piątek, 29 kwietnia 2011

Maria Bojarska – „Mieczysława Ćwiklińska”








Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Warszawa 1988




Muszę przyznać, że zanim przystąpiłam do pisania tej recenzji, czułam lekki niepokój. Ponieważ mam ogromny szacunek zarówno do postaci Mieczysławy Ćwiklińskiej, jak i książki, którą wreszcie udało mi się przeczytać, swoją recenzję rozpocznę od słów Józefa Szczublewskiego, który skomentował biografię aktorki tak: Pasjonująca opowieść o aktorce, która przez cały początek swej kariery z uporem nie doceniała głównych swych uzdolnień, sukcesy w farsie i sukcesy śpiewania w operetkach chciała zamienić na sukcesy śpiewaczki operowej, marzyła o karierze operowej na wielkich scenach świata, i to wcale nie w partiach komicznych, lecz w partiach lirycznych i dramatycznych. Dla tego wysokiego celu miała odwagę zerwać z całym swoim dorobkiem scenicznym pierwszych lat w Warszawie i dobijać się o prawo występów operowych w Berlinie czy w Paryżu. Opowieść o komediantce, którą angażowano jako magnes kasowy do kilkudziesięciu polskich filmów między wojnami, unikano jej zaś w obsadach filmów po drugiej wojnie. Opowieść o największej polskiej komiczce, która rekord swej popularności ustanowiła pod koniec życia w najzwyklejszym melodramacie, gdzie odrzuciła całą swą przeszłość komizmu.

Wydawać by się mogło, że praktycznie w tych kilku zdaniach Józef Szczublewski zawarł wszystko to, co najistotniejsze, jeśli chodzi o biografię Mieczysławy Ćwiklińskiej. Otóż to tylko złudzenie. Postać tej przedwojennej aktorki jest tak barwna, że można o niej pisać w nieskończoność. Muszę przyznać, że już od dłuższego czasu chodziła za mną jej biografia i wreszcie zdobyłam się na odwagę i przeczytałam ją od deski do deski. Dlaczego na odwagę? Ponieważ jest to książka trudna i należy ją czytać w pełnym skupieniu. Jeśli myśli nam się gdzieś rozproszą, to wtedy nie będziemy nic z tego wiedzieli. A szkoda by było, gdyż jest to naprawdę wartościowa pozycja, przeznaczona przede wszystkim dla tych, którzy naprawdę czują się dobrze w klimacie przedwojennego kina.

Kiedy przyszłam na świat Mieczysława Ćwiklińska nie żyła już od sześciu lat i gdyby nie kultowy program pod tytułem W starym kinie emitowany swego czasu w programie pierwszym TVP, z całą pewnością nie miałabym pojęcia, kim tak naprawdę była Mietuchna, Żelazna Miecia, Ćwikła czy Pulpietuszek. Jej przydomki zmieniały się wraz z upływem lat. Pulpietuszek pochodzi jeszcze z jej dzieciństwa, gdyż aktorka jako mała dziewczynka była bardzo pulchniutkim dzieckiem. Mietuchną stała się dla przyjaciół. Żelazną Miecią nazywano ją dlatego, że nigdy się nie poddawała, była niezwykle uparta w swoich dążeniach do celu. Natomiast Ćwikłą została nazwana przez oddaną publiczność oraz niektórych recenzentów.

Biografia Ćwiklińskiej to książka, którą czytałam chyba najdłużej, bo ponad tydzień. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, nawet jeśli nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie. Stało się tak dlatego, że już po kilku stronach stwierdziłam, że książki tej nie można czytać szybko, bo po prostu jest to niewykonalne. Tak, jak napisałam wyżej, jest to pozycja, którą należy czytać w skupieniu. Po raz pierwszy od dłuższego czasu miałam do czynienia z bohaterką, która istniała naprawdę. Nie została wymyślona przez autora, więc nie była to fikcja literacka. Tego właśnie było mi trzeba. Takiej odskoczni od fikcji. Wreszcie chciałam poczytać o czymś realnym. Jedna z moich czytelniczek bardzo często uświadamia mi, że książki czyta się po to, żeby czegoś pożytecznego się z nich dowiedzieć. I chyba ma rację. Z fikcji literackiej nie zawsze możemy dowiedzieć się czegoś pożytecznego, choć pisarze starają się jak mogą umieszczać swoich bohaterów w miejscach, które naprawdę istnieją. Niemniej, w dalszym ciągu jest to tylko fikcja. A tutaj ani jedno zdanie nie było wirtualne, choć z drugiej strony pojawiają się też przekłamania wynikające nie tyle z braku wiedzy Marii Bojarskiej, co z cenzury, która obowiązywała w chwili, gdy tę książkę wydawano.

Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej publikacji Marii Bojarskiej. Znałam ją jedynie jako długoletnią partnerkę życiową wspaniałego, niestety już nieżyjącego aktora, Tadeusza Łomnickiego, którego biografię również napisała (zamierzam ją przeczytać w niedługim czasie). W tej książce pani Bojarska naprawdę wiernie oddała klimat przedwojennej Polski, a szczególnie przedwojennego kina i teatru. Posłużyła się szeregiem recenzji teatralnych i filmowych napisanych przez ówczesne sławy polskiego świata kultury. Jak gdyby tego było mało, w książce można znaleźć ogrom wspaniałych fotografii nie tylko Mieczysławy Ćwiklińskiej, ale także wybitnych aktorów, którzy wówczas z nią pracowali. Biografia jest napisana zupełnie innym językiem, aniżeli pisze się powieści, które z reguły są lekkie i zrozumiałe nawet, jeśli na chwilę odpłyniemy gdzieś myślami. Czytając Mieczysławę Ćwiklińską dowiedziałam się, że naprawdę był to tylko jej pseudonim. W rzeczywistości nazywała się Mieczysława Trapszo i pochodziła z rodu aktorskiego. Nie chcę tutaj zdradzać zbyt wielu szczegółów, bo wtedy mało kto sięgnie po tę pozycję. Mogę tylko napisać, że życie przełomu XIX i XX wieku diametralnie różniło się od tego, jakie obserwujemy obecnie.

W niektórych momentach biografia naprawdę wzrusza. Szczególnie dzieje się tak pod koniec życia aktorki. Pamiętajmy, że zmarła mając ponad dziewięćdziesiąt lat i do końca swoich dni była czynną aktorką. Mówiono o niej, że jest najstarszą czynną aktorką świata. Jeszcze rok przed śmiercią miała na tyle sił, aby odbyć wyczerpujące tournée po Stanach Zjednoczonych. Podczas czytania, były również i takie chwile, kiedy uśmiechałam się do siebie, bo nie wiem czy wiecie, ale Mieczysława Ćwiklińska słynęła z nieprzeciętnego poczucia humoru. I właśnie to specyficzne poczucie humoru Maria Bojarska wiernie oddała na kartach biografii aktorki. Czasami miałam wrażenie, że przenoszę się w czasie o jakieś sto lat wstecz. Jednego, czego mi brakowało w tej książce, to tego, że jest w niej zbyt mało informacji na temat prywatnego życia aktorki. Skupiono się tutaj w głównej mierze na jej życiu zawodowym. Jednak ten element nie zaważył w żaden sposób na mojej ocenie.








czwartek, 28 kwietnia 2011

Barbara Taylor Bradford – „Potęga kobiety”









Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2008
Tytuł oryginału: Power of a Woman
Przekład: Magdalena Białoń-Chalecka



Na okładce niniejszej książki napisano: Historia, do której scenariusz napisało samo życie. Niestety ale z bólem serca piszę ten tekst, gdyż nie mogę odnieść się do tej powieści w sposób pozytywny, nawet gdybym bardzo tego chciała. Barbara Taylor Bradford jest dla mnie jedną z tych pisarek, których twórczość naprawdę sobie cenię, lecz w tym wypadku mam wrażenie, że Basia po prostu przespała tę książkę. Moim zdaniem napisała coś, bo tak należało zrobić. Może miała za długi przestój w publikacji albo wydawca za bardzo naciskał na kolejny bestseller. Sama nie wiem. Mam naprawdę mieszane uczucia. W swoim życiu przeczytałam już sporo jej powieści, dlatego mam porównanie i dlatego też jestem tak bardzo zawiedziona.

Historia, do której scenariusz napisało samo życie. No cóż, według mnie to zdanie nie ma związku z fabułą powieści. Polski wydawca trochę przesadził. Być może miał to być chwyt reklamowy, żeby przyciągnąć czytelników. Kiedy przeczytałam opis na okładce, pomyślałam, że warto sięgnąć po tę powieść. W dodatku tak, jak wspomniałam wyżej, pisarka nie jest mi obca i od lat darzę ją sympatią. Opis ten brzmi mniej więcej tak: Poruszająca opowieść o kobiecie sukcesu, której matczyna miłość oraz zdolność wybaczania dawnych krzywd stały się źródłem siły potrzebnej do przetrwania najcięższej życiowej próby.

Mnie osobiście historia Stephanie Jardine nie poruszyła. Owszem, jest ona kobietą sukcesu, gdyż po śmierci męża, niemal trzydzieści lat wcześniej, objęła kierownictwo amerykańską filią wielkiej spółki jubilerskiej. Stevie ma trzech synów i córkę, przed którą ukrywa informacje na temat jej biologicznego ojca. Fakt ten owiany jest tajemnicą również przed resztą rodziny. Niemniej, to w osiemnastoletniej Chloe Stephanie pokłada największe nadzieje, ale Chloe ma inne plany, aniżeli wizje jej matki. Dopiero w momencie, gdy rodzinę Stephanie dotyka tragedia, kobieta zmuszona jest dowieść nie tylko bezgranicznej miłości do córki, ale również wykazać się umiejętnością wybaczania dawnych krzywd.

Fabuła powieści rozdzielona jest pomiędzy dwa kontynenty, tj. Amerykę i Europę. Macierzysta firma Stephanie ma swoją siedzibę w Londynie, gdzie nad wszystkim czuwają jej synowie i teść. Powieść podzielona jest na trzy części. Dwie z nich to jedna wielka nuda. Nie dzieje się nic. Dopiero w części trzeciej można przez chwilę poczuć dreszczyk emocji. Ale tylko przez chwilę. Powieść tak naprawdę nie wzrusza. Przynajmniej nie mnie. Naprawdę starałam się z całych sił odnaleźć w niej coś pozytywnego. Przez dwa wieczory jedynie się wynudziłam, czekając na choć odrobinę emocji. Zawiodłam się, ale nie odradzam przeczytania tej powieści. Teraz mogę zrozumieć moją mamę, kiedy po przeczytaniu trzydziestu stron oddała mi ją, mówiąc: jak chcesz to sama czytaj. No to przeczytałam, bo nigdy nie cofam się przed żadnym tekstem, nawet tym najtrudniejszym i najnudniejszym.






wtorek, 26 kwietnia 2011

Wieś renesansowa i młodopolska







Wsi spokojna, wsi wesoła!
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki?
Może wspomnieć za raz wszytki?

Jan Kochanowski, Pieśń świętojańska o Sobótce


Motyw wsi w literaturze polskiej stanowi niezwykle istotny i często podnoszony temat. Niemniej, w zależności od autora czy epoki, jego realizacja bywa odmienna. Jedne utwory ukazują głosy bezkrytycznej pochwały życia wiejskiego, natomiast inne przedstawiają jego bezwzględny krytycyzm. Na przestrzeni dziejów można zaobserwować różne obrazy wsi, z których na pierwszy plan wysuwa się tzw. wiejska Arkadia oraz scena obyczajowości i konfliktowych przemian społecznych. Pod pojęciem Arkadia kryje się niedosięgły kraj szczęścia, do którego tęskni ludzkość. Krainę tę zamieszkiwali w głównej mierze pasterze wiodący prosty tryb życia. Arkadia znana była już w starożytności, gdzie o urokach wiejskiego życia pisali tacy poeci jak Grek Teokryt i Rzymianin Wergiliusz. Ten wyidealizowany obraz zachwycał śpiewem ptaków, zielenią łąk i romansami pasterzy.

Nurt arkadyjski szczególnie wyraźnie zarysował się w literaturze renesansowej. Obraz idealnej wsi widać przede wszystkim w twórczości Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego. Twórczość Mikołaja z Nagłowic Reja (1505-1569) wiąże się bardzo ściśle z życiem klasy społecznej, która go wydała i w której karierze politycznej odegrał on niepoślednią rolę jako działacz społeczny i religijny oraz jako pisarz. Jego temperament, łatwość pisania, wesołe usposobienie sprawiły, iż zdobył uznanie współczesnych, mimo braków w wykształceniu, które starał się nadrabiać samouctwem. Mikołaj Rej pozostawił po sobie ogromny i różnorodny dorobek, tj. wierszowane dialogi, dramaty, drobne utwory okolicznościowe, tzw. facecje, czyli utwory żartobliwe, parafrazy psalmów, zbiór kazań na użytek domowy i tym podobnych.


Wiejska droga jesienią
autor: Zygmunt Sidorowicz (1846-1881)
Obraz pochodzi z 1878 roku.


Wspomnianą już wizję uroczej sielanki i harmonijnego życia z naturą rysuje Rej w Żywocie człowieka poczciwego. Utwór ten stanowi pierwszą część większego dzieła pt. Zwierciadło, który ukazał się w Krakowie w 1568 roku. Jest to całokształt poglądów pisarza na świat i człowieka. Wieś okazuje się być uosobieniem mitu szczęśliwości. Rej dowodzi, że człowiek zjednoczony z przyrodą może żyć w spokoju i pomyślności. Mamy tutaj do czynienia z całkowicie odrealnionym obrazem życia spędzanego na wsi w otoczeniu życzliwych sąsiadów, a każda pora roku przynosi inne przyjemności, wręcz błogość. Wraz z nastaniem wiosny gospodarz razem z żoną pracuje w ogrodzie i sadzie, gdzie obcina zbędne gałązki, zbiera mszyce, okopuje krzewy, sadzi rzodkiewkę, sieje zioła. Lato jest jeszcze wspanialsze, albowiem o tej porze roku można zbierać owoce swojej pracy. Zima również posiada swoje piękno, gdyż jest czasem polowań, łowienia ryb czy miłego wypoczynku w kręgu rodziny i przychylnych sąsiadów oraz służby traktowanej niczym rodzina, gdy z kuchni dolatują smakowite zapachy przygotowywanej wieczerzy.

Mikołaj Rej
Portret pochodzi z 1921 roku.
autor: Adam Grabowski (1875-1941)
Autor w swoim utworze pragnie, aby cieszyć się życiem i korzystać z niego. Według Reja każda pora roku powinna dostarczać satysfakcji, a ludzie winni radować się wszystkim, co posiadają. Natomiast człowiek poczciwy to taki, który prowadzi cnotliwe życie, jest prawy, uczciwy, pomaga innym, a do tego jest również sprawiedliwy. Ponadto człowiek zobowiązany jest kochać swoją pracę i żyć zgodnie z naturą. Zaś głównym przesłaniem tego utworu jest przestroga autora przed szarą pychą. Niemniej spod pióra tego samego pisarza wyszło także inne dzieło o tematyce wiejskiej, które w sposób jakże odmienny od przedstawionego wyżej, ilustruje obraz ówczesnej wsi. Wymowę Krótkiej rozprawy między trzema osobami: Panem, Wójtem a Plebanem spotęgowała niedwuznacznie postawa Reja wobec chłopa. Autor mówił bez ogródek, iż w ówczesnej sytuacji cały ciężar obowiązków publicznych spadał właśnie na chłopa, nie tając swego dlań współczucia. Słowami Wójta przestawia krytyczne położenie chłopstwa: Ksiądz pana wini, a pan księdza, a nam prostym zewsząd nędza.

