Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść fantasy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 września 2025

Renata Czarnecka – „Awantura o królową Bonę. Król i królowa bez królestwa” # 1

 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!


Wydawnictwo: AXIS MUNDI 2025
 
 
Historia zwykle przemawia głosem powagi – zapisana atramentem pietyzmu, z uwagą śledzi losy wielkich postaci, ich wzloty i upadki. Ale bywają chwile, gdy ciężar rzeczywistości staje się zbyt przytłaczający, a okrucieństwo losu domaga się innego spojrzenia. Wtedy pojawia się potrzeba dystansu, odrobiny szaleństwa i fantazji, która pozwala przekroczyć granice możliwego. Właśnie taką podróż – balansującą między faktami a fikcją – proponuje Renata Czarnecka w swojej najnowszej powieści. To nie jest typowa powieść historyczna. To śmiała gra z przeszłością, pełna humoru, intrygi i literackiej swobody, która pozwala na chwilę zapomnieć o melancholii dawnych epok.
 
Autorka zaprasza nas do Białegostoku, w styczniu roku 1796. Sceneria jest surowa: mroźna zima, skrzypiący pod butami śnieg, a drogą sunie dyliżans eskortowany przez rosyjskich żołnierzy. W jego wnętrzu siedzi Stanisław August Poniatowski – zdetronizowany król, pozbawiony korony i godności, wieziony do Grodna przez tych, którzy przypieczętowali upadek Rzeczypospolitej. To obraz głęboko melancholijny, w którym odbija się nie tylko koniec epoki, lecz także osobista tragedia monarchy. W jego oczach czai się widmo klęski i bezsensu dalszej egzystencji. Trudno wyobrazić sobie większy smutek – ostatnia podróż, która zamyka rozdział historii i życia. Zanim jednak Stanisław August dotrze do Grodna, los – a właściwie serdeczność jego siostry, Izabeli Branickiej – postanawia podarować mu chwilę wytchnienia. Księżna, kobieta o wielkim sercu i wyjątkowej intuicji, dostrzegając przygnębienie brata, podejmuje próbę rozweselenia go. Jej magnacka rezydencja w Białymstoku staje się tymczasową przystanią, a pałac Branickich, zwany „polskim Wersalem”, otwiera swe podwoje dla znamienitych gości. To właśnie tutaj rozpoczyna się tytułowa „awantura” – literacka gra z historią, która zmienia jej oblicze… przynajmniej w wyobraźni czytelnika.




Wśród gości pojawia się postać, która zelektryzuje każdego miłośnika tajemnic i mistyki – hrabia Alessandro Cagliostro. Enigmatyczny alchemik, uzdrowiciel i iluzjonista, owiany legendą mistrza okultystycznych nauk, wnosi do pałacu nową, niepokojącą energię. Jego obecność działa niczym kamień wrzucony do spokojnego stawu – wywołuje falę zdarzeń, które wymykają się racjonalnemu pojmowaniu. W otoczeniu króla zaczynają dziać się rzeczy dziwne, wręcz paranormalne, a sam Stanisław August niespodziewanie podupada na zdrowiu. Czy to przypadek? Fatum? A może efekt działań Cagliostra, który – świadomie lub nie – uchyla wrota do innego wymiaru? I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa uczta dla wyobraźni. W tym samym miejscu i czasie, w Białymstoku roku 1796, pojawia się postać z zupełnie innej epoki – królowa Bona Sforza. Tak, ta sama Bona, której włoski temperament i polityczne ambicje odcisnęły trwały ślad na dziejach Polski Jagiellonów. Jak to możliwe? Renata Czarnecka z literacką swobodą ignoruje granice czasu i przestrzeni, tworząc najbardziej nieprawdopodobny, a zarazem najbardziej intrygujący duet w polskiej powieści historycznej.
 
Wyobraźmy sobie to spotkanie: Stanisław August – król-filozof, esteta, racjonalista, pogrążony w rozpaczy po utracie królestwa. I Bona – królowa-przedsiębiorczyni, wizjonerka, silna i nieustępliwa, uciekająca do Bari w poszukiwaniu spokoju po latach walki o władzę. Jej pragnienie wolności zderza się z desperacką próbą Stanisława Augusta, by odwrócić jej los. Król, który z niewyjaśnionych powodów zna przyszłość Bony – a przecież wiemy, że jej koniec w Italii był tragiczny – postanawia ją zatrzymać i zmienić bieg historii. Bona, zdezorientowana nagłym przeskokiem w czasie i nieświadoma królewskich intencji, zrobi wszystko, by mu się to nie udało. Chce uciec i odzyskać niezależność, czyli swoją najcenniejszą wartość.




Serce powieści Renaty Czarneckiej bije w rytmie zderzenia dwóch niezwykłych osobowości – Stanisława Augusta i Bony Sforzy. Choć dzieli ich wszystko: epoka, temperament, doświadczenia, to właśnie ich spotkanie staje się osią tej brawurowej opowieści. Autorka z wyczuciem humoru i literacką śmiałością kreśli ich dialogi – pełne błyskotliwych ripost, wzajemnego niezrozumienia, ale też fascynacji. Czy oświeceniowy król i renesansowa intrygantka znajdą wspólny język? Czy zdołają zrozumieć swoje motywacje i cele? Ta niecodzienna interakcja staje się źródłem nieustannego zaskoczenia i zabawy. Bo czy może być coś bardziej absurdalnie zabawnego niż monarcha-filozof próbujący przekonać Bonę, by nie uciekała do słonecznej Italii?
 
Ale Awantura o królową Bonę to nie tylko pojedynek charakterów. Na scenę wkracza również Pappacoda – przebiegły dworzanin Bony, mistrz dworskich intryg i spisków. Jego obecność dodaje fabule pikanterii i dramaturgii. Czy król i królowa, mimo dzielących ich różnic, zdołają połączyć siły i przeciwstawić się jego knowaniom? To pytanie, które trzyma czytelnika w napięciu aż do ostatniej strony. Renata Czarnecka udowadnia, że historia nie musi być poważna ani przewidywalna. Z przymrużeniem oka igra z konwencjami, tworząc powieść będącą jednocześnie hołdem dla wielkich postaci i inteligentną satyrą na ich wizerunki. To lektura dla miłośników beletrystyki historycznej, którzy nie boją się odrobiny fantastyki, dla czytelników ceniących lekki styl, dowcipne dialogi i fabułę, która śmiało wychodzi poza utarte schematy.
 
Autorka porywa już od pierwszej strony. Jej styl łączy lekkość z precyzją w oddawaniu historycznego klimatu – choć mocno przeplatanego elementami fantastycznymi. Postacie są żywe, pełnokrwiste, zbudowane z dbałością o szczegóły. Stanisław August i Bona Sforza, mimo absurdalności sytuacji, stają się bohaterami, z którymi naprawdę można się związać. Ich ambicje, lęki, wady i zalety czynią ich niezwykle ludzkimi. Awantura o królową Bonę to literacki balsam dla duszy – szczególnie w czasach, gdy tak bardzo potrzebujemy ucieczki od codzienności. To inteligentna rozrywka, która skłania do refleksji: co by było, gdyby historia mogła się zmienić? Gdybyśmy mogli spotkać naszych przodków, zrozumieć ich decyzje, a może nawet je odwrócić?
 
Pierwszy tom zostawia czytelnika z niedosytem i ogromną ciekawością, co przyniesie kolejny. Jeśli szukacie książki, która rozświetli Wasze wieczory i pozwoli zapomnieć o całym świecie – Renata Czarnecka i jej niezwykła Awantura o królową Bonę czekają na Was z otwartymi ramionami. Dajcie się porwać tej fantastycznej podróży!





Agnieszka Różycka
tłumaczka. autorka, eseistka, dziennikarka



piątek, 17 czerwca 2022

Magda Puzio – „Nowa rzeczywistość” #1

 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!


Wydawnictwo: NOVAE RES

Gdynia 2022

 

Wszyscy doskonale pamiętamy jeszcze dzień, w którym rozpoczęła się pandemia koronawirusa. Kiedy ze świata zaczęły napływać coraz bardziej niepokojące informacje o chorobie i zgonach ludzi, którzy na nią zapadali, jedni odczuwali ogromny strach, podczas gdy inni twierdzili, że tak naprawdę nie ma się czego bać i utwierdzali się w tym przekonaniu przez kolejne tygodnie, a nawet miesiące. Robili to również wtedy, gdy było już wiadome, że z tajemniczym i nowym wirusem z Chin nie ma żartów. W mediach każdego dnia pojawiali się coraz to nowi eksperci od chorób zakaźnych, a każdy z nich miał swoją własną teorię, która nie zawsze pokrywała się z opinią ich kolegów i koleżanek po fachu. I znów jedni siali strach i panikę, a inni starali się uspokajać. Natomiast w chwili, gdy do akcji wkroczył rząd i polityka, wszystko diametralnie się zmieniło. Zostaliśmy zamknięci w domach. Mogliśmy wychodzić na zewnątrz jedynie po to, aby zrobić najpotrzebniejsze zakupy. Kazano nam, pod karą mandatu, nakładać na twarz maseczki ochronne, aby ograniczyć transmisję wirusa. Szpitalne sale zapełniały się chorymi, a medycy tracili siły z wyczerpania. Rzeczywistość, jaką znaliśmy do tamtej pory, nagle przestała istnieć i nikt nie odważył się prognozować, kiedy to wszystko się skończy i wrócimy do normalności. Tylko czy przypadkiem ta nowa rzeczywistość nie stała się dla nas nową normalnością, w której musieliśmy nauczyć się żyć i która będzie nadal trwać, a my nawet nie będziemy zdawać sobie z tego sprawy?

Właśnie o takiej nowej rzeczywistości pisze Magda Puzio na kartach swojej debiutanckiej powieści. Jest rok 2035, a obostrzenia pandemiczne wciąż obowiązują. W małym miasteczku o nazwie Nowogłos żyją przyjaciółki, które znają się wzajemnie niczym przysłowiowe łyse konie. Miasteczko jest fikcyjne, choć poniekąd wzorowane na prawdziwej miejscowości. Mieszkające w nim główne bohaterki razem dorastały, dzieliły ze sobą smutki i radości, zwierzały się sobie nawzajem z rozmaitych problemów i niecierpliwie czekały, aż osiągną upragnioną dorosłość, która sprawi, że w końcu staną się wolne. Ale czy w nowej rzeczywistości jest choćby najmniejsza szansa na to, aby być wolnym? Czy można mówić o wolności, kiedy teraźniejszość jest niepewna, a i nie wiadomo, co przyniesie najbliższa przyszłość?

Wanda, Matylda, Zuzanna i Hanna mają po dwadzieścia kilka lat i tak naprawdę nie pamiętają już jak wygląda normalność. Dla nich normalnością jest nowa rzeczywistość nafaszerowana obostrzeniami, restrykcjami i nieustanną potrzebą planowania każdego dnia. Bez planu nie mogą spotykać się ze znajomymi, nie mogą wyjść do kawiarni czy na zwykłe zakupy lub spacer. Dla nich codziennością jest robienie znienawidzonych testów na obecność wirusa i spotykanie na każdym kroku służb, które skrupulatnie kontrolują to, czy obywatele przestrzegają zakazów i rozporządzeń nałożonych przez rząd. I choć generalnie niby nie ma już pandemii, to jednak ludzie wciąż nie mogą się ze sobą spotykać, ani też wyjeżdżać, kiedy przyjdzie im na to ochota. Nadal też obowiązują kwarantanny. Świat, w którym dziewczyny żyją jest pełen strachu, a społeczeństwo bezustannie jest inwigilowane. Jak długo można egzystować w ten sposób? Czy w końcu przyjdzie czas, gdy ktoś zbuntuje się przeciwko takiemu życiu? Czy ludziom wreszcie otworzą się oczy i zobaczą, że ktoś nimi manipuluje? Czy będą mieć na tyle odwagi, aby zacząć działać?

Moim zdaniem Magda Puzio to obiecująca młoda autorka, która swoim debiutem wzbogaca polską literaturę obyczajową, z lekką domieszką fantastyki, o naprawdę oryginalną pozycję. Autorka proponuje czytelnikowi ciekawą i niezwykle emocjonalną historię opartą na aktualnych wydarzeniach. Fabuła powieści jest tak skonstruowana, że odkrywa przed czytelnikiem to, co może się wydarzyć, choć wcale nie musi. Obok głównych bohaterek, autorka wprowadza do powieści również bohaterów drugiego planu, którzy są nie mniej interesujący i warci uwagi, a ich portrety psychologiczne wnoszą do fabuły książki wiele dobrego. Każdy z nich ma coś do powiedzenia, w co warto się uważnie wsłuchać. To swego rodzaju przesłanie na przyszłość.

Nowa rzeczywistość to opowieść nie tylko o przyjaźni, miłości i relacjach międzyludzkich, ale także o tym, jak nie dać sobą manipulować i jak nie zatracić w sobie umiejętności samodzielnego myślenia, albowiem nie wszystko, co narzucane jest naszym bohaterom z góry jest automatycznie dla ich dobra. Pod przykrywką troski o ich bezpieczeństwo i zdrowie stopniowo zabierana jest im wolność, przez co z łatwością mogą stracić swoją prywatność, a nawet swobodę w sytuacjach stricte intymnych, a na to nie można przecież pozwalać w nieskończoność. To także opowieść o tym, jak odnaleźć się w nowym i nieznanym dotąd świecie i nie zwariować. To również historia o przeciwstawianiu się tym, którzy mają władzę, dzięki której chcą stłamsić społeczeństwo, a ono za nic nie może zgadzać się na takie traktowanie. Jedynym rozwiązaniem jest zatem działalność… w podziemnym ruchu oporu, czyli w czymś, co większości z nas kojarzy się z wojną. Czy w związku z tym nasi bohaterowie wypowiedzą władzy wojnę? A jeśli tak, to która strona ją wygra? Oprócz powyższego, w powieści nie brakuje również zaskakujących zwrotów akcji i humoru. To naprawdę oryginalna historia napisana na potrzeby aktualnej sytuacji.

Nowa rzeczywistość to powieść przeznaczona przede wszystkim dla młodzieży studenckiej, ale z powodzeniem mogą sięgać po nią zarówno starsi, jak i nieco młodsi czytelnicy. Autorka zapowiada dalszy ciąg, więc nie grozi nam szybkie pożegnanie się z bohaterami. Polecam tę książkę każdemu, kto ma ochotę na zanurzenie się w nowej rzeczywistości. Naprawdę warto przeczytać!

 

Agnieszka Różycka

tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka



 

 

 

poniedziałek, 26 lutego 2018

Agnieszka Steur – „Wojna w Jangblizji. We wnętrzu” # 3










Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!



Wydawnictwo: POLIGRAF
Brzezia Łąka 2017
Ilustracje: Ewa Kieńko Gawlik



Generalnie przyjęło się, że literatura fantastyczna to gatunek, który posiada tendencję do polaryzowania czytelników. Często mówi się, że tylko „poważni” czytelnicy sięgają po książki realistyczne, zaś fantastyka dotyczy przede wszystkim dzieci lub tych, którzy postrzegają czytanie jako swego rodzaju formę eskapizmu. Niektórzy idą nawet o krok dalej i uparcie twierdzą, że fantastyka posiada znacznie mniejszą wartość niż literatura realistyczna, dlatego też powszechnie kojarzona jest z dziećmi i ich silnie rozbudowaną wyobraźnią. Okazuje się jednak, że w ostatnich latach to właśnie literatura fantastyczna przoduje, jeśli chodzi o czytelnicze gusta. Oprócz literatury kobiecej i kryminałów, czytelnicy najczęściej sięgają właśnie po fantastykę. Dzieje się tak bez względu na wiek odbiorcy. Dlaczego? Cóż takiego szczególnego akurat ten rodzaj literatury ma do zaoferowania czytelnikom? Może po prostu szukamy w nim samych siebie, lecz z drugiej strony to, co tam widzimy niekoniecznie musi się nam podobać, gdyż fantastyka ma to do siebie, że z reguły pokazuje nasz świat niczym odbity w lustrze. Tak więc czytając fantastykę możemy z łatwością odnaleźć w niej własne odbicie. I możliwe, że właśnie ten fakt tak bardzo przyciąga nas do tego rodzaju książek.

Pomiędzy XVIII a XIX wiekiem snucie opowieści fantastycznych i realistycznych stało wobec siebie nawzajem w opozycji i korespondowało z rozwojem osobnej literatury przeznaczonej dla dzieci i dorosłych. Poważna powieść realistyczna skierowana była jedynie do dorosłych czytelników płci męskiej, podczas gdy fantastyka i romanse były przeznaczone odpowiednio dla dzieci i kobiet. W tym wszystkim interesujące jest to, jak bardzo z biegiem czasu zmieniało się odbieranie fantastyki nie tylko przez samych czytelników, ale także przez krytyków. Dziś już nie wyobrażamy sobie rynku książki bez tego rodzaju literatury. Nietrudno zauważyć, że fantastyka nie stanowi obecnie jedynie osobnego gatunku, ale wplatana jest również do powieści obyczajowych czy historycznych. Ponadto już dawno przestała kojarzyć się nam jedynie z literaturą dziecięcą czy młodzieżową.

Fitels
© Ewa Kieńko Gawlik
Wracając jednak do przeszłości, istotne jest także, aby zaznaczyć, iż tworzenie fantastyki zaczęło być w tamtym okresie postrzegane jako element kultury popularnej, a zatem ogólnie przyjmowano, że jest to gorszy rodzaj literatury, aniżeli realizm. Tego rodzaju opinia bardzo często przekazywana była z pokolenia na pokolenie, gdyż uważano, że literatura fantastyczna jest po prostu zła. Nierzadko dorośli zalecali dzieciom, aby wreszcie przeczytały coś „wartościowego” i „właściwego”, zamiast wciąż ślęczeć nad opowieściami oderwanymi od rzeczywistości. Zastanawiam się zatem, czy tego pokroju krzywdzące opinie nie były spowodowane zwykłym strachem, ponieważ świat fantastyczny wykreowany przez tego czy innego autora wielokrotnie stanowi lustrzane odbicie świata realnego, o czym już wspomniałam powyżej. To na kartach książek fantastycznych czytelnik może z łatwością odnaleźć wszelkiego rodzaju ludzkie wady, którymi tak naprawdę nie warto się chwalić i które mogą sprawić, że w końcu dotrze do nas, iż wcale nie jesteśmy tacy idealni, jak mogłoby się nam wydawać. Czasami świat ten przedstawiony jest w krzywym zwierciadle lub po prostu śmiesznie, ale zawsze będą to realia, które mają wiele wspólnego z rzeczywistością, jaka nas otacza. Tak właśnie uczyniła Agnieszka Steur, pisząc swoją trylogię zatytułowaną Wojna w Jangblizji. Jak na dłoni mamy tutaj bowiem namalowany słowami obraz współczesnego społeczeństwa. 

Choć rzeczona Jangblizja jest światem stricte fikcyjnym, to tak naprawdę już od pierwszego tomu W Tamtym Świecie, czytelnik nie może pozbyć się wrażenia, że świat ten jest mu bardzo bliski i wcale nie dlatego, że główni bohaterowie w magiczny sposób przedostają się do świata ludzi, który nazywają Tamtym Światem, lecz dlatego, iż tak naprawdę mieszkańców Jangblizji od ludzkości odróżnia jedynie wygląd. Generalnie Jangblizjanie powinni czuć lęk już na samą myśl o życiu w nowym miejscu, lecz są chyba na to zbyt młodzi i niedoświadczeni, więc na wiele rzeczy patrzą inaczej niż robiłyby to istoty dorosłe, które w swoim życiu znacznie więcej przeżyły i widziały. Podróż do Tamtego Świata wcale nie jest dla nich taka przypadkowa. W ich świecie trwa straszna wojna ze Szmaragdową Panią, więc trzeba stamtąd uciekać, aby ratować nie tylko własne życie, ale także swoich przyjaciół. Tylko czy w nowym miejscu odnajdą bezpieczeństwo i spokój? A może po piętach będą im deptać wrogowie, dla których unicestwienie dzieci władcy stanie się najważniejsze?

Na kartach drugiego tomu zatytułowanego W domu, czytelnik jest świadkiem rozgrywania się akcji na dwóch płaszczyznach, czyli innymi słowy w dwóch równoległych światach: w Jangblizji i Tamtym Świecie. Wydaje się, że okrutna Szmaragdowa Pani jest nie do pokonania, natomiast mieszkańcy Jangblizji z każdym dniem coraz bardziej tęsknią za normalnością. Pragną, aby do ich świata powróciła normalność, jaką pamiętają sprzed wojny. Aby tego dokonać, trzeba stawić czoło niebezpieczeństwu i pokonać zło, które zakorzeniło się w świecie naszych bohaterów. W miarę upływu czasu wychodzą na jaw fakty, które są dla nich ogromnym zaskoczeniem, ponieważ nigdy nie spodziewali się, że mieszkańcy Jangblizji to nie do końca takie dobre istoty, za jakie je uważano. I tak, jak w naszym – ludzkim – świecie, tam także na światło dzienne wychodzą wady charakteru, zaś ekstremalne warunki, w jakich bohaterowie muszą żyć doskonale temu sprzyjają.


Miasto, w którym mieszkają Wilcy
© Ewa Kieńko Gawlik



I tak oto ostatecznie docieramy do końca tej niezwyklej historii, której finalną odsłoną jest tom trzeci zatytułowany We wnętrzu. Tym razem bohaterowie będą musieli zmierzyć się z rzeczywistością po zakończeniu wojny. Choć walki już się zakończyły, a Szmaragdowa Pani nikomu nie zagraża, to jednak, niczym grzyby po deszczu, zaczynają pojawiać się nowe problemy. Teraz najważniejsze jest bowiem, aby przywrócić normalność w Jangblizji. Szybko okazuje się, że nie będzie to wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać. Pokonanie wroga to dopiero połowa sukcesu. To, co najważniejsze jest jeszcze przed naszymi bohaterami. Istoty wracają zatem do swoich domów i choć, jak tylko potrafią, starają się odbudować zniszczony wojną świat, to jednak bardzo szybko zdają sobie sprawę z tego, że nie uda im się powrócić do tego, co było. Będą więc zmuszeni budować nowe życie na zgliszczach starej Jangblizji. I jak to w życiu bywa, jedni są pełni zapału i wierzą, że uda się tego dokonać, zaś drudzy nie chcą już powrotu do przeszłości, a wszelkiego rodzaju próby odbudowania ich krainy jedynie ich drażnią i irytują.

Podobnie jak w poprzednich tomach, tutaj również na pierwszy plan wysuwają się dzieci króla Jangblizji – Nana i Roan. Wraz z grupą oddanych przyjaciół wyruszają w podróż, której głównym celem jest odnalezienie tajemniczych kul. Mają one bowiem zapewnić Jangblizji szczęście i przywrócić równowagę. Gdzie zatem należy się udać, aby móc je odnaleźć? Czy poszukiwania okażą się bezpieczne? Dlaczego te kule są dla nich tak bardzo ważne? Nasi bohaterowie przemierzają zatem swój świat wszerz i wzdłuż. Po drodze odkrywają miejsca, o których do tej pory nie mieli pojęcia. Spotykają także nieznane im dotąd istoty. Podczas tej podróży przeżywają szereg przygód, czasami są to przygody naprawdę niebezpieczne, a ich życie jest poważnie zagrożone. Jak gdyby tego wszystkiego było mało, ich przyjaźń wystawiana jest na próbę. Dopiero teraz okaże się, czy więzi, które ich łączyły będą naprawdę tak silne, że nic nie zdoła ich zerwać, czy może ta przyjaźń była silna tylko z pozoru.

Wiedźmy Przemiany 
© Ewa Kieńko Gawlik
W trzecim tomie trylogii Agnieszka Steur zwraca szczególną uwagę na to, co dla młodego człowieka wkraczającego w dorosłe życie jest najbardziej istotne. Chodzi mianowicie o przyjaźń, która stanowi dla młodych ludzi ogromne wsparcie, gdy wokół wszystko staje na głowie i wydaje się, że nic nie można już zrobić, aby sytuację naprawić. Pojawiają się także pierwsze poważniejsze uczucia, jak zauroczenie płcią przeciwną, co z biegiem czasu może przeobrazić się w prawdziwą miłość. W tym wszystkim jest również miejsce na więzi rodzinne i relacje pomiędzy rodzicami a ich dziećmi. Z powodu różnicy pokoleń nie zawsze będą do dobre relacje, ale najważniejsze, aby nadać im właściwy kierunek. Autorka porusza także problem poświęcenia. Nie chodzi tutaj o sytuację, w której ktoś staje się tak zwanym kozłem ofiarnym, lecz o prawdziwe poświęcenie w imię najwyższych wartości.

Oprócz powyższego, cała ta historia od samego początku do końca niesie ze sobą jedno najważniejsze przesłanie. Nie wolno odrzucać kogoś tylko dlatego, że jest inny i że wyróżnia się na tle ogółu społeczeństwa. Jest to problem, który coraz częściej obserwujemy w dzisiejszym świecie. Brak tolerancji, współczucia czy zrozumienia i akceptacji inności sprawia, że wielu ludzi cierpi z tego powodu. Można zatem rzec, że pod tym względem Wojna w Jangblizji to historia na wskroś edukacyjna. Rolą pisarza nie jest bowiem pisanie dla mas łatwych, lekkich, przyjemnych i wielokrotnie pustych powieści, lecz edukowanie poprzez literaturę, szczególnie jeśli jest to literatura adresowana do młodego czytelnika. Mamy bowiem taki czas, kiedy młodzież czerpie wzorce przede wszystkim z Internetu czy innych mediów. Takie wzorce nie zawsze będą tymi właściwymi, zważywszy na fakt, iż jest tam naprawdę sporo nienawiści skierowanej do drugiego człowieka. Agnieszka Steur wychodzi temu naprzeciw i pokazuje, że można żyć zupełnie inaczej pomimo trudnej sytuacji. Autorka poprzez pokazanie tak ogromnej różnorodności wśród bohaterów stara się uzmysłowić czytelnikowi, że inność to nic złego. Inność może być naprawdę czymś dobrym, jeśli postaramy się ją zrozumieć, a jeśli nam się nie uda, to przynajmniej ją zaakceptujmy i dajmy szansę na jej istnienie, zamiast odtrącać. Aby to zrobić, należy najpierw zajrzeć do własnego wnętrza, jak robią to bohaterowie powieści, aby potem móc podjąć właściwe decyzje.

Zachęcam zatem każdego czytelnika, nie tylko tego młodego, ale również starszego, do sięgnięcia po Wojnę w Jangblizji, ponieważ całą tę historię nie tylko czyta się doskonale, ale także wynosi się z niej naprawdę wiele dobrego. Jest ona bowiem bardzo mądra pod względem życiowym. Fakt, iż jest to fantastyka dodatkowo podnosi jej walor. Dodatkowo wszystkie trzy tomy uzupełniają przepiękne ilustracje, od których nie można oderwać oczu.







poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Agnieszka Wojdowicz – „Strażnicy Nirgali. Korona Mandalich” # 3













Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2013





Trudno jest żyć, kiedy człowiek traci dosłownie wszystko. Nie ma już bezpiecznego miejsca, w którym mógłby się schronić w gorsze dni. Czasami zmuszony jest żyć na wygnaniu, ponieważ do ukochanego domu nie ma już powrotu. Najgorzej jest jednak wtedy, gdy ludzie tracą wszystko z powodu nienawiści i zachłanności tych, którzy pragną władzy i w związku z tym wywołują wojny. Niszczą wówczas wszystko, co tylko stanie im na drodze, myśląc, że dzięki temu osiągną sukces. Przeważnie takie przekonanie jest złudne, ponieważ zawsze trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż któregoś dnia Dobro zatriumfuje nad Złem, a wróg, który doprowadził do okrutnych zniszczeń, ostatecznie polegnie i już nigdy nie zakłóci nikomu spokoju.

Kiedy wydawało się, że życie mieszkańców fantastycznej krainy o nazwie Nirgala będzie spokojne i szczęśliwe, stało się coś zupełnie nieprzewidzianego. Otóż wróg ponownie zaatakował. Nie mógł bowiem pogodzić się z przegraną oraz zdradą tych, których uznawał za swoich wyznawców. Nie dość, że oszukali w podstępny sposób, to jeszcze przyłączyli się do tych, których z założenia trzeba zniszczyć, aby przejąć władzę. Mowa oczywiście o okrutnych zmiennokształtnych mnichach Hauruki, na czele których stoi bezwzględny ojciec Symeon. To on pociąga za wszystkie sznurki i podejmuje ważne decyzje. To on wciąż szuka sojuszników, aby pomogli mu unicestwić znienawidzonych przez niego aniołów i wszystkich tych, którzy im sprzyjają. Tak więc po przegranej bitwie ojciec Symeon ponownie atakuje. Tym razem odnosi jednak zwycięstwo, co sprawia, że nasi pozytywni bohaterowie muszą uciekać i szukać pomocy, czasami nawet u tych, którym swego czasu wyrządzili krzywdę, kradnąc najcenniejszy skarb, aby tylko móc uratować swoją krainę.

Można przypuszczać, że tak
właśnie wyglądałby przedstawiciel
łowców aniołów, gdyby pozwolić
mu opuścić karty powieści.
Dramat mieszkańców Nirgali wciąż trwa. Aby nie dać się zabić, jej obrońcy zmuszeni są wyruszyć w świat. Tak naprawdę nie wiadomo dokąd można uciec. Wszyscy wiedzą, że to jeszcze nie koniec i pewnego dnia przyjdzie znów zmierzyć się z okrutnymi mnichami i łowcami aniołów. Niemniej, w pojedynkę trudno będzie odnieść zwycięstwo. Tak więc anioł Mikail Argyll zaczyna szukać sojuszników. Teraz to na nim spoczywa odpowiedzialność, po tym, jak Hauruki zamordowali mu ojca. Niestety, jego wysiłki spełzają na niczym. W dodatku wciąż tropią go Hauruki, którzy znani są z tego, że przyjmują postać kruków. Dlatego każdy łopot skrzydeł może oznaczać tragedię. Jak gdyby tego było mało, dwoje jego przyjaciół – Eryk Falco i Maite Columba – muszą robić wszystko, aby uniknąć zemsty ojca Symeona. Obydwoje są przecież zdrajcami, którzy wychowani w zakonie, teraz z pełną świadomością stają po tej drugiej, lepszej stronie. W dodatku Eryk jest poważnie ranny i nie wiadomo, czy uda mu się przeżyć.  

Z kolei Bree Whelan znajduje schronienie w sąsiedniej miejscowości. Przebywa tam wraz z młodszą siostrą ukochanego Mikaila. Wiadomo jednak, że Bree nie będzie siedzieć bezczynnie i czekać, aż ktoś załatwi za nią pewne sprawy. Ona również udaje się na poszukiwanie sojuszników, którzy mogliby pomóc zwyciężyć mnichów i raz na zawsze rozprawić się ze złem, które ci wokół rozsiewają. Niestety, szybko okazuje się, że nie będzie łatwo i nawet magiczna Korona Mandalich nie będzie w stanie odmienić przeznaczenia. Klęska jest więc przytłaczająca. Wydaje się, że nasi bohaterowie już zawsze będą żyć na wygnaniu albo zmuszeni będą oddać władzę mnichom. Z drugiej strony jednak drzemie w nich ogromna wola walki i siła, która popycha ich do działania, nawet jeśli nie ma już nadziei na nic dobrego.

