Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dorota Ponińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dorota Ponińska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lipca 2026

Dorota Ponińska – „Rita z Cascii. Historia kobiety, dla której nie ma rzeczy niemożliwych”

 






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: ZNAK
Kraków 2026
 

Biograficzna powieść autorstwa Doroty Ponińskiej o świętej Ricie z Cascii, a właściwie Marghericie Lotti, wykracza daleko poza schemat klasycznej hagiografii. Autorka tworzy opowieść, która staje się wnikliwą analizą kobiecej siły, wytrwałości i złożonej duchowości w realiach późnego średniowiecza. Choć Rita jest znana milionom wiernych na całym świecie jako patronka spraw beznadziejnych, Dorota Ponińska podejmuje próbę odmitologizowania jej postaci, pokazując ją nie jako nienaruszalny symbol, lecz jako człowieka pełnego sprzecznych emocji, wahań i codziennych zmagań z własnymi przekonaniami. Zamiast powtarzać znane fakty z jej życia, autorka kreśli sugestywny portret psychologiczny, który nabiera wymiaru uniwersalnej opowieści o pragnieniu wolności w świecie, gdzie o losie kobiet decydowano głównie w zaciszach męskich gabinetów.
 
Siła tej narracji tkwi w umiejętności oddania ducha epoki, w której miłość rzadko miała charakter romantycznego uniesienia. Częściej była świadomym wyborem, aktem woli podejmowanym wbrew własnym pragnieniom czy naturalnym odruchom. Dorota Ponińska z dużą wrażliwością opisuje przemianę Rity – od posłusznej córki marzącej o życiu zakonnym po kobietę, która potrafi odnaleźć sens w trudach małżeństwa z mężczyzną o gwałtownym charakterze. Najbardziej poruszające w tej książce jest to, że autorka nie moralizuje. Nie ocenia decyzji swojej bohaterki, lecz pozwala czytelnikowi odczuć ciężar jej odpowiedzialności – krzyża, który w interpretacji Doroty Ponińskiej staje się nie tyle symbolem religijnym, ile metaforą trudnego obowiązku troski o drugiego człowieka i budowania domu w świecie pełnym przemocy oraz rodowych konfliktów.


Najbardziej znany wizerunek świętej Rity.
Oryginalny obraz przechowywany jest w kaplicy
klasztoru augustianek w Cascii.

autor nieznany

 
Wprowadzenie do fabuły Bianki, młodej Florentynki wywodzącej się z kupieckiej rodziny, okazuje się jednym z najciekawszych zabiegów narracyjnych w powieści. Ta postać działa jak zwierciadło, w którym odbija się los Rity, pozwalając czytelnikowi spojrzeć na jej historię z dystansu i zanurzyć się w realiach włoskiego średniowiecza widzianych z szerszej perspektywy. Dzięki Biance wielka historia splata się z codziennością, a świat epoki – pełen zarówno piękna, jak i okrucieństwa – staje się bardziej namacalny. Dorota Ponińska wykorzystuje tę paralelę, by pokazać, że doświadczenia Rity nie były wyjątkiem, lecz częścią wspólnego losu kobiet przełomu XIV i XV wieku, które zmagały się z ograniczeniami narzuconymi przez społeczne struktury wymagające od nich przede wszystkim posłuszeństwa i milczenia. Narracja jest niezwykle obrazowa – język autorki pulsuje emocjami, a jednocześnie pozostaje wyważony tam, gdzie wymaga tego powaga tematu. Czytelnik niemal fizycznie przenosi się na wąskie włoskie uliczki, czuje zapach kadzidła, pył unoszący się nad drogą i słyszy echa rodowych konfliktów, które nieustannie wpływały na życie Rity. Dorota Ponińska z dużym wyczuciem prowadzi opowieść na granicy sacrum i profanum, pokazując, że świętość Rity nie polegała na odcięciu się od świata, lecz na wytrwałym przebywaniu w nim mimo przeciwności, które dla wielu mogłyby okazać się nie do udźwignięcia.
 
Wyjątkowość tej powieści polega także na sposobie ukazania relacji międzyludzkich. Małżeństwo Rity, często przedstawiane jako nieustanne pasmo cierpień, w interpretacji Doroty Ponińskiej nabiera nowych odcieni. Staje się historią stopniowego zbliżania się do siebie dwojga ludzi o odmiennych temperamentach, próbą oswojenia własnych słabości i odkrywania miłości tam, gdzie początkowo istniał jedynie wymuszony kompromis. To właśnie w tej trudnej relacji Rita dojrzewa, odnajdując sens i siłę, które prowadzą ją przez kolejne życiowe wyzwania. Nie jest to zatem opowieść o świętej predestynowanej do chwały od urodzenia, lecz o kobiecie, która każdego dnia musiała na nowo wybierać dobro, nawet gdy świat wokół niej pogrążał się w chaosie. Autorka z niezwykłą wrażliwością ukazuje napięcie między duchowym pragnieniem całkowitego oddania się Bogu a ziemskimi obowiązkami – małżeństwem, macierzyństwem, odpowiedzialnością za dom. Ten wewnętrzny konflikt staje się siłą napędową całej historii, czyniąc ją zaskakująco aktualną. Dylemat, jak pogodzić własne powołanie z rolami narzucanymi przez społeczeństwo, pozostaje przecież doświadczeniem kolejnych pokoleń. W efekcie książka Doroty Ponińskiej staje się nie tylko biografią, lecz także refleksją nad tym, że świętość wyrasta z odwagi bycia sobą – nawet wtedy, gdy oznacza to sprzeciw wobec własnych oczekiwań czy norm społecznych.


Wnętrze domu świętej Rity
fot. Jordi Ferrer


Warto zatrzymać się także nad warsztatem literackim Doroty Ponińskiej. Autorka imponuje szeroką wiedzą o realiach średniowiecznej Italii, lecz nigdy nie pozwala, by historyczne szczegóły przytłoczyły opowieść. Elementy życia codziennego epoki są wplecione w narrację tak swobodnie, że tworzą naturalne tło dla wydarzeń, a nie akademicką dekorację. Dorota Ponińska konsekwentnie unika anachronizmów, dbając o to, by sposób myślenia bohaterów pozostawał zgodny z mentalnością tamtych czasów, dzięki czemu postacie brzmią wiarygodnie i żywo. Nie boi się pokazywać Rity w momentach słabości – w gniewie, zwątpieniu czy bezradności – co sprawia, że jej portret nabiera ludzkiego wymiaru. Dzięki temu Rita staje się postacią bliską współczesnemu czytelnikowi, a jej niezwykła droga jawi się jako przykład wytrwałości, który można odnieść do własnego życia. To opowieść o sile przebaczenia, cierpliwości i wierze, które potrafią odmienić nie tylko los jednostki, lecz także jej otoczenie. Autorka podkreśla znaczenie wewnętrznej ciszy, w której Rita szukała odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, co stanowi przypomnienie szczególnie cenne w świecie pełnym nadmiaru bodźców, gdzie refleksja bywa luksusem.
 
Powieść Doroty Ponińskiej jest również literackim hołdem dla kobiecej siły. Choć Rita ostatecznie oddaje swoje życie Bogu,  to jednak droga prowadząca do tej decyzji jest głęboko ludzka – pełna walki o zachowanie godności, o prawo do własnych uczuć i o miłość, która wykracza poza konwencjonalne wyobrażenia. Miłość, którą opisuje autorka, jest wymagająca, surowa, często trudna – to bardziej decyzja niż uniesienie – i to właśnie ona stanowi fundament, na którym budowana jest postać Rity. Nie ma tu miejsca na tani sentymentalizm; jest za to prawda o życiu, o rozczarowaniach, które stają się życiowymi lekcjami, i o bólu, który potrafi przerodzić się w siłę zdolną do przemiany. Dla czytelników poszukujących w literaturze nie tylko rozrywki, lecz także refleksji nad ludzką kondycją, książka ta będzie wyjątkowym doświadczeniem. Dorota Ponińska pokazuje, że biografia świętej może być napisana z pasją i lekkością, a jednocześnie z pełnym szacunkiem dla historycznej postaci. To lektura, która pozostaje w pamięci, skłaniając do namysłu nad własnymi wyborami i nad tym, ile z naszych „spraw niemożliwych” wynika z braku odwagi, by pozostać wiernym sobie.


