Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Charlotte Link – „Wielbiciel”










Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2013
Tytuł oryginału: Der Verehrer
Przekład: Daria Kuczyńska- Szymala





Kiedy kobieta dowiaduje się, że mężczyzna, z którym spędziła wiele lat życia i któremu ufała właśnie ją zdradził, wówczas przeważnie próbuje szukać przyczyn owej zdrady we własnym postępowaniu i bezustannie wyrzuca sobie, że musiała zrobić coś naprawdę złego, co popchnęło ukochanego męża/partnera do zainteresowania się inną kobietą. Oszukana kobieta często zadaje sobie pytanie, gdzie popełniła błąd. Dlaczego nie zauważyła wcześniej, że mężczyzna, z którym dzieliła życie stopniowo się od niej odsuwał? Dlaczego nie zwróciła uwagi na jego późne powroty do domu, dla których wciąż wynajdywał przeróżne usprawiedliwienia? Czy była aż tak bardzo skupiona na własnych problemach, że coś tak ważnego jej umknęło? A może zwyczajnie przestała dbać i o siebie, i o partnera, sprawiając tym samym, że ten w końcu znalazł sobie taką, która jest nie tylko piękna, ale też potrafi czytać w jego myślach i zaspokajać każdą jego potrzebę? A może tak po prostu miało być i żadne zabiegi nic by nie pomogły, gdyby mąż czy partner nagle stwierdził, że jego uczucie już dawno się wypaliło, a żona/partnerka jest temu najmniej winna?

W momencie, gdy czterdziestoletnia Leona Dorn dowiaduje się o zdradzie męża oprócz szoku i upokorzenia, czuje też, że traci poczucie własnej wartości. Kobieta nie potrafi pojąć, jak to się mogło stać, iż Wolfgang, u boku którego spędziła większość życia, tak nagle wpadł w ramiona innej i jeszcze w dodatku jest z nią szczęśliwy. Na jego usprawiedliwienie można byłoby dodać, że facet zwyczajnie przechodzi kryzys wieku średniego i tak naprawdę prędzej czy później musiało do tego dojść. Leona sądziła jednak, że z Wolfgangiem tworzą naprawdę zgodne i kochające się małżeństwo, w związku z czym nikt ani nic nie jest w stanie im zagrozić. Ba! Nie tylko ona tak myślała. Dokładnie tak samo twierdziła jej rodzina, dlatego wieść o rozpadzie związku Leony i Wolfganga zapewne będzie dla nich nie mniejszym szokiem, niż dla samej zainteresowanej.

Zanim Leona Dorn usłyszała z ust męża, że ten się zakochał i chce odejść, udała się do jednego z frankfurckich stomatologów na rutynowe leczenie zęba. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż wracając do domu z wizyty u dentysty nie natknęła się na wypadającą z okna jednego z bloków młodą kobietę. Okazuje się, że samobójczynią jest niejaka Eva Fabiani, która najprawdopodobniej odebrała sobie życie z powodu notorycznych zdrad męża. Nawet po rozwodzie kobieta nie potrafiła sobie poradzić z tym problemem, cierpiąc na chorobliwą zazdrość, tym samym zatruwając życie nie tylko byłemu mężowi, ale też otoczeniu. Leona Dorn z jednej strony nie umie pojąć motywu, jaki kierował Evą w chwili popełniania samobójstwa, natomiast z drugiej poniekąd rozumie odrzuconą i zranioną kobietę, choć sama nie ma jeszcze pojęcia, że ją czeka podobna przyszłość. Na razie tylko los wie, że kochany przez Leonę Wolfgang sypia z inną kobietą.



Ursula Buschhorn jako Leona Dorn & Bernhard Schir w roli Roberta Jablonskiego
w filmie Wielbiciel (2002)

reż. Dagmar Damek
źródło


Tuż przed śmiercią Eva Fabiani wypowiada jakieś tajemnicze słowa, które słyszy jedynie Leona, ale przecież kobiety są sobie zupełnie obce, więc niby skąd Leona ma wiedzieć, o co tak naprawdę chodzi samobójczyni? Wtedy też Leona Dorn zawiera znajomość z Lydią Behrenburg, która uparcie twierdzi, że była najlepszą przyjaciółką Evy i wiedziała o jej życiu dosłownie wszystko. Młoda sąsiadka nie miała przed wścibską i samotną Lydią żadnych tajemnic. Czy na pewno? A może kobiecie tylko tak się wydawało? Może samotność sprawiła, że zwyczajnie ubzdurała sobie tę wielką przyjaźń, bo z taką świadomością było jej łatwiej żyć? Okazuje się też, że samobójczyni miała brata. To Robert Jablonski, który mieszka gdzieś w Szwajcarii i jest tłumaczem pracującym dla różnych wydawnictw. Jeśli więc wziąć pod uwagę kwestie zawodowe, to można śmiało stwierdzić, że mężczyzna ma z Leoną wiele wspólnego. Ona także pracuje w wydawnictwie, gdzie zajmuje się redagowaniem powieści. Pomiędzy Robertem a Leoną bardzo szybko nawiązuje się nić sympatii, która już po kilku tygodniach przeradza się w coś znacznie poważniejszego.

Tymczasem w lesie niedaleko Augsburga pewne małżeństwo w średnim wieku odkrywa zmasakrowane ciało młodej kobiety, które ktoś przywiązał do drzewa. Widok jest naprawdę przerażający. Już na pierwszy rzut oka można poznać, że ofiara musiała bardzo cierpieć, zanim umarła. Ten, kto pozbawił ją życia to zwykły rzeźnik. Nie można więc mieć za złe kobiecie, która wraz z mężem odkryła tę masakrę, że teraz potrzebuje pomocy psychologa i nie jest w stanie logicznie myśleć i złożyć zeznań, które pomogłyby policji w ujęciu zabójcy. Czy zatem morderstwo pod Augsburgiem i samobójstwo Evy Fabiani miały ze sobą coś wspólnego? Czy za jednym i drugim stoi ten sam człowiek? Czy policja będzie w stanie znaleźć sprawcę, zanim ten po raz kolejny zaatakuje? Kim jest? Czy już upatrzył sobie następną ofiarę?

Jedno z wydań niemieckich (2011)
Wielbiciel to książka, która na niemieckim rynku wydawniczym ukazała się dość dawno, bo jeszcze pod koniec lat 90. XX wieku. Jak widać do Polski trafiła późno, dlatego czytelników mogą nieco dziwić realia opisane przez Charlotte Link, czego przykładem jest choćby marka niemiecka jako waluta, którą posługują się bohaterowie. Ponieważ Wielbiciel to dopiero siódma z kolei książka w dorobku Autorki, nie widać jeszcze tej schematyczności, jaką obserwujemy w przypadku powieści wydanych dużo później. Widać, że tworząc opowieść o Leonie Dorn, Autorka postawiła głównie na romans. Z drugiej strony jednak gdyby porównać tę książkę do powieści wydanych później, wówczas można byłoby pokusić się o stwierdzenie, że w miarę upływu czasu Charlotte Link nabrała doświadczenia i każda kolejna historia była już tylko lepsza od tej poprzedniej. Tak więc myślę, że w tym przypadku zasadne jest zacytowanie powiedzenia, że praktyka czyni mistrza. Poza tym rutyna i schematyczność, które obserwujemy w kolejnych powieściach nie obniżają ich jakości, co może wydawać się nieco dziwne. Ale w moim odczuciu naprawdę tak jest.

Leona Dorn to oczywiście główna bohaterka Wielbiciela, lecz z drugiej strony na kartach książki pojawiają się również postacie, które bardzo dużo wnoszą do fabuły powieści, co sprawia, że można odnieść wrażenie, iż oni także są tutaj głównymi bohaterami. Mam na myśli wspomnianego Roberta Jablonskiego czy nawet Wolfganga Dorna. Leona to kobieta, która po latach bycia z jednym mężczyzną została nagle przez niego oszukana. Oczywiście nie spodziewała się, że tak się stanie, więc jej zaskoczenie i poczucie upokorzenia jest jak najbardziej zasadne. Niemniej nieoczekiwana strata poczucia własnej wartości popycha ją do tego, że rozpaczliwie dąży do wypełnienia w swoim życiu pustki, którą zostawił po sobie Wolfgang. Takie rozumowanie nie jest dla niej dobre, ponieważ licho nie śpi i ktoś nieodpowiedni może to wykorzystać. A kiedy już ktoś taki wedrze się w jej życie, wówczas może być za późno na zrobienie kroku wstecz.

W swojej powieści Charlotte Link porusza nie tylko problem nadmiernego zaufania do osób, których de facto zupełnie nie znamy, ale też wiele miejsca poświęca relacjom rodzinnym. Robi to na przykładzie rodziny Leony Dorn. Okazuje się bowiem, że nawet w najlepiej funkcjonującej familii mogą pojawić się problemy, natomiast szereg kwestii to tylko zwykła gra pozorów. Czasami można odnieść wrażenie, że ci ludzie w ogóle nie dopuszczają do siebie myśli, iż dzieje się coś złego. W tym wszystkim jest także obecne niepełnosprawne dziecko. I tutaj kontrowersje może budzić sposób, w jaki Charlotte Link przedstawiła podejście do tego tematu. Okazuje się bowiem, że niepełnosprawność w rodzinie może być naprawdę kłopotliwa, a nadmierne poświęcanie się takiemu dziecku w miarę upływu czasu staje się tylko przeszkodą w budowaniu choćby jedynie poprawnych relacji pomiędzy małżonkami.


