środa, 9 kwietnia 2014

Agnieszka Lingas-Łoniewska – „Łatwopalni. Przebudzenie” #2





Recenzja premierowa
9. 04. 2014









Wydawnictwo: FILIA
Poznań 2014
Seria z tulipanem





Kiedy jesienią zeszłego roku na polski rynek wydawniczy trafił pierwszy tom Łatwopalnych autorstwa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, nie było tak naprawdę wiadomo czy kiedykolwiek powstaną dalsze losy bohaterów powieści. Każdy, kto czytał pierwszą część perypetii miłosnych (i nie tylko miłosnych) Moniki Rudzkiej i Jarka Minca wie, że zakończenie zostało tak skonstruowane, iż trudno było pogodzić się czytelnikom z tak nagłym przerwaniem tej wyjątkowej i jakże emocjonującej historii. Autorka pozostawiła w zawieszeniu nie tylko swoich czytelników, ale przede wszystkim bohaterów, nie wyjaśniając kluczowych kwestii. Dlatego nie dziwi fakt, że wielbiciele twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej zaczęli wręcz domagać się kontynuacji. I tak oto powstał drugi tom Łatwopalnych zatytułowany Przebudzenie. Przyznam, że tytuł z jednej strony niezwykle tajemniczy, lecz z drugiej doskonale dopasowujący się do fabuły powieści.

Tym razem również trafiamy wraz z bohaterami do niewielkiego miasteczka leżącego gdzieś pod Wałbrzychem. To tam razem z matką mieszka Monika Rudzka. Młoda kobieta nadal pracuje w szkole jako nauczycielka języka polskiego. Jednakże w ostatnim czasie w jej życiu zaszły ogromne zmiany. Monika spodziewa się dziecka. Czas oczekiwania na potomka dla każdej kobiety jest czymś wyjątkowym. Dziecko zmienia praktycznie wszystko. Pod jego wpływem człowiek zaczyna inaczej patrzeć na pewne sprawy, a to, co jeszcze tak niedawno miało znaczenie, nagle przestaje być priorytetem. Bo przecież liczy się tylko maleńka bezbronna istotka, która mieszka pod sercem matki. Jak to zazwyczaj bywa w małomiasteczkowej społeczności, sąsiedzi plotkują i robią wszystko, aby móc dowiedzieć się jak najwięcej o obecnej sytuacji Moniki, szczególnie jeśli obok przyszłej matki jakoś nigdzie nie widać tatusia, a i o ślubie też żadne ptaszki nie ćwierkają. Lecz Monika zbyt wiele przeszła, żeby zawracać sobie głowę gadaniem wścibskich sąsiadek.

W tym samym czasie w podwrocławskich Iwinach Jarek Minc wykańcza budowę domu, który kupił, aby otworzyć tam swoją prywatną praktykę lekarską. Jak pamiętamy z pierwszego tomu, Jarosław Minc z wykształcenia jest lekarzem o artystycznych zainteresowaniach. Niemniej, prywatny gabinet to nie jedyny powód, dla którego mężczyzna wszedł w posiadanie domu. Poza tym nadal goni go przeszłość, z którą tak naprawdę nie zdołał się jeszcze uporać. Wciąż wraca myślami do tego, co było i katuje swoją duszę wydarzeniami, na które nie miał wpływu. A może jednak miał? Może gdyby wówczas inaczej pokierował swoim życiem, to dziś wszystko wyglądałoby inaczej, a on nie musiałby walczyć ze swoimi demonami? Lecz z drugiej strony, czy naprawdę chciałby, żeby było inaczej? Czy byłby w stanie oddać to, co nie tak dawno przeżył w zamian za niegdysiejsze życie?

Z kolei we Wrocławiu mieszka trzeci z naszych głównych bohaterów, którego czytelnik również spotkał w pierwszym tomie Łatwopalnych. To Grzegorz Czarniewski. Mężczyzna, podobnie jak Monika, wychował się w miasteczku pod Wałbrzychem, lecz potem los rzucił go do dużego miasta. Grześ to taki „złoty chłopiec”, któremu zawsze wszystko się udawało i zawsze z powodzeniem osiągał zamierzony cel, mając za plecami swojego wpływowego ojca. Niemniej, decyzje rodziciela czasami nie wychodziły Grzegorzowi na dobre, o czym młody Czarniewski przekonał się dość boleśnie, jednak wydaje się, że na jakikolwiek powrót do tego, co było nie ma już najmniejszych szans. Ale czy na pewno już nic nie da się zrobić? Owszem, czasu wrócić nie można, ale przecież na skruchę i błaganie o wybaczenie nigdy nie jest za późno. Czy Grzegorzowi dane będzie naprawić błędy przeszłości i zacząć w miejscu, w którym – jak się okazuje – stracił to, co w życiu najważniejsze, czyli miłość ukochanej kobiety?

Charakterystyczną cechą twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej jest przede wszystkim fakt, iż jej historie grają na emocjach czytelnika i jeszcze bardzo długo po zakończeniu lektury nie można o niej zapomnieć. Nie inaczej jest i tym razem. Oprócz postaci, które znamy z poprzedniego tomu, Autorka wprowadza też kilka nowych, a są to przede wszystkim czarne charaktery. Bohaterów tych spotykamy głównie dlatego, iż w powieści obecny jest także wątek kryminalny, który został niezwykle pomysłowo skonstruowany, jednocześnie trzymając czytelnika w napięciu. Wątek ten stanowi swego rodzaju niespodziankę, choć z drugiej strony raczej nie powinien dziwić, ponieważ Autorka słynie z wplątywania mocniejszych klimatów w fabułę swoich książek. Przypomnijmy sobie chociażby trylogię Zakręty losu czy thriller Szósty.

Skoro poruszyłam już temat Zakrętów losu, to nie mogę nie wspomnieć o tym, iż w Przebudzeniu spotykamy jednego z bohaterów trylogii. Oczywiście jest to Łukasz „Lukas” Borowski, któremu Autorka specjalnie poświęciła trzeci tom Zakrętów losu (Historia Lukasa). Przyznam, że bardzo lubię, kiedy pisarze stosują tego rodzaju zabiegi i nie zamykają swoich bohaterów tylko w jednej powieści, ale pozwalają im przemieszczać się także do innych książek. W przypadku Przebudzenia Łukasz Borowski ma naprawdę co robić. Jego rola jest tutaj w pewnym sensie kluczowa. Bez niego raczej nie mogłyby zaistnieć niektóre sytuacje. Tak więc naprawdę miło go znowu spotkać, choć przypuszczalnie mojego zdania nie mogą podzielić ci powieściowi bohaterowie, na których drodze Lukas niepodziewanie staje. Widać, że nawrócony gangster wciąż budzi grozę i nie można o nim tak łatwo zapomnieć.

To, co zwróciło moją szczególną uwagę, to fakt, iż Autorka nie skupia się jedynie na postaciach, którym sporo miejsca poświęciła w pierwszym tomie. Poprzednio charaktery te stanowiły wyłącznie epizod, a czytelnik tylko wiedział, że istnieją i kim są dla głównych bohaterów. Tym razem ich wątki są dość mocno rozbudowane, dzięki czemu poznajemy ich od zgoła innej strony. Widzimy z jakimi problemami muszą się zmagać każdego dnia i jak bardzo jest im ciężko, kiedy zmuszeni są stawić im czoła.

Drugi tom Łatwopalnych to powieść nie tylko o ogromnej sile miłości, która jest w stanie pokonać nawet największe życiowe dramaty. Autorka pokazuje też jak wielką moc posiada przyjaźń, dzięki której to, co mogło wydawać się niemożliwe, przybiera zupełnie inny wymiar. Ale to jeszcze nie wszystko. Oprócz relacji czysto damsko-męskich, pojawiają się też te na linii rodzic-dziecko. I dopiero w tym kontekście dokładnie widzimy prawdziwą twarz niektórych bohaterów. Twarz, której do tej pory nie znaliśmy.

Na kartach powieści spotykamy również problem uzależnienia alkoholowego i współuzależnienia. Jak pamiętamy z poprzedniego tomu, Jarek Minc ma wiele wspólnego ze środowiskiem motocyklistów, co oczywiście sprawia, że w Przebudzeniu mężczyznom w skórzanych kurtkach, próbującym okiełznać głośno warczące jednoślady, Autorka poświęca sporo miejsca.

