Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iny Lorentz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iny Lorentz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 stycznia 2015

Iny Lorentz – „Kochanica heretyka”











Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2014
Tytuł oryginału: Die Ketzerbraut
Przekład: Małgorzata Huber




Bawaria to jedno z najstarszych księstw nowożytnej Europy. Początki Bawarii sięgają jeszcze VI wieku. Od epoki średniowiecza, aż do wczesnego wieku XIX Stara Bawaria była silnym księstwem, gdzie rządy sprawowali członkowie rodu Welfów, a potem Wittelsbachów. Miasta takie, jak na przykład Ratyzbona stały się potężnymi ośrodkami gospodarczymi i naukowymi o europejskim znaczeniu. Po wojnie trzydziestoletniej (1618-1648) Bawaria, która była księstwem cesarskich elektorów, pełniła niezwykle ważną funkcję w polityce wielkich mocarstw. W XIX wieku księstwo stało się monarchią konstytucyjną. O tym okresie w dziejach Bawarii można mówić, iż przeżyła ona ogromny rozkwit kulturalny, a dodatkowo na jej terenie wprowadzono szereg reform politycznych i społecznych. Po pierwszej wojnie światowej na obszarze Bawarii powołano komunistyczną Bawarską Republikę Rad, a stało się to jeszcze przed wdrożeniem w życie konstytucji, na mocy której wprowadzono ustrój demokracji parlamentarnej. W okresie narodowego socjalizmu Bawaria straciła swoją niezależność, natomiast w dniu 1 grudnia 1946 roku w wyniku referendum przyjęto Konstytucję Wolnego Państwa Bawarii.

Wilhelm IV z Bawarii (1493-1550)
Przenieśmy się zatem do Bawarii i odwiedźmy takie miasta, jak Monachium i Augsburg. To właśnie głównie na terenie tych dwóch miast rozgrywa się akcja Kochanicy heretyka. Czasy nie są łatwe, ponieważ ma miejsce walka Kościoła z reformatorskim ruchem Marcina Lutra, który wprost mówi o grzechach ówczesnego duchowieństwa. Rozpusta, odprawianie nabożeństw byle jak, a do tego jeszcze sprzedaż odpustów to zdaniem reformatora najbardziej gorszące przewinienia kleru. Nie dziwi więc fakt, że średniowieczni niemieccy księża urządzają sobie swego rodzaju polowanie na Marcina Lutra, albowiem jego działanie może w konsekwencji doprowadzić do tego, że ludzie przestaną im wierzyć, a to z kolei znacznie uszczupli ich sakiewki. Chyba najgorzej na nauce Kościoła wychodzą kobiety, które aby uzyskać rozgrzeszenie muszą najpierw zaspokoić potrzeby seksualne swoich spowiedników. Efekt zazwyczaj jest taki, że po dziewięciu miesiącach na świat przychodzi żywy owoc tejże spowiedzi. Nie wiadomo tak naprawdę, kto jest ojcem tych dzieci: czy mąż „wyspowiadanej” kobiety, czy może jej spowiednik. W okresie, który nas interesuje rządy w księstwie sprawuje książę Wilhelm IV. Jest on zagorzałym przeciwnikiem ówczesnego duchowieństwa i piętnuje szczególnie tych księży, którzy dopuszczają się niemoralnych czynów zupełnie niepasujących do ich stanu.

Główną bohaterką książki jest Genoveva Leibert – córka monachijskiego kupca. Dziewczyna wychowywała się bez matki wraz ze swoim bratem bliźniakiem, który swoje imię odziedziczył po ojcu. Bartholomäus Leibert junior prowadzi beztroskie życie i nie wydaje się, aby kiedyś godnie zastąpił swojego ojca w interesach. Oczywiście stary Leibert tego nie dostrzega (a może tylko udaje, że niczego nie widzi?), ponieważ przez cały czas odsuwa gdzieś na bok swoją inteligentną córkę, na swojego spadkobiercę szykując właśnie syna. Robi tak tylko i wyłącznie z powodu jej płci. Gdyby Veva była mężczyzną, wszystko zapewne wyglądałoby inaczej.

Marcin Luter (1483-1546)
Bartholomäus Leibert senior prowadzi swoje interesy z kupcami z niemalże całej Bawarii, a nawet poza jej granicami. Aby jeszcze bardziej zacieśnić swoje przyjazne stosunki z handlowymi partnerami, Bartholomäus decyduje się na wydanie Vevy za syna jednego z nich. Szczęśliwym wybrankiem serca panny Leibert jest syn kupca z Innsbrucku – Friedrich Antscheller. Kiedy wszystko jest już uzgodnione, pozostaje jedynie wysłać Vevę do domu jej przyszłego męża. Dowództwo nad eskortą Vevy obejmuje jej brat bliźniak, zwany przez wszystkich po prostu Bartl. Niestety, w drodze podróżni zostają napadnięci przez bandytów, a Bartl i jego ludzie brutalnie zamordowani. Veva przeżywa szok! Rabusie biorą dziewczynę do niewoli, z której na pewno nie wyjdzie cało.  O „bandzie z gór” od dawna krążą słuchy, że ci ludzie mężczyzn bestialsko mordują, natomiast na kobietach dopuszczają się brutalnych gwałtów. Czy zatem uda się Vevie wyjść cało z niewoli? Czy jeszcze kiedyś ujrzy swojego ojca? Czy pomści śmierć brata? Kto tak naprawdę stoi za napadem i zabójstwem Bartla Leiberta? Czy był to zwykły przypadek, czy może z góry zaplanowana napaść?

Tymczasem w Monachium w opinii rozwiązłego chłystka żyje sobie niejaki Ernst Rickinger. Chłopak jest przyjacielem młodego Leiberta, z którym dopuścił się niejednego przewinienia. Nawet własny ojciec nie chce go znać, ponieważ tylko przynosi mu wstyd swoim postępowaniem. Trzeba bowiem wiedzieć, że Ernst ma na sumieniu zdemaskowanie jednego z najważniejszych duchownych w Monachium. Któregoś dnia doprowadził do tego, że ksiądz stał się pośmiewiskiem mieszkańców. Czy taką zniewagę można wybaczyć? O, nie! Najlepiej trochę odczekać i w końcu się zemścić. W dodatku Ernst jest zwolennikiem Marcina Lutra, którego pisma przemyca z Augsburga. Oczywiście nie robi tego w pojedynkę. W swój proceder zaangażował niektórych przyjaciół. Czy prawda wyjdzie kiedykolwiek na jaw? A jeśli tak, to w jaki sposób zachowają się duchowni? Czy młody Rickinger poniesie karę?

Kochanica heretyka to najnowsza powieść Iny Lorentz, która ukazała się w polskim tłumaczeniu. Dla mnie osobiście jest to także ostatnia książka Autorów, którą przeczytałam. Tą powieścią na razie zamykam moje spotkania z twórczością Niemców. Od tej chwili pozostaje mi tylko czekanie na ich kolejne książki w polskim przekładzie, ponieważ przeczytałam już wszystkie, które ukazały się w naszym kraju. Jak zwykle Autorzy mnie nie zawiedli. Fabuła powieści jest dość urozmaicona i traktuje o kwestiach, które nie były poruszane w poprzednich książkach Iny Lorentz. Nie mamy tutaj bynajmniej do czynienia z kobietą przebraną za mężczyznę, jak miało to miejsce w przypadku innych powieści. Tym, co ewentualnie może stanowić wspólny mianownik jest środowisko kupieckie. Nowością jest natomiast walka Kościoła z reformatorskim ruchem Marcina Lutra. Przecież nikt nie lubi, kiedy ktoś publicznie wytyka mu wady i przewinienia, więc nie dziwi fakt, że księża oburzają się z powodu dziewięćdziesięciu pięciu tez Lutra.


Marcin Luter przed kardynałem Tomaszem Kajetanem (1469-1534)

Sam reformator na kartach książki pojawia się stosunkowo rzadko. Podobnie jak Wilhelm IV. Autorzy w głównej mierze skupiają się na postaciach fikcyjnych, ponieważ stanowią one, jak gdyby odzwierciedlenie ówczesnego bawarskiego społeczeństwa. Oczywiście jest spisek, zdrada, ale też i zemsta za wyrządzone krzywdy. Z kolei tytuł powieści raczej nie utożsamia się z tym, co można przeczytać w książce. Pojęcie „kochanica” odnosi się zapewne do Vevy Leibert, która tak naprawdę żadną kochanicą nie jest. Tak więc jeśli ktoś już po samym tytule oczekuje jakichś gorących scen łóżkowych, to na tym polu raczej się rozczaruje.

Jak to zazwyczaj bywa u Iny Lorentz, mamy tutaj do czynienia z szeregiem niebezpiecznych przygód, których doświadczają nasi bohaterowie. Jest też miłość, jak również odpowiedzialność za swoje czyny, które nie zawsze są moralnie poprawne. Pojawia się także konflikt w relacjach ojca z synem. Na czoło wysuwają się również kwestie majątkowe i oczywiście wręcz fanatyczne ujęcie Marcina Lutra, co w konsekwencji doprowadziłoby do jego skazania. Może spłonąłby na stosie, jak niegdyś Jan Hus (1370-1415)? Kto wie?

W moim odczuciu książka jest naprawdę doskonałą lekturą dla tych, którzy oprócz historii cenią sobie także pierwiastek przygodowy. Jest to też opowieść dla tych, których nie bulwersuje niemoralne zachowanie duchowieństwa. W powieści jest bowiem sporo scen, które bynajmniej nie stawiają ówczesnych księży w dobrym świetle. Tak więc Kochanicą heretyka zamykam mój cykl spotkań z twórczością Iny Lorentz i niecierpliwie czekam na kolejne powieści, które – mam nadzieję – już wkrótce ukażą się w Polsce. 







wtorek, 16 grudnia 2014

Iny Lorentz – „Córa płomieni”













Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2013
Tytuł oryginału: Feuertochter
Przekład: Daria Kuczyńska-Szymala





Większość historyków podziela opinię, że irlandzka wojna dziewięcioletnia (1594-1603) mająca miejsce za czasów panowania Elżbiety I Tudor (1533-1603), przynajmniej częściowo spowodowana była sprawami religijnymi. Ciekawe jest przede wszystkim to, że chociaż wiemy co nieco na temat kwestii religijnych, które stanowiły motyw wybuchu wojny, to jednak posiadamy niewielką wiedzę odnośnie przekonań i praktyk religijnych głównych bohaterów tego konfliktu, szczególnie jeśli chodzi o osobę Hugh O’Neilla, 2. hrabiego Tyrone (z irl. Aodh Mór Uí Néill). Poglądy religijne zawsze stanowiły ryzykowne pole badań historycznych, lecz biorąc pod uwagę fakt, że Hugh O’Neilla przedstawiono jako katolickiego krzyżowca, wątpliwości budzą jego faktyczne religijne przekonania. Dlatego też należałoby zapytać, jak naprawdę wyglądał wówczas katolicyzm O’Neilla.  

Generalnie kwestia charakteru oraz jakości katolicyzmu hrabiego Tyrone została oceniana przez pryzmat jego politycznych zobowiązań. Obecnie ideologia wiary i sposób postrzegania ojczyzny przez O’Neilla rozumiane jako jego osobiste zaangażowanie w wojnę nie zostało do końca zbadane. Dziewięcioletni konflikt pomiędzy Anglią a Irlandią był niezwykle wyniszczający, natomiast Irlandczycy walczyli w nim o utrzymanie swojej władzy oraz dotychczasowego stylu życia.

Hugh O'Neill, 2. hrabia Tyrone
(1550-1616)
Początkowo celtyckie klany tolerowały angielskie garnizony i szeryfów, którzy władali na ich terytoriach. Kiedy w siłę zaczęli rosnąć angielscy urzędnicy zarządzający irlandzkimi prowincjami, co w konsekwencji zagroziło autorytetowi celtyckich lordów, wówczas Irlandczycy nie mogli tego dłużej znieść i zaczęli się buntować. Porwanie i uwięzienie Hugh O’Donnella (z irl. Aodh Ruadh Uí Domhnaill; 1572-1602) całkowicie popsuło relacje pomiędzy Anglikami a klanem O’Donnellów. Po jego uwolnieniu, jedną z pierwszych decyzji, jakie podjął było wydalenie angielskiego szeryfa z irlandzkiej prowincji Tir Chonaill.

Irlandzka wojna dziewięcioletnia rozpoczęła się buntem, na czele którego stał Hugh Maguire, lord Fermnagh (z irl. Aodh Mag Uidhir; ?-1600), a którego powodem było wprowadzenie w 1593 roku angielskiego szeryfa na terytorium zarządzanym dotąd przez Hugh Maguire’a. Wkrótce po tym, lord Fermnagh otrzymał wsparcie od swoich sąsiadów z Donegal (z irl. Dún na Gall). Ponieważ Anglicy pomyślnie rozgromili irlandzkie oddziały w Monaghan (z irl. Muineachán) oraz w Leitrim (z irl. Contae Liatroma), zrozumiałe wydaje się więc, że pozostali lordowie prowincji Ulster (z irl. Ulaidh) mogli pomyśleć, iż są następni na liście. Hugh O’Neill z jednej strony potajemnie wspierał rebeliantów, dostarczając im broń, natomiast z drugiej otwarcie ujawniał swoje zamiary. Aż do 1595 roku był lojalny wobec Elżbiety I Tudor, ponieważ tak naprawdę miał najwięcej do stracenia. Z kolei z królową utrzymywał dość dobre stosunki, a ona w zamian wspierała jego pozycję. Niemniej, hrabia Tyrone nie był bynajmniej głupi i potajemnie przygotowywał swoją armię na dzień, w którym Elżbieta zacznie wysyłać do Irlandii zbyt wielu swoich urzędników lub wpływać na jego dalszą władzę w Tyrone.

W pierwszych latach wojny to Irlandczycy odnosili liczne sukcesy, a miało to miejsce z wielu powodów. Hugh O’Neill był bardzo dobrze wyszkolony, a do tego doskonale znał angielską strategię walki. Tak więc większość bitew była toczona właśnie na jego warunkach na terytorium, które nie było znane najeźdźcom. Niemniej utrzymanie tychże sukcesów w całym kraju było niezwykle trudne. Wiele starych anglo-normańskich klanów pozostało wiernych Elżbiecie I Tudor i tym samym ich członkowie nie chcieli przyłączyć się do O’Neilla i O’Donnella. Dlatego też niezbędna okazała się pomoc z zagranicy, która przyszła z Hiszpanii w postaci broni i środków finansowych. Hiszpania była wówczas krajem katolickim i jednocześnie bardzo silnie zainteresowanym pomocą w walce z wrogiem własnej religii. Po kilku spotkaniach pomiędzy Hiszpanami a lordami prowincji Ulster, które odbyły się w Killybegs (z irl. Na Ceala Beaga) i Lifford (z irl. Leifear) w hrabstwie Donegal, udało się w końcu w 1601 roku uzyskać pomoc. 


Irlandia w XVI wieku


Don Juan d’Aguila (1545-1602) w towarzystwie trzech tysięcy swoich żołnierzy przybył wreszcie do miasteczka Kinsale (z irl. Cionn tSáile) położonego na południu Irlandii. Po jego zajęciu w efekcie licznych nieporozumień wojska hiszpańskie zostały dość szybko okrążone przez oddziały Charlesa Blounta, 8. barona Mountjoy. Niedługo potem na odsiecz wyruszyli z Ulsteru Hugh O’Neill i Hugh O’Donnell. W dniu 21 grudnia 1601 roku zaatakowali tyły armii barona Mountjoy’a, które znalazły się, jak gdyby w kleszczach dwóch wrogich armii. Mogło się wydawać, iż jego los jest już przesądzony, lecz kolejny spór pomiędzy Irlandczykami a Hiszpanami sprawił, że wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Tak więc 23 grudnia obydwie strony planowały zaatakować Anglików, niemniej Irlandczycy zrobili to wcześniej, stając samotnie twarzą w twarz z wielokrotnie silniejszym od siebie wrogiem. Porażka była całkowita. Życie straciło wówczas ponad dwa tysiące Irlandczyków, podczas gdy Hiszpanie nawet nie próbowali opuścić twierdzy, którą natychmiast poddali. Bezcelowe walki trwały jeszcze przez kilkanaście miesięcy. Sam Hugh O’Donnell udał się jeszcze do Hiszpanii z prośbą o pomoc, gdzie został otruty przez angielskiego szpiega.

W dniu 3 kwietnia 1603 roku resztki irlandzkich wojsk poddały się Anglikom. I tak oto nastąpił kres starań o niepodległą celtycką krainę. Przez następne trzysta lat to Anglicy niepodzielnie władali Irlandią, regularnie wykorzeniając dawnego gaelickiego ducha wyspy. Pomimo że Elżbieta I Tudor zmarła w 1603 roku, a na angielski tron wstąpił król Szkocji – Jakub VI (I) Stuart (1566-1625), nie polepszyło to bynajmniej losu mieszkańców Irlandii. Nadeszły bowiem nowe czasy, a były to czasy plantacji, czyli innymi słowy masowego osiedlania się Szkotów i Anglików na terenach Zielonej Wyspy.

Sir Charles Blount, 8. baron Mountjoy
(1563-1606)
To tyle, jeśli chodzi o tło historyczne Córy płomieni, której akcja rozgrywa się za panowania Elżbiety I Tudor, a właściwie już u schyłku życia angielskiej królowej. Główną bohaterką nie jest jednak Elżbieta, a postać całkowicie fikcyjna. To niejaka Ciara Ní Corra. Jako niemowlę przeżyła ucieczkę ze swojego rodzinnego domu. Zdrada zaufanych jej ojca doprowadziła do tego, że ci, którzy pozostali przy życiu przez wiele lat musieli się ukrywać. Po latach Ciara – już jako kilkunastoletnia dziewczyna – wraca w rodzinne strony. U boku ma oddaną starszą kuzynkę, w której ramionach opuszczała niegdyś swój dom. Na czele klanu Corra stoi jej starszy brat Oisin. Wojna ze znienawidzonymi Anglikami trwa w najlepsze, więc pewne jest, iż Oisin już wkrótce uda się na pole bitwy wraz ze swoim wojskiem. Oczywiście jak na razie przywódca klanu nie może pochwalić się liczną armią, ale przecież właśnie po to wrócił do swojej wioski, aby zmobilizować miejscową ludność do walki. W drodze są już posiłki z Niemiec, których przywódca – Szymon von Kirchberg – został oddelegowany do Irlandii na polecenie samego papieża. Ponieważ chodzi o obronę katolików, nie dziwi fakt, że w całą sprawę wtrącił się także Kościół. Czy Szymon von Kirchberg faktycznie jest żołnierzem, któremu można bezgranicznie ufać? A może ten niemiecki szlachcic ma jakiś swój własny cel, który pragnie zrealizować kosztem nie tylko Irlandczyków, ale też swojej rodziny?

Na przybycie Niemców nie może doczekać się Ciara. Dziewczyna wciąż pamięta przystojnego Szymona, którego widziała kilka lat wcześniej i w którym zakochała się od pierwszego wejrzenia. Na samą myśl o mężczyźnie czuje, że jej serce zaczyna bić coraz szybciej. Tylko czy przed jej oczami stanie ten sam von Kirchberg, którego kiedyś poznała? Może wojaczka zmieniła jego charakter do tego stopnia, że jedyne, co czeka Ciarę, to bolesne rozczarowanie? A może los przygotował dla niej coś zupełnie innego? Przecież Szymon nie podróżuje sam. Gdzieś tam na łodzi wraz z nim są jeszcze inni mężczyźni, z których jeden może diametralnie odmienić życie panny Ní Corra.

Fabuła powieści przez cały czas skupiona jest na irlandzkiej wojnie dziewięcioletniej i wszystko, czego czytelnik doświadcza wraz z bohaterami kręci się właśnie wokół tychże wydarzeń. Czasami jesteśmy przenoszeni na dwór podstarzałej Elżbiety I Tudor, gdzie z kolei jesteśmy świadkami kształtowania się jej polityki wobec Irlandii. Królowa ma swoich doradców, którzy wciąż podpowiadają jej coś innego, a to nie zawsze musi iść po jej myśli. Przy boku Elżbiety znajduje się także jej faworyt – Robert Devereux, 2. hrabia Essex. Jego matką była słynna Letycja Knollys (1543-1634). Zapewne wielu miłośników historii wie, w jaki sposób zakończyło się życie hrabiego. Elżbieta była wyrozumiała, ale tylko do pewnego czasu. Kiedy miarka się przebrała, królowa nie zawahała się podpisać wyroku śmierci nawet na najbliższe jej osoby.

Robert Devereux, 2. hrabia Essex
(1565-1601)
Losy bohaterów Córy płomieni są niezwykle dramatyczne, choć nie brak w nich również szczęścia i radości. Niemniej, z uwagi na wciąż toczące się walki, nie ma dnia, aby nie przytrafiało im się coś złego. Aby zachować życie muszą oni tułać się po kraju i wydaje się, że ta sytuacja nigdy się nie skończy. Na kartach książki spotykamy zarówno bohaterów pozytywnych, jak i negatywnych, a także postacie historyczne i stricte fikcyjne. Jest też element zaskoczenia. Wydawać by się mogło, że czarnego charakteru już nic nie zmieni, a jednak przychodzi taki moment, kiedy człowiek uznawany za złego do szpiku kości, nagle podejmuje się tak wielce heroicznego czynu, że już na zawsze pozostanie w pamięci tych, których jeszcze nie tak dawno krzywdził z zimną krwią. Natomiast ci, którzy uznawani byli za przyjaciół i praktycznie nikt by się po nich nie spodziewał zdrady, w pewnym momencie przechodzą na stronę wroga, wbijając nóż w plecy.

Jak wszystkie powieści Iny Lorentz, ta również oprócz pierwiastka historycznego, posiada jeszcze wątek przygodowy. Jest tutaj obecny także romans. Niemniej to, co zwraca szczególną uwagę, to fakt przedstawienia postaci kobiecych. Pomimo że mężczyźni wciąż mają nad nimi władzę, to jednak powieściowe bohaterki nie pozwalają na to, aby nimi kierować. Ich siła może wynikać z charakteru okoliczności, w których muszą egzystować. Kiedy mężczyźni idą na wojnę, one albo im towarzyszą, albo też zostają na gospodarstwie, ale wtedy muszą zadbać same o siebie. Nie wiadomo bowiem, kiedy wróg zaatakuje, a wówczas będą musiały przecież bronić się same. Anglicy to niezwykle brutalny naród, który nie oszczędza nikogo.

Ponieważ przeczytałam już naprawdę sporo książek autorstwa Iny Lorentz, mogę stwierdzić, że ta nie jest napisana do schematu, jak było to poprzednio. W przypadku Córy płomieni odnoszę wrażenie, że Autorzy odeszli od wypracowanej wcześniej ścieżki i stworzyli coś oryginalnego. Możliwe, że wiele zmienia tutaj tło historyczne. W poprzednich powieściach akcja generalnie rozgrywała się w Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego, a w tym przypadku mamy do czynienia z Irlandią i to w dodatku za panowania Elżbiety I Tudor. Wydaje mi się, że jest to taki trochę powiew świeżości w twórczości Iny Lorentz.

Książka jest doskonała dla wielbicieli beletrystyki historycznej oraz literatury przygodowej. Komuś, kto czytał już którąkolwiek z książek Iny Lorentz nie trzeba specjalnie wyjaśniać, czego może się spodziewać. U mnie każda powieść Niemców – nawet ta pisana do schematu – wzbudza pozytywne uczucia. Możliwe, że zawdzięczam to prozie Aleksandra Dumas, którego książki notorycznie czytałam wiele lat temu, a i teraz zdarza mi się do nich wracać. Oczywiście powieści Iny Lorentz nie można żadną miarą porównywać z prozą francuskiego klasyka. Niemniej Aleksander Dumas w swojej twórczości oprócz historii również stawiał na pierwiastek przygodowy. I być może właśnie dzięki tej mieszance tak bardzo polubiłam książki Iny Lorentz.






wtorek, 28 października 2014

Iny Lorentz – „Uciekinierka”

















Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2011
Tytuł oryginału: Die Pilgerin
Przekład: Daria Kuczyńska-Szymala





Na świecie istnieje wiele miejsc, które posiadają jakąś swoją legendę. Tego rodzaju opowieści przekazywane z ust do ust na przestrzeni lat i wieków są na tyle silne, że w końcu stają się przyczyną licznych pielgrzymek. Jeżeli takie miejsce uchodzi za przedmiot cudownej opowieści, to wówczas bardzo szybko może stać się celem pielgrzymek. Jednym z takich właśnie miast jest hiszpańskie Santiago de Compostela, które charakteryzuje niezwykle ciekawa historia. Już sama nazwa posiada etymologię mającą związek z kultem świętego Jakuba. Podobnie jak w epoce średniowiecza, dzisiaj również miasto odwiedzane jest co roku przez tysiące pielgrzymów. 

Jakub Większy (?-43/44) był synem Zebedeusza i bratem świętego Jana Ewangelisty (?-100). Różne źródła historyczne podają, że wraz z grupą uczniów przybył do Hiszpanii, aby na północy tego kraju prowadzić prace misyjne. Było to najprawdopodobniej w latach 33-43. Niemniej, z powodu niepowodzeń misji wrócił z powrotem do Ziemi Świętej. Tam zginął śmiercią męczeńską z rąk Heroda I Agryppy (10/9 p.n.e.- 44 n.e.) w 44 roku. Świadkowie jego tragicznej śmierci zabrali wówczas ciało apostoła w kamiennym sarkofagu i odpłynęli łodzią, aby złożyć jego doczesne szczątki w innym i bardziej bezpiecznym miejscu. Przez Morze Śródziemne dotarli do Gibraltaru, a stamtąd przedostali się na Ocean Atlantycki i ostatecznie przybyli do północno-zachodniego krańca Półwyspu Iberyjskiego. 

Według legendy dokładne miejsce przybicia łodzi to dzisiejsza miejscowość o nazwie Finisterre, co po łacinie oznacza „koniec ziemi”. Ten zachodni kawałek Hiszpanii był wówczas faktycznie uznawany za koniec świata. Wiedza charakteryzująca ówczesną epokę była zbyt uboga, a ludzie nie znali innych kontynentów. W tym miejscu kończyło się zatem rzymskie panowanie nad Europą. To właśnie u wybrzeży północnej Hiszpanii uczniowie Jakuba wydostali ciało apostoła na brzeg, potem zanieśli je kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu, a następnie pochowali na wskazanym miejscu. Mówiono, że poprowadził ich tam sam anioł. Miejsce pochówku Jakuba Większego zostało objęte tajemnicą z uwagi na wcześniejsze prześladowania w Ziemi Świętej. Zabroniono więc odwiedzania i kultu, a po pewnym czasie zapomniano również o tym, gdzie dokładnie spoczywa ciało apostoła.

Minęło osiem wieków. Wtedy to na światło dzienne wyszła wiedza na temat miejsca grobu Jakuba. W latach 788-838 odkryto relikwie, które uznano za szczątki apostoła. Opowieści pochodzące z tamtego okresu sugerują, że pustelnik Pelagiusz otrzymał objawienie, w którym usłyszał, iż tak zwane „pole gwiazd” przyprowadzi go na miejsce i ukaże mu grobowiec świętego Jakuba. Ponieważ po hiszpańsku „święty Jakub” to „Santiago, zaś w języku łacińskim „pole gwiazd” znaczy „campus stella”, nazwa osady, gdzie później zbudowano sanktuarium nosi dziś nazwę „Santiago de Compostela”.

Ścięcie świętego Jakuba
obraz powstał pomiędzy rokiem 1507 a 1509
autor: Albrecht Dürer (1471-1528)
Apostoł Jakub Większy przez lata zyskał sobie nawet przydomek „Matamoros”, co oznacza „pogromca Maurów”. To właśnie jego szczególnemu posłannictwu przypisywano zwycięstwo w mitycznej bitwie pod Clavijo w 844 roku. Spotkały się tam wojska dowodzone przez króla Asturii – Ramira I, oraz oddziały Arabów, na czele których stał Abderraman II. Jakub miał wówczas ukazać się na czele wojsk chrześcijańskich na białym rumaku, trzymając w dłoni miecz. Od tego miecza pochodzi tak zwany „krzyż świętego Jakuba”, który posiada kolor czerwony, natomiast jego ramiona przypominają głownię miecza. Ów miecz stał się atrybutem Jakuba, ponieważ był on narzędziem jego męczeńskiej śmierci. W ten sposób apostoł dodał rycerzom ducha walki oraz pomógł pokonać niewiernych. Stał się też opiekunem rekonkwisty. Walczący chrześcijanie mieli dodawać sobie odwagi, krzycząc: „San Jago” lub „San Tiago”.

Już w 1078 roku na miejscu grobowca Jakuba Większego została wybudowana na miejscu niewielkiej kaplicy katedra w stylu romańskim. Poświęcono ją w 1128 roku, zaś od 1112 roku była siedzibą biskupstwa. Z kolei w 1120 roku papież Kalikst II ogłosił Santiago stolicą metropolitarną, natomiast dwa lata później przyznał Kościołowi compostelańskiemu prawo do świętowania Jubileuszu Roku Świętego, a było to 25 lipca, kiedy przypada święto apostoła Jakuba. Pielgrzymi, którzy spełnili określone warunki, uzyskiwali odpust zupełny.

Obecnie święty Jakub jest patronem Hiszpanii i Portugalii, a także walczących z islamem. Jego opiece polecają się również osoby podróżujące, sieroty, hospicja i szpitale. Bardzo często o pomoc proszą go kapelusznicy i czapnicy. Od czasu, gdy odkryto grób Jakuba Większego przybywają tam rzesze wiernych, zaś informacje o jego cudownym wsparciu w kampaniach przeciw „niewiernym” jedynie przysparzają mu popularności. Zdecydowanie największe nasilenie ruchu pielgrzymkowego przypadło pomiędzy XII a XIII wiekiem. Wówczas do Santiago de Compostela przybyło około dwustu tysięcy pątników. 

Dlaczego wspominam o legendzie, która równie dobrze może być prawdą? Otóż, robię to dlatego, że Uciekinierka oparta jest właśnie na tejże historii. Akcja powieści rozgrywa się w średniowieczu w latach 1368-1369, zaś główni bohaterowie zmierzają na pielgrzymkę do grobu apostoła Jakuba Większego. Każda z tych osób ma ku temu swój własny powód. Jedni idą tam, aby odpokutować za swoje grzechy. Inni podążają do Santiago de Compostela dlatego, że jakiś ksiądz tego od nich zażądał, zaś jeszcze inni robią to, ponieważ ktoś z bliskich tuż przed śmiercią ich o to prosił, a przecież ostatnią wolę zmarłego należy spełnić niezwłocznie. Lecz zanim owa pielgrzymka zacznie się na dobre, w fikcyjnym niemieckim miasteczku o nazwie Tremmlingen będą dziać się rzeczy, które w konsekwencji staną się podwodem ucieczki naszej głównej bohaterki – Tilli Willinger.

Otylia to piętnastoletnia dziewczyna, która wychowuje się bez matki, zaś opiekę nad nią sprawuje ojciec i straszy brat. Kiedy ją poznajemy, Tilla musi opiekować się chorym ojcem. Miejscowy medyk twierdzi, że dni starego kupca są już policzone, ale mimo wszystko aplikuje mu lek, który rzekomo powinien przywrócić mu siły. Dziewczyna jest zrozpaczona, lecz z drugiej strony godzi się z losem. Tilla wie, że decyzją ojca będzie musiała już niedługo wyjść za mąż za starszego syna lokalnego burmistrza – Damiana Lauksa. Małżeństwo z Damianem nie stanowi szczytu jej marzeń, bo go nie kocha i raczej nie widzi możliwości zmiany swoich uczuć względem niego. Pamiętajmy jednak, że jest średniowiecze, a kobiety w tej epoce praktycznie nie miały nic do powiedzenia tylko musiały bez słowa sprzeciwu wypełniać wolę swoich męskich opiekunów. Tilla wie jednak, że zawsze mogła trafić gorzej, więc godzi się na to, co ją czeka.

Katedra w Santiago de Compostela
fot. Luis Miguel Bugallo Sánchez
W Tremmlingen nie dzieje się dobrze. Obecny burmistrz przysporzył sobie wrogów i są tacy, którzy robią wszystko, aby tylko pozbawić go stanowiska. Czy im się to uda? Czy faktycznie spisek, który zawiązał się w tej sprawie ma szanse na powodzenie? Tymczasem pod nieobecność Tilli w domu dochodzi do tragedii. Czujący się już dość dobrze Eckhardt Willinger nagle umiera. Tak naprawdę nie wiadomo co się stało. Kiedy Tilla wraca do domu od swojej piastunki, widzi swojego ojca martwego w łożu. Od tego momentu jej życie diametralnie się zmienia. Opiekę nad dziewczyną przejmuje jej starszy brat, którego łączy wielka przyjaźń z mężczyzną będącym prowodyrem spisku przeciwko burmistrzowi. Brat Tilli natychmiast po śmierci ojca zmienia jego ostatnią wolę i wydaje Tillę za mąż za okrutnego kupca Wita Gürtlera. Dziewczyna wie, że czeka ją ciężkie życie przy boku Wita. Nie wie jak sobie z tym poradzi, jednak nie ma wyboru i musi być posłuszną bratu. Niemniej, już w noc poślubną Wit Gürtler umiera, a Otylia zostaje bez grosza przy duszy. Jedyne, co może w tej sytuacji zrobić, to uciec z Tremmlingen. I tak oto zamiast swojego brata, dziewczyna udaje się w pielgrzymkę do Santiago de Compostela, aby tam przy grobie świętego Jakuba złożyć serce swojego ojca. Taka bowiem była ostatnia wola Eckhardta Willingera. Lecz to nie córkę kupiec prosił o wypełnienie tej prośby. To Otfried miał się tym zająć. Czy zatem Tilli uda się dotrzeć do grobu świętego Jakuba i tym samym wypełnić wolę ojca? A może umrze gdzieś w drodze i ślad po niej zaginie, a Otfried będzie mógł bez przeszkód rządzić miastem? Jak dalej potoczą się losy dziewczyny, za którą w pogoń ruszają dwaj przyboczni Otfrieda? Czy wysłany przez ojca w ślad za Otylią Sebastian Lauks – młodszy syn burmistrza – będzie w stanie jej pomóc, jeśli zajdzie taka potrzeba?

Autorski duet Iny Lorentz przyzwyczaił już swoich czytelników do tego, że zawsze oferuje im powieści przygodowe z historią w tle. Choć wydaje się, że Autorzy piszą według tego samego schematu, co oczywiście jest prawdą, to jednak nie sposób nudzić się przy ich książkach. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Ostatnio pisząc o Córce tatarskiego chana wspomniałam, że Autorzy powielili swój pomysł, kreując główną bohaterkę podobną do tej, którą spotykamy na kartach Handlarki złotem. W przypadku Uciekinierki jest podobnie, choć pomysł dotyczący kobiety przebranej za mężczyznę w pewnym momencie upada i Tilla powraca do swojej prawdziwej tożsamości. Czy jest to wada? Na pewno wielu tak właśnie pomyśli, lecz mnie trzecia z kolei kobieta w stroju mężczyzny zupełnie nie przeszkadzała.

Podczas podróży do Santiago de Compostela bohaterowie powieści przeżywają liczne przygody. Wiadomo, że na drogach czają się rozmaici maruderzy, którzy tylko czekają sposobnej chwili, aby móc zaatakować i w ten sposób zdobyć łup. Dlatego też pielgrzymi muszą naprawdę na siebie uważać, żeby nie paść ich ofiarą i nie stracić życia. Niemniej, są też i tacy, którzy bardzo szybko spieszą z pomocą i wybawiają z rąk żądnych krwi rabusiów. Sama Tilla musi naprawdę wiele kwestii przemyśleć, aby w końcu dojść z sobą do ładu, a zwłaszcza uporządkować własne uczucia. Dla swojego brata stanowi cierń w oku, ponieważ wciąż jest w posiadaniu dokumentów, które mogą mu solidnie zaszkodzić. Dlatego też byłoby najlepiej, gdyby gdzieś w drodze zmarła śmiercią naturalną albo gdyby po prostu ją zabito. Dodatkowo Otylia odkrywa prawdę o śmierci ojca, co również może pozbawić Otfrieda wielu przywilejów, a nawet przyprawić go o wyrok śmierci.

Jeśli chodzi o relacje damsko-męskie, to jest ich tutaj całkiem sporo. W książkach Iny Lorentz raczej niewiele jest scen erotycznych. Wyjątkiem jest Nierządnica, gdzie niemalże na każdym kroku mężczyźni biorą, co im się należy, nie pytając o zgodę. W przypadku Uciekinierki historia się powtarza. Może tego erotyzmu nie jest aż tak dużo, jak w Nierządnicy, ale jednak występuje, więc czytelnicy, którzy lubią ten element w powieściach z pewnością będą zadowoleni. Obok bohaterów stricte fikcyjnych pojawiają się również postacie historyczne, które toczą ze sobą wojny mające autentycznie miejsce w tamtych czasach.

Z kolei sama pielgrzymka wcale nie ma charakteru świętości, jak można byłoby przypuszczać. Pamiętajmy, że pątnicy to ludzie, którzy mają naprawdę wiele na sumieniu. Oczywiście nad wszystkim czuwa ojciec Tomasz, ale przecież wszystkich i wszystkiego nie upilnuje. Myślę, że książka jest godna uwagi, jak zresztą każda powieść Iny Lorentz. Niemniej, wydaje mi się, że czytanie tych powieści w krótkim odstępie czasu może sprawić, iż poczujemy przesyt tematyką i stylem pisania Niemców. Dobrze jest zatem zrobić sobie dłuższą przerwę, jeśli ktoś – tak jak ja – czyta prozę Autorów zbyt często. Nie wiem, kiedy wrócę do powieści Iny Lorentz, lecz na chwilę obecną na pewno nie powiem im „żegnajcie!”.

Poniżej zwiastun miniserialu z 2014 roku w reżyserii Philippa Kadelbacha. Miniserial Pątniczka powstał w oparciu o fabułę powieści. W roli głównej występuje Josefine Preuß. 















sobota, 18 października 2014

Iny Lorentz – „Córka tatarskiego chana”















Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2011
Tytuł oryginału: Die Tatarin
Przekład: Barbara Niedźwiecka & Małgorzata Huber





Wielka Wojna Północna (1700-1721) była konfliktem występującym pomiędzy tak zwaną Ligą Północną (Rosja, Dania, Saksonia, Prusy) a Szwecją. W roku 1704 do wojny przystąpiła także Polska, natomiast w 1715 roku po stronie Ligii Północnej stanął Hanower. Trzecia Wojna Północna stanowiła koniec szwedzkiej potęgi jako europejskiego mocarstwa, jednocześnie przynosząc wzrost znaczenia Rosji na arenie międzynarodowej. Ten konflikt zbrojny rozpoczął się wspólnym atakiem Ligii Północnej na szwedzkie Inflanty, które już w XVI i XVII wieku stanowiły punkt zapalny sporów pomiędzy Szwecją, Rosją oraz Polską. Król Szwecji – Karol XII – przeprowadził odwetowy atak na Danię, po którym nastąpił kontratak w Inflantach. Następnie przemaszerował przez całą Litwę i Polskę, aż zajął Kraków, Warszawę, a potem Saksonię.

Z powodu bezsilności ówczesnego polskiego króla Augusta II Mocnego (1670-1733) polska szlachta i sejm zostali zmuszeni do samodzielnego ustosunkowania się wobec konfliktu. Tak więc część szlachty, która nie akceptowała decyzji Augusta II, poparła Szwedów, zaś pod przewodnictwem prymasa – Michała Radziejowskiego (1645-1705) – zawiązała konfederację warszawską i ogłosiła upadek króla Polski. Z kolei sam prymas został ogłoszony interrexem. W konsekwencji zwołano też wolną elekcję. Kandydatem na przyszłego króla okazał się późniejszy Stanisław I Leszczyński (1677-1766), którego wskazał sam Karol XII.

Przejdźmy jednak do spraw Rosji, ponieważ to ona stanowi w powieści kluczowy element tła historycznego. Otóż, podczas wojny domowej w Polsce, car Piotr I Aleksiejewicz Wielki odbudował militarną potęgę swojego kraju i przekształcił rosyjskie wojsko zgodnie z kanonami charakterystycznymi dla ówczesnej Europy. Car był zafascynowany europejską kulturą, w związku z czym rozpoczął proces ugruntowania rosyjskiej pozycji nad Bałtykiem. Tak więc w 1703 roku zainicjował budowę nowej stolicy Rosji, czyli Sankt Petersburga. Miasto zostało założone w ujściu rzeki Newy do Morza Bałtyckiego. Rosjanom udało się odzyskać położone nad morzem twierdze należące do Szwedów i w 1708 roku ruszyli z kontrofensywą na Polskę. W tym samym czasie Szwecja weszła w sojusz z przywódcą Kozaków – Iwanem Mazepą (1644-1709). Karol XII oraz Iwan Mazepa zaplanowali więc wspólny atak na starą stolicę Rosji – Moskwę. W zamian za pomoc, Kozakom miano umożliwić budowę niepodległego państwa kozacko-ukraińskiego, którego stolicą miał zostać Kijów. Takie rozwiązanie sprawy miało odbyć się kosztem Polski.

Król Szwecji
Karol XII Wittelsbach
(1682-1718)
Po braku uzyskania skutecznego wsparcia ze strony Kozaków, Karol XII zwrócił się o nie do Turcji, lecz w 1709 roku w bitwie pod Połtawą wojsko szwedzkie zostało całkowicie rozgromione. Król szwedzki uciekł do Turcji i przebywał tam kilka lat. Wrócił do swojego kraju dopiero w 1713 roku, ale już tylko biernie mógł przyglądać się jak wojska Ligii Północnej zajmują terytoria zajęte uprzednio przez Szwecję. Z kolei w Polsce na zaproszenie szlachty na tron powrócił August II Mocny, zaś Stanisław I Leszczyński zmuszony był udać się na wygnanie.

Tak mniej więcej przedstawia się tło historyczne Córki tatarskiego chana. Oczywiście powyższe informacje nie są kompletne, ponieważ Wielka Wojna Północna trwała o wiele dłużej niż opisałam wyżej. Do 1721 roku miały miejsce jeszcze inne istotne wydarzenia z nią związane, lecz w przypadku książki nie mają już one najmniejszego znaczenia. Akcja powieści rozpoczyna się w 1707 roku, kiedy to wojska cara Piotra I tłumią krwawo powstanie Tatarów zamieszkujących tereny Syberii. Na czele Tatarów stoi chan Mongur. Aby uniknąć śmierci z rąk Rosjan, chan – tak jak i inne plemiona zamieszkujące Syberię – zmuszony jest wydać w roli zakładnika swojego pierworodnego i najukochańszego syna. Niestety, książę Bahadur nie żyje już od kilku lat, zaś drugi syn chana liczy sobie dopiero cztery wiosny. Jest więc za mały, aby ruszyć z Rosjanami w nieznane, a może nawet stracić w tej podróży życie. Zresztą, o Rosjanach krążą plotki, że są oni zdolni wręcz do kanibalizmu. Tak więc przerażenie chana Mongura jest jak najbardziej uzasadnione.

W wykonywaniu postanowień cara Rosjanie są nieugięci. Albo chan wyda im syna, albo on i wszyscy, którzy mu towarzyszą zostaną pozbawieni głów. Cóż zatem robić? Trzeba posłać do osady i rozkazać, aby młodszy syn Mongura natychmiast został sprowadzony i wydany w ręce barbarzyńskich Rosjan. Tak też się dzieje. Zaufany przyboczny chana wraz z kilku Rosjanami z duszą na ramieniu zmierza do obozu Tatarów. Kicak wie, że nie będzie łatwo zabrać stamtąd ukochanego syna jednej z żon Mongura. Cejna jest siostrą Kicaka, a ten zna ją zbyt dobrze, aby wiedzieć, że kobieta nie ustąpi bez walki. Oczywiście ma rację, bo już w chwili, kiedy informuje ją o żądaniu jej męża, ta wybucha gniewem. Jest wściekła, ale zarazem zrozpaczona. Próbuje zrobić wszystko, żeby tylko nie oddać w ręce barbarzyńców swojego ukochanego dziecka. Wtedy jej wzrok wędruje w kierunku siedemnastoletniej córki Mongura, którą ten niegdyś spłodził z pewną Rosjanką sprowadzoną do obozu jako niewolnicę. Szirina, bo tak ma na imię znienawidzona przez Cejnę dziewczyna, jest wysportowana, potrafi świetnie jeździć konno, nie obca jest jej też umiejętność posługiwania się bronią. Szirina lubi także polować z sokołem, więc praktycznie posiada wiele cech, które charakteryzują mężczyznę. Czy Cejna wykorzysta dziewczynę i zamiast syna przekaże ją Rosjanom? W jaki sposób tego dokona, skoro ci ewidentnie pragną chłopca? Czy Mongur zgodzi się na takie rozwiązanie? Co stanie się z Sziriną, kiedy wróg odkryje jej prawdziwą tożsamość?

Car Piotr I Aleksiejewicz Wielki
(1672-1725)
Ponieważ przeczytałam już całkiem sporo powieści Iny Lorentz, zaczęłam w końcu zastanawiać się, kiedy Autorzy powielą swój pomysł, bo prędzej czy później taka sytuacja ma miejsce w przypadku tych pisarzy, którzy mają na swoim koncie wiele publikacji. Jak do tej pory trafiałam na książki, gdzie bohaterowie byli oryginalni i nie dublowali się wzajemnie. Gdyby nie tło historyczne, imiona poszczególnych postaci oraz wydarzenia zawarte w fabule powieści, można byłoby śmiało rzec, iż Córka tatarskiego chana to wierne odbicie Handlarki złotem. W obydwu książkach spotykamy bowiem główną bohaterkę, która praktycznie przez całą powieść musi zmagać się z tajemnicą własnej tożsamości, gdyż jej ujawnienie grozi wręcz śmiercią. Oczywiście Szirina i Żydówka Lea to zupełnie inne postacie, jeśli chodzi o kwestię ich charakteru, lecz sam pomysł na ich wykreowanie jest identyczny. Przyznam, że mnie taki zamysł już nie przeszkadza. Możliwe, że byłabym temu przeciwna, gdybym nie znała dobrze twórczości Iny Lorentz. W tej chwili jestem już na tym etapie czytania ich powieści, kiedy to liczy się dla mnie nazwisko, zaś mniej kreatywność pisarzy, ponieważ tak czy inaczej twórczość Iny Lorentz bardzo sobie cenię i cenić będę nadal.

Córka tatarskiego chana to oczywiście powieść przygodowa z historią w tle. Jesteśmy świadkami szeregu niebezpieczeństw, którym nasza główna bohaterka musi stawić czoła. Na swojej drodze spotyka rosyjskich żołnierzy cara Piotra I, którzy praktycznie nie robią nic innego, jak tylko piją wódkę. Nawet do domów publicznych rzadko chadzają, bo nie mają na to sił. Alkohol odbiera im dosłownie wszystko. Aż dziw bierze, skąd czerpią siłę do walki ze Szwedami, skoro wciąż są pijani, a nazajutrz ledwo żywi i skacowani.

Spośród żołnierzy cara na pierwszy plan wysuwa się niejaki Siergiej Wasiliewicz Tarłow, który pełni funkcję kapitana. To on od pierwszej chwili inaczej niż wszyscy postrzega tatarskiego zakładnika. Choć nie zna prawdy, to jednak czuje, że z synem chana coś jest nie tak, jak być powinno. Do Bahadura czuje ogromną sympatię, zaś każdy konflikt z chłopakiem bardzo przeżywa emocjonalnie. Dlaczego tak się dzieje, skoro Siergiej nigdy nie czuł fizycznego pociągu do mężczyzn, a już na pewno nie do dzieci? Czy rosyjski kapitan w końcu odkryje prawdę? Co wtedy stanie się z Bahadurem?

Bardzo dużo miejsca zajmuje w powieści osoba cara Piotra I Aleksiejewicza Wielkiego. Władca Rosji zachowuje się jak typowy mężczyzna tamtych czasów. Oczywiście pije na równi ze swoimi żołnierzami. Żyje z kochanką, zaś żonę trzyma uwięzioną w jakimś klasztorze. Jest bardzo porywczy i trzeba naprawdę uważać na to, co się do niego mówi. Jedyne, co mu chodzi po głowie oprócz wódki, to oczywiście walka ze Szwedami i pokonanie znienawidzonego wroga. Ale jest też coś jeszcze, o czym car nie ma pojęcia. Gdzieś za jego plecami zawiązuje się spisek, który ma na celu usunąć go z tronu, a wprowadzić na niego jego syna. Ów spisek nie jest tylko wymysłem Szwedów, jak mogłoby się wydawać, lecz również własnych żołnierzy cara. Czy uda im się doprowadzić swój zamysł do końca? Czy faktycznie w którymś momencie Piotr I polegnie od kuli zamachowca? A może obok władcy jest ktoś, kto będzie go doskonale chronił, pomimo że początkowo sam planował go zabić?  


Car Piotr I pod Połtawą w 1709 roku

W moim odczuciu książka jest bardzo dobra, choć muszę przyznać, że czytałam już lepsze w wykonaniu Iny Lorentz. Możliwe, że tak właśnie ją oceniam, dlatego, iż mam już sporą wiedzę odnośnie twórczości Autorów i wiem, że stać ich na więcej. Jeśli Córka tatarskiego chana będzie dla kogoś pierwszą powieścią tego niemieckiego duetu, to przypuszczam, że powieść może mu się spodobać i to nawet bardzo. Oczywiście pod warunkiem, że dany czytelnik gustuje w powieściach historyczno-przygodowych. Czego zatem tak ogólnie można spodziewać się po tej książce? Na pewno intrygi, która bohaterów doprowadzi do sytuacji skrajnie niebezpiecznych. Uczucia, które rodzi się, choć zainteresowani wcale tego nie planują, a wręcz nie chcą. Będzie też o prawdziwej męskiej przyjaźni, która jest niesamowicie ważna i potrzebna w tych trudnych warunkach bytowych. Pojawi się również zdrada, która w konsekwencji doprowadzi do osobistej tragedii i obróci się przeciwko temu, kto się jej dopuścił.

Myślę, że Córka tatarskiego chana to książka zasługująca na uwagę, choćby z powodu tła historycznego. Wielka Wojna Północna to temat, który naprawdę może zainteresować. Choć fabuła powieści dotyczy jedynie czterech czy pięciu lat wyrwanych z tamtego okresu, to jednak wystarczy, aby chcieć przyjrzeć się temu konfliktowi znacznie bliżej, czytając publikacje historyków na ten temat. Oczywiście te ostatnie słowa kieruję do czytelników, którzy uwielbiają zagłębiać się w historii, aby dzięki temu poznawać nowe fakty z przeszłości.







wtorek, 9 września 2014

Iny Lorentz – „Handlarka złotem”
















Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2012
Tytuł oryginału: Das Goldhändlerin
Przekład: Victor Grotowicz



Wojny czy mniejsze konflikty wybuchające na tle religijnym mają miejsce od wieków. Tego rodzaju spory nie są nowością i przypuszczalnie będą one obecne na świecie dopóki będą istnieć ludzie i wyznawać różne religie. Media przez cały czas donoszą o krwawych próbach nawracania na wiarę, która w mniemaniu fanatyków uznawana jest za tę najlepszą i taką, która musi opanować cały świat. W naszych małych społecznościach również nie brak konfliktów na tle religijnym. Ileż to razy ktoś krzywym okiem patrzył na swojego sąsiada mieszkającego za ścianą tylko dlatego, że ten jest ateistą albo praktykuje inną religię? Ileż to razy ten „innowierca” spotkał się z wyzwiskami skierowanymi pod jego adresem? Brak tolerancji, któremu człowiek tak ochoczo się poddaje, rodzi kłótnie, które prędzej czy później obracają się w nienawiść tak wielką, że dochodzi do bratobójczych wojen, podczas których krew leje się strumieniami.

Holokaust kojarzy nam się przede wszystkim z osobą Adolfa Hitlera i latami drugiej wojny światowej. Okazuje się jednak, że zagłada ludności żydowskiej miała miejsce już dużo wcześniej, tylko wówczas występowała pod inną nazwą. Wtedy był to po prostu Pogrom, a nie-Żydzi zdolni byli do najgorszych okrucieństw, aby tylko pozbyć się wyznawców Prawa Mojżeszowego. Tam, gdzie rozprzestrzeniała się święta inkwizycja, żaden Żyd nie mógł czuć się bezpiecznie. Mordowanie, wypędzanie, odbieranie mienia było na porządku dziennym. Oczywiście ta kwestia nie dotyczyła tylko wyznawców judaizmu, lecz wszystkich innych religii, oprócz katolickiej, która wówczas miała być tą najlepszą. Skupmy się jednak na ludności żydowskiej, ponieważ stanowi ona trzon fabuły Handlarki złotem.

Tak więc mamy rok 1485. Żydzi zamieszkujący tereny Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego praktycznie od wieków poddawani są wszelkiego rodzaju prześladowaniom i wypędzeniom. Pomimo że poszczególni cesarze deklarują ochronę ludności żydowskiej, to jednak niewiele z tego wynika, ponieważ nie potrafią zapobiec rozprzestrzenianiu się religijnej nienawiści charakterystycznej dla ówczesnego kleru. Wśród zwykłego ludu szerzą się zabobonne wierzenia odnoście Żydów i ich obyczajów, oraz niczym grzyby po deszczu pojawiają się pozbawieni sumienia podżegacze buntu przeciwko wyznawcom judaizmu, którzy w ten sposób pragną pozbyć się długów zaciągniętych u żydowskich bankierów czy właścicieli lombardów. Nie bez znaczenia jest tutaj także wyeliminowanie konkurencji na płaszczyźnie handlowej.

Przeciwnicy żydowskiej nacji prześcigają się w wymyślaniu powodów, dla których konieczne jest pozbycie się Żydów z własnego otoczenia. O karygodne czyny popełnione przez innych, obwiniają Żydów, preparując dowody. Przez chrześcijan ludność żydowska uważana jest za morderców Chrystusa, zaś w Hiszpanii dodatkowo przypisuje im się sojusz z Maurami. Jedną z takich żydowskich familii zamieszkujących tereny Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego jest rodzina Jakoba ben Jehudy zwanego też Jokobem Goldstaubem. Ich dom znajduje się w Hartenburgu, gdzie władzę sprawuje margrabia Ernst Ludwig von Hartenburg. Jokob jest na usługach margrabiego i jako doskonały kupiec oraz bankier załatwia wszelkiej maści interesy swojego władcy. Kiedyś posadę tę przejmie najstarszy z jego synów – Samuel. Takie przynajmniej są plany, w związku z czym Jakob powoli wdraża syna w interesy.

Maksymilian I Habsburg (1459-1519)
portret powstał około 1519 roku
autor: Albrecht Dürer (1471-1528)
Kiedy dla najmłodszego syna Jakoba nadchodzi czas bar micwy, cała rodzina Goldstaubów udaje się do krewnych mieszkających w Sarningen. To właśnie tam trzynastoletni Elieser ma zostać przyjęty w poczet pełnoprawnych członków żydowskiej wspólnoty wyznaniowej. Elieser po raz pierwszy będzie mógł uczestniczyć w nabożeństwie, podczas którego zostanie odczytany przypadający na ten dzień fragment Tory, a następnie Jakob podziękuje Bogu za uwolnienie go od odpowiedzialności za grzechy syna. Z kolei okolicznościowe kazanie rabina będzie zawierać nauki skierowane bezpośrednio do chłopca, w których żydowski duchowny szczególnie podkreśli religijne zasługi rodziców i dziadków Eliesera. Po tym wyjątkowym nabożeństwie odbędzie się kiddusz*.

Niestety, żaden z tych rytuałów nie dochodzi do skutku. W Sarningen Żydzi nie są mile widziani, a wręcz robi się wszystko, aby tylko móc się ich pozbyć i to w najbardziej okrutny sposób. Ktoś przy zdrowych zmysłach mógłby powiedzieć, że ten cały Goldstaub sam prosił się o śmierć. Po jakie licho przybył to miasta, gdzie żądni żydowskiej krwi chrześcijanie tylko wypatrywali takich jak on?! Otóż, dla Jakoba ben Jehudy ważniejsze są prawa religijne, aniżeli bezpieczeństwo własne i rodziny, toteż nie ucieka z miasta ani nie robi niczego, co mogłoby przeszkodzić w odprawieniu bar micwy.

Jak można się łatwo domyśleć, rodzina Jakoba ben Jehudy pada ofiarą pogromu Żydów w Sarningen. Wydaje się, że dzięki pomocy chrześcijańskich przyjaciół z życiem uchodzą jedynie dwie córki Goldstauba – starsza Lea i młodsza Rachel. Reszta rodziny zostaje brutalnie zamordowana. Niemniej, przyjaciele, którzy pomogli Lei i Rachel również znajdują się w ogromnym niebezpieczeństwie, ponieważ ukrywają tych, którzy powinni zostać zamordowani. Lea i Rachel nie mają więc innego wyjścia, jak tylko opuścić swoją kryjówkę i jakimś sposobem wrócić do Hartenburga. Lecz zanim to zrobią, muszą jeszcze na własne oczy sprawdzić, czy na pewno ich bliscy nie żyją. Kiedy wracają do domu swojego krewnego, ich oczom ukazuje się makabryczny widok. Tylko Lea zachowuje zimną krew i próbuje ustalić czy przypadkiem nie można jeszcze kogoś uratować. Nagle dziewczyna odkrywa, że jej najmłodszy brat jednak żyje. Jego stan jest krytyczny, ale najważniejsze, że oddycha i jeśli otrzyma pomoc, to być może przeżyje. I tak oto Lea w męskim przebraniu wraz z siostrą i ledwo żywym bratem opuszcza płynące żydowską krwią Sarningen, i udaje się w drogę powrotną do domu. Nie wie, co powie służącym. Nie ma też pojęcia, jak załatwi sprawę z margrabią, który przecież będzie się domagał swoich praw wobec rodziny Goldstaubów. Samuel, który miał objąć posadę po ojcu, nie żyje, zaś do bar micwy Eliesera tak naprawdę w ogóle nie doszło, natomiast on sam nie jest w stanie niczego zdziałać. Możliwe, że gdzieś w drodze odda ducha Bogu. Kto zatem będzie teraz głową rodziny? W jaki sposób Lei uda się przebłagać margrabiego, aby ten nie skazywał ich na wygnanie? Czy Lea będzie w stanie spłacić Ernsta Ludwiga von Hartenburga, aby tym samym zabezpieczyć byt i bezpieczeństwo swoim bliskim?

W moim przekonaniu Iny Lorentz to duet pisarski, który jak chyba mało kto, potrafi porwać czytelnika fabułą swoich książek. Jak do tej pory żadna z powieści autorstwa Ingrid Klocke i Elmara Wohlratha mnie nie rozczarowała, i tak też jest tym razem. Według mnie Handlarkę złotem można byłoby opisać jednym zdaniem, jako „opowieść o Żydówce, która spotkała Krzysztofa Kolumba”. Oczywiście sama Lea Goldstaub jest postacią fikcyjną, niemniej otaczają ją bohaterowie, którzy tworzyli historię świata, jak na przykład Izabela Kastylijska czy wspomniany Krzysztof Kolumb. Na kartach książki pojawia się również Maksymilian I Habsburg, którego syn – Filip I Piękny – zostanie później mężem Joanny Szalonej – córki Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego.

Skoro wspomniałam już o Izabeli Kastylijskiej, to muszę pochwalić pomysł Iny Lorentz w kwestii rozwiązania problemu pozyskania pieniędzy przez królową Hiszpanii, którymi to sfinansowała wyprawę Krzysztofa Kolumba do Indii. Jak wiadomo, Izabela Kastylijska w chwili, gdy Kolumb przygotowywał swoją podróż, prowadziła zażarte wojny z Maurami. Wojny te poważnie nadszarpnęły jej skarbcem, więc zastanawiano się, skąd królowa tak nagle wzięła fundusze, aby móc sfinansować wyprawę podróżnika. Tak naprawdę nigdy nie zostało to jednoznacznie stwierdzone, i do dziś nie wiadomo, w jaki sposób te pieniądze zostały pozyskane przez monarchinię. Natomiast Autorzy Handlarki złotem bardzo zgrabnie skonstruowali wątek, który tę kwestię wyjaśnia, i choć jest to fikcja, to jednak w powieści doskonale zapełnia tę lukę w historii Hiszpanii.

Krzysztof Kolumb (1451-1506)
Domniemany portret podróżnika powstał
około 1519 roku.
autor: Sebastiano del Piombo (1485-1547)
Moim zdaniem Handlarka złotem – z uwagi na przewagę fikcji – bardziej pretenduje do miana powieści przygodowej z historią w tle, niż powieści stricte historycznej. Główna bohaterka czasami może irytować, ale też należałoby jej momentami współczuć, ponieważ nie jest jej łatwo. Lea ma na głowie naprawdę wiele problemów, z którymi musi sobie dawać radę zupełnie sama. Nikt jej w tym nie pomaga, pomimo że ma obok siebie przyjaciół. Ale to przecież właśnie dla nich podejmuje coraz to nowe wyzwania, które zagrażają jej zdrowiu, a nawet życiu. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kwestia jej wiary. W dobie prześladowań ludności żydowskiej naprawdę nie jest łatwo być wyznawcą judaizmu i do tego jeszcze publicznie się z tym obnosić. Prędzej czy później jakiś fanatyczny chrześcijanin doprowadzi takiego Żyda do zguby.

Oczywiście w fabule Handlarki złotem nie może też zabraknąć romansu, choć nie jest on zbyt mocno wyeksponowany. Przez większość książki zainteresowani tak naprawdę nie zdają sobie sprawy z własnych uczuć. Naskakują na siebie z najbardziej błahych powodów, a o swojej miłości przekonują się zupełnie nieoczekiwanie pod wpływem zaistniałych okoliczności. Z kolei Lea nawet we własnym domu nie może czuć się bezpieczna. Praktycznie wszędzie czai się niebezpieczeństwo, tylko dlatego, że jest kobietą. Ortodoksyjni Żydzi mają swoje własne pojęcie o roli kobiety w ich wspólnocie, więc Lea – jako ta wyzwolona – narażona jest na szereg dość groźnych sytuacji, z którymi musi sobie poradzić, aby nie paść ofiarą mężczyzn, którzy chcą ją sobie podporządkować.

Z uwagi na fakt, iż po śmierci ojca i starszego brata, to właśnie na Leę spada odpowiedzialność za dalsze losy rodziny, dziewczyna jest zmuszona dużo podróżować. To właśnie te podróże sprawiają, że Żydówka dojrzewa i zaczyna inaczej patrzeć na życie. Musi jednak dokonywać wyborów, które bardzo często są sprzeczne z jej wyznaniem. Czy czuje się z tego powodu winna? Owszem, ale z drugiej strony wie, że nie ma innego wyjścia. Gdyby się poddała, wówczas skazałaby na wygnanie – i możliwe, że na pewną śmierć – tych, którzy są dla niej bliscy i bez których nie wyobraża sobie życia. Jakże Lea różni się od swojej młodszej fałszywej siostry – Rachel – która tylko patrzy, jak by tu sobie ułatwić życie, przy jednoczesnym krytykowaniu Lei.

Handlarka złotem to naprawdę doskonała powieść, po którą sięgnęłabym raz jeszcze, gdybym nie miała do przeczytania innych książek. Wciągnęła mnie już od pierwszej strony i naprawdę trudno było mi się od niej oderwać. Myślę, że czytelnicy, którzy lubią poruszać się po świecie fikcji z domieszką prawdy historycznej, będą zadowoleni, czytając tę powieść. Przede mną natomiast kolejne książki Iny Lorentz, których czytania nie mogę się już doczekać.









* Kiddusz – modlitwa odmawiana nad kielichem wina w domu oraz w synagodze celem uświęcenia szabatu lub innego żydowskiego święta. Odmawiana jest w przeddzień święta przed jedzeniem, a także następnego ranka przed pierwszym posiłkiem. W przypadku braku wina, zastępują go dwa bochenki chleba. Modlitwa złożona jest z dwóch błogosławieństw: jednego dla wina oraz drugiego dla szabatu lub innego święta. 





wtorek, 6 maja 2014

Iny Lorentz – „Róża Asturii”













Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2013
Tytuł oryginału: Die Rose Von Asturien
Przekład: Anna Krochmal & Robert Kędzierski




Asturia to region historyczno-geograficzny i wspólnota autonomiczna oraz prowincja leżąca na terenie Hiszpanii. Jest to także ostatni skrawek państwa Wizygotów (jeden z ludów germańskich), który nie został podbity przez Arabów, dzięki czemu stała się ona punktem oparcia dla chrześcijan w walce z najeźdźcami. Od tego czasu stopniowo zaczęto wypierać Maurów* z zagarniętych przez nich obszarów. Królestwo Asturii wraz z postępami rekonkwisty stopniowo traciło na swoim znaczeniu, ponieważ rozpływało się w większych terytoriach. Początkowo połączone zostało w królestwo z Kantabrią, natomiast po jakimś czasie – w IX wieku – zostało włączone do królestwa Leónu i Kastylii.

Pierwszym królem Asturii został Pelayo, a z czasem ogłoszono go również bohaterem narodowym. Dlaczego? Otóż ma to związek z pewną bitwą, która zmieniła bieg historii Półwyspu Iberyjskiego. Trzeba wiedzieć, że miejscowość Covadonga, gdzie rozegrała się pamiętna bitwa, to dla Hiszpanów taki sam symbol jak dla Polaków Grunwald czy dla Anglików Hastings. W 722 roku wizygocki arystokrata o imieniu Pelayo albo jak kto woli Pelagiusz, wraz z garstką trzydziestu żołnierzy stawił opór tysięcznym wojskom arabskim. Według tradycji w zwycięstwie chrześcijan nad muzułmanami swój udział miała sama Matka Boża, która rzekomo ukazała się Pelagiuszowi, natomiast w trakcie bitwy miała sprawić, że strzały wrogów odbijały się od okolicznych skał i wracały do nich niczym bumerang, niosąc ze sobą śmierć. Historycy nie podzielają bynajmniej tej wersji wydarzeń, lecz zwracają uwagę na zwykłą potyczkę pomiędzy Pelayem a niewielką grupą Maurów. Muzułmanie najprawdopodobniej nie byli na tyle zdeterminowani, aby za wszelką cenę chcieć przełamać opór Wizygotów. Poza tym – zdaniem historyków – Pielagiuszem nie kierowały w żadnej mierze jakiekolwiek polityczne pobudki, a jedynie niechęć do płacenia podatków. Nic zatem dziwnego, że dla ludności wierzącej w ową legendę o cudownym zwycięstwie pierwszego króla Asturii, grota, gdzie przyszły monarcha znalazł schronienie stała się miejscem pielgrzymek Hiszpanów. Dodatkowo do tego miejsca przyciąga kaplica i figura Matki Bożej, zaś poniżej groty wypływa ze skały aż siedem źródeł. Legenda głosi, że kobieta, która napije się z nich wody, może liczyć na szybkie zamążpójście. Pierwszą stolicą Asturii była leżąca niedaleko Covadongi miejscowość o nazwie Cangas de Onís. Jest to miejsce warte odwiedzenia, chociażby z uwagi na wygięty w łuk tak zwany „most rzymski”, który zbudowano w XIII wieku. Kolejną stolicą zostało Oviedo.



Most rzymski w Cangas de Onís


 To tyle, jeśli chodzi o zarys historyczny dziejów Asturii. Przejdźmy teraz do fabuły powieści autorstwa niemieckiego duetu pisarzy tworzących pod pseudonimem Iny Lorentz. Otóż, w Asturii władzę w swoim hrabstwie sprawuje surowy i bezwzględny Roderich. Rzecz dzieje się za czasów panowania króla Silo, który rządził Asturią w latach 774-783. Obydwaj mężczyźni są ze sobą związani poprzez przyrodnią siostrę króla, która jest jednocześnie żoną hrabiego. Sąsiadem Rodericha jest niejaki Iker, który stoi na czele swojego baskijskiego plemienia zamieszkującego wieś o nazwie Askaiz. Iker znany jest z tego, że wraz ze swoimi ludźmi kradnie owce należące do hrabiego Rodericha. Robi to podczas ich wypasu. Pewnego dnia hrabia, który ma już serdecznie dosyć tego haniebnego procederu ze strony wodza baskijskiego plemienia, postanawia go ukarać. Nie wiadomo do końca w jaki sposób znajduje wśród Basków zdrajcę, który podaje mu swojego wodza niczym na srebrnej tacy. Informuje Rodericha o tym, kiedy Iker zamierza dokonać kolejnej kradzieży. Robi to tak precyzyjnie, że hrabia jest w stanie przygotować skuteczną zasadzkę na złodzieja. W wyniku potyczki pomiędzy żołnierzami Rodericha a ludźmi Ikera śmierć ponosi wielu mężczyzn. Ofiary są po jednej i drugiej stronie, jednak to Baskowie w tej potyczce tracą przywódcę.

Roderich nie zadowala się jednak tylko położeniem trupem i ukaraniem Basków. On pragnie czegoś więcej. Uprowadza zatem do swojego zamku ośmioletnią córkę Ikera o imieniu Maite. Dziewczynka ma zostać służącą córki hrabiego – Ermengildy.  Poniżana i bita Maite w końcu ucieka z zamku swojego prześladowcy. Praktycznie cudem udaje jej się ostatecznie dotrzeć do swojej rodzinnej wioski. Wyczerpana, brudna i upokorzona staje przed swoją rodziną i sąsiadami, a w duszy przyrzeka zemstę zabójcy swego ojca. Postanawia także, że kiedy dorośnie i będzie na tyle silna, aby owej zemsty dokonać, jej gniew skupi się także na tym, który zdradził. Maite pragnie, aby każdy, kto choćby w minimalny sposób przyczynił się do śmierci jej ukochanego taty, poniósł srogą karę. A jaka może być to kara, chyba wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Tylko śmierć wrogów jest w stanie zadowolić pokiereszowane serce Maite.

I tak oto Maite dorasta. Przez wszystkie te lata do momentu osiągnięcia przez nią samodzielności, dziewczynka wychowywana jest przez siostrę swojego ojca. Nie może powiedzieć, że pod dachem rodziny jest jej źle. Ale dobrze też nie jest. Prawo plemienia mówi, że to przyszły mąż Maite stanie się kiedyś jego wodzem. Przecież musi być zachowane prawo krwi, a skoro Iker nie doczekał męskiego potomka, to właśnie na Maite spoczywa odpowiedzialność za dalszy los plemienia. Po śmierci jej ojca przywództwo we wsi należy do wuja Maite, któremu bardzo wiele brakuje do mądrości Ikera. Okin myśli jedynie o własnych interesach, co rzuca się w oczy. Poza tym wobec Maite mężczyzna również nie zachowuje się tak, jak na dobrego wuja przystało. Wydaje się, że Okin widzi w niej zagrożenie dla swojej władzy. Lud plemienny generalnie jest mu poddany, ale nie wszystkim podobają się rządy szwagra Ikera. Czy zatem władza Okina przetrwa? A może w końcu zjawi się ktoś, kto go obali i sam obejmie przywództwo we wsi?

Karol I Wielki - król Franków
(742 lub 747-814)
Autor: Albrecht Dürer (1471-1528)
portret powstał w 1512 roku
Jak wiadomo przez wszystkie lata swojego dorastania Maite żyła jedynie chęcią odwetu. Jej pragnienie zemsty na zabójcy jej ojca i tego, który zdradził, praktycznie trzymały ją przy życiu. To właśnie chęć wendetty dodawała jej sił i pomagała znosić upokorzenia, które wcale nie były jej obce w domu wuja i jego żony. Pewnego dnia Maite widzi dla siebie szansę na spełnienie własnych planów. Oto już prawie dorosła córka znienawidzonego przez nią hrabiego Rodericha wyrusza w drogę, aby móc poślubić mężczyznę, którego przeznaczył dla niej król Karol I Wielki – król Franków i Longobardów, a także wnuk Karola Młota (686-741). Tak więc Maite wraz z przychylnymi jej mężczyznami przygotowuje zasadzkę na Ermengildę i tym samym doprowadza do jej porwania. Czy Maite jest tak bardzo zdesperowana, że pragnie uderzyć w Rodericha tam, gdzie najbardziej go zaboli, czyli w jego dziecko? Czyżby okrucieństwo dziewczyny sięgało aż tak daleko?

Tymczasem Karol I Wielki zaczyna gromadzić wojsko, które będzie szykować się do walki z Maurami. Wśród powołanych są zarówno doświadczeni rycerze, jak i zupełni nowicjusze. Jednym z takich żółtodziobów jest niejaki Konrad z Birkenhofu – syn Arnulfa i Hemmy. Ta wojna będzie dla niego swoistym debiutem, ale przecież królowi odmówić nie można. Prawdę powiedziawszy Konrad niechętnie opuszcza swoją wieś, ale nie ma innego wyjścia. Ojciec na wojnę już się nie uda ze względu na wiek i stan zdrowia, natomiast brat jest jeszcze zbyt młody, aby móc wywijać mieczem na polu bitwy. Jak zatem poradzi sobie ten młody i niedoświadczony frankijski wojownik? Czy wróci do domu w chwale zwycięstwa, czy może przyjaciele dostarczą rodzinie już tylko jego zmasakrowane ciało? Jakie przygody czekają Konrada zanim wojna z Maurami dobiegnie końca?

Duetu pisarskiego Iny Lorentz chyba nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. Po raz pierwszy tych niemieckich autorów spotkałam przy okazji czytania Nierządnicy i od tamtej pory staram się nie przegapić żadnej ich powieści. Styl pisania Niemców nieco różni się od tego, jaki znamy chociażby za sprawą książek Philippy Gregory. Mnie ten styl bynajmniej odpowiada, choć są tacy, którzy uważają, że jest on zbyt „ciężki”.

Cóż to za powieść ta Róża Asturii? W moim odczuciu jest to całkiem dobra opowieść historyczna osadzona w czasie, po który chyba niezbyt często sięgają autorzy powieści historycznych. Jest to wiek VIII, czyli epoka średniowiecza w pełnej krasie. W dodatku okres, w którym nie brakowało wojen. Akurat w tym przypadku mamy do czynienia z kilkoma plemionami, które dość mocno zapisały się w historii Francji i Hiszpanii. Do tego dochodzą jeszcze Maurowie, którzy w epoce średniowiecza zamieszkiwali tereny Półwyspu Iberyjskiego i wywarli ogromny wpływ na kulturę i architekturę dzisiejszej Portugalii i Hiszpanii. Takim punktem kulminacyjnym Róży Asturii jest bitwa w wąwozie Roncesvalles. To właśnie tam rozegrała się dramatyczna bitwa pomiędzy tylną strażą wycofujących się z Hiszpanii wojsk frankijskich króla Karola I Wielkiego a baskijskimi góralami. Bitwa miała miejsce 15 sierpnia 778 roku, a Frankami dowodził hrabia Roland, który poniósł śmierć wraz ze znaczą częścią swoich rycerzy. Postać Rolanda i jego ostatnia walka stały się podstawą średniowiecznego eposu zatytułowanego Pieśń o Rolandzie, który tak naprawdę nie oddaje prawdziwego obrazu rzeczywistości. Autor (a może autorzy?) poprzekręcał wiele istotnych faktów. Napisano, że Roland został napadnięty nie przez Basków, lecz przez Arabów. Wyolbrzymiono również liczbę wrogów Rolanda do wręcz niesłychanych rozmiarów, natomiast samego margrabiego marchii bretońskiej wykreowano na wzór cnót rycerskich. W trakcie wycofywania się z Hiszpanii Karol I Wielki zburzył mury stolicy Basków – Pampeluny. Fakt ten mógł stać się powodem ataku Basków na tylną straż armii, którą dowodził właśnie Roland w momencie przeprawy przez Pireneje. Lud Basków, żyjąc w górach oraz doskonale znając swój teren, był w stanie przygotować skuteczną zasadzkę. A zatem mimo bohaterskiej postawy rycerzy Karola I Wielkiego, tylna straż wojska została rozbita, zaś sam Roland poniósł śmierć.



Śmierć hrabiego Rolanda w bitwie w wąwozie Roncesvalles
Autor: Jean Fouquet (ok. 1415/1420-1481)
ilustrowany manuskrypt pochodzi z lat 1455-1460


Książkę można zaliczyć do powieści przygodowych z uwagi na to, iż bohaterowie z dala od domu przemierzają świat, walczą z wrogiem, są świadkami rozmaitych wydarzeń, a jednocześnie przeżywają swoje osobiste dramaty. Choć pochodzą z różnych plemion, to jednak w pewnym momencie wszyscy spotykają się w jednym miejscu i muszą zdecydować po której stronie stanąć. Oficjalnie są przecież wrogami, ale w najmniej oczekiwanym momencie w grę zaczynają wchodzić emocje, których podłożem jest nie tylko nienawiść. Nagle trzeba zdecydować czy lepiej pomóc, czy może zdradzić i sprawić, że ten, do którego poczuło się choć odrobinę sympatii, straci życie. Dlatego też pomiędzy poszczególnymi bohaterami zaczynają rodzić się pewne szczególne więzi, a to, co jeszcze nie tak dawno wydawało się być priorytetem, teraz traci na wartości. Okazuje się bowiem, że nie zawsze cel uświęca środki.

Róża Asturii to powieść historyczna ze sporą dawką scen batalistycznych. To także opowieść nie tylko o chęci zemsty i nienawiści, która tej wendecie przyświeca. To również historia o przyjaźni i miłości, którym niekiedy towarzyszy zwyczajna ludzka bezsilność, a to z kolei każe podporządkować się bez słowa sprzeciwu, bo inaczej można utracić nawet życie. Oczywiście na pierwszy plan wysuwają się tutaj dwie kobiece postaci. Jest to Maite i Ermengilda. Pierwsza z nich to dziewczyna niezwykle zbuntowana i nie pozwalająca sobie w kaszę dmuchać. Kiedy trzeba, potrafi użyć swojego ciętego języka z taką mocą, że nawet silni i waleczni mężczyźni stają przed nią niczym potulne baranki. Maite nie jest zbyt urodziwa, ale to wcale jej nie przeszkadza, żeby móc dowodzić swoimi towarzyszami podróży. Z kolei Ermengilda to piękna szlachcianka, której uroda potrafi zaślepić każdego mężczyznę spotkanego na drodze. Dziewczyna ma wielu adoratorów, a i ona sama też nie może zdecydować się którego z nich wybrać. Mąż, którego otrzymała, jak gdyby z urzędu, jakoś niespecjalnie się w tej rywalizacji liczy.

Na wszystkich bohaterów praktycznie na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo. Nie zawsze ma to związek z działaniami wojennymi. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pewien mankament. Otóż bardzo łatwo jest domyślić się kto zdradził Ikera, natomiast wszelkiego rodzaju sytuacje mrożące krew w żyłach są opisane w taki sposób, że praktycznie już z wyprzedzeniem wiemy, jaki będzie tego finał. Dlatego też książkę mogłabym polecić tym czytelnikom, którzy lubią historię, a jednocześnie nie oczekują od powieści historycznej jakichś szczególnie zawiłych wątków, na których końcowy efekt trzeba z niecierpliwością czekać aż do ostatniej strony. Generalnie powieść jest napisana dobrze i dostarcza sporej wiedzy historycznej, ale niestety w napięciu nie za bardzo trzyma i to wcale nie z uwagi na batalistyczne tło historyczne, które jest znane osobom interesującym się historią, lecz z powodu sposobu opisywania losów bohaterów.







* W średniowiecznej Europie tym mianem określano wszystkich muzułmanów.