Skała w Roccaporenie zwana też Skałą świętej Rity
fot. Ment NFG

 
Warto zwrócić uwagę również na rytm tej narracji. Dorota Ponińska prowadzi opowieść z wyjątkowym wyczuciem – potrafi wzmocnić napięcie tam, gdzie wymaga tego dramat bohaterów, a jednocześnie umie zwolnić, gdy nadchodzi moment na refleksję nad duchowym przełomem Rity. Konstrukcja książki tworzy spójną całość, która z jednej strony pozostaje wierna tradycji, a z drugiej daje czytelnikowi przestrzeń do własnych interpretacji. Śledząc losy Rity i Bianki, trudno oprzeć się wrażeniu, że autorka opowiada nie tylko o średniowieczu, lecz przede wszystkim o niezmiennych mechanizmach ludzkich emocji. To historia o poszukiwaniu sensu w chaosie, o budowaniu więzi i o tym, że nawet najbardziej bolesne doświadczenia mogą prowadzić do światła, jeśli człowiek zachowa w sobie zdolność do bezwarunkowej miłości.
 
Powieść Doroty Ponińskiej wyróżnia się jako jedna z najciekawszych powieści biograficznych ostatnich lat. Autorka przedstawia świętą Ritę w sposób wyważony, sugestywny i głęboko ludzki, dzięki czemu bohaterka przestaje być jedynie figurą na ołtarzu, a staje się inspirującą kobietą, która mimo przeciwności potrafiła odnaleźć własną drogę do szczęścia. Każda strona tej książki świadczy nie tylko o ogromnym przygotowaniu merytorycznym, ale przede wszystkim o empatii, która pozwoliła Dorocie Ponińskiej ożywić postać z odległej epoki i uczynić ją bliską współczesnemu odbiorcy. To lektura, po którą warto sięgnąć niezależnie od światopoglądu, bo w swojej istocie mówi o tym, co najważniejsze: o miłości, odwadze, przebaczeniu i o sile płynącej z decyzji, by nie rezygnować, nawet gdy świat wydaje się nieprzyjazny. Dorota Ponińska tworzy portret kobiety, który nie tylko przekazuje wiedzę, lecz przede wszystkim porusza, zachęcając do zastanowienia się nad własnymi ograniczeniami i nad tym, jak można je przekraczać w imię wyższych wartości. To literatura dojrzała, przemyślana i głęboko emocjonalna, stanowiąca dowód na to, że prawdziwe historie, nawet te sprzed wielu stuleci, wciąż potrafią przemieniać współczesnych czytelników.



Agnieszka Różycka
tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka
 


poniedziałek, 22 września 2025

Dorota Ponińska – „Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej”

 





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję!

Wydawnictwo: ZNAK
Kraków 2025
 
Na początku XX wieku, w świecie europejskiej arystokracji, gdzie wartość rodu mierzono rozległością majątków, a małżeństwa zawierano z pobudek politycznych i ekonomicznych, nie zaś z miłości, pojawiła się postać, która odważyła się przeciwstawić obowiązującym normom – księżna Daisy. W swojej najnowszej powieści Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej Dorota Ponińska zaprasza czytelnika do świata pełnego luksusu, dworskich intryg i głęboko poruszających dramatów, kreśląc portret kobiety niezwykłej – olśniewającej, a zarazem doświadczonej przez los. Już na pierwszych stronach książki autorka wprowadza nas w kluczowy moment życia Daisy – scenę zaręczyn z Hansem Heinrichem XV von Pless, starszym od niej o dwanaście lat arystokratą. Jej szczere słowa: „Ale ja pana prawie nie znam… I mówiąc prawdę, nie kocham”, spotykają się z pobłażliwym uśmiechem przyszłego męża i jego zapewnieniem, że uczucie pojawi się po ślubie. Ta deklaracja staje się jak cień, który towarzyszy Daisy przez całe życie – pytanie, czy pustka w sercu zostanie kiedyś wypełniona, i jeśli tak, to przez kogo? Czy będzie to sam cesarz Wilhelm II – potężna, choć kontrowersyjna postać, obecna zarówno w historii, jak i w osobistym świecie księżnej?
 
Mary Theresa Olivia Cornwallis-West, znana szerzej jako Daisy, przyszła na świat w 1873 roku w Anglii, w rodzinie arystokratycznej, która choć zamożna, znajdowała się już w fazie schyłkowej. Od najmłodszych lat wyróżniała się wyjątkową urodą, bystrością umysłu i niezależnością, cechami, które jednych zachwycały, innych zaś wprawiały w zakłopotanie w konserwatywnym środowisku, w którym dorastała. Jej związek małżeński z Hansem Heinrichem XV, spadkobiercą jednej z najzamożniejszych rodzin w Cesarstwie Niemieckim, dla wielu był spełnieniem marzeń – Daisy poślubiła księcia von Pless, stając się księżną pszczyńską i panią na rozległych dobrach obejmujących Pszczynę oraz słynny zamek Książ na Śląsku. To małżeństwo łączyło nie tylko dwa wpływowe rody, ale również dwie odmienne kultury – swobodny, angielski styl życia i rygorystyczną pruską etykietę. Wchodząc w tę nową rzeczywistość, Daisy musiała sprostać licznym oczekiwaniom związanym z jej statusem – od roli reprezentacyjnej, przez obowiązki matki przyszłych dziedziców, po funkcję opiekunki lokalnej społeczności.


Hans Heinrich XV, książę von Pless, mąż Daisy



Los księżnej Daisy był nierozerwalnie spleciony z majestatycznym zamkiem Książ (niem. Schloss Fürstenstein), który stał się centrum jej nowej rzeczywistości. Ta architektoniczna perła Dolnego Śląska, wznosząca się dumnie na skalnym cyplu, stanowi świadectwo wielowiekowej historii i władzy. Początki zamku sięgają XIII stulecia, kiedy to książę Bolesław I Surowy ze Świdnicy i Jawora zbudował tu warownię mającą strzec granic księstwa. Przez kolejne wieki twierdza przechodziła z rąk do rąk – należała do Piastów, Czechów, Węgrów, Habsburgów – aż w XVII wieku znalazła się w posiadaniu rodu Hochbergów, z którego wywodził się mąż Daisy. To właśnie pod ich opieką zamek zyskał swój barokowy, a później neorenesansowy charakter, stając się jedną z najokazalszych rezydencji na Śląsku, symbolem prestiżu i potęgi. Gdy Daisy zamieszkała w Książu, rezydencja tętniła życiem – odbywały się tu wystawne bale, dyplomatyczne przyjęcia, polowania oraz spotkania z najważniejszymi osobistościami epoki, w tym z cesarzem Wilhelmem II. Choć życie w zamku pełne było przepychu, wiązało się również z surowym protokołem i licznymi oczekiwaniami, które dla młodej, niezależnej Angielki okazywały się często trudne do zniesienia. Dorota Ponińska w swojej powieści z dużą wrażliwością oddaje atmosferę tego świata – pełnego blasku, lecz dla kobiet często zamkniętego niczym złota klatka.
 
Autorka, łącząc skrupulatność historyczną z artystyczną swobodą, tworzy portret Daisy jako kobiety, która mimo otaczającego ją luksusu, zmagała się z głębokimi osobistymi dramatami. Powieść przenosi czytelnika w epokę, gdy arystokratyczny porządek chylił się ku upadkowi, a nad Europą gromadziły się złowrogie chmury nadchodzącej wojny. W tym kontekście historycznym Dorota Ponińska ukazuje Daisy jako osobę odważną, gotową kwestionować ustalone zasady, dążącą do miłości i osobistego spełnienia – nawet jeśli oznaczało to złamanie konwenansów i wystawienie się na krytykę. Jej życie, pełne zwrotów akcji i dworskich intryg, w którym zdrady i romanse nie są jedynie elementem sensacyjnym, lecz wyrazem głębokiej potrzeby bliskości i zrozumienia, staje się opowieścią o kobiecie szukającej własnego miejsca w świecie, który nie zawsze pozwalał jej być sobą.


Daisy, księżna von Pless, jako Kleopatra podczas balu
w Devonshire House w 1897 roku.
Zdjęcie pochodzi z kolekcji National Portrait Gallery.
Domena publiczna

 
Książka Doroty Ponińskiej to nie tylko pasjonująca powieść biograficzna, ale również wnikliwe studium kobiecej psychiki wplecionej w burzliwy nurt historii. Czytelnik z zainteresowaniem śledzi przemiany w relacjach Daisy – zarówno z jej mężem i dziećmi, jak i z mężczyznami, których obecność przynosi jej nie tylko szczęście, ale też ból. Autorka z wyjątkową wprawą łączy historyczne fakty z literacką fikcją, tworząc spójną i poruszającą narrację. Nie stroni od trudnych tematów: samotności w małżeństwie, społecznych oczekiwań, utraty oraz poszukiwania sensu w świecie, który ulega gwałtownym przemianom. Książka staje się zwierciadłem, w którym odbijają się złożone emocje i namiętności, a pytania o miłość i szczęście nabierają uniwersalnego wymiaru, poruszając czytelnika niezależnie od tego, w jakim gatunku literackim gustuje.
 
Jednym z najważniejszych walorów tej powieści jest sposób, w jaki Dorota Ponińska ożywia postaci historyczne. Daisy nie jawi się jako schematyczna bohaterka z kart podręcznika, lecz jako pełnokrwista kobieta – pełna sprzeczności, jednocześnie delikatna i silna. Jej nieustanne dążenie do autentyczności, do realizacji własnych pragnień w świecie zdominowanym przez męskie ambicje i sztywne reguły, czyni ją postacią fascynującą i godną podziwu. Autorka nie popada w idealizację – ukazuje zarówno jasne, jak i ciemne strony Daisy, jej momenty chwały i bolesne porażki. To właśnie ta złożoność sprawia, że bohaterka staje się bliska czytelnikowi, a jej historia rezonuje z osobistymi doświadczeniami. Dorota Ponińska umiejętnie buduje napięcie, prowadząc czytelnika przez meandry dworskich intryg, zakazanych relacji i politycznych zależności. Każda strona tej książki to wyprawa w głąb minionej epoki, gdzie za fasadą elegancji i bogactwa kryły się brutalność i obłuda.


Cesarz Wilhelm II Hohenzollern (1902)
autor: Thomas Heinrich Voigt
(lub ktoś z jego studia fotograficznego)

 
Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej to nie tylko opowieść o uczuciach – miłości, zdradzie, nadziei i rozczarowaniu – lecz także rozbudowana saga rodzinna osadzona w czasach wielkich przemian, gdy stare imperia traciły grunt pod nogami, a znany porządek świata nieuchronnie chylił się ku upadkowi. Dorota Ponińska nie ogranicza się do przedstawienia losów jednej z najbardziej intrygujących arystokratek swojej epoki, lecz podejmuje refleksję nad istotą ludzkiego szczęścia, nad ceną, jaką płaci się za niezależność, oraz nad tym, czy miłość może rzeczywiście pojawić się po ślubie, czy też musi być odnaleziona w innych, często bardziej złożonych przestrzeniach życia. Powieść przypomina misternie utkaną tkaninę, w której osobiste dramaty splatają się z wielką historią, tworząc narrację jednocześnie kameralną i monumentalną.
 
Autorka zasługuje na szczególne uznanie za wyjątkową lekkość i precyzję językową, dzięki której kreuje sugestywne, niemal malarskie obrazy dawnej epoki. Czytelnik ma wrażenie, że niemal fizycznie odczuwa atmosferę pałacowych wnętrz, słyszy szelest jedwabnych sukien i echa wystawnych balów. Ten zmysłowy sposób przedstawienia świata Daisy sprawia, że lektura staje się nie tylko poznaniem historii, ale wręcz intensywnym doświadczeniem. Dorota Ponińska z dużą wprawą posługuje się słowem, by oddać głębię emocji, skomplikowane relacje i wewnętrzne rozdarcia bohaterów, pozwalając czytelnikowi całkowicie zanurzyć się w opowieści. Powieść oparta jest na rzetelnych badaniach historycznych, co nadaje jej wiarygodności i autentyczności, lecz nigdy nie odbywa się to kosztem wartkiej, angażującej fabuły.


Zamek Książ w latach 20. XX wieku



Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej autorstwa Doroty Ponińskiej to powieść, która z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom historii, romansów oraz pełnych dramatyzmu sag rodzinnych. Autorka stworzyła dzieło będące jednocześnie wiernym obrazem epoki i poruszającą narracją o złożonym, pełnym sprzeczności życiu wyjątkowej kobiety. To opowieść o tęsknocie za miłością i poszukiwaniu sensu w świecie, który oferował wszystko – z wyjątkiem tego, czego Daisy pragnęła najbardziej. Dorota Ponińska umiejętnie podsyca ciekawość, pozostawiając czytelnika z pytaniami, które prowokują do głębszych przemyśleń nad losem bohaterki i nad tym, jak wielkie wydarzenia historyczne wpływają na indywidualne wybory. Czy uczucie, które miało pojawić się po ślubie, rzeczywiście nadeszło? Czy więź z cesarzem Wilhelmem II wykraczała poza ramy dyplomatycznej uprzejmości? Jak potoczyły się losy kobiety, która jako Angielka w Niemczech musiała zmierzyć się z wojną, która odmieniła oblicze Europy? Odpowiedzi na te pytania kryją się na kartach powieści – książki, która z powodzeniem zaspokaja głód historii, dworskich intryg i autentycznych emocji. To lektura, którą warto polecić każdemu, kto pragnie zanurzyć się w świat minionej arystokracji, pełen pałacowego przepychu, skandali i namiętności, które – mimo upływu czasu – wciąż budzą fascynację.



Agnieszka Różycka
tłumaczka, eseistka, autorka, dziennikarka





poniedziałek, 3 czerwca 2024

Dorota Ponińska – „Maria. Dziesięć dni z życia Konopnickiej”






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!



Wydawnictwo: LIRA

Warszawa 2024

 

 

Pisarz i krytyk literacki, Władysław Jabłonowski (1865-1956), pisał niegdyś: „W bogatem królestwie duchów twórczych dwa ich gatunki pracowały z największym pożytkiem ogółu. Do pierwszych należą ci z pośród twórców, którzy byli z ogółem pokłóceni, co w wieczystej z nim rozterce wciąż odsłaniali mu jego małoduszność i poziomość uczuć – co jak Byron i Słowacki np. nie dawali mu spokoju i całem ducha swego wrzeniem pragnęli „ziemię nieść ku błękitom” a „zjadaczów chleba” w aniołów zamienić. Do drugiego ci, którzy z ogółem żyli w zgodzie, co wchodzili z nim w przymierze, nie schlebiając jego instynktom błędnym, lecz dzieląc z nim jego troski powszednie, podnosząc jego bezwiedne pragnienie ideału. Do tych ostatnich duchów twórczych należy i Marya Konopnicka”[1] (pisownia oryginalna).

 

Z kolei w książce Franciszki Landauowej (?) możemy przeczytać: „Rok 1910 przeszedł u nas żałobnym traktem. Śmierć, jakby uwziąwszy się, wyrywała z łona narodu najpotężniejsze jego duchy. Z wiosną oddaliśmy ziemi Orzeszkową – dziś stajemy nad świeżą mogiłą Konopnickiej! Konopnicka to wielki mocarz!... Nie zrodzili jej wprawdzie, w długim szeregu idący, królewscy przodkowie – ani jej przekazali drogę tradycyi owego wysokiego tronu, na którym królowała nam… I tron i berło królewskie i koronę sama zdobyła pośród ludu swego!... Jej tronem był świat poezyi, berłem – talent poetycki, a koroną – wielkie serce, bezbrzeżnej miłości i bólu pełne!...”[2] (pisownia oryginalna).

 

Powyższe słowa wyraźnie wskazują, że Maria Konopnicka (1842-1910), której chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, była uważana nie tylko za krzewicielkę patriotyzmu, jak uczono nas w szkole, ale przede wszystkim za poetkę społeczną. Niektórzy krytycy twierdzili nawet, iż jest ona poetką najbardziej społeczną ze wszystkich polskich poetek i poetów swojej epoki, zaś większość jej utworów oceniano jako takie, które charakteryzują się posiadaniem znamion wstępnych artykułów. Trudno jest zrozumieć twórczość Konopnickiej bez uprzedniego poznania jej biografii, ponieważ to właśnie życiowe doświadczenia w dużej mierze skłaniały ją do tworzenia takich, a nie innych dzieł, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę te pisane po 1870 roku.



Maria Konopnicka w młodości. 

 

Twórczość Marii Konopnickiej naznaczona była niezwykłą wrażliwością. Niezmiernie istotna była dla niej przyroda, czemu dawała wyraz w swoich dziełach. Najwięcej uwagi poświęcała jednak ludzkiej krzywdzie, którą starała się zwalczać. W jej twórczości sporo miejsca zajmowała najbiedniejsza warstwa społeczna, gdyż z własnego doświadczenia wiedziała, że życie tych ludzi nie oszczędza. Tego rodzaju postawa znalazła odzwierciedlenie także w życiu prywatnym Konopnickiej, ponieważ poetka niespecjalnie lubiła przebywać w towarzystwie bogaczy i ludzi reprezentujących tak zwane wyższe sfery. Maria Konopnicka wiele razy próbowała walczyć z zepsuciem arystokracji, w opinii której patriotyzm, a także okazywanie zwykłego szacunku innym ludziom, były czymś, czym nie warto zawracać sobie głowy. Dlatego też dość często spotykała się z tym, iż zarówno krytycy, jak i pozostali odbiorcy jej twórczości określali ją mianem poetki proletariatu.

 

W momencie, gdy zaczęto dopatrywać się w twórczości Konopnickiej coraz wyraźniejszych tendencji postępowych, poetka musiała zmierzyć się z niezadowoleniem głównie ze strony konserwatystów, którzy jeszcze tak niedawno niezwykle pozytywnie odnosili się do jej twórczości, jak chociażby Henryk Sienkiewicz (1846-1916). Pomimo że jej celem nigdy nie było atakowanie kogokolwiek, to jednak kręgi prawicowe właśnie w ten sposób ją odczytywały. Z drugiej strony Konopnicka zyskiwała coraz większe uznanie w oczach Elizy Orzeszkowej (1841-1910), z którą przyjaźniła się od lat szkolnych, czy Józefa Ignacego Kraszewskiego (1812-1887). Z tego też powodu kolejne publikacje Marii Konopnickiej nie cieszyły się już tak wielką popularnością, a niektórzy udawali nawet, że nie dostrzegają nowego dzieła poetki. W tym wszystkim nie bez znaczenia pozostawała także długoletnia przyjaźń Konopnickiej z Marią Dulębianką (1858-1919), która oprócz tego, że była niezwykle utalentowaną malarką specjalizującą się w portretach, to jeszcze z powodzeniem zarażała poetkę swoimi feministycznymi poglądami, co odzwierciedlało się również w jej twórczości i bynajmniej nie było dobrze widziane przez ówczesne społeczeństwo przyzwyczajone do starych reguł. Nawet kobiety, które w małżeństwach wyraźnie czuły się zdominowane przez mężów, nie były skore do tego, aby zmienić poglądy i zacząć walczyć o swoje prawa. Co zatem zrozumiałe, Maria Konopnicka stała się również wrogiem Kościoła katolickiego, który uważał, że poprzez jej utwory stał się obiektem ataku. W dodatku fakt, iż Konopnicka mieszkała pod jednym dachem z inną kobietą też nie pozostawał bez znaczenia i postrzegany był w kategoriach zgorszenia i demoralizacji.



Maria Konopnicka (po lewej) na werandzie dworu w Żarnowcu.
Po prawej siedzi Maria Dulębianka.
Zdjęcie zostało zrobione w maju 1907 roku. 

 


Maria Konopnicka bez wątpienia zapisała się w polskiej historii literatury wielkimi literami i grzechem byłoby o niej zapomnieć. Miała naprawdę bogate życie, zarówno to zawodowe, jak i prywatne. Dlatego też nie dziwi fakt, iż tak wielu pisarzy i pisarek żyjących po niej sięgało do jej życiorysu i odtwarzało go na nowo najczęściej w formie biograficznej. Dorota Ponińska postanowiła zrobić coś innego, coś nowego. Otóż poświęcając swoją najnowszą książkę Marii Konopnickiej, zamiast czystej i suchej biografii stworzyła powieść, na kartach której poetka – jak żywa – wspomina swoje prawie siedemdziesięcioletnie życie. Wszystko to dzieje się w Żarnowcu, czyli miejscu, które Maria Konopnicka otrzymała jako dar od narodu. Poetka jest już bardzo chora, ma coraz mniej siły i nawet najmniejszy ruch sprawia jej ogromną trudność; szybko się męczy. Konopnicka wie, że jej życie zbliża się do nieuniknionego końca, choć mentalnie tak wiele mogłaby jeszcze zdziałać i osiągnąć. W dodatku ogromnym ciosem staje się dla niej śmierć Elizy Orzeszkowej, z którą od młodości potrafiła znaleźć wspólny język i z którą – oprócz Marii Dulębianki – rozumiały się praktycznie bez słów.

 

Na kartach powieści Maria Konopnicka wraca myślami do czasów swojego nieudanego małżeństwa i do początków pracy twórczej, która w miarę upływu czasu stała się całym jej życiem, choć nie zawsze pozwalała jej żyć na poziomie, jakiego pragnęła. Wie, że nierzadko postępowała niewłaściwie, szczególnie wobec tych, dla których powinna być wsparciem, na przykład dla swoich dzieci, szczególnie dla jednej z córek. Niemniej, wstyd i uniknięcie skandalu za wszelką cenę, okazały się dla poetki ważniejsze, niż matczyne uczucia. Maria przypomina sobie nie tylko ludzi, którzy przewinęli się przez jej życie, ale również miejsca, które zwiedziła i które pokochała. Niektóre z nich stały się jej bardzo bliskie i chętnie znów wróciłaby do nich fizycznie, gdyby nie ta przeklęta choroba i brak sił. Gdyby można było cofnąć czas, to pewnie Maria wiele rzeczy zrobiłaby inaczej; podjęłaby inne decyzje. Ale niestety musi pogodzić się z tym, co jest i zaakceptować nieuniknione. Ten swego rodzaju życiowy bilans i liczenie zysków oraz strat staje się dla Konopnickiej impulsem do tego, aby móc przygotować się na śmierć najlepiej, jak tylko można, nie raniąc przy tym Dulębianki, dla której ostateczne odejście przyjaciółki zapewne będzie trudne do zniesienia.




Dwór w Żarnowcu od strony południowej w latach 1900-1904. 


Najnowsza powieść Doroty Ponińskiej jest niezwykle klimatyczna. Bogata treść przeplatana jest wybranymi utworami Konopnickiej, które całej tej historii nadają jeszcze więcej autentyczności. Poetka ukazana jest nie jako kobieta, którą należy stawiać na piedestale, lecz jako osoba posiadająca uczucia, przeżywająca życiowe rozczarowania, ale też i chwile prawdziwego szczęścia. W tej powieści Maria Konopnicka jest przede wszystkim kobietą, która nie pragnie być jedynie żoną i matką, bo tak wymaga od niej społeczeństwo, lecz chce czegoś więcej; chce prawdziwej wolności, szczególnie tej mentalnej. Konopnicka nie chce zamykać się w granicach przyjętych zasad i konwenansów, ale pragnie swobody. W miarę upływu czasu staje się feministką, choć raczej tego nie planowała. Jej feminizm nie jest jednak agresywny i nikogo na siłę nie zmusza, aby podzielał jej poglądy. Ona po prostu pokazuje kobietom inną drogę. Mówi, że kobieta to samodzielny byt i może z powodzeniem prowadzić swobodne życie bez oglądania się na mężczyzn i bez ciągłego szukania w ich oczach potwierdzenia, czy robi dobrze. Przecież sama doświadczyła swego rodzaju małżeńskiego zniewolenia – przynajmniej na początku – gdy jeszcze żyła pod jednym dachem z Jarosławem Konopnickim (1830-1905). Z drugiej strony jednak można zastanawiać się, kto tak naprawdę „nosił spodnie” w tym małżeństwie. Zdaniem Konopnickiej kobieta wcale nie musi pytać mężczyznę, z którym żyje, o zdanie i pozwolenie na zrobienie czegoś, na co akurat ma ochotę. To ona sama powinna decydować.

 

Maria. Dziesięć dni z życia Konopnickiej to bez wątpienia powieść, na którą należy, a nawet trzeba zwrócić uwagę. To nie tylko opowieść o wybitnej poetce i kobiecie o niezwykle bogatej osobowości. To przede wszystkim historia narodzin feminizmu, który w miarę upływu lat przeszedł szereg przeobrażeń. Maria Konopnicka i podobne do niej kobiety walczyły wówczas głównie o to, żeby wyrwać się spod wpływu mężczyzn i wreszcie móc aktywnie uczestniczyć w życiu publicznym, z naciskiem na życie polityczne. Mowa oczywiście o walce o prawa wyborcze kobiet. Najnowsza książka Doroty Ponińskiej ukazuje kobietę silną, która musiała stawić czoło wielu przeciwnościom. I choć czasami było naprawdę trudno, to jednak przeciwności te jej nie złamały, lecz dodały jeszcze więcej siły. Polecam zatem tę powieść, jak i pozostałe książki Doroty Ponińskiej. Sięgając po nie czytelnik nigdy się nie rozczaruje, ponieważ ma gwarancję niepowtarzalności tematu. Autorka nie powiela schematów, a to, w jaki sposób przedstawia swoich bohaterów zawsze jest oryginalne i godne uwagi. Podczas lektury czytelnik odnosi wrażenie, że tworząc tę czy inną historię autorka naprawdę zżywa się z postacią, o której pisze, dopracowując ją w każdym elemencie.





Agnieszka Różycka

        tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka  









[1] A. Mazanowski, Charakterystyki literackie pisarzów polskich. Marya Konopnicka, nr XX; wydane nakładem i drukiem księgarni Wilhelma Zukerkandla, Lwów – Złoczów 1923, s. 211.

[2] F. Landauowa, O Marji Konopnickiej, wydane nakładem Komisji do Spraw Kobiecych przy Towarzystwie Kultury Polskiej, Warszawa 1910, s. 5. 



czwartek, 10 listopada 2022

Dorota Ponińska – „Romantyczni zesłańcy. Romantyczni” # 3

 





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. 
Dziękuję!


Wydawnictwo: LIRA

Warszawa 2022

 

W pierwszej połowie XIX wieku zesłania na Syberię doświadczyło tysiące Polaków, wśród których znaleźli się również przedstawiciele sztuki literackiej. Jedni mieli na koncie całkiem pokaźny dorobek, podczas gdy inni dopiero na wygnaniu rozpoczęli swoją przygodę z literaturą, a jeszcze inni zaczęli pisać już po powrocie, spisując swoje wspomnienia. Bycie zesłańcem zakładało swego rodzaju podwójną tożsamość. Z jednej strony przybywający na Syberię trafiali tam z powodu kolonialnej polityki prowadzonej przez Imperium Rosyjskie. Nierzadko pochodzili oni z obszarów skolonizowanych. Z drugiej strony zesłanie oznaczało możliwość włączenia się w rosyjski styl życia, co z kolei pozwalało im na udział w procesach kolonizacyjnych wewnątrz Cesarstwa. Bez wątpienia to właśnie Polacy wnieśli istotny wkład w rozwój ziem syberyjskich, albowiem w znaczący sposób przyczynili się do przekształcenia zauralskich terenów w ważną część Imperium Rosyjskiego. Zarówno Filomaci, jak i Filareci stanowili niezwykle interesujący przykład stosunkowo wczesnych zesłańców, którzy poprzez uczestnictwo w tych dość skomplikowanych procesach kształtowali obraz syberyjskiej Rosji.

Lata 1815-1830 były czasem, kiedy to na terenie Królestwa Polskiego oraz ziem zagarniętych przez Rosję w wyniku III rozbioru Polski, do którego doszło w 1795 roku, samoistnie tworzyło się wiele organizacji i stowarzyszeń o charakterze jawnym i półjawnym. Niektóre z nich były bezpośrednio związane z konspiracją i przygotowywaniem planów potencjalnego zbrojnego zrywu. Z kolei inne miały na celu walkę z zaborcą w drodze intelektualnej i naukowej działalności. Wśród tych ostatnich znaleźli się wspomniani już wyżej Filomaci i Filareci, których losy stały się głośnym precedensem, przechodząc do historii jako swego rodzaju fenomen. Oficjalnie Towarzystwo Filomatyczne powstało na Uniwersytecie Wileńskim 1 października 1817 roku. Zostało założone przez grupę  studentów tegoż uniwersytetu. Byli wśród nich poeta, badacz minerałów i przyrodnik Tomasz Zan (1796-1855), poeta Onufry Pietraszkiewicz (1793-1863), poeta, tłumacz i etnograf Jan Czeczot (1796-1847), poeta, filolog i tłumacz Józef Jeżowski (ok. 1793-1855), prawnik Franciszek Malewski (1800-1880) i oczywiście Adam Mickiewicz (1798-1855), którego nikomu nie trzeba przedstawiać.


Polscy studenci zesłani na Syberię w 1825 roku
Obraz pochodzi z 1891 roku.
autor: Jacek Malczewski (1854-1929)


Pierwotnym celem Filomatów było samodoskonalenie i samokształcenie. Towarzystwo miało charakter wybitnie naukowy, natomiast jego członkowie mieli za zadanie pomagać sobie wzajemnie. Relacje pomiędzy poszczególnymi członkami Towarzystwa miały opierać się na równości i braterstwie, a to dlatego, iż wszyscy mieli dążyć do samodoskonalenia. Początkowo idee patriotyczne nie były stawiane na pierwszym miejscu, lecz w miarę upływu czasu pojawiało się coraz więcej ich cech w działalności Filomatów. Niektórzy twierdzą, że Towarzystwo inspirowane było działalnością tradycyjnych korporacji studenckich funkcjonujących na niemieckich uniwersytetach, ponieważ w pewnym sensie było do nich podobne. Filomaci podzielili się na dwa działy, czyli dział literatury i nauk wyzwolonych, oraz matematyki, fizyki i nauk medycznych ścisłych. Spotkania odbywały się co tydzień. Prowadzono na nich dyskusje na tematy naukowe, a także odczytywano różnego rodzaju utwory.

Filomaci powołali do życia również kilka mniejszych związków, które były swego rodzaju przybudówkami ich własnej organizacji. Największą sławą cieszyli się Filareci, których można było określić mianem młodszej gałęzi Filomatów. Filareci powstali w 1820 roku i byli znacznie bardziej skupieni na konspiracji i działaniach patriotycznych. Podobnie jak Filomaci, oni również dążyli do samodoskonalenia i wzajemnej pomocy w zgłębianiu wiedzy, przy czym silnie akcentowali elementy związane z patriotyzmem. Kres działalności Filomatów i Filaretów przyniosło śledztwo przeprowadzone przez ówczesnego zausznika cara i kuratora wileńskiego okręgu szkolnego, Nikołaja Nowosilcowa (1761-1838). Podejrzenia Nowosilcowa były zarówno bezpodstawne, jak i przesadzone oraz znacznie wyolbrzymiały prawdziwą rolę i cele Towarzystwa. I jedni, i drudzy zostali przez niego odkryci w 1824 roku i uznani za potencjalnie niebezpieczną siatkę, którą jak najszybciej należało rozbić. Ich proces był przemyślaną akcją, przeprowadzoną z rozmachem, bezwzględnością i ostentacją wytyczoną przeciwko stu ośmiu oskarżonym.

W wyniku serii procesów większość członków Towarzystwa Filomatów i Zgromadzenia Filaretów zostało wydalonych z uczelni i skazanych na zsyłkę w głąb Rosji. Najpoważniejsze oskarżenia wysunięto przeciwko Tomaszowi Zanowi, Janowi Czeczotowi i Adamowi Suzinowi (1800-1879), skazując ich na karę twierdzy. Dwudziestu Filomatów i Filaretów zesłano w głąb Imperium Rosyjskiego, a wśród nich także Adama Mickiewicza, który miał jednak trochę więcej szczęścia i swoje przymusowe zesłanie spędził w nie najgorszych warunkach. To właśnie dzięki Mickiewiczowi proces Filomatów i Filaretów opisany w III części Dziadów zajmuje ważne miejsce nie tylko w polskiej literaturze, ale i historii Polski. Na Syberii znalazł się, oprócz wspomnianych wyżej, także filolog Józef Kowalewski (1801-1878). I tak oto wybitni przedstawiciele wileńskiej młodzieży nie mogli już pracować na rzecz swojej ojczyzny. Uniemożliwienie im tego rodzaju działalności było bowiem głównym celem zaborcy. Mimo to nie zamierzali zmarnować na wygnaniu ani swojego intelektu, ani też talentu; wciąż charakteryzowała ich bowiem aktywna postawa wobec świata.


Powstanie dekabrystów
Obraz pochodzi z 1830 roku.
autor: Karl Kollman (?-1846)

To właśnie oni, Filomaci i Filareci, a także dekabryści pozostający na zesłaniu, są bohaterami trzeciego tomu trylogii Romantyczni autorstwa Doroty Ponińskiej. Ci drudzy to rosyjscy wojskowi i szlachta będący członkami różnych antyrządowych tajnych stowarzyszeń. Ich los został przypieczętowany w pewną grudniową noc 1825 roku. To właśnie wtedy zorganizowali rewoltę wymierzoną przeciwko carowi. Wśród dekabrystów na pierwszy plan wysuwa się książę Siergiej Grigoriewicz Wołkoński (1788-1865), który w 1825 roku żeni się z Marią Rajewską (1805-1863). Książę to niesamowicie zamożny bohater wojen napoleońskich. W dniu ich ślubu nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że już niebawem przystojny małżonek stanie się jednym z dekabrystów, którzy wezmą udział w spisku i w konsekwencji zostaną skazani na wieloletnią katorgę i dożywotnie zesłanie na Syberię, podczas gdy inni swój bunt przypłacą życiem. Sama Maria również nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielka siła w niej drzemie. Kiedy jej małżonek, którego chyba nie za bardzo darzy uczuciem, zostaje skazany, ona rusza w ślad za nim, nie słuchając głosów sprzeciwu płynących ze strony rodziny. W tamtym momencie to mąż jest dla niej najważniejszy. Zresztą nie tylko ona podejmuje taką decyzję. Takich odważnych dekabrystek jest więcej. Kobieta jest bowiem w stanie opuścić nawet maleńkiego synka i pozostawić go pod opieką bliskich, nie bacząc na konsekwencje swojego postępowania. Maria jeszcze nie wie, że kiedyś historia zapamięta ją jako niezłomną kobietę, której będą wystawiać pomniki i którą będą podawać za przykład. Czy w chwili wyjazdu na Syberię Maria naprawdę wie, co robi? Czy uda jej się przeżyć w warunkach, do których nie jest przyzwyczajona i które nie są godne jej stanu?

Podczas gdy akcja pierwszego tomu trylogii rozpoczyna się w 1815 roku, a drugiego po upadku Powstania Listopadowego w 1832, tak w trzeciej części musimy cofnąć się do roku 1825 i towarzyszyć bohaterom w ich zsyłce na Syberię, czyli innymi słowy poznać historię o tym, co działo się na Wschodzie po wydarzeniach opisanych w pierwszym tomie. Jak widać z powyższego, są to czasy naprawdę trudne i niewielu jest w stanie poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Można śmiało rzec, że Romantyczni zesłańcy odzierają epokę romantyzmu z mitu nadmiernej egzaltacji, dramatyzmu i cierpiętniczej egzystencji, do czego przyzwyczaiły nas szkolne lekcje języka polskiego. Pomimo że młodzi ludzie nie przestają marzyć o wolności i wyrwaniu się spod buta zaborcy, to jednak nie zapominają też o własnym życiu. Pragną kochać, zdobywać wiedzę, tworzyć i prowadzić normalne życie, a przede wszystkim pozostawić po sobie ślad na tej ziemi dla przyszłych pokoleń. Fabuła powieści skonstruowana jest w taki sposób, że poznajemy losy poszczególnych bohaterów rozchodzące się w różnych kierunkach. Postacie są niezwykle autentyczne, o których wcale nie musimy myśleć z jakimś szczególnym pietyzmem. Bohaterowie pokazani są bowiem jako zwykli ludzie zmagający się ze swoim losem, pomimo że nie dla wszystkich okazał się on tak tragiczny, jak mogłoby się wydawać. Są i tacy, którym nie dzieje się zbyt wielka krzywda na zesłaniu, co jednak nie zmienia faktu, że powrót do kraju wciąż stanowi dla nich priorytet.


Maria Wołkońska
Portret pochodzi z XIX wieku.
autor nieznany

Romantyczni zesłańcy to nie tylko doskonałe zakończenie trylogii, ale także zakończenie roku poświęconego epoce polskiego romantyzmu. Gdy kilka lat temu – jeszcze przed wydaniem – dowiedziałam się o powstaniu pierwszego tomu Romantycznych, od razu pomyślałam, że będzie to naprawdę oryginalne dzieło, które na długo zapadnie w pamięć czytelników. Tak więc kibicowałam temu projektowi od samego początku i teraz mogę śmiało powiedzieć, że się nie myliłam. To jest genialna trylogia, która pokazuje naszych romantyków od zupełnie innej strony. Czyni z nich ludzi z krwi i kości, a te wszystkie enigmatyczne nazwiska, które padały i padają na lekcjach języka polskiego, nie są już wcale tajemnicze. Z każdą kolejną stroną książki stają się czytelnikowi coraz bliższe, sprawiając, że budzi się w nim chęć do lepszego poznania i analizy nie tylko utworów, które stworzyli, ale także ich życiorysów.

Kiedy lata temu zaczynałam swoją przygodę z twórczością Doroty Ponińskiej, czytając równie niepowtarzalną trylogię zatytułowaną Podróż po miłość, byłam zachwycona nie tylko samymi książkami, ale przede wszystkim kreatywnością i warsztatem autorki i miałam przeczucie, że na polski rynek książki właśnie wchodzi pisarka z ogromnym potencjałem i talentem; pisarka, która w przyszłości wniesie wiele dobrego do polskiej literatury. I tak też się stało. Dorota Ponińska nie powiela schematów, nie idzie za modą, nie pozwala się zaszufladkować, lecz tworzy tak, jak czuje, i choć do swoich książek wybiera bohaterów powszechnie znanych z kart historii, to jednak ukazuje ich z tak innej perspektywy, niż ogólnie przyjęta, iż czytelnik chce poznawać ich na nowo. Polecam całą trylogię. Naprawdę warto po nią sięgnąć. Nie przeczytacie dziś nic bardziej oryginalnego i wciągającego, niż Romantyczni.


Agnieszka Różycka

tłumaczka, autorka, dziennikarka, eseistka


Jeśli chcecie przeczytać o tomach pierwszym i drugim, to kliknijcie tu i tu


Bibliografia:

1.     Borowczyk J., Zesłane pokolenie. Filomaci w Rosji (1824-1870), Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2014.

2.     Pigoń S., Głosy z przed wieku. Szkice z dziejów procesu filareckiego, Wydawnictwo Księgarni Stowarzyszenia Nauczycielstwa Polskiego, Wilno 1924.

3.     Rekonstrukcja procesu filomatów i filaretów 1823-1824. Historia śledztwa przeciw uczestnikom konspiracji studenckich i młodzieżowych w Wilnie oraz w Wileńskim Okręgu Naukowym, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2003.

4.     Sudolski Z., Filomaci na zesłaniu [w:] Listy z zesłania. Krąg Onufrego Pietraszkiewicza i Cypriana Daszkiewicza, Sudolski Z. (red.), Wydawnictwo Ancher, Warszawa 1997.

 


 

sobota, 9 października 2021

Dorota Ponińska – „Romantyczni. Romantyczni w Paryżu” #2

 




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: LIRA

Warszawa 2021

 

 

Pod koniec XVIII wieku Polska została rozdarta na trzy części przez trzech zaborców, tj. Rosję, Prusy i Austrię. Generalnie przyjmuje się, że okres rozbiorów trwał przez sto dwadzieścia trzy lata. Nie był to jednak jednolity czas, ponieważ sytuacja polityczna na poszczególnych obszarach zależała od tego, w jakim zaborze się znajdowały. Można przyjąć, że najmniej dotkliwe represje dotykały ludzi mieszkających w zaborze austriackim, czyli innymi słowy w Galicji. Żyjący tam Polacy mogli posługiwać się językiem polskim zarówno w urzędach administracyjnych, jak i w szkołach. W zaborze pruskim prowadzono natomiast politykę germanizacji, zaś kultywowanie polskich tradycji i języka było ostro blokowane przez władze. Na terenie zaboru rosyjskiego sytuacja była nieco złożona. W różnych okresach podejście do sprawy polskiej było inne, tj. od względnie liberalnego po skrajnie restrykcyjne, mające na celu wykorzenienie jakichkolwiek przejawów polskości.

Podczas zaborów na terenie należącym wcześniej do Polski powstawały tzw. państwa marionetkowe, czyli niesamodzielne, a w polityce i ekonomii całkowicie zależne od innego państwa, w tym przypadku od zaborców. W tego rodzaju państwach władze wyznaczane były przez państwo-hegemona. Dla niektórych Polaków państwa marionetkowe stawały się więc sceną, na której mogli prowadzić działania zmierzające do odzyskania niepodległości. W czasie kiedy Napoleon Bonaparte (1769-1821) odnosił zwycięstwa powstało Księstwo Warszawskie (1807-1815), które choć formalnie było niezależne, to jednak w rzeczywistości podporządkowane Cesarstwu Francuskiemu. Taki stan rzeczy wielu Polakom dawał nadzieję na wyzwolenie spod obcej władzy. Dlatego też u boku Napoleona walczyło wielu polskich żołnierzy, w tym słynne Legiony Polskie we Włoszech pod dowództwem generała Jana Henryka Dąbrowskiego (1755-1818).


Starcie belwederczyków z kirasjerami rosyjskimi na moście w Łazienkach 29 listopada 1830 roku
Obraz został namalowany w latach 90. XIX wieku.
autor: Wojciech Kossak (1856-1942)


Po klęsce Napoleona Kongres Wiedeński ustanowił natomiast Królestwo Polskie, zwane również Królestwem Kongresowym. W praktyce było ono zależne od Imperium Rosyjskiego, ale mimo to zagwarantowanych było tam szereg swobód, jak własna konstytucja, parlament, wojsko, waluta i szkoły. To właśnie w Królestwie Polskim powstał Uniwersytet Warszawski. Jednakże rosyjski car zawsze był królem, a Rosja kontrolowała jego politykę zagraniczną. Był to więc okres, w którym mogła rozwijać się polska kultura i nauka, lecz państwo wciąż nie mogło być niepodległe.

Żadna wolność nie mogła przesłonić faktu, że rosyjski car pozostał królem Polski. Ponadto Królestwo Polskie powstało w wyniku porozumienia między zaborcami, a nie na mocy suwerennej decyzji narodu polskiego. Jak zawsze zdania wśród Polaków były mocno podzielone. Niektórzy uważali, że powinni współpracować z Rosjanami, by wykorzystać zdobyte przez nich swobody dla Polski i poczekać na bardziej dogodny moment w historii. Jednakże wielu Polaków nie chciało dłużej czekać i uznało, że nadszedł już najwyższy czas, aby wyrwać się spod buta zaborców. Dlaczego? Otóż dlatego, że bardzo często dochodziło do łamania swobód zagwarantowanych w konstytucji z 1815 roku. Sytuację dodatkowo pogorszyło brutalne zachowanie carskiego namiestnika, a zarazem brata cara, wielkiego księcia Konstantyna Romanowa (1779-1831). Ponadto powstało wiele tajnych stowarzyszeń i organizacji patriotycznych, które były represjonowane przez administrację carską. Powstańcze duchy podsycane były informacjami o udanych powstaniach w Grecji i Belgii, a także o rewolucji lipcowej w Paryżu (27-29 lipca 1830 roku). Z tego powodu car Mikołaj I Romanow (1796-1855) planował interwencję zbrojną w Paryżu i w Belgii. Do tej militarnej operacji chciał wykorzystać polskie wojsko, ale Polacy nie chcieli brać w tym przedsięwzięciu udziału. 

I tak oto wybuchło Powstanie Listopadowe, które trwało prawie rok, tj. od 29 listopada 1830 do 21 października 1831 roku. Swym zasięgiem objęło Królestwo Polskie i Litwę oraz część Ukrainy i Białorusi. W czasie powstania doszło do kilkudziesięciu bitew. Jedną z najsłynniejszych była nierozstrzygnięta bitwa pod Olszynką Grochowską, która rozegrała się 25 lutego 1831 roku, a było to dokładnie na wschodnich przedpolach Warszawy. Samo powstanie wybuchło w Warszawie w nocy z 29 na 30 listopada. Tamta noc znana jest dziś jako Noc Listopadowa. Obecnie wielu historyków uważa, że powstanie miało jednak szansę powodzenia. Niestety, podzieliło się ono na różne frakcje. Jedni chcieli ugody z carem, natomiast drudzy opowiadali się za przyłączeniem się całego narodu do walki, włączając w to także chłopów, zaś inni stanowczo sprzeciwiali się zniesieniu pańszczyzny, co z kolei zniechęcało chłopów do popierania powstania. Pozornie doświadczeni dowódcy wojskowi okazali się nieudolni i nie wierzyli w zwycięstwo. Niestety, państwa zachodnie również miały negatywny stosunek do powstania. Trzeba też pamiętać o militarnej przewadze Rosji, która była wtedy znacząca. Wszystkie te przyczyny doprowadziły w konsekwencji do upadku powstania.


Polski Prometeusz jako alegoria upadku Powstania Listopadowego
Obraz został namalowany w 1831 roku.
autor: Horace Vernet (1789-1863)

Niestety, represje po Powstaniu Listopadowym były bardzo dotkliwe. Tych, którzy brali w nim udział skazywano na śmierć lub wysyłano na Syberię. Car zniósł też dotychczasowe wolności. Wojsko polskie zostało włączone do armii rosyjskiej, gdzie obowiązywała służba wojskowa trwająca aż dwadzieścia pięć lat. Zlikwidowano polski parlament i administrację, a później także polski system pieniężny oraz polski system wag i miar. Polska była również zobowiązana do płacenia wysokiej daniny. I wtedy rozpoczęła się Wielka Emigracja. Wielu ważnych polskich artystów i działaczy musiało opuścić kraj. To właśnie na tej emigracji po Powstaniu Listopadowym najsłynniejszy polski poeta, Adam Mickiewicz (1798-1855), napisał epopeję narodową Pan Tadeusz.

Jak to zwykle bywa w takich przypadkach tutaj też zdania historyków są podzielone. Polacy ponieśli ogromne konsekwencje z powodu wybuchu powstania, które pośrednio odczuwano aż do odzyskania niepodległości. W 1863 roku doszło natomiast do kolejnego buntu. Tym razem było to Powstanie Styczniowe, które także zakończyło się klęską. Mimo to Polacy nie stracili wiary w sens walki o niepodległość. Pamięć powstań była bowiem pielęgnowana i pomagała przyszłym pokoleniom w dążeniu do odzyskania niepodległości, co ostatecznie nastąpiło w 1918 roku.

Najnowsza powieść Doroty Ponińskiej, a zarazem drugi tom trylogii Romantyczni, opowiada właśnie o tym, co działo się z Polakami po upadku Powstania Listopadowego. Autorka skupia się na Wielkiej Emigracji i postaciach z nią związanych. Większość bohaterów czytelnik spotkał już na kartach pierwszego tomu. Akcja rozpoczyna się w 1832 roku, a poszczególni bohaterowie są rozproszeni po świecie. Jedni przebywają we Francji, inni w Anglii, a jeszcze inni wciąż mieszkają w Krzemieńcu na terenie obecnej Ukrainy. Żadna z tych osób nie może pogodzić się z upadkiem Powstania Listopadowego i przegranej, która zaprzepaściła odzyskanie niepodległości i ostateczne wydostanie się spod władzy zaborców. Oni wiedzą, że na wolność trzeba będzie jeszcze poczekać, ale przecież mają siebie nawzajem i mają broń, której mogą użyć w każdej chwili, aby podnieść morale tych, którzy utracili już nadzieję i wiarę w to, że może być lepiej. Tą bronią są słowa przenoszone na papier oraz spotkania podnoszące na duchu i dodające siły do dalszej walki.


Tak obecnie wygląda Hôtel Lambert w Paryżu, który podczas Wielkiej Emigracji
był centrum spotkań przedstawicieli polskiej polityki i kultury. Fotografia pochodzi z 2010 roku.

Zacznijmy jednak od początku. Maurycy Kamienicki, którego czytelnik poznał w pierwszym tomie jako młodego chłopaka chcącego za wszelką cenę wyjechać do Wilna, aby poznać, czym jest prawdziwe życie, tym razem przebywa na wygnaniu w Awinionie. Brał udział w Powstaniu Listopadowym, więc aby uniknąć represji ze strony zaborcy, musiał uciekać z kraju, który kochał, pozostawiając w nim żonę i dzieci. Tęsknota za domem i rodziną rozdziera mu serce każdego dnia, ale nic nie może na to poradzić. Mijają dni, mijają lata, a on wciąż na wygnaniu. I tylko listy stanowią dla niego jakąkolwiek pociechę. Tymczasem w Londynie książę Adam Czartoryski (1770-1861) próbuje robić wszystko, co tylko w jego mocy, aby zdobyć sojuszników, którzy pomogliby Polsce odzyskać niepodległość. Podczas gdy jego żona Anna z Sapiehów (1799-1864) przebywa z dziećmi we Francji, on cały czas negocjuje z Anglikami. Czy uda mu się zdobyć ich przychylność? Czy Anglicy podzielą jego racje i uwierzą w sens dalszej walki o wolność Polski?

Z kolei w Paryżu polscy romantyczni poeci przelewają swoje myśli na papier, tym samym wzbudzając nadzieje na lepsze jutro. Pragną w ten sposób sprawić, aby to, co niedawno było ich udziałem albo z różnych powodów obserwowali z boku, stało się nieśmiertelne i niosło innym nadzieję. Lecz z drugiej strony sami wcale nie są tak pozytywnie nastawieni do życia. Szczególnie schorowany i słaby fizycznie Juliusz Słowacki (1809-1849) co i rusz popada w przygnębienie, które jeszcze dodatkowo wzmaga się, gdy do jego uszu dociera wieść, iż niejaki Adam Mickiewicz bryluje na salonach i budzi powszechny zachwyt. I tak oto zaczyna się rywalizacja pomiędzy dwoma najwybitniejszymi romantykami XIX wieku. W dodatku Julek rozpaczliwie tęskni za matką, od której dzielą go tysiące kilometrów. Jak gdyby tego było mało, pewnego dnia zupełnie nieoczekiwanie pojawia się ktoś z Litwy, kto przynosi ze sobą całkiem inny obraz świata. Wśród swoich zwolenników, których ma całkiem sporo, roztacza nieprawdopodobne wizje oparte bardziej na kwestiach duchowych, niż na naukowych. Kim jest ten człowiek i jaki cel mu przyświeca? Czy dla zagubionych i wciąż poszukujących sposobu na odzyskanie wolności ludzi jego przesłanie stanie się wybawieniem czy może przekleństwem?


Fryderyk Chopin (1810-1849) gra poloneza podczas jednego z balów
u księcia Adama Jerzego Czartoryskiego w Hôtelu Lambert. 
Obraz został namalowany w 1859 roku.
autor: Teofil Kwiatkowski (1809-1891)

Romantyczni w Paryżu to doskonała kontynuacja losów bohaterów, których poznaliśmy w pierwszym tomie. Dorota Ponińska przy pomocy słów maluje świat, który niby znamy z lat szkolnych, a jednak wydaje się, że tak naprawdę mamy do czynienia z czymś zupełnie innym i nowym. Zarówno na kartach pierwszego, jak i drugiego tomu tej historii żyją ludzie prawdziwi, tacy z krwi i kości, a nie jedynie nieruchome manekiny, o których mówił ten czy inny polonista, okraszając informacje konkretnymi datami. Choć poszczególni bohaterowie generalnie stoją po tej samej stronie, to jednak bywają sytuacje, kiedy dochodzi pomiędzy nimi do konfliktów. Swoje zdanie mają tutaj również kobiety. I choć ich jedyną rolą powinno być małżeństwo, rodzenie dzieci oraz dbanie o męża i dom, to jednak nie pozostają bierne i wtrącają się do spraw ważnych i mogących mieć ogromne znaczenie w przyszłości. Romantyczne kobiety pragną być samodzielne, nie chcą, aby ktoś inny sprawował nad nimi kontrolę i układał im życie, są odważne, a wszelkie decyzje mające związek z ich życiem chcą podejmować samodzielnie.

Do tego, co powyżej dochodzi jeszcze różnica pokoleń. Dzieci tych, którzy walczyli w Powstaniu Listopadowym nie do końca podzielają zdanie swych rodziców. Młode pokolenie myśli już zupełnie inaczej, wyznaje inne wartości i inne priorytety. Nie zna niewoli, gdyż wychowało się w świecie bez zaborców, bez represji i bez ograniczeń. Młodzi ludzie mogą bez przeszkód rozwijać swoje zainteresowania, spełniać marzenia, czy też rozwijać pasje. Dlatego też sposób postrzegania rzeczywistości, jaki prezentują ich rodzice, jest im obcy, a wręcz dla nich niezrozumiały. Nie chcą iść drogą starszego pokolenia. Mają własną wizję świata i własne przekonania. Czasami nawet wyśmiewają swoich starych rodziców.

Trudno jest oceniać konkretny tom historii, która jeszcze się nie zakończyła. Nie jest łatwo pisać o Romantycznych w Paryżu bez odniesienia się do Romantycznych. Podobnie jak nie można ocenić tej opowieści, nie znając jej zakończenia. Dla mnie trylogia Romantyczni jest ważna chociażby już z tego powodu, że ukazuje czas zaborów przez pryzmat żywych ludzi, a nie jedynie suchych faktów i dat. Samo podjęcie tematu przez autorkę już jest dla mnie swego rodzaju nowością. Do tej pory nie miałam bowiem okazji przeczytać powieści, która skupiałaby się na ludziach literatury z tamtego okresu. Przeważnie różni pisarze przedstawiali czas zaborów od strony politycznej i militarnej. Tutaj natomiast mamy walkę na płaszczyźnie intelektualnej, a nie zbrojnej. Dla mnie jest to swego rodzaju nowość. Myślę, że taki sposób pokazania trudnych, choć bardzo ciekawych czasów jest w stanie przyciągnąć wielu czytelników. Zachęcam zatem wszystkich do lektury Romantycznych.

 

Jeśli chcesz przeczytać esej na temat pierwszego tomu, kliknij tutaj.


Agnieszka Różycka

tłumaczka, eseistka, autorka, dziennikarka