Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guillaume Musso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guillaume Musso. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 czerwca 2016

Guillaume Musso – „Papierowa dziewczyna”

















Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2015
Tytuł oryginału: La fille de papier
Przekład: Joanna Prądzyńska





Praca pisarza czasami potrafi być naprawdę niebezpieczna. Jeśli ktoś myśli, że autor bestsellerowych książek nie robi niczego innego, jak tylko siedzi sobie w jakimś zaciszu i wklepuje literki do komputera, aby potem powstała historia, która porwie czytelników na całym świecie i nie pozwoli im spać po nocach, to jest w błędzie. Otóż tenże autor przez cały czas narażony jest na szereg emocji, a nawet ataków ze strony bohaterów, których sam stworzył. Trzeba sobie uświadomić, że nie każda postać wymyślona przez pisarza może być zadowolona z życia, jakie ten jest zaprojektował. Jej bunt może objawiać się tym, że w głowie pisarza będzie toczył się nieustanny spór pomiędzy nim a rzeczoną postacią. Bohater bądź bohaterka mogą być bowiem niezadowoleni ze swojego wyglądu, stylu życia, pochodzenia społecznego, przyjaciół i znajomych, pracy oraz generalnie z życia, które zafundował im autor na kartach swojej powieści. W którymś momencie może więc dojść do jawnej wojny pomiędzy autorem a jego postaciami. Mogą na przykład już dłużej nie wytrzymać, widząc, że pisarz zupełnie nie reaguje na ich protesty. Wtedy postanowią, że tak dalej być nie może i po prostu opuszczą karty powieści, aby bardziej namacalnie dać ich twórcy do zrozumienia, że zwyczajnie przesadził.

Oczywiście moje powyższe rozważania mają charakter czysto fantastyczny, a opisana sytuacja dopuszczalna jest jedynie w książkach albo w filmach. Papierowa dziewczyna to jedna z takich właśnie książek, gdzie bohaterka powieści opuszcza swoje fikcyjne życie i pewnego dnia pojawia się w domu pisarza, który jakiś czas temu ją stworzył. Można sobie jedynie wyobrazić, co czuje ów autor, kiedy widzi przed sobą niebrzydką młodą kobietę w stroju biblijnej Ewy. W pierwszej chwili wydaje mu się, że to efekt nadużywania leków psychotropowych i narkotyków. W dodatku, gdy kobieta usiłuje mu wmówić, że właśnie wysunęła się z jego książki, pisarz zaczyna naprawdę panikować. Jak bardzo jego umysł musi być już zdewastowany, że nie potrafi odróżnić prawdy od fikcji? A może to wcale nie jest fikcja? Może ta kobieta faktycznie ożyła i nagle pojawiła się w jego życiu? Trzeba to sprawdzić. Lecz aby to zrobić należałoby najpierw wytrzeźwieć i oczyścić umysł z prochów wszelkiej maści. Zacznijmy jednak od początku…

Młody amerykański pisarz Thomas Boyd zdobył sobie ogromną popularność dzięki – jak na razie – dwóm bestsellerowym tomom trylogii wydanej pod wspólnym tytułem Trylogia anielska. Czytelnicy na całym świecie szaleją już na samą myśl o Towarzystwie aniołów oraz Pamięci anioła. Książki Boyda sprzedają się na pniu, zaś sam autor zapraszany jest na spotkania w różnych krajach świata. Oczywiście to wszystko zapewnia mu ogromną popularność, a i o finanse martwić się nie musi, ponieważ jego bankowe konto pęka w szwach. W dodatku w Hollywood zamierzają wyprodukować film na podstawie jego powieści. Żyć nie umierać! Niestety, wszystko się kiedyś kończy, ale o tym za chwilę.

Jedno z wydań francuskich
Wydawnictwo: XO Éditions (2011)

Tom Boyd wychował się w środowisku, które mogło pociągnąć go na samo dno, gdyby nie łut szczęścia. Podobnie rzecz ma się w przypadku jego dwojga przyjaciół: Carole Alvarez, która obecnie pracuje jako policjantka, oraz Mila Lombardo, który jest agentem literackim Toma. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie… nieszczęśliwa miłość. Otóż jakiś czas temu niejaka Aurore Valancourt zwyczajnie opuściła naszego pisarza i poszła sobie w siną dal z innym facetem. Z tego też powodu bożyszcze czytelników popada w bardzo głęboką depresję i nie widzi już niczego sensownego przed sobą. Tom ma teraz w głębokim poważaniu swoją twórczość, ludzi, którzy z niecierpliwością czekają na trzecią część trylogii, jak i wydawcę, z którym jest związany umową, w związku z czym powinien jak najszybciej zabrać się do roboty, aby w końcu oddać tekst. Zamiast tego, Thomas cierpi na „syndrom białej kartki” i za nic nie może zmusić się do napisania choćby tylko jednego zdania. Cała jego wena twórcza gdzieś uleciała i nie ma widoków na to, aby w najbliższym czasie coś się zmieniło w tej kwestii

Milo Lombardo robi wszystko, aby tylko zmobilizować swojego przyjaciela do pracy. Przecież od tego, czy Tom zacznie znów pisać, zależy także jego, Mila, życie. Niestety, wszelkie wysiłki idą na marne. Tom pisać nie będzie i już! Jedyne, co w tej chwili go interesuje to prochy i alkohol, którymi faszeruje swój organizm. Dochodzi w końcu do tego, że Milo i Carole decydują się na umieszczenie Toma w klinice psychiatrycznej. Lecz zanim to nastąpi, w życiu Boyda pojawia się niejaka Billie Donelly, która uparcie twierdzi, że wysunęła się z kart drugiego tomu jego trylogii. Dlaczego się wysunęła? Otóż okazało się, że piękne i niezwykle oryginale kolekcjonerskie wydanie książki jest wybrakowane. Dokładnie na dwieście sześćdziesiątej szóstej stronie akcja powieści urywa się w połowie zdania. Rzeczone zdanie oczywiście dotyczy Billie, dlatego też znalazła się tak niespodziewanie w życiu Toma. Jak gdyby tego było mało, kobieta zarzuca pisarzowi, że zniszczył jej życie, robiąc z niej głupiutką i naiwną bohaterkę. Panna Donelly ma bowiem szereg zastrzeżeń odnośnie do życia, jakie wiedzie na kartach Pamięci anioła. Od tej pory Tom i Billie będą skazani na swoje towarzystwo, zaś wybrakowana książka zacznie kierować ich życiem w sposób wręcz niewiarygodny. Co zatem jest prawdą a co fikcją? Czy kobieta podająca się za Billie Donelly faktycznie jest bohaterką książek Boyda? Czy warunki umowy, jaką obydwoje zawierają pomiędzy sobą zostaną kiedyś wypełnione? Czy jest szansa, że Tom odzyska utraconą miłość pięknej pianistki? A może los szykuje dla niego zupełnie inny scenariusz? I wreszcie najważniejsze: Czy bestsellerowy pisarz odzyska wiarę w siebie i znów zacznie tworzyć?

