Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 stycznia 2026

Magdalena Zimniak – „Ostatni upadek”

 






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: SKARPA WARSZAWSKA
Warszawa 2026
 
 

Magdalena Zimniak od lat umacnia swoją pozycję na polskiej scenie literackiej, konsekwentnie pokazując, że potrafi jak mało kto zaglądać w ciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki. Choć jej książki zwykle trafiają na półkę z thrillerami psychologicznymi i domestic noir, trudno je zamknąć w jednej kategorii, ponieważ zawsze niosą ze sobą coś więcej niż tylko solidną dawkę napięcia. Jej najnowsza powieść, Ostatni upadek, wygląda jak naturalne zwieńczenie pewnego etapu twórczości i jednocześnie efektowne domknięcie historii rozpoczętych w bestsellerowych Kształcie demona i Pękniętej krze. To doskonale skonstruowana opowieść, w której przeszłość nieustannie odbija się echem, rodzinne więzi plączą się w skomplikowane układy, a bohaterowie zmagają się z pytaniem o to, kim właściwie są. Autorka po raz kolejny pokazuje, że świetnie czuje klimat dusznej, niepokojącej atmosfery. W jej literackim  świecie prawda i kłamstwo leżą tak blisko siebie, że łatwo je pomylić. I  właśnie to sprawia, że trudno oderwać się od lektury.
 
W Ostatnim upadku w centrum wydarzeń ponownie znajduje się Adrianna Leman – bohaterka dobrze znana fanom twórczości Magdaleny Zimniak, choć w jej przypadku „znać” to pojęcie wyjątkowo niepewne. Autorka świetnie bawi się motywem tożsamości, traktując ją jak kostium, który można zmieniać, ale którego zdjęcie zawsze kosztuje więcej, niż się nam wydaje. Gdy Adrianna orientuje się, że całe jej dotychczasowe życie opierało się na fałszu, musi podjąć decyzję, która wywraca wszystko do góry nogami. Porzucenie nazwiska, kariery i rodzinnego Gdańska to dla niej nie tylko odcięcie się od przeszłości, lecz przede wszystkim desperacka próba zrozumienia, kim naprawdę jest. To pragnienie rozpoczęcia wszystkiego praktycznie od zera jest bardzo ludzkie i łatwo wzbudza sympatię, ale w powieściach Magdaleny Zimniak takie momenty spokoju nigdy nie trwają długo. Miejsce, które miało być bezpieczną przystanią, szybko okazuje się kolejną pułapką. Informacja o znalezieniu zwłok kobiety na budowie i tajemnicze zniknięcie jej dziecka błyskawicznie podkręcają atmosferę, wrzucając czytelnika w wir niepokoju i napięcia.



 
Wyjątkowość Ostatniego upadku wynika z tego, jak sprytnie autorka nawiązuje do własnego literackiego uniwersum, szczególnie do historii opowiedzianej w Pękniętej krze. Aby w pełni poczuć wagę nowej powieści, dobrze jest wrócić myślami do losów bliźniaczek – Agnieszki i Ady. Autorka stworzyła tam duet oparty na kontrastach: jedna była żywiołowa i nieokiełznana, druga spokojna i uporządkowana. W tamtej opowieści tożsamość stała się czymś, co można było niemal wymienić jak element garderoby, a dramat, który rozegrał się w Tatrach, w starym, złowieszczym domu, odcisnął trwałe piętno na życiu tej, która przeżyła. Ostatni upadek wraca do tego motywu i stawia pytanie, czy da się naprawdę porzucić rolę, którą kiedyś przyjęliśmy – z własnej woli albo pod presją okoliczności. Adrianna, próbując odciąć się od dawnych wydarzeń, nie zauważa, że przeszłość ma to do siebie, iż prędzej czy później i tak dopomina się o uwagę. A tajemnice, zwłaszcza te najmroczniejsze, lubią wypływać na powierzchnię wtedy, kiedy najmniej tego chcemy. Magdalena Zimniak z dużą lekkością splata więc dwie płaszczyzny: bolesną, rodzinną historię i pełne napięcia śledztwo, tworząc opowieść, która wciąga zarówno emocjonalnie, jak i kryminalnie.
 
Centralną postacią, która łączy wszystkie wątki Ostatniego upadku, jest nadkomisarz Krystyna Farkas. Czytelnicy mieli okazję poznać ją już w Kształcie demona, gdzie prowadziła śledztwo w sprawie tajemniczych zniknięć w warszawskim kościele. Farkas to bohaterka bardzo „ludzka” – świetna w swoim fachu, ale jednocześnie obdarzona słabościami, przeczuciami i intuicją, która pozwala jej dostrzec to, co umyka innym. W nowej powieści Magdalena Zimniak stawia ją przed zadaniem wymagającym nie tylko policyjnej precyzji, lecz także wniknięcia w psychikę osób zamieszanych w sprawę. Dochodzenie dotyczące śmierci pisarki i zaginięcia jej małej córeczki jest prowadzone z dużą dbałością o realia pracy policji, co sprawia, że całość brzmi wiarygodnie i mocno osadza czytelnika w świecie przedstawionym w powieści. Autorka nie stosuje skrótów – każdy ruch śledczych ma sens, a kolejne tropy stopniowo zmieniają sposób, w jaki patrzymy na Adriannę Leman. W tle cały czas pulsuje kluczowe pytanie: czy pisarka zginęła w nieszczęśliwym wypadku, czy ktoś celowo doprowadził do jej śmierci, znając prawdę o jej dawnym życiu? To właśnie ta niepewność napędza fabułę i sprawia, że trudno odłożyć książkę choćby na chwilę.




Na kartach powieści unosi się atmosfera tak ciężka i lepka, że niemal można ją kroić nożem – to już znak firmowy Magdaleny Zimniak. Autorka ma wyjątkowy talent do tworzenia przestrzeni, które nie są jedynie dekoracją, lecz pełnoprawnym elementem opowieści. Plac budowy, na którym odnaleziono ciało, nie funkcjonuje tu jako zwykłe tło, ale jako metafora wszystkiego, co w życiu bohaterki zostało porzucone, rozbite albo nigdy niedokończone. Podobnie jak w Kształcie demona, gdzie sacrum zderzało się z mrocznymi zakamarkami ludzkiej natury, tak i tym razem Magdalena Zimniak gra kontrastami. Marzenie o próbie zaczęcia wszystkiego od początku zostaje brutalnie zderzone z surowością miejsca, które zamiast dawać nadzieję, przypomina o chłodzie, brudzie i niepewności. Dzięki temu książkę odbiera się niemal fizycznie – czuć napięcie towarzyszące odkryciu ciała, chłodne powietrze poranka nad miejscem zbrodni oraz narastający lęk bliskich, którzy nie wiedzą, co stało się z zaginionym dzieckiem. To właśnie ta zmysłowość i umiejętność budowania nastroju sprawiają, że Ostatni upadek wciąga nie tylko fabułą, ale i emocjami.
 
Warstwa psychologiczna Ostatniego upadku to bez wątpienia jeden z najmocniejszych elementów prozy Magdaleny Zimniak. Autorka stawia czytelnikowi pytania, które trafiają w samo sedno: kim właściwie jesteśmy, jeśli odrzeć nas z nazwiska, sukcesów i historii, którą nosimy na barkach? Los Adrianny Leman staje się tu opowieścią o rozpadzie tożsamości i desperackiej próbie jej odbudowania. Pojawia się też niepokojące pytanie – czy kłamstwo powtarzane latami może stać się czymś, co traktujemy jak własną prawdę? Magdalena Zimniak pokazuje, że nie da się uciec od siebie, a odcięcie się od przeszłości, nawet tej najbardziej toksycznej, często prowadzi do bolesnych konsekwencji. Tytułowy „upadek” można zatem czytać na wiele sposobów: jako załamanie moralne, rozpad złudzeń, ale też jako wydarzenie, które dosłownie kończy pewien etap życia albo zmienia je nieodwracalnie. Przemiana Ady, jej wewnętrzne zmagania i konfrontacja z tym, co próbowała ukryć, zostały opisane w prologu z niezwykłą dokładnością – taką, która sprawia, że czytelnik czuje każdy jej krok, zawahanie i pęknięcie.
 
