Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiesława Bancarzewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiesława Bancarzewska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 czerwca 2016

Wiesława Bancarzewska – „Noc nad Samborzewem” # 3
















Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2015





Kiedy kilka lat temu pisałam swoją blogową powieść Literackie podróże Weroniki, wówczas w myślach mojej bohaterki często dominował strach przed przeniesieniem się w czasy, w których rozgrywałby się jakiś militarny konflikt. Siedemnastoletnia Weronika obawiała się, że – znając historię – nie zniosłaby na przykład realiów drugiej wojny światowej. Wolała żyć w średniowieczu, niż choćby jedynie przez chwilę być świadkiem okrucieństwa faszystowskiego okupanta wobec jego ofiar. Wiedziała, że nie zniosłaby widoku ulicznych egzekucji, aresztowań niewinnych ludzi, a już na pewno nie dałaby rady funkcjonować w Auschwitz-Birkenau. Na szczęście nic takiego się nie stało. Literatura okazała się łaskawa i Weronika nigdy nie trafiła do roku 1939, ani też do pierwszej połowy lat 40. XX wieku.

Myślę, że – podobnie jak moja powieściowa bohaterka – nikt z nas będących przy zdrowych zmysłach nie chciałby żyć w czasach, gdzie na każdym kroku czai się śmierć, a głód i strach nie pozwalają zasnąć. O ile Weronika Świtalska miała szczęście, o tyle Anna Duszkowska-Obrycka nie mogła już tego samego o sobie powiedzieć. Wiesława Bancarzewska odpowiedzialna za losy swojej powieściowej bohaterki postanowiła, że Anna jednak przeżyje drugą wojnę światową i doświadczy wszechogarniającego strachu przede wszystkim o swojego męża i kilkuletnią córeczkę. O siebie nie musiała się martwić, bo przecież w każdej chwili mogła skorzystać z zaczarowanego obrazu z modrzewiem i znaleźć się w swoim toruńskim mieszkaniu w bezpiecznym dwudziestym pierwszym wieku.

Po Nałęczowie i Annopolu Wiesława Bancarzewska proponuje czytelnikowi podróż do fikcyjnego Samborzewa – miasteczka położonego w okolicy Inowrocławia. Lecz zanim tam trafimy, jeszcze przez pewien czas jesteśmy w równie fikcyjnym i znanym już nam Annopolu (nie mylić z Annopolem w województwie lubelskim). To przecież tam Anna osiedliła się wraz z mężem Aleksandrem Obryckim i ich córeczką Walentynką. Aleksander pracował jako zarządca annopolskiego majątku i gdyby nie wybuch wojny zapewne cała rodzina nadal żyłaby tam sobie szczęśliwie, nie myśląc o tym, co przyniesie przyszłość. Jest wrzesień roku 1939, co oznacza, że Polskę atakują Niemcy i wybucha wojna, o której konsekwencjach wie jedynie Anna Obrycka. Jej mąż dostaje wezwanie do wojska i w związku z tym wyjeżdża z Annopola nie wiadomo na jak długo. Nie wiadomo też gdzie przyjdzie mu walczyć z wrogiem i czy w ogóle jeszcze kiedyś wróci do swojej ukochanej Ani i ich córeczki.  



Słowa orędzia prezydenta Ignacego Mościckiego (1867-1946),
które Polacy usłyszeli w dniu wybuchu drugiej wojny światowej. 


Po kilku dniach do Annopola wkraczają Niemcy, którzy muszą przecież gdzieś mieszkać, szczególnie jeśli chodzi o wysokich rangą żołnierzy. Tak więc bardzo szybko dom, w którym do tej pory mieszkali Obryccy zostaje zajęty przez jednego z nazistowskich oficerów. Ponieważ Anna – z racji wykształcenia – bardzo dobrze posługuje się niemieckim, praktycznie natychmiast zostaje zatrudniona jako osobista sekretarka Rudolfa von Bruggena. Lepsze to, niż zostać całkiem bez pracy, co w konsekwencji mogłoby się skończyć dla Anny bardzo źle. Jako bezrobotna mogłaby przecież zostać wywieziona do jakiegoś obozu koncentracyjnego. Niestety, zatrudnienie u Niemca wcale nie oznacza, że będzie mogła zostać w annopolskim majątku. Teraz panem na włościach jest Rudolf von Bruggen. W związku z tym Anna Obrycka wraz z Walentynką przeprowadzają się do pobliskiego Samborzewa, gdzie w otoczeniu przyjaciół i wrogów muszą nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości. Wtedy też na drodze Anny Obryckiej staje przystojny kolejarz Dominik Polanisz, który już na samym początku wojny odznacza się wielkim bohaterstwem.

Od tej pory życie Anny Obryckiej będzie toczyć się pomiędzy Samborzewem i Annopolem. Czasami wstąpi też do pobliskiego Wierzbińca, gdzie zawsze znajdzie pomoc i pocieszenie. Oczywiście nie należy też zapominać o współczesnym Toruniu, w którym tak naprawdę toczy się jej prawdziwe życie. Po pewnym czasie okaże się też, że Dominik Polanisz wcale nie traktuje jej jedynie jako przyjaciółki. W miarę upływu czasu Anna staje się dla mężczyzny kimś naprawdę bliskim. Czy zatem jest szansa na miłość? Czy Anna zapomni o swoim ukochanym Olku i zwiąże się z Dominikiem? A może Aleksander już nigdy nie wróci do domu, więc po co zawracać sobie głowę kimś, kto tak naprawdę może zniknąć z jej życia już na zawsze? Wreszcie, czy Anna Obrycka znów stanie się Anną Duszkowską i wróci do swoich czasów? Czy jej życie będzie takie samo, jak przed podróżą w przeszłość i ponownym spotkaniem swoich bliskich, których obecnie nie ma już obok niej?

Akcja trzeciego i zarazem ostatniego tomu trylogii rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Podobnie było w poprzednich dwóch częściach, ponieważ Anna od czasu do czasu wracała do swojego życia we współczesnym Toruniu, choćby jedynie po to, aby móc sprawdzić potrzebne informacje w Internecie czy zabrać jakieś niezbędne rzeczy, których w pierwszej połowie XX wieku jeszcze nie było. Wiadomo, że umieszczanie bohaterów w dwóch rzeczywistościach, które diametralnie różnią się od siebie nie jest łatwe. Trzeba bowiem zachować pewną logikę, aby nie doprowadzić do sytuacji, które czytelnikowi wydadzą się po prostu śmieszne. Żadnej śmieszności bynajmniej nie zauważyłam, ale wydaje mi się, że tragizm drugiej wojny światowej przedstawiony jest zbyt łagodnie. Jestem w tej grupie czytelników, dla których druga wojna światowa to wręcz świętość, natomiast w beletrystyce zawsze zwracam uwagę na poziom jej dramatyzmu. Zawsze powtarzam, że nie wszyscy Niemcy byli katami, ale ci dobrzy to tylko jednostki, zaś większość niestety mordowała nas z zimną krwią i nic nie mogło tego zmienić. Mało tego. Oni czuli satysfakcję z tego, że ich ofiary umierają ze strachu na sam ich widok. Każdy mord stanowił dla nich niemałą rozrywkę.

Apolinary Jankowski 
Skoro już wspomniałam o „rozrywkowym” zachowaniu esesmanów, to chcę zwrócić uwagę na pewne wydarzenie, które Autorka opisała w powieści. Otóż była to tak zwana Krwawa niedziela w Inowrocławiu, czyli innymi słowy masakra więźniów przebywających w zakładzie karnym w Inowrocławiu. Zbrodnia ta miała miejsce w nocy z 22 na 23 października 1939 roku. Wtedy to z rąk esesmanów, którym przewodzili Otto Christian Hirschfeld (1909-?) i Hans Ulrych Jahnz (?-1945) zginęło pięćdziesięciu sześciu niewinnych Polaków, w tym prezydent Inowrocławia Apolinary Jankowski (1899-1939) oraz jego zastępca Władysław Juengst (?-1939), a także wójt gminy Inowrocław-Zachód Mieczysław Eckert (1897-1939). Esesmani mordowali tych ludzi dla zwykłej przyjemności jedynie oraz własnego widzimisię. To potworne wydarzenie poprzedziła alkoholowa libacja. Ci, którym jakimś cudem udało się przeżyć, tak wspominali mord na współwięźniach:

Kazano nam stać w drzwiach cel otwartych, twarzą zwróconą w ich ciemne wnętrze. Wywoływano nazwiska, sprowadzano więźniów na parter do holu-areny, wszystko w pośpiechu, wśród gradu przekleństw i kopnięć. Na dole rozpoczęły się przesłuchy: Jak się nazywasz, ty psie? Nim padła odpowiedź, waliło się ciało głuchym łoskotem na posadzkę, uderzone kolbą lub rękojeścią rewolweru w szczękę i ogłuszone.

Drugą kwestią, którą chcę poruszyć w związku z powieścią jest współczesny polski antysemityzm i to często wyrażany przez tych, którzy tak naprawdę nie mają bladego pojęcia o tym, o czym mówią, szczególnie mam na myśli ludzi młodych niemających dostatecznej wiedzy, aby być zobligowanymi do wypowiadania się na tak trudne tematy. Cieszę się, że Wiesława Bancarzewska zdecydowała się poruszyć tę kwestię w swojej książce. Zawsze, kiedy do moich uszu docierają antysemickie teksty wypowiadane przez Polaków, żałuję, że nie można tych ludzi choć na chwilę przenieść do obozu Auschwitz-Birkenau, aby zobaczyli na własne oczy co się wtedy działo. Jestem przekonana, że umarliby ze strachu na sam widok ówczesnych komór gazowych czy pieców krematoryjnych, nie mówiąc już o spotkaniu jednego czy drugiego esesmana znęcającego się nad niewinnymi ludźmi.

Podczas gdy w poprzednich tomach trylogii jedynie Anna Duszkowska-Obrycka przemieszcza się pomiędzy dwoma światami, tym razem Wiesława Bancarzewska zdecydowała się też na przeniesienie jednego z pozostałych bohaterów do czasów współczesnych Annie. Może nie do końca owa postać radzi sobie w zgoła odmiennej rzeczywistości, ale bardzo szybko się uczy i w gruncie rzeczy wcale nie wygląda to źle. Jest trochę zabawnie i wydaje się, że tak mogłoby już zostać. Autorka zadbała również o wplecenie do fabuły autentycznych historycznych wydarzeń, czego przykładem jest wspomniana wyżej Krwawa niedziela. Ten zabieg bardzo mi się podoba.

W moim odczuciu Noc nad Samborzewem doskonale zamyka trylogię o Annie Duszkowskiej. Zakończenie chwyta za serce. Poza tym, jeśli ktoś twierdzi, że jest ono mało wiarygodne, to pragnę w tym miejscu przypomnieć książkę pisarza o międzynarodowej sławie, którym jest Francuz Guillaume Musso. Powieść nosi tytuł Będziesz tam?, w której Autor praktycznie w identyczny sposób rozwiązuje powrót głównego bohatera do czasów współczesnych. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że każda powieść z elementami fantastyki nigdy nie będzie do końca wiarygodna. Tam zawsze znajdą się wydarzenia, które w realnym świecie okażą się niemożliwe do zaistnienia. Na koniec mogę już tylko dodać, że generalnie cała trylogia bardzo mi się podobała.










niedziela, 24 stycznia 2016

Wiesława Bancarzewska – „Zapiski z Annopola” # 2














Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2014





Rok 1938 nie był dla Polski zbyt szczęśliwy, a to głównie dlatego, że wielkimi krokami zbliżała się druga wojna światowa. Choć ludzie nie zdawali sobie jeszcze sprawy z tego, co ich czeka już za kilka bądź kilkanaście miesięcy, to jednak czuło się pewne napięcie. Z faszystowskich Niemiec co chwilę dochodziły niepokojące informacje, a Adolf Hitler (1889-1945) wraz ze swoimi współpracownikami skutecznie przygotowywał inwazję na poszczególne kraje europejskie. Wielu jednak uważało, że wódz Trzeciej Rzeszy tylko sobie pokrzyczy i przestanie. W 1938 roku Polacy nie wiedzieli jeszcze jak bardzo nasz kraj zostanie zniszczony, a Warszawa zrównana z ziemią, zaś ludzie wypędzeni z własnych domów i bestialsko zamordowani. Gdyby ktoś wówczas powiedział im o tym, zapewne uznaliby, że opowiada wierutne bzdury. Zwykli ludzie tak naprawdę zaczęli interesować się polityką dopiero wtedy, gdy władze rozpoczęły nawoływanie do masowego wspomagania obrony kraju, szczególnie pod względem finansowym.

Wydawało się więc, że zarówno w Polsce, jak i na świecie życie generalnie toczy się identycznie, jak do tej pory. Ludzie zajęci byli własnymi sprawami, a tylko jedna Anna Duszkowska doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co przyniesie najbliższa przyszłość. Tylko ona znała dokładną liczbę ofiar wojny i wciąż ze strachem zastanawiała się, czy jej rodzina i przyjaciele, których odnalazła w przeszłości, przeżyją. Owszem, w przypadku niektórych osób była pewna, że wojna nie wyrządzi im większej krzywdy, bo przecież, kiedy urodziła się pod koniec lat 60. XX wieku, oni nadal żyli. Niemniej lękiem napawała ją myśl, czy jej nowa rodzina, którą zupełnie nieoczekiwanie założyła w przeszłości, również bez szwanku przejdzie przez masakrę, którą Europie i światu zgotował Adolf Hitler.

Anna Duszkowska to oczywiście postać, którą czytelnicy doskonale znają z poprzedniej części opowieści o niezwykłej podróży w przeszłość, której doświadczyła główna bohaterka wykreowana przez Wiesławę Bancarzewską. Jak pamiętamy, Anna to kobieta po czterdziestce, której życie w 2011 roku nie za dobrze się układało, natomiast niezwykle silna tęsknota za tymi, którzy już odeszli, sprawiła, że psotny los uśmiechnął się do niej i sprawił, iż pewnego dnia przeniosła się do Nałęczowa z 1932 roku. Tam oczywiście spotkała nie tylko swoich najbliższych, lecz także osoby, których nigdy wcześniej nie znała. Musiała także stawić czoło różnym nieprzewidzianym sytuacjom i niektóre sprawy doprowadzić do końca. Poza tym wygląda na to, że to właśnie w przeszłości Anna ułożyła sobie życie. Co ciekawe, nie potrafiła zrobić tego, żyjąc w XXI wieku. Dlaczego? Możliwe, że Anna Duszkowska tak naprawdę nie nadaje się do współczesnego życia, więc jedyne, co powinna zrobić, to zostać tam, gdzie jest. Z drugiej strony jednak realia panujące w latach 30. XX wieku sprawiają, że naszej bohaterce nie zawsze żyje się tam lepiej. Wiadomo przecież, że nie wszystkie urządzenia, których teraz używamy bez zastanowienia, były wówczas dostępne. Niemniej Anna doskonale sobie radzi. Wszak zawsze można wrócić „na chwilę” do swojego toruńskiego mieszkania i zabrać z XXI wieku to, co akurat jest potrzebne i bez czego nie da się żyć w latach 30. XX wieku.


Wycinek z tygodnika Płomyczek zaadresowanego do młodszych dzieci 
Te dwie strony pochodzą z numeru, który ukazał się w środę 29 października 1930 roku.
Redaktorką naczelną była wówczas Janina Porazińska (1888-1971), natomiast tygodnik wydawany
był przez Związek Nauczycielstwa Polskiego, a po wojnie przez Instytut Wydawniczy Nasza Księgarnia.
Zanim bajki powieściowej Anny Obryckiej trafiły do wydawnictwa Nasza Księgarnia, bohaterka współpracowała właśnie z Płomyczkiem


Od chwili, gdy Anna Duszkowska – obecnie Obrycka – pokonała po raz pierwszy granicę pomiędzy teraźniejszością a przeszłością minęło sześć lat. Tym razem wraz z główną bohaterką czytelnik przenosi się do 1938 roku. Jest lipiec, czyli miesiąc, kiedy w Baranowiczach (obecnie Białoruś) uruchomiono regionalną rozgłośnię radiową, który stała się jednocześnie dziewiątą tego typu rozgłośnią w kraju. Ponadto w dniu 9 lipca w krakowskim kościele dominikanów odkryto szczątki księcia z dynastii Piastów – Leszka Czarnego (ok. 1241-1288) oraz jego brata – króla Władysława I Łokietka (1260-1333). Z kolei 15 lipca sprowadzono do Polski z Petersburga prochy naszego ostatniego króla, czyli Stanisława Augusta Poniatowskiego (1732-1798). Króla pochowano w rodzinnym Wołczynie w krypcie kaplicy pod wezwaniem świętej Trójcy.

Anna Obrycka obecnie jest szczęśliwą mężatką i matką czteroletniej Walentynki. Na chwilę obecną nie wyobraża sobie innego życia, jak tylko to, które wiedzie w 1938 roku. Jej mąż Aleksander, który pracuje jako administrator pewnego majątku, jest dla Anny całym światem. Podobnie jak jej mała rezolutna córeczka. Anna wraz z rodziną mieszka w rzeczonym majątku, posiada służbę, którą szanuje i nie pokazuje, że to ona jest tutaj panią. Kiedy zajdzie taka potrzeba, nasza bohaterka spieszy z pomocą tym, którzy wywodzą się z niższej warstwy społecznej. Jej miłe usposobienie sprawia, że praktycznie nie ma wrogów, a każdy, z kim zetknie ją los, widzi w niej przyjaciółkę. Życie Obryckich na pierwszy rzut oka może przypominać sielankę, a nawet jeśli pojawiają się jakieś problemy, to daleko im do tych, którym każdy z nas stawia czoło w XXI wieku. W Annopolu życie płynie, jak gdyby wolniej, a ludzie mają znacznie więcej czasu na to, aby móc jedni drugim poświęcić swój czas. Wydaje się, że nikt się nigdzie nie spieszy i każdy jest życzliwy wobec swoich sąsiadów, znajomych, rodziny i przyjaciół. Czy na pewno tak jest? Może to tylko złudzenie? Trzeba bowiem pamiętać, że człowiek tak naprawdę wcale się nie zmienił pomimo upływu lat, a nawet wieków. Wtedy też ludzie potrafili wywyższać się nad innymi i doprowadzać ich do płaczu.

Toruń – Ratusz Staromiejski 
Tak wyglądał ratusz, kiedy
Anna Obrycka udawała się z wizytą do
swojej ciotki Marysi w roku 1938. 
Z uwagi na to, że Anna zna też inne życie, nie może przejść obojętnie obok niesprawiedliwości. A ponieważ pani Obrycka nie jest egoistką, posuwa się do działań, które pokrzywdzonym mogą jedynie pomóc albo otworzyć oczy na pewne sprawy. Przed mężem czasami też ma swoje tajemnice i nie we wszystkim się z nim zgadza. W ich związku jednak najważniejsza jest miłość, więc nie ma innej możliwości, jak tylko wybaczyć nawet, jeśli ta druga strona coś przeskrobała. Podobnie rzecz ma się w przypadku Walentynki. Wiadomo, że kilkuletnie dziecko nie zawsze bywa posłuszne i czasami robi to, na co ma w danym momencie ochotę, nie bacząc na przykazania dorosłych.

W całej tej historii najważniejsze jest jednak to, że Anna może spotykać się z rodziną swojego ojca. W Powrocie do Nałęczowa nasza bohaterka trafiła do domu swojej babci Zofii Leśniak i tam między innymi poznała matkę, która oczywiście nie miała i nadal nie ma pojęcia, że oto właśnie widzi przed sobą własną córkę. Tym razem Anna Obrycka spotyka się z rodziną ze strony ojca. Swojego rodziciela widzi jako bardzo młodego chłopaka, któremu nie żeniaczka w głowie. Na to przyjdzie jeszcze czas. Niemniej dla Anny niesamowitym przeżyciem jest to, że może w ogóle go zobaczyć, bo przecież w jej prawdziwym życiu, które wiedzie w XXI wieku, ojca już nie ma. Podobnie jak matki i całej reszty rodziny, której obecnością może się teraz cieszyć bez końca. Nie wszystko jednak układa się tak, jakby Anna sobie tego życzyła. Kobieta musi bowiem uwiarygodnić pewne sprawy, a to jest dość trudne. I tutaj należałoby wytężyć swoją wyobraźnię. Co zatem takiego Anna wymyśliła, żeby wkupić się w łaski swojej rodziny? Czy ci ludzie nie zauważą niczego niepokojącego?

Zapiski z Annopola to książka, którą czyta się bardzo przyjemnie. Życie biegnie swoim własnym torem. Nie dzieje się nic, co mogłoby zakłócić spokój bohaterów. Niemniej Anna wciąż się martwi. Czym? Oczywiście zbliżającą się wojną. Ona wie, że to już niedługo i obawia się, że ci, których kocha najbardziej na świecie mogą tej wojny nie przeżyć. Co stanie się zatem z jej ukochanym mężem Aleksandrem i uwielbianą córeczką Walentynką? Jak i gdzie sprawdzić czy przeżyli wojnę, czy może zostali zamordowani przez hitlerowców? Przecież nie znała tych ludzi wcześniej, więc nie ma pojęcia, jak skończył się dla nich koszmar faszystowskiej okupacji. A może oni tak naprawdę w ogóle nie istnieją? Może żyją jedynie w wyobraźni Anny? Przyznam, że te dwa ostatnie pytania bezustannie zadawałam sobie w trakcie czytania książki. Niby wiele rzeczy wskazuje na to, że jest inaczej, a jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Anna to wszystko sobie wymyśliła, tylko po to, żeby zabić w sobie tęsknotę za innym życiem i za ludźmi, których kochała, a którzy odeszli.


Toruńskie Bydgoskie Przedmieście z ulicą Mickiewicza na początku XX wieku
W willi pod numerem 15 mieszkała ukochana ciotka Anny Obryckiej 
Marysia Rawiczowa wraz z mężem


Muszę przyznać, że ta trylogia coraz bardziej mnie wciąga i pobudza moje szare komórki do rozwiązania zagadki tajemniczego przemieszczania się w czasie, którego doświadcza Anna Duszkowska-Obrycka. Jak to wszystko się skończy? Czy Anna kiedykolwiek wróci do życia w XXI wieku? A może zostanie już tam, gdzie jest i będzie szczęśliwa z tymi, którzy stanowili dla niej sens życia? Może Anna będzie obserwować gdzieś z boku ślub swoich rodziców, a potem narodziny starszego brata i swoje własne? Trudne to jest do zrozumienia i mam nadzieję, że w Nocy nad Samborzewem Autorka wyjaśniła tę sprawę oraz inne kwestie, które nie były dla mnie do końca jasne.

Co zatem podobało mi się w tej powieści? Przede wszystkim to, że Wiesława Bancarzewska wplotła do fabuły mnóstwo ciekawostek, które mają związek z latami 30. XX wieku. Ciekawym zabiegiem jest pokazanie, jak funkcjonowało wtedy wydawnictwo Nasza Księgarnia, z którym Anna Obrycka jest związana. Pojawiają się postacie znane z historii. Choć niektóre miejscowości – jak Wierzbiniec czy Samborzewo – są fikcyjne, to jednak czyta się o nich, jakby istniały naprawdę. Akcja powieści jest bardzo prosta, bo przecież Anna Obrycka wiedzie w Annopolu całkiem zwyczajne życie, lecz jest w tym jakaś magia. Możliwe, że właśnie w taki sposób odebrałam tę książkę, ponieważ od dziecka uwielbiam czytać nie tylko powieści, których akcja rozgrywa się w przeszłości, ale też takie, które mają w sobie coś z baśni i charakteryzują się brakiem realizmu. W Zapiskach z Annopola niektórym sytuacjom naprawdę daleko do realizmu i zapewne te czy inne wydarzenia nigdy nie miałyby miejsca w prawdziwym życiu. Niemniej mnie ta historia ujęła i czekam niecierpliwie, kiedy sięgnę po ostatni tom i w końcu dowiem się, co takiego działo się z bohaterami podczas drugiej wojny światowej oraz czy obawy Anny okazały się słuszne.










piątek, 24 kwietnia 2015

Wiesława Bancarzewska – „Powrót do Nałęczowa” # 1














Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2013




Zapewne każdy z nas posiada w domowym archiwum jakieś niezwykłe i magiczne pamiątki z czasów swoich przodków. Czasami mogą to być stare, zmatowiałe fotografie przedstawiające osoby, które chociaż nam znane, to jednak sprawiające wrażenie żyjących w zupełnie innej epoce. Mogą to być też przedmioty należące do tychże osób, a których używanie już dawno wyszło z mody, ponieważ zostały one zastąpione nowoczesnymi urządzeniami. Wśród wspomnianych pamiątek mogą znaleźć się także ubrania, w których wyjście na ulicę mogłoby grozić ośmieszeniem, bo przecież dziś już nikt nie ubiera się w ten sposób. Taki sentyment do lat minionych może budzić naprawdę wszystko, nie pomijając nawet jakiejś szczególnej daty w kalendarzu. Są ludzie, dla których tego rodzaju rzeczy w ogóle nie mają znaczenia, ale są i tacy, którym na samo wspomnienie babci czy dziadka żyjących wiele lat temu łezka się w oku kręci.

Na pewno do tej drugiej grupy ludzi można zaliczyć główną bohaterkę debiutanckiej powieści Wiesławy Bancarzewskiej. Anna Duszkowska to czterdziestodwuletnia kobieta, która praktycznie nie posiada już żadnej rodziny. Owszem, gdzieś tam za oceanem mieszka sporo straszy od niej brat – Wojtek – ale kontakt z nim w zasadzie żaden. Wszyscy, których Anna kochała już odeszli. Nie żyją dziadkowie ani ukochani rodzice. Z tego świata odeszli również członkowie jej dalszej rodziny, czyli lubiani przez nią wujkowie i ciotki. Na chwilę obecną jedyną bliską jej osobą jest Bartek Pospieszny, z którym Anna związała się kilka lat wcześniej. Generalnie można rzec, że tworzą całkiem udany związek.
Pewnego dnia w życiu Anny zachodzi diametralna zmiana. Otóż kobieta, próbując wrócić do przeszłości przegląda stare fotografie, na których widzi swoją ukochaną babcię. Zdjęcie pochodzi z 1932 roku. W tamtym czasie Zofia Leśniak mieszkała w pięknym i klimatycznym domu w Nałęczowie. Można przypuszczać, że pod wpływem bardzo silnych emocji, a może za bardzo wybujałej wyobraźni, Anna Duszkowska opuszcza rok 2011 i przenosi się do 1932 roku, gdzie staje na progu domu swojej babci. W Nałęczowie Zofia Leśniak mieszka wraz z córkami. Niektóre z nich są już dorosłe, natomiast niektóre to jeszcze dzieci, jak na przykład matka Anny. Mąż Zofii już od jakiegoś czasu nie żyje. Szok, który Anna przeżywa można sobie tylko wyobrazić. Jak to bowiem możliwe, że w ułamku sekundy zmieniło się dosłownie wszystko? Czy mieszkanie Anny ktoś zaczarował?
A teraz odrobina historii. Rok 1932 na pewno nie należał do najlepszych w dziejach naszego kraju, ponieważ kojarzy się z wieloma protestami i strajkami niezadowolonego społeczeństwa. Poza tym był to przede wszystkim czas, kiedy ludzie w Polsce nie mieli jeszcze pojęcia o tragedii, jaka rozegra się już niedługo. Chodzi oczywiście o rychły wybuch drugiej wojny światowej. O Adolfie Hitlerze (1889-1945) jeszcze mało kto słyszał, więc zrozumiałe, że na tamten moment jakakolwiek wzmianka o wojnie zostałaby potraktowana niczym ludzka fanaberia. Przecież wojny już nie będzie! Jedna w zupełności wystarczy! (Mam tutaj na myśli pierwszą wojnę światową.) Pozwólcie zatem, że zanim wrócę do książki wymienię kilka wydarzeń, które miały miejsce w Polsce i na świecie właśnie w 1932 roku.
Polska
  • W dniu 15 stycznia przy ulicy św. Gertrudy 6 w Krakowie policja zatrzymała trzydzieści osiem uczestniczek komunistycznego zebrania wychowawczyń dzieci i pielęgniarek. Aresztowano wówczas dwanaście z nich.
  • Dnia 25 lutego założono Częstochowskie Towarzystwo Naukowe. W lutym 1932 roku miał miejsce również ogólnopolski strajk górników.
  •  W dniu 23 marca Alexander Uninsky (z ros. Александр Унинский; 1910-1972) pochodzący ze Związku Radzieckiego otrzymał pierwszą nagrodę w II Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Szopena. Konkurs trwał od 6 marca.
  • Dnia 31 lipca polski lekkoatleta Janusz Kusociński (1907-1940) zdobył w Los Angeles złoty medal olimpijski w biegu na 10 tysięcy metrów.
  •  Z kolei 11 sierpnia utworzono Białowieski Park Narodowy.
  • Dzięki staraniom Ignacego Bujnickiego (1891-1939) – późniejszego prezydenta Kalisza – została w dniu 5 września uruchomiona Elektrociepłownia Kalisz-Piwonice.
  • W dniu 11 września w wypadku lotniczym zginęli polscy piloci: Franciszek Żwirko (1895-1932) i Stanisław Wigura (1901-1932), którzy 28 sierpnia tego samego roku świętowali swoje zwycięstwo, zdobywając w zawodach „Challenge” pierwsze miejsce i międzynarodowy puchar dla Polski.
  • Sprinterka Stanisława Walasiewicz (1911-1980) ustanowiła 18 października w Warszawie rekord Polski w biegu na 800 metrów.
  • Dnia 2 listopada Józef Beck (1894-1944) objął funkcję ministra spraw zagranicznych w rządzie Aleksandra Prystora (1874-1941).


Zwróćmy uwagę o czym pisała prasa w 1932 roku. Jak widać oprócz osiągnięć sportowych
polskiego lekkoatlety  na pierwszy plan wysuwa się również nienawiść
III Rzeszy wobec narodu polskiego. 




Świat
  • W dniu 1 stycznia Poczta Stanów Zjednoczonych wydała komplet dwunastu znaczków celem upamiętnienia dwusetnej rocznicy urodzin Jerzego Waszyngtona (1732-1799).
  • Dnia 12 stycznia Hattie Caraway (1878-1950) została pierwszą kobietą, którą wybrano do Senatu Stanów Zjednoczonych.
  • Dnia 25 lutego Adolf Hitler otrzymał niemieckie obywatelstwo w wyniku naturalizacji, co w konsekwencji umożliwiło mu ubieganie się w wyborach o stanowisko kanclerza Niemiec; naturalizacja to otrzymanie obywatelstwa danego kraju na skutek zamieszkania na jego terenie.
  • W dniu 27 lutego brytyjski fizyk sir James Chadwick (1891-1974) na łamach tygodnika Nature ogłosił odkrycie neutronu.
  • W dniu 4 maja gangster Al Capone (1899-1947), który został skazany na jedenaście lat pozbawienia wolności, trafił do ciężkiego więzienia federalnego w Atlancie.
  • Dnia 15 maja w ZSRR Józef Stalin (1878-1953) ogłosił plan partyjnej oraz państwowej polityki religijnej, który mówił, iż: „do dnia 1 maja 1937 roku na całym terytorium ZSRR nie powinien pozostać ani jeden dom modlitewny i samo pojęcie Boga winno zostać przekreślone jako przeżytek średniowiecza, jako instrument ucisku mas pracowniczych”.
  • W dniu 6 listopada nazistowska Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników (NSDAP) wygrała przedterminowe wybory do niemieckiego parlamentu.
  • Dnia 18 listopada miała miejsce piąta z kolei ceremonia wręczenia amerykańskich nagród filmowych, czyli Oscarów. Natomiast dzień później – 19 listopada – druga żona Józefa Stalina została odnaleziona martwa w swoim domu. 

To tylko niektóre z wydarzeń mających miejsce w 1932 roku. Oczywiście Anna Duszkowska nie ma o nich pojęcia, chyba że przeczyta coś na ich temat w Internecie. Jak już wspomniałam kobieta któregoś dnia przenosi się w czasie i trafia do domu swojej babci. Z jednej strony Anna nie kryje swojego zdziwienia, lecz z drugiej taka zmiana nawet jej odpowiada. Pod wpływem jakiegoś nagłego impulsu wynajmuje pokój w domu Zofii Leśniak. Niestety, bardzo szybko okazuje się, że nie jest przygotowana do życia w 1932 roku, bo przecież tam wszystko jest inne. Nie ma szeregu udogodnień, do których Anna jest przyzwyczajona, żyjąc w XXI wieku. Musi też uważać, aby niczym nie zdradzić się, że tak naprawdę pochodzi z innej epoki. Trzeba zatem na każdym kroku uważać na słowa. Nie można straszyć ludzi zbliżającą się wojną. Co pewien czas Anna wraca do swojego świata i zaopatruje się w rzeczy, które być może będą jej potrzebne do przedwojennego życia.

Im bardziej Anna Duszkowska wtapia się w realia pierwszej połowy XX wieku, tym bardziej czuje się z nimi związana. Mało tego. Kobieta poznaje tam ludzi, którzy wzbudzają w niej zarówno pozytywne, jak i negatywne emocje. Ale chyba w najśmielszych snach nie spodziewała się, że spotka tam niejakiego Aleksandra Obryckiego, który bez reszty zawładnie jej sercem. Ale czy Anna może pozwolić sobie na tę miłość, skoro w domu czeka na nią Bartek? Czy Duszkowska na pewno wie, co robi? A może już zupełnie postradała zmysły i to, w czym obecnie bierze udział jest jedynie wytworem jej zbyt wybujałej wyobraźni?

Życie Anny w Nałęczowie wcale nie skupia się jedynie na poznawaniu rodziny. Kobieta wplątuje się także w niebezpieczne sytuacje, które mogą skończyć się naprawdę źle. Tak się składa, że Anna trafia również do Berlina. W roku 1932 musi załatwić tam bardzo ważne sprawy. Co takiego wiąże się z tym miastem? Czy Annie uda się doprowadzić do końca sprawę, w którą tak bezmyślnie się uwikłała?

Domek letniskowy Bolesława Prusa w Nałęczowie. 


Powrót do Nałęczowa to naprawdę piękna opowieść. Owszem, jest tutaj wprowadzony wątek fantastyczny, ale tak naprawdę powieść można zaliczyć do obyczajowych. Ta fantastyka w niczym nie przeszkadza. Dzięki niej widać ogromny kontrast pomiędzy życiem w XXI wieku a tym w 1932 roku. Gdyby Autorka zdecydowała się na napisanie powieści z akcją osadzoną tylko i wyłącznie w 1932 roku, wówczas czytelnik nie miałby możliwości porównania tych dwóch rzeczywistości. Nałęczów przedstawiony przez Wiesławę Bancarzewską jest naprawdę uroczy. Autorka wspomina o najdrobniejszych szczegółach związanych z tamtym okresem i miastem. Czytelnik czuje, jakby naprawdę przeniósł się w przeszłość razem z główną bohaterką.

Anna Duszkowska to postać, która w czytelniku może budzić mieszane uczucia. Z jednej strony jej postępowanie może być zrozumiałe, ale z drugiej jest nieco nieodpowiedzialne. W pewnym momencie Anna decyduje się bowiem rzucić wszystko, na co pracowała i co osiągnęła w XXI wieku i praktycznie na stałe przenieść się do przedwojennej Polski. Można odnieść wrażenie, że kieruje nią swego rodzaju egoizm. Nie bierze pod uwagę uczuć innych ludzi, lecz skupia się tylko i wyłącznie na swojej osobie i na tym, co ona czuje.

Ta powieść jest nie tylko historią miłości w stylu retro, ale przede wszystkim jest to opowieść o ogromnej tęsknocie za tym, co już minęło i nigdy nie wróci. Anna tak naprawdę bardzo tęskni za swoją ukochaną babcią i generalnie za swoją rodziną, której członkowie już nie żyją. To uczucie jest tak wielkie, że w pewnym momencie powoduje u Anny przeniesienie się w czasie. Możliwe, że główna bohaterka zbyt krótko znała tych, którzy byli dla niej naprawdę ważni i dzięki sile swojej wyobraźni pragnie cofnąć czas i nadrobić to, czego nie było jej dane odczuć, kiedy jeszcze ci ludzie żyli obok niej.

Książka stanowi pierwszą cześć opowieści o Annie Duszkowskiej. Kontynuacją są Zapiski z Annopola. Przyznam, że powieść posiada swój specyficzny klimat i jest naprawdę godna uwagi. To nic, że pomysł nie jest nowy, ponieważ w ręce czytelników trafiło już wiele książek, w których bohaterowie przenoszą się w czasie i spotykają na swojej drodze ludzi, którzy już dawno nie żyją. Myślę, że powielanie pomysłu nie skreśla powieści. Skreślić może ją jedynie sposób wykonania, a na tym polu nie można Autorce niczego złego zarzucić. Tak więc jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądał przedwojenny Nałęczów i jakie zwyczaje wtedy panowały, to możecie śmiało sięgnąć po Powrót do Nałęczowa. Osobiście uwielbiam opowieści w stylu retro, dlatego w mojej opinii ta książka jest naprawdę wyjątkowa.