Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edyta Świętek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edyta Świętek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 maja 2017

Nie należę do osób, które ulegają trendom modowym...








ROZMOWA Z EDYTĄ ŚWIĘTEK




Edyta Świętek to autorka powieści obyczajowych adresowanych głównie do kobiet, choć zapewne wśród czytelników jej prozy nie brak również mężczyzn. Urodziła się i wychowała w Krakowie. Z wykształcenia jest ekonomistką, natomiast powieści pisze z zamiłowania. Jej największym marzeniem jest kreowanie takich historii, które sama czytałaby z przyjemnością. Uwielbia aktywny wypoczynek, czyli długie rodzinne spacery oraz bieganie. Oprócz literatury, jej pasją są dobra muzyka i zwierzęta. W 2010 roku zadebiutowała powieścią zatytułowaną „Zerwane więzi”. W tym samym roku na rynku wydawniczym ukazała się druga jej książka nosząca tytuł „Alter ego”. Od tamtej pory Autorka publikuje regularnie. Większość jej powieści opublikowało Wydawnictwo Replika. Wśród nich znajdują się między innymi takie tytuły, jak: „Cienie przeszłości” (2014), „Tam, gdzie rodzi się miłość” (2015), „Tam, gdzie rodzi się zazdrość” (2015), „Noc Perseidów” (2016), „Wszystkie kształty uczuć” (2016) czy „Miód na serce” (2016). W bieżącym roku do rąk czytelników trafiła niezwykła saga rodzinna z Nową Hutą w tle. Cykl nosi tytuł „Spacer Aleją Róż”, a premiera drugiej części – „Łąki kwitnące purpurą” – ma miejsce właśnie dzisiaj. Całość to pięciotomowa historia rodziny Szymczaków pochodzących z podkrakowskiej wsi. Obecnie Edyta Świętek pracuje nad kolejnymi częściami sagi.  




Agnes A. Rose: Dziękuję Ci serdecznie, że zgodziłaś się przyjąć moje zaproszenie do rozmowy. Dziś jest premiera drugiego tomu Twojej rodzinnej sagi zatytułowanej „Spacer Aleją Róż”. Akcja tej historii rozpoczyna się tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej, kiedy Polska z jednej strony musi zmagać się z trudnościami odbudowy kraju po jego dewastacji przez nazistów, a z drugiej trzeba stawić czoło komunistom. Skąd pomysł na tego rodzaju opowieść? Dlaczego akurat teraz pomyślałaś o napisaniu sagi rodzinnej, skoro Twoje poprzednie powieści to raczej książki autonomiczne z akcją umiejscowioną we współczesnych realiach?

Edyta Świętek: Dziękuję uprzejmie za zaproszenie do rozmowy, bardzo mi miło.
Pomysł na sagę „Spacer Aleją Róż” ma bezpośredni związek z miejscem, w którym urodziłam się i wychowałam. W uzupełnieniu do powyższego biogramu chciałabym powiedzieć, że ponad dwadzieścia lat przeżyłam w Nowej Hucie, najmłodszej dzielnicy Krakowa. Jest to miejsce niezwykle specyficzne, o interesującej architekturze. Mimo że ma stosunkowo krótką historię, obfituje ona w wiele niezwykłych i dramatycznych wydarzeń. Według mnie śmiało można stwierdzić, że nowohuccy robotnicy w dużej mierze przyczynili się do walki z systemem totalitarnym. A ponieważ w ostatnich latach opublikowałam kilka powieści obyczajowych, które spotkały się z wielką przychylnością czytelników, postanowiłam tym razem zaserwować im coś obszerniejszego i mocniejszego w odbiorze.





AAR: Głównymi bohaterami sagi są Szymczakowie, którym nie wiedzie się za dobrze. Każdego dnia muszą bowiem zmagać się z coraz to nowymi problemami. Czy rodzina Szymczaków to stricte fikcyjni bohaterowie, czy może są oni wzorowani na kimś, kogo znasz bądź znałaś?

EŚ: Szymczakowie są rodziną na wskroś fikcyjną, od początku do końca stanowią wytwór mojej wyobraźni. Absolutnie żadna z postaci nie ma swojego realnego pierwowzoru.

AAR: Czy możesz zdradzić nam, jak wygląda proces tworzenia sagi od strony merytorycznej?

EŚ: Bez wątpienia jest to ogromne wyzwanie. Do napisania tego cyklu przymierzałam się już od kilku lat. Pomysł dojrzewał stopniowo, a w mojej głowie z wolna powstawał zarys fabuły. Zależało mi na tym, aby fikcyjna rodzina Szymczaków wzięła udział w prawdziwych wydarzeniach historycznych i spotkała na swojej drodze realne postaci z epoki. W związku z tym musiałam zgromadzić sporo materiałów związanych z tłem społecznym, historycznym i obyczajowym. Są to publikacje książkowe, artykuły prasowe oraz internetowe. Bogatym źródłem informacji, choć traktowanym przeze mnie z przymrużeniem oka, są zapisy Polskiej Kroniki Filmowej. Cenię je głównie z uwagi na chęć oddania przeze mnie w tekście realizmu języka czy nawet mody obowiązującej w minionych dekadach.

AAR: O Nowej Hucie mówi się, że to najmłodsza dzielnica Krakowa. To właśnie tam umieściłaś akcję „Spaceru Aleją Róż”. Wiem, że jesteś emocjonalnie związana z tym miejscem. Czy to tylko ten jeden fakt sprawił, że zdecydowałaś się na taki krok, czy może kryje się za tym coś więcej?

EŚ: Prócz sentymentu, jakim darzę miejsce pochodzenia, miałam na uwadze jeszcze jeden istotny czynnik. Otóż większości ludzi Nowa Huta kojarzy się przede wszystkim z dymiącymi kominami kombinatu metalurgicznego oraz nieciekawą reputacją mieszkańców. Zależało mi na tym, aby niejako odczarować to miejsce i pokazać, że to nie tylko ciężki przemysł i żądni przygód awanturnicy, ale również piękne, tonące w zieleni osiedla, interesująca architektura, przestrzeń oraz niepowtarzalny klimat starych zabudowań, a przede wszystkim ludzie z krwi i kości, którzy stworzyli to miejsce i kochają je tak mocno jak ja.

AAR: Czy kiedy zaczynałaś pisać „Cień burzowych chmur”, wiedziałaś już, że na jednym tomie się nie skończy? Czy od samego początku miałaś tę historię zaplanowaną na kilka książek?

EŚ: Już od pierwszej chwili, gdy zasiadłam przed komputerem, aby zacząć pracę, wiedziałam, że nie skończy się na jednym tomie. W pierwotnej wersji zaplanowałam trzy części i taki nakreśliłam plan. W trakcie pisania pierwszego tomu już wiedziałam, że będę musiała zmodyfikować wcześniejsze założenia, gdyż zaplanowana przeze mnie powieść ma dużo większy potencjał. Obecnie staram się trzymać założenia, że cykl powinien zamknąć się w pięciu tomach. Mogę jednak stwierdzić [śmiech], że nie wiem, czy uda mi się zrealizować projekt w takiej postaci. Aktualnie nanoszę ostatnie kosmetyczne poprawki w trzecim tomie. Jego akcja kończy się w 1967 roku, a więc przede mną jeszcze całe lata historii, którą chciałabym wykorzystać. Ponadto chęć skrupulatnego opisania rozrastającej się rodziny Szymczaków sprawia, że każdy następny tom jest obszerniejszy od poprzedniego. Potencjał tak licznej rodziny jest naprawdę gigantyczny. A w powieści jak w życiu – wszystko zdarzyć się może.

AAR: Jak wspomniałam wyżej, z wykształcenia jesteś ekonomistką, czyli jesteś umysłem ścisłym. Skąd zatem pomysł, aby zacząć pisać książki?

EŚ: Wbrew pozorom jedno służy drugiemu. Mawia się, że matematycy są świetnymi muzykami. Ja uważam, że podobnie ma się rzecz z literaturą. Królowa nauk ścisłych bywa przydatna choćby podczas kompozycji tekstu. Jest rzeczą oczywistą, że harmonijne rozłożenie napięcia w fabule pozwala na przyjemniejszy odbiór całości. Podobnie ma się rzecz z dialogami oraz opisami, które powinny być w miarę równomiernie wyważone. Osobiście nie lubię powieści, które są przeładowane dialogiem, a o pewnych faktach czy charakterystykach ludzi i miejsc czytelnik dowiaduje się wyłącznie z rozmów, jakie prowadzą postaci. Lubię plastyczne opisy, dające wyobrażenie rozgrywających się wydarzeń. Powieść musi zawierać elementy, które sprawią, że czytelnik zobaczy barwy i kształty, poczuje panujące warunki atmosferyczne i zapachy. Uważam, że opowiadana przez autora historia nie może być odbierana jedynie zmysłem wzroku, trzeba ją poczuć znacznie intensywniej. Umysł ścisły bardzo w tym wszystkim pomaga: skłania ku wprowadzeniu w świat humanistyczny pewnego uporządkowania i zapanowania nad chaosem. Ponadto wydaje mi się (to mój wyjątkowo subiektywny pogląd), że osoby o takim umyśle są bardziej zdyscyplinowane podczas pracy. Ustalają konkretne cele i po prostu je realizują – bez bujania w obłokach.




AAR: Literatura kobieca jest dziś niezwykle popularna. Na rynku pojawiają się lepsze i gorsze powieści reprezentujące ten gatunek. Jak myślisz, co wyróżnia tę literaturę na tle innych? Dlaczego tego rodzaju powieści są obecnie tak popularne?

EŚ: Zacznę może od tego, że nasze codzienne życie obfituje w stres, poczucie chaosu i nieustanną pogoń – właściwie nie wiadomo za czym. Jesteśmy w nieustannym biegu: zmęczeni, wiecznie zaaferowani ważnymi sprawami. Powieści kategoryzowane jako literatura kobieca mają za zadanie oderwać nas od szarej rzeczywistości. Przenoszą w świat marzeń, w którym czasami chciałybyśmy się znaleźć, aby choć na chwilę uwolnić się od prozy życia. Nawet, jeśli te historie bywają smutne i pozbawione happy endu, często czytamy je z wypiekami na policzkach. Dają bowiem chwile przyjemności, zapomnienia. Jeśli zawierają duży dramatyzm – często skłaniają ku rewizji własnych nieszczęść i docenieniu tego, co podarował nam los.

AAR: Zauważyłam, że często mówisz o „Nocy Perseidów”, iż jest to książka, która wiele dla Ciebie znaczy i jest Ci bardzo bliska. Dlaczego?

EŚ: Powieść „Noc Perseidów” jest dla mnie o tyle istotna, że wyjątkowo mocno zżyłam się z występującymi w niej postaciami. Szczególnie chodzi tu o Tomka, który na oczach czytelnika przechodzi gruntowną metamorfozę i radykalnie zmienia swój punkt widzenia. Istotne było pokazanie czytelnikom tego, jak bardzo dziecięce marzenia mogą determinować naszą przyszłość. Mam nadzieję, że skłoniłam czytelników również do tego, aby zastanowili się, czy warto realizować pragnienia za wszelką cenę, nie licząc się z niczym i prąc po trupach do celu.

Jest to także wyznacznik pewnego kierunku, w którym pragnę podążać. Osobiście nie lubię przesłodzonych, sielankowych historii, w których występują lukrowani i nieskazitelni bohaterowie. W „Nocy Perseidów” ukazałam życie takim jakie ono jest – ze wszystkimi elementami, których nie akceptujemy. Brak tu wyidealizowania którejkolwiek postaci. Bohaterowie pozytywni posiadają wady i popełniają karygodne błędy. Ulegają egoizmowi, popadają w obojętność czy zwątpienie. Postaci negatywne nie są przesiąknięte złem do szpiku kości. Starałam się nakreślić je w taki sposób, aby czytelnik dostrzegł motywy ich postępowania, bądź czynniki, które ukształtowały ich charaktery.

AAR: Jesteś dość płodną pisarką, która w dodatku pracuje zawodowo. Jak zatem godzisz pisanie książek z pracą zawodową?

EŚ: Przyznaję, że jest to dość trudne zadanie. Pracuję w biurze i mam sztywno ustalony czas pracy. W drodze do domu myślę o tym, o czym chciałabym napisać wieczorem. Po powrocie z biura zajmuję się domem i staram się spędzić trochę czasu z rodziną. Przed komputerem zasiadam wieczorem. Zwykle mam już starannie zaplanowane sceny, nad którymi będę pracowała. Pomimo wielu obowiązków nie rezygnuję z aktywności fizycznej, uważam, że sport jest równie ważny dla ciała co rozrywki intelektualne dla umysłu. Mój dzień jest więc bardzo wypełniony i cierpię na niemalże chroniczny brak czasu. Z tego też względu nie lubię ludzi, którzy są spóźnialscy, nie wywiązują się terminowo z obietnic i nie szanują mojego czasu.

AAR: Pisanie której powieści stanowiło dla Ciebie największe wyzwanie? Jeśli pojawiły się jakieś trudności, to w jaki sposób sobie z nimi poradziłaś?

EŚ: Z całą pewnością największym wyzwaniem jest napisanie pięciotomowej sagi, której akcja rozgrywa się na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Dość trudne jest dostosowanie języka dialogów do zmieniającej się mowy potocznej. Nasz sposób wysławiania się nieustannie ewoluuje, co szczególnie mocno widać w ostatnich dekadach. Do tego jeszcze dochodzi podłoże historyczne i społeczne, które musi być oddane w wiarygodny sposób – bez przekłamań. Nie jest łatwo wpleść postaci fikcyjne w prawdziwe wydarzenia, ale zależało mi na tym, aby rodzina Szymczaków nie pozostawała wyłącznie biernymi obserwatorami zachodzących przemian.

AAR: O „Spacerze Aleją Róż” można powiedzieć, że poniekąd jest to opowieść z historią w tle, choć niektórzy uważają, że aby traktować jakąś powieść w kategorii beletrystyki historycznej, jej akcja musi rozgrywać się co najmniej sto lat temu. Są też tacy, którzy twierdzą, że to nie tło powieści stanowi o tym, czy jest to powieść historyczna, czy nie, lecz jej bohaterowie, czyli postacie autentyczne znane z historii, jak na przykład monarchowie. Zapytam zatem czy zamierzasz w przyszłości sięgnąć po tematykę stricte historyczną? Ostatnio dość modne są opowieści z akcją w XIX wieku.

EŚ: Nie należę do osób, które ulegają trendom modowym. Czytelnicy przeżywali już falę ekscytacji powieściami o wampirach, tekstami erotycznymi, teraz chętnie sięgają po powieści w stylu retro. Ja piszę przede wszystkim o tym, co mi w duszy gra – niezależnie od tendencji rynku wydawniczego. Jeżeli jednak przyjdzie mi do głowy interesujący pomysł na powieść osadzoną w jakichś ciekawych historycznie czasach, to oczywiście podejmę się takiego wyzwania.

AAR: Czego nauczyło Cię pisanie?

EŚ: Z całą pewnością mogę powiedzieć, że pisanie powieści wyzwala w człowieku ogromną kreatywność i pobudza wyobraźnię. Nam, pisarzom, wystarcza jakiś drobiazg: piórko unoszone podmuchami wiatru, czyjaś wyrazista twarz lub usłyszane mimochodem zdanie, i potrafimy dorobić sobie do tego gigantyczną historię, której korzenie sięgają trzy pokolenia wstecz. Pisanie nauczyło mnie uważniejszej obserwacji świata. Autor, prócz tego, że powinien pięknie operować słowem i mieć do opowiedzenia coś interesującego, musi też umieć słuchać. Skupiać się na drobiazgach. Wykazywać się ogromną empatią.

AAR: Jak bardzo zmieniło się Twoje życie od czasu, kiedy wydałaś swoją pierwszą powieść?

EŚ: Mogę stwierdzić, że od tamtej pory zaszedł w moim życiu cały szereg zmian. Nie było rewolucji i wywracania wszystkiego do góry nogami – ten proces następował sukcesywnie, i myślę, że nadal trwa. Przede wszystkim nauczyłam się inaczej zarządzać moim czasem. Ponieważ wciąż pracuję zawodowo i świetnie udaje mi się godzić wypełnianie obowiązków wynikających z etatu z działalnością literacką, mój dzień jest niebywale wypełniony. Dbam o to, aby być pisarką od poniedziałku do piątku w godzinach popołudniowych i wieczornych. Można rzec, że traktuję to jak pracę na dodatkowym etacie. Moja rodzina w pełni to akceptuje i bardzo wspiera mnie na każdym kroku. Nie ukrywam, że większość spraw domowych kręci się niejako wokół mojej działalności literackiej i w pewien sposób jest jej podporządkowana. Stąd też dbam o to, aby weekendy spędzać z bliskimi osobami. Zazwyczaj w soboty, niedziele oraz święta nie włączam komputera – o ile nie mam naprawdę pilnej pracy. Uważam, że ten czas należy się mężowi i synowi. Dlatego poza wyjazdami na imprezy takie jak targi książki, które jak wiadomo odbywają się sporadycznie, nie angażuję się w żadne akcje: przeglądy, festiwale i spotkania branżowe. Zresztą nawet wyjazdy na targi traktujemy jako okazje do wspólnego spędzenia czasu i wycieczkę, w czasie której robię sobie dwugodzinne wagary od rodziny. To tyle jeśli chodzi o sferę prywatną. Prócz niej jest jeszcze szereg przyjemnych emocji, jakich dostarczają mi moi wspaniali czytelnicy. Nim zaczęłam moją przygodę z literaturą były to doznania zupełnie obce.




AAR: Ostatnie badania dotyczące czytelnictwa w Polsce nie napawają optymizmem. Mówi się nawet, że dziś znacznie więcej ludzi pisze, niż czyta. Czy uważasz, że w takiej sytuacji pisanie książek ma sens? Czy w dobie dynamicznie rozwijającej się techniki pisanie książek ma jakąkolwiek przyszłość, skoro większość ludzi woli spędzać czas, oddając się zupełnie innym rozrywkom?

EŚ: Często słyszę podobne stwierdzenia i rzeczywiście zauważam, że osób piszących jest nieprawdopodobnie dużo. Myślę jednak, że nie byłoby nas, pisarzy, tak dużo, gdyby nie istnieli czytelnicy. Oczywiście są ludzie, którzy nie sięgają po żadne lektury i wolą mniej skomplikowane rozrywki. Na szczęście jest też ogrom osób czytających, co widać szczególnie przy okazji takich imprez jak przywoływane przeze mnie wcześniej targi książki.

AAR: Obecnie pracujesz nad kolejnymi tomami „Spaceru Aleją Róż”. Mam nadzieję, że okażesz się łaskawa dla Bronka Szymczaka i pozwolisz mu wreszcie zaznać choć trochę szczęścia [śmiech]. Czy wiesz już co potem? Masz pomysł na następną powieść?

EŚ: Mam już pewien pomysł, ale przyznam szczerze, że nie lubię uprzedzać faktów i opowiadać o moich planach. Wynika to trochę z mojej przezorności, gdyż jak powiedział niegdyś Woody Allen: Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość. Z pomysłami na powieści jest tak, że przychodzą do głowy w najmniej spodziewanym momencie. Zazwyczaj też najbardziej atrakcyjne do zrealizowania są te najświeższe. Saga „Spacer Aleją Róż” pochłonie jeszcze cały rok mojej uwagi. Trudno więc powiedzieć, jakie historie zdążę wymyślić w tym czasie.

AAR: Edyto, dziękuję Ci serdecznie za rozmowę i życzę powodzenia w tworzeniu nowych opowieści. Czy jest coś, co chciałabyś dodać na koniec?

EŚ: Ja również dziękuję za przyjemną rozmowę. Na koniec chciałabym serdecznie pozdrowić moich czytelników – obecnych oraz przyszłych. Życzę Wam udanego spaceru aleją Róż.

Chciałabym także pogratulować Ci, Agnieszko, doskonale prowadzonego bloga – lubię czytać Twoje recenzje, ponieważ prócz odniesień do literatury znajduję tam również dużą wartość dodaną w postaci ciekawych faktów historycznych. Życzę Ci wielu sukcesów w tej dziedzinie.

AAR: Bardzo dziękuję za miłe słowa.



Rozmowa i redakcja
Agnes A. Rose








środa, 10 maja 2017

Edyta Świętek – „Spacer Aleją Róż. Łąki kwitnące purpurą” # 2






RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

PATRONAT MEDIALNY

PREMIERA KSIĄŻKI 23. 05. 2017








Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki 
i Wydawnictwa. Dziękuję!



Wydawnictwo: REPLIKA
Zakrzewo 2017



W latach 50. XX wieku postępował proces odbudowy polskiego państwa ze zniszczeń powstałych na skutek działań wojennych. W związku z tym przygotowano kolejny plan – tym razem sześcioletni – przypadający na lata 1950-1956. Skupiał się on na rozbudowie przemysłu ciężkiego, który w zamyśle miał być nową lokomotywą polskiej gospodarki. Przekazywanie znaczących środków na rozbudowę zakładów przemysłowych negatywnie odbijało się jednak na innych sektorach, a szczególnie na rolnictwie, gdzie rozpoczęto proces kolektywizacji wsi. Władza komunistyczna rozpoczęła także walkę z Kościołem Katolickim, który buntował się przeciwko dominacji komunistów w życiu publicznym, która polegała na przejmowaniu majątków kościelnych w oparciu o umowę podpisaną w 1950 roku.

W Polsce początek lat 50. XX wieku to czas ukrywania działań aparatu bezpieczeństwa, którego zadaniem było czuwanie nad tym, aby pozycja komunistów nie była zagrożona. Działalność ministerstwa bezpieczeństwa skierowana była przede wszystkim na niewygodnych wrogów Polski Ludowej. W związku z tym miały miejsce słynne procesy, których celem było ujawnienie „niegodziwego” działania opozycjonistów. Notowano coraz więcej ataków na Kościół Katolicki, który stał się głównym wrogiem ówczesnej władzy i na którym skupiały się ataki bezpieki. Solidnie ucierpiał na tym przyszły prymas Polski – kardynał Stefan Wyszyński (1901-1981), którego internowano w latach 1953-1956. Uwieńczeniem dominacji komunistów w życiu politycznym Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej było uchwalenie nowej konstytucji w dniu 22 lipca 1952 roku. Dokument ten dla niektórych otworzył rzeczywisty okres Polski Ludowej.

Kardynał Stefan Wyszyński podczas
 internowania w Stoczku Warmińskim
w latach 1953-1956.
Z kolei w dziedzinie polityki zagranicznej zazębiły się polskie relacje z innymi państwami z tak zwanego bloku socjalistycznego. Podpisano wówczas umowy o wzajemnej współpracy i przyjaźni. Jeszcze w 1949 roku Polska wstąpiła w szeregi Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG), która była nowym tworem gospodarczym powstałym w celu jeszcze większego uzależnienia gospodarki państw Europy Wschodniej od gospodarki Związku Radzieckiego. Natomiast jej odpowiednikiem w kwestii militarnej był podpisany w Warszawie w 1955 roku Układ Warszawski jako równowaga dla istniejącego już NATO. 

Połowa lat 50. XX wieku to również cykl wydarzeń, które poprzedziły pierwszy przełom polityczny w Polsce. Chodzi oczywiście o pierwsze wystąpienia robotników przeciwko władzy komunistycznej, które miały miejsce w Poznaniu w czerwcu 1956 roku. Początkiem rzeczonych wydarzeń był przełomowy XX Zjazd Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR; z ros. Коммунистическая партия Советского Союза – КПСС) w lutym 1956 roku. To właśnie wtedy Nikita Chruszczow (1894-1971) potępił poczynania zmarłego trzy lata wcześniej Józefa Stalina (1878-1953). Wydarzenia te odbiły się echem w całej Europie Wschodniej, doprowadzając tym samym do rewolucji w Budapeszcie, która została krwawo stłumiona przez wojska radzieckie. Z kolei w Polsce odwilż październikowa doprowadziła do zmian centrum politycznego w partii, na której czele stanął zwolniony właśnie z więzienia Władysław Gomułka (1905-1982). Polacy wiązali z jego osobą ogromne nadzieje. Przyjęto też program reform i potępiono dotychczasowe działania ekipy rządzącej. Niemniej ambitne plany Władysława Gomułki dość szybko zostały zahamowane i pozostały jedynie w sferze marzeń, ponieważ rzeczywistość okazała się zupełnie inna od tej, którą sobie wyobrażano. 

Tak właśnie przedstawiają się realia, w jakich egzystują bohaterowie drugiego tomu rodzinnej sagi Edyty Świętek. Czas mija, Polska podnosi się ze zgliszczy wojennych, natomiast jeśli chodzi o Szymczaków, to można śmiało rzec, iż w ich przypadku problemów wcale nie ubywa. Czytelnik odnosi wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Z każdym dniem tych kłopotów jest coraz więcej, i nawet jeśli ten czy inny przedstawiciel rodziny zaczyna układać sobie życie i wychodzić na prostą, to i tak nie można nazwać tego pełnią szczęścia. Po tym, jak najstarszy z Szymczaków wyjechał do miasta w poszukiwaniu lepszego życia, podążają za nim także inni. Decyzja o opuszczeniu rodzinnych Pawlic podyktowana jest nie tyle chęcią zakosztowania lepszego życia, ile ucieczką od problemów, które były tak poważne, iż bohaterowie nie widzieli już innego wyjścia, jak tylko zostawić za sobą dotychczasowe życie i rozpocząć wszystko od nowa, nawet jeśli miałoby się to wiązać ze zmianą tożsamości.


Przodownicy pracy zrzeszeni w Służbie Polsce i biorący udział w budowie Nowej Huty
(lata 50. XX wieku)


Bronek Szymczak nadal pracuje przy budowie Nowej Huty. Generalnie jest zadowolony z pracy. Coraz to nowe budynki pną się w górę, a nasz bohater ze zwykłego murarza awansuje na brygadzistę i teraz kieruje już grupą robotników. Niestety, prywatne życie Bronka wcale nie wygląda kolorowo. Mogłoby się wydawać, że skoro ma pracę, kolegów i niedawno założył rodzinę, to tak naprawdę niczego nie potrzeba mu już do szczęścia. Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej, a Szymczak wciąż zaprząta sobie głowę pewną piękną dziewczyną, którą swego czasu wyrwał z rąk nowohuckich bandytów. Jak pamiętamy z pierwszego tomu zatytułowanego Cień burzowych chmur, do Nowej Huty w ślad za Bronkiem podążyła najmłodsza Szymczakówna. To Julia, która naprawdę wiele wycierpiała w swojej rodzinnej wsi i gdyby nie pomoc starszego brata, nie wiadomo, jak dziś wyglądałoby życie dziewczyny. W dodatku młoda kobieta ma jeszcze na wychowaniu synka, który jest dla niej całym światem. Nie wie jednak, że jest ktoś, kto systematycznie ją obserwuje. Kim więc jest ten człowiek i co takiego może się zdarzyć, gdy wreszcie zdecyduje się podjąć jakieś działania?

Do Nowej Huty przybywa też Andrzej. Podobnie jak Julia, chłopak również wiele przeszedł, mieszkając w Pawlicach u matki. Jego dotychczasowe życie to pasmo udręki. Nie wiadomo tak naprawdę czy Jędrek będzie w stanie pozbierać się po niedawnych dramatycznych przeżyciach. Należy mieć jednak nadzieję, że może w nowym miejscu chłopak odnajdzie spokój, a w miarę upływu czasu również i upragnione szczęście. W ślad za rodzeństwem przybywa również Leszek. Ponieważ nie za dobrze czuł się w komunistycznej armii, pewnego dnia postanowił, że rzuci wojsko i zacznie wszystko od początku. Lecz to jeszcze nie wszystko. Do Nowej Huty przyjeżdża także druga z Szymczakówien. To Krysia marząca o lepszym życiu. Dziewczyna nie jest tak do końca bez skazy, lecz jakoś niespecjalnie się tym przejmuje. Jedyne, czego pragnie to lepsze życie u boku ukochanego mężczyzny, najlepiej nieprzyzwoicie bogatego. Krysia czuje, że los przeznaczył ją do czegoś lepszego, niż tylko do siedzenia na wsi i ciężkiej pracy bez perspektyw.


Plac Centralny w Nowej Hucie około 1955 roku
fot. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa


W Pawlicach – spośród rodzeństwa Szymczaków – została jedynie Dorota, która zupełnie nie rwie się do życia w wielkim świecie. Wydaje się jednak, że dziewczyna zdążyła już pozbierać się po wojennej traumie i teraz zaczyna wszystko na nowo w środowisku, które doskonale zna. Dorota jest inteligentna, więc nie dziwi fakt, że zauważa to nowy prezes spółdzielni, oferując jej pracę, o jakiej można tylko pomarzyć, biorąc pod uwagę komunistyczne wiejskie realia. Choć kobieta bezpowrotnie straciła urodę, to można odnieść wrażenie, że dzięki swojemu bogatemu wnętrzu potrafi przyciągnąć uwagę innych. Możne nawet i mężczyzn. Kto wie? I tak oto prawie cała rodzina Szymczaków zjechała do Nowej Huty, aby zacząć życie od początku i na innych warunkach. Czy im się to uda? Czy po złym na pewno przyjdzie dobre? A może przeszłość, którą zostawili w Pawlicach wcale nie da o sobie zapomnieć i wróci do nich w najmniej spodziewanym momencie? Czy będą w stanie stawić jej czoło? A może zapominając o tym, co było, stracą czujność i wtedy cały ich świat znów legnie w gruzach?

Łąki kwitnące purpurą to dokonała kontynuacja poprzedniego tomu sagi. Edyta Świętek przenosi czytelnika w realia Polski Ludowej lat 50. XX wieku, a robi to bardzo wiarygodnie, co świadczy o rzetelnym przygotowaniu merytorycznym. Tło powieści skonturowane jest perfekcyjnie, podobnie jak doskonała jest kreacja bohaterów, w tym również język, jakim się posługują, a także tematy, które poruszają w swoich rozmowach. Z jednej strony każdą z postaci Autorka prowadzi swoją własną drogą, tym samym sprawiając, że są one odrębnymi bytami, zaś z drugiej stanowią one jedną całość, jeśli wziąć pod uwagę problemy, które ich łączą. Okazuje się bowiem, że wciąż wisi nad nimi sprawa Bartłomieja Marczyka, który jeszcze do niedawna sprawował funkcję szefa spółdzielni w Pawlicach. Aż tu nagle, w czasie świąt Bożego Narodzenia, ślad po nim zaginął i tak naprawdę nikt nie ma pojęcia, co się z nim stało. Oczywiście wszyscy w Pawlicach doskonale wiedzą, ile złego na sumieniu miał Marczyk i z kim najbardziej zadarł, lecz mimo to cała ta sprawa wciąż pozostaje tajemnicą. Wydaje się, że Edek Marczyk za punkt honoru postawił sobie doprowadzenie na szubienicę tego, kto przyczynił się do zniknięcia jego młodszego brata. W związku z tym będzie robił wszystko, co w jego ubeckiej mocy, aby winny jak najszybciej zawisł na stryczku. Czy zatem brat-ubek będzie w stanie wskazać odpowiedzialnego za zaginięcie Bartka, o ile faktycznie brały w tym udział osoby trzecie? 


Uruchomienie pierwszego wielkiego pieca w Hucie im. Lenina w Nowej Hucie
(22 lipca 1954)

fot. Agencja FORUM


Drugi tom Spaceru Aleją Róż to powieść, od której nie sposób się oderwać, zważywszy że Edyta Świętek stale zaskakuje czytelnika jakimś nowym wątkiem, którego rozwiązanie chcemy natychmiast poznać. Pojawiają się więc nieoczekiwane zwroty akcji, zaś sytuacje, z którymi muszą radzić sobie bohaterowie niekiedy stają się naprawdę niebezpieczne. Pamiętajmy o tym, w jak trudnych realiach żyją Szymczakowie. Z jednej strony komunistyczna władza, która wciąż patrzy ludziom na ręce i niemalże wszędzie ma swoich szpiegów, zaś z drugiej prywatne życie bohaterów, które wciąż zaskakuje czymś nowym, co nie zawsze ma pozytywny oddźwięk. Niemniej należy zwrócić uwagę, że w tej niełatwej rzeczywistości niezmiernie ważne jest, aby zachować wartości, w których bohaterowie zostali wychowani. Czasami jest to bardzo trudne i może pociągnąć za sobą nieprzyjemne konsekwencje, lecz rodzina i lojalność względem niej są tutaj niezwykle istotne. Bardzo wyraźnie widać też, jak wiele znaczy dla bohaterów wiara w Boga. Myślę, że to dzięki niej łatwiej im znosić przeciwności losu, co oczywiście nie znaczy, że Szymczakowie spędzają czas jedynie w kościele na modlitwach. Proporcje pomiędzy świeckością a tym, co pochodzi od Boga są tutaj doskonale zachowane.

Trzeba też zwrócić uwagę na to, jak wiele dla Szymczaków znaczy bliskość drugiego człowieka i związana z tym miłość. Samotność nie jest dla nich, choć niekiedy bardzo trudno jest się im przyznać do tego, że ich życie jest puste bez prawdziwego uczucia. Nie mniej istotna jest również przyjaźń, która w tych trudnych czasach stanowi naprawdę ogromne wsparcie. Myślę, że każdy, kto czytał Cień burzowych chmur bez wahania sięgnie również po Łąki kwitnące purpurą. Natomiast czytelnicy, którzy nie znają jeszcze rodziny Szymczaków powinni rozpocząć swoją przygodę z sagą od pierwszego tomu. Co ciekawe, Edyta Świętek w Łąkach kwitnących purpurą już na samym początku zarysowuje fabułę pierwszego tomu, co pomaga czytelnikom przypomnieć sobie o tym, czego tak naprawdę dotyczyła poprzednia część. Przyznam, że pomysł niezwykle oryginalny, z którym spotykam się po raz pierwszy, choć kilkutomowe sagi rodzinne czytam wręcz nałogowo. Tak więc ze swojej strony mogę już tylko zachęcić do lektury Spaceru Aleją Róż, bo naprawdę warto.









piątek, 28 kwietnia 2017

Niezwykła saga rodzinna z Nową Hutą w tle








Edyta Świętek to autorka powieści obyczajowych adresowanych głównie do kobiet, choć zapewne wśród czytelników jej prozy nie brak również mężczyzn. Urodziła się i wychowała w Krakowie. Z wykształcenia jest ekonomistką, natomiast powieści pisze z zamiłowania. Jej największym marzeniem jest kreowanie takich historii, które sama czytałaby z przyjemnością. Uwielbia aktywny wypoczynek, czyli długie rodzinne spacery oraz bieganie. Oprócz literatury, jej pasją są dobra muzyka i zwierzęta.

W 2010 roku zadebiutowała powieścią zatytułowaną Zerwane więzi. W tym samym roku na rynku wydawniczym ukazała się druga jej książka nosząca tytuł Aleter ego. Od tamtej pory Autorka publikuje regularnie. Większość jej powieści ukazało się nakładem wydawnictwa Replika. Wśród nich znajdują się między innymi takie tytuły, jak: Cienie przeszłości (2014), Tam, gdzie rodzi się miłość (2015), Tam, gdzie rodzi się zazdrość (2015), Noc Perseidów (2016), Wszystkie kształty uczuć (2016) czy Miód na serce (2016).

W bieżącym roku do rąk czytelników trafił pierwszy tom niezwykłej sagi rodzinnej z Nową Hutą w tle. Saga nosi tytuł Spacer Aleją Róż. To pięciotomowa historia rodziny Szymczaków pochodzących z podkrakowskiej wsi. Akcja rozpoczyna się tuż po wojnie, kiedy Polska powoli zaczyna odradzać się po wojennej zawierusze. Niestety, upragniona wolność wcale nie wygląda tak, jak tego oczekiwano. Nowy okupant – komuniści – stara się robić wszystko, aby pokazać Polakom, gdzie ich miejsce i czego oczekuje od nich władza. Szymczakowie muszą zatem każdego dnia stawiać czoło trudnej rzeczywistości, szczególnie że ich życie zmienia się diametralnie z dnia na dzień. Teraz już nie tylko władza jest zagrożeniem, ale również sąsiedzi, którzy jeszcze tak niedawno ich podziwiali i rzekomo szanowali.

W przyszłym miesiącu planowana jest premiera drugiego tomu sagi. A oto krótki zarys fabuły:

Dynamicznie wzrastająca najmłodsza dzielnica Krakowa ciągle jeszcze przypomina miasto rodem z dzikiego zachodu. Pomiędzy nowymi domami, przeludnionymi barakami i terenami budowlanymi kwitnie hazard, a sprawiedliwość bywa wymierzana na własną rękę. Za dnia wznoszone są domy, kina, szpital oraz szkoły, natomiast nocami w mrocznych zaułkach czają się przestępcy oraz prostytutki. Nad głowami mieszkańców, niczym mityczny miecz Damoklesa, wisi groźba wybuchu kolejnej wojny. Oto Nowa Huta lat 50. XX wieku – siedlisko socrealistycznego absurdu, w którym rozrastająca się rodzina Szymczaków poszukuje swojego miejsca w świecie. 
Bronek nie może odnaleźć szczęścia w małżeństwie i wciąż tęskni za Bogumiłą. Do miasta przyjeżdża Andrzej, aby z dala od Pawlic uporać się z rozpaczą po tragicznie zmarłej Agacie. Julia z przestrachem odkrywa, że jest obserwowana przez tajemniczego mężczyznę o podejrzanym wyglądzie. W dodatku pewnego dnia na nowohuckich łąkach robotnicy natrafiają na makabryczne znalezisko… 
Autorka poczytnych powieści w brawurowy sposób serwuje osadzoną w realiach wczesnego PRL-u historię rodzinną ze zbrodnią i zemstą w tle.

Na okładce książkę poleca między innymi pisarka i recenzentka Magdalena Majcher. Oto co pisze na jej temat:

Rodzina Szymczaków powraca w powieści będącej kontynuacją równie udaną, co pierwszy tom ich przygód. Edyta Świętek sprostała oczekiwaniom, jakie pojawiły się po lekturze „Cienia burzowych chmur”. W ręce czytelników oddaje kolejną dopracowaną i zachwycającą rozmachem opowieść z intrygującymi zagadkami w tle. Serdecznie polecam!


Oficjalna premiera Łąk kwitnących purpurą odbędzie się:

23 maja 2017 roku


Książka ukaże się pod patronatem medialnym między innymi mojego bloga. Tak więc już dziś serdecznie zapraszam na recenzję przedpremierową drugiego tomu Spaceru Aleją Róż.



















poniedziałek, 20 marca 2017

Edyta Świętek – „Spacer Aleją Róż. Cień burzowych chmur” # 1












Wydawnictwo: REPLIKA
Zakrzewo 2017






Po zakończeniu drugiej wojny światowej Polska znalazła się w naprawdę dramatycznym położeniu. Nie dość, że ponieśliśmy ogromne straty w ludziach, to jeszcze władzę w kraju przejęli komuniści funkcjonujący na smyczy Józefa Stalina (1878-1953). W dodatku trzeba było zająć się również odbudową miast zniszczonych przez hitlerowskie bomby. Ludzie pozbawieni dachu nad głową często uciekali na wieś, wierząc, że właśnie tam znajdą nowy dom. Częściowemu lub całkowitemu zniszczeniu uległa także większość zakładów przemysłowych. Zaczęto też bezwzględnie rozprawiać się z żołnierzami Armii Krajowej. Tak więc sytuacja polskiego społeczeństwa była naprawdę zła. Gospodarka praktycznie nie istniała, dlatego też w lipcu 1947 roku przyjęto trzyletni Plan Odbudowy Gospodarczej, który w swoim założeniu obejmował lata 1947-1949. Jego celem była przede wszystkim odbudowa polskiej gospodarki. Prócz tego chciano zlikwidować szkody spowodowane drugą wojną światową. Plan zakładał też podniesienie stopy życiowej ludności, jak również scalenie Ziem Odzyskanych oraz przekroczenie przedwojennej produkcji rolniczej i przemysłowej średnio o dziesięć procent.

Zgodnie z powyższym planem najszybciej odbudował się przemysł, ponieważ już pod koniec 1947 roku osiągnięto taki sam poziom produkcji, jaki obserwowano w 1938 roku. Niestety, w rolnictwie nie udało się uzyskać poziomu produkcji z lat przedwojennych. Zjawisko to spowodowane było stopniowym wprowadzaniem kolektywizacji, czyli przekształcaniem indywidualnych gospodarstw rolnych w spółdzielnie rolnicze zwane kołchozami, którymi charakteryzowała się gospodarka Związku Radzieckiego. Działania te podjęto już w 1948 roku. Jeśli wziąć pod uwagę handel, to trzeba pamiętać, że od 1947 roku zaczęto realizować tak zwaną bitwę o handel, w wyniku której państwo przejmowało zarówno sam handel, jak i całą spółdzielczość. Za tą reformą stał Hilary Minc (1905-1974), który w tamtym okresie był ministrem przemysłu i handlu, natomiast w 1949 roku został wiceprezesem Rady Ministrów. Funkcję tę pełnił do 1957 roku. 

Hilary Minc
Zdjęcie pochodzi z Trybuny Ludu 
z 1949 roku.
autor nieznany
W związku z podjętymi działaniami nastąpił dość szybki wzrost stopy życiowej ludności, co tak naprawdę nie było wielkim osiągnięciem, zważywszy że startowano z niezwykle niskiego poziomu. Wzrósł także dochód narodowy w porównaniu z okresem międzywojennym. Nastąpił znaczny wzrost udziału przemysłu w tworzeniu dochodu narodowego oraz zagospodarowano i scalono Ziemie Odzyskane. Z kolei w roku 1950 zaczęto wprowadzać nowy plan. Tym razem miał to być plan sześcioletni (1950-1955). Tak więc Kongres Zjednoczeniowy przyjął założenia, których celem było zwiększenie produkcji przemysłowej aż o dziewięćdziesiąt procent, zaś rolnej o czterdzieści. W 1950 roku znacznie zwiększyły się założenia ze względu na sytuację międzynarodową. Chodziło bowiem o wojnę w Korei. W związku z czym położono większy nacisk na budowę przemysłu ciężkiego, zwłaszcza zbrojeniowego.

W oparciu o plan sześcioletni wybudowano między innymi Nową Hutę (obecnie dzielnica Krakowa), hutę w Warszawie, fabryki samochodów na Żeraniu oraz w Lublinie, a także stocznie w Gdańsku i Szczecinie, odbudowano również Warszawę. Od 1951 roku w rolnictwie rozpoczęła się masowa kolektywizacja indywidualnych gospodarstw, natomiast w 1952 roku wznowiono dostawy obowiązkowe. W przypadku handlu zagranicznego miało miejsce ograniczenie wymiany międzynarodowej oraz dążenie do samowystarczalności, co z kolei związane było między innymi z „zimną wojną”. To właśnie w 1952 roku Stany Zjednoczone odebrały Polsce klauzulę najwyższego uprzywilejowania. Ponadto jeszcze w październiku 1950 roku została przeprowadzona bardzo niekorzystna dla ludności wymiana pieniędzy, w wyniku której w wielu przypadkach ludzie potracili dorobek całego życia. Było to działanie przeprowadzone z zaskoczenia i tak naprawdę nikt nie był na nie przygotowany. Z powodu kolektywizacji indywidualnych gospodarstw znacząco spadła produkcja rolna, co w efekcie wywołało sytuację, w której ludzie masowo zaczęli napływać do miast. Powstała też wadliwa struktura gospodarcza, w której przeważał przemysł ciężki i słaby przemysł lekki. Zaniedbano również handel, a także znacznie pogorszyła się stopa życiowa społeczeństwa.

W takiej właśnie rzeczywistości egzystują bohaterowie pierwszego tomu sagi rodzinnej autorstwa Edyty Świętek. Rodzina Szymczaków mieszka we wsi Pawlice, która leży gdzieś na terenie Małopolski. Szymczakowie to niezwykle bogaci gospodarze. Pomimo że podczas wojny swoje przeszli, a traumatyczne przeżycia nadal tkwią w ich sercach i umysłach, to jednak nie poddali się i wciąż chodzą z podniesionymi głowami. Ponieważ nie ma już na świecie nestora rodu, więc opiekę nad rodziną przejął jego najstarszy syn – Bronisław Szymczak. Chłopak ma dwadzieścia cztery lata, lecz mimo młodego wieku zachowuje się bardzo odpowiedzialnie i dojrzale. Dba o młodsze rodzeństwo i o matkę, która choć nie jest jeszcze starą kobietą, tak właśnie się czuje. Doskonale prosperujące gospodarstwo Szymczaków praktycznie od zawsze było solą w oku dla okolicznych właścicieli ziemskich. Ludzie zazdrościli im bogactwa i tego, że dzięki pieniądzom mogli sobie pozwolić na wiele rzeczy, podczas gdy inni klepali biedę. Zapewne wśród tych zazdrośników i zawistników znaleźli się i tacy, którzy gdzieś w kącie przeklinali Szymczaków i życzyli im jak najgorzej.

Po wojnie nie jest inaczej. Pomimo dramatycznych przeżyć, jakich rodzina doświadczyła, ich gospodarstwo nadal świetnie prosperuje, natomiast Bronek – choć z natury oszczędny – kupuje swoim siostrom coraz to modniejsze ubrania, bo przecież nie może pozwolić, aby we wsi wołali na nie „dziadówki”. Siostry Bronka to naprawdę piękne dziewczyny, więc nie dziwi fakt, że oglądają się za nimi miejscowi kandydaci na mężów. Niemniej są i tacy, którzy chcieliby je skrzywdzić. Nie chodzi im jednak tyle o same Szymczakówny, ile o zemstę na Bronku, którego bogactwo kole w oczy innych. Wśród wrogów Bronka jest niejaki Bartłomiej Marczyk. Niby pochodzeniem stoi znacznie niżej od Szymczaka, to jednak jego ogromna nienawiść do Bronka skutecznie popycha go do działania. Jak gdyby tego było mało, Bartek ma za sobą brata, który z kolei jest ważną szychą w strukturach Urzędu Bezpieczeństwa. Fakt ten sprawia, że wróg Szymczaka czuje się pewnie i bezkarnie. Marczyk jest przekonany, że może sobie na wszystko pozwolić, ponieważ ma po swojej stronie władzę i krzywda mu się nie stanie. Czy zatem chłopakowi uda się doprowadzić do końca swój plan zemsty na Szymczakach? Jak daleko posunie się Bartek, aby zranić swojego wroga tak mocno, żeby naprawdę zabolało? Gdzie uderzy, aby rana zaczęła solidnie krwawić? Czy wykorzysta fakt, że dla jednej z sióstr Bronka stanowi obiekt pożądania?


Budowa Nowej Huty 
fot. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa

Pewnego dnia władze komunistyczne wprowadzają wspomniany już wyżej program kolektywizacji gospodarstw rolnych. Ten nieprzemyślany i będący powieleniem reformy wprowadzonej w Związku Radzieckim program sprawia, że jego negatywne skutki odczuwa również Bronek Szymczak. Jego świetnie prosperujące gospodarstwo praktycznie z dnia na dzień staje się bezwartościowe. Młody mężczyzna traci niemalże wszystko, na co pracowały pokolenia jego rodziny. Tak więc w zapomnienie odchodzi majątek, który był dla niego wszystkim. Od tej chwili nie będzie już mógł utrzymywać swojej rodziny na wysokim poziomie. Jego siostry będą musiały zapomnieć o najnowszych trendach w modzie i szukać pracy u obcych, żeby móc przeżyć każdy kolejny dzień. To niezwykle upokarzające. Teraz zamiast zazdrości, ludzie będą czuć dla niego tylko pogardę. Dlatego też nasz bohater nie chce i nie może zostać w rodzinnych Pawlicach. Kiedy więc nadarza się okazja, aby wyjechać do miasta, gdzie właśnie rozpoczyna się budowa Nowej Huty, Bronek pakuje manatki i rusza w drogę. Czy odnajdzie tam spokój? Czy zdoła uciec przed nienawiścią młodego Marczyka? Jaka przyszłość czeka Bronka w zupełnie obcym miejscu pomiędzy ludźmi, których nie zna? Co stanie się z jego rodziną, gdy nie będzie już mógł sprawować nad nią pieczy? Czy kobiety, które zostawił we wsi pod opieką małoletniego brata będą w stanie stawić czoło żądzy zemsty, jaką pała wobec nich nowy szef spółdzielni rolniczej?

Zacznę może od tego, że nie pamiętam już kiedy ostatni raz czytałam tak dobrze zapowiadającą się sagę rodziną w polskim wykonaniu. Jeśli kolejne tomy tej historii będą równie fascynujące, to wierzę, że czeka mnie naprawdę doskonała lektura. Autorka w sposób niezwykle dokładny nakreśla powojenne polskie realia, nie zapominając przy tym o postaciach historycznych, które w tamtym okresie odegrały naprawdę znaczącą rolę w tworzeniu nowej Polski. Wspomnę chociażby Piotra Ożańskiego (1925-1988), którego historia zapamiętała jako przodownika pracy i oddanego działacza Polskiej Zjednoczonej Patrii Robotniczej. Należał też do Związku Młodzieży Polskiej. Był murarzem, który stał na czele jednej z brygad budujących Nową Hutę. To właśnie jego osobę Andrzej Wajda (1926-2016) sportretował w nieśmiertelnym Człowieku z marmuru jako Mateusza Birkuta, w którego rolę wcielił się Jerzy Radziwiłłowicz.


Jerzy Radziwiłłowicz w roli Mateusza Birkuta & Michał Tarkowski jako Wincenty Witek. 
Robotnicy biją rekord murarski podczas budowy Nowej Huty.
Kadr pochodzi z filmu Człowiek z marmuru (1976).
reż. Andrzej Wajda


Oprócz pracy przy budowie Nowej Huty, Bronek Szymczak przeżywa również osobiste rozterki. Jego życie to pasmo nieporozumień, które doprowadza do tego, że w pewnym momencie mężczyzna podejmuje decyzję, której w przyszłości może solidnie żałować. Podczas gdy nasz bohater stara się ułożyć sobie życie w wielkim mieście, jego rodzina w Pawlicach musi zmagać się z naprawdę poważnymi problemami. Można odnieść wrażenie, że Szymczakowie to ludzie, którzy różnią się od siebie wzajemnie. Nie podążają oni tą samą drogą. Każdy z członków familii posiada swoją własną wizję świata i przyszłości. Oczywiście są sytuacje, w których to życie zmusza ich do podejmowania tych czy innych decyzji, lecz generalnie usiłują iść własną drogą, lecz w dramatycznych okolicznościach potrafią się zjednoczyć.

Pierwszy tom sagi Edyta Świętek poświęciła szczególnie Bronkowi. To on jest tutaj głównym bohaterem i to przede wszystkim jego losy śledzimy z zapartym tchem. Owszem, obok niego pojawia się wiele innych postaci, lecz mimo to w centrum wydarzeń wciąż znajduje się Bronek Szymczak. Czytelnik widzi go nie tylko jako młodego i odpowiedzialnego mężczyznę, który z jednej strony chce dostosować się do norm panujących w wiejskiej społeczności, natomiast z drugiej pragnie za wszelką cenę dbać o rodzinę, za którą czuje się odpowiedzialny. Bronek ukazuje się nam również jako ten, dla którego najważniejszą wartością jest honor, nie tylko jego, ale także tych, których bardzo kocha. W imię honoru jest w stanie zrobić naprawdę wiele. Widać też jak bardzo szanuje matkę, natomiast dla sióstr pragnie jak najlepszego życia. Mężczyzna nie jest z tych, którzy dla zysku czy jakichś osobistych korzyści wikłają się w szemrane interesy lub dopuszczają się krzywdy na innych.  

W moim odczuciu Cień burzowych chmur to powieść, która doskonale odzwierciedla klimat wczesnego PRL-u i stalinizmu. Bohaterowie pojawiający się na kartach książki to postacie niezwykle autentyczne. Czytelnik odnosi wrażenie, że są to ludzie, którzy żyją gdzieś obok, i tylko rzeczywistość, w której egzystują sprawia, że w końcu zdajemy sobie sprawę z tego, iż tak naprawdę ich realia znacznie odbiegają od współczesnych. Historia zaproponowana przez Edytę Świętek wciąga już od pierwszej strony, a dzieje się tak dzięki prologowi, który skonstruowany jest szalenie tajemniczo i tak naprawdę czytelnik może się jedynie domyślać, kim są postacie w nim przedstawione. Lecz te domysły można snuć dopiero wtedy, gdy przeczytamy ostatnią stronę książki. Choć z drugiej strony epilog także niczego nam nie ułatwia, co sprawia, że z niecierpliwością oczekujemy dalszego ciągu tej historii. Przyznam, że sięgając po Cień burzowych chmur nie sądziłam, iż opowieść o rodzinie Szymczaków tak bardzo mnie porwie i nie będę potrafiła oderwać się od lektury, dopóki nie przeczytam ostatniego zdania. Autorka niezwykle płynnie snuje swoją opowieść, a nieoczekiwane zwroty akcji sprawiają, że trudno jest rozstać się z bohaterami.