Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura brytyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura brytyjska. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 listopada 2025

Między wzgórzami Devonu a sercem człowieka: opowieść o twórczości Marcii Willett

 



Marcia Willett (1945–2022) wypracowała sobie wyjątkową i cenioną pozycję w brytyjskiej literaturze kobiecej, urzekając czytelników wnikliwym spojrzeniem na relacje międzyludzkie, ukojenie płynące z domowego ogniska oraz cichą, lecz niezłomną siłę ludzkiego ducha. Przez niemal trzy dekady niezwykle płodnej kariery napisała trzydzieści sześć powieści, w tym cztery pod pseudonimem Willa Marsh, zdobywając uznanie jako mistrzyni opowieści, której narracje odzwierciedlają głębokie zrozumienie złożoności życia i jego nieustannej zdolności do odnowy. Twórczość Willett wyróżnia się sugestywnymi opisami miejsc, głęboko empatycznymi postaciami oraz ciepłym, refleksyjnym stylem prozatorskim. Jej książki niezmiennie oferują czytelnikom azyl — przestrzeń do zadumy nad tematami rodziny, straty, drugich szans i misternie splecionych więzi społecznych. W centrum jej pisarstwa znajdują się powracające motywy, które stanowią filary jej literackiego świata, oraz charakterystyczne techniki narracyjne, dzięki którym zwyczajne życie nabiera niezwykłej głębi i emocjonalnego rezonansu. Trwała siła oddziaływania Willett tkwiła w jej umiejętności subtelnego ukazywania codzienności, przekształcania zwykłych losów w poruszające mozaiki doświadczeń oraz w niezachwianej wierze w moc ludzkich więzi i cichą godność, z jaką człowiek stawia czoła zmienności losu.


Fot. Ⓒ Emma Stoner


Jednym z najbardziej fundamentalnych i powracających motywów w jej twórczości była trwała siła oraz złożona dynamika więzi rodzinnych, a także głębokie znaczenie pojęcia „domu”. Rodzina w ujęciu Willett rzadko jawiła się jako prosta, idylliczna struktura — raczej jako żywy, pulsujący organizm, naznaczony dawnymi ranami i napięciami wynikającymi z nieporozumień, ale też wzmocniony niezachwianymi więzami. Z niezwykłą precyzją analizowała wielopokoleniowe zależności, ukazując, jak historia, tajemnice i wspólne doświadczenia kształtują tożsamość jednostek oraz ich wspólne losy. Kwintesencją jej mistrzostwa w kreowaniu rozbudowanych sag rodzinnych jest cykl powieści The Chadwick Family Chronicles, obejmujący: Looking Forward (1998), Holding On (2000), Winning Through (2001), The Prodigal Wife (2009) oraz opublikowaną pośmiertnie nowelę Christmas at the Keep (2022). Na przestrzeni tych utworów Willett śledziła losy klanu Chadwicków na różnych etapach życia, ukazując ich zwycięstwa i porażki, wzajemne zależności oraz subtelne zmiany w relacjach. Looking Forward wyznacza ton całej serii, badając konsekwencje przełomowego wydarzenia, które zmusza bohaterów do przewartościowania swoich ról i zmierzenia się z nierozwiązanymi emocjami. Willett doskonale oddawała niewypowiedziane napięcia obecne w rodzinach — dziedziczone cechy, lojalność, a czasem także urazy — splatając je w tkankę, która ostatecznie dawała poczucie przynależności i wsparcia.
 
Marcia Willett konsekwentnie poszerzała tradycyjne rozumienie rodziny, wykraczając poza więzy krwi i obejmując nim relacje z wyboru oraz wspólnoty tworzone przez wspólne doświadczenia czy bliskość geograficzną. W wielu jej powieściach bohaterowie zagubieni lub wyobcowani odnajdują ukojenie i poczucie przynależności w nowych, często nietypowych strukturach rodzinnych. Pojęcie „domu” w twórczości Willett pozostaje nierozerwalnie związane z rodziną, lecz wykracza daleko poza fizyczną przestrzeń — staje się skarbcem wspomnień, symbolem tożsamości i azylem, w którym postacie szukają schronienia, odkrywają siebie na nowo lub konfrontują się z przeszłością. Szczególne miejsce w jej narracjach zajmują stare domy, zwłaszcza te położone na brytyjskiej prowincji, które nabierają niemal ludzkich cech i stają się milczącymi świadkami pokoleń radości i smutku. Powieści The Courtyard (1995), Hattie's Mill (1997) oraz The Garden House (2020) doskonale ilustrują tę głęboką więź między miejscem a emocjonalnym światem bohaterów. Przestrzenie te nie pełnią jedynie funkcji tła — są integralną częścią krajobrazu emocjonalnego, nasyconego historią i osobowością. Willett często ukazywała postacie dziedziczące lub powracające do domów przodków, co stawało się początkiem podróży ku samopoznaniu, nierozerwalnie splecionej z duchem miejsca. Proces odnawiania zaniedbanego ogrodu czy restaurowania starego domu symbolizował wewnętrzną pracę bohaterów nad uzdrowieniem i odbudową własnego życia, przekształcając fizyczną przestrzeń w prawdziwy emocjonalny „dom”. To głębokie splecenie jednostki z korzeniami rodzinnymi i otaczającym ją środowiskiem podkreślało przekonanie Willett o istnieniu zarówno materialnych, jak i niematerialnych sił, które łączą ludzi z ich dziedzictwem i ze sobą nawzajem.

Uzupełniając wszechobecne w jej twórczości motywy rodziny i domu, Willett często podejmowała tematykę straty, żalu oraz trudnej, lecz ostatecznie pełnej nadziei drogi ku uzdrowieniu. Nie unikała ukazywania nieuchronnych smutków życia — śmierci bliskiej osoby, rozpadu małżeństwa, bólu wyobcowania czy utraty dawnych pewników. Poruszała te tematy z głęboką empatią i delikatnością, pozwalając swoim bohaterom zmagać się z emocjonalnymi ranami w sposób realistyczny i bliski czytelnikowi. Doskonale rozumiała, że żałoba nie przebiega liniowo, dlatego jej powieści często śledzą kręte, nieoczywiste ścieżki, którymi bohaterowie próbują pogodzić się ze stratą. W Forgotten Laughter (2002) Willett ukazuje, jak przeszłe traumy i nierozwiązany żal rzucają długie cienie na teraźniejszość, a akt przypomnienia i konfrontacji z bolesnymi wspomnieniami staje się kluczowy dla procesu leczenia. Podobnie Memories Of The Storm (2005) to narracja osadzona w następstwie znaczącego i burzliwego wydarzenia, w której bohaterowie muszą na nowo poukładać swoje życie, mierząc się z echem dawnych cierpień.

Tym, co szczególnie wyróżniało Marcię Willett, było jej skupienie na uzdrawiającej sile czasu, międzyludzkich więziach oraz ukojeniu, jakie często przynosi natura. Bohaterowie jej powieści nie tylko przezwyciężają żałobę, lecz także potrafią ją zintegrować ze swoim życiem, zyskując głębsze zrozumienie siebie i otaczającego ich świata. Powolny, cichy rytm wiejskiej codzienności, kojąca obecność przyjaciół oraz piękno przyrody stają się w jej narracjach katalizatorami procesu leczenia. Spacer wzdłuż wybrzeża Kornwalii, pielęgnacja ogrodu czy wspólne milczenie przy filiżance herbaty mogą przerodzić się w kluczowe momenty refleksji i ukojenia. Willett ukazywała proces uzdrawiania jako coś dalekiego od łatwego czy natychmiastowego — raczej jako stopniowy, nierzadko bolesny wysiłek, naznaczony drobnymi zwycięstwami i chwilowymi potknięciami. Mimo to przez jej opowieści nieustannie przebiega nurt nadziei — łagodne zapewnienie, że nawet po głębokiej stracie życie toczy się dalej, oferując nowe możliwości i odnowione więzi. Emocjonalna głębia, jaką nadawała swoim historiom, pozwalała czytelnikom utożsamiać się z wrażliwością i triumfami jej postaci, budując poczucie wspólnoty w obliczu uniwersalnych doświadczeń smutku i odnowy.
 