Jako czytelnika bardzo cieszy mnie, że Agnieszka Lingas-Łoniewska nie skupiła się w tej powieści jedynie na losach postaci znanych z pierwszego tomu, lecz znacząco urozmaiciła fabułę, przez co książka stała się bardziej interesująca i wzbudzająca szereg rozmaitych i skrajnych emocji. Pod wpływem niektórych wydarzeń opisanych w powieści jesteśmy wręcz skłoni rozgrzeszyć poszczególnych bohaterów, a nawet im współczuć. Podczas czytania można również snuć swoje własne domysły i próbować kreować dalsze losy konkretnych postaci, ponieważ nie wszystko zostało do końca wyjaśnione.

Moim zdaniem Przebudzenie to książka wyjątkowa. To historia, która pozostawia w umyśle czytelnika trwały ślad. To powieść, w której z jednej strony widać ogromy ból i cierpienie bohaterów, natomiast z drugiej jest to opowieść pokazująca, że tak naprawdę liczy się człowiek, a pozory to wyłącznie gra, w którą na dłuższą metę bawić się nie można. 



Za książkę serdecznie dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu






poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Nora Roberts – „W samo południe”














Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: High Noon
Przekład: Bożena Krzyżanowska





Praca policyjnego negocjatora to niezwykle ciężka, odpowiedzialna, a przede wszystkim stresująca robota. Bo przecież nie wiadomo z jakimi świrami przyjdzie zmierzyć się takiemu negocjatorowi. Podczas akcji musi pamiętać, żeby zrobić wszystko, aby nie było ofiar w ludziach. Taki negocjator dba nie tylko o zakładników, ale też o przestępcę. Nie może dopuścić do tego, by człowiek niezrównoważony psychicznie, stawiający swoje wyimaginowane warunki, poniósł jakikolwiek uszczerbek na zdrowiu, a już nie daj Boże stracił życie. Gdyby jednak doszło do tragedii, negocjator najprawdopodobniej do końca życia będzie analizował zaistniałą sytuację i wciąż od nowa zadawał sobie pytanie czy naprawdę zrobił wszystko, aby zapobiec nieszczęściu. Owszem, negocjatorzy przechodzą profesjonalne szkolenia, ale przecież nie zawsze jest tak, że to, co wyuczone sprawdza się w życiu realnym. Czasami sytuacja nieoczekiwanie wymyka się spod kontroli, a wtedy na nic zdają się godziny spędzone na rzeczonym szkoleniu. Kiedy zawodzi teoria, wówczas trzeba automatycznie włączyć instynkt i działać tak, żeby mimo wszystko sprawę doprowadzić do końca i jednocześnie nie mieć sobie nic do zarzucenia, ani też żeby inni nie wytykali popełnionych błędów. Tak więc jak widać praca policyjnego negocjatora to niesamowicie wyczerpująca profesja nie tyle pod względem fizycznym, co umysłowym.

Najgorzej mają chyba amerykańscy policyjni negocjatorzy, bo przecież w tych Stanach praktycznie każdy ma broń, a i świrów chyba znacznie więcej niż w jakimkolwiek innym państwie świata. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść oglądając telewizję czy czytając prasę. Ludzie tracą poczucie rzeczywistości z rozmaitych powodów. Może to być pozbawienie pracy, zdrada współmałżonka, nieuleczalna choroba, nagła utrata majątku, nieodwzajemniona miłość… Takich powodów wynikających z codziennego życia można wymieniać w nieskończoność. Jedni radzą sobie z nimi lepiej, a drudzy gorzej. Ci, którzy nie potrafią pogodzić się z życiowymi niepowodzeniami, niekiedy wyładowują swoją frustrację i agresję na innych, chcąc w ten sposób ukarać tych, którzy w mniejszym lub większym stopniu przyczynili się do ich porażki. I co w takiej sytuacji robią? Do czego zdolni są posunąć się, aby zwrócić na siebie uwagę innych? Otóż, mogą zagrozić popełnieniem samobójstwa. Bardzo często biorą też zakładników, którym przystawiają broń do głowy i grożą, że zabiją, jeśli nie zostaną spełnione ich warunki. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby znaleźć się w takim położeniu. Właśnie do tego typu akcji wzywany jest policyjny negocjator, który nierzadko współpracuje także z zakładnikami. Dlatego będąc na miejscu zakładnika, trzeba uważnie wsłuchiwać się w słowa negocjatora, aby móc odczytać pomiędzy wierszami jakieś wskazówki, według których należy postępować.

Jeden z plakatów promujących film,
który powstał na podstawie fabuły 
powieści Nory Roberts
reżyseria: Peter Markle
premiera: 4 kwietnia 2009 
Porucznik Phoebe MacNamara jest policyjnym negocjatorem i pracuje w komendzie policji Savannah-Chatham. Choć ma dopiero niewiele ponad trzydzieści lat, to jednak sporo już osiągnęła w swoim zawodzie. Jest rozwiedziona, lecz na pewno nie samotna. Na wychowaniu ma siedmioletnią córeczkę o imieniu Carly. W domu, który odziedziczyła po kuzynce ojca, mieszkają z nią również matka oraz oddana przyjaciółka rodziny. Matka Phoebe od wielu lat cierpi na nerwicę, która objawia się panicznym lękiem przestrzeni, dlatego też całe dnie spędza w czterech ścianach i żadna terapia nie jest w stanie wygonić Essie choćby tylko za próg domu. Niemniej, starsza kobieta świetnie sobie radzi, przebywając w otoczeniu przedmiotów, które zna i wie, że z ich strony nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo. Umysł wciąż podpowiada jej, że na ulicy stale kogoś zabijają, okradają i generalnie wyrządzają krzywdę, więc nawet przelotna myśl dotycząca wyjścia na zewnątrz budzi w Essie paniczny lęk.

Pewnego dnia, a jest to Dzień Świętego Patryka, Phoebe MacNamara zostaje wezwana do mężczyzny, który grozi popełnieniem samobójstwa. Facet siedzi na dachu wieżowca, trzyma w dłoni broń i jedynym jego problemem jest to, czy najpierw powinien sobie strzelić w głowę, a potem skoczyć, czy może strzelać w trakcie skakania? Joe Ryder został właśnie zwolniony z pracy za kradzież pieniędzy z kasy pubu, której dokonywał przez jakiś czas, aby móc w ten sposób spłacić swoje hazardowe długi. Do akcji wkracza także jego były pracodawca, który doprowadził niedoszłego samobójcę do ostateczności. Zanim na miejscu pojawia się piękna rudowłosa pani porucznik, to właśnie Duncan Swift usiłuje przy pomocy policji przekonać Joego, aby jednak zszedł z dachu i przestał straszyć wszystkich wokół. Niestety, próby Duncana nie przynoszą pozytywnego efektu i wszystko wygląda na to, że facet w końcu skoczy i zostanie z niego mokra plama. I wtedy pojawia się Phoebe…

Porucznik MacNamara to nie tylko doskonała negocjatorka, ale też wymagająca szefowa. W swojej pracy ściśle trzyma się przepisów, każdy etap akcji musi być dokładnie zapisany w papierach, a jeśli zauważy, że jest inaczej, wówczas natychmiast wyciąga konsekwencje wobec swoich podwładnych. Oczywiście nie każdemu może to się podobać. Ci, którzy są przeciwni procedurom wprowadzanym przez Phoebe, jawnie manifestują swoją niechęć wobec policjantki. Któregoś dnia dochodzi wręcz do brutalnej napaści na Phoebe. Sytuacja ma miejsce na terenie komendy, lecz tak naprawdę nie wiadomo, kto dopuścił się tak zwyrodniałego czynu, ponieważ pani porucznik nie była w stanie zobaczyć twarzy napastnika. Kto zatem pragnie zaszkodzić Phoebe? Kto tak bardzo jej nienawidzi, że posuwa się aż do przekroczenia granic nietykalności fizycznej? Czy jest to ktoś z jej kolegów z pracy, czy może naraziła się jeszcze komuś innemu i teraz czas na zemstę?

Emilie de Ravin jako Phoebe MacNamara
Niestety, ten brutalny napad nie jest sytuacją jednorazową. W życiu Phoebe zaczynają dziać się też inne rzeczy, które wcale nie przyprawiają jej o dobre samopoczucie, a wręcz przeciwnie. Policjantka jest przerażona. Ktoś wyraźnie chce jej zaszkodzić, a może wręcz ją zabić! Wygląda na to, że niebezpieczeństwo grozi nie tylko Phoebe, ale też jej bliskim. Czy kobiecie uda się ochronić rodzinę i tych, których kocha? Kim jest osoba, która zionie tak wielką nienawiścią wobec pani porucznik?