Magdalena Zimniak ponownie sięga po tematy, które wielu autorów omija szerokim łukiem i robi to z taką samą odwagą, jak w Kształcie demona. Tam weszła w przestrzeń sacrum, pokazując, że mrok potrafi wślizgnąć się nawet w miejsca, które mają dawać ukojenie. W Ostatnim upadku ten mrok przybiera jednak bardziej osobistą formę. Nie ma tu potworów z mitów ani sił nadprzyrodzonych, natomiast jest zazdrość, niespełnienie, toksyczne relacje i emocje, które potrafią zatruć całe życie. Autorka jasno sugeruje, że najgroźniejsze „demony” to te, które sami w sobie pielęgnujemy. A prowadzone przez Krystynę Farkas śledztwo przypomina momentami oczyszczający rytuał, który krok po kroku odsłania to, co poszczególni bohaterowie próbowali ukryć przed światem, i to, co miało nigdy nie ujrzeć światła dziennego.

Struktura narracyjna Ostatniego upadku została dopracowana w najmniejszych detalach. Magdalena Zimniak niezwykle świadomie odsłania kolejne elementy historii, przeplatając teraźniejsze wydarzenia z powrotami do przeszłości i subtelnymi nawiązaniami do wcześniejszych tomów. Dzięki temu czytelnicy, którzy pamiętają Pękniętą krę, mają dodatkową przyjemność z układania w głowie coraz pełniejszego obrazu, a osoby sięgające po twórczość autorki po raz pierwszy, dostają wystarczająco dużo informacji, by bez problemu zanurzyć się w fabule. To właśnie ta konsekwencja i umiejętne rozwijanie motywów na przestrzeni kilku książek sprawiają, że Ostatni upadek wyróżnia się na tle wielu polskich kryminałów i thrillerów. Widać tu literacką dojrzałość Magdaleny Zimniak i jej szacunek dla odbiorcy, który oczekuje od powieści nie tylko łatwej rozrywki, ale też głębszej, wielowarstwowej opowieści.



 
Styl Magdaleny Zimniak łączy subtelność z pewną ostrością, która pojawia się dokładnie wtedy, gdy fabuła tego potrzebuje. Autorka nie rozprasza czytelnika nadmiarem opisów – stawia na emocje i dialogi, żywe, naturalne i podszyte napięciem. Wrażenie jest takie, jakby każde zdanie było starannie przemyślane, a każda scena miała swój konkretny cel, prowadząc nas krok po kroku do finału, który potrafi zaskoczyć i zostawić po sobie mocne wrażenie. Ostatni upadek to z całą pewnością historia o tym, że przeszłość zawsze upomina się o swoje, a nierozwiązane sprawy z przeszłości, które kiedyś zignorowaliśmy, potrafią wrócić do nas w najmniej oczekiwanym momencie i to z ogromną siłą. To również opowieść o macierzyństwie – takim, które w sytuacji zagrożenia potrafi być jednocześnie destrukcyjne i niezwykle potężne. Motyw zaginionego dziecka może wydawać się dobrze znany, ale Magdalena Zimniak nadaje mu nowy wymiar i emocjonalną głębię, unikając ckliwości i tanich chwytów.
 
Ostatni upadek to książka, po którą powinni sięgnąć nie tylko miłośnicy thrillerów, ale przede wszystkim ci, którzy w literaturze szukają psychologicznej głębi i emocjonalnej prawdy. Magdalena Zimniak stworzyła historię duszną, intensywną i pełną mroku, a jednocześnie niezwykle wciągającą. To finał, który spina wątki szczególnie z Pękniętej kry, ale też i poniekąd Kształtu demona z imponującą precyzją, dając czytelnikowi poczucie obcowania z pełną, choć niepokojącą opowieścią. Krystyna Farkas ponownie udowadnia, że jest jedną z najciekawszych bohaterek we współczesnym polskim kryminale, a los Adrianny Leman zostaje w pamięci na długo, zmuszając do refleksji nad tym, ile odwagi potrzeba, by zmierzyć się z własną przeszłością i co może się wydarzyć, gdy zabraknie sił, by utrzymać równowagę.

Magdalena Zimniak nie podaje prostych odpowiedzi, ale droga, którą prowadzi czytelnika, jest tak intensywna, że trudno oderwać się od książki choćby na chwilę. To proza dojrzała, świadoma i pokazująca, że polski thriller psychologiczny nie tylko trzyma poziom, ale potrafi śmiało konkurować z zagranicznymi tytułami. Autorka przypomina też, że mrok, o którym pisze, nie znika wraz z zamknięciem książki, lecz zostaje z nami, zmuszając do przyjrzenia się własnym lękom i słabościom. Ostatni upadek to dowód na ogromny talent Magdaleny Zimniak: jej umiejętność budowania napięcia, empatia wobec bohaterów i wyczucie psychologiczne tworzą mieszankę, która działa jak literacki ładunek wybuchowy. Niniejsza powieść to także jedna z najciekawszych premier tego miesiąca w swoim gatunku – wielowarstwowa, emocjonalna i intelektualnie satysfakcjonująca. Powieść działa jak precyzyjnie skonstruowany mechanizm, gdzie każdy element ma znaczenie i prowadzi do finału, który potrafi wstrząsnąć. Magdalena Zimniak udowadnia, że potrafi opowiadać historie, które bolą, fascynują i zostają z czytelnikiem na długo. Ostatni upadek to nie tylko jej twórczy sukces, ale również książka, którą naprawdę warto znać.
 



 

czwartek, 5 grudnia 2024

Iwona Kienzler – „Porachunki”

 




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!


Wydawnictwo: LIRA

Warszawa 2024

Tytuł oryginału: Uppgőrelser på Gotland

 

Córki znanego szwedzkiego polityka wybierają się na wakacje do Alanyi na Riwierze Tureckiej. Studentkom towarzyszy chłopak jednej z nich, a na miejscu do trójki przyjaciół dołącza sympatyczny mężczyzna, z którym szybko nawiązują nić porozumienia. Beztroskie dni spędzone pod tureckim słońcem nie trwają jednak długo. Starsza z sióstr i jej chłopak giną w niewyjaśnionych okolicznościach, a nowo poznany mężczyzna znika bez śladu. Śledztwo utyka w martwym punkcie i wydaje się, że zagadka śmierci córki Jana Wetterberga i jej chłopaka pozostanie nierozwiązana. Gdy jednak po kilku latach młodsza z sióstr spotyka na Gotlandii owego młodzieńca z tureckiego hotelu, odżywają wspomnienia. Wetterberg tym razem nie zamierza czekać na reakcję policji. Bierze sprawy w swoje ręce, a miejscowi śledczy, Klaudia Jassem i jej przełożony Erik Lindberg, wkrótce będą musieli rozwiązać zagadkę już nie podwójnego, ale poczwórnego morderstwa…

Porachunki autorstwa Iwony Kienzler – pisarki znanej polskim czytelnikom przede wszystkim z biografii historycznych i serii książek o brytyjskiej rodzinie królewskiej – to trzymająca w napięciu powieść kryminalna, która mistrzowsko łączy suspens z doskonałym opisem miejsca akcji. Dodatkowo jest to historia z jednej strony intrygująca, a z drugiej wyrafinowana. Córki znanego szwedzkiego polityka rozkoszują się pięknem skąpanej w słońcu Alanyi, aby nagle zostać wrzuconymi w świat mroku i tajemnic, gdy ich wakacje okazują się tragiczne w skutkach. Zestawienie idyllicznej wakacyjnej atmosfery z niewyjaśnionymi zgonami i kolejnymi zaginięciami jest uderzające i przygotowuje grunt pod fabularnie skomplikowany thriller.

Poszczególne postacie są znakomicie wykreowane, zwłaszcza siostry, których wzajemne relacje zostają wystawione na próbę na skutek dramatycznych wydarzeń. Tragiczny koniec starszej siostry i następujący po nim chaos nie tylko stanowią katalizator narracji, ale także podkreślają, jak szybko czyjś świat może zostać wywrócony do góry nogami, co jest namacalnie odczuwalne w całej powieści. Jan Wetterberg, zdruzgotany ojciec, staje się ucieleśnieniem rodzicielskiej desperacji, gdy wyrusza na poszukiwanie prawdy i sprawiedliwości, co – w trakcie lektury thrillera – ukazuje niezwykłą umiejętność autorki do tworzenia emocjonalnie rezonujących postaci.

Przeniesienie narracji z Turcji na Gotlandię wprowadza do opowieści kolejną fascynującą warstwę, tworząc poczucie dyslokacji i intrygi. Autorka znakomicie wykorzystuje swoje doświadczenia zdobyte podczas pobytu na Gotlandii, nadając scenerii kolorytu i głębi, jednocześnie wskazując na mroczne aspekty tego miejsca. Wyspa, często kojarzona z bogactwem, stanowi wyraźny kontrast z kryjącymi się na niej tajemnicami, dzięki czemu tworzy fascynujące tło dla rozwijającej się historii.

Pisarstwo Iwony Kienzler jest wyraziste i wciągające, co sprawia, że czytelnik wpada w sieć intryg, z której trudno się wydostać. Zwroty akcji trzymają odbiorcę w napięciu, a duet śledczych Klaudii Jassem i Erika Lindberga zapewnia znane, ale skuteczne ramy dla gatunku detektywistycznego. Ich pogoń za prawdą wprowadza do fabuły uczucie napięcia, szczególnie gdy przeplata się ona z osobistą zemstą Wetterberga.

O ile powieść porusza tematy straty, poczucia winy i poszukiwania odpowiedzi, to jednocześnie skłania czytelników do refleksji nad konsekwencjami nierozwiązanych tajemnic – wciąż obecnych cieni przeszłości. Iwona Kienzler zręcznie porusza się po tych tematach bez przyćmiewania fabuły, pozwalając historii rozwijać się w tempie, które pozwala czytelnikom zaangażować się w nią aż do ostatniej strony.

Krótko mówiąc, Porachunki to wyjątkowa powieść kryminalna, która pokazuje talent Iwony Kienzler do tworzenia skomplikowanych fabuł z bogatym w szczegóły opisem postaci i klimatyczną scenerią. To historia, która rezonuje na wielu poziomach, równoważąc osobisty żal z nieustannym dążeniem do sprawiedliwości. Przeznaczona dla fanów gatunku i tych, którzy szukają wciągającej lektury, zdecydowanie podkreśla pozycję autorki jako godnego uwagi głosu we współczesnym kryminale.

W 2023 roku powieść w oryginale została wydana w języku szwedzkim, natomiast obecnie ma swoją premierę w języku angielskim. Jeśli zatem chcesz przeczytać moją recenzję w języku angielskim, proszę kliknij tutaj.

 

Agnieszka Różycka

tłumaczka, eseistka, dziennikarka, autorka




środa, 6 listopada 2024

Marcin Brzostowski – WWW.HUSARIA.PL







Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora. Dziękuję!



Wydawnictwo: E-BOOKOWO

Będzin 2024

 

Najnowsza książka Marcina Brzostowskiego to wciągająca opowieść, która zanurza czytelnika w surrealistycznym świecie przesiąkniętym groteskowym absurdem, tworząc narrację równie zabawną, co skłaniającą do myślenia. Fabuła powieści koncentruje się na perypetiach ponad trzydziestoletniego prezentera telewizyjnego, który w wyniku serii nieprawdopodobnych wydarzeń zostaje wybrany na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ten fakt już sam w sobie rozpoczyna w życiu głównego bohatera komiczną, ale też niepokojącą przygodę w świecie tajnych agentów, korporacji dzierżących potężną władzę i społeczeństwa wołającego o zbawienie. Ponadto wydarzenie to otwiera drogę do satyrycznej wizji władzy, wpływu mediów i słabości demokratycznych instytucji.

Główny bohater stanowi ucieleśnienie współczesnego rozczarowania. I chociaż jego powierzchowna charyzma przyniosła mu sławę jako prezenterowi telewizyjnemu, to jednak teraz odkrywa, że jest nieprzygotowany do przytłaczającej roli przywództwa. Jest zatem postacią, która początkowo czuje się zagubiona, lecz z czasem coraz bardziej zdaje sobie sprawę z machinacji tajnych służb i korporacji, które manipulują społeczeństwem zza kulis. Autor zręcznie operuje humorem, łącząc absurd z ostrym komentarzem społecznym, który głęboko rezonuje ze współczesnymi odbiorcami. Wykorzystuje głównego bohatera do eksploracji tematów tożsamości, władzy i skuteczności samozwańczych zbawców w sferze politycznej. Absurd całej tej sytuacji jest spotęgowany przez jego brak doświadczenia zestawiony z ciężarem nowej roli, co może rzucać czytelnikom wyzwanie, by zakwestionować naturę autorytetu i często absurdalne machinacje tych, którzy sprawują władzę w państwie. Ponadto przemiana bohatera z zaabsorbowanego sobą celebryty w niepewnego przywódcę, który musi stawić czoła zawiłościom rządzenia i ratowania społeczeństwa, jest zarówno zabawna, jak i skłaniająca do refleksji.

Styl pierwszoosobowej narracji powieści jest zaskakująco dynamiczny, co odzwierciedla chaos politycznego świata, który stara się skrytykować. Umiejętne wykorzystanie przez Marcina Brzostowskiego groteskowych obrazów służy tylko wzmocnieniu absurdalności rozgrywających się wydarzeń. Czytelnicy otrzymują zatem kuriozalne scenariusze i osobliwe postacie, które przesuwają granice rzeczywistości, prowadząc do momentów wywołujących zarówno śmiech, jak i dyskomfort. Ta mieszanka humoru i niekiedy również grozy budzi natychmiastową reakcję, zachęcając czytelników do refleksji nad absurdami, jakie często definiują dyskurs polityczny.

Jako nowo wybrany prezydent, główny bohater wyrusza z misją wdrożenia swojego wielkiego planu ratunkowego dla polskiego społeczeństwa. Jest to zadanie równie szlachetne, co naiwne. W tym kontekście Marcin Brzostowski maluje żywy obraz wyzwań, przed którymi staje jego bohater, gdzie każda inicjatywa spotyka się z biurokratyczną machiną, korporacyjną chciwością i manipulacyjnymi działaniami służb specjalnych. Absurdalność tego biurokratycznego koszmaru stanowi odzwierciedlenie współczesnego świata polityki, co często bardziej przypomina mroczne komedie, niż poważne rządy.

Kluczowym zagadnieniem powieści jest bez wątpienia to, czy jednostka może dokonać znaczących zmian w wadliwym systemie. Pełne pasji, choć naiwne próby realizacji wielkiej wizji polskiego społeczeństwa przez głównego bohatera przypominają zmagania wielu rzeczywistych liderów. Marcin Brzostowski pozostawia czytelnikowi zastanowienie się nad tym, czy takie aspiracje są szlachetne, czy może tylko zwyczajnie głupie. Jest to doskonała decyzja, która wzmacnia treść książki i zachęca do krytycznego myślenia.  

Niniejsza powieść to bez wątpienia wciągająca i niekonwencjonalna lektura rzucająca wyzwanie ogólnie przyjętym standardom, jednocześnie ujawniając perypetie władzy i przywództwa. To nie tylko humorystyczny komentarz społeczny, ale przede wszystkim głęboka eksploracja ludzkich ambicji, absurdu władzy i złożoności oczekiwań społecznych. Autor stworzył narrację, która jest równie zabawna, co wnikliwa, a przy tym doskonale łączy absurd z trafną krytyką społeczną. To, czy ktoś uważa plan głównego bohatera za sprawiedliwy lub wykonalny, może zależeć od osobistych przekonań, ale jedno jest pewne – ta powieść sprawi, że czytelnik będzie zastanawiał się nad rolą jednostek w ramach szerszych konstrukcji społecznych jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.

Czytelnicy, którzy zdecydują się na tę chaotyczną podróż, z pewnością znajdą w niej wiele tematów skłaniających do refleksji i momenty pełne humoru. Ta powieść spodoba się tym, którzy cenią sobie satyryczną fikcję mającą odwagę odkrywać absurdalne realia naszego politycznego ducha czasu. Ostatecznie fabuła powieści zachęca każdego z nas do refleksji nad społeczeństwem, w którym żyjemy na co dzień, i rolami, jakie w nim odgrywamy – czy to jako zwykli obserwatorzy, czy aktywni uczestnicy trwającej sagi, jaką jest życie.



Agnieszka Różycka
tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka


 

 

 

 

czwartek, 26 września 2024

Magdalena Zimniak – „Kształt demona”

 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości 

Autorki i Wydawnictwa. 

Dziękuję!

 

Wydawnictwo: SKARPA WARSZAWSKA

Warszawa 2024

 

W jednym z warszawskich kościołów Julia znika podczas mszy. Prowadząca śledztwo nadkomisarz Krystyna Farkas odkrywa, że to nie pierwsze zniknięcie w tej świątyni. Podczas dochodzenia wychodzą na jaw mroczne tajemnice Julii i osób z jej otoczenia. Kto z nich byłby gotowy dopuścić się najgorszych rzeczy, aby sekrety pozostały w ukryciu? Czy to ktoś powiązany z Kościołem – miejscem, od którego demon powinien trzymać się z daleka?

Duszny kryminał, w którym strach przybiera zupełnie nowe oblicze. Ile odwagi potrzeba, by stawić czoło demonowi?

Najnowsza powieść Magdaleny Zimniak to trzymający w napięciu kryminał, który umiejętnie łączy elementy psychologicznego suspensu i gotyckiego klimatu, a wszystko to rozgrywa się na tle wyjątkowo pięknego warszawskiego kościoła. Od pierwszej strony autorka wciąga czytelników w labirynt śledztwa, które płynnie przeplata to, co święte z tym, co złowieszcze. Powieść rozpoczyna się niepokojącym zniknięciem Julii podczas pozornie zwyczajnej mszy, od razu przykuwając uwagę czytelnika. Nadinspektor Krystyna Farkas, zdeterminowana i głęboko złożona bohaterka, zajmuje centralne miejsce w tej trzymającej w napięciu opowieści, mając za zadanie rozwikłać tajemnicę, która ma związek nie tylko z samą Julią i jej zniknięciem, ale także z mrocznie skrywaną historią kościoła. Teoretycznie kościół ma być przestrzenią sprzyjającą pogłębianiu wiary, czyli innymi słowy czymś na kształt azylu, a zamiast tego staje się miejscem, w którym rządzą strach i kłamstwa. Umiejętność autorki w budowaniu napięcia jest godna pochwały; odbijająca się echem kojąca cisza kościoła szybko przeradza się w miejsce owiane niepokojem, prawie tak, jakby to same mury miały do wyjawienia skrywane do tej pory tajemnice.

Warstwowe opisy postaci są jedną z głównych zalet tej opowieści. Życie Julii jest odsłaniane kawałek po kawałku, co sprawia, że ujawniane są nie tylko jej własne ukryte zmagania, ale także złożoność i ciemne strony jej najbliższych. Każda z postaci skrywa jakieś tajemnice, a Magdalena Zimniak zręcznie bada, jak daleko posuną się poszczególne osoby, by chronić swoją przeszłość. Ponadto narracja umiejętnie podkreśla, że ​​nie jest to pierwszy raz, kiedy Julia zostaje złapana w widmową sieć Kościoła; raczej jej zniknięcie jest częścią mrożącego krew w żyłach wzorca. Gdy Farkas konfrontuje się z każdym podejrzanym, psychologiczna głębia ich motywów tylko dodaje bogactwa tajemniczości. Czytelnicy będą zastanawiać się, kto jest prawdziwym demonem, ponieważ zaciera się granica między ofiarą a złoczyńcą. Napięcie jeszcze bardziej narasta, gdy każda z postaci powoli ujawnia swoje prawdziwe „ja”, a jej własne lęki i motywacje zostają obnażone. Dodatkowo umiejętność autorki do tworzenia wielowymiarowych bohaterów sprawia, że każde nowe odkrycie jest tak samo niepokojące jak poprzednie, co zmusza czytelników do zastanowienia się, kto tak naprawdę może mieć złowrogie zamiary.

Cechą charakterystyczną tej trzymającej w napięciu opowieści kryminalnej jest eksploracja strachu — strachu przed nieznanym, strachu przed zdradą i strachu przed konfrontacją z własnymi demonami. Kościół, tradycyjnie będący azylem, przekształca się w klaustrofobiczny labirynt sekretów, gdy ciemne siły wydają się manipulować narracją. Przeciwstawienie wiary i moralnej ambiwalencji jest przekonująco przedstawione, skłaniając czytelników do zbadania motywów działania poszczególnych postaci i ich zdolności do czynienia zła. Niepokojącą atmosferę wzmacniają żywe opisy i poczucie strachu, które przenika każdy rozdział, sprawiając, że czytelnik czuje się, jakby on również błąkał się pośród złowrogich murów kościoła, czując płynący zewsząd chłód i ciężar ukrytych prawd zakopanych pod wypolerowaną fasadą. Zgłębianie przez autorkę wiary, winy i mroków ludzkiego umysłu stanowi dodatkową warstwę filozoficzną, która wykracza poza ramy standardowego kryminału.

Chociaż akcja jest ogólnie dobrze skonstruowana, są momenty, w których fabuła lekko grzęźnie z powodu natłoku informacji. Jednak generalnie są to drobiazgi, które nie wpływają znacząco na napięcie całej opowieści. Kształt demona stawia głębokie pytania o ludzką odwagę i zdolność do trwania w mroku. W miarę jak Farkas zbliża się do prawdy, musi nie tylko stawić czoło fizycznemu niebezpieczeństwu stwarzanemu przez tych, którzy chcą ukryć swoje tajemnice, ale także zmagać się z własnymi lękami – zarówno osobistymi, jak i egzystencjalnymi. Pojawiają się też pytania o to, jak daleko posuną się ludzie, aby chronić swoje sekrety i jak wiele odwagi potrzeba, by stawić czoło nie tylko zewnętrznym demonom, lecz także ciemności tkwiącej w umysłach bohaterów. Te pytania dodają głębi fabule, która już i tak jest pełna napięcia i suspensu.

Podsumowując, Magdalena Zimniak stworzyła duszną, klimatyczną powieść kryminalną, która ośmiela się odkrywać demony zarówno jednostek, jak i instytucji. Kształt demona to wciągająca lektura dla tych, którzy cenią sobie opowieści skłaniające do refleksji nad moralnością, wiarą i cieniami rzucanymi przez skrywane prawdy. Z drugiej strony, to nie tylko kryminał, lecz mrożąca krew w żyłach eksploracja strachu, poświęcenia i ludzkiej kondycji. Dzięki zawiłej fabule i niepokojąco bliskim postaciom, książka trzyma czytelników w napięciu jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Dlatego też powieść z pewnością pozostanie w pamięci czytelników, pozostawiając ich w zadumie nad złożonością ludzkiej natury i odwagą wymaganą do konfrontacji z własnymi demonami. Jeśli więc szukacie emocjonującej powieści kryminalnej, która zagłębia się w mroki ludzkiej natury, to ta książka jest lekturą obowiązkową.

 

 Agnieszka Różycka

 tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka

 

 


 




wtorek, 23 stycznia 2024

Magdalena Zimniak – „Czarcie lustro”

 




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa.

Dziękuję!


Wydawnictwo: SKARPA WARSZAWSKA

Warszawa 2024

 

Nie od dziś wiadomo, że doświadczenia z przeszłości kształtują naszą teraźniejszość, a nawet przyszłość. Przeszłość determinuje nasze przekonania, postawy i wartości, które z kolei wpływają na nasze obecne działania. Wspomnienia mogą też w znaczący sposób wpływać na sposób, w jaki postrzegamy i interpretujemy otaczający nas świat. Jeśli więc ktoś miał traumatyczne doświadczenia w przeszłości, a szczególnie będąc dzieckiem, to wówczas może być bardziej skłonny do dostrzegania niebezpieczeństwa w sytuacjach, których inni wcale nie uważają za groźne. Może to zatem powodować, że taki człowiek będzie bardziej ostrożny lub będzie chciał na własną rękę rozprawić się z traumatyczną przeszłością. Nie zawsze jednak walka ta będzie odbywać się w gabinecie psychoterapeutycznym. Często zemsta może przyjąć charakter czysto fizyczny, aby niegdysiejsza ofiara poczuła swego rodzaju ulgę, widząc jak jej kat cierpi i boi się tak samo, jak ona kiedyś.

Powyższy wstęp to doskonały opis twórczości Magdaleny Zimniak, która w swoich książkach tworzy bohaterów doświadczających życiowych traum i często jedynie z pozoru potrafiących radzić sobie z ich konsekwencjami. Lata mijają, a oni nadal nie są w stanie prowadzić stabilnego i uporządkowanego życia. Nie potrafią też nawiązać właściwych relacji z innymi ludźmi, gdyż te negatywne doświadczenia zawsze gdzieś w nich tkwią, pomimo że usiłują żyć w miarę normalnie i nie pokazywać niczego na zewnątrz. Rzadko kiedy udaje im się zapomnieć, nie mówiąc już o wybaczeniu. Czasami też uzależniają się od swojego kata i wciąż o nim myślą, szukając w nim na siłę dobrych cech i na swój sposób tłumacząc sposób jego zachowania. Jeśli bohaterowie nie mówią o tym wprost, to uważny czytelnik może odczytać to między wierszami.

Nie inaczej jest w Czarcim lustrze. To najnowsza powieść autorki; już sam jej tytuł intryguje i sugeruje, że na każdym kroku i za każdym rogiem będzie czaić się zło. Pewnego dnia niespodziewanie do domu w Warszawie wraca Marta. Teraz ma czternaście lat, lecz kiedy zaginęła była kilkuletnią dziewczynką. Jej odnalezienie jest niemalże równie tajemnicze, jak niegdyś zniknięcie. Po latach nieobecności w domu, Marta dostrzega, jak wiele się w nim zmieniło i czuje się w nim obco. Jej rodzina nie jest już taka, jaką ją zapamiętała. A może tylko wydaje jej się, że ją zapamiętała? Może czas sprzed zniknięcia był dla niej jedynie snem? Marta musi zatem dostosować się – szczególnie psychicznie i emocjonalnie – do nowych warunków życia. Można rzec, że dziewczyna zatrzymała się na pewnym etapie rozwoju i wciąż czuje się, jak mała dziewczynka, którą była w dniu porwania. Przede wszystkim jest przerażona i zagubiona. Tym, co nie pozwala Marcie normalnie funkcjonować są bezustanne myśli o Mistrzu, czyli o mężczyźnie, z którym mieszkała przez ostatnie sześć lat. Kim zatem jest ta „nowa” Marta i czy uda jej się w końcu wrócić do normalności? A Mistrz? Kim jest mężczyzna, kryjący się za pseudonimem, o którym Marta wciąż nie potrafi zapomnieć?

Tymczasem kilkaset kilometrów od Warszawy znika bez śladu dyrektor prestiżowego liceum. Mężczyzna miał całkiem dobrą opinię, jako dyrektor, ale też krążyły na jego temat plotki, jakoby za bardzo lubił kobiety, szczególnie młode nauczycielki, które właśnie zaczynały pracę w jego szkole. Ponoć nawiązywał z nimi niebezpieczne romanse, jednocześnie będąc przykładnym mężem i ojcem. Niby nic zaskakującego w obecnych czasach, ale jednak w tym przypadku budzi niepokój policji i otoczenia. I tak oto główną podejrzaną w sprawie staje się młoda nauczycielka angielskiego, która niedawno dołączyła do grona pedagogicznego. Czy sprawa Marty oraz zaginięcie Sułeckiego mają ze sobą coś wspólnego? Czy podejrzenia rzucane na Elwirę naprawdę się potwierdzą?


Czarcie lustro w baśni H. Ch. Andersena Królowa śniegu.
Powieść i baśń mają ze sobą wiele wspólnego.


Wielokrotnie pisałam już o tym, że na każdą nową książkę Magdaleny Zimniak czekam z ogromną niecierpliwością, co w moim przypadku, czyli osoby, która zajmuje się praktycznie wyłącznie historią, może wydawać się niepojęte. Fakt ten świadczy o tym, że autorka pisze tak dobrze, iż jest w stanie zainteresować swoją prozą nawet kogoś, kto na co dzień pasjonuje się zamierzchłą przeszłością. Powieści Magdaleny Zimniak już od pierwszej strony zawierają w sobie ogromny ładunek emocjonalny, który w miarę, jak czytelnik zagłębia się w lekturę, jest jeszcze bardziej rozbudowywany. Nie inaczej jest w przypadku Czarciego lustra. Tutaj linia fabularna poprowadzona jest w niebywale tajemniczy sposób, a kiedy czytelnikowi wydaje się, że rozgryzł zakończenie tej historii, okazuje się, iż tak naprawdę nadal niczego nie wie i nie rozumie. Zaskakujące i nieoczekiwane zwroty akcji sprawiają, że emocje przybierają na sile, natomiast pierwiastek psychologiczny skłania do zadawania pytań o meandry ludzkiej psychiki, a także zachowania, które są nie tylko niezrozumiałe, ale z gruntu złe.

Historia opowiadana w Czarcim lustrze przedstawiona jest z perspektywy kilku bohaterek, z których każda widzi ją w innym świetle, lecz mimo to wszystkie one mają wspólny cel. To opowieść o niewyobrażalnej krzywdzie, kłamstwie, zdradzie i zemście. Nawet tam, gdzie narracja prowadzona jest w trzeciej osobie doskonale widać, jakie demony drzemią w zdradzonej kobiecie. Każda z bohaterek posiada bowiem swój punkt widzenia i swoją rację, której twardo się trzyma, widząc jedynie cel, jaki ma przed sobą, uparcie dążąc do niego. Jest to opowieść niezwykle mroczna i wciągająca czytelnika w zło popełniane przez poszczególnych bohaterów. Poruszane są w niej naprawdę trudne problemy, z którymi mamy do czynienia w realnym świecie, ale które bardzo często zamiatane są pod przysłowiowy dywan, a ludzie udają, że nic się nie stało i żyją dalej, okłamując przede wszystkim siebie samych, bo przecież wszystko należy załatwić w czterech ścianach, aby przypadkiem nikt obcy nie dowiedział się o tym, co dzieje się w domu i z jakim potworem przyszło żyć pod jednym dachem. Czasami też ludzie są głusi i ślepi na sygnały, które są coraz wyraźniejsze, lecz dla świętego spokoju i własnego dobrego samopoczucia są przez nich ignorowane.

Czarcie lustro nie jest bynajmniej powieścią rozrywkową, której zadaniem jest oderwanie czytelnika od ponurej, szarej i nierzadko też niebezpiecznej rzeczywistości. W przypadku tej historii jest wręcz przeciwnie. Jest to bowiem powieść nie tylko skłaniająca do myślenia, ale też do zastanowienia się nad tym, wśród jakich ludzi my sami żyjemy. Zło może wszak czaić się wszędzie. Ktoś, kto na pierwszy rzut oka wygląda sympatycznie wcale nie musi takim być. Oczywiście nie należy popadać w skrajności. Niemniej trzeba być czujnym, ponieważ zło nigdy nie zasypia i może dać o sobie znać w najmniej spodziewanym momencie. Polecam Czarcie lustro każdemu, kto gustuje w powieściach niebanalnych i trudnych tematycznie. Polecam tym czytelnikom, którzy nie boją się rzucić wyzwania złu, jak również tym, dla których ważna jest strona psychologiczna fabuły; tym, dla których ważni są oryginalni bohaterowie, którzy mają nam naprawdę coś konkretnego i ważnego do powiedzenia. Tacy bohaterowie będą bowiem komunikować się z nami na każdej stronie powieści i pokazywać nam, jak bardzo życie może boleć, jeśli wkroczy w nie choćby tylko jeden zły człowiek.


Agnieszka Różycka

tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka




 

środa, 23 lutego 2022

Magdalena Zimniak – „Protest”

 






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję! 


Wydawnictwo: SKARPA WARSZAWSKA 
Warszawa 2022 




Dorośli mówią czasami, że dziecięce traumy tak naprawdę nie mają wielkiego znaczenia, bo dziecko jest zbyt małe, żeby cokolwiek zapisało się w jego pamięci. Wydaje im się, że dzieci nie potrafią rozpamiętywać tego, co dzieje się w ich życiu, a nawet jeśli popłaczą sobie gdzieś w kącie przez jakiś czas, to bardzo szybko przejdą nad swoim problemem do porządku dziennego i wszystko szybko wróci do normy. Może to właśnie stąd bierze się przekonanie, że rodzice czy opiekunowie mogą robić z dziećmi, co tylko chcą, ponieważ one i tak niczego nie będą pamiętać w dorosłym życiu? Ludzie myślący w ten sposób nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo się mylą. Dziecko zawsze pamięta, choć wiele rzeczy nie wyraża wprost. Dziecko nie jest z kamienia. Dziecko wie i rozumie, co takiego dzieje się w jego otoczeniu. Potrafi zlokalizować zło, które czai się za rogiem i w każdej chwili może uderzyć. Dziecko zawsze reaguje strachem na sytuacje, które z jego punktu widzenia są niebezpieczne i o których wie, że sprawiają im ból. Dziecko jest również świadome tego, że w domu dzieje się coś złego. Czuje, że rodzice nie mówią mu wszystkiego. Taka nieświadomość czasami może być o wiele gorsza niż powiedzenie prawdy. Strach, który temu towarzyszy, kiedyś może zabić i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Konsekwencje dziecięcej traumy, szczególnie tej nieprzepracowanej, wrócą prędzej czy później. I może zdarzyć się to w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy człowiek będzie bezsilny i bezbronny, aby móc im skutecznie zaradzić.

Dziecięca trauma potrafi wrócić w dorosłym życiu pod wpływem jakiegoś bodźca. Nagle może wydarzyć się coś, co spowoduje, że człowiek zacznie wracać myślami do lat dzieciństwa i analizować to, co się wtedy stało. Takim bodźcem może być na przykład wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku, kiedy to w Polsce zakazano wykonywania aborcji w przypadku wystąpienia wysokiego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, czyli innymi słowy nagle i bez ostrzeżenia zrezygnowano z tak zwanego kompromisu aborcyjnego obowiązującego przez lata. Jest to również moment, w którym rozpoczyna się akcja najnowszego thrillera psychologicznego autorstwa Magdaleny Zimniak.

Pandemia koronawirusa trwa już od kilku dobrych miesięcy, ale nie to jest tutaj najważniejsze. Otóż na ulice zaczynają wychodzić nie tylko młode oburzone kobiety, ale też wspierający je mężczyźni, i co ciekawe, także osoby w starszym wieku, które maszerują ulicami polskich miast, aby wesprzeć swoje dzieci i wnuki. Wszędzie widać różnego rodzaju hasła, mające zwrócić uwagę na sytuację kobiet, a w Internecie rozpoczyna się festiwal nienawiści. Jedni krzyczą za życiem, a inni za wolnością wyboru i aborcją na życzenie. Wszyscy obrzucają się nawzajem inwektywami. Solidnie obrywa się nie tylko politykom, ale przede wszystkim Kościołowi Katolickiemu i tym, którzy do niego należą, czyli zwykłym katolikom niemającym z całym tym zamieszaniem nic wspólnego. Oprócz nielicznych grup religijnych fanatyków, cała reszta jest równie mocno zaskoczona orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego. Katolicy dostają w twarz dla zwykłej zasady. Przez samą przynależność do instytucji, która z każdym dniem jest coraz bardziej znienawidzona przez całkiem sporą część społeczeństwa.

Tymczasem mieszkająca gdzieś w Warszawie główna bohaterka powieści, Anita Chodura, przypomina sobie o własnej, rodzinnej tragedii. Kiedy była dzieckiem, jej starsza siostra poddała się zabiegowi przerwania ciąży. Był rok 1979. Kobieta do dziś pamięta, jak bardzo tamto wydarzenie dotknęło jej rodzinę. Ucierpiała nie tylko nastoletnia Krysia, ale każdy z członków jej rodziny. Z pozoru wydaje się, że to Anita wycierpiała najwięcej, bo to ona poważnie podupadła na zdrowiu psychicznym i do tej pory nie może się pozbierać, pomimo terapii. Choć ma za sobą również te lepsze dni, to jednak to, co stało się przy alejach Szucha 12A w Warszawie, sprawia, że wszystko wraca ze zdwojoną siłą, zważywszy że niektórych osób biorących udział w tamtym wydarzeniu sprzed lat, nie ma już na świecie. W dodatku córka Anity, Julia, aktywnie uczestniczy w Strajku Kobiet, mając na temat aborcji zupełnie inne zdanie, niż jej matka. Od tej chwili Anita nie potrafi już spokojnie żyć. Przeszłość wraca, a wraz z nią szereg pytań, na które nigdy nie było odpowiedzi. Czy tym razem będzie inaczej? Czy Anita, żyjąca na skraju szaleństwa, będzie w stanie stawić czoło przeszłości i raz na zawsze ją zamknąć? Czy jej dzieci, a szczególnie córka, również zaznają spokoju? Bardzo szybko okazuje się jednak, że na spokój trzeba będzie jeszcze poczekać. Nieoczekiwanie ktoś umiera. Wszystko wskazuje na to, że nie była to śmierć naturalna. A skoro morderstwo, to kto za nim stoi i dlaczego zabił? Czy ta śmierć ma związek z wydarzeniami z 1979 roku?

Najnowszy thriller Magdaleny Zimniak nie jest zwykłą powieścią dotykającą problemu aborcji. Takie rozwiązanie byłoby zbyt proste, a nie do tego autorka przyzwyczaiła swoich czytelników przez lata twórczości. Już sam tytuł Protest nie jest jednoznaczny. Ma on bowiem kilka wymiarów, a Strajk Kobiet i wyrok Trybunału Konstytucyjnego są tylko jednym z nich; czymś w rodzaju przysłowiowej pierwszej kostki domina, która pociąga za sobą kolejne, aż w końcu cała konstrukcja, tak mozolnie budowana, ulega zniszczeniu, pokazując to, co do tej pory było ukryte gdzieś bardzo głęboko. Wiele rzeczy zostaje brutalnie obnażonych. Na jaw wychodzą hipokryzja i zakłamanie tych, którzy w oczach opinii publicznej chcą uchodzić za nieskazitelnych i kierujących się w życiu najwyższymi wartościami moralnymi. Tytułowy protest to także brak zgody na wiele spraw, które do tej pory były tolerowane i przemilczane nie tylko w życiu publicznym, ale przede wszystkim w życiu osobistym bohaterów. To powiedzenie DOŚĆ temu wszystkiemu, co jeszcze do niedawna było tematem tabu. To wyjście naprzeciw problemom, które przez długie lata niszczyły od środka poszczególnych bohaterów. To wreszcie podjęcie próby zakończenia trwających latami niedopowiedzeń i tajemnic.

Protest to powieść niezwykle autentyczna. Co ważne i na co należy zwrócić szczególną uwagę, autorka nie występuje tutaj w roli moralizatorki. Nikogo nie poucza, nikomu nie narzuca swoich poglądów. Stoi jak gdyby z boku i przygląda się bohaterom, których sama stworzyła. Można odnieść wrażenie, że Magdalena Zimniak również jest ciekawa końca tej historii. Jej bohaterowie są wolnymi ludźmi i ta wolność może sprawić, że w każdej chwili są w stanie zaskoczyć czytelnika, a sama autorka świadomie im na to pozwala, nie pociągając za sznurki. Są to postacie, którym nieobce są ból, cierpienie, okrucieństwo, zemsta, ale też miłość, przyjaźń czy skłonność do wybaczania, natomiast konsekwencje podejmowanych decyzji prędzej czy później dadzą o sobie znać. Autentyczność tej powieści polega również na tym, że opowiedziana w niej historia jest taka typowo polska. Nikt obcy nam jej nie zabierze i nikt nie będzie w stanie wpasować się w nią tak dobrze, jak Polacy. Stanowi lustro, w którym wielu z nas zapewne dostrzegłoby również swoje odbicie. Czy jest emocjonalna? Poniekąd tak, choć nie jest to typowa gra na ludzkich emocjach, aby tylko wywołać sensację czy wzbudzić negatywne uczucia u którejkolwiek ze stron.

Myślę, że ta książka bardzo długo będzie wyróżniać się na tle innych powieści. Jest odważna i niepozwalająca o sobie zapomnieć. To historia nie tylko dla kobiet. Polecam. 


Agnieszka Różycka

tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka







piątek, 1 marca 2019

Marcin Brzostowski – „Międzynarodowy Dzień Mafii”






PATRONAT MEDIALNY

RECENZJA PREMIEROWA






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora. Dziękuję!


Wydawca: E-BOOKOWO
Będzin 2019
E-BOOK/WYDANIE PAPIEROWE



„Mafia” to słowo, które większości z nas kojarzy się z Sycylią, gdzie swoją działalność prowadzą bądź prowadziły zorganizowane grupy przestępcze posiadające ogromne wpływy i powiązania z osobami na różnych szczeblach władzy, a także prowadzące działalność gospodarczą, która finansowana jest z dokonywanych przestępstw. Z kolei w kontekście literackim, mówiąc „mafia” zazwyczaj mamy na myśli Amerykę i nieśmiertelnego Ojca chrzestnego autorstwa Mario Puzo.  Jedna z legend mówi natomiast, że samo słowo „mafia” pochodzi od pierwszych liter hasła, które towarzyszyło Sycylijczykom podczas niewoli francuskiej, jaką przeżywali pod panowaniem dynastii Andegawenów, a brzmiało ono następująco: Morte Alla Francia Italia Anela, czyli Śmierć Francuzom hasłem wszystkich Włochów.

Wyobraźmy sobie zatem, że mafia posiada tak ogromną władzę, iż pewnego dnia zupełnie legalnie zostaje ogłoszony Międzynarodowy Dzień Mafii. Jest to święto naprawdę wyjątkowe, ponieważ wtedy nawet najtwardszy gangster musi zmięknąć i zapomnieć o tym, czym zajmuje się na co dzień. Dlaczego? Skąd taka nagła zmiana w zachowaniu mężczyzn, którzy każdego innego dnia potrafią być bezwzględni? Tego czytelnik dowie się dopiero wtedy, gdy sięgnie po najnowszą mini powieść Marcina Brzostowskiego. Na kartach swojej książki Autor ponownie wraca do postaci nieprzeciętnego i naprawdę godnego uwagi inspektora Franco Foga, którego mieliśmy już okazję poznać zarówno w Zemście kobiet, jak i dwóch krótkich opowiadaniach zatytułowanych Wirujący sztylet hiszpańskiej kusicielki i Mroczna tajemnica sgt. Adeli White.