Jednym z kluczowych elementów optymistycznej wizji świata, którą Willett konsekwentnie snuła w swojej obszernej twórczości, była wzmacniająca idea drugich szans i nowych początków. Jej bohaterowie często stają na życiowych rozdrożach — nierzadko w późniejszym wieku — co skłania ich do podjęcia prób reinwencji, zmiany miejsca zamieszkania lub odkrycia dotąd niewykorzystanego potencjału. Motyw ten silnie rezonował z jej czytelnikami, niosąc pokrzepiające przesłanie, że nigdy nie jest za późno, by odmienić swój los, odnaleźć miłość czy zrealizować dawne marzenia. Tytuły takie jak Starting Over (1997) oraz Second Time Around (1998) wprost deklarują tę tematykę, przedstawiając bohaterów mierzących się z żalem z przeszłości lub niezadowoleniem z teraźniejszości, którzy decydują się na radykalne zmiany w swoim życiu. Przemiany te często mają charakter geograficzny — postacie przenoszą się do nowych miejscowości lub wracają do miejsc znanych z młodości, poszukując zarówno zewnętrznej odmiany, jak i wewnętrznej przemiany. Powieści The Summer House (pol. Letni domek, 2010), Indian Summer (2014) oraz Homecomings (2018) doskonale ilustrują ten motyw, ukazując osoby, które dziedziczą nieruchomości, pragną wolniejszego tempa życia lub powracają do korzeni, by odkryć nieoczekiwane możliwości rozwoju osobistego i romantycznych relacji.

Narracje Marcii Willett dotyczące nowych początków nigdy nie były prostymi opowieściami o natychmiastowym sukcesie. Wręcz przeciwnie — uwzględniały odwagę potrzebną do wkroczenia w nieznane, trudności związane z adaptacją do nowych okoliczności oraz uporczywe echa przeszłości, z którymi bohaterowie musieli się zmierzyć. Mimo tych wyzwań Willett niezmiennie nasycała swoje historie poczuciem nadziei i wiarą w ludzką odporność. Jej postacie często odnajdują szczęście w nieoczekiwanych miejscach lub u boku niespodziewanych towarzyszy, co sugeruje, że przypadek odgrywa istotną rolę w kształtowaniu drugiego aktu życia. Niezależnie od tego, czy jest to wdowa odnajdująca miłość na nowo, rozwodnik odbudowujący swoje życie, czy ktoś odkrywający zapomnianą pasję — Willett celebrowała siłę i sprawczość jednostki w kierowaniu własnym losem ku nowym, satysfakcjonującym ścieżkom. Ten motyw silnie przemawia do uniwersalnego pragnienia odnowy, zdolności do rozwoju w każdym wieku oraz niesie kojące przesłanie, że życie — mimo przeciwności — zawsze kryje w sobie obietnicę jaśniejszego rozdziału. Ciche triumfy jej bohaterów, którzy odważnie kroczą nowymi drogami, stanowią inspirację i przypomnienie, że prawdziwe spełnienie nie tkwi w unikaniu zmian, lecz w ich pełnym, transformującym przyjęciu.

Poza intymną sferą życia rodzinnego Willett wykazywała niezwykły talent do ukazywania złożoności różnorodnych relacji — przyjaźni, dojrzałej miłości oraz misternie utkanego społecznego krajobrazu. Jej powieści często badają subtelności trwałych przyjaźni: ich ewolucję w obliczu życiowych wzlotów i upadków, ich niezachwianą rolę jako filarów wsparcia, a także próby, którym bohaterowie muszą sprostać. Seria o Kate Webster — Those Who Serve (1995, wydana w USA jako First Friends), Thea's Parrot (1995, w USA jako A Friend of the Family) oraz Echoes of the Dance (2006) — stanowi wyraźny przykład skupienia Willett na więziach przyjacielskich i ich splecionych losach w ramach wspólnoty. Historie te zagłębiają się w temat wspólnych doświadczeń, powierzanych sekretów i cichego porozumienia, które definiują głębokie przyjaźnie, ukazując, że tego rodzaju relacje mogą być równie istotne jak więzi rodzinne. Szczególnie Thea’s Parrot sugeruje zatarcie granic między przyjacielem a członkiem rodziny, podkreślając, jak głęboko relacje z wyboru mogą zostać wplecione w podstawowy system wsparcia jednostki.

Relacje romantyczne w twórczości Marcii Willett cechują się dojrzałością, głębią oraz realistycznym podejściem do wyzwań, jakie niesie ze sobą długoletnie partnerstwo lub delikatne początki niespodziewanej miłości w późniejszym okresie życia. Autorka z niezwykłą wrażliwością oddawała odrodzone uczucia, niespodziewane więzi między pozornie różniącymi się osobami oraz cichą, pełną ciepła bliskość opartą na wspólnej historii i wzajemnym szacunku. Jej romanse rzadko przybierają formę burzliwych, dramatycznych zauroczeń — są raczej powolnym, naturalnym rozwijaniem się więzi i zrozumienia, osadzonym w codzienności. Powieści takie jak The Golden Cup (2005) oraz The Songbird (2016) doskonale ilustrują ten typ narracji, ukazując trwałą lub nowo odkrytą miłość, często nasyconą subtelną symboliką. Równocześnie Willett nieustannie podkreślała znaczenie wspólnoty. Jej historie rozgrywają się zazwyczaj w zżytych ze sobą wsiach lub małych miasteczkach, gdzie sąsiedzi znają nawzajem swoje sprawy, wspierają się i tworzą system wzajemnej pomocy. Taka społeczność stanowi kluczowe tło dla osobistych przemian bohaterów, oferując praktyczne wsparcie, emocjonalne ukojenie oraz poczucie wspólnej tożsamości. Przenikanie się indywidualnych losów z duchem wspólnoty było stałym motywem w jej twórczości, podkreślającym przekonanie autorki o fundamentalnej potrzebie więzi i przynależności. Czy to tętniący życiem sklepik, lokalny pub, czy wspólny ogród — te przestrzenie stawały się miejscami spotkań, wymiany myśli i cichego rozwoju ludzkich dramatów, umacniając ideę, że żadna historia nie toczy się w izolacji.

Powieści Marcii Willett zasłynęły również z sugestywnych opisów miejsc, które często pełnią rolę samodzielnych bohaterów, wywierając głęboki wpływ na nastrój, przebieg fabuły oraz rozwój postaci. Tworzyła dzięki nim bogate doświadczenie sensoryczne dla czytelnika. Akcja jej utworów rozgrywa się głównie na malowniczej brytyjskiej prowincji, najczęściej w hrabstwach West Country — Kornwalii i Devon — a krajobrazy te oddane są z niezwykłą dbałością o szczegóły i głębokim uznaniem dla ich naturalnego piękna. Willett nie ograniczała się do opisu scen — potrafiła zanurzyć czytelnika w przestrzeni, pozwalając, by obrazy, dźwięki, a nawet zapachy środowiska przenikały narrację. Surowe wybrzeża, zielone, falujące wzgórza, urokliwe domki kryte strzechą i dzikie, nieujarzmione ogrody nie stanowią jedynie tła wydarzeń — są nośnikami historii, emocjonalnymi punktami odniesienia dla bohaterów, a często także katalizatorami refleksji i przemiany.
 
Powieści takie jak The Dipper (1996), o wymownym, naturalistycznym tytule, A Summer in the Country (2002), The Sea Garden (2012) oraz Summer On The River (2015) ukazują głęboką więź między człowiekiem a otaczającym go środowiskiem. Zmienność pór roku, rytmiczny przypływ i odpływ fal, łagodny szmer rzeki czy szelest liści w ogrodzie często odzwierciedlają wewnętrzne stany emocjonalne bohaterów. Postać odnajdująca ukojenie w pielęgnacji zaniedbanego ogrodu może równocześnie leczyć własne zranione wnętrze, a dzikość nadmorskiej burzy może symbolizować wewnętrzne rozdarcie. Opisy Willett są bogate w detale sensoryczne — od zapachu wiciokrzewu oplatającego stary kamienny mur, przez krzyk mew nad morzem, po smak świeżo zaparzonej herbaty w przytulnej kuchni. Ta immersyjna jakość nie tylko osadza opowieści w namacalnej rzeczywistości, lecz także pogłębia ich emocjonalny wydźwięk, pozwalając przestrzeniom odgrywać istotną rolę w budowaniu tematycznego wymiaru narracji. Poczucie miejsca było w jej twórczości tak silne, że czytelnicy często odczuwali tęsknotę za odwiedzeniem tych spokojnych, choć nierzadko naładowanych emocjonalnie zakątków. Dzięki mistrzowskiej kreacji scenerii jej powieści wykraczają poza ramy prostych dramatów obyczajowych, stając się głębokimi refleksjami nad tym, jak środowisko kształtuje tożsamość i zapewnia stałą, kojącą obecność w obliczu zmienności ludzkich losów.
 
Charakterystyczny styl narracyjny Marcii Willett oraz jej kunszt pisarski stanowiły istotę trwałego uroku jej twórczości, wyróżniając się łagodnym, a zarazem wciągającym sposobem opowiadania historii. Jej tempo narracji jest zazwyczaj niespieszne i refleksyjne, co pozwala na dogłębną kreację postaci, wewnętrzne rozważania oraz stopniowe rozwijanie złożonych wątków fabularnych. Ten zamierzony rytm zachęca czytelników do zanurzenia się w wykreowanych przez nią światach, do smakowania emocjonalnych niuansów i cichego dramatu codzienności. Willett była mistrzynią narracji z perspektywy wielu postaci — techniki, która umożliwia ukazanie wydarzeń w sposób kalejdoskopowy, oczami różnych bohaterów. Takie podejście nie tylko zapewnia pełniejsze zrozumienie złożoności opowieści, lecz także buduje głęboką empatię, pozwalając czytelnikom zajrzeć w myśli, motywacje i emocjonalne zmagania każdej postaci. Ta wielowymiarowa perspektywa szczególnie dobrze sprawdzała się w jej sagach rodzinnych oraz powieściach skupionych na wspólnocie, ukazując misterną sieć relacji oraz często odmienne postrzeganie wspólnych doświadczeń.

Dialogi w twórczości Marcii Willett cechują się wyjątkowym realizmem i powściągliwością. Autorka konsekwentnie unikała wzniosłych deklaracji, stawiając na autentyczne wymiany zdań, które subtelnie odsłaniają charakter postaci, posuwają fabułę naprzód i niosą ze sobą niewypowiedziany ładunek emocjonalny. Jej bohaterowie komunikują się w sposób naturalny i wiarygodny, co wzmacnia ogólne poczucie autentyczności narracji. Największą siłą Willett była niewątpliwie kreacja postaci. Jej bohaterowie są głęboko empatyczni, niedoskonali i niezwykle bliscy czytelnikowi — zmagają się z uniwersalnymi doświadczeniami ludzkimi. Autorka z wrażliwością wnikała w ich wewnętrzne rozterki, nadzieje, lęki i ciche zwycięstwa, pozwalając odbiorcom śledzić ich rozwój i przemianę. W jej portretach obecna jest łagodność, celebrująca wrodzoną dobroć ludzi, mimo ich niedoskonałości. Willett posługiwała się również subtelną symboliką — elementy natury, stare domy czy znaczące przedmioty często pełniły funkcję metafor pamięci, nadziei, zmiany lub ciągłości, jak ma to miejsce w The Birdcage (2004) czy The Golden Cup (2005). Ogólny ton jej twórczości jest ciepły, introspektywny i nasycony cichą nadzieją, często z nutą nostalgii za przeszłością, lecz zawsze skierowany ku możliwościom, jakie oferuje przyszłość. Willett z delikatnością podejmowała uniwersalne tematy miłości, straty, przynależności i odnowy, unikając melodramatu na rzecz głębokiego realizmu emocjonalnego. „Cichy dramat” jej prozy, w którym istotne przemiany dokonują się poprzez subtelne interakcje i wewnętrzne odkrycia, stanowił znak rozpoznawczy jej wyjątkowego, kojącego literackiego głosu.
 
Jednym z najbardziej intrygujących aspektów kariery Marcii Willett była decyzja o publikacji czterech powieści pod pseudonimem Willa Marsh: Amy Wingate's Journal (1996), Facing the Music (1997), Sisters Under the Skin (1998) oraz The Quick and the Dead (1999). Taki krok często sygnalizuje odejście od ustalonego gatunku lub stylu, a dla Willett prawdopodobnie stanowił okazję do eksploracji innego obszaru narracyjnego lub bardziej eksperymentalnego podejścia do pisania. Podczas gdy jej książki publikowane pod własnym nazwiskiem są mocno osadzone w gatunku „fikcji kobiecej”, charakteryzującym się ciepłem, empatią oraz skupieniem na relacjach i życiu domowym, tytuły wydane jako Willa Marsh — opublikowane przez wydawnictwo Sceptre, znane z bardziej literackiej, czasem mroczniejszej i wymagającej prozy — sugerują zwrot ku innemu gatunkowi. Już same tytuły wskazują na istotne różnice. Amy Wingate's Journal to intymna, introspektywna narracja pierwszoosobowa, pozwalająca intensywnie zagłębiać się w psychikę bohaterki. Facing the Music oraz The Quick and the Dead przywołują natomiast poczucie nieuchronnej konfrontacji, konsekwencji lub śmiertelności, co charakteryzuje fabuły nasycone większym napięciem psychologicznym, suspensem lub mroczniejszym obrazem ludzkiej natury niż ten obecny w głównym dorobku Willett. Sisters Under the Skin bada złożone i napięte relacje rodzinne z większą ostrością, zgłębiając tematy tożsamości i percepcji w sposób wykraczający poza jej konwencjonalne narracje. Można więc przypuszczać, że jako Willa Marsh, Marcia Willett pozwalała sobie na sondowanie tematów z większym realizmem, podejmowała bardziej złożone moralne dylematy lub eksperymentowała ze strukturą narracyjną, która mogłaby nie pasować do jej ustalonego stylu. Ta podwójna tożsamość autorska świadczyła o potrzebie twórczej wolności, umożliwiając jej poszerzenie literackiego zakresu bez ryzyka utraty lojalnych czytelników, którzy cenili jej kojące i emocjonalnie rezonujące powieści. Było to zatem bardziej introspektywne, a może nawet nieco surowsze podejście do ludzkiego doświadczenia, ukazujące kontrastującą, lecz równie przenikliwą stronę jej literackiego talentu.
 
Na przestrzeni niemal trzydziestu lat kariery literackiej Marcia Willett wykazywała niezwykłą konsekwencję w zachowywaniu rdzennego uroku swojej twórczości, jednocześnie subtelnie rozwijając warsztat pisarski i pogłębiając warstwę tematyczną. Od wczesnych powieści, takich jak Those Who Serve (1995) i The Courtyard (1995), które ustanowiły fundamenty jej ulubionych motywów — rodziny, wspólnoty i dramatów życia codziennego — po późniejsze utwory, jak Starry, Starry Night (2021) oraz poruszającą, ostatnią nowelę Christmas at the Keep (2022), Willett niezmiennie pozostawała wierna swojemu charakterystycznemu stylowi, koncentrując się na wewnętrznym świecie bohaterów. Głębsza analiza jej dorobku ujawnia rosnącą pewność w podejmowaniu złożonych tematów emocjonalnych oraz coraz większą biegłość w konstruowaniu wielowątkowych fabuł i rozbudowanych portretów psychologicznych. Wczesne powieści wyraźnie kreśliły relacje między postaciami i osadzeniem akcji, podczas gdy późniejsze charakteryzowały się większą subtelnością w ukazywaniu motywacji bohaterów oraz bardziej zniuansowanym podejściem do ich moralnych dylematów. Willett szczególnie dobrze radziła sobie z narracjami wielopokoleniowymi, czego dowodem był nieprzerwany sukces cyklu Chadwick Family Chronicles, pozwalającego jej zgłębiać długofalowe skutki decyzji oraz powolne, nieuniknione zmiany w dynamice rodzinnej. Jej umiejętność nadawania przestrzeniom literackim głębokiego znaczenia również ewoluowała — scenerie przestawały być jedynie tłem, stając się integralnymi elementami, które odzwierciedlały i kształtowały emocjonalne stany postaci. Choć podstawowe tematy pozostawały niezmienne — ukojenie płynące z domu, siła ludzkiego ducha, potęga więzi — sposób ich przedstawiania dojrzewał, oferując bogatsze warstwy interpretacyjne i głębsze zrozumienie ludzkiej kondycji. Jej późne dzieła ukazywały pisarkę u szczytu możliwości, tworząc opowieści jednocześnie kojące i przenikliwe, co ugruntowało jej pozycję jako cenionej i znaczącej postaci we współczesnej literaturze brytyjskiej.
 
Podsumowując, literacki dorobek Marcii Willett stanowił bogatą i barwną mozaikę, złożoną z trwałych emocji, misternych relacji oraz kojącego rytmu życia w zgodzie z otaczającym światem. Od debiutu w 1995 roku aż do śmierci w 2022 roku niezmiennie oferowała czytelnikom azyl na kartach swoich powieści — przestrzeń, w której ciche dramaty codzienności były ukazywane z głęboką empatią i wnikliwością. Jej mistrzowskie portrety rodziny w całej jej złożoności, czego najlepszym przykładem był cykl Chadwick Family Chronicles, w połączeniu z wrażliwym podejściem do tematu straty i pełnej nadziei drogi ku uzdrowieniu, podkreślały jej głębokie zrozumienie ludzkiego serca. Motyw drugich szans i nowych początków, obecny w jej twórczości, stanowił wyraz wiary w ludzką odporność, a staranna kreacja przyjaźni, dojrzałej miłości oraz wspólnoty ukazywała fundamentalne znaczenie więzi międzyludzkich. Willett potrafiła z niezwykłą sugestywnością przekształcać brytyjską prowincję w żywe, oddychające postacie, co świadczyło o jej głębokim związku z siłą miejsca.




Dzięki łagodnemu, a zarazem wciągającemu stylowi narracyjnemu, wielowymiarowej charakterystyce postaci oraz kontemplacyjnej prozie, Marcia Willett stworzyła wyjątkową przestrzeń w obrębie literatury kobiecej. Nawet jej literacki eksperyment pod pseudonimem Willa Marsh świadczył o nieograniczonej kreatywności i gotowości do eksplorowania szerszego spektrum ludzkich doświadczeń. Ostatecznie siła oddziaływania Willett nie wynikała z sensacyjnych zwrotów akcji, lecz z niezwykłej umiejętności odnajdywania głębi w codzienności, ukazywania cichej godności ludzkich zmagań oraz celebracji niezłomnej siły miłości, nadziei i przynależności. Jej powieści nieustannie przypominają, że nawet w obliczu nieuniknionych życiowych trudności istnieje obietnica odnowy, ciepło domowego ogniska i kojąca obecność bliskich. Twórczość Marcii Willett pozostaje świadectwem trwałej mocy opowieści — zdolnej łączyć, pocieszać i głęboko rozumieć zawiły taniec ludzkiego ducha.



prawa autorskie Ⓒ Agnieszka Różycka
 
 


poniedziałek, 16 grudnia 2019

Kiedy piszę, staram się nie myśleć o niczym innym poza bohaterami...





ROZMOWA Z LUCINDĄ RILEY


Lucinda Riley urodziła się w Irlandii i przez pierwsze sześć lat życia mieszkała w małej wiosce Drumbeg. Potem Lucinda wraz z rodziną przeprowadziła się do Anglii, gdzie rozpoczęła naukę w szkole. Będąc dzieckiem, po powrocie ze szkoły, w chwilach, gdy nie czytała i nie pisała, ani też nie pobierała lekcji baletu, przebierała się w stare suknie balowe swojej matki i stawała się księżniczką, co trwało przez wiele tygodni. Kiedy miała dziewięć lat, zagrała dzieciobójczynię w „The Bad Seed”[1]. W wieku czternastu lat wyjechała do Londynu, gdzie już w pełnym wymiarze godzin rozpoczęła naukę tańca i aktorstwa. Mając szesnaście lat dostała główną rolę w serialu BBC zatytułowanym „Poszukiwacze skarbu”[2]. Przez kolejne siedem lat pracowała zawodowo w teatrze i telewizji. Wyszła za mąż również za aktora. Gdy miała dwadzieścia trzy lata poważnie zachorowała. Wtedy z pomocą przyszła jej wyobraźnia. Leżąc w łóżku napisała swoją pierwszą książkę „Lovers and Players”. Przeczytała ją jedna z jej przyjaciółek, po czym przekazała tekst agentowi. Ostatecznie zaproponowano jej umowę na trzy książki. Do tej pory napisała wiele powieści, lecz najpopularniejsza wydaje się seria „Siedem Sióstr”. Kilka tygodni temu w Polsce ukazał się „Pokój motyli”. 


Agnes Anne Rose: Bardzo dziękuję, że przyjęłaś moje zaproszenie i zgodziłaś się na wywiad. Jestem ogromnie zaszczycona, że mogę Cię tutaj gościć i porozmawiać z Tobą. Jak większość autorów, pisałaś opowiadania, kiedy byłaś dzieckiem. Czy możesz powiedzieć nam coś więcej na ten temat?

Lucinda Riley: Pisanie zawsze było moją pasją, od dzieciństwa wymyślałam historie, a kiedy potem pracowałam jako aktorka, od nowa tworzyłam w głowie fabułę dla swojej postaci. Jednak na poważnie zaczęłam pisać dopiero w wieku dwudziestu dwóch lat.


© Roni Rekomaa


AAR: Jak wspomniałam powyżej, seria “Siedem Sióstr” wydaje się najpopularniejszą ze wszystkich Twoich książek. Jak wpadłaś na pomysł napisania tej serii?

LR: W styczniu 2013 roku szukałam pomysłu na kolejną historię, lecz chciałam znaleźć nadrzędny punkt, by w przyszłości/teraźniejszości dodać następny element do mojego pisania, czyli coś, co rzuciłoby wyzwanie i zafascynowało zarówno mnie, jak i moich czytelników. Zawsze obserwowałam gwiazdy – zwłaszcza Siedem Sióstr w konstelacji Oriona. Pewnej mroźnej nocy, będąc w North Norfolk spojrzałam w niebo i myśląc o naszych dzieciach wpadłam na pomysł siedmiotomowej serii alegorycznie opartej na legendach związanych z konstelacją Siedmiu Sióstr.

AAR: Którą część powyższej serii pisało Ci się najłatwiej, a która była najtrudniejsza do napisania?

LR: Najłatwiejszą książką serii była pierwsza – historia Maii. Największym wyzwaniem stała się ostatnia, „Siostra Słońca”, historia Elektry. Z każdą książką seria staje się coraz bardziej skomplikowana nie tylko pod względem tematów i treści historycznych, ale także pod względem samej fabuły – jest tak wiele wątków, które przechowuję w umyśle, lecz teraz, w części szóstej, wszystkie tajemnice wychodzą na jaw… chociaż nie mogę jeszcze niczego zdradzić. Trzeba poczekać na tom siódmy!

Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Marzenna Rączkowska 
AAR: Przeczytałam większość Twoich książek opublikowanych w języku polskim. Pierwszą z nich była „Dziewczyna na klifie”. Co zainspirowało Cię do napisania tak poruszającej historii?

LR: Moją inspiracją zawsze jest sugestywna lokalizacja, która daje początek „wzruszeniu”. Urodziłam się w Irlandii, mieszkałam w West Cork i uwielbiałam smaganą wiatrem surowość. Ekstremalne lokalizacje zawsze są dla mnie ekscytujące, ponieważ są dramatyczne i oczywiście romantyczne. Myśl o wrażliwym dziecku, bosym i samotnym podczas sztormów atlantyckich, które szalały z taką furią, kiedy tam mieszkałam z własnymi małymi dziećmi, przesądziła o mojej bohaterce, Aurorze, narratorce książki.

AAR: Twoja kolejna książka, która wywarła na mnie największe wrażenie, to „Drzewo anioła”. Bardzo długo nie mogłam przestać o niej myśleć. W tej książce koncentrujesz się na niezwykle trudnych relacjach między matką a córką. Dlaczego zdecydowałaś się opowiedzieć swoim czytelnikom tego rodzaju historię i jak trudno było Ci stworzyć postać Cheski?

LR: Jako młoda aktorka zaznajomiłam się z fascynującymi postaciami na londyńskiej scenie oraz w filmie i telewizji. W szczególności to aktorzy są zazwyczaj zamęczaną grupą, a „publiczna” twarz często bardzo różni się od rzeczywistości stojącej za danym człowiekiem. O ile oczywiście nie zaczną wierzyć we własny mit i w fikcyjny świat, w jakim żyją, podobnie jak Cheska. Kiedy kilka lat po napisaniu książki poznałam swojego męża Stephena, dowiedziałam się, że znał kogoś bardzo podobnego do Cheski… Spostrzegłam również, że jestem w centrum uwagi i mam wielu bliskich przyjaciół, którzy są sławni lub poślubili kogoś, kto jest znany, więc miałam informację z pierwszej ręki o tym, jak sława może wpływać na ludzi. Przeraża mnie cała koncepcja sławy, więc kiedy pisałam o Chesce i jej skrajnościach oraz braku wolności, włożyłam w to wiele własnych obaw. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, dlaczego ktokolwiek miałby robić wszystko, aby szukać sławy dla samego siebie, tak jak to robią dzisiejsze gwiazdy telewizji. Cenię i chronię moje życie prywatne i moją rodzinę – to oni trzymają mnie przy zdrowych zmysłach.

AAR: Swoją pierwszą książkę „Lovers and Players” napisałaś jako Lucinda Edmonds. Opowiada ona o życiu i miłości trzech młodych kobiet. Co sprawiło, że napisałaś tę powieść? Czy Twoi czytelnicy mogą nadal ją kupić, mimo że została wydana prawie trzydzieści lat temu?

LR: Zaczęłam pisać „Lovers and Players” w wieku dwudziestu dwóch lat, kiedy zachorowałam na mononukleozę zakaźną. Ponieważ nie byłam w stanie pracować, powieść została ukończona za jednym zamachem i była głównie inspirowana moimi doświadczeniami z życia w Londynie i ludźmi, których spotkałam. Obecnie nie ma jej już w druku, chociaż mam jej kopię na półce… może kiedyś znów do niej zaglądnę i napiszę ją od nowa.

AAR: Dlaczego przestałaś pisać pod nazwiskiem Lucinda Edmonds?

LR: W 2000 roku wyszłam za mąż i postanowiłam całkowicie skupić się na mojej rodzinie i czwórce dzieci… chociaż nie powstrzymało mnie to przed pisaniem jedynie dla siebie! W tym czasie napisałam kilka tekstów, z których niektóre ostatecznie stały się „Sekretem Heleny” i „Pokojem motyli”, i od tego momentu zaczęłam używać nazwiska po mężu, Lucinda Riley.

Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Anna Esden-Tempska
AAR: Kilka tygodni temu ukazał się w Polsce „Pokój motyli”. Czytałam w Internecie, że niektórzy Twoi czytelnicy porównują tę książkę do „Sagi rodu Forsythe’ów”. Ich zdaniem Twoja powieść jest wielowarstwowa, złożona, fascynująca i niezwykle pasjonująca. Jak pamiętasz swoją pracę nad tą książką?

LR: „Pokój motyli” rozpoczął swoje życie jako rękopis, który napisałam prawie dziesięć lat temu i zatytułowałam „Red Admiral”, który jest rodzajem motyla[3]. Postanowiłam wrócić do tej książki po ukończeniu „Siostry Księżyca” w 2018 roku. Na początku sądziłam, że będzie to „lekki” projekt letni – coś, co oderwałoby mnie od bardziej wymagającej serii „Siedem Sióstr”. Jednak wraz z rozwojem „Pokoju motyli” odkryłam, że przepisuję cały manuskrypt, dodając i usuwając postacie i wątki. Od czasu napisania pierwszego manuskryptu zdałam sobie sprawę, że bardzo się rozwinęłam jako autorka, a wiele postaci zyskało większą głębię i złożoność.

AAR: Na kartach niektórych swoich książek zapraszasz czytelników do odwiedzenia egzotycznych krajów. Mam tutaj na myśli „Dom orchidei”, czy też „Różę północy”. Czy możesz powiedzieć nam coś na temat zbierania materiałów? Czy w związku z tym odwiedziłaś Tajlandię i Indie?

LR: Podróżuję do wszystkich miejsc, o których piszę. W przypadku „Orchidei” mieszkaliśmy wówczas w Tajlandii – przez pewien czas nasza rodzina miała dom na Koh Chand, wyspie, na której rozgrywa się część akcji książki, i jest to jedno z moich ulubionych miejsc na świecie. W przypadku „Róży północy” pojechałam do Indii i odwiedziłam Pałac Księżycowy w Jaipur, gdzie wyobrażałam sobie życie Anahity. Zatrzymałam się także w niesamowitym pałacu Rambagh, który jest teraz hotelem, nadal własnością królewskiej rodziny Jaipur, i gdzie regularnie widuje się ich grających w polo. Byłam także w Mumbaju, gdzie mieszka Ari, w Cooch Behar na północy i w New Delhi. Architektura i krajobrazy w Indiach zapierają dech w piersiach!

AAR: Wiem, że masz bardzo bliski kontakt z czytelnikami z całego świata. Jak ważne dla autorów jest bycie online?

LR: Świat z roku na rok staje się coraz bardziej oparty na technologii i myślę, że niezwykle ważne jest znalezienie różnych sposobów dotarcia do odbiorców. Media społecznościowe umożliwiają bezpośredni kontakt z czytelnikami na całym świecie. Kiedy byłam pisarką dwadzieścia lat temu, nie było takich rzeczy jak Facebook, Twitter, YouTube, a nawet nie było prywatnych stron internetowych, i przede wszystkim promowałam się w księgarniach i podczas spotkań autorskich. Niemniej, dzisiaj moje dwuminutowe inspirujące filmy mogą dotrzeć do czytelników na całym świecie, a opinie, które dostaję, są niesamowite i są bezustanną zachętą do dalszego pisania. Za pomocą komunikatora Google Hangouts pierwszy raz w życiu miałam wywiad w Brazylii, który obejrzano ponad dwieście tysięcy razy.

AAR: Jakie jest największe wyzwanie, przed którym stanęłaś jako autorka?

LR: W 1998 roku zmieniłam wydawcę na Pan Macmillan, z którym podpisałam umowę na dwie książki i wydałam tam powieść „Seeing Double” (obecnie ponownie napisana i opublikowana jako „Sekret listu”), czyli książkę, która skupiała się na historii członków brytyjskiej rodziny królewskiej, był to 1999 rok. W tamtym czasie Pan Macmillan przechodziło „reorganizację” i nie był to dobry moment na publikowanie czegokolwiek. Ponadto wiele osób uważało, że historia ta nie będzie mile widziana przez ludzi sprawujących władzę, natomiast w Irlandii książka została dobrze przyjęta, lecz mimo to, w Wielkiej Brytanii wszystkie zamówienia na nią zostały anulowane. Nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę się wtedy wydarzyło!

Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Jan Kabat
AAR: Kiedy pracujesz nad książką w swoim gabinecie, czy wyobrażasz sobie, jak Twoja ogromna rzesza czytelników przyjmie daną postać lub opisywane przez Ciebie wydarzenie?

LR: Kiedy piszę, staram się nie myśleć o niczym innym poza bohaterami i umiejscowieniem akcji – nie mogę pozwolić, by coś innego wywierało na mnie wpływ, ani też nie mogę odczuwać presji z powodu tego, że miliony ludzi będą czytać to, co piszę! Bohaterowie żyją w mojej głowie i przeze mnie opowiadają swoje historie, więc zapisywanie na dyktafonie pierwszego szkicu jest niezwykle osobistym procesem.

AAR: Ile czasu zajmuje Ci ukończenie książki, od momentu opracowania pomysłu na książkę do chwili przesłania jej do redaktora?

LR: Uświadomiłam sobie, że od poczęcia do narodzin wszystkie książki zajmują mi dziewięć miesięcy, czyli podobnie jak ciąża. Dziwne, ale prawdziwe. Zaczynam od procesu badawczego, który obejmuje przeczytanie wszystkich książek, jakie mogę zdobyć, i podróżowanie po okolicy. Następnie zapisuję na dyktafonie pierwszy szkic i przekazuję go mojemu redakcyjnemu asystentowi, aby to wszystko spisał. Po ukończeniu pierwszego szkicu rozpoczynam proces edycji, który jest najbardziej intensywny – kilkadziesiąt razy czytam każde zdanie, grając słowami w kostkę Rubika, aby upewnić się, że wszystko wygląda idealnie.

AAR: Jako pisarka i kobieta sukcesu osiągnęłaś bardzo dużo. Czy uważasz, że masz jeszcze jakiś cel do osiągnięcia?

LR: Oczywiście uwielbiam to, co robię i, jako pisarka, po spędzeniu czasu na odludziu, doceniam każdą chwilę związaną z tym, co dzieje się teraz. Pracuję dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i czerpię ogromną satysfakcję z tego, że opowiadam historie na papierze i oglądam je w druku na całym świecie – nawet, jeśli będę bogata, to i tak wciąż będę pisać. Obecnie całą swoją energię poświęcam serii „Siedem Sióstr”, ale mam już wiele pomysłów na przyszłe projekty. Moim celem jest po prostu pisać, póki nie umrę!

AAR: Jak udaje Ci się być tak produktywną, mając tak wiele obowiązków nie tylko rodzinnych? Jak zachowujesz równowagę pomiędzy domem a pracą?

LR: Muszę wyłączyć się na dwa lub trzy tygodnie i żyć jak pustelnik, pracując osiemnaście godzin dziennie, pisząc pierwszy szkic. Gdy kończę ten etap pracy i przechodzę do edycji technicznej, a nie do części „kreatywnej”, mogę pracować w domu i spędzać czas z rodziną. Jednak, jak każda pracująca matka, jestem permanentnie wyczerpana i wykonuję zwykłą żonglerkę, co jest znane każdej matce wychowującej dzieci i pracującej na pełny etat!

AAR: Powiedziałaś mi, że pracujesz nad siódmą częścią serii „Siedem Sióstr”. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej na ten temat? Czego mogą spodziewać się czytelnicy po tej książce?

LR: Jestem bardzo skryta jeśli chodzi o przyszłość serii „Siedem Sióstr” – czytelnicy piszą do mnie cały czas, prosząc o potwierdzenie swoich teorii na temat #whoispasalt[4] i „zaginionej” siostry. Mogę tylko powiedzieć, że właśnie rozpoczęłam proces badawczy nad siódmą książką serii – faktem jest, że niedawno byłam w podróży, podążając śladami „zaginionej” siostry…

AAR: Lucinda, bardzo dziękuję za tę interesującą i miłą rozmowę. Jest ona dla mnie bardzo ważna. Ponieważ wiem, że jesteś niezwykle zajęta, więc jeszcze raz bardzo dziękuję. Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć swoim polskim czytelnikom? W Polsce masz mnóstwo fanów, którzy zawsze z niecierpliwością czekają na każdą Twoją kolejną książkę.

LR: Bardzo dziękuję za wszystkie wnikliwe pytania! Chciałabym wszystkim moim polskim czytelnikom powiedzieć DZIĘKUJĘ CI za wsparcie i miłe słowa – otrzymuję tak wiele wiadomości z Polski, które bardzo motywują mnie do pisania. Życzę wszystkim spokojnej zimy i szczęśliwego nowego roku!



Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Marzenna Rączkowska & Maria Pstrągowska



 Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose




Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj.
If you want to read this interview in English, please click here.






[1] The Bad Seed to sztuka amerykańskiego dramaturga, Maxwella Andersona (1888-1959), z 1954 roku. Maxwell Anderson napisał ją na podstawie powieści o tym samym tytule. Powieść wyszła spod pióra amerykańskiego pisarza, Williama Marcha (1893-1954). Jest to opowieść o pozornie idealnej dziewczynce, Rhodzie Penmark, która aby osiągnąć swój cel, potrafi skutecznie każdego oczarować. Niestety, pewnego dnia to nie ona, a jej szkolny kolega otrzymuje od nauczyciela nagrodę, na której dziewczynce bardzo zależało. Podczas szkolnej wycieczki, chłopiec nagle znika. Wkrótce okazuje się, że Claude utonął w pobliżu molo. W końcu podejrzenia o zabójstwo kolegi padają na Rhodę. Niebawem matka dziewczynki zaczyna podejrzewać, że jej niewinna córeczka stoi również za innymi nagłymi zgonami, jakie ostatnio miały miejsce w rodzinie. – przyp. tłum.

[2] Historia poszukiwaczy skarbu (z ang. The Story of the Treasure Seekers) to serial na podstawie powieści Edith Nesbit (1858-1924) pod tytułem Poszukiwacze skarbu. – przyp. tłum.

[3] Chodzi o motyla o nazwie Czerwony Admirał. – przyp. tłum.

[4] #whoispasalt (#WhoIsPaSalt) to hasztag związany z fabułą serii „Siedem Sióstr”, którym czytelnicy Lucindy Riley oznaczają własne wskazówki dotyczące odkrywania fabuły poszczególnych części cyklu, a zwłaszcza tajemniczego bohatera, jakim jest przybrany ojciec siedmiu sióstr, czyli Pa Salt. – przyp. tłum.






piątek, 24 sierpnia 2018

Eleanor Hibbert – pisarka o wielu twarzach #3







Ludzie zawsze narzekali. Jeśli wszystko idzie dobrze, chcą, żeby było jeszcze lepiej. Zapewnij im komfort, a oni będą chcieć luksusów.



W latach 1956-1961 Eleanor Hibbert (1906-1993) napisała pięć całkiem dobrych powieści historycznych, które wydała pod pseudonimem Ellalice Tate. Pseudonim ten utworzyła z panieńskiego nazwiska swojej matki: Alice Tate. Wśród tych pięciu książek na pierwszy plan wysuwają się dwa tytuły: Defenders of the Faith i The Scarlet Cloak. Obydwie powieści, wraz z dwiema wydanymi pod pseudonimem Kathleen Kellow (Lilith i It Began in Vauxhall Gardens), zostały ponownie opublikowane, lecz tym razem już pod nazwiskiem Jean Plaidy. Każda z pięciu powieści, które autorka wydała jako Ellalice Tate, opublikowało londyńskie wydawnictwo Hodder & Stoughton, zaś nie – jak poprzednio – wydawnictwo Roberta Hale’a (1887-1956).

Eleanor Alice Hibbert
Krytycy stwierdzili, że najlepszą z nich okazała się powieść The Queen of Diamonds (1958), której fabuła skupia się na słynnej aferze naszyjnikowej z Marią Antoniną Habsburg (1755-1793) w roli głównej. Jak wiadomo, afera naszyjnikowa wstrząsnęła francuskim dworem i, jak mówili niektórzy, możliwe, że przyczyniła się do wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej (1789–1799), czyli innymi słowy zaprowadziła Marię Antoninę i Ludwika XVI Burbona (1754-1793) na gilotynę.

Autorka zafascynowana osiemnastowiecznymi sensacyjnymi i jednocześnie niesamowicie interesującymi wydarzeniami próbowała odnaleźć odpowiedzi na kilka pytań: Dlaczego kardynał Louis René Édouard de Rohan (1734-1803) okazał się tak naiwny, że bez żadnych wątpliwości uwierzył parze oszustów, którzy chcieli zdyskredytować królową? Dlaczego ambitna i drapieżna kobieta posunęła się do kradzieży słynnej biżuterii, która była warta fortunę? Kim tak naprawdę byli tajni prowokatorzy spisku? W tej książce Eleanor Hibbert pokazuje własne rozwiązanie historycznej tajemnicy, której motywy od bardzo dawna intrygowały miłośników detektywistycznych historii.

Pomimo ogromnego sukcesu, jaki odniosły książki firmowane nazwiskiem Jean Plaidy, autorka kontynuowała również pisanie lekkich romantycznych opowieści, podpisując je nazwiskiem Eleanor Burford. Robiła to do wczesnych lat 60. XX wieku. Pani Burford usunęła się jednak w cień w momencie, gdy na scenę wkroczyła Victoria Holt. Autorka wymyśliła sobie bowiem nowy pseudonim, kiedy zaczęła pracę nad kolejną serią książek, jednocześnie zwracając się do gigantycznej firmy wydawniczej o nazwie Collins. Eleanor Hibbert poszła zatem w ślady swojego kolegi po piórze, Hammonda Innesa (1913-1998), który związał się z tym wydawnictwem dwadzieścia lat wcześniej. Dla przypomnienia dodam, że Hammond Innes to brytyjski pisarz tworzący powieści sensacyjne, podróżnicze oraz piszący książki dla dzieci. Nowy pseudonim Eleanor Hibbert miał natomiast na celu ożywienie popularnego niegdyś gatunku gotyckiego romansu. Po dokładnym zapoznaniu się z rynkiem literackim, autorka sprytnie zdecydowała, iż istnieje ogromne zapotrzebowanie wśród czytelników na romantyczne opowieści z domieszką kryminału, których akcja będzie osadzona w ponurych starych dworach. Ten gatunek literacki odszedł niejako w zapomnienie, podczas gdy w połowie XIX wieku cieszył się ogromną popularnością.


Nie jest ważne to, ile lat przeżyłeś. Istotne jest to, co zostawiłeś po sobie.


Pierwszą powieścią, jaką autorka wydała pod pseudonimem Victoria Holt, była książka zatytułowana Mistress of Mellyn (z pol. Pani na Mellyn lub Guwernantka), którą wydawnictwo Collins opublikowało w 1961 roku, zaś tożsamość autorki celowo utrzymano w tajemnicy, co miało służyć zwiększeniu zainteresowania książką zarówno wśród krytyków, jak i samych czytelników. A poza tym, miał to też być zwykły chwyt reklamowy. Wielu czytelników było przekonanych, że Victoria Holt musi być pseudonimem Daphne Du Maurier (1907-1989), ponieważ klimat powieści okazał się bardzo podobny do tego, jaki znali z Rebeki (1938), zaś Daphne Du Maurier znana była już z tego, iż nienawidzi, kiedy ktoś przykleja jej etykietkę „powieściopisarki romantycznej”. Niemniej ostatecznie okazało się, że Victoria Holt i Jean Plaidy to jedna i ta sama osoba.


Polskie wydania Mistress of Mellyn. Pani na Mellyn została opublikowana przez Świat Książki w 1998 roku; tłum. Anna Kruczkowska. Natomiast Guwernantka wyszła nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka najpierw w 2005 roku, a potem w roku 2011; 
tłum. Anna Maria Nowak


Początkowe zamieszanie było całkiem zrozumiałe. Rebeka miała bowiem wielu naśladowców, lecz dopiero gdy pojawiła się Mistress of Mellyn, okazało się, że inna książka z tego samego gatunku również jest w stanie pokazać swoją moc i przyciągnąć uwagę literackiego świata. Dzięki doskonałemu przywołaniu kornijskiego wybrzeża i świata ziemskiej szlachty Mistress of Mellyn stała się godną następczynią arcydzieła autorstwa Daphne Du Maurier. Alex Stuart[1] (1914-1986) na łamach John O'London's Weekly[2] skomentowała: Książka należy do tych, które czytamy niezależnie od naszej woli. Kiedy zaczynasz czytać, masz wrażenie, że zażywasz narkotyk, który natychmiast uzależnia!


Ludzie, którzy nie mają wpływu na wybuchy wojen, najbardziej cierpią
z powodu ich skutków.


Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 1996
tłum. Bożena Walewska-Zielecka
Kirkland Revels (z pol. Dwór na wrzosowisku) to kolejna świetna powieść inspirowana twórczością sióstr Brontë. Książka została wydana w 1962 roku i praktycznie natychmiast zdobyła sobie przychylność krytyków. Mówiono, że ta książka oczyszcza mózg z realizmu, jaki nas otacza, zaś umiejscowienie akcji i ponury dom stwarzają poczucie zagrożenia, niczym wisząca nad światem mgła. Na tamte czasy był to swego rodzaju powiew świeżości na rynku wydawniczym. Większość powieści Victorii Holt osadzona jest w realiach XIX wieku, co przypomina dzieła irlandzkiego pisarza Sheridana Le Fanu (1814-1873) i angielskiego powieściopisarza Williama Wilkie Collinsa (1824-1889), pomimo że są one znacznie krótsze niż pełne wydania seryjnych prac wspomnianych autorów. Zwykle narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, a o swoich przygodach opowiadają młode kobiety zatrudnione jako guwernantki lub damy do towarzystwa, które niezmiennie wciągane są w centrum jakiejś tajemnicy. Na skutek serii niebezpiecznych wydarzeń i niepewności oraz niezbyt wyraźnie wyeksponowanego romansu, udaje im się ostatecznie uniknąć katastrofy. Oczywiście obowiązkowe jest tutaj szczęśliwe zakończenie. Podczas swoich przygód, bohaterki Victorii Holt, zostają porwane przez piratów czy sprzedane do haremów, doświadczając z tego powodu szeregu upokorzeń. Wiele z tych motywów pojawia się obecnie w pracach dzisiejszych naśladowczyń autorki.  

Akcja kilku wczesnych powieści Victorii Holt, jak Bride of Pendorric (z pol. Klątwa rodu Pendorriców), The Legend of the Seventh Virgin (z pol. Legenda o siódmej dziewicy), Menfreya (z pol. Dom Menfreyów) czy Lord of the Far Island (z pol. Pan dalekiej wyspy) rozgrywa się w opuszczonych domach stojących na jakimś skalistym wybrzeżu Kornwalii, podczas gdy bohaterki innych historii wędrują daleko do krajów takich, jak Francja (King of the Castle; z pol. Król na zamku) czy Egipt (The Curse of the Kings; z pol. Klątwa królów lub Zemsta faraonów). Ta druga to naprawdę przerażająca, jak na czasy wiktoriańskie, historia z akcją rozgrywającą się w Dolinie Królów. Z kolei fikcyjna autobiografia Marii Antoniny zatytułowana The Queen's Confession (z pol. Wyznania królowej) napisana została na podstawie listów i wspomnień królowej i – bardziej niż twórczość Victorii Holt – przypomina powieści historyczne stworzone przez Jean Plaidy lub Ellalice Tate.


Książki Victorii Holt są rodzajem opowieści, które powodują, że krytycy literaccy wpadają w rozpacz, zaś zwolennicy wolności kobiet są wściekli, choć jednocześnie sprawiają ogromną przyjemność i dają rozrywkę sporej liczbie zwykłych kobiet na całym świecie.

Krytyk


Dla Eleanor Hibbert Victoria Holt okazała się kopalnią pieniędzy. To właśnie na tych powieściach autorka zarobiła najwięcej. Książki, które napisała pod tym pseudonimem zostały przetłumaczone na dwadzieścia języków, w tym także polski (jest ich najwięcej), i sprzedały się w ponad siedemdziesięciu pięciu milionach egzemplarzy na całym świecie. Było to znacznie więcej, niż tytuły firmowane nazwiskiem Jean Plaidy. Szczególnie popularne stały się w Stanach Zjednoczonych, gdzie do dziś cieszą się ogromną sympatią czytelniczek.


Polskie wydania poszczególnych tomów cyklu Córki Anglii. Niestety, na naszym rynku wydawniczym ukazało się w latach 90. XX wieku jedynie dziewięć części serii i to w dodatku w sposób wybiórczy. Wydawnictwo Świat Książki opublikowało tomy: 1, 2, 3, 14, 15, 16, 17, 18 i 19. Po roku 2000 Książnica podjęła się wydawania Córek Anglii, ale na niewiele się to zdało, ponieważ bardzo szybko wydawnictwo zarzuciło pomysł publikacji serii. Widocznie w Polsce niezbyt dobrze sprzedawały się książki Philippy Carr
zaś znacznie lepiej Victorii Holt.


Ostatnim pseudonimem Eleanor Hibbert była Philipa Carr, którą wymyśliła sobie w 1972 roku, ponieważ dokładnie wtedy zaczynała nową serię powieściową obejmującą lata pomiędzy reformacją a końcem drugiej wojny światowej. Książki te przypominały nieco rodzinne sagi autorstwa Ronalda Fredericka Delderfielda (1912-1972) i Winstona Grahama (1908-2003) i zostały wydane jako Daughters of England (z pol. Córki Anglii). Każda z nich to historia kobiety reprezentującej epokę, w której rozgrywa się akcja, i skupiająca się na autentycznych wydarzeniach historycznych. Pierwszą z nich jest The Miracle at St. Bruno’s (z pol. Cud u Świętego Brunona) wydana w 1972 roku. Wszystkie zostały opublikowane przez wydawnictwo Collins, które od wielu lat funkcjonuje pod nazwą HarperCollins. Dziewiętnasty tom tej serii – We’ll Meet Again (z pol. Spotkamy się znowu) – ukazał się w czerwcu 1993 roku, czyli kilka miesięcy po śmierci autorki. Córki Anglii okazały się jednak mniej popularne, niż powieści wydane pod pseudonimami Victoria Holt czy Jean Plaidy, choć nie zmienia to faktu, że w brytyjskich bibliotekach seria ta cieszy się ogromną popularnością i w sumie wypożycza ją około trzystu tysięcy czytelników rocznie, co sprawia, że Philippa Carr wciąż znajduje się wśród stu najbardziej poszukiwanych autorów.


W tych książkach [Victorii Holt] dziewice są zazwyczaj wbrew swej woli zabierane przez zmysłowych, często prymitywnych, starszych mężczyzn do ich malowniczych kryjówek: na przykład przez piratów na ich galeony, Arabów do ich haremów, Indian do ich tipi, rycerzy na ich zamki. Na początku kobieta jest zachwycona tym, że dzieje się to wbrew jej woli, zaś w całej historii chodzi przecież tylko o seks.

Krytyk literacki definiujący książki Victorii Holt
jako zwykłe romansidła (1985)


Na koniec należałoby jeszcze wspomnieć o najmniej znanym pseudonimie Eleanor Hibbert, jakim bez wątpienia była Anna Percival, którego autorka użyła w przypadku tylko jednej powieści, a była to książka zatytułowana The Brides of Lanlory, którą w 1960 roku opublikowało wydawnictwo Roberta Hale’a. Nie wiadomo tak naprawdę dlaczego autorka tak szybko porzuciła ten pseudonim, ale prawdą jest, że dla kolekcjonera twórczości Eleanor Hibbert ten tytuł stanowi nie lada wyzwanie.


Dom przy Stand Street, który Eleanor Hibbert kupiła na początku lat 70. XX wieku.


W latach 60. XX wieku, po śmierci męża, Eleanor Hibbert nadal prowadziła bardzo proste życie, pomimo ogromnego bogactwa. Kariera pisarska nie pozwalała jej jednak na zajmowanie się swoim hobby, pomimo że co drugą zimę wyruszała w dwumiesięczny rejs statkiem. Odwiedzała wtedy miejsca, które często pojawiały się na kartach powieści wydawanych pod pseudonimem Victoria Holt. Przez kilka lat wynajmowała zabytkowy i cudownie nastrojowy stary dom w hrabstwie Kent, a dokładnie w Sandwich, nazywając go King's Lodging, który przebudowała na styl gotycki. Niemniej zajmowanie się domem uznała ostatecznie za stratę czasu, uważając, że odciąga ją od pisania. W 1975 roku na rynku ukazała się tylko jedna powieść, a to w przypadku Eleanor Hibbert (wtedy Jean Plaidy) było stanowczo za mało. Wróciła więc do swego nowoczesnego londyńskiego mieszkania z widokiem na Hyde Park i Albert Hall.


Jestem przekonana, że są na świecie ludzie, którzy nienawidzą kontemplować
szczęścia innych.


Autorka pisała pięć godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu, zaczynając pracę o wpół do ósmej, a kończąc w porze obiadowej, kiedy miała już zapisanych co najmniej pięć tysięcy nowych słów. Popołudniami osobiście (nigdy nie zatrudniała sekretarki) odpowiadała na niezliczone ilości listów od czytelników, które przychodziły do niej z całego świata. Swoją maszynę do pisania zabierała nawet wtedy, gdy udawała się w rejs statkiem. Każdego ranka pracowała w swojej kabinie, tak samo, jak robiła to w domu. Kocham moją pracę tak bardzo, że nic nie jest w stanie powstrzymać mnie przed pisaniem – mówiła. – Kiedy robię sobie choćby tylko tygodniową przerwę, to po prostu czuję się nieszczęśliwa. To jest jak narkotyk. Nagła śmierć zastała ją przy maszynie do pisania w dniu 18 stycznia 1993 roku, podczas rejsu statkiem wycieczkowym płynącym z Aten do Port Saidu.


Statek wycieczkowy Sea Princess (Morska Księżniczka), na którym zmarła Eleanor Hibbert. 
Zdjęcie zostało zrobione w 1983 roku w Wenecji.
fot. Dashers


Pomimo że kwestie nadprzyrodzone nie odgrywały istotnej roli w książkach Eleanor Hibbert, ona sama doświadczyła niezwykłego uczucia. W dniu 17 grudnia 1983 roku, o godzinie pierwszej dwadzieścia w nocy nagle obudziła ją niesamowita eksplozja, którą natychmiast rozpoznała jako wybuch bomby. Kiedy jednak podeszła do okna, wszystko wydawało się być w porządku; panowały spokój i cisza. Dokładnie dwanaście godzin później usłyszała identyczną eksplozję i tym razem jej oczom ukazał się dym unoszący się na ulicy obok Harrodsa, gdzie IRA właśnie zdetonowała bombę masowego rażenia umieszczoną w samochodzie. Nie zdając sobie nawet z tego sprawy, Eleanor Hibbert przewidziała tamto okropne i tragiczne wydarzenie.

Chociaż większość powieści Eleanor Hibbert – a szczególnie książki napisane pod pseudonimami Jean Plaidy i Victoria Holt – są wciąż drukowane, to jednak pierwsze wydania tych powieści, w często bardzo ciekawych okładkach, można kupić w Wielkiej Brytanii o wiele taniej, niż wznowienia. Są wśród nich egzemplarze osobiście podpisane przez autorkę jako Jean Plaidy czy Victoria Holt. Nie brakuje też egzemplarzy z jej pozostałymi pseudonimami, które można nabyć w dość rozsądnych cenach. Eleanor Hibbert podczas swego życia napisała prawie dwieście książek, które bez wątpienia miłośnikom literatury eskapistycznej dostarczą wiele przyjemności, natomiast kolekcjonerzy będą zachwyceni poszukiwaniem poszczególnych tytułów.


Czułam się okropnie – jak wtedy, gdy dowiadujesz się, że twój stary przyjaciel, którego nie widziałeś od wielu lat, nagle zmarł. Lecz w tym przypadku nie byłam jedynie fanką przeżywającą żałobę po stracie wszystkich tych wspaniałych powieści. Postanowiłam więc coś z tym zrobić.

Tak mówiła Rachel Kahan z wydawnictwa HarperCollins,
kiedy w 2003 roku odkryła, że książki Jean Plaidy
przestały być drukowane w Stanach Zjednoczonych.









[1] Alex Stuart, a właściwie Vivian Stuart, to brytyjska pisarka i doktor nauk medycznych, która tworzyła w latach 1953-1986. Pisała książki zaliczane do różnych gatunków literackich. Pisała pod wieloma pseudonimami. Jako Vivian Stuart, Alex Stuart, Barbara Allen, Fiona Finlay i Robyn Stuart tworzyła romanse; nazwiskiem V.A. Stuart firmowała powieści wojenne, zaś sagę historyczną napisała pod męskim pseudonimem: William Stuart Long.
[2] John O'London's Weekly to magazyn literacki ukazujący się raz w tygodniu. Wydawany był w latach 1919-1954 przez George Newnes Ltd, której założycielem był sir George Newnes, 1. Baronet (1851-1910).