Korona Mandalich to ostatnia część młodzieżowej trylogii autorstwa Agnieszki Wojdowicz. Muszę przyznać, że bardzo ujęła mnie ta fantastyczna historia, choć rzadko czytam fantastykę, a jeszcze rzadziej sięgam po powieści typowo młodzieżowe. Na kartach trzeciego tomu czytelnik widzi ogromną determinację bohaterów, którzy w pewnym momencie praktycznie muszą postawić wszystko na jedną kartę. Jeśli chcą zwyciężyć mnichów Hauruki i tym samym pokonać zło, które oni wokół rozsiewają, trzeba zrobić wszystko, aby przeszkodzić im w dalszym niszczeniu świata. Należałoby też pomścić tych, którzy w wyniku walk stracili życie. I zapewne jeszcze stracą, ponieważ każda wojna niesie ze sobą ofiary w ludziach czy innych istotach. Nieważne czy jest to wojna w świecie realnym, czy fantastycznym. Zawsze ktoś będzie musiał umrzeć.


Czasami anioły ukrywają swoje skrzydła. Robią to albo dla wygody, albo dlatego,
iż nie chcą zwracać na siebie uwagi wroga. Możliwe, że wtedy tak właśnie wyglądaliby
Bree Whelan i Mikail Argylla. 


Historia, którą proponuje młodzieży Autorka zawiera w sobie utarte już przesłanie o walce Dobra ze Złem. Pomimo tego, że bohaterowie stale żyją w strachu przed mnichami, jest w tej opowieści również sporo pozytywnych emocji. Gdyby nie nad wyraz silna przyjaźń, jaka łączy poszczególnych bohaterów, los Nirgali i całej reszty tego wyimaginowanego świata byłby naprawdę opłakany. To właśnie ta przyjaźń sprawia, że nasi bohaterowie pragną nadal walczyć. W dodatku bardzo zależy im na pokoju w ich krainie, a także na przywróceniu wartości, które niegdyś rządziły ich światem. Każda z tych postaci ma też nadzieję, że kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym nikt nie będzie czuł strachu. Czy zatem ich nadzieje są płonne? Może to zwykli marzyciele, którzy zwyczajnie nie doceniają mocy i determinacji mnichów?

Jeśli natomiast wziąć pod uwagę postacie skrajnie negatywne, to wówczas zobaczymy, jak bardzo chęć zdobycia władzy i – co za tym idzie – usunięcia sobie w tym celu przeszkody spod nóg, może zawładnąć człowiekiem, a w tym wypadku zmiennokształtną istotą. Poza tym jest jeszcze ta pewność siebie, która sprawia, że uważają siebie za niepokonanych. Czy słusznie? Czy faktycznie Hauruki mogą czuć się pewnie, mając obok siebie łowców aniołów? W tym aspekcie dość wyraźnie widać też, jak bardzo można zmienić się pod wpływem zaistniałych okoliczności lub obecności kogoś, kto wyznaje zupełnie inne wartości. Mam tutaj na myśli Eryka i Maite. Przecież oni stali kiedyś po stronie złych mocy, a teraz robią wszystko, aby tylko nie dopuścić do tego, żeby ich światem zawładnęli mnisi. W którymś momencie zrozumieli bowiem swój błąd, lecz mimo to wiele kosztowało ich ponowne zdobycie zaufania swoich przyjaciół. Z drugiej strony jednak można odnieść wrażenie, że tych dwoje nie było tak końca zepsutych. Kiedy bliżej przyjrzymy się ich zachowaniu, wówczas zobaczymy, że pod parasolem mnichów wcale nie czuli się tak dobrze, jak można byłoby sądzić. To daje nadzieję na to, że nawet wróg może w końcu stać się przyjacielem.


Na kartach powieści czytelnik spotka również niezwykle inteligentnego perytona,
czyli fikcyjnego stwora o ciele jelenia i orlich skrzydłach.
Jedna z bohaterek próbuje go nawet oswoić. Czy jej się to uda? 


Strażnicy Nirgali to literatura, na którą młody czytelnik powinien zwrócić uwagę. W pewnym sensie zawiera ona w sobie również przesłanie edukacyjne. Pokazuje bowiem, co tak naprawdę liczy się dla młodego człowieka. Tym czymś jest przyjaźń i bliskość drugiej osoby, nawet w sytuacjach z góry skazanych na niepowodzenie. To właśnie siła prawdziwej przyjaźni sprawia, że to, co wydaje się niemożliwe, może nagle przybrać zupełnie nieoczekiwany obrót i doprowadzić do zwycięstwa. Ponadto uczy, że warto czasami dać innym drugą szansę, pomimo że doznaliśmy zawodu. Nie można bowiem na zawsze przekreślać drugiego człowieka, jeśli zdarzyło mu się popełnić jakiś błąd. I na koniec, najważniejsze, aby egzystować w grupie, bo wtedy świat – nawet ten najbardziej okrutny – może przybrać kolorowe barwy.








czwartek, 6 kwietnia 2017

Elżbieta Cherezińska – Odrodzone królestwo. Niewidzialna korona # 2












Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
Poznań 2014





Przemysł II (1257-1296) swoją rezygnację z Krakowa i Sandomierza na rzecz Czech traktował zapewne jako tymczasową konieczność, ponieważ bardzo szybko po sukcesach odniesionych przez Wacława II Przemyślidę (1271-1305) w 1292 roku uznał tę rezygnację jako niewiążącą. Fakt ten znalazł swój wyraz w jego tytulaturze z początku 1293 roku, kiedy został księciem Wielkopolski, a także spadkobiercą Krakowa. Było to widać również w utrzymanym po jego krakowskich rządach godle pieczętnym w postaci ukoronowanego orła, jakiego używał Henryk IV Probus zwany też Prawym (ok. 1258-1290). Łączyło się to z zarzuceniem godła wielkopolskiego, czyli lwa. Możliwe, że w związku z pogłoskami na temat starań Wacława II o polską koronę, wszczął w Rzymie takie same starania również Przemysł II Wielkopolski. Akcja była skuteczna, ponieważ uzyskał zgodę papieża, w myśl której arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka (?-1314) dokonał w czerwcu 1295 roku w Gnieźnie aktu koronacyjnego.

Królestwo Przemysła II miało jednak lichą podstawę terytorialną, gdyż oprócz Wielkopolski faktycznie obejmowało jedynie Pomorze Gdańskie, które stosownie do umowy z 1282 roku zawartej pomiędzy Mszczujem II Pomorskim (ok. 1220-1294) a Przemysłem II, po śmierci tego pierwszego przeszło pod władzę przyszłego króla. Przemysł nie zamierzał bynajmniej stworzyć partykularnego królestwa wielkopolskiego. Teoretycznie zapewne rozciągało się ono na całość ziem polskich, przy czym Przemysł nie rezygnował na przyszłość nawet ze stołecznego charakteru Krakowa w tworzonym przez siebie państwie. Na jego majestatycznej pieczęci pokoronacyjnej widnieje przecież orzeł w koronie.

Królewskie rządy Przemysła II trwały zaledwie siedem miesięcy. Został on bowiem zamordowany w Rogoźnie w lutym 1296 roku w wyniku spisku wielkopolskich rodów Zarembów i Nałęczów, oraz przy prawdopodobnej inspiracji brandenburskiej. W myśl wcześniejszych układów Przemysła II – najpierw z księciem wrocławskim Henrykiem III Głogowczykiem (ok. 1260-1309), natomiast potem najprawdopodobniej z Władysławem I Łokietkiem (1261-1333) odnośnie do sukcesji w Wielkopolsce – po dziedzictwo po zamordowanym królu sięgnęli równocześnie obydwaj pretendenci. W tej niekomfortowej sytuacji pierwszy z nich znalazł poparcie w miastach, zaś drugi w rycerstwie i władzach kościelnych. Dodatkowo sytuację tę skomplikowało wystąpienie bratanka Władysława Łokietka – księcia kujawsko-inowrocławskiego Leszka (ok. 1275-ok. 1340) – który z racji powinowactwa z wygasłą pomorską dynastią zajął Pomorze Gdańskie. Niemniej Łokietek odebrał Pomorze bratankowi, natomiast z Henrykiem Głogowczykiem, którego jednak nie zdołał wyprzeć z Wielkopolski, wszedł w układy jeszcze w 1296 roku.


Śmierć Przemysła w Rogoźnie
Obraz został namalowny w 1875 roku.
autor: Jan Matejko (1838-1893)


W związku z powyższym, w Krzywinie dokonano podziału państwa Przemysła II. Władysław Łokietek oprócz Pomorza zatrzymał wówczas także trzon dzielnicy wielkopolskiej wraz z głównymi grodami w Gnieźnie, Kaliszu i Poznaniu, natomiast Henryk Głogowczyk posiadł południowo-zachodnie tereny pograniczne. Wewnętrzne trudności w Wielkopolsce, a ponadto wojna z Wacławem II Przemyślidą, zmusiły Władysława Łokietka w 1297 roku do nowego zrzeczenia się Krakowa i Sandomierza na rzecz Wacława. Łokietek już wkrótce stracił także poparcie sfer kościelnych Wielkopolski (1298), które skierowały teraz swoją sympatię ku Henrykowi Głogowczykowi. Kiedy w 1299 roku Łokietek zobowiązał się do hołdu lennego na rzecz Czech, wówczas doszło do buntu rycerstwa, które po wygnaniu Władysława powołało na wielkopolski tron właśnie Wacława II Przemyślidę. Zapewne niemało zabiegał o to również sam Wacław, tym samym torując sobie drogę do spuścizny po Przemyśle II poprzez małżeństwo z córką zamordowanego króla – Ryksą (1288-1335). Tak więc Wacław II Przemyślida zająwszy Wielkopolskę i opierając się na znacznej sile militarnej oraz formalnie wybrany na władcę, koronował się w 1300 roku na króla Polski. Aktu koronacji dokonał arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka, który pięć lat wcześniej włożył koronę na głowę Przemysła II Wielkopolskiego.

Władysław I Łokietek 
Portret pochodzi z około 1860 roku.
autor: Aleksander Lesser (1814-1884)
Trzeba zatem pamiętać, że dzieło zjednoczenia zostało w znacznym stopniu dokonane, ponieważ Wacław skupił w swoich rękach większość ziem polskich, a ponadto usiłował rozciągnąć swą władzę zwierzchnią na pozostałe terytoria. W swoim posiadaniu miał więc całą Małopolskę, Wielkopolskę, Pomorze Gdańskie, opuszczoną przez Władysława Łokietka część Kujaw z ziemiami łęczycką i sieradzką, był też panem zwierzchnim dawnej dzielnicy opolsko-raciborskiej, Kujaw inowrocławskich, a prawdopodobnie również Mazowsza. Tak więc poza jego zasięgiem pozostały tylko księstwa Śląska właściwego i przypuszczalnie ziemia dobrzyńska.

Powyższe wydarzenia stanowią kanwę powieści Niewidzialna korona. Oczywiście napisałam o nich w wielkim skrócie. W swoim charakterystycznym stylu Elżbieta Cherezińska rozbudowuje każde z wydarzeń mających miejsce w latach 1296-1306, a dotyczące walki o polski tron po tragicznej śmierci króla Przemysła II. Pretendentów do tronu jest kilku i każdy z nich robi, co tylko w jego mocy, aby objąć wadzę. Niemniej nasi bohaterowie wciąż zastanawiają się, kto mógł dopuścić się tak haniebnego czynu i podnieść rękę na króla. Tak długo czekano na chwilę, w której Polska znów będzie królestwem, a tu nagle ktoś morduje króla, w którego osobie widziano nadzieję na osiągnięcie stabilizacji w państwie. Tymczasem uwięziony zostaje Michał Zaremba, który nie może pogodzić się ze śmiercią Przemysła II. Bezustannie zastanawia się, kto i dlaczego zamordował władcę. Michał był jednym z najbliższych przyjaciół Przemysła, więc nie dziwi fakt, że tak bardzo to przeżywa. W dodatku on także ma na sumieniu morderstwo i to nie byle kogo, bo samego Wawrzyńca Zaremby, syna Sędziwoja. Można zatem rzec, że Południowy Wicher dopuścił się bratobójczej zbrodni. Dlaczego? Czy faktycznie miał rację, sądząc, że Wawrzyniec miał coś wspólnego z zamachem na króla? A może Michał źle ocenił sytuację? Czy teraz za swój błąd będzie musiał zapłacić głową?

Ryksa Elżbieta
Portret pochodzi z 1579 roku.
autor: Antoni Boys (?)
Nie można jednak w nieskończoność załamywać rąk i użalać się nad śmiercią władcy. Trzeba zacząć działać i ratować to, co pozostało po Przemyśle II. I tak oto z jednej strony po władzę wyciąga rękę książę wrocławski Henryk III Głogowczyk, twierdząc, że to przecież jemu zmarły król przyobiecał niegdyś dziedzictwo, zaś z drugiej widać księcia kujawskiego Władysława I, zwanego potem Łokietkiem, który uzyskuje poparcie samego arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba Świnki. Niestety, na skutek różnych niekorzystnych wydarzeń ani jeden, ani drugi kandydat do tronu nie obejmuje władzy. W gorszej sytuacji jest oczywiście książę kujawski, który musi wręcz uciekać z kraju. I tak oto zgodnie ze znanym przysłowiem – Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta – na tron Polski wstępuje Wacław II Przemyślida. Nie można powiedzieć, że jest to korzystne rozwiązanie, ale chyba lepsze takie niż żadne. Poza tym Władysław trochę na własne życzenie stracił szansę na polski tron. Teraz więc będzie musiał zbierać siły na wygnaniu i przygotowywać się do zdobycia tego, co mu się prawnie należy. Nie będzie to jednak łatwe, ponieważ u boku Przemyślidy stoi wpływowy biskup krakowski Jan Muskata (ok. 1250-1320), który naprawdę wiele może i nie zawaha się przed niczym, aby tylko osiągnąć swój cel. Można zatem rzec, iż w pewnym momencie następuje również rozłam we władzach kościelnych.

Równocześnie do powyższych wydarzeń toczą się także inne mające związek między innymi z Zakonem Krzyżackim. Spotykamy również wrogów, którzy robią wszystko, aby tylko przeszkodzić Władysławowi w pomyślnym zakończeniu swojego przedsięwzięcia. Ale są również przyjaciele, którzy wspierają nie tylko dobrym słowem, lecz przede wszystkim czynem i pomocą zbrojną. Moim zdaniem na uwagę zasługuje tutaj postać córki Przemysła II i jego drugiej żony Ryksy Szwedzkiej (ok. 1270-ok. 1293). Dziewczynka otrzymała imię po matce. Na kartach Niewidzialnej korony czytelnik spotyka ją jako nastolatkę, która pomimo tak młodego wieku naprawdę wie, czego chce od życia i jakie obowiązki na niej ciążą. W pełni zdaje sobie sprawę z tego, kim jest i co się z tym faktem wiąże. Posiada bardzo silny charakter i jeśli coś jej się nie podoba, wówczas mówi o tym wprost. Można odnieść wrażenie, że Ryksa jest bardziej dojrzała emocjonalnie niż jej macocha Małgorzata Brandenburska (1270-1315), którą śmierć Przemysła II uczyniła wdową.

W powieści pojawiają się także postacie, o których historycy mówią niewiele. Dla mnie jednym z takich właśnie bohaterów jest Jakub de Guntersberg, znany również jako Jakub Kaszuba. Wiadomo o nim naprawdę niewiele. Żył w XIII wieku i był związany z dynastią askańską panującą w Brandenburgii. To jemu niektórzy historycy przypisują zamordowanie Przemysła II. Z drugiej strony jednak nie do końca wiadomo, czy Jakub de Guntersberg i Jakub Kaszuba to jedna i ta sama osoba. Na ten temat zdania są podzielone, więc można jedynie snuć domysły odnośnie do jego losów. Bardzo podobało mi się również to, w jaki sposób Elżbieta Cherezińska przedstawiła relacje pomiędzy Władysławem I Łokietkiem a jego żoną Jadwigą Bolesławówną (ok. 1275-1339). Widać kto tak naprawdę dominuje w tym związku i jak wielki wpływ na męża ma Jadwiga. Nie można jednak powiedzieć, że Władek jest pantoflarzem. On po prostu liczy się z jej zdaniem, ponieważ bardzo ją kocha. Co ważne, to uczucie jest odwzajemnione. Jadwiga jest dla niego partnerką, a jej rady pomagają mu w działaniach, jakie książę podejmuje celem odzyskania władzy. Nie można też zapomnieć o specyficznych relacjach, jakie łączą powieściowego księcia Władysława z jego niezwykle inteligentną klaczą. 


Zabójstwo Przemysła II
Obraz został namalowany w 1881 roku.
Mordercą jest Jakub de Guntersberg vel Jakub Kaszuba.
autor: Wojciech Gerson (1831-1901)


Nie podobało mi się natomiast to, w jaki sposób przedstawiony jest Wacław II Przemyślida i wszystko to, co się z nim wiąże. Za każdym razem, kiedy pojawiał się na kartach Niewidzialnej korony miałam ochotę pytać: Czy on naprawdę był taki infantylny, żeby nie powiedzieć głupi? Przecież po koronacji na króla Polski, jego rządy to swego rodzaju apogeum potęgi! Za jego panowania Polska stała się krajem bezpieczniejszym, a w dodatku znacznie wzmocnił się także skarbiec królewski, co ułatwiło wprowadzenie mocniejszej waluty. A jego syn Wacław III (1289-1306)? Czy naprawdę był aż takim półgłówkiem – jak to widać na kartach powieści – skoro źródła historyczne podają, że był wykształcony, znał języki obce, natomiast nie tyle jego rządy, co agresywna polityka jego ojca w dużej mierze przyczyniła się ostatecznie do upadku Przemyślidów? Czy zatem Wacław III nie robił w życiu nic innego, jak tylko obrzydliwie obżerał się czym popadnie i uprawiał seks z coraz to młodszymi kobietami, a wręcz dziewczynkami? Taki obraz młodego Przemyślidy wydaje mi się nieco naciągany. Moim zdaniem nie ma w tym obiektywizmu. Przyjaciela należy wynieść na piedestał, natomiast wroga trzeba wyśmiać. Powieściowe okoliczności śmierci obydwu Przemyślidów również do mnie nie przemówiły. Wydarzenia towarzyszące ich odejściu z tego świata są zniekształcone i odbiegają od tych, jakie podają historycy.

Wacław II Przemyślida
Na polskim tronie zasiadał
w latach 1300-1305.
Był również mężem córki
Przemysła II – Ryksy Elżbiety.
Portret powstał w 1890 roku.
autor: Jan Matejko
W moim odczuciu ta powieść byłaby znacznie lepsza, gdyby – o ile nie całkiem, to przynajmniej w części – zrezygnować z fantastyki. Nie mam nic przeciwko literaturze fantasy, ale jakoś nie widzę jej w przypadku powieści historycznych. Oczywiście skoro tego rodzaju elementy zostały już zastosowane w Koronie śniegu i krwi, to trudno jest pozbyć się ich w Niewidzialnej koronie. Niemniej, w drugim tomie Odrodzonego królestwa fantastyki jest zbyt dużo, co sprawia, że niektóre postacie są zniekształcone, a wręcz karykaturalne, a co za tym idzie, również pewne wydarzenia nie są do końca wiarygodne i w pełni zgodne z przekazami historyków. Nie zawaham się zatem stwierdzić, że niektórym bohaterom Niewidzialnej korony zrobiono po prostu krzywdę. Rozumiem, że jest to beletrystyka historyczna, a nie literatura faktu i w takim przypadku autorowi wolno znacznie więcej, lecz przekroczenie pewnych granic może jednak działać na niekorzyść książki, jak ma to miejsce właśnie w Niewidzialnej koronie. Argumentem przemawiającym za obroną fantastyki w tej książce może być ewentualnie to, iż elementy nadprzyrodzone mają tutaj wymiar symboliczny.  

I tak, jak z ogromnym zainteresowaniem czytałam Hadrą i Królową, tak tutaj trudno było mi dobrnąć do końca. Momentami było niestety nudno, co muszę stwierdzić z wielką przykrością. Nie tego spodziewałam się po twórczości Elżbiety Cherezińskiej. Możliwe, że Niewidzialna korona to tylko zwykły wypadek przy pracy, aczkolwiek mój ogromny podziw budzi opanowanie tych wszystkich rodów i ułożenie ich w jedną całość, przy jednoczesnym pokazaniu więzi łączących poszczególnych bohaterów. Oczywiście na chwilę obecną moje zdanie nie ma już wielkiego znaczenia, ponieważ do tej pory książka zdążyła zdobyć rzesze fanów, czytelnicy są nią zachwyceni, natomiast moja opinia jest jednostkowa i wraża jedynie moje własne odczucia po przeczytaniu powieści.









piątek, 9 grudnia 2016

Matthew Skelton – „Endymion Spring”














Wydawnictwo: EGMONT POLSKA
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: Endymion Spring
Przekład: Jolanta Kozak





Moguncja (Niemcy), rok 1452


Pochodzący z bogatej rodziny mieszczańskiej, Johann Fust, przemierza uliczki Moguncji, mając przy boku oddanego sługę, Petera Schoeffera z Grensheim. Jest mroźna, zimowa noc. Z Paryża przywędrowali do Strasburga, a stamtąd, nie znalazłszy tego, czego szukają, podążają dalej na północny wschód, docierając aż do Moguncji. W ślad za Fustem, młody chłopak ciągnie ogromne sanie, a na nich ciężki kufer, który jest magicznie zapieczętowany głowami węży. Aby go otworzyć, należy nakarmić węże krwią. I tak oto Johann Fust trafia do drukarni, której właścicielem jest… inny Johann.

Johann Gutenberg wraz ze swoim czeladnikiem pracuje właśnie nad nowym wynalazkiem – ruchomą czcionką – przy pomocy której chce wydrukować tekst Biblii. Fust pragnie zostać wspólnikiem Gutenberga. Początkowo drukarz pała do tego pomysłu niechęcią, ale z biegiem czasu przekonują go guldeny Jahanna Fusta.

Młody czeladnik, Endymion Spring, od samego początku nie darzy sympatią nowego wspólnika swojego mistrza. Za to ochoczo zaprzyjaźnia się z jego sługą. Natomiast sen z powiek spędza mu myśl: co też może znajdować się w tajemniczym kufrze, do którego dostępu zawzięcie bronią dwa węże? Pytany o to Fust, uparcie twierdzi, że to tylko specjalny papier, będący częścią jego wynalazku.


          

Moguncja (Niemcy), rok 1453

Johann Fust (1400-1466)
Słynny piętnastowieczny
niemiecki drukarz.
Portret pochodzi z XVIII wieku
i widać na nim Johanna Fusta
trzymającego w dłoni
wydrukowaną Biblię.
autor nieznany
Pewnej nocy Endymion Spring wykrada się ze swojej izby, gdyż słyszy dziwne głosy, jakby czyjś szept. Idąc schodami w dół, chłopak dociera do drukarni swojego mistrza i widzi tam Petera Schoeffera z Grensheim wraz z Fustem. Jahann Fust stoi pochylony nad kufrem i mamrocze pod nosem jakieś niezrozumiałe zaklęcia, jednocześnie sunąc palcami po bocznych ścianach kufra. W pewnym momencie Fust moczy palce w ciemnym i gęstym płynie przypominającym krew. Następnie błyskawicznym ruchem Fust zaciska dłonie na głowach węży i do każdej paszczy wpuszcza po kropli krwawego płynu, co sprawia, że klapa kufra podnosi się.

Endymion widzi też, jak Fust wyjmuje z kufra srebrno-seledynową, zwierzęcą skórę. Następnie wyciąga długą i falistą kartę, która pulsuje życiem. Nagle karta w dłoniach Fusta zaczyna rozszczepiać się na wiele niezwykle cienkich warstw, które stają się niemal przeźroczyste. Endymion odnosi wrażenie, że warstwy te mnożą się bez końca. Czeladnik słyszy również jak Jahann Fust wyjaśnia swojemu słudze pochodzenie owego magicznego pergaminu. Kończąc swoją opowieść Fust obwieszcza, że ten papier, zwany smoczą skórą, karmi się dziećmi!

Słysząc to, Endymion ze strachu nie panuje nad sobą. Ukryty za prasą drukarską, uderza w nią głową, co sprawia, że Fust odkrywa, że w izbie nie przebywa jedynie z Peterem. Aby odkryć kto jeszcze jest w pomieszczeniu, udaje, że traci przytomność. Kiedy wraz z Peterem wychodzi z drukarni, Endymion opuszcza swoją kryjówkę i zmierza wprost do miejsca, gdzie magiczny pergamin emanuje ciepłym blaskiem. Chłopak zachwycony wyjmuje kilka jego warstw. Nagle jego oczom ukazują się jakieś tajemnicze słowa, które nie wiadomo skąd pojawiły się na pergaminie. Jest to coś na kształt wyroczni. W tekście Endymion odnajduje swoje imię i nazwisko. Jest przerażony. Niestety, w pewnym momencie słyszy, jak Fust z Peterem wracają. Nie namyślając się wiele, usiłuje uciec, lecz czuje jak pergamin zaczyna się kurczyć i przyjmować coraz mniejszy rozmiar. W efekcie olbrzymia karta papieru staje się maleńką książeczką, która idealnie mieści się w dłoni Endymina. Od tego momentu chłopak jest w wielkim niebezpieczeństwie. Musi uciekać z Moguncji i tym samym opuścić swojego mistrza. W ucieczce pomaga mu Peter. Sługa Fusta zakochany w jego córce, nie chce towarzyszyć Endymionowi. Ostatecznie Endymion w przebraniu żebraka, zabierając ze sobą enigmatyczną książkę, udaje się w daleką podróż. Po kilku miesiącach trafia do Oksfordu.



Oksford (Anglia), kilkaset lat później



Dwunastoletni Blake Winters wraz z matką i młodszą siostrą przybywa do Oksfordu z Ameryki. Rodzice dzieci postanowili na jakiś czas się rozstać. Ojciec, Christopher, nadal przebywa w Stanach Zjednoczonych, natomiast matka, Juliet, rozłąkę tę wykorzystuje na pracę nad swoją książką. Najbardziej z tej niekomfortowej sytuacji niezadowolone są dzieci, natomiast siostra Blake’a, zwana przez wszystkich „Duck”, niechęć tę manifestuje nieustannie nosząc żółtą pelerynę. Założyła ją w dniu, kiedy rodzice odbyli największą ze swoich kłótni i za nic nie ma zamiaru jej zdejmować. Stąd właśnie wzięło się imię „Duck”, które bardziej należy traktować jako przezwisko.

Johann Gutenberg (ok. 1398-1468)
Złotnik, rzemieślnik i drukarz moguncki.
Jako pierwszy na świecie stworzył
przemysłową metodę druku.
Portret powstał po śmierci
Johanna Gutenberga.
autor nieznany
Pewnego dnia, będąc w Bibliotece Kolegium Świętego Hieronima, Blake, który zupełnie nie przepada za książkami, całkiem przypadkowo natyka się na pewną tajemniczą książkę. Wydaje się, że owa książka znalazła go sama. Jest ona bardzo stara, ma zepsute zapięcie, zaś kiedy chłopiec jej dotyka, czuje lekkie ukłucie w palec. Jakie jest jego zdziwienie, kiedy odkrywa, że książka jest w środku pusta. Nie ma w niej żadnego tekstu, a dodatkowo jej kartki dziwnie drżą, jakby żyły. W pewnym momencie na stronach książki zaczynają pojawiać się tajemnicze zapisy, jak gdyby nie pochodziły z tego wieku. Nikt oprócz Blake’a ich nie widzi. I tak oto zaczyna się fascynująca, ale też bardzo niebezpieczna przygoda chłopca i jego siostry. Od tego momentu na ich drodze zupełnie nieoczekiwanie pojawiają się ludzie, od których dzieci otrzymują cenne wskazówki, lecz do sedna zagadki muszą dotrzeć same.

Największą ciekawość budzi w dzieciach Endymion Spring. Za wszelką cenę pragną dowiedzieć się, kim lub czym był. Blake jednego jest pewien. Ten „ktoś” albo „coś” wybrało właśnie jego. Ale w jakim celu? Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze niezwykle tajemnicza, a zarazem niebezpieczna Osoba z Cienia, która za wszelką cenę pragnie dostać w swoje ręce Ostatnią Księgę. Dlaczego? Czym jest owa Księga i jaką moc posiada? Kim jest wspomniana Osoba z Cienia i jakie ma zamiary? 

Endymion Spring to powieść zaliczana do literatury fantasy i przeznaczona dla młodzieży, lecz pomimo to dorosły czytelnik czyta ją jednym tchem. Pamiętam, że swego czasu przeczytałam ją w ciągu jednego dnia, chociaż książka do najcieńszych nie należy. Powieść przeczytałam kilka lat temu, a był to czas, kiedy niezbyt chętnie sięgałam po literaturę młodzieżową. Wtedy też nie miałam zamiaru po nią sięgnąć. Trafiła więc w moje ręce zupełnie przypadkowo. Teraz wiem, że gdybym wówczas odłożyła ją na półkę i pozwoliła sobie o niej zapomnieć, zrobiłabym wielki błąd. Dlatego zachęcam do tej lektury również osoby dorosłe.

Myślę, że powieść bardzo dużo zyskuje poprzez umiejscowienie jej akcji w dwóch diametralnie różnych rzeczywistościach. Ona naprawdę przenosi w czasie! Osobiście uwielbiam takie książki, kiedy mogę nagle znaleźć się w zupełnie innych realiach niż współczesne, a w XV wieku całkiem dobrze się czułam. Poza tym oprawa graficzna również robi niesamowite wrażenie. Tekst dotyczący Moguncji napisany jest inną czcionką, zaś kartki na krawędziach są szare i sprawiają wrażenie naprawdę starych. Natomiast kiedy czytamy o Blake’u i jego przygodach, grafika nie ulega zmianie i jest taka, jaką obserwujemy obecnie. Ten fakt również działa na wyobraźnię.

Młody czytelnik, który nie zna zbyt dobrze historii, może też zastanawiać się, czy osoby występujące w powieści naprawdę istniały. Mam tutaj na myśli bohaterów żyjących w XV wieku. Autor wyjaśnia tę kwestię na końcu książki i tym samym rozwiewa wszelkie wątpliwości. Powołuje się na różne źródła. Głównie chodzi tutaj o osobę Johanna Fusta, który jest przedstawiony na kartach książki tak, jakby był postacią fikcyjną. Ale o tym wszystkim dowiecie się, gdy przeczytacie fantastyczną powieść Matthew Skeltona, która swego czasu stała się prawdziwym hitem i została przez media porównana do Kodu Leonarda da Vinci Dana Browna. Fabuła powieści jest tak skonstruowana, że niesie ze sobą wiele mądrości życiowych, a także pokazuje, że książki naprawdę potrafią się ze sobą wzajemnie porozumiewać, tylko my – zwykli śmiertelnicy – tego nie słyszymy.