Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 5 marca 2016

Guillaume Musso – „Telefon od anioła”












Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: L’Appel de l’ange
Przekład: Joanna Prądzyńska





Czy naszym życiem rządzi przypadek? A może to jakaś niezidentyfikowana siła wyższa dokładnie planuje poszczególne wydarzenia, które nas spotykają? Dyskusje na ten temat toczą się od wielu lat nie tylko w środowisku filozofów, ale także pomiędzy zwykłymi ludźmi. Czasami bowiem doświadczamy czegoś tak bardzo niewytłumaczalnego z ludzkiego punktu widzenia, że trudno jest nam odnieść się do tego pod kątem naukowym. Niekiedy spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy wywracają nasze poukładane życie do góry nogami i zmuszają nas do tego, aby zatrzymać się i wrócić do zdarzeń sprzed lat, które być może nie zostały jeszcze do końca wyjaśnione. Nierzadko zastanawiamy się, jak mogliśmy żyć wcześniej bez tychże osób. Przecież dopiero teraz nasze życie nabiera barw i nie wyobrażamy sobie, aby mogło być inaczej. Są też sytuacje, kiedy cofnęlibyśmy czas i podjęli zupełnie inne decyzje, aniżeli zrobiliśmy to ileś lat temu. Przypuszczalnie nigdy tak naprawdę nie dojdziemy do jednego wspólnego wniosku, dlatego też trzeba przyjąć do wiadomości, że nasze życie po prostu płynie sobie według własnego scenariusza, a my postaramy się to zaakceptować, choć na pewno nie będzie łatwo.

Jest rok 2011. Do Bożego Narodzenia zostało już niewiele czasu, więc wokół panuje specyficzna świąteczna atmosfera, która udziela się praktycznie wszystkim bez względu na poglądy czy wyznanie. Wszechobecny pośpiech towarzyszy każdemu. Trzeba bowiem zrobić przedświąteczne zakupy, pomyśleć o prezentach dla swoich bliskich i oczywiście dotrzeć na czas do rodzinnego domu, jeśli pracuje się z dala od niego. Na nowojorskim lotnisku Johna F. Kennedy'ego również panuje ogromny zgiełk. Każdy gdzieś się spieszy. Co chwilę w różne strony świata odlatują samoloty. Na lotnisku przebywa zatem bardzo dużo ludzi, którzy pragną dostać się w rozmaite zakątki ziemskiego globu. Wśród nich są Madeline Greene i Jonathan Lempereur. Ona to Angielka mieszkająca obecnie w Paryżu, zaś on jest Amerykaninem o francuskich korzeniach.

Madeline Greene właśnie wraca do Francji ze swoim narzeczonym, który zafundował jej podróż do Ameryki, aby tam oświadczyć się wybrance swojego serca. Jak można sobie wyobrazić, kobieta jest bardzo szczęśliwa z tego powodu. W końcu skończyła już trzydzieści cztery lata, więc najwyższy czas, aby pomyśleć o mężu i rodzinie. Z kolei Jonathan Lempereur znalazł się na lotnisku, aby odebrać swojego kilkuletniego synka z rąk byłej żony. Ponieważ kilka lat temu rozstał się z nią definitywnie, teraz musi zadowolić się okazjonalnymi spotkaniami ze swoim dzieckiem, jak na przykład rzeczoną wizytą chłopca podczas ferii świątecznych.

Obecnie Madeline prowadzi w Paryżu doskonale prosperującą kwiaciarnię. W końcu udało jej się spełnić marzenie. Od bardzo dawna chodziło jej po głowie zajmowanie się kwiatami i wygląda na to, że świetnie sobie radzi z własnym biznesem. Z kolei Jonathan nie może powiedzieć o sobie tego samego, gdyż jeszcze niedawno był na samym szczycie, a teraz prowadzi mało znaczące bistro we włoskiej dzielnicy San Francisco. Kiedyś rozpisywały się o nim gazety, nieustannie był obecny w mediach i traktowano go niczym kulinarnego boga. Wielu ludzi naprawdę mu zazdrościło. Miał wszystko, o czym tylko człowiek może marzyć. Przystojny, sławny i bogaty facet z piękną żoną u boku. Czego można chcieć więcej? Niemniej przyszedł dzień, gdy cały ten bajkowy świat rozsypał się niczym domek z kart, a Jonathan musiał zaczynać wszystko od początku. Została mu tylko uroda i synek, w którego życiu i tak nie może być obecny tak często, jakby sobie tego życzył. No i oczywiście nadal posiada nieprzeciętne zdolności kulinarne, lecz niestety nie może ich w pełni wykorzystywać. Wydaje się, że mężczyzna pogodził się z zaistniałą rzeczywistością. Ale czy na pewno?

I tak oto tych dwoje nieznajomych pochodzących z dwóch różnych stron świata spotyka się zupełnie przypadkowo na nowojorskim lotnisku, biegnąc do jedynego wolnego stolika, jaki znajduje się w kafeterii terminalu. Według zasady„kto pierwszy, ten lepszy” dopadają stolika równocześnie i zderzają się ze sobą, upuszczając na podłogę wszystko to, co akurat trzymają w rękach. W dodatku mały Charly uderza w płacz, bo właśnie stracił całą zawartość tacy z jedzeniem. Można sobie zatem wyobrazić jaka jest reakcja każdej ze stron. Wzajemnym wyrzutom nie ma końca. Krzyki i oskarżenia wypełniają wnętrze kafeterii, czym Madeline i Jonathan zwracają na siebie uwagę pozostałych pasażerów.

Wydanie francuskie
Wydawnictwo: ÉDITIONS
Paryż 2011
W całym tym zamieszaniu dochodzi jeszcze do innego incydentu. Otóż okazuje się, że obydwoje posiadają ten sam model smartfona, co sprawia, że omyłkowo zamieniają się telefonami. Dopiero gdy każde z nich idzie w swoją stronę cała sprawa wychodzi na jaw. Niestety, jest już zbyt późno, aby wszcząć jakiekolwiek poszukiwania tej drugiej osoby. Madeline i jej narzeczony właśnie odlecieli do Paryża, zaś Jonathan wraz z synem udaje się do San Francisco. Skoro tylko uświadamiają sobie co tak naprawdę się stało obydwoje są wściekli i przerażeni. Każde z nich wie, że posiada w pamięci telefonu informacje, które nie są przeznaczone do wiadomości nikogo obcego. Tam jest zapisane całe ich prywatne życie. Czy w takim razie uda im się jakoś ze sobą skontaktować i odzyskać swą własność? Czy Jonathan i Madeline będą w stanie powstrzymać się od przejrzenia zawartości smartfonów? A jeśli wygra zwykła ludzka ciekawość, to jak to się dla nich skończy? Czy będą w stanie jeszcze normalnie żyć? Czego dowiedzą się o sobie nawzajem? W jakie tarapaty popadną z tego powodu?

Nigdy nie czytałam książek Guillaume Musso, lecz zachęcona bardzo pozytywnymi opiniami na temat twórczości Autora postanowiłam sięgnąć na chybił-trafił po którąś z jego powieści. I tak oto padło na Telefon od anioła. Mogłoby wydać się, że książka jest typowym romansem, na co wskazuje zarówno okładka, jak i sam tytuł. Moim zdaniem ani jedno, ani drugie nie jest adekwatne do treści książki, która tak naprawdę jest thrillerem dość dobrze skonstruowanym. Fabuła trzyma w napięciu i nie pozwala odłożyć powieści na półkę zanim nie pozna się całej historii do końca. Okazuje się bowiem, że przypadkowa zamiana telefonów to dopiero początek lawiny zdarzeń, które pojawiają się w życiu bohaterów. Otóż Madeline Greene poznaje przeszłość Jonathana Lempereura, zaś mężczyzna dowiaduje się o kobiecie równie niewiarygodnych rzeczy, które zmusiły Madeline do wyjazdu z Anglii i rozpoczęcia nowego życia w Paryżu.

Cała historia bardzo szybko nabiera charakteru kryminalnego, w której główną rolę gra bezwzględna mafia zajmująca się nie tylko przemytem narkotyków, ale też trudniąca się szeregiem innych przestępstw. W dodatku Madeline i Jonathan zdają sobie sprawę, że pomimo iż dzieli ich tysiące kilometrów i nigdy wcześniej się nie spotkali, to jednak coś ich łączy. A łączy ich osoba niejakiej Alice Dixon. Kim była – a może nadal jest – ta dziewczyna? Jaki wpływ wywarła na życiu Jonathana i Madeline? W dodatku zarówno kobieta, jak i mężczyzna celem poznania przeszłości tej drugiej strony, podejmują kroki, jakich nie odważyliby się przedsięwziąć, gdyby sytuacja wyglądała inaczej. Czy odkryte tajemnice zbliżą ich do siebie, czy może oddalą jeszcze bardziej?

Przyznam, że sięgając po Telefon od anioła nie spodziewałam się aż tak dobrej książki, jaką w rzeczywistości okazała się ta powieść. Sądziłam, że czeka mnie lektura w klimacie książek Nicolasa Sparksa, który choć pisze dość dobrze, to jednak skłania się ku historiom obyczajowym z naciskiem na romans. W tym przypadku obok romansu, który tak naprawdę wcale nie wysuwa się na pierwszy plan, pojawia się świetnie skonstruowany wątek kryminalny. I właśnie ten element znacząco podnosi walor Telefonu od anioła. Dodatkowo bohaterowie wykreowani są celująco. Są wyraziści i każdy z nich jest tutaj na swoim miejscu. Każdy ma coś ciekawego do powiedzenia i zrobienia. Nie ma postaci, które byłyby wprowadzone na siłę, a ich nieobecność nikomu by nie przeszkadzała. Poza tym należy też podkreślić występowanie niespodziewanych zwrotów akcji i systematyczne odkrywanie coraz to nowych tajemnic.

Książkę polecam nie tylko kobietom, ale także mężczyznom. Myślę, że panowie również znajdą w niej coś dla siebie, choć uprzedzam, że nie jest to twarda literatura kryminalna. Dodam jeszcze, że w książce występuje też akcent polski. Dziś jestem przekonana, że już niedługo sięgnę po kolejną powieść Guillaume Musso, ponieważ doszłam do wniosku, że właśnie tego rodzaju literatury brakowało mi ostatnio w moim czytelniczym życiu.










3 komentarze:

  1. Recenzja świetna, a i po książkę chętnie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznaję, że od dawna mam chęć na powyższą lekturę, jednak jakoś jeszcze nie wypożyczyłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wypożyczyłam ją z biblioteki co mnie ogromnie cieszy po przeczytaniu Twojej recenzji! Sięgnę po nią jak najszybciej :D

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.