Muszę przyznać, że początkowo Papierowa dziewczyna wydawała mi się książką naiwną i pozbawioną jakiegokolwiek sensu. Pomyślałam sobie, że Guillaume Musso przeszedł samego siebie i wymyślił historię, która jest – mówiąc kolokwialnie – po prostu głupia. Zaczęłam też zastanawiać się, ile tak naprawdę ludzka wyobraźnia jest w stanie w sobie pomieścić. Niektóre sytuacje opisane w powieści wydawały mi się tak bardzo nielogiczne – nawet w odniesieniu do literatury fantasy – że brakowało mi słów, aby móc je skomentować. Wszystko zmieniło się przy ostatnich rozdziałach książki. Zakończenie jest tak zaskakujące i mądre, że diametralnie zmienia postać rzeczy i to, co jeszcze do niedawna wydawało się głupie i bez sensu, teraz nabiera logiki. Trzeba przyznać, że Guillaume Musso naprawdę potrafi zaskoczyć czytelnika i wyprowadzić go w pole.

Wydanie brytyjskie
Wydawnictwo: GALLIC BOOKS
(2010/2011)
Papierowa dziewczyna na pewno nie jest powieścią fantastyczną. To obyczajowa historia o miłości i przyjaźni, w imię której ludzie są w stanie zrobić bardzo wiele. To opowieść o tym, jak wyciągnąć drugiego człowieka z bagna, w którym sam się pogrążył. Tak naprawdę nie ma nic niemożliwego, jeśli tylko są obok ludzie, którym faktycznie na nas zależy. Ludzie, którzy nie odwrócą się od nas, jeśli zobaczą, że nie jesteśmy już im do niczego potrzebni. Ta trójka przyjaciół nawzajem się uzupełnia. Połączeni są ze sobą, jak gdyby swego rodzaju łańcuchem, który nie może zostać zerwany. Jeśli tak się stanie, wówczas żadne z nich nie będzie już mogło normalnie funkcjonować.

Z kolei jeśli wziąć pod uwagę miłość, to wychodzi na to, że czasami płata ona ludziom solidne figle. Z jednej strony uważamy, że ukochana osoba jest dla nas całym światem, natomiast z drugiej odkrywamy, że tak naprawdę nigdy nie bylibyśmy z nią szczęśliwi, zaś nasze uporczywe przekonanie, że jest inaczej to tylko złudzenie. Muszą bowiem zaistnieć pewne okoliczności, abyśmy mogli przekonać się, że byliśmy w błędzie. W tej powieści sporo też na temat ratowania innym życia za wszelką cenę, nawet jeżeli pewne działania są z góry skazane na niepowodzenie.

Tom Boyd to postać niezwykle skomplikowana. Wydawałoby się, że praktycznie niczego mu nie brakuje. Jest młody, przystojny, zdrowy, robi oszałamiającą karierę jako poczytny pisarz, zarabia miliony dolarów, może sobie na wszystko pozwolić, lecz wystarczy, że zostanie mu odebrane uczucie ukochanej kobiety, a wtedy nic nie jest już ważne. W dodatku z osobą Toma łączy się pewna dramatyczna tajemnica, o której wie tylko jedno z jego przyjaciół. Co takiego stało się w przeszłości, kiedy Tom był jeszcze zwykłym chłopakiem z ubogiej i przestępczej dzielnicy? Jak udało mu się przez tyle lat ukrywać sekret i uniknąć odpowiedzialności za swój czyn?

Na koniec mogę już tylko dodać, że w mojej opinii Papierowa dziewczyna to książka z gatunku tych, których nie warto z rezygnacją odkładać na półkę, myśląc, że jest nudna, nielogiczna i tak naprawdę niczym nas nie zaskoczy. To powieść, którą trzeba przeczytać do końca, aby móc pojąć jej sens i przesłanie. Możemy to jednak odkryć dopiero wtedy, gdy przeczytamy zakończenie. Guillaume Musso trzyma czytelnika w niepewności do samego końca, nawet w najmniejszym stopniu nie zdradzając prawdziwej istoty swej opowieści. W dodatku podaje bardzo interesujący przepis na to, w jaki sposób autor powinien przygotowywać się do pisania powieści, aby historia okazała się autentyczna, a pisarz naprawdę zżył się ze swoimi bohaterami. Ciekawe, czy Guillaume Musso sam również stosuje się do tych wytycznych, które przekazuje czytelnikowi przy pomocy Toma Boyda?









wtorek, 10 maja 2016

Guillaume Musso – „Potem…”














Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2006
Tytuł oryginału: Et Après…
Przekład: Wiktoria Melech





Od zarania dziejów ludzie zastanawiają się czy istnieje życie po śmierci, albo przynajmniej jakiś inny świat, do którego wszyscy powoli zmierzamy. Wiara w życie pozagrobowe jest kwestią indywidualną każdego człowieka i zależy od jego przekonań. Trudno jednak zwykłemu śmiertelnikowi udowodnić, że w chwili śmierci tak naprawdę kończy się jedynie życie ludzkiego ciała. Niełatwo jest także pokazać dowody na to, że po drugiej stronie znajduje się pustka. No cóż, ponieważ prędzej czy później wszystkich nas czeka śmierć, któregoś dnia sami przekonamy się, jaka jest prawda. Z kolei kiedy umiera ktoś bliski, wówczas wydaje nam się niemożliwe, aby kiedykolwiek pogodzić się z tą stratą. Nie jesteśmy na nią przygotowani psychicznie, szczególnie jeśli odejście bliskiej osoby ma miejsce nagle. Czy zatem nie lepiej byłoby, gdyby ktoś nas wcześniej uświadomił, że już wkrótce będziemy musieli na zawsze pożegnać się z żoną/mężem, rodzicami, rodzeństwem albo z przyjacielem, z którym znamy się niemalże od kołyski i wiele razem przeżyliśmy? Może faktycznie lepiej byłoby, gdyby w naszym życiu nagle zjawił się ktoś, kto uprzedzi nas o ich odejściu i będzie z nami, gdy ta straszna chwila nadejdzie? Będzie nas trzymał za rękę i pocieszał albo tłumaczył, że takie jest życie i należy je zaakceptować, ponieważ nie mamy na nie wpływu? W takich chwilach z pewnością przydałby się nam… Posłaniec.

