Osiemnastego sierpnia 1587 roku na wietrznych, piaszczystych plażach
wyspy Roanoke – w dzisiejszym hrabstwie Dare w Karolinie Północnej – Eleonora
White Dare urodziła dziewczynkę. Trzy dni później, 21 sierpnia, niemowlę
ochrzczono i nadano imię Wirginia. Był to jasny sygnał: przyszła na świat
jako pierwsze angielskie dziecko na nowo zajętych ziemiach Ameryki Północnej.
Jej dziadek, Jan White, który był gubernatorem tej młodej osady założonej z
inicjatywy sir Waltera Raleigha, skrupulatnie zapisał to wydarzenie w swoim
pamiętniku. Zaledwie parę dni później, 27 sierpnia, odpłynął z powrotem do
Anglii, aby sprowadzić niezbędne zapasy dla odciętych od świata osadników.
Kiedy w końcu udało mu się wrócić na Roanoke – 18 sierpnia 1590 roku, dokładnie
w trzecie urodziny wnuczki – zastał osadę całkowicie pustą. Jego powrót opóźnił
się przez konflikt angielsko-hiszpański i mobilizację floty przeciwko hiszpańskiej
Armadzie w 1588 roku. Po mieszkańcach zostały jedynie litery „CRO” wycięte na
drzewie oraz napis „CROATOAN” na palisadzie. Co ważne, nie wyryto obok krzyża
maltańskiego, który miał być znakiem niebezpieczeństwa. Wirginia Dare, wraz z
matką Eleonorą, ojcem Ananiaszem i ponad setką innych kolonistów, po prostu
zniknęła bez śladu.
 |
Chrzest Wirginii Dare; pokolorowany drzeworyt z 1879 roku autorzy: William Ludwell Sheppard & William A. Crafts źródło: Pionierzy osadnictwa w Ameryce: od Florydy w 1510 roku do Kalifornii w 1849 roku (ang. Pioneers in the Settlement of America: from Florida in 1510 to California in 1849), Boston: Samuel Walker and Company, s. 110. |
Poza tymi kilkoma zwięzłymi zdaniami z końca XVI wieku nie wiemy
absolutnie nic pewnego o życiu, latach spędzonych w osadzie czy śmierci
Wirginii Dare. A jednak, mimo tej ogromnej niewiadomej, a może właśnie dzięki
niej, jej postać od ponad czterystu lat mocno rozpala wyobraźnię Amerykanów.
Choć faktografia na jej temat kończy się zaledwie kilka dni po chrzcie, w
kulturze stała się prawdziwą legendą. W amerykańskiej historii i polityce
Wirginia Dare nie występuje jako realna osoba, która decydowała o swoim losie,
lecz jako symboliczna „czysta karta”. Kolejne pokolenia dorzucały do jej
historii to, czego akurat potrzebowały: uzasadnienie dla podboju nowych ziem,
dbanie o czystość rasową, wymazywanie z pamięci rdzennych mieszkańców czy
budowanie poczucia narodowej tożsamości. Najpierw widziano w niej znak od Boga
sprzyjający angielskiej ekspansji, w XIX wieku stała się romantyczną i
tragiczną bohaterką z południowego folkloru, a później wykorzystywały ją
środowiska natywistyczne. Ta historia pokazuje, jak kruche mity założycielskie
potrafią zmienić bezbronność w siłę, robiąc z niewinnego niemowlęcia symbol
usprawiedliwiający europejskie roszczenia.
Aby zrozumieć, skąd wzięła się ta legenda, trzeba spojrzeć na sytuację
na granicy angloamerykańskiej w XVI wieku. Wyprawy na Roanoke z lat 1584-1587,
realizowane na mocy upoważnień wydanych sir Walterowi Raleighowi przez królową
Elżbietę I Tudor, miały podważyć potęgę Hiszpanii w Nowym Świecie i dać
Anglikom trwały, protestancki przyczółek w Ameryce Północnej. Wcześniejsza
misja z 1585 roku, pod wodzą sir Ryszarda Grenville’a, miała charakter czysto
wojskowy i składała się z samych mężczyzn. Tymczasem w 1587 roku wysłano całe
rodziny, w tym kobiety i dzieci. Ta zmiana była kluczowa – obecność kobiet
oznaczała, że Anglicy nie chcą tylko chwilowo tu przebywać, ale planują przenieść
na nowy ląd swoje społeczeństwo, kulturę i władzę. W tamtych czasach narodziny
dziecka na nowym terytorium były dla Europejczyków bardzo silnym argumentem
prawnym i symbolicznym. Poprzez przyjście na świat Wirginii Dare Anglia chciała
niejako zasiedlić te ziemie biologicznie. Imię dziewczynki spajało symbolicznie
postać „Królowej Dziewicy”, Elżbiety I, z nowym terenem zwanym Wirginią, łącząc
w sobie monarchiczną władzę i terytorialne apetyty. Wirginię widziano jako
początek nowego pokolenia angielskich poddanych urodzonych na miejscu. Ich
obecność miała umocnić prawa Korony w rywalizacji z innymi mocarstwami oraz
wobec rdzennych plemion Algonkinów, takich jak Secotan czy Croatan, które żyły
na tych terenach od tysięcy lat. Dla ówczesnych kolonizatorów narodziny
białego, chrześcijańskiego dziecka były dowodem boskiego błogosławieństwa,
czyli znakiem, że obca ziemia staje się prawowitym domem dla protestanckich
osadników.
 |
Powrót gubernatora Jana White'a do Zaginionej Kolonii autorzy: William Ludwell Sheppard & William James Linton |
Jednak nagły upadek osady i zniknięcie kolonistów całkowicie
pokrzyżowały te ambitne plany. Brak jakichkolwiek ciał, grobów czy śladów po
zaginionych pozostawił ogromną lukę w opowieści o początkach Ameryki. W
historii takie milczenie bywa jednak bardzo wygodne dla polityków i pisarzy.
Ponieważ nie było żadnych faktów, które stawiałyby opór, postać Wirginii Dare
można było dowolnie przekształcać. Tuż po odkryciu tragedii, na początku XVII
wieku, założyciele osady Jamestown z 1607 roku, tacy jak Jan Smith czy Wilhelm
Strachey, próbowali wypytywać rdzennych mieszkańców o los zaginionych. Z
zebranych informacji wynikało, że niektórzy koloniści mogli dołączyć do
lokalnych plemion, a inni zginęli w walkach. Z czasem pamięć o zaginionej
kolonii zaczęła jednak zacierać się w cieniu rozwoju nowych rejonów, takich jak
Wirginia czy Nowa Anglia. Dlatego też Wirginia Dare stała się tylko drobną
wzmianką w starych dokumentach, czekając na czas, w którym polityka i kultura przypomną
sobie o niej na nowo. Jej wielki powrót nastąpił w XIX wieku. Był to czas, gdy
Amerykanie intensywnie szukali własnej tożsamości, rozwijał się romantyzm, a
państwo gwałtownie parło na zachód w duchu hasła „boskiego przeznaczenia”.
Chcąc stworzyć własną opowieść założycielską, która mogłaby konkurować z długą
historią krajów europejskich, pisarze i poeci sięgnęli po tajemnicze początki
osadnictwa na wybrzeżu. W tej nowej opowieści historia z Roanoke przestała być
zwykłą katastrofą sprzed lat, a stała się wielką, narodową tragedią, zaś mała
Wirginia Dare wyrosła na jej główną bohaterkę.
W tym okresie postać Wirginii zaczęto wykorzystywać w zupełnie nowy
sposób, stając się odpowiedzią na lęki dotyczące ras, ich mieszania się oraz
przyszłości ludzi anglosaskiego pochodzenia w Ameryce. Powstało wówczas sporo
utworów literackich dorabiających romantyczne scenariusze do jej zniknięcia.
Najbardziej znanym przykładem był wydany w 1901 roku poemat Biała Łania: Los Wirginii Dare (ang. The White Doe: The Fate of Virginia Dare), napisany przez
Sallie Southall Cotten z Karoliny Północnej. Autorka połączyła w nim lokalne legendy z romantyczną
fikcją, opisując historię Wirginii dorastającej wśród rdzennych mieszkańców
wyspy pod opieką dobrego wodza. W tej opowieści zazdrosny szaman zamienia
dziewczynę w śnieżnobiałą łanię, żeby nie mogła wyjść za mąż za młodego
wojownika. Ostatecznie ginie ona od srebrnej strzały, która miała zdjąć z niej
urok. W ten sposób zginęła jako człowiek, ale jej duch na zawsze złączył się z
krajobrazem wybrzeża. Stworzona przez Cotten opowieść o „Białej Łani” świetnie
pokazuje, jak wyglądało podejście do spraw rasowych w Ameryce na początku XX
wieku. Zmieniając Wirginię Dare w delikatną, białą łanię, autorka zręcznie ominęła
bardzo trudny wtedy temat: ewentualne związki angielskich kobiet z rdzennymi
mieszkańcami. Dzięki tej przemianie biali Amerykanie mogli wierzyć, że
dziewczyna zachowała pełną czystość i moralność, mimo że żyła wśród miejscowych
plemion. Biała łania stała się symbolem niewinności – żyła w dzikiej Ameryce,
ale ta w żaden sposób jej nie zmieniła ani nie naruszyła jej angielskiego
pochodzenia. Do tego jej tragiczna śmierć wpisuje się w popularny w XIX wieku
mit o „znikającym Indianinie”. Mówił on, że zarówno delikatna biała dziewczyna,
jak i rdzenni mieszkańcy musieli po prostu odejść w przeszłość, robiąc miejsce
dla nowoczesnego, przemysłowego państwa amerykańskiego pod rządami białej
większości.
 |
Portret 'Białej Łani' Ilustracja pochodzi z książki Sallie Southall Cotten Biała Łania: Los Wirginii Dare |
To romantyczne przedstawienie Wirginii zbiegło się w czasie z
wprowadzaniem praw Jima Crowa, powrotem nostalgii za dawnym Południem i
nasileniem segregacji rasowej. Zrobienie z niej wzoru nieskazitelnej, białej
kobiety miało umocnić wtedy podziały społeczne. Na przełomie wieków ochrona
czystości białych kobiet była głównym usprawiedliwieniem dla rasizmu, przemocy
stosowanej przez władze i odbierania praw Afroamerykanom. Robiąc z Wirginii
Dare mityczną „pierwszą matkę” białej Ameryki – dziewicę idealną – południowi
pisarze i historycy tworzyli opowieść, która miała uzasadniać nowy, rasowy ład.
W połowie XX wieku sposób myślenia o Wirginii znów się zmienił – z baśniowych
opowieści przeszła wprost do oficjalnych uroczystości państwowych. Była to
odpowiedź na lęki wywołane Wielkim Kryzysem oraz potrzebę budowania siły
rosnącego mocarstwa. W 1937 roku przypadała 350. rocznica jej urodzin i
świętowano ją w całym kraju. Najważniejszym punktem obchodów stała się premiera
Zaginionej Kolonii (ang. The Lost Colony) – ogromnego widowiska
teatralnego na wolnym powietrzu, napisanego przez zdobywcę Nagrody Pulitzera,
Paula Greena. Sztukę wystawiono dokładnie tam, gdzie kiedyś stała osada na
wyspie Roanoke. Powstała za państwowe pieniądze z programu Works Progress Administration i miała podnieść ludzi na duchu w
trudnych czasach kryzysu, pokazując dawnych osadników jako odważnych bohaterów,
których trud dał początek amerykańskiej demokracji.
W sztuce Greena i podczas całych obchodów Wirginię zrobiono narodową
męczennicą. Osiemnastego sierpnia 1937 roku na wyspę Roanoke przyjechał sam
prezydent Franklin Delano Roosevelt. Obejrzał przedstawienie i wygłosił
przemówienie transmitowane na cały kraj. Roosevelt porównał opór dawnych osadników,
widoczny w narodzinach i walce małej Wirginii, do współczesnych problemów
Amerykanów zmagających się z biedą oraz zagrożeniem faszyzmem w Europie. Mówił,
że Amerykanów w 1937 roku i tych z 1587 roku łączy ta sama wielka wiara w
przyszłość. Stawiając postać Wirginii w centrum tych obchodów, rząd Roosevelta
chciał dać ludziom poczucie ciągłości historii, pokazując Amerykę jako ciągły
łańcuch odwagi i poświęcenia od czasów elżbietańskich po czasy nowoczesne. Z
okazji rocznicy amerykańska mennica wybiła też srebrną monetę półdolarową, na
której widać było profil Eleonory Dare z małą Wirginią na rękach, a poczta
wypuściła specjalny znaczek z kolonialną rodziną przy kołysce. Zrobienie z
wyspy Roanoke miejsca pamięci oraz masowa produkcja monet i znaczków sprawiły,
że Wirginia Dare przestała być tylko zapomnianą postacią z przeszłości, a stała
się oficjalnym symbolem początków narodu. Ta państwowa wersja historii
utrwalała przekaz, że Ameryka zaczyna się od białych, chrześcijańskich
osadników z Europy. W ten sposób całkowicie pomijano historię rdzennych
mieszkańców, którzy żyli tu od tysięcy lat, jak i pracę zniewolonych ludzi z
Afryki, na której wyrosła potęga kraju. O ile obchody z połowy XX wieku miały
łączyć ludzi wokół wspólnej historii i ducha pionierów, o tyle pod koniec XX i
na początku XXI wieku po jej postać sięgnęły ruchy mocno natywistyczne. Gdy
prognozy pokazały, że przez nową politykę imigracyjną po 1965 roku skład rasowy
USA zacznie się mocno zmieniać, skrajna prawica i biali nacjonaliści zaczęli szukać
symboli, które oddawałyby ich strach przed utratą wpływów. Po raz kolejny
postać Wirginii Dare została wykorzystana jako łatwy symbol do realizowania
własnych celów politycznych.
 |
Znaczek pocztowy USA wydany w 1937 roku z okazji 350. rocznicy urodzin Wirginii Dare |
Najbardziej wyrazistym przykładem współczesnego sięgania po postać Wirginii
Dare było powołanie w 1999 roku organizacji VDARE przez antyimigracyjnego
publicystę Petera Brimelowa. Nazwa tej grupy nawiązuje bezpośrednio do imienia i
nazwiska dziewczynki. Organizacja ta szybko stała się jednym z głównych punktów
odniesienia dla amerykańskiej skrajnej prawicy, nawołując do ostrych cięć w
imigracji, obrony dominacji białej większości oraz ochrony tradycyjnej,
„anglosaskiej” tożsamości Stanów Zjednoczonych. Zrobienie z Wirginii patronki
ruchów niechętnych przybyszom to bardzo przemyślany, ale i niebezpieczny krok,
wykorzystujący dawne mity kolonialne. W przekazie VDARE i podobnych ugrupowań
Wirginia Dare pojawia się jako symbol zagrożonej białej ludności, której
podobno grozi wymiana demograficzna ze strony imigrantów spoza Europy.
Określając ją mianem „pierwszego białego dziecka w Ameryce”, grupy te budują
opowieść, w której biali mieszkańcy przedstawiają się jako pierwotni gospodarze
i ofiary zmian. Całe to podejście opiera się na wywróceniu faktów do góry
nogami: angielski osadnik, którego przybycie oznaczało początek odbierania
ziemi i zagłady rdzennych mieszkańców, poprzez postać bezbronnego niemowlęcia
zostaje pokazany jako nieskazitelny, pierwszy tubylec, którego potomkowie są
dziś rzekomo oblegani przez obcą inwazję. Zjawisko to dobrze pokazuje, że dawne
lęki osadników są wciąż żywe. Podbój kolonialny nie był bowiem jednorazowym
wydarzeniem, lecz procesem, który wymaga stałego spychania rdzennej ludności na
dalszy plan i przejmowania władzy nad ziemią oraz historią. Sięganie po pamięć
o Wirginii ma sugerować, że biali nie pojawili się w Ameryce przez podbój czy
przemoc, ale przez sam fakt narodzin pierwszego dziecka – niewinnego
niemowlęcia z kołyski na wyspie Roanoke. Budując swoją tożsamość wokół małego
dziecka, które zaginęło, dzisiejsi skrajnie prawicowi działacze tworzą bajkę o
czystym początku, któremu zagrażają nowe grupy ludzi.
To wykorzystanie postaci Wirginii pokazuje też głęboki podział w samym
sercu amerykańskiej tożsamości. Z jednej strony mamy otwartość i przyjęcie
imigrantów, których symbolem jest Statua Wolności, a z drugiej poczucie
wyższości białych osadników, reprezentowane przez Wirginię Dare. Spór o to,
który z tych symboli jest ważniejszy, trwa od dawna. Podczas gdy Statua
Wolności oznacza Amerykę otwartą dla każdego, kto szuka schronienia, postać
Wirginii jest przywoływana po to, by budować tożsamość zamkniętą, opartą na
pochodzeniu i europejskich korzeniach. Aby dobrze zrozumieć ten symbol, trzeba
wrócić do tego, co naprawdę wydarzyło się w sierpniu 1587 roku. Brak twardych
dowodów na to, co stało się z dzieckiem, to nie tylko luka w wiedzy, ale też
przestrzeń do politycznych manipulacji. Gdy Jan White wrócił na wyspę w 1590
roku i zobaczył słowo „CROATOAN” wycięte na słupie, natrafił na ślad
wydarzenia, które późniejsze mity starały się za wszelką cenę wymazać:
osadnicy, nie potrafiąc przetrwać sami, najpewniej dołączyli do lokalnych
plemion.
 |
Pomnik Wirginii Dare autorstwa Marii Louisy Lander (1859) Pomnik znajduje się w Ogrodach Elżbietańskich w Manteo w Karolinie Północnej, USA. Wirginia Dare przedstawiona jest tutaj jako dorosła indiańska księżniczka. fot. Tania Gail |
Współczesne badania historyczne i wykopaliska archeologiczne prowadzone
przez badaczy coraz mocniej potwierdzają, że osadnicy z 1587 roku nie zginęli w
głuszy ani nie zostali nagle zgładzeni. Uciskani głodem, wybrali jedyne
logiczne wyjście: wtopili się w lokalne społeczności Algonkinów, zwłaszcza z
ludu Croatan z wyspy Hatteras lub z okolic rzeki Chowan. Jeśli Wirginia Dare
przeżyła niemowlęctwo, to jej dalsze życie nie wyglądało jak historia z bajki o
samotnej angielskiej dziewicy chroniącej swą czystość w lesie. Najpewniej
wychowywała się w rdzennej wspólnocie, mówiła ich językiem, przejmowała ich
zwyczaje i miała dzieci z ludźmi z tego rejonu. Taki scenariusz całkowicie
demoluje mit budowany przez wieki. Cała siła symboliczna Wirginii zależy od
tego, czy pozostanie ona „nietknięta” przez kulturowe lub biologiczne
połączenie z rdzennymi mieszkańcami. Dla XIX-wiecznych pisarzy, twórców
państwowych obchodów z XX wieku i dzisiejszych nacjonalistów, Wirginia musi być
albo tragicznie zmarłym niewinnym dzieckiem, albo czystą białą łanią. Prawda
historyczna mówiąca o tym, że pierwsze angielskie dziecko urodzone w Ameryce
najprawdopodobniej stało się częścią rdzennej społeczności podważa
fundamentalne założenia o czystości rasowej i wyjątkowości osadników. Z kolei przekształcenie
małego dziecka w trwały symbol białej Ameryki pokazuje siłę, z jaką opowieści o
przeszłości kształtują dzisiejszą politykę. Przez wieki mit o Roanoke służył do
wybielania brutalnych realiów podboju, zastępując pamięć o krzywdach
wyrządzonych rdzennym mieszkańcom smutną opowieścią o europejskim poświęceniu i
utraconej niewinności. Wiek niemowlęcy Wirginii daje wygodną osłonę: małe
dziecko nie może być przecież najeźdźcą ani zabójcą. Stawiając niemowlę u progu
historii Ameryki, całą opowieść o kolonizacji zamienia się z brutalnego podboju
w poruszającą historię o bezbronnej rodzinie szukającej swojego miejsca na
ziemi.
