Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ildefonso Falcones. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ildefonso Falcones. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 kwietnia 2016

Ildefonso Falcones – „Katedra w Barcelonie”















Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: La Catedral del Mar
Przekład: Magdalena Płachta




Barcelona jest drugim pod względem wielkości miastem Hiszpanii, którą zamieszkuje ponad półtora miliona ludzi. Jest to miasto niezwykle otwarte na innych, kosmopolityczne i tolerancyjne. Swój obecny charakter Barcelona zawdzięcza przede wszystkim długiej i bogatej historii. Jako miasto Barcelona zaczęła funkcjonować dzięki Rzymianom. Pod koniec I wieku p.n.e. powstała miejscowość, którą nazwano Barcino i była ona położona wokół ówczesnej góry Táber, czyli tam, gdzie dzisiaj znajduje się Plac Świętego Jakuba (z hiszp. Plaça de Sant Jaume). Obecnie w tym miejscu mieści się ratusz i siedziba władz Katalonii (w języku katalońskim: Generalitat de Catalunya).

Pomiędzy V a VIII wiekiem, czyli po zakończeniu okupacji rzymskiej, władza nad Barceloną przeszła z rąk Wizygotów na Muzułmanów, i dopiero w roku 801 kontrolę nad miastem przejęło wojsko Karola I Wielkiego (ok. 747-814). Od tej pory możnowładcy Barcelony zaczęli stawać się coraz bardziej niezależni, co spowodowało, że terytorium Katalonii stawało się coraz większe. W średniowieczu począwszy od XII wieku Barcelona weszła w epokę rozkwitu we wszystkich aspektach życia miasta. Panuje opinia, że w XIII wieku Barcelona była sercem ziem Królestwa Aragonii, które wtedy obejmowało Walencję, Baleary, osady w Neapolu, Sycylię, Sardynię i Ateny. 

Pau Claris
Rozkwit Barcelony dobiegł końca w XV wieku, kiedy to Ferdynand II Aragoński (1452-1516) poślubił Izabelę I Kastylijską (1451-1504) i w ten sposób zjednoczył dwa główne królestwa Półwyspu Iberyjskiego, przenosząc centrum politycznej władzy do Madrytu. W miarę upływu czasu zwiększało się niezadowolenie Katalończyków, a powodem tego stanu była między innymi wojna pomiędzy Francją a Hiszpanią, która jednocześnie była częścią wojny trzydziestoletniej (1618-1648), czyli konfliktu między protestanckimi państwami Świętego Cesarstwa Rzymskiego (I Rzeszy) a katolicką dynastią Habsburgów. Święte Cesarstwo Rzymskie wspierane było przez takie europejskie państwa, jak: Szwecja, Dania, Republika Zjednoczonych Prowincji oraz Francja. Wtedy też lokalni chłopi zmuszeni byli zapewnić zakwaterowanie wojsku Kastylii. Fakt ten sprawił, że Pau Claris (1586-1641) w styczniu 1641 roku ogłosił, że Republika Katalonii będzie znajdować się pod kontrolą Francji. Pau Claris był w jednej osobie katalońskim prawnikiem, duchownym i 94. przywódcą katalońskiego rządu. Po latach katalońscy możnowładcy opowiedzieli się po stronie Habsburgów, stając przeciwko Filipowi V Hiszpańskiemu z dynastii Burbonów (1683-1746), a miało to miejsce podczas wojny o sukcesję Hiszpanii (1701-1714). Konflikt zakończył się zdobyciem Barcelony przez wojska francusko-kastylijskie, koronacją Filipa V, zniesieniem autonomii Katalonii oraz ogromnymi represjami. Porażkę tę przypomina plac Fossar de les Moreres, który znajduje się obok kościoła Santa María del Mar, gdzie pali się znicz upamiętniający wszystkich Katalończyków poległych podczas wojny sukcesyjnej.

Pierwsza połowa XIX wieku obfitowała w Katalonii w szereg powstań i wstrząsów. Ponadto w 1859 roku zatwierdzono plan hiszpańskiego inżyniera, polityka i urbanisty Ildefonsa Cerdá Suñera (1815-1876), który dotyczył przestrzennego zagospodarowania dzielnicy Eixample znajdującej się w Barcelonie. Klasyczna struktura zagospodarowania dzielnicy zaproponowana przez inżyniera przetrwała do dziś. Na przełomie XIX i XX wieku Barcelona zaczynała stawać się centrum kulturalnej awangardy, która obejmowała wszystkie formy postępów poczynionych w dziedzinach naukowych, technicznych i artystycznych. Podczas gdy nowe pokolenie przemysłowców i polityków zakorzenione w burżuazji skupione było na urbanistycznych udoskonaleniach, Barcelona zaczynała stopniowo przekształcać się w nowoczesne miasto oraz intelektualny świat zmierzający w zupełnie innym kierunku, niż było to do tej pory. Przykładem tego jest modernizm, którego duch dotknął wszystkie artystyczne sfery miasta, w tym także architekturę. Ostatecznym wykładnikiem tejże architektury był oczywiście Antoni Gaudí (1852-1926), który odpowiadał za powstanie takich miejsc, jak: Świątynia Pokutnej Świętej Rodziny, czyli Sagrada Família, kamienica Casa Milà (La Pedrera), budynek mieszkalny Casa Batlló oraz duży ogród z elementami architektonicznymi Park Güell.


Kamienica Casa Milà, która znajduje się w centrum Barcelony na rogu ulic 
Passeig de Grácia i Provença. Budynek zaprojektował i wykonał Antoni Gaudí. 
fot. Year of the dragon
Wiek XX stał się dla miasta czasem mrocznym. W 1909 roku Barcelona przeżyła słynny Tragiczny Tydzień zwany również Powstaniem Barcelońskim, w czasie którego doszło do krwawych konfrontacji pomiędzy wojskiem a robotnikami, ustawiano barykady, a także palono klasztory. Kilka lat później Miguel Primo de Rivera y Orbaneja (1870-1930) wprowadził swoje dyktatorskie rządy. Niemniej Barcelonie udało się w 1929 roku zorganizować Międzynarodowe Targi. Okres pod republikańskimi rządami w 1931 roku przywrócił miastu nadzieję, lecz mimo to Barcelonę wciąż czekały trudne czasy. W 1936 roku wybuchła hiszpańska wojna domowa, podczas której Barcelona przeżywała jeden z najtrudniejszych okresów w dziejach swojej historii. Tysiące ludzi zostało zmuszonych do emigracji za granicę, natomiast liczne zamachy spustoszyły miasto. W 1939 roku, kiedy zakończyła się wojna domowa, a rozpoczęła dyktatura Francisco Franco (1892-1975), Barcelona straciła wiele ze swoich swobód, w tym samodzielny rząd, który wypracowała sobie w przeszłości, oraz nieograniczoną możliwość posługiwania się językiem katalońskim, czego zabroniono już po raz kolejny.


Panoramiczny widok na Międzynarodowe Targi, które odbyły się
w Barcelonie w 1929 roku.

Okres powojennego rozkwitu na tym terenie trwał aż do lat 60. XX wieku, kiedy to obserwowano wzrost rozwoju gospodarczego i przemysłowego. Fakt ten przyciągnął do Barcelony falę migrantów z różnych części Hiszpanii. Odbudowa infrastruktury miejskiej rosła w niewiarygodnym tempie i często działo się to bez żadnych określonych kryteriów, co w konsekwencji doprowadziło do rozwoju dzielnic mieszkalnych na obrzeżach miasta. Śmierć Francisco Franco w 1975 roku ostatecznie przyniosła Hiszpanii demokrację. Barcelona ponownie mogła cieszyć się samodzielnym rządem, zaś Katalonia odzyskała swoją autonomiczną pozycję. Podobnie jak miało to miejsce w poprzednich latach, Barcelona nadal kontynuuje swój rozwój na poziomie przemysłowym i kulturalnym. 

Powyżej wspomniałam o jednym z najważniejszych i chyba też najpiękniejszych zabytków architektonicznych Barcelony. Mowa oczywiście o kościele Santa María del Mar, który jest uważany za najpiękniejszy gotycki kościół znajdujący się w Barcelonie. Santa María del Mar, czyli innymi słowy kościół pod wezwaniem Matki Bożej Morza, stanowi cenną wskazówkę dla tych, którzy pragną zwiedzić stolicę Katalonii i poznać jej niesamowicie piękne zabytki. Katedra jest bowiem jedną z najważniejszych atrakcji miasta, znajduje się w samym centrum dzielnicy La Ribera i wygląda niczym forteca ze swymi monumentalnymi wieżami. Szczególnie warte zobaczenia jest wnętrze Santa María del Mar.

