Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Low. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Low. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 sierpnia 2015

Robert Low – „Zaprzysiężeni. Wilcze morze” # 2












Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!



Wydawca: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2014
Tytuł oryginału: The Wolf Sea
Przekład: Robert J. Szmidt




W 2007 roku Robert Low zadebiutował pierwszą częścią cyklu pod tytułem Zaprzysiężeni. Ponieważ fabuła powieści została oparta między innymi na legendzie o niezłomnym wodzu Hunów – Attyli (406-453) – Autor pierwszy tom zatytułował Skarb Attyli (według polskiego przekładu). Cała seria jest efektem prywatnych zamiłowań Roberta Low dotyczących walecznych wikingów. Tak więc w pierwszym tomie nasi bohaterowie musieli stoczyć niezliczoną ilość walk, aby w końcu dotrzeć do miejsca przeznaczenia, usiłując osiągnąć cel, jaki sobie założyli wyruszając w niebezpieczną podróż w poszukiwaniu rzeczonego skarbu. Niestety, ich wysiłki nie przyniosły oczekiwanych skutków, dlatego też Zaprzysiężeni musieli w końcu pogodzić się z porażką. Utracili nie tylko możliwość zdobycia skarbu, ale także swoich towarzyszy podróży, którzy polegli w bitwach, jakie wikingowie zmuszeni byli stoczyć na swojej drodze. Wilcze morze stanowi zatem kontynuację tamtych przygód, bo trzeba wiedzieć, że Zaprzysiężeni pomimo klęski, wcale się nie poddali, lecz wyruszyli w dalszą podróż, lecz tym razem już pod wodzą nowego przywódcy, którym zupełnie nieoczekiwanie został najmłodszy z nich, czyli Orm Ruryksson, zwany również Zabójcą Niedźwiedzia.

Jeszcze jako nastolatek Orm zdobył sławę wśród członków załogi wikingów z powodu swojej nieprzeciętnej inteligencji i umysłu, który naprawdę wiele może pojąć. Nie dziwi więc fakt, że po śmierci Einara Czarnego wybór padł właśnie na niego. Akcja Wilczego morza rozpoczyna się w Miklagardzie, czyli innymi słowy w Wielkim Mieście. Miklagard to nordyckie określenie Konstantynopola. Dochodzi tutaj do kradzieży pewnej szczególnej szabli, którą Orm uratował przed hordą Wölsungów, o czym była mowa w Skarbie Attyli. Kim zatem byli owi Wölsungowie? Otóż Wölsung był wnukiem Odyna, czyli najwyższego z nordyckich bogów pochodzącego z dynastii Azów. Odyn był bogiem wojny i wojowników. Według islandzkiej sagi spisanej w XIII wieku, matka urodziła Wölsunga po sześciu latach ciąży (!), zaś jego pierworodnym potomstwem były bliźnięta Sygny i Sygmund. Sygny wyszła za mąż za Syggeira – króla Götaland. Podczas ceremonii zaślubin pojawił się sam Odyn, który wbił miecz w pień jabłoni znajdującej się na miejscu wesela. Bóg jednocześnie ogłosił, że miecz jest własnością tego, kto będzie w stanie go stamtąd wyciągnąć. Zrobił to Sygmund, lecz chęcią posiadania miecza zapałał również Syggeir. Zaproponował więc Sygmundowi odkupienie miecza, ale ten odmówił. Bardzo szybko po tym wydarzeniu Syggeir zaprosił całą rodzinę Wölsunga na ucztę, podczas której zabił założyciela rodu, a wszystkich jego synów uwięził. Każdego wieczoru do więzienia wpuszczany był wilkołak, który zjadał po jednym z nich. W momencie, gdy został już tylko Sygmund, Sygny posmarowała jego twarz miodem, co sprawiło, że wilkołak został oszukany, a Sygmund odgryzł mu język, podczas gdy ten rozkoszował się smakiem miodu. Potem zabił potwora.

To jeszcze nie koniec sagi o Wölsungach. Niemniej najważniejsze jest, aby zrozumieć skąd tak naprawdę wziął się ich ród. Na Odyna, który był jak gdyby protoplastą tegoż rodu, bardzo często powołują się bohaterowie cyklu Roberta Lowa. Wróćmy jednak do naszego Orma Rurykssona i jego cennej skradzionej szabli. Miała ona w sobie magiczną moc, która stała się kluczem do znalezienia srebra Attyli, ponieważ Orm wyrzeźbił na rękojeści runy, które miały stać się przewodnikiem Zaprzysiężonych w powrotnej drodze na step. Okazuje się jednak, że bezcenna szabla wpadła w ręce ich odwiecznego wroga – Starkada – który także poszukuje skarbu, lecz nie ma pojęcia, że właśnie wszedł w posiadanie klucza do jego odnalezienia. Starkad natomiast jest przekonany, że przekupny mnich Martin, który wcześniej podróżował z Zaprzysiężonymi, zna drogę do skarbu. Tak więc rusza w pościg za Ormem i Zaprzysiężonymi, którzy tym razem zmierzają do Ziemi Świętej.

W ten właśnie sposób rozpoczyna się kolejna epicka opowieść o załodze Zaprzysiężonych, którzy przemierzają wody Morza Śródziemnego i tereny Bliskiego Wschodu. Podobnie jak w poprzednim tomie, tutaj również narratorem jest Orm i to z jego punktu widzenia poznajemy poszczególne wydarzenia. Narracja jest niezwykle bogata w egzotyczne szczegóły i dość dobrze odzwierciedla realia panujące pod koniec X wieku. Z historycznego punktu widzenia ten okres był niezwykle fascynujący, gdyż właśnie wtedy odradzało się Bizancjum. Pojawiają się konflikty z arabskim kalifatem, co sprawia, że obserwujemy przemieszanie ludów i kultur. Na początku Zaprzysiężeni raczej nie mogą mówić o sukcesie swojej wyprawy, lecz pod dowództwem sprytnego Orma wiele się zmienia. Muszą między innymi walczyć z Saracenami na Morzu Egejskim, natomiast na Cyprze zmuszeni są zawierać umowy z bizantyjskimi urzędnikami. Ich szeregi zasilane są też pojmanymi Duńczykami. Zaprzysiężeni zyskują również nowy okręt, który szybko zmienia nazwę na Fiord Łosia, która to nazwa zawsze funkcjonuje, jeśli chodzi o ich okręty. Nasi wikingowie dowiadują się też, że wielu z ich dawnych towarzyszy zostało sprzedanych w niewolę i obecnie znajdują się gdzieś stosunkowo blisko. Teraz nie pozostaje im już nic innego, jak tylko ich odnaleźć i pośpieszyć im z pomocą. Lecz czy uda im się ich uratować? A może dawni kompani zdążyli już przejść na stronę wroga?


Po takiej walce straty ponosili nie tylko wrogowie Zaprzysiężonych, ale także i oni sami. 
Często trzeba było dobijać rannych, z których nie byłoby już żadnego pożytku podczas dalszej podróży. W takich dramatycznych chwilach życie swoim przyjaciołom odbierał jarl, czyli wódz załogi wikingów.


Jak już wspomniałam, narratorem jest Orm Ruryksson, który w sposób doskonały wprowadza czytelnika w realia charakterystyczne dla X wieku. Dla miłośników powieści historycznych, jego pewny siebie głos narracji oraz opis rzeczywistości będą równie istotne jak przekazywane przez Orma informacje i terminologia adekwatna do opisywanego okresu. Widać ile w tym wszystkim logiki, emocji oraz ram kulturowych, które teraz może ujrzeć również sam czytelnik. To coś znacznie więcej niż tylko zbiór faktów historycznych. Wszystko to, począwszy od doboru słownictwa i metafor, aż do dywagacji Orma nad sposobem zachowania członków jego załogi i konsekwencjami złożonej przysięgi, pozwala czytelnikowi uczestniczyć w świecie tętniącym życiem. Czytelnik nie jest tutaj jedynie biernym obserwatorem, lecz może przy pomocy swojej wyobraźni stać się jednym z powieściowych wikingów.

Jak przystało na opowieść o wikingach, Wilcze morze jest generalnie powieścią ponurą, żeby nie powiedzieć, że wręcz mroczną. Chodzi tutaj nie tylko o wszechobecną brutalną przemoc, lecz także o wizerunek losu wikingów, który przecież wcale nie maluje się kolorowo. Wydaje się, że to właśnie przysięga złożona na śmierć i życie tworzy niebezpieczną więź między Zaprzysiężonymi, i wisi nad wszystkim, co robią. Z kolei sam Orm dziedzicząc przywództwo po Einarze Czarnym coraz częściej zdaje sobie sprawę, że równocześnie odziedziczył także sposób postrzegania własnej osoby. Podobnie jak Einar, on także czuje się czasami kochany, a czasami wręcz znienawidzony przez członków załogi. Temu wszystkiemu towarzyszą oczywiście czarna magia, zdrady oraz zabójstwa. Niektórzy bohaterowie z ludzi przekształcają się w potwory. 

W Wilczym morzu niektóre postacie są nam już znane z poprzedniej części, natomiast jest też kilku bohaterów nowych, jak na przykład irlandzki mnich o imieniu John. W powieści czytelnik raczej nie znajdzie postaci kobiecych, nie licząc tych, które parają się czarną magią. Widać też dość silny związek emocjonalny Orma z małym chłopcem, który w pewnym momencie dołącza do Zaprzysiężonych i wraz z nimi pokonuje tę trudną drogę. Trzeba przyznać, że chłopiec naprawdę wiele dobrego wnosi do fabuły. Z jednej strony można odnieść wrażenie, że powieść, podobnie jak Skarb Attyli, jest zamkniętą historią, lecz z drugiej wciąż nie wiemy, czy Zaprzysiężeni odnajdą wreszcie upragniony skarb i jakie będą tego konsekwencje. Możliwe, że tego wszystkiego dowiemy się dopiero w ostatnim tomie, bo nie sądzę, aby Robert Low odkrył wszystkie karty w Białym kruku.










środa, 22 lipca 2015

Robert Low – „Zaprzysiężeni. Skarb Attyli” # 1













Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2013
Tytuł oryginału: The Whale Road
Przekład: Robert J. Szmidt




Attyla (406-453) został królem Hunów najprawdopodobniej w 435 roku i władał nimi aż do dnia swojej śmierci. Hunowie byli wojownikami, którzy wzbudzali ogromny strach w sercach mieszkańców Imperium Rzymskiego. Żyjąc na Wielkiej Nizinie Węgierskiej, zdominowali północną granicę z Cesarstwem Rzymskim, wymuszając złożenie im hołdu przez cesarzy wówczas Wschodniego i Zachodniego Imperium, szczególnie pochodzących z tej bogatszej wschodniej części.

Rzymianie uważali Hunów za dzikich barbarzyńców, a opowieści o nich obfitowały w szereg niewyobrażalnych okrucieństw, jakich zwykli dokonywać. Te opowieści znalazły potem swoje odzwierciedlenie w rzymskiej literaturze. Do czasu objęcia władzy przez Attylę, Hunowie byli ludem koczowniczym, zaś ich bronią były łuki. Osiedlili się na Węgrzech, posiadali świetnie wyszkoloną armię piechoty, i różnili się od innych plemion barbarzyńskich żyjących na granicy z Imperium Rzymskim. Odmienność ta polegała na tym, iż w odróżnieniu od innych plemion, Hunowie z powodzeniem dokonywali oblężeń miast obronnych. 

Według legendy papież Leon I Wielki (ok. 390 lub 400-461) spotkał się z Attylą w północnych Włoszech. Wojownika przytłoczyła odwaga papieża i jego niezwykłe kapłańskie szaty. Mówi się, że wtedy nastąpił wielki cud i że Attyli ukazali się święci Piotr i Paweł, którzy zagrozili śmiercią przywódcy Hunów, gdyby ten zignorował apele papieża. Bardziej prawdopodobne jednak jest to, że Attyla zdecydował się wycofać z Włoch, ponieważ jego żołnierze zaczynali cierpieć z powodu chorób i braku wsparcia. W każdym razie, Attyla naprawdę zrezygnował z inwazji, na skutek czego Italia została uratowana.

Attyla na obrazie autorstwa 
Eugène'a Delacroix (1798-1863)
Attyla zmarł rok po powyższym wydarzeniu z powodu obfitego krwawienia z nosa – jak podają niektóre źródła – a było to podczas świętowania swojego ożenku z pewną młodą niewiastą. Zarówno on, jak i Hunowie stali się ucieleśnieniem dzikości, zaś na początku XX wieku armia niemiecka – szczególnie ta w czasie pierwszej wojny światowej – porównywana była właśnie do Hunów. Niemniej tego rodzaju porównanie zostało użyte po raz pierwszy wtedy, gdy niemiecki cesarz wysłał wojska, aby stłumić powstanie bokserów w północno-wschodnich Chinach w latach 1899-1901. Cesarz rzekomo miał zachęcać swoich żołnierzy do walki w ten sam sposób, jak robił to Attyla w przypadku Hunów. Attyla nie pozostawił po sobie silnego przywódcy, który mógłby go zastąpić, natomiast Hunowie bardzo szybko zniknęli z kart historii.

A teraz kilka słów o wikingach. Otóż wikingowie od bardzo dawna stanowią podstawę licznych powieści przygodowych, co oczywiście jest rzeczą naturalną, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż opowieści i sagi nordyckie są najbardziej cenione, natomiast historie, które oni sami o sobie opowiadali stały się prototypami współczesnej historycznej powieści przygodowej. Obraz wikingów i nordyków na przestrzeni wieków nie był jednoznaczny, natomiast ich literacki wizerunek począwszy od epoki wiktoriańskiej, aż do chwili obecnej, obejmuje dosłownie wszystko. Są to przede wszystkim demoniczni psychopaci w rogatych hełmach, jak i nadmorscy pseudo rycerze. Jak dotąd ukazało się sporo powieści historycznych, które najdokładniej, jak to tylko możliwe ukazują społeczność wikingów. Jedną z takich właśnie powieści jest Skarb Attyli, czyli książka, która jednocześnie stanowi pierwszą część cyklu Zaprzysiężeni. Akcja tej debiutanckiej powieści Roberta Lowa została umiejscowiona w obozie wikingów w drugiej połowie X wieku. Przy tworzeniu swojej opowieści Autor zadbał o najdrobniejszy szczegół zarówno ten historyczny, jak i kulturowy, co pozwala czytelnikowi z każdą kolejną stroną coraz bardziej zagłębiać się w fabule i przeżywać wszelkie niebezpieczne przygody głównych bohaterów. A trzeba wiedzieć, że tych przygód nie jest mało. Praktycznie wciąż coś się dzieje, a nasi bohaterowie muszą stale dobywać broni i walczyć o swoje życie.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, a całą historię czytelnikowi opowiada Orm Ruryksson, syn Ruryka. Narrator jest niezwykle inteligentny i nie skupia całej uwagi jedynie na swojej osobie, ale stara się zrozumieć innych. W chwili rozpoczęcia opowieści ma on piętnaście lat i przebywa na wychowaniu u swojego wuja. Po raz pierwszy spotykamy Orma w dość niebezpiecznych dla niego okolicznościach, kiedy musi zrobić wszystko, aby móc wyjść cało ze spotkania z niedźwiedziem. Od tej chwili już zawsze będą go zwać „Zabójcą Niedźwiedzia”. Ale czy słusznie? Czy faktycznie Orm zasłużył sobie na ten przydomek? Wreszcie Orm spotyka swojego ojca, którego nie widział od jakichś dziesięciu lat. Na jego drodze stają także towarzysze Ruryka złączeni swego rodzaju przysięgą. Wszyscy oni dowodzeni są przez niejakiego Einara Czarnego. Tak więc Orm już na zawsze opuszcza swojego wuja, i tak oto kończy się pierwsza część jego życia pośród rozlewu krwi i poczucia wstydu. W życiu Orma rozpoczyna się teraz nowy etap. Od tego momentu będzie podróżował u boku ojca, doświadczał szeregu niebezpieczeństw, patrzył na ludzką śmierć, którą sam również będzie zadawał. W dodatku przez cały czas będzie mu towarzyszyć niepewność o kolejny dzień. Będzie też musiał dokładnie przyglądać się swoim kompanom, bo przecież może wśród nich znaleźć się i zdrajca.

Mężczyźni związani ze sobą świętą przysięgą są jednocześnie jednostkami o całkiem ciekawej osobowości. I tak oto na kartach książki spotykamy gigantycznych rozmiarów Skaptiego, fatalistycznego Valknuta, mądrego kapłana o imieniu Illugi, beztroskiego Geira czy w końcu wodza Einara zwanego Czarnym, który jest bezwzględny i dumny, a także niezwykle mocno świadomy własnej pozycji. Cała załoga przemieszcza się na okręcie o nazwie Fiord Łosia. Trzeba też dodać, że grupa wikingów pod dowództwem Einara została zwerbowana, aby odnaleźć pewne święte relikwie, czyli miecz wykuty z włóczni, która przebiła niegdyś bok Boga chrześcijan, zwanego przez naszych bohaterów Białym Chrystusem. Droga, którą muszą przebyć nie należy do najłatwiejszych. Wiedzie ona bowiem przez zdradzieckie wody szlaku wielorybów, aż do miejsca, gdzie ukryto owiany tajemnicą skarb Attyli, legendarnego władcy Hunów. Wszystko to widzimy oczami Orma i dowiadujemy się, w jaki sposób główny bohater przeżywał przygody, które jego załoga napotykała na swojej drodze. Orm dzieli się z czytelnikiem swoimi wyobrażeniami i przekonaniami.

Tym, co znacznie podnosi walor Skarbu Attyli jest nie tylko doskonała konstrukcja powieści historycznej, ale przede wszystkim wprowadzenie przez Autora do fabuły swego rodzaju mistycyzmu dotyczącego wierzeń w ówczesnych bogów, a także znaczenia przysięgi złożonej na śmierć i życie. Te elementy wzajemnie się przenikają niemalże w każdej scenie. Einar Czarny jest bezwzględny w dążeniu do obranego celu, ale też dopuszcza się czynów, które są sprzeczne z pierwotnymi założeniami Zaprzysiężonych. Dodatkowo widać jak silne postępy robi chrześcijaństwo, w związku z czym pojawia się konflikt na tle wyznaniowym pomiędzy wyznawcami Białego Chrystusa a nordykami, co widoczne jest również w szeregach Zaprzysiężonych.


Okręt wikingów
Rysunek pochodzi z 1880 roku.


Orm opowiada swoją historię w sposób niezwykle poetycki, ale jednocześnie nie szczędzi na wulgarnym słownictwie, jak to między mężczyznami bywa, szczególnie mężczyznami z tak dziką naturą. Poza tym alkohol leje się strumieniami, lecz nie mąci on sprawności fizycznej i umysłowej naszych bohaterów. Oni wciąż są gotowi do walki, nawet jeśli poprzedniego dnia ostro zabalowali. W związku z powyższym opowieść Orma nie jest wolna od brutalnych scen walki, które pojawiają się praktycznie w każdym rozdziale. Wciąż „słyszymy” szczęk oręża czy charakterystyczny odgłos ostrzy mieczy wchodzących w ciało wroga. Skarb Attyli to nie tylko powieść historyczna i przygodowa, ale też fantastyczna.

Generalnie wydaje się, że nasi bohaterowie są ludźmi bez serca i nie posiadają żadnych uczuć, skoro z zimną krwią potrafią zatopić ostrze miecza w ciele drugiego człowieka, czy też bez mrugnięcia okiem, na przykład, odciąć mu jakąś część ciała. Nic bardziej mylnego. Nasi wikingowie to ludzie, którzy naprawdę czują. Czasami są wrażliwi na krzywdę innych, choć z drugiej strony nie obce są im też takie cechy jak chciwość, a co za tym idzie również żądza bogactwa, co może w konsekwencji doprowadzić do ich zguby.

Fabuła książki czasami jest dość zawiła, co niektórych czytelników może pozostawić w stanie niepewności i braku zrozumienia tego, co faktycznie dzieje się na kartach książki w danej chwili. Gdzieś w tle pojawia się ówczesny książę Rusi Kijowskiej – Światosław I (ok. 942-972), a także jego synowie Jaropełk I (ok. 956-978) i Włodzimierz I Wielki (?-1015). Niemniej wszyscy główni bohaterowie to oczywiście postacie fikcyjne. Autor wprowadził także postać pewnej młodej kobiety, która w całym procesie poszukiwania skarbu ma naprawdę ważną rolę do odegrania. Nie zawaham się w tym miejscu stwierdzić, że tę książkę – jak i zapewne całą serię – należałoby zaliczyć do literatury typowo męskiej. Skoro mamy „literaturę kobiecą”, to dlaczego nie pokusić się o wprowadzenie terminu „literatura męska”?

Przyznam szczerze, że Skarb Attyli to pierwsza powieść o wikingach, jaką przeczytałam w życiu. Jakoś nigdy wcześniej nie ciągnęło mnie specjalnie do tego typu literatury, pomimo że jest to beletrystyka historyczna. Zawsze wydawało mi się, że są to książki nie dla mnie z uwagi na brutalność i nieokiełznanie bohaterów. Cóż, po przeczytaniu Skarbu Attyli zmieniłam zdanie i myślę, że od tej chwili tego rodzaju literatura częściej będzie gościć w mojej domowej biblioteczce.