Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Formella. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Formella. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 sierpnia 2013

Ewa Formella – „Lawenda”











Wydawnictwo: EWA FORMELLA/KSIĄŻKA WYDANA NAKŁADEM WŁASNYM
Gdańsk 2013



Według danych statystycznych w Polsce jest kilkaset tysięcy zawodowych prostytutek. Pracują w nocnych klubach, agencjach towarzyskich czy salonach masażu, a niektóre z nich spotykają się ze swoimi klientami nawet w ich domach. Polskie prostytutki wywodzą się z różnych grup społecznych, a ich wiek mieści się w granicach pomiędzy piętnastym a pięćdziesiątym rokiem życia. Wśród nich są studentki, zwykłe gospodynie domowe oraz kobiety, które wychowały się w sierocińcach. Bardzo często prostytucja dotyka również celebrytów. Nie jest rzadkością, kiedy modelka, aktorka czy dziewczyna biorąca udział w konkursie piękności pracuje na co dzień w charakterze ekskluzywnej „dziewczyny na telefon”. Zadziwiający jest fakt, że więcej niż dwadzieścia tysięcy młodych Polek uważa prostytucję za najlepszą ofertę na rynku pracy. Większość z tych kobiet mieszka na wsi lub w małym miasteczku, gdzie wskaźnik bezrobocia jest niezwykle wysoki. Dziewczyny angażują się w prostytucję głównie dlatego, że jest to zajęcie szalenie dochodowe. Traktują swoje ciało jak towar, dzięki któremu mogą zarabiać spore pieniądze – znacznie większe niż byłoby to możliwe w przypadku tradycyjnej formy pracy, jak: w szpitalu, biurze czy sklepie. Niektóre z tych kobiet preferują najstarszy zawód świata, ponieważ zwyczajnie nie mają innego wyboru.

Dla większości polskiego społeczeństwa prostytucja to temat tabu, o którym się nie mówi, a jeśli nawet porusza się tę kwestię, to zazwyczaj w kontekście pogardy wobec tych kobiet. Jesteśmy społeczeństwem konserwatywnym i bardzo często zakłamanym. Z reguły nasze problemy zamiatamy pod dywan. Nie widzimy własnych wad, a przewinienia innych potrafimy piętnować bardzo głośno. Wytykamy palcami tych, którzy w naszym odczuciu postępują źle albo inaczej niż my. Pewne grupy społeczne potrafią wręcz posuwać się do publicznego słownego linczu, jeśli ich zdaniem ktoś postępuje negatywnie. I tu pojawia się pytanie: Kto tak naprawdę zachowuje się gorzej? Czy ten, kto piętnuje bez litości, uznając siebie za kryształ moralny, czy może osoba, która zagubiła się gdzieś na swojej życiowej drodze i weszła na taką a nie inną ścieżkę, bo zwyczajnie nie miała innego wyboru? Dlaczego nikt z tych linczujących nie zapyta, z jakiego powodu tak się stało? Bardzo łatwo jest kogoś oceniać, ale znacznie trudniej przyznać się – nawet samemu przed sobą – do własnych błędów. Bo przecież nikt nie jest idealny i każdy ma na swoim koncie mniejsze lub większe przewinienia. Te moralne również.

Pomimo że prostytucja istnieje od zawsze, to jednak kobiety, które ją uprawiają nadal traktowane są jak margines społeczny. Mało kto stara się spojrzeć na te dziewczyny jak na normalne kobiety, które chcą kochać i być kochane. One również mają uczucia, które bardzo łatwo zranić. Są matkami, niekiedy nawet żonami, a wiele z nich pragnie wyrwać się ze świata prostytucji, ale zwyczajnie nie potrafi. Bardzo często nawet w literaturze prostytutki pokazywane są jako kobiety upadłe i pogardzane przez otoczenie, dla których nie ma już ratunku. Przeciwko temu stereotypowi wystąpiła Ewa Formella, pisząc Lawendę. Bohaterkami najnowszej powieści Autorki są właśnie kobiety lekkich obyczajów, tak zwane „call-girls”.

Akcja powieści rozgrywa się na terenie Trójmiasta. To tam działa niezwykle ekskluzywna agencja towarzyska o nazwie Ogród Marzeń. Jej szefową jest niejaka Magnolia. Kobieta ma już swoje lata. Jej fizyczna aktywność w branży już minęła i teraz zajmuje się tylko swoim biznesem. W agencji zatrudnia eleganckie dziewczyny, które przyjmują u siebie równie wytwornych mężczyzn. Klientami Ogrodu Marzeń są przede wszystkim biznesmeni, którzy zostawiają tam grube pieniądze, ale też i jakość świadczonych usług jest tego warta. Słowo „ogród” kojarzy się z kwiatami. Tak też jest w przypadku agencji, którą prowadzi rzeczona Magnolia. Każda z zatrudnionych tam dziewczyn jest innym kwiatem. Oprócz Magnolii czytelnik spotyka Konwalię, Stokrotkę, Storczyka, ale przede wszystkim Lawendę, która ma największe powodzenie wśród klientów.

Ogród Marzeń mieści się w przepięknej willi otoczonej równie nieziemskim ogrodem. Przez lata prowadzenia swojej działalności Magnolia naprawdę zaszła bardzo daleko, choć przypłaciła to morzem wylanych łez, cierpieniem, poniżeniem i wieloma innymi wyrzeczeniami. Wydaje się jednak, że nie zamieniłaby tego życia na żadne inne. Jej pobyt na tym świecie zbliża się już ku końcowi, a ona sama coraz częściej wspomina to, co było. Na pewno w dużej mierze swój melancholijny nastrój kobieta zawdzięcza pewnemu młodemu pisarzowi i dziennikarzowi, który nagle przyjeżdża z Ameryki, aby napisać jej biografię. „Emerytowana” prostytutka jest tak sławna, że znają ją nawet za oceanem. Ów dziennikarz jest z pochodzenia Polakiem, ale od wielu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych. To właśnie pod jego wpływem Magnolia otwiera się i opowiada o swoim życiu nie tylko Pawłowi „Paulowi” Nerzewskiemu, ale też czytelnikowi, który wraz z nim śledzi jej losy. Czy pod wpływem historii legendarnej prostytutki Trójmiasta dziennikarz zmieni swój pogląd na temat tego typu kobiet? W jaki sposób jej opowieść wpłynie na kształt biografii, którą Nerzewski pisze? Czy będzie to tylko i wyłącznie historia upadłej kobiety? A może książka będzie opowiadać o kobiecie sukcesu, która własnymi siłami osiągnęła tak wiele, świadomie wyrzekając się tego, co w życiu najważniejsze? Czy Magnolia naprawdę przegrała swoje życie, czy może wspięła się na sam szczyt i pozostała tam do końca, kiedy inni z tego szczytu spadali, doznając bolesnych obrażeń?

Zupełnym przeciwieństwem Magnolii jest Lawenda – najbardziej pożądana dziewczyna w Ogrodzie Marzeń. Choć jest jeszcze bardzo młoda, to jednak los zdążył ją już dość mocno poszarpać. Samotnie wychowuje dwoje dzieci, lecz życie, jakie prowadzi nie daje jej satysfakcji. W jej życiu nie ma miejsca na radość, natomiast na szczęście chyba jednak nie zasługuje. Tak przynajmniej sama o sobie myśli. Ale jest ktoś, kto pragnie jej pomóc. Ktoś, kto kocha ją całym sercem. Czy zatem Małgosia przyjmie tę miłość i zdoła zapomnieć o przeszłości? Czy prostytutka – nawet tak ekskluzywna jak ona – może w ogóle myśleć o szczęściu i normalnym rodzinnym życiu? Czy ma do tego prawo?

Lawenda to powieść, która skłania czytelnika do refleksji. Autorka pokazuje w niej drugą – tę bardziej ludzką – twarz prostytucji. Okazuje się bowiem, że kobiety, które się nią trudnią wcale nie różnią się od tych „porządnych” i szanujących swoje ciało, a przynajmniej szanujących z pozoru. Bo przecież jest wiele kobiet, które uprawiają seks z licznymi partnerami, a nie biorą za to wynagrodzenia. Prostytutki w tej kwestii są przynajmniej uczciwe. Nie są zakłamane. Nie żyją w konflikcie same ze sobą, przynajmniej na tym polu. I tutaj znów można postawić pytanie: Które z kobiet zasługują na większy szacunek? Czy te z pozoru pruderyjne, pogardzające dziewczynami oddającymi swoje ciało dla pieniędzy, choć same robią to pokątnie, tak dla sportu? A może te, które wcale się z tym nie kryją i nie są zwykłymi hipokrytkami ani wobec siebie, ani względem otoczenia?

Lawenda to nie tylko powieść o najstarszym zawodzie świata. Ewa Formella dość dokładnie przygląda się też relacjom międzyludzkim. Wyraźnie pokazuje stereotypy rządzące naszym społeczeństwem. Wytyka rodzicielskie błędy, które jedynie cudem mogą zostać naprawione. Ale głównie stawia na miłość bez względu na to, kim jesteśmy i jaki zawód wykonujemy. Każdy człowiek stworzony jest do tego, aby kochać i być kochanym, i żeby nie wiadomo jak bardzo się przed tym bronił i zaprzeczał, prędzej czy później zda sobie sprawę z tego, że potrzebuje obok siebie tej drugiej ukochanej osoby. Podobnie jest z przyjaźnią. Tę kwestię Ewa Formella również porusza w powieści. Ponadto Autorka przede wszystkim obala mit, jakoby prostytutki były kobietami wulgarnymi i wyzbytymi jakichkolwiek zasad moralnych. To społeczeństwo postrzega je właśnie w taki sposób. Choć z drugiej strony w tym środowisku i takie zapewne funkcjonują, to jednak nie można wszystkich traktować jednakowo.

O czym jeszcze jest ta powieść? Na pewno o walce z przeciwnościami losu. Na kartach książki mieszają się ze sobą rozmaite rodzaje uczuć. Jest radość, ale też i smutek. Jest złość i gniew, lecz z drugiej strony pojawia się również przebaczenie. Jest nadzieja, choć początkowo może wydawać się, że już nic dobrego danej bohaterki nie spotka. O kobietach wykreowanych przez Autorkę z całą pewnością nie można powiedzieć, że są to postaci, które przegrały życie, tylko dlatego, że weszły na drogę prostytucji. Pomimo że w życiu wiele straciły, to jednak z drugiej strony równie sporo zyskały.

Książka na pewno warta jest przeczytania. Być może ktoś, kto do tej pory spoglądał z pogardą w stronę prostytutek, po tej lekturze zmieni zdanie o tego rodzaju kobietach. Oczywiście należy pamiętać, że fabuła powieści stanowi czystą fikcję literacką, lecz nie pozbawioną autentycznych pierwiastków. 



Za książkę serdecznie dziękuję Autorce




środa, 26 czerwca 2013

Ewa Formella – „Leśniczówka”










Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Warszawa 2011




Leśniczówka zawsze kojarzyła mi się z miejscem, gdzie można odnaleźć upragniony spokój, a w otoczeniu przyrody, odzyskać siły do życia i znów móc stawić czoło codziennym problemom. Zapewne takich miejsc, jak wspomniana leśniczówka, jest wiele i to od każdego człowieka indywidualnie zależy które z nich wybierze, aby móc po jakimś czasie powrócić do psychicznej równowagi. Czasami życie i ludzie, którzy nas otaczają tak mocno dają w kość, że człowiek za wszelką cenę szuka schronienia. Poszukuje miejsca, gdzie mógłby się odgrodzić od świata i choć na chwilę zapomnieć o tych, którzy skrzywdzili. Ale co zrobić, kiedy nie można uciec, bo zwyczajnie nie ma dokąd?

Emilia Kostecka – główna bohaterka debiutanckiej powieści Ewy Formelli – ma to szczęście, że w najtrudniejszym momencie swojego życia dziedziczy po zmarłych rodzicach leśniczówkę. Można odnieść wrażenie, że dla tej trzydziestodwuletniej kobiety jest to swego rodzaju szczęście w nieszczęściu. Pomimo tak młodego wieku, Emilia już sporo przeżyła. Życie naprawdę jej nie oszczędzało. Zupełnie nieudane małżeństwo zakończone tragedią, śmierć ukochanych rodziców to wystarczająco dużo, aby Emilia pragnęła uciec od świata i ludzi. Dlatego też spadek, który otrzymuje jest dla niej niczym dar od losu. To taka rekompensata za wszystkie złe dni, które przeżyła u boku brutalnego męża. Kiedy czytelnik poznaje Emilię, ta jest już wdową i ma na wychowaniu trójkę cudownych dzieciaków. Jak na swój wiek, są niezwykle bystre, ciekawe świata i bardzo towarzyskie. Lgną do ludzi, niemal w każdym widząc przyjaciela. Wygląda to tak, jakby nie pamiętały już, co wydarzyło się kiedy jeszcze mieszkały w mieście, a tata wracał do domu pod wpływem alkoholu i wszczynał awantury. Leśniczówka, choć prymitywna, staje się dla nich nowym domem, w którym chcą pozostać już na zawsze.

Podobnie czuje Emilia. Kobieta, gdzieś w podświadomości wie, że to miejsce może sprawić, iż będzie w nim szczęśliwa. Jak to bywa w małych miejscowościach, przyjazd nowej właścicielki leśniczówki bardzo szybko staje się tajemnicą Poliszynela. Dość szybko młoda wdowa zaskarbia sobie sympatię tamtejszej społeczności, choć nie brak też takich, którzy nie są do niej przychylnie nastawieni, oskarżając ją o coś, czego ona nie potrafi zrozumieć. Niemniej, tej ludzkiej i szczerej życzliwości jest znacznie więcej, a to pozwala Emilii z nadzieją patrzeć w przyszłość. Pozwala jej wierzyć, że wszystko się ułoży i być może ona też jeszcze odnajdzie szczęście.

Leśniczówka jest bardzo zaniedbana. Od wielu lat nikt w niej nie mieszkał. Jednak ludzka bezinteresowna pomoc jest w tym przypadku bezcenna. I tak oto z dnia na dzień Emilia wtapia się w małomiasteczkową społeczność i staje się jej częścią. W jej życiu zaczynają pojawiać się coraz to nowi ludzie. Tworzą się przyjaźnie, a ona jest pewna, że nie dozna od nikogo zawodu. Poznani tak niedawno ludzie roztaczają nad nią swoją opiekę i sprawiają, że kobieta i jej dzieci czują się bezpieczne w nowym miejscu.

[…] Wieczór był spokojny, cichy, pachnący sosnowym lasem. Kobieta otworzyła drzwi na taras i stanęła, wpatrując się w wiszący nad drzewami księżyc.
Las wyglądał groźnie, ale ona czuła się bezpiecznie, otoczona tymi starymi drzewami. Przypatrywała się niebu haftowanemu w cudne gwieździste arabeski. Nie znała się na astrologii, chociaż kiedyś w dzieciństwie, brat uczył ją mapy nieba. To była jego pasja, ona nie przykładała do tego większej wagi. Dla niej gwiazdy układały się w tylko dla niej samej zrozumiałe wzory. Dawno już nie była tak spokojna […]*

Jednak pomimo tej sielskiej atmosfery jest coś, co spędza Emilii sen z powiek. Kobietę dręczą koszmary senne, których nie rozumie. Czy mają one coś wspólnego z jej przeszłością? Kto jest w stanie wyjaśnić jej co oznaczają i czy przyjdzie taki dzień, że w końcu spełnią się na jawie? Kim są osoby, które Emilia widzi w snach? Czy kiedyś je znała? A może nie mają z nią nic wspólnego? Może to zwykły przypadek? Na poznanie odpowiedzi na te pytania przyjdzie jej jeszcze trochę poczekać. Tylko czy będzie w stanie zaakceptować prawdę? Prawdę o sobie i swojej rodzinie?

Leśniczówka to jedna z tych powieści, które sprawiają, że człowiek odzyskuje wiarę w ludzi. Spod pióra Ewy Formelli wyszła przepiękna opowieść o przyjaźni, miłości, bezinteresownej ludzkiej pomocy i szacunku wobec drugiego człowieka. Okazuje się, że to wcale nie ilość stron świadczy o wartości książki. Na ponad stu stronach Autorka zawarła wszystko to, co ważne przy pisaniu powieści. Doskonale nakreśliła sylwetki bohaterów, fantastycznie przedstawiła realia prowincjonalnego środowiska, pokazała też, w jaki sposób żyć, aby być szczęśliwym. Okazuje się, że nie jest to wcale takie trudne. Wystarczy jedynie odrobina życzliwości wobec drugiego człowieka, a dobro, które okazujemy innym, wróci do nas po jakimś czasie i odda nam nawet z nawiązką. Ta powieść daje też ogromną nadzieję na to, że po dniach złych zawsze przychodzą te dobre. Tak jak po nocy nastaje dzień.

W tej powieści Autorka przedstawia też kilka rodzajów miłości. Oprócz silnego uczucia pomiędzy mężczyzną a kobietą, jest również miłość matki do dzieci oraz miłość pomiędzy dorosłym rodzeństwem. Jest to także opowieść o akceptacji, zaufaniu i dokonywaniu wyborów, jak i o odnajdywaniu życiowych priorytetów. Dlaczego o akceptacji? Pamiętajmy, że Emilia w tym prowincjonalnym środowisku jest nowa, a jednak bardzo szybko zdobywa przychylność tamtej społeczności. Podobnie jest z zaufaniem. Zarówno młoda wdowa, jak i jej nowi znajomi nie wysuwają wobec siebie żadnych podejrzeń, nie rozmyślają nad wzajemnymi relacjami, a po prostu ufają sobie wzajemnie do tego stopnia, że powierzają sobie najgłębsze tajemnice, a nawet tych, których kochają najbardziej na świecie, jak własne dzieci. Czyżby to była naiwność z ich strony? Nie, to nie jest naiwność. To jest coś naturalnego, co tak naprawdę powinno funkcjonować między ludźmi na co dzień.

Wydawać by się mogło, że skoro fabuła powieści przepełniona jest tak ogromnym ciepłem, miłością i wszystkimi tymi uczuciami, które powodują, że człowiek czuje się naprawdę szczęśliwy i potrzebny, to musi być ona słodka niczym rurka z kremem. Otóż nic bardziej mylnego. Ewa Formella nie używa słownictwa, które mogłoby w jakiś sposób czytelnika odstraszyć swoją słodkością. Język powieści jest naturalny, podobnie jak naturalni są bohaterowie wykreowani przez Autorkę.

Marzę o tym, żeby takich książek jak Leśniczówka pojawiało się na polskim rynku wydawniczym znacznie więcej. Smutne jest jednak to, że dzisiaj wydawcy nie dostrzegają tego typu powieści. One przegrywają z literaturą, która generalnie funkcjonuje pod nazwą junk fiction. Boli mnie, że autorzy, którzy tworzą ciepłe powieści obyczajowe z mądrym przesłaniem muszą wydawać swoje książki albo na koszt własny, albo przy współfinansowaniu, albo trzymać je ukryte na dnie przysłowiowej szuflady. Tak być nie powinno. Autor nie powinien walczyć o to, aby móc wydać swoją powieść!

Szczerze i z pełną odpowiedzialnością polecam wszystkim Leśniczówkę. Jeśli ktoś z Was stracił właśnie wiarę w ludzi albo jeżeli kogoś przytłacza trud codzienności, to ta powieść jest przeznaczona dokładnie dla niego. Bo po nocy zawsze przychodzi dzień, a po burzy – słońce. 



Za książkę serdecznie dziękuję Autorce




* E. Formella, Leśniczówka, Wyd. WFW, Warszawa 2011, s. 5. 



sobota, 1 czerwca 2013

Literat Czerwca 2013



EWA FORMELLA



 
Blogerka i pisarka w jednej osobie, choć woli określać siebie mianem „blogerki piszącej książki”. Ma na swoim koncie trzy powieści wydane w wersji tradycyjnej oraz kilka krótkich form literackich opublikowanych w postaci e-booków. W wywiadzie udzielonym w ramach cyklu „Literat Miesiąca” Ewa Formella mówi między innymi o swojej twórczości, o cierpieniu, a także o miejscu, które kocha tak bardzo, że aż stało się ono kanwą jednej z jej powieści.



Kraina Czytania: Dziękuję, Ewo, że zgodziłaś się przyjąć moje zaproszenie do cyklu „Literat Miesiąca”. Jest mi bardzo miło gościć Cię na swoim blogu. Jesteś autorką trzech powieści i kilku krótkich form literackich. Powiedz mi, jak zrodził się u Ciebie pomysł na tworzenie literatury?

Ewa Formella: Na początku, to ja dziękuję za to, że zostałam zauważona jako „literat”. Nigdy tak o sobie nie myślałam, ale może najwyższy czas pomyśleć? (śmiech)

Pisać lubiłam od dziecka, chociaż z języka polskiego nigdy nie byłam „orłem”, miałam za to wyjątkowo bujną wyobraźnię i często osoby słuchające tego, co mówię, nie były pewne czy mówię prawdę, czy to fantazje moich własnych marzeń. Myślałam o tym, aby dzielić się z innymi tym, co często siedzi gdzieś głęboko w moim sercu, w moich myślach, w moich spostrzeżeniach, chciałam pisać, bo bardzo wierzyłam w to, że właśnie w ten sposób coś po mnie pozostanie.

Kraina Czytania: Twój powieściowy debiut to historia trzydziestodwuletniej Emilii, która nie ma łatwego życia. Jest wdową, a do tego matką trójki dzieci. Jak widać los nie oszczędził Twojej bohaterki. Prawdę powiedziawszy, ta powieść powinna być smutna i wyciskać czytelnikom łzy z oczu, a stało się wręcz odwrotnie. „Leśniczówka” to tak naprawdę opowieść pełna ciepła i dająca nadzieję, na lepsze jutro. Jak udało Ci się tego dokonać?

Ewa Formella: „Leśniczówka” powstała w bardzo dziwny sposób. Kiedy odeszłam z mojej poprzedniej pracy, która dawała mi nie tyle sporo satysfakcji, co niestety dość poważnie oddziaływała na moje zdrowie, przez jakiś czas odsypiałam wcześniejsze pobudki o godzinie 5 rano. Kiedy mój organizm się rozleniwił do tego stopnia, że najwcześniejszą porą, która wyganiała mnie z łóżka była godzina 8 rano, zaczęłam mieć problemy z wieczornym zasypianiem. Któregoś dnia, a było to około północy usiadłam przed komputerem i palce same zaczęły pisać. Chyba potrzebowałam takiego wyciszenia, uspokojenia myśli, spełnienia jakiejś tęsknoty i ten las, ta cisza, po prostu na mnie czekały. To miało być krótkie opowiadanie, a wyszła mała książeczka. W postaci Emilii zamknęłam kawałek siebie i kawałek tego, o czym w tamtym czasie marzyłam.

Kraina Czytania: W „Leśniczówce” zawarłaś też niezwykle piękne opisy przyrody. Czy miejsca, które opisujesz w książce istnieją naprawdę?

Ewa Formella: Na pewno gdzieś takie miejsca istnieją, ale ja osobiście nie przypominam sobie, abym kiedyś się w takim znalazła. Od zawsze uwielbiałam las i przyrodę i być może gdzieś głęboko w mojej podświadomości cały czas pragnę zamieszkać w takim właśnie zakątku, z dala od cywilizacji, od miejskiego pośpiechu, od hałasów…

Kraina Czytania: Wygląda na to, że upodobałaś sobie opisywanie magicznych miejsc, bo oto w Twojej kolejnej powieści zapraszasz czytelników do pięknego Paryża. Oczywiście mam tutaj na myśli „Pamiątkę z Paryża”. Dlaczego akurat to miasto wybrałaś, jako miejsce akcji swojej książki? Czy nie wydaje Ci się, że Paryż zbyt często pojawia się w literaturze, a jego nadmierna obecność może w końcu czytelnika znużyć?

Ewa Formella: Jeśli chodzi o mnie to jestem w tym mieście zakochana, być może w poprzednim wcieleniu właśnie mieszkałam w Paryżu (śmiech). Nie kocham tego miasta za atrakcyjność budowli, jakimi się szczyci, ani za zgiełk w nim panujący, ale właśnie za tę dziwną tajemniczość, jaka w każdym prawie miejscu tam panuje. Moje ostatnie wakacje, jakie spędziłam z siostrą i jej znajomą to była właśnie podróż do najgłębszych zakamarków stolicy Francji. Moja wyobraźnia pokazywała mi obrazy, jakie przedstawiały słowa osoby, która nas oprowadzała, a przyznam, że była do tego przygotowana na szóstkę z plusem. To miasto ma w sobie zarówno brutalność, jak i romantyzm, dlatego chciałam pokazać je w formie nietypowego przewodnika i chyba mi się to udało, bo sporo osób napisało do mnie, że po przeczytaniu mojej książki albo myśleli o tym, aby pojechać tam i zobaczyć to, co opisałam, albo powrócić w te miejsca i zobaczyć je innym okiem, takim jak ja je widziałam.

Kraina Czytania: W Twojej twórczości pojawiają się także sytuacje niezwykle traumatyczne, bo przecież w powieści pod tytułem „Jutra nie będzie” poznajemy Laurę, która cierpi z powodu nieuleczalnej choroby i przygotowuje się na swoje odejście z tego świata. Czy opowiadając tę historię przyświecało Ci jakieś konkretne przesłanie? Czy w ten sposób chciałaś uczulić czytelników na sens ludzkiego cierpienia i przemijania?

Ewa Formella: Każda moja bohaterka ma coś ze mnie, Laura również. Do napisania tej książki tak właściwe skłoniły mnie dwa wątki. Pierwszy to pewien okres w moim życiu, kiedy sama walczyłam z chorobą nowotworową, a kiedy z pomocą przychodzili mi ludzie, których nawet nie potrafiłabym prosić o pomoc, często ludzie dla mnie obcy, ale bliscy dla moich przyjaciół, a drugi to choroba mojej przyjaciółki, która również zaatakowała jej organizm. Każda z nas wyszła z tej choroby inaczej, chociaż obie cały czas miałyśmy te same odczucia, strach przeplatający się z nadzieją.

Nie chcę uczulać czytelników na sens ludzkiego cierpienia i przemijania, bo dla mnie cierpienie nie ma sensu, ale chciałabym otworzyć im oczy na wnętrze chorego, które niszczy tak samo. Ludzie terminalnie chorzy często nie potrzebują litości tylko pomocy w zaakceptowaniu następujących po sobie zmian, chociaż równie często ukrywają to głęboko w środku, a to jest cierpienie gorsze od bólu. Musimy nauczyć się akceptowania śmierci, bo przecież wszystko kiedyś się zaczyna i kończy, życie ludzkie także.




Kraina Czytania: Działając już jakiś czas w książkowej blogosferze czasami spotykam się z opinią, że autor, tworząc swoje dzieło powinien pisać o rzeczach wesołych, wywołujących uśmiech na twarzy czytelnika, zamiast skupiać się na ludzkich dramatach życia codziennego. Są tacy, którzy wręcz twierdzą, że „pisanie to śmiertelnie poważna choroba”, nie mając na myśli bynajmniej twórczej pasji pisania, a przygnębiającą tematykę, jaką pisarz porusza. Czy pracując nad „Jutra nie będzie” nie obawiałaś się takiej właśnie krytyki? Czy naprawdę należy zaniechać pisania o trudnych życiowych dylematach, aby zadowolić czytelników, którzy takowych kwestii w literaturze nie akceptują?

Ewa Formella: Myślę, że trzeba o tym pisać, ponieważ ludzie, na co dzień żyjący z osobą terminalnie chorą powinni wiedzieć nie tylko jak uśmierzać jej ból, ale właśnie jak żyć obok, a zarazem przy niej. Nie ukrywam, że „Jutra nie będzie” też spotkała się z krytyką, ale moim zdaniem krytyka jest potrzebna każdemu pisarzowi. Sama lubię czytać książki lekkie, łatwe i przyjemne, chociaż nie stronię od tych „życiowych”. Nikogo autor nie zmusza do czytania takiego czy innego gatunku, o tym decyduje sam czytelnik. I myślę również, że większość pisarzy ma w swoim dorobku jakieś dramatyczne wątki, bo przecież życie nie jest tylko krainą radości i szczęścia. Gusta czytelników są różne, jedni uwielbiają horrory, inni kryminały, jeszcze inni romanse, wybór należy do czytelnika i po to właśnie często na tylnej stronie okładki wstawia się krótki wątek lub opis, aby każdy wiedział czego może oczekiwać w środku.

Kraina Czytania: Jak zdążyłam zauważyć, Twoje powieści nie są obszerne pod względem objętościowym. Jesteś też autorką krótkich form literackich. Powiedz mi, czy trudno jest zawrzeć sens poruszanego problemu, jeśli mamy do dyspozycji niewiele ponad sto stron?

Ewa Formella: Sens można zawrzeć nawet w jednym zdaniu. Moje książki są objętościowo cienkie, ponieważ długie lata dojeżdżałam do pracy pociągiem do innej miejscowości. Prawie godzinną podróż spędzałam przeważnie na czytaniu (chyba że odsypiałam) i dlatego chciałam, aby moje książki mieściły się w torebce. Bywało, że jednocześnie czytałam dwie książki, jedną w domu (grube tomisko), a drugą w pociągu (lżejszą, aby nie stwarzała dodatkowego obciążenia torby). Moja „Leśniczówka” zresztą na jakiejś niemieckiej stronie została określona jako „książka do torebki”, czyli coś w rodzaju naszego „wydania kieszonkowego”.

Kraina Czytania: Niektóre z Twoich utworów ukazały się jako self-publishing, co oznacza, że opublikowałaś je samodzielnie bez znaczącej ingerencji ze strony wydawcy. Jak, w związku z tym, postrzegasz tę formę publikacji?

Ewa Formella: Dla każdego początkującego pisarza czy pisarki to jest reklama własnej twórczości i pewna forma prezentacji swojego dzieła. Przez wydawnictwa papierowe bardzo trudno jest się przebić, a jeżeli autor chce się przekonać, czy jego dzieła w ogóle znajdą odbiorców, to powinien je w jakiś sposób uwidocznić. Poznać opinię nie tylko najbliższej rodziny czy przyjaciół. Zanim moja książka, którą wydaję jako self-publishing ukaże się w wersji papierowej, przechodzi przez wiele rąk, zarówno korektorów, jak i czytelników, którym przekazuję ją w tak zwanej wersji dziewiczej. To nie jest tak, że ja sobie napisałam i ludzie czytajcie. Dla mnie self-publishing jest właśnie tym etapem pośrednim, w którym przekonuję się, czy dana książka w ogóle znajdzie czytelnika.

Kraina Czytania: Jak już wspomniałam w poprzednim pytaniu, publikujesz też w wersji elektronicznej. Bardzo często pojawiają się opinie, że skoro e-book, to na pewno jest to tekst pozbawiony jakiejkolwiek wartości, a do tego nafaszerowany błędami i nie warto po niego sięgać. Czy, Twoim zdaniem, niektórzy czytelnicy słusznie tak negatywnie osądzają e-booki? A może jest to jedynie swego rodzaju stereotyp, który został stworzony celem obronienia tradycyjnej, papierowej książki?

Ewa Formella: Autor, który chce tylko pochwalić się swoim dziełem publikuje go jako e-booka w wersji własnej, tak jak to nazywam i tu się zgadzam, często są to teksty, których nie da się czytać ponieważ zawierają mnóstwo rażących błędów. Ale są przecież dzieła wybitnych pisarzy, które już dostępne są także w wersji elektronicznej i tu z pewnością nie można mówić, że pozbawione są swojej wartości. Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę na fakt, że coraz więcej dużych i znanych wydawnictw, które do tej pory wydawały książki tylko w tradycyjnej wersji papierowej, coraz więcej wydaje również w wersji elektronicznej. Czytniki elektroniczne są coraz bardziej popularne i wygodne, zwłaszcza dla osób podróżujących, ale takie czy inne formy czytania są indywidualnym podejściem. Jeżeli ktoś kocha książki, to przeczyta e-booka, ale i z przyjemnością przeczyta książkę tradycyjną. Myślę, że negatywnie o e-bookach mówią te osoby, które ściągają z przeróżnych stron wydawnictw tylko e-booki darmowe, które w wielu przypadkach są właśnie taką niedopracowaną wersją książki lub krótką formą wydawniczą, krótkim opowiadaniem czy esejem.

Kraina Czytania: Oprócz tego, że tworzysz literaturę, jesteś też zwykłą czytelniczką. Jak, w związku z tym, postrzegasz obecnie rynek wydawniczy w Polsce jako czytelnik?

Ewa Formella: Hmmm... Jako czytelnik uważam, że książki wciąż są zbyt drogie. Osobiście staram się kupować książki w miejscach, gdzie można sporo zaoszczędzić. Buszuję po wydawniczych wyprzedażach w sieci lub księgarniach „taniej książki”. Bywa, że szukam czasami jakiejś konkretnej pozycji, poleconej na przykład przez którąś z blogerek i muszę się naprawdę zdrowo nabiegać żeby tę książkę znaleźć. Nie należę do żadnej biblioteki, bo jestem osobą, która lubi mieć książkę na własność. Są oczywiście takie miejsca jak Empik, gdzie można znaleźć dużo ciekawych pozycji, ale nie każdego stać na kupowanie w takim miejscu. Czasami trafiam na książki, tak beznadziejnie nudne, że zastanawiam się, komu spodobała się treść, że zdecydował się zainwestować w wydanie tego. I wręcz odwrotnie, często przeczytam książkę, która wciągnie mnie od pierwszej do ostatniej strony tak, że trudno mi jest się od niej oderwać, a okazuje się, że autor albo sam musiał sfinansować jej wydanie, albo wydał jako self-publishing, bo żadne wydawnictwo nie chciało zaryzykować. Co mnie jednak cały czas bulwersuje, to trendy jakie powstają w wydawnictwach. Weźmy chociażby sagę „Zmierzch”, po sukcesie tej książki nagle pojawiły się tysiące książek o tematyce wampirów. Albo autobiografie, wystarczy znane nazwisko, a już w każdej księgarni półki zapełnione są setkami egzemplarzy. Wiem, że tu działa dystrybucja i reklama, ale ile jest ciekawych i naprawdę interesujących książek, które są ukryte gdzieś głęboko na dolnej półce, bo z górnej wyparły je jakieś bzdurne. Prawie każda osoba publiczna, czy to polityk, czy żona polityka, czy aktor/aktorka wydali już jakąś swoją książkę. Dla mnie to jest coś w rodzaju „pudelka”, w którym można przeczytać plotki o każdym. Osoby naprawdę kochające książki nie sięgają po plotkarsko napisane autobiografie, bo wiadomo, że tyle w nich prawdy co kłamstwa, więc nie warto sobie zaśmiecać umysłu czyimś życiem. Czasami jakaś książka jest tak nagłośniona i rozreklamowana, że ludzie kupią ją właśnie z powodu chwytów reklamowych, a po przeczytaniu stawiają w najciemniejszym kącie. A jest tylu, naprawdę dobrych pisarzy, tylko że mało kto o nich wie.

Kraina Czytania: Prowadzisz również blog poświęcony literaturze. Nasza książkowa blogosfera stale się rozrasta, pojawiają się coraz to nowe blogi recenzenckie. Czy uważasz, że w blogosferze idziemy w dobrym kierunku, mnożąc wciąż kolejne blogi o tej samej tematyce, na których w tym samym czasie pojawiają się identyczne pozycje, ponieważ dany wydawca akurat wypuścił na rynek, na przykład, najnowszą powieść jakiegoś bestsellerowego autora?

Ewa Formella: Przy ocenie polskiego czytelnictwa, która według mediów ciągle jest dużo poniżej norm, uważam, że blogi poświęcone literaturze są bardzo potrzebne. Fakt, że niektóre blogerki piszą, bo piszą i czasami w bezczelny sposób kopiują tekst z innego bloga, i to jest moim zdaniem nieuczciwe. Każdy czytelnik postrzega książkę na swój sposób i jeżeli już ktoś zdecydował się na to, aby podzielić się z kimś swoimi spostrzeżeniami, to powinien to zrobić od serca, tak jak to odbiera. Osobiście spotkałam się z recenzją mojej „Leśniczówki” w kilku miejscach, podpisaną różnymi pseudonimami czy imionami, a treść recenzji była taka sama. Może pisała to ta sama osoba, ale po co wówczas podpisywała się inaczej? Jeśli chodzi o mnie, to często korzystam z podpowiedzi innych, i kiedy przeczytam szczerą recenzję (a nie taką wyuczoną czy wymuszoną), to wiem, czy mam ochotę przeczytać daną książkę czy nie. Przyznam szczerze, że irytują mnie blogerki, non stop chwalące się ilością otrzymanych od wydawnictw książek. Nie zazdroszczę im, a czasami wręcz im współczuję, bo ja czytam dla przyjemności, a one nad tą przyjemnością mają jakieś nakazy i sugestie. Dzięki blogom przeczytałam wiele ciekawych pozycji poleconych na blogach, a bez nich pewnie nawet nie wiedziałabym o istnieniu jakiejś książki.

Kraina Czytania: Wróćmy jeszcze na chwilę do Twojej twórczości. Czy pracujesz obecnie nad nową powieścią, czy po prostu w spokoju obserwujesz to, co dzieje się na polskim rynku wydawniczym?

Ewa Formella: Jakiś czas temu skończyłam pisać moją kolejną książkę, która prawdopodobnie ukaże się już w miesiącu czerwcu, ale w bardzo małym nakładzie, czyli takim „dla znajomych”. Wydaję ją nakładem własnym, ale pod patronatem medialnym… na razie nie zdradzę. Pierwsze pięćdziesiąt egzemplarzy idzie w tak zwane ręce znajomych i recenzentów, aby przekonać się o wartości czytelniczej. Piszę również kolejną książkę, ale nadmiar obowiązków, które ostatnio mnie obarczają trochę spowalnia moje pisanie. Chciałabym w roku 2013 wydać dwie książki. Jedna już czeka na druk, a druga jest w połowie na moim komputerze, a w połowie w mojej głowie.

Kraina Czytania: Na koniec zapytam jeszcze kim tak naprawdę jest Ewa Formella: blogującą pisarką czy może blogerką, która pisze książki? Które z tych pojęć w odniesieniu do Twojej osoby jest Ci bliższe?

Ewa Formella: Szczerze? Nie wiem. Na jednym ze spotkań autorskich pewnej znanej pisarki usłyszałam, że jeżeli napiszę trzy książki, to już mogę się nazwać pisarką. Kiedy jednak ktoś mówi o mnie „pisarka” nie odbieram tego w taki właśnie sposób. Piszę bloga, więc jestem blogerką i chyba to drugie określenie bardziej jest mi bliższe – blogerka, która pisze książki. Pisarka kojarzy mi się z osobą zawodowo zajmującą się pisaniem książek, a ja swoje „dzieła” tworzę patrząc na to jak na hobby, chociaż przyznam szczerze, że słowo „pisarka” przyjemnie łechce moje pisarskie ambicje. Początkowo miałam w planach mój blog poświęcić tylko książkom i tekstom pisanym przeze mnie, ale w pewnym momencie stwierdziłam, że mam tyle do powiedzenia o innych książkach, że muszę się tym z kimś podzielić, więc chyba jednak blogerka, która pisze książki

Kraina Czytania: Ewo, serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę Ci wszystkiego, co najlepsze zarówno w tworzeniu literatury, jak i w prowadzeniu bloga o książkach.

Ewa Formella: Ja również dziękuję, szczególnie za to, że zauważasz takich ludzi jak ja i cieszę się, że miałam okazję poznać taką pasjonatkę książek.


Rozmawiała: Agnieszka (Kraina Czytania)


Jeśli chcecie odwiedzić blog Ewy, to zapraszam tutaj.