Ta zmiana ról, w której osadnik stawia się w pozycji bezbronnej ofiary,
to częsty motyw w kulturze kolonialnej. Pozwala kolejnym pokoleniom ignorować
skutki dawnych podbojów, a jednocześnie bronić dawnych podziałów rasowych jako
„naturalnej ochrony” własnego dziedzictwa. Polityczna popularność Wirginii Dare
dowodzi, że mity historyczne rzadko dotyczą samej przeszłości, a częściej są
narzędziami służącymi do usprawiedliwiania współczesnej władzy i przywilejów. W
gruncie rzeczy Wirginia Dare to jeden z najbardziej wyrazistych przykładów na
to, jak brak faktów potrafi wyprodukować ogromną liczbę mitów. Urodzona 18
sierpnia 1587 roku i znikająca z dokumentów zaledwie kilkanaście dni później,
była jedynie drobnym epizodem w wielkiej historii ekspansji europejskiej.
Jednak jej symboliczne życie trwa już ponad czterysta lat, działając jak
lustro, w którym odbijają się amerykańskie lęki o rasę, naród i pochodzenie.
Niezależnie od tego, czy występowała jako romantyczna łania w dawnym folklorze,
symbol wytrwałości w czasach Wielkiego Kryzysu, czy patronka współczesnych
ruchów antyimigracyjnych była nieustannie wymyślana na nowo. Przyjrzeć się
krytycznie postaci Wirginii Dare to znaczy zobaczyć, jak historia zamienia się
w mit, a mit w narzędzie polityczne. Zrozumienie jej legendy wymaga przyznania,
że prawdziwa historia osady z Roanoke to nie opowieść o zachowanej czystości
białego dziecka, ale skomplikowana prawda o trudnym kontakcie dwóch kultur,
walce o przetrwanie i dostosowaniu się do nowych warunków. Tylko poprzez
odrzucenie uświęconych mitów o niewinności pierwszych osadników społeczeństwo
amerykańskie może naprawdę zmierzyć się ze swoją historią i zrozumieć podziały,
które wciąż wpływają na dzisiejszy świat.
Bibliografia:
- Brimelow P.: Alien
Nation: Common Sense About America’s Immigration Disaster. Nowy Jork:
Random House, 1995.
- Cotten Southall S.: The White Doe: The Fate of Virginia Dare. Raleigh: Edwards &
Broughton Printing Company, 1901.
- Miller L.: Roanoke:
Solving the Mystery of the Lost Colony. Nowy Jork: Arcade Publishing,
2000.
- Wolfe P.: Settler
Colonialism and the Transformation of Anthropology: The Politics and Poetics of
an Ethnographic Event. Londyn: Cassell, 1999.
- Wolfe P.: Traces
of History: Elementary Structures of Race. Londyn: Verso, 2016.
Ⓒ Agnieszka Różycka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz