Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Bujak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Bujak. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

J.D. Bujak – „Bilbord”








Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2012


Niezwykle trudno jest odnaleźć w Polsce drugie tak wyjątkowe miasto, jakim jest bez wątpienia Kazimierz Dolny nad Wisłą. Jest to miasto przede wszystkim uwielbiane przez artystów. Patrząc na ciekawą architekturę Kazimierza Dolnego, na jego piękne widoki oraz swoisty klimat, trudno dziwić się, iż wpływa on tak niewiarygodnie na wenę artystyczną twórców rozmaitych rodzajów sztuki.

To właśnie w tym wyjątkowym i malowniczym miasteczku swoją kwiaciarnię prowadzi niejaki Krzysztof Pasłęcki. Jest to miejsce, które znają praktycznie wszyscy. Kwiaciarnia świetnie prosperuje, zaś Krzysztof robi wszystko, aby pozyskiwać coraz to nowych klientów. Lecz nie zawsze tak było. Zanim mężczyzna trafił do tego pięknego miasteczka, jego życie przypominało istny koszmar, o którym nie chce pamiętać.

Krzysztof urodził się dwadzieścia siedem lat temu jako Marcin Borowiński. Do pewnego momentu jego życie przypominało sielankę. Miał kochających rodziców, którzy nie widzieli świata poza sobą. Dla małego chłopca ojciec policjant był wielkim autorytetem, zaś matka to najwspanialsza osoba na świecie. Wraz z rodzicami mały Marcinek mieszkał gdzieś w okolicach Krakowa. Ich dom stał tuż przy ogromnym bilbordzie, który chłopcu kojarzył się z wielkim srebrnym oknem. Lecz pewnego dnia w poukładanym życiu siedmioletniego chłopca coś się zmieniło. Ukochana mama nagle zniknęła, a tata stał się podręcznikowym sadystą, dla którego jedynym celem było katowanie swojego jedynaka. Nikt do końca nie wiedział, co tak naprawdę stało się z Ewą Borowińską. Kobieta nagle przepadła bez wieści. Jednak Marcinek z ojcem wiedzieli, że umarła. Chłopiec nie lubił tego słowa. On wolał myśleć, że mama odeszła. Natomiast sąsiedzi faszerowani byli historią o niewiernej żonie i w końcu w to uwierzyli.

Mijają lata. Marcin cudem wyrwany z koszmaru, jaki zgotował mu własny ojciec, zmienia nazwisko na Krzysztof Pasłęcki i trafia do Kazimierza Dolnego do kwiaciarni pana Dawida. Chłopakowi udało się skończyć studia i znaleźć pracę w miasteczku, które już wcześniej go oczarowało. Po śmierci właściciela, Krzysiek przejmuje kwiaciarnię i teraz to on ją prowadzi. Ma swoich stałych klientów, którzy go wręcz ubóstwiają. Zatrudnia też pewną Wiolę o charakterystycznym sposobie bycia. Wydaje się, że mężczyzna w końcu ułożył sobie życie. Odnalazł nie tylko zawodową stabilizację. Prywatnie także mu się wiedzie. Jest szczęśliwy, gdyż ma u boku piękną artystkę, Elżbietę Zakrzewską. Oboje bardzo się kochają i planują wspólną przyszłość.

Jednak w życiu nic nie trwa wiecznie. Spokój i idylliczną egzystencję Krzysztofa brutalnie przerywa wizyta zaprzyjaźnionego policjanta, Feliksa Pokornego. Były stróż prawa nie ma dla Krzyśka dobrych wieści.

— Krzysztof? — zabrzmiał niski głos tuż za jego plecami.
Odgłos upadających na chodnikowe płyty kluczy zabrzmiał jak alarm.
— Na Boga, ależ mnie pan przestraszył, panie Feliksie. — Pasłęcki nerwowo przeczesał dłonią włosy. — Czy coś się stało?
— Niestety, zła wiadomość. — Feliks Pokorny wbił ręce w kieszenie. Słabe podmuchy wiatru kołysały wiszącą na łańcuchu latarnią nad wejściem i powodowały, że cień zwalistej sylwetki przybysza drżał na chodniku, jakby chciał się oderwać od właściciela i umknąć. — Trzy dni temu uciekł z więzienia — powiedział cicho, by nie dosłyszały go przechodzące rozchichotane dziewczyny. — Po plecach Krzysztofa przebiegły lodowate ciarki. Przetarł dłonią czoło, wpatrując się w płaską jak naleśnik twarz byłego policjanta. — Powinieneś uważać…
— Przecież nie wie, gdzie mieszkam… — przerwał mu Pasłęcki. — Nie zna mojego nowego nazwiska, nie wie czym się zajmuję…
— Mimo wszystko. — Pokorny uniósł rękę. — Bądź ostrożny. Fakt, minęło wiele lat, poddano go leczeniu, jednak nie wiadomo, dlaczego uciekł ani co planuje. Gdyby siedział na tyłku, wyszedłby warunkowo za niecałe dwa lata, a jednak podjął ryzyko![1]

O kim mówi Pokorny? Kim jest człowiek, który uciekł z więzienia i dlaczego ta wiadomość budzi w Krzysztofie tak ogromne przerażenie? Po odpowiedzi na te pytania odsyłam Was do książki. Zdradzę Wam jedynie, iż od tego momentu Krzyśka zaczynają dręczyć koszmary senne. Są one tak realne, że pozostawiają na ciele mężczyzny fizyczne ślady. Rany na jego skórze zaczynają się otwierać, niczym stygmaty u osób wybranych przez Boga. Dochodzi nawet do tego, że Krzysztof zaczyna stanowić zagrożenie dla otoczenia, a w szczególności dla swojej dziewczyny. Podczas tych koszmarów nie panuje nad sobą i jest w stanie zrobić krzywdę każdemu, kto znajdzie się w jego pobliżu.

Tymczasem gdzieś pod Kielcami starszy mężczyzna odkrywa w swojej sypialni zwłoki żony, której pogrzeb odbył się dwa tygodnie wcześniej.

Kobieta leżała w poprzek łóżka i wpatrywała się w małżonka nieobecnym wzrokiem. Miała na sobie jedynie cienką, długą koszulę z jasnoróżowego jedwabiu ze wstawkami z delikatnej białej koronki, a na stopach różowe kapcie z białymi pomponami. Ufarbowane na blond włosy zostały misternie ułożone w modną wiele lat temu fryzurę. Leżała tak sobie na boku, podparta na wszystkich poduszkach, z prawą ręką pod głową, jakby zamierzała jeszcze chwilę poczytać przed snem.
— Agatko — ponownie szepnął pan Mariusz, wolno podchodząc do łóżka. Bał się, że jeśli zrobi kolejny krok, jego żona ulotni się jak miraż, pozostawiając w jego sercu jeszcze większą wyrwę niż dwa tygodnie temu.
— A może ona wcale nie umarła? Może te ostatnie dni były tylko koszmarem sennym?
Trzymając się tej wątpliwej teorii, mężczyzna podszedł do skraju materaca i pochylił się nad włosami leżącej. Zapach róż, i jeszcze czegoś ostrego, uderzył w jego nozdrza z taką siłą, że aż mu się zakręciło w głowie.
Odruchowo wsparł się o kremową pościel, a wtedy kobieta straciła równowagę i przewróciła się, z głuchym plaśnięciem, uderzając ręką o drewnianą poręcz. Bezwładna głowa potoczyła się w kierunku męskich dłoni i stary człowiek poczuł na nich lodowate martwe ciało, którego rozpadająca się struktura buchała wręcz niewyobrażalnym smrodem, częściowo tylko zamaskowanym różanymi perfumami.
Pan Mariusz upadł na łóżko i w tej samej chwili uświadomił sobie, że ma do czynienia nie z duchem, a z trupem.[2]

Od tego momentu w krótkich odstępach czasu na terenie całej Polski zaczynają ginąć ludzie. Ofiar jest tak wiele, że można stracić rachubę. Co je łączy i kto stoi za tymi brutalnymi zabójstwami? Czy koszmarne sny Krzysztofa mają coś wspólnego z serią makabrycznych mordów? O tym także dowiecie się, czytając Bilbord.

Otóż, są tacy autorzy, co do których jestem pewna, iż jeśli sięgnę po ich powieść, to mam gwarancję tego, że się nie zawiodę. Ci z Was, którzy regularnie czytają moje wpisy, mogą łatwo domyślić się jakich pisarzy/pisarki mam na myśli. Oczywiście Joanna Bujak jest jedną z takich właśnie autorek. Jej twórczość literacką śledzę od samego początku. Bilbord to trzecia powieść Autorki, po której wyraźnie widać, że Pisarka nie stoi w miejscu, lecz fantastycznie rozwija swój warsztat. Już od pierwszej lektury wiedziałam, że drzemie w niej ogromny talent, czego potwierdzeniem są wszystkie trzy powieści.

Książka, o której dzisiaj mowa, stanowi doskonałe połączenie thrillera z powieścią obyczajową. Oprócz wątków kryminalnych, czytelnik poznaje również prywatne życie bohaterów. Spotkałam się z opiniami, że takie połączenie może wytrącić czytelnika z rytmu i oderwać od wątku głównego. Moim zdaniem wszystko zależy od samego czytelnika. Osobiście tego typu połączenie traktuję jako duży plus, gdyż wtedy wiem, że dany autor nie jest monotematyczny. Takie wątki poboczne w powieściach są jak najbardziej potrzebne, ponieważ dzięki nim postacie kreowane przez pisarzy nabierają bardziej realnego wymiaru. Czytelnik oprócz śledzenia kryminalnej zagadki, ma również możliwość poznania życia prywatnego takiego detektywa, czy policjanta. Pamiętajmy, że oni są takimi samymi ludźmi jak każdy inny bohater książki i oprócz pracy zawodowej mogą pokazać nam coś więcej niż tylko proces tropienia przestępców. Dlatego uważam, że autorzy powinni mieć to na uwadze i nie skupiać się jedynie na jednym elemencie.

Joanna Bujak doskonale sobie z tym poradziła. Dokonała połączenia dwóch światów, prywatnego i zawodowego, w sposób perfekcyjny. Relacje damsko-męskie wprowadziła do fabuły powieści tak, że nie przytłaczają one swoją obecnością tego, co jest tutaj najważniejsze. A najistotniejsze jest rozwiązanie tajemnicy morderstw i odnalezienie osoby, która jest za nie odpowiedzialna. Podobnie jak istotną kwestię stanowią koszmary Krzysztofa. To wszystko umiejscowione jest na pierwszym planie, zaś wszelkie romanse stanowią jedynie uzupełnienie.

Chciałabym też zwrócić uwagę na język, którego używa Autorka. Jest to język prosty i płynny, co sprawia, iż powieść czyta się bardzo dobrze i szybko. Może nawet za szybko. Podobnie jak w przypadku Spadku miałam wrażenie, że książka skończyła się zbyt szybko. Nie brak także dialogów podszytych humorem. Niejednokrotnie zdarzało mi się uśmiechnąć samej do siebie.

Z mojego punktu widzenia tej powieści nie można niczego zarzucić, jeśli chodzi o warsztat pisarski Autorki. Czytelnicy preferujący opisy drastycznych scen efektów popełnionych morderstw, na pewno się nie rozczarują. Wszystko jest tutaj wyważone i dawkowane w odpowiednich proporcjach. Tam, gdzie należy potrzymać czytelnika w napięciu Joanna Bujak robi to doskonale. Tam, gdzie czytelnik powinien się bać, naprawdę czuje strach, a gdzie powinien się uśmiechnąć, robi to. Dlatego nie pozostaje mi nic innego jak tylko z tego miejsca pogratulować jednej z moich ulubionych Autorek, kolejnej fantastycznej powieści. Natomiast jako czytelnik, z niecierpliwością czekam na następne.  











[1] J.D. Bujak, Bilbord, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 38.
[2] Ibidem, s 18-19.




piątek, 7 października 2011

J.D. Bujak – „Spadek”






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2011




Konsekwencje otwarcia piwnicznych drzwi są coraz gorsze
 dla Małgorzaty. Dziewczyna poznaje zupełnie inny świat,
niż ten, który znała przez
całe swoje dotychczasowe życie.
Zapraszam do lektury.


Pewnie nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak trudno jest napisać rzetelną i obiektywną recenzję książki autorstwa osoby, do której czuje się osobistą sympatię. A może jednak zdajecie sobie z tego sprawę? Może Wam też coś takiego przydarzyło się w trakcie prowadzenia bloga książkowego? Jeśli o mnie chodzi, to przed takim właśnie dylematem stoję po raz pierwszy i zupełnie nie wiem jak sobie z tym poradzić, żeby nie zarzucono mi, że nie jestem obiektywna. Dlatego też naprawdę długo zastanawiałam się, jak napisać Wam o Spadku. Moja recenzja tej powieści nie jest jedną z pierwszych, ponieważ na innych blogach już dawno pojawiły się wpisy na ten temat. Z tego, co zdążyłam wyczytać, praktycznie nikt z Was nie napisał o książce źle. I bardzo się z tego cieszę. Cieszę się, że powieść Wam się spodobała, bo jest tego naprawdę warta. Przystępując do napisania tej recenzji postanowiłam sobie, że na ten moment wyłączę w swoim mózgu wszystkie pozytywne emocje skierowane do osoby Autorki i będę pisać tak, jak gdybym nigdy wcześniej tej książki nie czytała (mam tutaj na myśli pierwowzór, który ukazał się na pewnym portalu literackim), oraz w taki sposób, jak gdybym nigdy wcześniej nie komentowała, ani też nie oceniała na portalu pierwotnej wersji powieści, a Autorki nigdy wcześniej nie znała. I z takim oto obiektywnym nastawieniem przystępuję do dzieła! 

Małgorzata Jaworska, zwana przez najbliższych po prostu Megi, jest młodą pediatrą. Na co dzień pracuje w jednym ze szpitali dziecięcych w Gdańsku. Pewnego dnia zupełnie nieoczekiwanie listonosz przynosi jej list, z którego kobieta dowiaduje się, że w Krakowie zmarła jej ciotka, której prawdę mówiąc, nie widziała od lat. Nazajutrz po otrzymaniu wiadomości o śmierci ciotki Aurelii, Małgosia wraz z rodzicami jedzie do Krakowa na pogrzeb. Już na cmentarzu, podczas uroczystości żałobnej, Megi dostrzega swoisty witraż, przedstawiający białego anioła. Ten specyficzny byt duchowy trzyma miecz wzniesiony ku górze w taki sposób, jak gdyby za moment miał zadać śmiertelne pchnięcie jakiejś niedostrzegalnej ludzkim okiem postaci. Natomiast pod stopami owego anioła wije się wąż z rozwartymi szczękami, a nad głową widać złowieszcze niebo koloru czerwono-fioletowego. Ponadto, tuż za witrażem, kobieta dostrzega jakiś niewytłumaczalny ludzkim rozumem cień. Ma wrażenie, że to COŚ jakby przeskakiwało. Małgorzata nie wie jeszcze, że ten oto cmentarny witraż będzie ją prześladował przez najbliższe tygodnie jej życia.

Tuż po zakończeniu uroczystości pogrzebowej, do Małgorzaty podchodzi niezwykle przystojny mężczyzna w średnim wieku i przedstawia się jako prawnik jej zmarłej ciotki. Bez żadnych wstępów mecenas Marcin Granicki przekazuje lekarce klucze do tajemniczej cmentarnej kapliczki oraz do kamienicy, której właścicielką była ciotka Aurelia Jaworska. Natomiast już za kilka chwil do świadomości Małgorzaty dociera informacja, że od tej pory to właśnie ona jest spadkobierczynią owego przybytku przy ulicy Sławkowskiej w Krakowie. Kiedy mija pierwszy szok i Megi powoli zaczyna oswajać się z nową sytuacją, decyduje się przenieść na stałe do Krakowa. W zasadzie kobieta nie ma wyjścia. Ciotka wyraźnie zastrzegła, że kamienica ma pozostać w rodzinie, więc żadna sprzedaż nie wchodzi w grę. Zatem Małgosi nie pozostaje nic innego, jak tylko pozostawić za sobą życie niezależnej singielki w Gdańsku i na stałe przeprowadzić się do Krakowa. Praktycznie od tego momentu życie dziewczyny zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni.

Ponieważ kamienica jest stara i dość zniszczona, Megi decyduje się na kapitalny remont. Oczywiście przy boku ma kochających rodziców, ale przecież oni nie uchronią jej przed niebezpieczeństwem, jakie niesie ze sobą mieszkanie w tej wiekowej kamienicy. Właściwie już od pierwszych dni pobytu w kamienicy, do świadomości Megi docierają jakieś dziwne dźwięki, jakby odgłosy żywcem wyjęte z klasycznej gospody, gdzie piwo leje się strumieniami, a gwar ludzkich głosów jest tak realny, jak gdyby cała rzecz działa się tuż obok. Do tego dochodzą również inne dziwaczne sytuacje, których racjonalny umysł Małgorzaty nie potrafi ogarnąć. W pewnym momencie kobieta myśli nawet, że cierpi na jakąś poważną chorobę, lecz po serii badań okazuje się, że jej mózg pracuje jak najbardziej prawidłowo. Te wszystkie dziwaczne odgłosy swoje źródło mają nie gdzie indziej, jak tylko w piwnicy. To tam Małgorzata odkrywa zupełnie inny świat. Świat, który z jednej strony ją fascynuje, a z drugiej przeraża. Świat, który jest w stanie zrobić krzywdę, a nawet zabić.

Niemalże od samego początku, Megi towarzyszy Janek Topolnicki. Mężczyzna wynajmuje od niej pomieszczenia, gdzie otwiera herbaciarnię. Wiadomo też, że tych dwoje nie jest sobie obojętnych, zaś Janek wcale nie jest takim zwyczajnym mężczyzną i nie przypadkowo pojawia się w życiu Małgosi. Poza tym, jak się po jakimś czasie okaże Megi również posiada w sobie potencjał, o jaki nigdy wcześniej siebie nie podejrzewała. Oprócz Janka Topolnickiego, Megi spotyka na swojej drodze jeszcze wiele innych osób, które tak naprawdę mają w jej życiu do odegrania bardzo istotną rolę. Bez ich pomocy, kobieta najprawdopodobniej nigdy nie zdołałaby uporać się z demonami przeszłości, które wraz z nią zamieszkują kamienicę i nie odejdą z niej dopóki kwestia ich pobytu w tym miejscu nie zostanie do końca wyjaśniona.

A teraz czego może spodziewać się czytelnik po lekturze Spadku? Otóż, czytelnik może spodziewać się magii, nieprzewidywalnego zwrotu akcji, a przede wszystkim nieprzeciętnej i wciągającej opowieści, którą czyta się jednym tchem, a gdy dociera się do końca, to wówczas chciałoby się zacząć czytać od początku. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Uwierzcie mi, że poczułam zawód, kiedy książka się skończyła. Nie umiałam się od niej oderwać i wykorzystywałam każdą chwilę, aby przeczytać kolejny fragment, a kiedy się skończyła, to zrobiło mi się zwyczajnie przykro, bo chciałam jeszcze. W tym wszystkim, na pewno ogromnym plusem jest to, że powieść napisana jest bardzo płynnym językiem i czyta się ją bardzo szybko, może aż za szybko. Nie ma w niej jakichś górnolotnych zwrotów. Jest to język potoczny i dla każdego zrozumiały. Zagorzali przeciwnicy romansów nie muszą się obawiać, że skoro jest Jaś i Małgosia, to na pewno będzie też wielki, płomienny romans z serią scen łóżkowych. Otóż, nic z tego. Dlatego bez obaw wszyscy antyromansoholicy mogą śmiało sięgać po Spadek.

Myślę, że polskiej literaturze potrzeba więcej takich książek. Nie zawaham się tutaj napisać, że Spadek to powieść na miarę literatury światowej. Boję się, aby ta książka w Polsce nie zawieruszyła się gdzieś pomiędzy innymi i w pewnym momencie nie została zapomniana. Wiem, że niektórzy mogą mi tutaj wytknąć mój osobisty bardzo pozytywny stosunek do Autorki. Otóż nie, Kochani. Moja osobista sympatia nie ma tutaj nic do rzeczy. Po prostu to się czuje podczas czytania. Mam ogromną nadzieję, że któregoś dnia jakieś zachodnie wydawnictwo poprosi o zakupienie praw do Spadku i przetłumaczenie go na język obcy. Bardzo bym chciała, żeby tak właśnie się stało, bo w moim przekonaniu książka naprawdę jest tego warta.

Oczywiście bardzo wiele zależy też od gustu czytelniczego. Na pewno są tacy, którym powieść nie spodoba się, bo akurat preferują coś zgoła innego. Z mojej strony mogę tylko dodać, że z niecierpliwością czekam na kolejne powieści Pani Joasi i myślę, że się nie zawiodę, bo z taką wyobraźnią i z takim talentem, jaki posiada Autorka, rozczarować czytelnika będzie bardzo trudno.










sobota, 1 października 2011

Pomysły przychodzą same od siebie...




LITERAT PAŹDZIERNIKA 2011


ROZMOWA Z JOANNĄ BUJAK


Joanna Bujak ukończyła wydział Architektury i Urbanistyki na Politechnice Krakowskiej. Jest wielbicielką prozy Koontza i Mastertona. Czyta wszystko od horrorów, thrillerów, poprzez fantastykę, literaturę młodzieżową i prozę obyczajową, aż do rodzimej. Zadebiutowała w 2009 roku powieścią „Lista”.


Agnes Anne Rose: Na początek zapytam, jak zaczęła się Twoja przygoda z pisarstwem?

Joanna Bujak: Od serwisu opowiadania.pl. Tam kilka lat temu zamieściłam kilka rozdziałów mojej pierwszej powieści. Uważałam, że zdobyte w ten sposób opinie będą bardziej obiektywne niż, kiedy dałabym powieść do przeczytania, na przykład, komuś z rodziny. Strasznie się bałam pierwszych komentarzy. Byłam przekonana, że powieść się nie spodoba. Nie wierzyłam w siebie. Na szczęście szybko zrobiła się bardzo popularna na serwisie. Kiedy jej część wygrała miesięczny konkurs na najlepsze opowiadanie, zdecydowałam się wysłać „Listę” do wydawnictwa.




A.A.R.: Jesteś autorką dwóch powieści, które jak zdążyłam zauważyć, odnoszą ogromny sukces. Mam tutaj na myśli Twoją debiutancką powieść pod tytułem „Lista” oraz ostatnią, zatytułowaną „Spadek”. Pamiętam, że czytelnicy zachwycali się nimi jeszcze przed ukazaniem się książek drukiem, kiedy można było przeczytać ich fragmenty we wspomnianym już serwisie opowiadania.pl. Skąd czerpiesz inspirację i która z tych dwóch powieści jest Ci bliższa?

J.B.: Pomysły przychodzą same od siebie. Najczęściej w najbardziej niespodziewanym momencie, na przykład pod prysznicem, czy podczas spaceru z psem. Dlatego staram się je zapisywać możliwie jak najszybciej, aby mi nie umknęły. Obie powieści są dla mnie ważne, może dlatego, że każda jest z innego gatunku i w innym stylu.

A.A.R.: Co sprawia Ci największą trudność podczas pisania, a która część pracy nad książką jest najłatwiejsza i najprzyjemniejsza?

J.B.: Najgorszy i najbardziej czasochłonny jest początek. Trzeba stworzyć postacie, nadać im nazwiska, cechy charakteru. W tym samym czasie szukam odpowiedniego miejsca, gdzie będzie działa się akcja: miejscowości, ulicy, domu. Wreszcie zebranie odpowiednich informacji, zdobycie jakiejś wiedzy w różnych tematykach, zrobienie notatek, uporządkowanie. Wszystkie te czynności zajmują sporo czasu, ale są niezbędne. Później już idzie znacznie szybciej i praca nad powieścią jest bardzo przyjemna.

A.A.R.: Który z pisarzy polskich bądź światowych jest dla Ciebie wzorem do naśladowania?

J.B.: Moim wzorem jest Dean Koontz. Świetnie umie stopniować napięcie w książce i genialnie miesza ze sobą różne gatunki literackie, tworząc niepowtarzalny, charakterystyczny klimat w swoich powieściach.

A.A.R.: Na koniec chciałabym jeszcze zapytać o Twoje plany na przyszłość. Czy pracujesz już nad kolejną powieścią? Jeśli tak, to czego mogą spodziewać się czytelnicy po kolejnej książce Twojego autorstwa?

J.B.: Kolejne dwie powieści są tematycznie zbliżone do „Listy”, czyli balansują na pograniczu sensacji i thrillera. Pierwsza z nich powinna pojawić się w sprzedaży w zimie. W mojej głowie natomiast już dojrzewa pomysł na kolejną powieść, tym razem nawiązującą do „Spadku”, jednakże to się może jeszcze zmienić.

A.A.R.: Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę ogromnej weny twórczej oraz samych bestsellerów.



Rozmowa i redakcja:
Agnes Anne Rose