poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Tajemnica Roanoke i Wirginia Dare: Jak kolonialne mity ukształtowały amerykańską tożsamość?

 


Osiemnastego sierpnia 1587 roku na wietrznych, piaszczystych plażach wyspy Roanoke – w dzisiejszym hrabstwie Dare w Karolinie Północnej – Eleonora White Dare urodziła dziewczynkę. Trzy dni później, 21 sierpnia, niemowlę ochrzczono i nadano imię Wirginia. Był to jasny sygnał: przyszła na świat jako pierwsze angielskie dziecko na nowo zajętych ziemiach Ameryki Północnej. Jej dziadek, Jan White, który był gubernatorem tej młodej osady założonej z inicjatywy sir Waltera Raleigha, skrupulatnie zapisał to wydarzenie w swoim pamiętniku. Zaledwie parę dni później, 27 sierpnia, odpłynął z powrotem do Anglii, aby sprowadzić niezbędne zapasy dla odciętych od świata osadników. Kiedy w końcu udało mu się wrócić na Roanoke – 18 sierpnia 1590 roku, dokładnie w trzecie urodziny wnuczki – zastał osadę całkowicie pustą. Jego powrót opóźnił się przez konflikt angielsko-hiszpański i mobilizację floty przeciwko hiszpańskiej Armadzie w 1588 roku. Po mieszkańcach zostały jedynie litery „CRO” wycięte na drzewie oraz napis „CROATOAN” na palisadzie. Co ważne, nie wyryto obok krzyża maltańskiego, który miał być znakiem niebezpieczeństwa. Wirginia Dare, wraz z matką Eleonorą, ojcem Ananiaszem i ponad setką innych kolonistów, po prostu zniknęła bez śladu.


Chrzest Wirginii Dare; pokolorowany drzeworyt z 1879 roku
autorzy: William Ludwell Sheppard & William A. Crafts  
źródło: Pionierzy osadnictwa w Ameryce: od Florydy
w 1510 roku do Kalifornii w 1849 roku

(ang. Pioneers in the Settlement of America: from Florida
in 1510 to California in 1849
),
Boston: Samuel Walker and Company, s. 110. 

 
Poza tymi kilkoma zwięzłymi zdaniami z końca XVI wieku nie wiemy absolutnie nic pewnego o życiu, latach spędzonych w osadzie czy śmierci Wirginii Dare. A jednak, mimo tej ogromnej niewiadomej, a może właśnie dzięki niej, jej postać od ponad czterystu lat mocno rozpala wyobraźnię Amerykanów. Choć faktografia na jej temat kończy się zaledwie kilka dni po chrzcie, w kulturze stała się prawdziwą legendą. W amerykańskiej historii i polityce Wirginia Dare nie występuje jako realna osoba, która decydowała o swoim losie, lecz jako symboliczna „czysta karta”. Kolejne pokolenia dorzucały do jej historii to, czego akurat potrzebowały: uzasadnienie dla podboju nowych ziem, dbanie o czystość rasową, wymazywanie z pamięci rdzennych mieszkańców czy budowanie poczucia narodowej tożsamości. Najpierw widziano w niej znak od Boga sprzyjający angielskiej ekspansji, w XIX wieku stała się romantyczną i tragiczną bohaterką z południowego folkloru, a później wykorzystywały ją środowiska natywistyczne. Ta historia pokazuje, jak kruche mity założycielskie potrafią zmienić bezbronność w siłę, robiąc z niewinnego niemowlęcia symbol usprawiedliwiający europejskie roszczenia.
 
Aby zrozumieć, skąd wzięła się ta legenda, trzeba spojrzeć na sytuację na granicy angloamerykańskiej w XVI wieku. Wyprawy na Roanoke z lat 1584-1587, realizowane na mocy upoważnień wydanych sir Walterowi Raleighowi przez królową Elżbietę I Tudor, miały podważyć potęgę Hiszpanii w Nowym Świecie i dać Anglikom trwały, protestancki przyczółek w Ameryce Północnej. Wcześniejsza misja z 1585 roku, pod wodzą sir Ryszarda Grenville’a, miała charakter czysto wojskowy i składała się z samych mężczyzn. Tymczasem w 1587 roku wysłano całe rodziny, w tym kobiety i dzieci. Ta zmiana była kluczowa – obecność kobiet oznaczała, że Anglicy nie chcą tylko chwilowo tu przebywać, ale planują przenieść na nowy ląd swoje społeczeństwo, kulturę i władzę. W tamtych czasach narodziny dziecka na nowym terytorium były dla Europejczyków bardzo silnym argumentem prawnym i symbolicznym. Poprzez przyjście na świat Wirginii Dare Anglia chciała niejako zasiedlić te ziemie biologicznie. Imię dziewczynki spajało symbolicznie postać „Królowej Dziewicy”, Elżbiety I, z nowym terenem zwanym Wirginią, łącząc w sobie monarchiczną władzę i terytorialne apetyty. Wirginię widziano jako początek nowego pokolenia angielskich poddanych urodzonych na miejscu. Ich obecność miała umocnić prawa Korony w rywalizacji z innymi mocarstwami oraz wobec rdzennych plemion Algonkinów, takich jak Secotan czy Croatan, które żyły na tych terenach od tysięcy lat. Dla ówczesnych kolonizatorów narodziny białego, chrześcijańskiego dziecka były dowodem boskiego błogosławieństwa, czyli znakiem, że obca ziemia staje się prawowitym domem dla protestanckich osadników.


Powrót gubernatora Jana White'a do Zaginionej Kolonii
autorzy: William Ludwell Sheppard & William James Linton


Jednak nagły upadek osady i zniknięcie kolonistów całkowicie pokrzyżowały te ambitne plany. Brak jakichkolwiek ciał, grobów czy śladów po zaginionych pozostawił ogromną lukę w opowieści o początkach Ameryki. W historii takie milczenie bywa jednak bardzo wygodne dla polityków i pisarzy. Ponieważ nie było żadnych faktów, które stawiałyby opór, postać Wirginii Dare można było dowolnie przekształcać. Tuż po odkryciu tragedii, na początku XVII wieku, założyciele osady Jamestown z 1607 roku, tacy jak Jan Smith czy Wilhelm Strachey, próbowali wypytywać rdzennych mieszkańców o los zaginionych. Z zebranych informacji wynikało, że niektórzy koloniści mogli dołączyć do lokalnych plemion, a inni zginęli w walkach. Z czasem pamięć o zaginionej kolonii zaczęła jednak zacierać się w cieniu rozwoju nowych rejonów, takich jak Wirginia czy Nowa Anglia. Dlatego też Wirginia Dare stała się tylko drobną wzmianką w starych dokumentach, czekając na czas, w którym polityka i kultura przypomną sobie o niej na nowo. Jej wielki powrót nastąpił w XIX wieku. Był to czas, gdy Amerykanie intensywnie szukali własnej tożsamości, rozwijał się romantyzm, a państwo gwałtownie parło na zachód w duchu hasła „boskiego przeznaczenia”. Chcąc stworzyć własną opowieść założycielską, która mogłaby konkurować z długą historią krajów europejskich, pisarze i poeci sięgnęli po tajemnicze początki osadnictwa na wybrzeżu. W tej nowej opowieści historia z Roanoke przestała być zwykłą katastrofą sprzed lat, a stała się wielką, narodową tragedią, zaś mała Wirginia Dare wyrosła na jej główną bohaterkę.
 
W tym okresie postać Wirginii zaczęto wykorzystywać w zupełnie nowy sposób, stając się odpowiedzią na lęki dotyczące ras, ich mieszania się oraz przyszłości ludzi anglosaskiego pochodzenia w Ameryce. Powstało wówczas sporo utworów literackich dorabiających romantyczne scenariusze do jej zniknięcia. Najbardziej znanym przykładem był wydany w 1901 roku poemat Biała Łania: Los Wirginii Dare (ang. The White Doe: The Fate of Virginia Dare), napisany przez Sallie Southall Cotten z Karoliny Północnej. Autorka połączyła w nim lokalne legendy z romantyczną fikcją, opisując historię Wirginii dorastającej wśród rdzennych mieszkańców wyspy pod opieką dobrego wodza. W tej opowieści zazdrosny szaman zamienia dziewczynę w śnieżnobiałą łanię, żeby nie mogła wyjść za mąż za młodego wojownika. Ostatecznie ginie ona od srebrnej strzały, która miała zdjąć z niej urok. W ten sposób zginęła jako człowiek, ale jej duch na zawsze złączył się z krajobrazem wybrzeża. Stworzona przez Cotten opowieść o „Białej Łani” świetnie pokazuje, jak wyglądało podejście do spraw rasowych w Ameryce na początku XX wieku. Zmieniając Wirginię Dare w delikatną, białą łanię, autorka zręcznie ominęła bardzo trudny wtedy temat: ewentualne związki angielskich kobiet z rdzennymi mieszkańcami. Dzięki tej przemianie biali Amerykanie mogli wierzyć, że dziewczyna zachowała pełną czystość i moralność, mimo że żyła wśród miejscowych plemion. Biała łania stała się symbolem niewinności – żyła w dzikiej Ameryce, ale ta w żaden sposób jej nie zmieniła ani nie naruszyła jej angielskiego pochodzenia. Do tego jej tragiczna śmierć wpisuje się w popularny w XIX wieku mit o „znikającym Indianinie”. Mówił on, że zarówno delikatna biała dziewczyna, jak i rdzenni mieszkańcy musieli po prostu odejść w przeszłość, robiąc miejsce dla nowoczesnego, przemysłowego państwa amerykańskiego pod rządami białej większości.


Portret 'Białej Łani'
Ilustracja pochodzi z książki
Sallie Southall Cotten Biała Łania: Los Wirginii Dare

 
To romantyczne przedstawienie Wirginii zbiegło się w czasie z wprowadzaniem praw Jima Crowa, powrotem nostalgii za dawnym Południem i nasileniem segregacji rasowej. Zrobienie z niej wzoru nieskazitelnej, białej kobiety miało umocnić wtedy podziały społeczne. Na przełomie wieków ochrona czystości białych kobiet była głównym usprawiedliwieniem dla rasizmu, przemocy stosowanej przez władze i odbierania praw Afroamerykanom. Robiąc z Wirginii Dare mityczną „pierwszą matkę” białej Ameryki – dziewicę idealną – południowi pisarze i historycy tworzyli opowieść, która miała uzasadniać nowy, rasowy ład. W połowie XX wieku sposób myślenia o Wirginii znów się zmienił – z baśniowych opowieści przeszła wprost do oficjalnych uroczystości państwowych. Była to odpowiedź na lęki wywołane Wielkim Kryzysem oraz potrzebę budowania siły rosnącego mocarstwa. W 1937 roku przypadała 350. rocznica jej urodzin i świętowano ją w całym kraju. Najważniejszym punktem obchodów stała się premiera Zaginionej Kolonii (ang. The Lost Colony) – ogromnego widowiska teatralnego na wolnym powietrzu, napisanego przez zdobywcę Nagrody Pulitzera, Paula Greena. Sztukę wystawiono dokładnie tam, gdzie kiedyś stała osada na wyspie Roanoke. Powstała za państwowe pieniądze z programu Works Progress Administration i miała podnieść ludzi na duchu w trudnych czasach kryzysu, pokazując dawnych osadników jako odważnych bohaterów, których trud dał początek amerykańskiej demokracji.
 
W sztuce Greena i podczas całych obchodów Wirginię zrobiono narodową męczennicą. Osiemnastego sierpnia 1937 roku na wyspę Roanoke przyjechał sam prezydent Franklin Delano Roosevelt. Obejrzał przedstawienie i wygłosił przemówienie transmitowane na cały kraj. Roosevelt porównał opór dawnych osadników, widoczny w narodzinach i walce małej Wirginii, do współczesnych problemów Amerykanów zmagających się z biedą oraz zagrożeniem faszyzmem w Europie. Mówił, że Amerykanów w 1937 roku i tych z 1587 roku łączy ta sama wielka wiara w przyszłość. Stawiając postać Wirginii w centrum tych obchodów, rząd Roosevelta chciał dać ludziom poczucie ciągłości historii, pokazując Amerykę jako ciągły łańcuch odwagi i poświęcenia od czasów elżbietańskich po czasy nowoczesne. Z okazji rocznicy amerykańska mennica wybiła też srebrną monetę półdolarową, na której widać było profil Eleonory Dare z małą Wirginią na rękach, a poczta wypuściła specjalny znaczek z kolonialną rodziną przy kołysce. Zrobienie z wyspy Roanoke miejsca pamięci oraz masowa produkcja monet i znaczków sprawiły, że Wirginia Dare przestała być tylko zapomnianą postacią z przeszłości, a stała się oficjalnym symbolem początków narodu. Ta państwowa wersja historii utrwalała przekaz, że Ameryka zaczyna się od białych, chrześcijańskich osadników z Europy. W ten sposób całkowicie pomijano historię rdzennych mieszkańców, którzy żyli tu od tysięcy lat, jak i pracę zniewolonych ludzi z Afryki, na której wyrosła potęga kraju. O ile obchody z połowy XX wieku miały łączyć ludzi wokół wspólnej historii i ducha pionierów, o tyle pod koniec XX i na początku XXI wieku po jej postać sięgnęły ruchy mocno natywistyczne. Gdy prognozy pokazały, że przez nową politykę imigracyjną po 1965 roku skład rasowy USA zacznie się mocno zmieniać, skrajna prawica i biali nacjonaliści zaczęli szukać symboli, które oddawałyby ich strach przed utratą wpływów. Po raz kolejny postać Wirginii Dare została wykorzystana jako łatwy symbol do realizowania własnych celów politycznych.


Znaczek pocztowy USA wydany w 1937 roku
z okazji 350. rocznicy urodzin Wirginii Dare


Najbardziej wyrazistym przykładem współczesnego sięgania po postać Wirginii Dare było powołanie w 1999 roku organizacji VDARE przez antyimigracyjnego publicystę Petera Brimelowa. Nazwa tej grupy nawiązuje bezpośrednio do imienia i nazwiska dziewczynki. Organizacja ta szybko stała się jednym z głównych punktów odniesienia dla amerykańskiej skrajnej prawicy, nawołując do ostrych cięć w imigracji, obrony dominacji białej większości oraz ochrony tradycyjnej, „anglosaskiej” tożsamości Stanów Zjednoczonych. Zrobienie z Wirginii patronki ruchów niechętnych przybyszom to bardzo przemyślany, ale i niebezpieczny krok, wykorzystujący dawne mity kolonialne. W przekazie VDARE i podobnych ugrupowań Wirginia Dare pojawia się jako symbol zagrożonej białej ludności, której podobno grozi wymiana demograficzna ze strony imigrantów spoza Europy. Określając ją mianem „pierwszego białego dziecka w Ameryce”, grupy te budują opowieść, w której biali mieszkańcy przedstawiają się jako pierwotni gospodarze i ofiary zmian. Całe to podejście opiera się na wywróceniu faktów do góry nogami: angielski osadnik, którego przybycie oznaczało początek odbierania ziemi i zagłady rdzennych mieszkańców, poprzez postać bezbronnego niemowlęcia zostaje pokazany jako nieskazitelny, pierwszy tubylec, którego potomkowie są dziś rzekomo oblegani przez obcą inwazję. Zjawisko to dobrze pokazuje, że dawne lęki osadników są wciąż żywe. Podbój kolonialny nie był bowiem jednorazowym wydarzeniem, lecz procesem, który wymaga stałego spychania rdzennej ludności na dalszy plan i przejmowania władzy nad ziemią oraz historią. Sięganie po pamięć o Wirginii ma sugerować, że biali nie pojawili się w Ameryce przez podbój czy przemoc, ale przez sam fakt narodzin pierwszego dziecka – niewinnego niemowlęcia z kołyski na wyspie Roanoke. Budując swoją tożsamość wokół małego dziecka, które zaginęło, dzisiejsi skrajnie prawicowi działacze tworzą bajkę o czystym początku, któremu zagrażają nowe grupy ludzi.
 
To wykorzystanie postaci Wirginii pokazuje też głęboki podział w samym sercu amerykańskiej tożsamości. Z jednej strony mamy otwartość i przyjęcie imigrantów, których symbolem jest Statua Wolności, a z drugiej poczucie wyższości białych osadników, reprezentowane przez Wirginię Dare. Spór o to, który z tych symboli jest ważniejszy, trwa od dawna. Podczas gdy Statua Wolności oznacza Amerykę otwartą dla każdego, kto szuka schronienia, postać Wirginii jest przywoływana po to, by budować tożsamość zamkniętą, opartą na pochodzeniu i europejskich korzeniach. Aby dobrze zrozumieć ten symbol, trzeba wrócić do tego, co naprawdę wydarzyło się w sierpniu 1587 roku. Brak twardych dowodów na to, co stało się z dzieckiem, to nie tylko luka w wiedzy, ale też przestrzeń do politycznych manipulacji. Gdy Jan White wrócił na wyspę w 1590 roku i zobaczył słowo „CROATOAN” wycięte na słupie, natrafił na ślad wydarzenia, które późniejsze mity starały się za wszelką cenę wymazać: osadnicy, nie potrafiąc przetrwać sami, najpewniej dołączyli do lokalnych plemion.


Pomnik Wirginii Dare autorstwa
Marii Louisy Lander (1859)
Pomnik znajduje się w Ogrodach Elżbietańskich
w Manteo w Karolinie Północnej, USA.
Wirginia Dare przedstawiona jest tutaj jako dorosła
indiańska księżniczka.
fot. Tania Gail

 
Współczesne badania historyczne i wykopaliska archeologiczne prowadzone przez badaczy coraz mocniej potwierdzają, że osadnicy z 1587 roku nie zginęli w głuszy ani nie zostali nagle zgładzeni. Uciskani głodem, wybrali jedyne logiczne wyjście: wtopili się w lokalne społeczności Algonkinów, zwłaszcza z ludu Croatan z wyspy Hatteras lub z okolic rzeki Chowan. Jeśli Wirginia Dare przeżyła niemowlęctwo, to jej dalsze życie nie wyglądało jak historia z bajki o samotnej angielskiej dziewicy chroniącej swą czystość w lesie. Najpewniej wychowywała się w rdzennej wspólnocie, mówiła ich językiem, przejmowała ich zwyczaje i miała dzieci z ludźmi z tego rejonu. Taki scenariusz całkowicie demoluje mit budowany przez wieki. Cała siła symboliczna Wirginii zależy od tego, czy pozostanie ona „nietknięta” przez kulturowe lub biologiczne połączenie z rdzennymi mieszkańcami. Dla XIX-wiecznych pisarzy, twórców państwowych obchodów z XX wieku i dzisiejszych nacjonalistów, Wirginia musi być albo tragicznie zmarłym niewinnym dzieckiem, albo czystą białą łanią. Prawda historyczna mówiąca o tym, że pierwsze angielskie dziecko urodzone w Ameryce najprawdopodobniej stało się częścią rdzennej społeczności podważa fundamentalne założenia o czystości rasowej i wyjątkowości osadników. Z kolei przekształcenie małego dziecka w trwały symbol białej Ameryki pokazuje siłę, z jaką opowieści o przeszłości kształtują dzisiejszą politykę. Przez wieki mit o Roanoke służył do wybielania brutalnych realiów podboju, zastępując pamięć o krzywdach wyrządzonych rdzennym mieszkańcom smutną opowieścią o europejskim poświęceniu i utraconej niewinności. Wiek niemowlęcy Wirginii daje wygodną osłonę: małe dziecko nie może być przecież najeźdźcą ani zabójcą. Stawiając niemowlę u progu historii Ameryki, całą opowieść o kolonizacji zamienia się z brutalnego podboju w poruszającą historię o bezbronnej rodzinie szukającej swojego miejsca na ziemi.
 
Ta zmiana ról, w której osadnik stawia się w pozycji bezbronnej ofiary, to częsty motyw w kulturze kolonialnej. Pozwala kolejnym pokoleniom ignorować skutki dawnych podbojów, a jednocześnie bronić dawnych podziałów rasowych jako „naturalnej ochrony” własnego dziedzictwa. Polityczna popularność Wirginii Dare dowodzi, że mity historyczne rzadko dotyczą samej przeszłości, a częściej są narzędziami służącymi do usprawiedliwiania współczesnej władzy i przywilejów. W gruncie rzeczy Wirginia Dare to jeden z najbardziej wyrazistych przykładów na to, jak brak faktów potrafi wyprodukować ogromną liczbę mitów. Urodzona 18 sierpnia 1587 roku i znikająca z dokumentów zaledwie kilkanaście dni później, była jedynie drobnym epizodem w wielkiej historii ekspansji europejskiej. Jednak jej symboliczne życie trwa już ponad czterysta lat, działając jak lustro, w którym odbijają się amerykańskie lęki o rasę, naród i pochodzenie. Niezależnie od tego, czy występowała jako romantyczna łania w dawnym folklorze, symbol wytrwałości w czasach Wielkiego Kryzysu, czy patronka współczesnych ruchów antyimigracyjnych była nieustannie wymyślana na nowo. Przyjrzeć się krytycznie postaci Wirginii Dare to znaczy zobaczyć, jak historia zamienia się w mit, a mit w narzędzie polityczne. Zrozumienie jej legendy wymaga przyznania, że prawdziwa historia osady z Roanoke to nie opowieść o zachowanej czystości białego dziecka, ale skomplikowana prawda o trudnym kontakcie dwóch kultur, walce o przetrwanie i dostosowaniu się do nowych warunków. Tylko poprzez odrzucenie uświęconych mitów o niewinności pierwszych osadników społeczeństwo amerykańskie może naprawdę zmierzyć się ze swoją historią i zrozumieć podziały, które wciąż wpływają na dzisiejszy świat.
 



Bibliografia:
  1. Brimelow P.: Alien Nation: Common Sense About America’s Immigration Disaster. Nowy Jork: Random House, 1995. 
  2. Cotten Southall S.: The White Doe: The Fate of Virginia Dare. Raleigh: Edwards & Broughton Printing Company, 1901. 
  3. Miller L.: Roanoke: Solving the Mystery of the Lost Colony. Nowy Jork: Arcade Publishing, 2000. 
  4. Wolfe P.: Settler Colonialism and the Transformation of Anthropology: The Politics and Poetics of an Ethnographic Event. Londyn: Cassell, 1999. 
  5. Wolfe P.: Traces of History: Elementary Structures of Race. Londyn: Verso, 2016. 



Ⓒ Agnieszka Różycka




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz