czwartek, 17 września 2020

Dorota Ponińska – „Romantyczni” # 1


 

 

 


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję!

 

Wydawnictwo: LIRA                                                           

Warszawa 2020

  

Z powstaniem Wilna związana jest pewna legenda. Otóż którejś nocy wielkiemu księciu litewskiemu Giedyminowi (ok. 1275-1341) miał przyśnić się żelazny wilk stojący na późniejszej zamkowej górze. Kiedy książę poprosił pogańskiego litewskiego kapłana Krywe-Kryweja, aby ten wyjaśnił mu znaczenie snu, dowiedział się, iż w miejscu, gdzie w śnie stał wilk, ma stanąć zamek, zaś u jego podnóża musi być założone miasto. Książę Giedymin miał zatem bardzo poważnie potraktować słowa kapłana, co zaowocowało tym, że w 1320 roku założył miasto, które dziś znamy jako Wilno. Oczywiście jest to tylko legenda i dlatego należy potraktować ją z przymrużeniem oka. Tak naprawdę nie wiadomo, kiedy dokładnie Wilno zostało złożone, ponieważ naukowcom jak dotąd nie udało się ustalić dokładnej daty. Jedni twierdzą, że było to jeszcze przed naszą erą w epoce mezolitu, natomiast inni przypisują ten fakt średniowieczu, bo właśnie z tego okresu pochodzi pierwsza wzmianka o mieście. W 1323 roku książę Giedymin napisał bowiem list do papieża Jana XXII (ok. 1244-1334), w którym wyrażał gotowość do przyjęcia chrześcijaństwa i wtedy właśnie wspominał o Wilnie jako o stolicy Litwy.

W 1387 roku król Władysław II Jagiełło (ok. 1352-1362 – 1434) nadał Wilnu prawa magdeburskie. Od tego momentu miasto zaczęło rozwijać się jako jednostka samorządowa. Źródłem tego rozwoju stały się liczne przywileje oraz własna ewolucja miasta. Najważniejszym przywilejem okazał się ten nadany w 1441 roku przez Kazimierza Jagiellończyka (1427-1492), który wtedy nie był jeszcze królem, lecz nosił tytuł wielkiego księcia litewskiego. Przywilej ten potwierdzał otrzymane od jego ojca prawa magdeburskie. Z kolei syn Kazimierza, Zygmunt I Stary (1467-1548), nadał w 1536 roku przywilej, który oficjalnie organizował miejski ustrój Wilna. Każdy z tych dokumentów przyczynił się przede wszystkim do tego, że Wilno zaczęło stopniowo wyzwalać się spod władzy urzędników wielkoksiążęcych, czyli starosty i wojewody, którym było podporządkowane po otrzymaniu pierwszego przywileju w 1387 roku. Wilno zostało również zwolnione z szeregu świadczeń na rzecz wielkiego księcia litewskiego, czego przykładem było odstąpienie od płacenia ceł i myt czy dawania podwód. Zaczęły być także organizowane targi i jarmarki na terenie miasta, a ponadto Wilno otrzymało prawo do zakładania własnych karczem, jatek czy młynów. 

 

Dziewiętnastowieczne Wilno
  Obraz pochodzi z 1846 roku.
  autor: Marcin Zaleski (1796-1877)

                                   

Przenieśmy się jednak do Wilna z początku XIX wieku, ponieważ to właśnie na tym okresie historii miasta skupia się fabuła najnowszej powieści Doroty Ponińskiej. Jak wiadomo, panowanie rosyjskie w tamtym czasie sprawiło, że miasto utraciło swój samorządowy ustrój. Wilno stało się bowiem stolicą jednej z guberni Imperium Rosyjskiego, natomiast stanowisko prawne miasta praktycznie zrównało się z pozycją innych rosyjskich miast. Marsz Napoleona Bonapartego (1769-1821), który wiosną 1812 roku przeszedł z wielką armią przez Wilno, zdawał się zwiastować miastu lepszą przyszłość. Niestety klęska cesarza wszystkie te nadzieje zniweczyła. Co ciekawe, to właśnie w tym czasie Wilno stało się jednym z głównych centrów polskiej kultury.

Pomimo że rządy rosyjskie były dokuczliwe i posiadały charakter absolutystyczny, to jednak aż do czasu wybuchu powstania listopadowego (1830-1831) nie były tym systemem konsekwentnej rusyfikacji, jakim miały stać się później. Kiedy na początku XIX wieku na kuratora szkolnego został powołany książę Adam Czartoryski (1770-1861), zapoczątkowano tam nową erę polskiego szkolnictwa. Niezwykle prężnie rozwijał się wówczas Uniwersytet Wileński, którego profesorami byli tacy uczeni, jak matematyk Jan Śniadecki (1756-1830) i jego młodszy brat – lekarz Jędrzej Śniadecki (1768-1838), a także lekarz Józef Frank (1771-1842), ksiądz i pedagog Stanisław Bonifacy Jundziłł (1761-1847) czy historyk Joachim Lelewel (1786-1861). 

Uczelnia została założona w 1579 roku i początkowo nazywano ją Akademią, zaś pieczę nad nią sprawowali jezuici. Dopiero po wstąpieniu na tron cesarza Aleksandra I Romanowa (1777-1825), uczelnia w 1803 roku została przemianowana na uniwersytet, co miało na celu ukazać jej postępową działalność oświatową i organizacyjną. Wspomniany wyżej książę Adam Czartoryski, jako kurator okręgu naukowego, starał się obsadzić katedry uniwersyteckie ludźmi zdolnymi i mającymi już wyrobione nazwisko w świecie naukowym. Uniwersytet Wileński jeszcze bardziej niż z powodu swoich wybitnych profesorów, zasłynął wybitnymi studentami. W tym miejscu należy zatem wspomnieć przede wszystkim naszego narodowego wieszcza Adama Mickiewicza (1798-1855). Niestety wspaniały rozwój polskiej nauki na uniwersytecie zablokowały okrutne prześladowania, za którymi stał Mikołaj Nowosilcow (1761-1838). Działania Nowosilcowa bardzo mocno uderzyły w Towarzystwo Filaretów, którego prezesem był poeta Tomasz Zan (1796-1855). 

 

 Wilno. Kościół Misjonarzy

autor: Zygmunt Vogel (1764-1826)

 

Romantyczni Doroty Ponińskiej to powieść traktująca właśnie o tamtym okresie w dziejach Wilna. Akcja rozpoczyna się w 1815 roku, kiedy to czytelnik zostaje przeniesiony na Litwę do majątku Kamienickich. Poznaje nastoletniego Maurycego Kamienickiego, który choć jest postacią fikcyjną, to jednak jego powieściowe losy bardzo silnie zwiążą się z wydarzeniami, gdzie głównymi bohaterami okażą się postacie historyczne. Maurycy nie pochodzi z bogatej rodziny, ale też nie klepie biedy. Od dnia narodzin chłopak żyje z piętnem śmierci matki, która wydała ostatnie tchnienie w chwili, gdy on przychodził na świat. Ojciec nie może mu tego wybaczyć i nie omieszka mu o tym przypominać, skoro tylko najdzie go ochota. Maurycy ma też starszą siostrę, Krystynę, z którą jest mocno związany nie tylko więzami krwi, ale również emocjonalnie.

Marzeniem młodego Kamienickiego jest móc wyjechać kiedyś do Wilna i tam studiować historię. Marzenie to dodatkowo podsycają fascynujące opowieści starszego kolegi i najbliższego sąsiada, Karola, który dzięki studiom może teraz zwiedzać świat, pogłębiać wiedzę, a nade wszystko poznawać ciekawych ludzi. Maurycy pragnie dla siebie tego samego, lecz owdowiały ojciec ma w stosunku do niego zupełnie inne plany. Wygląda jednak na to, że chłopakowi uda się spełnić marzenie, bo oto przychodzi w końcu dzień, gdy Maurycy wyrusza w podróż do Wilna z głową pełną oczekiwań nie tylko na niezapomniane przygody, ale przede wszystkim na odmianę dotychczasowego życia i spotkania ludzi, którzy być może wywrą na nim niezapomniane wrażenie i pozostawią niezatarty ślad w jego życiu. Chłopak nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, jak bardzo pobyt w Wilnie odmieni jego spojrzenie na świat i otworzy mu oczy na fakty, które do tej pory były przed nim zakryte i nie miał o nich choćby najmniejszego pojęcia. Będzie też musiał przewartościować swoje życie i zmienić priorytety, ponieważ to, co do tej pory uważał za istotne, nagle przestanie mieć dla niego znaczenie.  

Dziedziniec Uniwersytetu Wileńskiego (1850)
Wilno namalowane słowami Doroty Ponińskiej jest przepiękne. Czytelnik odnosi wrażenie, że wraz z młodym Maurycym Kamienickim przemierza ulice miasta, podziwia jego zabytki, spotyka wszystkich tych ludzi, których los stawia Maurycemu na drodze, a także bierze udział w spotkaniach Promienistych, czyli członków Towarzystwa Przyjaciół Pożytecznej Zabawy, którym przewodzi wspomniany wyżej Tomasz Zan. To wszystko jest tak plastyczne i tak bardzo realne, że nagle zapominamy o otaczającej nas rzeczywistości. Chcemy pozostać w Wilnie jak najdłużej, nawet jeśli nie jest tam bezpiecznie i trzeba uciekać przed prześladowaniami Mikołaja Nowosilcowa. Ta powieść to nie tylko historia ludzi, którzy żyli przed nami, ale także potężna dawka wiedzy dotycząca tamtego niezwykle trudnego okresu w naszych dziejach. Czytelnik może bowiem przyglądać się jak wyglądało formułowanie się Filomatów i Filaretów, którzy odegrali bardzo ważną oświatową rolę wśród ówczesnej wileńskiej młodzieży.

Ci pierwsi pod przysięgą zobowiązywali się do tego, iż przez całe swoje życie będą pracować na rzecz ojczyzny, nauki oraz cnoty, zaś przykładem i radą będą wpływać na uczącą się młodzież nie tylko uniwersytecką, ale też pobierającą nauki poza uczelnią. Swoją pracę mieli kontynuować także po ukończeniu uniwersytetu. Ich głównym celem było bowiem staranie się o wydźwignięcie narodu z upadku za pomocą otwartego i legalnego działania na otaczającą ich społeczność. Duszą tego towarzystwa był poeta i tłumacz Józef Jeżowski (ok. 1793-1855). Był starszy od swoich kolegów i mógł już pochwalić się tytułem magistra na wydziale literackim, zaś w perspektywie miał objąć uniwersytecką katedrę. Każdy jego pomysł był zgodnie przyjmowany w gronie Filomatów. Bardzo często na posiedzenia Filomatów zaglądał Adam Mickiewicz, ożywiając je swoimi utworami. Filomaci starali się poznawać jak więcej młodzieży, po czym wybierali z jej grona tych zdolniejszych i porządniejszych i wciągali ich w szeregi Filaretów, czyli tajnego towarzystwa powstałego w 1820 roku z dawnych Promienistych Tomasza Zana. 

 

Jedna z ulic dziewiętnastowiecznego Wilna
autor: Zygmunt Vogel
                                                           
 

Myślę, że po przeczytaniu tej książki znacznie łatwiej będzie nam zrozumieć dylematy, z którymi zmagali się ci, dla których jedynym marzeniem było odzyskanie wolności. Znacznie łatwiej jest bowiem wczuć się w sytuację konkretnych osób, kiedy nie mamy do czynienia z suchą biografią i litanią faktów, lecz z bohaterami, którzy sprawiają wrażenie wciąż żywych. W momencie, gdy na scenie pojawia się sam Adam Mickiewicz nie sposób nie obudzić w sobie nadziei, że te wszystkie trudności i zabory już wkrótce się skończą, a ludzie znów będą wolni. Tematyka Romantycznych jest naprawdę oryginalna. Nie jest to romans, jak być może niektórzy mogliby pomyśleć, patrząc na tytuł. Zazwyczaj autorzy beletrystyki historycznej na swoich bohaterów obierają sobie głowy koronowane. W tym przypadku jest zgoła inaczej, co okazuje się niezwykle zaskakujące i jeszcze bardziej podnosi walor opowiadanej historii. Niezmiernie cieszę się, że ta powieść powstała i że została wydana. Uważam, że potrzebujemy takich właśnie książek. Książek, które czegoś nas nauczą, a nie tylko sprawią przyjemność podczas czytania i już po chwili przestaną mieć dla nas znaczenie. Moim zdaniem wielką stratą dla polskiej literatury byłoby, gdyby ta powieść nigdy nie ujrzała światła dziennego. Dlatego też niezmiernie cieszy mnie fakt, że planowana jest kontynuacja w kolejnych dwóch tomach. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko polecić Wam Romantycznych. Ta lektura to gwarancja doskonałej literatury. Tego, o czym przeczytacie w niniejszej powieści na pewno nie opowiedział Wam żaden nauczyciel na lekcjach języka polskiego. 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 3 marca 2020

Renata Czarnecka – „Pęknięte królestwo”

 




Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.

Katowice 2020

 

Renata Czarnecka w swojej powieści Pęknięte królestwo z niezwykłą precyzją i literacką finezją kreśli obraz ostatnich, burzliwych lat życia królowej Bony Sforzy. To opowieść nie tylko o kobiecie, która przez dekady była jedną z najpotężniejszych postaci Jagiellońskiej dynastii, lecz także o nieuchronnym zderzeniu wielkich ambicji z polityczną rzeczywistością, która zmieniała się szybciej niż Bona była gotowa to zaakceptować. Autorka ukazuje, jak osobisty upadek królowej i jej coraz większa izolacja stają się lustrzanym odbiciem kruchości władzy królewskiej, destrukcyjnej siły ambicji oraz skomplikowanych relacji rodzinnych i dworskich w realiach XVI-wiecznej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Już sam tytuł — Pęknięte królestwo — niesie ze sobą obraz osłabienia, rozdarcia i niepewności. To metafora, która doskonale oddaje sytuację Bony w momencie rozpoczęcia narracji. Niegdyś centralna postać politycznej sceny, wytrawna strateg i reformatorka gospodarcza, Bona stopniowo traci wpływy, które przez lata budowała z żelazną konsekwencją. Jej marzenie o powrocie na Wawel, odzyskaniu wpływu na decyzje syna — Zygmunta Augusta — oraz o zaaranżowaniu jego małżeństwa z przedstawicielką dynastii Walezjuszy, jako przeciwwagi dla rosnącej potęgi Habsburgów, zostaje brutalnie rozwiane. Król, kierując się własną wolą, wybiera Katarzynę Habsburżankę, ignorując matczyne plany. Ten gest nieposłuszeństwa staje się symbolicznym ciosem w autorytet Bony, zarówno jako matki, jak i jako politycznego aktora. Autorka z wyczuciem ukazuje, jak Bona zaczyna rozumieć, że w królestwie, które kiedyś współtworzyła, nie ma już dla niej miejsca. Jej decyzja o powrocie do rodzinnego Bari nie jest triumfalnym odwrotem, lecz bolesnym wygnaniem — odejściem z przestrzeni, w której jej pozycja została systematycznie podważana. Powieść nie traktuje tej historii jako jednostkowego dramatu, lecz jako uniwersalną opowieść o rozpadzie struktur władzy, w których osobiste relacje i ambicje potrafią zburzyć najtrwalsze fundamenty. Bona Sforza staje się tu nie tylko postacią historyczną, lecz także symbolem epoki, w której królestwa — tak jak ludzie — mogą zostać podziurawione od środka.


Bona w stroju wdowy
Portret został namalowany
około 1557 roku.
Autorstwo portretu przypisano
Lucasowi Cranachowi Młodszemu. 


Centralnym rysem charakteru Bony Sforzy — i jednym z kluczowych tematów analitycznych w powieści Renaty Czarneckiej — jest jej niezwykła ambicja, która okazuje się mieczem obosiecznym. Cytat: „To żądza władzy dawała Bonie siłę, zmuszała do działania ospałe ciało, budziła rozleniwiony bezczynnością umysł, powodowała, że krew zaczynała szybciej krążyć” — doskonale oddaje siłę królowej. Ta energia nie była jedynie wyrazem osobistego dążenia do wielkości, lecz przekładała się na konkretne, dalekosiężne działania, które miały realny wpływ na kształt Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Renata Czarnecka ukazuje Bonę jako wizjonerkę gospodarczą, której myśli wędrują po bezkresnych, pochmurnych pejzażach, malując w wyobraźni obrazy tętniących życiem miast, otoczonych browarami, młynami i foluszami wyrastającymi jeden po drugim. „Tu wciąż tyle jest do zrobienia” — myśli Bona, świadoma, że jeszcze za życia swego męża, Zygmunta Starego, częściowo podniosła te ziemie z ugoru. Jej działalność jako rolniczki i inwestorki, przekształcającej królewskie dobra w dochodowe przedsięwzięcia, świadczy o jej administracyjnej sprawności i gospodarczym instynkcie. Historycznie, jej reformy znacząco zwiększyły dochody skarbu królewskiego, tworząc podwaliny pod przyszły rozwój ekonomiczny państwa. Jednak ta sama ambicja, w połączeniu z nieugiętą wolą i dumą, stała się źródłem głębokiej samotności i konfliktów. Jej nieustanne dążenie do wpływów politycznych oraz dominująca osobowość, choć skuteczne w rządzeniu, często odstraszały otoczenie — nawet jej własnego syna. Powieść subtelnie sugeruje, że niezdolność Bony do oddania sterów, gdy Zygmunt August dojrzewał jako samodzielny monarcha, rodziła napięcia i ostatecznie przyczyniła się do jej odsunięcia. Niezachwiana wiara w swoje polityczne kompetencje i nieustępliwość, które przez lata były jej siłą, w sferze osobistej stały się jej zgubą, przemieniając moc w źródło tragicznego upadku.


Śmierć Barbary Radziwiłłówny
Obraz pochodzi z 1860 roku.
autor: Józef Simmler


Burzliwy konflikt między Boną Sforzą a Zygmuntem Augustem stanowi jeden z najważniejszych filarów tematycznych Pękniętego królestwa, ukazując, jak ogromne napięcia dynastyczne potrafią niszczyć najbliższe więzi rodzinne. Śmierć Barbary Radziwiłłówny — ukochanej drugiej żony króla — staje się punktem zwrotnym, który uwalnia lawinę tłumionych emocji i wzajemnych oskarżeń. Zrozpaczony Zygmunt August obarcza matkę winą za cierpienia i przedwczesną śmierć Barbary, co prowadzi do całkowitego zerwania kontaktu. Ta emocjonalna przepaść pogłębia się jeszcze bardziej przez nieustanne próby Bony, by narzucić synowi własną wizję małżeństwa — wizję podporządkowaną jej politycznym kalkulacjom i strategii dynastycznej. Jej pragnienie zawarcia sojuszu z dynastią Walezjuszy, jako przeciwwagi dla potęgi Habsburgów — rywalizacji, która definiowała XVI-wieczną Europę — bezpośrednio koliduje z osobistym wyborem Zygmunta Augusta, który decyduje się na małżeństwo z Katarzyną Habsburżanką. Ten spór nie jest zwykłą rodzinną sprzeczką — to zderzenie dwóch światopoglądów politycznych i dwóch silnych osobowości, które wpływa na przyszłość całej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Bona, jako matka i królowa, skupia się na zapewnieniu sukcesji i ciągłości dynastii — obowiązku, który w epoce nowożytnej był nieodłącznym elementem roli królewskiej matki. Jednak jej metody, skonfrontowane z rosnącą niezależnością syna, przekształcają wspólną troskę o przyszłość dynastii w źródło głębokiego konfliktu. Narracja ukazuje Bonę jako kobietę rozdwojoną — z jednej strony tęskniącą za pojednaniem z synem, z drugiej nieustępliwą w dążeniu do wpływu na jego decyzje. To napięcie między uczuciem macierzyńskim a politycznym imperatywem korony staje się osią dramatu, który rozgrywa się w samym sercu władzy. To właśnie owo rozdarcie — ta „perforacja” więzi rodzinnych — obnaża kruchość nawet najpotężniejszych europejskich dynastii, pokazując, że wewnętrzne konflikty potrafią osłabić fundamenty monarchii równie skutecznie, co zewnętrzne zagrożenia.

Wraz z postępującym osłabieniem pozycji politycznej Bony Sforzy i pogłębiającym się dystansem w relacji z synem, narracja powieści coraz mocniej akcentuje jej wyobcowanie i narastającą bezbronność, stopniowo wprowadzając czytelnika w dramatyczny wątek zdrady. Opis królowej jako „samotnej wśród zawistnych dworzan” maluje obraz kobiety pozbawionej wsparcia, zranionej emocjonalnie przez odrzucenie ze strony Zygmunta Augusta — „zgorzkniałej i niedocenionej”. W tej chwili słabości Bona staje się łatwym celem dla intryg otoczenia. Jej najbardziej zaufany sługa, Gian Lorenzo Pappacoda, wykorzystuje tę sytuację. Narracja z niepokojem ujawnia, że Pappacoda „czyni wiele, by pomóc swej pani opuścić Polskę, podczas gdy zgorzkniała i niedoceniona Bona nie dostrzega mrocznej pułapki, którą dworzanin na nią zastawia”. Ta „mroczna pułapka” staje się ostatecznym „przedziurawieniem” jej osobistego bezpieczeństwa i finansowej niezależności.

Historycznie powrót Bony do Bari rzeczywiście był pełen niebezpieczeństw, a jej śmierć przez otrucie często przypisywano właśnie Pappacodzie, działającemu w porozumieniu z interesami Habsburgów, którzy pragnęli przejąć jej ogromny majątek i uniemożliwić jej finansowe wsparcie syna w walce z ich dominacją. Renata Czarnecka z mistrzowską ironią ukazuje dramat tej sytuacji: tęsknota Bony za ukochanym Bari i chęć ucieczki od dusznej atmosfery polskiego dworu przesłaniają jej realne zagrożenie ze strony człowieka, któremu ufała bezgranicznie. Zdrada ta obnaża bezwzględność dworskiej polityki, w której nawet lojalność budowana latami może zostać kupiona lub złamana, a potężna postać — gdy zostaje osamotniona — staje się idealnym celem dla wyrachowanych manipulacji.


Otrucie królowej Bony
Obraz pochodzi z 1859 roku
autor: Jan Matejko 


Pomimo tragicznego finału życia Bony Sforzy, Pęknięte królestwo nie pozwala zapomnieć o jej trwałym dziedzictwie historycznym, tworząc poruszające napięcie między jej osobistym losem a ogromnym wpływem, jaki wywarła na Polskę i Europę. Pytanie, które nasuwa się w tym kontekście — „Kim była Bona z rodu Sforzów i jak wpłynęła na bieg dziejów Polski i Europy?” — stanowi wyraz głębokiego zainteresowania powieści historycznym dziedzictwem królowej i rolą, jaką odegrała na arenie międzynarodowej. Jak już wcześniej wspomniano, reformy gospodarcze Bony były przełomowe — tchnęły życie w ekonomię Rzeczypospolitej i znacząco wzbogaciły królewski skarbiec. Jej wizja polityczna, choć często budziła kontrowersje, konsekwentnie zmierzała do wzmocnienia pozycji Jagiellonów na arenie międzynarodowej, poprzez strategiczne sojusze i sprzeciw wobec rosnącej potęgi Habsburgów.

Z drugiej strony jednak wpływ Bony znacznie wykraczał poza ekonomię i politykę. Królowa była bowiem mecenaską sztuki i nauki, wprowadzając do Polski ducha włoskiego renesansu. Choć powieść skupia się głównie na jej osobistych zmaganiach i utracie władzy, to kontekst historyczny — ukazujący Rzeczpospolitą jako „potęgę na międzynarodowej scenie” w połowie XVI wieku — nie pozostawia wątpliwości, że to właśnie takie postacie jak Bona przyczyniły się do jej rozkwitu. Jej ambicja i dalekowzroczność, choć prowadziły do osobistych dramatów, pozostawiły niezatarte ślady w rozwoju królestwa. Poruszający obraz jej ostatnich, samotnych lat nabiera głębszego znaczenia, gdy zestawi się go z ogromem jej wcześniejszych dokonań, ukazując Bonę nie tylko jako ofiarę okoliczności, lecz jako postać tragicznej wielkości, której geniusz nie zdołał uchronić jej przed zgubnymi zagrożeniami władzy i zdrady.


Grób królowej Bony Sforzy znajdujący się
w bazylice świętego Mikołaja w Bari.
fot. Marek Postawka


Podsumowując, Pęknięte królestwo Renaty Czarneckiej to psychologicznie przenikliwa i historycznie osadzona opowieść o ostatnim rozdziale życia królowej Bony Sforzy. Autorka, posługując się analitycznym spojrzeniem, ukazuje stopniowy upadek Bony — jej samotność i bezbronność — jako metaforę „przedziurawienia” nie tylko własnego dworu, lecz także szerszego porządku dynastii Jagiellońskiej. Renata Czarnecka z wyczuciem rozkłada na czynniki pierwsze dwoistą naturę ambicji królowej, pokazując, jak siła, która przez lata napędzała rozwój Rzeczypospolitej, stała się zarazem źródłem jej wyobcowania zarówno w relacji z synem, jak i w otoczeniu dworskim. Głęboki konflikt z Zygmuntem Augustem, pogłębiony przez kwestie sukcesji i wyboru małżonki, odsłania ogromne napięcia i osobiste koszty polityki dynastycznej. Narracja prowadzi czytelnika ku przejmującemu obrazowi zdrady, dokonanej przez Gian Lorenzo Pappacodę — człowieka, który przez lata uchodził za lojalnego sługę. To właśnie jego działania stają się przestrogą, że nawet najpotężniejsze postacie, gdy tracą wpływy, mogą być podatne na manipulację i wykorzystanie. Pęknięte królestwo wykracza zatem poza ramy klasycznej powieści historycznej. To subtelna, wielowarstwowa refleksja nad władzą, dziedzictwem, ambicją i ludzką kruchością, która kształtuje — i jest kształtowana — przez wielką scenę XVI-wiecznej polityki europejskiej. Bona Sforza, w ujęciu Renaty Czarneckiej, jawi się jako postać złożona, tragiczna i wielka zarazem — to bez wątpienia kobieta, której osobisty dramat rzuca światło na bezwzględną naturę królewskiej władzy.

 

 


poniedziałek, 16 grudnia 2019

Kiedy piszę, staram się nie myśleć o niczym innym poza bohaterami...





ROZMOWA Z LUCINDĄ RILEY


Lucinda Riley urodziła się w Irlandii i przez pierwsze sześć lat życia mieszkała w małej wiosce Drumbeg. Potem Lucinda wraz z rodziną przeprowadziła się do Anglii, gdzie rozpoczęła naukę w szkole. Będąc dzieckiem, po powrocie ze szkoły, w chwilach, gdy nie czytała i nie pisała, ani też nie pobierała lekcji baletu, przebierała się w stare suknie balowe swojej matki i stawała się księżniczką, co trwało przez wiele tygodni. Kiedy miała dziewięć lat, zagrała dzieciobójczynię w „The Bad Seed”[1]. W wieku czternastu lat wyjechała do Londynu, gdzie już w pełnym wymiarze godzin rozpoczęła naukę tańca i aktorstwa. Mając szesnaście lat dostała główną rolę w serialu BBC zatytułowanym „Poszukiwacze skarbu”[2]. Przez kolejne siedem lat pracowała zawodowo w teatrze i telewizji. Wyszła za mąż również za aktora. Gdy miała dwadzieścia trzy lata poważnie zachorowała. Wtedy z pomocą przyszła jej wyobraźnia. Leżąc w łóżku napisała swoją pierwszą książkę „Lovers and Players”. Przeczytała ją jedna z jej przyjaciółek, po czym przekazała tekst agentowi. Ostatecznie zaproponowano jej umowę na trzy książki. Do tej pory napisała wiele powieści, lecz najpopularniejsza wydaje się seria „Siedem Sióstr”. Kilka tygodni temu w Polsce ukazał się „Pokój motyli”. 


Agnes Anne Rose: Bardzo dziękuję, że przyjęłaś moje zaproszenie i zgodziłaś się na wywiad. Jestem ogromnie zaszczycona, że mogę Cię tutaj gościć i porozmawiać z Tobą. Jak większość autorów, pisałaś opowiadania, kiedy byłaś dzieckiem. Czy możesz powiedzieć nam coś więcej na ten temat?

Lucinda Riley: Pisanie zawsze było moją pasją, od dzieciństwa wymyślałam historie, a kiedy potem pracowałam jako aktorka, od nowa tworzyłam w głowie fabułę dla swojej postaci. Jednak na poważnie zaczęłam pisać dopiero w wieku dwudziestu dwóch lat.


© Roni Rekomaa


AAR: Jak wspomniałam powyżej, seria “Siedem Sióstr” wydaje się najpopularniejszą ze wszystkich Twoich książek. Jak wpadłaś na pomysł napisania tej serii?

LR: W styczniu 2013 roku szukałam pomysłu na kolejną historię, lecz chciałam znaleźć nadrzędny punkt, by w przyszłości/teraźniejszości dodać następny element do mojego pisania, czyli coś, co rzuciłoby wyzwanie i zafascynowało zarówno mnie, jak i moich czytelników. Zawsze obserwowałam gwiazdy – zwłaszcza Siedem Sióstr w konstelacji Oriona. Pewnej mroźnej nocy, będąc w North Norfolk spojrzałam w niebo i myśląc o naszych dzieciach wpadłam na pomysł siedmiotomowej serii alegorycznie opartej na legendach związanych z konstelacją Siedmiu Sióstr.

AAR: Którą część powyższej serii pisało Ci się najłatwiej, a która była najtrudniejsza do napisania?

LR: Najłatwiejszą książką serii była pierwsza – historia Maii. Największym wyzwaniem stała się ostatnia, „Siostra Słońca”, historia Elektry. Z każdą książką seria staje się coraz bardziej skomplikowana nie tylko pod względem tematów i treści historycznych, ale także pod względem samej fabuły – jest tak wiele wątków, które przechowuję w umyśle, lecz teraz, w części szóstej, wszystkie tajemnice wychodzą na jaw… chociaż nie mogę jeszcze niczego zdradzić. Trzeba poczekać na tom siódmy!

Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Marzenna Rączkowska 
AAR: Przeczytałam większość Twoich książek opublikowanych w języku polskim. Pierwszą z nich była „Dziewczyna na klifie”. Co zainspirowało Cię do napisania tak poruszającej historii?

LR: Moją inspiracją zawsze jest sugestywna lokalizacja, która daje początek „wzruszeniu”. Urodziłam się w Irlandii, mieszkałam w West Cork i uwielbiałam smaganą wiatrem surowość. Ekstremalne lokalizacje zawsze są dla mnie ekscytujące, ponieważ są dramatyczne i oczywiście romantyczne. Myśl o wrażliwym dziecku, bosym i samotnym podczas sztormów atlantyckich, które szalały z taką furią, kiedy tam mieszkałam z własnymi małymi dziećmi, przesądziła o mojej bohaterce, Aurorze, narratorce książki.

AAR: Twoja kolejna książka, która wywarła na mnie największe wrażenie, to „Drzewo anioła”. Bardzo długo nie mogłam przestać o niej myśleć. W tej książce koncentrujesz się na niezwykle trudnych relacjach między matką a córką. Dlaczego zdecydowałaś się opowiedzieć swoim czytelnikom tego rodzaju historię i jak trudno było Ci stworzyć postać Cheski?

LR: Jako młoda aktorka zaznajomiłam się z fascynującymi postaciami na londyńskiej scenie oraz w filmie i telewizji. W szczególności to aktorzy są zazwyczaj zamęczaną grupą, a „publiczna” twarz często bardzo różni się od rzeczywistości stojącej za danym człowiekiem. O ile oczywiście nie zaczną wierzyć we własny mit i w fikcyjny świat, w jakim żyją, podobnie jak Cheska. Kiedy kilka lat po napisaniu książki poznałam swojego męża Stephena, dowiedziałam się, że znał kogoś bardzo podobnego do Cheski… Spostrzegłam również, że jestem w centrum uwagi i mam wielu bliskich przyjaciół, którzy są sławni lub poślubili kogoś, kto jest znany, więc miałam informację z pierwszej ręki o tym, jak sława może wpływać na ludzi. Przeraża mnie cała koncepcja sławy, więc kiedy pisałam o Chesce i jej skrajnościach oraz braku wolności, włożyłam w to wiele własnych obaw. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, dlaczego ktokolwiek miałby robić wszystko, aby szukać sławy dla samego siebie, tak jak to robią dzisiejsze gwiazdy telewizji. Cenię i chronię moje życie prywatne i moją rodzinę – to oni trzymają mnie przy zdrowych zmysłach.

AAR: Swoją pierwszą książkę „Lovers and Players” napisałaś jako Lucinda Edmonds. Opowiada ona o życiu i miłości trzech młodych kobiet. Co sprawiło, że napisałaś tę powieść? Czy Twoi czytelnicy mogą nadal ją kupić, mimo że została wydana prawie trzydzieści lat temu?

LR: Zaczęłam pisać „Lovers and Players” w wieku dwudziestu dwóch lat, kiedy zachorowałam na mononukleozę zakaźną. Ponieważ nie byłam w stanie pracować, powieść została ukończona za jednym zamachem i była głównie inspirowana moimi doświadczeniami z życia w Londynie i ludźmi, których spotkałam. Obecnie nie ma jej już w druku, chociaż mam jej kopię na półce… może kiedyś znów do niej zaglądnę i napiszę ją od nowa.

AAR: Dlaczego przestałaś pisać pod nazwiskiem Lucinda Edmonds?

LR: W 2000 roku wyszłam za mąż i postanowiłam całkowicie skupić się na mojej rodzinie i czwórce dzieci… chociaż nie powstrzymało mnie to przed pisaniem jedynie dla siebie! W tym czasie napisałam kilka tekstów, z których niektóre ostatecznie stały się „Sekretem Heleny” i „Pokojem motyli”, i od tego momentu zaczęłam używać nazwiska po mężu, Lucinda Riley.

Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Anna Esden-Tempska
AAR: Kilka tygodni temu ukazał się w Polsce „Pokój motyli”. Czytałam w Internecie, że niektórzy Twoi czytelnicy porównują tę książkę do „Sagi rodu Forsythe’ów”. Ich zdaniem Twoja powieść jest wielowarstwowa, złożona, fascynująca i niezwykle pasjonująca. Jak pamiętasz swoją pracę nad tą książką?

LR: „Pokój motyli” rozpoczął swoje życie jako rękopis, który napisałam prawie dziesięć lat temu i zatytułowałam „Red Admiral”, który jest rodzajem motyla[3]. Postanowiłam wrócić do tej książki po ukończeniu „Siostry Księżyca” w 2018 roku. Na początku sądziłam, że będzie to „lekki” projekt letni – coś, co oderwałoby mnie od bardziej wymagającej serii „Siedem Sióstr”. Jednak wraz z rozwojem „Pokoju motyli” odkryłam, że przepisuję cały manuskrypt, dodając i usuwając postacie i wątki. Od czasu napisania pierwszego manuskryptu zdałam sobie sprawę, że bardzo się rozwinęłam jako autorka, a wiele postaci zyskało większą głębię i złożoność.

AAR: Na kartach niektórych swoich książek zapraszasz czytelników do odwiedzenia egzotycznych krajów. Mam tutaj na myśli „Dom orchidei”, czy też „Różę północy”. Czy możesz powiedzieć nam coś na temat zbierania materiałów? Czy w związku z tym odwiedziłaś Tajlandię i Indie?

LR: Podróżuję do wszystkich miejsc, o których piszę. W przypadku „Orchidei” mieszkaliśmy wówczas w Tajlandii – przez pewien czas nasza rodzina miała dom na Koh Chand, wyspie, na której rozgrywa się część akcji książki, i jest to jedno z moich ulubionych miejsc na świecie. W przypadku „Róży północy” pojechałam do Indii i odwiedziłam Pałac Księżycowy w Jaipur, gdzie wyobrażałam sobie życie Anahity. Zatrzymałam się także w niesamowitym pałacu Rambagh, który jest teraz hotelem, nadal własnością królewskiej rodziny Jaipur, i gdzie regularnie widuje się ich grających w polo. Byłam także w Mumbaju, gdzie mieszka Ari, w Cooch Behar na północy i w New Delhi. Architektura i krajobrazy w Indiach zapierają dech w piersiach!

AAR: Wiem, że masz bardzo bliski kontakt z czytelnikami z całego świata. Jak ważne dla autorów jest bycie online?

LR: Świat z roku na rok staje się coraz bardziej oparty na technologii i myślę, że niezwykle ważne jest znalezienie różnych sposobów dotarcia do odbiorców. Media społecznościowe umożliwiają bezpośredni kontakt z czytelnikami na całym świecie. Kiedy byłam pisarką dwadzieścia lat temu, nie było takich rzeczy jak Facebook, Twitter, YouTube, a nawet nie było prywatnych stron internetowych, i przede wszystkim promowałam się w księgarniach i podczas spotkań autorskich. Niemniej, dzisiaj moje dwuminutowe inspirujące filmy mogą dotrzeć do czytelników na całym świecie, a opinie, które dostaję, są niesamowite i są bezustanną zachętą do dalszego pisania. Za pomocą komunikatora Google Hangouts pierwszy raz w życiu miałam wywiad w Brazylii, który obejrzano ponad dwieście tysięcy razy.

AAR: Jakie jest największe wyzwanie, przed którym stanęłaś jako autorka?

LR: W 1998 roku zmieniłam wydawcę na Pan Macmillan, z którym podpisałam umowę na dwie książki i wydałam tam powieść „Seeing Double” (obecnie ponownie napisana i opublikowana jako „Sekret listu”), czyli książkę, która skupiała się na historii członków brytyjskiej rodziny królewskiej, był to 1999 rok. W tamtym czasie Pan Macmillan przechodziło „reorganizację” i nie był to dobry moment na publikowanie czegokolwiek. Ponadto wiele osób uważało, że historia ta nie będzie mile widziana przez ludzi sprawujących władzę, natomiast w Irlandii książka została dobrze przyjęta, lecz mimo to, w Wielkiej Brytanii wszystkie zamówienia na nią zostały anulowane. Nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę się wtedy wydarzyło!

Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Jan Kabat
AAR: Kiedy pracujesz nad książką w swoim gabinecie, czy wyobrażasz sobie, jak Twoja ogromna rzesza czytelników przyjmie daną postać lub opisywane przez Ciebie wydarzenie?

LR: Kiedy piszę, staram się nie myśleć o niczym innym poza bohaterami i umiejscowieniem akcji – nie mogę pozwolić, by coś innego wywierało na mnie wpływ, ani też nie mogę odczuwać presji z powodu tego, że miliony ludzi będą czytać to, co piszę! Bohaterowie żyją w mojej głowie i przeze mnie opowiadają swoje historie, więc zapisywanie na dyktafonie pierwszego szkicu jest niezwykle osobistym procesem.

AAR: Ile czasu zajmuje Ci ukończenie książki, od momentu opracowania pomysłu na książkę do chwili przesłania jej do redaktora?

LR: Uświadomiłam sobie, że od poczęcia do narodzin wszystkie książki zajmują mi dziewięć miesięcy, czyli podobnie jak ciąża. Dziwne, ale prawdziwe. Zaczynam od procesu badawczego, który obejmuje przeczytanie wszystkich książek, jakie mogę zdobyć, i podróżowanie po okolicy. Następnie zapisuję na dyktafonie pierwszy szkic i przekazuję go mojemu redakcyjnemu asystentowi, aby to wszystko spisał. Po ukończeniu pierwszego szkicu rozpoczynam proces edycji, który jest najbardziej intensywny – kilkadziesiąt razy czytam każde zdanie, grając słowami w kostkę Rubika, aby upewnić się, że wszystko wygląda idealnie.

AAR: Jako pisarka i kobieta sukcesu osiągnęłaś bardzo dużo. Czy uważasz, że masz jeszcze jakiś cel do osiągnięcia?

LR: Oczywiście uwielbiam to, co robię i, jako pisarka, po spędzeniu czasu na odludziu, doceniam każdą chwilę związaną z tym, co dzieje się teraz. Pracuję dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i czerpię ogromną satysfakcję z tego, że opowiadam historie na papierze i oglądam je w druku na całym świecie – nawet, jeśli będę bogata, to i tak wciąż będę pisać. Obecnie całą swoją energię poświęcam serii „Siedem Sióstr”, ale mam już wiele pomysłów na przyszłe projekty. Moim celem jest po prostu pisać, póki nie umrę!

AAR: Jak udaje Ci się być tak produktywną, mając tak wiele obowiązków nie tylko rodzinnych? Jak zachowujesz równowagę pomiędzy domem a pracą?

LR: Muszę wyłączyć się na dwa lub trzy tygodnie i żyć jak pustelnik, pracując osiemnaście godzin dziennie, pisząc pierwszy szkic. Gdy kończę ten etap pracy i przechodzę do edycji technicznej, a nie do części „kreatywnej”, mogę pracować w domu i spędzać czas z rodziną. Jednak, jak każda pracująca matka, jestem permanentnie wyczerpana i wykonuję zwykłą żonglerkę, co jest znane każdej matce wychowującej dzieci i pracującej na pełny etat!

AAR: Powiedziałaś mi, że pracujesz nad siódmą częścią serii „Siedem Sióstr”. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej na ten temat? Czego mogą spodziewać się czytelnicy po tej książce?

LR: Jestem bardzo skryta jeśli chodzi o przyszłość serii „Siedem Sióstr” – czytelnicy piszą do mnie cały czas, prosząc o potwierdzenie swoich teorii na temat #whoispasalt[4] i „zaginionej” siostry. Mogę tylko powiedzieć, że właśnie rozpoczęłam proces badawczy nad siódmą książką serii – faktem jest, że niedawno byłam w podróży, podążając śladami „zaginionej” siostry…

AAR: Lucinda, bardzo dziękuję za tę interesującą i miłą rozmowę. Jest ona dla mnie bardzo ważna. Ponieważ wiem, że jesteś niezwykle zajęta, więc jeszcze raz bardzo dziękuję. Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć swoim polskim czytelnikom? W Polsce masz mnóstwo fanów, którzy zawsze z niecierpliwością czekają na każdą Twoją kolejną książkę.

LR: Bardzo dziękuję za wszystkie wnikliwe pytania! Chciałabym wszystkim moim polskim czytelnikom powiedzieć DZIĘKUJĘ CI za wsparcie i miłe słowa – otrzymuję tak wiele wiadomości z Polski, które bardzo motywują mnie do pisania. Życzę wszystkim spokojnej zimy i szczęśliwego nowego roku!



Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Marzenna Rączkowska & Maria Pstrągowska



 Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose




Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj.
If you want to read this interview in English, please click here.






[1] The Bad Seed to sztuka amerykańskiego dramaturga, Maxwella Andersona (1888-1959), z 1954 roku. Maxwell Anderson napisał ją na podstawie powieści o tym samym tytule. Powieść wyszła spod pióra amerykańskiego pisarza, Williama Marcha (1893-1954). Jest to opowieść o pozornie idealnej dziewczynce, Rhodzie Penmark, która aby osiągnąć swój cel, potrafi skutecznie każdego oczarować. Niestety, pewnego dnia to nie ona, a jej szkolny kolega otrzymuje od nauczyciela nagrodę, na której dziewczynce bardzo zależało. Podczas szkolnej wycieczki, chłopiec nagle znika. Wkrótce okazuje się, że Claude utonął w pobliżu molo. W końcu podejrzenia o zabójstwo kolegi padają na Rhodę. Niebawem matka dziewczynki zaczyna podejrzewać, że jej niewinna córeczka stoi również za innymi nagłymi zgonami, jakie ostatnio miały miejsce w rodzinie. – przyp. tłum.

[2] Historia poszukiwaczy skarbu (z ang. The Story of the Treasure Seekers) to serial na podstawie powieści Edith Nesbit (1858-1924) pod tytułem Poszukiwacze skarbu. – przyp. tłum.

[3] Chodzi o motyla o nazwie Czerwony Admirał. – przyp. tłum.

[4] #whoispasalt (#WhoIsPaSalt) to hasztag związany z fabułą serii „Siedem Sióstr”, którym czytelnicy Lucindy Riley oznaczają własne wskazówki dotyczące odkrywania fabuły poszczególnych części cyklu, a zwłaszcza tajemniczego bohatera, jakim jest przybrany ojciec siedmiu sióstr, czyli Pa Salt. – przyp. tłum.