Jezioro Maggiore w Szwajcarii 
Na zdjęciu widać też miasto Ascona, które w powieści odgrywa ważną rolę.
fot. The weaver
źródło

Na kartach powieści czytelnik spotyka również bohaterkę, która jest niezwykle samotna, a do tego jeszcze schorowana. I tutaj znów można zastanawiać się, dlaczego Charlotte Link podeszła do tematu samotności w tak szorstki sposób. Dlaczego nie stworzyła choćby jednej postaci, która byłaby w stanie wykazać się empatią wobec osoby, której życie zupełnie się nie ułożyło? Czy osoby samotne naprawdę są aż tak nieznośne i ponad wszystko narzucają innym swoje towarzystwo, co sprawia, że zamiast znajdować przyjaciół, tracą ich? Możliwe, że Autorka pokazała czytelnikowi prawdę, która jest konsekwentnie omijana albo zwyczajnie zakłamywana. Może o osoby samotne faktycznie nikt nie dba, a wielki szum wokół nich robi się jedynie w mediach lub na potrzeby jakichś wydarzeń społecznych? Z drugiej strony bohaterowie powieści stworzeni są zapewne na podobieństwo niemieckiego społeczeństwa. Nasuwa się zatem pytanie, czy Niemcy nie wiedzą czym jest empatia, a samotnego i pragnącego towarzystwa człowieka traktują niczym natrętnego owada, który stale przeszkadza? Przyznam, że trudno jest mi w to uwierzyć, zwłaszcza że akcja powieści rozgrywa się prawie dwadzieścia lat temu, kiedy świat i ludzie byli zupełnie inni niż teraz.

Wracając do Leony Dorn muszę przyznać, że jakoś niespecjalnie ta postać przypadła mi do gustu. Wiem, że każdy może zaufać nieodpowiedniemu człowiekowi i w związku z tym znaleźć się w niebezpieczeństwie. Z drugiej strony jednak człowiek powinien uczyć się na błędach i w momencie, gdy zauważy, że dzieje się coś naprawdę złego, powinien robić wszystko, aby tylko uchronić przed niebezpieczeństwem siebie i swoich bliskich. Natomiast Leona z jednej strony jest przerażona, kiedy prawda wychodzi na jaw, a z drugiej popełnia tak kardynalne błędy, że ostatecznie naraża także swoich bliskich, którzy nie są niczemu winni. Poprzez takie postępowanie chce być twardą sztuką i nie dać się zastraszyć. Czy taki sposób działania naprawdę przyniesie pozytywny skutek, czy może pogrąży Leonę jeszcze bardziej?

Lubię książki Charlotte Link i choć większość z nich jest schematyczna, to jednak zawsze chętnie sięgam po kolejną. Niemniej Wielbiciel niby jest w porządku, ale mimo to czegoś mi w tej powieści brakuje. Może jest w niej zbyt mało scen trzymających w napięciu? Może to wina głównej bohaterki? A może w 1998 roku umiejętności pisarskie Charlotte Link nie były jeszcze na tyle dobrze rozwinięte, aby stworzyć naprawdę doskonały thriller psychologiczny? A może po prostu czytałam już znacznie lepsze książki Autorki, przy których Wielbiciel prezentuje się słabiej? Na koniec wypadałoby pominąć milczeniem fakt, że osoba mordercy wcale nie jest tajemnicą. Praktycznie od chwili, gdy ten bohater pojawia się na kartach książki, czytelnik zna go już z imienia i nazwiska, a tym, co może ewentualnie zaciekawić jest motyw, jakim kieruje się w swoim bestialskim działaniu. 








piątek, 8 lipca 2016

Sabine Ebert – „Marzenie znachorki” # 5













Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2016
Tytuł oryginału: Hebammen-Saga. Der Traum der Hebamme
Przekład: Małgorzata Huber





Po śmierci margrabiego Miśni Ottona II Bogatego (1125-1190), jego prawowitym następcą został starszy syn Albrecht I Pyszny (1158-1195). Nie oznaczało to jednak, że uciskany dotąd młodszy syn margrabiego – Dytryk I Zgnębiony (ok. 1170-1221), który władał księstwem Weissenfels – zupełnie zrzekł się swoich praw do dziedziczenia Marchii Miśnieńskiej. Skoro tylko w połowie 1190 roku powrócił z Palestyny, gdzie brał udział w trzeciej wyprawie krzyżowej i pełnił ważną funkcję u boku cesarza Fryderyka I Barbarossy zwanego Rudobrodym (ok. 1122-1190), pomiędzy braćmi wybuchł otwarty konflikt. Ta bratobójcza wojna między Albrechtem i Dytrykiem nie była jedyną w historii dynastii Wettynów. Podobne spory o sukcesję toczyły się także pomiędzy ich przodkami władającymi Saksonią, którzy czuli, że ich rządy, a także wysoka książęca pozycja są poważnie zagrożone. Konflikt zbrojny pomiędzy synami Ottona II Bogatego trwał nieprzerwanie aż do dnia śmierci Albrechta, która nastąpiła w dniu 24 czerwca 1195 roku. Małżonka Albrechta – Zofia Czeska (?-1195), którą poślubił w dniu 23 kwietnia 1186 roku i która zmarła niedługo po śmierci margrabiego – obdarzyła go jedynie córką Krystyną (?), natomiast męskiego potomka nigdy się nie doczekali.

W związku z powyższym Marchia Miśnieńska trafiła z powrotem do Rzeszy, zaś władzę nad nią objął ówczesny cesarz Henryk VI Hohenstauf (1165-1197), tym samym nie pozwalając młodszemu bratu zmarłego Albrechta zarządzać spuścizną po ojcu. Dopiero po śmierci cesarza we wrześniu 1197 roku sytuacja polityczna poważnie się zmieniła. Na scenie pojawili się bowiem dwaj anty-królowie: Filip Szwabski (1177-1208) i Otto IV z Brunszwiku (ok. 1176-1218). Wtedy też pozycja Świętego Cesarstwa Rzymskiego była bardzo niepewna, zaś sam Dytryk odważył się podbić Marchię Miśnieńską. Potem dołączył do Filipa Szwabskiego, najmłodszego brata zmarłego cesarza Henryka VI Hohenstaufa, po czym ostatecznie i oficjalnie objął rządy w Marchii Miśnieńskiej (ok. 1199) jako margrabia Miśni.

Dytryk I Zgnębiony
Posąg pochodzi z 1692 roku.
autor: Samuel Reyher (1635-1714)
Niektórzy historycy twierdzą, że przydomek „Zgnębiony” w odniesieniu do Dytryka jest mylący, ponieważ w sporze pomiędzy braćmi tak naprawdę to on mógł być agresorem, gdyż był niezadowolony z testamentu, jaki pozostawił po sobie Otto Bogaty, robiąc swoim jedynym spadkobiercą Albrechta. To Dytryk i jego potomkowie odpowiedzialni są za to, iż w historii dynastii Wettynów Albrecht zapisał się jako tyran i szaleniec. Dowodem tego szaleństwa miał być niewyobrażalny odór, jaki wydzielało jego ciało po śmierci. 

W 1193 lub 1194 roku Dytryk poślubił córkę swojego sojusznika landgrafa Hermana z Turyngii (ok. 1155-1217). Kiedy doszło do zaręczyn Jutta (ok. 1183-1235) była jeszcze dzieckiem, więc na zawarcie małżeństwa i skonsumowanie związku Dytryk musiał sporo czasu poczekać. Małżeństwo to nie było w żadnym razie zawarte z miłości, lecz miało czysto polityczne podłoże, jak większość związków zawieranych w tamtych czasach, szczególnie w sferach arystokratycznych. Petersburska Kronika donosi, iż Dytryk Zgnębiony nie wykazywał zainteresowania Juttą z powodu jej brzydoty. Początkowo odmówił nawet Hermanowi poślubienia jego córki, lecz w końcu pod presją chęci pokonania swojego brata Albrechta zgodził się na małżeństwo i dopiero wówczas landgraf Herman z Turyngii zgodził się udzielić mu wsparcia militarnego.

Jutta obdarzyła swojego męża trzema synami i trzema córkami. Pierwsi dwaj synowie – Otto i Konrad – zmarli w młodym wieku. Trzeci syn, który ostatecznie stał się spadkobiercą swego ojca, urodził się około 1215 roku lub nawet około roku 1218 – jak podają niektóre źródła historyczne. Otrzymał on imię Henryk, zaś na kartach historii zapisał się jako Henryk III Dostojny (pomiędzy 1215 a 1218-1288). Natomiast córki to: Jadwiga (?-1235), Zofia (?-1280) i Jutta (?). Dytryk Zgnębiony miał również dwóch nieślubnych synów: Dytryka (?-1272), który był biskupem Naumburga, oraz Henryka (?-1259), który z kolei piastował funkcję dziekana kapituły katedralnej w Miśni. Niektóre źródła historyczne podają, że był jeszcze trzeci nieślubny syn o imieniu Konrad. Możliwe, że dzieje się tak dlatego, iż w tych samych źródłach nie funkcjonuje Konrad jako syn Dytryka z prawego łoża. Córka Dytryka – Jadwiga – wyszła za mąż za Dytryka IV z Kleve (pomiędzy 1187 a 1196-1260) i była jego drugą żoną. Natomiast Zofia poślubiła hrabiego Henryka z Hennebergu (?-1262).

Dytryk Zgnębiony dokładnie zaplanował dalsze losy swoich włości. Postanowił, że jeśli w chwili jego śmierci jego syn Henryk nie będzie jeszcze na tyle dojrzały, aby móc rządzić samodzielnie, wówczas żadni krewni czy hrabiowie nie będą sprawować nad nim kurateli. Ewentualną opiekę nad Henrykiem powierzył natomiast przyrodniemu bratu Jutty – landgrafowi Turyngii Ludwikowi IV Świętemu (1200-1227) – który był mężem Elżbiety z Turyngii zwanej też Elżbietą Węgierską (1207-1231). Gdy w dniu 17 lutego 1221 roku Dytryk oddał ducha Bogu, wówczas Henryk był tylko sześcioletnim chłopcem (a może trzyletnim?), więc nie było mowy o tym, żeby objął władzę po swoim ojcu. Niemniej kwestia kontynuacji dynastii Wettynów była już załatwiona.


Dytryk I Zgnębiony (z przodu) oraz jego syn Henryk III Dostojny
Na malowidle przedstawiono Henryka jako dorosłego mężczyznę,
choć w chwili śmierci ojca liczył sobie jedynie kilka wiosen.
Malowidło znajduje się w Dreźnie. 

fot. JoJan (Creative Commons)


Piąta i zarazem ostatnia część sagi o znachorce Marcie rozpoczyna się właśnie bratobójczą walką pomiędzy Albrechtem I Pysznym a Dytrykiem I Zgnębionym. Po nieudanej trzeciej wyprawie krzyżowej (1189-1190) na swoje ziemie powraca hrabia Dytryk z Weissenfels. U jego boku nie ma zbyt wielu rycerzy, gdyż większość z tych, którzy wyruszyli z nim do Ziemi Świętej oddało tam życie. Na szczęście Tomaszowi, który jest najstarszym synem znachorki Marty oraz nieżyjącego już Chrystiana z Chrystianowa (obecnie Freibergu), udało się przeżyć, pomimo że jego życie kilka razy wisiało na włosku. Praktycznie natychmiast do uszu Dytryka docierają wieści o makabrycznym zachowaniu Albrechta, który nadużywa swojej władzy i robi wszystko, aby tylko budzić w swoich poddanych strach. Jego sądowe procesy to fikcja, gdyż wiadomo, że delikwent i tak poniesie najsroższą karę. Na rozkaz Albrechta ludzie nie tylko są mordowani, ale też okaleczani, co w niektórych przypadkach może być nawet gorsze niż śmierć. W dodatku Albrecht szykuje się do ataku na Weissenfels, aby wyeliminować swojego brata z gry.

W związku z powyższym Dytryk doskonale zdaje sobie sprawę, że będzie musiał już niedługo stanąć do walki z bratem-potworem. Sabine Ebert konflikt ten przedstawiła zgoła odmiennie, aniżeli robią to niektóre niemieckie źródła historyczne. Na kartach powieści Dytryk to ten dobry, zaś Albrecht jest istnym diabłem w ludzkiej skórze. Wyżej wspomniałam, że niektórzy historycy twierdzą, iż w tym konflikcie to właśnie Dytryk mógł okazać się agresorem i to on oraz jego potomkowie odpowiadają za tak fatalną opinię o Albrechcie. Z drugiej strony jednak, gdyby Dytryk nie był tak do końca krystaliczny, czytelnik nie mógłby brać udziału w walce Dobra ze Złem. Nie ulega też wątpliwości, że wiele cech charakteru, które przypisuje się Albrechtowi I Pysznemu jest autentyczna. Młody margrabia Marchii Miśnieńskiej z pewnością nie był aniołem i gnębił swoich poddanych.


Ruby O. Fee jako znachorka i akuszerka Marta w filmie Tajemnica akuszerki
Kadr pochodzi z filmu produkcji niemiecko-czeskiej, który zrealizowano
na podstawie pierwszej części sagi Tajemnica znachorki
reż. Roland Suso Richter
źródło


Podczas tej bratobójczej walki przez cały czas u boku Dytryka stoi Tomasz, który tak naprawdę ma jeszcze do wyrównania swoje własne rachunki. Otrzymał je, jak gdyby w spadku po zmarłym ojcu i nie spocznie dopóki nie doprowadzi sprawy do końca. Zginie albo on, albo jego przeciwnik. Nie ma tutaj żadnych półśrodków. Tak więc już na samym początku naszej historii krew leje się strumieniami, a trup kładzie się naprawdę gęsto. Oczywiście nasi bohaterowie muszą także stanąć przed bardzo trudnym wyborem: czy zdradzić tego, któremu ślubowało się posłuszeństwo, czy stanąć po przeciwnej stronie i zapewnić wreszcie spokój Marchii Miśnieńskiej, a przede wszystkim uciskanym mieszkańcom Freibergu? Oprócz Tomasza, do akcji wkracza też Łukasz – drugi mąż Marty. Jego rola w całym tym sporze jest niezwykle istotna. To od niego w głównej mierze zależy, jak dalej potoczą się losy Albrechta.

Tym, co szczególnie zwróciło moją uwagę – oprócz tła historycznego – jest rozwiązanie przez Sabine Ebert kwestii posiadania przez Dytryka Zgnębionego nieślubnych dzieci. Widomo przecież, że takie potomstwo istniało, lecz tak naprawdę nikt nie wie, kim była matka tych dzieci. Czy była to jedna kobieta, czy może Dytryk miał romans z kilkoma niewiastami i każda z nich urodziła mu potomka? Autorka już w poprzednich tomach zasygnalizowała pewne kwestie uczuciowe z hrabią z Weissenfels w roli głównej, lecz czytelnik na tamtym etapie raczej nie mógł domyślić się, że ten wątek zostanie rozwinięty i tak zgrabnie zakończony. Sabine Ebert zabiera nas także na kolejną wyprawę krzyżową, gdzie bohaterowie będą musieli ponownie stawić czoło śmierci i wspomnieniom o przyjaciołach, którzy polegli na polu bitwy podczas poprzedniej krucjaty. Czwarta wyprawa krzyżowa to również początki zakonu krzyżackiego, który wówczas przyjął nazwę Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.


Filmowe Chrystianowo (a potem Freiberg) 
Kadr pochodzi z filmu Tajemnica akuszerki
reż. Roland Suso Richter
źródło

W życiu postaci fikcyjnych, czyli znachorki Marty i jej rodziny, a także mieszkańców Freibergu, również zachodzą spore zmiany. Oczywiście dopóki Freibergiem zarządza Albrecht I Pyszny i jego okrutni kompani nie ma mowy o powrocie Marty i jej bliskich do miasteczka. Zarówno Marta, jak i Łukasz naważyli sobie zbyt dużo piwa, aby teraz przekroczyć bramy miasta bez strachu o własne życie. Przecież został na nich wydany wyrok śmierci, który z radością będzie wykonany, gdy tylko Marta i jej mąż odważą się wrócić do domu. W dodatku Martę można bardzo łatwo oskarżyć o uprawianie czarów. Kobieta zbyt dobrze pamięta, do czego swego czasu doprowadził pewien zawistny duchowny i za nic w świecie nie chce jeszcze raz przechodzić przez tamto piekło. Ona wie, że tym razem już by tego nie przeżyła. Nawet ukochany Łukasz nie dałby rady jej pomóc.

Moim zdaniem Marzenie znachorki to doskonałe zakończenie całej sagi. Sabine Ebert nad wszystkimi tomami spędziła łącznie dziesięć lat swojego życia. To naprawdę szmat czasu. Nie pokuszę się na koniec o porównywanie ze sobą poszczególnych tomów, bowiem każdy z nich obejmuje inny przedział czasowy w historii Niemiec, choć tak naprawdę całość dotyczy jednej i tej samej dynastii panującej. Czytelnik widzi jednak, jak bardzo na przestrzeni tych lat zmienia się główna bohaterka. Z przestraszonej dziewczyny, która musiała uciekać przed okrutną karą przeobraziła się w dojrzałą kobietę wiedzącą, czego tak naprawdę chce od życia. Tym, co liczy się dla niej najbardziej jest rodzina i jej bezpieczeństwo. Niezwykle ważna jest także miłość, ponieważ bez niej Marta nie dałaby rady przetrwać ani dnia. Najpierw tą wielką miłością był dla niej rycerz Chrystian, a potem dzieci, aż w końcu przyszedł Łukasz – niegdysiejszy giermek Chrystiana – i sprawił, że jej życie znów nabrało kolorów. Niestety, źli ludzie przypomnieli o sobie w najmniej spodziewanym momencie i znów trzeba było walczyć o swoje. Najważniejsze jednak, że Marta zachowała swoją godność i nie pozwoliła się zniewolić. Nigdy tak naprawdę się nie podporządkowała. Do końca tej historii pozostała wierna swoim ideałom i przede wszystkim miłości. Nawet w najbardziej dramatycznych chwilach była zdolna oddać życie za tych, których kochała.  









czwartek, 30 czerwca 2016

Sabine Ebert – „Klątwa znachorki” # 4















Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2015
Tytuł oryginału: Hebammen-Saga. Der Fluch der Hebamme
Przekład: Daria Kuczyńska-Szymala





Trzecia wyprawa krzyżowa, która miała miejsce w latach 1189-1192 znana jest również jako Krucjata Królów. Dla przywódców państw europejskich była ona próbą odbicia Ziemi Świętej z rąk Saladyna (1137-1193), co ostatecznie skończyło się sukcesem, lecz mimo to nie udało się usunąć muzułmanów z Jerozolimy, a to z kolei było zasadniczym celem rekonkwisty. Trzeba pamiętać, że druga wyprawa krzyżowa (1147-1149) zakończyła się niepowodzeniem, zaś turecka dynastia Zengid władała zjednoczoną Syrią i brała udział w wojnie z władcami Egiptu. Fakt ten sprawił, że wojska syryjskie i egipskie zjednoczyły się pod dowództwem Saladyna, któremu w 1187 roku nakazano zredukować wpływy chrześcijańskie na terenie Ziemi Świętej i tym samym odzyskać Jerozolimę. Wtedy też przedstawiciel dynastii Zengidów Nur ad-Din Zangi (1118-1174) przejął kontrolę nad Damaszkiem i zjednoczoną Syrią.

Nur ad-Din dążył zatem do tego, aby rozszerzyć swoje panowanie i mieć kontrolę nad działaniami egipskiej dynastii Fatymidów. W 1163 roku kurdyjski generał Shirkuh (?-1169), który był też wujem Saladyna i zaufanym żołnierzem Nur ad-Dina, wyruszył z militarną kampanią w kierunku Nilu. Towarzyszył mu także młody Saladyn. Wojska Shirkuha rozbiły swój obóz na przedmieściach Kairu, natomiast sułtan Egiptu Shawar (?-1169) wezwał króla Jerozolimy Amalryka I (1136-1174), aby ten wsparł go militarnie. Tak więc w 1164 roku Amalryk w odpowiedzi wysłał armię do Egiptu i pod Bilbajs zaatakował wojska Shirkuha.

Nowy papież Grzegorz VIII (ok. 1110-1187) ogłosił zatem, iż zdobycie Jerozolimy stanowi wręcz obowiązek dla chrześcijan, aby w ten sposób mogli odpokutować za grzechy całej Europy. Kiedy francuski król Filip II August (1165-1223) oraz angielski monarcha Henryk II Plantagenet (1133-1189) zakończyli spór pomiędzy sobą, wówczas zarządzili tak zwaną „dziesięcinę Saladyna”, czyli zmusili swoich poddanych do zbiórki funduszy na rzecz kolejnego przedsięwzięcia. Tak więc następstwem zakończenia rywalizacji pomiędzy Henrykiem II Plantagenetem a Filipem II Augustem było udanie się na nową krucjatę. Wtedy też cesarz Fryderyk I Barbarossa (ok. 1122-1190) odpowiedział na wezwanie papieża i poprowadził wojsko przez turecką Anatolię, lecz niestety do Ziemi Świętej nie dotarł, gdyż wcześniej zmarł tragicznie.


Przybycie francuskiego króla Filipa II Augusta do Palestyny
Malowidło powstało pomiędzy 1332 a 1350 rokiem. 


Skutkiem trzeciej wyprawy krzyżowej było wyparcie muzułmanów z Akki, lecz mimo to w runiach miasta doszło do konfliktu pomiędzy krzyżowcami, a właściwie był to spór między Ryszardem I Lwie Serce (1157-1199) i Filipem II Augustem a księciem austriackim Leopoldem V Babenbergiem (1157-1194), który był następcą zmarłego cesarza Fryderyka Barbarossy. W wyniku sporu Filip II opuścił Ziemię Świętą najprawdopodobniej w sierpniu 1191 roku. Z kolei Saladynowi nie udało się pokonać Ryszarda I Lwie Serce, co sprawiło, że angielski król zdołał zająć więcej nadmorskich miast. W dniu 2 września 1192 roku Ryszard Lwie Serce i Saladyn zawarli rozejm, na mocy którego Jerozolima miała nadal pozostać pod kontrolą muzułmanów.

Ryszard I Lwie Serce opuścił Ziemię Świętą 9 października 1192 roku, lecz już w grudniu tegoż samego roku został aresztowany i uwięziony przez księcia Leopolda V w związku z podejrzeniem o zamordowanie Konrada z Montferratu (ok. 1145-1192), który był kuzynem austriackiego władcy. Po jakimś czasie angielski monarcha został przeniesiony do aresztu cesarza Henryka VI Hohenstaufa (1165-1197), gdzie za uwolnienie Ryszarda trzeba było zapłacić pięćdziesiąt tysięcy marek okupu. Natomiast Saladyn zmarł w 1193 roku na żółtą febrę i pozostawił po sobie tylko jedną sztukę złota i czterdzieści siedem srebrników. W 1197 roku Henryk II z Szampanii (1166-1197) zginął tragicznie w wyniku przypadkowego upadku z okna swojego pałacu. Niedługo po tym wydarzeniu jego żona królowa Izabela (1170-1205) poślubiła Amalryka II z Lusignan (1145-1205), który był jej czwartym z kolei mężem. Ostatecznie niepowodzenie trzeciej wyprawy krzyżowej stało się powodem do wezwania do kolejnej krucjaty, której planowanie rozpoczęto sześć lat później.

Trzecia wyprawa krzyżowa to tylko część tła historycznego, jakie poznajemy w czwartej części bijącej rekordy popularności w Niemczech sagi o odważnej znachorce Marcie. Tym razem Sabine Ebert dzieli akcję powieści na dwie części. Z jednej strony mamy tereny Marchii Miśnieńskiej, w skład której wchodzi miasto Freiberg znane niegdyś jako Chrystianowo. Natomiast z drugiej jest to trzecia krucjata, w której udział biorą nasi bohaterowie na czele z hrabią Dytrykiem z Weissenfels (ok. 1170-1221), któremu historia nada później przydomek „Zgnębiony”. Oczywiście głównymi bohaterami nadal pozostają ci, którzy związani są z rodziną znachorki Marty. Wydawać by się mogło, że po licznych tragediach już nic złego nie może im się stać. Zarówno Marta, jak i jej bliscy na przestrzeni lat przeżyli już tak wiele dramatycznych chwil, z których jedynie cudem uszli z życiem, że teraz jedyne, czego potrzebują to spokój. Niestety, wygląda na to, że na normalne i bezproblemowe życie będą musieli jeszcze długo poczekać. Okrutny los ma jednak zupełnie inne plany wobec nich i szykuje kolejne nieszczęścia, którym będą musieli stawić czoło.

Saladyn i Ryszard Lwie Serce zawierają rozejm, którego konsekwencją jest
zapewnienie bezpiecznej podróży pielgrzymów i karawan do odległych krain. 

Obraz został namalowany w 1839 roku.
autor: David Roberts (1796-1864)


O trzech poprzednich tomach serii pisałam już wcześniej, więc nie będę do nich wracać. Zainteresowanych odsyłam do moich poprzednich wpisów: Tajemnica znachorki, Zniknięcie znachorki, Wybór znachorki. A zatem jest rok 1189. We Freibergu zaszły ogromne zmiany. Przede wszystkim coraz bardziej wykrusza się liczba tych, którzy w pocie czoła i wbrew przeciwnościom losu oraz barbarzyńskiemu działaniu wroga zakładali, a potem tworzyli to miasto. Wśród żywych nie ma już bowiem dobrego i szlachetnego rycerza Chrystiana. Nie tylko Marta rozpacza za ukochanym mężem, ale też robią to jej dzieci i mieszkańcy miasteczka, dla których Chrystian był kimś naprawdę szczególnym. Oni nadal mają w pamięci jego tragiczną śmierć i nie wiedzą, jak teraz będą żyć. Kto ich obroni, kiedy zajdzie ku temu potrzeba? Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że już niedługo będą musieli znów przeżywać gehennę, jaką zafunduje im starszy syn margrabiego miśnieńskiego – Albrecht I Pyszny (1158-1195). Pierworodny syn Ottona II Bogatego (1125-1190) jest tak bardzo żądny władzy, iż nie waha się podnieść ręki nawet na własnego ojca. Nie straszne mu ewentualne konsekwencje tego czynu, zważywszy że chodzą słuchy, iż stary i zniedołężniały ojciec zamierza wydziedziczyć Albrechta z powodu jego haniebnego postępowania. Na chwilę obecną syn Ottona i Hedwigi (1140-1203) nie zawraca sobie głowy młodszym bratem Dytrykiem, gdyż ten jest właśnie w drodze do Ziemi Świętej i jak dobrze pójdzie, to jakiś rozwścieczony Saracen zatopi w nim swój miecz.

Aby przejąć władzę po żyjącym jeszcze ojcu, Albrecht doprowadza do jego uwięzienia, co bardzo nie podoba się cesarzowi Fryderykowi I Barbarossie (ok. 1122-1190). Swoim uczynkiem Albrecht pragnie zmusić rodziciela, aby ten jeszcze za swojego życia przekazał mu władzę. Czy zatem cesarz wyciągnie konsekwencje wobec karygodnego postępowania Albrechta? A może młody Wettyn osiągnie jednak swój cel i przekona cesarza do swoich racji? Tymczasem we Freibergu, które jest już dobrze znane z wydobywania srebra, znachorka Marta i jej drugi mąż Łukasz prowadzą w miarę normalne życie, choć doskonale wiedzą, że taka sytuacja nie potrwa długo. Podobnie jak jego małżonka, Łukasz również tęskni za swoim przyjacielem Chrystianem i zdaje sobie sprawę z tego, że nigdy nie zajmie jego miejsca w życiu Marty. To Chrystian był największą miłością Marty i tak już zapewne pozostanie do końca jej dni na tym świecie. Wygląda natomiast na to, że w ślady zmarłego ojca idzie najstarszy syn Chrystiana i Marty – Tomasz. Chłopak rycerskiego rzemiosła uczy się na miśnieńskim dworze i tam też nawiązuje pierwsze przyjaźnie oraz zdobywa pierwszych wrogów. Cieniem na życiu Tomasza kładzie się niegdysiejszy konflikt pomiędzy Chrystianem a Randolfem, którego syn Rutger pragnie teraz za wszelką cenę pomścić śmierć swojego ojca, a skoro Chrystian już nie żyje, to zapłaci za to Tomasz.


Otto II Bogaty i jego syn Albrecht I Pyszny
Malowidło znajduje się w Dreźnie
fot. JoJan (Creative Commons)
źródło


I tak oto na skutek rozmaitych dramatycznych okoliczności dochodzi w końcu do tego, że Tomasz i jego przyjaciel Roland muszą uciekać z Freibergu, aby nie zostać niesłusznie oskarżonymi o kradzież koni należących do Albrechta I Pysznego i jego ojca, a przecież koniokradów wiesza się bez procesu i każdy może wykonać na nich egzekucję bez strachu, że poniesie za to karę. Tomasz i Roland przyłączają się zatem do wyprawy do Ziemi Świętej i u boku Dytryka z Weissenfels podążają w stronę Jerozolimy, aby nie tylko ją zdobyć, ale też – zgodnie z obietnicą papieża – uzyskać odpuszczenie grzechów. Wyprawa okaże się bardzo niebezpieczna i krwawa. Do tego dojdą jeszcze rozmaite choroby, z którymi krzyżowcy będą musieli sobie jakoś poradzić. Wielu z nich umrze albo w walce, albo też ze zwykłego wyczerpania. Stracą swoich najlepszych przyjaciół i będą musieli robić wszystko, aby tylko móc zachować życie i kiedyś wrócić do domu. Jak zatem poradzi sobie młody i porywczy Tomasz w tak trudnej sytuacji? Czy uda mu się powrócić do domu? Czy jeszcze ujrzy swoją rodzinę, a przede wszystkim ukochaną matkę? I wreszcie: czy odnajdzie spokój, którego tak bardzo mu potrzeba?

Wydanie niemieckie
Wyd. KNAUR TB (2010)
Odnoszę wrażenie, że saga o znachorce Marcie z tomu na tom staje się coraz lepsza i coraz bardziej wciągająca. Na kartach Klątwy znachorki możemy dość dobrze poznać nie tylko trudy trzeciej wyprawy krzyżowej, ale też zobaczyć jak okrutnym władcą był Albrecht I Pyszny. Dziś powiedzielibyśmy o nim „psychopata”. W średniowieczu zapewne nie znano takiego słowa, więc nazywano go po prostu „szaleńcem”. Jego szaleństwo podsycane było dodatkowo przez doradców, którzy w takim a nie innym postępowaniu Albrechta upatrywali zaspokojenia własnych ambicji i celów. Przyszły władca Marchii Miśnieńskiej już jako chłopiec był żądny władzy i robił wszystko, aby tylko odsunąć w cień swojego spokojnego brata Dytryka. Początkowo można było odnieść wrażenie, że faktycznie powoli osiąga swój cel, jednak był tak pazerny na władzę, iż w którymś momencie zwyczajnie przekroczył granice i wtedy to zaniedbywany przez ojca Dytryk stał się jedynym kandydatem na przejęcie schedy po Ottonie Bogatym. Młodszy syn margrabiego Miśni był oczkiem w głowie Hedwigi, która miała znaczący wpływ na swojego męża, więc nierzadko podszeptywała mu to i owo. Przeważnie Otto przychylał się do jej opinii, gdyż Hedwiga uchodziła za kobietę mądrą i kierującą się rozsądkiem w kwestiach politycznych. Niemniej przyszedł w końcu taki czas, kiedy żadne z nich nie miało już choćby najmniejszego wpływu na swojego pierworodnego i wtedy zarówno Otto, jak i jego żona musieli usunąć się w cień. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej po śmierci margrabiego.

Podobnie jak poprzednie części sagi, Klątwa znachorki to niesamowicie wciągająca powieść historyczno-przygodowa, w której dominują złe emocje, przez które wciąż próbuje przebić się to, co dobre. Nasi bohaterowie doświadczają niezwykle niebezpiecznych sytuacji i czasami czytelnik traci już nadzieję, że wyjdą z tego żywi. Tak naprawdę nie ma im kto pomóc, ponieważ ten, który mógłby to zrobić jest daleko stąd i zmierza właśnie do bram Jerozolimy. Muszą zatem radzić sobie sami. Tylko jak można poradzić sobie z szaleńcem, który dla własnej przyjemności gnębi swoich poddanych? Oprócz powyższego w powieści nie brak także zwykłych relacji międzyludzkich. Poszczególni bohaterowie stale muszą zmagać się z własnymi wewnętrznymi demonami lub walczyć z uczuciem, które tak naprawdę jest dla nich zakazane i może nigdy nie znaleźć spełnienia. Pomimo że niektórych dzielą tysiące mil, nie są w stanie zapomnieć o tych, których pozostawili w domu. Wciąż za nimi tęsknią i błagają Boga, aby zachował ich przy życiu, żeby mogli jeszcze kiedyś ujrzeć ukochane osoby.

Moim zdaniem Sabine Ebert stworzyła naprawdę doskonałą sagę, która może się podobać nie tylko czytelnikom w Niemczech, ale także w innych częściach świata, zważywszy że dotyczy mniej znanego okresu w historii Niemiec, czyli powstania miasta Freiberg. Przede mną jeszcze jeden – ostatni – tom cyklu. Mam nadzieję, że zakończenie okaże się szczęśliwe i nikt z bohaterów nie postrada już życia z ręki psychopatycznego Albrechta, choć z drugiej strony wydaje mi się, że starszy syn Ottona Bogatego dopiero zaczyna się rozkręcać i jeszcze wielu złych rzeczy dokona podczas swojego życia.







środa, 25 maja 2016

Laila El Omari – „Zapach kwiatu muszkatołowego”

















Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2015
Tytuł oryginału: Der Duft der Muskatblüte
Przekład: Barbara Janowska-Michnowska 






Od niepamiętnych czasów Indie były związane z Europą. Ten kontakt wpłynął na jedną i drugą stronę zarówno pod względem kulturowym, jak i materialnym. Niemniej pojawienie się europejskich mocarstw w Indiach w połowie XV wieku, dzięki odkryciu drogi morskiej, miało dalece idące konsekwencje dla kształtu i zmian w indyjskim społeczeństwie i historii. Jako pierwsi w roli kupców pojawili się w Indiach Portugalczycy, których śladem przybyli Holendrzy, Brytyjczycy i Francuzi. To właśnie te potęgi konsekwentnie opracowywały plany, które w przyszłości miały sprawić, iż będą odgrywać znaczącą rolę polityczną w Indiach. Spośród wszystkich europejskich mocarstw to Brytyjczycy potrafili stać się politycznymi panami Indii. Z kolei w wiekach XVIII i XIX, a także do połowy XX, Hindusi kontynuowali walkę z europejskimi potęgami, aby w ten sposób stać się niezależnym krajem po podziale subkontynentu.

W czasie tych czterystu lat musiało upłynąć dużo wody, aby Indie przeszły wreszcie transformację z feudalnego, konserwatywnego i ograniczonego systemu społecznego do systemu kapitalistycznego, postępowego i integracyjnego pod względem społecznym, stając się państwem, które może samo o sobie decydować w oparciu o bodźce zewnętrzne, ideę równości, wolności, braterstwa i rządów kompetentnej grupy ludzi, zamiast jednego człowieka, czyli innymi słowy Indie przeszły od monarchii do demokracji. Co ważne, w tym procesie transformacji obecna była tendencja ciągłości i zmian we wszystkich sferach mających wpływ na działalność człowieka na indyjskiej ziemi, pomimo obcej dominacji ze strony Brytyjczyków w latach 1757-1947, i ich wysiłków mających na celu doprowadzenie do całkowitej zmiany podstawowych postaw i perspektyw Hindusów. Analizując tę kwestię można dowiedzieć się, jak zareagowały Indie na zachodnią dominację i ukazały swą odporność w obliczu wyzwania, jakim było unicestwienie indyjskiej mozaiki kulturowej opartej na pluralistycznych wartościach kulturowych odziedziczonych w ich długiej historii trwającej od ponad pięciu tysięcy lat.

Afonso de Albuquerque –
drugi wicekról Indii
Czynniki powstania państw narodowych, renesansu i reformacji, a także rewolucja rolna i przemysłowa, nowa doktryna ekonomiczna merkantylizmu, konkurencja pomiędzy państwami narodowymi skupiająca się na złamaniu gospodarczego monopolu dotyczącego kupców z Wenecji i Genewy przewożących swoje towary drogą morską, oraz wielki postęp w technologiach nawigacyjnych, jak wynalezienie kompasu, dały silny impuls do odkryć geograficznych, które doprowadziły do odkrycia nowych światów i nowych szlaków morskich. W wyniku powyższych czynników została odnaleziona nowa trasa na Wschód biegnąca przez Przylądek Dobrej Nadziei. Fakt ten doprowadził do wystąpienia europejskiego monopolu na morzach i pojawienia się Europejczyków zmierzających do Indii w poszukiwaniu dróg handlu i rzemiosła. Handel skupiał się głównie na przyprawach, które stały się zasadniczymi składnikami nawyków żywieniowych. Dzięki rywalizacji europejskich mocarstw, w połowie XVIII wieku Indie stały się prawdziwym teatrem konfliktów.

Indie utrzymujące zbyt długi dystans odnośnie do handlu z Azją Południowo-Wschodnią i zachodnimi państwami azjatyckimi, nigdy nie miały bezpośredniego kontaktu z handlem morskim z państwami europejskimi położonymi nad Oceanem Atlantyckim. Władca Portugalii książę Henryk Żeglarz (ok. 1398-1460) objął dowodzenie pośród narodów europejskich i zaczął promować aktywność marynistyczną. Podczas reżimu króla Jana II Doskonałego (1455-1495), Bartolomeu Dias (ok. 1450-1500) przekroczył Przylądek Dobrej Nadziei. Kiedy w Portugalii panował król Manuel I Szczęśliwy (1469-1521), wówczas Vasco da Gama (ok. 1469-1524) rozpoczął swoją wyprawę, która odbyła się w 1497 roku. W maju 1498 roku podróżnik wylądował na ziemi indyjskiej (Kalikat). Ciche przybycie Vasco da Gamy na ziemię indyjską doprowadziło do daleko idących konsekwencji. Został on serdecznie przyjęty przez Zamorina z Kalikatu i zapewne ten fakt poniekąd sprawił, że Vasco da Gama przybył do Indii ponownie w 1501 roku, a do Portugalii powrócił dwa lata później. Od tego czasu zakładano centra handlowe w Kalikacie, Koczinie oraz w mieście Kannur, skutecznie tłumiąc arabski opór. Dom Francisco de Almeida (ok. 1450-1510) został wyznaczony wówczas na pierwszego wicekróla Indii, a było to w roku 1505. Zainicjował on tak zwaną politykę Blue Water, czyli panowanie nad morzem przez mocne siły marynarki. W 1509 roku Francesco de Almeida został zastąpiony przez Afonso de Albuquerquea (1453-1515), tym samym stając się drugim wicekrólem Indii. Swoją funkcję sprawował do dnia śmierci.

Afonso de Albuquerque położył podwaliny portugalskiej władzy w Indiach poprzez podbój stanu Goa w 1510 roku, który stopniowo zasiedlali Portugalczycy przybywający do Indii. W 1515 roku Afonso de Albuquerque zdobył Ormuz – wyspę w Zatoce Perskiej. Zbudował również fort w Koczinie za zgodą jego władcy. W 1534 Portugalczycy otrzymali Diu i Bassein, natomiast w 1538 roku podbili Daman. Tak więc siła Portugalii w Indiach wzrosła, natomiast spadek ich potęgi i wpływów zanotowano dopiero z początkiem XVII wieku. Ta klęska spowodowana była różnymi czynnikami, takimi jak chęcią nawracania Hindusów na chrześcijaństwo, czy też wyparciem Portugalii przez Hiszpanów. Niemniej po raz pierwszy w historii Portugalczycy mogli w spokoju zawierać międzynarodowe traktaty handlowe z indyjskimi władcami. Tamte umowy do dziś wpływają na charakter handlu pomiędzy Europą a Indiami. Odnosi się to także do postrzegania tej kwestii przez indyjskie społeczeństwo. Chodzi głównie o produkcję przypraw, która znacznie wzrosła z myślą o handlu międzynarodowym, natomiast produkcja rolna stała się w znacznej mierze zorientowana na orientalny rynek.


Plac targowy w indyjskim stanie Goa w 1583 roku
Rysunek powstał około 1893 roku.
autor: James Douglas (1858-1911)


Do takich właśnie szesnastowiecznych Indii płynie statek handlowy prosto z Portugalii. Oczywiście nie jest to jedyny statek płynący w tym samym czasie z Lizbony po wodach Oceanu Atlantyckiego, lecz na pewno najważniejszy. Wszystkie należą do niezwykle wpływowej portugalskiej rodziny zajmującej się handlem. Mowa oczywiście o rodzinie da Silveira. Tym najważniejszym statkiem dowodzi młody Dom Alessando, który jest niesamowicie srogi wobec swoich podwładnych i za każde nieposłuszeństwo z ich strony wymierza winowajcy okrutną karę cielesną. Nie ma wówczas różnicy, kim jest osoba, która dopuściła się przewinienia, i czy było ono popełnione w dobrej lub złej wierze. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że podwładny żołnierz złamał obowiązujący na służbie regulamin, zaś w wymierzeniu odpowiedniej kary nie pomoże nawet fakt, iż winowajca jest przyjacielem Alessandra da Silveiry. Trzeba bowiem było myśleć o konsekwencjach zanim popełniło się błąd i wypowiedziało się posłuszeństwo kapitanowi. Oczywiście wszyscy żołnierze i pozostali, niżsi rangą, członkowie załogi przebywający na statku płynącym do Indii pod dowództwem Alessandra da Silveiry doskonale zdają sobie sprawę z tego, czym tak naprawdę skończy się ewentualne złamanie zasad regulaminu. Oni wszyscy wiedzą, że okrutnej kary mogą wręcz nie przeżyć. Niemniej czy nawet w obliczu śmierci są w stanie odmówić pomocy tym, którzy są dla nich ważni? Czy strach przed gniewem kapitana statku wystarczy, aby zawrócili z raz obranej drogi i zawiedli zaufanie tych, którzy pokładają całą swoją nadzieję w ich pomocy? Czy żołnierz, który w swoim życiu kieruje się przede wszystkim honorem może złamać regulamin tylko dlatego, żeby ochronić młodą kobietę przed życiem z potworem, na jakie skazała ją własna rodzina?

Alessandro da Silveira nie wie jednak, że tuż pod jego nosem – jeszcze w Lizbonie – zawiązał się spisek. Stronami rzeczonego spisku są jego młodsza siostra Ana oraz zaufany żołnierz kapitana. Pomimo że morska podróż do Indii trwa w najlepsze już od jakiegoś czasu, Alessandro nie ma pojęcia, że na statku przebywa również Ana, której w żadnym razie nie powinno tutaj być. Z kolei dziewczyna nie wyobraża sobie, że mogłaby pozostać w Lizbonie i podporządkować się woli rodziny, która chciała wydać ją za mąż za potwora. Trzeba pamiętać, że jest rok 1545, czyli czasy, kiedy małżeństw nie zawierano bynajmniej z miłości, zaś młodzi nie mieli w tej sprawie praktycznie nic do powiedzenia. Całej tej małżeńskiej transakcji dokonywały zainteresowane rodziny, natomiast jej przedmiotem był przede wszystkim majątek, który miał zasilić jedną czy drugą familię. Czasami do głosu dopuszczano przyszłego małżonka, zaś kobiety w ogóle nie słuchano. Mogła błagać, grozić i protestować na wszelkie możliwe sposoby, a i tak jej zdanie nikogo nie obchodziło. Co zatem w takiej sytuacji pozostało zrozpaczonej Anie? Tylko ucieczka, której w dodatku sprzyjały okoliczności.


Portugalski karak Santa Catarina do Monte Sinai
 autor: Joachim Patinir (ok. 1480-1524)


I tak oto nasi bohaterowie płyną sobie po Oceanie Atlantyckim, nie mając pojęcia, że już niedługo rozegrają się najważniejsze wydarzenia ich życia. Jak to często bywa podczas tego rodzaju podróży, tak i tym razem natura postanawia pokazać na co ją stać. Otóż, pewnej nocy na oceanie zaczyna szaleć sztorm, a na pokład statków wdziera się woda. Z jednej strony trzeba ratować towar, zaś z drugiej ludzi, którzy w każdej chwili mogą się potopić. Szaleńczy wicher dmie w żagle i łamie maszty. Alessandro da Silveira wydaje jeden rozkaz za drugim. Nie wie jednak, że gdzieś pod pokładem wraz z bliżej nieznanym więźniem ukryta jest jego młodsza siostra, która teraz czuje śmiertelny strach i jest niemalże pewna, iż ta ucieczka była najgłupszą rzeczą, jaką w życiu zrobiła. Zapewne już niedługo umrze w męczarniach. Woda wedrze jej się do płuc i pozbawi ostatniego oddechu. Przerażona patrzy jak poziom wody coraz bardziej się podnosi i jeszcze chwila, a całkowicie ją pochłonie. I wtedy staje się cud. Ktoś ją ratuje. Ana jest niemalże nieprzytomna, więc trudno jej rozeznać, kim jest wybawiciel. Najważniejsze, że ktoś jednak przyszedł jej z pomocą i tym samym uratował życie. Niestety, już niedługo okaże się, że jej srogi brat nie będzie miał litości nawet dla niej. W dodatku okrutnie ukaże również tego, kto ułatwił jej ucieczkę z Lizbony. Na nic zdadzą się tłumaczenia i prośby. Czy młody żołnierz, który zlitował się nad Aną i jako jedyny uwierzył w wersję jej wydarzeń dotyczącą postępowania okrutnego Luísa de Brissaca teraz będzie musiał zapłacić za to życiem? Czy Alessandro naprawdę nie ma litości nawet dla najbliższych?

Dom Francisco de Almeida 
– pierwszy wicekról Indii
Na razie trzeba jednak opanować sztorm, co wcale nie jest takie proste. Nie obywa się bez poważnych strat, również w ludziach. Nie można więc powiedzieć, że rodzina da Silveira wyszła z tej sytuacji bez szwanku. Z drugiej strony jednak nie jest to pierwsza podróż tego typu, więc wszyscy byli przygotowani na taki a nie inny rozwój wypadków. Kiedy więc mija pierwsze liczenie strat, zaczyna się to, czego Ana obawiała się najbardziej. Jej brat nawet nie próbuje ukrywać swojej wściekłości. W dodatku mężczyzna wie, że w żadnym razie nie może pozwolić sobie na utratę twarzy wobec podległej mu załogi. Musi więc jak najszybciej zarządzić wymierzenie kary. Rykoszetem dostaje się również Anie. Na szczęście Alessandro nie wpada na pomysł, aby wrzucić ją do oceanu. Niemniej wygląda na to, że jej ucieczka z Portugalii i poświęcenie żołnierza na niewiele się zdały. Jak tylko wszystkie handlowe transakcje zaplanowane w Indiach dojdą do skutku, Ana wróci do Lizbony i bez słowa sprzeciwu poślubi potwora, którym w jej mniemaniu jest wpływowy bogacz Luís de Brissac. Los jednak wydaje się mieć inne plany, lecz na ich urzeczywistnienie będzie kazał jeszcze trochę poczekać.

Zapach kwiatu muszkatołowego to kolejna książka Laili El Omari, która przenosi czytelnika w egzotyczne klimaty, gdzie można wręcz poczuć zapach specyficznych przypraw i poznać życie ludzi, którzy są nam dalecy kulturowo. Akcja powieści rozgrywa się w czasach, kiedy w Indiach prym wiedli Portugalczycy, którzy czuli się w tym kraju niczym we własnym domu. Prowadzili intratne interesy z miejscowymi kupcami, jak również posiadali tam przepiękne posiadłości, w których mieszkali jeśli nie na stałe, to przynajmniej przez większą część roku. Zdarzało się także, że łączyli się w małżeństwa z tubylcami i próbowali wpisać się w krajobraz Indii niczym rodowici Hindusi. Jak można się łatwo domyślić, do takich rodzin zalicza się również familia da Silveira. Ich indyjską posiadłością zarządza Geoffrey Glanville, który jako dziecko został przygarnięty przez ojca Alessandra da Silveiry i stał się dla młodego kapitana, jak gdyby przyrodnim bratem. Niestety, nawet wychowywanie się pod jednym dachem nie sprawiło, aby Alessandro wykazywał braterskie uczucia wobec Anglika. Geoffrey znacznie bardziej zżył się z innym członkiem rodziny i ta przyjaźń trwa do chwili obecnej.

Wydanie niemieckie z 2014 roku
Historia zaproponowana przez niemiecką Autorkę jest wielowątkowa i nie skupia się jedynie na handlu i morskich podróżach pomiędzy Portugalią a Indiami. Jest to powieść historyczna, lecz z bardzo mocno wyeksponowanymi wątkami obyczajowymi. Bohaterowie doświadczają problemów, które nie są obce również współczesnemu człowiekowi. Muszą bowiem stawić czoło niełatwym sytuacjom i dokonywać trudnych wyborów. Z powodu miłosnych rozterek są zmuszeni postępować czasami nawet wbrew samym sobie. Ponieważ rodzina da Silveira to szlachecka familia, która cieszy się ogromnym poważaniem w Lizbonie, jej członkowie muszą przestrzegać określonych zasad. Nie mogą na przykład pozwolić sobie na zawieranie małżeństw z osobami reprezentującymi niższe warstwy społeczne. Za nic w świecie nie wolno im dopuścić do skandalu. Zmuszeni są ściśle trzymać się obowiązujących konwenansów, aby tylko nie splamić honoru rodziny. Nieważne, że nie będą szczęśliwi w tych związkach. Ich dobro praktycznie się nie liczy. Jeśli mężczyźnie pod jakimś względem nie będzie odpowiadać żona, to przecież zawsze może przyprowadzić sobie do łoża niewolnicę, z którą spłodzenie dziecka nie będzie wstydem. A młodych i pięknych niewolnic mają pod dostatkiem. W dodatku doskonale wiedzą, że żadna im nie odmówi, bo przecież jest tylko niewolnicą, która nie ma żadnych praw i musi wykonywać polecenia swojego pana. Znacznie większym upokorzeniem dla rodziny byłoby małżeństwo takiego szlachcica z kobietą z niższych sfer. Niewolnicę zawsze można wyzwolić i wydać za mąż za kogoś odpowiedniego do jej stanu. Można też po kryjomu utrzymywać potomka. Przecież to takie normalne!

Jak widać z powyższego, mężczyźnie wolno wszystko, zaś kobiecie nic. Nie dziwi więc fakt, że młodziutka Ana w pewnym momencie zbuntowała się przeciwko woli ojca i zwyczajnie uciekła. Czy jednak ten bunt pozwoli jej uniknąć przeznaczenia? Czy mimo wszystko nie zostanie przymuszona do małżeństwa, którego obsesyjnie się obawia? Jaką rolę w tym wszystkim odegra Geoffrey Glanville? Czy Alessandro da Silveira w końcu zrozumie, że popełnia błąd i zmieni swoje postępowanie? A może to samo życie uświadomi mu co tak naprawdę jest ważne? Może kiedy sam zazna prawdziwej miłości pojmie, że nie zawsze należy żyć według z góry przyjętych zasad? Ile jeszcze będzie musiał się nauczyć, aby wreszcie zrozumieć swoje błędy?

Muszę przyznać, że zawsze z ogromną niecierpliwością wyczekuję każdej kolejnej książki Laili El Omari. Tak też było i tym razem, lecz niestety nie mogę powiedzieć, że Zapach kwiatu muszkatołowego mnie porwał. W moim odczuciu nie jest to powieść na miarę Monsunowych dni, czy nawet Zapachu drzewa sandałowego. Dwie poprzednie książki przeczytałam jednym tchem i praktycznie tuż po zakończeniu lektury mogłabym natychmiast zacząć czytać każdą z tych powieści od początku. Tym razem czegoś mi zabrakło. Nie ma w tej historii tego swoistego piękna, do którego przyzwyczaiła mnie Autorka w przypadku poprzednich książek. Generalnie powieść nie jest zła. Tak jak wyżej wspomniałam jest to opowieść wielowątkowa z całą masą rozmaitych postaci, z których każda wnosi do tej historii coś wyjątkowego. Poza tym tło historyczne też jest niezwykle bogate, a poszczególne wydarzenia następują po sobie dość szybko, więc tak naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Niemniej czegoś i tak mi zabrakło.









środa, 13 kwietnia 2016

Charlotte Link – „Lisia dolina”















Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2013
Tytuł oryginału: Im Tal des Fuchses
Przekład: Dariusz Guzik





Człowieka można porwać z różnych powodów. Najczęściej przyczyną uprowadzenia jakiejś osoby jest chęć wymuszenia przez przestępcę okupu. Można też porwać kogoś, aby zemścić się na wrogu, szczególnie jeśli obiektem tegoż porwania jest osoba, z którą wroga łączą bliskie relacje, jak na przykład ze współmałżonkiem czy dzieckiem. Każde tego typu działanie jest niezwykle bolesne dla osób poszkodowanych. Nigdy tak naprawdę nie wiadomo, czy ofiara porwania jeszcze żyje, czy może jest już stanowczo za późno na podejmowanie jakichkolwiek czynności, aby móc ją uratować. Z reguły przestępca grozi, że zabije, jeżeli nie zostaną spełnione jego żądania. Daje ultimatum, któremu należy sprostać, jeśli chce się jeszcze zobaczyć bliską osobę żywą. Niekiedy może być to zwykły blef ze strony porywacza, który ma na celu zastraszyć przerażonych ludzi i czerpać satysfakcję z ich lęku o najbliższą osobę.

Trudno jest sobie wyobrazić co w takiej sytuacji czuje porwany. Każdy krok prześladowcy budzi w nim potworny lęk, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czy bandyta właśnie nie idzie go zabić i tym samym wypełnić swoją obietnicę, którą złożył rodzinie ofiary. Zdarza się też, że ofiarą porwania pada zupełnie przypadkowy człowiek. Przestępca może się zwyczajnie pomylić i uderzyć nie tam, gdzie pierwotnie miał zamiar. Potem boi się przyznać do swojej pomyłki, aby nie zostać aresztowanym. I tak oto osoba, która zupełnie nie jest związana ze sprawą może łatwo stać się kartą przetargową w sprawie, o której ani ona sama, ani też jej rodzina nie mają najmniejszego pojęcia. To są naprawdę dramatyczne sytuacje, w których liczy się czas. Trzeba również mieć wiele szczęścia, aby wyjść z tego cało, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo co psychopatycznemu porywaczowi strzeli nagle do głowy. Pod wpływem strachu bandyta może przecież zachować się irracjonalnie i posunąć się do czynów, które będą mieć tragiczne konsekwencje. W tym wszystkim niezwykle istotny jest także stan emocjonalny ofiary porwania. Tylko jak zachować przytomność umysłu, kiedy w każdej chwili może wydarzyć się to, co najgorsze?

Pewnego sierpniowego wieczoru 2009 roku podczas podróży z walijskiego Holyhead do Swansea pomiędzy Willardami dochodzi do poważnej kłótni. Tak naprawdę ich małżeński konflikt trwa już od jakiegoś czasu, ale dopiero w trakcie rzeczonej podróży osiąga swój punkt kulminacyjny. Otóż Matthew Willard wciąż jest zaniepokojony sytuacją w pracy. Uważa, że już niedługo zostanie z niej zwolniony, jeśli nie zgodzi się na przeniesienie do Londynu. Z kolei jego żona Vanessa nawet nie chce o tym słyszeć. Kobieta wykłada literaturę na uniwersytecie w Swansea, gdzie jest jej bardzo dobrze i nie dopuszcza do siebie myśli, że ot tak sobie mogłaby zmienić pracę i wyjechać do Anglii. Dodatkowo twierdzi, że mąż przesadza i tak naprawdę nic złego mu nie grozi w firmie. Czy Vanessa ma rację? Czy Matthew faktycznie wyolbrzymia całą sytuację? A jeśli to on ma rację i ośli upór kobiety doprowadzi kiedyś do tego, że nie będą mieć z czego żyć, bo mężczyzna wyląduje na bezrobociu? Może nie są zadziwiająco bogaci, ale przecież od lat żyją na dość wysokim poziomie i jakoś nie wyobrażają sobie, żeby coś miało się w tej kwestii zmienić.


Widok z Pembrokeshire Coast National Park
To gdzieś tam doszło do porwania Vanessy Willard. 
fot. Manfred Heyde 


Zarówno kłótnia małżonków, jak i fizjologiczne potrzeby psa, który podróżuje wraz z Willardami sprawiają, że Matthew zjeżdża na opustoszały parking w pobliżu Pembrokeshire Coast National Park i udaje się na spacer z Maksem. Chce też nieco ochłonąć po sprzeczce z żoną. Oczywiście Vanessa nie towarzyszy mężowi w spacerze i – mówiąc kolokwialnie – rzuca fochem. Kobieta zostaje zatem przy samochodzie, wciąż rozmyślając o zaistniałym problemie. Na chwilę obecną Vanessa nie ma pojęcia, jak można by go było rozwiązać. Jest jedynie głęboko przekonana o tym, że nie pojedzie za mężem do Londynu i nie zostawi za sobą tego wszystkiego, co udało jej się do tej pory osiągnąć, pracując na uniwersytecie w Swansea. Zdaje sobie również sprawę z tego, że Matthew nie odpuści, a jego strach o ewentualną utratę pracy weźmie nad nim górę.

Robi się coraz ciemniej. Matthew Willard nie wraca, a Vanessa wciąż rozmyśla i czeka oparta o maskę samochodu. Gdzieś w oddali dostrzega jakiś przejeżdżający samochód. Wokół panuje jednak cisza i nigdzie nie widać żywej duszy. Kobieta chciałaby, aby mimo wszystko mąż już wrócił. W tej ciszy coraz bardziej czuje się nieswojo. Ogarnia ją jakiś niewytłumaczalny lęk. W pewnej chwili Vanessa Willard zostaje zaatakowana przez nieznanego jej mężczyznę, który ją ogłusza i pakuje do samochodu, a potem wywozi gdzieś w nieznane. Człowiek ten ma plan. Chce zażądać od męża kobiety sporej kwoty pieniędzy, co pozwoliłoby mu spłacić dług, jaki zaciągnął u pewnego gangstera. W tym celu wywozi Vanessę do kryjówki, którą przypadkowo odnalazł jeszcze w dzieciństwie i tam wyciąga od niej wszystkie informacje na temat Matthew. Kobieta jest przerażona. Błaga porywacza, aby nie robił jej krzywdy, lecz ten jest tak bardzo zdesperowany w swoim działaniu, że nie przyjmuje niczego do wiadomości, pomimo że obchodzi się z nią dość delikatnie, zważywszy na okoliczności. Jedyne, co bandyta musi teraz zrobić to powiadomić Willarda o porwaniu i zażądać okupu. Potem wypuści Vanessę i wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie. Niestety, los zadecydował inaczej.

Pomimo że na okładce książki widnieje nazwisko porywacza, to jednak zachowam je w tajemnicy. Napiszę tylko, że mężczyzna jest już notowany przez policję i chyba tylko cudem udało mu się do tej pory uniknąć więzienia. Generalnie jest to facet, któremu nic się nie udaje, dlatego żyje z włamań i drobnych kradzieży. Nawet rodzina nie chce mieć z nim nic wspólnego. W dodatku kobieta, z którą jeszcze do niedawna dzielił życie również kazała mu się wynosić, nie mogąc dłużej znieść sposobu, w jaki ten kieruje swoim losem. Tak więc kiedy porywacz udaje się do miasta, aby wreszcie móc powiadomić męża Vanessy o jej uprowadzeniu i zażądać okupu, zostaje aresztowany. Szybko okazuje się, że tym razem nie wywinie się już od kary więzienia. Wyobraźmy sobie zatem sytuację Vanessy Willard: kobieta leży gdzieś zamknięta w drewnianej skrzyni skręconej śrubami, a jej oprawca właśnie trafił za kratki! Czy w takim razie jest jeszcze jakakolwiek szansa na jej uratowanie? Czy porywacz zdobędzie się na odwagę i powiadomi policję o swoim ostatnim czynie i tym samym sprawi, że żona Matthew Willarda odzyska wolność? A może lęk o samego siebie będzie silniejszy i bandyta zachowa to wszystko do własnej wiadomości, nie bacząc na konsekwencje swego działania? Czy zatem Vanessa może już tylko modlić się o cud, bo w innym razie czeka ją pewna śmierć? Czy ktokolwiek ją kiedyś odnajdzie?


Swansea. Widok na miasto ze wzgórza Kilvey

Oczywiście Matthew Willard nie spoczywa na laurach i natychmiast po odkryciu, iż jego żona zniknęła, wszczyna alarm. Niestety, policja wydaje się być bezsilna, a do tego w pierwszej kolejności podejrzenia padają na osobę Willarda. Przecież tuż przed zaginięciem żony poważnie się z nią pokłócił. Poza tym możliwe też, że Vanessa miała go już dosyć i odeszła z kochankiem. I tak mijają lata bezowocnych poszukiwań, aż w końcu w niewyjaśnionych okolicznościach znika kolejna kobieta. Okoliczności rzeczonego zniknięcia są bardzo podobne do tych, w których trzy lata wcześniej jak kamień w wodę przepadła Vanessa Willard. W międzyczasie dochodzi także do innych przestępstw. Czy one wszystkie mają zatem jakiś wspólny punkt odniesienia? Czy stoi za nimi ta sama osoba? Czy policja w końcu odkryje prawdę? Czy nasi bohaterowie będą mogli jeszcze normalnie żyć?

Charlotte Link nigdy mnie nie zawodzi, pomimo że jej książki generalnie pisane są do tego samego schematu. Tym razem jednak autorka odchodzi od rutyny i proponuje czytelnikowi fabułę utkaną w zupełnie inny sposób, niż ma to miejsce w przypadku książek, które czytałam do tej pory. Chociaż Charlotte Link sięga po motyw porwania, który jest dość popularny wśród autorów tworzących powieści kryminalne, to jednak pomysł na wykonanie jest zgoła odmienny od tych, które znam. W całą tę historię uwikłanych jest sporo osób i tak naprawdę w końcowym rozrachunku nie wiadomo kto ponosi winę za to, co się dzieje. Poszczególnych bohaterów łączą ze sobą dość silne przyjacielskie relacje, dlatego też sprawa jeszcze bardziej się gmatwa.

Wszystkie książki Charlotte Link posiadają w sobie duży ładunek psychologiczny. Tym razem jest podobnie. Lisia dolina to cała galeria postaci skomplikowanych pod względem psychologicznym i emocjonalnym. Z jednej strony są to zwyczajni ludzie, którzy mogliby żyć obok nas, zaś z drugiej jest w nich coś niezwykłego, co sprawia, że z każdą kolejną stroną coraz głębiej wciągają czytelnika w swoje zawiłe losy. Wśród nich są tacy, którzy za nic na świecie nie potrafią pogodzić się z przeszłością i jedyne, czego pragną to poznać wreszcie prawdę i – na ile to tylko możliwe – zacząć normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Są też i tacy, których codzienne życie przytłacza i gdzieś w podświadomości wciąż czują, że już najwyższy czas, aby coś zmienić. Pytanie tylko, w jaki sposób tego dokonać, skoro życie stale ich ogranicza i nie pozwala poczuć się wolnymi? Niektórzy bohaterowie Lisiej doliny nie potrafią zmierzyć się z otaczającą ich rzeczywistością. Stres i ciągła presja nie pozwalają im optymistycznie patrzeć w przyszłość. Są też i tacy, którzy cierpią za grzechy innych. I to chyba jest w tym wszystkim najgorsze. Łatwiej bowiem zrozumieć, kiedy należy zapłacić za coś, czego sami się dopuściliśmy. Gdy jednak trzeba ponosić odpowiedzialność za złe postępowanie innych ludzi, wówczas nie ma szans na zrozumienie.

Oczywiście książkę polecam, jak każdą inną, która wyszła spod pióra Charlotte Link. Na koniec mogę jedynie dodać, że w Lisiej dolinie czytelnik odnajdzie przekrój przez różne warstwy społeczne, a także pozna rozmaite relacje międzyludzkie, które z pewnością do łatwych nie należą. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej jesteśmy wciągani w zagmatwaną historię porwania Vanessy Willard, zaś akcja zatacza tak szerokie kręgi, że trudno jest jednoznacznie stwierdzić, kto w tym wszystkim ponosi największą winę: czy jest to ten, który naprawdę spowodował śmierć, czy może ten, kto swoim postępowaniem sprawił, że w końcu coś pękło i doprowadziło do tragedii?