Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

czwartek, 21 stycznia 2016

Kate Morton – „Strażnik tajemnic”
















Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: The Secret Keeper
Przekład: Magdalena Koziej





Ludzki los czasami naprawdę potrafi być bardzo przewrotny i zazwyczaj pisze swój własny scenariusz, z którym możemy zgadzać się bądź buntować przeciwko niemu. Wielokrotnie nie mamy jednak wpływu na to, co spotyka nas w życiu. Często są to zwyczajne zbiegi okoliczności – albo jak kto woli – przeznaczenie. Możliwe, iż tylko wydaje nam się, że wszystko, co robimy zależy jedynie od nas samych. Może faktycznie naszym życiem kieruje coś znacznie potężniejszego od nas i nigdy tak naprawdę nie działamy sami, a przysłowie, że człowiek jest kowalem własnego losu, to tylko oklepany slogan, który z prawdą nie ma nic wspólnego. Przecież wielokrotnie spotykamy się z sytuacją, gdy ktoś, kogo znamy, po latach uparcie powtarza, że gdyby dziś stawił czoło przeszłym okolicznościom, postąpiłby zupełnie inaczej niż wtedy. Czy takie rozumowanie ma związek z tym, iż po latach jesteśmy mądrzejsi, dojrzalsi, a na te same kwestie patrzymy inaczej? A może jest to jedynie nasze naiwne pojmowanie rzeczywistości, bo w gruncie rzeczy zachowalibyśmy się identycznie, ponieważ to nie my odpowiadamy za to, co dzieje się w naszym życiu, tylko robi to przeznaczenie czy jakaś inna niewytłumaczalna siła?  

Wydaje mi się, że bardzo trudno jest odpowiedzieć na powyższe pytania. Na pewno należy wyciągać wnioski z popełnionych błędów i – o ile to w ogóle możliwe – nie dopuszczać do ich powielenia. Przypuszczalnie nie ma na tym świecie człowieka, który nie żałowałby czegoś, co zrobił w przeszłości. Szczególnie kiedy dane mu jest dożyć sędziwego wieku zaczyna zastanawiać się nad źle podjętymi decyzjami, które nie dość, że niedobrze skończyły się dla niego samego, to jeszcze okrutnie skrzywdziły innych. Ludzie na łożu śmierci często analizują swoje życie, ale czasami jest już za późno na to, aby naprawić błędy z przeszłości, bo albo ludzie, których skrzywdziliśmy już dawno nie żyją, albo są gdzieś bardzo daleko i nie ma możliwości, żeby nawiązać z nimi kontakt. Wtedy pozostaje już tylko wybaczyć samemu sobie i próbować pogodzić się z losem. Na pewno nie jest to proste, zważywszy że wyrzuty sumienia ciążą niczym kamień uwiązany u szyi i wciąż ciągną człowieka w dół.

Wydanie australijskie
Wydawnictwo: ALLEN & UNWIN
(listopad 2012)
W angielskim hrabstwie Suffolk w Anglii Wschodniej w szpitalu leży staruszka, której dni są już policzone. Jej stan jest tak ciężki, że lekarze nie dają jej więcej, jak kilka dni życia. W związku z tym do domu zjeżdżają dzieci kobiety, aby móc pożegnać się z matką. Dorothy Nicolson, bo o niej mowa, tak naprawdę nie ma pojęcia, że jej dziewięćdziesiąte urodziny są jednocześnie pożegnaniem z dziećmi. Jej stan jest bardzo ciężki, co oczywiście objawia się między innymi tym, iż staruszka traci kontakt z rzeczywistością. W jednej chwili rozmawia z córkami, a już za moment przenosi się do zupełnie innego świata, w którym funkcjonowała jako bardzo młoda dziewczyna. Jest to świat jej dzieciństwa i młodości, który do najszczęśliwszych nie należy. W swojej wyobraźni Dolly na nowo przeżywa dramat drugiej wojny światowej i bombowe naloty na Londyn w latach 1940-1941. To wtedy straciła rodzinę i została całkiem sama, pomimo że miała obok siebie kochającego mężczyznę, który pragnął się z nią ożenić. Lecz Dorothy miała wówczas zupełnie inne plany. Pomimo że nie pochodziła z arystokratycznej rodziny, to jednak robiła co tylko w jej mocy, aby uchodzić za damę z wyższych sfer. Czasami nawet wstydziła się przed ludźmi swojego niskiego pochodzenia i przyjaciół, którzy wywodzili się z tej samej warstwy społecznej co ona.

Po stracie najbliższych do Dolly – wówczas jeszcze Smitham – los, jakby się nieco uśmiechnął, bo oto otrzymała pracę w domu niejakiej lady Gwendolyn. Była to starsza pani, która reprezentowała wyższe sfery, co naszej Dorothy bardzo odpowiadało. Teraz stała się jej damą do towarzystwa, a to oczywiście mogło sprawić, że dziewczyna kiedyś nie będzie głodować i wstydzić się swojego pochodzenia, lecz osiągnie naprawdę wiele. Musi zatem bardzo się starać, aby nie zniechęcić do sobie starszej pani, w tym znosić również jej dziwaczne humory i przestrzegać surowych zasad panujących w domu. Czy faktycznie takie poświęcenie się opłaci? Czy oprócz pracy i dachu nad głową Dolly uda się wyciągnąć coś więcej z opieki nad staruszką? Na pozór wydaje się, że tak. W dodatku po drugiej stronie ulicy mieszka małżeństwo wywodzące się ze sfery, o której panna Smitham może tylko pomarzyć. To Vivien i Henry Jenkinsowie. Ona jest wytworną modą kobietą pracującą charytatywnie na rzecz ofiar wojny, zaś on to starszy od Vivien poczytny pisarz. Tak więc nasza Dolly robi wszystko, aby tylko móc się zbliżyć do tych ludzi. Nad wszystko pragnie widzieć w Vivien swoją przyjaciółkę. Pytanie tylko, czy z drugiej strony chęć nawiązania jakichkolwiek relacji jest równie silna.

Wróćmy jednak do czasów współczesnych. Otóż najstarsza córka Dorothy Nicolson – Laurel – wciąż nie potrafi zapomnieć dramatycznego wydarzenia, którego była świadkiem. Miała wówczas szesnaście lat, było lato roku 1961, a ona siedziała ukryta w domku na drzewie, nie chcąc brać udziału w rodzinnym pikniku nad rzeką, który to piknik rodzice zorganizowali z okazji urodzin swojego najmłodszego dziecka – Gerry’ego. Laurel właśnie oddawała się rozmyślaniom o pewnym chłopaku, który całkiem niedawno skradł jej serce, kiedy usłyszała śpiew matki, gaworzenie dziecka i szczekanie psa. Zaciekawiona wyjrzała ze swojej kryjówki, a jej oczom ukazał się następujący widok: matka z małym Gerrym na rękach zmierza w kierunku domu, a obok niej wesoło szczeka pies. Z tamtego dnia Laurel zapamiętała każdy szczegół. W pamięci zachowała nawet hula-hoop swojej siostry, które stało oparte o ścianę domu, a potem zwyczajnie spadło. Wtedy też dziewczyna uświadomiła sobie, że matka przyszła po nóż do krojenia tortu, którego najzwyczajniej zapomniała ze sobą zabrać, gdy szykowała swoją rodzinę na urodzinowy piknik Gerry’ego.

