Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christopher W. Gortner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christopher W. Gortner. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 grudnia 2014

C.W. Gortner – „Przysięga królowej. Historia Izabeli Kastylijskiej”













Wydawnictwo: MIĘDZY SŁOWAMI/ZNAK
Kraków 2014
Tytuł oryginału: Queen’s Vow. A Novel of Isabella of Castile
Przekład: Dorota Malina





Królowa Izabela I Kastylijska kojarzy mi się przede wszystkim z hiszpańską inkwizycją. Ale czy na pewno tylko jej walka z „niewiernymi” sprawiła, że zapisała się ona na kartach historii jako władczyni rządząca twardą ręką? Izabela Katolicka – tak również można o niej mówić – koronę Kastylii odziedziczyła po przedwcześnie zmarłym bracie – Alfonsie. Wraz ze swoim mężem – Ferdynandem II Aragońskim – położyła mocne fundamenty pod przyszłą międzynarodową potęgę Hiszpanii. Nie było to trudne, ponieważ Ferdynand Aragoński posiadał niecodzienne zdolności polityczne, które za wzór innym władcom stawiał sam Niccolò di Bernardo dei Machiavelli (1469-1527). Królewski związek był naprawdę bardzo udany, choć jak w każdym małżeństwie nie obywało się również bez zgrzytów. Wydaje się jednak, że dominującą stroną była Izabela, ponieważ to właśnie ona stanowiła duszę rekonkwisty i podróży do Nowego Świata.

Królowa umiała docenić i zrozumieć bezkrytyczny zapał oraz zdolności innych ludzi, obdarzając ich swoim poparciem i otaczając ich opieką. Tak właśnie stało się z historycznym planem Krzysztofa Kolumba, wielką reformą duchowieństwa, która została przeprowadzona przez kardynała Francisco Jiméneza de Cisnerosa (1436-1517), a także ze zwycięską kampanią Gonzalo Fernándeza de Córdoby (1453-1515) mającą miejsce na polach bitewnych ówczesnych Włoch. Ponieważ Izabela Kastylijska charakteryzowała się niezwykłą – wręcz fanatyczną – religijnością, broniła Indian przed możliwością obrócenia ich w niewolników, nie mówiąc już o jej udziale w powstaniu i funkcjonowaniu Świętej Inkwizycji. Jej zasługi na rzecz Kościoła zostały w końcu zauważone przez papieża, który zarówno Izabeli, jak i Ferdynandowi nadał tytuł Królów Katolickich.

Jaka zatem była Izabela Kastylijska jako kobieta? Kim była księżniczka, która już rychło miała poślubić księcia Aragonii? Źródła historyczne podają, że Izabela i Ferdynand po raz pierwszy spotkali się na dzień przed ślubem, więc wcześniej raczej niewiele o sobie nawzajem wiedzieli. Ewentualnie zarówno jedna, jak i druga strona mogła domyślać się kim jest osoba, z którą przyjdzie dzielić łoże i rządzić państwem. Czego zatem mogli się domyślać, a co wiedzieli na pewno? Ferdynand Aragoński z pewnością znał wiek przeznaczonej mu niewiasty. Wiedział, że jest młoda, mniej więcej w jego wieku. Ale czy przypuszczał, że Izabela posiada niesamowicie silny charakter? Dzisiaj, kiedy patrzymy na nią z perspektywy minionych wieków widzimy, że przyszłość, która była jeszcze przed nią, na razie pozostawała tajemnicą. Dopiero w miarę upływu czasu Izabela Kastylijska miała roztoczyć wokół siebie niezwykły blask. Na pewno zimą 1469 roku nie zależało wiele spodziewać się po księżniczce.

Izabela I Kastylijska (1451-1504)
portret powstał około 1520 roku,
czyli już po śmierci królowej
Obecnie wiemy natomiast, że Izabela była bez wątpienia odważna, ponieważ gdyby było inaczej nie ośmieliłaby się rzucić wyzwania swojemu panującemu wówczas przyrodniemu bratu – Henrykowi IV Bezsilnemu (1424-1474), ani też potędze oraz przebiegłości jego faworyta, którym był markiz Enrique de Villena (1384-1434). Obydwaj bowiem przygotowywali dla Izabeli zupełnie inne małżeństwo, niż to, które znamy z historii.

Czy Izabela Kastylijska była piękną kobietą? Kronikarz Fernando del Pulgar (1436-1492) opisuje Izabelę nie jako młodą dziewczynę, ale jako dojrzałą kobietę. Jej portret widziany oczami kronikarza nakreślony został pod koniec XV wieku, czyli w momencie, gdy królowa już od ponad dwudziestu lat zasiadała na tronie. Fernando del Pulgar ukazuje Izabelę w pełni majestatu, który odpowiada jej wielkim i licznym osiągnięciom. Królowa odniosła przede wszystkim zwycięstwo nad stronnikami księżniczki Joanny, którą złośliwie zwano „Beltranicą” (1462-1530), i która stanowiła dla niej główne zagrożenie, jeśli chodzi o kwestię objęcia tronu. Joanna była córką Henryka IV, choć jego ojcostwo podawano w wątpliwość. Nawet on sam nie był pewien, czy księżniczka to faktycznie jego biologiczne dziecko. Ponadto Izabela Kastylijska zaprowadziła pokój w królestwie, które wstrząsane było rozmaitymi buntami i tym samym upokorzyła szlachtę w jego wschodniej części. Bez wątpienia Izabela wyrosła na prawdziwą bojowniczkę wiary katolickiej, którą Kościół niezwykle cenił za wykorzenienie herezji. Działania Izabeli w tej kwestii dotyczyły przede wszystkim przeprowadzenia straszliwej czystki wśród konwertytów, którzy oskarżani byli o to, że w tajemnicy praktykują judaizm. Królowa przystąpiła także do zaciekłej walki z nasrydzkim królestwem Grenady, co ostatecznie sprawiło, że zwycięstwo odniosła trwająca przez wieki rekonkwista, a to tylko nielicznym wydawało się realne. Izabela Kastylijska objęła również szczególny patronat nad okryciem Nowego Świata, co mogło wydawać się prawdziwym darem od Boga.

Wracając do portretu królowej nakreślonego przez Fernando del Pulgara, który opisuje Izabelę jako monarchinię mającą na koncie lata triumfów, można stwierdzić, że królowa była średniego wzrostu blondynką o niezwykle jasnej karnacji. Miała zielononiebieskie oczy i radosną twarz. Kronikarz nie prezentuje kobiety pięknej, lecz raczej ładną oraz dostojną. Niestety, dziejopisarz omija te cechy Izabeli, które mogłyby sprawić, że budziła pożądanie u mężczyzn. Nie wspomina o ładunku erotycznym, który zapewne Izabela posiadała. Fernando del Pulgar mówi o „prawej pani”, zaś nie opisuje wyglądu jej ust, piersi czy nóg. Mianem „prawej pani” określał Izabelę jej przyrodni brat – Henryk IV. Pulgar skupia się natomiast głównie na wrażeniu, jakie monarchini wywierała na swoim otoczeniu. Tak więc miała urocze, miłe i szczere spojrzenie, twarz jej była proporcjonalna, a do tego bardzo ładna i radosna. Mówiła w sposób niezwykle uprzejmy. Potrafiła też panować nad swoimi emocjami. Nawet podczas porodu nie wydawała z siebie jęków. Starała się nie skarżyć i nie okazywać bólu. Pulgar zwraca też uwagę na nieprzeciętną religijność Izabeli Kastylijskiej. Królowa była również skora do wymierzania sprawiedliwości, co sprawiało, że zarzucano jej, iż w swoich działaniach kieruje się bardziej surowością, aniżeli miłosierdziem.


Kapitulacja Grenady 
obraz został namalowany w 1882 roku
autor: Francisco Pradilla Ortiz (1848-1921)


Z powyższego wynika więc, że mamy do czynienia nie ze świętą monarchinią, ale przede wszystkim z pełną energii władczynią, która za wszelką cenę zamierzała zaprowadzić ład w Kastylii. W związku z tym żądała bezwzględnego i natychmiastowego posłuszeństwa od swoich poddanych. Wymagała, aby jej pisma oraz rozkazy były bezzwłocznie wypełniane. Kiedy stawała przed wyborami właściwymi każdemu władcy, wówczas wolała, aby raczej się jej obawiano, niż ją kochano. Zupełnie inaczej tę kwestię rozumiał jej przyrodni brat – Henryk IV. Izabela Kastylijska była również kobietą, która perfekcyjnie ukrywała swój gniew, nie dając go po sobie poznać. Z tego też powodu wszyscy panicznie bali się popaść w jej niełaskę. Hojną raczej nie była, gdyż pilnie strzegła skarbca Korony. Odznaczała się natomiast ogromną stanowczością przy podejmowaniu decyzji i bardzo rzadko wycofywała się z nich bez względu na pojawiające się z tego tytułu przeciwności. Ta postawa była godna podziwu i przyniosła jej zdumiewające triumfy, czego przykładem mogą być wojny z Grenadą. Lubiła też dotrzymywać danego słowa, chyba że pojawiły się jakieś nieprzewidziane okoliczności, które zmuszały ją do cofnięcia złożonego wcześniej przyrzeczenia.

Ferdynand II Aragoński (1452-1516)
autor: Michel Sittow (1469-1525)
Izabela Kastylijska na pewno nie była zwyczajną niewiastą, prawie zapomnianą infantką. To kobieta, która wspięła się na sam szczyt wielkości. W dodatku była królową, która osiągnęła w pełni zwycięstwo. Uwielbiała, kiedy jej wielkość była widoczna w wystąpieniach na dworze. Lubiła ceremonie, na które mogła włożyć przepiękne szaty, obwiesić się klejnotami, dzięki czemu była w stanie skupić na sobie wyłączną uwagę innych. To od stroju, jaki akurat miała na sobie uzależniała sposób rozmów z dworzanami. Pragnęła, aby usługiwali jej ludzie wielcy i pochodzący ze szlachty. Mieli także okazywać jej ogromny szacunek i posłuszeństwo.

Izabela Kastylijska bez wątpienia była królową wielkich dokonań. Na szczególną uwagę zasługuje jej wytężona walka o dokończenie rekonkwisty, a także bezwzględne i okrutne dzieło inkwizycji. Pewien niemiecki podróżnik o nazwisku Hieronim Münzer (1437-1508), składając wizytę na dworze Izabeli i Ferdynanda w 1495 roku powiedział, że królowa miała „miłą twarz”. Tak więc pojawiła się przed nim monarchini majestatyczna, lecz nieco ociężała. Wówczas Izabela liczyła sobie już czterdzieści pięć wiosen i raczej nie przypominała osiemnastoletniej księżniczki, która w przyszłości za wszelką cenę pragnęła zostać królową Kastylii, a Ferdynand, aby ją poślubić, musiał zobowiązać się, że nie będzie nigdy próbował wywieźć z królestwa ani jej, ani też ich dzieci.

To tyle, jeśli chodzi o portret Izabeli I Kastylijskiej oparty na faktach historycznych. A jaka jest Izabela widziana oczami C.W. Gortnera? Wydaje mi się, że Autor podobnie, jak wynika to z powyższego opisu, również stara się przedstawić tę silną monarchinię przede wszystkim jako kobietę. Kobietę, która posiada uczucia i wcale nie pragnie zemsty ani prześladowań. Historycy przeważnie próbują zwrócić naszą uwagę na poczynania Izabeli w kwestii prześladowań innowierców, natomiast C.W. Gortner pokazuje, że królowa nie do końca była przekonana o słuszności takiego postępowania. Ona kochała swoich poddanych i trudno było jej podjąć decyzję w sprawie ich przymusowych nawróceń. Z drugiej strony jednak jej fanatyczna wiara w Boga skłoniła ją do podjęcia działań, z powodu których zapisała się na kartach historii jako bezwzględna i krwawa monarchini.

Jak sam Autor przyznaje, nie wszystkie wydarzenia, które umieścił w Przysiędze królowej stanowią jednoznaczne odzwierciedlenie faktów historycznych. Jednym z takich zdarzeń jest bez wątpienia moment pierwszego spotkania Izabeli z Ferdynandem. Historycy podają bowiem, że młodzi po raz pierwszy spotkali się dzień przed ślubem. A jak wygląda to w powieści? O tym musicie przekonać się sami, sięgając po książkę.

Pomimo że w małżeństwie Izabeli i Ferdynanda pojawiały się konflikty, to jednak zawsze starali się szukać skutecznych rozwiązań własnych problemów, a pomagała im w tym ogromna miłość, jaką czuli do siebie wzajemnie. Bo tego uczucia naprawdę nie można im odmówić. Poza tym, Izabela bardzo przeżywała fakt, że wciąż rodzi córki, zamiast dać mężowi upragnionego syna. Kiedy w końcu na świat przyszedł infant Jan, para królewska nie posiadała się z radości.


Krzysztof Kolumb przed Ferdynandem i Izabelą
obraz powstał w 1843 roku
autor: Emanuel Gottlieb Leutze (1816-1868)


Powieść C.W. Gortnera to książka, która naprawdę zasługuje na uwagę. Jest napisana niezwykle dynamicznie, a do tego trzyma w napięciu aż do ostatniej strony. Autor płynnie kreśli losy głównej bohaterki, dzieląc je na etapy. Rozpoczyna wydarzeniem, które dla małej, bo tylko trzyletniej Izabeli, stanowi niezwykłą traumę. Otóż dziewczynka właśnie traci ukochanego ojca, a za jego śmierć już zawsze będzie obwiniać jego faworyta. W miarę upływu lat, kiedy Izabela robi się coraz starsza, jej stosunki z matką nie będą należeć do udanych. Kluczowym powodem ku temu stanie się pogłębiająca się stopniowo choroba psychiczna rodzicielki. Lecz przyszła królowa będzie mieć wokół siebie zaufane dwórki, które będą zdolne oddać za nią nawet własne życie.

Na kartach książki zarówno Izabela, jak i jej mąż, stale muszą o coś lub z kimś walczyć. Praktycznie nie mają dnia spokoju. Bezustannie otrzymują informacje o groźbie wybuchu nowego konfliktu, w związku z czym Ferdynand zamiast przebywać z żoną i dziećmi, musi wyruszać na pole bitwy, aby bronić korony. Oczywiście ogromne wsparcie otrzymuje od żony. Nie jest to jedynie pomoc duchowa, ale także fizyczna, bo Izabela kiedy tylko może rusza jego śladem. Para królewska zmuszona jest również uważać na zdrajców, którzy w każdej chwili są zdolni wbić im nóż w plecy. Oczywiście ogromny wpływ na decyzje Izabeli i Ferdynanda mają duchowni, którzy ich otaczają.

Pomimo że generalnie wiadomo, w jakim kierunku potoczy się fabuła, to jednak nie zmienia to faktu, że czytelnik zaskakiwany jest z każdą kolejną stroną. Naprawdę trudno jest napisać coś sensownego o powieści, która jest perfekcyjna w każdym calu. Nie jest również łatwo skupić uwagę na postaci głównej bohaterki, nie zdradzając jednocześnie fabuły książki. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli każdy zainteresowany czytelnik sięgnie po Przysięgę królowej i sam przekona się o wartości tej pozycji. Dla mnie osobiście jest to historia, którą już od dawna chciałam poznać i cieszę się, że w końcu mi się to udało.



___________________

Portret Izabeli I Kastylijskiej przedstawiłam w oparciu o następującą książkę:
M. F. Álvarez, Izabela Katolicka (Isabel la Católica), tłum. J. Antkowiak, Wyd. PIW, 
Warszawa 2007. 






piątek, 4 lipca 2014

C.W. Gortner – „Wyznania Katarzyny Medycejskiej”











Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2012
Tytuł oryginału: The Confessions of Catherine de Medici
Przekład: Paweł Korombel





Na kartach historii zapisało się naprawdę wiele kobiet, którym do dziś przypisuje się szczególne okrucieństwo. Tak więc w Anglii władała Maria I Tudor, która nie bez powodu zyskała przydomek „Krwawa Mary”. Na Węgrzech „działała” legendarna wampirzyca – Elżbieta Batory, która rzekomo piła krew dziewic sprowadzanych na swój zamek. Nie mało na sumieniu miała także caryca Katarzyna II, zwana „Semiramidą Północy”. Nieco rzadziej natomiast w tymże kontekście okrucieństwa wspomina się o Katarzynie Medycejskiej, choć przecież to właśnie ona odpowiada za rozpętanie bestialskiej rzezi w Paryżu w pamiętną noc świętego Bartłomieja z 23 na 24 sierpnia 1572 roku, podczas której życie straciło trzy tysiące ludzi. Kim zatem była królowa, która z jednej strony była na tyle wyrozumiała, iż potrafiła każdego dnia patrzeć w oczy kochance swojego męża, a z drugiej wystarczająco nieustępliwa, aby doprowadzić do tak wielkiej masakry o podłożu religijnym?

Katarzyna Medycejska wywodziła się z włoskiego rodu Medyceuszów. W czasach, kiedy żyła Katarzyna, nazwisko to miało naprawdę ogromne znaczenie i robiło wielkie wrażenie na dworach ówczesnej Europy. Dwóch stryjów Katarzyny Medycejskiej zasiadało na tronie papieskim. Byli to Leon X i Klemens VII. Niemniej jednak, jej rodzina uważana była za kupiecką, a to było równoznaczne z tym, że także za gorszą od innych. Jean des Carsa w swojej książce pod tytułem Kobiety, które zawładnęły Europą, o Medyceuszach pisze, że byli to „plebejusze, bankierzy, agitatorzy, trybuni pospólstwa.” Tak więc niskie pochodzenie nigdy nie zostało Katarzynie zapomniane, ale dzięki poparciu samego papieża wartość tej osieroconej już w dzieciństwie dziewczynki znacznie rosła na rynku matrymonialnym.

W wieku czternastu lat Katarzyna Medycejska wyszła za mąż za późniejszego Henryka II de Valois. Nie stanowili oni jednak wzorowej pary małżeńskiej, pomimo że Katarzyna była dość sympatyczną młodą kobietą o zgodnym charakterze. Była też bardzo lubiana na dworze francuskim, szczególnie przez swojego teścia – Franciszka I (1494-1547), lecz Henryk miłością jej nie darzył. Być może stało się tak dlatego, iż Katarzyna nie była kobietą zbyt urodziwą? A może fakt ten spowodowany był tym, że Henryk miał kochankę w osobie Diany de Poitiers, która była od niego starsza aż o dwadzieścia lat? W chwili, gdy nawiązali romans Diana miała już trzydzieści dziewięć lat! Pamiętajmy, że były to czasy, kiedy o chirurgii plastycznej nikt jeszcze nie wiedział, więc wiek Diany musiał robić wrażenie, a i zapewne niektórych ten romans też i dziwić. Bo jak młody chłopak, który ma u boku równie młodą żonę może tak bez pamięci zadawać się z podstarzałą księżną de Valentinois?! Być może Diana dbała o zachowanie młodości w inny sposób. Tego do końca nie wiemy, ale przecież kobiety w tamtych czasach stosowały rozmaite triki, jak na przykład długie wysypianie się czy zażywanie kąpieli w zimnej wodzie.


Katarzyna Medycejska (1519-1589)
portret powstał już po śmierci królowej, bo około 1600 roku
Autor nieznany

Pomimo że Henryk II Walezy pozostawał aż do dnia śmierci we władaniu swojej metresy, to jednak relacje pomiędzy nim a Katarzyną układały się nad wyraz dobrze. Najprawdopodobniej Diana pilnowała go, aby ze swoich małżeńskich (czytaj: łóżkowych) obowiązków wywiązywał się tak, jak na przykładnego męża i spadkobiercę tronu przystało. Katarzyna przymykała na to oko i pozwalała sobą kierować w tej kwestii. Wydawało się, że Diany zupełnie nie dostrzega. Ale czy na pewno ignorowała swoją rywalkę? Możliwe, że to były tylko pozory. Bo która kobieta patrzy spokojnie jak jej małżonek praktycznie na jej oczach współżyje z inną? Niestety, wysiłki obydwu pań przez bardzo długi czas nie przynosiły zamierzonych efektów. Dopiero po dziewięciu latach małżeństwa Katarzynie udało się zajść w ciążę. Niemniej jednak, wieść niosła, że w celu powiększenia królewskiej rodziny, Katarzyna nie tylko była posłuszna metresie swojego męża, ale też zgłębiała tajniki alchemii, gromadziła księgi o tematyce toksykologicznej, a w swych apartamentach rzekomo przechowywała w rozmaitych tajemniczych skrytkach szereg wyciągów ziołowych i proszków. Wiedza odnośnie toksykologii zapewne była przydatna również podczas przygotowywania trucizn. Zgodnie z legendą, Katarzyna Medycejska miała otruć, między innymi, króla Francji – Franciszka I, królową Nawarry – Joannę, oraz kochankę swojego męża – wspomnianą już Dianę de Poitiers. Jej wspólnikiem w tych niegodziwych postępkach miał z kolei być alchemik i medyk – Cosimo Ruggeri (?-1615), z którym najprawdopodobniej Katarzyna niejednokrotnie przebijała szpilą woskowe figurki przedstawiające jej wrogów. Możliwe, że były to tylko i wyłącznie pomówienia osób nieprzyjaźnie nastawionych do Katarzyny Medycejskiej. Trzeba też pamiętać, że w XVI wieku nagła śmierć kojarzona była właśnie z otruciem, jeśli nie była ona konsekwencją jakiegoś nieszczęśliwego wypadku, na przykład podczas rycerskiego turnieju czy polowania.

Ślub Katarzyny Medycejskiej 
i Henryka II de Valois
28 X 1533 udzielany przez papieża 
Klemensa VII
obraz został namalowany około siedemnaście lat
po faktycznym wydarzeniu
Katarzyna Medycejska urodziła Henrykowi II dziesięcioro potomstwa, w tym trzech królów Francji oraz trzy żony europejskich władców. Troje z tychże dzieci zmarło we wczesnym dzieciństwie. 

O Katarzynie Medycejskiej pisałam już co najmniej dwukrotnie. Raz przy okazji recenzji książki Alexandre Dumas – Królowa Margot, zaś po raz drugi, kiedy opowiadałam o powieści autorstwa Judith Merkle Riley pod tytułem Tajemnica Nostradamusa. Poprzednie portrety Katarzyny Medycejskiej różnią się znacząco od tego, który proponuje czytelnikowi C.W. Gortner. W obydwu poprzednich powieściach Medyceuszka pokazana jest jako kobieta, która nie cofnie się przed niczym, aby tylko móc osiągnąć swój cel. Zarówno Alexandre Dumas, jak i Judith Merkle Riley pomijają kwestię jej macierzyństwa i opieki nad dziećmi. Nie wiemy, co tak naprawdę czuła Katarzyna jako matka, zaś jako zdradzana żona i kobieta żądna władzy jest wręcz okrutna. Pragnie zemsty na swojej rywalce i to głównie w tym celu sprowadza na zamek znanego ówcześnie jasnowidza – Michała Nostadamusa. Z kolei w Wyznaniach Katarzyny Medycejskiej okazuje się jednak, że Nostradamus wcale nie przyjął zaproszenia królowej po to, aby rzucić klątwę na Dianę de Poitiers czy w jakiś inny sposób doprowadzić do jej zguby. Chodziło mianowicie o to, aby przepowiedzieć przyszłość mężowi i dzieciom Katarzyny. Królowa pragnęła wiedzieć co czeka Francję. Wyglądało to tak, jak gdyby dobro kraju, do którego przybyła jako czternastoletnia dziewczyna, było dla niej ważniejsze, aniżeli własne dzieci. Nie dopuszczała do siebie myśli, iż synowie mogliby umrzeć bezpotomnie. Tak właśnie odebrałam postać Katarzyny w wykonaniu C.W. Gortnera. Aczkolwiek z drugiej strony Autor nie zapomina o jej macierzyńskich uczuciach.

Moim zdaniem portret Katarzyny Medycejskiej ukazany przez C.W. Gortnera odbiega od tego, który znamy z kart historii. Ludzie mają skłonność do wyolbrzymiania niektórych spraw, a jeśli nie znają niepodważalnych faktów, wówczas dorabiają własną teorię. Możliwe zatem, iż ten „zły” wizerunek Katarzyny Medycejskiej jest faktycznie efektem takich wymyślonych teorii. Tego do końca nie wiadomo. Poza tym, każdy pisarz ma też prawo do własnej interpretacji postaci historycznych, o których pisze. Świat do dziś potępia Medyceuszkę za wywołanie masakry w noc świętego Bartłomieja. Z kolei C.W. Gortner pokazuje, iż Katarzyna wcale nie pragnęła tej rzezi. Ona była wręcz zbulwersowana zabijaniem ludzi na tle religijnym. Wszelkiego rodzaju egzekucje, których podłożem była właśnie religia, budziły jej sprzeciw i odrazę. Była również zakochana w mężczyźnie z przeciwnego obozu. Ten fakt także stanowił o jej opinii odnośnie przekonań religijnych. Niemniej jednak zewsząd czuła ogromną presję, ponieważ była królową, a jej doradcy stanowczo twierdzili, że tylko wiara katolicka jest tą, którą należy wyznawać, natomiast wszystkie inne trzeba tępić. Wówczas chodziło głównie o wiarę protestancką.



Noc świętego Bartłomieja 
obraz został namalowany w latach 1572-1584
Autor: François Dubois (1529-1584)

 C.W. Gortner wyraźnie odżegnuje się od uznania Katarzyny Medycejskiej za bezwzględną trucicielkę, pomimo że trucizny nie są jej obce i towarzyszą jej od najmłodszych lat. Scena, w której królowa odwiedza w więzieniu swojego nadwornego alchemika i medyka jest tego doskonałym przykładem. Wydaje mi się bowiem, że gdyby Autor chciał ukazać Katarzynę od strony, którą powiela tak wielu pisarzy, a nawet historyków, wówczas los Cosimo Ruggeriego na kartach książki nie byłby tak tragiczny. Królowa użyłaby swoich wpływów, tak jak miało to w istocie miejsce w roku 1574, kiedy został aresztowany w lesie Saint-Germain, uciekając w chłopskim przebraniu. W książce tego nie widzimy. Śmierć alchemika przychodzi dużo wcześniej, bo jeszcze za życia Katarzyny. Możliwe, że Autor tych zmian dokonał celowo, ponieważ takie ocalenie przez królową mogłoby też świadczyć przeciwko niej, gdyż pomyślano by, iż Katarzyna faktycznie ma coś wspólnego ze światem trucizn, a tego, moim zdaniem, C.W. Gortner chciał uniknąć. We włoskich źródłach historycznych odnalazłam natomiast informację, iż Cosimo Ruggeri zmarł dopiero 28 marca 1615 roku, czyli długo po śmierci Katarzyny Medycejskiej. Odszedł we własnym łóżku, a nie w więzieniu poddawany torturom, zaś tuż przed śmiercią zaparł się Boga, krzycząc, że Ten nie istnieje! Był powszechnie uznawany za ateistę, natomiast podczas jego pogrzebu na ulicach Paryża wrzało. Tak więc w książce śmierć alchemika przedstawiona jest zgoła inaczej, niż podaje to historia.

Katarzyna pochylająca się nad ciałami
pomordowanych w noc św. Bartłomieja
fragment obrazu François Dubois

Gdyby sam Autor w wywiadzie nie zaznaczył, iż świadomie pominął w powieści rok panowania w Polsce syna Katarzyny Medycejskiej – Henryka III de Valois – wówczas zapewne nie zwróciłabym na tę kwestię uwagi. Lecz skoro już o tym wiedziałam, to bardzo uważnie śledziłam fabułę powieści i zastanawiałam się, czy naprawdę nie dało się przełomu lat 1573-1574 gdzieś wcisnąć, tak jak zrobił to Alexandre Dumas w Królowej Margot. Pomimo że panowanie Henryka III w naszym kraju tak naprawdę do fabuły Wyznań Katarzyny Medycejskiej nie wniosłoby niczego szczególnego, to jednak uważam, że Autor mógł jednak o tym wspomnieć. Przecież Katarzyna Medycejska mogła w którymś momencie spotkać się z polskim poselstwem, pożegnać ukochanego syna, dać mu na drogę swoje błogosławieństwo, a potem co pewien czas otrzymywać od niego listy, w których biedny Henryczek użalałby się na swój okrutny los w Polsce, aż wreszcie pięknej czerwcowej nocy, niczym tchórz, uciekłby z Polski i stanął ze swoim orszakiem u wrót Paryża. Moim zdaniem te wydarzenia wcale nie zmieniłyby niczego w sposobie narracji, jak to ocenił amerykański wydawca książki. Taka jest moja opinia jako czytelnika i przypuszczam, że jedynie Polacy i może Francuzi zwrócą na ten aspekt uwagę. Reszta świata zapewne nie będzie nawet wiedzieć, że był taki czas, kiedy Francuz z rodu de Valois zasiadał na polskim tronie, chyba że powieść będzie czytał wytrawny historyk, któremu ta kwestia rzuci się w oczy. Oczywiście, jest to tylko i wyłącznie moja indywidualna sugestia, bowiem inwencja twórcza zawsze pozostaje po stronie Autora. Natomiast brak wspomnianego wydarzenia wcale nie obniża poziomu książki.

Wyznania Katarzyny Medycejskiej to na pewno książka inna niż te, które do tej pory przeczytałam, a ktore opisywały losy tej nietuzinkowej postaci historycznej. Jak już wspomniałam przedstawia Katarzynę w zupełnie innym świetle. To przede wszystkim kobieta, która czuje. Mocno przeżywa śmierć swoich dzieci, cierpi po nagłym odejściu z tego świata jej młodego męża, potrafi też kochać i czuje się wykorzystana, kiedy jej uczucie zostaje zdradzone. Ale z drugiej strony jest także zazdrosna i gdyby była w stanie pozbyć się Diany de Poitiers, zapewne by to uczyniła. Niestety, Katarzyna Medycejska w pewnym sensie stanowi postać tragiczną, ponieważ jej życie nie tylko nie było usłane różami, ale też wszelkie zabiegi, jakie podejmowała celem ratowania Francji i pozostawienia jej we władaniu dynastii de Valois spełzły na niczym. Ostatecznie władza przeszła przecież w ręce Bourbonów i Katarzyna już nic nie mogła na to poradzić.








poniedziałek, 16 czerwca 2014

C.W. Gortner – „Sekret Tudorów. Kroniki nadwornego szpiega Elżbiety I” #1













Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2012
Tytuł oryginału: The Tudor Secret. The Spymaster Chronicles #1
Przekład: Michał Madaliński




W dniu 28 stycznia 1547 roku w pałacu Whitehall ducha Bogu oddał Henryk VIII Tudor. Monarcha został pochowany w kaplicy świętego Jerzego w Zamku Windsor, obok swojej żony Jane Seymour. Jedynej, spośród swoich sześciu żon, którą chyba naprawdę kochał. Lecz na łożu śmierci to nie jej imienia wzywał. Umierając wciąż powtarzał: Anna… Anna Boleyn. A potem już tylko przyzywał zakonników. Możliwe, że Anna Boleyn tuż przed śmiercią jawiła mu się jako upiór z piekła rodem albo Henryk po prostu czuł się winien jej tragicznego upadku. W momencie, gdy do łoża śmierci monarchy przybył arcybiskup Tomasz Cranmer, król nie był w stanie powiedzieć już ani słowa. Duchowny poprosił wówczas, aby Henryk dał mu jakiś znak, iż umiera pogodzony z Bogiem. Król uścisnął Cranmerowi rękę i zmarł.

Po śmierci Henryka VIII na mocy Aktu Sukcesji obowiązującego od 1544 roku, koronę Anglii dziedziczył syn zmarłego króla – Edward, który przyjął imię Edwarda VI. Był to jedyny żyjący męski potomek Henryka. Oczywiście potomek z prawego łoża, ponieważ można domyślać się, że rozwiązły Tudor płodził swoje potomstwo z kim tylko popadło. Być może gdzieś tam poza murami zamku żyły dzieci pochodzące z przypadkowych związków monarchy. 

Edward VI był pierwszym protestanckim władcą Anglii, gdyż ojciec zadbał o to, aby wykształcić syna właśnie w duchu protestanckim z uwagi na chęć utrwalenia pozycji swojej dynastii, a także ze względu na antypapieski charakter reformacji. W chwili śmierci ojca, Edward miał jedynie dziewięć lat, dlatego też nie mógł sprawować rzeczywistej władzy w państwie. Niemniej jednak, w testamencie Henryk VIII wyznaczył szesnastu wykonawców, których zadaniem było służenie jako, tak zwana, Rada Regentów do momentu ociągnięcia przez Edwarda wieku, który upoważniałby go do objęcia faktycznej władzy w Anglii, czyli wieku osiemnastu lat. Wówczas wykonawcy testamentu Henryka VIII Tudora na Lorda Opiekuna Królestwa wybrali Edwarda Seymoura, 1. hrabiego Hertford. Hrabia był starszym bratem Jane Seymour – matki małego Edwarda. Wykonawcy wymagali jednak, aby Edward Seymour nie podejmował żadnych działań bez uprzedniej rady i zgody współwykonawców. Niestety, hrabia nie zastosował się do tego polecenia i przejął władzę, zostając jedynym regentem. Został jednak obalony przez Johna Dudleya, 1. księcia Northumberland, a następnie stracony za zdradę. Mimo to John Dudley nie objął stanowiska Lorda Opiekuna, lecz nakłonił Edwarda, aby ten ogłosił swoją pełnoletność jeszcze przed osiągnięciem 18. roku życia. W ten sposób oczywiście naruszył ostatnią wolę Henryka VIII Tudora.

Edward VI Tudor (1537-1553)
portret powstał około 1546 roku
Edward VI Tudor był królem Anglii jedynie przez kilka lat, ponieważ zmarł, mając tylko piętnaście wiosen. Niemniej jednak, jego krótkie panowanie sprawiło, że w państwie wprowadzono wiarę protestancką na szeroką skalę. Dość szybko okazało się jednak, że potomek wielkiego Henryka cierpi na gruźlicę i nie pożyje zbyt długo. John Dudley zdecydował, iż religijne reformy nie powinny zostać cofnięte, więc przekonał Edwarda, aby ten zatwierdził nowy porządek dziedziczenia korony angielskiej. Nie chciał bowiem dopuścić do tego, aby po śmierci Edwarda tron przypadł Marii I Tudor – córce Henryka VIII i Katarzyny Aragońskiej. Istniało ogromne prawdopodobieństwo, że Maria jako zagorzała katoliczka przywróci Anglii religię swoich hiszpańskich przodków, a tego książę Northumberland pragnął za wszelką cenę uniknąć. W związku z tym obmyślił sobie, że na angielskim tronie po śmierci Edwarda VI zasiądzie daleka krewna Henryka VIII – młodziutka Jane Grey. Edward istotnie zmarł 6 lipca 1533 roku, zaś Jane Grey była królową jedynie przez kilka dni. W międzyczasie Maria zyskała spore poparcie, które pozwoliło jej objąć władzę w Anglii.

To właśnie powyższe wydarzenia stanowią tło historyczne Sekretu Tudorów. Oczywiście nie należy zapominać o Elżbiecie, zwanej potem Elżbietą I Tudor. Kiedy ją poznajemy, nie ma jeszcze mowy o objęciu przez nią władzy w Anglii. Na razie jest tylko księżniczką, którą łączą zażyłe stosunki z nieziemsko przystojnym Robertem Dudleyem – synem wspomnianego powyżej Johna. Niemniej jednak na pierwszy plan wcale nie wysuwa się postać historyczna, lecz bohater stricte fikcyjny. To niejaki Brendan Prescott, którego tuż po urodzeniu poczciwa ochmistrzyni Dudleyów znalazła na terenie ich posiadłości. Kobieta zabrała go do domu i wychowała jak własnego syna. Oczywiście nie obyło się bez kategorycznych sprzeciwów ze strony pani domu, ale ochmistrzyni Alice już postarała się o to, aby Brendan jednak pozostał w domu Dudleyów. Niestety, Prescott lat swojego dzieciństwa nie może zaliczyć do najszczęśliwszych, ponieważ był wręcz terroryzowany przez synów Johna Dudleya. Stał się kimś w rodzaju maskotki, którą można było bawić się dowoli bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji. Przez zarozumiałych synów Johna Dudleya, Brendan był bity i wyszydzany. Na obronę mógł liczyć tylko i wyłącznie ze strony swojej oddanej mu całym sercem Alice. Ten trudny i dramatyczny okres życia będzie w pamięci Prescotta wciąż powracał. Nawet po wielu latach chłopak nie będzie w stanie zapomnieć o upokorzeniu, jakiego doznawał pod dachem Dudleyów.

John Dudley, 1. książę Northumberland
(1501-1553)

Po latach los ponownie rzuca Brendana do posiadłości Dudleyów. Tym razem dwudziestoletni już chłopak ma pełnić funkcję osobistego giermka panicza Roberta Dudleya. Z wiadomych przyczyn nie czuje radości na wieść o swojej nowej roli, lecz tak naprawdę nie ma nic do powiedzenia w tej kwestii. Nie może się ani zbuntować, ani też odmówić podjęcia powierzonego mu zadania. Oczywiście młodzi Dudleyowie także nie zapomnieli o Brendanie, dzięki któremu mieli zapewnioną tak świetną zabawę w dzieciństwie. Jednakże zapomnieli chyba o tym, iż Prescott nie jest już tym samym małym chłopcem, ale dorosłym młodym mężczyzną i potrafi zadbać o swoje interesy. Tak więc Brendan Prescott staje się dla Roberta Dudleya kimś w rodzaju łącznika pomiędzy nim a księżniczką Elżbietą. Jak wiemy z historii, panicz Dudley posiadał ogromne ambicje, które miały go zaprowadzić aż na angielski tron. Nie dziwi więc fakt, że od najmłodszych lat trzymał rękę na pulsie i kontrolował sytuację, będąc jak najbliżej Elżbiety.

Bardzo szybko okazuje się, że o usługi Brendana Prescotta zabiega też ktoś zupełnie inny. Ktoś z konkurencyjnego obozu. To William Cecil, późniejszy doradca Elżbiety I Tudor i 1. baron Burghley. Jak zatem młody Brendan Prescott poradzi sobie w tej trudnej sytuacji? Czy uda mu się zachować tajemnicę i anonimowość, która będzie mu potrzebna przy wykonywaniu tak odpowiedzialnych zadań? Czy szpiegostwo jest naprawdę tym, czego chłopak potrzebuje od życia? Jak odnajdzie się w roli szpiega, kiedy wokół będzie czyhać na niego tyle niebezpieczeństw? I wreszcie, czy zdoła poznać tajemnicę swojego urodzenia?

Sekret Tudorów to pierwszy tom szpiegowskiej trylogii C.W. Gortnera, którego akcja rozpoczyna się w 1553 roku. Zanim sięgnęłam po tę powieść spotkałam się z opiniami, iż jest to najsłabsza – jak do tej pory – książka C.W. Gortnera. Można się z tym zgodzić, jeśli będziemy brać pod uwagę jedynie stronę historyczną opowiadanej historii, ponieważ pod tym względem faktycznie nie jest najlepiej, ale nie takie było założenie Autora podczas tworzenia tej powieści. Dlatego też podeszłam do tej książki nieco inaczej. Otóż, potraktowałam ją jako powieść przygodową z historią w tle. I tutaj sprawa przedstawia się już dużo lepiej, a wręcz niemalże doskonale. Do tego dochodzi jeszcze niemała dawka humoru, gdyż główny bohater jest dość specyficzną postacią. Wikła się w rozmaite sytuacje, z których jakimś dziwnym trafem wciąż wychodzi obronną ręką. Swoim wrogom gra na nosie i praktycznie momentami śmieje się im w twarz. Dlatego też trudno go nie polubić.

Brendan Prescott to niezwykle uczuciowy bohater. Żyje przeszłością, ale też ma ku temu powody. Nie jest świadomy własnego pochodzenia i nie rozumie, dlaczego są tacy, którzy chętnie widzieliby go w grobie. Zupełnie przypadkiem trafia na dwór księżniczki Elżbiety. Dociera nawet do Marii I Tudor. Charakteryzuje go nieprzeciętna odwaga. Czasami jest szczery aż do bólu. Niczego nie owija w bawełnę, lecz mówi wprost o tym, co go boli. Nie zwraca uwagi na to, że może sobie tym zaszkodzić. To wszystko oczywiście okraszone jest humorem, dzięki czemu czytelnikowi co pewien czas pojawia się uśmiech na twarzy.




Na kartach powieści spotkamy zarówno postacie historyczne, jak i stricte fikcyjne, które doskonale ze sobą harmonizują. Z tego też powodu książkę czyta się z dużym zainteresowaniem. Owszem, pod względem klimatu jest to powieść inna od Ostatniej królowej czy Wyznań Katarzyny Medycejskiej. Ale czy gorsza? Uważam, iż dobrze jest, kiedy autor stara się zaskakiwać czytelnika i nie szufladkuje swojej twórczości. Sekret Tudorów to przede wszystkim opowieść, w której nie brak intryg, skandali, kłamstw i tajemniczych morderstw. Wraz z głównym bohaterem, który jest tutaj narratorem, podążamy korytarzami wystawnych pałaców, spotykamy tam piękne księżniczki oraz dzielnych rycerzy. Prawdę powiedziawszy nie potrafiłam oprzeć się wrażeniu, że czytam powieść na miarę twórczości Alexandre Dumas. Gdybym miała porównać Sekret Tudorów z którąś z powieści francuskiego mistrza prozy historycznej, to z pewnością byłaby to książka Trzej muszkieterowie.







poniedziałek, 9 czerwca 2014

C.W. Gortner – „Ostatnia królowa”















Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2011
Tytuł oryginału: The Last Queen
Przekład: Alina Siewor-Kuś




Na przestrzeni wieków na kartach historii zapisało się wielu władców, którzy w mniejszym lub większym stopniu uznani zostali za obłąkanych. Niektórym z nich nadano wręcz przydomek „Szalony(a)”. Wspomnijmy chociażby króla Francji z dynastii Walezjuszy – Karola VI (1368-1422), króla Bawarii – Ludwika II Wittelsbacha (1845-1886) czy Joannę I Kastylijską (1479-1555), o której opowiada C.W. Gortner w swojej powieści pod tytułem Ostatnia królowa.

Joanna Szalona urodziła się w hiszpańskim Toledo, będącym jednocześnie stolicą Królestwa Kastylii. Była trzecim z kolei dzieckiem oraz drugą córką Izabeli I Kastylijskiej i Ferdynanda II Aragońskiego pochodzącego z królewskiego rodu Trastamara. Joanna była niezwykle inteligentnym dzieckiem, w związku z czym bardzo szybko przyswajała wiedzę, którą na królewskim dworze zdobywała pod okiem dominikanina Andrésa de Mirandy oraz Beatriz Galindo, która należała do dworu Izabeli I Kastylijskiej. Oprócz umiejętności posługiwania się kilkoma językami, Joanna doskonale radziła sobie z dworską etykietą, religioznawstwem, tańcem i muzyką, a także jazdą konną. W ten sposób Joannę przygotowywano do małżeństwa, którego celem miało być zawarcie sojuszu, dzięki któremu miano zwiększyć uprawnienia Kastylii i Aragonii, jak również zapewnić tym królestwom bezpieczeństwo i wpływy. Od Joanny, jako infantki, nie oczekiwano bynajmniej wstąpienia pewnego dnia na tron Kastylii i Aragonii, lecz śmierć członków rodziny, którzy zgodnie z prawem dziedziczenia mieli ten tron objąć, sprawiła, iż to właśnie Joannie przypadł obowiązek przejęcia władzy w obydwu królestwach. 

W 1496 roku Joanna, będąc w wieku szesnastu lat, została zaręczona z Filipem I Habsburgiem, zwanym „Pięknym”.  Chociaż był to w głównej mierze mariaż polityczny i nikt tak naprawdę nie dbał o to czy Joanna i Filip zakochają się w sobie, to jednak młodzi od pierwszego wejrzenia zapałali do siebie wielkim uczuciem. Łączyła ich nieprzeciętna namiętność. Najprawdopodobniej ze skonsumowaniem swojego związku nie czekali do nocy poślubnej, co w tamtych czasach było wymagane i w odpowiedni sposób celebrowane. Piękna Joanna uwielbiała swojego męża i była o niego niesamowicie zazdrosna. Aby nie dopuścić do zdrady, oddaliła ze swojego dworu młode panny, które mogłyby stanowić dla Filipa pokusę. Nie odstępowała męża na krok. Była niczym nieodłączny cień Filipa.

Joanna I Kastylijska (1479-1555)
portret powstał pomiędzy
rokiem 1496 a 1500
Autor: Juan de Flandes (ok. 1460-1519)
Joanna I Kastylijska urodziła Filipowi I Habsburgowi sześcioro dzieci. Niemniej jednak, wielką miłość tej pary przerwała nagła śmierć Filipa. Po zaledwie tygodniowej chorobie, leczony środkami przeczyszczającymi i upuszczaniem krwi, książę zmarł. Miał dwadzieścia osiem lat. Co bardzo ciekawe, trzy miesiące wcześniej ostrzeżono go przed nagłą śmiercią. W chwili zgonu męża, Joanna spodziewała się kolejnego dziecka. Oszalała wówczas z rozpaczy. Mówiono, iż nie można jej było oderwać od martwego ciała Filipa. Gdy w końcu ziemskie szczątki Habsburga zostały potajemnie pochowane, Joanna stała się otępiała z bólu i cierpienia. Najprawdopodobniej siedziała bez ruchu w swojej komnacie, nie śpiąc, nie jedząc i nie zmieniając odzieży. Po kilku tygodniach rozkazała wręcz wyjąć trumnę z grobu i wyruszyła z nią w drogę do Grenady. Ta makabryczna podróż trwała aż trzy lata! Jechano tylko nocą. Od czasu do czasu zbolała na duchu Joanna kazała otwierać trumnę, aby do światła księżyca móc całować i dotykać to, co pozostało z jej męża, chcąc w ten sposób obudzić Filipa. To właśnie przy trumnie urodziła swoje najmłodsze dziecko – Katarzynę. Aby zmusić Joannę do pochówku męża, jakiś mnich powiedział jej, że ukochany mąż zmartwychwstanie po czternastu latach. Uwierzywszy mu, Joanna cierpliwie czekała, lecz gdy minął czas obiecany przez mnicha, a Filip nadal leżał martwy w grobie, Joanna pogrążyła się w jeszcze większym szaleństwie. W końcu miara obłędu przebrała się i resztę życia, czyli aż czterdzieści sześć lat, Joanna I Kastylijska spędziła uwięziona. Z okien swojego zamku mogła jednak patrzeć na grób męża. W więzieniu pozostała do dnia swojej śmierci, która nastąpiła 12 kwietnia 1555 roku. Niemniej jednak, gen szaleństwa żył nadal, nawiedzając kolejne pokolenia Habsburgów. Dlaczego zatem Joanna tak bardzo kochała Filipa, skoro ten był jej niewierny i traktował ją bardzo źle? Czy była aż tak zaślepiona miłością, że nie widziała zła, które drzemie w księciu?

Obłąkanie Joanny mogło być dziedziczne. Jej babka – matka Izabeli I Kastylijskiej – uznana została za chorą psychicznie. Natomiast sama Joanna stopniowo zaczęła się do niej upodabniać. Możliwe, że choroba nasiliła się pod wpływem pewnego bolesnego epizodu, który miał miejsce w 1503 roku. Gdy Filip i Joanna udali się do Hiszpanii, gdzie Joanna została oficjalnie zaprzysiężona na dziedziczkę korony Kastylii, która należała do jej matki, książę oznajmił, iż nie znosi ojczyzny żony i wraca do swojego Królestwa Niderlandów (tereny dzisiejszej Belgii i Holandii). Ponieważ Joanna była wówczas w ciąży z czwartym dzieckiem, nie mogła udać się w podróż wraz z mężem, więc nieszczęśliwa pozostała w Hiszpanii. Coraz częściej popadała w stany depresyjne, i nawet przyjście na świat zdrowego syna nie pomogło Joannie wrócić do zdrowia. Pewnej nocy zwyczajnie oszalała. Boso i na wpół naga, wybiegła z zamku, w którym wtedy mieszkała. Rozpaczliwie zawodząc, odmówiła włożenia ciepłego okrycia. Nie chciała też za nic wracać do zamku, choć noc była niesamowicie zimna. To był listopad. Tak więc ubrana jedynie w zwiewną nocną koszulę, pozostała na lodowatym zimnie przez trzydzieści sześć godzin, trzymając się kurczowo bram zamku i rzucając wulgarne przekleństwa pod adresem tych, którzy chcieli ją nakłonić do powrotu. Pomimo iż ostatecznie Joanna wróciła do swojej komnaty, szkoda, która się wówczas dokonała, była nieodwracalna w skutkach. W momencie, gdy rozeszła się wieść o jej dziwacznym zachowaniu, Joanna znalazła się na ustach wszystkich.

Filip I Habsburg (1478-1506)
portret powstał około 1500 roku
Autor nieznany
Napięcie spowodowane psychiczną chorobą córki, niekorzystnie odbiło się także na królowej Izabeli I Kastylijskiej. Jak wiadomo, Izabela uchodziła za budzącą respekt monarchinię, która przewodziła hiszpańskiej inkwizycji oraz wspierała podróże Krzysztofa Kolumba do Nowego Świata. Jednakże choroba córki pogrążyła ją w całkowitej rozpaczy. Do swojego ambasadora we Flandrii pisała: „Przemawiała do mnie bardzo grubiańsko. Mówiła z taką pogardą i brakiem szacunku, że gdybym nie była świadoma jej stanu umysłowego, w żaden sposób nie zdołałabym tego znieść.” Z kolei medycy Izabeli tak relacjonowali królowi Ferdynandowi stan jego córki Joanny: „Uważamy, że kontakty z księżniczką są groźne dla życia królowej. Modlimy się, by ogień trawiący [Joannę] wygasł. Jej życie i stan od dawna źle wpływają na życie i zdrowie naszej królowej i pani.”

W tym samym czasie, przebywający we Flandrii Filip I Habsburg radował się tymczasową wolnością od zaborczej żony. Dlatego też nie ucieszył się zapowiedzią jej rychłego powrotu. Najgorsze obawy księcia małżonka wkrótce się potwierdziły. Tuż po przybyciu do domu, Joanna dostała ataku, rzucając ostrymi przedmiotami w ludzi. Zaatakowała nawet młodą niewiastę, którą podejrzewała o dzielenie łoża z Filipem, doprowadzając do jej okaleczenia. Nie dziwi więc fakt, że Filip polecił zamknąć Joannę w apartamentach swojego pałacu w Brukseli. Miał zwyczajnie dosyć swojej niezrównoważonej psychicznie małżonki. Pojawiały się także plotki, iż obchodził się z nią w sposób bardzo brutalny.

Z powyższego mogłoby wynikać, iż Joanna I Kastylijska była kobietą słabą i uległą, bo przecież ślepa miłość wielokrotnie sprawia, że kobiety właśnie takie się stają. W dodatku była przecież niezrównoważona psychicznie. Ale Joanna miała też swoją godność i dumę. Tak przynajmniej przedstawia ją C.W. Gortner w swojej powieści. Owszem, w pewnych okolicznościach Joanna była poddana mężowi, ale robiła to dla, tak zwanego, świętego spokoju. Być może gdyby chodziło jedynie o jej małżeństwo, wówczas Joanna całą swoją uwagę skupiłaby na Filipie i w imię miłości robiłaby wszystko to, czego ten by od niej zażądał. Joanna I Kastylijska według C.W. Gortnera przypomina w pewnym stopniu swoją matkę. Kiedy w grę wchodzi los Hiszpanii, wówczas Joanna robi wszystko, aby nie dopuścić do odebrania sobie korony. Musi też walczyć z własnym mężem, który układa się z wrogami. Potem dochodzi jeszcze konflikt z Ferdynandem II Aragońskim.


Joanna Szalona nad trumną Filipa
obraz został namalowany około 1877 roku
Autor: Francisco Pradilla Ortiz (1848-1921)


Wydaje mi się, że C.W. Gortner w Ostatniej królowej okazał szacunek Joannie I Kastylijskiej. Autor tak naprawdę przedstawił dramat kobiety, która z jednej strony musiała zmagać się ze swoją potworną chorobą, natomiast z drugiej była zmuszona toczyć walkę z wrogiem, z którym dzieliła łoże i któremu rodziła dzieci. Na kartach powieści relacje pomiędzy Joanną a jej matką również nie są takie, jak wynikałoby to z listu Izabeli, który zacytowałam powyżej. Matka za wszelką cenę chciała, aby tron hiszpański przypadł właśnie Joannie. Owszem, nie było innego wyjścia, ponieważ ci, którzy powinni byli dziedziczyć go przed Joanną, już dawno leżeli w grobie. Tak więc w tej sytuacji Izabela mogła mieć ręce związane. Na łożu śmierci praktycznie wybrała mniejsze zło.

Ostatnia królowa to powieść, która wciąga już od pierwszej strony. Fabuła wyzwala w czytelniku szereg emocji. Pozwala współczuć Joannie, ponieważ ta nie uzyskuje znikąd pomocy. Jest skaza na samą siebie, ale przecież tak naprawdę nie może sobie pomóc w żaden sposób. Jest więźniem nie tylko swoich bliskich, ale przede wszystkim własnego chorego umysłu. Prawdę powiedziawszy szaleństwo Joanny nie wysuwa się tutaj na pierwszy plan. Widać, że Autor próbował pokazać Joannę od tej lepszej strony. Kiedy czytamy noty historyków na temat stanu umysłowego Joanny I Kastylijskiej, możemy dojść do przekonania, że na skutek choroby, królowa nie potrafiła o siebie zadbać. W powieści nie widzimy tego w ten sposób. Owszem, wokół Joanny krążą wrogowie, ale są też oddani przyjaciele. Ale niestety, bratnie dusze niewiele mogą tutaj poradzić.

Do tej pory Joanna I Kastylijska znana mi była jedynie jako siostra Katarzyny Aragońskiej, która była żoną Artura Tudora, a potem jego młodszego brata – Henryka VIII Tudora. Nigdy nie miałam okazji przeczytać książki, która w całości byłaby poświęcona właśnie tej władczyni. C.W. Gortner po mistrzowsku oddał realia tamtej epoki. Stworzył wyraziste postaci, które niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ożywają w wyobraźni czytelnika. Polecam tę powieść każdemu miłośnikowi historii.



 

niedziela, 1 czerwca 2014

Literat Czerwca 2014





CHRISTOPHER W. GORTNER




Christopher W. Gortner posiada tytuł magistra wydziału sztuk pięknych w dziedzinie pisarstwa. Studiował w New College w Kalifornii, specjalizując się w historii epoki renesansu. Podczas rozległych podróży, gromadząc materiały do swoich powieści, doświadczył życia na hiszpańskim zamku oraz nauczył się tańczyć galiardę, czyli renesansowy dworski taniec z epoki Tudorów. Jest pół-Hiszpanem, mieszka w Karolinie Północnej. Jego książki zostały przetłumaczone na wiele języków. Jest również oddanym obrońcą praw zwierząt. Jego praca na rzecz ochrony zwierząt polega w szczególności na redukowaniu ich przepełnienia w schroniskach. W maju tego roku Christopher W. Gortner odwiedził Polskę, aby promować swoją najnowszą powieść wydaną w języku polskim – „Przysięga królowej. Historia Izabeli Kastylijskiej”. Ze swoimi czytelnikami spotkał się w księgarni Matras w Warszawie.



Agnes A. Rose: Bardzo dziękuję, że przyjął Pan moje zaproszenie do udziału w wywiadzie. Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu! Na początek chciałabym zapytać o Pana doświadczenia z pobytu w Polsce. Czy jest coś, co najbardziej zapadło Panu w pamięć?

Christopher W. Gortner: Myślę, że teraz najbardziej pamiętam to, jak niesamowicie piękna jest Polska. Krajobraz jest bardzo zielony z tymi wielkimi drzewami – kwitnącymi kasztanami, ogromnymi klonami. Kocham drzewa, a w Warszawie jest ich pełno; miasto posiada również wspaniałe parki, do których można wybrać się na wielogodzinny spacer. Byłem bardzo wzruszony ciepłem i gościnnością Polaków.

fot. Stephanie Mohan
Agnes A. Rose: Jestem pewna, że podróżuje Pan do różnych krajów świata, aby spotkać się z czytelnikami i promować swoje książki. Czy dostrzega Pan jakieś różnice pomiędzy czytelnikami w Polsce a tymi w innych krajach?

Christopher W. Gortner: Uważam, że moi polscy czytelnicy wyjątkowo interesują się historią, którą opowiadam i posiadają całkiem rzetelną wiedzę na temat tego, w jaki sposób połączyć pewne wydarzenia z historią ich własnego państwa. Czasami czytelnicy, którzy spotykają się ze mną wykazują naprawdę niewielką wiedzę odnośnie historii, która stanowi tło moich powieści, co i tak nie ma większego znaczenia; niemniej doskonale rozmawiało mi się z moimi polskimi czytelnikami, ponieważ oni naprawdę rozumieją historię. Jeden z nich zapytał mnie, dlaczego w mojej powieści o Katarzynie Medycejskiej pominąłem rok panowania Henryka III w Polsce. Musiałem przyznać, że choć znałem ten okres w dziejach Polski, to jednak skończyło się na tym, że wyciąłem go z ostatecznej wersji maszynopisu, ponieważ mój wydawca czuł, że to będzie odbiegać od głównego sposobu narracji. Przeprosiłem, a czytelnik poczuł się usatysfakcjonowany moją odpowiedzią. Dowiedziałem się więc, że nie zawsze mądrze jest manipulować w ten sposób historią, choć w tym przypadku jest to raczej niepotrzebna obrona, bo Henryk nie był zbyt wpływowym władcą Polski, a i powieść również nie była o nim.

Agnes A. Rose: Czy chciałby Pan odwiedzić w przyszłości Polskę, na przykład jako turysta, a nie jako pisarz?

Christopher W. Gortner: O tak! Oczywiście, że chcę wrócić i spędzić tutaj więcej czasu. Ponieważ musiałem stosować się do ustalonego harmonogramu, mój wolny czas był dość ograniczony. Widziałem tylko Warszawę i spędziłem jedynie dwie godziny w Krakowie. Tak naprawdę chciałem zostać tam dłużej. Szczególnie chciałbym spędzić kilka dni w Krakowie, bo jest to jedno z najpiękniejszych miast Europy, jakie odwiedziłem.

Agnes A. Rose: Jak wspomniałam wyżej, ostatnio Pana powieść „Przysięga królowej. Historia Izabeli Kastylijskiej” została przetłumaczona na język polski. Czy mógłby nam Pan powiedzieć dlaczego zdecydował się Pan opisać historię Izabeli Kastylijskiej? Co zainspirowało Pana do napisania tej powieści?  

Christopher W. Gortner: O Izabeli Kastylijskiej napisałem już w mojej pierwszej powieści „Ostatnia królowa” obejmującej okres od 1492 roku do momentu jej śmierci. Ta książka opowiada o córce Izabeli – Joannie. Dorastając w Hiszpanii uczyłem się w szkole o Izabeli i jej panowaniu, lecz dopiero, kiedy zbierałem materiały do „Ostatniej królowej” zrozumiałem jak bardzo Izabela walczyła o to, aby stać się sławną królową, która zjednoczyła Hiszpanię. Historia jej burzliwego dojścia do władzy w obliczu ogromnych barier i uprzedzeń jest stosunkowo mało znana. Pomyślałem, że powieść o tym, w jaki sposób Izabela została królową, którą wszyscy znamy, byłaby fascynująca. Izabela miała skomplikowany charakter i nie zawsze łatwo można było ją zrozumieć. Podjęła kilka makabrycznych decyzji, ale również dokonała wielkich czynów. Myślę, że napisałem o Izabeli po części dlatego, żeby pokazać, jak bardzo była niezwykła, żyjąc w epoce, której była częścią. Pod pewnymi względami myślała perspektywicznie, ale kiedy chodziło o kwestię jej wiary, okazała się być ślepa na konsekwencje swoich działań. Królowa taka jak Izabela mogła pojawić się jedynie w chaosie, jaki miał miejsce pod koniec XV wieku w Hiszpanii; wyjątkowo hiszpański charakter i jej panowanie miały ogromny wpływ nie tylko na jej kraj, ale również na całą Europę i obydwie Ameryki.

Agnes A. Rose: Czy w tej książce znajduje się jakaś scena, która wprawiła Pana w niepokój do tego stopnia, iż pomyślał Pan, że nie będzie Pan pisał dalej?

Christopher W. Gortner: Zmagałem się z decyzją Izabeli dotyczącą wprowadzenia hiszpańskiej inkwizycji i wydalenia Żydów z kraju. Aczkolwiek jej decyzje, którymi spowodowała ogromne cierpienia i z ich powodu zapisała się w historii jako okrutna fanatyczka, występują już pod koniec powieści. Wiedząc, że Izabela była odpowiedzialna za te tragedie, zastanawiałem się, czy będę w stanie uchwycić przyczyny tego, co zrobiła. Oczywiście nie powstrzymało mnie to przed napisaniem powieści, ale początkowo pytałem sam siebie, czy chcę podejmować się tak kontrowersyjnego tematu. Ważne jest, aby pamiętać, że nie uważam Izabeli za bohaterkę, jeśli chodzi o jej religię; myślę, że kierowała się głębokim dogmatyzmem dotyczącym własnego świata i swojego miejsca, jakie w nim zajmowała. Pisarze zawsze chcą „lubić” swoich głównych bohaterów, a ja chwilami nie lubiłem Izabeli, lecz zdałem sobie sprawę z tego, że nie jest konieczne, abym lubił ją przez cały czas. A wręcz przeciwnie, ponieważ nie zgadzałem się z niektórymi jej decyzjami, dla mnie wyzwaniem było powstrzymanie się od osądzania i przedstawiania jej punktu widzenia. Izabela wierzyła, że postępuje właściwie; dla niej najważniejsza była wiara. Musiałem sportretować ją taką, jaka była, a nie chciałem, aby „Przysięga królowej” okazała się pod pewnymi względami najtrudniejszą powieścią, jaką napisałem, lecz najbardziej satysfakcjonującą, ponieważ nauczyłem się pisać o postaci, której osobowość i poglądy są mi obce.

Agnes A. Rose: Czy podczas studiów nad materiałami do „Przysięgi królowej” natrafił Pan na jakieś niezwykle ciekawe albo zaskakujące zdarzenie w dziejach historii?

Christopher W. Gortner: Nie miałem pojęcia, że Izabela opowiadała się za edukacją kobiet. Ponieważ dorastając zdobyła wykształcenie jedynie w stopniu podstawowym, wstępując na tron nie potrafiła posługiwać się nawet łaciną, która była międzynarodowym językiem, jeśli chodzi o stosunki dyplomatyczne. Izabela starała się zjednoczyć swoje królestwo, będąc tuż po trzydziestce i właśnie wtedy zdecydowała się na naukę łaciny. Szukała najlepszego nauczyciela w Europie i znalazła kobietę urodzoną w Hiszpanii o nazwisku Beatriz Gallindo, znaną jako La Latina, która studiowała na uniwersytecie w Salerno, jedynej w tamtych czasach uczelni w Europie, w której stopnie naukowe mogły uzyskiwać kobiety. Izabela nie tylko zatrudniła La Latinę, aby ta ją uczyła, ale również po to, żeby uczyła jej córki, infantki. Izabela wydała dekret, który pozwalał La Latinie wykładać na prestiżowym hiszpańskim uniwersytecie w Salamance, a także pozwalał innym kobietom podejmować tam naukę. Izabela sprowadziła również do Hiszpanii pierwsze maszyny drukarskie, co spowodowało dostępność książek; położyła nacisk na zdobywanie umiejętności czytania i pisania w całym kraju i tym samym zawstydziła buńczuczną, głównie niepiśmienną szlachtę w kwestii zdobywania coraz wyższego wykształcenia. Postęp, którego dokonała, pomógł utorować drogę dla Złotego Wieku Hiszpanii, który nastąpił w XVII stuleciu.

Agnes A. Rose: Jest Pan również autorem książki „Wyznania Katarzyny Medycejskiej”. Większość z nas zna Katarzynę jako kobietę okrutną, która dążyła do celu po trupach. Wydaje mi się, że w powieści ocieplił Pan nieco jej wizerunek. Dlaczego?

Christopher W. Gortner: Tak jak Izabela, Katarzyna Medycejska również dokonała straszliwych rzeczy, aby chronić swój kraj. Historia skazała Katarzynę na podstawie koszmarnej masakry, która miała miejsce w noc świętego Bartłomieja; swoją niechlubną sławę zdobyła także jako trucicielka, chociaż nie znalazłem dowodów historycznych na to, aby kogokolwiek otruła. Jest mniej znana z tego, że przez lata walczyła również o to, aby chronić Francję przed zniszczeniami spowodowanymi dzikimi wojnami religijnymi, szukając bez skutku wielu sposobów, aby móc rozwiązać konflikt. Nie była inicjatorką wojen; miała małoletnie dzieci, które musiała chronić, a za plecami spiskującą silnie zdradziecką szlachtę. Masakra nie była z jej strony celowym działaniem; aczkolwiek w wyniku tego jednego straszliwego czynu, wprowadziła w ruch łańcuch wydarzeń, które okazały się nie do zatrzymania i sprawiły, że jej imię zostało oczernione. Podobnie jak w przypadku Izabeli, starałem się przedstawić punkt widzenia Katarzyny; nie zawsze zgadzałem się z nią, ale wierzę, że była inteligentną kobietą, która walczyła o pokój. Gardziła wojną i chciała jedynie ujrzeć własnych synów zasiadających na tronie i żyjących w dobrobycie. W związku z tym nie była okrutna, ale mogła się taką stać w momencie, gdy przyszło do ochrony własnych interesów, była jak każdy monarcha jej epoki. Nawet Elżbieta I wykonała wyrok śmierci, kiedy poczuła się zagrożona; skazała na śmierć Marię Stuart i zniszczyła Irlandię, ponieważ uwierzyła, że grozi jej niebezpieczeństwo i utrata władzy.

Agnes A. Rose: W Polsce „Sekret Tudorów” promowany jest jako powieść w której pojawia się galeria olśniewających postaci z inteligentną i zagadkową Elżbietą I w centrum. Chciałabym zapytać Pana co takiego szczególnego jest w tej angielskiej królowej, że pisarze tak często o niej piszą? Dlaczego Pan zdecydował się na skupienie uwagi właśnie na niej?

Christopher W. Gortner: Myślę, że Elżbieta cieszy się taką popularnością, ponieważ odniosła sukces, była królową długo panującą, która wiele poświęciła dla swojego kraju. Znana jest jako „królowa dziewica” (a historia nie zawsze kocha dziewicę!). Zapominamy, że w celu utrzymania władzy, pozbyła się najbardziej istotnych ludzkich namiętności. Niemniej jednak, Elżbieta przemawia do naszej współczesności; wydaje się bardziej podobna do nas niż, powiedzmy, Izabela Kastylijska czy Katarzyna Medycejska. Jednakże Elżbieta nie napotkała tych samych trudności, co Izabela lub Katarzyna. Pomimo że miała do czynienia z konfliktem religijnym, to jednak nie był on tak brutalny jak ten w Hiszpanii czy Francji. Nie miała dzieci, które musiałaby chronić, męża, którego potrzeby należy zaspokoić, czy też niezwykle zaborczą szlachtę, której poczynania trzeba byłoby udaremnić. Aczkolwiek wciąż pozostawała kobietą podobną do tych, które sprawowały władzę w czasach, kiedy robiło to niewiele kobiet. Podobnie jak one, była XVI-wieczną monarchinią, która dopuściła się karygodnych czynów, aby chronić swój tron. Elżbieta prześladowała katolików, ograbiła obydwie Ameryki. Mogła być despotyczna, kiedy sprzyjał ku temu nastrój. Wybaczamy jej jednak takie postępowanie, ponieważ jej panowanie jest pełne wspaniałych wydarzeń, takich jak klęska Armady czy dzieła Szekspira, natomiast Anglia zachowała względny spokój i była zadowolona z jej rządów. Odważna i zuchwała, a także niezależna od nikogo, Elżbieta reprezentuje XVI-wieczny feminizm – i, jak sądzę, właśnie dlatego ją kochamy.

W swojej trylogii o Tudorach, skupiam uwagę na wcześniejszych latach jej życia. Pierwsze dwie książki „Sekret Tudorów” i "Tudor Conspiracy” („Spisek Tudorów” – w wolnym tłumaczeniu – przyp. tłum.) dotyczą okresu, zanim Elżbieta zostaje królową, natomiast trzecia książka "Tudor Vendetta” („Zemsta Tudorów” – w wolnym tłumaczeniu – przyp. tłum.) obejmuje pierwsze miesiące jej panowania. Wszystkie trzy książki ukazują fikcyjnego młodego mężczyznę i jego punkt widzenia dotyczący tajemnicy, która zmusza go do tego, aby stać się szpiegiem na dworze Elżbiety; powieści te są pełne przygód oraz napięcia, są też bardziej fikcyjne niż moje inne książki opowiadające o postaciach kontrowersyjnych królowych. Elżbieta jest ważną postacią, a opowieści o niej koncentrują się na niebezpieczeństwie, jakiemu musiała stawić czoło, czekając na objęcie tronu. W tym okresie rzeczywiście jest tajemnicza; jest profesjonalistką, jeśli chodzi o prowadzenie gry o władzę na dworze. Uważam, że w ciągu tych lat była naprawdę fascynująca, i w taki sposób kreuję ją, jej przyrodnie rodzeństwo – króla Edwarda i królową Marię – których problemy dotyczące panowania przez długi czas miały wpływ na Elżbietę. Dokonuję także ponownej interpretacji jej związku z Robertem Dudleyem, który jest pierwszoplanowym wrogiem mojego głównego bohatera.




Agnes A. Rose: Interesuje mnie, dlaczego wybiera Pan tak kontrowersyjne monarchinie na bohaterki swoich książek? Pozwolę sobie wspomnieć królową Joannę Kastylijską, Katarzynę Medycejską, Izabelę Kastylijską czy nawet królową Elżbietę I Tudor.

Christopher W. Gortner: Pociągają mnie kontrowersyjne kobiety, ponieważ historia ocenia je bardzo surowo. Żadna z kobiet, o której piszę, nie zachowywała się gorzej niż ich męskie odpowiedniki – tak naprawdę w pewnym sensie postępowały nawet lepiej. Niemniej jednak, nie osądzamy ich w ten sam sposób, co mężczyzn; zamiast tego wyrażamy się o nich stereotypowo i odrzucamy niezwykłą złożoność życia tych kobiet. Lubię trudne postacie, które borykają się z wyzwaniami; a kobiety sprawujące władzę takie właśnie są. Nawet dzisiaj czytamy artykuły w tak zwanych pismach kobiecych, w których propaguje się, w jaki sposób pogodzić ze sobą karierę zawodową, rodzinę i samorealizację. Rzadko można zobaczyć tego typu porady skierowane do mężczyzn. Społeczeństwo zawsze zakłada, że mężczyźni w pierwszej kolejności stawiają na swoją karierę lub władzę. Kobiety, które wybieram, aby móc o nich pisać, może i żyły w przeszłości, a specyfika ich zmagań może różnić się od naszej, lecz motyw przewodni pozostaje ten sam. Przypuszczalnie nie było zastrzeżeń względem ich władzy, ale sprzeciwiano się jej ze względu na ich płeć. Naprawdę nie można znaleźć lepszej historii!

Agnes A. Rose: W jakim momencie życia podjął Pan decyzję, że będzie pełnoetatowym pisarzem? I dlaczego zdecydował się Pan tworzyć beletrystykę historyczną?

Christopher W. Gortner: To nie ja zdecydowałem, że będę pełnoetatowym pisarzem; to pisanie zadecydowało za mnie. Zawsze podobało mi się pisanie – nawet jako dziecku – ale nigdy nie twierdziłem, że to realny zawód. Chciałem działać w świecie mody, a moje pierwsze studia podyplomowe dotyczyły merchandisingu[1]. Zanim zacząłem poważnie pisać dla sektora zdrowia publicznego, przez ponad dwanaście lat pracowałem w branży modowej. Po przekroczeniu trzydziestki wróciłem na studia i zdobyłem tytuł magistra w dziedzinie pisania i historii; moją pracą dyplomową była ukończona powieść. Wkrótce potem zacząłem przedkładać moją pracę agentom. Zanim sprzedałem na aukcji swoje pierwsze dwie książki minęło trzynaście lat, w czasie których napisałem trzy kolejne maszynopisy i współpracowałem z czterema różnymi agentami. W tym czasie miałem stałą pracę w pełnym wymiarze godzin; pisanie wydawało mi się ryzykownym sposobem zarabiania pieniędzy na utrzymanie. Ostatecznie pełnoetatowym pisarzem stałem się dwa lata temu, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że dzięki pisaniu faktycznie mogę zarabiać na życie. Mimo wszystko to była dla mnie trudna decyzja.

Powieści historyczne były – i nadal są – moim ulubionym gatunkiem, który czytam. Kochałem historię, będąc w szkole, a moja mama dała mi pierwszą powieść historyczną, kiedy miałem jedenaście lat. Potem przeczytałem każdą powieść historyczną, którą udało mi się znaleźć. Według mnie beletrystyka historyczna ożywia historię w sposób instynktowny, ubierając przeszłość w żywe kolory i emocje. Miałem swoje ulubione postacie, o wielu z nich teraz piszę, więc gdy zacząłem tworzyć swoją pierwszą powieść, czymś naturalnym wydawało się to, że jest to beletrystyka historyczna, ponieważ to jest moja pasja.

Agnes A. Rose: Jak udaje się Panu pogodzić pozostanie przy historycznej dokładności z opowiedzeniem fascynującej historii?

Christopher W. Gortner: Próbuję robić, co w mojej mocy, aby trzymać się faktów, biorąc pod uwagę, że „fakt” nie zawsze jest prawdą – szczególnie ten dotyczący kobiet, które żyły wiele lat temu i których życie opisywane było przez innych, przy zachowaniu ich własnych uprzedzeń i porządku. To, co uważamy za historyczną dokładność, wcale nie musi w całości wiernie oddawać historii, bo każda historia ma dwie strony. Jako pisarz tworzący beletrystykę historyczną, staram się odkryć prawdę, która być może nie znalazła się w oficjalnych annałach historii. Niemniej jednak, ostatecznie moje książki są fikcyjną interpretacją postaci historycznych. Dlatego też muszę przy pomocy ograniczonej ilości słów zaakcentować najważniejsze etapy w życiu bohaterów, które często jest bardzo skomplikowane, muszę dokonać też pewnych wyborów dotyczących tego, co może, a czego nie może obejmować książka. W podobny sposób muszę pracować z moimi redaktorami, których wymagania odnoszące się do historii zawsze mają pierwszeństwo. Pisanie powieści historycznych również stanowi szczególne wyzwanie, jeśli chodzi o precyzję; w przeciwieństwie do literatury faktu, nie mogę powiedzieć: „Ona zrobiła to, a my nie wiemy dlaczego.” Muszę także wiedzieć dlaczego tak się stało i dotrzeć do świadomej decyzji bohaterki. Polega to na dokładnym studiowaniu materiałów źródłowych i zastosowaniu zdobytej wiedzy przy konstruowaniu profilu emocjonalnego mojej postaci. Zazwyczaj sięgam do wielu źródeł, które nie są częścią literatury popularnej; często zdarza się, że odkrywam fakty, o których początkowo myślałem, że są mi znane w odniesieniu do danej postaci, a w rzeczywistości są bardziej mitem niż faktem. W związku z tym, aby wiarygodnie przestawić swoje postacie, muszę dojść do sformułowania wniosków, które pod względem historycznym są zarówno dokładne, jak i wiarygodne, bez względu na historyczne umiejscowienie czasu akcji powieści. Wers odnoszący się do jakiejś dyplomatycznej przesyłki, listu, który pozostał nieprzetłumaczony w archiwum lub niezbadanych okoliczności dotyczących jakiegoś zdarzenia, może rzucić nowe światło, które w zaskakujący sposób ujawni ukryty aspekt mojego bohatera. Żyję dla takich chwil; to jest powód, dla którego tworzę beletrystykę historyczną.

Agnes A. Rose: Jak radzi sobie Pan z prowadzeniem narracji z perspektywy kobiet? Czy jest to trudne?

Christopher W. Gortner: Często jestem o to pytany i zawsze mnie to zaskakuje. Myślę, że trudniejsze jest to, aby móc napisać książkę z perspektywy człowieka, który żył setki lat temu. Dla mnie płeć nie stanowi aż takiego wyzwania. Być może znacznie lepiej rozumiem kobiety; kto wie? Kilku pisarzy – mężczyzn – powiedziało mi, że uważają, iż bardzo ciężko jest napisać całą powieść z perspektywy bohatera, który jest kobietą, ale z jakiegoś powodu dla mnie jest to czymś naturalnym. Oczywiście, niektórzy czytelnicy myślą, że w tej kwestii ponoszę sromotną klęskę, ale kiedy piszę, nigdy nie myślę: „A więc w jaki sposób kobieta czułaby to czy tamto?” Podobnie jak aktor, muszę „stać się” moją bohaterką. Muszę zapomnieć o samym sobie, aby móc doświadczyć jej wewnętrznych emocji. Nie ma znaczenia czy moja postać jest kobietą czy mężczyzną; muszę wiedzieć kim oni są, aby w nich zamieszkać.

Agnes A. Rose: Zauważyłam w Internecie, że ma Pan bardzo dobry kontakt ze swoimi czytelnikami. W jaki sposób wpływa to na Pana twórczość?

Christopher W. Gortner: Uwielbiam mieć kontakt z czytelnikami i omawiać z nimi swoje powieści. To jest dla mnie naprawdę ogromny zaszczyt i przyjemność. Ale nie mogę pozwolić sobie na to, aby być pod wpływem ich opinii w zakresie, w jakim podchodzę do swojej pracy. Z całego serca doceniam wszystkie pochwały i krytykę, jaką otrzymuję – a dostaję i jedno, i drugie – ale jeśli zacznę wątpić w swoją umiejętność dotyczącą opowiedzenia jakiejś historii, wówczas będę wszystko przewidywał, na każdym kroku zastanawiając się, w jaki sposób czytelnik może zareagować. Aby pisać, muszę przestrzegać mojej umowy ze swoją bohaterką i pozostać wierny swojej wizji; jest to jedyny sposób, aby móc oddać jej głos.

Agnes A. Rose: Jaki jest Pana kolejny projekt? Czy pracuje Pan nad nową powieścią?

Christopher W. Gortner: Trzy powieści są w przygotowaniu. Trzecia, i zarazem ostatnia książka, ze szpiegowskiej trylogii o Elżbiecie I, "Tudor Vendetta”, ukaże się w Stanach Zjednoczonych 21 października 2014 roku; moje polskie wydawnictwo ZNAK nabyło prawa do jej publikacji, ale nie znam jeszcze daty premiery w Polsce. Niedawno sprzedałem swoją nową historyczną powieść o Coco Chanel, w której śledzę jej dramatyczne życie od momentu jej dzieciństwa, które jest nieco zapomniane, aż do czasów jej burzliwej światowej kariery, jako najbardziej znanej projektantki mody, oraz jej kontrowersyjnej działalności w okresie drugiej wojny światowej; tytuł roboczy powieści to "Mademoiselle Chanel" („Panna Chanel” – w wolnym tłumaczeniu – przyp. tłum.), amerykańska premiera tej książki zaplanowana jest na wiosnę 2015 roku. No i wreszcie, moja powieść o niebezpiecznych watykańskich latach Lukrecji Borgii obecnie znajduje się u amerykańskiego wydawcy, a jej wydanie zaplanowane jest na 2016 rok; ZNAK również nabył prawa do polskiej wersji tej książki. Obecnie zbieram materiały do nowej powieści, której akcja rozgrywa się w okresie Belle Époque[2].

Agnes A. Rose: Na koniec, chciałabym zapytać o Pana pracę na rzecz praw zwierząt. Czy mógłby nam Pan coś na ten temat powiedzieć?

Christopher W. Gortner: Pomagam w nawiązywaniu kontaktów i zbieraniu funduszy, aby dzięki temu uratować psy i koty pochodzące z przepełnionych amerykańskich schronisk, znajdujących się zwłaszcza w południowej części Kalifornii, gdzie wskaźnik dokonywania eutanazji jest bardzo wysoki ze względu na przepełnienie spowodowane przez nieodpowiedzialnych właścicieli hodowli zwierząt i pseudohodowle. Kocham zwierzęta od dziecka; zacząłem aktywnie działać na rzecz ratowania zwierząt domowych kilka lat wcześniej zanim odszedł mój piękny pies, Paris. Teraz swoją działalność poświęcam jej pamięci. Paris była moją bratnią duszą i tęsknię za nią każdego dnia; w odróżnieniu od zwierząt, którym niosę ratunek, ona nigdy nie wiedziała, co to porzucenie czy zaniedbanie, więc w jej imieniu czuję się w obowiązku ratować inne zwierzęta. Mam również z odzysku dwa nieoswojone koty, które dostarczają mi wiele miłości i radości.

Agnes A. Rose: Bardzo dziękuję za wywiad. Życzę Panu wszystkiego, co najlepsze w dalszej pracy twórczej. Czy jest coś, co chciałby Pan jeszcze dodać na koniec?

Christopher W. Gortner: Dziękuję za poświęcenie mi czasu. Mam nadzieję, że czytelnikom bloga podoba się „Przysięga królowej”. Aby dowiedzieć się czegoś więcej o mojej pracy, proszę odwiedzić moją stronę internetową: www.cwgortner.com.



Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose


Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj
If you want to read this interview in English, please click here









[1] Merchandising to umiejętna interpretacja i przetworzenie informacji o potrzebach klientów oraz stworzenie jak najbardziej sprzyjających warunków celem ich zaspokojenia. W pewnym stopniu jest to kontrolowanie poziomu wyników ekonomicznych dzięki celowemu i kompleksowemu kształtowaniu usługi handlowej dla dostawców i odbiorców, przy pomocy różnych dziedzin/narzędzi w zakresie sprzedaży (np. przy pomocy reklamy, promocji, przeceny, obsługi klienta czy aranżacji sklepu) – [przyp. tłum.].
[2] Belle Époque (z fr. piękny czas, piękna epoka, piękny okres) – nazwa nadana okresowi trwającemu od zakończenia wojny francusko-pruskiej w 1871 roku do wybuchu I wojny światowej. – [przyp. tłum.].