Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogna Ziembicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogna Ziembicka. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2017

Bogna Ziembicka – „Na zawsze Różany” # 5














Wydawnictwo: JAK
Kraków 2015





Tak już w życiu bywa, że wszystko kiedyś się kończy. Pożegnania nie są łatwe, zwłaszcza jeśli obdarzamy sympatią osobę, z którą trzeba się rozstać. Pocieszające jest jednak to, że w każdej chwili można znów nawiązać kontakt; na przykład można zadzwonić albo porozmawiać drogą wirtualną. Podobnie dzieje się w przypadku bohaterów książek, z którymi nieuchronnie należy się pożegnać, ponieważ ich historia właśnie dobiegła końca. Oczywiście nie jest to łatwe, zważywszy że przez długi czas byli oni obecni w życiu czytelnika, który często odnosił wrażenie, że są oni jego nierozerwalną częścią i żyją tuż obok na wyciągnięcie ręki. Ale przecież w tym przypadku również w każdej chwili można do nich wrócić, ponownie zagłębić się w ich problemy i na nowo odkryć wydarzenia, które kierowały ich powieściowymi losami i sprawiały, że czytelnik albo im kibicował w dążeniu do obranego celu, albo wzruszał się za każdym razem, kiedy po ich twarzach płynęły łzy, albo znów złościł się, gdy podejmowali niewłaściwe decyzje, które w konsekwencji przysparzały im jedynie cierpień.

Dokładnie w ten sposób można podejść do bestsellerowej powieściowej serii autorstwa Bogny Ziembickiej, w której centrum znajduje się przepiękny i malowniczy podkrakowski dworek otoczony krzewami pachnących róż. Pamiętam, że kiedy skończyłam czytać drugi tom zatytułowany Wiosna w Różanach poczułam pewien niedosyt z uwagi na niebanalne zakończenie, które z jednej strony nieco przeraża, lecz z drugiej zmusza do zastanowienia się na siłą prawdziwej miłości. Dlatego też sięgając po część trzecią – Tylko dzięki miłości – byłam przekonana, że Autorka pociągnie jednak wątek, którym zakończyła poprzednią część. Tak się nie stało. W zamian czytelnik został przeniesiony w czasie i poznał życie Zuzanny Hulewicz, która przez lata związana była z rodziną Boruckich, czyli właścicielami dworku w Różanach. Oczywiście nie można powiedzieć, że taki zabieg był czymś złym, lecz na pewno wystawiał na próbę cierpliwość czytelnika. I tak naprawdę dopiero Na zawsze Różany odkrywają tajemnicę, która pozostawiła czytelnika w zawieszeniu przy lekturze tomu drugiego. Można zatem stwierdzić, że ta ostatnia część to swego rodzaju klamra, która spaja w jedno cztery poprzednie tomy i tym samym stanowi wyjaśnienie spraw, które do tej pory były ukryte przez czytelnikiem.

Tym razem mamy bowiem do czynienia z dwiema przestrzeniami czasowymi. Z jednej strony wyjaśniają się losy Zosi Boruckiej, która naprawdę wiele przeszła i przydałoby się wreszcie, aby w końcu odnalazła szczęście i spokój, zaś z drugiej strony ponownie przenosimy się w czasie i jesteśmy świadkami wydarzeń, które towarzyszyły Zuzannie Hulewicz, kiedy ta była jeszcze młodą kobietą wkraczającą w dorosłe życie. Akcja powieści Na zawsze Różany rozgrywa się w 2005 roku i rozpoczyna się w momencie, kiedy Zofia Borucka przygotowuje się do ślubu, a jej szczęśliwym wybrankiem jest Eryk Hassel. Obydwoje nie kryją swojego szczęścia, zważywszy że już niedługo będą cieszyć się obecnością małego człowieka w swoim życiu. Nie ma się czemu dziwić, bo przecież zanim odnaleźli swoją drogę w życiu, musieli stawić czoło poważnym problemom. Los nie oszczędzał szczególnie Zosi, która wylała morze łez zanim ostatecznie mogła powiedzieć, że jej życie zaczyna się układać. Niemniej los czasami lubi pisać swoje własne scenariusze, na które nie mamy żadnego wpływu. Tak też dzieje się w przypadku Zosi i Eryka. Kiedy mężczyzna wyjeżdża do Indii w towarzystwie swojej siostry, wówczas jego życie przez chwilę znajduje się w naprawdę ogromnym niebezpieczeństwie. Kto zatem pragnie zagrozić Erykowi i dlaczego? Czy Eryk naraził się komuś tak bardzo, że aż ten chce go zamordować? Co stanie się z Zosią, jeśli Eryk nie wróci do domu? Czy znów będzie musiała opłakiwać ukochanego mężczyznę?

Tymczasem Zofia Borucka zaprasza na ślub dwoje starszych ludzi, którzy mają wiele wspólnego z jej zmarłą nianią – Zuzanną Hulewicz. Jedną z tych osób jest Maria Fischer, która obecnie mieszka w Nowym Jorku. To przyjaciółka Zuzanny Hulewicz. Kobieta może naprawdę wiele powiedzieć na temat życia Zuzi. Wszak bardzo się przyjaźniły i dopiero okrucieństwo drugiej wojny światowej sprawiło, że ich drogi się rozeszły, lecz mimo to Maria wciąż pamięta Zuzannę i zna szczegóły z jej życia, o których nikt – jak dotąd – nie miał pojęcia. Z kolei drugą zaproszoną przez Zosię osobą jest Aleksander Bach. Mężczyzna mieszka w Tel Awiwie. On również doskonale pamięta Zuzię, która przecież przyjaźniła się z jego siostrą. Jest jednak coś, co sprawia, że Aleksander nie chce uczestniczyć w ślubie Zosi i Eryka. To jakaś tajemnica z przeszłości, którą staruszek nie zamierza się z nikim dzielić. Pragnie natomiast odwiedzić grób Zuzanny Hulewicz. Co takiego łączyło go z ukochaną nianią Zosi, która najpierw opiekowała się również ojcem młodej kobiety? Czy poznane sekrety zmienią coś w dotychczasowym postrzeganiu osoby Zuzanny Hulewicz? Co takiego ukrywała kobieta przez te wszystkie lata?

Na zawsze Różany to powieść, która zabiera czytelnika na malownicze Malediwy oraz do ubogich dzielnic współczesnego Bombaju, gdzie wcale nie jest bezpiecznie, a tuż obok czają się ludzie, którzy kierują się zemstą, pragnąc wziąć odwet za zranione uczucia. Bohaterowie wracają także wspomnieniami w odległe czasy, kiedy Polska wyglądała zupełnie inaczej niż ma to miejsce obecnie. Okazuje się, że nie wszystko jest takie, jak z pozoru wygląda. W miarę odkrywania przeszłości przez starszych bohaterów tej historii, młodzi poznają zakryte przed nimi losy tych, którzy w ich życiu odegrali naprawdę istotną rolę. Czytelnik odnajdzie tutaj wątek izraelskiego wywiadu, a także prawdziwej miłości, która została wystawiona na wielką próbę. Autorka pokazuje również, w jaki sposób działały pewne organizacje tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Nikt, kto w czasie wojny kolaborował z faszystami nie mógł czuć się bezpiecznie.