W Nowym Jorku na Manhattanie mieszka młody adwokat Nathan Del Amico. Ten niespełna czterdziestoletni mężczyzna osiągnął w swoim zawodowym życiu chyba już wszystko, co tylko było możliwe do osiągnięcia. Jest niesamowicie bogaty, a do tego jeszcze nieziemsko przystojny. Nie ma takiej sprawy sądowej, której nie byłby w stanie wygrać. Po prostu jest najlepszy, co wyraźnie odzwierciedla stan jego konta. W dodatku szef jest z niego bardzo zadowolony i powierza mu najtrudniejsze sprawy, bo wie, że Nathan poradzi sobie z nimi bez trudu. Niestety, swój zawodowy sukces Nathan przypłaca stratą rodziny. Kiedy go poznajemy adwokat jest po rozwodzie. Była żona wraz z ich kilkuletnią córeczką mieszka daleko, a Nathanowi pozostaje jedynie odwiedzanie dziecka co pewien czas i ewentualne zabieranie Bonnie do Nowego Jorku, aby spędzić z nią trochę czasu. Pozostają też częste rozmowy telefoniczne. Trzeba bowiem przyznać, że mała jest dla niego całym światem i nie wyobraża sobie, że mógłby ją nagle przestać widywać. Jednak rozwód to nie wszystko. Pomiędzy Nathanem i Mallory wciąż cieniem kładzie się tragedia, którą przeżyli kilka lat wcześniej. Ponadto łączy ich też pewne wydarzenie, o którym żadne z nich nie potrafi zapomnieć.

Wydanie z 2009 roku
Pewnego dnia w biurze Nathana Del Amico zjawia się pewien lekarz. Chirurg nie jest już pierwszej młodości. Okazuje się, że Garrett Goodrich nie tylko ratuje ludzkie życie, ale także pomaga ludziom oswoić się z rychłą śmiercią. Lekarz jest ordynatorem oddziału opieki paliatywnej i opiekuje się ludźmi nieuleczalnie chorymi. Goodrich posiada też inny dar. Otóż widzi świetlistą aureolę ukazującą się nad głowami tych, którzy wkrótce mają umrzeć. Jest więc tak zwanym Posłańcem, których rolą jest podtrzymywanie na duchu nie tylko tych, którzy mają na dniach zejść z tego świata, ale także otaczanie opieką ich bliskich, aby ci mogli pogodzić się z nieuniknionym faktem. I tak oto Nathan Del Amico w zawoalowany sposób dowiaduje się, że już niedługo umrze. Ale czy na pewno? A może młody mężczyzna źle zrozumiał słowa Goodricha? Tak czy inaczej, Nathan od tego momentu zaczyna zupełnie inne życie. Robi wszystko, aby jego ostatnie dni na tej ziemi nie zostały zmarnowane na głupstwa. Choć początkowo nie wierzy Posłańcowi, to jednak już wkrótce przekonuje się, że ten mówi prawdę. Garrett Goodrich faktycznie potrafi przewidzieć czyjąś śmierć. Tak więc dla młodego i zdrowego adwokata zaczyna się wyścig z czasem pełnym lęku i obaw przed tym, co nieznane. Czy zatem zdoła naprawić to, co mu się w życiu nie udało? Albo co stracił na własne życzenie?

Potem… to czwarta z kolei książka Guillaume Musso, którą przeczytałam. Zapewne tych powieści będzie więcej, lecz na tym etapie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Autor trochę powiela samego siebie. Owszem, książka jest bardzo dobra, szczególnie z uwagi na fakt, że porusza niezwykle istotne życiowe kwestie, o których na co dzień zapominamy. Zazwyczaj przypominamy sobie o nich dopiero wtedy, gdy na jakiekolwiek zmiany jest już zbyt późno. Przypuszczam, że Potem… ma za zadanie wstrząsnąć czytelnikiem i sprawić, aby ten zatrzymał się choć na chwilę w swoim zabieganym życiu i poważnie się nad nim zastanowił. Chodzi głównie o to, że człowiek powinien umieć dokonać selekcji pomiędzy tym, co ważne i tym, co ważniejsze a tym, co zupełnie nieistotne. Należy zastanowić się przede wszystkim nad tym, ile tak naprawdę znaczy dla nas rodzina; ile jesteśmy w stanie dla niej poświęcić; czy chęć wspinania się po szczeblach kariery zawodowej nie przysłania nam przypadkiem tego, co w życiu liczy się najbardziej, czyli obecności w nim drugiego człowieka? Ile z kolei znaczy dla nas miłość? Czy jesteśmy gotowi zrezygnować dla niej z rzeczy przemijających i dających szczęście jedynie na chwilę?

Wydanie z 2015 roku
Nathan Del Amico to typowy przykład współczesnego zapracowanego człowieka, który nie widzi niczego innego oprócz swojej pracy. Takich ludzi jest dzisiaj naprawdę sporo. Tracą w życiu to, co najważniejsze, aby tylko móc zdobyć sławę i zarabiać coraz więcej pieniędzy. Uwielbiają, kiedy inni patrzą na nich z podziwem. Młody adwokat jest ambitny i wciąż pragnie udowadniać innym, że jest najlepszy. Oczywiście tego rodzaju postępowanie wynika z jego przeszłości. 

Dla samego Autora Potem… jest niezwykle ważną powieścią. Inspiracją do jej napisania stał się bowiem wypadek samochodowy, któremu uległ Guillaume Musso i z którego cudem ocalał. Na podstawie książki powstał film, którego reżyserem jest Gilles Bourdos. Na ekrany kin film wszedł w 2008 roku. W roli Nathana Del Amico wystąpił francuski aktor Romain Duris, natomiast Garretta Goodricha zagrał niezrównany John Malkovich.

O tej książce nie można zbyt wiele napisać, ponieważ fabuła jest jednowątkowa i wciąż dotyczy tych samych kwestii: sensu życia i umierania. Nie będę zatem dalej się rozpisywać, bo wtedy musiałabym popełnić ten sam kardynalny błąd, którego dopuścił się Wydawca. Otóż zarówno na okładce książki, jak i na stronie internetowej Wydawnictwa można przeczytać dokładne streszczenie fabuły książki od początku do samego końca wraz ze zdradzeniem zakończenia, które de facto jest niezwykle zaskakujące. Moim zdaniem ktoś, kto przeczyta notkę od Wydawcy nie musi już sięgać po powieść. W tej notce wszystko jest bowiem dokładnie wyjaśnione.








piątek, 29 kwietnia 2016

Guillaume Musso – „Będziesz tam?”














Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2008
Tytuł oryginału: Seras-tu-là?
Przekład: Krystyna Kowalczyk




Ludzie, którzy pasjonują się historią czasami mówią, że chcieliby cofnąć się w czasie i zobaczyć na własne oczy, jak żyli ich przodkowie. Moim zdaniem nie ma w tym nic dziwnego. Przecież w ubiegłych stuleciach żyli ludzie, którzy wywarli ogromny wpływ na otaczającą ich rzeczywistość, a co za tym idzie stworzyli świat, w którym dzisiaj żyjemy. Sama często zastanawiam się, jak by to było, gdyby ktoś zaproponował mi podróż w czasie. Którą epokę bym wtedy wybrała? Z jakimi ludźmi chciałabym się spotkać? O czym mogłabym z nimi porozmawiać? Z drugiej strony jednak w tych podróżach w czasie nie zawsze może chodzić o przemieszczanie się w jakieś odległe nam epoki. Możliwe, że ktoś chciałby znów zobaczyć swoich rodziców czy dziadków, którzy nie żyją już od wielu, wielu lat. Może za ich życia nie zdążył im powiedzieć czegoś ważnego i mając możliwość ponownego spotkania się z nimi pragnąłby ten błąd naprawić? Kto wie…

Gdyby takie podróże w przeszłość były możliwe, to wówczas każdy z nas byłby w stanie zmienić przyszłość. Wyobraźmy sobie, że wiedząc wcześniej, iż ktoś bliski zginie na przykład w wypadku samochodowym, moglibyśmy do tej śmierci nie dopuścić. Moglibyśmy tak pokierować jego życiem, że akurat w tym danym momencie bliski nam człowiek znalazłby się w zupełnie innym, bezpiecznym miejscu. Jak zatem wyglądałby świat, gdybyśmy byli w stanie oszukać przeznaczenie? Czy w ogóle jest to możliwe? Czy podróże w czasie to tylko i wyłącznie fantastyka? Spotkałam się ze stwierdzeniem, że teoretycznie taka podróż jest możliwa, ale człowiek musiałby poruszać się szybciej, niż światło. Z drugiej strony jednak nasze ciało mogłoby tego nie wytrzymać i w trakcie takiego „przelotu” rozpadłoby się na drobne kawałki. Tak czy inaczej z logicznego punktu widzenia żaden wehikuł czasu nie jest w stanie nam pomóc i nie warto wierzyć w tego typu informacje. No ale od czego mamy pisarzy i filmowców, którzy wciąż zaskakują nas rozmaitymi historiami, w których bohaterowie podróżują sobie tam i z powrotem bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Zwiedzają nie tylko przeszłość, ale także przyszłość, jak choćby bohaterowie popularnego filmu Powrót do przyszłości wyreżyserowanego przez Roberta Zemeckisa.

Wydanie z 2013 roku
Przejdźmy zatem do powieści Guillaume Musso. Każdy kto czytał choćby jedną książkę tego Autora wie, że nie tworzy on zwyczajnych romantycznych historii, o których łatwo zapomnieć już kilka godzin po ich przeczytaniu. Guillaume Musso robi wszystko, aby tylko móc zainteresować czytelnika i sprawić, że po zakończeniu lektury będzie on zastanawiał się nad sensem jej przesłania, a także nad istotą własnego życia. Pomimo że bohaterowie książek francuskiego pisarza wplątywani są w sytuacje, które nie mają prawa wydarzyć się w realnym życiu, to jednak tworzone są po to, aby czytelnik mógł odnaleźć w nich drugie dno i tym samym spojrzeć na własne życie pod innym kątem, niż robił to do chwili sięgnięcia po tę czy inną książkę Autora.

Elliott Cooper jest doskonałym amerykańskim chirurgiem. Kiedy go poznajemy mężczyzna ma już sześćdziesiąt lat. Właśnie uczestniczy w akcji humanitarnej w Kambodży. Z ramienia Czerwonego Krzyża Elliott wielokrotnie podczas swojej kariery zawodowej wyruszał do rozmaitych zabiedzonych części świata, aby tam nieść pomoc medyczną tym, którzy nie mogą sobie na nią pozwolić. Jest rok 2006 i Elliott Cooper właśnie kończy swoją kolejną misję. Helikopter jest już gotowy do startu. Koledzy lekarza zajęli już swoje miejsca na pokładzie, tylko on jeden jakoś niespecjalnie ma ochotę wracać do domu. Dlaczego? Otóż dlatego, że pragnie jeszcze pomóc małemu chłopcu, który urodził się z zajęczą wargą. Chce zoperować dziecko, ponieważ jest przekonany, że malec po jakimś czasie zostanie porzucony i skazany na pewną śmierć. W Kambodży nikt bowiem nie zawraca sobie głowy opieką nad chorymi dziećmi.

Koledzy Elliotta nie są zachwyceni jego decyzją. Oni chcą już wracać do domu i jakoś nie w smak im, że ich kolega po fachu opóźnia wylot. Z Elliottem zostaje jedna z pielęgniarek. Ostatecznie dochodzi do operacji. Amerykański chirurg przywraca zdrowie chłopcu, a w zamian za ten samarytański gest dziadek dziecka pyta lekarza, w jaki sposób mógłby się odwdzięczyć. Odpowiedź Coopera może nieco dziwić. Kilka tygodni wcześniej mężczyzna dowiedział się, że właśnie umiera na raka płuc. Nie ma już dla niego ratunku. Kolega po fachu daje mu jedynie parę miesięcy życia. Sześćdziesiąt lat to przecież nie jest jeszcze wiek do umierania! Poza tym Elliott ma córkę, którą bardzo kocha, czyli de facto ma dla kogo żyć. Lecz los zdecydował inaczej. Z drugiej strony jednak lekarz sam przyczynił się do swojej choroby. Nie trzeba było przez te wszystkie lata palić i zatruwać sobie organizmu! Tak więc, kiedy stary Khmer pyta mężczyznę czego ten chciałby w zamian za pomoc dziecku, Elliott odpowiada, że z całego serca pragnąłby jeszcze raz ujrzeć kobietę, którą kochał nad życie. Problem jednak w tym, że Ilena Cruz nie żyje od trzydziestu lat! Dlaczego więc Elliott nie poprosił o zdrowie? Przecież jego prośba jest irracjonalna.

Wydanie z 2014 roku
Okazuje się jednak, że to nie problem. Elliott Cooper otrzymuje bowiem od starego Khmera dziesięć tajemniczych pigułek. Kiedy po powrocie do domu zażywa pierwszą z nich, natychmiast zasypia. Podczas snu dzieje się z nim coś niezwykłego. Otóż przenosi się w czasie i trafia do roku 1976, kiedy dopiero co zaczynał swoją karierę zawodową i był jeszcze dość beztroskim młodym mężczyzną zakochanym bez pamięci w Ilenie Cruz. Od tej pory te dwa światy wciąż będą się ze sobą mieszać. Tak naprawdę nie wiadomo która rzeczywistość będzie prawdziwa: czy ta z roku 2006, gdy Elliott jest już u kresu życia, czy może ta, gdzie jest młodym i pełnym energii chirurgiem, przed którym jeszcze długie trzydzieści lat pobytu na tym świecie. Nie wiadomo też który z Elliottów jest prawdziwy. Niemniej akcja powieści wciąż biegnie do przodu bez względu na to, w jakiej przestrzeni czasowej się rozgrywa.

W powieści Będziesz tam? Guillaume Musso pozwala czytelnikowi uwierzyć, że każdy może dostać drugą szansę, aby naprawić to, co kiedyś zepsuł. Niemniej rodzi się także pytanie, czy naprawdę bylibyśmy w stanie zmienić coś w swojej przeszłości, gdybyśmy nagle otrzymali szansę, aby cofnąć się o te kilka lub kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat. Czy stając przed tym samym problemem po raz drugi bylibyśmy w stanie podjąć inną decyzję? Możliwe, że tak właśnie by się stało, zważywszy że przecież znalibyśmy przyszłość i tym samym bylibyśmy świadomi skutków naszych wcześniejszych decyzji. Poza tym książka skierowana jest też do osób zagubionych w życiu, którzy za wszelką cenę pragną dostać kolejną szansę od losu, aby móc naprawić swoje błędy z przeszłości. Jest to również niezwykle intrygująca opowieść o miłości, która może być silniejsza niż śmierć, jak również o prawdziwej przyjaźni, nadziei i przeznaczeniu.

Miłość silniejsza niż śmierć zmusza człowieka do tego, aby poniósł ofiarę i poświęcił praktycznie wszystko, co najcenniejsze dla dobra ukochanej osoby. Z drugiej strony jednak można zastanawiać się, czy nasz bohater faktycznie postąpił tak, jak powinien i czy wykorzystując kolejną szansę nie popełnił jeszcze większego błędu, niż poprzednio. Jeśli wziąć pod uwagę przyjaźń, to oczywiście jest ona niesamowicie ważna, lecz łatwo można ją stracić. Czasami tracimy przyjaciela tylko dlatego, że nie widzimy innej drogi i nawet jemu nie jesteśmy w stanie powiedzieć prawdy. Boimy się bowiem, że nas po prostu nie zrozumie. Ale czy przypadkiem w ten sposób go nie krzywdzimy? Może powiedzenie prawdy byłoby lepsze niż jej zatajenie?

Wydanie francuskie
Wydawnictwo: XO ÉDITIONS
Paryż 2006
Jest też nadzieja, że dostając drugą szansę, tym razem będziemy w stanie coś zmienić na lepsze, a jeśli nawet nam się to nie uda, to przynajmniej zrozumiemy, że coś dzieje się z jakiegoś konkretnego powodu. I na koniec przeznaczenie. Czy faktycznie jesteśmy na tyle silni, aby móc je oszukać? A może to ono oszukuje nas, tylko daje nam złudną wizję tego, że wygrana jest jednak po naszej stronie. Może przeznaczenia tak naprawdę nie da się zwieść? 

Myślę, że ta książka została napisana po to, aby zmusić człowieka do zastanowienia się na własną egzystencją. Kiedy porównywałam życie obydwu Elliottów, czyli tego z roku 2006 i tego żyjącego w 1976 roku, nie umiałam jednoznacznie stwierdzić który z nich podejmował bardziej odpowiedzialne decyzje i czy w związku z tym jego działania naprawdę stanęły na drodze przeznaczeniu i w jakiś sposób je zmieniły. Może faktycznie lepiej byłoby nie wracać do przeszłości i nie próbować przeprowadzać w niej rewolucji? Który z tych dwóch Elliottów był zatem szczęśliwszy? Przyznam, że trudno jest odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Ktoś powie, że zapewne ten młodszy, ponieważ był zdrowy i nie zaglądał śmierci w oczy. Oczywiście miał z nią do czynienia z racji wykonywanej pracy, ale bezpośrednio śmierć jeszcze go nie dotyczyła. Lecz z drugiej strony cały jego życiowy dramat był jeszcze przed nim. Nie wiedział, co go czeka i nie był przygotowany na tragedię, która już niedługo miała go dotknąć. Z kolei starszy Elliott był już bogaty w doświadczenia, ale przecież umierający.

Pod względem tematycznym powieść na pewno nie należy do najłatwiejszych. Jeśli ktoś przeczyta ją pobieżnie i uzna, że jest to jedynie przyjemna opowiastka o przenoszeniu się w czasie, wówczas ominą go emocje, które powinny towarzyszyć tej lekturze. Przyznam, że praktycznie do samego końca zastanawiałam się, w jaki sposób Autor wybrnie z tych wszystkich komplikacji, które zafundował swoim bohaterom. Bo przecież łącząc ze sobą dwa światy – nawet jeśli są one do siebie podobne albo wręcz identyczne – trzeba w końcu jakoś logicznie przedstawić epilog. Na tym polu Guillaume Musso znów mnie zaskoczył, ponieważ nie dał jednoznacznej odpowiedzi. Pozostawił zakończenie otwarte, które czytelnik samodzielnie może sobie dopisać w zależności od tego w co wierzy.










czwartek, 7 kwietnia 2016

Guillaume Musso – „Uratuj mnie”














Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2015
Tytuł oryginału: Sauve-moi
Przekład: Krystyna Kowalczyk





Niemalże od zarania dziejów ludzkość zastanawia się, czy istnieje życie po śmierci. Wielu twierdzi bowiem, że gdzieś tam we wszechświecie istnienie równoległy świat, do którego udają się dusze po śmierci ciała. Niektórzy badacze – nawet niewierzący w Boga – skłonni są przyznać, że człowiek tak naprawdę nie umiera, tylko zmienia się jego świadomość. Ludzie przechodząc z jednej rzeczywistości do drugiej spotykają tych, którzy odeszli wcześniej. Czasami zdarza się, że w chwili śmierci osoba umierająca z kimś rozmawia. Czy są to w takim razie jej agonalne urojenia, czy może faktycznie przychodzi ktoś z zaświatów, a jego misją jest towarzyszenie człowiekowi w jego ostatniej drodze? O tym, jak jest naprawdę każdy z nas dowie się prędzej czy później, bo przecież nikt nie jest wieczny i któregoś dnia będzie musiał odejść i zostawić za sobą ziemskie życie. Może rzeczywiście lepiej jest wierzyć, że gdzieś tam istnieje jakiś inny świat i tak naprawdę nie umieramy, a tylko zmieniamy świadomość?

Nierzadko ludzie przekonani są o nieuchronności przeznaczenia. Uważają, że tak naprawdę nic nie dzieje się bez przyczyny, a ludzie nie mają wpływu na swój los, ponieważ wszystko zostało już wcześniej zapisane, a szczególnie jeśli chodzi o naszą datę urodzin i śmierci. Czy tak jest rzeczywiście? Myślę, że na to pytanie nigdy nie znajdziemy wiarygodnej odpowiedzi. Niemniej zagadnienie to bardzo często stanowi motyw literacki, a pisarze próbują w sposób obrazowy przy wykorzystaniu swoich bohaterów, pokazać czytelnikowi jak to faktycznie jest z tym przeznaczeniem. Jednym z takich autorów jest bez wątpienia młody francuski pisarz Guillaume Musso, którego powieści w ostatnim czasie biją wszelkie rekordy popularności na całym świecie. Uratuj mnie to książka, której fabuła jest tak skonstruowana, aby czytelnik mógł zastanowić się nad tym, co dzieje się z naszym życiem i czy ktoś nim kieruje. Autor usiłuje bowiem odnaleźć odpowiedź na pytanie: Czy mamy wpływ na przeznaczenie i czy możemy je zmienić, jeśli bardzo tego pragniemy? Problem jednak leży w tym, że zwykły człowiek nie ma pojęcia o tym, co czeka go następnego dnia, więc logicznie myśląc trudno jest wpływać na los i jego zawiłe ścieżki.

Niniejsza powieść Guillaume Musso to historia dwojga ludzi pochodzących z dwóch różnych światów, którzy spotkali się zupełnie przypadkowo. Gdyby nie zwykły zbieg okoliczności, można by przypuszczać, że ich życiowe drogi nigdy by się nie skrzyżowały. On – Sam Galloway – to młody lekarz, który pomimo wieku sporo już w życiu i widział, i doświadczył. Wychował się w środowisku, gdzie praktycznie każdy narażony był na wejście na drogę przestępczą. Chyba tylko cud uratował Sama od spędzenia długich lat w więzieniu. Mężczyzna od najmłodszych lat był ambitny i pragnął osiągnąć coś w życiu. Był też szczerze oddany swojej przyjaciółce, która ostatecznie została jego żoną, lecz ich małżeńska sielanka nie trwała zbyt długo. Okrutny los sprawił, że Federica któregoś dnia po prostu odeszła z tego świata, a Sam pogrążył się w głębokiej żałobie. Od dnia śmierci żony odwiedza jej grób na cmentarzu i traktuje zmarłą tak, jakby nadal żyła. Teraz dla Sama sensem życia jest jego praca i pacjenci, którym pomaga, nawet wtedy, gdy już wie, że będzie musiał się z nimi pożegnać i oddać ich w ręce Śmierci. Lekarz praktycznie żyje z dnia na dzień. Nie robi żadnych planów na przyszłość, ani też nie ma zamiaru ponownie się zakochać. Boi się cierpienia. Nie chce na nowo doświadczać bólu i rozczarowania.

Wydanie z 2007 roku
Ona – Juliette Beaumont – z pochodzenia jest Francuzką. Do Stanów Zjednoczonych przyjechała, aby spełnić swoje największe marzenie. Od najmłodszych lat pragnęła zostać sławną aktorką. Niestety, los zwyczajnie sobie z niej zakpił i zamiast zaprowadzić Juliette na czerwony dywan, znalazł jej pracę w jakiejś podrzędnej restauracji. Dziewczyna ma dwadzieścia osiem lat i pracuje jako kelnerka, co oczywiście bardzo jej przeszkadza. Chyba nawet trochę zazdrości swojej współlokatorce, która zdążyła się wykształcić i teraz robi karierę jako prawniczka. Pewnego dnia Juliette bez wiedzy koleżanki pożycza jej ciuchy i stara się zaklinać rzeczywistość, podając się za adwokata. Wtedy też na swojej drodze spotyka Sama Gallowaya. Bardzo szybko obydwoje zdają sobie sprawę z tego, że właśnie połączyło ich gorące uczucie od pierwszego wejrzenia. Nie chcą się jednak do tego przyznać, szczególnie Juliette, która następnego dnia planuje wylecieć do Francji i powiadomić rodzinę do swojej życiowej porażce. Zanim jednak to się stanie, para spędza ze sobą upojne chwile. Każde z nich wie, że ten związek raczej nie ma szans na przetrwanie. Niemniej liczy się dla nich tylko to, co dzieje się w tej chwili.

W końcu przychodzi moment rozstania. Na lotnisku pomiędzy Samem a Juliette dochodzi do sprzeczki i w konsekwencji rozstają się w gniewie, pomimo że tak naprawdę cierpią i czują, iż na tę drugą osobę każde z nich czekało przez całe życie. Tak więc Juliette wsiada do samolotu, a Sam – jak to facet – idzie się upić. Nagle w barze do jego świadomości dociera informacja, że samolot, którym leciała Juliette do Paryża właśnie miał awarię i rozbił się nad oceanem. Nikt nie przeżył! Można sobie jedynie wyobrazić co teraz dzieje się w głowie Sama. Wyrzuty sumienia, że jej nie zatrzymał będą go dręczyć do końca życia. To już druga kobieta w jego życiu, którą stracił! Jak będzie z tym żył? Czy jego dalsza egzystencja ma w ogóle jeszcze jakikolwiek sens? Może on też powinien ze sobą skończyć? I wtedy dzieje się coś niewytłumaczalnego. Na drodze lekarza staje kobieta – Grace Costello. To policjantka, która twierdzi, że Juliette jednak żyje, ale już niedługo dołączy do świata zmarłych. Zostało jeszcze tylko kilka dni. Kim zatem jest owa policjantka i dlaczego zjawiła się w życiu Sama tak nagle? Co takiego chce mu przekazać? Czy Sam zdoła udźwignąć nowy cios, jaki właśnie funduje mu los? Czy jest jeszcze szansa, aby móc odwrócić przeznaczenie? Czy Juliette i Sam będą mogli jeszcze myśleć o wspólnej przyszłości? A może ktoś próbuje bawić się kosztem Sama i jego osobistej tragedii? 

Wydanie francuskie
Wydawnictwo: Éditions
Paryż 2005
Uratuj mnie to powieść z elementami literatury paranormalnej. Jest to także piękna historia o miłości tak wielkiej, że człowiek jest w stanie poświęcić własne życie, aby tylko móc uratować ukochaną osobę. Nie brakuje w niej również wątku kryminalnego. Chodzi przede wszystkim o brutalny narkotykowy świat. Czytając tę książkę można też zastanawiać się, nad tym, jakie tak naprawdę jest jej przesłanie. Z jednej strony może chodzić o naprawienie win sprzed lat, a z drugiej o załatwienie pewnych kwestii do końca. Kiedy człowiek niespodziewanie umiera, zazwyczaj zdarza się, że niektóre sprawy pozostawia w zawieszeniu. W tej sytuacji przydałoby się „drugie życie”, aby powrócić na Ziemię i zamknąć wszystko to, czego nie udało się zakończyć przed śmiercią. Oczywiście motywem przewodnim jest miłość, która potrafi pokonać wszelkie granice. W grę wchodzi nie tylko uczucie pomiędzy mężczyzną a kobietą, ale także na linii matka-dziecko. Poza tym zastanawia też fakt, czy rzeczywiście rozliczenie pomiędzy ludźmi martwymi a żywymi musi się zgadzać. Czy aby ktoś żył, ktoś inny musi umrzeć? Czyżby chodziło tutaj o taką swoistą wymianę handlową?

Moja przygoda z książkami Guillaume Musso rozpoczęła się stosunkowo niedawno. Na pierwszy rzut poszła powieść Telefon od anioła, a jej wybór był całkowicie przypadkowy. Powieść tak bardzo mi się spodobała, że postanowiłam sięgnąć po kolejne książki Autora. Muszę przyznać, że Uratuj mnie to historia niezwykle wzruszająca i może nawet w pewnym sensie niewiarygodna. Nie mam na myśli wątków paranormalnych, ale sam fakt poświęcenia samego siebie dla drugiej osoby. Trudno jest mi sobie wyobrazić, że współczesny człowiek byłby w stanie podjąć decyzję taką, jaką w pewnym momencie bez wahania podejmuje jeden z bohaterów książki. A właściwie można rzec, że są to dwaj bohaterowie, ale każdy z nich decyduje się na ten sam krok z nieco innych powodów, choć w obydwu przypadkach chodzi o bezgraniczną miłość.

Guillaume Musso naprawdę potrafi wstrząsnąć czytelnikiem. Rzadko zdarza mi się czytać tego typu książki. Romans, jaki proponuje nam Autor na pewno nie jest przesłodzony. Nie znajdziecie w nim cukierkowych scen miłosnych, ani też wulgarnych momentów łóżkowych. To, co dzieje się pomiędzy bohaterami jest czyste, niezwykle autentyczne i takie normalne, że aż trudno uwierzyć, iż to tylko fikcja literacka. Tym, co dodatkowo zwraca uwagę czytelnika jest problem radzenia sobie z chorobą. Podczas lektury spotykamy bowiem bohaterów drugoplanowych, którzy są nieuleczalnie chorzy i wiadomo, że ich koniec jest kwestią dni, a czasami wręcz godzin. Guillaume Musso pokazuje więc, w jaki sposób radzić sobie z odchodzeniem, zarówno jako pacjent, jak i jako lekarz.

Oczywiście książkę polecam, ale musicie pamiętać, że nie jest to łatwa lektura. Ten romans jest dość mylący i sama jego fizyczność nie stanowi w tym przypadku sedna fabuły. Powieść posiada bowiem znacznie głębsze przesłanie, które należy odnaleźć pomiędzy wierszami. 









sobota, 5 marca 2016

Guillaume Musso – „Telefon od anioła”












Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: L’Appel de l’ange
Przekład: Joanna Prądzyńska





Czy naszym życiem rządzi przypadek? A może to jakaś niezidentyfikowana siła wyższa dokładnie planuje poszczególne wydarzenia, które nas spotykają? Dyskusje na ten temat toczą się od wielu lat nie tylko w środowisku filozofów, ale także pomiędzy zwykłymi ludźmi. Czasami bowiem doświadczamy czegoś tak bardzo niewytłumaczalnego z ludzkiego punktu widzenia, że trudno jest nam odnieść się do tego pod kątem naukowym. Niekiedy spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy wywracają nasze poukładane życie do góry nogami i zmuszają nas do tego, aby zatrzymać się i wrócić do zdarzeń sprzed lat, które być może nie zostały jeszcze do końca wyjaśnione. Nierzadko zastanawiamy się, jak mogliśmy żyć wcześniej bez tychże osób. Przecież dopiero teraz nasze życie nabiera barw i nie wyobrażamy sobie, aby mogło być inaczej. Są też sytuacje, kiedy cofnęlibyśmy czas i podjęli zupełnie inne decyzje, aniżeli zrobiliśmy to ileś lat temu. Przypuszczalnie nigdy tak naprawdę nie dojdziemy do jednego wspólnego wniosku, dlatego też trzeba przyjąć do wiadomości, że nasze życie po prostu płynie sobie według własnego scenariusza, a my postaramy się to zaakceptować, choć na pewno nie będzie łatwo.

Jest rok 2011. Do Bożego Narodzenia zostało już niewiele czasu, więc wokół panuje specyficzna świąteczna atmosfera, która udziela się praktycznie wszystkim bez względu na poglądy czy wyznanie. Wszechobecny pośpiech towarzyszy każdemu. Trzeba bowiem zrobić przedświąteczne zakupy, pomyśleć o prezentach dla swoich bliskich i oczywiście dotrzeć na czas do rodzinnego domu, jeśli pracuje się z dala od niego. Na nowojorskim lotnisku Johna F. Kennedy'ego również panuje ogromny zgiełk. Każdy gdzieś się spieszy. Co chwilę w różne strony świata odlatują samoloty. Na lotnisku przebywa zatem bardzo dużo ludzi, którzy pragną dostać się w rozmaite zakątki ziemskiego globu. Wśród nich są Madeline Greene i Jonathan Lempereur. Ona to Angielka mieszkająca obecnie w Paryżu, zaś on jest Amerykaninem o francuskich korzeniach.

Madeline Greene właśnie wraca do Francji ze swoim narzeczonym, który zafundował jej podróż do Ameryki, aby tam oświadczyć się wybrance swojego serca. Jak można sobie wyobrazić, kobieta jest bardzo szczęśliwa z tego powodu. W końcu skończyła już trzydzieści cztery lata, więc najwyższy czas, aby pomyśleć o mężu i rodzinie. Z kolei Jonathan Lempereur znalazł się na lotnisku, aby odebrać swojego kilkuletniego synka z rąk byłej żony. Ponieważ kilka lat temu rozstał się z nią definitywnie, teraz musi zadowolić się okazjonalnymi spotkaniami ze swoim dzieckiem, jak na przykład rzeczoną wizytą chłopca podczas ferii świątecznych.

Obecnie Madeline prowadzi w Paryżu doskonale prosperującą kwiaciarnię. W końcu udało jej się spełnić marzenie. Od bardzo dawna chodziło jej po głowie zajmowanie się kwiatami i wygląda na to, że świetnie sobie radzi z własnym biznesem. Z kolei Jonathan nie może powiedzieć o sobie tego samego, gdyż jeszcze niedawno był na samym szczycie, a teraz prowadzi mało znaczące bistro we włoskiej dzielnicy San Francisco. Kiedyś rozpisywały się o nim gazety, nieustannie był obecny w mediach i traktowano go niczym kulinarnego boga. Wielu ludzi naprawdę mu zazdrościło. Miał wszystko, o czym tylko człowiek może marzyć. Przystojny, sławny i bogaty facet z piękną żoną u boku. Czego można chcieć więcej? Niemniej przyszedł dzień, gdy cały ten bajkowy świat rozsypał się niczym domek z kart, a Jonathan musiał zaczynać wszystko od początku. Została mu tylko uroda i synek, w którego życiu i tak nie może być obecny tak często, jakby sobie tego życzył. No i oczywiście nadal posiada nieprzeciętne zdolności kulinarne, lecz niestety nie może ich w pełni wykorzystywać. Wydaje się, że mężczyzna pogodził się z zaistniałą rzeczywistością. Ale czy na pewno?

I tak oto tych dwoje nieznajomych pochodzących z dwóch różnych stron świata spotyka się zupełnie przypadkowo na nowojorskim lotnisku, biegnąc do jedynego wolnego stolika, jaki znajduje się w kafeterii terminalu. Według zasady„kto pierwszy, ten lepszy” dopadają stolika równocześnie i zderzają się ze sobą, upuszczając na podłogę wszystko to, co akurat trzymają w rękach. W dodatku mały Charly uderza w płacz, bo właśnie stracił całą zawartość tacy z jedzeniem. Można sobie zatem wyobrazić jaka jest reakcja każdej ze stron. Wzajemnym wyrzutom nie ma końca. Krzyki i oskarżenia wypełniają wnętrze kafeterii, czym Madeline i Jonathan zwracają na siebie uwagę pozostałych pasażerów.

Wydanie francuskie
Wydawnictwo: ÉDITIONS
Paryż 2011
W całym tym zamieszaniu dochodzi jeszcze do innego incydentu. Otóż okazuje się, że obydwoje posiadają ten sam model smartfona, co sprawia, że omyłkowo zamieniają się telefonami. Dopiero gdy każde z nich idzie w swoją stronę cała sprawa wychodzi na jaw. Niestety, jest już zbyt późno, aby wszcząć jakiekolwiek poszukiwania tej drugiej osoby. Madeline i jej narzeczony właśnie odlecieli do Paryża, zaś Jonathan wraz z synem udaje się do San Francisco. Skoro tylko uświadamiają sobie co tak naprawdę się stało obydwoje są wściekli i przerażeni. Każde z nich wie, że posiada w pamięci telefonu informacje, które nie są przeznaczone do wiadomości nikogo obcego. Tam jest zapisane całe ich prywatne życie. Czy w takim razie uda im się jakoś ze sobą skontaktować i odzyskać swą własność? Czy Jonathan i Madeline będą w stanie powstrzymać się od przejrzenia zawartości smartfonów? A jeśli wygra zwykła ludzka ciekawość, to jak to się dla nich skończy? Czy będą w stanie jeszcze normalnie żyć? Czego dowiedzą się o sobie nawzajem? W jakie tarapaty popadną z tego powodu?

Nigdy nie czytałam książek Guillaume Musso, lecz zachęcona bardzo pozytywnymi opiniami na temat twórczości Autora postanowiłam sięgnąć na chybił-trafił po którąś z jego powieści. I tak oto padło na Telefon od anioła. Mogłoby wydać się, że książka jest typowym romansem, na co wskazuje zarówno okładka, jak i sam tytuł. Moim zdaniem ani jedno, ani drugie nie jest adekwatne do treści książki, która tak naprawdę jest thrillerem dość dobrze skonstruowanym. Fabuła trzyma w napięciu i nie pozwala odłożyć powieści na półkę zanim nie pozna się całej historii do końca. Okazuje się bowiem, że przypadkowa zamiana telefonów to dopiero początek lawiny zdarzeń, które pojawiają się w życiu bohaterów. Otóż Madeline Greene poznaje przeszłość Jonathana Lempereura, zaś mężczyzna dowiaduje się o kobiecie równie niewiarygodnych rzeczy, które zmusiły Madeline do wyjazdu z Anglii i rozpoczęcia nowego życia w Paryżu.

Cała historia bardzo szybko nabiera charakteru kryminalnego, w której główną rolę gra bezwzględna mafia zajmująca się nie tylko przemytem narkotyków, ale też trudniąca się szeregiem innych przestępstw. W dodatku Madeline i Jonathan zdają sobie sprawę, że pomimo iż dzieli ich tysiące kilometrów i nigdy wcześniej się nie spotkali, to jednak coś ich łączy. A łączy ich osoba niejakiej Alice Dixon. Kim była – a może nadal jest – ta dziewczyna? Jaki wpływ wywarła na życiu Jonathana i Madeline? W dodatku zarówno kobieta, jak i mężczyzna celem poznania przeszłości tej drugiej strony, podejmują kroki, jakich nie odważyliby się przedsięwziąć, gdyby sytuacja wyglądała inaczej. Czy odkryte tajemnice zbliżą ich do siebie, czy może oddalą jeszcze bardziej?

Przyznam, że sięgając po Telefon od anioła nie spodziewałam się aż tak dobrej książki, jaką w rzeczywistości okazała się ta powieść. Sądziłam, że czeka mnie lektura w klimacie książek Nicolasa Sparksa, który choć pisze dość dobrze, to jednak skłania się ku historiom obyczajowym z naciskiem na romans. W tym przypadku obok romansu, który tak naprawdę wcale nie wysuwa się na pierwszy plan, pojawia się świetnie skonstruowany wątek kryminalny. I właśnie ten element znacząco podnosi walor Telefonu od anioła. Dodatkowo bohaterowie wykreowani są celująco. Są wyraziści i każdy z nich jest tutaj na swoim miejscu. Każdy ma coś ciekawego do powiedzenia i zrobienia. Nie ma postaci, które byłyby wprowadzone na siłę, a ich nieobecność nikomu by nie przeszkadzała. Poza tym należy też podkreślić występowanie niespodziewanych zwrotów akcji i systematyczne odkrywanie coraz to nowych tajemnic.

Książkę polecam nie tylko kobietom, ale także mężczyznom. Myślę, że panowie również znajdą w niej coś dla siebie, choć uprzedzam, że nie jest to twarda literatura kryminalna. Dodam jeszcze, że w książce występuje też akcent polski. Dziś jestem przekonana, że już niedługo sięgnę po kolejną powieść Guillaume Musso, ponieważ doszłam do wniosku, że właśnie tego rodzaju literatury brakowało mi ostatnio w moim czytelniczym życiu.