historiografii Eryk XIV bywał przedstawiany skrajnie różnie: raz jako niezrozumiany, renesansowy umysł wyprzedzający swoją epokę, innym razem jako niebezpieczny tyran, którego niestabilność niemal pogrążyła państwo. Bardziej współczesne ujęcia próbują jednak uchwycić go w sposób mniej czarno‑biały. Eryk był władcą, który chciał narzucić Szwecji model nowoczesnego, biurokratycznego absolutyzmu w społeczeństwie, które nie miało ani klasy średniej, ani administracyjnych struktur zdolnych taki projekt udźwignąć. Jego zaufanie do doradców spoza szlachty, takich jak Persson, można uznać za zapowiedź późniejszych profesjonalnych służb cywilnych, ale w realiach XVI wieku było to posunięcie zbyt radykalne. Podobnie jego koncentracja na Inflantach i handlu bałtyckim była trafnym rozpoznaniem przyszłego źródła potęgi Szwecji – potęgi, którą w pełni wykorzysta dopiero Gustaw Adolf. Erykowi zabrakło jednak dyplomatycznej zręczności i psychicznej równowagi, by tę wizję zrealizować. Jego panowanie obnaża również kruchość tzw. „syntezy wazowskiej”, czyli próby pogodzenia dawnej roli króla jako „pierwszego wśród równych” z nowym, protestanckim wyobrażeniem monarchy jako absolutnego zwierzchnika Kościoła i państwa. Eryk poszedł w tę drugą stronę tak daleko, że każde ograniczenie jego władzy traktował nie tylko jako polityczną nielojalność, ale wręcz jako naruszenie naturalnego porządku. Połączenie tej ideologicznej sztywności z jego podatnością psychiczną stworzyło spiralę podejrzeń i przemocy. Co istotne, jego lęki nie były całkowicie irracjonalne, gdyż bracia faktycznie mieli ambicje, a szlachta rzeczywiście broniła swoich przywilejów. Problem polegał na tym, że Eryk nie potrafił zarządzać tymi napięciami w tradycyjny sposób, poprzez patronat i negocjacje. Zamiast tego oparł się na Sądzie Królewskim i legalistycznym terrorze, które okazały się narzędziami nie do utrzymania.


Katarzyna (Karin) Månsdotter, Eryk XIV i Jöran Persson
na obrazie Georga von Rosena z 1871 roku. 

 
W tym wszystkim nie można pominąć roli Katarzyny Månsdotter. Jej obecność na dworze była czymś więcej niż tylko romantycznym epizodem czy dowodem rzekomego szaleństwa króla. Katarzyna stała się żywym wyzwaniem dla całego systemu społecznego. Jej koronacja była jednym z najbardziej wywrotowych gestów Eryka – deklaracją, że to wola monarchy, a nie urodzenie, decyduje o statusie. W pewnym sensie była to przedwczesna próba społecznego „wyrównania”, która wyprzedzała podobne procesy w Europie Zachodniej o wiele pokoleń. Reakcja szlachty – bardziej oburzona tym małżeństwem niż klęskami wojennymi czy podatkami – pokazuje, jak głęboko zakorzeniony był lęk przed naruszeniem arystokratycznej czystości krwi. W ostatecznym rozrachunku Eryk XIV jawi się jako władca, który miał potencjał, by wyprzedzić swoją epokę, ale został zmiażdżony przez jej ograniczenia. Renesansowy umysł próbował działać w politycznym świecie, który wciąż tkwił mentalnie w średniowieczu. Jego reformy wojskowe, rozwój floty i centralizacja administracji stworzyły fundamenty, na których później zbudowano szwedzką potęgę. On sam jednak nie potrafił odnaleźć się w rzeczywistości, którą próbował kształtować. Jego historia przypomina, że budowa nowoczesnego państwa to proces brutalny, w którym osobowość władcy i bezosobowe siły dziejowe często ścierają się ze sobą z tragicznym skutkiem. Eryk pozostaje fascynującą postacią właśnie dlatego, że ucieleśnia paradoks wczesnonowożytnego monarchy: człowieka, który widział przyszłość swojego kraju, ale nie był w stanie jej dosięgnąć ani psychicznie, ani politycznie.
 
Znaczenie panowania Eryka XIV wykracza daleko poza politykę i administrację – obejmuje również historię kultury oraz kształtowanie się nowoczesnej szwedzkiej tożsamości monarszej. Przed jego rządami szwedzka Korona miała charakter raczej surowy i lokalny, mocno zakorzeniony w tradycji chłopów‑żołnierzy z Dalarna i w realiach państwa, które wciąż funkcjonowało na peryferiach Europy. Eryk próbował to zmienić. Chciał, by szwedzki dwór dorównał standardom renesansowych elit, dlatego sprowadzał artystów, muzyków i uczonych, a sam angażował się w symbolikę i rytuały nowoczesnego królowania. Jego fascynacja astrologią czy okultyzmem nie była wówczas niczym dziwnym – wpisywała się w renesansowe przekonanie, że władca powinien harmonizować działania państwa z porządkiem kosmicznym. Tego rodzaju ambicje intelektualne były częścią większego projektu: przekształcenia Szwecji z północnego zaplecza Europy w państwo, które zaczyna odgrywać realną rolę na kontynencie. Choć Eryk sam poniósł klęskę, to przestrzeń kulturowa, którą otworzył, umożliwiła późniejszy rozkwit dworu królowej Krystyny i stworzyła fundamenty pod polityczne sukcesy kolejnych Wazów.




Dziedzictwo Eryka XIV to paradoksalnie dziedzictwo porażki, ale porażki, która wyznaczyła granice tego, co w szesnastowiecznej Szwecji było możliwe. Nie utrzymał tronu, nie zapewnił swojej dynastii prestiżu krwi i nie doprowadził do trwałej stabilizacji. A jednak to właśnie jego niepowodzenia pokazały, że szlachty nie da się całkowicie wyeliminować z procesu rządzenia, że książęcych braci trzeba włączać w struktury państwa, a nie jedynie ich kontrolować, oraz że bałtyckie ambicje wymagają szerokiego porozumienia wewnętrznego. Jan III, Zygmunt i Karol IX musieli zmierzyć się z tymi samymi ograniczeniami, które Eryk boleśnie odkrył. Jan III obrał kurs bardziej ugodowy wobec arystokracji, natomiast Karol IX wrócił do modelu silnej centralizacji i oparcia na niższych stanach – tyle że z większą stabilnością psychiczną niż jego starszy brat. Z perspektywy współczesnych badań panowanie Eryka XIV stanowi znakomity przykład przecięcia historii strukturalnej z psychologią jednostki. Podważa prostą wizję historii jako dzieła „Wielkich Ludzi”, pokazując, że nawet wybitny i ambitny monarcha może przegrać ze strukturami, które próbuje zmienić. Jednocześnie obala skrajny strukturalizm, bo to właśnie indywidualne cechy Eryka – jego paranoja, artystyczna wrażliwość, niekonwencjonalny wybór żony – skierowały bieg szwedzkiej historii na tory, których nie dało się przewidzieć. Jego tragedia polegała na tym, że był jednocześnie człowiekiem wyprzedzającym swoją epokę i kimś, kto nie potrafił się z niej wyrwać. Rozumiał mechanizmy władzy, ale nie miał narzędzi emocjonalnych ani politycznych, by skutecznie zarządzać ludźmi, od których zależało jego panowanie.
 
W zbiorowej pamięci Szwedów Eryk XIV przetrwał jako postać niemal symboliczna – uwięziony król grający na cytrze, zapatrzony w podłogę swojej celi. Ten obraz stał się metaforą kruchości władzy. Jego rządy były krótkim, intensywnym momentem, w którym monarchia próbowała przeskoczyć naturalny proces ewolucji politycznej i narzucić społeczeństwu model w pełni ukształtowanego państwa renesansowego. Próba ta zakończyła się katastrofą, ale z ruin jego panowania wyrósł materiał, z którego później zbudowano szwedzkie mocarstwo XVII wieku. Eryk XIV był tragicznym, ale koniecznym katalizatorem modernizacji – władcą, którego „szaleństwo” w pewnym sensie odzwierciedlało szaleństwo samego projektu: próbę połączenia dwóch epok w jednym życiu. Jego historia pozostaje kluczowa nie dlatego, że odniósł sukcesy, lecz dlatego, że obnażyła naturę władzy, ograniczenia ludzkiej psychiki i brutalną logikę budowy państwa w epoce przejściowej. Warto też spojrzeć na jego panowanie przez pryzmat geopolityki. Eryk funkcjonował w świecie, w którym Święte Cesarstwo Rzymskie przechodziło głębokie przemiany, a reformacja przekształcała mapę religijną Europy. Choć Szwecja była bastionem luteranizmu, sam Eryk traktował religię przede wszystkim jako narzędzie polityczne. Jego gotowość do rozważenia małżeństwa z katolicką Marią Stuart czy prowadzenia rozmów z różnymi frakcjami w Cesarstwie pokazuje monarchę, który patrzył na konflikty religijne swojej epoki w sposób świecki i pragmatyczny. To podejście było charakterystyczne dla rodzącego się nowoczesnego państwa. Jednocześnie jego niepowodzenia w zdobyciu prestiżowej małżonki były sygnałem, że europejskie elity wciąż patrzyły na dynastię Wazów z dystansem. Odrzucenie, którego doświadczał, doprowadziło go do decyzji głęboko osobistej i politycznie brzemiennej w skutki – wyboru Katarzyny Månsdotter. Ten gest zamknął Szwecji drogę do pełnej integracji z europejskim systemem dynastycznym aż do kolejnego stulecia.



 
Administracyjne dziedzictwo Eryka XIV – zwłaszcza jego wykorzystanie registratury, czyli królewskich archiwów, oraz obsesyjnie dokładna dokumentacja działań państwa – pokazuje władcę, który doskonale rozumiał, że wiedza jest narzędziem rządzenia. To, że przetrwało tak wiele jego osobistych zapisków, włącznie z notatkami na marginesach książek, daje wyjątkową możliwość zajrzenia w sposób myślenia szesnastowiecznego monarchy. Z tych materiałów wyłania się obraz człowieka przywiązanego do porządku, logiki i literalnego stosowania prawa, co brzmi ironicznie, jeśli pamiętamy, że w zbiorowej pamięci Eryk funkcjonuje jako władca pogrążający się w chaosie. Jego uporczywe dążenie do ładu było jednak świadomą strategią: próbą przeciwstawienia się „naturalnemu” bezładowi feudalnej arystokracji. Poprzez kodyfikację prawa i bezwzględne egzekwowanie procedur chciał stworzyć państwo, które działa jak przedłużenie jego własnej woli. Opór, z jakim się spotkał, nie wynikał wyłącznie z polityki, lecz był instynktowną reakcją na chłodny, odpersonalizowany model władzy, który próbował narzucić.
 
W szerszej perspektywie Eryk XIV symbolizuje zwycięstwo instytucji nad jednostką. Choć sam został złamany i ostatecznie zgładzony, urząd królewski wyszedł z jego panowania silniejszy i trwale przekształcony. Artykuły z Arboga, mimo późniejszych buntów, ustanowiły zasadę, że królestwo jest niepodzielne, a władza monarchy stoi ponad ambicjami książąt. Zmiany militarne i morskie, które wprowadził, przetrwały jego upadek, podobnie jak scentralizowana administracja. Nawet tragedia Sturów – choć wstrząsająca – osłabiła pozycję starej arystokracji na tyle, że już nigdy nie była w stanie rzucić Koronie wyzwania na dawną skalę. Panowanie Eryka było jak gorączkowy sen absolutyzmu: gwałtowny, destrukcyjny, ale pozostawiający po sobie wzmocnione państwo. On sam stał się ofiarą procesu, który paradoksalnie umożliwił późniejszy sukces dynastii Wazów. Jego życie przypomina, że w historii władzy granica między genialnością a szaleństwem bywa cienka, a droga do nowoczesnej państwowości często usłana jest ruinami tych, którzy próbowali przyspieszyć bieg dziejów.
 

Sarkofag Eryka XIV w katedrze w Västerås
fot. Jacob Truedson Demitz


Analiza panowania Eryka XIV na poziomie zaawansowanych badań historycznych pokazuje, jak trudno oddzielić psychologię jednostki od strukturalnych wymogów państwa. Eryk nie był ani wybawcą, ani potworem – był skomplikowanym aktorem politycznym, którego osobiste słabości stały się słabościami całego systemu w kluczowym momencie jego formowania. Jego historia odsłania napięcia towarzyszące przejściu do nowoczesności: pokazuje, jak dążenie do absolutnej kontroli może jednocześnie wzmacniać państwo i niszczyć człowieka. Patrząc na lata 1560–1568, widzimy w nim prototyp nowoczesnego monarchy – ambitnego, intelektualnego, ale głęboko niedoskonałego – którego dziedzictwo wciąż zmusza do refleksji nad relacją między jednostką, prawem i państwem. Arszenik, który zakończył jego życie, nie zdołał wymazać wpływu, jaki wywarł na rozwój Szwecji. To właśnie jego porażki wyznaczyły kierunek przyszłych reform: centralizację, rozwój floty i administracyjny rygor, które tak usilnie próbował wprowadzić. Gdy połączymy strategiczne, wewnętrzne i psychologiczne aspekty jego rządów, otrzymujemy obraz monarchy, który sam przyczynił się do własnego upadku, a jednocześnie – niemal mimochodem – przygotował grunt pod potęgę swojego kraju.
 
 

Bibliografia:
  1. Annell G.: Erik XIV, Bonniers, Sztokholm 1956.
  2. Carlqvist K.: Eryk XIV Waza. Król ludu, Łygaś W. (tłum.), Oficyna Wydawnicza Finna, Warszawa 2010.
  3. Hund D. H., Dahlgren F. A.: Konung Erik XIV: S Krönika, Creative Media Partners, LCC,  Raleigh 2023 (reprint klasycznego dzieła z XIX wieku).
  4. Jensen F. P.: Bidrag til Frederik II's og Erik XIV's historie, Gyldendal, Kopenhaga 1882.
  5. Nävdal-Larsen B.: Erik XIV, Ivan Groznyj og Katarina Jagellonica, Universitetsforlaget, Oslo 1971.
 

 Ⓒ Agnieszka Różycka