sobota, 7 stycznia 2017

Magdalena Niedźwiedzka – „Królewska heretyczka”














Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2016





Dynastia Tudorów to temat, który wciąż fascynuje nie tylko filmowców, ale przede wszystkim pisarzy. Co pewien czas na rynku wydawniczym pojawiają się albo suche biografie, albo zbeletryzowane losy któregoś z przedstawicieli tej królewskiej rodziny, która zdaniem niektórych uchodzi za najbardziej przeklętą w dziejach Anglii. Z jednej strony doszli do władzy podstępem i po trupach, zaś z drugiej, kiedy już panowali, to przysporzyli swoim poddanym szereg cierpień. Wspomnijmy chociażby Henryka VIII Tudora (1491-1547) czy jego starszą córkę Marię I Tudor (1516-1558). Henryk nie tylko bez mrugnięcia okiem podpisywał wyroki śmierci na swoich prawdziwych i rzekomych wrogów, ale także nie wahał się skracać o głowę własnych żon. W dodatku z powodu kobiety poważnie poróżnił się z papieżem, na skutek czego ten ostatni obłożył króla klątwą. W odwecie rozwścieczony monarcha rozpoczął okrutne prześladowania duchownych, palił klasztory i mordował ich mieszkańców. Z kolei jego córka Maria była zagorzałą katoliczką – po swojej hiszpańskiej matce Katarzynie Aragońskiej (1485-1536) – co sprawiło, że ostatecznie popadła w religijny fanatyzm i paliła na stosach każdego, kto dopuściłby się herezji. Fanatyzm ma jednak to do siebie, że prawie zawsze odbiera człowiekowi zdolność logicznego myślenia, potęguje nieufność wobec innych, a wtedy każdy ruch tej drugiej strony staje się podejrzany. Tak też stało się z Marią, która w historii Anglii zapisała się jako Krwawa Maria, a na swój przydomek solidnie sobie zapracowała.

Sporo miejsca w historii zajmuje także młodsza córka Henryka VIII Tudora – Elżbieta (1533-1603). Ponieważ była córką drugiej żony monarchy – Anny Boleyn (ok. 1501-1536) – oskarżonej przez ministrów króla, a potem i przez samego monarchę, nie tylko o zdradę małżeńską, ale również o kazirodztwo i konszachty z samym diabłem, Henryk przez długi czas wypierał się Elżbiety i stanowczo twierdził, że jest ona bękartem, a on nigdy jej nie spłodził. W związku z tym dzieciństwo Elżbiety nie należało do najszczęśliwszych. Większość czasu spędzała z dala od królewskiego dworu pod troskliwym okiem opiekunek, a kiedy już odwiedzała dwór ojca, wówczas ten udawał, że jej w ogóle nie zauważa. Dla małego dziecka musiało to być naprawdę traumatyczne przeżycie, zważywszy że każdy, kto tylko zerknął na Henryka i Elżbietę wiedział, że dziewczynka jest jego biologiczną córką. Odziedziczyła po ojcu zarówno urodę, jak i jego wybuchowy charakter. To odtrącenie na pewno miało ogromny wpływ na późniejsze życie Elżbiety. Niekochana w dzieciństwie, szukała miłości w dorosłym życiu. Fakt ten może być wytłumaczeniem tego, że jeszcze jako księżniczka, a potem królowa otaczała się młodymi i przystojnymi mężczyznami, których wodziła za nos. Sprawiało jej bowiem przyjemność już samo obserwowanie swoich faworytów, którzy stale zabiegali o jej względy, a każdy z nich pragnął być tym najważniejszym.

Elżbieta I Tudor
Portret powstał około 1585 roku.
autor: prawdopodobnie
sir William Segar (1543-1633)
Niestety, Elżbieta nie planowała wychodzić za mąż, co spędzało sen z powiek jej ministrom, którzy przecież w królewskim małżonku widzieli jedyną szansę na przedłużenie dynastii. Nikt nie był głupi i każdy zdawał sobie sprawę z tego, że wraz ze śmiercią Elżbiety, ród Tudorów odejdzie w zapomnienie. Cóż z tego, że królowa pozbywała się swoich konkurentów do korony, jak chociażby Marii I Stuart (1542-1587), którą najpierw przez wiele lat więziła, a potem ostatecznie skazała na śmierć. Egzekucja Marii Stuart była jedynie przesunięciem w czasie panowania Stuartów w Anglii. Po śmierci Elżbiety na angielskim tronie zasiadł Jakub I Stuart (1566-1625), który był owocem związku Marii i Henryka Stuarta, lorda Darnley (1545-1567). Można zatem stwierdzić, że Elżbieta była klasyczną egoistką dbającą jedynie o samą siebie i o to, co wydarzy się za jej panowania. Nie myślała o obrazie Anglii, kiedy jej już nie będzie na świecie. Ona nie chciała mieć konkurentów za życia, natomiast sytuacja w kraju po jej śmierci zupełnie jej nie obchodziła.  

Tak jak królowa nie chciała z nikim dzielić się koroną, tak też nie wyobrażała sobie sytuacji, w której jej najważniejszy ulubieniec mógłby poślubić inną kobietę. Spójrzmy zatem na romans Elżbiety I Tudor z jej wieloletnim faworytem Robertem Dudleyem, 1. hrabią Leicester (1532-1588). W tym przypadku królowa zachowywała się niczym przysłowiowy pies ogrodnika. Ze względów politycznych sama go nie chciała jako męża, ale też nie pozwoliła mu się ożenić i spłodzić potomstwo, którego bardzo pragnął. Owszem, monarchini zdawała sobie sprawę z tego, że Robert ją zdradza, lecz dopóki nie było mowy o poślubieniu przez niego którejś z kochanek, Elżbieta przechodziła nad tymi zdradami do porządku dziennego. Jedyną karą, jaką stosowała wobec hrabiego, było kilka dni dąsów i poniżania go przed dworzanami. A potem Robert Dudley wracał do królowej z podkulonym ogonem i błagał o wybaczenie, zapewniając, że jest ona dla niego jedyną miłością. I tak cały ten teatr trwał przez długie lata. Z drugiej strony jednak można odnieść wrażenie, że Elżbieta i Robert byli od siebie nawzajem uzależnieni psychicznie. Taki związek jest dużo trwalszy, niż ten, który opiera się na fizycznym pożądaniu. Zauroczenie czy chęć uprawiania seksu z drugą osobą mogą szybko minąć, natomiast pragnienie ciągłego przebywania w towarzystwie człowieka, od którego uzależniliśmy się psychicznie, nie tak łatwo w sobie zagłuszyć albo zupełnie się go pozbyć. Możliwe też, że związek Dudleya i królowej nigdy nie wyszedł poza ramy platonicznego, a oni nigdy nie dzielili łoża. Tak naprawdę do dziś nie wiadomo, jakie relacje ich łączyły, a wszystko, o czym obecnie czytamy na ten temat oparte jest na domysłach i przypuszczeniach. Nie można bowiem jednoznacznie określić charakteru ich związku.


