Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lipca 2026

Dorota Ponińska – „Rita z Cascii. Historia kobiety, dla której nie ma rzeczy niemożliwych”

 






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: ZNAK
Kraków 2026
 

Biograficzna powieść autorstwa Doroty Ponińskiej o świętej Ricie z Cascii, a właściwie Marghericie Lotti, wykracza daleko poza schemat klasycznej hagiografii. Autorka tworzy opowieść, która staje się wnikliwą analizą kobiecej siły, wytrwałości i złożonej duchowości w realiach późnego średniowiecza. Choć Rita jest znana milionom wiernych na całym świecie jako patronka spraw beznadziejnych, Dorota Ponińska podejmuje próbę odmitologizowania jej postaci, pokazując ją nie jako nienaruszalny symbol, lecz jako człowieka pełnego sprzecznych emocji, wahań i codziennych zmagań z własnymi przekonaniami. Zamiast powtarzać znane fakty z jej życia, autorka kreśli sugestywny portret psychologiczny, który nabiera wymiaru uniwersalnej opowieści o pragnieniu wolności w świecie, gdzie o losie kobiet decydowano głównie w zaciszach męskich gabinetów.
 
Siła tej narracji tkwi w umiejętności oddania ducha epoki, w której miłość rzadko miała charakter romantycznego uniesienia. Częściej była świadomym wyborem, aktem woli podejmowanym wbrew własnym pragnieniom czy naturalnym odruchom. Dorota Ponińska z dużą wrażliwością opisuje przemianę Rity – od posłusznej córki marzącej o życiu zakonnym po kobietę, która potrafi odnaleźć sens w trudach małżeństwa z mężczyzną o gwałtownym charakterze. Najbardziej poruszające w tej książce jest to, że autorka nie moralizuje. Nie ocenia decyzji swojej bohaterki, lecz pozwala czytelnikowi odczuć ciężar jej odpowiedzialności – krzyża, który w interpretacji Doroty Ponińskiej staje się nie tyle symbolem religijnym, ile metaforą trudnego obowiązku troski o drugiego człowieka i budowania domu w świecie pełnym przemocy oraz rodowych konfliktów.


Najbardziej znany wizerunek świętej Rity.
Oryginalny obraz przechowywany jest w kaplicy
klasztoru augustianek w Cascii.

autor nieznany

 
Wprowadzenie do fabuły Bianki, młodej Florentynki wywodzącej się z kupieckiej rodziny, okazuje się jednym z najciekawszych zabiegów narracyjnych w powieści. Ta postać działa jak zwierciadło, w którym odbija się los Rity, pozwalając czytelnikowi spojrzeć na jej historię z dystansu i zanurzyć się w realiach włoskiego średniowiecza widzianych z szerszej perspektywy. Dzięki Biance wielka historia splata się z codziennością, a świat epoki – pełen zarówno piękna, jak i okrucieństwa – staje się bardziej namacalny. Dorota Ponińska wykorzystuje tę paralelę, by pokazać, że doświadczenia Rity nie były wyjątkiem, lecz częścią wspólnego losu kobiet przełomu XIV i XV wieku, które zmagały się z ograniczeniami narzuconymi przez społeczne struktury wymagające od nich przede wszystkim posłuszeństwa i milczenia. Narracja jest niezwykle obrazowa – język autorki pulsuje emocjami, a jednocześnie pozostaje wyważony tam, gdzie wymaga tego powaga tematu. Czytelnik niemal fizycznie przenosi się na wąskie włoskie uliczki, czuje zapach kadzidła, pył unoszący się nad drogą i słyszy echa rodowych konfliktów, które nieustannie wpływały na życie Rity. Dorota Ponińska z dużym wyczuciem prowadzi opowieść na granicy sacrum i profanum, pokazując, że świętość Rity nie polegała na odcięciu się od świata, lecz na wytrwałym przebywaniu w nim mimo przeciwności, które dla wielu mogłyby okazać się nie do udźwignięcia.
 
Wyjątkowość tej powieści polega także na sposobie ukazania relacji międzyludzkich. Małżeństwo Rity, często przedstawiane jako nieustanne pasmo cierpień, w interpretacji Doroty Ponińskiej nabiera nowych odcieni. Staje się historią stopniowego zbliżania się do siebie dwojga ludzi o odmiennych temperamentach, próbą oswojenia własnych słabości i odkrywania miłości tam, gdzie początkowo istniał jedynie wymuszony kompromis. To właśnie w tej trudnej relacji Rita dojrzewa, odnajdując sens i siłę, które prowadzą ją przez kolejne życiowe wyzwania. Nie jest to zatem opowieść o świętej predestynowanej do chwały od urodzenia, lecz o kobiecie, która każdego dnia musiała na nowo wybierać dobro, nawet gdy świat wokół niej pogrążał się w chaosie. Autorka z niezwykłą wrażliwością ukazuje napięcie między duchowym pragnieniem całkowitego oddania się Bogu a ziemskimi obowiązkami – małżeństwem, macierzyństwem, odpowiedzialnością za dom. Ten wewnętrzny konflikt staje się siłą napędową całej historii, czyniąc ją zaskakująco aktualną. Dylemat, jak pogodzić własne powołanie z rolami narzucanymi przez społeczeństwo, pozostaje przecież doświadczeniem kolejnych pokoleń. W efekcie książka Doroty Ponińskiej staje się nie tylko biografią, lecz także refleksją nad tym, że świętość wyrasta z odwagi bycia sobą – nawet wtedy, gdy oznacza to sprzeciw wobec własnych oczekiwań czy norm społecznych.


Wnętrze domu świętej Rity
fot. Jordi Ferrer


Warto zatrzymać się także nad warsztatem literackim Doroty Ponińskiej. Autorka imponuje szeroką wiedzą o realiach średniowiecznej Italii, lecz nigdy nie pozwala, by historyczne szczegóły przytłoczyły opowieść. Elementy życia codziennego epoki są wplecione w narrację tak swobodnie, że tworzą naturalne tło dla wydarzeń, a nie akademicką dekorację. Dorota Ponińska konsekwentnie unika anachronizmów, dbając o to, by sposób myślenia bohaterów pozostawał zgodny z mentalnością tamtych czasów, dzięki czemu postacie brzmią wiarygodnie i żywo. Nie boi się pokazywać Rity w momentach słabości – w gniewie, zwątpieniu czy bezradności – co sprawia, że jej portret nabiera ludzkiego wymiaru. Dzięki temu Rita staje się postacią bliską współczesnemu czytelnikowi, a jej niezwykła droga jawi się jako przykład wytrwałości, który można odnieść do własnego życia. To opowieść o sile przebaczenia, cierpliwości i wierze, które potrafią odmienić nie tylko los jednostki, lecz także jej otoczenie. Autorka podkreśla znaczenie wewnętrznej ciszy, w której Rita szukała odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, co stanowi przypomnienie szczególnie cenne w świecie pełnym nadmiaru bodźców, gdzie refleksja bywa luksusem.
 
Powieść Doroty Ponińskiej jest również literackim hołdem dla kobiecej siły. Choć Rita ostatecznie oddaje swoje życie Bogu,  to jednak droga prowadząca do tej decyzji jest głęboko ludzka – pełna walki o zachowanie godności, o prawo do własnych uczuć i o miłość, która wykracza poza konwencjonalne wyobrażenia. Miłość, którą opisuje autorka, jest wymagająca, surowa, często trudna – to bardziej decyzja niż uniesienie – i to właśnie ona stanowi fundament, na którym budowana jest postać Rity. Nie ma tu miejsca na tani sentymentalizm; jest za to prawda o życiu, o rozczarowaniach, które stają się życiowymi lekcjami, i o bólu, który potrafi przerodzić się w siłę zdolną do przemiany. Dla czytelników poszukujących w literaturze nie tylko rozrywki, lecz także refleksji nad ludzką kondycją, książka ta będzie wyjątkowym doświadczeniem. Dorota Ponińska pokazuje, że biografia świętej może być napisana z pasją i lekkością, a jednocześnie z pełnym szacunkiem dla historycznej postaci. To lektura, która pozostaje w pamięci, skłaniając do namysłu nad własnymi wyborami i nad tym, ile z naszych „spraw niemożliwych” wynika z braku odwagi, by pozostać wiernym sobie.


Skała w Roccaporenie zwana też Skałą świętej Rity
fot. Ment NFG

 
Warto zwrócić uwagę również na rytm tej narracji. Dorota Ponińska prowadzi opowieść z wyjątkowym wyczuciem – potrafi wzmocnić napięcie tam, gdzie wymaga tego dramat bohaterów, a jednocześnie umie zwolnić, gdy nadchodzi moment na refleksję nad duchowym przełomem Rity. Konstrukcja książki tworzy spójną całość, która z jednej strony pozostaje wierna tradycji, a z drugiej daje czytelnikowi przestrzeń do własnych interpretacji. Śledząc losy Rity i Bianki, trudno oprzeć się wrażeniu, że autorka opowiada nie tylko o średniowieczu, lecz przede wszystkim o niezmiennych mechanizmach ludzkich emocji. To historia o poszukiwaniu sensu w chaosie, o budowaniu więzi i o tym, że nawet najbardziej bolesne doświadczenia mogą prowadzić do światła, jeśli człowiek zachowa w sobie zdolność do bezwarunkowej miłości.
 
Powieść Doroty Ponińskiej wyróżnia się jako jedna z najciekawszych powieści biograficznych ostatnich lat. Autorka przedstawia świętą Ritę w sposób wyważony, sugestywny i głęboko ludzki, dzięki czemu bohaterka przestaje być jedynie figurą na ołtarzu, a staje się inspirującą kobietą, która mimo przeciwności potrafiła odnaleźć własną drogę do szczęścia. Każda strona tej książki świadczy nie tylko o ogromnym przygotowaniu merytorycznym, ale przede wszystkim o empatii, która pozwoliła Dorocie Ponińskiej ożywić postać z odległej epoki i uczynić ją bliską współczesnemu odbiorcy. To lektura, po którą warto sięgnąć niezależnie od światopoglądu, bo w swojej istocie mówi o tym, co najważniejsze: o miłości, odwadze, przebaczeniu i o sile płynącej z decyzji, by nie rezygnować, nawet gdy świat wydaje się nieprzyjazny. Dorota Ponińska tworzy portret kobiety, który nie tylko przekazuje wiedzę, lecz przede wszystkim porusza, zachęcając do zastanowienia się nad własnymi ograniczeniami i nad tym, jak można je przekraczać w imię wyższych wartości. To literatura dojrzała, przemyślana i głęboko emocjonalna, stanowiąca dowód na to, że prawdziwe historie, nawet te sprzed wielu stuleci, wciąż potrafią przemieniać współczesnych czytelników.



Agnieszka Różycka
tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka
 


poniedziałek, 22 września 2025

Dorota Ponińska – „Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej”

 





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję!

Wydawnictwo: ZNAK
Kraków 2025
 
Na początku XX wieku, w świecie europejskiej arystokracji, gdzie wartość rodu mierzono rozległością majątków, a małżeństwa zawierano z pobudek politycznych i ekonomicznych, nie zaś z miłości, pojawiła się postać, która odważyła się przeciwstawić obowiązującym normom – księżna Daisy. W swojej najnowszej powieści Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej Dorota Ponińska zaprasza czytelnika do świata pełnego luksusu, dworskich intryg i głęboko poruszających dramatów, kreśląc portret kobiety niezwykłej – olśniewającej, a zarazem doświadczonej przez los. Już na pierwszych stronach książki autorka wprowadza nas w kluczowy moment życia Daisy – scenę zaręczyn z Hansem Heinrichem XV von Pless, starszym od niej o dwanaście lat arystokratą. Jej szczere słowa: „Ale ja pana prawie nie znam… I mówiąc prawdę, nie kocham”, spotykają się z pobłażliwym uśmiechem przyszłego męża i jego zapewnieniem, że uczucie pojawi się po ślubie. Ta deklaracja staje się jak cień, który towarzyszy Daisy przez całe życie – pytanie, czy pustka w sercu zostanie kiedyś wypełniona, i jeśli tak, to przez kogo? Czy będzie to sam cesarz Wilhelm II – potężna, choć kontrowersyjna postać, obecna zarówno w historii, jak i w osobistym świecie księżnej?
 
Mary Theresa Olivia Cornwallis-West, znana szerzej jako Daisy, przyszła na świat w 1873 roku w Anglii, w rodzinie arystokratycznej, która choć zamożna, znajdowała się już w fazie schyłkowej. Od najmłodszych lat wyróżniała się wyjątkową urodą, bystrością umysłu i niezależnością, cechami, które jednych zachwycały, innych zaś wprawiały w zakłopotanie w konserwatywnym środowisku, w którym dorastała. Jej związek małżeński z Hansem Heinrichem XV, spadkobiercą jednej z najzamożniejszych rodzin w Cesarstwie Niemieckim, dla wielu był spełnieniem marzeń – Daisy poślubiła księcia von Pless, stając się księżną pszczyńską i panią na rozległych dobrach obejmujących Pszczynę oraz słynny zamek Książ na Śląsku. To małżeństwo łączyło nie tylko dwa wpływowe rody, ale również dwie odmienne kultury – swobodny, angielski styl życia i rygorystyczną pruską etykietę. Wchodząc w tę nową rzeczywistość, Daisy musiała sprostać licznym oczekiwaniom związanym z jej statusem – od roli reprezentacyjnej, przez obowiązki matki przyszłych dziedziców, po funkcję opiekunki lokalnej społeczności.


Hans Heinrich XV, książę von Pless, mąż Daisy



Los księżnej Daisy był nierozerwalnie spleciony z majestatycznym zamkiem Książ (niem. Schloss Fürstenstein), który stał się centrum jej nowej rzeczywistości. Ta architektoniczna perła Dolnego Śląska, wznosząca się dumnie na skalnym cyplu, stanowi świadectwo wielowiekowej historii i władzy. Początki zamku sięgają XIII stulecia, kiedy to książę Bolesław I Surowy ze Świdnicy i Jawora zbudował tu warownię mającą strzec granic księstwa. Przez kolejne wieki twierdza przechodziła z rąk do rąk – należała do Piastów, Czechów, Węgrów, Habsburgów – aż w XVII wieku znalazła się w posiadaniu rodu Hochbergów, z którego wywodził się mąż Daisy. To właśnie pod ich opieką zamek zyskał swój barokowy, a później neorenesansowy charakter, stając się jedną z najokazalszych rezydencji na Śląsku, symbolem prestiżu i potęgi. Gdy Daisy zamieszkała w Książu, rezydencja tętniła życiem – odbywały się tu wystawne bale, dyplomatyczne przyjęcia, polowania oraz spotkania z najważniejszymi osobistościami epoki, w tym z cesarzem Wilhelmem II. Choć życie w zamku pełne było przepychu, wiązało się również z surowym protokołem i licznymi oczekiwaniami, które dla młodej, niezależnej Angielki okazywały się często trudne do zniesienia. Dorota Ponińska w swojej powieści z dużą wrażliwością oddaje atmosferę tego świata – pełnego blasku, lecz dla kobiet często zamkniętego niczym złota klatka.
 
Autorka, łącząc skrupulatność historyczną z artystyczną swobodą, tworzy portret Daisy jako kobiety, która mimo otaczającego ją luksusu, zmagała się z głębokimi osobistymi dramatami. Powieść przenosi czytelnika w epokę, gdy arystokratyczny porządek chylił się ku upadkowi, a nad Europą gromadziły się złowrogie chmury nadchodzącej wojny. W tym kontekście historycznym Dorota Ponińska ukazuje Daisy jako osobę odważną, gotową kwestionować ustalone zasady, dążącą do miłości i osobistego spełnienia – nawet jeśli oznaczało to złamanie konwenansów i wystawienie się na krytykę. Jej życie, pełne zwrotów akcji i dworskich intryg, w którym zdrady i romanse nie są jedynie elementem sensacyjnym, lecz wyrazem głębokiej potrzeby bliskości i zrozumienia, staje się opowieścią o kobiecie szukającej własnego miejsca w świecie, który nie zawsze pozwalał jej być sobą.


Daisy, księżna von Pless, jako Kleopatra podczas balu
w Devonshire House w 1897 roku.
Zdjęcie pochodzi z kolekcji National Portrait Gallery.
Domena publiczna

 
Książka Doroty Ponińskiej to nie tylko pasjonująca powieść biograficzna, ale również wnikliwe studium kobiecej psychiki wplecionej w burzliwy nurt historii. Czytelnik z zainteresowaniem śledzi przemiany w relacjach Daisy – zarówno z jej mężem i dziećmi, jak i z mężczyznami, których obecność przynosi jej nie tylko szczęście, ale też ból. Autorka z wyjątkową wprawą łączy historyczne fakty z literacką fikcją, tworząc spójną i poruszającą narrację. Nie stroni od trudnych tematów: samotności w małżeństwie, społecznych oczekiwań, utraty oraz poszukiwania sensu w świecie, który ulega gwałtownym przemianom. Książka staje się zwierciadłem, w którym odbijają się złożone emocje i namiętności, a pytania o miłość i szczęście nabierają uniwersalnego wymiaru, poruszając czytelnika niezależnie od tego, w jakim gatunku literackim gustuje.
 
Jednym z najważniejszych walorów tej powieści jest sposób, w jaki Dorota Ponińska ożywia postaci historyczne. Daisy nie jawi się jako schematyczna bohaterka z kart podręcznika, lecz jako pełnokrwista kobieta – pełna sprzeczności, jednocześnie delikatna i silna. Jej nieustanne dążenie do autentyczności, do realizacji własnych pragnień w świecie zdominowanym przez męskie ambicje i sztywne reguły, czyni ją postacią fascynującą i godną podziwu. Autorka nie popada w idealizację – ukazuje zarówno jasne, jak i ciemne strony Daisy, jej momenty chwały i bolesne porażki. To właśnie ta złożoność sprawia, że bohaterka staje się bliska czytelnikowi, a jej historia rezonuje z osobistymi doświadczeniami. Dorota Ponińska umiejętnie buduje napięcie, prowadząc czytelnika przez meandry dworskich intryg, zakazanych relacji i politycznych zależności. Każda strona tej książki to wyprawa w głąb minionej epoki, gdzie za fasadą elegancji i bogactwa kryły się brutalność i obłuda.


Cesarz Wilhelm II Hohenzollern (1902)
autor: Thomas Heinrich Voigt
(lub ktoś z jego studia fotograficznego)

 
Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej to nie tylko opowieść o uczuciach – miłości, zdradzie, nadziei i rozczarowaniu – lecz także rozbudowana saga rodzinna osadzona w czasach wielkich przemian, gdy stare imperia traciły grunt pod nogami, a znany porządek świata nieuchronnie chylił się ku upadkowi. Dorota Ponińska nie ogranicza się do przedstawienia losów jednej z najbardziej intrygujących arystokratek swojej epoki, lecz podejmuje refleksję nad istotą ludzkiego szczęścia, nad ceną, jaką płaci się za niezależność, oraz nad tym, czy miłość może rzeczywiście pojawić się po ślubie, czy też musi być odnaleziona w innych, często bardziej złożonych przestrzeniach życia. Powieść przypomina misternie utkaną tkaninę, w której osobiste dramaty splatają się z wielką historią, tworząc narrację jednocześnie kameralną i monumentalną.
 
Autorka zasługuje na szczególne uznanie za wyjątkową lekkość i precyzję językową, dzięki której kreuje sugestywne, niemal malarskie obrazy dawnej epoki. Czytelnik ma wrażenie, że niemal fizycznie odczuwa atmosferę pałacowych wnętrz, słyszy szelest jedwabnych sukien i echa wystawnych balów. Ten zmysłowy sposób przedstawienia świata Daisy sprawia, że lektura staje się nie tylko poznaniem historii, ale wręcz intensywnym doświadczeniem. Dorota Ponińska z dużą wprawą posługuje się słowem, by oddać głębię emocji, skomplikowane relacje i wewnętrzne rozdarcia bohaterów, pozwalając czytelnikowi całkowicie zanurzyć się w opowieści. Powieść oparta jest na rzetelnych badaniach historycznych, co nadaje jej wiarygodności i autentyczności, lecz nigdy nie odbywa się to kosztem wartkiej, angażującej fabuły.


Zamek Książ w latach 20. XX wieku



Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej autorstwa Doroty Ponińskiej to powieść, która z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom historii, romansów oraz pełnych dramatyzmu sag rodzinnych. Autorka stworzyła dzieło będące jednocześnie wiernym obrazem epoki i poruszającą narracją o złożonym, pełnym sprzeczności życiu wyjątkowej kobiety. To opowieść o tęsknocie za miłością i poszukiwaniu sensu w świecie, który oferował wszystko – z wyjątkiem tego, czego Daisy pragnęła najbardziej. Dorota Ponińska umiejętnie podsyca ciekawość, pozostawiając czytelnika z pytaniami, które prowokują do głębszych przemyśleń nad losem bohaterki i nad tym, jak wielkie wydarzenia historyczne wpływają na indywidualne wybory. Czy uczucie, które miało pojawić się po ślubie, rzeczywiście nadeszło? Czy więź z cesarzem Wilhelmem II wykraczała poza ramy dyplomatycznej uprzejmości? Jak potoczyły się losy kobiety, która jako Angielka w Niemczech musiała zmierzyć się z wojną, która odmieniła oblicze Europy? Odpowiedzi na te pytania kryją się na kartach powieści – książki, która z powodzeniem zaspokaja głód historii, dworskich intryg i autentycznych emocji. To lektura, którą warto polecić każdemu, kto pragnie zanurzyć się w świat minionej arystokracji, pełen pałacowego przepychu, skandali i namiętności, które – mimo upływu czasu – wciąż budzą fascynację.



Agnieszka Różycka
tłumaczka, eseistka, autorka, dziennikarka





poniedziałek, 15 września 2025

Renata Czarnecka – „Awantura o królową Bonę. Król i królowa bez królestwa” # 1

 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!


Wydawnictwo: AXIS MUNDI 2025
 
 
Historia zwykle przemawia głosem powagi – zapisana atramentem pietyzmu, z uwagą śledzi losy wielkich postaci, ich wzloty i upadki. Ale bywają chwile, gdy ciężar rzeczywistości staje się zbyt przytłaczający, a okrucieństwo losu domaga się innego spojrzenia. Wtedy pojawia się potrzeba dystansu, odrobiny szaleństwa i fantazji, która pozwala przekroczyć granice możliwego. Właśnie taką podróż – balansującą między faktami a fikcją – proponuje Renata Czarnecka w swojej najnowszej powieści. To nie jest typowa powieść historyczna. To śmiała gra z przeszłością, pełna humoru, intrygi i literackiej swobody, która pozwala na chwilę zapomnieć o melancholii dawnych epok.
 
Autorka zaprasza nas do Białegostoku, w styczniu roku 1796. Sceneria jest surowa: mroźna zima, skrzypiący pod butami śnieg, a drogą sunie dyliżans eskortowany przez rosyjskich żołnierzy. W jego wnętrzu siedzi Stanisław August Poniatowski – zdetronizowany król, pozbawiony korony i godności, wieziony do Grodna przez tych, którzy przypieczętowali upadek Rzeczypospolitej. To obraz głęboko melancholijny, w którym odbija się nie tylko koniec epoki, lecz także osobista tragedia monarchy. W jego oczach czai się widmo klęski i bezsensu dalszej egzystencji. Trudno wyobrazić sobie większy smutek – ostatnia podróż, która zamyka rozdział historii i życia. Zanim jednak Stanisław August dotrze do Grodna, los – a właściwie serdeczność jego siostry, Izabeli Branickiej – postanawia podarować mu chwilę wytchnienia. Księżna, kobieta o wielkim sercu i wyjątkowej intuicji, dostrzegając przygnębienie brata, podejmuje próbę rozweselenia go. Jej magnacka rezydencja w Białymstoku staje się tymczasową przystanią, a pałac Branickich, zwany „polskim Wersalem”, otwiera swe podwoje dla znamienitych gości. To właśnie tutaj rozpoczyna się tytułowa „awantura” – literacka gra z historią, która zmienia jej oblicze… przynajmniej w wyobraźni czytelnika.




Wśród gości pojawia się postać, która zelektryzuje każdego miłośnika tajemnic i mistyki – hrabia Alessandro Cagliostro. Enigmatyczny alchemik, uzdrowiciel i iluzjonista, owiany legendą mistrza okultystycznych nauk, wnosi do pałacu nową, niepokojącą energię. Jego obecność działa niczym kamień wrzucony do spokojnego stawu – wywołuje falę zdarzeń, które wymykają się racjonalnemu pojmowaniu. W otoczeniu króla zaczynają dziać się rzeczy dziwne, wręcz paranormalne, a sam Stanisław August niespodziewanie podupada na zdrowiu. Czy to przypadek? Fatum? A może efekt działań Cagliostra, który – świadomie lub nie – uchyla wrota do innego wymiaru? I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa uczta dla wyobraźni. W tym samym miejscu i czasie, w Białymstoku roku 1796, pojawia się postać z zupełnie innej epoki – królowa Bona Sforza. Tak, ta sama Bona, której włoski temperament i polityczne ambicje odcisnęły trwały ślad na dziejach Polski Jagiellonów. Jak to możliwe? Renata Czarnecka z literacką swobodą ignoruje granice czasu i przestrzeni, tworząc najbardziej nieprawdopodobny, a zarazem najbardziej intrygujący duet w polskiej powieści historycznej.
 
Wyobraźmy sobie to spotkanie: Stanisław August – król-filozof, esteta, racjonalista, pogrążony w rozpaczy po utracie królestwa. I Bona – królowa-przedsiębiorczyni, wizjonerka, silna i nieustępliwa, uciekająca do Bari w poszukiwaniu spokoju po latach walki o władzę. Jej pragnienie wolności zderza się z desperacką próbą Stanisława Augusta, by odwrócić jej los. Król, który z niewyjaśnionych powodów zna przyszłość Bony – a przecież wiemy, że jej koniec w Italii był tragiczny – postanawia ją zatrzymać i zmienić bieg historii. Bona, zdezorientowana nagłym przeskokiem w czasie i nieświadoma królewskich intencji, zrobi wszystko, by mu się to nie udało. Chce uciec i odzyskać niezależność, czyli swoją najcenniejszą wartość.




Serce powieści Renaty Czarneckiej bije w rytmie zderzenia dwóch niezwykłych osobowości – Stanisława Augusta i Bony Sforzy. Choć dzieli ich wszystko: epoka, temperament, doświadczenia, to właśnie ich spotkanie staje się osią tej brawurowej opowieści. Autorka z wyczuciem humoru i literacką śmiałością kreśli ich dialogi – pełne błyskotliwych ripost, wzajemnego niezrozumienia, ale też fascynacji. Czy oświeceniowy król i renesansowa intrygantka znajdą wspólny język? Czy zdołają zrozumieć swoje motywacje i cele? Ta niecodzienna interakcja staje się źródłem nieustannego zaskoczenia i zabawy. Bo czy może być coś bardziej absurdalnie zabawnego niż monarcha-filozof próbujący przekonać Bonę, by nie uciekała do słonecznej Italii?
 
Ale Awantura o królową Bonę to nie tylko pojedynek charakterów. Na scenę wkracza również Pappacoda – przebiegły dworzanin Bony, mistrz dworskich intryg i spisków. Jego obecność dodaje fabule pikanterii i dramaturgii. Czy król i królowa, mimo dzielących ich różnic, zdołają połączyć siły i przeciwstawić się jego knowaniom? To pytanie, które trzyma czytelnika w napięciu aż do ostatniej strony. Renata Czarnecka udowadnia, że historia nie musi być poważna ani przewidywalna. Z przymrużeniem oka igra z konwencjami, tworząc powieść będącą jednocześnie hołdem dla wielkich postaci i inteligentną satyrą na ich wizerunki. To lektura dla miłośników beletrystyki historycznej, którzy nie boją się odrobiny fantastyki, dla czytelników ceniących lekki styl, dowcipne dialogi i fabułę, która śmiało wychodzi poza utarte schematy.
 
Autorka porywa już od pierwszej strony. Jej styl łączy lekkość z precyzją w oddawaniu historycznego klimatu – choć mocno przeplatanego elementami fantastycznymi. Postacie są żywe, pełnokrwiste, zbudowane z dbałością o szczegóły. Stanisław August i Bona Sforza, mimo absurdalności sytuacji, stają się bohaterami, z którymi naprawdę można się związać. Ich ambicje, lęki, wady i zalety czynią ich niezwykle ludzkimi. Awantura o królową Bonę to literacki balsam dla duszy – szczególnie w czasach, gdy tak bardzo potrzebujemy ucieczki od codzienności. To inteligentna rozrywka, która skłania do refleksji: co by było, gdyby historia mogła się zmienić? Gdybyśmy mogli spotkać naszych przodków, zrozumieć ich decyzje, a może nawet je odwrócić?
 
Pierwszy tom zostawia czytelnika z niedosytem i ogromną ciekawością, co przyniesie kolejny. Jeśli szukacie książki, która rozświetli Wasze wieczory i pozwoli zapomnieć o całym świecie – Renata Czarnecka i jej niezwykła Awantura o królową Bonę czekają na Was z otwartymi ramionami. Dajcie się porwać tej fantastycznej podróży!





Agnieszka Różycka
tłumaczka. autorka, eseistka, dziennikarka



poniedziałek, 3 czerwca 2024

Dorota Ponińska – „Maria. Dziesięć dni z życia Konopnickiej”






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!



Wydawnictwo: LIRA

Warszawa 2024

 

 

Pisarz i krytyk literacki, Władysław Jabłonowski (1865-1956), pisał niegdyś: „W bogatem królestwie duchów twórczych dwa ich gatunki pracowały z największym pożytkiem ogółu. Do pierwszych należą ci z pośród twórców, którzy byli z ogółem pokłóceni, co w wieczystej z nim rozterce wciąż odsłaniali mu jego małoduszność i poziomość uczuć – co jak Byron i Słowacki np. nie dawali mu spokoju i całem ducha swego wrzeniem pragnęli „ziemię nieść ku błękitom” a „zjadaczów chleba” w aniołów zamienić. Do drugiego ci, którzy z ogółem żyli w zgodzie, co wchodzili z nim w przymierze, nie schlebiając jego instynktom błędnym, lecz dzieląc z nim jego troski powszednie, podnosząc jego bezwiedne pragnienie ideału. Do tych ostatnich duchów twórczych należy i Marya Konopnicka”[1] (pisownia oryginalna).

 

Z kolei w książce Franciszki Landauowej (?) możemy przeczytać: „Rok 1910 przeszedł u nas żałobnym traktem. Śmierć, jakby uwziąwszy się, wyrywała z łona narodu najpotężniejsze jego duchy. Z wiosną oddaliśmy ziemi Orzeszkową – dziś stajemy nad świeżą mogiłą Konopnickiej! Konopnicka to wielki mocarz!... Nie zrodzili jej wprawdzie, w długim szeregu idący, królewscy przodkowie – ani jej przekazali drogę tradycyi owego wysokiego tronu, na którym królowała nam… I tron i berło królewskie i koronę sama zdobyła pośród ludu swego!... Jej tronem był świat poezyi, berłem – talent poetycki, a koroną – wielkie serce, bezbrzeżnej miłości i bólu pełne!...”[2] (pisownia oryginalna).

 

Powyższe słowa wyraźnie wskazują, że Maria Konopnicka (1842-1910), której chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, była uważana nie tylko za krzewicielkę patriotyzmu, jak uczono nas w szkole, ale przede wszystkim za poetkę społeczną. Niektórzy krytycy twierdzili nawet, iż jest ona poetką najbardziej społeczną ze wszystkich polskich poetek i poetów swojej epoki, zaś większość jej utworów oceniano jako takie, które charakteryzują się posiadaniem znamion wstępnych artykułów. Trudno jest zrozumieć twórczość Konopnickiej bez uprzedniego poznania jej biografii, ponieważ to właśnie życiowe doświadczenia w dużej mierze skłaniały ją do tworzenia takich, a nie innych dzieł, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę te pisane po 1870 roku.



Maria Konopnicka w młodości. 

 

Twórczość Marii Konopnickiej naznaczona była niezwykłą wrażliwością. Niezmiernie istotna była dla niej przyroda, czemu dawała wyraz w swoich dziełach. Najwięcej uwagi poświęcała jednak ludzkiej krzywdzie, którą starała się zwalczać. W jej twórczości sporo miejsca zajmowała najbiedniejsza warstwa społeczna, gdyż z własnego doświadczenia wiedziała, że życie tych ludzi nie oszczędza. Tego rodzaju postawa znalazła odzwierciedlenie także w życiu prywatnym Konopnickiej, ponieważ poetka niespecjalnie lubiła przebywać w towarzystwie bogaczy i ludzi reprezentujących tak zwane wyższe sfery. Maria Konopnicka wiele razy próbowała walczyć z zepsuciem arystokracji, w opinii której patriotyzm, a także okazywanie zwykłego szacunku innym ludziom, były czymś, czym nie warto zawracać sobie głowy. Dlatego też dość często spotykała się z tym, iż zarówno krytycy, jak i pozostali odbiorcy jej twórczości określali ją mianem poetki proletariatu.

 

W momencie, gdy zaczęto dopatrywać się w twórczości Konopnickiej coraz wyraźniejszych tendencji postępowych, poetka musiała zmierzyć się z niezadowoleniem głównie ze strony konserwatystów, którzy jeszcze tak niedawno niezwykle pozytywnie odnosili się do jej twórczości, jak chociażby Henryk Sienkiewicz (1846-1916). Pomimo że jej celem nigdy nie było atakowanie kogokolwiek, to jednak kręgi prawicowe właśnie w ten sposób ją odczytywały. Z drugiej strony Konopnicka zyskiwała coraz większe uznanie w oczach Elizy Orzeszkowej (1841-1910), z którą przyjaźniła się od lat szkolnych, czy Józefa Ignacego Kraszewskiego (1812-1887). Z tego też powodu kolejne publikacje Marii Konopnickiej nie cieszyły się już tak wielką popularnością, a niektórzy udawali nawet, że nie dostrzegają nowego dzieła poetki. W tym wszystkim nie bez znaczenia pozostawała także długoletnia przyjaźń Konopnickiej z Marią Dulębianką (1858-1919), która oprócz tego, że była niezwykle utalentowaną malarką specjalizującą się w portretach, to jeszcze z powodzeniem zarażała poetkę swoimi feministycznymi poglądami, co odzwierciedlało się również w jej twórczości i bynajmniej nie było dobrze widziane przez ówczesne społeczeństwo przyzwyczajone do starych reguł. Nawet kobiety, które w małżeństwach wyraźnie czuły się zdominowane przez mężów, nie były skore do tego, aby zmienić poglądy i zacząć walczyć o swoje prawa. Co zatem zrozumiałe, Maria Konopnicka stała się również wrogiem Kościoła katolickiego, który uważał, że poprzez jej utwory stał się obiektem ataku. W dodatku fakt, iż Konopnicka mieszkała pod jednym dachem z inną kobietą też nie pozostawał bez znaczenia i postrzegany był w kategoriach zgorszenia i demoralizacji.



Maria Konopnicka (po lewej) na werandzie dworu w Żarnowcu.
Po prawej siedzi Maria Dulębianka.
Zdjęcie zostało zrobione w maju 1907 roku. 

 


Maria Konopnicka bez wątpienia zapisała się w polskiej historii literatury wielkimi literami i grzechem byłoby o niej zapomnieć. Miała naprawdę bogate życie, zarówno to zawodowe, jak i prywatne. Dlatego też nie dziwi fakt, iż tak wielu pisarzy i pisarek żyjących po niej sięgało do jej życiorysu i odtwarzało go na nowo najczęściej w formie biograficznej. Dorota Ponińska postanowiła zrobić coś innego, coś nowego. Otóż poświęcając swoją najnowszą książkę Marii Konopnickiej, zamiast czystej i suchej biografii stworzyła powieść, na kartach której poetka – jak żywa – wspomina swoje prawie siedemdziesięcioletnie życie. Wszystko to dzieje się w Żarnowcu, czyli miejscu, które Maria Konopnicka otrzymała jako dar od narodu. Poetka jest już bardzo chora, ma coraz mniej siły i nawet najmniejszy ruch sprawia jej ogromną trudność; szybko się męczy. Konopnicka wie, że jej życie zbliża się do nieuniknionego końca, choć mentalnie tak wiele mogłaby jeszcze zdziałać i osiągnąć. W dodatku ogromnym ciosem staje się dla niej śmierć Elizy Orzeszkowej, z którą od młodości potrafiła znaleźć wspólny język i z którą – oprócz Marii Dulębianki – rozumiały się praktycznie bez słów.

 

Na kartach powieści Maria Konopnicka wraca myślami do czasów swojego nieudanego małżeństwa i do początków pracy twórczej, która w miarę upływu czasu stała się całym jej życiem, choć nie zawsze pozwalała jej żyć na poziomie, jakiego pragnęła. Wie, że nierzadko postępowała niewłaściwie, szczególnie wobec tych, dla których powinna być wsparciem, na przykład dla swoich dzieci, szczególnie dla jednej z córek. Niemniej, wstyd i uniknięcie skandalu za wszelką cenę, okazały się dla poetki ważniejsze, niż matczyne uczucia. Maria przypomina sobie nie tylko ludzi, którzy przewinęli się przez jej życie, ale również miejsca, które zwiedziła i które pokochała. Niektóre z nich stały się jej bardzo bliskie i chętnie znów wróciłaby do nich fizycznie, gdyby nie ta przeklęta choroba i brak sił. Gdyby można było cofnąć czas, to pewnie Maria wiele rzeczy zrobiłaby inaczej; podjęłaby inne decyzje. Ale niestety musi pogodzić się z tym, co jest i zaakceptować nieuniknione. Ten swego rodzaju życiowy bilans i liczenie zysków oraz strat staje się dla Konopnickiej impulsem do tego, aby móc przygotować się na śmierć najlepiej, jak tylko można, nie raniąc przy tym Dulębianki, dla której ostateczne odejście przyjaciółki zapewne będzie trudne do zniesienia.




Dwór w Żarnowcu od strony południowej w latach 1900-1904. 


Najnowsza powieść Doroty Ponińskiej jest niezwykle klimatyczna. Bogata treść przeplatana jest wybranymi utworami Konopnickiej, które całej tej historii nadają jeszcze więcej autentyczności. Poetka ukazana jest nie jako kobieta, którą należy stawiać na piedestale, lecz jako osoba posiadająca uczucia, przeżywająca życiowe rozczarowania, ale też i chwile prawdziwego szczęścia. W tej powieści Maria Konopnicka jest przede wszystkim kobietą, która nie pragnie być jedynie żoną i matką, bo tak wymaga od niej społeczeństwo, lecz chce czegoś więcej; chce prawdziwej wolności, szczególnie tej mentalnej. Konopnicka nie chce zamykać się w granicach przyjętych zasad i konwenansów, ale pragnie swobody. W miarę upływu czasu staje się feministką, choć raczej tego nie planowała. Jej feminizm nie jest jednak agresywny i nikogo na siłę nie zmusza, aby podzielał jej poglądy. Ona po prostu pokazuje kobietom inną drogę. Mówi, że kobieta to samodzielny byt i może z powodzeniem prowadzić swobodne życie bez oglądania się na mężczyzn i bez ciągłego szukania w ich oczach potwierdzenia, czy robi dobrze. Przecież sama doświadczyła swego rodzaju małżeńskiego zniewolenia – przynajmniej na początku – gdy jeszcze żyła pod jednym dachem z Jarosławem Konopnickim (1830-1905). Z drugiej strony jednak można zastanawiać się, kto tak naprawdę „nosił spodnie” w tym małżeństwie. Zdaniem Konopnickiej kobieta wcale nie musi pytać mężczyznę, z którym żyje, o zdanie i pozwolenie na zrobienie czegoś, na co akurat ma ochotę. To ona sama powinna decydować.

 

Maria. Dziesięć dni z życia Konopnickiej to bez wątpienia powieść, na którą należy, a nawet trzeba zwrócić uwagę. To nie tylko opowieść o wybitnej poetce i kobiecie o niezwykle bogatej osobowości. To przede wszystkim historia narodzin feminizmu, który w miarę upływu lat przeszedł szereg przeobrażeń. Maria Konopnicka i podobne do niej kobiety walczyły wówczas głównie o to, żeby wyrwać się spod wpływu mężczyzn i wreszcie móc aktywnie uczestniczyć w życiu publicznym, z naciskiem na życie polityczne. Mowa oczywiście o walce o prawa wyborcze kobiet. Najnowsza książka Doroty Ponińskiej ukazuje kobietę silną, która musiała stawić czoło wielu przeciwnościom. I choć czasami było naprawdę trudno, to jednak przeciwności te jej nie złamały, lecz dodały jeszcze więcej siły. Polecam zatem tę powieść, jak i pozostałe książki Doroty Ponińskiej. Sięgając po nie czytelnik nigdy się nie rozczaruje, ponieważ ma gwarancję niepowtarzalności tematu. Autorka nie powiela schematów, a to, w jaki sposób przedstawia swoich bohaterów zawsze jest oryginalne i godne uwagi. Podczas lektury czytelnik odnosi wrażenie, że tworząc tę czy inną historię autorka naprawdę zżywa się z postacią, o której pisze, dopracowując ją w każdym elemencie.





Agnieszka Różycka

        tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka  









[1] A. Mazanowski, Charakterystyki literackie pisarzów polskich. Marya Konopnicka, nr XX; wydane nakładem i drukiem księgarni Wilhelma Zukerkandla, Lwów – Złoczów 1923, s. 211.

[2] F. Landauowa, O Marji Konopnickiej, wydane nakładem Komisji do Spraw Kobiecych przy Towarzystwie Kultury Polskiej, Warszawa 1910, s. 5. 



piątek, 31 marca 2023

Renata Czarnecka – „Korona w złocie i krwi. Dylogia andegaweńska” # 2

 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!


Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/

GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.

Katowice 2023

 

 

Król Karol Robert, będący pierwszym władcą z dynastii Andegawenów zasiadających na węgierskim tronie, zmarł w lipcu 1342 roku. Już sześć dni po jego śmierci węgierską koronę włożono na głowę jego najstarszego syna Ludwika, któremu historia nada potem przydomek „Wielki”. W chwili śmierci ojca Ludwik miał szesnaście lat. Natychmiast po koronacji, młody władca udał się z pielgrzymką do grobu świętego Władysława, najpopularniejszego węgierskiego króla z dynastii Arpadów panującego w XI wieku. Tam złożył przysięgę, że będzie rządził narodem węgierskim na wzór swego wielkiego poprzednika. Stamtąd wyruszył do Siedmiogrodu (Transylwanii), aby przyjąć przysięgę wierności od syna Michała Bazaráda. Michał Bazarád był władcą Wołoszczyzny, który za panowania Karola Roberta odważył się zlekceważyć swoją zależność od węgierskiej korony. Ledwie Ludwik wrócił do zamku w Wyszehradzie, a już otrzymał wielce przygnębiające wieści dotyczące jego młodszego brata, księcia Andrzeja Andegaweńskiego, będącego mężem królowej Neapolu, Joanny Andegaweńskiej.

Książę Andrzej nie był zbyt mile widziany w Neapolu, a tamtejsi liczni książęta patrzyli na niego z zazdrością i starali się wszelkimi sposobami utrudnić mu wstąpienie na tron. Matka Ludwika i Andrzeja, królowa wdowa Elżbieta Łokietkówna, słysząc jak wielka krzywda dzieje się jej młodszemu synowi, natychmiast pospieszyła do Neapolu obładowana skarbami, aby tylko uratować swoje dziecko przed machinacjami wrogów. Węgierskie pieniądze odniosły pożądany skutek na papieskim dworze, którego wasalem był w tamtym czasie Neapol. Królowa Elżbieta uzyskała bowiem zapewnienie, że książę Andrzej zostanie koronowany, po czym wróciła na Węgry. W chwili wyjazdu miała jednak bardzo złe przeczucia, które – jak się niebawem okazało – wcale nie były jedynie wytworem jej wyobraźni. Wyjazd królowej Elżbiety stał się bowiem impulsem do nowych intryg na neapolitańskim dworze. Książęta Filip i Ludwik z Tarentu, synowie Katarzyny II de Valois, otwarcie znieważali młodego księcia Andrzeja. Z kolei Joanna Andegaweńska w niegodziwy sposób odwróciła się od męża i stanęła po stronie wrogów.


Król Ludwik Węgierski według wyobrażenia Aleksandra Lessera


Dzień koronacji zbliżał się wielkimi krokami. Andrzej, licząc na władzę, którą miał wkrótce sprawować, zagroził swoim wrogom, że kiedyś pomści wszystkie wyrządzone mu krzywdy. Przeciwników księcia ogarnęło jeszcze większe przerażenie, gdy podczas turnieju rycerskiego, który miał miejsce na krótko przed planowaną koronacją, ujrzeli na sztandarze księcia Andrzeja topór i pętlę znajdujące się pod jego ramionami. Nadchodzące niebezpieczeństwo sprawiło, że spiskujący książęta stawali się coraz bardziej zdesperowani i zdecydowani usunąć Andrzeja z drogi. Postanowiono zatem, że zostanie zamordowany, a Joanna wyraziła na to zgodę, a przynajmniej nie miała nic przeciwko temu. I tak oto 18 września 1345 roku cały dwór, a razem z nim również Joanna, udał się do Aversy, aby tam oddać się rozrywkom, wśród których znalazło się także polowanie. W nocy podstępem wywołano Andrzeja z jego komnaty. Książę nie zdążył nawet przekroczyć jej progu, gdy drzwi za nim od razu się zamknęły, a czyhający już na niego zabójcy natychmiast rzucili się na swoją ofiarę. I tak oto młodszy brat Ludwika Węgierskiego i ukochany syn Elżbiety Łokietkówny został brutalnie uduszony, a jego wołania o pomoc nikogo nie obeszły. Potem martwe ciało księcia, mordercy zrzucili z balkonu, pozorując wypadek. Podczas gdy rozgrywała się na krwawa scena, królowa Joanna ponoć spała spokojnie, nie niepokojona ani przez szamotaninę pod jej drzwiami, ani też przez krzyki męża. Trudno uwierzyć, że niczego nie słyszała, skoro wiedziała co tak naprawdę się wydarzy. Czy faktycznie była tak bezwzględna i okrutna, iż mogła spokojnie spać, mając świadomość, że tuż obok mordują jej męża? Po wszystkim miała ponoć twierdzić, że była pod wpływem czarów. Joannie niczego jednak nie udowodniono.

Skoro tylko wieść o śmierci księcia Andrzeja dotarła na Węgry, na zamku w Wyszehradzie zapanowała wielka żałoba. Król Ludwik Węgierski poprzysiągł straszliwą zemstę, a naród z entuzjazmem chwycił za broń, by go wesprzeć. Z zagranicy docierały głosy współczucia. Książęta włoscy pozwolili na swobodny przemarsz wojsk Ludwika przez należące do nich terytoria. Ekskomunikowany cesarz niemiecki, Ludwik IV Bawarski, zawarł z królem sojusz. Z kolei król Anglii, Edward III Plantagenet, współczując Ludwikowi Węgierskiemu, wciąż zachęcał go do zemsty. Tylko papież zachowywał złowrogie milczenie. Tym razem jednak chęć zemsty okazała się u Ludwika Węgierskiego silniejsza niż szacunek dla papieża i w 1347 roku armia węgierska była już gotowa do wymarszu. Ukaranie wiarołomnej kobiety, jaką w oczach Węgrów była Joanna, zaś nie podbicie Włoch, stało się celem ich wyprawy, natomiast włoscy książęta usłużnie zapewnili królewskim żołnierzom wszelkie ułatwienia w osiągnięciu tego zamiaru.

Wokół Ludwika Węgierskiego zjednoczyli się wszyscy wielcy panowie królestwa. Przed armią węgierską niesiono ogromny czarny sztandar, na którym widniała blada podobizna księcia Andrzeja. Król Ludwik dwukrotnie nacierał na Neapol, a za każdym razem towarzyszyły mu najznamienitsze węgierskie rody. Wśród nich znaleźli się między innymi Mikołaj Kont z Orahovicy, Andrzej i Szczepan Lackfi, a także Dionizos, syn tego ostatniego, oraz wielu innych, którzy przyprowadzili ze sobą swoje zbrojne zaciągi. Lecz mimo to ich potężne uderzenia zarówno na Aversę, jak i na dumny Neapol zostały wkrótce osłabione. Królowa Joanna wraz ze swoim drugim mężem, Ludwikiem z Tarentu, uciekła za morze. Z kolei Karol z Durazzo, jeden ze spiskujących przeciwko Andrzejowi książąt, który był podejrzewany o współudział w morderstwie, odpokutował swoją zbrodnię, zostając zamordowanym po hucznej zabawie i zrzuconym z tego samego balkonu, który trzy lata wcześniej stał się świadkiem haniebnego czynu spiskowców. Czterech innych książąt przewieziono natomiast na Węgry i tam uwięziono.


Joanna I Andegaweńska, królowa Neapolu
Portret pochodzi z 1842 roku.
autor: Amédée Gras


I na tym zakończymy analizę przyczyn zemsty Ludwika Węgierskiego na Joannie Andegaweńskiej, królowej Neapolu, ponieważ to w tym miejscu rozpoczyna się akcja Korony w złocie i krwi, która stanowi kontynuację Dwóch królestw, jednej krwi. A zatem jest rok 1348, a król Ludwik Węgierski wraca do domu po – co tu dużo mówić – nieudanej wyprawie na Neapol. Nie ukarał znienawidzonej Joanny, tak jak planował. W dodatku jeszcze nie zdążył przekroczyć progu zamku w Budzie, a już dowiaduje się o śmierci ukochanej żony, Małgorzaty Luksemburskiej. Ale wszak jest królem, więc nie wolno mu zbyt długo rozpaczać nad grobem małżonki, bo trzeba myśleć o spłodzeniu następcy tronu, a przecież bez nowej żony nie zdoła tego dokonać. Lecz od czego ma zaradną matkę, która już doskonale wie, kim będzie jej przyszła synowa. To Elżbieta Bośniaczka, w której żyłach płynie krew polskich Piastów. I choć królowa wdowa szybko sprowadza pod swój dach młodziutką Elżbietę, to jednak jej syn raczej nie wykazuje nią zainteresowania. W głowie i w sercu Ludwika wciąż wielkim ogniem płonie żądza zemsty na Joannie Andegaweńskiej. Tym razem Ludwik ma nieco inny plan. Chce pojmać Joannę i poślubić jej siostrę, Marię. Czy uda mu się osiągnąć swój cel? Czy król tak mocno zżyty z matką będzie w stanie przeciwstawić się jej planom związanym z jego małżeństwem z kobietą, którą ta wybrała mu na kolejną żonę i królową Węgier? Czy Ludwik, zmuszony do zawarcia pokoju z Joanną Andegaweńską, będzie w stanie przełknąć tę gorzką pigułkę? A jak w tej sytuacji zachowa się sama Joanna, skoro nawet na własnym dworze nie może czuć się bezpieczna?

W kontynuacji opowieści o Andegawenach Renata Czarnecka znów potwierdza swój ogromny talent do pisania historii na nowo. Postacie, które ożywia na kartach książki są niezwykle autentyczne, co sprawia, że czytelnik odnosi wrażenie, iż wraz z nimi przeżywa każde wydarzenie będące ich udziałem. Akcja powieści jest niezwykle dynamiczna; wciąż bowiem coś się dzieje. Czytelnik ma możliwość podglądania życia toczącego się na dwóch dworach. Raz jest to dwór węgierski, a raz neapolitański. Nie brak też dworu polskiego. Bo trzeba pamiętać, że Elżbieta Łokietkówna była siostrą Kazimierza III Wielkiego, a zatem nie sposób pominąć i tej postaci, zważywszy że król Kazimierz także musi zmagać się ze swoimi problemami, nie tylko na płaszczyźnie politycznej, ale też prywatnej. Generalnie jednak wszystko rozgrywa się wokół konfliktu pomiędzy Ludwikiem Węgierskim a Joanną Andegaweńską. Poza tym ani król Węgier, ani królowa Neapolu nie doczekali się jeszcze męskiego potomka, który mógłby kiedyś objąć po nich tron. Wprawdzie Joanna urodziła syna, ale nie może go wychowywać i tym samym nie może mu wpajać własnych zasad i poglądów, aby kiedyś uczynić z niego króla Neapolu. W dodatku Karol Martel jest zbyt mały, aby móc myśleć o nim jak o potencjalnym królu jednego, czy drugiego państwa, biorąc pod uwagę również fakt, że śmiertelność wśród dzieci średniowiecza jest naprawdę wysoka.


Kamil Siegmund jako król Ludwik Andegaweński w serialu Korona królów
fot. TVP


Oprócz wysuwającego się na pierwszy plan wspomnianego powyżej konfliktu, niezwykle istotne są również wydarzenia rozgrywające się gdzieś w jego tle. Pamiętajmy, że Joanna Andegaweńska była kobietą, dla której liczyła się nie tylko władza, ale też mężczyźni stojący u jej boku. Aby osiągać swoje cele potrzebowała przede wszystkim silnych mężczyzn, którzy byliby w stanie pomóc jej wspiąć się na sam szczyt. Była też kobietą namiętną, posiadającą własne potrzeby. Choć może wydawać się, że była bezwzględna i szła do celu po trupach i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, to jednak nie była pozbawiona uczuć tak bardzo charakterystycznych dla każdej kobiety. Nie obca była jej nie tylko miłość do mężczyzny, ale też do dzieci, które urodziła. I choć nie potrafiła dać swojemu drugiemu mężowi upragnionych synów, to jednak nie gardziła córkami, które oficjalnie przyszły na świat z tego związku. Do dziś nie wiemy bowiem, kto tak naprawdę był ojcem Karola Martela. Jedni przypisują ojcostwo księciu Andrzejowi Andegaweńskiemu, zaś inni drugiemu mężowi Joanny, Ludwikowi z Tarentu.

Tak jak w poprzednim tomie, tak i tutaj fabuła nie jest wolna od intryg i spisków. Bezustannie można zastanawiać się, kto tym razem straci życie; kto zostanie usunięty z drogi; kto popełni błąd, którego nie da się już naprawić i jedynym wyjściem będzie śmierć. Nikt, kto znajduje się w otoczeniu Joanny Andegaweńskiej nie może czuć się bezpieczny i pewny siebie, nawet ona sama. Myślę, że osoba królowej Neapolu jest zbyt mało znana w Polsce, dlatego niniejszy cykl powieściowy to prawdziwy skarb dla polskich czytelników. Na chwilę obecną mamy do dyspozycji dylogię. Marzy mi się jednak, żeby powstał kolejny tom, ponieważ opowieść o Joannie tak naprawdę jeszcze się nie kończy. Po zdarzeniach zamykających Koronę w złocie i krwi następuje szereg pasjonujących wydarzeń, które – jestem przekonana – przykułyby czytelnika do lektury na bardzo długo. A zatem z pełną odpowiedzialnością polecam zarówno pierwszy, jak i drugi tom historii Andegawenów. Historii, o której trudno zapomnieć i która dostarcza czytelnikowi wciąż nowych emocji. 


Agnieszka Różycka

tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka