Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 20 września 2015

Renata Czarnecka – „Madonny z Bari”













Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!


Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2015




Gdy myślimy o kobietach z ubiegłych epok, które w historii zapisały się jako władczynie o silnym charakterze, kluczową rolę w opinii większości z nas odgrywa zapewne królowa Bona Maria Sforza d’Aragona (1494-1557) – druga żona Zygmunta I Starego (1467-1548).  Możliwe, że dzieje się tak ze względu na mroczne legendy, które jeszcze za życia królowej towarzyszyły jej osobie. Niemniej, jedno jest pewne: Bona Sforza posiadała naprawdę wyjątkową osobowość. Była córką księcia Mediolanu – Giana Galeazza Sforzy (1469-1494) – oraz Izabeli Aragońskiej (1470-1524). Zanim jednak Bona przyjechała do Polski, jej życie we Włoszech wcale nie było takie łatwe, jak pozornie może się wydawać. Naprawdę poważne kłopoty zaczęły się po śmierci jej ojca, kiedy to trwający już od wielu lat konflikt pomiędzy jej matką a stryjem Ludwikiem Sforzą, zwanym „Moro”, jeszcze bardziej się pogłębił. Tak więc już od kołyski przyszła polska królowa przesiąknięta była bezustanną walką, jaką toczyła Izabela Aragońska z tymi, którzy chcieli jest zaszkodzić, odbierając to, co – jej zdaniem – prawnie jej się należało.

Przez lata Izabela Aragońska nie mogła wybaczyć Ludwikowi Sforzy krzywd, jakich ten dopuścił się zarówno wobec jej osoby, jak i względem jej męża, kiedy ten jeszcze żył. Aby w jakiś sposób temu zaradzić, jeszcze za życia Giana Galeazza, szukała pomocy u swojego dziadka Ferdynanda I d’Aragona (1423-1494), który wtedy był królem Neapolu, zaś na tron wstąpił w 1458 roku. Trzeba wiedzieć, że w tamtym okresie Neapol stanowił jedno z najpotężniejszych włoskich państw. W tej niekorzystnej dla siebie sytuacji Ludwik Sforza musiał wymyślić coś, co pozwoliłoby mu osłabić poparcie, jakiego Izabeli Aragońskiej udzielał jej dziadek. Tak więc ożenił się z inną wnuczką Ferdynanda I – Beatrycze d’Este (1475-1497). Niestety, związek ten nie przyniósł Sforzy oczekiwanych korzyści, gdyż wciąż nie posiadał prawa do władania Mediolanem. Nadal był jedynie uzurpatorem. Dopiero za cenę niewyobrażalnie dużego posagu udało się Moro doprowadzić do zawarcia małżeństwa pomiędzy młodszą siostrą Giana Galeazza – Biancą Marią (1472-1510) i Maksymilianem I Habsburgiem (1459-1519), który był synem cesarza Fryderyka III Habsburga (1415-1493). Aby całkowicie odebrać mężowi Izabeli prawo do władania Mediolanem, Ludwik Sforza musiał jeszcze znaleźć sposób na to, żeby uspokoić wzburzonych krewnych Izabeli. I tutaj z nieoczekiwaną pomocą przyszli mu Francuzi. Po śmierci Ferdynanda I, tron w Neapolu przypadł ojcu Izabeli Aragońskiej – Alfonsowi II (1448-1495), który niestety bardzo szybko zmuszony był abdykować na rzecz brata Izabeli – Ferdynanda II (1469-1496). Kiedy król Francji – Karol VIII Walezjusz (1470-1498) – zajął Neapol w 1495 roku, Ferdynand II natychmiast uciekł na Sycylię. W tym czasie Izabela Aragońska była już wdową. Miejsce jej zmarłego męża na tronie Księstwa Mediolanu miał zatem zająć małoletni syn Izabeli – Franciszek (1491-1512). Niestety, Moro zdążył już ogłosić siebie księciem Mediolanu i sprowadzić na swój dwór Izabelę wraz z dziećmi.

Izabela Aragońska
Księżna Mediolanu
Pod koniec 1495 roku Francuzi zostali usunięci z Neapolu, zaś tron objął Ferdynand II – wnuk Ferdynanda I. Niemniej, monarcha już wkrótce zmarł, natomiast władza w księstwie przypadła Fryderykowi IV (1452-1504), który był bratem ojca Izabeli Aragońskiej. Ten jednak nie wykazywał choćby nawet najmniejszego zainteresowania dramatycznym losem swojej bratanicy. Z kolei po śmierci francuskiego króla – Karola VIII – tron we Francji przypadł księciu Orleanu – Ludwikowi XII (1462-1515), który po swojej babce Walentynie Visconti (1357-1393) uzyskał prawo do Mediolanu. To właśnie wspomniane roszczenia Francuzów do Mediolanu i Neapolu doprowadziły do wybuchu konfliktu zbrojnego zwanego wojnami włoskimi, które toczyły się w latach 1494-1559. W ciągu tych ponad sześćdziesięciu lat kilkakrotnie zawierano rozejmy i podpisywano traktaty, których w rzeczywistości i tak żadna ze stron nie przestrzegała. Zrywane były one bowiem pod byle pretekstem. Francja długo nie potrafiła wyrzec się marzeń o włoskim panowaniu, a jej armia bardzo często porywała się na wyprawy za Alpy. Niemniej, za każdym razem francuskie wojska powracały totalnie rozbite i zdziesiątkowane. W tym wszystkim dziwić może fakt, iż Walezjusze stawali się niezwykle naiwni za każdym razem, gdy w grę wchodziły sprawy włoskie. Na wojnach włoskich chyba najbardziej skorzystała Anglia rządzona wówczas twardą ręką Henryka VIII Tudora (1491-1547), która raz sprzymierzała się z Hiszpanią, a innym razem znów z Francją. W ten sposób angielski monarcha prowadził politykę, która umożliwiła mu zachowanie równowagi sił w Europie.

Wojny włoskie stanowią tło historyczne kontynuacji losów Izabeli Aragońskiej, którą bardzo dokładnie czytelnik poznał w powieści Księżna Mediolanu. Tym razem spotykamy Izabelę przebywającą na dworze w Mediolanie, do czego zmusił ją Ludwik Sforza, chcąc mieć nad nią kontrolę. Księżna jest już wdową i matką, która wciąż ma w pamięci śmierć córki Bianki Marii. Ale to nie jest jedyne zmartwienie Izabeli. Otóż, w wyniku konfliktu z Ludwikiem Sforzą, został jej odebrany ukochany syn Franciszek. Izabela nie wie zatem, gdzie mogłaby go szukać, o ile w ogóle istnieje możliwość rozpoczęcia jakichkolwiek poszukiwań. Moro doskonale jej strzeże, a sama księżna też ma związane ręce. Na szczęście ma przy sobie dwie córki: Hipolitę i Bonę. Córki dodają jej sił do dalszej walki ze znienawidzonym Ludwikiem Sforzą. Izabela wciąż ma bowiem nadzieję i mocno w to wierzy, że kiedyś przyjdzie taki dzień, gdy karta się odwróci, a jej los ulegnie zmianie. Jedyne, o czym może w tej chwili myśleć, to odzyskanie tronu w Mediolanie. Do tego potrzebny jest jej jednak syn, o którym nic nie wie. Dokąd Moro wywiózł Franciszka? Czy chłopiec jeszcze żyje? Czy powiadomiono by ją, gdyby dziecko umarło? A może jacyś skrytobójcy zrobili, co do nich należało, a Izabela tylko naiwnie łudzi się nadzieją?

Franciszek Maria Sforza 
Ukochany syn Izabeli Aragońskiej. 
To z nim księżna wiązała ogromne nadzieje 
na odzyskanie mediolańskiego tronu.
Madonny z Bari to tak naprawdę opowieść o dwóch kobietach, które są do siebie bardzo podobne, choć na tym etapie może jeszcze tego podobieństwa tak wyraźnie nie wydać. Pomimo że na pierwszy plan nadal wysuwa się Izabela Aragońska, to jednak mała Bona zaczyna już pokazywać, na co ją stać. W przeciwieństwie do swojej siostry jest bardzo śmiała i nie wstydzi się zadawać nawet kłopotliwych pytań, które oczywiście nie uchodzą dziewczynce pochodzącej z tak znakomitego rodu. Przecież nie jest zwykłą chłopką, która może na wiele sobie pozwolić! Na dworze jej matki nawet służące wiedzą, gdzie jest ich miejsce. Z drugiej strony jednak Bona Maria jest bardzo ciekawa otaczającego ją świata, więc jej śmiałe zachowanie może być w pewien sposób uzasadnione. 

Prawdę powiedziawszy – na chwilę obecną – ta kilkuletnia dziewczynka, która kiedyś zostanie królową Polski i zamieszka ze swoim starym mężem na Wawelu, budzi w czytelniku ogromną sympatię, pomimo nieznacznego egoizmu, jaki widać w jej chakterze. Tym razem to Izabela Aragońska może sprawiać złe wrażenie. W porównaniu do księżnej, którą mieliśmy okazję poznać na kartach Księżnej Mediolanu, Izabela jest teraz zupełnie inna. To okrutny los i ciągła walka o swoje sprawiły, że stała się kobietą o twardym i niekiedy wręcz bezwzględnym usposobieniu. Czasami nawet wobec własnych dzieci potrafi być okrutna, jeśli w grę wchodzi polityka i odzyskanie tego, co jej się należy. Z drugiej strony jednak Izabela Aragońska jest także czułą i troskliwą matką, której nie jest obca rozpacz po stracie dziecka. Wygląda na to, że w jednej kobiecie ukrywają się dwie różne istoty. W zależności od tego, w jakiej sytuacji księżna się znajduje, do głosu dochodzi albo matka, albo władczyni, której bezprawnie zabrano tron.

Bona Maria Sforza 
Drzeworyt z dzieła Decjusza 
z 1521 roku
Na kartach powieści Renata Czarnecka zabiera czytelnika w podróż po Włoszech z przełomu XV i XVI wieku. Na szczególną uwagę zasługuje między innymi wizyta Izabeli Aragońskiej w Rzymie, a właściwie w Watykanie, gdzie urząd papieża sprawuje Rodrigo Borgia, znany jako Aleksander VI (1431-1503). Tutaj też księżna Mediolanu spotyka swoje przyrodnie rodzeństwo, które poprzez małżeństwo związało się z rodem Borgiów, określanych przez złośliwych mianem „pierwszej włoskiej mafii”. 

Tym, co mnie osobiście zaskoczyło jest sposób przedstawienia Lukrecji Borgii (1480-1519). Otóż córka papieża raczej nie cieszyła się dobrą opinią wśród jej współczesnych, gdyż krążyły na jej temat rozmaite plotki, które raczej nie przysparzały jej szacunku ze strony innych ludzi. Na przestrzeni wieków i lat także wielu historyków i pisarzy próbowało przedstawić Lukrecję w dość niekorzystnym świetle. W Madonnach z Bari Autorka pokazuje, że córka Aleksandra VI była całkiem sympatyczną młodą kobietą, którą bardzo łatwo można było zranić. Żyjąc pod wpływem ojca i brata bardzo często musiała przyjmować pewne sprawy bez słowa sprzeciwu. W tym kontekście na szczególną uwagę zasługują również wzajemne relacje pomiędzy Lukrecją a Izabelą.

Alfons d'Aragon (1481-1500)
Pierwszy mąż Lukrecji Borgii 
i przyrodni brat Izabeli Aragońskiej, 
z którym księżna była bardzo zżyta.
Renata Czarnecka po raz kolejny stworzyła opowieść, którą czyta się jednym tchem. Aby zrozumieć historię Izabeli Aragońskiej należy lekturę rozpocząć od Księżnej Mediolanu, dlatego polecam obydwie powieści jako całość. Z kolei w Madonnach z Bari czytelnik pozna nie tylko dalsze losy Izabeli Aragońskiej, ale przede wszystkim zobaczy jak wyglądały lata dzieciństwa i dorastania Bony Sforzy oraz co takiego zadecydowało o tym, że księżniczka z Bari ostatecznie zasiadła na polskim tronie u boku Zygmunta I Starego. Na podstawie tej książki widać, że Autorka ogromną sympatią darzy Bonę. Aż trudno uwierzyć, że z biegiem lat Bona Maria tak bardzo się zmieniła. Co takiego o tym zadecydowało? Czy było to zgorzknienie, które z czasem owładnęło królową? A może była to chęć władzy, którą przesiąkła od samego początku swojego życia, obserwując poczynania matki? Możliwe też, że patrząc w lustro widziała, jak okrutnie czas obchodzi się z nią z każdym mijanym dniem. Trzeba bowiem wiedzieć, że Bona starzała się bardzo szybko i z pięknej oraz delikatnej księżniczki w niedługim czasie nie pozostało już praktycznie nic. Może właśnie wtedy zdecydowała, że najlepiej będzie, jak zajmie się polityką i walką o swoje, nie bacząc na to, czy kogoś krzywdzi, zamiast skupiać uwagę na swojej urodzie, której stopniowa utrata na pewno bardzo ją bolała. W końcu była kobietą i jak każda kobieta czuła nieubłagany upływ czasu, który przecież nie obszedł się z nią łaskawie.

Przyznam szczerze, że trudno jest pisać o książce, która jest perfekcyjna w każdym calu. Autorka przy jej pisaniu nie popełniła żadnego błędu, a jeśli nawet jakieś wydarzenia zostały poprzesuwane w czasie na potrzeby powieści, to czytelnik jest o tym informowany. Zachęcam zatem do sięgnięcia zarówno po Księżną Mediolanu, jaki i po Madonny z Bari. Miłośnikom historii gwarantuję, że czas spędzony z tymi dwiema powieściami nie będzie czasem straconym. W dodatku wydaje mi się, że losy Izabeli Aragońskiej nie są zbyt dobrze znane polskim czytelnikom. Większość historyków czy pisarzy skupia się jednak na Bonie Sforzy i wciąż próbuje przedstawiać ją z różnych punktów widzenia. W tym przypadku do naszych rąk trafia naprawdę oryginalna historia, za którą ja osobiście Autorce bardzo DZIĘKUJĘ!













3 komentarze:

  1. Cudowna opowieść! Czytam i czytam, staram się przeciągać lekturę w nieskończoność, ale nieubłaganie zbliżam się do finału. Fantastyczna historia, znakomicie wykreowani bohaterowie, czego chcieć więcej? I doskonały przykład na to, że to życie tworzy najprzedziwniejsze i najbardziej niesamowite scenariusze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie piękne w historii, że można w niej wciąż odkrywać nowe postacie i ich niesamowite biografie. A Renata Czarnecka robi to wspaniale. Od kiedy przeczytałam "Królową w kolorze karminu" nie potrafię oderwać się od jej książek i bardzo często do nich wracam. :-)

      Usuń
  2. Nastawiam się na wspaniałą lekturę :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.