Przyznam, że W samo południe to jedna z najlepszych powieści Nory Roberts, jakie do tej pory czytałam. Przy tej lekturze nie ma czasu na nudę. Akcja pędzi do przodu, a kiedy wydaje się już, że wszystko jest wiadome, nagle pojawia się coś nieprzewidzianego i wtedy wraz z bohaterami czytelnik wraca do punktu wyjścia. Patrząc na całokształt przeczytanych przeze mnie powieści autorstwa Nory Roberts, jestem skłonna stwierdzić, że najlepiej wychodzą jej te, w których fabuła dotyczy przedstawicieli amerykańskiej policji. W przypadku niniejszej książki mamy tak doskonały obraz funkcjonowania policji, iż można odnieść wrażenie, że to wcale nie jest fikcja literacka. Bohaterowie są wyraziści, nie są bynajmniej nudni, praktycznie wciąż coś się dzieje. Autorka wyposażyła swoje postacie również w nieprzeciętne poczucie humoru.

Jeśli chodzi o powieści Nory Roberts, to muszę przyznać, że już nie po raz pierwszy moją uwagę zwróciła głęboka przyjaźń pomiędzy poszczególnymi bohaterami. Wszyscy oni łączą siły, aby zmierzyć się ze złem, które ich otacza i które zagraża pani porucznik. Phoebe MacNamara oraz jej matka i młodszy brat wcale nie mieli łatwego życia. Koszmar, którego doświadczyli, wraca w ich umysłach niczym bumerang. Choroba Essie jest skutkiem tamtych wydarzeń. Niemniej jednak, Phoebe jest silną i odważną kobietą, bo przecież jako słabeusz emocjonalny nigdy nie mogłaby wykonywać swojego zawodu. Ale z drugiej strony kobieta wcale nie boi się łez oraz okazywania słabości, a przecież takich sytuacji w jej życiu pojawia się sporo.

Oczywiście oprócz doskonale skonstruowanego wątku sensacyjnego, mamy także pierwiastek romantyczny, bo przecież u Nory Roberts bez namiętnego romansu obyć się nie może. Dla kogoś, kto za romansami nie przepada, drażniącą kwestią może być to, że bohaterowie najbardziej zainteresowani praktycznie wciąż rozmawiają o seksie lub wymieniają pomiędzy sobą myśli z podtekstem erotycznym. Ale jest też druga strona tej sytuacji. Erotyka to jedno, natomiast głęboka miłość, dla której można poświęcić życie, to zupełnie coś innego. W powieści obecna jest również miłość matki. Z jednej strony mamy Phoebe, która kocha swoją córeczkę ponad wszystko na świecie, a z drugiej widzimy Essie zamartwiającą się o swoją dorosłą i odważną córkę za każdym razem, gdy ta wyjdzie z domu.

W samo południe to również powieść o fantastycznych relacjach międzyludzkich bez względu na kolor skóry. Pod tym względem bohaterowie są mieszani. Na kartach książki spotykamy zarówno bohaterów czarnoskórych, jak i białych. Jedyne, co mogłabym tej powieści zarzucić, to brak zakończenia, a właściwie brak doprowadzenia do końca niektórych wątków. Moim zdaniem książce potrzebny jest epilog. Owszem, zakończenie otwarte ma swoje dobre strony i wiele osób je sobie ceni, ale dla mnie jest to trochę takie trzymanie czytelnika w zawieszeniu. To tak, jak gdyby autor mówił: „Domyśl się sam, bo ja już niczego nie zamierzam ci wyjaśniać.” Przyznam, że do samego końca liczyłam na to, iż dowiem się pewnych rzeczy, które nurtowały mnie praktycznie przez cały czas czytania powieści. Niestety, stało się inaczej i w tym aspekcie jestem nieco rozczarowana. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę wręcz pochłonęłam i wpisuję ją na listę najlepszych powieści Nory Roberts.










piątek, 4 kwietnia 2014

Elżbieta Cherezińska – „Odrodzone królestwo. Korona śniegu i krwi” # 1













Wydawnictwo: ZYSK I S-KA WYDAWNICTWO
Poznań 2012




Nie daj Boże zjazd Piastowski!




Korona śniegu i krwi – książka, która przez długi czas istniała jedynie w sferze moich marzeń. A ponieważ marzenia czasami się spełniają (szczególnie te czytelnicze), tak więc powieść w końcu i do mnie dotarła. Niemniej, nie rzuciłam się na nią niczym wygłodniały lew na swoją ofiarę, ale pozwoliłam jej czekać na swoją kolej. Przez kilka tygodni moja ukochana dynastia Piastów dojrzewała (a może to ja dojrzewałam?) do tego, aby wreszcie po nią sięgnąć i przenieść się w czasy, kiedy to Polska pozbawiona jednego silnego władcy, usiłowała radzić sobie nie tylko we własnych granicach, ale także na arenie europejskiej. Jak zatem doszło do tego, że po sukcesach pierwszych Piastów, Polska zaczęła podupadać, aż ostatecznie została rozbita na dzielnice, którymi władali poszczególni książęta? Otóż, źle zaczęło dziać się tuż po śmierci Bolesława I Chrobrego w 1025 roku, jednak mimo to korona nadal pozostawała na Piastowskiej głowie. O rozbiciu dzielnicowym przesądziła tak naprawdę polityka Bolesława III Krzywoustego i jego ustawa sukcesyjna z 1138 roku. Niemniej, koronę polską Piastowie utracili już znacznie wcześniej, a uczynił to Bolesław II Szczodry, zwany również Śmiałym. To on wszedł w poważny konflikt z krakowskim biskupem – Stanisławem, który głośno krytykował politykę króla. W odwecie Bolesław II Szczodry skazał niepokornego biskupa na karę odcięcia członków. Tego rodzaju kara była przeznaczona dla zdrajców, jednak nie wolno było jej wykonywać na osobach duchownych. Oczywiście nie była to kara śmierci, lecz zazwyczaj nieszczęśnik i tak umierał w wyniku utraty krwi bądź zakażenia organizmu. Legenda głosi, że haniebny czyn króla wobec duchownego wywołał kolejny konflikt – tym razem pomiędzy monarchą a możnowładcami. Niestety Bolesław Śmiały okazał się stroną przegraną w tym sporze, w związku z czym w roku 1079 musiał uciekać na Węgry. Wokół osoby króla krążyły rozmaite plotki. Jedni uważali, że został otruty, zaś inni twierdzili, że resztę życia spędził jako milczący mnich. Niemniej jednak, pomimo swojego wykroczenia wobec krakowskiego biskupa i tym samym również Kościoła, Bolesław II Szczodry uważany jest przez historyków za jednego z najbardziej utalentowanych władców dynastii Piastów.

Wróćmy jednak do księcia Bolesława III Krzywoustego i jego ustawy sukcesyjnej. Przypuszczalnie władca nie sądził, że jego ostatnia wola będzie miała swoje konsekwencje przez kolejne dziesięciolecia i że przysporzy ona nowych konfliktów jego synom i ich następcom. Tak więc na mocy testamentu Bolesława III Krzywoustego Polska została podzielona pomiędzy Władysława II Wygnańca, Bolesława IV Kędzierzawego, Mieszka III Starego oraz Henryka Sandomierskiego. Rozbicie dzielnicowe w ówczesnej Europie nie należało bynajmniej do zjawisk wyjątkowych, natomiast fakt, iż dotyczyło ono właśnie Polski mógł oznaczać, że nasze państwo podlegało procesom zgodnym z historycznymi prawidłowościami. Kronikarz Wincenty Kadłubek na temat ostatniej woli Bolesława III Krzywoustego pisze tak:
Gdy poczuł, że[los] żąda już od niego śmiertelnej powinności, poleca spisać dokumenty testamentowe. Przekazuje w nich w spadku czterem synom i to co osiągnięte zasługami przodków i następstwo w królestwie, wyznaczając stałe granice czterech dzielnic w ten sposób, że w ręku najstarszego miała pozostać i księstwo dzielnicy krakowskiej, i władza zwierzchnika. A jeśliby spotkało go to, co ludzkie, zawsze starszeństwo i wzgląd pierworództwa miały rozstrzygać spór o następstwo. Przypominają mu piątego syna, to jest Kazia, który był jeszcze małym dzieckiem, dlaczego nie pamiętał o nim, dlaczego nie zapisał mu żadnej cząstki testamentowej. A on im na to rzekł: „Owszem, od dawna pamiętałem i zapisałem”. Gdy oni zdziwili się, jaka to mogła być piąta część wśród czterech, ktoś, nie wiem, żartobliwie czy poważnie, wtrącił: „Czyż nie widzicie, że dla czterech tetrarchów zrobiona jest kwadryga [stosowana] dla tetrarchii? Tak oto temu pacholęciu zapisuje się w spadku piąte koło u wozu czterokonnego (kwadrygi)”. A gdy obwiniano ojca o sporządzenie nielitościwego testamentu, rzekł: „W źrenicy oka widzę cztery strumienie z tej łzy wypływające i nawzajem na siebie uderzające falami; niektóre z tych [strumieni] w najgwałtowniejszym wylewie nagle wysychają. Ze złotego dzbana wytryska wodne źródło i koryta tych strumieni napełnia aż po wierzch wspaniałymi klejnotami. Niech więc ustaną żale na nielitościwy testament, słuszną bowiem jest rzeczą, aby dzielnice małoletnich powierzano opiekunom, nie małoletnim. Teraz jednak muszę już udać się tam, dokąd nikt nie wybiera się bez zbawiennego wiatyku”. Przyjąwszy więc zbawienne lekarstwo zakończył szczęśliwy dzień życia najszczęśliwszy książę [a] jeszcze szczęśliwy ojciec. 
A teraz zostawmy Bolesława III Krzywoustego, niech spoczywa w pokoju, i przenieśmy się do roku 1253, a potem maszerujmy dalej, mając przed oczami Piastowskich potomków, którzy za wszelką cenę usiłują przywrócić Polsce koronę i zjednoczyć jej ziemie pod panowaniem jednego władcy. Oczywiście nie jest to takie proste, ponieważ pretendentów do królewskich insygniów jest kilku. W roku 1257, jako pogrobowiec (urodzony po śmierci ojca) na świat przychodzi książę Przemysł II – syn Przemysła I, księcia Wielkopolski. Pieczę nad nim przejmuje stryj – Bolesław Pobożny ożeniony z przedstawicielką węgierskiej dynastii Arpadów – Jolentą Heleną, która po śmierci została ogłoszona błogosławioną. Jolenta była siostrą Kingi (Kunegundy) – węgierskiej klaryski i żony Bolesława V zwanego Wstydliwym. W 1999 roku w Starym Sączu Jan Paweł II wpisał Kingę w poczet świętych. 