Podobnie, jak w poprzednich książkach, Franco Fog tym razem również musi rozwiązać zagadkę, która wydaje się niesamowicie skomplikowana. Otóż, zbliża się tytułowy Międzynarodowy Dzień Mafii, a wraz z nim samobójstwa popełniają gangsterzy nie tylko ci działający na terenie Polski, ale także ci, którzy swoją przestępczą działalność prowadzą w innych krajach świata. Informacja o pierwszym podejrzanym samobójstwie gangstera zastaje inspektora w mieszkaniu jego życiowej partnerki, Małej Sylwii, która wcale nie jest postacią bez znaczenia, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Kiedy natomiast przychodzą wiadomości o kolejnych podejrzanych zgonach mafiosów, Franco Fog zaczyna coraz głębiej angażować się w śledztwo i coraz bardziej nabierać pewności, że za tymi samobójstwami kryje się coś więcej, niż tylko zwykła depresja gangstera. W dodatku mafiosi, jak gdyby się zmówili. Udają się bowiem na łono Abrahama w tym samym czasie. Czyżby nagle zgodnie postanowili oczyścić świat z przestępczości, eliminując samych siebie? Chyba nie. To byłoby zbyt proste. Coś tu ewidentnie nie gra i Franco Fog bez wątpienia dowie się, o co w tym wszystkim chodzi, nawet gdyby miał w tym celu poruszyć niebo i ziemię, nie spać po nocach i przesłuchać tysiące świadków.

Międzynarodowy Dzień Mafii to książka, która posiada swoje drugie dno. Aby je odkryć, czytelnik nie możne potraktować jej bezrefleksyjnie. Gangsterzy to tak naprawdę przedstawiciele nie tylko tej konkretnej grupy społecznej, ale przede wszystkim reprezentanci tych mężczyzn, którzy nie potrafią zrozumieć, że kobieta może być dla nich takim samym partnerem, jak inni mężczyźni. Męscy bohaterowie nie przyjmują bowiem do wiadomości, że kobietę stać na coś znacznie więcej, niż tylko dostarczanie im przyjemności albo piętrzenie coraz to nowych problemów. To oni są tymi, którzy rządzą światem, zapewniają byt rodzinie, a o jakimkolwiek równouprawnieniu nawet nie chcą słyszeć. W ich mniemaniu tak popularny dziś feminizm jest czymś zgoła złym i przybiera postać karykaturalną, co może wynikać ze strachu przez nieznanym lub obawą przed odwetem ze strony kobiet w odpowiedzi za lata złego traktowania. Z kolei kobiety też nie są lepsze, ponieważ – podobnie, jak mężczyźni – żyją stereotypami, uważając, że są stworzone jedynie do usługiwania mężczyznom, a jeśli już zdarzy im się jakiegoś pokochać, to są w stanie zrobić dla niego dosłownie wszystko.

Najnowsza książka Marcina Brzostowskiego to przede wszystkim opowieść o konfliktach damsko-męskich, których źródłem są uprzedzenia, tradycje kulturowe, a także obawa przed tym, że można zrobić coś, co nie zostanie dobrze przyjęte w społeczeństwie, a to może przecież znacząco ograniczyć wolność jednostki. Z jednej strony istnieje wyraźny podział na mężczyzn i kobiety i najlepiej byłoby, aby w ważnych sprawach mężczyźni i kobiety nie wchodzili sobie w drogę, skupiając się jedynie na tym, do czego są stworzeni, a z drugiej widać, że taki obraz świata jest nieco męczący zarówno dla jednej, jak i drugiej strony. Możliwe, że jakieś zmiany chętnie zostałyby przyjęte, ale pojawia się obawa, że przecież nie będzie to dobrze widziane przez otoczenie i jedyne, co im pozostanie, to ośmieszenie się i wstyd. Niemniej kobiety żyjące w cieniu swoich mężczyzn mogą wydawać się silniejsze od nich, bo przecież każdego dnia muszą zmagać się z problemami świata wykreowanego przez męską część populacji.

Międzynarodowy Dzień Mafii nie jest tak naprawdę kontynuacją losów inspektora Franco Foga, a jedynie opowiedzeniem kolejnej historii z jego życia. Tak więc czytelnicy, którzy jeszcze nie zetknęli się z tym bohaterem w poprzednich książkach Autora, mogą śmiało rozpocząć z nim przygodę właśnie od tej mini powieści. Nie jest to pierwsza książka Marcina Brzostowskiego, na kartach której poruszane są istotne problemy społeczne ukryte pod płaszczem absurdu, sarkazmu i humoru. Autor pokazuje, że wszelkiego rodzaju konflikty damsko-męskie kreowane są tak naprawdę przez samych zainteresowanych i tylko oni są w stanie coś zmienić. Dopóki nie pojawi się tolerancja i porozumienie pomiędzy kobietami i mężczyznami, próżno jest oczekiwać jakiejkolwiek zmiany istniejącej sytuacji.

Dodatkowym atutem tej książki jest prosty i zrozumiały język, a do tego dużo dialogów, zamiast przydługich i czasami wręcz zupełnie niepotrzebnych opisów. Polecam tę mini powieść każdemu, kto ma ochotę na historię opowiedzianą z przymrużeniem oka zanurzoną w surrealizmie, ale na pewno nie bezrefleksyjną, lecz zmuszającą do zastanowienia się nad naszymi wzajemnymi relacjami.







Książka do nabycia m.in. na stronie Wydawnictwa E-BOOKOWO.





wtorek, 26 czerwca 2018

Magdalena Zimniak – „Gra poza prawem”











Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję!




Wydawnictwo: PROZAMI
Słupsk/Warszawa 2018



Ludzie kłamią i popełniają błędy z różnych powodów. Czasami robią to z własnej woli, bo tak jest im wygodnie, a niekiedy są do tego zmuszani przez inne osoby – nierzadko te najbliższe – albo przez zaistniałe okoliczności, nie widząc innego wyjścia, jak tylko wybór zła. Często uważają bowiem, że kłamstwo będzie lepsze niż prawda, która podobno ma zapewnić człowiekowi wolność. Są też przypadki, kiedy ktoś ukrywa prawdę, ponieważ boi się, że jej ujawnienie może mu zaszkodzić lub sprawić, że nie będzie akceptowany w swoim środowisku, a ludzie wciąż będą gadać i wytykać palcami. W takiej sytuacji poczucie ewentualnego wstydu i napiętnowanie przez społeczeństwo są gorsze niż życie w zgodzie z samym sobą. Funkcjonowanie w takim zakłamanym świecie musi być bardzo trudne i męczące. Trzeba bowiem wciąż uważać na to, co się mówi i do kogo, kontrolować swoje zachowanie i trzymać na dystans tych, którzy chcieliby się do nas zbliżyć i zawrzeć nieco bliższą znajomość. Każdego dnia towarzyszy nam strach, który w rezultacie może doprowadzić do naprawdę nieprzewidzianych sytuacji. Człowiek jest tylko człowiekiem i pewnego dnia może zdarzyć się tak, że nie wytrzyma ciągłego życia w stresie i napięciu i zwyczajnie wyrzuci z siebie to, z czym borykał się przez długie lata. Wtedy zacznie się obwinianie innych, a nawet pojawi się chęć ukarania samych siebie.

Opisane powyżej warianty ludzkich zachowań wcale nie są rzadkością w dzisiejszym świecie. Można rzec, że dotyczą one nie tylko współczesnego człowieka. Moim zdaniem ludzie od wieków coś ukrywają przed światem i boją się, że pewnego dnia prawda ujrzy światło dzienne. Choć czasy się zmieniają, mijają lata i wieki, a człowiek wciąż pozostaje taki sam. Bez względu na to, w jakich realiach przychodzi mu funkcjonować, jego sposób myślenia wcale nie różni się od tego, jakim kierowali się jego przodkowie. Można przypuszczać, że przyszłość także niczego nie zmieni. Wbrew pozorom natura ludzka wcale się nie zmienia, co ukazuje fabuła najnowszej powieści Magdaleny Zimniak. Bohaterkami książki są trzy kobiety w różnym wieku, których życiowe drogi pewnego dnia splatają się ze sobą wzajemnie i już zawsze będzie je łączyć wspólna dramatyczna historia, choćby nie wiadomo gdzie rzucił je los.  