Wydanie brytyjskie
Wydawnictwo: MANTLE
(październik 2012)
Tak więc zadowolona matka weszła do domu, a w tym samym momencie na posesję wkroczył tajemniczy mężczyzna, zaś pies przestał już szczekać tak wesoło, jak jeszcze kilka minut temu. Teraz po prostu złowrogo warczał, czego nie można było zrozumieć. Co tak nagle zdenerwowało Barnaby’ego? Czyżby obcy na posesji? Niemalże w tej samej chwili oczom Laurel ukazała się matka z małym Gerrym na rękach i nożem w dłoni. Zdezorientowana dziewczyna ukryta na drzewie nadal nie miała pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Dostrzegła, że na widok nieznajomego jej matka niesamowicie się przeraziła i praktycznie w ułamku sekundy wbiła nóż w pierś mężczyzny. Ten zdążył coś jeszcze do niej powiedzieć, a już za chwilę leżał martwy na trawie przed domem Dorothy Nicolson. Oczywiście Gerry zaczął rozdzierająco płakać, a Laurel sparaliżowana strachem zemdlała. Kim był mężczyzna, który wtargnął na teren Greenacres? Jakie relacje łączyły go z Dorothy Nicolson? Dlaczego kobieta tak bardzo się przeraziła na jego widok, że aż posunęła się do ostateczności i wbiła mu nóż w serce? Czy tajemnica kiedykolwiek wyjdzie na światło dzienne? A jeśli tak, to czy jej skutki nie będą jeszcze bardziej przerażające niż samo morderstwo?

Po pięćdziesięciu latach Laurel Nicolson, która przez ten czas zdążyła już zrobić oszałamiającą karierę jako aktorka teatralna, pragnie dowiedzieć się, co stało się w Greenacres w dniu urodzin jej małego wówczas braciszka. Wydaje jej się, że ostatnie chwile jej matki na tym świecie mogą jej w tym pomóc. Kobieta widzi, że Dorothy wciąż zmaga się z przeszłością, ponieważ niejednokrotnie słyszy, jak matka wymawia imiona ludzi, o których jej córka nigdy nie słyszała. Kim zatem są bądź byli ci ludzie? Dlaczego Dorothy nie potrafi o nich zapomnieć? Czy ich skrzywdziła? A może to oni przysporzyli jej niewyobrażalnych cierpień? Tak więc Laurel podejmuje szereg działań, aby tylko rozwikłać tę zagadkę sprzed lat i pozwolić matce odejść w spokoju, a także sprawić, aby trauma, z jaką żyła przez te wszystkie lata przestała ją tak bardzo męczyć. W dodatku jest jeszcze jej rodzeństwo, które niby coś tam wie, ale nie do końca zdaje sobie sprawę, jak bardzo dramatyczne wydarzenie miało miejsce przed ich domem w 1961 roku. I tak oto krok po kroku wraz z Laurel i Dorothy cofamy się do czasów drugiej wojny światowej. Cofamy się do lat, kiedy oprócz makabrycznych wydarzeń na tle politycznym, ludzie przeżywali również swoje własne dramaty, których konsekwencje będą odczuwać już do końca swych dni.


W Anglii podczas drugiej wojny światowej wiele kobiet pracowało charytatywnie
z ramienia Women's Voluntary ServiceDorothy Smitham była jedną z nich. 
W kantynie pracowała w latach 1940-1941. 


Strażnik tajemnic to druga powieść Kate Morton, jaką przeczytałam. Choć Dom w Riverton nie do końca spełnił moje oczekiwania, to jednak postanowiłam, że tak łatwo nie ustąpię i za jakiś czas przeczytam kolejną książkę tej Autorki. Dziś mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że nie żałuję ani minuty, którą spędziłam przy lekturze Strażnika tajemnic. Ta powieść zaciekawiła mnie już od pierwszej strony i czytałam ją – jak to mówią – jednym tchem. Przyznam, że już dawno nie czytałam książki, która tak bardzo oderwałaby mnie od świata rzeczywistego i całkowicie pochłonęła swoją fabułą. Trzeba przyznać, że Kate Morton potrafi zaskakiwać. Nigdy nie spodziewałabym się, że tajemnica morderstwa mężczyzny, który nagle wdarł się do Greenacres może mieć takie konsekwencje, jak to zostało pokazane na kartach powieści. Zakończenie całej tej historii jest tak zaskakujące, że czytelnik jeszcze długo po zamknięciu książki nie potrafi zrozumieć, dlaczego stało się tak, a nie inaczej.

Wbrew pozorom Laurel Nicolson nie jest tutaj główną bohaterką. Tę rolę oddałabym Dorothy Smitham-Nicolson. Narracja prowadzona jest na dwóch płaszczyznach czasowych, czyli współcześnie i w latach 1940-1941. Na pewno jest to powieść o kobietach, a właściwie o niezwykle trudnych relacjach, które pomiędzy nimi panują. Sporo w tej historii również psychologii. Dolly to postać niesamowicie skomplikowana. Jej postępowanie może budzić wiele zastrzeżeń. Są bowiem sytuacje, w których nasza bohaterka za nic nie powinna postąpić tak, jak to zrobiła. Popełniła błąd, za który musiała srogo zapłacić. Na pewno nie jest to postać pozytywna, choć mogłoby się tak wydawać. Z jednej strony nie można jej niczego zarzucić, bo przecież ona pragnie jedynie lepszego życia, lecz z drugiej czy faktycznie cel uświęca środki?

Wydanie amerykańskie
Wydawnictwo: ATRIA
(październik 2012)
Kate Morton poruszyła w powieści kilka problemów społecznych, które są obecne również w dzisiejszym świecie. Jest więc przemoc domowa, która ma miejsce za zamkniętymi drzwiami, czyli tak, aby przypadkiem nikt z zewnątrz nie domyślił się, co tak naprawdę dzieje się w domu kogoś, kto powszechnie budzi ogromny szacunek i raczej nikt nie domyśliłby się, że w czterech ścianach własnego domu zdolny jest do największych okrucieństw wobec tych, których rzekomo ubóstwia nad życie. Jest tutaj również chęć polepszenia sobie warunków materialno-bytowych, która i dziś nie jest nam obca. Ludzie bowiem zdolni są posunąć się do największej podłości, aby tylko osiągnąć swój cel. Ale mamy także coś pozytywnego. Jest to oczywiście przyjaźń, choć zbudowana nie do końca na uczciwości. Niemniej w pewnym momencie przychodzi opamiętanie, lecz na naprawienie błędów jest już zbyt późno. Poza tym życie naszych bohaterów nie jest też wolne od miłości, która musi być przecież obecna w powieściach obyczajowych. Nie jest to jednak miłość wulgarna i nafaszerowana pod każdym względem erotyką.

Moim zdaniem Kate Morton stworzyła rewelacyjną historię, a jej pisarstwo może stanowić wzór dla innych autorów, jeśli chodzi o pisanie powieści obyczajowych z historią w tle, których fabuła owiana jest mrocznymi tajemnicami. Takich książek nie ma na rynku wydawniczym zbyt wiele, więc doceniajmy je, bo nie każdy pisarz potrafi tak bardzo wciągnąć czytelnika w swoją opowieść, jak robi to Kate Morton. Mam nadzieję, że inne książki tej Autorki są równie doskonałe i bez zarzutu. Historia opowiedziana przez australijską pisarkę jest także dramatem psychologicznym. Myślę, że te wszystkie cechy mogą jedynie przyciągnąć nas do powieści. I co najważniejsze: nie słuchajcie tych, którzy twierdzą, że powieść jest słaba! Wręcz przeciwnie. Napisana jest na bardzo wysokim poziomie. Dodatkowym atutem są nieoczekiwane zwroty akcji. Kiedy czytelnikowi wydaje się, że już wszystko wie, wówczas dzieje się coś zupełnie nieprzewidzianego, a my znów jesteśmy wyprowadzani przez Autorkę w pole. Tutaj nie ma spraw oczywistych. Do samego końca jest tajemnica, którą rozwikłać może jedynie Kate Morton, ponieważ czytelnik nie jest w stanie tego zrobić i niech nawet nie próbuje.