Przemysł II Wielkopolski (1257-1296)
Autor grafiki: Aleksander Lesser (1814-1884)
W czasach, w których toczy się akcja Korony śniegu i krwi Bolesław V Wstydliwy włada Małopolską i jednocześnie jest on ostatnim przedstawicielem małopolskiej dynastii Piastów. Ale to jeszcze nie wszystko. Mamy też księcia wrocławskiego Henryka IV Probusa zwanego też Prawym, który najpierw zbratał się z Przemysłem II, a potem zwyczajnie przeciw niemu wystąpił i go zdradził. Na czoło wysuwa się także książę Pomorza Wschodniego – Mściwój II. Nie bez znaczenia jest tutaj również osoba Władysława zwanego – z powodu niskiego wzrostu – po prostu „Karłem”. To syn Kazimierza Kujawskiego i Eufrozyny, księżniczki opolskiej. To on – niepozorny i wyśmiewany książę – zapisze się w dziejach Polski, jako Władysław I Łokietek.

Trochę to skomplikowane, jednak to jeszcze nie wszystko, ponieważ na kartach powieści spotykamy też innych książąt, którzy w mniejszym lub większym stopniu tworzyli historię Polski, a wywodzili się z dynastii Piastów, jak na przykład Leszek Czarny (po śmierci Bolesława V Wstydliwego – książę małopolski) czy Henryk zwany Brzuchatym (książę legnicki). 

Ród Piastów na pewno nie był dynastią pokorną. Jej przedstawiciele występowali przeciwko sobie z ogromną łatwością, ale też równie łatwo spieszyli na pomoc tym, z którymi łączyły ich więzy krwi. Nie obywa się też bez konfrontacji z wrogami. I tak mamy niemiecką dynastię z Brandenburgii, zaś na ziemiach Pomorza Zachodniego panuje ród o legendarnym pochodzeniu, którego przedstawicieli jeszcze Bolesław III Krzywousty uczynił swoimi namiestnikami. Wśród nich na czoło wysuwa się bezwzględna kobieta o niezwykle mocnym charakterze – Mechtylda Askańska, która jednocześnie łączy ze sobą dynastię z Brandenburgii (Askańczycy) i Pomorza Zachodniego (Gryfici). Z kolei z Czech zaczyna zagrażać Wacław II z dynastii Przemyślidów, który praktycznie został wychowany na piersi wspomnianej zaborczej Mechtyldy Askańskiej. Natomiast w otoczeniu samego Przemysła II kręci się ród Zarembów, z którymi również nie jest łatwo. Trzeba też zwrócić uwagę na postać skromnego kantora, a później arcybiskupa gnieźnieńskiego – Jakuba Świnkę. Był on bardzo bliskim współpracownikiem Przemysła II, a potem Władysława I Łokietka. Opowiadał się za zjednoczeniem ziem polskich i uchodził za jednego z najwybitniejszych polityków średniowiecznej Polski.


Ziemie polskie za czasów Przemysła II w roku 1295


I tak oto ci wszyscy bohaterowie, w których tle pojawiają się także inne postacie, kotłują się po tej trzynastowiecznej Polsce i usiłują doprowadzić do jej zjednoczenia. Każdy robi to na swój własny sposób. W tych rozgrywkach jedni liczą się bardziej, a drudzy mniej. Staczają przeciwko sobie krwawe bitwy, które pochłaniają liczne ofiary w ludziach. Gdzieś nad tym wszystkim unoszą się duchy Piastowskich przodków, jak Bolesława I Chrobrego czy Bolesława II Śmiałego. Zagląda tam nawet sam święty Wojciech, choć nieżyjący już od wieków. Świat realny przeplata się ze światem fantastycznym. Z jednej strony mamy do czynienia z historią, zaś z drugiej pojawia się rzeczywistość wymyślona przez Autorkę, która to rzeczywistość bogata jest w stwory zagrażające autentycznym postaciom. Obcują ze sobą nie tylko ludzie, ale także ich herby. To one ożywają i szykują się do ataku lub słabną w zależności od tego, w jakim stanie znajdują się ich przedstawiciele. Natomiast przyszli święci już za życia charakteryzują się ponadprzeciętnymi zdolnościami.

Wacław II z czeskiej dynastii Przemyślidów
(1271-1305)
Najpoważniejszy rywal Przemysła II do korony polskiej
Autor grafiki: Aleksander Lesser (1814-1884)
Opowieść Elżbiety Cherezińskiej nie jest także wolna od seksu i magii. Książęta z kart powieści to typowi średniowieczni mężczyźni, którzy niekiedy wręcz gwałtem biorą niewiasty, które akurat im się podobają. A i kobiety wcale nie są takie cnotliwe, oczywiście pomijając te, które przeznaczone są na ołtarz Boży. Choć z drugiej strony nawet pobożne damy mają swoje za uszami. Fakt, że żyją w czystości wcale nie oznacza, że nie posiadają stricte ziemskich pragnień. Przecież chodzi o władzę, a tutaj nie ma kompromisów. Każdy rozejm czy ugoda ma swoje podłoże w chęci zdobycia władzy. Szczęściu trzeba pomóc, więc logiczne, że szuka się takich sprzymierzeńców, którzy poprą kiedy będzie trzeba.

Jak wspomniałam wyżej, Piastowie to moja ulubiona dynastia, choć dzięki książkom Renaty Czarneckiej poczułam sympatię również do Jagiellonów. Niemniej, wydaje mi się, że w Polsce o Piastach pisze się zbyt mało, dlatego jakakolwiek powieść osadzona w ich realiach jest dla mnie bezcenna. Ostatnio z doskoku czytam poszczególne tomy cyklu Piastowskiego autorstwa Karola Bunscha, więc – jak to mówią – jestem w swoim żywiole. I może właśnie dlatego ta fantastyka w przypadku Korony śniegu i krwi nieco mnie zdumiała? zaskoczyła? rozczarowała? Sama nie wiem. Opowieści Piastowskie Karola Bunscha pozbawione są elementów fantasy. No ale przecież mamy do czynienia z dwoma różnymi Autorami, a każdy z nich to wszak indywidualność.

Kiedy czytamy słowo od Elżbiety Cherezińskiej, które zamieszczone jest na końcu książki, to faktycznie można dojść do przekonania, że zastosowanie elementów literatury fantasy ma sens, zważywszy na to, jakiego okresu historycznego powieść dotyczy. Dlatego ostatecznie przymknęłam oko na „efekty specjalne” i skupiłam się na linii historycznej, a na tej płaszczyźnie jest po prostu fenomenalnie. Przyznam, że moja wiedza odnośnie rozbicia dzielnicowego zakończyła się na testamencie Bolesława III Krzywoustego, a potem był już tylko ogromny przeskok do czasów Władysława I Łokietka. Taką wiedzę wyniosłam ze szkoły, a potem jakoś nie składało się, aby sięgnąć po szersze opracowania dotyczące tego okresu. Dlatego też Korona śniegu i krwi pokazała mi historię nieznaną, może nawet zapomnianą, ale na pewną godną uwagi.

