Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carlos Ruiz Zafón. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carlos Ruiz Zafón. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 stycznia 2015

Carlos Ruíz Zafón – „Pałac Północy”












Wydawnictwo: MUZA SA
Warszawa 2011
Tytuł oryginału: El Palacio de la Medianoche
Przekład: Katarzyna Okrasko & Carlos Marrodàn Casas




Pewnego deszczowego dnia pod koniec XVII wieku Job Charnock (1630-1692) – bardzo zaradny brytyjski przedsiębiorca – popłynął wzdłuż brzegu rzeki Hooghly, która jest dopływem Gangesu wypływającego z wysokich Himalajów i mającego swoje ujście w Zatoce Bengalskiej. Job Charnock rozbił namiot na bagnistym brzegu rzeki. Jego firma kupiła wówczas trzy wsie, które się tam znajdowały. Wkrótce w tym miejscu stanął port, dzięki czemu rozpoczął się handel opium, muślinem oraz jutą. Następnie miejsce to zostało stolicą Indii Brytyjskich i aż do 1912 roku przykuwało uwagę zdobywców, marzycieli oraz zwykłych ludzi pochodzących z całego świata. Mowa oczywiście o Kalkucie, która stała się pierwszym nowoczesnym miastem Indii. Tak właśnie odbywały się jej narodziny. Na przestrzeni lat Kalkutę nazywano Miastem Pałaców, Czarną Dziurą, czy też Cmentarzem Imperium Brytyjskiego. W 2001 roku angielską nazwę „Kalkuta” zmieniono na „Kolkata”. Uważano bowiem, że nowa nazwa będzie rzekomo bardziej bengalska, jeśli chodzi o jej brzmienie.

Wspominam o Kalkucie, ponieważ akcja Pałacu Północy rozgrywa się dokładnie w tym indyjskim mieście. Przypuszczam, że współczesnemu człowiekowi Kalkuta kojarzy się przede wszystkim z niewyobrażalnym ubóstwem i trędowatymi żebrzącymi na ulicach. Tak przynajmniej swego czasu media ukazywały to miasto. A działo się tak wtedy, gdy żyła jeszcze Matka Teresa (1910-1997), która była, jak gdyby wizytówką tego miejsca. Nazywano ją nawet Matką Teresą z Kalkuty. Do tej pory na jej temat krążą rozmaite opinie, ale bynajmniej to nie o tej zakonnicy chcę dziś opowiedzieć.

Przenieśmy się zatem do 1932 roku. Jest wiosna, a dokładnie maj. Naszym bohaterom będziemy towarzyszyć podczas czterech majowych dni ich życia. Są to bardzo młodzi ludzie, bo mają tylko szesnaście lat. Niemniej, w ich życiu zajdą tak ogromne zmiany, że już nic nigdy nie będzie takie samo. Historia, którą opowiada czytelnikowi Carlos Ruíz Zafón sprawia, że nie wiadomo co w tym wszystkim jest prawdą, a co działaniem jakichś nadprzyrodzonych sił. Autor posługuje się tutaj jednym z bohaterów książki, ponieważ tak naprawdę to Ian po latach relacjonuje nam dramatyczne wydarzenia, w których sam brał udział. Oczywiście nie robi tego przez całą powieść. Możemy jedynie przeczytać, jak gdyby fragmenty jego dziennika, które stanowią coś na kształt wtrąceń do fabuły.

W Pałacu Północy łączą się dwa światy: ten, który znamy i tamten, o którym nie mamy najmniejszego pojęcia. Jest to świat niezwykle mroczny, gdzie funkcjonują istoty szukające zemsty. Ktoś kiedyś je skrzywdził i teraz wracają na Ziemię, aby móc pomścić własną krzywdę. Cała historia swoje źródło ma w 1916 roku. To właśnie wtedy rozegrała się tragedia, której następstwa będą dramatyczne w skutkach nawet po wielu latach. Ktoś z jakiegoś powodu został wówczas bardzo brutalnie zamordowany, aby ktoś inny mógł zachować życie. Mijają więc lata, bohaterowie, którzy najbardziej nas interesują, dorastają, nie wiedząc praktycznie nic o swojej przeszłości. Znają ją na tyle, na ile świadkowie wydarzeń z 1916 roku zdecydowali się o niej opowiedzieć.

Tak więc skierujmy nasze kroki do pewnego kalkuckiego sierocińca, gdzie od niemowlęctwa przebywa niejaki Ben. Chłopiec dorasta, nie wiedząc, że ciąży na nim piętno śmierci rodziców. Nie wie też, że gdzieś tam żyje ktoś, kto zupełnie nieświadomie dzieli z nim los. Rzekomą prawdę zna niewiele osób. Wśród nich jest dyrektor sierocińca St. Patrick’s – Thomas Carter. Jest też stara kobieta – Aryami Bosé. Oprócz tych dwojga prawdę zna także demoniczny Jawahal. Kim zatem dla chłopca jest Aryami? Jakiego rodzaju więzi łączą go z kobietą i Jawahalem? Dlaczego Aryami przed wieloma laty zobowiązała Thomasa Cartera do nieujawniania sekretu, który diametralnie odmieniłby życie nie tylko samego Bena, ale także innych osób?

W końcu przychodzi dzień urodzin Bena. Chłopak kończy szesnaście lat, co daje mu prawo do opuszczenia murów sierocińca. Zgodnie z regulaminem placówki jest już dorosły i może rozpocząć w pełni samodzielne życie. Wtedy właśnie na scenie znów pojawia się Aryami Bosé. Odwiedza ona dyrektora St. Patrick’s, ponieważ znów ma mu coś do przekazania. Lecz tym razem nie przychodzi sama. Towarzyszy jej szesnastoletnia wnuczka o imieniu Sheere. Kim jest ta dziewczyna? Co takiego łączy ją z Benem? Czy ich spotkanie w domu dziecka faktycznie można uważać za przypadkowe? A może zamiarem starej Aryami było doprowadzenie do tego, aby cała tajemnica wreszcie wyszła na jaw? Jak dalej potoczy się życie Bena i Sheere? Czy mogą czuć się bezpieczni?

Carlos Ruíz Zafón na przestrzeni lat przyzwyczaił już swoich czytelników do tego, że tworzy powieści w niezwykle mrocznym klimacie. Wśród jego bohaterów bardzo często pojawiają się jakieś bliżej nieznane nieziemskie postacie, niczym widma, które z całą pewnością nie pochodzą z naszego świata. Autor kreuje zazwyczaj dwie równoległe rzeczywistości, które przenikają się wzajemnie i walczą ze sobą nawzajem. Podobnie jest i w tym przypadku. Tym, co wysuwa się na pierwszy plan są niezwykle tajemniczy dworzec kolejowy i pędzący po nim płonący pociąg, w którym widać twarze przerażonych dzieci.

Jak już wspomniałam wyżej, głównymi bohaterami Pałacu Północy są szesnastoletni wychowankowie kalkuckiego domu dziecka, którzy z powodu lubianego przez wszystkich Bena, stają nagle w obliczu niewyobrażalnego niebezpieczeństwa. Ta grupa młodych ludzi zawiązuje stowarzyszenie o nazwie Chowbar Society. Każdy z nich posiada swoje własne plany na przyszłość, które pragnie zrealizować po opuszczeniu murów St. Patrick’s. Miejscem spotkania stowarzyszenia jest tytułowy Pałac Północy. Co to za miejsce? Gdzie się znajduje? Dlaczego bohaterowie tak szumnie je nazwali? O tym w książce.

Dotychczas przeczytałam większość powieści Carlosa Ruíza Zafóna i żadnej z nich nie zarzuciłam niczego złego. Oczywiście te, które Autor napisał z myślą o dorosłym czytelniku są zupełnie inne w odbiorze, aniżeli te adresowane do młodzieży. Niemniej, każda z nich zawiera w sobie coś wyjątkowego, co przyciąga uwagę fanów Carlosa Ruíza Zafóna na całym świecie. Możliwe, że wszystko skupia się już tylko na nazwisku Autora, które tak naprawdę stało się marką.

Moim zdaniem Pałac Północy można określić mianem thrillera. To powieść ze sporym ładunkiem emocjonalnym i przede wszystkim psychologicznym. Poszczególni bohaterowie – szczególnie Ben – muszą dokonywać niezwykle trudnych wyborów, od których zależy wręcz życie pozostałych przyjaciół. Skoro już mowa o przyjaźni, to trzeba wiedzieć, że w tej historii wysuwa się ona na pierwszy plan. To właśnie w jej imię członkowie stowarzyszenia podejmują się naprawdę heroicznych czynów, nie bacząc na konsekwencje. Praktycznie wciąż towarzyszy im strach.

Myślę, że ta książka – choć przeznaczona głównie dla młodzieży – z powodzeniem zainteresuje także dorosłego czytelnika. Sam Autor również twierdzi, że na początku swojej literackiej kariery pragnął stworzyć coś, po co sięgać będą czytelnicy w każdym wieku. Miało być to coś uniwersalnego. Wydaje mi się, że ten zamiar doskonale sprawdził się w praktyce, bo wszak czytelnicy na całym świecie, bez względu na swój wiek, czytają Księcia Mgły, Pałac Północy, Światła września czy Marinę, a przecież te powieści zostały wydane właśnie pod szyldem literatury młodzieżowej.







środa, 30 lipca 2014

Barcelona w powieściach Carlosa Ruíza Zafóna







Ani tytuł, ani nazwisko autora nigdy nawet nie obiły mi się o uszy, 
ale nic tam. Decyzja została podjęta. Przez jedną i drugą stronę. 
Najostrożniej jak mogłem wziąłem książkę do ręki i 
przekartkowałem ją, wprowadzając w trzepot jej strony. 
Opuściwszy swą klatkę, wreszcie wolna rozbłysła fajerwerkiem 
złotego pyłu. W pełni zadowolony z wyboru ruszyłem labiryntem w 
drogę powrotną, ściskając książkę pod pachą i nie kryjąc radości. 
Byłem święcie przekonany, że ta książka czekała na mnie już od 
dawna, bardzo możliwe, że czekała na mnie zanim w ogóle 
przyszedłem na świat...


Carlos Ruíz Zafón – Cień wiatru





fot. Mutari
Carlosa Ruíza Zafóna nie trzeba chyba specjalnie przedstawiać. Już samo brzmienie tego nazwiska sprawia, że niemal każdy miłośnik twórczości hiszpańskiego pisarza przenosi się myślami do Barcelony – miasta, które stanowi centralną część większości jego powieści. Autor z wykształcenia jest dziennikarzem. Jako pisarz zadebiutował w 1993 roku powieścią Książę mgły. Książka ta skierowana jest do młodzieży, podobnie jak jego trzy kolejne powieści. Obecnie pisarz mieszka w Los Angeles, gdzie całkowicie poświęcił się powieściopisarstwu oraz pisaniu scenariuszy filmowych.

Naszą podróż po Barcelonie śladem bohaterów powieści Carlosa Ruíza Zafóna rozpocznijmy od La Rambla – słynnej, ruchliwej ulicy znajdującej się w samym centrum miasta. Wiedzie nas ona z Canaletas wprost na Cmentarz Zapomnianych Książek, który stanowi początek świata Carlosa Ruíza Zafóna. Przy ulicy Santa Ana naszym oczom ukazuje się księgarnia, w której mieszka Daniel Sempre – dziesięcioletni bohater Cienia wiatru. Tutaj – przy ulicy Fernando – można poczuć zapach książek i drukarskiej farby. Sam Cmentarz Zapomnianych Książek to swego rodzaju gotycka biblioteka, która stanowi wizję pisarza wywodzącą się od ogromnych kalifornijskich hangarów, gdzie wyprzedaje się książki.