Dorota to dwudziestoletnia niepełnosprawna dziewczyna, która nigdy nie opuściła czterech ścian własnego domu. Oprócz matki i apodyktycznej babki, Dorota nie zna innych ludzi. Nie ma pojęcia, kim jest jej ojciec, choć uważa, że to zapewne po nim odziedziczyła urodę, bo przecież jej matka jest piękną kobietą, więc logiczne, że nie mogła dostać jej genów. Dziewczyna interesuje się literaturą i nawet sama próbuje tworzyć krótkie opowiadania, o których istnieniu wie tylko ona. Matka niby o nią dba, ale nie do końca troska ta wynika z miłości do córki, a przynajmniej tak to wygląda na samym początku. Można odnieść wrażenie, że z przymusu wykonuje jedynie swoje obowiązki związane z zapewnieniem córce jako takich warunków życia. Dorota nie jest zarejestrowana w żadnym urzędzie, czyli jednym słowem ONA NIE ISTNIEJE! Przez dwadzieścia lat życia dała radę się z tym pogodzić, ale wygląda na to, że od pewnego czasu coraz bardziej męczy ją taki stan rzeczy. Ona wie, że niepełnosprawność wcale nie wyklucza jej z życia w społeczeństwie. Ale jak może pokazać się ludziom, skoro nie ma nawet Internetu, nie mówiąc już o choćby jednej przyjaciółce. To matka i babka są dla niej całym światem; światem, jaki zna od chwili narodzin.

Beata jest matką Doroty. Jak wspomniałam wyżej, to bardzo piękna kobieta, na którą mężczyźni zwracają uwagę, jednak mimo to Beata nie ma szczęścia w miłości. Kiedy była nastolatką zakochała się, potem urodziła niepełnosprawną córkę i od tamtego czasu ona również bez słowa skargi podporządkowuje się swojej władczej matce, która przecież wie najlepiej, co tak naprawdę jest dobre zarówno dla Beaty, jak i Doroty. Choć czasami ona także czuje się już zmęczona taką sytuacją, to jednak głośno nie ma odwagi wyrazić swojego sprzeciwu, ponieważ obawia się reakcji matki. Beata pragnie jednak mieć kogoś bliskiego. Skoro z mężczyznami nie za bardzo jej wychodzi i z reguły łączy ją z nimi tylko łóżko, kobieta zbliża się do jednej ze swoich podwładnych. To Aleksandra ma być jej powiernicą i podnosić ją na duchu, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ale czy Beata naprawdę dobrze wybrała? Czy dwudziestokilkuletnia Ola jest osobą, której rzeczywiście można zaufać i powierzyć każdy sekret?

Aleksandra to młoda bibliotekarka posiadająca dwie twarze. Jedną znają koleżanki z pracy i może jacyś dalsi znajomi, zaś druga przeznaczona jest do oglądania jedynie przez nią samą oraz chłopaka, z którym łączy ją nie za ciekawa przeszłość. Po śmierci babki i matki Ola trafiła do domu dziecka, a tam wcale nie było wesoło. W miejscu, gdzie powinna czuć się bezpiecznie, spotkała ją ogromna krzywda i gdyby nie Krzysiek pewnie dziś nie byłoby jej na świecie. Tak więc bez względu na to, jak dalej potoczyły się losy jej i Krzyśka, oni wciąż trzymali się razem i wygląda na to, że tak już będzie zawsze. Lecz nie tylko z Krzyśkiem Olę coś łączy. Choć dziewczyna jeszcze o tym nie wie, to jednak już za chwilę na jej drodze stanie Dorota, która nie tylko solidnie namiesza w jej życiu, ale też poniekąd stanie się dla niej swego rodzaju przyjaciółką, której Aleksandra będzie chciała pomóc. Otóż jeden głupi i zupełnie nieprzemyślany wyskok sprawi, że cała czwórka – Dorota, Beata, Ola i Krzysiek – będzie musiała stawić czoło prawdziwemu niebezpieczeństwu i rozwiązać tajemnicę… morderstwa.

Gra poza prawem to typowy thriller psychologiczny, do jakich zdążyła już przyzwyczaić swoich czytelników Magdalena Zimniak. Z jednej strony bohaterowie są różni, a z drugiej bardzo podobni do siebie nawzajem. Wydaje się, że tylko Krzysiek jest tym, który niczego nie udaje ani nie ukrywa. Z niego można czytać niczym z otwartej księgi. Natomiast każda z trzech kobiet to naprawdę ogromna zagadka. Wszystkie posiadają w sobie jakąś sprzeczność. Beata i Dorota niby kochają się nawzajem, jak matka i córka, lecz wystarczy chwila i ta miłość przeradza się w tak wielką nienawiść, że tylko krok dzieli je od zrobienia krzywdy tej drugiej. Czasami działają w jakimś niezrozumiałym amoku, a kiedy zdają sobie sprawę z tego, co właśnie zrobiły, czują ból, wyrzuty sumienia i niekiedy same nie potrafią zrozumieć, dlaczego postąpiły tak a nie inaczej. Z jednej strony nie chcą krzywdzić siebie nawzajem, ale z drugiej pod wpływem emocji mogą nawet zabić.  

Jaka zatem w tym wszystkim jest rola Aleksandry? Młoda bibliotekarka stoi, jak gdyby pomiędzy Beatą a Dorotą i to od jej działań zależy, jak dalej potoczą się losy matki i córki. Są chwile, kiedy Ola widzi w Beacie i jej władczej matce kobiety, które ją wychowały. Wtedy rodzi się w niej jakaś chęć zemsty, lecz po pewnym czasie to uczucie mija i dziewczyna wraca do rzeczywistości i do rozwiązania zadania, którego się podjęła. Pobyt w domu dziecka i doświadczenia, które wyniosła z tamtego miejsca naprawdę zrobiły swoje, pustosząc jej psychikę. W dodatku dziewczyna wciąż nie może zapomnieć tego, co wmawiała jej babka zanim pożegnała się z tym światem. To nadal bardzo mocno tkwi w jej świadomości i nie pozwala normalnie żyć. Zdaniem babki Aleksandra pociąg do zła odziedziczyła po ojcu, co jeszcze dodatkowo odzwierciedla jej wygląd, a dokładnie jej niepełnosprawność, z powodu której jeszcze bardziej czuje się związana z Dorotą. Tak więc dziewczyna przez lata żyje w tym przekonaniu i nawet jeśli jest inaczej, to ona nie dopuszcza do siebie takiej myśli.

Najnowsza powieść Magdaleny Zimniak to doskonałe psychologiczne studium przypadku. Czytelnikowi bardzo trudno jest zrozumieć prawdziwe motywy postępowania poszczególnych bohaterów, ponieważ one wciąż się zmieniają, a ich zachowanie nie jest bynajmniej jednoznaczne. Jedyne, co w tej sytuacji jest pewne, to fakt, iż oni wszyscy w mniejszym lub większym stopniu wplątani są w morderstwo i w konsekwencji poszukiwanie sprawcy makabrycznej zbrodni. Czy zatem to Aleksandra i Krzysztof stoją za zabójstwem? A może to Beata, która nie była w stanie dłużej stawiać czoła presji i sytuacji, w której sama była więźniem? Czy możliwe jest też, że zabójstwa dokonała niepełnosprawna Dorota, pragnąc w ten sposób odzyskać wolność? Może nie widziała już innego wyjścia, jak tylko pozbyć się przeszkody, która od dnia narodzin uniemożliwiała jej prowadzenie normalnego życia? Kim zatem jest zabójca? Czy to ktoś z najbliższego otoczenia ofiary, czy może ktoś zupełnie obcy, kogo znała tylko osoba zamordowana? Tego rodzaju pytania towarzyszą czytelnikowi od momentu, gdy dowiaduje się o morderstwie, lecz na rozwiązanie zagadki musi poczekać, aż do ostatnich stron powieści, a to czego się dowiaduje może naprawdę zaskoczyć.

Gra poza prawem to powieść dla tych, którzy oczekują od literatury czegoś znacznie więcej niż tylko przyjemności czytania. To historia, która wymaga skupienia, myślenia i przede wszystkim głębokiego zastanowienia się nad ludzką psychiką. W tej książce nic nie jest czarno-białe. Odcieni szarości jest tutaj naprawdę wiele. Większość bohaterów to mocno skomplikowane jednostki i nawet, kiedy już poznajemy zakończenie, nie możemy być do końca pewni, że ich zachowanie jest prawdziwe. Skoro przez całą powieść przyzwyczajają nas do tak poważnej złożoności swoich charakterów, to jak możemy być pewni, że w tym finałowym momencie są z nami szczerzy?