Pomimo że w powieści tak naprawdę występuje kilku głównych bohaterów, to jednak dla mnie tym najbardziej wysuwającym się na czoło jest Przemysł II Wielkopolski. Tego księcia, a potem też króla nie sposób nie lubić. To typowy romantyk, który pragnie kochać i być kochanym. To mężczyzna, który płacze po starcie ukochanej żony, choć małżeństwo zawarte było bardziej na zasadzie korzyści politycznych. Pozytywne uczucia wzbudziła we mnie również królewna szwedzka – Rikissa Valdemarsdotter.

Trzeba przyznać, że powieść napisana jest z ogromnym rozmachem. Mamy sceny batalistyczne, uczty, turnieje rycerskie, porwania, zaglądamy dość często do książęcej alkowy. Książka jest też doskonała pod względem warsztatowym. Autorka nie szczędzi również na poczuciu humoru. Jedyne, co mogę zarzucić tej powieści oprócz wprowadzenia elementów fantastyki, to fakt, iż bohaterowie momentami wydawali mi się zbyt współcześni, czego przykładem są zastosowane dialogi. Dlatego znacznie bardziej w tym kontekście przemawiają do mnie kreacje Piastów według Karola Bunscha. Dodam jeszcze, że początkowo miałam poważne problemy z połapaniem się w toczącej się akcji. Tych postaci jest dość dużo, a każda z nich spełnia tutaj swoją rolę. Niemniej jednak, kiedy stopniowo wchodziłam w głąb fabuły, wszystko zaczynało mi się rozjaśniać, a potem przyszło już tylko wzruszenie, ponieważ zakończenie niby oczywiste, a jednak chciałoby się krzyczeć „NIE!!!”.

Kiedy w styczniu tego roku rozmawiałam z Elżbietą Cherezińską i pytałam Autorkę o jej plany na przyszłość odnośnie twórczości, wówczas powiedziała mi, że pracuje nad kontynuacją Korony śniegu i krwi. No cóż, bądźmy zatem cierpliwi i czekajmy na kolejną dawkę równie niesamowitych wrażeń historycznych.




Cały wywiad z Elżbietą Cherezińską możesz przeczytać tutaj






wtorek, 1 kwietnia 2014

Literat Kwietnia 2014





DIANE CHAMBERLAIN



Diane Chamberlain to amerykańska autorka tworząca powieści dla dorosłych. Jej historie często wypełnione są zaskakującymi zwrotami akcji, a także grają na emocjach czytelnika. Pisarka wszystkie swoje powieści koncentruje wokół relacji międzyludzkich zachodzących pomiędzy mężczyzną a kobietą, rodzicami a ich dziećmi, rodzeństwem lub przyjaciółmi. Jej książki zawierają w sobie mieszankę rodzinnego dramatu, niepewności i romansu. Obecnie mieszka i pisze w Karolinie Północnej – stanie, który stał się jej prawdziwym domem oraz inspiracją dotyczącą umiejscowienia akcji wielu jej opowieści. Dla autorki prawdziwą radość pisania stanowi możliwość kontaktu z czytelnikami przy pomocy swoich słów. Ma nadzieję, że jej opowieści przenoszą ich w rozmaite miejsca i pozwalają im spędzać godziny na przyjemnym czytaniu.




Kraina Czytania: Diane, bardzo Ci dziękuję, że przyjęłaś moje zaproszenie do wywiadu. Jestem niesamowicie szczęśliwa z tego powodu! Twoje książki skierowane są głównie do kobiet. Dlaczego zdecydowałaś się na wybór właśnie tej grupy czytelników?

Diane Chamberlain: Nie jest to działanie umyślne, ale kiedy przychodzą mi do głowy pomysły dotyczące jakiejś historii, to traktują one zazwyczaj o związkach międzyludzkich, a te przemawiają głównie do kobiet. Aczkolwiek mam też pewne męskie grono wiernych czytelników. Kocham ich!



fot. John Pagliuca 


Kraina Czytania: W 2013 roku opublikowałaś swoją najnowszą powieść zatytułowaną „W słusznej sprawie”[1]. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej na temat tej książki?

Diane Chamberlain: Jest to historia młodej, naiwnej pracownicy socjalnej, która została przydzielona do pracy z biedną rodziną mieszkającą na farmie tytoniu. Powiedziano jej, że musi zwrócić się do sądu, aby można było wysterylizować piętnastoletnią dziewczynkę pochodzącą z tej rodziny, lecz ona wie, że dziewczyna chce mieć dzieci. Musi zatem wymyślić, w jaki sposób odmówić wykonania polecenia i walczyć ze swoim szefem oraz rządem, aby być pewną, że jej podopieczna nie została wysterylizowana. Tak naprawdę chodzi tutaj o relacje pomiędzy tymi dwiema młodymi kobietami, które mają ze sobą znacznie więcej wspólnego, niż im się wydaje.

Kraina Czytania: Co działo się w Twoim życiu zanim wydałaś swoją pierwszą książkę? I co takiego czułaś, kiedy to się w końcu stało?

Diane Chamberlain: Swoją pierwszą książkę zaczęłam pisać w ramach hobby, lecz potem pisanie stało się obsesją. Pisanie pierwszej powieści zabrało mi kilka lat, a po jej zakończeniu mój agent nie był w stanie znaleźć dla niej wydawcy. To była ogromna radość móc zobaczyć powieść w druku. Było to dwadzieścia pięć lat temu!

Kraina Czytania: Psychologia stanowi niezwykle ważny aspekt Twoich powieści. Dlaczego? Czy ma to związek z Twoją poprzednią pracą jako psychoterapeutka na prywatnej praktyce w Wirginii?

Diane Chamberlain: Tak, myślę, że mój poprzedni zawód ma ogromny wpływ na moje pisanie. Zawsze pragnę wiedzieć, co moi bohaterowie myślą i czują podczas każdej sceny i wiem, że bycie niegdyś terapeutką naprawdę mi w tym pomaga. Czasami po prostu pytam ich: „jak się czujesz odnośnie tego, co się teraz dzieje?” Uwielbiam słuchać ich odpowiedzi!

Kraina Czytania: W swoich książkach oprócz psychologii skupiasz się także na skomplikowanych relacjach międzyludzkich. Który spośród związków pomiędzy Twoimi bohaterami okazał się najtrudniejszy do opisania? Dlaczego?

Diane Chamberlain: No cóż, po napisaniu dwudziestu trzech książek, stworzyłam wiele, wiele trudnych do opisania relacji! Prawdopodobnie jednym z najtrudniejszych do opisania związków była relacja pomiędzy kobietami w powieści „Tajemnica Noelle”. Książka została napisana z perspektywy pięciu różnych punktów widzenia, więc stale musiałam myśleć o osobowości, o której akurat pisałam, oraz o tym, w jaki sposób dopasować ją do pozostałych charakterów tej historii. W najbliższym czasie nie będę pisać z perspektywy pięciu osób!

Kraina Czytania: Kilka tygodni temu przeczytałam „Zatokę o północy”. Jedna z głównych bohaterek – Julie Sellers – cierpi z powodu wyrzutów sumienia. Na końcu książki znajduje się kilkanaście pytań dotyczących Julie. Dlaczego zdecydowałaś się na zamieszczenie ich w powieści?

Diane Chamberlain: Na końcu wielu moich książek znajdują się pytania, które mają pomóc Klubom Książki w dyskusji na temat przeczytanych historii. Mam nadzieję, że kluby te uważają je za naprawdę pomocne.

Kraina Czytania: Która z Twoich powieści okazała się najtrudniejsza do napisania? Dlaczego? Mam na myśli fabułę książki.

Diane Chamberlain: Myślę, że najtrudniejszą książką do napisania była W słusznej sprawie”, ponieważ wymagała szeregu badań i oddania siebie samej piętnastoletniej bohaterce Ivy, która ma za sobą zupełnie inną przeszłość, niż ja. Musiałam zgłębić wiedzę na temat życia na farmie tytoniu, podczas gdy ja sama dorastałam w małym mieście. Musiałam przyswoić wiedzę odnośnie starego programu eugenicznego (przymusowej sterylizacji) w stanie Karolina Północna, gdzie mieszkam. Zazwyczaj nie piszę powieści historycznych, więc to było prawdziwe wyzwanie, ale naprawdę mi się to podobało. Mam nadzieję, że w przyszłości napiszę więcej o historii.

Kraina Czytania: Czy możesz powiedzieć nam coś na temat prowadzenia swoich badań?

Diane Chamberlain: Uwielbiam robić badania i uczyć się nowych rzeczy. Moja przyjaciółka dorastała na farmie tytoniu, więc powiedziała mi, jak wyglądałoby życie moich bohaterów w „W słusznej sprawie”. Woziła mnie po całym hrabstwie, na terenie którego rozgrywa się akcja powieści, odwiedziłam też farmy tytoniu et cetera. W przypadku „Zatoki o północy”, o której mowa powyżej, moje badania były łatwe do przeprowadzenia, ponieważ osadziłam akcję powieści w letnim domku, który należał do mojej rodziny, kiedy byłam w wieku Julie. Zabawne okazało się dla mnie – choćby tylko w swoim umyśle – ponowne odwiedzenie starego domu, który kochałam.

Kraina Czytania: Jestem pewna, że odwiedzasz rozmaite miejsce, aby móc spotkać się ze swoimi czytelnikami i promować swoje powieści. Czy pamiętasz jakąś zabawną albo mrożącą krew w żyłach historię związaną z trasą promocyjną lub wydarzeniem dotyczącym książki?

Diane Chamberlain: Stało się to bardzo dawno temu. Byłam w księgarni i podpisywałam egzemplarz mojej szóstej powieści, kiedy do środka wmaszerowało dwóch rozczochranych mężczyzn wyglądających na facetów w średnim wieku. Było oczywiste, że są to bezdomni ubrani w wiele warstw odzieży. Kierownik księgarni nie czuł się komfortowo, widząc ich, ponieważ obawiał się, że będą odstraszać klientów. Zauważyłam, że jeden z nich miał egzemplarz jednej z moich książek w miękkiej okładce – “Keeper of the Light” („Strażnik światła” – w wolnym tłumaczeniu – przyp. tłum.)[2]. Była bardzo zniszczona. Powiedzieli mi, że kupili ją kilka lat wcześniej i każdy z nich czytał ją wiele razy, więc kiedy zobaczyli, że będę w księgarni, postanowili przyjść, aby dać mi powieść do podpisania. Czułam się zaszczycona, mogąc podpisać im tak zniszczoną książkę.

Kraina Czytania: Być może niektórzy Czytelnicy mojego bloga nie mieli jeszcze możliwości przeczytania Twoich książek. Która z Twoich powieści powinna być tą właściwą, od której powinni zacząć? Dlaczego?

Diane Chamberlain: Nie jestem pewna, które powieści są teraz dostępne w Polsce. Sugerowałabym jednak „W słusznej sprawie”, jeśli jest już polskie wydanie. A z tych wcześniejszych to „Tajemnica Noelle” i “The Good Father” („Dobry ojciec” – w wolnym tłumaczeniu – przyp. tłum.).

Kraina Czytania: Obecnie coraz więcej młodych ludzi marzy o pisaniu. Co takiego powinni zrobić, aby zacząć tworzyć swoje własne fikcyjne historie? Jaki wiek jest odpowiedni do tego, aby zacząć pisać? Kiedyś Ernest Hemingway powiedział, że ludzie nie powinni zaczynać pisać przez trzydziestką. Co o tym myślisz?

Diane Chamberlain: Nie zgadzam się z Hemingwayem w tej kwestii. Myślę, że istotne jest, aby nauczyć się dobrze pisać, gdy jesteśmy dziećmi, bez względu na to czy planujemy zostać zawodowym pisarzem, czy nie. Jednakże, wspaniałe w pisaniu jest to, że można to robić w każdym wieku. Nigdy nie zamierzam przejść na emeryturę. Jeśli ktoś chce tworzyć fikcję literacką, ważne jest, aby zaczął to robić i nigdy nie przestawał!

Kraina Czytania: Czy wierzysz w coś takiego, jak blokada twórcza? Co robisz, kiedy nagle utkniesz w jakimś miejscu?

Diane Chamberlain: Wiele razy miałam blokadę, ale mam również umowy, które wymagają ode mnie, aby oddać książkę na czas, więc musiałam nauczyć się, w jaki sposób ominąć blokadę. Zmuszam się do pisania. To bardzo proste. Nie będzie to zabawa trwająca przez chwilę, ale wiem, że muszę przez to przejść. Z drugiej strony, zawsze miałam szczęście, jeśli chodzi o wychodzenie z blokad twórczych.

Kraina Czytania: Jesteś także autorką bloga. Kiedy go czytałam, zobaczyłam kilka przepisów kulinarnych. Jak ważna jest dla Ciebie kuchnia? Czy masz swoje ulubione danie, które gotujesz?

Diane Chamberlain: Jeśli patrzyłaś na moje przepisy, to zauważyłaś, że przeważnie są to dania szybkie i łatwe do zrobienia! Zawsze jestem tak bardzo zajęta, że nie mam zbyt wiele czasu, aby móc go spędzić na gotowaniu. Wiem, że wiele kobiet jedzie na tym samym wózku, co ja, więc lubię dzielić się z nimi niektórymi z moich prostych przepisów. Moje ulubione dania zazwyczaj obejmują krewetki, ponieważ są bardzo szybkie i łatwe do przyrządzenia.

Kraina Czytania: Diane, jestem pewna, że teraz pracujesz nad swoją kolejną powieścią. Czy mogłabyś nam powiedzieć o czym jest ta książka?

Diane Chamberlain: “The Silent Sister” („Milcząca siostra” – w wolnym tłumaczeniu – przyp. tłum.) ukaże się jeszcze w tym roku. Jest to opowieść o młodej kobiecie, która po śmierci ojca wraca do swojego domu z lat dzieciństwa i odkrywa szokujące rodzinne tajemnice podczas porządkowania rzeczy należących do jej ojca.

Kraina Czytania: Czy jest coś, co chciałabyś na koniec powiedzieć swoim polskim Czytelnikom?

Diane Chamberlain: Jestem bardzo podekscytowana tym, że moje książki są publikowane w Polsce! Słyszałam o tym od kilku moich polskich Czytelników, a to sprawia, iż jestem bardzo szczęśliwa, że moje amerykańskie historie przemawiają do nich. My wszyscy jesteśmy nieodwołalnie ze sobą związani!

Kraina Czytania: Diane, serdecznie dziękuję Ci za to, że poświęciłaś mi swój czas. Jestem pewna, że ten wywiad uszczęśliwi Twoich polskich Czytelników. Życzę Ci kolejnych sukcesów i coraz więcej fantastycznych książek!




Rozmowa, przekład i redakcja
Agnieszka (Agnes A. Rose - Kraina Czytania)




Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj
If you want to read this interview in English, please click here







[1] W Polsce książka do nabycia już od 10 kwietnia 2014 roku. Tytuł oryginału: Necessary Lies.
[2] Jest to pierwsza część trylogii: Keeper of the Light, Kiss River (Pocałunek rzeki – w wolnym tłumaczeniu) i Her Mother’s Shadow (Cień matki – w wolnym tłumaczeniu) – [przyp. tłum.]





sobota, 29 marca 2014

Judith Merkle Riley – „Tajemnica Nostradamusa”













Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2012
Tytuł oryginału: The Master of all Desires
Przekład: Maria Grabska-Ryńska
Seria: Z mroków przeszłości




Któż z nas nie słyszał o słynnym szesnastowiecznym francuskim proroku, lekarzu i astrologu o nazwisku Nostradamus? Jego przepowiednie były i nadal są znane na całym świecie, a znawcy tematu wciąż usiłują je zinterpretować, dostosowując do konkretnych wydarzeń z dziejów ludzkości. Są tacy, którzy sceptycznie podchodzą do osoby Nostradamusa i nie dają wiary jego przepowiedniom, ale są też i tacy, którzy za nic nie pozwolą podważyć autentyczności jego proroctw. Niemniej jednak, w tym gąszczu niepewności i rozmaitych spekulacji jedno jest pewne. Otóż, Michel de Nostredame prowadził zapiski dotyczące przeróżnych kataklizmów, klęsk żywiołowych, wojen, czy też pojawienia się na świecie antychrysta. Przepowiedział nawet koniec papiestwa.

Michel de Nostredame przyszedł na świat w czwartek, 14 grudnia 1503 roku w Saint-Remy w Prowansji. Jak podają źródła historyczne, przodkowie jego matki byli niezwykle uzdolnieni w dziedzinie matematyki i medycyny. Jeden z owych protoplastów był nawet osobistym lekarzem księcia Kalabrii. Pośród przodków ojca można również odnaleźć przedstawicieli medycyny. Po śmierci dziadka, młody Michel udał się do Awinionu, aby tam podjąć studia humanistyczne. Chociaż Awinion należał do papieża, to jednak w epoce renesansu panowała tam całkowita swoboda. Oczywiście teologia nadal oficjalnie uchodziła za królową nauk, lecz wpływ renesansu sprawił, iż mogła ona być w tych kategoriach traktowana jedynie pozornie. Kościół katolicki również uległ znacznej laicyzacji, natomiast wszystkie szczeble kościelnej hierarchii zostały opanowane przez osoby, które w żadnym razie nie nadawały się do pełnienia powierzonych im funkcji, gdyż otrzymywały je bez uprzedniego sprawdzenia czy delikwent odznacza się potrzebnym powołaniem. Stanowiska kupowano sobie za pieniądze. Humanizm reaktywował filozofię starożytnych. Arabowie z kolei przetłumaczyli oryginały, lecz wkradły się do nich liczne błędy, czego przykładem był fakt, iż z astronomii uczynili astrologię. Nie wykładali również filozofii, lecz teologię oraz zbudowali fantastyczny obraz świata. Podczas studiów humanistycznych od tego typu wizji wyzwolił się młody Nostradamus. Udało mu się zgłębić naturalnego ducha antyku, zaś radosny świat bogów Rzymian i Greków stał mu się równie bliski jak Bóg oraz święci chrześcijańscy. Mając dwadzieścia dwa lata Michel de Nostredame przeniósł się na uniwersytet do Montpellier, który wówczas cieszył się ogromną sławą, jeśli chodzi o studiowanie tam medycyny.

W 1546 roku Nostradamus już jako doświadczony lekarz zwalczał zarazę rozprzestrzeniającą się w Aix – stolicy Prowansji. W swojej książce, która ukazała się w 1557 roku w Antwerpii, astrolog opisuje ogromne spustoszenia spowodowane przez wspomnianą zarazę.

(…) „Czarna śmierć” tak zajadle atakowała mieszkańców Aix, że nawet rodzice nie dbali już o dzieci. Gdy tylko zauważono pierwsze objawy choroby, ojcowie opuszczali żony i dzieci. W przypływie szaleństwa skakali do studni, wielu z nich rzucało się z okien. Ciężarne rodziły swoje dzieci przedwcześnie. Ale dzieci te umierały jeszcze szybciej, a widziałem, że ciała ich pokryte były plamami. Ludzie byli w tak straszny sposób zatruci zarazą, że zdrowy, spojrzawszy tylko na chorego, momentalnie się zarażał. Obojętnie czy ktoś posiadał złoto, czy srebro – musiał umrzeć. Nie było nikogo, kto by podał łyk wody.(...)

Te tragiczne wydarzenia bynajmniej nie załamały Nostradamusa. Jako doświadczony lekarz i farmaceuta, sporządził lek, dzięki któremu udało mu się uratować życie setkom osób. Gdy po jakimś czasie pojechał do Aix, zmuszony był uciekać przed ludźmi, ponieważ podziękowaniom nie było końca. Na podstawie zapisków Nostradamusa można wysnuć także wniosek, że zwalczał również inną chorobę, która dziesiątkowała ówczesne społeczeństwo, a był to syfilis, który pojawił się w 1484 roku i zbierał naprawdę bogate żniwo wśród nieuświadomionych obywateli. Podczas zarazy uniwersytet w Montpellier został zamknięty, a Nostradamus przebywał wtedy w Narbonne, Bordeaux oraz Tuluzie. W każdym z tych miejsc walczył z zarazą, ratując ludzkie życie. Na szczęście sam nie zachorował, natomiast w 1529 roku, gdy epidemia choroby minęła, Nostradamus zdał egzamin doktorski z najwyższym wyróżnieniem. Potem przez pewien czas pracował jako wykładowca na uniwersytecie.

Michel de Nostredame
(1503-1566)
Podczas pobytu we Francji Michel de Nostredame zyskał wielu przyjaciół. W Augen w 1530 roku nawiązał znajomość ze słynnym ówczesnym humanistą – Juliuszem Cezarem Scaligerem. Również w Augen Nostradamus zawarł swój pierwszy związek małżeński, którego owocami byli syn i córka. Niestety, bardzo szybko na skutek nieznanej zarazy zmarła jego żona oraz dzieci. Ta tragedia wstrząsnęła astrologiem bardzo mocno, i chyba właśnie dlatego udał się w daleką podróż przez Francję i Włochy. I tym oto sposobem Nostradamus został wędrownym lekarzem. Podczas swoich podróży, dzięki otwartości umysłu na otaczającą go rzeczywistość oraz krytycznemu zmysłowi, lekarz wiele rzeczy zaobserwował i wiele się nauczył.

W roku 1548 Nostradamusa poproszono, aby zjawił się w Salon de Caux – miejscowości znanej dzisiaj jako Salon-de-Provence. To właśnie tam znajduje się dom Nostradamusa, w którym spędził ostatnie lata swojego życia. W Salon de Caux pojawiło się kilka przypadków zarazy niewiadomego pochodzenia, więc nie dziwi fakt, iż po niego posłano. To tam lekarz ożenił się po raz drugi, a wybranką jego serca okazała się dostojna i niezwykle posażna dama – Anna Ponsart Gemelle. Tak więc w Salon de Caux rozpoczął się drugi etap życia Nostradamusa. To tutaj jakaś nieznana siła zaczęła popychać go do zgłębiania tajemnic sfery duchowej. W liście do syna swojego przyjaciela – wspomnianego już Juliusza Cezara Scaligera – pisał, iż podczas czytania pism okultystycznych, które potem wrzucił do ognia, Nostradamus doznał po raz pierwszy widzenia. Płomienie ducha rozjaśniły cały jego dom, a on nagle posiadł umiejętność widzenia i spisywania wydarzeń z przyszłości. Nostradamus twierdził, że ten dar pochodził od samego Boga, natomiast cała reszta, jak obliczenia astronomiczne czy wiedza astrologiczna, służyły mu jedynie do kontroli oraz potwierdzenia przepowiedzianych przez Bożego anioła wyroczni.

Michel de Nostredame wszędzie, gdzie tylko się pojawił, natychmiast zdobywał sławę jako lekarz. Walczył z dżumą, zaś pacjenci, którym pomógł, po prostu go ubóstwiali. Natomiast jego dar przepowiadania przyszłości sprawił, iż spotykał się z najznakomitszymi osobami ówczesnego świata. Henryk II Walezjusz sprowadził go na swój dwór po tym, jak w roku 1555 ukazała się pierwsza część dzieła Nostradamusa pod tytułem Centurie. Tak więc w dniu 15 sierpnia 1556 roku Michel de Nostredame zawitał do Paryża. Niektóre źródła historyczne podają, że jego wizyta na królewskim dworze była zorganizowana z inicjatywny Katarzyny Medycejskiej – żony Henryka II Walezjusza, która zleciła prorokowi zbadanie losów Francji. Chodziło głównie o przyszłość dynastii Walezjuszy i ich panowania we Francji. Niestety, Nostradamus nie miał dla królowej dobrych wieści, ponieważ już w swoim dziele w dość zawoalowany sposób przepowiedział tragiczny koniec i króla, i rodu de Valois.

Henryk II Walezjusz
(1519-1559)
Król również przyjął w swoich komnatach jasnowidza, a ten ostrzegł go – podobnie jak słynny na tamte czasy astrolog o nazwisku Lucas Guaric, biskup z Civita – iż pojedynek podczas turnieju rycerskiego może zagrażać oczom monarchy, a nawet jego życiu. Jak wiemy z historii, Henryk II zlekceważył owo ostrzeżenie, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że proroctwo Nostradamusa wypełniło się. W dniu 1 lipca 1559 roku Henryk II podczas pojedynku w czasie rycerskiego turnieju utracił prawe oko, zaś rana ta przyczyniła się do jego przedwczesnej śmierci. Król zmarł 10 lipca 1559 roku. Po swoim ojcu na tron kolejno wstąpili trzej Walezjusze: Franciszek II, Karol IX oraz Henryk III. Ten ostatni był przez pewien czas również królem Polski, lecz zwyczajnie z niej uciekł w bardzo niechlubnych okolicznościach. Właśnie taką przyszłość dla Francji przewidział Michel de Nostredame.