W tym niezwykłym świecie i fenomenalnym labiryncie dusz znajduje się także plac Sant Felipe Neri. To tam Daniel Sempre spotyka Nurię Monfort, która jest córką Izaaka Monforta – strażnika Cmentarza Zapomnianych Książek. To szczególne miejsce opisane w powieści Cień Wiatru jest niczym innym, jak tylko kamiennym kłębowiskiem duchów. Plac z kościołem o fasadzie dotkniętej znamionami Wojny Domowej, ściśle przylega do Katedry Barcelońskiej. Miejsce to sprawia, że Daniel Sempre zakochuje się w dojrzalszej od siebie kobiecie, która opowiada mu tragiczną historię pewnego pisarza o nazwisku Julian Carax. Z kolei opisana w powieści pracowania kapelusznicza należąca do ojca Caraxa istnieje naprawdę. Znajduje się przy ulicy łączącej Ronde San Antonio z placem Universidad Central.

Bohaterowie Carlosa Ruíza Zafóna w swoich najtrudniejszych chwilach poruszają się po El Raval – średniowiecznej dzielnicy Barcelony, która stanowi część Ciutat Vella. Niegdyś dzielnica ta cieszyła się złą sławą z powodu dość wysokiego wskaźnika prostytucji i przestępczości. W tym miejscu czytelnik najczęściej spotyka Romero de Torresa, który w Cieniu wiatru przedstawiony jest jako żebrak, po jakimś czasie okazując się wielkim autorytetem. Z tej dzielnicy pochodzi także pewien czarny charakter, czyli detektyw Fumero. Jest on wielkim zwolennikiem stosowania tortur. Jego zamiłowanie do zadawania cierpień innym ma swoje źródło w pracy u boku anarchistów w okresie wojny.

Fontanna w Ciutadella Park wybudowana 
w 1877 roku
W wyższej części Barcelony – miasta otoczonego górami i morzem – można dojrzeć posesje, które dość mocno naznaczone są przez rodzinne tragedie. Miejsca takie jak: Vallvidriera, Pedralbes, Sarrià czy Tibidabo w powieściach Carlosa Ruíza Zafóna stają się swoistymi pałacami tajemnic. Akcja Mariny rozpoczyna się w posesji Pedralbes, natomiast arystokratyczna rodzina Aldaya z Cienia wiatru zamieszkuje w pałacyku przy alei Tibidabo. Jest to dom, w którym swego czasu sam pisarz pracował w jednej z agencji reklamowych. W Pedralbes znajduje się również posiadłość opisana w Grze anioła. Villa Ellius istnieje naprawdę. To dom, w którym mieszka – Pedro Vidal – barceloński milioner, jeden z bohaterów powieści. Swoją fortunę zbił, zajmując się przemysłem elektrycznym, natomiast dla relaksu pracuje jako dziennikarz. Inna postać tej powieści to David Martin, który pisuje felietony na zlecenie. Z kolei Pedro Vidal dopuszcza się ich plagiatowania, w ten sposób osiągając znacznie większy sukces, aniżeli sam autor. Nieuczciwy dziennikarz mieszka w ogromnej, modernistycznej wieży, która uchodzi za symbol wielkiej barcelońskiej arystokracji. 
    
Ribera-Ciudadela-Barcelona to dzielnica, która bardzo często odgrywa zasadniczą rolę w Grze anioła. Był taki czas, kiedy nieopodal Santa Maria del Mar – wielkiego średniowiecznego kościoła – mieścił się targ Borne. W latach swojej świetności był to najważniejszy bazar w Barcelonie. W pobliżu Borne znajduje się ulica Flassaders. Jej historia wiąże się z rzemieślnikami, którzy wyrabiali tam pierzyny. Naturalnie to w tym miejscu Carlos Ruíz Zafón umiejscawia ową basztę wynajmowaną przez Davida Martina. Poprzednio wieżę zamieszkiwał adwokat, którego zamordowano. Tutaj swój początek ma kryminalny wątek powieści. David Martin mieszka w Riberze, natomiast w Ciudadeli, gdzie znajduje się Ogród Zoologiczny, bohater spotyka się z obłudnym wydawcą – Andreasem Corellim, który w rzeczywistości jest diabłem wręczającym mu pewną bardzo istotną książkę.

Kamienica Casa Farges na Rambla 
de Catalunya
fot. AdeMiami
W Cieniu wiatru i Grze anioła cmentarze, które gromadzą rodowe historie, odgrywają rolę mszy odprawianej za dusze zmarłych. Wśród tych miejsc jest Montijuic z malowniczymi widokami na morze oraz wielkie magiczne Pueblo Nuevo, gdzie ma miejsce akcja końcowej części Gry anioła. To tam główny bohater grzebie ciało swojego ojca – kombatanta wojen filipińskich. Mężczyzna popadł w niełaskę, zgorzkniał, a ostatnie dni swego życia spędził, będąc w separacji z żoną. Pueblo Nuevo jest także świadkiem spotkania demonicznego wydawcy – Andreasa Corelli’ego – z Davidem Martinem, który dostrzega w nim zapowiedź swojej własnej śmierci.

Poświęcając tak wiele miejsca Barcelonie, Carlos Ruíz Zafón w pewien sposób składa hołd twórcy barcelońskiego mitu, jakim był Antonio Gaudi (1852-1926) – kataloński architekt i inżynier secesyjny, znany z wyjątkowych projektów. Autor w swoich powieściach wspomina przede wszystkim o pałacach z kutymi smokami Gaudiego, natomiast postaci Cienia wiatru, Gry anioła czy Mariny pojawiają się już w sentymentalnych zapiskach milionów czytelników na całym świecie.

Tak więc stolica Katalonii nie tylko występuje w powieściach Carlosa Ruíza Zafóna, lecz jest wręcz ich główną bohaterką. Natomiast szczególną uwagę zwraca zdanie, które czytelnik spotyka w książce Cień wiatru: Ataneo było wówczas i wciąż jest jednym z tych licznych miejsc w Barcelonie, gdzie wiek XIX wciąż nie wie, że jest już historią. A zatem miłośnicy powieści Carlosa Ruíza Zafóna, będąc w Barcelonie, niezwykle chętnie odwiedzają – na przykład – ulicę Arc del Teatre, bo przecież to właśnie tam Autor wyobraził sobie Cmentarz Zapomnianych Książek. Chyba nikt nie zaprzeczy, że jest to jedno z najbardziej magicznych miejsc, które porusza naszą wyobraźnię.






wtorek, 25 marca 2014

Carlos Ruiz Zafón – „Gra anioła”














Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie 
MUZA S.A.
Warszawa 2008
Tytuł oryginału: El Juego del Ángel
Przekład: Katarzyna Okrasko & Carlos Marrodán Casas




Po komercyjnym sukcesie Cienia wiatru, kolejna powieść pochodząca z cyklu zatytułowanego Cmentarz Zapomnianych Książek, promowana była jako „najszybciej sprzedająca się książka w historii hiszpańskiego rynku wydawniczego”. Niektórzy zaczęli nawet zastanawiać się, dlaczego wokół Gry anioła robi się tyle szumu. Na to pytanie chyba nie można jednoznacznie odpowiedzieć. Przypuszczalnie czytelnicy wciąż mieli w pamięci fenomen Cienia wiatru, który został wydany jak gdyby z drugiego sortu. Autor wysłał tę powieść na pewien konkurs, w którym zajęła ona drugie miejsce, jednak nie było ono nagradzane opublikowaniem dzieła. Było to w roku 2001. Najprawdopodobniej jeden z jurorów dostrzegł w tej historii coś niezwykłego, gdyż namówił hiszpańskie wydawnictwo Planeta, aby jednak opublikowało Cień wiatru. Ostatecznie zgodzono się na ten eksperyment i bez choćby najmniejszej akcji promocyjnej książka ujrzała światło dzienne. O jej dalszym losie chyba nie trzeba nikomu przypominać.

Podobnie jak w przypadku Cienia wiatru czy Więźnia nieba, tutaj również czytelnik przechadza się po uliczkach gotyckiej Barcelony z początku XX wieku, i wraz z bohaterami obserwuje świat pełen niebezpieczeństw, niepewności, obsesji oraz zakazanej miłości.

W opuszczonej posiadłości znajdującej się w samym sercu Barcelony, pewien młody człowiek – David Martín – zarabia na życie, pisząc powieści sensacyjne pod niezwykle tajemniczym pseudonimem. Uciekając przed problemami z dzieciństwa, David Martín znalazł schronienie w świecie książek, spędzając noce na snuciu gotyckich opowieści o półświatku Barcelony. Możliwe jednak, że wytwory jego wyobraźni wcale nie są tak dziwaczne, jak mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka. W zamkniętym pokoju, wśród liter, młody pisarz próbuje szukać pomysłów, sugerując się tajemniczą śmiercią poprzedniego właściciela domu, w którym teraz mieszka. Historia enigmatycznego domu z wieżyczką jest niczym powoli sącząca się do krwi trucizna. Do tego dochodzi jeszcze śmiertelna choroba i miłość, która nigdy nie znajdzie szczęśliwego zakończenia. Pewnego dnia David Martín otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. Jest to niezwykle tajemnicza oferta, która diametralnie zmieni jego dotychczasowe życie. Musi tylko napisać książkę, która odmieni ludzkie serca i umysły. W zamian młody pisarz otrzyma sporo pieniędzy, a może nawet coś więcej?… 

Niemniej jednak, już w chwili, gdy rozpoczyna pracę nad nowym dziełem, zdaje sobie sprawę, że istnieje nierozerwalny związek pomiędzy powieścią, którą tworzy a cieniami snującymi się po jego domu… W miarę jak czytelnik zagłębia się w lekturę, widzi jak bardzo pisanie wyniszcza Davida. Jego życie to litery tworzące słowa, które z kolei zapełniają kartki papieru, oraz używki, które pomagają mu zachować jasność umysłu.

Podczas gdy Cień wiatru traktuje o książkach i księgarni Sempre i Synowie, a także o słynnym Cmentarzu Zapomnianych Książek, Gra anioła koncentruje się głównie na mocy słowa i pisaniu. Można postrzegać tę powieść jako gotycki thriller zawierający elementy nadprzyrodzone z domieszką kryminału i tragicznej historii miłosnej. Tak więc należałoby śmiało rzec, iż Gra anioła zawiera w sobie doskonałe połączenie gatunków, wciągając czytelnika w swój magiczny świat już od pierwszej strony. To, co rzuciło mi się w oczy już na samym początku, to fakt, iż Carlos Ruiz Zafón przemyca pomiędzy wierszami niezwykle cenne uwagi skierowane bezpośrednio do pisarzy i osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z pisaniem. Trzeba tylko uważnie wczytać się w tekst. Poza tym, zawód pisarza Autor traktuje niekiedy w kategoriach przekleństwa. Nie szczędzi też na sarkazmie i ironii. Czasami mówi wręcz wprost, jak to naprawdę jest z tym pisaniem.

Pisarz nigdy nie zapomina dnia, w którym po raz pierwszy przyjmuje pieniądze lub pochlebstwo w zamian za opowieść. Nigdy nie zapomina tego momentu, kiedy po raz pierwszy słodka trucizna próżności zaczyna krążyć mu w żyłach, wierząc, że jeśli zdoła ukryć swój brak talentu, sen o pisarstwie zapewni mu dach nad głową, ciepłą strawę pod wieczór i ziści jego największe marzenie: ujrzy swoje nazwisko wydrukowane na nędznym skrawku papieru, który zapewne go przeżyje. Pisarz skazany jest na wieczne wspominanie tej chwili, bo właśnie wtedy został zgubiony na zawsze, a za jego duszę już wyznaczono cenę […]*

Gra anioła to bez wątpienia powieść przesiąknięta atmosferą i architekturą czasu, w którym toczy się fabuła. Carlos Ruiz Zafón na kartach książki tworzy fantastyczne poczucie miejsca akcji, jakim jest Barcelona, natomiast jej mieszkańcy na każdej stronie powieści żyją własnym życiem. Po raz kolejny nie zawiodłam się na prozie tego hiszpańskiego Autora. Jest to proza pełna pięknych zdań, które wypływają z siebie nawzajem. Miłość Carlosa Ruiza Zafóna do twórczości Charlesa Dickensa jest bardzo wyraźnie widoczna nie tylko w Grze anioła, ale także w innych powieściach Autora. Jest czymś na kształt znaku wodnego, który sprawia, że jego książki są niemożliwe do podrobienia.




Choć Gra anioła wchodzi w skład wspomnianego wyżej cyklu powieściowego pod tytułem Cmentarz Zapomnianych Książek, to jednak książka nie stanowi kontynuacji Cienia wiatru. Owszem, pojawiają się te same miejsca i bohaterowie, lecz opowiedziana przez Autora historia jest całkowicie niezależna od tej, którą możemy przeczytać w poprzedniej części cyklu.

Narrator i zarazem główny bohater – David Martín – jest postacią niezwykle skomplikowaną. Jego charakter jest tak złożony, że w niektórych momentach czytelnik nie jest pewien, co do niego czuje. W tym samym stopniu można go kochać, jak i nienawidzić, aby za chwilę stracić cierpliwość z powodu jego determinacji i zaślepienia. David Martín rozpoczyna swoją karierę pisarską, tworząc opowiadania do lokalnej gazety, gdzie zostaje wzięty pod skrzydła niejakiego Pedro Vidala, który jest jednym z najbogatszych mieszkańców Barcelony. Bardzo szybko señor Vidal staje się nie tylko mentorem, dobroczyńcą i przyjacielem Davida, ale także jego rywalem.

Moim zdaniem Gra anioła jest powieścią o wiele bardziej mroczną niż Cień wiatru. Pojawiają się tutaj sceny przemocy, które naprawdę mogą zmrozić krew w żyłach. Za każdym razem, kiedy piszę o twórczości Carlosa Ruiza Zafóna nie potrafię być obiektywna. Dla mnie jest to jeden z tych pisarzy, którzy mogliby przepisać książkę telefoniczną, a ja i tak sięgnęłabym po nią i zapewne ślepo bym się nią zachwyciła.

Pomimo iż większość czytelników uważa, że Cień wiatru to najlepsza powieść Carlosa Ruiza Zafóna, to jednak wydaje mi się, że Gra anioła jest o wiele mądrzejsza niż jej poprzedniczka, ponieważ czytelnik otrzymuje więcej pytań niż odpowiedzi, a to pozwala mu na odbycie niezwykle wartościowej podróży, podczas której sam odkrywa szereg niewiadomych, natomiast zakończenie jednej kwestii automatycznie daje początek kolejnej, która tylko czeka na to, aby móc ją wyjaśnić. Tak naprawdę nigdy do końca nie wiemy, co jest prawdą, a co jedynie iluzją; co jest produktem rzeczywistości, która nas otacza, a co pochodzi z jakiegoś innego, nieznanego nam, wymiaru. Z przeszłości wyłaniają się postacie niczym duchy, których mroczne życie oddziaływuje na obecny stan naszego głównego bohatera.

Spośród wszystkich bohaterów największą sympatię poczułam do młodziutkiej Isabelli Gispert. Pomimo że jest to dziewczyna z problemami, to jednak twardo stąpa po ziemi, wie czego chce i naprawdę wzbudza w czytelniku pozytywne uczucia. Owszem, może niekiedy irytować, ale z drugiej strony chyba znacznie bardziej denerwującą postacią żeńską jest Cristina Sagnier. Zupełnie nie można pojąć jak ktoś taki jak David Martín mógł obdarzyć ją tak ogromnym uczuciem. W dodatku był w stanie bardzo wiele dla niej poświęcić.

Myślę, że wielbicieli twórczości Carlosa Ruiza Zafóna nie trzeba namawiać do sięgnięcia po Grę anioła. Natomiast ci, którzy nadal sceptycznie spoglądają w stronę książek tego niewątpliwie fenomenalnego Autora, nie powinni dłużej się przed nimi bronić. Bo jeśli raz zostaniemy zabrani w podróż po gotyckiej i niezwykle tajemniczej Barcelonie, wówczas już zawsze będziemy chcieli tam wrócić, choćby tylko na krótką chwilę.








* C.Ruiz Zafón, Gra anioła, Wyd. WWL Muza S.A., Warszawa 2008, s. 9.




wtorek, 17 grudnia 2013

Carlos Ruiz Zafón – „Więzień nieba”














Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: El prisionero del cielo
Przekład: Katarzyna Okrasko & Carlos Marrodàn Casas




Na świecie żyją tacy pisarze, których twórczość jest do tego stopnia niezwykła, iż nawet jeśli zdarzy im się zaliczyć tak zwany „wypadek przy pracy”, ich powieści nadal cieszą się ogromną popularnością. Bez wątpienia do takich właśnie autorów należy zaliczyć Carlosa Ruiza Zafóna. Moje pierwsze spotkanie z jego prozą miało miejsce przy okazji lektury Mariny, a potem był niezapomniany Cień wiatru i stosunkowo niedawno przeczytałam Światła września. Choć każda z tych pozycji wywarła na mnie dość silne wrażenie, to jednak Cień wiatru okazał się być tą książką, o której nie potrafiłam zapomnieć przez bardzo długi czas. Ba! Wciąż o niej pamiętam! Z kolei Julián Carax zafascynował mnie do tego stopnia, iż zaczęłam prowadzić własne badania nad autentycznością tej postaci. Niestety, dowiedziałam się, że jest ona na wskroś fikcyjna, lecz opisana przez Autora tak wiarygodnie, iż można przypuszczać, że ów przeklęty pisarz żył kiedyś naprawdę. To właśnie dzięki tej powieści Carlos Ruiz Zafón wpisał się do mojego indywidualnego kanonu autorów, którzy choćby nawet stworzyli totalnego gniota, zawsze będą mieć we mnie wiernego czytelnika.

Więzień nieba to trzecia z kolei powieść traktująca o Cmentarzu Zapomnianych Książek, znajdującego się przy ulicy Fernando w Barcelonie, a którego strażnikiem jest Izaak Monfort. Sam Cmentarz Zapomnianych Książek to swego rodzaju gotycka biblioteka, która stanowi wizję Pisarza wywodzącą się od ogromnych kalifornijskich hangarów, gdzie wyprzedaje się książki. Spacerując w wyobraźni ulicą Fernando można poczuć zapach farby drukarskiej i ten swoisty zapach książek. Z kolei przy ulicy Santa Ana naszym oczom ukazuje się księgarnia o nazwie Sempre i Synowie, zaś w kamienicy, w której się ona znajduje mieszka Daniel Sempre z rodziną. Tym razem jest on już dorosłym mężczyzną z własną rodziną na karku. Wraz z ojcem prowadzi rzeczoną księgarnię, w której zatrudniony jest Fermín Romero de Torres, który tak naprawdę nie zdążył jeszcze pożegnać się ze swoją mroczną przeszłością. Pomimo iż już jakiś czas temu zaczął prowadzić normalne życie, to jednak ta przeszłość wciąż się za nim ciągnie. Niemniej, nie przeszkadza mu to w przyjaźni z Danielem Sempre i jego ojcem. Przyjaciele wskoczyliby za sobą w przysłowiowy ogień, gdyby tylko zaszła ku temu taka potrzeba.

Pewnego dnia do księgarni przy ulicy Santa Ana przychodzi niezwykle tajemniczy osobnik, którego interesuje zakup najdroższej pozycji, jaka znajduje się w asortymencie księgarni. Jest to Hrabia Monte Christo autorstwa Alexandre Dumas. Ten dziwacznie wyglądający mężczyzna budzi ogromne zainteresowanie Daniela, ale też niesamowicie go przeraża, zważywszy że zakupioną przez siebie powieść dedykuje Fermínowi. Cóż zatem takiego kryje się za ową wizytą? Czy przyjaciel młodego Sempre i jego ojca znów wdał się w jakąś znajomość, która tylko przysporzy mu kolejnych kłopotów, jakby miał ich zbyt mało? A może ta sprawa ciągnie się od lat i wreszcie nadszedł najwyższy czas, aby definitywnie ją zakończyć? I tak oto wizyta owego przybysza staje się powodem ku temu, aby Fermín opowiedział wreszcie o tym, co spotkało go w przeszłości. Nie dziwi fakt, że Daniel Sempre jest przerażony i chce, aby przyjaciel wyjawił mu prawdę. Lecz z drugiej strony, czy prawda nie okaże się być na tyle bolesna, iż Daniel w końcu stwierdzi, że lepiej było żyć w nieświadomości?


Być może właśnie tak wyglądało wnętrze Cmentarza Zapomnianych Książek

Akcja Więźnia nieba rozgrywa się w 1957 roku, lecz za przyczyną opowieści Fermína Romero de Torresa cofa się do czasów hiszpańskiej wojny domowej, która miała miejsce w latach 1936-1939. Z kolei swoje ofiary zbierała jeszcze do roku 1944. Ten konflikt został przez historyków uznany jako swego rodzaju preludium do drugiej wojny światowej. Po jednej stronie konfliktu stał rząd Republiki Hiszpańskiej, który wyłoniony został przez koalicję Frontu Ludowego, i był wspierany przez siły liberałów, republikanów, komunistów, socjalistów oraz anarchistów. Natomiast po drugiej stronie znajdowała się prawicowa opozycja, czyli nacjonaliści, monarchiści, konserwatyści i faszyści. Zarówno hiszpańska wojna domowa, jak i druga wojna światowa otrzymały wsparcie z zagranicy. Nacjonalistów w sposób bezpośredni wspierały oddziały wojskowe przysłane przez faszystowskie Włochy oraz nazistowskie Niemcy. Tak więc siły rządowe mogły liczyć na pomoc zagranicznych ochotników.

Hiszpańska wojna domowa zakończyła się w marcu 1939 roku. Zwyciężyli w niej nacjonaliści, którzy w miejsce Republiki utworzyli autorytatywne i niedemokratyczne Państwo Hiszpańskie, które wielu historyków i socjologów określa dziś mianem faszystowskiego, bądź też zbliżającego się do totalitarnego albo wręcz totalitarne. Chociaż formalnie działania wojenne zakończyły się w roku 1939, to jednak w Hiszpanii aż do 1979 roku funkcjonował zbrojny antyfrankistowski ruch oporu, natomiast od 1959 roku działała także ETA, czyli terrorystyczna organizacja baskijskich nacjonalistów.

W tym właśnie okresie hiszpańskiej wojny domowej nasz bohater Fermín Romero de Torres przeżywał najgorsze chwile swojego ziemskiego życia. Opowieść Fermína jest naprawdę poruszająca, ale też dzięki niej dowiadujemy się wreszcie prawdy o tej postaci. Poznajemy jego przeszłość, która nierozerwalnie łączy się z życiem Daniela Sempre i jego rodziny. Kto by przypuszczał, że ich niegdysiejsze spotkanie wcale nie było przypadkowe. Odżywają wspomnienia i rodzi się chęć zemsty. To chyba najgorsze co mogło spotkać naszych bohaterów. Przecież Daniel ma już uporządkowane życie. Jest statecznym mężczyzną, który chlubi się posiadaniem żony i dziecka. Obrączka na palcu to dla niego świętość. I nagle w ułamku sekundy wszystko może ulec zmianie, jeśli tylko mężczyzna pozwoli, aby zawładnęły nim emocje.

Z tego, co zdążyłam zaobserwować, Więzień nieba został przez polskich czytelników różnie przyjęty. Jedni tę powieść chwalą, zaś inni przypisują jej posiadanie największych wad. Przypuszczam, że te negatywne opinie biorą się stąd, iż książka jest porównywana do Cienia wiatru, bo przecież stanowi jego kontynuację. Jak widać takie porównywania nie zawsze są dobre. Moim zdaniem każdą powieść, bez względu na to czy jest to kontynuacja, czy historia samodzielna, należy oceniać na dwa sposoby. Albo wystawiamy końcową opinię po przeczytaniu całego cyklu, albo oceniamy książką jako powieść samodzielną. Porównania jedynie mogą zaszkodzić i sprawić, że podejdziemy do danej historii targani uprzedzeniami. Będzie to niesprawiedliwe zarówno wobec książki, jak i jej autora.

W mojej ocenie Więzień nieba jest powieścią niemalże doskonałą. Praktycznie na każdej stronie czuje się tę niezwykłą mroczność. Odnoszę wrażenie, że C.R. Zafón w swojej twórczości wzoruje się na powieściach gotyckich. Pojawiają się bowiem elementy duchów, które wyłaniają się gdzieś z zakamarków odległej przeszłości, aby straszyć swoje ofiary, a potem nagle zniknąć bez słowa wyjaśnienia. Ta mroczność naprawdę przyciąga i stanowi walor powieści C.R. Zafóna. Uważam, że tej książce nie można niczego zarzucić. Nie chcę tutaj kwestionować opinii innych czytelników, bo przecież każdy ma prawo do własnej oceny. Niemniej, po przeczytaniu Więźnia nieba zaczęłam zastanawiać się nad ewentualnymi wadami tej książki, ale ich nie znalazłam. To, co inni uznali za skazę, dla mnie okazało się być ogromną zaletą. Jak widać czasami warto wyrobić sobie własne zdanie, zamiast ślepo podążać za opiniami innych.

Podobnie jak w przypadku Cienia wiatru, tutaj również czytelnik spotyka pewnego „szalonego” pisarza, którym jest niejaki David Martín. Ta postać odgrywa w powieści naprawdę znaczącą rolę. Ci, którzy czytali Grę anioła wiedzą kim jest ten bohater i co takiego wydarzyło się w jego życiu, a co potem skrupulatnie opisał w swojej książce. Na chwilę obecną jestem jeszcze przed lekturą tej powieści, ale przypuszczam, że nie będę jej kazała długo czekać w kolejce i już niebawem ją przeczytam, ponieważ Więzień nieba niesamowicie zachęcił mnie do sięgnięcia po tę powieść.

W przypadku niniejszej książki potwierdza się moje przekonanie, iż najwspanialsze historie, to te pisane najprościej. Więzień nieba nie zawiera w sobie choćby najmniejszych znamion eksperymentowania językiem. Tak przynajmniej wynika z przekładu, któremu ufam, ponieważ jednym z tłumaczy jest rodowity Hiszpan. Ze swojej strony mogę jedynie polecić czytelnikom tę powieść, natomiast wielbicielom twórczości C.R. Zafóna chyba nie trzeba specjalnie jej zachwalać, bo w końcu nazwisko Autora mówi samo za siebie.







czwartek, 23 maja 2013

Carlos Ruiz Zafón – „Światła września”







Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Warszawa 2011
Tytuł oryginału: Las luces de septiembre
Przekład: Katarzyna Okrasko & Carlos Marrodàn Casas




Ileż to razy mówiliśmy o kimś, że boi się nawet własnego cienia? Tego rodzaju powiedzenie zazwyczaj adresujemy do kogoś, kto jest strachliwy, nieśmiały i wszędzie widzi zagrożenie. Niby zwykła przenośnia, a jednak może zawierać w sobie ziarenko prawdy. Każdy, kto czytał Światła września wie do czego zmierzam.

Uważni czytelnicy mojego bloga zapewne wiedzą, że moja lista ulubionych autorów jest dość pokaźnych rozmiarów i wciąż się wydłuża. Odkąd sięgnęłam po Marinę, a niedługo potem przeczytałam Cień wiatru, byłam już pewna, że Carlos Ruiz Zafón znajdzie się w czołówce moich ulubionych autorów. Tak też się stało, tylko żałuję, że jego książki czytam zbyt rzadko.

Motywem przewodnim Świateł września są zabawki. Jednym z głównych bohaterów tej powieści, której akcja rozgrywa się we Francji, a nie w Hiszpanii – jak zostaliśmy do tego przyzwyczajeni – jest Lazarus Jann, który trudni się projektowaniem i konstruowaniem zabawek. Mieszka w przeogromnej wilii w Cravenmoore, gdzie z powodzeniem realizuje swoje projekty. Jego życie nigdy nie było usłane różami. Dramatyczna przeszłość, a szczególnie lata dzieciństwa odcisnęły poważne piętno na jego psychice. Niegdyś Lazarus mieszkał w jednej z najbiedniejszych dzielnic Paryża, gdzie pewnego dnia poznał niezwykle bogatego przedsiębiorcę – Daniela Hoffmana – producenta zabawek. Wydawać by się mogło, że tego rodzaju znajomość może przynieść tylko same profity. W przypadku Lazarusa stało się jednak inaczej.

Od czasu tamtej znajomości mija wiele lat i nastaje rok 1936, kiedy to do posiadłości Lazarusa Janna przybywa nowa gospodyni – Simone Sauvelle. Kobieta niedawno przeżyła śmierć mężna i została bez środków do życia. Praca w willi Lazarusa jest dla niej niczym los wygrany na loterii. Pani Sauvelle wychowuje dwoje dzieci – piętnastoletnią córkę Irène oraz młodszego syna o imieniu Dorian. Oprócz Simone w willi pracuje również pewna młoda dziewczyna – Hannah. Jest bardzo gadatliwa i towarzyska. Jej kuzynem jest miejscowy żeglarz – Ismael, który bardzo szybko zaprzyjaźnia się z Irène. Pewnego dnia nastolatkowie płyną porzuconą łodzią do latarni morskiej, gdzie odnajdują tajemniczy dziennik pisany przez kobietę, która podczas jednej z burzliwych nocy zmarła tragicznie w wodach pobliskiego morza. Kobiecie było na imię Alma, a dokładnie Alma Maltisse. Kim zatem była owa piękna niewiasta i dlaczego została pochłonięta przez morskie fale? Kto taki stoi za jej tragiczną śmiercią? Tego oczywiście próbują dowiedzieć się Irène i Ismael, lecz nie wiedzą, że oni sami również znajdą się w ogromnym niebezpieczeństwie. Bo Cień wciąż czyha i tylko wypatruje sposobności, aby móc zaatakować. Naprawdę groźnie robi się wówczas, gdy zostaje odnaleziona pierwsza śmiertelna ofiara. Co też takiego zrobiła, że musiała zapłacić za swój czyn najwyższą cenę?

[…] rzuciła się w ciemność labiryntu, który miał ją poprowadzić na drugą stronę lasu. Spomiędzy koron drzew wyłaniał się księżyc, barwiąc mgiełkę na niebiesko. Wiatr wzniecał wokół niej szeleszczące głosy tysiąca liści. Drzewa stały szpalerem skamieniałych widm wyciągających ku niej swoje rozcapierzone szpony. Biegła rozpaczliwie w stronę światła prowadzącego ją ku wyjściu z tego fantasmagorycznego tunelu, bramy do jasności, która zdawała się oddalać od niej, im więcej wysiłku wkładała w to, by się do niej zbliżyć.
Z leśnych zarośli zaczął dobiegać narastający hałas. Cień przemierzał gęstwinę, niszcząc wszystko, co znalazło się na jego drodze, śmiercionośny świder przebijający ścieżkę do niej […]*

Światła września to trzecia powieść w literackim dorobku Zafóna. W Hiszpanii książka została wydana pod szyldem literatury młodzieżowej, podobnie jak trzy inne książki pisarza. Tak właśnie zaczynał Wielki Zafón i kto by pomyślał, że powieściami dla dorosłych będzie zachwycał równie mocno, jak tymi adresowanymi do młodzieży.

Być może właśnie dlatego, że lektura przeznaczona jest dla młodych czytelników, Zafón porusza w niej kilka naprawdę znaczących kwestii. Przede wszystkim mamy tutaj do czynienia z uczuciem pierwszej miłości. W pewnym momencie Irène i Ismael odkrywają w sobie chęć bycia ze sobą. Początkowo jest to tylko zwykłe zauroczenie, taka fascynacja nastolatków, ale kiedy głębiej przyjrzymy się temu uczuciu, a szczególnie gdy zapoznamy się z listami, które do siebie piszą po latach, możemy być już niemal pewni, że to zauroczenie przerodziło się w coś naprawdę poważnego. Pomimo upływu lat, zmieniającej się rzeczywistości, oni wciąż o sobie myślą. Jednak to, co będzie dziać się z bohaterami dalej, czytelnik musi dopowiedzieć sobie sam, ponieważ Zafón w żaden sposób tego nie wyjaśnia. Pozostawia nas w swego rodzaju zawieszeniu.

Jest też przyjaźń. Nie tylko przyjaźń pomiędzy Irène i Ismaelem, ale też między bohaterami dojrzałymi, którzy nie mogą uwolnić się od przeszłości, choćby nawet bardzo tego pragnęli. Niemniej główny motyw stanowi fakt zaprzedania duszy, która w powieści przybiera postać Cienia. Praktycznie przez cały czas wieje grozą. Cień robi, co chce, aby tylko ukarać tych, którzy w jakiś sposób mu się sprzeciwili. Nienawidzi, kiedy ludzie są szczęśliwi. Nienawidzi miłości, przyjaźni i wszystkich tych uczuć, które czynią człowieka szczęśliwym.

Z kolei Lazarus Jann jest przykładem obsesyjnego uczucia, które doprowadza go na skraj rozpaczy, aż w końcu go niszczy. Czy jest to postać pozytywna czy negatywna? Trudno jednoznacznie stwierdzić, ponieważ z jednej strony – jako konstruktor zabawek – robi wszystko, aby uchronić tych, na których mu zależy, zaś z drugiej wiedząc jakiego ma przed sobą wroga, świadomie naraża niewinnych ludzi na niebezpieczeństwo.

Generalnie w powieściach Zafóna trudno jest dopatrzeć się jakichkolwiek wad. Autor posiada szczególny dar do tworzenia książek na najwyższym poziomie. Literatura zna naprawdę niewielu pisarzy, którzy każdym swoim dziełem zachwycają czytelników. Nie wiem czy do tej pory Zafón zawiódł swoich wielbicieli. Wydaje mi się, że nie. Jeśli ktoś próbuje dowiedzieć się, czy bohater książki żył naprawdę, czy może został jedynie stworzony dla jej potrzeb, to musi to świadczyć o doskonałym kunszcie pisarza. Tak właśnie działo się ze mną po lekturze Cienia wiatru. Naprawdę szukałam Juliana Caraxa i jakież było moje rozczarowanie, kiedy dowiedziałam się, że jest to postać fikcyjna! Tak więc o czym to może świadczyć? Chyba tylko o tym, że w przypadku Zafóna czytelnik ma do czynienia z perfekcją i autentycznością.

Światła września na pewno należy zaliczyć do thrillerów. Tak, jak wspomniałam powyżej, praktycznie od pierwszej strony wieje grozą, która potem już tylko się wzmaga. Nie wiem dlaczego, ale ta książka w pewnym stopniu przypomina mi Marinę, pod względem klimatu, w jakim jest napisana.

Czy polecam? Ależ oczywiście. Jakże mogłoby być inaczej! Carlos Ruiz Zafón jest pisarzem, którego książki należy czytać, ponieważ ukrywają w sobie wiele prawd, które czytelnik sam musi dostrzec i wyciągnąć na światło dzienne.

A już w lipcowym numerze e-czasopisma Obsesje, z którym na stałe współpracuję opowiem o Barcelonie widzianej oczami Wielkiego Zafóna. Już dziś serdecznie zapraszam do lektury!



* C.R. Zafón, Światła września, Wyd. WWL Muza SA, Warszawa 2011, s. 69-70.