Bohaterowie pojawiający się na kartach książki muszą zmagać się z naprawdę trudnymi problemami natury moralnej. Chodzi tutaj szczególnie o tych, którzy dziś są już staruszkami albo nie żyją. Czasy, w których przyszło im przeżywać swoją młodość były niesamowicie ciężkie, co sprawiało, że niejednokrotnie musieli dokonywać poważnych wyborów i podejmować decyzje, a te nie zawsze były dobre. Bardzo często wymuszone były przez rzeczywistość, w jakiej przyszło żyć naszym bohaterom. Z kolei młode pokolenie wiele rzeczy nie potrafi zrozumieć z uwagi na fakt, iż tamte czasy są im zupełnie obce. Aby pojąć powody niektórych decyzji należałoby przenieść się w czasie i na własnej skórze odczuć dramat ówczesnej rzeczywistości. Lecz mimo to nikt nikogo nie potępia ani nie ocenia. Niekiedy widać nawet podziw młodych dla starszego pokolenia.

Czytając Na zawsze Różany odniosłam wrażenie, że na kartach tej ostatniej części pojawiają się praktycznie wszyscy bohaterowie. Jedni są jeszcze wśród żywych, natomiast inni niestety już nie żyją i są obecni jedynie we wspomnieniach. Wszystkie wątki, które do tej pory były zakryte, teraz znajdują swoje zakończenie. Nie ma tak naprawdę spraw niewyjaśnionych. Myślę, że cała seria jest godna uwagi i polecenia. Opowieść o podkrakowskich Różanach to w gruncie rzeczy ciepła historia z autentycznymi bohaterami, których życie wcale nie oszczędzało. To opowieść, która daje nadzieję na poprawę losu, ponieważ zawiera w sobie przesłanie mówiące o tym, że po złym zawsze przychodzi dobre i tak naprawdę nigdy nie należy tracić nadziei na lepsze jutro.







sobota, 12 grudnia 2015

Bogna Ziembicka – „Bądź przy mnie” # 4














Wydawnictwo: OTWARTE
Kraków 2015





Tanzania niegdyś znana była jako Tanganika. Kiedy pod koniec XIX wieku Europejczycy zdobyli i podzielili kontynent, Tanganika stała się częścią tak zwanej Niemieckiej Afryki Wschodniej (z niem. Deutsch-Ostafrika). Tak więc Niemiecka Afryka Wschodnia składała się wówczas z terenów, które dziś znamy jako Tanzanię, Rwandę i Burundi. Podczas swojego ponad trzydziestoletniego sprawowania rządów niemieccy władcy zainwestowali tam spore środki finansowe w rolnictwo, transport kolejowy oraz edukację. Stolicą zostało miasto Dar es Salaam, które było najbardziej prestiżowym miastem w ówczesnej tropikalnej Afryce. 

Po klęsce Niemiec w pierwszej wojnie światowej w 1918 roku Tanganika funkcjonowała pod protektoratem Ligii Narodów, nad którą pieczę sprawowali Brytyjczycy, podczas gdy Rwanda oraz Burundi były zarządzane przez Belgów. Tanganika pozostawała pod panowaniem Brytyjczyków przez kolejne czterdzieści trzy lata, czyli aż do dnia uzyskania niepodległości w grudniu 1961 roku. Pokojowe dążenia do niezależności wspierał Julius Kambarage Nyerere (1922-1999) wraz ze swoją partią polityczną o nazwie Afrykański Narodowy Związek Tanganiki (z ang. Tanganyika African National Union – TANU). Partia powstała siedem lat wcześniej po tym, jak Julius Kambarage Nyerere zdołał przekonać innych afrykańskich działaczy do przekształcenia Afrykańskiego Stowarzyszenia Tanganiki (z ang. Tanganyika African Association – TAA) w partię polityczną. Swoją inaugurację TANU świętował w dniu 7 lipca 1954 roku. Data ta stała się powodem, dla którego o partii mówiono po prostu „Siedem Siedem”. Pomimo że TANU został zlikwidowany prawie czterdzieści lat temu, to jednak dzień ten pozostaje nadal świętem narodowym Tanzanii.

Julius Kambarage Nyerere
Nowożytna historia Zanzibar rozpoczyna się w roku 1698, kiedy wyspą rządził sułtan Omanu. Wcześniej przez prawie dwieście lat wyspa znajdowała się pod luźną władzą Portugalii. Dla sułtana Omanu wyspy były kluczowe, jeśli chodzi o handel niewolnikami i kością słoniową z jego własnym krajem. Poszczególni władcy Omanu powołali do życia plantację goździków, która z czasem przyczyniła się do nazwania Zanzibaru „Wyspą Przypraw”, która to nazwa czasami używana jest również dzisiaj. Uprawa goździków wciąż pozostaje znaczącym sektorem gospodarki Zanzibaru. Wyspa stała się tak bardzo ważna dla władców arabskich, że w 1840 roku ówczesny władca Omanu przeniósł stolicę swojego kraju z Maskat do Zanzibaru, który wtedy był najważniejszym ośrodkiem handlu niewolnikami w tej części Afryki. Pod koniec XIX wieku Brytyjczykom z wysiłkiem udało się ostatecznie zakończyć ten handel i Zanzibar przeszedł pod ich władzę w 1890 roku. Niemniej Brytyjczycy nadal rządzili tam za pośrednictwem sułtana.

W grudniu 1963 roku Zanzibar uzyskał niepodległość i stał się monarchią konstytucyjną. Oznaczało to, że sułtan nadal mógł sprawować tam swoją władzę. Z kolei nacjonaliści pod wodzą Sheikh Abeid Karume (1905-1972) nie zaakceptowali tej formy rządów i miesiąc później obalili rząd w wyniku rewolucji, w której przelano sporo krwi, zaś ofiarami byli członkowie klasy rządzącej, którzy w większości byli Arabami i Hindusami. Wielu z nich opuściło także wyspę. Trzy miesiące po rewolucji Zanzibar formalnie został połączony z Tanganiką, tworząc Zjednoczoną Republikę Tanzanii. Było to w kwietniu 1964 roku. To jedyna afrykańska koalicja, której udało się przetrwać. Zanzibar posiada charakter pół-autonomiczny z własnym prezydentem i rządem. Niemniej sprawy zagraniczne oraz dotyczące obrony pozostają pod kontrolą rządu Unii. Co ważne, drugi prezydent Tanzanii pochodził w Zanzibaru.

Zjednoczona Republika Tanzanii wyróżnia się w regionie stabilnością polityczną o znaczących zawirowaniach politycznych. Wielu ludzi do tej pory ma świadomość strasznych stu dni ludobójstwa, w wyniku którego życie straciło prawie milion osób w sąsiedniej Rwandzie. Wspomniana rzeź ludności miała miejsce w 1994 roku. Z kolei na północy w 2007 roku mieszkańcy Kenii przeżyli dwa tygodnie bezprawia, które kosztowało życie tysięcy ludzi po tym, jak władzę przejął Mwai Kibaki. Zdaniem opozycji wybory te zostały sfałszowane, co było charakterystyczne dla post-niepodległościowych afrykańskich despotów. Innym sąsiadem z północy jest Uganda, która najpierw przez osiem lat pod rządami dyktatora Idi Amina (1925-2003), a potem po jego obaleniu przy pomocy sił Tanzanii, cierpiała kilka lat z powodu wojny domowej, w której życie straciło tysiące ludzi. Od tamtej pory kraj ten cieszy się względną stabilnością i dobrobytem gospodarczym. Problemy innych sąsiadów Zjednoczonej Republiki Tanzanii takich, jak Burundi czy Demokratycznej Republiki Konga (dawniej Zair) są bardzo dobrze udokumentowane.


Bitwa o miasto Tanga, które położone jest we wschodniej części Tanzanii.
Bitwa rozegrała się podczas pierwszej wojny światowej 
pomiędzy armią niemiecką i brytyjską. 
autor: Martin Frost (1875-1928)


Powyżej nakreśliłam historię Tanzanii zwanej niegdyś Tanganiką, ponieważ główny bohater czwartej części opowieści o podkrakowskich Różanach przez kilka lat pracował w faktorii właśnie w brytyjskiej Tanganice. Jak pamiętamy z poprzedniego tomu cyklu, Joachim von Ebert jest Niemcem, którego rodzina posiada majątek w Prusach Wschodnich. Od bardzo dawna członkowie jego familii przyjaźnią się z babcią niejakiej Zuzanny Hulewicz. Zuzia i jej babcia mieszkają w Krakowie i mają na wychowaniu małego Stasia, którego rodzice zginęli w pierwszych dniach drugiej wojny światowej. Dziecko zostało sierotą, a ponieważ dla Zuzanny ojciec chłopca był kimś naprawdę wyjątkowym, dziewczyna nie mogła postąpić inaczej, jak tylko zaopiekować się Stasiem. Oczywiście należy też pamiętać o przyjaźni, jaka łączyła pannę Hulewicz z żoną Piotra Boruckiego.

Z moich powyższych słów można domyślić się, że akcja Bądź przy mnie rozgrywa się w czasie drugiej wojny światowej. Tym razem książka posiada formę swego rodzaju pamiętnika, choć z drugiej strony trudno jest nazwać pamiętnikiem wspomnienia umierającego mężczyzny, który ich bynajmniej nie spisuje. Powieść rozpoczyna się niezwykle dramatycznie. Otóż Joachim leży w szpitalu owinięty w bandaże i zaczyna przypominać sobie swoje życie. Co takiego stało się, że młody Niemiec walczy ze śmiercią na szpitalnym łóżku? Czy to wojna odebrała mu zdrowie i być może za kilka dni zabierze mu także życie? O tym oczywiście dowiecie się, czytając powieść. Natomiast niezwykle istotne w tej opowieści są relacje łączące Niemca, czyli de facto wroga, który najechał na Polskę, oraz jego ofiarę. W tym wszystkim nie jest ważne, że obydwie rodziny przyjaźnią się ze sobą, znają się od lat i odwiedzają. Najważniejsze są bowiem kwestie polityczne i to, co dzieje się akurat w Polsce, a dzieje się naprawdę źle i nie widać końca tego okrucieństwa, które zgotował nam psychopatyczny Adolf Hitler (1889-1945).

Swoje wspomnienia Joachim von Ebert rozpoczyna od czasu, kiedy przebywał w Afryce i pracował tam jako inżynier. Poznał tam wielu ludzi, a z niektórymi nawet się zaprzyjaźnił. Miał też kobietę, która chyba go kochała, a przynajmniej można odnieść takie wrażenie. Dla Joachima ten związek też nie był bez znaczenia. Niestety, kiedy przychodzi dzień, w którym nasz bohater musi wyjechać z Tanganiki i przyłączyć się do włoskich oddziałów, Almaz nie może i nie chce mu towarzyszyć. To w Afryce jest jej dom i tam pragnie pozostać do końca życia. Ona nie zna innego życia, jak to, które wiodła do tej pory. Oczywiście Joachim będzie za nią tęsknił i łudził się nadzieją, że kiedyś znów się spotkają. Z drugiej strony jednak mężczyzna wciąż ma w pamięci piękną Zazulkę Hulewicz, wobec której ma bardzo poważne plany. Pewnego dnia chce się z nią ożenić i mieć syna. Czy faktycznie jego marzenia się spełnią? Czy wojna nie sprawi przypadkiem, że plany Joachima legną w gruzach? Czy Zuzanna będzie chciała poślubić wroga swojego narodu, nawet jeśli bardzo go kocha? A co z innymi kobietami, które przez lata przewinęły się przez życie i łóżko Niemca?

I tak oto czytelnik towarzyszy Joachimowi w jego drodze ku przeznaczeniu. Oczami wyobraźni widzimy jego niezwykle niebezpieczną przeprawę przez Afrykę. Jesteśmy świadkami okrucieństw, jakich dopuszczają się włoscy żołnierze – sojusznicy Trzeciej Rzeszy. Joachimowi może się to nie podobać, ale nic nie może zrobić. Jest sam, a ich tak wielu. Po wydostaniu się z Afryki mężczyzna w końcu dociera do domu skąd już prosta droga do Zuzanny Hulewicz, która również stale myśli o przyjacielu rodziny. Dziewczyna naraża się na wielkie niebezpieczeństwo, bo przecież łączą ją bliskie relacje ze znienawidzonym okupantem. Czy przypadkiem nie przyjdzie jej zapłacić za tę miłość najwyższej ceny? Co się stanie, kiedy ktoś odkryje, że Zuzanna nie do końca jest oddana polskiej sprawie? Czy nie zostanie oskarżona o zdradę?


Uciekinierzy z Prus Wschodnich na Węźle Hucisko w Gdańsku w lutym 1945 roku.
Rodzina Joachima von Eberta znalazła się wówczas w ogromnym niebezpieczeństwie.


Muszę przyznać, że Bądź przy mnie to książka, która naprawdę wzrusza. Dramatyczne zbiegi okoliczności, które pojawiają się w życiu poszczególnych bohaterów wywołują w czytelniku jakiś wewnętrzny bunt. Czasami ma się ochotę krzyknąć, że: „to nie tak powinno być!”. Wiadomo jednak, że gdyby Bogna Ziembicka poprowadziła swoje powieściowe postacie inną drogą, niż ta przez nią zaproponowana, wówczas książka straciłaby na wartości. Tak po prostu musiało być, aby nie rozczarować czytelnika. Musiało tak być, żeby czytelnik nie stwierdził, iż powieść nie wniosła niczego pozytywnego w jego czytelnicze życie. Musiało tak być, aby nie zarzucić Autorce, że napisała książkę nudną i bez emocji. I wreszcie musiało tak być, aby powieść nie stała się dla czytelnika jedną z wielu, o której zapomina niemalże tuż po przeczytaniu ostatniej strony.

Biorąc pod uwagę wszystkie cztery tomy cyklu, które przeczytałam, trzeba nastawić się na to, że próżno szukać w nich chronologicznego uporządkowania poszczególnych wydarzeń. Jak wynika z powyższego, w przypadku Bądź przy mnie mamy do czynienia z historią Zuzanny Hulewicz i Joachima von Eberta, którzy zostali rzuceni w realia drugiej wojny światowej, natomiast już w pierwszym tomie spotykamy Zuzannę, która zbliża się do kresu swoich dni. Potem w miarę czytania kolejnych części akcja momentami będzie się cofać, aż dotrzemy do wydarzeń, które przytaczam w niniejszym wpisie. Tak więc jeśli komuś bardzo zależy na chronologii, to obawiam się, że będzie musiał porzucić czytanie poszczególnych tomów zgodnie z datą ich wydania. Mnie taki zabieg Autorki zupełnie nie przeszkadza, ponieważ to, co nie zostało dopowiedziane w poprzednich częściach, zostało wyjaśnione w Bądź przy mnie.

Do nabycia jest już piąty i zarazem ostatni tom serii o Różanach zatytułowany Na zawsze Różany. Bardzo martwi mnie, że zakończenie tej magicznej opowieści nie pojawi się w księgarniach. Jest to bowiem wydanie kolekcjonerskie, które tylko do końca lutego 2016 roku będzie można zamawiać na stronie wydawnictwa [klik]. Przyznam, że ta forma sprzedaży nieco rozczarowuje, przynajmniej mnie. Wiedząc o planowanej publikacji, cieszyłam się, że książka będzie ogólnie dostępna. Mam jednak nadzieję, że fakt ten nie zniechęci czytelników do sięgnięcia po powieści Bogny Ziembickiej. Na chwilę obecną nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić wszystkie cztery tomy tej niezwykle wyjątkowej i wciągającej historii.









niedziela, 5 lipca 2015

Bogna Ziembicka – „Tylko dzięki miłości” # 3











Wydawnictwo: WYDAWNICTWO OTWARTE
Kraków 2014
Ilustracje: Michał Haduch






Kraków to miasto, które chyba większości z nas kojarzy się z bogatą historią. Już w czasach prehistorycznych na terenach dzisiejszego Krakowa można było spotkać mieszkających tam ludzi, czego dowodzą badania archeologiczne. Zdaniem badaczy najstarsze ślady egzystencji człowieka na obszarze obecnego miasta pochodzą z okresu paleolitu. Osiedlaniu się ludzi sprzyjały bardzo dogodne warunki naturalne, czyli jaskinie kresowe, które umożliwiały schronienie, jak również lasy i rzeki dostarczające pożywienia. Nie należy zapominać też o surowcach mineralnych oraz bliskości szlaków komunikacyjnych. To wszystko sprawiło, że stosunkowo wcześnie koczowniczy tryb życia przekształcił się w osiadły. Fakt ten potwierdzają wykopaliska archeologiczne. Z kolei w okresie panowania kultury łużyckiej, czyli około 1300 roku p.n.e., na terenie obecnego Krakowa funkcjonowały już osady o charakterze rolniczo-hodowlanym z ukierunkowaną zawodową specjalizacją mieszkańców. Tego rodzaju osady w miarę upływu lat i wieków stały się początkiem dzisiejszego Krakowa.

Skupmy się przez chwilę na historii Krakowa z pierwszej połowy XX wieku. Otóż w 1915 roku przez Kraków przeszła fala demonstracji, strajków i pochodów. Był to odzew na wybuch rewolucji rosyjskiej mającej miejsce w latach 1912-1914. W mieście przebywał wówczas sam Władimir Iljicz Uljanow, czyli innymi słowy Włodzimierz Lenin (1870-1924). Natomiast w dniu 31 października 1918 roku Kraków odzyskał wolność po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Miasto było jednym z pierwszych, które doczekało się niepodległości po Wielkiej Wojnie. W okresie dwudziestolecia międzywojennego Kraków stał się czymś w rodzaju zaplecza dla kadry administracyjnej, wojskowej i oczywiście politycznej. Był też ośrodkiem kultury i sztuki.

W Krakowie druga wojna światowa zaczęła się 6 września 1939 roku. Wtedy do miasta wkroczyły oddziały niemieckie. Wszystkie uczelnie wyższe zostały natychmiast zamknięte, podobnie jak szkoły, teatry i muzea. Profesorów wykładających na uczelniach aresztowano i wywieziono do obozu koncentracyjnego. Adolf Hitler (1889-1945) ustanowił Kraków stolicą utworzonej w październiku Generalnej Guberni, natomiast jej gubernatorem został Hans Frank (1900-1946). Jako typowy nazista rządził w Krakowie bardzo krwawą ręką. Mieszkańcy miasta często byli świadkami publicznych egzekucji, zaś szczególnie piętnowano ludność pochodzenia żydowskiego. Podczas ostatniej egzekucji w dniu 15 sierpnia 1945 roku odbywającej się na Dąbiu zamordowanych zostało osiemdziesiąt sześć osób. Polaków wysiedlano z wielu dzielnic Krakowa. Chciano w ten sposób sprawić, aby miasto stało się typowo niemieckie. Zmieniano też nazwy ulic, a Kraków przekształcono na „Krakau”.


Ulice Krakowa w czasie drugiej wojny światowej


Po jakimś czasie Niemcy, bojąc się Armii Czerwonej, rozpoczęli stawiać mury obronne wokół miasta. Budowali także schrony, bunkry i zapory, a nawet były plany dotyczące całkowitego zniszczenia Wawelu. Niemniej 17 stycznia 1945 roku wojska sowieckie dotarły do Krakowa i już nazajutrz wyparły Niemców z miasta. Wtedy też Kraków odzyskał wolność. W dniu 21 stycznia tegoż roku do miasta przybyli przedstawiciele Rządu Tymczasowego i rozpoczęła się likwidacja śladów mających związek z kilkuletnią okupacją. Zaczęto też odbudowywać zabytki związane z kulturą i gospodarką Krakowa. Zamiarem ówczesnych władz stało się jednak zredukowanie w mieście roli ludności pochodzenia inteligenckiego. Efektem tego działania stała się budowa Nowej Huty i powszechny napływ robotników.  

Pomimo że fabuła Tylko dzięki miłości obejmuje między innymi również lata drugiej wojny światowej, to jednak czytelnik nie znajdzie w niej zbyt wielu faktów związanych z tamtym okresem w Krakowie i zarazem z życiem głównych bohaterów. Dodam, że jeszcze nie znajdzie, ponieważ Autorka lata drugiej wojny światowej umieściła w kolejnym tomie zatytułowanym Bądź przy mnie. Na razie czytelnik jedynie w zarysie poznaje ten dramatyczny czas w historii naszego kraju. Bogna Ziembicka skupia się przede wszystkim na wydarzeniach, które rozgrywały się w życiu bohaterów jeszcze przed wybuchem wojny.

Znany jasnowidz Stefan Ossowiecki
(1877-1944)
W czasie, kiedy rozgrywa się akcja powieści
wieloktrotnie przepowiadał losy Polski.
Zacznijmy może od początku. Otóż książka jest trzecią częścią serii o Różanach, czyli dworku mieszczącym się gdzieś pod Krakowem, który pewnego dnia stał się własnością rodziny Boruckich. W dwóch pierwszych tomach, o których już pisałam (przyp. Droga do Różan i Wiosna w Różanach), czytelnik poznaje zarówno rzeczony dworek, jak i jego właścicieli. Tam akcja dzieje się współcześnie, zaś bohaterowie przeżywają swoje smutki i radości, aby potem pozostawić czytelnika w pewnym zawieszeniu. Prawdę powiedziawszy powieść Tylko dzięki miłości powinna rozpoczynać cykl, ponieważ wydarzeniami sięga lat 30. XX wieku, więc patrząc pod względem chronologicznym historia o Rożanach dopiero się zaczyna.

Tylko dzięki miłości to tak naprawdę dziennik pisany przez Zuzannę Hulewicz, która w relacjonowanie wydarzeń z własnego życia wplata także pamiętnik pisany ręką niejakiego Joachima. Mężczyzna jest Niemcem, natomiast jego siostra to szkolna przyjaciółka Zuzanny. Poza tym rodzice Joachima, a szczególnie matka, przyjaźnią się z babcią panny Hulewicz. Kiedy poznajemy Zuzię, dziewczyna ma dopiero piętnaście lat. Niestety, pomimo tak młodego wieku zdążyła już przeżyć ogromną tragedię. Otóż w katastrofie lotniczej straciła starszą siostrę oraz ukochanych rodziców. Zarówno Zuzia, jak i jej babcia wciąż nie potrafią uporać się z tą tragedią. Ból nadal jest ogromny i tak naprawdę chyba nigdy nie minie. Owszem, może się nieco przytępić, ale nigdy nie zniknie na dobre. Takim azylem jest dla Zuzanny dworek w Różanach, gdzie zawsze czuje się bezpiecznie, ponieważ otaczają ją tam ludzie, których kocha. Oczywiście każdego z mieszkańców dworku kocha inną miłością, ale to nie zmienia faktu, że z Boruckimi łączy ją naprawdę silna więź. Oczywiście Zuzanna czuje też czasami wyrzuty sumienia, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że do pana domu nie powinna czuć tego, co czuje. Ona go po prostu kocha nad życie tym swoim piętnastoletnim dziewczęcym serduszkiem, choć wie, że ona i Piotr nigdy nie będą razem. Przecież on jest żonaty, a Zuzia za nic nie chce skrzywdzić Hani, która jest jej przyjaciółką. Być może właśnie z powodu tej niespełnionej i platonicznej miłości dziewczyna wiele czasu i uczucia poświęca małemu synkowi Piotra i Hani – Stasiowi. Nie wie jednak, że kiedyś ten malec stanie się sensem jej życia.

Kompozytor Karol Szymanowski
(1882-1937)
Jego śmierć stała się wielkim wydarzeniem w Polsce.
Prasa szeroko rozpisywała się na ten temat. 
Jak wynika z zapisków Joachima, Zuzanna nie jest mu obojętna. Mężczyzna jest od niej starszy, wykształcony i wie, że na ewentualny ożenek z panną Hulewicz jeszcze nie przyszedł czas. Niemniej Joachim robi wszystko i wykorzystuje choćby najmniejszą okazję ku temu, aby móc zobaczyć Zuzannę. Oczywiście bardzo pomaga mu w tym siostra i rodzice. Wygląda też na to, że obydwie strony chętnie widziałyby tę parę na ślubnym kobiercu. Joachim wie też, że kwestią czasu jest nadejście chwili, kiedy będzie musiał włożyć żołnierski mundur. Na ten moment ojciec zdołał pociągnąć za odpowiednie sznurki, aby odroczyć synowi służbę wojskową. Ale czy na długo? Kto wie? Na razie Joachim jest cywilem pełną gębą i wyjeżdża do Afryki, aby tam pracować jako inżynier. 

I tak oto odkrywając każdą kolejną stronę książki poznajemy stopniowo życie naszych bohaterów. Czasami ich drogi krzyżują się, ale znacznie więcej czasu spędzają osobno. Joachim jawnie pisze o swoim uczuciu do Zuzanny, choć ona o nim nie wie, bo mężczyzna robi to tylko w swoim pamiętniku. Natomiast Zuzia mnóstwo czasu poświęca na relacjonowanie wydarzeń rozgrywających się w Różanach, w szkole, a także opisuje fakty związane z babcią, która naprawdę wiele dla niej znaczy i która zaopiekowała się nią po tragicznej śmierci rodziców i siostry.

Wydaje mi się, że ta książka lepiej spełniłaby swoje przesłanie, gdyby nie była napisana właśnie w formie pamiętnika. Przyznam, że po przeczytaniu Tylko dzięki miłości miałam bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony pomysł na powieść dobry, ale z drugiej forma, w jakiej fabuła została podana czytelnikowi trochę obniża jej wartość. Zawsze kiedy autor stosuje narrację w pierwszej osobie musi liczyć się z tym, że wiele wydarzeń będzie trzeba ominąć. Musi bowiem skupić się przede wszystkim na sprawach będących udziałem postaci, która o nich opowiada. Z kolei narracja w trzeciej osobie pozwala autorowi na dotarcie do tych zdarzeń, w których nie uczestniczy główny bohater. Nie zawsze też forma narracji pasuje do wydarzeń, o których autor chce czytelnikowi opowiedzieć. Myślę, że w tym przypadku nastąpiło jakieś rozprzężenie tych dwóch elementów.

List gończy wystawiony
po porwaniu syna 
Charlesa Lindbergha
Tym, co najbardziej mi się podobało w tej książce, jest pomysł odnośnie wplecenia do fabuły prasowych wycinków dotyczących wydarzeń, które miały miejsce w latach, w których rozgrywa się akcja powieści. Możemy zatem przeczytać o koronacji brytyjskiego króla Jerzego VI Windsora (1895-1952), o krwawych zajściach w Krakowie w marcu 1936 roku, o porwaniu i zamordowaniu dziecka amerykańskiego lotnika Charlesa Lindbergha (1902-1974) w 1932 roku, o abdykacji brytyjskiego króla Edwarda VIII Windsora (1894-1972) i skandalu, jaki tym faktem wywołał, jak i o „mieszkańcach” Marsa, którzy zbombardują Ziemię. Oczywiście nie są to jedyne wydarzenia relacjonowane przez prasę w tamtym okresie i zamieszczone na kartach książki. Takich informacji adekwatnych do czasu rozgrywania się akcji powieści jest naprawdę sporo i jeśli ktoś interesuje się historią, wówczas taki zabieg może naprawdę się spodobać. Te prasowe wycinki nadają książkowym wydarzeniom wiarygodności. Można bowiem odnieść wrażenie, że nasi bohaterowie wcale nie są postaciami fikcyjnymi.

Jak wiadomo Zuzanna Hulewicz pojawiła się już w dwóch poprzednich tomach. Niemniej tam czytelnik spotyka ją jako staruszkę, którą los na całe życie związał z Boruckimi. O tym, kim dla nich była i jaką rolę pełniła w ich życiu dowiecie się oczywiście z książek. Na kartach Tylko dzięki miłości Zuzia jest jeszcze zbyt młoda, aby mogła dojść do ładu ze swoimi uczuciami. Z jednej strony kocha nieodwzajemnioną miłością Piotra Boruckiego, który jest dla niej zakazanym owocem, i gdyby sprawa wyszła na jaw, wówczas zapewne podniósłby się wielki raban, natomiast z drugiej strony w miarę upływu czasu dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego, że Joachim wcale nie jest jej tak do końca obojętny. Inaczej w kwestii uczuć przedstawia się postępowanie Niemca. Widać, że Joachim jest dojrzalszy emocjonalnie i wie, czego chce, a chce oczywiście naszą małą Zuzię, jednak fakt ten nie przeszkadza mu w kontaktach z innymi kobietami, pracując na placówce w Afryce. Możliwe, że Joachim wychodzi z założenia, iż skoro niczego jeszcze Zuzannie nie obiecał, ani nawet nie ujawnił się ze swoim uczuciem do niej, to może pozwolić sobie na sypianie z innymi kobietami. No cóż, w końcu to mężczyzna i swoje potrzeby ma.

Na pewno relacje pomiędzy Zuzanną a Joachimem nie będą należały do najłatwiejszych w chwili, gdy Polska stanie w obliczu wojny z III Rzeszą. Wtedy bowiem Joachim założy mundur esesmana i przyjedzie do Polski. Jestem więc bardzo ciekawa, w jaki sposób Bogna Ziembicka poprowadziła tę część historii. Wiedząc już co nieco o życiu Zuzanny Hulewicz mogę przypuszczać, że w czasie wojny musiało wydarzyć się coś niezwykłego, ale z drugiej strony było to coś, co nie pozwoliło Zuzannie i Joachimowi na bycie ze sobą przez całe życie. Z informacji, jakie podane są w pierwszym i drugim tomie serii wynika, że Zuzanna całe życie poświęciła rodzinie Boruckich i to z nimi się związała. Jakie zatem miejsce zajął w tym wszystkim Joachim? Na chwilę obecną trudno powiedzieć.

Pomimo że mam niewielkie zastrzeżenia do formy, w jakiej napisana jest książka, uważam, że na pewno nie jest to powieść zła. Jest po prostu inna. Natomiast wszystkie ewentualne niedoskonałości odnośnie formy przekazu rekompensuje czytelnikowi pomysł na fabułę i czas umiejscowienia akcji, a także wiarygodność, którą zapewniają wycinki z ówczesnych gazet.





sobota, 6 czerwca 2015

Bogna Ziembicka – „Wiosna w Różanach” # 2












Wydawnictwo: WYDAWNICTWO OTWARTE
Kraków 2013



Cierpienie wymaga 
więcej odwagi niż śmierć.

Napoleon Bonaparte



Każdy z nas posiada jakieś swoje ukryte marzenie dotyczące zarówno życia osobistego, jak i zawodowego. Aby nasze marzenia mogły się spełnić, trzeba uparcie dążyć do ich realizacji. Zazwyczaj myślimy sobie, że gdy już osiągniemy to, o czym tak mocno marzymy i co spędza nam sen z powiek, wówczas staniemy się najszczęśliwszymi ludźmi na świecie i praktycznie już niczego nie będzie nam potrzeba, bo przecież zdobędziemy to, czego pragnęliśmy przez bardzo długi czas. No chyba że ktoś jest nienasycony i wciąż będzie uganiał się za czymś nowym i wyznaczał sobie kolejne cele. W takim przypadku jedno spełnione marzenie to stanowczo za mało. Ale z drugiej strony należałoby zastanowić się nad tym, czy każde spełnione marzenie zawsze przynosi nam szczęście? A może to tylko człowiek tak je sobie wyobraża? Ileż to razy ludzie mówili, że w chwili, gdy osiągnęli życiowy sukces w tej czy innej dziedzinie, nagle dochodzili do przekonania, że tak naprawdę nie o to im chodziło. Spełnione marzenie i tak długo wyczekiwane osiągnięcie zamierzonego celu sprawiły, że poczuli się jeszcze bardziej nieszczęśliwi, niż zanim to się stało. Dlaczego? Ponieważ człowiek generalnie jest istotą omylną i to, co nazywa „szczęściem” w istocie wcale może nim nie być. Natomiast niejednokrotnie to sam los decyduje, co będzie dla nas dobre, a co złe. Buntujemy się przeciwko takiemu rozwiązaniu, lecz po latach stwierdzamy, że faktycznie ta czy inna sytuacja wyszła nam tylko na dobre i pozwoliła uniknąć tragedii.

Czasami zdarza się jednak tak, że dążymy do czegoś na siłę i nie zdajemy sobie sprawy, że w ten sposób wyrządzamy krzywdę nie tylko samemu sobie, ale także innym, jeżeli oczywiście nasze niespełnione marzenia nie dotyczą jedynie naszej osoby. I tu pojawia się niezdrowy egoizm, który niszczy. Taka sytuacja bardzo często występuje w chwili, gdy nasze marzenia odnoszą się do miłości, do której tak naprawdę nikogo nie można zmusić. Uczucie musi przyjść samoczynnie, a jeśli nie jest odwzajemnione, wówczas pojawia się ból. Wiele osób – szczególnie bardzo młodych – uważa, że nieodwzajemniona miłość to swoisty koniec świata i jedynym wyjściem będzie już tylko śmierć jednej bądź drugiej strony. Ileż to razy media podawały, że ktoś na skutek miłosnych rozczarowań lub zazdrości pozbawił życia albo samego siebie, albo osobę, którą rzekomo kochał. Bywa też, że w wyniku emocjonalnego szantażu osoba, która nie odwzajemnia naszych uczuć, godzi się na dzielenie z nami życia, choć tak naprawdę czuje się przy nas bardzo nieszczęśliwa i osaczona. Prędzej czy później taki związek i tak się rozpadnie i zostaną już tylko zgliszcza, z których nie da się niczego odbudować. Czy zatem usilne dążenie do spełniania własnych marzeń zawsze wychodzi ludziom na dobre?

Zofia Borucka, którą można uznać za główną bohaterkę Wiosny w Różanach i którą czytelnik poznał już w Drodze do Różan chyba nie zdaje sobie do końca sprawy z tego, na ile może sobie pozwolić w kwestii uczuć do Krzysztofa Doliwy. Owszem, obydwoje znają się od lat, wiele razem przeżyli, ale czy ten fakt upoważnia Zosię do wywierania presji na Krzyśku tylko dlatego, że go bardzo kocha? Ktoś mógłby powiedzieć, że Zośka zwyczajnie sięgnęła po typowy dla niektórych zakochanych kobiet chwyt i po prostu zaszła w ciążę z wybrankiem swojego serca, tym sposobem przywiązując go do siebie na całe życie. Możliwe że tak właśnie było, choć Zośka wcale się do tego nie przyznaje, a Krzysiek próbuje zachowywać się jak odpowiedzialny i dorosły facet, biorąc problem na klatę i starając się jak najlepiej przystosować do nowej życiowej roli. Nieważne, że sytuacja jest dla niego niekomfortowa. Przecież tak naprawdę nigdy nie myślał o małżeństwie z Zosią. Gdyby tak było, już dawno by się z nią ożenił, zamiast na lata wiązać się z inną kobietą. To panna Borucka wciąż uparcie dążyła do małżeństwa, wyobrażając sobie Bóg wie co, nie bacząc na sygnały, jakie Krzysztof jej wysyłał od lat.


Tak wyobrażam sobie ogród Zosi Boruckiej w Różanach.


Z drugiej strony jednak kawaler Doliwa też nie jest bez winy. Można pomyśleć, że to taki trochę pies ogrodnika, który sam nie chce, ale drugiemu też nie da. Kiedy na horyzoncie pojawia się po uszy zakochany w Zosi Eryk Hassel, Krzysztof czuje zazdrość i robi naprawdę wiele, aby Zosia była z nim. Natomiast w chwili, gdy Niemiec znika z pola widzenia, Doliwa zwyczajnie odtrąca Zosię. Przypomina to nieco zabawę w kotka i myszkę.

Inna kobieta będąc na miejscu Zofii Boruckiej dawno podziękowałaby Krzysztofowi Doliwie za współpracę i swoje zainteresowanie zwróciłaby tam, gdzie byłaby naprawdę kochana. Aczkolwiek teraz jest już chyba na to stanowczo za późno, ponieważ za kilka miesięcy na świat ma przyjść potomek Zosi i Krzysztofa, a przecież dobrze, żeby dziecko miało obojga rodziców, prawda? Oczywiście niemal wszyscy wokół okazują radość, zaś przyszły ojciec zachowuje się tak, jak oczekuje od niego otoczenie. Dodatkowo wszelkie straty moralne wynagradza materialnymi. Wygląda na to, że Zosia godzi się na takie rozwiązanie, lecz z drugiej strony praktycznie nie ma innego wyjścia, skoro chce nadal być z Krzysztofem. Wtem któregoś dnia świat Zofii Boruckiej nie tylko drży w posadach, ale wręcz z hukiem wali jej się na głowę. Wraz ze śmiercią ukochanej niani – Zuzanny Hulewicz – młoda kobieta traci wszystko, co kocha i bez czego nie wyobraża sobie życia. Czy od tej chwili będzie musiała radzić sobie ze wszystkim sama? Jaką rolę w jej życiu odegrają przyjaciele – Marianna Milejko Hartman i Eryk Hassel? Czy Borucka będzie mogła na nich liczyć? A może na jej drodze stanie ktoś zupełnie nowy, kto sprawi, że świat Zofii znów nabierze barw? Jak zachowa się ukochany Krzysztof w obliczu tragedii? Czy sprosta tej trudnej sytuacji? A może życie zwyczajnie go przerośnie i mężczyzna ucieknie, gdzie pieprz rośnie? Wreszcie, co stanie się z malowniczymi Różanami – miejscem, bez którego Zosia jeszcze nie tak dawno nie wyobrażała sobie życia? Czy uda jej się tam wrócić i zacząć wszystko od początku?

Wydanie z 2012 roku.
Sporo tych pytań, lecz na chwilę obecną trudno odnaleźć na nie odpowiedzi. Teraz Zosia marzy jedynie o tym, aby wszyscy zostawili ją w spokoju, albowiem pragnie cierpieć w samotności, zamykając się w swoim krakowskim mieszkaniu. Od tego momentu jedynym jest towarzyszem jest niewypowiedziany ból i to jemu kobieta chce poświęcić jak najwięcej uwagi. Nie dopuszcza do siebie nawet najbliższej przyjaciółki, która przecież nie chce dla niej źle. Marianna Milejko robi, co tylko jest w jej mocy, aby wyrwać Zosię z piekła, które zgotowało jej życie. Czy jej się to uda? Czy bycie psychologiem i znawczynią ludzkich dusz wystarczy, aby pomóc Zosi? A może to dziennik niani i wręcz cudowne odnalezienie dziadka staną się tym, czego panna Borucka będzie teraz potrzebować?

Po przeczytaniu Drogi do Różan byłam przekonana, że prędzej czy później sięgnę po kolejny tom tej serii. Klimatyczny Kraków i pachnące kwiatami Różany sprawiły, że historia Zofii Boruckiej i jej bliskich naprawdę mnie zainteresowała. W dodatku jest to literatura lekka, która bardzo dobrze odpręża. To taka trochę bajka, gdzie po złym zawsze przychodzi dobre, choć z drugiej strony trudno jest jednoznacznie stwierdzić, czy faktycznie Wiosna w Różanach posiada pozytywne zakończenie. Bogna Ziembicka tak umiejętnie pokierowała fabułą, że pozostawia czytelnikowi zakończenie, które nie jest do końca wyjaśnione. Zakończenie, które z jednej strony przeraża, lecz z drugiej pozwala wierzyć w to, że prawdziwa miłość naprawdę istnieje, tylko trzeba najpierw przejść wiele życiowych zakrętów, aby w końcu ją odnaleźć i zrozumieć.

Wiosna w Różanach to przede wszystkim powieść o przyjaźni i o tym, że bez względu na to, jak bardzo dana osoba odsuwa się od ludzi i pogrąża w swojej rozpaczy, nie wolno pozostawić jej samej sobie. Morałem wypływającym z tej historii jest także to, iż los potrafi bez ostrzeżenia zabrać nam coś najcenniejszego, aby za jakiś czas wynagrodzić nam tę stratę z nawiązką. Kiedy wydaje nam się, że nic dobrego nas już nie spotka, wówczas los szykuje nam niespodziankę, która wywoła u nas uśmiech na twarzy, a nasze życie wypełni radością i szczęściem.

Wiosna w Różanach to również powieść o poszukiwaniu samej siebie i odkrywaniu na nowo własnej tożsamości emocjonalnej. Kiedy pisałam o poprzednim tomie, wówczas zaznaczyłam, że Zosia Borucka to bohaterka, która tak naprawdę sama nie wie, czego chce. Niektórych czytelników taka niezdecydowana i trochę ślamazarna postać może mocno zirytować. Na kartach Wiosny w Różanach jest całkiem podobnie, choć na tym etapie nasza bohaterka ma już nieco sprecyzowane plany na przyszłość. Niemniej wciąż szuka i testuje, szczególnie jeśli chodzi o mężczyzn w jej życiu. Widać, że za nic nie chce spędzać życia w samotności, ale też nie widzi realnej drogi ku prawdziwemu i szczeremu uczuciu.

W drugim tomie pojawia się również kilka nowych postaci i za ich pośrednictwem czytelnik trafia do dalekiej Dalmacji. Z kolei wprowadzenie przez Autorkę do fabuły dziennika Zuzanny Hulewicz sprawia, że cofamy się w lata komunizmu w Polsce. Ta różnorodność powoduje, że książka staje się jeszcze ciekawsza. Powyżej wspomniałam, że Zofię Borucką może uznać za główną bohaterkę Wiosny w Różanach. Dlaczego? Ponieważ fabuła drugiej części sprawia wrażenie, jak gdyby na pierwszy plan wysuwała się nie Zosia, lecz jej przyjaciółka Marianna. Wydaje się, że tym razem Bogna Ziembicka uznała, że to życie Marianny będzie ważniejsze i ciekawsze, pomimo tragedii, które dotykają Zosię. Tak więc zdecydowanie to postać Marianny Milejko jest tutaj szerzej rozbudowana.

Myślę, że każdy, kto przeczytał pierwszy tom, powinien sięgnąć również po drugi, ponieważ znajdzie w nim rozwiązanie wątków, które zostały zawieszone w Drodze do Różan. Natomiast pozostałych czytelników zachęcam do przeczytania Drogi do Różan, żeby poznać historię Boruckich od samego początku.





wtorek, 26 maja 2015

Bogna Ziembicka – „Droga do Różan” # 1













Wydawnictwo: WYDAWNICTWO OTWARTE
Kraków 2013
Ilustracje: Katarzyna Haduch



[...] ludzie hodują pięć tysięcy róż
w jednym ogrodzie [...]
i nie znajdują w nich tego,
czego szukają [...]

Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę


Ostatnio na polskim rynku wydawniczym coraz częściej można spotkać powieści, w których główna bohaterka jest właścicielką malowniczego dworku lub pensjonatu, gdzie wszyscy czują się jak u siebie w domu. Niektórzy czytelnicy narzekają, że tych powieści jest zbyt dużo i nie są zbyt ambitne. Z drugiej strony jednak stanowią one swego rodzaju odskocznię od szarości dnia codziennego. Czasami losy bohaterów potrafią wciągnąć czytelnika do tego stopnia, że nie potrafi odłożyć książki dopóki nie przeczyta ostatniej strony. Tego rodzaju powieści zazwyczaj zaliczane są do literatury kobiecej, która w naszym kraju traktowana jest nieco po macoszemu i generalnie uważana za tanie romansidła. Możliwe że trochę w tym racji, lecz należy też dostrzec drugą stronę medalu. Od jakiegoś czasu polska literatura kobieca jest coraz lepsza, a autorki książek nie skupiają się jedynie na wątku miłosnym, lecz rozbudowują fabułę o życiowe tematy, które znane są każdemu z nas. Taki zabieg znacznie podnosi poziom danej powieści. Zauważyłam też, że coraz częściej od autorek tego rodzaju książek wymaga się tworzenia serii powieściowej, której akcja czasami dzieje się przez wiele lat i obejmuje kilka pokoleń.

Droga do Różan to moje pierwsze spotkanie z twórczością Bogny Ziembickiej i przyznam, że jest to spotkanie całkiem udane. Sięgając po pierwszy tom serii spodziewałam się, że jest to opowieść z historią w tle, skoro rzecz dotyczy pięknego szlacheckiego dworku znajdującego się gdzieś pod Krakowem. Okazało się, że nie do końca się pomyliłam, ponieważ pomimo tego, iż akcja generalnie dzieje się współcześnie, to jednak czytelnik od czasu do czasu przenoszony jest do Polski przedwojennej i wojennej.

Główną bohaterką jest trzydziestoletnia Zosia Borucka, która w rzeczonym dworku w Rożanach mieszka wraz z owdowiałym ojcem, ukochaną nianią oraz psem o imieniu Troj. Zosia jest tam bardzo szczęśliwa, pomimo iż kiedy wiele lat wcześniej wyprowadzała się tam z Krakowa, sądziła, że w nowym miejscu nie czeka jej już nic dobrego. W Krakowie zostawiała przecież przyjaciół i miłość swojego życia. Szybko okazało się, że otoczenie przyrody i przyjaźnie nastawieni sąsiedzi to wszystko, czego potrzebuje do tego, aby czuć się w życiu spełnioną. Zupełnie inaczej przedstawia się natomiast życie uczuciowe Zosi. O ile kobieta czuje się szczęśliwa w gronie tych, którzy są dla niej ważni, o tyle nie może tego samego powiedzieć o swoich miłosnych rozterkach.

Jak już wspomniałam, wyjeżdżając z Krakowa, Zosia zostawiła tam miłość swojego życia, czyli Krzysztofa Doliwę, o którym wciąż nie może zapomnieć. Marzy o nim każdego dnia i każdej nocy. Wciąż łudzi się nadzieją, że pewnego dnia będą razem i założą rodzinę. Z drugiej strony jednak, w otoczeniu kobiety jest też inny mężczyzna. To mieszkający po sąsiedzku artysta Eryk Hassel. Zosia czuje się zatem rozdarta pomiędzy tymi dwoma mężczyznami. Z jednej strony Krzysztof, z którym relacje nie układają się zbyt dobrze, zaś z drugiej Eryk, który kocha pannę Borucką nad życie. Niemniej Zosia, a właściwie jej ojciec jakiś czas temu zaciągnął dług u Krzysztofa i wygląda na to, że właśnie nadszedł czas jego spłaty. Jak zatem zachowa się Krzysztof w tej sytuacji? Czy za wszelką cenę będzie domagał się zwrotu pożyczonych Stanisławowi Boruckiemu pieniędzy? A może przez wzgląd na Zosię odpuści i pozwoli, aby sprawy biegły takim samym torem, jak dotychczas?

wydanie z 2012 roku
Droga do Rożan to powieść, która potrafi naprawdę wzruszyć, ale też doprowadzić czytelnika do negatywnych emocji. Główna bohaterka w niektórych momentach może naprawdę irytować, ale nie należy uznawać tego za wadę książki. Zawsze powtarzam, że irytujący bohater podnosi tylko walor danej powieści. Zosia jest bowiem postacią, o której można powiedzieć, że to takie „masło maślane”. Jej naiwność i poddawanie się manipulacjom Krzysztofa jest wręcz denerwujące. Nie można przecież wszystkiego wytłumaczyć wielkim uczuciem. Zapewne inna kobieta na jej miejscu nigdy nie odezwałaby się do mężczyzny, który z premedytacją potrafi krzywdzić. Wygląda jednak na to, że Zosia Borucka charakter odziedziczyła po swoim ojcu. Stanisław także nie dostrzega wad biznesmena Doliwy i wszelkie jego działania uznaje za normalne, a wręcz stara się je tłumaczyć na swój własny sposób, sprawiając tym samym, że racja leży po stronie Krzysztofa Doliwy. Czy tak powinno być naprawdę?

W całej tej sytuacji najbardziej racjonalnie myślącą osobą wydaje się przyjaciółka Zosi – Marianna. Kobieta wiele lat spędziła w Stanach Zjednoczonych, a w dodatku nie obca jest jej psychologia, więc dobrze zna się na ludziach. Niestety, rady Marianny raczej nie trafiają do Zosi. Ona wie swoje i kieruje się tylko i wyłącznie własnymi uczuciami. Wyżej wspomniałam także o Eryku. Relacje pomiędzy nim a Zosią są dość dziwne. O ile wiadomo, czego tak naprawdę oczekuje od tej znajomości Eryk, o tyle dla Zosi jest on, jak gdyby balsamem na rany, które zadaje jej Krzysztof. Czy tak to powinno wyglądać? Czy Zosia czasami nie postępuje wobec Eryka podobnie, jak robi to Krzysztof względem niej? Czy ona przypadkiem nie wykorzystuje i nie manipuluje Erykiem, aby zapomnieć o krzywdzie, jaką wyrządził jej ukochany? Czy takie zachowanie jest fair?

W momencie, gdy odpowiemy sobie na powyższe pytania, możemy łatwo dojść do przekonania, że Zosia Borucka wcale nie jest taką pozytywną bohaterką, jak mogłoby się wydawać na pozór. Niemniej kobieta ma w sobie coś takiego, że przyciąga do siebie mężczyzn niczym magnes szpilki. W tym wszystkim jest jeszcze ponad osiemdziesięcioletnia dziś niania Zuzanna, która co pewien czas wspomina swoją młodość i na kartach pamiętnika opisuje życie, jakie wiodła jeszcze zanim została opiekunką małego Stasia Boruckiego. Są to lata przed wybuchem drugiej wojny światowej oraz pierwsze dni okupacji hitlerowskiej. Zuzanna jest także wspaniałą kucharką, więc czytelnik na kartach książki ma możliwość poznania przepisów na potrawy, które staruszka przygotowuje. To wszystko wygląda naprawdę bardzo realistycznie.

Przyznam, że cała powieść jest bardzo autentyczna. Fabuła nie jest naciągana, natomiast bohaterowie są podobni do nas samych. Przeżywają swoje rozterki, obdarzają siebie nawzajem uczuciami przyjaźni i miłości, jak również popełniają błędy, których konsekwencje będą zapewne odczuwać dopiero po jakimś czasie. Tym, co dodatkowo zasługuje na uwagę, jest oczywiście Kraków, którego specyficzny klimat można poczuć wręcz namacalnie. Natomiast gdzieś w tle majaczy duch kobiety nawiedzający dworek w Różanach. Kim była owa kobieta i dlaczego akurat tam znalazła sobie mieszkanie? Na razie nie wiadomo, lecz przypuszczam, że w kolejnych tomach będzie o tym mowa i ta mroczna tajemnica na pewno się wyjaśni. Bardzo oryginalnym pomysłem jest tutaj także wprowadzenie roślin, jako bohaterów pobocznych. Ponieważ Zosia kocha kwiaty, a szczególnie róże, ten element jest w powieści bardzo wyraźnie wyeksponowany. 

Drogę do Różan polecam tym, którzy preferują opowieści zaczerpnięte z życia, a także sagi rodzinne. Na pewno nie jest to cukierkowy romans, który mógłby odstraszyć wielu czytelników. To przede wszystkim bardzo dobrze napisana powieść obyczajowa przeplatana historią przedwojennej i okupacyjnej Polski. Dodatkowo pierwszy tom zachęca do sięgnięcia po kolejny, gdyż praktycznie żaden z wątków nie został jeszcze zakończony. Mam nadzieję, że Autorka w kolejnych częściach opowieści o Różanach również mnie nie zawiedzie.