Pozostańmy zatem na dworze Henryka II Walezjusza i jego żony – Katarzyny Medycejskiej, bo właśnie tam zaprasza nas Judith Merkle Riley w Tajemnicy Nostradamusa. Ówczesna królowa Francji praktycznie przez całe swoje małżeńskie życie miała jeden, ale jakże istotny, problem. Otóż, jej małżonek okazał się niewiernym draniem i na jej oczach zdradzał ją ze sporo starszą od siebie Dianą de Poitiers diuszesą de Valentinois, która w dodatku sprzymierzyła się z Gwizjuszami. Chyba nikomu nie trzeba specjalnie wyjaśniać do czego może być zdolna zazdrosna kobieta, a szczególnie niewiasta pokroju Katarzyny Medycejskiej, dla której obcowanie z czarną magią było czymś, co uznawała za rzecz normalną. Nie dbała o skutki swoich poczynań, ale też bardzo łatwo można było wywieść ją w pole, o czym doskonale wiedzieli magowie, którzy ją otaczali i których porad monarchini oczekiwała. Nie dziwi więc fakt, że Katarzyna Medycejska, upokarzana i wciąż odsuwana od władzy, w końcu zapragnęła posłuchać co na temat jej kłopotów małżeńskich ma do powiedzenia słynny Michel de Nostredame. I tak oto Nostradamus trafia na królewski dwór, gdzie nie tylko musi rozwiązać problemy Katarzyny Medycejskiej, ale też przy okazji przepowiedzieć przyszłość dynastii Walezjuszy.

Szanowany przez lud Nostadamus zostaje zupełnie przypadkiem wplątany w sytuację, która bynajmniej nie zapewnia mu spokoju. Otóż, w jego życiu pojawia się niejaki Menander Mag, a właściwie jego odcięta przez kata głowa, która teraz ukryta jest w tajemniczym kuferku. Właścicielką owego kuferka wbrew swojej woli zostaje Sybilla Artaud de La Roque. Menander zwany jest również Panem Wszelkich Życzeń, a to dlatego, iż od setek lat jego zmumifikowana głowa spełnia rozmaite życzenia tych, którzy wyrecytują je w formie specjalnego zaklęcia, patrząc mu w oczy, a właściwie w to, co po jego oczach zostało. Głowa jest tak obrzydliwa, że budzi odrazę, ale też przyciąga każdego, kto przy jej pomocy pragnie dopiąć celu. Dla Sybilli Menander jest jedynie koszmarnym balastem, którego za wszelką cenę chciałaby się pozbyć, lecz nie jest to wcale takie proste, ponieważ Pan Wszelkich Życzeń jakoś szczególnie upodobał sobie tę młodą i niewinną niewiastę.

Katarzyna Medycejska
(1519-1589)
Dla Katarzyny Medycejskiej zmumifikowana gadająca głowa staje się jedynym ratunkiem w jej upokarzającym życiu. Ona wie, że tylko Pan Wszelkich Życzeń może pomóc jej w odzyskaniu męża i ostatecznym pogrążeniu rywalki w łożu królewskiego małżonka. Nie dba o to, że Menander pragnie czegoś znacznie więcej, aniżeli tylko spełniania życzeń innych. Jak głosi legenda żył on jeszcze w epoce starożytnej, został ścięty, ale w jakiś magiczny sposób zapewnił sobie nieśmiertelność i od tamtej pory krąży po świecie, zmieniając swoich właścicieli i doprowadzając ich na skraj rozpaczy. Jak zatem skończy się przygoda Katarzyny Medycejskiej i Nostradamusa z gadającą głową? Czy faktycznie Menander spełni życzenia królowej i przywróci ją do łask Henryka II? A może dojdzie do tragedii, a jej następstw nie będzie można już cofnąć?

Wróćmy na chwilę do Sybilli Artaud de La Roque. Dziewczyna pochodzi ze szlachetnego rodu. Nie uchodzi za jakąś nadzwyczajną piękność, ale też niczego jej nie brakuje. Decyzją ojca została już przyrzeczona pewnemu szlachcicowi, którego bynajmniej nie kocha. Oczywiście w grę wchodzą kwestie majątkowe. Fakt rychłego zamążpójścia Sybilli budzi zazdrość jej młodszej siostry. Na krótko przed ślubem dochodzi do tragedii, na skutek której Sybilla musi uciekać. Schronienie znajduje u swojej ukochanej ciotki, która od lat żyje skłócona z jej ojcem, a swoim bratem. To właśnie pod dach ciotki Pauliny trafia Sybilla wraz ze swoim nieodłącznym kuferkiem. Od tego momentu w jej życiu zaczynają się poważne problemy, których przyczyną jest rzeczona głowa Menandra. Jak Sybilla poradzi sobie w tej trudnej dla siebie sytuacji? Czy ktoś pragnie jej śmierci, tylko dlatego, że jest w posiadaniu Pana Wszelkich Życzeń? A może jak zawsze wygra miłość i zło zostanie odesłane na samo dno piekieł?

Tajemnica Nostradamusa to druga powieść autorstwa Judith Merkle Riley, którą przeczytałam. Poprzednia – Czara wyroczni – również dotyczyła czarnej magii, tak więc można przypuszczać, że Autorka czuła się doskonale w tego typu klimatach. W tym przypadku czytelnik ma do czynienia nie tylko z faktami stricte historycznymi, ale także ze sporą domieszką fikcji literackiej. Postać Sybilli Artaud de La Roque oraz osoby, które ją otaczają – jak rodzina i niektórzy z przyjaciół – to bohaterowie czysto fikcyjni. Nie wiadomo też do końca, jak sprawa wygląda z ową makabryczną legendą o Panu Wszelkich Życzeń. Choć Judith Merkle Riley podaje wyjaśnienie owej legendy to jednak w toku własnych poszukiwań natrafiłam na coś zgoła odmiennego. Otóż, faktem jest, że w epoce starożytności żył wprawdzie niejaki Menander (342-291 p.n.e.), lecz bynajmniej nie został ścięty, ani też nie oddał duszy diabłu, ale zwyczajnie skończył tragicznie, topiąc się podczas kąpieli. Odnaleziony przeze mnie Menander był greckim poetą tworzącym komedie. Być może treść legendy, na której oparta została fabuła powieści, stanowi jedynie wytwór ludzkiej wyobraźni.

Diana de Poitiers,
księżna de Valentinois (1499-1566)
Kiedy autor wciela do fabuły swojej książki motyw czarnej magii, wówczas nie może uchronić się przed wprowadzeniem elementów fantastyki oraz znamion literatury paranormalnej. W Tajemnicy Nostradamusa jest to bardzo widoczne. Oprócz gadającej głowy Pana Wszelkich Życzeń, mamy również ducha, który praktycznie przez cały czas towarzyszy Nostradamusowi i wspomaga go swoimi radami. Przypuszczam, że ów duch pojawił się tutaj dlatego, ponieważ jak wspomniałam powyżej Michel de Nostredame był święcie przekonany, że jego dar przepowiadania przyszłości pochodzi właśnie od Boga.

To, co najbardziej zwróciło moją uwagę w tej książce, to fakt, iż Autorka podeszła do tematu z ogromnym poczuciem humoru. Czytelnik nie jest skazany na suchą opowiastkę historyczną ze szczegółowym podaniem wydarzeń i dat, lecz na coś w rodzaju prozy á la Alexandre Dumas. Sama byłam zaskoczona, kiedy uświadomiłam sobie, że styl tej powieści jest bardzo podobny do tego, jaki preferował Alexandre Dumas. On również podchodził do wielu kwestii z humorem i przedstawiał swoich bohaterów w sposób nie szczędzący sarkazmu i ironii, pokazując jednocześnie ich wady.

Sięgając po książkę, czytelnik musi wiedzieć, że nie jest to zbeletryzowana biografia Nostradamusa. Według mnie jego osoba praktycznie pojawia się tutaj zbyt rzadko, choć tytuł może wskazywać na coś zgoła innego. Natomiast w centrum zainteresowania jest fikcyjna postać Sybilli Artaud de La Roque i jej perypetie związane z gadającą głową Pana Wszelkich Życzeń. Sam Michel de Nostredame jest już człowiekiem w podeszłym wieku i schorowanym, choć dzisiaj na pewno nikt tak by o nim nie powiedział, bo przecież w latach 1556-1559, czyli okresie, kiedy rozgrywa się akcja powieści, jasnowidz nie ma jeszcze sześćdziesięciu lat.  

Oprócz czarnej magii, w powieści mamy również do czynienia z intrygami, zazdrością, zawiścią, a także miłością i tajemnicą z przeszłości, która skrzętnie była skrywana przez tych, którzy z zaistniałymi wydarzeniami mieli coś wspólnego. Pojawia się także dreszczyk napięcia. Myślę, że Tajemnica Nostradamusa jest doskonałą lekturą dla tych, którzy lubią powieści historyczne z domieszką humoru i fantastyki.




Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu