Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-book. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-book. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 listopada 2024

Marcin Brzostowski – WWW.HUSARIA.PL







Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora. Dziękuję!



Wydawnictwo: E-BOOKOWO

Będzin 2024

 

Najnowsza książka Marcina Brzostowskiego to wciągająca opowieść, która zanurza czytelnika w surrealistycznym świecie przesiąkniętym groteskowym absurdem, tworząc narrację równie zabawną, co skłaniającą do myślenia. Fabuła powieści koncentruje się na perypetiach ponad trzydziestoletniego prezentera telewizyjnego, który w wyniku serii nieprawdopodobnych wydarzeń zostaje wybrany na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ten fakt już sam w sobie rozpoczyna w życiu głównego bohatera komiczną, ale też niepokojącą przygodę w świecie tajnych agentów, korporacji dzierżących potężną władzę i społeczeństwa wołającego o zbawienie. Ponadto wydarzenie to otwiera drogę do satyrycznej wizji władzy, wpływu mediów i słabości demokratycznych instytucji.

Główny bohater stanowi ucieleśnienie współczesnego rozczarowania. I chociaż jego powierzchowna charyzma przyniosła mu sławę jako prezenterowi telewizyjnemu, to jednak teraz odkrywa, że jest nieprzygotowany do przytłaczającej roli przywództwa. Jest zatem postacią, która początkowo czuje się zagubiona, lecz z czasem coraz bardziej zdaje sobie sprawę z machinacji tajnych służb i korporacji, które manipulują społeczeństwem zza kulis. Autor zręcznie operuje humorem, łącząc absurd z ostrym komentarzem społecznym, który głęboko rezonuje ze współczesnymi odbiorcami. Wykorzystuje głównego bohatera do eksploracji tematów tożsamości, władzy i skuteczności samozwańczych zbawców w sferze politycznej. Absurd całej tej sytuacji jest spotęgowany przez jego brak doświadczenia zestawiony z ciężarem nowej roli, co może rzucać czytelnikom wyzwanie, by zakwestionować naturę autorytetu i często absurdalne machinacje tych, którzy sprawują władzę w państwie. Ponadto przemiana bohatera z zaabsorbowanego sobą celebryty w niepewnego przywódcę, który musi stawić czoła zawiłościom rządzenia i ratowania społeczeństwa, jest zarówno zabawna, jak i skłaniająca do refleksji.

Styl pierwszoosobowej narracji powieści jest zaskakująco dynamiczny, co odzwierciedla chaos politycznego świata, który stara się skrytykować. Umiejętne wykorzystanie przez Marcina Brzostowskiego groteskowych obrazów służy tylko wzmocnieniu absurdalności rozgrywających się wydarzeń. Czytelnicy otrzymują zatem kuriozalne scenariusze i osobliwe postacie, które przesuwają granice rzeczywistości, prowadząc do momentów wywołujących zarówno śmiech, jak i dyskomfort. Ta mieszanka humoru i niekiedy również grozy budzi natychmiastową reakcję, zachęcając czytelników do refleksji nad absurdami, jakie często definiują dyskurs polityczny.

Jako nowo wybrany prezydent, główny bohater wyrusza z misją wdrożenia swojego wielkiego planu ratunkowego dla polskiego społeczeństwa. Jest to zadanie równie szlachetne, co naiwne. W tym kontekście Marcin Brzostowski maluje żywy obraz wyzwań, przed którymi staje jego bohater, gdzie każda inicjatywa spotyka się z biurokratyczną machiną, korporacyjną chciwością i manipulacyjnymi działaniami służb specjalnych. Absurdalność tego biurokratycznego koszmaru stanowi odzwierciedlenie współczesnego świata polityki, co często bardziej przypomina mroczne komedie, niż poważne rządy.

Kluczowym zagadnieniem powieści jest bez wątpienia to, czy jednostka może dokonać znaczących zmian w wadliwym systemie. Pełne pasji, choć naiwne próby realizacji wielkiej wizji polskiego społeczeństwa przez głównego bohatera przypominają zmagania wielu rzeczywistych liderów. Marcin Brzostowski pozostawia czytelnikowi zastanowienie się nad tym, czy takie aspiracje są szlachetne, czy może tylko zwyczajnie głupie. Jest to doskonała decyzja, która wzmacnia treść książki i zachęca do krytycznego myślenia.  

Niniejsza powieść to bez wątpienia wciągająca i niekonwencjonalna lektura rzucająca wyzwanie ogólnie przyjętym standardom, jednocześnie ujawniając perypetie władzy i przywództwa. To nie tylko humorystyczny komentarz społeczny, ale przede wszystkim głęboka eksploracja ludzkich ambicji, absurdu władzy i złożoności oczekiwań społecznych. Autor stworzył narrację, która jest równie zabawna, co wnikliwa, a przy tym doskonale łączy absurd z trafną krytyką społeczną. To, czy ktoś uważa plan głównego bohatera za sprawiedliwy lub wykonalny, może zależeć od osobistych przekonań, ale jedno jest pewne – ta powieść sprawi, że czytelnik będzie zastanawiał się nad rolą jednostek w ramach szerszych konstrukcji społecznych jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.

Czytelnicy, którzy zdecydują się na tę chaotyczną podróż, z pewnością znajdą w niej wiele tematów skłaniających do refleksji i momenty pełne humoru. Ta powieść spodoba się tym, którzy cenią sobie satyryczną fikcję mającą odwagę odkrywać absurdalne realia naszego politycznego ducha czasu. Ostatecznie fabuła powieści zachęca każdego z nas do refleksji nad społeczeństwem, w którym żyjemy na co dzień, i rolami, jakie w nim odgrywamy – czy to jako zwykli obserwatorzy, czy aktywni uczestnicy trwającej sagi, jaką jest życie.



Agnieszka Różycka
tłumaczka, autorka, eseistka, dziennikarka


 

 

 

 

wtorek, 22 grudnia 2020

Marcin Brzostowski – „Szach-Mat! czyli Szafa wychodzi, ja zostaję”

 

 

 

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora. Dziękuję!

 

Wydawnictwo: E-BOOKOWO

Będzin 2020

Wydanie II

                                   
                  

Życie stanowi najlepszy materiał na książkę. Tak przynajmniej twierdzą pisarze, dlatego z reguły obserwują i zapamiętują wszystko to, co się wokół nich dzieje, aby potem w nieco zmodyfikowanej formie przenieść swoje obserwacje na dysk komputera. Czasami powstaje z tego historia obyczajowa czy kryminał, a niekiedy jest to komedia lub satyra. Trzeba pamiętać, że literatura ma to do siebie, iż zmusza czytelnika do wyciągania własnych wniosków. Ludzie tworzą ją po to, aby jej odbiorcy uczyli się samodzielnie myśleć i w związku z tym stawali się niezależni w poglądach i opiniach.

Marcin Brzostowski przyzwyczaił swoich czytelników do tego, iż książki, które tworzy wyróżniają się w sposób szczególny spośród tych, które obecnie zalewają nasz rynek wydawniczy i dlatego trudno jest przejść obok nich obojętnie. Z drugiej strony jednak fakt ten może działać na niekorzyść twórczości autora, ponieważ czytelnicy przez lata przyzwyczaili się do prozy, która nie zmusza do jakiegoś wielkiego wysiłku intelektualnego, jest prosta w odbiorze i słodka niczym beza, która może wywołać skutek odwrotny do zamierzonego. Dlatego też o książkach Marcina Brzostowskiego należy mówić i pisać tak często, jak to tylko możliwe i równie często zachęcać czytelników do sięgania po nie.

Szach-Mat! czyli Szafa wychodzi, ja zostaję to niewielkich rozmiarów pozycja, która – moim zdaniem – stanowi doskonałe narzędzie zmuszające czytelnika do myślenia nie tylko na temat samej egzystencji człowieka, ale też o otaczającym go świecie i relacjach międzyludzkich. Książka składa się z pięćdziesięciu króciutkich opowiadań, z których każde niesie w sobie jakieś przesłanie. To wszystko podszyte jest ironią. Po raz pierwszy książka ukazała się w 2010 roku. Tym razem mamy więc przed sobą jej wznowienie. Inspiracją do napisania opowiadań stała się twórczość Andrzeja Bursy (1932-1957), który był poetą niezwykłym, choć dane mu było żyć jedynie dwadzieścia pięć lat. Mimo to zapisał się w dziejach polskiej literatury jako poeta wyklęty. Był także dziennikarzem i prozaikiem, natomiast jego legenda niedostosowanego do świata buntownika wciąż jest niezwykle silna. Ponieważ tacy jak on, zazwyczaj popełniają samobójstwo, Andrzejowi Bursie również przypisuje się, iż sam odebrał sobie życie, co jest nieprawdą. Cierpiał na wrodzoną wadę serca, która w końcu go zabiła.  

Zbiór opowiadań Marcina Brzostowskiego to naprawdę mądre i bardzo dobrze napisane teksty, w których autor skupia się na niezwykle istotnych sprawach towarzyszących nam praktycznie każdego dnia. Te miniaturowe opowiadania nie są jednolite tematycznie, lecz w każdym z nich poruszony jest inny problem. I tak oto czytamy o miłości, przyjaźni, wzniosłych ideałach, ale też i o tych negatywnych stronach naszego życia, jak zakłamanie, zdrada, wyobcowanie, a nawet polityka, która chyba od zawsze dla wielu jest tak męcząca, że trudno o niej myśleć. Czasami jakiś temat wydaje się tak bardzo oderwany od rzeczywistości, że trudno nie uśmiechnąć się podczas czytania. Niemniej jest to w pełni zamierzone przez autora, który ma w tym swój ukryty cel. Nawet najbardziej poważnym tematom wtórują tak charakterystyczne dla twórczości Marcina Brzostowskiego groteska, humor, a czasami nawet zwykła ludzka złośliwość, która jest cechą ludzi inteligentnych, a przynajmniej tak twierdzą tak zwane mądre głowy. Autor niczego nie owija w bawełnę, niczego nie koloryzuje, lecz pisze w prosty i zrozumiały sposób bez użycia jakichkolwiek ozdobników literackich czy językowych, natomiast z każdego opowiadania czytelnik jest w stanie wyprowadzić swój własny wniosek, jeśli tylko zdoła odkryć obecne tam drugie dno.

Na koniec nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko polecić Wam tę pozycję. 

 

Agnieszka Różycka

tłumaczka, autorka, dziennikarka, eseistka



Książka do kupienia m.in. tutaj




 

piątek, 1 marca 2019

Marcin Brzostowski – „Międzynarodowy Dzień Mafii”






PATRONAT MEDIALNY

RECENZJA PREMIEROWA






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora. Dziękuję!


Wydawca: E-BOOKOWO
Będzin 2019
E-BOOK/WYDANIE PAPIEROWE



„Mafia” to słowo, które większości z nas kojarzy się z Sycylią, gdzie swoją działalność prowadzą bądź prowadziły zorganizowane grupy przestępcze posiadające ogromne wpływy i powiązania z osobami na różnych szczeblach władzy, a także prowadzące działalność gospodarczą, która finansowana jest z dokonywanych przestępstw. Z kolei w kontekście literackim, mówiąc „mafia” zazwyczaj mamy na myśli Amerykę i nieśmiertelnego Ojca chrzestnego autorstwa Mario Puzo.  Jedna z legend mówi natomiast, że samo słowo „mafia” pochodzi od pierwszych liter hasła, które towarzyszyło Sycylijczykom podczas niewoli francuskiej, jaką przeżywali pod panowaniem dynastii Andegawenów, a brzmiało ono następująco: Morte Alla Francia Italia Anela, czyli Śmierć Francuzom hasłem wszystkich Włochów.

Wyobraźmy sobie zatem, że mafia posiada tak ogromną władzę, iż pewnego dnia zupełnie legalnie zostaje ogłoszony Międzynarodowy Dzień Mafii. Jest to święto naprawdę wyjątkowe, ponieważ wtedy nawet najtwardszy gangster musi zmięknąć i zapomnieć o tym, czym zajmuje się na co dzień. Dlaczego? Skąd taka nagła zmiana w zachowaniu mężczyzn, którzy każdego innego dnia potrafią być bezwzględni? Tego czytelnik dowie się dopiero wtedy, gdy sięgnie po najnowszą mini powieść Marcina Brzostowskiego. Na kartach swojej książki Autor ponownie wraca do postaci nieprzeciętnego i naprawdę godnego uwagi inspektora Franco Foga, którego mieliśmy już okazję poznać zarówno w Zemście kobiet, jak i dwóch krótkich opowiadaniach zatytułowanych Wirujący sztylet hiszpańskiej kusicielki i Mroczna tajemnica sgt. Adeli White.

Podobnie, jak w poprzednich książkach, Franco Fog tym razem również musi rozwiązać zagadkę, która wydaje się niesamowicie skomplikowana. Otóż, zbliża się tytułowy Międzynarodowy Dzień Mafii, a wraz z nim samobójstwa popełniają gangsterzy nie tylko ci działający na terenie Polski, ale także ci, którzy swoją przestępczą działalność prowadzą w innych krajach świata. Informacja o pierwszym podejrzanym samobójstwie gangstera zastaje inspektora w mieszkaniu jego życiowej partnerki, Małej Sylwii, która wcale nie jest postacią bez znaczenia, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Kiedy natomiast przychodzą wiadomości o kolejnych podejrzanych zgonach mafiosów, Franco Fog zaczyna coraz głębiej angażować się w śledztwo i coraz bardziej nabierać pewności, że za tymi samobójstwami kryje się coś więcej, niż tylko zwykła depresja gangstera. W dodatku mafiosi, jak gdyby się zmówili. Udają się bowiem na łono Abrahama w tym samym czasie. Czyżby nagle zgodnie postanowili oczyścić świat z przestępczości, eliminując samych siebie? Chyba nie. To byłoby zbyt proste. Coś tu ewidentnie nie gra i Franco Fog bez wątpienia dowie się, o co w tym wszystkim chodzi, nawet gdyby miał w tym celu poruszyć niebo i ziemię, nie spać po nocach i przesłuchać tysiące świadków.

Międzynarodowy Dzień Mafii to książka, która posiada swoje drugie dno. Aby je odkryć, czytelnik nie możne potraktować jej bezrefleksyjnie. Gangsterzy to tak naprawdę przedstawiciele nie tylko tej konkretnej grupy społecznej, ale przede wszystkim reprezentanci tych mężczyzn, którzy nie potrafią zrozumieć, że kobieta może być dla nich takim samym partnerem, jak inni mężczyźni. Męscy bohaterowie nie przyjmują bowiem do wiadomości, że kobietę stać na coś znacznie więcej, niż tylko dostarczanie im przyjemności albo piętrzenie coraz to nowych problemów. To oni są tymi, którzy rządzą światem, zapewniają byt rodzinie, a o jakimkolwiek równouprawnieniu nawet nie chcą słyszeć. W ich mniemaniu tak popularny dziś feminizm jest czymś zgoła złym i przybiera postać karykaturalną, co może wynikać ze strachu przez nieznanym lub obawą przed odwetem ze strony kobiet w odpowiedzi za lata złego traktowania. Z kolei kobiety też nie są lepsze, ponieważ – podobnie, jak mężczyźni – żyją stereotypami, uważając, że są stworzone jedynie do usługiwania mężczyznom, a jeśli już zdarzy im się jakiegoś pokochać, to są w stanie zrobić dla niego dosłownie wszystko.

Najnowsza książka Marcina Brzostowskiego to przede wszystkim opowieść o konfliktach damsko-męskich, których źródłem są uprzedzenia, tradycje kulturowe, a także obawa przed tym, że można zrobić coś, co nie zostanie dobrze przyjęte w społeczeństwie, a to może przecież znacząco ograniczyć wolność jednostki. Z jednej strony istnieje wyraźny podział na mężczyzn i kobiety i najlepiej byłoby, aby w ważnych sprawach mężczyźni i kobiety nie wchodzili sobie w drogę, skupiając się jedynie na tym, do czego są stworzeni, a z drugiej widać, że taki obraz świata jest nieco męczący zarówno dla jednej, jak i drugiej strony. Możliwe, że jakieś zmiany chętnie zostałyby przyjęte, ale pojawia się obawa, że przecież nie będzie to dobrze widziane przez otoczenie i jedyne, co im pozostanie, to ośmieszenie się i wstyd. Niemniej kobiety żyjące w cieniu swoich mężczyzn mogą wydawać się silniejsze od nich, bo przecież każdego dnia muszą zmagać się z problemami świata wykreowanego przez męską część populacji.

Międzynarodowy Dzień Mafii nie jest tak naprawdę kontynuacją losów inspektora Franco Foga, a jedynie opowiedzeniem kolejnej historii z jego życia. Tak więc czytelnicy, którzy jeszcze nie zetknęli się z tym bohaterem w poprzednich książkach Autora, mogą śmiało rozpocząć z nim przygodę właśnie od tej mini powieści. Nie jest to pierwsza książka Marcina Brzostowskiego, na kartach której poruszane są istotne problemy społeczne ukryte pod płaszczem absurdu, sarkazmu i humoru. Autor pokazuje, że wszelkiego rodzaju konflikty damsko-męskie kreowane są tak naprawdę przez samych zainteresowanych i tylko oni są w stanie coś zmienić. Dopóki nie pojawi się tolerancja i porozumienie pomiędzy kobietami i mężczyznami, próżno jest oczekiwać jakiejkolwiek zmiany istniejącej sytuacji.

Dodatkowym atutem tej książki jest prosty i zrozumiały język, a do tego dużo dialogów, zamiast przydługich i czasami wręcz zupełnie niepotrzebnych opisów. Polecam tę mini powieść każdemu, kto ma ochotę na historię opowiedzianą z przymrużeniem oka zanurzoną w surrealizmie, ale na pewno nie bezrefleksyjną, lecz zmuszającą do zastanowienia się nad naszymi wzajemnymi relacjami.







Książka do nabycia m.in. na stronie Wydawnictwa E-BOOKOWO.





piątek, 17 czerwca 2016

Marcin Brzostowski – „Podpalę wasze serca!”








RECENZJA PREMIEROWA

PATRONAT MEDIALNY




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora. Dziękuję!


Wydawnictwo: E-BOOKOWO
Będzin 2016
E-BOOK/WYDANIE PAPIEROWE
Wydanie II



W dzisiejszych czasach chyba nikomu nie trzeba specjalnie tłumaczyć czym jest korporacja. W skrócie jest to taka prężnie rozwijająca się firma posiadająca status osoby prawnej, której negatywną domeną bardzo często jest wyzysk zatrudnionych w niej osób. Pracownicy muszą zatem dwoić się i troić, czasami nawet czworzyć, a najlepiej żeby się sklonowali i bezustannie tyrali na rzecz danej korporacji i ku zadowoleniu szefa. Osobie zatrudnionej w korporacji trudno jest wziąć urlop, wyjechać z rodziną na wakacje albo zwyczajnie odpocząć od roboty i zająć się na przykład realizowaniem swoich pasji i zainteresowań. Nie jest też mile widziane, aby pracownik korporacji chorował. On stale musi być dyspozycyjny, ponieważ w innym razie bardzo prawdopodobne jest, że pewnego dnia znajdzie na swoim biurku wypowiedzenie. Z jednej strony będzie to dla niego wybawienie, bo wreszcie złapie trochę oddechu i przestanie żyć pod bezustanną presją, lecz z drugiej strony tak z dnia na dzień zostać bez środków do życia też nie jest za fajnie, prawda? A zatem i tak źle, i tak niedobrze. Myślę jednak, że prędzej czy później pracownik-wyrobnik krzyknie: DOŚĆ!

A teraz przejdźmy już do samej książki, której myślą przewodnią jest oczywiście praca w korporacji i jej dość nietypowe konsekwencje. Głównym bohaterem powieści Marcina Brzostowskiego jest czterdziestoletni Karol Szrama. Facet pracuje w korporacji, gdzie szef bez przerwy zmusza go do pracy, od której na dłuższą metę można dostać mdłości i stracić rozum. Ponadto Szrama stale musi wymyślać nowe metody przekonywania klientów do zainteresowania się rozmaitymi ofertami firmy, a to naprawdę potrafi być bardzo męczące. I skąd brać coraz to nowe pomysły na wciskanie ludziom tekstów, dzięki którym zyski firmy poszłyby w górę?

Jak gdyby tego było mało, w domu też nie dzieje się najlepiej. Małżonka Karola jest niesamowicie wymagająca, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę kwestie finansowe, natomiast dziesięcioletni syn to istne wcielenie zła. Kiedy żyje się w takim otoczeniu, wówczas jedynie kwestią czasu jest utrata podstawowych zdolności logicznego myślenia. W dodatku jest jeszcze do spłacenia kredyt. Przemęczenie, życie w ciągłym stresie czy brak czasu na spełnianie swoich pasji, pewnego dnia mogą sprawić, że pojawią się pierwsze symptomy szaleństwa, które pielęgnowane w odpowiedni sposób w końcu doprowadzą do naprawdę zadziwiających następstw.

Karol Szrama nie ma też przyjaciół. Jedynym kumplem do pogadania jest pewna specyficzna maszyna, której zadaniem jest rejestrowanie wydajności jego pracy. Przychodzi jednak w końcu taki dzień, gdy życie Karola, które zdążyło już legnąć w gruzach, zaczyna się zmieniać. Otóż pewnego dnia na jego drodze staje tajemniczy osobnik podpisujący się inicjałami R.V. Kim jest ten człowiek i czego chce od Szramy? Czy Karol zgodzi się z nim współpracować? A jeśli tak, to jakie będzie to mieć konsekwencje w jego życiu? Czy jeszcze kiedyś życie Karola Szramy będzie wyglądać tak, jak przed spotkaniem enigmatycznego R.V.?

Minipowieść Podpalę wasze serca! po raz pierwszy ukazała się w 2011 roku. Choć z pozoru może wydawać się, że jest to świetnie napisana komedia z ogromną dawką absurdu, to jednak kryje się w niej drugie dno. Możliwe, że odebrałam tę książkę nieco inaczej, niż wiele osób, które czytały ją wcześniej. W dodatku Marcin Brzostowski przyzwyczaił mnie już do tego, że gdzieś pod warstwą humoru znajduje się coś znacznie ważniejszego, aniżeli tylko dobra zabawa. W moim odczuciu jest to historia człowieka, który tak naprawdę nie widzi już innej drogi ucieczki przed wszechogarniającą go presją, jak tylko popaść w szaleństwo i w ten sposób mieć wreszcie święty spokój. W życiu Karola Szramy nie ma praktycznie niczego, co mogłoby mu przynieść szczęście. Z każdej strony pojawia się jakiś problem i nie ma widoków, aby coś mogło się zmienić. Żona to jędza, dzieciak wygląda na wcielonego diabła, a szef to sadysta, którego podnieca poniżanie swoich podwładnych. Jak zatem żyć w takich warunkach i nie zwariować? No, nie da się…

Podpalę wasze serca! to powieść napisana bardzo prostym językiem, którego używa główny bohater. To on jest narratorem swojej historii. Karol Szrama niczego nie ukrywa. Opowiada o wszystkim co mu leży na sercu wprost bez owijania w bawełnę. Czasami jego język może razić, ale z drugiej strony trzeba przyznać, że akurat taka a nie inna forma sprawia, że cała ta historia jest autentyczna. Główny bohater opowiada o tym, w jaki sposób szef korporacji postępuje ze swoimi pracownikami. Wspomina również o relacjach, jakie panują pomiędzy osobami zatrudnionymi w firmie. Nie oszczędza także swojej rodziny. Pomimo że w powieści występuje szereg scen, które są naprawdę wyjątkowo absurdalne i śmieszne, to jednak każda z nich staje się symbolem poważnego problemu.

Niniejsza powieść nie jest pierwszą, w której Autor porusza problem zatrudnienia w korporacji. Już w swoim debiucie Pozytywnie nieobliczani Marcin Brzostowski nakreślił portret pracownika-wyrobnika, lecz zrobił to w sposób zgoła odmienny, aniżeli w Podpalę wasze serca!. Widać zatem, że ta tematyka nie jest Autorowi obca i doskonale się w niej czuje. Zastanawiam się, czy nie jest to przypadkiem swego rodzaju protest przeciwko wyzyskowi ludzi i traktowaniu ich jak przedmioty w imię osiągania coraz to większych zysków. Na przykładzie obydwu książek doskonale bowiem widać, że w dzisiejszym korporacyjnym świecie liczy się jedynie pieniądz, zaś człowieka w tym wszystkim praktycznie nie ma. Tak naprawdę nikt nie przejmuje się samopoczuciem pracowników, wychodząc z założenia, że jeśli nie ten, to będzie inny. Zawsze przecież trafi się ktoś, kto będzie pracował ponad siły kosztem rodziny i życia towarzyskiego, aby tylko móc zarobić na swoje utrzymanie. Będzie pracował do upadłego, aż w końcu stanie się psychicznym wrakiem człowieka.

Myślę, że najnowsze, drugie wydanie, Podpalę wasze serca! spodoba się wszystkim tym, którym nie jest obca praca w korporacji. Z kolei czytelnicy, którzy lubią się pośmiać przy lekturze znajdą w niej sporą dawkę humoru, natomiast bardziej dociekliwi (jak ja!) doszukają się w tej historii drugiego dna i przeanalizują fabułę książki pod kątem psychologicznym. Historia zaproponowana czytelnikom przez Marcina Brzostowskiego przypomina mi w pewnym sensie film Marka Koterskiego – Dzień świra – w którym główną rolę zagrał Marek Kondrat. Film tylko pozornie śmieszy, zaś tak naprawdę opowiada o osobistej tragedii człowieka i każe zatrzymać się na chwilę, aby zastanowić się nad otaczającym nas światem. Podobnie dzieje się w powieści Marcina Brzostowskiego. Karol Szrama może i jest śmieszny, lecz pod tą śmiesznością wyraźnie widać, że bohater przeżywa osobisty dramat i za wszelką cenę chce się z niego wyrwać. Czy mu się to uda? O tym musicie przekonać się sami, sięgając po minipowieść Marcina Brzostowskiego.



Książka do nabycia na stronie wydawnictwa E-BOOKOWO [klik]







środa, 18 listopada 2015

Marcin Brzostowski – „Złote spinki Jeffreya Banksa”






PATRONAT MEDIALNY






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora. Dziękuję!



Wydawca: E-BOOKOWO
Będzin 2015
E-BOOK/WYDANIE PAPIEROWE




Chyba nikomu nie trzeba specjalnie wyjaśniać, kim jest gangster. Warto jednak wiedzieć, że pierwszą udokumentowaną stolicą działalności gangsterów był Londyn. Po jakimś czasie w jego ślady poszły takie amerykańskie miasta, jak Nowy Jork, Chicago i Los Angeles. Wiele gangów funkcjonowało w XX wieku w londyńskich uboższych dzielnicach East Endu. Obecnie sporo londyńskich zorganizowanych grup przestępczych posiada bardzo silne poczucie przynależności do okolicy, na terenie której prowadzi swoją gangsterską działalność. W niektórych przypadkach to kod pocztowy określa granicę obszaru, poza którym panoszy się rywal. Zabrzmiało poważnie, prawda? Niemniej dalej już tak poważnie nie będzie.

Przenieśmy się zatem do współczesnego Londynu, gdzie w przestępczym podziemiu działa boss nazwiskiem Ezekiel Horn. Na swoich usługach ma paru osiłków, z których najwierniejszym jest niejaki Frankie Reed zwany też Frankiem Turbo. Tak już jest, że świat przestępczy niekiedy wykazuje niemałe powiązania z tymi, którzy nami rządzą. Polityka i gangsterka nie są sobie obce. W związku z tym nasz boss nie może być gorszy i w ministerstwie spraw wewnętrznych ma swojego człowieka. Ale to nie jest jakaś tam płotka. Nie myślcie sobie. To sam minister Jeffrey Banks! I tak oto pewnego pięknego czerwcowego dnia wszystkich tych mężczyzn znających się od paru ładnych lat połączy dodatkowo pokaźnych rozmiarów torba wypchana po brzegi dwudziestoma kilogramami białego proszku. Jak gdyby tego było mało, do akcji wkroczy również rosyjska mafia, a do tego dojdą jeszcze krówki ciągutki sprowadzone z jakiegoś dziwnego i tajemniczego kraju o nazwie Polska. No i oczywiście będą też tytułowe złote spinki należące do naszego ministra spraw wewnętrznych. Nie sądźcie jednak, że będą to byle jakie spinki. Otóż nie dość, że złote, to jeszcze w dodatku należące niegdyś do słynnego admirała Attyli Younga II, którego niezwykła odwaga miała ogromne znaczenie w momencie lądowania aliantów w Normandii w czasie drugiej wojny światowej. Jaką zatem rolę odegrają one w życiu Jeffreya Banksa? Dlaczego akurat minister spraw wewnętrznych wejdzie w ich posiadanie? O tym dowiecie się, czytając najnowszą mini powieść kryminalno-gangsterską Marcina Brzostowskiego.

Inne książki Autora
Generalnie Złote spinki Jeffreya Banksa można zaliczyć do książek traktujących o gangsterach przedstawionych w tak zwanym krzywym zwierciadle. Z jednej strony Autor zadbał o to, aby przestępczy świat współczesnego Londynu pokazany był na tyle wiarygodnie, żeby nie można było zarzucić braku wiedzy odnośnie tematu, lecz z drugiej strony mamy do czynienia z gangsterami, którzy tak naprawdę znacząco odbiegają od wizerunku, jaki znamy chociażby z powieści Mario Puzo zatytułowanej Ojciec Chrzestny.

Marcin Brzostowski wciąż pokazuje, że potrafi pisać nie tylko książki, w których czytelnik pomiędzy wierszami wyraźnie dostrzega drugie dno. Takimi minipowieściami są bez wątpienia Pozytywnie nieobliczalni czy Słodka bomba Silly wydana również w języku angielskim. W przypadku Złotych spinek Jeffreya Banksa można natomiast zastanawiać się, czy aby na pewno ta komedia rozgrywająca się w londyńskim półświatku i wywołująca uśmiech na twarzy czytelnika nie niesie ze sobą jakiegoś ważnego przesłania. Ponieważ Autor zdążył już przyzwyczaić mnie do literatury, w której pod płaszczykiem z pozoru lekkiej historii kryje się naprawdę poważny problem społeczny, podczas czytania niniejszej powieści zastanawiałam się, czy przypadkiem dana scena nie zawiera w sobie tego drugiego dna, o którym wspomniałam wyżej. Tym razem nic takiego nie zauważyłam, chociaż byłam bardzo czujna pod tym względem.

Moim zdaniem w swojej najnowszej książce Marcin Brzostowski doskonale połączył kilka motywów. Tak więc z jednej strony mamy tych nieco śmiesznych i niegrzecznych chłopców-gangsterów oraz rosyjską mafię, która de facto wcale taka straszna nie jest, jak mogłoby się z pozoru wydawać (przynajmniej ja odebrałam ją w taki sposób), a z drugiej strony obserwujemy prywatne życie praktycznie każdego z bohaterów. Z kolei w tle tego wszystkiego znajduje się angielska liga piłki nożnej i piękna prostytutka Sara Lou, która tak naprawdę nie jest głupiutką blondynką znaną z licznych kawałów. Dziewczyna ma głowę na karku i nie nosi jej od parady. Jeśli wziąć pod uwagę motyw piłki nożnej, to w pewnym momencie można zastanawiać się, czy faktycznie ten element jest tylko tłem fabuły powieści, czy może stanowi sedno całej akcji.

Na koniec dodam jeszcze – tak dla zachęty – że książka zaskakuje zakończeniem. Praktycznie aż do samego końca czytelnik nie ma pojęcia, ani też nie domyśla się, choćby nawet w najmniejszym stopniu, jaką tak naprawdę rolę odrywają w powieści tytułowe złote spinki ministra spraw wewnętrznych. Natomiast w momencie, gdy poznamy ostatni rozdział książki, zaczynamy zastanawiać się, czy aby słusznie wytypowaliśmy głównego bohatera. Ci, którzy znają twórczość Marcina Brzostowskiego wiedzą, że Autor do tej pory wydawał swoje książki głównie w formie elektronicznej. Tym razem jest inaczej, ponieważ powieść dostępna jest także w wersji papierowej.  


Książkę można kupić tutaj
Strona autorska Marcina Brzostowskiego [klik]