Projekt katedry jest dość wyjątkowy i dla epoki, w której powstał był naprawdę przełomowy. Kościół został zbudowany w XIV wieku w ciągu zaledwie pięćdziesięciu pięciu lat. Nad budową czuwał mistrz budowniczy Berenguer de Montagut (?), a potem Ramón Despuig (?). Konsekracja kościoła miała miejsce w 1384 roku, zaś stosunkowo krótki czas jego budowy sprawił, że jego architektura jest jednorodna. Ze względu na okres wczesnego chrześcijaństwa szczególnie ważne jest miejsce budowy Santa María del Mar. Mówi się, że apostoł Jakub głosił tam swoje nauki. Dlatego też najpierw została tam zbudowana mała kaplica. W 304 roku złożono w tym miejscu ziemskie szczątki świętej Eulalii, natomiast w VIII wieku jej kości zostały odkryte przez Maurów i ponownie odnalezione piętnaście lat później. Z kolei w 1339 roku przeniesiono je do katedry.


Wnętrze katedry Santa María del Mar
fot. 
Jiuguang Wang
źródło


Wznoszenie dzisiejszego gotyckiego kościoła Santa María del Mar rozpoczęto w 1329 roku, kiedy to pod jego budowę położono pierwszy kamień. Był to jedyny kościół w stylu gotyckim, którego budowę zakończono w ciągu tego samego okresu architektonicznego. W 1714 roku podczas hiszpańskiej wojny o sukcesję katedra została częściowo zniszczona, a wyrządzone szkody z trudem naprawiono. Potem w czasie hiszpańskiej wojny domowej w 1936 roku ogień dokonał niemałych dewastacji. W znacznym stopniu zniszczone zostało wnętrze katedry. Spora część witraży musiała zostać przebudowana. Dopiero w 1990 roku zakończono prace remontowe.

Trzeba pamiętać, że katedra Matki Bożej Morza została zbudowana w czasie ogromnego średniowiecznego rozkwitu Katalonii, kiedy Barcelona była uważana za stolicę śródziemnomorskiego imperium. Katedra Santa María del Mar została wzniesiona jako wotum wdzięczności złożone przez króla Alfonsa IV (1299-1336) za zwycięstwo w podboju Sardynii. Bazylika posiada niezwykle istotne znaczenie dla Katalończyków, ponieważ została postawiona jako symbol władzy Królestwa Aragonii, którego Barcelona była wówczas stolicą. W kościele znajduje się nawa główna ujęta w dwóch przejściach, natomiast w przeciwieństwie do wielu gotyckich kościołów znajdujących się w Europie Północnej, nawa Santa María del Mar jest niesamowicie szeroka, co z kolei jest typowe dla katalońskiego gotyku. Przednia fasada kościoła pokazuje dużych rozmiarów okno i dwie ośmiokątne smukłe wieże. Okno przedstawia koronację Maryi i pochodzi z XV wieku; niestety, oryginalne okno zostało zniszczone w wyniku trzęsienia ziemi w 1428 roku.

Płaskorzeźba przedstawiająca tragarza
niosącego kamień do budowy katedry.
fot. Xavier Caballe
źródło

Wnętrze nie jest zbyt bogato urządzone, ponieważ większość zabytkowych elementów utracono podczas hiszpańskiej wojny domowej i wspomnianego już pożaru, który strawił centralną część katedry, czyli ołtarz główny i chór. Pomimo braku ozdób, a może właśnie dlatego, kościół posiada niepowtarzalne wnętrze, przestronne i harmonijne z bardzo szeroką nawą – dokładnie dwa razy szerszą, aniżeli nawy boczne.

Proces budowy katedry Santa María del Mar zainspirował hiszpańskiego pisarza Ildefonsa Falconesa do napisania debiutanckiej powieści, w której katedra stała się nie tylko tłem historycznym, ale także jedną z drugoplanowych bohaterek książki. W życiu głównego bohatera odgrywa ona bowiem znaczącą rolę i towarzyszy mu od wczesnego dzieciństwa, aż do starości. Akcja powieści rozpoczyna się jednak w 1320 roku, czyli jeszcze przed rozpoczęciem budowy kościoła. W średniowiecznej miejscowości Navarcles leżącej w Księstwie Katalonii znajduje się gospodarstwo niejakiego Bernata Estanyola, który właśnie żeni się z młodziutką Franceską Esteve. Niestety, przyjęcie weselne zostaje bardzo szybko zakłócone przez brutalne wtargnięcie pana Navarcles. Llorenҫ de Bellera nie przebiera ani w słowach, ani w środkach. W domu Bernata Estanyola czuje się nawet lepiej niż u siebie na zamku. Towarzyszą mu też prymitywni wojacy, tacy sami jak on. Llorenҫ de Bellera wciąż każe sobie donosić jedzenie i dolewać wina. To samo czynią jego rycerze. Nikt z biesiadujących nie ma na to wpływu. Gdyby nawet ktoś odważył się sprzeciwić panu Navarcles, natychmiast poniósłby karę za okazanie tak wielkiej śmiałości. Bernat Estanyol również nie może niczemu zaradzić. Niemniej, prawdziwy dramat rozpoczyna się wtedy, gdy spojrzenie Llorenҫa pada na nowo poślubioną małżonkę Bernata…

W czasie, kiedy rozgrywa się akcja powieści, w Starej Katalonii obowiązywał swego rodzaju kodeks, który dziś moglibyśmy porównać z Konstytucją. Na mocy przepisów zawartych w kodeksie, pan feudalny miał święte prawo do spędzenia nocy poślubnej z oblubienicą swojego poddanego. Oczywiście oprócz tego przepisu, w kodeksie zawarte były także inne, lecz nas w tym momencie interesuje tylko ten jeden. Tak więc, jak można się łatwo domyślić Llorenҫ de Bellera skwapliwie korzysta ze swych praw i nic ani nikt nie może mu w tym przeszkodzić. Siłą zaciąga zatem Franceskę do sypialni, gdzie dopuszcza się na niej gwałtu. Bernat Estanyol jest bezradny. Nawet gdyby chciał obronić żonę, to i tak na niewiele by mu się to zdało, zważywszy na karę, jaką poniósłby za swoje zuchwalstwo i sprzeciwianie się prawu. Aby nie zostać posądzonym o spłodzenie potomka z żoną pańszczyźnianego chłopa, Llorenҫ de Bellera natychmiast po zaspokojeniu swoich seksualnych potrzeb nakazuje swemu poddanemu, żeby teraz on zastąpił go w łożu Franceski, bo inaczej wyśle do niej któregoś ze swoich rycerzy. Bernat pod groźbą kary musi więc wypełnić rozkaz swego pana. W tej sytuacji nie jest on wcale lepszy od Llorenҫa. On także dopuszcza się gwałtu na swojej żonie. Wiadomo już, że to małżeństwo od początku będzie skazane na niepowodzenie. Bo czy żona będzie mogła wybaczyć mężowi, że nawet w najmniejszym stopniu nie zareagował na bestialstwo pana Navarcles? Nieważne, że tamten miał do tego prawo. W dodatku czym Bernat różni się od swego pana? Przecież zrobił dokładnie to samo, co Llorenҫ de Bellera.


Zachodnia część katedry z oknem w kształcie rozety.
Ta część stanowi połączenie trzech naw. 

fot. Paolo da Reggio (Paolo Picciati)
źródło


Mijają tygodnie i okazuje się, że Francesca jest brzemienna. Na Bernata pada blady strach. Może bowiem okazać się, że dziecko, które kobieta nosi pod sercem wcale nie jest jej męża. Jest tylko jeden sposób, aby to sprawdzić, ale trzeba będzie poczekać do czasu, aż dziecko przyjdzie na świat. Kiedy w końcu tak się dzieje, okazuje się, że chłopiec, który właśnie się narodził jest jednak synem Bernata Estanyola. Czy teraz zakończą się problemy rodziny Estanyol? Nie. Wygląda, że to dopiero początek. W tym samym czasie na zamku Navarcles na świat przychodzi także syn Llorenҫa. Gdy pan feudalny dowiaduje się, że żona Estanyola również urodziła i że na szczęście dzieciak nie jest jego, natychmiast posyła swoich rycerzy, aby ci sprowadzili Franceskę na zamek. Llorenҫ de Bellera chce, aby Francesca została mamką jego nowo narodzonego syna. Kobieta nie może się sprzeciwić, choćby nawet bardzo tego chciała. Bez słowa zabiera jakieś podręczne tobołki oraz syna, któremu wraz z mężem nadała imię Arnau, i w towarzystwie prymitywnych rycerzy udaje się na zamek.

I znów mijają tygodnie, a Bernat nie ma nawet strzępka informacji o tym, co dzieje się z jego żoną i dzieckiem. Udaje się zatem na zamek, a tam dowiaduje się straszliwych rzeczy. Otóż, jego Francesca została zwykłą ladacznicą, z którą sypia każdy rycerz Llorenҫa, zaś Arnau leży gdzieś w jakieś brudnej szopie opuszczony i ledwo żywy. Aby zapewnić prawidłowy rozwój własnemu potomkowi, Llorenҫ de Bellera zakazał Francesce karmienia swojego synka. Mały Arnau żyje chyba tylko dlatego, że kobieta mimo wszystko od czasu do czasu zakrada się do szopy i na tyle, na ile jest w stanie karmi swoje dziecko. To nieposłuszeństwo przypłaca jednak gwałtem, którego za każdym razem dopuszcza się na niej ten czy inny rycerz. Bernat Estanyol nie może zatem pozwolić na to, aby jego jedyne dziecko umarło. Zabiera więc Arnaua, rani parobka (a może zabija?) i ucieka jak najdalej od zamku Navarcles. Wie, że kiedy odkryją, co zrobił, natychmiast udadzą się za nim w pościg. Bernat musi uciekać. Ale dokąd? Na razie nic sensownego nie przychodzi mu do głowy. Po prostu idzie przed siebie i robi wszystko, aby tylko uratować synka.

Santa María del Mar 
od strony zachodniej.
fot. Túrelio
W końcu Bernat Estanyol dociera do Barcelony. Mężczyzna wie, że do Navarcles nie ma już powrotu. Z jednej strony czeka go kara za wykradzenie dziecka, a z drugiej możliwe, że zabił parobka, więc może zostać sądzony za zabójstwo. Nie myśli już też o swojej żonie. Francesca jakoś sobie poradzi. W dodatku została prostytutką, więc nie nadaje się już na matkę jego syna. Poza tym stracił też gospodarstwo na rzecz swojego pana feudalnego. 

W Barcelonie Bernata i Arnaua przygarnia pod swój dach siostra mężczyzny. Pomimo że szwagier nie jest z tego specjalnie zadowolony, to jednak doña Guíamona nie daje się przekonać mężowi i stara się pomóc bratu, jak tylko może najlepiej. I tak oto syn Bernata wychowuje się razem z dziećmi jego siostry, zaś on zaczyna pracę u swojego szwagra. A potem mijają lata, Bernat robi się coraz straszy, natomiast Arnau coraz mądrzejszy. Gdy chłopiec pewnego dnia pyta ojca o matkę, ten wymyśla coś na poczekaniu, a potem prowadzi syna do miejsca, gdzie właśnie trwa budowa katedry Santa María del Mar. Tam mały Arnau obiera sobie za matkę Matkę Bożą Morza i od tej chwili całe swoje życie będzie podporządkowywał tylko Jej. Za jakiś czas będzie też czynnie uczestniczył w budowie kościoła. Zostanie bowiem jednym z tragarzy noszących kamienie do budowy świątyni. Od tego momentu fabuła powieści będzie już skupiać się tylko i wyłącznie na życiu Arnaua Estanyola, który automatycznie stanie się głównym bohaterem książki.

Ildefonso Falcones prowadzi zatem czytelnika przez lata budowy katedry i jednocześnie opowiada o życiu Arnaua. Los chłopca, który przeżył jedynie dzięki miłości i uporowi swego ojca wcale nie będzie usłany różami. Nasz bohater będzie musiał wciąż brać się za bary z życiem i robić wszystko, aby utrzymać się na powierzchni. Oczywiście nie zawsze będzie tragarzem kamieni, bo przecież kiedyś wiek mu na to nie pozwoli. Na jego życiowej drodze stanie mnóstwo różnych ludzi, którzy będą dla niego albo oddanymi przyjaciółmi, albo zajadłymi wrogami. Okaże się też, że przeszłość wcale nie da o sobie zapomnieć. Arnau będzie musiał walczyć o swoje z wrogami, o których do tej pory nie miał pojęcia. Kiedy już nie będzie w pobliżu ojca, pozostanie mu tylko Matka Boża Morza, która będzie się do niego „uśmiechać” i prowadzić przez życie.

Wydanie hiszpańskie z 2010 roku
Wydawnictwo: GRIJALBO
W powieści niezwykle znaczącym wątkiem jest inkwizycja. Nikomu nie trzeba przypominać czym była i jak okrutnie Kościół Katolicki obchodził się z tymi, których uznawał za heretyków. Ludzie przymuszani przez duchownych donosili na siebie nawzajem, doprowadzając jednocześnie do skazywania niewinnych ludzi: sąsiada, przyjaciela, a nawet członka najbliższej rodziny. Inkwizycja nie ominie także naszego głównego bohatera. Podobnie jak nie ominie go prawdziwa miłość do kobiety i przyjaźń nawiązana jeszcze w dzieciństwie, która w pewnym momencie zostanie wystawiona na wielką próbę. Czy przetrwa? Czy obydwie strony będą w stanie postawić ją wyżej niż politykę czy przekonania religijne? Czy zewnętrzne naciski nie będą silniejsze, aniżeli rozsądek?

Katedrę w Barcelonie zostawiłam sobie na sam koniec, jeśli chodzi o książki Ildefonsa Falconesa wydane w Polsce. Mówiono mi bowiem, że jest to najlepsza powieść Autora spośród trzech opublikowanych w języku polskim (inne: Ręka Fatimy i Bososnoga królowa). Nie będę ich porównywać, bo każda z nich dotyczy odmiennej tematyki, dlatego też sposób pisania jest inny. Mówiono mi też, że Katedra w Barcelonie to powieść identyczna, jak Filary Ziemi autorstwa Kena Folletta. Z tym ostatnim na pewno się nie zgodzę. Owszem, w jednym i w drugim przypadku chodzi o budowę katedry, ale podczas gdy u Kena Folletta jest ona praktycznie na pierwszym planie, tak Ildefonso Falcones pozostawia ją w tle, zaś najważniejsi są bohaterowie, którzy wciąż muszą zmagać się z przeciwnościami losu. Poza tym obydwie książki napisane są w zupełnie innym klimacie.

Muszę przyznać, że jestem zachwycona prozą Ildefonsa Falconesa. Katedrę w Barcelonie polecam, tak jak pozostałe powieści Autora i z niecierpliwością oczekuję kolejnych jego książek. Może i Ildefonso Falcones każe czytelnikowi nieco dłużej czekać na rozkręcenie się akcji, ale naprawdę warto na początku troszkę się ponudzić, żeby potem wpaść w wir wydarzeń, które nie pozwolą odłożyć książki na półkę, zanim nie przeczyta się ostatniej strony. Pamiętajmy też, że Autor pracował nad tą powieścią przez pięć długich lat. Dlatego też książka jest dopracowana w najdrobniejszym szczególe, nawet jeśli wziąć pod uwagę sprawy polityczne, które targały Królestwem Katalonii w tamtym okresie.







poniedziałek, 14 marca 2016

Ildefonso Falcones – „Bosonoga królowa”













Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2014
Tytuł oryginału: La Reina Descalza
Przekład: Teresa Gruszecka-Loiselet





Romowie, powszechnie określani Cyganami, znani są przede wszystkim z tego, że prowadzą koczowniczy tryb życia. Sytuacja taka ma miejsce na całym świecie. Choć termin „cygański” często łączony jest z każdym, kto prowadzi nomadyczny tryb życia, to jednak Romowie posiadają wspólne kulturowe i językowe dziedzictwo, które odróżnia ich od autentycznej grupy etnicznej. Kiedy pojawili się w Europie po raz pierwszy, a było to jakieś pięćset lat temu, błędnie twierdzono, że pochodzą oni z Egiptu. Prawdziwe pochodzenie Romów pozostawało jednak tajemnicą aż do końca XVIII wieku, kiedy to europejscy lingwiści odkryli powiązania występujące pomiędzy językiem romskim a niektórymi dialektami używanymi w północno-zachodnich Indiach. Natomiast nowsze badania językowe i historyczne potwierdzają, że Romowie faktycznie wywodzą się właśnie z terenów Indii.

Populacja Romów na skalę światową jest trudna do ustalenia. Szacunki wskazują, że na całym świecie żyje około dwunastu milionów Romów. Z kolei około osiem milionów z nich żyje w Europie, co sprawia, że tworzą oni największą mniejszość etniczną kontynentu. Największe zagęszczenie Cyganów występuje na Półwyspie Bałkańskim w południowo-wschodniej Europie, jak również w Europie Środkowej, w Rosji oraz innych państwach należących niegdyś do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR). Reszta rozproszona jest po całej Europie Zachodniej, Bliskim Wschodzie, Afryce Północnej oraz obydwu Amerykach. Romowie podzieleni są na grupy, które czasami określane są mianem narodów lub plemion. Generalnie podziały te są odzwierciedleniem historycznych wzorców ich osiedlania się na różnych obszarach geograficznych. Europejskie plemiona żyją w Hiszpanii, Finlandii i Walii; Sinti, czyli wędrowna grupa etniczna wywodząca się z Półwyspu Indyjskiego, zamieszkuje tereny Niemiec i Europy Środkowej; Manouche to Cyganie z Francji; Romanichals mieszkają w Wielkiej Brytanii; są też Cyganie z Rumunii oraz podgrupa większej populacji romskiej zamieszkująca tereny Europy Wschodniej i Bałkanów. Pomimo że pod względem historycznym Romowie znani są jako lud koczowniczy, to jednak zdecydowana większość z nich żyje w nowoczesnych osiadłych społecznościach.

Jedno z najstarszych ikonograficznych
przedstawień Romów.
Berno 1485
autor: Diebold Schilling (1445-1486)
Ponieważ Romowie są dość szeroko rozproszeni, ich kultura i organizacja społeczna znacznie się różni. Niemniej bez względu na to, gdzie żyją, ich wspólną i ważną cechą jest silne poczucie przynależności do grupy. Kultura romska mocno podkreśla świętość własnych tradycji, które znajdują się w opozycji do tych, jakie występują na zewnątrz poza ich grupą. Kontakt z nie-Romami traktowany jest jako potencjalne zanieczyszczenie. Takie przekonanie najprawdopodobniej pochodzi od religijnych hinduskich wierzeń charakterystycznych dla romskich przodków. Inną jednoczącą siłą jest ich język, który składa się z wielu dialektów należących do indoirańskiej gałęzi języków indoeuropejskich. Większość Romów używa swojej indywidualnej formy języka romskiego. Z kolei inni mówią dialektami języków lokalnych z rozległymi zapożyczeniami z języka romskiego, który częściej używany jest w mowie niż w piśmie. Przez bardzo długi czas większość Cyganów była analfabetami. Pomimo że sytuacja nieco się zmieniła, to jednak wciąż występuje wysoki wskaźnik analfabetyzmu wśród tej społeczności etnicznej.

Poszczególne romskie plemiona podzielone są na klany, z których każdy składa się z kilku rodzin powiązanych ze sobą wzajemnie wspólnym pochodzeniem lub związkiem historycznym. Przywódcy klanów przyjmują czasami tytuł króla lub królowej. Takie tytuły nadawane są w ramach okazania szacunku i niekoniecznie oznaczają pozycję politycznego przywództwa. Wszelkie spory wśród Romów rozwiązywane są przez starszyznę, czyli nieformalny sąd (Kris), który decyduje o sprawach będących przedmiotem wspólnego prawa i zwyczaju. Najpoważniejszą karą wymierzaną przez Kris jest wykluczenie ze społeczności. Z reguły Romowie przyjmują tę wiarę, która wyznawana jest w kraju, w którym aktualnie żyją. Tak więc niektórzy są katolikami, inni przyjmują wiarę prawosławną, protestancką czy islam. Generalnie wolą przeprowadzać religijne rytuały w swoich własnych domach lub być częścią ludowych obrzędów.  

Romowie szczególną uwagę skupiają na rodzinie, głównie na osobach starszych, które w ich familijnej hierarchii piastują stanowiska budzące szacunek i symbolizujące władzę. Według standardów europejskich i amerykańskich Romowie mają tendencję do zawierania małżeństw w bardzo młodym wieku. Wiele romskich kobiet wychodzi za mąż w wieku dwunastu lub trzynastu lat. Małżeństwa zazwyczaj aranżowane są przez rodziców przyszłych małżonków i odzwierciedlają chęć tworzenia sojuszy pomiędzy rodzinami bądź klanami. Wśród Romów przeważa silna moralność seksualna, dlatego też powszechna jest obecność przyzwoitki w kontaktach niezamężnych dziewcząt z mężczyznami, którzy nie są członkami rodziny. Szereg rodzin utrzymuje zwyczaj wnoszenia przez pana młodego opłaty za narzeczoną. Wszelkie płatności dokonywane są przez rodzinę przyszłego męża familii, z której pochodzi jego oblubienica. Zapłata taka rekompensuje bowiem rodzinie panny młodej utratę córki i gwarantuje, że będzie ona dobrze traktowana przez członków swojej nowej rodziny.


Romska orkiestra  (1860)
autor: Năstase Ochialbi (1835-1906)


Ważne, aby pamiętać, że Romowie wywarli znaczący wpływ na artystyczną historię Europy. Cygańskie wróżki, tańczące niedźwiedzie, czy też barwne romskie wozy ożywiały literaturę i europejski folklor. Zazwyczaj wielu Romów pracowało jako muzycy i artyści, a wpływ ich talentu stał się szczególnie silny jeśli chodzi o muzykę. Cygańska muzyka ludowa była bowiem inspiracją dla wielu najznamienitszych kompozytorów europejskich, w tym także kompozytorów węgierskich, jak Béla Bartók (1881-1945), Zoltán Kodály (1882-1967), Ferenc Liszt (1811-1886). Z muzyki cygańskiej czerpali również francuski kompozytor Alexandre-César-Léopold Bizet, znany jako Georges Bizet (1838-1875), oraz rumuński muzyk George Enescu (1881-1955). Muzyka popularna i hiszpański taniec flamenco zostały zapoczątkowane właśnie przez Romów i nadal drzemie w nich charakterystyczny romski duch. Cygańskie tradycje muzyczne w dalszym ciągu rozwijają się w wielu częściach Europy Wschodniej, zwłaszcza w Rumunii, Bułgarii i Słowacji. Oprócz muzyki i rozrywki Romowie generalnie trudnili się takimi tradycyjnymi profesjami, jak kowalstwo i metaloplastyka, handel, w tym również końmi, oraz wróżbiarstwo, wyrób koszy czy rzeźbienie w drewnie.

Tak naprawdę niewiele wiadomo o wczesnej historii Romów. Nie jest jasne, czy żyli na peryferiach cywilizacji indyjskiej, byli członkami jednego bądź kilku hinduskich kast albo przedstawicielami wielu różnych warstw społecznych i grup plemiennych. Najwyraźniej w kilku etapach opuszczali swoją pierwotną ojczyznę znajdującą się w północnych Indiach. Ta migracja została zapoczątkowana już w V wieku. Niemniej najważniejsza wędrówka rozpoczęła się w XI wieku po muzułmańskiej inwazji na Indie. Ich drogę do Europy należy badać pod względem słownictwa, które można odnaleźć we współczesnym europejskim dialekcie Romów. Są to słowa pochodzące z takich języków, jak perski, kurdyjski i grecki. Początkowo Romowie jechali na zachód przez Iran do Azji Mniejszej. Stamtąd większość przedostała się do Europy drogą prowadzącą do Grecji, a było to na początku XIV wieku. Po około stu latach przebywania w Grecji Romowie rozprzestrzenili się po całej Europie. Na początku XVI wieku dotarli do większości obszarów kontynentu, w tym do Rosji, Skandynawii, Hiszpanii i na Wyspy Brytyjskie.

Początkowo Cyganie na ogół byli dobrze przyjmowani w Europie, lecz ich nieznane zwyczaje i zamknięte społeczeństwo szybko wzbudziło niepokój wśród tubylców. W Hiszpanii Romowie cieszyli się wolnością pod panowaniem muzułmańskim, ale ich sytuacja zmieniła się po dojściu w tym kraju do głosu chrześcijańskiej rekonkwisty w 1492 roku. W latach 1499-1783 hiszpański rząd uchwalił co najmniej kilkanaście przepisów zakazujących Romom nosić swój tradycyjny strój, używać swojego języka czy praktykować własne zwyczaje. We Francji pierwsze oficjalne represje wobec Romów miały miejsce w 1539 roku, kiedy zostali oni wygnani z Paryża. W 1563 roku nakazano im opuścić także Anglię pod groźbą śmierci. Począwszy od XV wieku węgierscy i rumuńscy szlachcice, którzy potrzebowali robotników do swoich dużych gospodarstw, zmuszali wielu Cyganów do życia w niewoli. W Rumunii zniewolenie Romów zakończyło się dopiero w 1855 roku.   


Taniec andaluzyjski (1893)
autor: José Villegas Cordero (1844-1921)


Niemniej nie wszędzie w Europie Romowie traktowani byli tak surowo. Na przykład w carskiej Rosji (1547-1917) ich sytuacja nieco różniła się od tej panującej wśród innych zubożałych chłopów. Na Bałkanach w ciągu prawie pięciuset lat panowania tureckiego wielu Romów dzięki przejściu na islam posiadało specjalne przywileje. Niestety, dyskryminacja ludności romskiej przetrwała w znacznej części Europy. W XX wieku największe prześladowania Cyganów miały miejsce podczas drugiej wojny światowej (1939-1945), kiedy to aż pięćset tysięcy Romów zginęło w nazistowskich obozach koncentracyjnych. W krajach komunistycznych powojennej Europy Wschodniej Cyganów poddawano przymusowej asymilacji na podstawie programów sponsorowanych przez rząd. Zmuszano ich zatem do integracji z dominującymi narodowymi kulturami panującymi w danym regionie. Programy te często skutkowały pozbawieniem ich własnego języka i kultury. Od upadku komunizmu w latach 80. i na początku 90. XX wieku w Europie Wschodniej odnotowano gwałtowne ożywienie nastrojów antyromskich. W krajach Europy Zachodniej Romowie również żyją pod presją, która zmusza ich do odrzucenia tradycyjnego koczowniczego trybu życia. Na przykład we Francji od dawna mają ograniczony dostęp do pól kempingowych.

Niemniej coraz częstej obserwuje się romską aktywność w ruchach politycznych i kulturowych celem ustalenia ich praw i zachowania dziedzictwa. W 1979 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) uznała Romów za odrębną grupę etniczną. Międzynarodowy Związek Romów zwany też Międzynarodową Unią Romską (z ang. The International Romani Union; IRU) będący organizacją pozarządową, reprezentuje Romów w ONZ. Inne organizacje, takie jak Związek Romów w Hiszpanii ( z ang. The Union Romani of Spain) oraz Ruch Romów Węgierskich (z ang. Phralipe of Hungary) prowadzą kampanię na rzecz ich praw obywatelskich w poszczególnych krajach lub regionach.

W Ameryce Północnej Romowie po raz pierwszy pojawili się w okresie kolonialnym. Znaczna część Cyganów z Rosji i Bałkanów przybyła do Stanów Zjednoczonych i Kanady pod koniec XIX wieku. W USA Romowie osiedlili się na obszarach wiejskich i przebywali tam aż do Wielkiego Kryzysu, który nastąpił w 1930 roku, kiedy to większość z nich udała się do dużych miast znajdujących się na obydwu wybrzeżach.

Hiszpańska tancerka flamenco
(1880)
autor: John Singer Sargent (1856-1925)
Jak już wcześniej wspomniałam życie Cyganów przez lata stawało się inspiracją dla muzyków i pisarzy. Jest to tak barwna i oryginalna grupa społeczna, iż trudno przejść obok niej obojętnie. Przypuszczam, że hiszpański pisarz Ildefonso Falcones był dokładnie tego samego zdania, kiedy powziął postanowienie, iż na kartach swojej powieści ożywi środowisko romskie i tym samym przybliży czytelnikowi jego specyfikę. W Bosonogiej królowej Autor zabiera nas zatem do Hiszpanii z połowy XVIII wieku i z niezwykłą dokładnością odmalowuje obraz cygańskiej społeczności, która musi zmierzyć się nie tylko z własnymi wewnętrznymi problemami, ale przede wszystkim z tym, co ją otacza, czyli z represjami, jakie ówczesny hiszpański władca zastosował wobec Romów. Zacznijmy jednak od początku.

Jest styczeń 1748 roku. Do Hiszpanii przypływa statek, na którego pokładzie znajduje się czarnoskóra niewolnica o imieniu Caridad. Z Hawany wypłynęła w towarzystwie swojego właściciela, lecz ten nieszczęśliwie zapadł na jakąś tajemniczą chorobę i zmarł. Don José nigdy nie był dla niej dobrym panem. Nie dość, że wciąż ją poniżał i bił, to jeszcze któregoś dnia odebrał jej syna, którego de facto mu urodziła. To było już drugie dziecko, które straciła. Trzeba bowiem wiedzieć, że jako niewolnica musiała wykonywać wszystkie polecenia tych, którzy stali nad nią wyżej. Jeśli jakiś mężczyzna zapragnął, aby poszła z nim do łóżka, wówczas Caridad robiła to bez słowa skargi. Mogło jej się to nie podobać, ale kto zwracałby na to uwagę. Przecież była tylko niewolnicą z Afryki pracującą na plantacji tytoniu, więc każdy mógł robić z nią, co tylko chciał. Była nikim. 

Po śmierci swojego właściciela dziewczyna zostaje sama. Tak naprawdę nie ma pojęcia dokąd powinna się teraz udać. Jest w obcym kraju, który budzi w niej strach. Niestety, tutaj też nie będzie łatwo. Bardzo szybko Caridad przekonuje się, że tak naprawdę mężczyźni wszędzie są tacy sami. Chodzi im tylko o seks, a ona nie ma ani siły, ani motywacji ku temu, żeby się bronić. Tylko czy Caridad potrafi powiedzieć „nie!”, skoro przez całe życie nie używała tego słowa w odniesieniu do tych, którzy sprawowali nad nią władzę? Tak więc bardzo szybko trafia pod dach mężczyzny, dla którego jest jedynie narzędziem do zaspokajania jego potrzeb seksualnych i towarem, który może sprzedać takim samym jak on obleśnym typom, którzy z chęcią zapłacą za parę minut przyjemności z Murzynką. Choć kobieta bardzo cierpi, to jednak musi godzić się na takie życie, ponieważ nie ma dokąd pójść, a tutaj przynajmniej nie cierpi głodu i ma dach nad głową. Lecz z drugiej strony poniżana i gwałcona tęskni za życiem, które wiodła na plantacji na Kubie.

Tymczasem w cygańskiej dzielnicy Sewilli toczy się zupełnie inne życie. Naprzeciwko siebie stoją dwa romskie klany: Vega i García. Obydwie rodziny są ze sobą poważnie poróżnione od lat. Melchor Vega wciąż nie potrafi zapomnieć i wybaczyć tego, że to przez Rafaela Garcíę niegdyś trafił na całe długie dziesięć lat na galery. Od tego czasu wszyscy ochrzcili go przydomkiem „Galernik”. Jak gdyby tego było mało córka Melchora – Ana – wyszła za mąż za przedstawiciela klanu Carmonów, których głowa Vegów też nie darzy sympatią. Ale to jeszcze nie koniec. Jest też Milagros Carmona, czyli wnuczka Melchora Vegi. Dziewczyna ma czternaście lat, a więc już niedługo trzeba będzie poszukać dla niej męża. Niestety, wszystko wskazuje na to, że dziewczyna już sama go sobie znalazła. Otóż, od pewnego czasu cielęcym wzrokiem podąża za przystojnym Pedrem Garcíą. Wszystko to sprawia, że Melchor nie potrafi spokojnie spać po nocach. Jego najbliższa rodzina łączy się z wrogiem, a on nie ma na to wpływu!

Pewnego dnia Melchor w zupełnie nieoczekiwanych okolicznościach spotyka na swojej drodze Caridad. Okazuje się bowiem, że dziewczyna uciekła od swojego oprawcy i teraz ledwo żywa siedzi pod jakimś drzewem i śpiewa. Ten śpiew jest tak piękny, że stary Cygan nie potrafi przejść obok niego obojętnie. Jedyne, co robi to zabiera Murzynkę do swojej osady i od tej pory jej życie już na zawsze będzie związane z hiszpańskimi Romami. Chociaż początkowo mieszkańcy Triany spoglądają na nią nieufnie, to jednak już niedługo nie będą wyobrażać sobie, że Caridad mogłoby z nimi nie być. Oczywiście dziewczyna trafia pod opiekę Vegów. Zaprzyjaźnia się z Milagros, która chroni ją przed pożądliwymi spojrzeniami mężczyzn. Czy jest jakakolwiek szansa na to, aby przyjaźń pomiędzy młodymi kobietami przetrwała próbę czasu? Czy przypadkiem los nie zakpi sobie z nich i w najmniej oczekiwanym momencie nie przerwie tej wyjątkowej przyjaźni? Co stanie się, kiedy Milagros faktycznie dopnie swego i wyjdzie za mąż za Pedra Garcíę? Czy będzie szczęśliwa w tym małżeństwie? Czy Melchor Vega pogodzi się z wyborem wnuczki, tak jak ostatecznie zaakceptował obecność swojego zięcia w rodzinie?

Inne wydanie również z 2014 roku. 
Bosonoga królowa to powieść, w której mieszają się ze sobą dwie społeczności. Z jednej strony widzimy asymilację Cyganów, którzy niekiedy są wręcz gotowi do tego, aby porzucić swoje tradycje i wtopić się w ogół hiszpańskiego społeczeństwa, przyjmując jego zasady i sposób życia. Z drugiej strony jednak Romowie wciąż uparcie tkwią w tym, co jest dla nich najważniejsze i co każdy z nich wyssał z mlekiem matki. Jakakolwiek zdrada karana jest jeśli nie całkowitym wykluczeniem z klanu, to przynajmniej wyrzeczeniem się we własnym sumieniu tego członka rodziny, który w jakiś sposób zawinił. W związku z tym jest to także powieść o wyrównywaniu rachunków i zemście za wyrządzone niegdyś krzywdy. Prawdziwy Cygan nigdy nie zapomina i nigdy nie wybacza. Prawdziwy Cygan zawsze wszystko musi doprowadzić do końca, aby potem móc już tylko żyć w poczuciu spełnienia swojego obowiązku.

Historia, którą opowiada nam Ildefonso Falcones to także opowieść o miłości i przyjaźni. Okazuje się bowiem, że prawdziwi Cyganie są zdolni kochać aż po grób. Są również w stanie walczyć o swoją przyjaźń, nawet jeżeli z pozoru wydaje się to nierealne. Poszczególni bohaterowie muszą też stale dokonywać niesamowicie trudnych wyborów. Nie zawsze ich decyzje są dla nich dobre. Czasami konsekwencje tych wyborów mogą być naprawdę tragiczne. Podczas czytania nie można zacząć zastanawiać się nad miejscem kobiety w powieściowej cygańskiej społeczności. Otóż odniosłam wrażenie, że w tej historii kobieta tak naprawdę nie jest nawet przedmiotem, lecz towarem, którym można pohandlować. Liczą się jedynie pieniądze, w imię których dokonuje się przerażających czynów. Można wręcz zabić, aby tylko zaspokoić swoją pazerność. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że Cygan kieruje się w swoim życiu dumą, a kiedy ją straci nie jest w stanie już normalnie funkcjonować. Dlatego też nasi bohaterowie nawet w najbardziej dramatycznych i poniżających ich okolicznościach robią co tylko w ich mocy, aby zachować swą dumę. Bo duma to życie.

Z kolei tło historyczne powieści skupia się na prześladowaniu Romów przez ówczesnego monarchę do spółki z Kościołem. Cyganie są zamykani w więzieniach na wiele lat, gdzie muszą radzić sobie w niesłychanie tragicznych warunkach. Zmuszeni są robić wszystko, aby tylko przeżyć. Oczywiście nie każdemu się to udaje. W tej książce sporo jest też na temat relacji międzyludzkich i więzi występujących pomiędzy członkami poszczególnych rodzin. Niemniej najważniejsze w tym wszystkim jest chyba to, że w okresie, kiedy rozgrywa się akcja Bosonogiej królowej rodził się najbardziej znany hiszpański taniec. Mowa oczywiście o flamenco. Czytelnik sięgając po powieść może zatem spodziewać się wielu scen, gdzie w roli głównej występuje charakterystyczny dla Cyganów taniec, a także towarzyszący temu śpiew. Te obrazy są niezwykle barwne i pobudzają wyobraźnię odbiorcy.

Wiele osób twierdzi, że obok Bosonogiej królowej i Ręki Fatimy najlepszą książką Ildefonsa Falconesa jest Katedra w Barcelonie, którą niektórzy porównują z Filarami Ziemi autorstwa Kena Folletta. Nie wiem, ile w tym prawdy, ponieważ Filary Ziemi czytałam, ale Katedry w Barcelonie jeszcze nie. Świadomie zostawiłam sobie tę książkę na koniec, bo nie chciałam tworzyć porównań. Możliwe, że Katedra w Barcelonie najbardziej zachwyca, ale prawdą jest też, że pozostałe dwie książki są po prostu niesamowite w odbiorze. Ponieważ środowisko Romów nie jest mi tak do końca obce, w tym przypadku mogłam śmiało porównać informacje z książki z tymi, które pochodzą z moich osobistych doświadczeń. Muszę zatem przyznać, że Ildefonso Falcones na tym polu nie zawodzi. Autor dopracował tę powieść w najdrobniejszym szczególe.

Myślę, że książka jest doskonałą lekturą dla tych, którzy lubią oryginalne historie, jeśli chodzi o tematykę. W dodatku występuje tutaj również ciekawe tło historyczne. Jest romans i kryminał. Poruszony jest również temat przemytu tytoniu, którego charakterystyczny zapach wciąż unosi się nad tą opowieścią. To wszystko tworzy naprawdę interesującą i wciągającą całość.








niedziela, 29 listopada 2015

Ildefonso Falcones – „Ręka Fatimy”












Wydawnictwo: ALBATROS
Warszawa 2010
Tytuł oryginału: La mano de Fátima
Przekład: Teresa Gruszecka-Loiselet & Anna Łochowska 




Zdaniem historyków przyczyną klęski Grenady w 1492 roku stała się wewnętrzna słabość tego regionu. Choć z drugiej strony do upadku Grenady mogło też w dużej mierze przyczynić się użycie przez chrześcijan artylerii. Z kolei za czasów panowania Filipa II Habsburga (1527-1598) ogromne znaczenie miał taktyczny manewr wojskowy zastosowany przez władcę Hiszpanii, który polegał na tym, iż hiszpańska armia otoczyła Grenadę i tym samym odcięła jej dostawy żywności. Niemniej polityczny kryzys islamskiej Grenady nie przyczynił się do ekonomicznego upadku tego terenu, gdyż był to kraj dość zamożny, pełen tropikalnych schronień oraz pól uprawnych. Wszystkie te bogate ziemie zostały jednak zajęte przez chrześcijańskich szlachciców, którzy najpierw muzułmanów, a potem morysków* zepchnęli na tereny górskie.

Chrześcijański kolonializm polegał generalnie na bezwzględnym wykorzystywaniu przewagi zwycięzców, a także na oszustwach i oskarżaniu morysków o rozmaite przewinienia celem ukrycia własnych. Ogólnie zapanowała wielka niesprawiedliwość. Nawet chrześcijańscy skrybowie, którzy dokumentowali ówczesne wydarzenia, zauważali te niegodziwe procedury. Z kolei moryskowie zamiast wszczynać bunt, zachowywali spokój, pomimo że od ponad dwudziestu lat nie doświadczyli choćby najmniejszej sprawiedliwości. Starzy chrześcijanie notorycznie powtarzali oskarżenia i twierdzili, że moryskowie są bardzo niebezpieczni, gromadzą żywność, zboże czy nawet broń z zamiarem rozpoczęcia buntu. I faktycznie mieli rację, ponieważ któregoś dnia rzeczywiście do buntu doszło. Co ciekawe, dwór Filipa II Habsburga w pewnym sensie rozumiał przyczyny rebelii.

Filip II Habsburg 
Portret powstał około 1551 roku.
autor: Tycjan (ok. 1490-1576)
Królewski ambasador – Francés de Álava Beamonte (?) – pisał w 1569 roku, że moryskowie de facto podnieśli bunt, ale tak naprawdę doprowadzili do niego „starzy” chrześcijanie poprzez swoją arogancję, złodziejstwo i, przede wszystkim, bezczelność. Opisywał też w jaki sposób chrześcijanie porywali oraz wykorzystywali kobiety morysków. Ambasador wskazywał na szereg nadużyć ze strony urzędników. Co dziwne, uważał, że moryskowie piastujący urzędnicze posady również dopuszczali się przewinień. Z kolei Kościół Katolicki zamiast skupiać się na dbaniu o kult religii chrześcijańskiej, zajmował się przede wszystkim sprawowaniem kontroli i poniżaniem morysków. Takim zapalnym punktem stało się rozporządzenie z 1566 roku, które oficjalnie ogłoszono w 1567 roku, i nad którym dyskutowano przez kolejne dwa lata. Dokument ten ostatecznie miał doprowadzić do wyrzucenia islamskiej kultury z terenu półwyspu. Chodziło bowiem o to, aby zarówno mężczyznom, jak i kobietom zabronić noszenia tradycyjnych strojów; kobiety nie mogły już zasłaniać twarzy. Zabroniono także zamykania domów, w kwestii których przypuszczano, że ma tam miejsce potajemne odprawianie muzułmańskich obrzędów. Wprowadzono również zakaz korzystania z publicznych łaźni. Chyba najgorsze w tym wszystkim było to, że nie pozwolono muzułmanom używać języka arabskiego.

I tak oto w nocy 1568 roku wyznawcy islamu wreszcie zaatakowali. Rebelianci wkroczyli do Grenady w noc Bożego Narodzenia, nawołując jednocześnie mieszkańców do przyłączenia się do ich oddziałów. Odzew nie był jednak zbyt wielki, co trochę rozczarowało buntowników. Niemniej po kilku dniach ogłoszono, że powstańców jest już tysiąc. Nie zdołali oni jednak zająć całego miasta, a więc schronili się w górach. Tak naprawdę większa część tej wojny miała miejsce na terenach górzystych, ponieważ tam moryskowie czuli się najlepiej i najpewniej. W końcu do buntowników dołączyli Turcy. Ich pierwotna liczba nie jest dokładnie znana. Mówiono, że wśród nich jest około trzystu tureckich wojowników oraz kilku rozbitków, którzy całkiem przypadkiem znaleźli się na półwyspie. Dołączali także przybysze z terenu Algieru.

Praktycznie od samego początku władze traktowały powstanie bardzo poważnie. Do Grenady ściągnięto bowiem wojska z Kordoby, Úbedy oraz Beazy. Na obronę przeznaczono niewyobrażalne środki finansowe. W stan najwyższej gotowości postawiono hiszpańskie galery, aby tym samym udaremnić potencjalną pomoc płynącą z Afryki. Powodów tak zdecydowanej i natychmiastowej reakcji należałoby dopatrywać się w przekonaniach ówczesnych Europejczyków, którzy bardzo obawiali się wpływów innej religii. Cała Europa bała się Turków, a po Hiszpanii krążyły wręcz plotki dotyczące tureckiej inwazji na półwysep. Pogłoski te traktowano bardzo poważnie. Zapowiedzią tureckiego najazdu miał być właśnie bunt morysków. Jeśli chodzi o samych rebeliantów, to oni również wyczekiwali pomocy ze Stambułu.

Bunt rozprzestrzenił się błyskawicznie w styczniu 1569 roku. Powstańcy oblegli Almerię. Natomiast w lutym liczba rebeliantów sięgała już około stu pięćdziesięciu tysięcy, w tym czterdziestu pięciu tysięcy tych, którzy byli zdolni nosić broń. W marcu bunt przeniósł się z terenów górskich na niziny, a wojna zaczynała stawać się bardzo chaotyczna, niejednolita i przede wszystkim pełna okrucieństwa. Z obydwu stron organizowano swoiste polowania na niewolników. Chrześcijanie sprzedawali morysków na targach, zaś moryskowie prowadzili handel chrześcijanami z Afryką w zamian za muszkiety.

Książę Juan de Austria 
Portret powstał 1567 roku.
autor: Alonso Sánchez Coello (ok. 1532-1588)
Początkowo dramatyczną sytuację w Grenadzie próbowano utrzymać w tajemnicy przed resztą Europy, lecz tak naprawdę nie było na to szans. Już w lutym informacja o powstaniu morysków krążyła po kontynencie i była przekazywana przez Genuę oraz Rzym. Turcja także dowiedziała się o buncie dość szybko. Hiszpanię i Turcję łączył bowiem permanentny łańcuch informacji przekazywanych przez zbiegów z Hiszpanii, jak również rozmaitych podróżników i specjalnie wysyłanych korespondentów. Na początku konflikt z rebeliantami nie przyniósł oczekiwanych efektów, czemu nie można się dziwić, ponieważ na zorganizowanie armii potrzeba trochę czasu, pomimo że w tym przypadku wojsko zebrało się dość szybko. Poza tym górzysty teren i asymetryczna linia brzegowa wypełniona niewielkimi zatoczkami także nie ułatwiły sprawy. Bunt stłumić miał dopiero książę Juan de Austria (1547-1578), który 13 kwietnia 1569 roku został mianowany na stanowisko generalnego dowódcy przez Filipa II Habsburga. Wydawało się, że ta nominacja niczego dobrego nie przyniesie, lecz w styczniu 1570 roku coś nagle zaczęło się zmieniać.

Król Filip II potrzebował tak naprawdę roku, aby ostatecznie uświadomić sobie co należy zrobić, żeby konflikt zakończyć. Pomimo że na królewskim dworze wiedziano, że sytuacja jest naprawdę bardzo poważna, to jednak monarcha publicznie stwarzał pozory normalności. Twierdził, że nad wszystkim panuje, a Turkami wcale się nie przejmuje i jest pewien, że posiada doskonałą obronę morską przed Algierią. Był także przekonany, że same gminy chrześcijańskie dadzą sobie świetnie radę z zaistniałym problemem. Niemniej wciąż przeciągająca się wojna pochłaniała mnóstwo pieniędzy, a także pociągała za sobą możliwość rozszerzenia się buntu na tereny Aragonii. Z kolei napięta sprawa Turków aż prosiła się o wojsko, które stacjonowało aktualnie w Grenadzie. I tak oto jesienią przyszła wiadomość, że moryscy posłańcy zostali przyjęci w Algierze. Obiecano im tysiąc rusznic, jak również to, że w 1570 roku przybędzie turecka armada. Pod koniec 1569 roku Filip II Habsburg wiedział już, że nie można bezustannie przeciągać wojny.

W związku z powyższym w grudniu zaczęto wyrzucać morysków z Grenady. Od stycznia 1570 roku książę Juan de Austria przebywał w Kordobie, gdzie zebrały się Kortezy Kastylii. Pobyt księcia w mieście poważnie usprawnił dalsze działania. Pierwszą potyczką stało się oblężenie Gelery, czyli miasteczka moryskiego, które położone było na trudno dostępnym terenie. Miasto poniosło klęskę kosztem rzezi, jaka się tam wydarzyła. Niemniej sukces nie trwał zbyt długo, ponieważ moryskowie z Sierra de Seron uderzyli i zmusili armię do ucieczki. Tak więc do marca pełna różnych zasadzek wojna zdemoralizowała wojsko; żołnierze nauczyli się jak być okrutnymi, ale też i tchórzami. Zaczęły się bowiem spontaniczne i indywidualne ataki, jak również kradzież mienia. Upadek morysków miał miejsce 20 maja, a trzeci z kolei król rebeliantów – Albaqui – zgiął kark przed Juanem de Austrią. Warunki pokoju nie były specjalnie wyszukane. Pozwolono bowiem Berberom** wrócić do Afryki, natomiast moryskowie mogli nosić swój tradycyjny strój.


Wysiedlanie morysków – wsiadanie na statki w porcie w Walencji 
Obraz został namalowany około 1616 roku.
autor: Pere Oromig (?)


Pomimo że 15 czerwca 1570 roku trzydzieści tysięcy morysków złożyło broń, to jednak niewielkie oddziały nadal ukrywały się w górach. Dwa dni później do głosu doszła inkwizycja. Dzielni moryskowie wciąż nie chcieli dać się ujarzmić. Jeszcze we wrześniu miały miejsce ataki na niedobitków. Wtedy też władze zdecydowały się na wszczęcie deportacji. I tak oto 28 października 1570 roku został wydany rozkaz dotyczący ogólnego wysiedlenia. Z uwagi na to, że nie wszyscy objęci dekretem opuścili Grenadę, wysiedlenia należało powtórzyć, co oczywiście uczyniono w 1584 i 1610 roku. Ostatnie ślady buntu wygasły samoczynnie, gdyż pozbawione zostały poparcia ze strony ludności Grenady. Własności moryskie rozdano szlachcie, a także Kościołowi.

Wydarzenia, które rozegrały się w Grenadzie pod koniec XVI i na początku XVII wieku pokazały, jak bardzo silny jest islam oraz jego tradycja. Moryskowie byli świadomi tego, jak wielki jest ich świat kulturowy, który rozciągał się aż na tereny odległej Persji. Sam ówczesny kardynał Toledo stwierdził, że moryskowie to: „prawdziwi mahometanie, jak ci z Algieru.” Dlatego też władze ówczesnej Hiszpanii uznały, że jedynym skutecznym sposobem pozbycia się morysków będzie ich wysiedlenie. Nikt nie chciał asymilować się z obcą religią i kulturą. Nie znaczy to jednak, że islam zupełnie zniknął.

Tak mniej więcej przedstawia się tło historyczne Ręki Fatimy – powieści, której autor zasłynął przede wszystkim z bestsellerowej Katedry w Barcelonie, przez niektórych porównywanej do Filarów Ziemi Kena Folletta. Głównym bohaterem Ręki Fatimy jest muzułmanin Hernando Ruíz poczęty w wyniku gwałtu, którego na jego matce dopuścił się pewien katolicki ksiądz. Chyba nie trzeba wyjaśniać, w jakiej sytuacji znalazła się młodziutka muzułmanka w chwili, gdy dowiedziała się, że spodziewa się dziecka. Znalezienie męża pochodzącego z jej środowiska praktycznie graniczyło z cudem. Z kolei poślubienie chrześcijanina zupełnie nie wchodziło w grę. Dla Aiszy lepiej było umrzeć, aniżeli zostać żoną mężczyzny obcej wiary. W końcu zdesperowany ojciec Aiszy znalazł niejakiego mulnika Brahima, który zgodził się poślubić zhańbioną Aiszę. Ale nie zrobił tego za darmo. Po pierwsze nie kochał dziewczyny, a po drugie wcale nie uśmiechało mu się wychowywać katolickiego bękarta i traktować go, jak swoje własne dziecko. Dlatego też ojciec Aiszy razem z córką oddał Brahimowi jeszcze dorodnego muła.

Przywódca morysków –
Abèn Humeya vel Fernando de Válor
 (1545-1569) 
Portret powstał w 1859 roku.
autor: Manuel Fernández y González 
(1821-1888)
Praktycznie od dnia narodzin Hernando traktowany jest przez ojczyma niczym trędowaty. Podobnie odnoszą się do chłopca mieszkańcy górzystej wioski Juviles leżącej w królestwie Grenady w Andaluzji. Aby podkreślić swoją niechęć do Hernanda ludzie jawnie nazywają go „nazarejczykiem”, co oczywiście ma swoją wymowę. Wszyscy bowiem wiedzą, w jaki sposób chłopiec znalazł się na tym świecie. Każdy ma świadomość tego, że jego biologicznym ojcem jest katolicki ksiądz. Aisza także wciąż pamięta dzień, w którym została pohańbiona przez tamtego duchownego i gdzieś na dnie jej duszy dojrzewa pragnienie zemsty. Czy uda jej się odpłacić za swoją krzywdę? Czy odnajdzie księdza, który ją skrzywdził i wymierzy mu karę? A może nadarzy się ku temu inna okazja?

W miarę upływu lat mały Hernando dorasta. Niestety, nadal nie potrafi pozbyć się piętna swojego poczęcia. Choć na świat przychodzą jego bracia i siostry, to jednak Brahim wciąż nie daje mu spokoju. Zaprzęga chłopaka do najcięższych prac, a kiedy ten z jakiegoś powodu nie wykona polecenia ojczyma tak, jak ten by sobie tego życzył, mulnik wymierza okrutną karę nie tylko Hernandowi, ale także jego matce. Aisza całe to upokorzenie znosi bez słowa skargi, jak przystało na prawdziwą muzułmańską kobietę. Hernando ma jednak przyjaciela. To fakih Hamid, który wzbudza wielki szacunek w społeczności muzułmańskiej. Hamid uczy zatem Hernanda zasad islamu, a także pokazuje mu na czym polega wiara chrześcijańska, co wcale nie oznacza, że nakłania chłopca do zmiany wyznania. Dzięki Hamidowi Hernando w przyszłości będzie potrafił też czytać i pisać. Pewnego dnia fakih daje chłopcu w prezencie szablę, która według legendy miała kiedyś należeć do samego Mahometa. Hernando nie wie, że ta szabla będzie mu towarzyszyć przez całe życie i pomagać w najtrudniejszych chwilach, które jeszcze przed nim.

Kiedy wybucha powstanie morysków, do których zalicza się także nasz bohater, Hernando ma czternaście lat. Pomimo że bunt skazany jest na porażkę, to jednak moryskowie walczą do ostatniej kropli krwi. Mają swojego króla, którego rozkazy są dla nich wiążące. Filip II Habsburg w ogóle się dla nich nie liczy, bo przecież walczą właśnie przeciwko niemu. Podczas rzezi w Juviles Hernando poznaje piękną trzynastoletnią Fatimę, której mąż przyłączył się do banitów i teraz walczy gdzieś w górach. Dziewczyna ma pod opieką kilkumiesięcznego synka i robi wszystko, aby tylko nie dopuścić do jego śmierci. Hernando Ruíz jest już na tyle dojrzałym młodym mężczyzną, że potrafi zająć się matką, rodzeństwem oraz Fatimą i jej dzieckiem. Mulnik Brahim też gdzieś walczy, więc na niego liczyć nie można. Z drugiej strony jednak, znając stosunek ojczyma do chłopaka, można dojść do przekonania, że starego najbardziej ucieszyłaby śmierć Hernanda. Przecież tego pragnął od wielu lat. Wzniecony przez morysków bunt jest doskonałym pretekstem ku temu, aby wręcz własnoręcznie zabić „chrześcijańskiego bękarta”.

Król morysków po śmierci Abèn Humeyi – 
Abèn Aboo vel Diego López (?-1571)
Portret powstał w 1859 roku.
autor: Manuel Fernández y González 
Prawdę powiedziawszy od tej pory życie Hernanda diametralnie się zmieni. Chłopak będzie przeżywał szereg niebezpiecznych przygód. Z Fatimą, która ostatecznie straci męża, połączy go potężne uczucie, którego nigdy nie będzie mógł się wyzbyć. Niestety, w tej kwestii stale będzie musiał rywalizować ze swoim ojczymem, któremu Fatima również wpadnie w oko. Brahim założył sobie bowiem, że zniszczy „nazarejczyka” i dlatego konsekwentnie będzie do tego zmierzał. Nie cofnie się nawet przed najgorszym okrucieństwem. Nienawiść Brahima do Hernanda jest tak wielka, że chyba tylko śmierć któregoś z nich może położyć jej kres. Jak gdyby tego było mało, na życie Hernanda czyhał będzie także niejaki Ubajd – mulnik z sąsiedniej wioski. Dlaczego ten mężczyzna również zapragnie śmierci Hernanda Ruíza? O co będzie go oskarżał? Czy Ubajdowi uda się w końcu spełnić swoją groźbę?

Ręka Fatimy to przede wszystkim powieść o tym, jak dwie społeczności nie potrafią dojść ze sobą do porozumienia z powodu wyznawanej religii. Z jednej strony mamy chrześcijan, którzy za nic w świecie nie chcą ustąpić i każdego, kto wyznaje inną wiarę niż katolicka nazywają heretykiem zasługującym tylko na stos. Z kolei z drugiej strony są muzułmanie-moryskowie, którzy uparcie bronią swojego wyznania, lecz aby zachować życie godzą się na fikcyjne nawracanie i przyjmowanie zasad wiary katolickiej. Oficjalnie uczęszczają do kościoła, słuchają nabożeństw i „modlą” się do Boga chrześcijan. Potajemnie jednak nadal praktykują islam i chodzą do meczetów, które teraz coraz częściej są zamieniane na kościoły. Z całych sił próbują także zachować i przekazać przyszłym pokoleniom Koran. W tym celu przepisują go i ukrywają w miejscach, gdzie chrześcijanom będzie trudno go odnaleźć. Ale czy na pewno? Czy inkwizycja naprawdę jest taka nieuświadomiona i nie wie, gdzie szukać?

Hernando Ruíz to postać niezwykle skomplikowana. Wciąż żyje w rozdarciu nie tylko pomiędzy dwiema religiami, ale też uczuciami do kobiet. W jego życiu pojawia się ich kilka i każda jest dla niego bardzo ważna w zależności od tego, jak akurat układa się jego życie. Niemniej nie chodzi jedynie o miłość do kobiety, której pożąda. Dla Hernanda bardzo ważna jest także miłość do matki. Możliwe, że to uczucie jest dla niego nawet najważniejsze. Niestety, na tej płaszczyźnie także nie dzieje się najlepiej. Zauważmy, że nasz bohater musi działać na dwa fronty, jeśli chodzi o wyznawaną religię. Z jednej strony głęboko wierzy w to, co podaje islam i za nic nie chce wyrzec się tej wiary, a z drugiej jest chrześcijaństwo, które pozwala mu przeżyć kolejny dzień. Czy zatem jest hipokrytą? Czy lepiej dla niego byłoby pozostać przy jednej wierze bez względu na konsekwencje? Możliwe. Jednak Hernando przyjął pewne założenie i uparcie dąży do celu, co oczywiście nie jest łatwe. W pewnym momencie dla jednych i drugich staje się wrogiem. Takie działanie na dwa fronty któregoś dnia doprowadzi do tego, że jego życie znajdzie się w ogromnym niebezpieczeństwie.

Okładka hiszpańskiego wydania
(2009)
Wyd. Vintage Español
Ręka Fatimy to powieść dopracowana w każdym calu. Autor zadbał o najdrobniejsze szczegóły. Doskonale przedstawił tło historyczne oraz ożywił postacie, które kiedyś brały czynny udział w wydarzeniach opisywanych na karatach książki. Sam Hernando Ruíz i jego rodzina są bohaterami fikcyjnymi, lecz mimo to fantastycznie wkomponowują się w całość. Dodatkowo Ildefonso Falcones zastosował pewną symbolikę, która ukryta jest w tytule książki i wcale nie dotyczy tego, co w pierwszej chwili nasuwa się czytelnikowi na myśl. Moim zdaniem fabuła tej powieści jest niezwykle trudna pod względem tematycznym. Choć mijają lata, a wręcz wieki, ludzie na świecie nadal prowadzą brutalne walki na tle religijnym. To jest naprawdę straszne i niepojęte!

Niniejsza powieść posiada w sobie szereg rozmaitych pierwiastków literackich i tematycznych. Jak już wspomniałam czytelnik obserwuje wojnę religijną w Hiszpanii z przełomu XVI i XVII wieku, co jest zasadniczym elementem fabuły. Oprócz tego sporo miejsca Autor poświęcił życiu prywatnemu głównego bohatera. Ten religijny konflikt już na zawsze naznaczył jego relacje nie tylko z obcymi ludźmi, ale także z członkami jego własnej rodziny. W mojej opinii Hernando Ruíz jest rodzajem bohatera, którego nie można jednoznacznie ocenić. Wydaje mi się, że Ildefonso Falcones chciał przedstawić go jako postać pozytywną, która wzbudziłaby w czytelniku sympatię. Czy tak faktycznie się stało? Jestem skłonna stwierdzić, że poniekąd tak, ponieważ ogrom cierpienia, jakie spadło na Hernanda i jego rodzinę budzi współczucie. Pomimo że nasz bohater nie waha się mordować w imię swojej wiary, to jednak po jakimś czasie będzie musiał za to srogo zapłacić. On tak naprawdę nie jest człowiekiem konfliktowym i wcale nie podoba mu się to, co dzieje się wokół niego. To mężczyzna, który z całych sił pragnie żyć normalnie w otoczeniu własnej rodziny i przyjaciół.

W tej powieści czytelnik znajdzie również niemało krwawych i brutalnych scen. Hernando Ruíz stale podróżuje; spotyka na swojej drodze rozmaitych ludzi, z których jedni są dobrzy, a inni na wskroś źli. Są sytuacje, z których główny bohater ledwo uchodzi z życiem. Następują też nieoczekiwane zwroty akcji. To wszystko sprawia, że od książki nie sposób się oderwać. Myślę, że Ręka Fatimy nie jest jedynie zwykłą powieścią historyczną, którą świetnie się czyta. W moim przekonaniu ta książka niesie ze sobą pewne przesłanie dla współczesnego człowieka pogrążonego w ciągłym konflikcie religijnym, zaś Hernando Ruíz jest kimś w rodzaju mediatora pomiędzy obydwoma wyznaniami. 







* Moryskowie – muzułmańska ludność zamieszkująca Półwysep Iberyjski, która po zwycięstwie Rekonkwisty w 1492 roku zdecydowała się, a właściwie poniekąd została zmuszona przyjąć chrześcijaństwo.
** Berberowie – rdzenna ludność północnej Afryki i Sahary pochodzenia chamito-semickiego.