Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lipca 2023

Dama z bagien. Od życia w luksusie po wielką biedę

 

Przypadek Margaret Clement, zwanej Damą z bagien, stanowi jedną z największych i najmroczniejszych tajemnic Australii. Przez lata Margaret żyła samotnie w opuszczonej wiktoriańskiej rezydencji, aż pewnego dnia w niewytłumaczalny sposób po prostu zniknęła.


Ojciec Margaret, Peter Scott Clement, był dyrektorem i znaczącym udziałowcem w wiktoriańskiej firmie wydobywającej złoto, która odpowiedzialna była także za kopalnię Long Tunnel w Walhalli. Clement wyemigrował ze Szkocji wraz z rodzeństwem podczas gorączki złota mającej miejsce w latach 50. XIX wieku. Pracował jako poganiacz byków w Walhalli w północno-wschodnim australijskim stanie Wiktoria, i jej okolicach, kiedy to w zamian za długi przyjął udziały w kopalni złota Long Tunnel. Peter nadal kupował udziały i czerpał z nich korzyści, gdy kopalnia stała się jedną z najbogatszych w Australii. Dywidendy okazały się niezwykle lukratywne, a Peter był w stanie wysłać swoje córki do drogich prywatnych szkół w Melbourne i zapewnić im wszystko, co najlepsze w życiu. Dziewczynki były podwożone na wystawne zakupy, a potem z nich przywożone, nosiły najdroższe ubrania i jeździły na najbardziej ekstrawaganckie wycieczki.

Lecz zanim to się stało, mężczyzna musiał się ożenić. Tak więc w listopadzie 1876 roku, gdy Peter miał 43 lata, poślubił Jane, szesnastoletnią córkę Arthura Thompsona, konkurencyjnego poganiacza byków w Walhalli. Bogactwo Petera pozwalało mu na zakup coraz to większej ilości ziemi, a zatem jego młoda żona naprawdę miała co robić, zajmując się domem. W 1877 roku urodziła pierwszą córkę, Florę, a w 1879 roku kolejną. Była nią Jeannie. Margaret przyszła na świat w 1881 roku. Dwa lata później pojawił się William Scott, a w 1885 roku Peter Scott junior. Wkrótce po tym, jak w 1889 roku Jane Clement urodziła Annę, Peter zasłabł i zmarł w trakcie rozmowy ze swoim zarządcą. I tak oto w wieku trzydziestu lat Jane została wdową z sześciorgiem małych dzieci. Testament Petera Scotta Clementa był niezwykle skomplikowany, ale z całą pewnością jego zapisy nie faworyzowały żony. Zostawił jej w spadku dwieście funtów do natychmiastowego wykorzystania, podczas gdy jego siostra otrzymała aż tysiąc funtów. Swoim braciom i siostrzenicy Peter zapisał pięćset funtów; nawet dzieci kuzyna otrzymały dwieście pięćdziesiąt funtów. Jane Clement dostała natomiast rentę w wysokości kolejnych dwustu funtów na utrzymanie dzieci, lecz miała ona zostać zmniejszona do stu funtów, jeśli kobieta wyjdzie ponownie za mąż. Z kolei ziemie i majątek Clementa miały zostać sprzedane, a pieniądze zainwestowane i przekazane jego dzieciom, gdy te osiągną pełnoletność. Wykonawcy testamentu Petera postępowali zgodnie z większością jego instrukcji, lecz zachowali niektóre z należących do niego nieruchomości, dopóki najmłodsze dziecko Clementa, córka Anna, nie skończy dwudziestu jeden lat. I tak też się stało. Po dwudziestych pierwszych urodzinach Anny sprzedano wszystko, a pieniądze przekazano dzieciom Petera.


Górnicy w kopalni Long Tunnel w Walhalli (1910)


W związku z powyższym sytuacja Jane Clement była tak trudna, że kobieta nie miała innego wyboru, jak tylko przenieść się do miasteczka Sale. Kupiła dom na rogu ulic Elgin i Macalister. Zabrała ze sobą dzieci, które potem tam dorastały. Kiedy najstarsze z nich, wspomniana już córka o imieniu Flora, osiągnęło dojrzałość, matka wydała ją za mąż za syna Henry’ego Glenny’ego, słynnego fotografia, pisarza i odnoszącego sukcesy biznesmena pochodzącego z Ballarat. Z kolei gdy Jeannie i Margaret skończyły dwudziesty pierwszy rok życia, wówczas Jane zabrała je na wycieczkę po Europie. W końcu musiały jakoś wydać pieniądze, które otrzymały w spadku po ojcu. Niestety, dziewczęta nie wiedziały czym jest oszczędność i wydawały pieniądze lekką ręką. Nagle stały się częścią wiktoriańskiej klasy bogatych właścicieli ziemskich. Zabawiały wpływowe osobistości, zwiedzały Daleki Wschód i ponownie Europę. W Japonii i Chinach kupowały antyki, które potem wysyłały z powrotem do Melbourne.

W 1907 roku, z pomocą brata Petera juniora, kobiety kupiły posiadłość w pobliżu Tarwin Lower nad rzeką Tarwin. Posiadłość nosiła nazwę Tullaree i była położna w dużym rolniczym regionie Gippsland. Była to ta sama posiadłość, z którą do dziś łączy się osobę niejakiego Martina Wiberga będącego cieślą okrętowym na pokładzie parowca pocztowego SS Avoca. W 1877 roku udało mu się ukraść pięć tysięcy złotych suwerenów, które potem zakopał w Gippsland. Po jakimś czasie okazało się, że Wiberg miał w Grippsland liczne skrytki ze złotem, a część tego skarbu została odnaleziona na terenie posiadłości Tullaree. Kiedy Jeannie i Margaret kupiły posiadłość, dowiedziały się, że została ona dokładnie przeszukana przez poprzednich właścicieli, w tym przez Francisa Longmore’a, który na obszarze dwóch tysięcy akrów zbudował czternastopokojową rezydencję. Ziemie te były rekultywowanymi bagnami, bogatymi i żyznymi z dużą powierzchnią dla owiec i bydła. Peter junior został zarządcą sióstr, podczas gdy one same żyły w ogromnym przepychu. Pokoje w rezydencji umeblowały tak, aby kłuły w oczy swym bogactwem, każdego, kto je odwiedzi; kazały też zaprojektować ogrody, by móc wszem i wobec chwalić się ich pięknem. Miały jedenastu pracowników, stajnię pięknych koni i elegancki powóz, a potem także nowe samochody i osobistego szofera. W dni, gdy potrzebowały zrobić zakupy, były wożone do Sale. Nie musiały nawet wychodzić ze swoich pojazdów, aby obejrzeć potrzebne im towary, ponieważ kupcy sami przynosili je do ich powozu czy samochodu. Były traktowane niczym członkinie rodziny królewskiej i – co tu dużo mówić – uwielbiały to!


Rezydencja Clementów w posiadłości Tullaree w czasach swojej świetności


Trzeba pamiętać, że głównym celem zakupu posiadłości było zapewnienie finansowej przyszłości Margaret i Jeannie. Tullaree stało się ostatecznie czymś w rodzaju rodzinnej siedziby. Ich najmłodsza siostra Anna zamieszkała razem z nimi i dołączyła do nich podczas ich europejskich podróży. Z kolei brat pozostał ich zarządcą do 1912 roku, kiedy to ożenił się z rozwódką, Alice Maude Hoggart, i przeprowadził się do South Yarra. Po odejściu Petera juniora, Margaret i Jeannie zatrudniły nowego zarządcę farmy, ale połączenie złego zarządzania z nieuczciwymi pracownikami zaczęło niekorzystnie odbijać się na ich fortunie. Już niebawem okazało się, że nie są odpowiednio przygotowane do prowadzenia farmy. W dodatku niemalże każdy z zatrudnionych pracowników był albo niekompetentny, albo nieuczciwy, więc postanowiły wykorzystać jak najlepiej to, co akurat miały.

Anna, która jako najmłodsze dziecko w rodzinie była oczkiem w głowie wszystkich jej członków, uwielbiała życie ponad stan i nie miała najmniejszego zamiaru rezygnować z pokazywania się w wyższych sferach. Jako niezwykle zamożna młoda dziedziczka była rozpieszczana i uwielbiana. W 1910 roku udało jej się opóźnić wypłynięcie dwóch parowców, gdy odmówiła wejścia na pokład w celu przeprowadzenia kontroli. Kiedy inspektor do spraw kwarantanny powiedział jej, że opóźnia wypłynięcie zarówno statku pasażerskiego Morea, jak i niemieckiego parowca pocztowego, ona odpowiedziała: „Do diabła, przyjdę, kiedy będę już gotowa.” W konsekwencji policja z portowego miasta Fremantle nałożyła na nią karę za opóźnianie kontroli. W 1913 roku Anna poślubiła natomiast marynarza z Melbourne, Johna Edwina Carnaghana. Wkrótce po ślubie jej mąż wyjechał, aby walczyć w pierwszej wojnie światowej, a ona urodziła dziecko, syna Clementa Scotta Carnaghana. Niestety, małżeństwo nie przetrwało. Ostatecznie Carnaghan wyjechał do Ameryki, gdzie został spikerem radiowym. Po latach, gdy jej siostra Margaret zniknie, Anna będzie opisywać siebie na łamach prasy jako wdowę, chociaż jej mąż będzie nadal żył i mieszkał w Stanach Zjednoczonych.


Młode siostry Clement; od lewej: Margaret, Anna, Flora i Jeannie


Co ciekawe, w historii rodziny Clementów nie tylko bracia Margaret i Jeannie odegrają znaczącą rolę, ale zrobi to także syn Anny. Nie do końca wiadomo, czy Peter junior faktycznie walczył na frontach pierwszej wojny światowej. Nie ma bowiem na to twardych dowodów. Powszechnie uważano jednak, że doznał szoku z powodu wybuchu pocisku i wrócił do domu jako zupełnie inny człowiek. Z kolei William Scott istotnie zaciągnął się do armii i wyruszył na wojnę. Okrył się jednak złą sławą. W jego aktach znajdowała się bowiem pieczątka wybita fioletowym atramentem z napisem DEZERTER. Dziś wiadomo, że większość żołnierzy walczących w pierwszej wojnie światowej cierpiała na tak zwaną nerwicę frontową, a zatem William również mógł paść jej ofiarą.

W 1944 roku, czyli siedem lat przed tajemniczym zniknięciem Margaret, ciężko ranny Peter junior został znaleziony na swojej farmie w Wurruk, niedaleko Sale. Przewieziono go zatem do szpitala w Sale, gdzie zmarł, nie odzyskując przytomności. Jego śmierć została spowodowana raną postrzałową głowy; znaleziono go w pobliżu zagrody dla bydła. Jego brat, William Scott Clement, był jednym pierwszych, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia. Wraz z sąsiadem znalazł pistolet pod krzesłem znajdującym się w salonie, po czym wystrzelił z niego i schował go do szuflady w sypialni, nie informując o tym władz. Potem William oświadczył, że nigdy wcześniej nie widział u brata broni. Przeprowadzono więc dochodzenie, a wtedy ich siostrzeniec Clement Carnaghan został wezwany na policję, aby złożyć zeznania. W 1935 roku Carnaghan został wymieniony jako zawodnik klubu strzeleckiego Sale, więc najwyraźniej był dość dobrze zorientowany w posługiwaniu się bronią. Koroner wydał publiczne oświadczenie w tej sprawie i w związku z tym większość ludzi uznało, że Peter junior popełnił samobójstwo, chociaż nigdy nie znaleziono żadnego listu pożegnalnego. Czyżby ktoś przyczynił się do jego śmierci? Czy tym kimś mógł być jego siostrzeniec Clement Carnaghan? A może zrobił to brat w wyniku jakiejś sprzeczki? Nie wiadomo. Najłatwiej było bowiem uznać, że Peter zastrzelił się sam.


Popadająca w ruinę rezydencja sióstr Clement w posiadłości Tullaree


W latach 20. XX wieku poziom życia Jeannie i Margaret zaczął się zmieniać na ich niekorzyść. Dawniej piękna rezydencja teraz chyliła się ku upadkowi. Wokół niej zaczęły wyrastać chwasty, a kanały odwadniające zostały zablokowane przez muł i gruz, tworząc bagna zajmujące dwa tysiące akrów doskonałej ziemi uprawnej, co doprowadziło do pojawienia się wilgoci, a to z kolei sprawiło, że deski podłogowe i meble zaczęły stopniowo gnić. Większość okiennych szyb znajdujących się wewnątrz domu wybito, dlatego też w rezydencji panowało przeraźliwe zimno, które trudno było znieść. Ich luksusowe ubrania zostały teraz zastąpione podartymi starymi łachmanami. W pięknej niegdyś rezydencji wylęgało się też coraz więcej robactwa. Kobiety żyły bez bieżącej wody, elektryczności i kanalizacji. Jadały fasolę z puszki i chleb, nie mając pieniędzy na zakup drewna do rozpałki w piecu. Długi kobiet były znacznie większe niż one same były w stanie spłacić. Aby przeżyć obciążyły nieruchomość hipoteką, co spowodowało, że kwota zadłużenia pozostała mniejsza niż całkowita wartość nieruchomości, więc z czasem, gdy bank sprzedał ich dom, poszły do sądu, aby zawalczyć o wprowadzenie w umowie zastrzeżenia pozwalającego im pozostać w Tullaree do śmierci. Z kolei po sprzedaży całego żywego inwentarza, siostry straciły swoje jedyne źródło dochodu. Teraz, kiedy obydwie przekroczyły czterdziesty rok życia i nie brylowały już na salonach, jak niegdyś, były winne tysiące dolarów bankom i innym pożyczkodawcom. Wycofały się więc ze świata zewnętrznego i żyły w wielkim odosobnieniu na swoim podupadłym i opuszczonym bagnie, które wszak znały jak własną kieszeń, mając do towarzystwa błąkające się w okolicy koty.

Nie mając żadnych dochodów, siostry polegały już tylko na jałmużnie od rodziny, aby móc przeżyć. Ich matka, gdy jeszcze żyła, wysyłała każdego tygodnia paczkę żywnościową do pobliskiego miasteczka Buffalo. Wtedy kobiety podciągały spódnice i brnęły w wodzie, a następnie szły aż jedenaście kilometrów, by odebrać paczki, w których zazwyczaj znajdowały pieczoną fasolę i chleb. W miarę upływu czasu woda stawała się coraz głębsza. Nie mogły jednak dostać się do miasta inaczej, jak tylko przez wodę, która w końcu sięgała im już do wysokości klatki piersiowej. Tylko bardzo dobra znajomość terenu sprawiała, że Margaret i Jeannie mogły wyruszać w drogę. W 1937 roku zmarła ich matka, Jane Clement, i jest wielce prawdopodobne, że wtedy to ich bracia przejęli rolę dostawców żywności do domu sióstr. Niemniej zanim nastał rok 1947 obydwaj bracia już nie żyli. Od tej pory kobiety były zdane wyłącznie na siebie. 


Tak teraz wygląda Fulham Park, niegdysiejsza posiadłość
Williama Scotta Clementa i jego matki. Obecnie na jej terenie
odbywają się śluby i wystawne przyjęcia weselne. 


Reszta rodziny Clementów zarządzała swoim spadkiem znacznie lepiej niż Margaret i Jeannie, chociaż nikt nie zachował nieprzyzwoitego bogactwa pozostawionego im przez ojca. Jest również wielce prawdopodobne, że depresja ekonomiczna lat 30. XX wieku negatywnie odbiła się na ich dochodach. W 1906 roku William Scott i jego matka nabyli posiadłość o nazwie Fulham Park znajdującą się w pobliżu Sale. Posiadłość była położona na trzystu czterdziestu pięciu akrach żyznej ziemi. W jej skład wchodziła piękna zagroda w stylu kolonialno-gruzińskim z ręcznie robionej cegły. William zajmował się wypasem owiec i bydła, mając jednocześnie bardzo dobrą stajnię koni wyścigowych. Czasami Anna i jej syn Clement mieszkali tam z nimi, a Peter junior dołączył do nich tylko na pewien czas, a było to w latach 30. XX wieku.  

Do 1950 roku siostry praktycznie nie miały żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Głębokość bagien i wysiłek włożony w opuszczenie domu musiały kiedyś zebrać swoje żniwo. Kiedy stan zdrowia Jeannie pogorszył się na tyle, że stała się osobą niepełnosprawną, to Margaret musiała co tydzień przynosić do domu skromne zapasy żywności. Raz w tygodniu wędrowała zatem dwanaście kilometrów do Buffalo i w ogromnej torbie założonej na plecy, przynosiła do domu jedzenie. Czasami Margaret przedzierała się przez bagna do swojego najbliższego sąsiada, Bernarda Buckleya, i zamawiała u niego konserwy mięsne oraz zupę. Jeannie zmarła w gospodarstwie Tullaree w lipcu 1950 roku z przyczyn naturalnych. W Australii był wtedy środek zimy, a zamarzająca wokół woda oznaczała, że Margaret musiała spędzić wiele dni, próbując wydostać się z domu i poprosić kogoś o pomoc. W końcu przedarła się przez bagna do swoich najbliższych sąsiadów Buckleyów, którzy byli jej kontaktem ze światem zewnętrznym. Bernard Buckley, słysząc co się stało, natychmiast dał znać odpowiednim władzom, a wtedy dwóch policjantów, lekarz, koroner i jeden z synów Buckleya przedarli się przez kilometry bagien, aby wydobyć jakoś ciało Jeannie z posiadłości. Gdy zdołali już dotrzeć do domu Margaret, było bardzo ciemno, a Jeannie nie żyła od jakiegoś czasu. Można sobie zatem wyobrazić, jak bardzo przerażająca była podróż powrotna przez kilometry bagien w całkowitej ciemności z gnijącym ciałem kobiety. Trzeba było prosić aż ośmiu silnych mężczyzn, aby pomogli wynieść trumnę z domu. Po śmierci Jeannie miejscowy policjant próbował przekonać Margaret do wyprowadzenia się z ponurego domu, ale ona odmówiła. Tak więc teraz została zupełnie sama, nie licząc małego psa o imieniu Dingo.


Margaret Clement i jej wierny pies Dingo

Historia ubóstwa i totalnej izolacji dwóch sióstr trafiła więc na łamy gazet. Sąsiedzi i względni nowicjusze w tych okolicach, Stanley Livingstone i jego żona Esmie, zaprzyjaźnili się ze starzejącą się Margaret. Stanley Russell Livingstone znany był ze swojego porywczego charakteru. Był bowiem byłym piłkarzem Footscray i pracownikiem Centrum Rzeczoznawstwa Budowlanego, który kupił niewielką farmę w Meeniyan. Esmie była z kolei dziewczyną z Grippsland, a jej ojcem był stolarz i przedsiębiorca pogrzebowy działający w rejonie Traralgon. Livingstone’owie twierdzili, że często zabierali Margaret na zakupy i zapraszali do swego domu na obiady. Tym oto sposobem chcieli wzbudzić w niej zaufanie. Pewnego dnia Stanley zabrał nawet Margaret do domu jej siostry Anny w St. Kilda, gdzie był obecny również jej siostrzeniec Clement. Tam pomiędzy mężczyznami doszło do sprzeczki, w wyniku której Stanley uderzył Clementa w twarz. Po jakimś czasie Margaret ponownie odwiedziła Annę. Miejscowy policjant, który spotkał ją podczas jednej z podróży powrotnych, oświadczył potem, że po tej wizycie kobieta miała sine przebarwienia wokół jednego oka. Margaret twierdziła, że była bardzo nieszczęśliwa w mieście i jedyne, o czym marzyła, to wrócić do Tullaree i swojego małego psa Dingo.

O najstarszej siostrze Margaret, Florze, i jej mężu Robercie Andersonie Glennym jest bardzo mało informacji. Wiadomo, że Glenny zmarł w 1930 roku, lecz Flora wciąż żyła, kiedy zmarła Jeannie i kiedy zniknęła Margaret. Flora i jej córki mieszkały w Ballarat. Dziewczyny miały rzekomo odziedziczyć spadek po Margaret, który ta zapisała im w testamencie. A było to tak: w wyniku skomplikowanej procedury prawnej prawnik Stanleya Livingstone’a zaaranżował usunięcie zastrzeżenia dotyczącego Tullaree, według którego Margaret miała mieszkać w posiadłości do końca swoich dni. Następnie kobieta sprzedała nieruchomość Livingstone’om za sumę trzech tysięcy funtów, a w zamian za to oni spłacili jej hipotekę wynoszącą dwanaście i pół tysiąca funtów. Stanley i Esmie pragnęli bowiem odzyskać kiedyś bogate pastwiska, które teraz zalane były przez bagna, i przywrócić Tullaree do dawnej świetności. Chcieli też odrestaurowywać zrujnowaną nieruchomość. Jednakże nigdy do tego nie doszło. Przed zniknięciem Margaret, Livingstone’owie zbudowali na terenie posiadłości mały domek, a właściwie coś na kształt szałasu, gdzie kobieta miała zamieszkać, ponieważ za nic nie chciała opuścić Tullaree. Ten sam prawnik napisał zatem nowy testament dla Margaret, z którego usunął jej siostrzeńca, Clementa Carnaghana, jako beneficjenta i zamiast niego wymienił córki jej najstarszej siostry Flory. Mniej więcej w tym samym czasie w buszu wybuchł pożar. Gdy Stanley pomagał w jego ugaszeniu, Margaret i Esmie siedziały w samochodzie z dala od ognia. Wtedy podeszło do auta dwóch nieznajomych mężczyzn. Mężczyźni zmusili Margaret do tego, aby wysiadła z samochodu. Kiedy pojawił się Stanley, nieznajomi natychmiast uciekli.


Akcja poszukiwacza żywej lub martwej Margaret Clement


W marcu 1952 roku mały pies Margaret został znaleziony martwy. Jego gardło w niezwykły sposób zostało przegryzione, a wnętrzności, jak gdyby wyrwane pazurami. Zaledwie dwa miesiące później jego siedemdziesięciojednoletnia pani, za której ochronę Dingo oddałby życie, po prostu zniknęła. Margaret Clement po raz ostatni widziana była przez Stanleya Livingstone’a w czwartek 22 maja 1952 roku. W niedzielę 25 maja mężczyzna zgłosił jej zaginięcie na policję. Następnego dnia rozpoczęto jej poszukiwania, w których brało udział aż sto osób, w tym policja, sąsiedzi i detektyw. Początkowo obawiano się, że kobieta gdzieś upadła i utonęła w bagnach podczas spaceru, ale poszukiwacze nie znaleźli żadnych śladów, które miałyby o tym świadczyć. Miejscowi wyśmiewali jednak tę teorię; pomimo swego wieku, kobieta znała bagna jak własną kieszeń. Niemniej policja nie zwracała uwagi na prześmiewcze komentarze i przeszukała skrupulatnie bagna, a tam, gdzie były one zbyt głębokie, użyła specjalnych haków. Nigdzie też nie znaleziono jej ciała. Gruntownie przeszukano studnie znajdujące się na terenie posiadłości, a następnie zaczęto szukać dalej, w takich miejscach jak pobliskie pola uprawne, strumienie i rzeki. Poszukiwania Margaret trwały miesiącami i zaangażowały setki osób, ale nigdy nie znaleziono choćby najmniejszego jej śladu. Stanley Livingstone twierdził, że bardzo niepokoił się o starszą sąsiadkę, a którejś nocy słyszał nawet tak głośnie ujadanie psów, że od razu tknęło go, iż musiało wydarzyć się coś złego. Kiedy jednak wyszedł z domu zobaczyć, co się stało, niczego niepokojącego nie dostrzegł. Uznał więc, że widocznie coś musiało mu się przewidzieć. Livingstone’owie nie ukrywali, że martwią się o Margaret i dlatego mieli nadzieję, że poszukiwania przyniosą jednak pozytywne skutki. Wkrótce w mieście zaczęły krążyć plotki o tym, co tak naprawdę mogło przydarzyć się kobiecie. Tajemnica stała się jeszcze bardziej mroczna, gdy kilku mieszkańców poinformowało policję o tym, iż na krótko przed zniknięciem Margaret, kręcili się w okolicy jacyś nieznajomi mężczyźni, jeżdżący czarnym samochodem i próbujący dowiedzieć się, jak znaleźć damę z bagien.  

Inną teorią, która wydawała się bardziej prawdopodobna, było to, że Margaret Clement została zamordowana przez Stanleya Livingstone’a. Policja od dawna uważała, że zabił on swoją sąsiadkę, ale nigdy nie miała wystarczających dowodów, by postawić mu zarzuty. Gdy w 1993 roku policja przygotowywała się do wystosowania ostatecznego nakazu przesłuchania Esmie w tej sprawie, ta zmarła w domu opieki w Morwell. Detektywi powiedzieli wówczas, że byli przekonani, iż Esmie znała jednak szczegóły morderstwa. Jeśli faktycznie tak było, to niestety zabrała je ze sobą do grobu. Starszy sierżant Bill Townsend, który prowadził śledztwo w sprawie morderstwa, powiedział, że śmierć Esmie oznacza, iż sprawa najprawdopodobniej nigdy nie zostanie rozwiązana. Jeszcze w 1978 roku detektyw Townsend przesłuchiwał Esmie Livingstone i już wtedy wierzył, że to jej mąż zabił Margaret, a kobieta boi się o tym mówić. Esmie miała bowiem powiedzieć mu, że chciałaby pomóc, lecz jest zbyt przerażona. Stanley zmarł rok wcześniej na atak serca, co skłoniło śledczych do ponownego przesłuchania jego żony. Townsend powiedział, że wszystko wskazywało na to, iż to właśnie Stanley Livingstone był zabójcą. Co więcej, Esmie na przestrzeni lat miała rzekomo wyznać swoim kilkorgu znajomym, że to jej mąż był odpowiedzialny za morderstwo Margaret Clement. Jedna z jej przyjaciółek, Jean Lesley Sharp, oświadczyła policji, że Esmie wyznała jej, iż Stanley zmusił Margaret do podpisania dokumentów, przystawiając jej pistolet do głowy, zanim zaplanował jej zabójstwo. Według Jean, Stanley zapłacił potem dwóm mężczyznom z Melbourne, znanym jedynie jako Bradley i Brandshaw, aby ci zamordowali Margaret Clement.

Siostrzeniec Margaret, Clement Carnaghan, nie był świadomy, że podstępem został usunięty z testamentu ciotki. Po jej zniknięciu, kiedy okazało się, że Livingstone’owie nabyli Tullaree, rozpoczął postępowanie sądowe celem podważenia ostatniej woli Margaret i tym samym unieważnienia sprzedaży nieruchomości. Jako adwokata zatrudnił Franka Galbally’ego, znakomitego prawnika specjalizującego się w sprawach karnych w Melbourne. Clement i jego prawnik próbowali powołać się na – ich zdaniem – bezprawny wpływ Livingstone’ów na Margaret, a potem także na jej zniedołężnienie i niepoczytalność. Sprawy sądowe ciągnęły się latami, a dodatkowo utrudniał je fakt, że Margaret musiała w końcu zostać uznana za zmarłą, choć jej ciała nigdy nie odnaleziono. W kolejnym zwrocie akcji wydaje się, że Stanley Livingstone pożyczył większość z trzech tysięcy funtów, które potem zapłacił kobiecie za nieruchomość. W 1955 roku sędzia główny, sir Edmund Herring, orzekł na korzyść tego ostatniego testamentu, a Livingstone’owie zostali uznani za właścicieli posiadłości.

W tych latach Livingstone mieszkał i pracował na terenie Tullaree. W 1954 roku do Sądu Najwyższego wpłynęło natomiast kolejne pismo od Tarwin River Improvements Trust[1]. Wyglądało więc na to, że Stanley odmawiał dostępu do prac nad kanalizacją wzdłuż Fish Creek. Jest to zdumiewające, ponieważ sam Livingstone pracował nad osuszeniem posiadłości i nie mógł kontynuować prac, dopóki to osuszenie nie zostało ukończone. Dlaczego zatem teraz odmawiał dostępu do kanalizacji? W 1954 roku, zaledwie pięć lat po tym, jak Margaret Clement sprzedała Tullaree Stanleyowi i Esmie Livingstone’om za trzy tysiące funtów i niecały rok po zakończeniu sprawy sądowej, Livingstone’owie sprzedali nieruchomość za sześćdziesiąt siedem i pół tysiąca funtów. Ostatecznie kupili ziemie na wyspie Curtis w pobliżu Gladstone w Queensland. A zatem Stanley Livingstone zmarł w 1992 roku jako milioner, którego los odmieniło Tullaree. Jak już wspomniano, Esmie zmarła rok później, a po jej śmierci ujawniono, że była wręcz przerażona swoim mężem, by pomóc policji w śledztwie. Lecz najprawdopodobniej wiedziała, kto był mordercą Margaret Clement. Siostra Margaret, Anna Elizabeth Carnaghan, była ostatnią żyjącą z rodzeństwa Clementów. Zmarła w 1961 roku a jej syn w 1982 roku w Heidelbergu w stanie Wiktoria. Nigdy się nie ożenił.  

W listopadzie 1978 roku na wydmach w Venus Bay odkryto w płytkim grobie szczątki kobiety. Jednakże nigdy nie udało się dokonać ich identyfikacji i jednoznacznie stwierdzić, że to kości Margaret Clement. Plotka głosi, że ziemia, na której je znaleziono, była niegdyś dzierżawiona przez Stanleya Livingstone’a. Podobno wypasał na niej bydło. Nie ma jednak jednoznacznych dowodów potwierdzających tę tezę. Z kolei w 1979 roku w tej samej okolicy znaleziono koronkowy szal, damską torebkę i kilka monet. Wszystko to pochodziło sprzed 1952 roku, lecz mimo to nigdy nie udowodniono, że rzeczy te należały do Margaret Clement. Ostatnie badania czaszki sugerują natomiast, że zużycie zębów wskazuje, iż odnaleziony szkielet należy do Aborygenów. Czy zatem kobieta faktycznie wpadła do bagna? A może została zamordowana przez nieznajomych próbujących okraść jej posiadłość? Albo po prostu zabił ją sąsiad, który chciał – i ostatecznie to zrobił – przejąć Tullaree? Możliwe też, że do śmierci Margaret przyczynił się jej siostrzeniec, Clement Carnaghan, którego również podejrzewano. Lecz ani Livingstone’owi, ani też Carnaghanowi nigdy nie został postawiony żaden formalny zarzut o morderstwo kobiety, a na pytanie dlaczego Margaret została zamordowana nadal nie można odnaleźć odpowiedzi. Nie można jednak odrzucić teorii, że na terenie posiadłości wciąż ukryte było złoto zakopane tam przez Wiberga.

Bez wątpienia historia Margaret Clement bezustannie spędza sen z powiek zarówno ekspertów, jak i zwykłych internetowych detektywów. Prawdą jest natomiast to, że koniec opowieści o dwóch bogatych młodych kobietach był nie tylko tajemniczy, ale też niezwykle tragiczny. Obydwie pożegnały się z życiem odizolowane od świata, mieszkając w opuszczonym i zrujnowanym domu na bagnach.


______________________________

Bibliografia

  1.  Argus, 26-31 May 1952 & 2 June 1952 (Melbourne)
  2. Age, 18 February 1985 (Melbourne)
  3. Gippsland Times, 27 July 1950
  4. Herald, 9 August 1980 (Melbourne)
  5. Herald-Sun, 30 March 1997 & 6 April 1997 (Melbourne)
  6. People, 30 July 1952 (Sydney)
  7. Truth, 31 May 1952 (Melbourne)

 

Prawa autorskie do tekstu © Agnieszka Różycka 




[1] Organ ustawowy utworzony w Australii na mocy ustawy z 1940 roku (River Improvement Trust Act) celem ochrony i ulepszania rzek, naprawy i zapobiegania dewastacji rzek oraz zapobiegania lub łagodzenia skutków powodzi na terenach zalewanych przez rzeki. Każdy obszar posiada swój własny oddział. 




czwartek, 4 maja 2023

Koronacja Karola III i Kamień Przeznaczenia

 



Koronacja Karola III Windsora i jego żony Kamili, która w lutym zeszłego roku otrzymała od swojej teściowej, Elżbiety II, tytuł Królowej Małżonki Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii, zbliża się wielkimi krokami. Uroczystość, na którą czekają miliony ludzi w całej Wielkiej Brytanii i poza nią, odbędzie się w najbliższą sobotę, tj. 6 maja. Będzie to symboliczna ceremonia łącząca w sobie nabożeństwo religijne i wielkie widowisko. Koronacja będzie mieć miejsce w Opactwie Westminsterskim i tym samym Karol zostanie 40. monarchą koronowanym w opactwie od 1066 roku. Dla przypomnienia: pierwszym władcą koronowanym w Opactwie Westminsterskim był Wilhelm I Zdobywca. W tym pełnym przepychu i formalności dniu bynajmniej nie zabraknie zwyczajów sięgających ponad tysiąc lat wstecz, a wśród nich wykorzystania tzw. Kamienia Przeznaczenia.


Król Karol III Windsor & Kamila,
Królowa Małżonka Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii
© Mark Tantrum

Kamień Przeznaczenia znany również jako Kamień ze Scone lub Kamień Koronacyjny, to nic innego, jak prostokątna płyta z żółtego piaskowca najprawdopodobniej pochodząca z dolnych skał Old Red Sandstone w regionie Perthshire. Wymiary płyty to około 26 na 11 cali (66 cm na 28 cm), natomiast waga to w przybliżeniu 336 funtów (152 kg). Kamień jest gładki z wyjątkiem pojedynczego rzeźbionego łacińskiego krzyża. Piaskowiec związany jest przede wszystkim z ceremoniami koronacyjnymi średniowiecznych monarchów Szkocji. Ceremonie te odbywały się w Scone, prehistorycznym miejscu w Perthshire, choć dokładne zastosowanie kamienia nie jest znane. W zamierzonym akcie propagandy politycznej, Kamień ze Scone został zabrany ze Szkocji przez Edwarda I Długonogiego, zwanego też Młotem na Szkotów. Edward uczynił go częścią angielskiego krzesła koronacyjnego, które przez wieki znajdowało się w Opactwie Westminsterskim. Ostatecznie kamień został zwrócony Szkotom w 1996 roku i obecnie można go podziwiać w zamku w Edynburgu, a dokładnie w jego Sali Koronacyjnej, gdzie oprócz kamienia znajduje się jeszcze kilka innych elementów szkockich regaliów.

 

Legenda mówi, że tylko tam, gdzie znajduje się Kamień Przeznaczenia, będą rządzić szkoccy królowie.

 

Rozsądnie rzecz ujmując Kamień Przeznaczenia to raczej nic nieznacząca płyta piaskowca, która niesie ze sobą niezwykły bagaż mitów i podań ludowych. Według jednej z legend kamień ten jest tym samym, którego Jakub – biblijny przodek narodu izraelskiego – używał jako poduszki, kiedy przebywał w Betel (miasto na północ od Jerozolimy) i doświadczył wizji aniołów wstępujących i schodzących po niebiańskiej drabinie do nieba. Następnie kamień odbył niezwykłą podróż po Morzu Śródziemnym, podczas której przemieszczał się z Bliskiego Wschodu do Egiptu, Sycylii i Hiszpanii. W końcu około 700 roku p.n.e. kamień dotarł do Irlandii, gdzie został ustawiony na Wzgórzu Tara, neolitycznym miejscu w hrabstwie Meath, w którym zgodnie z tradycją koronowano starożytnych królów tego kraju. Według niektórych źródeł, to właśnie legendarny irlandzki władca, Fergus Mór mac Eirc, przywiózł kamień do Szkocji około 500 roku n.e. Inna wersja legendy mówi natomiast, że kamień został przywieziony z Irlandii do Szkocji przez księżniczkę Scotę, córkę egipskiego faraona. Dyskusyjny jest również fakt, czy obecny Kamień Przeznaczenia jest tym samym kamieniem, o którym mówią legendy, ponieważ niektórzy wczesnośredniowieczni kronikarze opisują go jako rzeźbiony kamienny tron. Alternatywna wersja jest jednak taka, że obecny kamień mógł kiedyś być częścią tego bardziej wyszukanego tronu. 


piątek, 28 kwietnia 2017

Niezwykła saga rodzinna z Nową Hutą w tle








Edyta Świętek to autorka powieści obyczajowych adresowanych głównie do kobiet, choć zapewne wśród czytelników jej prozy nie brak również mężczyzn. Urodziła się i wychowała w Krakowie. Z wykształcenia jest ekonomistką, natomiast powieści pisze z zamiłowania. Jej największym marzeniem jest kreowanie takich historii, które sama czytałaby z przyjemnością. Uwielbia aktywny wypoczynek, czyli długie rodzinne spacery oraz bieganie. Oprócz literatury, jej pasją są dobra muzyka i zwierzęta.

W 2010 roku zadebiutowała powieścią zatytułowaną Zerwane więzi. W tym samym roku na rynku wydawniczym ukazała się druga jej książka nosząca tytuł Aleter ego. Od tamtej pory Autorka publikuje regularnie. Większość jej powieści ukazało się nakładem wydawnictwa Replika. Wśród nich znajdują się między innymi takie tytuły, jak: Cienie przeszłości (2014), Tam, gdzie rodzi się miłość (2015), Tam, gdzie rodzi się zazdrość (2015), Noc Perseidów (2016), Wszystkie kształty uczuć (2016) czy Miód na serce (2016).

W bieżącym roku do rąk czytelników trafił pierwszy tom niezwykłej sagi rodzinnej z Nową Hutą w tle. Saga nosi tytuł Spacer Aleją Róż. To pięciotomowa historia rodziny Szymczaków pochodzących z podkrakowskiej wsi. Akcja rozpoczyna się tuż po wojnie, kiedy Polska powoli zaczyna odradzać się po wojennej zawierusze. Niestety, upragniona wolność wcale nie wygląda tak, jak tego oczekiwano. Nowy okupant – komuniści – stara się robić wszystko, aby pokazać Polakom, gdzie ich miejsce i czego oczekuje od nich władza. Szymczakowie muszą zatem każdego dnia stawiać czoło trudnej rzeczywistości, szczególnie że ich życie zmienia się diametralnie z dnia na dzień. Teraz już nie tylko władza jest zagrożeniem, ale również sąsiedzi, którzy jeszcze tak niedawno ich podziwiali i rzekomo szanowali.

W przyszłym miesiącu planowana jest premiera drugiego tomu sagi. A oto krótki zarys fabuły:

Dynamicznie wzrastająca najmłodsza dzielnica Krakowa ciągle jeszcze przypomina miasto rodem z dzikiego zachodu. Pomiędzy nowymi domami, przeludnionymi barakami i terenami budowlanymi kwitnie hazard, a sprawiedliwość bywa wymierzana na własną rękę. Za dnia wznoszone są domy, kina, szpital oraz szkoły, natomiast nocami w mrocznych zaułkach czają się przestępcy oraz prostytutki. Nad głowami mieszkańców, niczym mityczny miecz Damoklesa, wisi groźba wybuchu kolejnej wojny. Oto Nowa Huta lat 50. XX wieku – siedlisko socrealistycznego absurdu, w którym rozrastająca się rodzina Szymczaków poszukuje swojego miejsca w świecie. 
Bronek nie może odnaleźć szczęścia w małżeństwie i wciąż tęskni za Bogumiłą. Do miasta przyjeżdża Andrzej, aby z dala od Pawlic uporać się z rozpaczą po tragicznie zmarłej Agacie. Julia z przestrachem odkrywa, że jest obserwowana przez tajemniczego mężczyznę o podejrzanym wyglądzie. W dodatku pewnego dnia na nowohuckich łąkach robotnicy natrafiają na makabryczne znalezisko… 
Autorka poczytnych powieści w brawurowy sposób serwuje osadzoną w realiach wczesnego PRL-u historię rodzinną ze zbrodnią i zemstą w tle.

Na okładce książkę poleca między innymi pisarka i recenzentka Magdalena Majcher. Oto co pisze na jej temat:

Rodzina Szymczaków powraca w powieści będącej kontynuacją równie udaną, co pierwszy tom ich przygód. Edyta Świętek sprostała oczekiwaniom, jakie pojawiły się po lekturze „Cienia burzowych chmur”. W ręce czytelników oddaje kolejną dopracowaną i zachwycającą rozmachem opowieść z intrygującymi zagadkami w tle. Serdecznie polecam!


Oficjalna premiera Łąk kwitnących purpurą odbędzie się:

23 maja 2017 roku


Książka ukaże się pod patronatem medialnym między innymi mojego bloga. Tak więc już dziś serdecznie zapraszam na recenzję przedpremierową drugiego tomu Spaceru Aleją Róż.



















sobota, 3 września 2016

Henryk Sienkiewicz – „Quo vadis”















Wydawnictwo: GREG
Kraków 2003





W 1894 roku Henryk Sienkiewicz (1846-1916) postanowił ponownie sięgnąć do tematyki historycznej, co zaowocowało tym, iż rozpoczął przygotowania zmierzające do napisania powieści Quo vadis, za którą rzekomo – jak błędnie twierdzą niektórzy – w 1905 roku otrzymał Nagrodę Nobla. Jest to mylne przekonanie, które należałoby sprostować. W rzeczywistości Henryk Sienkiewicz został uhonorowany Nagrodą Nobla za całokształt swojej pracy twórczej, a dokładnie za wybitne osiągnięcia pisarskie w literaturze epickiej. Oczywiście, przystępując do pisania Quo vadis, pisarz nie miał pojęcia, że ta książka wywrze tak ogromny wpływ na czytelnikach i stanie się kiedyś klasyką literatury polskiej, którą będą przekładać na wiele języków obcych. Zanim Henryk Sienkiewicz rozpoczął pracę nad Quo vadis, miał już na swoim koncie takie powieści, jak: Na marne (1872), historyczną trylogię składającą się z takich tytułów, jak: Ogniem i mieczem (1884), Potop (1886) oraz Pan Wołodyjowski (1888), jak również książki osadzone w realiach XIX wieku: Bez dogmatu (1891) i Rodzina Połanieckich (1894).

W odróżnieniu od wspomnianej wyżej Trylogii, w której opisał wydarzenia mające związek z historią Polski, Henryk Sienkiewicz akcję swojej nowej powieści osadził w Rzymie za panowania cesarza Nerona (37-68). Inspiracją do napisania Quo vadis stały się annały Publiusza Korneliusza Tacyta (ok. 55-120), który był jednym z najbardziej cenionych przez Sienkiewicza pisarzy. Annały Tacyta trafiły do rąk Henryka Sienkiewicza podczas jego pobytu w Rzymie. W trakcie tej podróży towarzyszył pisarzowi polski malarz Henryk Siemiradzki (1843-1902), który w tamtym czasie mieszkał w Rzymie. Któregoś dnia w momencie spaceru po Wiecznym Mieście, malarz pokazał Sienkiewiczowi pewną kapliczkę i wtedy autor postanowił, że podejmie się napisania powieści, której tematyka będzie dotyczyć owej epoki. Pomocna była też znajomość faktów odnoszących się do początków Kościoła oraz prześladowania Polaków żyjących pod zaborami.

Ligia porzuca dom Aulusa
Pocztówka ze sceną z Quo vadis (1913)
autor: Domenico Mastroianni (1876-1962)
Henryk Sienkiewicz pracę nad powieścią rozpoczął na początku 1895 roku w Warszawie, zaś zakończył dokładnie 18 lutego 1896 roku w Nicei. Z kolei od 26 marca 1895 roku do 29 lutego 1896 roku Quo vadis publikowano w odcinkach na łamach Gazety Polskiej, jak również w Dzienniku Krakowskim i Dzienniku Poznańskim. Dopiero kilka miesięcy później pojawiło się trzytomowe wydanie książkowe. Na powstanie Quo vadis spory wpływ miały zainteresowania autora tematem epoki starożytnej. Henryk Sienkiewicz niejednokrotnie w listach pisanych do przyjaciół stwierdzał, że pasjonuje się tekstami starożytnych historyków i pisarzy. Szczególne miejsce wśród tych utworów zajmowały oczywiście wspomniane wyżej annały Tacyta, gdzie autor w sposób dość obiektywny przedstawiał charakter panowania poszczególnych cesarzy rzymskich, zaczynając od Tyberiusza (42 p.n.e.-37 n.e.), zaś kończąc na Neronie. Obok Roczników Tacyta istotne znaczenie dla Sienkiewicza miały także dzieła Swetoniusza (ok. 69-130) – Żywoty cezarów – oraz Greka Diona Cassiusa (ok. 160-235). Sienkiewicz interesował się również dziełami autorów, z którymi łączyła go epoka, w której żyli.

Na przestrzeni lat wszelkiego badania i analizy literackie dotyczące Quo vadis pokazały, iż powieść stanowi nawiązanie do szeregu utworów, które powstały w czasach Henryka Sienkiewicza. Przykładem może być tutaj jeden z europejskich pisarzy – Francuz Ernest Renan (1823-1892) – chyba najbardziej znany z wyrażania krytyki i sceptycyzmu wobec osoby Jezusa Chrystusa i jego boskości, co znane było już wcześniej, a szczególnie w XVIII wieku. Znakomite badania starożytnego chrześcijaństwa przeprowadzone przez Ernesta Renana dostarczyły Sienkiewiczowi naprawdę wyczerpującego opisu postaci Nerona. Co więcej, były też jednym z głównych motywów Quo vadis, czyli prześladowania chrześcijan. W dziewiętnastym stuleciu zaczęły natomiast pojawiać się w pełni naukowe oraz precyzyjne analizy historyczne dotyczące Antyku. Liczne badania archeologiczne dostarczyły informacji o życiu ludzi w pierwszych wiekach naszej ery. Tak więc Henryk Sienkiewicz czerpał z wiedzy wybitnych badaczy, zaś zgromadzone informacje umożliwiły mu pokazanie realiów Rzymu za czasów panowania cezarów. 

Winicjusz i Ligia 
Ty jesteś duszą mej duszy
Pocztówka ze sceną z Quo vadis (1910)
autor: Franz Rösler (1864-1941)
Obok literackich inspiracji oraz ogółu estetycznych wrażeń, które złożyły się na powstanie Quo vadis, trzeba wspomnieć również o sytuacji politycznej, która była współczesna Sienkiewiczowi. Chodzi oczywiście o ucisk Polaków żyjących na ziemiach pod zaborami pruskim i rosyjskim. Prześladowanie chrześcijan miało zatem stanowić odzwierciedlenie sytuacji rodaków, wobec których zaborcy stosowali liczne represje. Do tego dochodziło również prześladowanie Unitów żyjących na Podlasiu. Ponadto atmosfera, jaka panowała pod koniec XIX wieku nie była także bez znaczenia, jeśli chodzi o powstanie i konstrukcję powieści. Tak więc nie dziwi fakt, iż badacze literatury wyraźnie zaczęli wymieniać wspólne cechy pomiędzy Rzymem z czasów Nerona a sytuacją panującą w Europie pod koniec XIX wieku.

Dość interesującą inspirację zauważyli badacze Quo vadis w pożarze Rzymu, który mógł być odzwierciedleniem pożogi Puław z 1875 roku. Henryk Sienkiewicz obserwował to tragiczne wydarzenie z bliska, ponieważ pracował wtedy w Gazecie Polskiej jako reporter. W związku z tym swoje wrażenia wyniesione z obserwacji płonącego polskiego miasta mógł wykorzystać do opisania trawionego ogniem Rzymu. Pomimo tak licznych powiązań oraz inspiracji, Quo vadis bez wątpienia jest utworem wyjątkowym i niepowtarzalnym. Henryk Sienkiewicz po mistrzowsku wykorzystał tematykę starożytnego świata w chwili, gdy ten chylił się ku upadkowi, natomiast w progu stała już nowa chrześcijańska epoka. Pisarz stworzył więc dzieło wartościowe pod względem literackim, które zostało potem docenione przez czytelników na przestrzeni kolejnych wieków. Powieść przyniosła Henrykowi Sienkiewiczowi międzynarodową sławę, czego dowodem są liczne przekłady, o których sam pisarz mówił, iż możliwe jest, że przekraczają one ilość tłumaczeń innych jego powieści razem wziętych. Oprócz przekładów opublikowanych w językach powszechnie znanych, jak angielski, niemiecki, francuski, włoski, hiszpański czy rosyjski, były też tłumaczenia szwedzkie, duńskie, holenderskie, słoweńskie, portugalskie nowogreckie, armeńskie, fińskie, litewskie i wiele innych. Pojawił się także jeden przekład w języku japońskim, jak również arabskim.

Neron ogląda swe ofiary
Pocztówka ze sceną z Quo vadis (1910)
autor: Franz Rösler
A teraz skupmy się na linii fabularnej Quo vadis. Otóż głównym wątkiem są losy Rzymianina Marka Winicjusza i Ligii, która jest córką wodza barbarzyńskiego plemienia Ligurów. Początkowo Marek Winicjusz jest mężczyzną, który uwielbia zabawy organizowane na dworze Nerona. W dodatku jest dość porywczy i ma bardzo wybuchowy charakter. Ligia stanowi klasyczne przeciwieństwo Winicjusza. To kobieta cnotliwa, uczuciowa, rozsądna i zrównoważona emocjonalnie. To właśnie pod jej wpływem Marek Winicjusz zaczyna się powoli zmieniać. Oczywiście w tej przemianie nie bez znaczenia jest wiara chrześcijańska, którą – dzięki Ligii – coraz częściej może obserwować. Niestety, wiara może też stanowić ogromny problem, jeśli chodzi o rodzącą się pomiędzy młodymi miłość. Wiadomo, że dziewczyna nigdy nie wyrzeknie się chrześcijańskiego Boga, zaś Winicjusz wychowany na poganina nie będzie skory do zmiany swoich przekonań. Musi zatem upłynąć sporo czasu i wiele się wydarzyć, aby obydwoje zakochani mogli podążyć tą samą drogą.

Ludzie, którzy są zgromadzeni wokół pierwszych wyznawców Chrystusa stanowią w powieści przykład rodzącej się potęgi. Obrazują oni bowiem wartości zupełnie odmienne od tych, którymi kieruje się pogański Rzym wierzący w rozmaite bóstwa. Niechęć chrześcijan do oddawania boskiej czci cezarowi staje się w końcu przyczyną niewyobrażalnych cierpień. Są oni bezlitośnie i brutalnie mordowani, wysyłani na areny, podczas gdy rozwrzeszczany rzymski motłoch ekscytuje się ich tragiczną śmiercią w paszczach dzikich zwierząt albo z ręki gladiatorów. Tłem ich dziejów jest miasto wzniesione na siedmiu wzgórzach, czyli Rzym. Państwo powoli zaczyna chylić się ku upadkowi, głównie za sprawą dziwactw następujących kolejno po sobie poszczególnych cesarzów, którzy stopniowo tracą szacunek swoich poddanych. W związku z tym coraz bardziej niebezpieczna staje się religia chrześcijańska, którą powszechnie nazywa się sektą. Sama religia może nie jest zbyt ryzykowna, lecz niebezpieczeństwo stanowią tutaj zawarte w niej prawdy dotyczące życia wiecznego i miłosierdzia.

Ursus pokonuje tura i ratuje Ligię
Pocztówka ze sceną z Quo vadis (1910)
autor: Franz Rösler
Quo vadis to również powieść o ogromnych walorach poznawczych. Jak już wspomniałam wyżej, zanim Henryk Sienkiewicz przystąpił do pracy nad powieścią, czytał dzieła starożytnych historyków, jak również odwiedził dawne centrum świata. Fakt ten sprawia, że czytelnik może być pewien, iż pisarz w swoim dziele wiernie oddał historyczną rzeczywistość. Wielce wiarygodne są także kwestie odnoszące się do życia ówczesnych chrześcijan, jak ich męczeństwo czy szaleństwo Nerona oraz sposób życia ludzi w epoce antycznej. Z całą pewnością Quo vadis jest powieścią historyczną napisaną po mistrzowsku, czego dowodem jest przede wszystkim jej międzynarodowy sukces. W epoce Sienkiewicza, kiedy Polska podzielona była pomiędzy trzech zaborców, przesłanie książki odczytywano zgoła odmiennie niż robili to czytelnicy w innych krajach. Uciśniona przez obce mocarstwa ludność mogła ponownie żywić nadzieję, że nawet największe i najpotężniejsze imperium może upaść, a Dobro zawsze zwycięży nad Złem. Na kartach powieści wspomniane zwycięstwo obrazuje moment walki na arenie, kiedy Ursus pokonuje olbrzymiego tura. Wtedy też lud opowiada się zarówno za nim, jak i za Ligią, zaś Neron nie jest w stanie wyrządzić im już żadnej krzywdy. Ta scena stanowi kulminacyjny moment akcji powieści i symbolizuje odejście od miedzianobrodego tyrana i zwrócenia się w stronę zupełnie innych, nowych wartości.

Henryk Sienkiewicz w swojej powieści ukazuje czytelnikowi dwa doskonale połączone ze sobą wątki. Z jednej strony mamy historię miłości Marka Winicjusza i Ligii, którzy wywodzą się z dwóch zgoła różnych światów, zaś z drugiej czytelnik ma do czynienia z precyzyjnie i dogłębnie odwzorowanymi realiami antycznego Rzymu. Dzięki temu możemy przyjrzeć się jego obyczajowości, a także charakterowi sprawowania władzy przez niezrównoważonego psychicznie Nerona. Autor niezwykle dokładnie oddał tamtą rzeczywistość, jak również ożywił w sercach swoich rodaków nadzieję na powrót do życia w niepodległym państwie, co ziściło się po upływie dwudziestu dwóch lat od wydania Quo vadis w całości. Oczywiście Henryk Sienkiewicz nie jest jedynym pisarzem, który podjął się tematyki prześladowania pierwszych chrześcijan. Na przestrzeni lat powstało wiele tego rodzaju książek i wydaje się, że temat wciąż jest aktualny, ponieważ nawet autorzy obecnie żyjący sięgają po epokę starożytną, z którą nierozerwalnie związane jest chrześcijaństwo. 


Płonący Rzym
Kadr z filmu produkcji polskiej w reżyserii Jerzego Kawalerowicza.
źródło


Na koniec dodam jeszcze, że już w 1901 roku Francuzi zafascynowani Quo vadis przenieśli książkę na ekran. Była to niema wersja filmu, podobnie jak wersje włoskie z 1912 i 1925 roku. Z kolei w 1951 roku ekranizacji powieści podjęli się Amerykanie. W rolę Marka Winicjusza wcielił się niezrownany Robert Taylor (1911-1969), zaś Ligię zagrała Deborah Kerr (1921-2007), wiele lat poźniej znana z roli Emmy Harte – głównej bohaterki powieści Barbary Taylor Bradford Kariera Emmy Harte. Film zdobył wiele prestiżowych nagród. W 1985 roku po Quo vadis ponownie sięgnęli Włosi, produkując serial telewizyjny. I wreszcie w 2001 roku dzieło Henryka Sienkiewicza doczekało się polskiej wersji filmowej. Wyprodukowano zarówno wersję kinową, jak i sześcioodcinkowy serial telewizyjny. Reżyserem tych produkcji jest nieżyjący już Jerzy Kawalerowicz (1922-2007), natomiast w rolach głównych możemy oglądać takie gwiazdy polskiego kina, jak chociażby: Paweł Deląg (Marek Winicjusz), Magdalena Mielcarz (Ligia), Bogusław Linda (Petroniusz), Jerzy Trela (Chilon Chilonides), Michał Bajor (Neron), czy Franciszek Pieczka (Święty Piotr). 











sobota, 5 września 2015

Bolesław Prus – „Lalka”
















Wydawnictwo: MG
Warszawa 2015





Bolesław Prus, a właściwie Aleksander Głowacki, urodził się w 1847 roku w Hrubieszowie. Pochodził z rodziny szlacheckiej. Do szkoły uczęszczał w Lublinie i Siedlcach, natomiast do gimnazjum w Kielcach, aczkolwiek po pewnym czasie opuścił szkołę i uciekł do szeregów powstańczych, w których walczył przez pół roku i został ranny. Potem zdał egzamin na studia matematyczno-fizyczne w Szkole Głównej w Warszawie. Studiów jednak nie ukończył, gdyż był zmuszony podjąć pracę zarobkową, w związku z czym zatrudnił się jako korepetytor. Zaczął też współpracować z Kurierem Warszawskim oraz dwoma satyrycznymi pismami: Mucha i Kolce. Po jakimś czasie został zaangażowany do pracy w kolejnym piśmie. Były to Nowiny, których redakcja wysłała Bolesława Prusa na zjazd literatów do Wiednia. Od tej chwili wszystkie znaczące pisma ubiegały się o współpracę z Autorem. Pierwszymi nowelami Bolesława Prusa były Powracająca fala, Katarynka i Antek. Niemniej największą popularność przyniosła mu powieść Lalka. Pisarz zmarł w 1912 roku w Warszawie i został pochowany na Powązkach. Na jego pomniku umieszczono napis: Serce serc.

Pierwodruk Lalki miał miejsce w odcinkach i ukazywał się na łamach Kuriera Codziennego w latach 1887-1889. Natomiast pierwsze samodzielne wydanie ukazało się w 1890 roku. Problematyka Lalki jest dość obszerna. Bolesław Prus nakreślił w niej obraz polskiego społeczeństwa z końca lat 70. XIX wieku. Autor opisał poszczególne warstwy społeczne, czyli arystokrację, mieszczaństwo oraz warstwy niższe. Kolejnym punktem są dzieje głównego bohatera – Stanisława Wokulskiego. Bolesław Prus zawarł także szereg pierwiastków pozytywistycznych, jak również skupił się na roli Pamiętnika starego subiekta.

Bolesław Prus (1847-1912)
Wśród arystokracji wymienia się następujących bohaterów: hrabia Tomasz Łęcki, jego córka Izabela, prezesowa Zasławska, Książę, Julian Ochocki, Kazimierz Starski, hrabina Kazimiera Wąsowska, baron Krzeszowski. Z kolei mieszczaństwo należy podzielić na: niemieckie, żydowskie i polskie. Natomiast do warstwy niższej zaliczyć trzeba: Węgiełka, prostytutkę Mariannę, czy też braci Wysockich.

Hrabia Tomasz Łęcki jest typowym przykładem tak zwanego szlachcica „wysadzonego z siodła”. Razem ze swoją córką Izabelą żyje na skraju bankructwa. Obydwoje funkcjonują w świecie iluzji, lecz pomimo kłopotów finansowych żyją bardzo rozrzutnie, zupełnie nie zdając sobie sprawy ze swej trudnej sytuacji. Zabezpieczeniem dla nich ma być korzystne zamążpójście Izabeli, która jest kobietą zimną i pozbawioną uczuć. Czasami odnosi się wrażenie, że jest w niej wiele z lalki, aczkolwiek panna Łęcka wbrew pozorom nie jest tytułową lalką. Bolesław Prus w tym kontekście odniósł się do procesu sądowego o zwykłą zabawkę.

Prezesowa Zasławska to z kolei bardzo zamożna arystokratka, która do tego jest wielką patriotką. Wciąż wspomina młodość stryja Stanisława Wokulskiego, i chyba właśnie ze względu na stryja uważa Stanisława za człowieka niepospolitego. A jaki zatem jest Książę? Otóż mężczyzna jedynie pozuje na patriotę, który pragnie zrobić coś ważnego dla swojego kraju. Są to jednak jedynie słowa niemające żadnego pokrycia w czynach. Twierdzi, że arystokracja jest czymś wyższym niż pozostałe sfery społeczne. W jego mniemaniu inni ludzie pochodzą od małpy. Natomiast Julian Ochocki to naukowiec i pozytywista, który pasjonuje się latającymi maszynami (balonami), a pozostałą szlachtę traktuje jak „nieszkodliwego wariata”.

Pozostając w kręgu arystokracji zwróćmy uwagę na Kazimierza Starskiego, który jedynie pozuje na człowieka „światowego”, a w rezultacie jest moralnym zerem. To bankrut, którego uratować może wyłącznie korzystne małżeństwo lub spadek po prezesowej Zasławskiej. A teraz kilka słów o hrabinie Kazimierze Wąsowskiej. Jest to kobieta pusta i niezwykle cyniczna. Nie przywiązuje się do rzeczy, które mogłyby nie przynieść jej korzyści. Często też zmienia mężczyzn. Został jeszcze baron Krzeszowski. Ten mężczyzna ożenił się z bogatą mieszczanką tylko i wyłącznie z powodu pieniędzy, które mogła mu zaoferować. Pomiędzy nimi nastąpiła swego rodzaju transakcja. Otóż baron dał żonie arystokratyczne nazwisko, a ona majątek, który ten przeznacza na konie.


Małgorzata Braunek (1947-2014) jako Izabela Łęcka
i Jerzy Kamas (1938-2015) w roli Stanisława Wokulskiego
Kadr z serialu telewizyjnego z roku 1977 w reżyserii Ryszarda Bera (1933-2004)


Mieszczaństwo niemieckie reprezentuje rodzina Minclów. Stary Mincel początkowo jest właścicielem niewielkiego sklepu. Ma dwóch synów, którzy również rozbudowują i zajmują się rzeczonym sklepem. Mincel pracuje niezwykle sumiennie, choć z pewną dozą chciwości. W odniesieniu do pracy nie można zarzucić mu niczego złego. Z kolei przedstawiciele mieszczaństwa pochodzenia żydowskiego przebywają głównie tam, gdzie znajdują się pieniądze. Posiadają oni swój charakterystyczny żydowski zmysł do handlu i zarabiania pieniędzy, dzięki czemu dorabiają się pokaźnych majątków, a przy tym są ekspansywni, operatywni i skąpi. Z każdego interesu pragną wyciągnąć jak największe korzyści dla siebie. A jakie jest mieszczaństwo polskie? Do tej grupy zaliczyć należy Szprota, radcę Węgrowicza, panią Stawską, Ignacego Rzeckiego, Stanisława Wokulskiego oraz subiekta Mraczewskiego, który pracuje w sklepie Wokulskiego. Polskie mieszczaństwo niestety gubi się w międzynarodowym zgiełku i tłumie. Dla tych ludzi podstawą kapitalizmu jest pieniądz, praca oraz konkurencja. Niemniej Polacy przegrywają w rywalizacji z Niemcami i Żydami. Pragną czegoś więcej, lecz sami nie robią praktycznie nic, aby to osiągnąć. Bolesław Prus podaje tutaj „receptę” na wyniesienie zarówno polskiej gospodarki, jak i samych Polaków z upadku. Receptą tą ma być zjednoczenie się dwóch warstw społecznych, czyli mieszczaństwa i arystokracji.

Bronisław Pawlik (1926-2002) w roli 
Ignacego Rzeckiego
Kadr z serialu telewizyjnego z roku 1977
w reżyserii Ryszarda Bera 
Niższą warstwę społeczeństwa reprezentuje na przykład Węgiełek, który jest tylko biednym chłopcem posiadającym talenty rzeźbiarskie. Z kolei prostytutka Marianna to uboga dziewczyna, którą Stanisław Wokulski wyciąga z nędzy, dając jej pracę szwaczki. Natomiast braci Wysockich Wokulski ratuje z biedy, pomagając im utrzymać gospodarstwo i kupując konia.

Skoro już mowa o Stanisławie Wokulskim to przyjrzyjmy się bliżej jego dziejom opisanym na kartach Lalki. Otóż jako dziecko w 1857 roku pracował w winiarni Hopfera, a potem podjął studia w Szkole Głównej. Brał też udział w Powstaniu Styczniowym, w konsekwencji czego został zesłany na Syberię. Tam był asystentem takich polskich uczonych, jak Jan Czerski (1845-1892), Benedykt Dybowski (1833-1930) oraz Aleksander Piotr Czekanowski (1833-1876). Stanisław Wokulski pomagał im w prowadzeniu badań dotyczących Syberii. Kiedy powrócił do Warszawy wżenił się w rodzinę Minclów, dzięki czemu otrzymał w spadku trzydzieści tysięcy rubli. Podczas pewnego teatralnego przedstawienia spotyka Izabelę Łęcką, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Aby zdobyć jej przychylność wyjeżdża na wojnę rosyjsko-turecką w latach 1877-1878 celem zarobienia trzydziestu tysięcy rubli na dostawach wojskowych. Po powrocie do Warszawy Wokulski chce wkupić się w łaski panny Izabeli. W tym celu kupuje konia, kamienicę, weksle Łęckich oraz rzuca rulon złotych imperiałów na kwestę. Natomiast arystokracji proponuje spółkę handlową, gdyż naiwnie wierzy, że pozwoli mu to znaleźć się w wyższej warstwie społecznej. Powoli zabiegi Stanisława Wokulskiego zaczynają odnosić sukcesy. Nasz bohater zaczyna bywać u Łęckich i wtedy na horyzoncie pojawia się Kazimierz Starski...

Któregoś dnia po rozmowie Izabeli Łęckiej z Kazimierzem Starskim, Stanisław Wokulski wyjeżdża samotnie do Paryża, gdzie spotyka profesora Geista, który pokazuje mu metal lżejszy od wody i przedstawia projekty budowy maszyny latającej. Ostatecznie Stanisław Wokulski porzuca plany Geista i wraca do Warszawy do panny Izabeli. Przebywa zatem w Zasławku i zaczyna tam „funkcjonować” jako oficjalny narzeczony Izabeli. Po wojażach w Zasławku Łęccy wraz z Wokulskim i Starskim udają się do Krakowa. W pewnym momencie Izabela zdradza swoje prawdziwe uczucia do Wokulskiego. Dzieje się to podczas jej rozmowy ze Starskim, którą odbywają po angielsku. Stanisław Wokulski zaszokowany wysiada z pociągu i próbuje popełnić samobójstwo. Przed śmiercią ratuje go brat Wysockiego. Wokulski powraca zatem do Warszawy, lecz popada w głęboką apatię. W dodatku otrzymuje jeszcze list od Wąsowskiej, którego treść pogłębia tylko jego uczucia wobec Izabeli. Pewnego dnia nagle znika i słychać jedynie, że wysadził kamień w Zasławku, a potem chodzą słuchy, że prawdopodobnie przebywa w Odessie i zamierza wyjechać do Ameryki. Czy to prawda? Któż to może wiedzieć.


Mariusz Dmochowski (1930-1992) jako Stanisław Wokulski
oraz Beata Tyszkiewicz w roli Izabeli Łęckiej
Kadr z filmu z 1968 roku w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa (1925-2000)


Nieco inaczej dzieje Stanisława Wokulskiego widzimy na tle Pamiętnika starego subiekta. Mamy lata 60. XIX wieku. Ignacy Rzecki postrzega wówczas Stanisława Wokulskiego jako następcę swych niepodległościowych poglądów i idei. Rzecki opiekuje się Wokulskim i pragnie uczynić go podobnym do siebie romantykiem. Niemniej dla Stanisława Wokulskiego młodość to nie tylko walka, lecz także nauka i wiedza. Te przekonania sprawiły, że stał się jednym z działaczy konspiracyjnych, następnie wziął udział w Powstaniu Styczniowym, a po jego upadku został zesłany na Syberię. Polska, do której powrócił, była już zupełnie innym krajem; przede wszystkim upadł ruch narodowowyzwoleńczy. Nastąpiło też powszechne zniechęcenie do wszelkiego rodzaju powstań, jak również dało się wyraźnie wyczuć brak zaufania do powstańców, którzy właśnie wracali z zsyłki na Syberię. Teraz ludzie zwracają uwagę wyłącznie na swój majątek, a to sprawia, że Wokulski napotyka na pewne trudności, które objawiają się chociażby w tym, iż nikt nie chce go zatrudnić. Po śmierci żony Stanisław Wokulski wyjeżdża do Bułgarii, a stamtąd powraca z dużą sumą pieniędzy. Pomimo doskonałych pomysłów ekonomiczno-handlowych pozostaje jednak sam, nie potrafi też odnaleźć się w epoce pozytywizmu, nie realizuje programu pracy organicznej czy rozwoju handlu, zaś jako romantyk nie zdobywa serca kobiety, dla której tak wiele poświęcił.

W Lalce właściwym drugim narratorem jest Ignacy Rzecki. To typ narratora-bohatera. Narracja prowadzona jest w formie pamiętnika. Wydarzenia w nim opisywane dotyczą przeszłości i odnoszą się zarówno do życia samego narratora, jak i Wokulskiego. Narrator cofa się więc do wojen napoleońskich, do Wiosny Ludów, a także opisuje Powstanie Styczniowe. Pamiętnik starego subiekta stanowi zapis przemian ideowo-politycznych, którym podlegają kolejne pokolenia Polaków. Ignacy Rzecki relacjonuje dzieje społeczeństwa począwszy od lat 40. XIX wieku, a skończywszy na latach 70. tegoż wieku. Pierwszym i jednocześnie najstarszym środowiskiem ukazanym w Pamiętniku starego subiekta jest pokolenie dawnych żołnierzy napoleońskich, czyli legionistów, wśród których znajduje się ojciec Ignacego. Gdy Ignacy był jeszcze chłopcem mieszkał ze swoją ciotką na warszawskim Starym Mieście. Jego ojciec był żołnierzem, zaś później ważną osobistością w komisji spraw wewnętrznych, która stanowiła organ administracji działający w Królestwie Kongresowym.


Mariusz Dmochowski jako Stanisław Wokulski
oraz Tadeusz Fijewski (1911-1978) w roli Ignacego Rzeckiego 
Kadr z filmu z 1968 roku w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa 


Ojciec Ignacego Rzeckiego był bardzo mocno związany z kultem Napoleona Bonapartego (1769-1821), więc usiłuje wpoić synowi wiarę w niepodległość, a także z tegoż samego powodu stara się wychować syna w duchu wierności cesarzowi. W 1840 roku umiera ojciec Ignacego, zaś ciotka za radą przyjaciół ojca subiekta Rzeckiego decyduje się oddać chłopca na praktykę do sklepu, którego właścicielem jest stary Mincel. Ignacy wykonuje tam swoje obowiązki w sposób rzetelny i uczciwy. Z kolei w 1848 roku wybucha w Europie Wiosna Ludów. Zgodnie z głoszonymi ideami walki „za waszą i naszą wolność” Ignacy wraz ze swym przyjacielem Katzem wyrusza na wojnę, aby walczyć u boku legionów przeciwko Austriakom. Tam zarówno on, jak i jego towarzysz biorą udział w licznych bitwach. Ostatecznie Ignacy Rzecki dosłużył się stopnia oficerskiego, aczkolwiek powstańcy zostali rozgromieni i w konsekwencji zmuszeni byli ratować się ucieczką. Dla Polaków zwycięstwo Austriaków jest ogromnym szokiem, czego przykładem może być chociażby samobójstwo Katza. Ignacy Rzecki również przeżywa rozczarowanie. Nie załamuje się jednak, lecz wciąż walczy i wierzy w nadejście „Napoleona”, który przyniesie Polakom niepodległość. W końcu subiekt Rzecki wraca do Warszawy.

Na przestrzeni lat Lalka doczekała się szeregu adaptacji teatralnych i filmowych, a także została przetłumaczona na wiele języków. Obecnie są autorzy, którzy pokusili się albo o napisanie kontynuacji Lalki, albo stworzenie historii, w której pojawiają się postacie znane z pierwowzoru. Mam oczywiście na myśli Córkę Wokulskiego autorstwa Romana Praszyńskiego oraz powieść pod tytułem Alkaloid, która została opublikowana pod pseudonimem „Aleksander Głowacki”. Pierwsza z powyższych książek to sensacyjna opowieść, której akcja rozgrywa się pięć lat po tajemniczym zniknięciu Stanisława Wokulskiego, a główną bohaterką jest niejaka Natalia Pol, czyli nieznana dotąd córka Wokulskiego. Natalia Pol planuje zamach na samego cara! Z kolei Alkaloid to powieść steampunkowa, w której występują bohaterowie znani z Lalki. Przypuszczam, że obydwie pozycje zasługują na uwagę czytelników, podobnie jak powieść, która stała się inspiracją do napisania tychże dzieł, choć z drugiej strony wielokrotnie przekonałam się, że czasami wszelkiego rodzaju kontynuacje tworzone są na siłę i zamiast zachwycać czytelnika, budzą u niego jedynie niesmak i rozczarowanie.