Pochwała życia na wsi pojawia się także w twórczości innego poety epoki odrodzenia, jakim był Jan Kochanowski (1530-1584). Autor sam zrezygnował z zaszczytnej funkcji sekretarza królewskiego, aby osiąść na stałe w odziedziczonym Czarnolesie, gdzie symbolem sielskiego egzystowania stała się czarnoleska lipa. W jej cień poeta zaprasza przygodnego gościa, aby raczył odpocząć. Wspaniałość tego miejsca podkreślają dodatkowo wiejące od pola chłodne wiatry. Żar promieni słonecznych nie przenika przez zasłonę liści, a odpoczynek uprzyjemnia śpiew słowików i szpaków, jak również brzęczenie pszczół. Autor swej ulubionej lipie nadaje cechy ludzkie, bo to właśnie ona w imieniu gospodarza zaprasza do wypoczynku we własnym cieniu. Kochanowski prowadził w Czarnolesie żywot ziemiański i oddał się tam bez reszty twórczości literackiej. Był największym poetą polskiego renesansu, pisał w języku polskim i po łacinie. Jest on autorem poematów satyryczno-politycznych, historycznych, dydaktycznych, heroikomicznych, a także pierwszej polskiej tragedii renesansowej pt. Odprawa posłów greckich. Jednak do szczytowych osiągnięć Kochanowskiego należą Fraszki i Pieśni będące wyrazem afirmacji życia, cykl Trenów oraz przekład Psałterza Dawidowego.

Na szczególną uwagę zasługuje w tym miejscu zbiór pieśni, w którym istotne miejsce zajmuje Pieśń świętojańska o Sobótce będąca typową sielanką konwencjonalną. Sobótka jest to pradawny zwyczaj ludowy związany z kultem słońca oraz wiarą w oczyszczającą moc ognia. Zwyczaj ten zachował się w postaci palenia ognisk i puszczania na wodę wianków w noc świętojańską, tj. z 23 na 24 czerwca. W Pieśni świętojańskiej o Sobótce Kochanowski opisuje obrzędy, które miały miejsce w Czarnolesie. Przy dźwiękach piszczałek, wokół ognisk zgromadzili się domownicy i goście, a dwanaście ubranych na biało panien śpiewało kolejno swoje pieśni. Ich treść jest różnorodna, są echem pieśni ludowych, starożytnych legend i podań, ale całość łączy się harmonijnie i wyraża pochwałę życia na wsi.

Według poety człowiek na wsi żyje uczciwie i spokojnie, cieszy się plonami swojej pracy, sadem pełnym owoców, zagrodą pełną owiec czy stawem wypełnionym rybami. Chociaż Kochanowskiemu znane są inne modele życia, to jednak nie zazdrości tym, którzy wysługują się na pańskich dworach, gdzie poszukują bogactw, a jednocześnie narażają życie w zamorskich podróżach lub sprzedają język, pracując w sądzie jako obrońcy. Autor uważa, że tylko oracz zapewni swą pracą dostatnie życie nie tylko sobie, ale także swojej rodzinie oraz czeladzi, ponieważ cudowna i bogata natura obdarza ludzi swymi darami. Człowiek egzystuje tutaj w idealnej harmonii z przyrodą, umie poprzestawać na małym, zachowując przy tym skromność i ceniąc cnotę, zaś po zebraniu plonów nadchodzi czas błogosławionego odpoczynku oraz pora towarzyskich zimowych spotkań przy kominku.


Jan Kochanowski w Czarnolesie
Obraz został namalowany w latach 1864-1865.
autor: Władysław Łuszczkiewicz (1828-1900)


W cyklu tychże dwunastu pieśni śpiewanych przez panny przy ognisku, ukazał Kochanowski wieś spokojną, wieś wesołą, oglądaną oczyma obchodzącego imieniny zamożnego ziemianina, który nie wymaga od świata zbyt wiele, ma bowiem głębokie poczucie wartości człowieka i jest przekonany o wartości otaczającej go tradycyjnej kultury. Ten sielankowy cykl pieśni nie jest tematem filozoficznym o rozległych horyzontach myślowych, a jedynie bezpretensjonalnym ujęciem spraw, które szeroko przedstawiał Żywot człowieka poczciwego, a które tutaj otrzymały wzorową postawę artystyczną. Z kolei obraz wsi z przełomu XVI i XVII wieku ukazuje twórczość Szymona Szymonowica (1558-1629), którego głównym utworem są wydane w 1614 roku Sielanki, a wśród nich sielanka Żeńcy. Szymonowic wywodził się ze stanu mieszczańskiego, zaś dzięki studiom zagranicznym i karierze poetyckiej uzyskał szlachectwo i tytuł poety Jego Królewskiej Mości. Oprócz sielanek Szymonowic pisał również wiersze okolicznościowe, epigmaty, ody oraz hymny.   

Sielanki Szymonowica składają się z dwudziestu utworów o tematyce mitologicznej i wiejskiej. Sielanka Żeńcy należy do tzw. sielanek realistycznych, które w odróżnieniu od sielanek konwencjonalnych traktują przedmiot opisu z większym realizmem, zgodnie z rzeczywistością. Utwór jest formą dialogu między dwiema kobietami, które odrabiają pańszczyznę pod nadzorem ekonoma. Wykonują one ciężką pracę przy żniwach na polu pana. Ekonom bije je, gdy pracują powoli, natomiast, gdy tracą siły ze zmęczenia, pragnienia lub głodu, starosta nie przestaje wymachiwać nad nimi nahajką. Jedna z chłopek ma buty czerwone od uderzenia batem, gdyż po chorobie nie mogła wytrzymać tempa pracy. W tym miejscu nasuwa się pytanie: Dlaczego utwór Żeńcy to sielanka, skoro buduje obraz niedoli chłopa? Odpowiedzią nie jest temat utworu, ale sposób w jaki zostaje przedstawiona rola pieśni ludowej, gdyż jedna z bohaterek nuci melodię pieśni opartą na motywach ludowych, która uczłowiecza srogiego ekonoma, a dzięki temu sielanka Szymonowica odnajduje pierwotną dobroć człowieka.


Żniwa
Obraz został namalowany w 1565 roku.
autor: Pieter Bruegel Starszy (ok. 1525-1569)


Przedstawiony przez poetę świat nie ma nic wspólnego z motywem arkadyjskim, do jakiego przyzwyczaja Kochanowski. W odróżnieniu od gospodarza z Czarnolasu, Szymon Szymonowic dostrzega wyzysk pańszczyźnianego chłopa. Realizm ukazany w Żeńcach można porównać z tym przedstawionym przez Mikołaja Reja w Krótkiej rozprawie między trzema osobami: Panem, Wójtem a Plebanem. W epoce Młodej Polski znacząco zweryfikowano tradycyjne ujęcie wątku wsi w literaturze polskiej. Ważnym zjawiskiem było pojawienie się poetów i pisarzy blisko z wsią związanych, a więc lepiej rozumiejących jej problemy. Przykładem może być biografia Jana Kasprowicza (1860-1926), która stanowi jeden z najoczywistszych dowodów faktycznego awansu kulturalnego warstwy chłopskiej w okresie Młodej Polski. Zarówno droga życiowa jak i artystyczna Kasprowicza jest przykładem kariery chłopskiego syna, któremu udało się wyjść ze społecznych nizin i sięgnąć po miano największego młodopolskiego poety.

Twórczość Jana Kasprowicza to m.in. realistyczne poezje o tematyce wiejskiej zgromadzone w cyklach zatytułowanych Obrazki natury, Obrazy i obrazki chłopskie, oraz Z chałupy. W sonetach Z chałupy poeta podejmował problem znany mu z własnych doświadczeń życiowych opisując codzienną egzystencję wsi i jej mieszkańców, a także ich nieustanną walkę o przetrwanie w świecie biedy i stałą troskę o zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, tj. dach nad głową, miska strawy i odzienie chroniące przed zimnem. Niepomyślne zdarzenia, jak: choroba, starość, nieurodzaj czy wszelkiego rodzaju klęski żywiołowe mogą okazać się dla tej kruchej egzystencji katastrofą życiową. Przykładem może być zwięzła biografia wiejskiej kobiety z Sonetu XV zawierająca jedynie tragiczne wydarzenia, tj. utratę włości, wdowieństwo, nędzę i długi oraz oddanie dzieci na służbę do obcych. Ostatecznie ten szereg tragicznych doświadczeń sprawia, iż wiejska żebraczka traci resztki sił, a w konsekwencji samotnie umiera gdzieś w polu.

Jan Kasprowicz (1910)
W innym sonecie Kasprowicz przedstawia los chorego chłopa, który wzywa lekarza, ale ten nie przychodzi, bo i po co?  Przecież od biednego chłopa z pewnością nie otrzyma wynagrodzenia. Zaś w Sonecie III poeta ukazuje postać młodego chłopca, który wypasa krowy albo konie, co i tak nie ma większego znaczenia. Chłopiec pragnie się uczyć. Dokądkolwiek idzie, zawsze zabiera ze sobą książki, przez co staje się pośmiewiskiem dla całej wsi. Niemniej wreszcie udaje mu się wyjechać z wioski do miasta skąd pisuje listy do rodziców. Mimo wszystko męczy go ciągła nędza, aż w końcu umiera na suchoty. Poezja Kasprowicza to bez wątpienia smutny śpiew człowieka wrażliwego na krzywdę, a dla jej ukazania sięga po jaskrawe obrazy niezawinionego cierpienia.

Kolejnym dziełem epoki Młodej Polski dotykającym problemów wsi jest Wesele Stanisława Wyspiańskiego (1869-1907). Inspiracją do jego napisania było wesele Lucjana Rydla (krakowskiego poety) z chłopką z Bronowic, Jadwigą Mikołajczykówną. Autor zajmuje się tutaj aspektem chłopskiej egzystencji w sposób dalece odmienny od tego, który został przedstawiony powyżej. Wyspiański stawia chłopów i inteligencję wobec szansy na zryw niepodległościowy, co obnaża wady obu warstw społecznych, a przy tym dokonuje zestawienia miasta i wsi. Zjawisko to zostało po raz pierwszy tak wyraźnie przedstawione w polskiej literaturze. Gospodarz (Włodzimierz Tetmajer) zauważa i docenia w chłopach ich rozwagę, godność i pobożność. Uważa też, że te cechy stanowią o ich potędze. Mówi nawet, że: Chłop ma coś z Piasta, chłop potęgą jest i basta. Po tych słowach widać, iż gospodarz wysoko ceni chłopów, a jego nastawienie do nich jest bardziej pozytywne niż do inteligencji. Ponadto doskonale zdaje sobie sprawę z ożywionego, chłopskiego temperamentu. Mieszkańcy podkrakowskich Bronowic są zapalczywi i pełni dobrych chęci. Cechuje ich prostota myślenia i kierują się własną logiką.

Najprawdopodobniej Wesele Stanisława Wyspiańskiego jest najważniejszym dziełem rozstrzygającym kwestię inteligencko-chłopską. Wzajemne stosunki tych warstw społecznych nie układają się dobrze, gdyż mają wyraźne kłopoty z porozumieniem się. Istotnie, widać tutaj sztuczność rozmów pomiędzy nimi oraz nieprawdziwe i powierzchowne zniżanie się inteligencji do poziomu chłopów. Obie strony patrzą na siebie z wyższością i są sobie obce, a we wzajemnym weselnym obcowaniu ze sobą nie czują się dobrze. Pojawia się między nimi dystans i głęboko zakorzeniony przedział społeczny. Obie strony żyją wspomnieniami powstania z 1846 roku. Prócz tego, nie widać tutaj żadnej więzi między inteligencją a chłopstwem, a jedynie rysuje się przepaść intelektualna i obyczajowa oraz odrębność myślenia i zainteresowań. Autor Wesela ukazuje kontrasty oraz odmienność spojrzenia na życie i istniejący świat. Obywatele miasta zachwycają się ludem i wiejską przyrodą, chociaż tak naprawdę nie znają i nie rozumieją codziennej chłopskiej obyczajowości.


Wesele (1901)
autor: Włodzimierz Tetmajer (1861-1923)


Wyspiański w swoim dramacie atakuje rzekomy solidaryzm inteligencko-chłopski. Wyśmiewa się z zewnętrznej postawy fascynacji ludem wiejskim przy jednoczesnym, zupełnym niezrozumieniu problemów wsi, charakteru chłopa i praw kierujących jego życiem. Bez wątpienia największym dziełem dotykającym problemy wsi jest powieść Władysława Stanisława Reymonta pt. Chłopi. Akcja powieści rozgrywa się w Lipcach i przybliża sposób życia mieszkańców w ciągu całego roku. Czytelnik poznaje byt i obyczaje Lipczaków, które podobnie jak w utworach epoki renesansu, bardzo ściśle związane są z przemianami zachodzącymi w przyrodzie. Społeczeństwo Lipiec dzieli się na kilka warstw majątkowych, gdzie do tych najbogatszych należą: Boryna, Wójt, Kowal, Młynarz i Organista, zaś średniozamożni to: Dominikowa, Kłębowie, Płaszki, natomiast za najuboższych uważani są: Jagustynka, Agata, Jambroży oraz Mateusz.

Najwyższą wartością dla Lipczaków jest ziemia. Związki między ludźmi podyktowane są względami materialnymi, występuje bezwzględna walka o ziemię. Z chwilą, gdy rodzice zapiszą grunt dzieciom, te wyrzucają ich z gospodarstwa i pozostawiają bez środków do życia. Faktom tym gromada wcale się nie dziwi, uważa je bowiem za normalne. Powieść Władysława Reymonta (1867-1925) uznana została za epopeję chłopską, ponieważ został w niej przedstawiony lud, mieszkańcy wsi na tle przemian społeczno-politycznych zachodzących na ziemiach polskich po upadku powstania styczniowego. Chociaż mieszkańcy Lipiec kłócą się między sobą, to jednak w momencie zagrożenia potrafią się zjednoczyć. Jako gromada wiejska wyznają własne, przejrzyste dla wszystkich normy etyczne i moralne, których przekroczenie kończy się wykluczeniem jednostki ze społeczności. Niezwykle barwnie przedstawił Reymont zwyczaje wiejskie, jak: obieranie kapusty, andrzejki, wieczerzę wigilijną, chodzenie z niedźwiedziem, darcie pierza, Niedzielę Palmową, święto ognia i wody, procesję po polach, Zielone Świątki, obrzędy pogrzebowe czy obrzędy nocy świętojańskiej (Sobótka).


Portret Władysława Reymonta na tle wsi (1905)
autor: Jacek Malczewski (1854-1929)


W czterotomowej powieści Reymonta doszło do głosu coś nowego, a mianowicie epickie wyczucie, iż dawne bytowanie wiejskie odchodzi w przeszłość, a tradycyjne stosunki po wiekach upartego istnienia poczynają zanikać wypierane przez nowości takie, jak parcelacja majątku dworskiego, emigracja zarobkowa do Ameryki, czy też kolonizacja prowadzona przez obce żywioły. Ów nowoczesny charakter wystąpił najpełniej w dramatycznym wątku stanowiącym kościec dwu początkowych tomów. Rywalem starego Boryny jest przecież jego rodzony syn, Antek, kochanek urodziwej macochy, Jagny. Tę grzeszną miłość Reymont ujął w sposób bardzo swoisty i głęboko tragiczny, a zarazem zgodny z atmosferą moralną Chłopów. Śmiertelnie poróżnieni ojciec z synem godzą się, gdy w czasie bitki o las Antek spieszy z pomocą ranionemu Borynie i trupem kładzie jego zabójcę. Moralność gromady bierze tutaj górę nad antagonizmami osobistymi.

Dokonując swoistej analizy powyższych utworów literackich, można zauważyć, iż niemal jednocześnie z sielankowym widzeniem wsi przez poetów renesansowych, rodzi się w literaturze także realistyczny obraz życia na wsi. Pojawiają się problemy pańszczyźnianego chłopa, a później realistyczny obraz nędzy, krzywdy i niesprawiedliwości społecznej. Te dwa różne spojrzenia na wieś nawzajem się przenikają, a także uzupełniają. 







poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Adolf Lekki – „Daleka droga do Grzyboraju”

 






Wydawnictwo: WYDAWNICTWO LUBELSKIE

Lublin 1987

Ilustracje: Ireneusz Salwa

 


W trakcie przedświątecznych porządków, zupełnie przypadkowo natknęłam się na książeczkę o wdzięcznym tytule Daleka droga do Grzyboraju Adolfa Lekkiego (1923-1991). W pierwszej chwili pomyślałam, że oddam ją na makulaturę, bo i po co mi jakaś stara bajeczka. Przekartkowałam kilka stron i stwierdziłam, że może jednak zatrzymam się przy niej na dłużej. Tak z sentymentu do lat dzieciństwa, kiedy życie wyglądało zupełnie inaczej niż teraz. Jeśli człowiek ma już trochę tych krzyżyków za sobą, to czasami zastanawia się czy dzieciństwo to nie był tylko sen.

Z reguły jest tak, że staram się nie wyrzucać niczego, jeśli wcześniej dokładnie tego nie pooglądam i nie stwierdzę tak na sto procent, że ta rzecz już do niczego mi się nie przyda. Tak właśnie było i w przypadku tej książeczki. Pooglądałam i uznałam, że muszę najpierw ją przeczytać, a potem dopiero zdecyduję co dalej z nią zrobić. I tak poświęciłam jeden wieczór na podróże Pawełka po lesie. Zapewne mama wiele lat temu już mi ją czytała, ale cóż… Czas robi swoje i po tylu latach nie bardzo wiedziałam o czym jest to opowiadanie.

Książeczka przeznaczona jest dla przedszkolaków, a przynajmniej tak wyczytałam z przedmowy, którą autor zamieścił we wstępie. Dzieciaki mogą tam również znaleźć genezę powstania książeczki. Otóż pewnego wieczoru, przed zaśnięciem do Adolfa Lekkiego przydreptały krasnoludki, które wręcz zmusiły go do opisania przygód Pawełka i jego rodziny. Były to dwa krasnale o imionach: Jureczek-Ogóreczek i Mareczek-Buraczek. A żeby opowieść nie była za długa, krasnale wpadły na pomysł, aby każdą przygodę Pawełka umiejscowić w innym dniu tygodnia. I tak powstała Daleka droga do Grzyboraju, której akcja rozgrywa się od poniedziałku do niedzieli.

Pawełek to chłopiec, który wraz z rodziną wyrusza na wycieczkę do lasu. Tam uczy się, jak należy poprawnie zachowywać się w lesie, żeby nie zrobić sobie krzywdy, ani też nie wypłoszyć zwierząt. Kiedy ukrywając się pod drzewem i czekając na karę, jaka ma go spotkać po tym, jak dał swojemu malutkiemu braciszkowi, Filipkowi, pokrzywę, zapada w sen, a las ożywa. Grzyby zaczynają mówić ludzkim głosem, ptaki czynią podobnie. Z obcowania z przyrodą Pawełek dowiaduje się, że muchomor to grzyb trujący, a czerw niszczy trzonki grzybów. Chłopczyk poznaje życie owadów, na przykład wie już, że pszczoła zanim użądli człowieka wydaje charakterystyczny dźwięk, którego ludzie nie słyszą, bo wtedy zajęci są odganianiem owada i bardzo się go boją. Dowiaduje się również, że wiewiórka to Basia, a dzięcioł po to stuka w korę drzewa, żeby wydobyć stamtąd korniki.

Chłopczyk, aby pomóc grzybom w pozbyciu się uciążliwego swędzenia, jakie wywołuje u nich czerw, prowadzi je do tytułowego Grzyboraju, gdzie nie będzie już pasożytów. Drogę przez cały czas wskazuje im Sroczka. Podczas podróży chłopczyk uświadamia sobie także, że mrówki są bardzo pożyteczne i nie wolno niszczyć im mrowiska. Wiewiórka-Basia wyjaśnia mu, że na zimę zmienia futerko, a kłamstwem się brzydzi. Kiedy spotyka ich burza, Pawełek uczy się, w jaki sposób człowiek powinien się wówczas zachowywać.

To tylko kilka pożytecznych informacji, jakie nasze słodkie Maluchy mogą przyswoić sobie, kiedy mama lub tata będą im czytać tę książeczkę. Dodatkowo publikacja wzbogacona jest przejrzystymi ilustracjami, może jakościowo znacznie odbiega od tych, które spotykamy teraz, ale dziecko jest w stanie rozróżnić poszczególne zwierzątka i postacie na nich występujące. Oprócz Jureczka-Ogóreczka i Mareczka-Buraczka dzieciaki spotkają tam między innymi: Grzybka-Kapeluszka, Lolka-Muchomorka, Gołąbkę-Ślicznotkę, Dzięciołka-Kowalika, Liska-Chytruska, Jeża-Kolczatkę, Koziołka-Wesołka.

Uważam, że bajeczka jest jak najbardziej odpowiednia dla dzieci w wieku przedszkolnym, które dopiero uczą się świata. Jest napisana, zrozumiałym dla ich wieku, językiem, gdyż nie ma w niej słów, których wymowa sprawiałaby im trudność. Starsze pokolenie na pewno pamięta, jakie książeczki kupowali nam rodzice, kiedy w naszych domach stał radziecki telewizor RUBIN, a szczytem marzeń był radiomagnetofon KASPRZAK. Jeśli mam być szczera, to ta bajeczka sprawiła, że wróciły wspomnienia i teraz już wiem, że na pewno jej nie wyrzucę na makulaturę, a schowam gdzieś i któregoś dnia przeczytam swojemu dziecku.

I jeszcze na koniec taka ciekawostka. Na pierwszej stronie tej książeczki zauważyłam, że jest tam ołówkiem napisany numer, w taki sam sposób w jaki oznacza się książki w bibliotece, tylko bez pieczątki placówki. Widocznie już w wieku może sześciu lat, kiedy umiałam już pisać pierwsze koślawe cyferki, bawiłam się w bibliotekę. Wychodzi na to, że mała Agniesia chciała być bibliotekarką i dopiero musiało upłynąć prawie trzydzieści lat, żeby to dziecięce marzenie się spełniło. A książeczka na tamte czasy kosztowała 100 złotych!!!

 



czwartek, 21 kwietnia 2011

Science Fiction a Fantasy






W dzisiejszych czasach literatura powoli traci na swoim znaczeniu. Chociaż przez wieki uważana była niemalże za jedyny środek przekazu, a jeszcze do niedawna była jedynym sposobem na poznanie czyichś poglądów, to jednak obecnie mało kto sięga po książkę. Wielu ludzi zapomina, iż oprócz literatury pięknej, istnieje również literatura fantastyczna, którą charakteryzuje duża swoboda odnośnie do przestawionego świata i postaci bohaterów. Wiele utworów z tej kategorii zostaje umieszczonych w pseudorzeczywistości, co oznacza, że pewne aspekty są zgodne z faktami, np. historią lub fizyką. Ponadto fabuła utworów fantastycznych może być także związana z rzeczywistością wygenerowaną, co odnosi się do wszystkich dzieł napisanych w danej serii. Wśród literatury fantastycznej wymienia się utwory z gatunku science fiction.

Fantastyka naukowa najczęściej skupia się na wydarzeniach umiejscowionych w przyszłości wobec czasów autora i opiera się na hipotetycznym rozwoju nauki oraz techniki. Utwór science fiction zazwyczaj posiada takie cechy, jak: specyficzny typ czasoprzestrzeni, neologizmy mające związek z rozwojem techniki, kontakt z obcą cywilizacją, podróż w czasie, cudowne lub tragiczne skutki wynalazków technicznych oraz odkryć naukowych. Swoistymi motywami utworów fantastyczno-naukowych są umiejscowienie akcji w odmiennych galaktykach, zamknięcie jej na pokładzie pojazdu kosmicznego, czy też wędrówka w czasie. Możliwe jest również, aby akcja takiego utworu toczyła się w całości na Ziemi w nieznacznie tylko zmodyfikowanych przewidywaniach realiów lub w czasie równoległym do naszej rzeczywistości. Zdarza się także, iż spora część akcji ma miejsce w przeszłości.




Definiując literaturę fantasy mówi się, iż są to utwory najczęściej umiejscowione w fikcyjnym świecie, gdzie poza zwykłymi prawami fizyki i biologii, działa również magia oraz inne nadnaturalne moce i specyficzne prawa. Epoką dziejową jest tutaj zazwyczaj średniowiecze lub starożytność, a czasami jest to świat renesansowy albo zbliżony do okresu wczesnoprzemysłowego. Wszystkie te czasy są znane z ziemskiej historii, zaś jedyną różnicą jest działanie magii i występowanie istot mitycznych lub baśniowych obok gatunku czysto ludzkiego. Psychologia postaci, motywacje i zachowania są przeważnie realistyczne, bądź też zmierzające w stronę realistycznego opisu. Walory te sprawiają, iż czytelnik może poczuć się swojsko wśród postaci, które pochodzą z mitologii lub baśni.

Oprócz fikcji, mitologii czy baśni, świat ukazywany w książkach fantasy jest zwykle potraktowany przez autora jak świat historyczny, który niegdyś istniał naprawdę. Dlatego ten gatunek literatury ma niezwykłą moc oddziaływania poprzez uprawdopodobnienie postaci i wielką precyzję opisu ich świata. Przynależność danego utworu do określonego gatunku literatury fantastycznej uzależniona jest od rozłożenia pierwiastków charakterystycznych dla science fiction i fantasy. W momencie, gdy w utworze bardziej wyeksponowany jest aspekt wysoko rozwiniętej technologii, a magia opisywana zostaje w sposób bardziej naukowy, wówczas czytelnik ma do czynienia z literaturą science fiction. Natomiast w przypadku, gdy autor na pierwszy plan wysuwa opis pierwotnej kultury, a magię nakreśla w sposób wysoce tajemniczy i mniej naukowy, wtedy mówi się o literaturze fantasy. W skrajnych przypadkach można spotkać się z utworami, w których połowa narracji jest typowa dla gatunku, zaś pozostała część odwołuje się do aspektów science fiction. Dzieło takie określa się mianem tzw. dzieła granicznego, bądź też techno fantasy. Jest to gatunek literatury, którego nie można utożsamić ani z science fiction, ani też z fantasy.

Stanisław Lem (1921-2006)
Do nielicznej grupy klasyków science fiction należał polski pisarz mieszkający na stałe w Szwajcarii, Stanisław Lem. Jego najsłynniejsza powieść Solaris uderza w czytelnika fascynującą rozprawą na temat granic człowieczeństwa i szans porozumienia z Innością upostaciowioną w planetarnym oceanie. Lem przenosi nas w czasie i przestrzeni na planetę o nazwie Solaris, gdzie wschody i zachody słońca płoną intensywną, nasyconą oraz wszechobecną czerwienią.

Psycholog Kelvin przybywa na stację orbitalną badającą tajemnicę tytułowej planety, której powierzchnię pokrywa ocean o nieznanej na Ziemi plazmowej strukturze i zaskakujących właściwościach. Nieoczekiwanie pojawiają się dziwne, pozaziemskie istoty, sobowtóry postaci ze snów pracowników stacji. Nazwisko głównego bohatera stanowi nawiązanie do Lorda Kelvina (William Thomson, 1824-1907), wybitnego fizyka, który zarazem wierzył w duchy, a nawet twierdził, że regularnie je widuje. Ewidentną aluzją jest również nazwisko jednego z solarystów, Andre Bertona, do surrealisty Andre Bretona.

Początkowo autor oszczędza czytelnikowi naukowych wywodów. Jednakże, w miarę zagłębiania się w fabułę powieści, natrafia się na uczone ekspertyzy i wywody dotyczące Solaris, co jest niezbędne dla poznania charakterystyki otoczenia. Rzecz dotyczy praw astronomii, Kosmosu i fizyki. Lem zaskakuje także elementem filozoficznym. Przedstawia ocean pełniący rolę niezbadanego fenomenu, który stanowi nierozerwalną zagadkę dla człowieka. Natomiast człowiek poprzez badania usiłuje niejako podjąć próbę komunikacji, lecz kończy się ona niepowodzeniem. Chociaż ocean potrafi przeczytać najgłębsze myśli człowieka, to jednak nie potrafi ich umiejętnie spożytkować. Pewną analogię można zauważyć w stosunkach pomiędzy Krisem a Harey, którzy nie będąc w stanie porozumieć się na poziomie relacji międzyludzkich, nie mają żadnych szans na szczeblu człowiek-fantom. Autor w swojej powieści podjął próbę określenia granic ludzkiego poznania. Uświadamia czytelnikom nie tylko znikomość ludzkiej wiedzy na temat możliwych form życia, ale udowadnia niemożność poznania i zrozumienia życia całkowicie odmiennego od tego, jakie istnieje na Ziemi. W niezwykle dobitny sposób ukazuje fiasko ludzkich starań o kontakt z pozaziemskim rozumem. 

Z kolei Cykl opowieści o pilocie Pirxie jako jedyny w twórczości Stanisława Lema, objął całe zawodowe życie tytułowego bohatera. Pirx, jak każdy pilot rakietowy w erze normalnej eksploatacji Kosmosu, najpierw się uczy, potem lata na dalekie gwiezdne patrole, prowadzi rakiety transportowe, bierze udział w różnorakich i emocjonujących akcjach, aby w konsekwencji awansować zawodowo i ostatecznie kierować zadaniami specjalnymi, jak testowanie człekokształtnych robotów w Rozprawie. Lem przedstawia tutaj dość zwyczajną karierę głównego bohatera, podczas której przytrafiają mu się rozliczne, niecodzienne przygody, przy czym zadania stojące przed Pirxem stają się coraz bardziej skomplikowane. Powoli zmianie ulega również atmosfera powieści, tj. od pogodnego w opisie przypadków młodzika po dosyć gorzki w finalizującym cyklu Ananke. Głównym celem Opowieści o pilocie Pirxie jest doprowadzenie do konfrontacji człowieka z mechanizmem, zderzenia ludzkiego i maszynowego sposobu myślenia i działania, np. maszyna może w sposób przemyślany przez konstruktorów wystawić człowieka na próbę, może się w sposób trudny do przewidzenia psuć i doprowadzać do zguby ludzi, którzy jej ślepo zawierzą, może asymilować jakieś ludzkie cechy lub odruchy, albo też może zbuntować się przeciw swemu stwórcy i zapragnąć władzy nad światem.

W przeciwieństwie do bohaterów Solaris pilot Pirx jest człowiekiem sukcesu. Być może dzieje się tak dlatego, ponieważ zagadki, które przychodzi mu rozwiązywać są znacznie prostsze od tych, jakie autor wpisał w poprzednią powieść. Tam ludzie szturmują granice dostępnego im poznania, zaś tutaj wytyczona zostaje jak gdyby strefa sukcesu osiągalnego. Po jednej stronie występuje styl myślenia naukowego, fachowego, a jednocześnie nieco abstrakcyjnego, natomiast po drugiej pojawia się intuicja, umysłowa plastyczność, niepodległość wobec zrutynizowanych schematów badawczych oraz gotowość do eksperymentowania całym sobą. Opowieści o pilocie Pirxie ustanawiają pewien postulat człowieczeństwa, którego istota nie posiada racjonalnej natury, ponieważ człowiek nie wyczerpuje się w rozumowej formule, choć do niej dąży. Utwory Stanisława Lema to fachowa, dogłębna wiedza techniczna, wiarygodne i psychologiczne postacie bohaterów oraz wnikliwe studium człowieczeństwa. Dodatkowo w Solaris pojawia się wątek miłości przekraczającej próg śmierci. 

Frank Herbert (1920-1986)
fot. Uli Kaiser
Literatura science fiction jest także dziedziną twórczości nad wyraz intensywnie uprawianą w USA. Na szczególną uwagę zasługuje w tym miejscu opowieść o nastoletnim chłopcu, który wskutek zdradzieckiego najazdu rodu Harkonnenów zmuszony jest zbiec wraz ze swoją matką, w obcą, śmiertelnie niebezpieczną pustynię, aby tam szukać schronienia u, na pozór dzikich, niecywilizowanych i niebezpiecznych, Fremenów. Autorem tej opowieści był jeden z klasyków amerykańskiej science fiction, Herbert Frank. Stworzył on epopeję zatytułowaną Diuna przestawiającą dzieje pustynnej planety Arrakis, zwanej Diuną będącą jedynym we wszechświecie źródłem melażu. Substancja ta posiada właściwości przedłużające życie, umożliwiające odbywanie podróży kosmicznych i przewidywanie przyszłości. Ze względu na ową substancję, Arrakis staje się centrum wydarzeń zmieniających oblicze całego wszechświata.

Diuna przewyższa inne pozycje książkowe z gatunku science fiction, przede wszystkim precyzją w przestawieniu wymyślonego świata, gdyż została ona napisana z epickim rozmachem, gdzie perfekcyjnie skonstruowane wątki przeplatają się ze sobą. Z uwagi na język jakim posługuje się autor oraz feudalnej konstrukcji powołanego do życia społeczeństwa, Diunę odbiera się nie jako powieść fantastyczną, ale historyczną, dotyczącą nie zdarzeń, które dopiero będą miały miejsce, lecz faktów dawno już dokonanych. Harkonnenowie i Atrydzi, a także ich wojna stają się częścią zamierzchłych dziejów, a czytelnik przenosi się w odległą przyszłość zyskując zupełnie odmienną perspektywę. Najprawdopodobniej to niesamowite wrażenie nie zostało dotąd osiągnięte w żadnej innej pozycji z gatunku science fiction. Dodatkowo Herbert Frank zręcznie potęguje osiągnięty efekt, czego przykładem mogą być poprzedzające każdy rozdział fragmenty pamiętników osób uczestniczących w wydarzeniach, które napisane zostały wiele lat później. Pojawia się tutaj poczucie istnienia jakiejś ciągłości, a utwór odnosi się jedynie do niewielkiego fragmentu opowieści o ludziach żyjących gdzieś pośród gwiazd, opowieści o tym wszystkim, co wydarzyło się setki lat po naszych czasach. Ta podróż w odległą przyszłość jest przez czytelnika odbierana jako zamknięta już historia, podobnie jak wyprawy krzyżowe czy cesarstwo rzymskie. Wszystkie te pierwiastki czynią Diunę wyjątkową i epokową, o czym może świadczyć liczba nawiązań do tej powieści pojawiających się w literaturze science fiction.

John Ronald Reuel Tolkien 
(1892-1973)
Taką samą precyzję w przedstawieniu wymyślonego świata czytelnik odnajduje także w najsłynniejszej powieści fantasy napisanej przez J.R.R. Tolkiena i zatytułowanej Władca pierścieni. Tolkien jednocześnie uznawany jest za twórcę tego gatunku literatury. Powieść wprowadza  w świat całkowicie wykreowany przez autora, tj. fantastyczny, ale ukazany nadzwyczaj szczegółowo. Akcja książki, zgodnie z kalendarzem Shire’u, rozpoczyna się w 1401 roku, gdy Bilbo Baggins szykuje się do obchodzenia swoich sto jedenastych urodzin. Tolkien w Władcy pierścieni opowiada o mitycznej krainie, Śródziemiu, położonej gdzieś między Valinorem (siedziba Valarów i elfów) a światem podziemnym rządzonym przez bezimienne, ciemne istoty. Opowiada także o małym hobbiście, Frodzie Bagginsie, jego przyjaciołach: Samie, Merrym i Pippinie, którzy wyruszyli w wielki świat, żeby wrzucić jedyny Pierścień będący sercem i źródłem mocy zła władcy ciemności Saurona, do Szczelin Zagłady na stokach Orodruiny w krainie Mordoru. Autor opowiada również o ich przyjaciołach: Gandalfie, Aragornie, Legolasie, Gimlim, Boromirze, którzy zgodzili się towarzyszyć im do Mordoru, ale których przewrotny los rozdzielił. Wreszcie Tolkien opowiada o ostatnich dniach Trzeciej Ery, o zdradzie najpotężniejszego z czarodziejów Sarumana, o przejściu Aragorna Ścieżką Umarłych, o wielkiej wojnie Gondoru z siłami ciemności. Tak wyimaginowany świat, w którym elfowie, hobbici, krzatowie oraz ludzie ścierają się z siłami ciemności reprezentowanymi przez trole, orki i inne złe stwory, a także ludzi, przez których wybrali zło, pozwolił Tolkienowi dotrzeć do czytelników na całym świecie. Na taką uniwersalną opowieść o walce dobra ze złem osadzonej w realiach całkowicie wykreowanego świata, ale jakże bogato i szczegółowo opisanego, nie można było liczyć w literaturze science fiction, a głównie w przypadku dzieł Stanisława Lema.

Władca pierścieni to przekształcenia utrwalonych w umyśle od dzieciństwa obrazów, bajek, mitów i nauk oraz dodanie do nich miłości wszelkiej i różnorakiej, poświęcenia życia, dóbr i czasu, życia samego i bogatszego, magii wielkiej i wspaniałej, tj. dobrej i złej, stworzeń niebywałych, przyrody fantastycznej oraz cudów wszelakich i niezrozumiałych. W pewnym sensie o sukcesie tej powieści mógł zadecydować również nietypowy, niedzisiejszy język, którym Tolkien opisuje świat elfów i hobbitów. Dzięki niemu wspaniale oddaje baśniową atmosferę, a ten przestarzały sposób pisania pozwala idealnie ukazać wyjątkowość Śródziemia, co sprawia, że jest zupełnie niepowtarzalne i fantastyczne.




J.R.R. Tolkien jako mistrz literatury fantastycznej stworzył także świat zaskakujący bogactwem kreowanej wizji w powieści Hobbit, czyli tam i z powrotem. Książka ta jest powieściopisarskim debiutem autora oraz uznawana jest za prolog do Władcy pierścieni. Hobbit, czyli tam i z powrotem to pasjonująca powieść fantastyczno-przygodowa, opowiadająca o wydarzeniach, które stają się udziałem tytułowego bohatera, Bilba Bagginsa. Pewnego kwietniowego poranka Bilbo Baggins spod Pagórka wyruszył w towarzystwie czarodzieja Gandalfa oraz trzynastu krasnoludów, w dość dziwnej jak na hobbita roli zuchwałego włamywacza, na poszukiwanie przygód oraz wielkich skarbów, zrabowanych krasnoludom dawno temu przez smoka zwanego Smaugiem. Początkowo krasnoludy nie wykazywały wielkiego zadowolenia z obecności przywykłego do wygód Bilba, ale z czasem zobaczyły, co znaczy towarzystwo hobbita, który okazał się niespodziewanie wytrwały i pomógł krasnoludom wydostać się cało z wielu opresji.

Pomimo licznych rozwiniętych wątków pobocznych, każdy z bohaterów wydaje się postacią z krwi i kości posiadającą określone cechy i motywy działania, kierującą się ważnymi dlań wartościami. Zainteresowanie budzą też bohaterowie epizodyczni, jak Gollum albo tajemniczy Beorn. Zaskakująca jest przemiana zachodząca w samym Bilbie. W czasie podróży ten spokojny domator okazuje się odważny, zdolny do poświęceń, lojalny oraz obdarzony różnymi talentami i zaletami. Metamorfoza ta doskonale dowodzi, że jedno wydarzenie może odmienić całe nasze życie i ujawnić cechy, których byśmy się u siebie absolutnie nie spodziewali. Fabuła Hobbita łączy w sobie fantastykę z elementami innych gatunków literackich, jak mitu, legendy i baśni. Motywy znane z mitów, np. labirynt lub słabe miejsce w smoczym pancerzu, przywodzące na myśl piętę Achillesa, przeplatają się z walką dobra i zła, co jest typowe dla baśni. Na szczególną uwagę zasługuje także niezwykła pierwszoosobowa narracja z wszechwiedzącym narratorem, który nie tylko przenika w głąb uczuć, myśli i wspomnień bohaterów, ale wydaje się również dyskutować z czytelnikiem, który wielokrotnie ma wrażenie jakby niezmierzona kraina stawała przed nim otworem odkrywając swe tajemnice.



Klimat, który Tolkien tworzy w Hobbicie wpływa doskonale na wyobraźnię, gdyż każdy, kto ma ochotę na oderwanie się od przykrej monotonii życia, powinien dać się ponieść wyobraźni i razem z pewnym dzielnym hobbitem o imieniu Bilbo, który wybrał przygody zamiast beztroskiego życia, zwiedzić Śródziemie. Na podstawie utworów zaprezentowanych powyżej może wydawać się, iż literatura fantasy i science fiction korzysta z tych samych środków literackich, a co więcej, oba gatunki mieszczą się mniej więcej w tej samej przestrzeni ludzkiej wyobraźni. Niemniej, w przeciwieństwie do science fiction, która odwołuje się do intelektu, a podobnie jak horror, który wywołuje reakcje instynktowne, fantasy gra przede wszystkim na emocjach. Jednakże emocje te są bardziej złożone i na ogół bardziej pozytywne niż te, na których gra horror. Swoje miejsce mają tam pożądanie, zdumienie, tęsknota, nostalgia, a także śmiech. Wielokrotnie tych samych emocji może dostarczać czytelnikowi również literatura science fiction, czego przykładem jest, zaprezentowany powyżej, cykl Diuna autorstwa Herberta Franka. Być może jest to najlepszy cykl science fiction, jaki kiedykolwiek został napisany, a dostarcza on czytelnikowi potężnych i wielorakich emocji. Główni bohaterowie doświadczają nie tylko takich emocji, jak te wymienione wyżej, ale także paniczny strach, zemstę, nienawiść i wiele innych uczuć. W związku z tym, nie można powiedzieć, iż ten cykl science fiction jest uboższy w jakieś emocje, które można spotkać tylko w książkach fantasy. Literatura fantasy może odwoływać się również głównie do intelektu, a literatura science fiction może grać przede wszystkim na emocjach.






wtorek, 19 kwietnia 2011

Vera F. Birkenbihl - „Jak szybko i łatwo nauczyć się języka”







Wydawnictwo: KOS
Katowice 1999
Tytuł oryginału: Sprechen lernen leicht gemach!
Przekład: Maria Olejniczak


Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o książce, którą niedawno znalazłam na półce w swoim pokoju, a o której całkiem zapomniałam. Stało się tak, dlatego że wbrew moim oczekiwaniom nie była mi w niczym przydatna. Jest to poradnik, w którym miałam nadzieję znaleźć choć kilka wskazówek  dotyczących tego, jak szybko i łatwo nauczyć się języka obcego.

Zanim zostałam pasjonatką książek i zaszyłam się w mojej spokojnej bibliotece, byłam normalnym belfrem, który starał się co sił wtłoczyć do głów naszej wspaniałej młodzieży zasady języka angielskiego. Moje działanie odnosiło różne skutki, gdyż jak wiadomo każdy uczeń jest inny, każdy ma inny potencjał i możliwości. Podobnie jak czytelnik. W związku z tym, żeby ułatwić sobie zadanie i żeby jak największa liczba moich uczniów zdała egzamin dojrzałości na jak najwyższym poziomie, bo wtedy i ja będę zadowolona i rodzice tych dzieciaków również, postanowiłam zasilić swoje umiejętności przekazywania wiedzy radami kogoś może bardziej doświadczonego w temacie. I wtedy w oko wpadł mi poradnik Very F. Birkenbihl, który znalazłam w Klubie dla Ciebie. Dzięki uprzejmości tej wysyłkowej jeszcze wtedy księgarni (bo teraz jest ona również internetowa), otrzymałam ów poradnik. Pamiętam, że nie czekałam długo, żeby zacząć go czytać. Na okładce książki znalazłam takie oto stwierdzenie, cytuję: Nauka języka nie musi być ani trudna, ani czasochłonna! Zapomnij (prawie) wszystko, czego dotychczas dowiedziałeś się o nauce języków obcych. Pomyślałam wtedy: O kurczę, to ja przez tyle lat uczyłam się angielskiego, żeby teraz to wszystko zapomnieć. Tyle wyrzeczeń. Nieprzespanych nocy. Zakuwania słówek, bo na drugi dzień kolokwium i mam to wszystko zapomnieć? Nigdy! Uznałam, że z panią Verą coś musi być nie halo, skoro tak doradza uczniom i studentom. Ale nie zrażając się tym, zaczęłam czytać.

Ci, którzy znają ten poradnik wiedzą, że autorka proponuje w nim naukę języków metodą zgodną z zasadami pracy mózgu. Reklama na okładce jest niezwykle przyciągająca. Podobno ma to być metoda szybka, skuteczna i zadziwiająco łatwa. Według mnie, nauczyciela z dziesięcioletnim doświadczeniem niestety, ale wcale taka nie jest. Jak dla mnie jest to metoda, którą przeciętny uczeń lub student nie bardzo pojmie. Vera F. Birkenbihl podaje tam terminy, których znaczenia trzeba szukać w słowniku. Mało tego, w praktyce wcale się nie sprawdza.

Vera F. Birkenbihl jest absolwentką psychologii i dziennikarstwa. Studiowała w Stanach Zjednoczonych, a od roku 1970 znana jest jako autorka książek i wykładowca na kursach dla menedżerów. Wśród jej klientów znajdują się dyrektorzy największych firm na świecie, natomiast jej seminaria oraz książki odznaczają się niezwykle prostym sposobem przekazywania wiedzy. Ten fragment, który zaznaczyłam kursywą pochodzi z okładki książki. Osobiście nie zgadzam się tym. A żeby nie być gołosłowną, zrobiłam nawet eksperyment. Próbowałam kilka lekcji przeprowadzić właśnie metodą, którą proponuje autorka poradnika. Efekt? Moi uczniowie gubili się, nie mieli pojęcia co oznacza na przykład dekodowanie tekstu, które tak mocno zaleca pani Vera. Już lepiej szło im ze słuchaniem biernym i czynnym. Ale mimo to twierdzę, że jest to porażka, jeśli chodzi o naukę języka obcego. Informacja na okładce mówi, że w samych Niemczech książka rozeszła się w siedemdziesięciu tysiącach sprzedanych egzemplarzy. No nie wiem. Może i się rozeszła, ale czy ktokolwiek z niej naprawdę skorzystał?

Jako były nauczyciel i korepetytor nie polecam tej metody, pomimo że jest ona skierowana do samouków, rodziców, nauczycieli i korepetytorów. Wielu moich kolegów po fachu również zgadza się ze mną. Poza tym, poradnik czytało kilku moich uczniów i także podzielają oni moje zdanie. Niemniej, jak zawsze szanuję opinię innych. W związku z tym byłabym bardzo wdzięczna, gdyby ktoś z Was, drodzy Czytelnicy mojego bloga, wyraził swój pogląd na ten temat, jeśli na przykład zetknął się już z tym poradnikiem. Bardzo chętnie poznam Wasze stanowisko w tej sprawie. Może komuś z Was ta metoda naprawdę pomogła w przyswojeniu języka obcego? Póki co daję pani Verze trzy z plusem, bo w końcu się starała i poświęciła swój czas na przygotowanie zarówno metody, jaki i książki.