Obraz, na którym widać tańczącą Elżbietę I Tudor z hrabią Robertem Dudleyem.
Obraz został namalowany około 1580 roku.
autor: prawdopodobnie Marcus Gheeraerts Młodszy (1520-1590)


Na pewno Elżbieta była zazdrosna o swojego faworyta, zaś jej zazdrość sięgnęła zenitu w chwili, kiedy dowiedziała się, że ten w 1578 roku ożenił się z jej kuzynką Letycją Knollys, hrabiną Essex (1543-1634). Hrabina natychmiast została usunięta z dworu i z dnia na dzień przestała być damą dworu królowej. Robert również boleśnie odczuł swoją zdradę, ale w jego przypadku gniew Elżbiety nie trwał długo, ponieważ monarchini miała do Dudleya słabość, a to z kolei oznaczało, że była w stanie wybaczyć mu naprawdę wszystko. W innym razie Robert zapewne trafiłby do Tower, a potem został ścięty. Elżbieta mogła przecież postąpić z nim tak samo, jak robił to jej ojciec ze swymi żonami. Przecież po wielu latach nie miała problemu ze skazaniem na śmierć Roberta Devereux, 2. hrabiego Essex (1565-1601), który również był jej ulubionym faworytem, a królowa pozwalała mu na naprawdę bardzo wiele wobec swojej osoby. Kiedy jednak Robert Devereux ożenił się, a potem wystąpił przeciwko polityce Elżbiety, ta możliwe, że z bólem serca, ale jednak podpisała na niego wyrok śmierci. Trzeba pamiętać, że Robert Devereux był synem znienawidzonej przez monarchinię Letycji Knollys, więc Elżbieta miała tutaj dogodną okazję do tego, aby wreszcie dotkliwie zemścić się na swojej rywalce do serca Roberta Dudleya, który de facto już wtedy nie żył od wielu lat. Królowa na pewno zdawała sobie sprawę z tego, że śmierć pierworodnego syna doprowadzi Letycję do rozpaczy i choć przez chwilę będzie ona czuć to samo, co Elżbieta odczuwała w momencie, gdy na rzecz kuzynki utraciła na zawsze ukochanego Roberta Dudleya, bowiem od czasu ślubu hrabiego jego związek z monarchinią nie był już taki sam jak przedtem. Owszem, Robert nadal był na każde zawołanie Elżbiety, lecz między nimi wciąż stała Letycja, którą ten bardzo kochał, wbrew temu, o czym szeptali ludzie na londyńskich ulicach.  

Sir Francis Walsingham  (1532-1590)
W latach 1573-1590 był jednym
z najważniejszych polityków
Elżbiety I Tudor.
Portret powstał w 1585 roku.
autor: John de Critz Młodszy
(ok. 1552-1642)
Pisząc o Elżbiecie I Tudor nie sposób pominąć w jej biografii Roberta Dudleya, który przecież stanowi nieodłączny element życiorysu angielskiej królowej. W związku z tym pisarze decydując się na beletryzowanie dziejów Elżbiety, w centrum historycznych wydarzeń stawiają również hrabiego Leicester. Tak też zrobiła Magdalena Niedźwiedzka tworząc Królewską heretyczkę. Prawdę powiedziawszy fabuła książki opiera się przede wszystkim na romansie Dudleya i Elżbiety, natomiast polityka znajduje się gdzieś w tle. Czytelnik odnosi bowiem wrażenie, że wszelkimi kwestiami politycznymi zajmują się ministrowie królowej, zaś ona sama jedynie histeryzuje i krzyczy, aż w końcu mdleje i trzeba wzywać medyków, aby ci ratowali zdrowie, a może i nawet życie monarchini. Czy tak było w istocie? Na pewno Elżbieta I Tudor była kobietą, która swój charakter odziedziczyła po ojcu. A jak pamiętamy z historii Henryk VIII Tudor często tracił nad sobą panowanie, a wtedy dopuszczał się najbrutalniejszych czynów i podpisywał wyroki śmierci bez zastanowienia. Były przypadki, że potem tego żałował, ale nie mógł już nic zrobić, bo wszak odciętej głowy przyszyć się nie da. Pod koniec życia cierpiał na swego rodzaju obsesję, która objawiała się panicznym strachem o własne życie. Wszędzie widział zagrożenie i wciąż myślał, że jakiś zamachowiec czeka tylko na to, aby go zabić. Taki stan rzeczy doskonale wykorzystywali jego doradcy, którzy przecież upatrywali w pogarszającym się stanie zdrowia króla – psychicznym i fizycznym – korzyści dla samych siebie.

Przejdźmy jednak do powieści. Akcja Królewskiej heretyczki rozpoczyna się w momencie śmierci żony Roberta Dudleya – Amy Robsart (1532-1560). Mamy zatem początek września 1560 roku. Na dwór Elżbiety I Tudor dociera wieść, iż w wiejskiej posiadłości Roberta Dudleya służba – u podnóża stromych schodów – odnalazła martwe ciało jego młodej żony, która spadając skręciła sobie kark. Pojawiają się różne hipotezy. Jedni uważają, że było to samobójstwo, inni twierdzą, że nieszczęśliwy wypadek, ale są też i tacy, którzy nie wahają się powiedzieć wprost o z góry przemyślanym i zaplanowanym morderstwie. Oczywiście podejrzenie o ewentualne dokonanie zbrodni pada na Roberta Dudleya, natomiast rykoszetem dostaje się także Elżbiecie. Co zatem w tej sytuacji robi królowa? Otóż podejmuje decyzję, że najlepiej będzie, jeśli odsunie od siebie na jakiś czas swojego faworyta. Przecież pierwsza osoba w państwie musi być poza wszelkimi podejrzeniami. Nie oznacza to jednak, że królowa nie pragnie poznać prawdy. Z kolei hrabia Leicester jakoś niespecjalnie bierze sobie do serca śmierć żony. Czyżby faktycznie miał z nią coś wspólnego? Czy rzeczywiście zlecił komuś zabójstwo Amy Robsart? Przecież byłoby to doskonałe rozwiązanie, jeśli wziąć pod uwagę sytuację, w jakiej egzystuje Dudley u boku Elżbiety. Teraz już nic nie może przeszkodzić mu w poślubieniu królowej i zostaniu królem Anglii.

William Cecil, 1. baron Burghley
(1520-1598)

Najpierw kanclerz i doradca
Elżbiety I Tudor, a od 1572 roku
Wielki Skarbnik.
Portret powstał w 1585 roku.
autor: prawdopodobnie 

Marcus Gheeraerts Młodszy
Tymczasem gdzieś w Londynie żyje sobie niejaki James Burbage (1531-1597), którego największym marzeniem jest stworzyć prawdziwy teatr, aby tym samym występować na dworze przed obliczem królowej. Na razie jednak może jedynie poszczycić się prowadzeniem zwykłej trupy teatralnej, której celem jest jeżdżenie to tu, to tam z rozmaitymi sztukami, będącymi na lepszym lub gorszym poziomie. Pewnego dnia do teatralnego zespołu Jamesa dołącza młody Philip Sierota. Z tego, co wiadomo, chłopak ma nieciekawą przeszłość. Jako dziecko stracił rodziców w dramatycznych okolicznościach, a potem został zabrany do Włoch, gdzie trafił pod opiekę pewnego jezuity. Teraz Philip wrócił do Anglii i – jak twierdzi – pragnie zostać aktorem, a jeśli będzie miał szczęście, to nawet zrobi karierę jako znany dramatopisarz. Po jakimś czasie Philip wkrada się w łaski Roberta Dudleya, a potem samej królowej. Chłopak stara się oczarować monarchinię, a ponieważ – jak wiadomo – Elżbieta nie stroni od pięknych i przystojnych młodzieńców, Sierota wcale nie musi się za bardzo starać, aby zdobyć zaufanie królowej. Pytanie tylko, czy jego intencje są szczere, czy może kryje się za nimi coś niebezpiecznego, co sprawi, że życie królowej będzie zagrożone. Na tym etapie trudno jest to stwierdzić. Prawdą jest natomiast, że Philip jest zauroczony Elżbietą i zaczyna pisać sztukę, której główną bohaterką ma być sama królowa.

I tak oto obok siebie toczą się losy bohaterów historycznych i fikcyjnych. Splatają się wątki, a na ich zakończenie trzeba będzie jeszcze poczekać, ponieważ książka jest dość sporych rozmiarów i nie tak szybko czytelnik dowie się, co takiego stało się szczególnie z postaciami wykreowanymi na potrzeby powieści. Jeśli chodzi o linię fabularną opartą na historii, to tutaj raczej nie należy spodziewać się niczego zaskakującego. Można jedynie zastanawiać się, jaką drogę wybrała Autorka i na czym tak naprawdę oparła fabułę Królewskiej heretyczki: czy są to twarde fakty, które podają nam historycy, czy może uliczne plotki, które nie mają potwierdzenia w historii, a są jedynie domysłami i przypuszczeniami. Na pewno książkę czyta się dobrze, a to z uwagi na płynność językową. Z drugiej strony jednak losy Elżbiety I Tudor są tak bardzo uwspółcześnione, że nawet doskonałe opisy ówczesnego Londynu nie są w stanie sprawić, iż czytelnik przeniesie się w czasie i poczuje tamtą szesnastowieczną londyńską atmosferę. W usta bohaterów włożone są słowa, których zapewne żadna z postaci występujących w książce nigdy by nie użyła, ponieważ ludzie żyjący w XVI wieku nie znali tego rodzaju słownictwa. To nieco burzy klimat powieści i czasami wygląda po prostu śmiesznie.

Sama królowa Elżbieta I Tudor opisana jest tutaj nie tyle jako monarchini, lecz jako kobieta, która kieruje się jedynie emocjami w podejmowaniu decyzji, zaś nie rozsądkiem. Jest bowiem „tylko kobietą”, a to sprawia, że jest przytłoczona przez swoich doradców. To oni zajmują się polityką i to oni wciąż cioszą Elżbiecie kołki na głowie, aby ta wreszcie wybrała sobie męża, bo wszak potomek jest najważniejszy. Oczywiście w miarę upływu czasu pojawiają się kolejni kandydaci do ręki monarchini, ale Elżbieta wie swoje i gra we własną grę, którą ułożyła sobie jeszcze w dzieciństwie. Wygląda na to, że królowa w rękach ministrów jest zwykłą marionetką. Niestety, takie pokazanie monarchini zupełnie do mnie nie przemówiło. O ile zgadzam się z próbą pokazania wybuchowej i rozhisteryzowanej królowej, to nie kupuję Elżbiety jako monarchini praktycznie całkiem odsuniętej od polityki państwa. Tak nie było. Elżbieta miała naprawdę sporo do powiedzenia na temat rządzenia własnym krajem. Nie bez powodu historia nadała jej przydomek „Wielka”. Z fabuły powieści ewidentnie wynika, jakoby Elżbietę I Tudor interesowały wyłącznie jej uczucia do Dudleya, jego ewentualne zdrady i to, co on do niej czuje oraz cała rzesza innych faworytów. Mało tego. Obraz królowej pokazany na kartach Królewskiej heretyczki to obraz mało wiarygodny, ponieważ z jednej strony zbyt współczesny, natomiast z drugiej skoncentrowany na monarchini jako na kobiecie, która wciąż pragnie adoracji ze strony mężczyzn. A przecież trzeba pamiętać, że ona była przede wszystkim królową! W tamtym okresie przy sprawowaniu władzy płeć miała ogromne znaczenie, dlatego sama Elżbieta musiała stale udowadniać otaczającym ją mężczyznom, że nie przez przypadek została królową Anglii.


Elżbieta I Tudor przyjmuje ambasadorów niderlandzkich.
Obraz został namalowany w 1560 roku przez Levinę Teerlinc (ok. 1520-1576).


Nie podobało mi się również to, w jaki sposób Magdalena Niedźwiedzka przedstawiła Letycję Knollys, hrabinę Essex. O ile Elżbieta – z wiadomych powodów – mogła myśleć i mówić o swojej kuzynce jak najgorzej, o tyle prawda wyglądała zupełnie inaczej. Letycja nie była pospolitą dziewką, która podstępem zdobyła Dudleya, dopuszczając się w tym celu najohydniejszych czynów. Ona była hrabiną i nawet, jeśli pierwsza zwróciła uwagę na hrabiego, to prawda była taka, iż to Dudley zrobił ten decydujący krok, ponieważ naprawdę zakochał się w Letycji! Niestety, smutne, że Autorka wątek romansu Letycji Knollys i Roberta Dudleya oparła na ulicznych plotkach. To zwykli londyńczycy opowiadali, że małżeństwo hrabiny Essex i hrabiego Leicester zostało zawarte z przymusu. Tak nie było. Ci dwoje naprawdę się kochali, choć była to miłość bardzo trudna, ponieważ Elżbieta stale była obecna w ich związku, i aby zemścić się na kuzynce, wciąż pod jakimś pretekstem wzywała Dudleya na dwór albo wysyłała go za granicę, żeby tylko maksymalnie ograniczyć mu kontakty z żoną. Lecz mimo to miłość Letycji i Roberta nie słabła.

Po przeczytaniu książki nie mogłam też zrozumieć, dlaczego Autorka wprowadziła postacie stricte fikcyjne, skoro one tak naprawdę nie ogrywają w tej książce żadnej szczególnej roli. Odniosłam wrażenie, że Philip Sierota męczy się na kartach powieści i sam nie wie, co ma dalej począć ze swoim życiem. Niby jego rola została już na samym początku zaznaczona i zapowiadała się naprawdę interesująco, to jednak potem jakoś tak niefortunnie straciła na znaczeniu, że chyba nawet sama Autorka nie miała już pomysłu, jak dalej pokierować losami tego bohatera, więc wybrała najprostsze rozwiązanie, którego nie będę zdradzać, żeby nie spoilerować. W jakim celu został też wpleciony element teatru, skoro nic szczególnego nie wyniknęło z tego wątku? Może chodziło tutaj o to, żeby powieść była grubsza? Trudno jest mi to jednoznacznie stwierdzić. Oczywiście nie mam nic przeciwko wprowadzaniu do powieści historycznych elementów fikcji, ale jeśli autor decyduje się już na taki manewr, to musi pamiętać, że ci wymyśleni bohaterowie powinni odegrać w książce naprawdę istotną rolę. W tym przypadku tak się nie stało. I choć zapowiadało się dobrze, to jednak w miarę postępowania akcji, postacie te gubiły się gdzieś w tłumie, aż w końcu przestały mieć jakiekolwiek znaczenie, jeśli chodzi o osobę Elżbiety I Tudor, bo to przecież z jej powodu znalazły się w fabule.


Na pierwszym planie widać Elżbietę I Tudor,
natomiast w tle Roberta Dudleya flirtującego z Letycją Knollys.

Obraz najprawdopodobniej został namalowany w 1585 roku.
autor: Marcus Gheeraerts Młodszy


I jeszcze jedna rzecz. Kiedy zaczęłam czytać Królewską heretyczkę, naszła mnie myśl, że przecież gdzieś już coś takiego czytałam. Po zastanowieniu przypomniałam sobie, że przecież swego czasu Christopher W. Gortner zaproponował swoim czytelnikom bardzo podobną historię w trzech tomach (przyp. Sekret Tudorów. Kroniki nadwornego szpiega Elżbiety I, Spisek Tudorów, Potomek Tudorów). U Gortnera również pojawia się pewien sierota związany z Dudleyami, który także trafia na dwór Elżbiety, lecz jeszcze nie królowej, ale księżniczki. Niemniej, pomysł amerykańskiego pisarza jest znacznie lepszy, niż Magdaleny Niedźwiedzkiej. Poza tym historia zaproponowana przez Christophera Gortnera jest bardziej dynamiczna i trzymająca w napięciu, co sprawia, że jego trylogia to naprawdę opowieść szpiegowsko-przygodowa. W przypadku Królewskiej heretyczki zabrakło mi dynamizmu i próby wciągnięcia czytelnika w akcję już od pierwszej strony. Możliwe, że tę powieść odebrałam w ten sposób, ponieważ zbyt dużo wiem na temat Tudorów. Potrafię oddzielić fakty od mitów i nie podoba mi się, kiedy autor przy kreowaniu fabuły posługuje się plotkami zamiast oprzeć historię na twardych dowodach, nawet jeśli jest to beletrystyka, a nie literatura faktu. Jeśli chodzi o Tudorów, to wiarygodnych materiałów źródłowych jest naprawdę sporo i można z nich wybrać bardzo ciekawe wydarzenia, które wplecione w fabułę podniosłyby tylko walor książki.

Abstrahując jednak od mojej opinii, mam nadzieję, że Królewska heretyczka spodoba się amerykańskim czytelnikom, którzy będą mogli ją przeczytać już wiosną tego roku, i może będą mniej wymagający ode mnie. Życzę tej książce jak najlepiej, pomimo że mnie rozczarowała. Z życiem Elżbiety I Tudor związanych jest tak wiele interesujących wydarzeń – szczególnie tych politycznych – mających miejsce w latach 1560-1578, które można było z powodzeniem wykorzystać, a nie wciąż kręcić się wokół tego samego tematu: romansu Elżbiety i Roberta oraz ciągłego szukania królowej męża. Niestety, Autorka tego nie zrobiła. Zamiast tego wprowadziła fikcyjnych bohaterów, którzy – moim zdaniem – nie wnieśli do książki niczego ważnego, a jedynie powiększyli jej objętość, zabierając tym samym szansę do szerszego ukazania faktów historycznych. 


Jeśli ktoś chciałby bliżej poznać fakty na temat miłosnego trójkąta (Elżbieta – Robert – Letycja), to odsyłam do moich dwóch tekstów: tutaj i tutaj









środa, 4 stycznia 2017

O tym, jak hrabia zdradzał królową








Letycja Devereux (z domu Knollys), wicehrabina Hereford (1543-1634) i jedna z najpiękniejszych dam dworu Elżbiety I Tudor (1533-1603) miała dwadzieścia jeden lat, kiedy spodziewała się swojego trzeciego dziecka. Wtedy też przyciągnęła uwagę Roberta Dudleya, 1. hrabiego Leicester (1532-1588), który jednocześnie był najważniejszym i wieloletnim faworytem królowej. Po kątach szeptano, że był też jej kochankiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Po siedmiu latach bezwarunkowego oddania się Elżbiecie, Robert po raz pierwszy odważył się otwarcie spojrzeć na inną kobietę. Królowa bardzo szybko zauważyła jego zainteresowanie Letycją, a ponieważ była kobietą o wybuchowym temperamencie, natychmiast skarciła swojego faworyta, używając przy tym niezwykle gorzkich słów. Po kilku dniach dąsania się na hrabiego i przelania strumieni łez wydawało się, że wszystko wróciło do normy, a królowa i jej ulubieniec znów zaczęli obdarzać się nawzajem miłością. Hiszpański ambasador twierdził, że Robert Dudley zwrócił się ku Letycji tylko dlatego, że był zazdrosny o flirt Elżbiety z sir Thomasem Heneage’em (1532-1595), który był jednym z czołowych polityków królowej. Bez względu na przyczyny, jakie kierowały zachowaniem Dudleya, a także pojawiający się kryzys w relacjach hrabiego z królową, pewne było, że Dudley wywarł ogromne wrażenie na wicehrabinie Hereford.

Letycja Knollys, hrabina Essex
i Leicester

Portret powstał około 1585 roku.
autor: prawdopodobnie
George Grower (1540-1596)
Po pewnym czasie Letycja Devereux wróciła do Staffordshire, gdzie przed laty w listopadzie 1565 roku urodziła swojego pierwszego syna – Roberta Devereux, 2. hrabiego Essex. Ojcem chrzestnym dziecka był sam Robert Dudley, lecz wszelkie spekulacje na temat jego rzekomego ojcostwa były nieprawdziwe, co udowodniono dopiero w XVII wieku. To nie on był ojcem małego Roberta, lecz mąż Letycji – Walter Devereux, 1. hrabia Essex (1541-1576) – o czym ma świadczyć rok urodzenia przyszłego hrabiego. 

Letycja Knollys była córką sir Francisa Knollysa (ok. 1514-1596) i jego żony Catherine Carey (1524-1569), która z kolei urodziła się jako siostrzenica samej Anny Boleyn (ok. 1501-1536). Mówiąc wprost, Letycja była wnuczką Marii Boleyn (ok. 1499-1543), co dawało jej pierwszą pozycję jako kuzynki królowej w kwestii ewentualnego objęcia tronu Anglii, gdyby Elżbieta przedwcześnie zeszła z tego świata, nie zostawiając po sobie potomka. Najprawdopodobniej Letycja większość swojego dzieciństwa i młodości spędziła u boku przyszłej królowej, a na pewno w pierwszych latach panowania Elżbiety była jedną z jej ulubionych dam dworu. W 1560 roku, kiedy Letycja Knollys miała siedemnaście lat, poślubiła Waltera Devereux, który został hrabią Essex w 1572 roku. Rok później Walter udał się do Irlandii. Para miała pięcioro dzieci: dwie córki i trzech synów, z których najmłodszy zmarł w okresie niemowlęcym.

Kiedy Letycja miała dwadzieścia dziewięć lat, jej mąż nagle zaginął w Irlandii i pomimo braku dowodów można odnieść wrażenie, że wicehrabina przypomniała sobie wówczas o Robercie Dudleyu, który zdążył już wcześniej przyprawić ją o szybsze bicie serca. Możliwe też, że w osobie hrabiego Leicester szukała dla siebie towarzystwa, którego jej brakowało. Tak więc regularnie odwiedzała Londyn, zamieszkując w posiadłości Durham House, która znajdowała się niedaleko Leicester House, czyli miejsca, gdzie często przebywał Robert Dudley. Już w 1573 roku Letycja często otrzymywała od Roberta prezenty w postaci dziczyzny, na którą ten polował, przebywając w swojej posiadłości Kenilworth Castle w hrabstwie Warwickshire. Z kolei w lipcu 1575 roku Letycja była obecna na dworze królowej, gdzie Dudley zorganizował specjalnie dla Elżbiety szereg rozrywek, które trwały przez długie dziewiętnaście dni. Zapewne było to najbardziej wyszukane wydarzenie podczas całego okresu panowania Elżbiety. Kilka tygodni później hrabina Essex gościła królową w Leicester, podczas gdy reszta dworu spędzała czas w Chartley w hrabstwie Staffordshire.

Tamtego lata Elżbieta ignorowała wszelkie skandaliczne rozmowy i spotkania Roberta z Letycją, chociaż mogła już odnosić wrażenie, że w Kenilworth Castle miłość wisi w powietrzu. Tymczasem część szlachty zgromadzona w Warwickshire mówiła wprost, że ich pan jest „dziwkarzem”, natomiast kiedy w grudniu 1575 roku do Anglii wrócił Walter Devereux, wówczas hiszpański ambasador Filipa II Habsburga (1527-1598) – Antonio de Guaras (1520-1579) – poinformował swojego króla:

Ponieważ o całej tej sprawie mówi się już publicznie na ulicach, nie może być zatem nic złego w tym, że otwarcie piszę o wzajemnej wrogości pomiędzy hrabią Leicester a hrabią Essex, co sprawia, że mówi się, iż podczas pobytu hrabiego Essex w Irlandii, hrabia Leicester spłodził z jego żoną dwoje dzieci […] w konsekwencji czego szykuje się wielki konflikt.

Walter Devereux, hrabia Essex
i pierwszy mąż Letycji Knollys

Portret został namalowany
pomiędzy 1572 a 1575 rokiem.
autor nieznany
Oczywiście z całej tej sytuacji nie wyniknęło nic spektakularnego, ale ciekawe jest to, że hrabia Essex trzymał się z dala od dworu nawet podczas Bożego Narodzenia, kiedy jego żona podobno uczestniczyła w uroczystych obchodach świąt na królewskim dworze. Z całą pewnością był tam również Robert Dudley. Na londyńskich ulicach mówiło się zatem, że dwoje dzieci, które urodziła Letycja były spłodzone przez jej kochanków, a nie przez męża. Niemniej trzeba pamiętać, że nikt nie dysponował twardymi dowodami popierającymi tę teorię. Były to tylko uliczne plotki. Z kolei w lipcu 1576 roku Walter Devereux popłynął z powrotem do Dublina. I znów pojawiły się plotki, że miał się do tego przyczynić sam Dudley, aby w ten sposób usunąć sobie z drogi rywala do serca pięknej Letycji. Nie ma jednak na to żadnych dowodów, które pozwalałyby jednoznacznie obwinić hrabiego Leicester o tak haniebny czyn. Natomiast jeszcze zanim Walter Devereux opuścił Anglię, jego żona wyjechała do Buxton położonym w hrabstwie Derbyshire, gdzie także przebywał Robert Dudley, zażywając zdrowotnych kąpieli.

W Buxton Letycja na okiennej szybie napisała bardzo interesujące zdanie, które wielu odniosło również do siebie, począwszy od Marii I Stuart, królowej Szkocji (1542-1587), a na hrabim Leicester kończąc. Tak więc czytamy: Wierna, niewinna, wciąż w jakiś sposób nieszczęśliwa. Lecz zmuszona cierpieć. L. Essex. Oczywiście hrabina Essex sądziła, że plotki na temat jej relacji z Robertem Dudleyem są tak naprawdę bezpodstawne. Podobnego zdania był także hrabia Leicester, choć przyznał, że możliwe, iż żyje w grzechu. Do takiego przekonania doszedł po rozmowie ze znajomym purytaninem, który straszył go ogniem piekielnym i twierdził, że Robert powinien żałować tego, jakie życie prowadzi. Na te słowa hrabia Leicester odpowiedział:

Nie będę usprawiedliwiał siebie jako grzesznika, którym jestem z krwi i kości, jak inni. A poza tym stoję na szczycie wzgórza i wiem, że najmniejszy poślizg grozi upadkiem. Lecz nie będę się usprawiedliwiał. Możliwe, że upadnę na wiele sposobów i więcej razy niż inni, którzy być może nie są żadnymi świętymi, jednak ich błędy będą mniej zauważalne, choć będą większe niż moje… Z powodu moich błędów chcę powiedzieć, że kładę je przed Tym, który – nie mam wątpliwości – będzie w stanie je anulować, ponieważ najserdeczniej będę za nie przepraszał.

Robert Dudley, hrabia Leicester
i drugi mąż Letycji Knollys

Portret powstał w 1575 roku.
autor nieznany
Głównym problemem hrabiego było to, że miłość jego życia stawała się coraz bardziej skomplikowana, a wszystko dlatego, iż królowa Elżbieta nie pozwalała mu na stały związek z inną kobietą. A zatem był przekonany, że gdyby ożenił się z jakąś niewiastą, fakt ten doprowadziłby do jego całkowitego upadku. W dniu 22 września 1576 roku w Dublinie na dyzenterię zmarł Walter Devereux. W godzinie śmierci uskarżał się na próżność i bezbożność kruchych kobiet. Możliwe, że miał wtedy na myśli własną żonę. Po jego śmierci pojawiły się pogłoski, że został otruty na polecenie hrabiego Leicester. Sir Henry Sidney (1529-1586), który był szwagrem Dudleya, zbadał całą sprawę i stwierdził, że nie ma żadnych dowodów na nieczystą grę ze strony Roberta, lecz rzadkie choroby są właściwe dla tego kraju, z powodu których zmarło wielu […], a niektórzy nawet w jego posiadłości.

Po śmierci męża, Letycja popadła w poważne kłopoty finansowe, co sprawiło, że wraz z czworgiem dzieci musiała szukać mieszkania u rodziny i przyjaciół. Złośliwi twierdzili, że Robert Dudley w tajemnicy jeździ z nią po całym kraju od domu do domu. Jej dobre imię wciąż było szargane. Wrogowie hrabiny zniesławiali ją, mówiąc, że w domu rodziny Digby w hrabstwie Warwickshire, pani Letycja leży, a inni dostarczają jej przyjemności – rodzina Digby była częścią lokalnej społeczności spowinowaconej z hrabią Leicester, a Letycja rzeczywiście przebywała tam w marcu 1577 roku.

Podczas obrad parlamentu w 1576 roku, królowa Elżbieta oświadczyła, że wolałaby być mleczarką z wiadrem na ramieniu, niż zrezygnować ze swojego panieńskiego stanu. Robertowi Dudleyowi wydawało się zatem, że jest to jeden z sygnałów mówiących o tym, że hrabiemu ostatecznie zabrano wszelką nadzieję na to, iż kiedykolwiek poślubi Elżbietę. Wtedy też bardzo ostrożnie zainicjował rozmowy z ojcem i braćmi Letycji Knollys oraz wyjaśnił charakter relacji, jakie łączyły go z baronową Douglass Sheffield (1545-1608), która była niegdyś jego kochanką i urodziła mu syna.

Elżbieta I Tudor
Portret pochodzi z 1575 roku.
autor nieznany
W sobotni wieczór 20 września 1578 roku Robert Dudley przyjął w swoim wiejskim domu w Wanstead w hrabstwie Essex starego i dobrego przyjaciela Rogera Northa, 2. barona North (1530-1600). Wyznał mu, że następnego dnia rano zamierza się ożenić, a nie było dla niego nic bardziej pożądanego, niż połączyć się węzłem małżeńskim z jakąś pobożną, dobrze urodzoną kobietą. Z kolei do swojego kapelana hrabia powiedział, że z szacunku dla Jej Wysokości, która okazywała swoje niezadowolenie, długo powstrzymywał się od zawarcia małżeństwa, jednak rozmaite kwestie, a zwłaszcza wyciszenie wyrzutów sumienia, sprawiły, że postanowił wreszcie ożenić się z prawą i honorową hrabiną Essex. Ceremonia zaślubin odbyła się w niedzielę pomiędzy siódmą a ósmą rano, a kapelan później wielokrotnie przypominał, że panna młoda miała na sobie „luźną suknię”. Ta ostatnia uwaga wielu przywiodła na myśl, że Letycja najprawdopodobniej musiała być w ciąży, a zatem małżeństwo zostało wymuszone na Dudleyu przez sir Francisa Knollysa.

Czy Letycja na pewno spodziewała się wtedy dziecka? Dlaczego nikt inny oprócz kapelana nie zapamiętał tej „luźnej sukni”? I dlaczego w żadnych dokumentach nie ma śladu po dziecku, które urodziłoby się po jakimś czasie? Na te pytania wielu stara się odpowiedzieć, lecz wszystkie wyjaśnienia to jedynie domysły. Czy jednak taki dżentelmen jak sir Francis Knollys powinien był wymuszać na wielkim hrabim Leicester podjęcie tak niedorzecznej decyzji? Co więcej, Robert Dudley od czasów króla Edwarda VI Tudora (1537-1553) był dobrym przyjacielem sir Francisa, a kilku z braci Letycji było w służbie u hrabiego. Możliwe, że w grę nie wchodził żaden przymus, a tylko fakt, iż małżeństwo Letycji i Roberta miało jedynie wzmocnić i tak silny już związek między obiema rodzinami.

Letycja Knollys pomiędzy
1590 a 1595 rokiem

autor: Nicholas Hillard (1547-1619)
Elżbieta nigdy nie potrafiła zaakceptować faktu, że teraz odwiedzając posiadłości hrabiego Leicester będzie spotykać tam również hrabinę Leicester. Dlatego też Letycja Dudley przez kilka lat swojego małżeństwa z Robertem nadal była tytułowana przez królową jako hrabina Essex. Żyła też w zaciszu swoich posiadłości z dala od dworu. Często przebywała w towarzystwie krewnych z rodziny Knollysów w rodzinnym domu w Oxfordshire. Jej mąż nadal ją kochał, choć z trzech kolejnych ciąż tylko jedna zakończyła się porodem. W czerwcu 1581 roku na świat przyszedł Robert Dudley, Lord Denbigh, który jednak zmarł w dzieciństwie. Latem 1583 roku Elżbieta znów wściekła się na Dudleya z powodu jego małżeństwa, ponieważ znacznie bardziej niż kiedykolwiek przedtem czuła ból już na samą myśl o tym, że jej faworyt spędza noce w łóżku innej kobiety. Dodatkowo powodem furii Elżbiety był fakt, iż Letycja teraz „bezwstydnie” mieszkała w posiadłości swojego męża w Londynie. Ambasador Francji – Michel de Castelnau (1517-1592) – gościł w tamtym czasie w Leicester House. Stwierdził wówczas, że on [Robert Dudley] specjalnie zaprosił mnie na kolację z nim i jego żoną, która posiada na niego ogromny wpływ i na tych, których on przedstawia jako tych, którym pragnie poświęcić uwagę. Z kolei włoski filozof Giordano Bruno (1548-1600) zauważył, że nie ma lepszego sposobu na to, aby zyskać przychylność hrabiego, jak tylko zadedykować książkę jego skompromitowanej żonie.

Nieoczekiwanie z powodu gorączki w dniu 19 lipca 1584 roku zmarł mały lord Denbigh. Był to straszny cios dla jego rodziców. Bez pozwolenia królowej, Robert Dudley opuścił dwór, zaniedbując swoje obowiązki, aby pocieszyć smutną żonę. Podziękował także Williamowi Cecilowi, lordowi Burghley (1520-1598), który wtedy piastował urząd Wielkiego Skarbnika, za bezskuteczną obronę jego biednej żony przed królową. Letycja myślała bowiem o powrocie na dwór, z którego po ślubie z Dudleyem została wyrzucona. Hrabia mówił wówczas: Na Boga, panie Burghley, myślę, że tylko to jej może pomóc. Aby nie brać udziału w pogrzebie syna, którego śmierć ostatecznie pogrzebała dynastyczne plany Dudleya, pogrążeni w żałobie rodzice udali się na wieś, gdzie zatrzymali się w wielkiej posiadłości należącej do lorda Burghleya – Theobalds House – a tam polowali na wystraszone jelenie, lecz żadnego nie zabili. Tak przynajmniej donosił Dudley nieobecnym gospodarzom.


Posiadłość Theobalds House należąca do Williama Cecila,
gdzie po śmierci jedynego syna udali się Letycja i Robert.

Obraz został namalowany w 1836 roku.
autor nieznany


Kiedy hrabia Leicester udał się rok później do Niderlandów nie było nawet mowy o tym, aby podczas tej wyprawy towarzyszyła mu żona. Królowa „eksplodowała” już na samą myśl o „innym dworze” z „inną królową”. Za granicą Robert Dudley popadł w niełaskę, co wzbudziło u Letycji poważny niepokój. William Davidson (1541-1608), którego Dudley wysłał do Anglii, aby przebłagał Elżbietę, tak opisał wizytę u hrabiny: Znalazłem ją [Letycję Dudley] w znacznym stopniu zatroskaną problemami i wiadomościami, jakie otrzymała z dworu, ale ucieszyła się nieco, kiedy zrozumiała, jak bardzo wstawiłem się za nią u Jej Wysokości. Ktoś inny odwiedzając Letycję zauważył: Twoja pani żona ma się dobrze, lecz nie ma już powodu ku temu, aby pisać. Wczoraj spędziłem u niej trochę czasu, by sprawić jej przyjemność.

Jak wynika z zachowanych dokumentów, lady Leicester posiadała niezwykle praktyczny charakter. Hrabia byłby bardzo zadowolony, otrzymując jakiś list z Anglii, ale z pewnością cenił u żony jej zdrowy rozsądek, co było swego rodzaju odmianą wziąwszy pod uwagę jego wcześniejsze kontakty z kobietami, które z reguły wpadały w histerię nawet z błahych powodów, jak chociażby królowa. Letycja wciąż bardzo kochała męża. Była zrozpaczona, kiedy dowiedziała się, że ten znów musi udać się do Niderlandów w czerwcu 1587 roku. Przecież już wcześniej żyli osobno przez prawie rok. Można zatem zrozumieć, dlaczego Letycja nie opłakiwała go rozpaczliwie, kiedy zmarł nagle we wrześniu 1588 roku. Wkrótce ponownie wyszła za mąż. Tym razem jej wybrankiem okazał się sir Christopher Blount (ok. 1556-1601). Hrabia był dużo od niej młodszy. Opisywała go jako swego najlepszego przyjaciela, cieszyła się z tego partnerskiego związku, który nie był przecież pozbawiony uczucia. Pogodziła się też z trudnościami finansowymi, jakie dotknęły Leicester. Niemniej, to Robert Dudley pozostał dla niej tym najlepszym i najdroższym mężem.


Grób Letycji Knollys i Roberta Dudleya
w Kolegiacie Najświętszej Maryi Panny w Warwickshire 


Opowieść o miłości Roberta Dudleya i Letycji Knollys charakteryzowała się niezwykłym pożądaniem i wytrwałością. Znali się wzajemnie od najmłodszych lat, ale dopiero po latach zaczęli interesować się sobą nawzajem, nie bacząc na konsekwencje. On często oceniany był jako kobieciarz, zaś ona nosiła etykietkę zmysłowej uwodzicielki. Za swoją miłość obydwoje zapłacili bardzo wysoką cenę, choć starali się, aby ich małżeństwo wzbudziło w otoczeniu powszechny szacunek. Dla Letycji ten związek oznaczał wypędzenie z dworu i odizolowanie od życia społecznego. Przez królową została napiętnowana jako „wilczyca” i „zła kobieta”. Z kolei dla hrabiego małżeństwo z Letycją oznaczało utratę nie tylko pozycji, ale przede wszystkim zerwanie niepowtarzalnego związku z Elżbietą. Zirytowana i wściekła królowa nakładała na niego coraz to nowe kary finansowe. Publicznie zwykła nazywać go „rogaczem”. Niemniej Letycja przyznała kiedyś, że Robert swoje oryginalne relacje z królową zerwał bez szwanku. Hrabina Essex, a potem Leicester, ryzykowała naprawdę wiele, kiedy postanowiła pójść za głosem serca. W młodości była jedną z ulubionych towarzyszek Elżbiety, lecz w chwili, gdy stanęła jej na drodze do serca Roberta Dudleya, aż do śmierci królowej stała się jej największym wrogiem.







wtorek, 3 stycznia 2017

O tym, jak hrabia kochał królową







Elżbieta I Tudor (1533-1603) na kartach historii zapisała się jako Królowa Dziewica. Niemniej oceniając jej romanse i zamiłowanie do pięknych młodych mężczyzn można pokusić się o stwierdzenie, że słowo dziewica jest tutaj pojęciem względnym. Była córką Henryka VIII Tudora (1491-1547) i jego drugiej żony Anny Boleyn (ok. 1501-1536). W przeciwieństwie do swego ojca, który zmieniał małżonki niczym przysłowiowe rękawiczki, Elżbieta nie zamierzała wstępować w związek małżeński, o czym zwykła mówić dość wyraźnie. Często powtarzała: Będę tutaj jedyną panią bez żadnego pana. Podczas swego długiego panowania była oblegana przez wielu zalotników, lecz żadnemu z nich nie dała nic więcej ponad „piękne słowa bez obietnic”. Mimo to powszechnie przyjęło się, że był w jej życiu jeden mężczyzna, który bardziej niż ktokolwiek inny kusił Elżbietę ku temu, aby zrezygnowała z danej sobie obietnicy, iż nigdy nie wyjdzie za mąż. Tym mężczyzną był Robert Dudley, 1. hrabia Leicester (1532-1588). Był on piątym z kolei synem Johna Dudleya, 1. księcia Northumberland (1501-1553). Książę został uznany za zdrajcę i oskarżony o zdradę stanu w chwili, gdy po śmierci Edwarda VI Tudora (1537-1553) opowiedział się przeciwko Marii I Tudor (1516-1558) i osadził na tronie swoją synową lady Jane Grey (ok. 1537-1554). Jej nieszczęsne panowanie trwało tylko dziewięć dni. Jego syn Robert wspomagał go w tym zamachu, jednak bardzo szybko został pokonany przez królową Marię i uwięziony w Tower.

Elżbieta I Tudor w stroju koronacyjnym
Portret powstał w latach 1600-1610
i jest kopią zaginionego oryginału
z 1559 roku.
autor nieznany
Tak się jakoś złożyło, że Robert Dudley został uwięziony w Tower wraz z przyrodnią siostrą Marii – Elżbietą, którą Krwawa Maria również podejrzewała o spisek przeciwko sobie. Pomimo że Elżbieta i Robert przyjaźnili się od dzieciństwa (Dudley był towarzyszem jej brata Edwarda), to jednak dopiero w Tower znacznie zbliżyli się do siebie nawzajem. Byli przecież w podobnym wieku oraz mieli tego samego nauczyciela w osobie Rogera Aschama (1515-1568), który był pod wielkim wrażeniem przedwcześnie rozwiniętych umiejętności swoich uczniów. To właśnie Robertowi Dudleyowi zwierzyła się ośmioletnia Elżbieta ze swoich obaw przed małżeństwem. Było to podczas egzekucji Katarzyny Howard (ok. 1525-1542). Przyszła królowa miała wówczas powiedzieć: Nigdy nie wyjdę za mąż! Robert doskonale pamiętał tę rozmowę, dlatego też dziewięć lat później fakt ten mógł przyczynić się do tego, że poślubił niejaką Amy Robsart (1532-1560). W kolejnych latach hrabia trzymał swoją żonę z dala od dworu, pamiętając być może, że wpłynie to niekorzystnie na jego relacje z Elżbietą.

Lata niepewności zafundowane przez Marię I Tudor sprawiły, że Elżbieta żyła w ciągłym strachu o swoje życie, a to z kolei spowodowało, że jej relacje z Robertem Dudleyem stawały się coraz bardziej zażyłe. On sam pozostał jej wierny nawet wtedy, gdy obydwoje ryzykowali własne bezpieczeństwo. Ponieważ spędzali razem mnóstwo czasu i dzielili wiele wspólnych spraw ich przyjaźń bardzo łatwo mogła przerodzić się w coś poważniejszego. Związek Elżbiety i Roberta wciąż był przyczyną szeregu rozmaitych plotek wśród najbliższego otoczenia księżniczki, zwłaszcza, że Dudley był żonaty. Jego lojalność została jednak wynagrodzona, kiedy Elżbieta została królową Anglii w 1558 roku, mając dwadzieścia pięć lat. Natychmiast powierzyła mu pieczę nad królewskimi stajniami, mianując go koniuszym, co w tamtych czasach było naprawdę prestiżową posadą. Pociągało to za sobą regularne przebywanie u królowej na jej dworze. Niemniej spotkania w cztery oczy nie były łatwe, ponieważ każdy ruch Elżbiety był śledzony i analizowany nie tylko przez jej dworzan, ale także przez całą Europę. Często narzekała i mówiła, że: Tysiące oczu widzi, co robię.

Sir Robert Dudley
Portret powstał w latach 1560-1565.
autor: Steven van der Meulen (1543-1568)
Elżbieta nie miała jednak zamiaru rezygnować ze swojego faworyta. Szukała sposobu, aby móc spędzać z nim więcej czasu prywatnie. Już rok po objęciu tronu przeniosła sypialnię Dudleya w pobliże swoich pałacowych apartamentów celem ułatwienia sekretnych spotkań z kochankiem. Wkrótce ich związek stał się przyczyną skandalu nie tylko w Anglii, lecz na dworach w całej Europie. Ta wyraźna zażyłość pomiędzy nimi wywołała spekulacje dotyczące tego, jak blisko ze sobą żyją. Główna rywalka Elżbiety do tronu – Maria I Stuart (1542-1587) – nie miała żadnych wątpliwości odnośnie do tego, że Elżbieta i Robert byli kochankami. Do szlachcianki Bess Hardwick (1527-1608) królowa Szkocji miała rzekomo powiedzieć, że Dudley odwiedził łóżko królowej wiele razy. Z drugiej strony mało prawdopodobne jest to, że Elżbieta, która tak wiele razy była świadkiem dramatycznych porodów zaryzykowałaby tron Anglii, rodząc dziecko i narażając się na ewentualne powikłania poporodowe i śmierć. Niemniej ten związek do dziś pozostaje jedną z niewyjaśnionych tajemnic historii, bowiem są tacy, którzy uważają, że była to tylko platoniczna miłość, zaś inni twierdzą, iż Elżbietę i Roberta łączył jednak seks. Dlaczego zatem nigdy nie zaszła w ciążę? Czy była bezpłodna? A może korzystała z dostępnęj wówczas prymitywnej antykoncepcji i zaopatrywała się u zielarek w potrzebne zioła?  

Plotki na temat Dudleya i królowej na nowo rozgorzały w 1587 roku, kiedy do Madrytu na dwór Filipa II Habsburga (1527-1598) przybył pewien młody człowiek – Arthur Dudley (?). Twierdził on, że jest nieślubnym dzieckiem królowej Elżbiety i jej faworyta Roberta Dudleya. Rok jego urodzenia oceniono na 1561, co zbiegło się z faktem, iż wówczas Elżbieta została przykuta do łóżka, cierpiąc na pewną tajemniczą chorobę, której głównym objawem było to, iż jej ciało zaczęło puchnąć. Na korzyść Arthura Dudleya przemawiało też to, że twierdził on, iż natychmiast po porodzie został porwany przez służącą z królewskiego pałacu Hampton Court (niedaleko Londynu) i wychowany przez nią jako jej własny syn. Dopiero na łożu śmierci w 1583 roku owa służąca wyjawiła mu prawdę. Ta historia nie miała jednak potwierdzenia w twardych dowodach, ale sprawiła, że hiszpański król mógł śmiało skompromitować Elżbietę I Tudor.

Amy Robsart 
Portret pochodzi z 1870 roku.
autor: William Frederick Yeames (1835-1918)
Paradoksalnie śmierć żony Dudleya w 1560 roku w jej rezydencji Cumnor Place zniweczyła wszelką nadzieję Elżbiety na to, że mogłaby poślubić swojego faworyta. Okoliczności tej śmierci były niezwykle podejrzane. Amy Robsart miała bowiem upierać się przy tym, aby tego dnia wszyscy jej służący udali się na miejscowy targ. Kiedy wrócili do posiadłości, znaleźli ją martwą ze skręconym karkiem. Jej ciało leżało u podnóża schodów. Czy był to wypadek? A może samobójstwo? A może jednak morderstwo? Tego nigdy nie wyjaśniono. Wszelkie próby rozwiązania tej zagadki spełzły na niczym. W tej kwestii można jedynie snuć przypuszczenia. Niemniej podejrzenia padły na Roberta Dudleya, którego wrogowie twierdzili, że nie wzdrygnął się nawet na wieść o śmierci swojej żony. Ich zdaniem jej zgon był mu na rękę, ponieważ mógł wtedy bez przeszkód zrealizować swoje ambicje, poślubiając królową. Maria I Stuart żartowała nawet, że królowa Anglii miała poślubić swojego koniuszego po tym, jak ten zabił swoją małżonkę, aby tym samym zrobić miejsce dla Elżbiety. Niestety, Elżbieta również znalazła się w kręgu podejrzanych o dokonanie zbrodni. Wielu wierzyło bowiem, że jej miłość do Dudleya doprowadziła ją do tego, że w końcu zdecydowała się zamordować Amy, aby mieć wolną drogę do poślubienia go.

Niektórzy historycy twierdzą, że taki wariant jest mało prawdopodobny. Nie są przekonani, że Dudley albo Elżbieta mogli przyłożyć rękę do śmierci Amy Robsart. Trudno byłoby im podjąć takie ryzyko, zwłaszcza jeśli wiedzieli, że byłby to ewidentny dowód na ich plany matrymonialne. Skandal ten odbił się echem nie tylko w królestwie, lecz również w całej Europie. Elżbieta była zmuszona traktować Roberta z ogromnym dystansem, aby uniknąć kolejnych problemów. Niemniej tego rodzaju taktykę królowa przyjęła jedynie na potrzeby swojego dworu i tych, którzy stale ją obserwowali. Prywatnie nie zrezygnowała ze swojego faworyta. Teraz obserwacja jej dworu stała się jeszcze bardziej intensywna i dokuczliwa. Królowa była zatem zmuszona podjąć jeszcze większe starania, aby ukryć swoje spotkania z sir Robertem. Na przykład w listopadzie 1561 roku przebrała się za pokojówkę Katarzyny Howard – z domu Katarzyny Carey, późniejszej hrabiny Nottingham (1547-1603) – aby w ten sposób móc oglądać Roberta Dudleya strzelającego w pobliżu zamku Windsor. Kolejna próba oszukania otoczenia była mniej udana. Kiedy bliska przyjaciółka i opiekunka Elżbiety – lady Elizabeth Fiennes de Clinton (ok. 1528-1589) – pomogła królowej uciec z dworu w przebraniu, aby ta mogła spotkać się z Dudleyem w jego posiadłości, wówczas wysłannik Filipa II Habsburga dowiedział się o tym fakcie i natychmiast zgłosił to swemu władcy.

W listach, które królowa Elżbieta wymieniała z Robertem Dudleyem był obecny taki oto szyfr: ÔÔ, który stanowił symbol oczu, a to z kolei miało oznaczać, że Elżbieta wciąż jest hrabiemu oddana i wierna. Wszystkie listy od Dudleya Elżbieta przechowywała razem z jego portretem w zamkniętym biurku stojącym obok jej łóżka. Podczas wizyty na angielskim dworze w 1564 roku, szkocki ambasador sir James Melville (1535-1617) wypatrzył ten portret, kiedy Elżbieta poszukiwała jednej z kochanek Roberta. Gdy ambasador zapytał, czy mógłby pożyczyć portret, aby pokazać go królowej Szkocji, Elżbieta natychmiast odmówiła, twierdząc, że to jedyna podobizna Dudleya, jaką posiada. W tym samym czasie w sypialni królowej ukrywał się Robert Dudley i był świadkiem całego zdarzenia. James Melville rzucił wtedy mądrą uwagę, iż królowa nie powinna trzymać na widoku tego portretu, gdyż „ma oryginał”.


Królowa Elżbieta I Tudor i hrabia Robert Dudley 
Obraz powstał w 1865 roku.
autor: William Federick Yeames


Ponieważ rok za rokiem upływał czas panowania Elżbiety I Tudor, królowa czuła coraz silniejszą presję ze strony swoich doradców, aby wreszcie wybrała sobie męża. Królowa udawała zatem, że rozważa kolejne propozycje coraz to nowych zalotników. W gruncie rzeczy nigdy ostatecznie nie zobowiązała się do poślubienia któregoś z nich. Ambasador wenecki przenikliwie zauważył, że: Ona ma wielu zalotników w dłoni, lecz poprzez ciągłe zwlekanie z podjęciem decyzji, stale daje im nadzieję. Tymczasem skandal związany ze śmiercią Amy Robsart odchodził powoli w zapomnienie. W związku z tym Robert Dudley znów rozpoczął swoje starania, aby Elżbieta została jego żoną. Na jej protesty odpowiadał deklaracjami dozgonnej miłości. Wielką miłość wyznawał również swoim licznym kochankom, które tego rodzaju zapewnienia przyjmowały z ogromną przyjemnością, lecz były to jedynie obietnice bez pokrycia. Przykładem może być baronowa Douglass Sheffield (ok. 1543-1608), z którą hrabia spłodził nawet syna – również Roberta (1574-1649).  

Rok 1575 był dla Roberta Dudleya czasem ogromnej desperacji. Wtedy też po raz ostatni zdecydował się podjąć spektakularną próbę przekonania Elżbiety do małżeństwa. Podejmując wszelkie możliwe wysiłki, zaprosił królową do swojej posiadłości w hrabstwie Warwickshire, czyli do Kenilworth Castle, i tam przez kilka dni narażał się na ogromne koszty, aby zapewnić Elżbiecie należytą rozrywkę. Elżbieta była zachwycona każdą minutą spędzoną tam u boku Dudleya, lecz mimo to nie zgodziła się na małżeństwo. Choć jej miłość do hrabiego była prawdziwa, to jednak doskonale wiedziała, że małżeństwo z nim byłoby dla królestwa katastrofalne w skutkach. Ten formalny już związek wywołałby gwałtowny sprzeciw ze strony konkurentów sir Roberta, a może nawet przyczyniłby się do wybuchu wojny domowej. Pomimo wszystkich tych desperackich kroków, aby poślubić królową Anglii, Robert Dudley potajemnie spotykał się z jedną z dam dworu Elżbiety. Była to oczywiście Letycja Knollys (1543-1634). Mówiło się o niej, że jest jedną z najpiękniejszych kobiet na dworze. W jej żyłach płynęła królewska krew, ponieważ była wnuczką siostry Anny Boleyn – Marii (ok. 1499-1543). To bez wątpienia jeszcze bardziej podnosiło jej atrakcyjność w oczach Dudleya, który flirtował z Letycją przez ostatnie dziesięć lat. Teraz gdy jego ostatnia próba przekonania Elżbiety do małżeństwa spełzła na niczym, wzięcie sobie kochanki w osobie Letycji nie było już problemem.


Posiadłość Roberta Dudleya – Kenilworth Castle 
Obraz pochodzi z 1830 roku.
autor: Joseph Mallord William Turner (1775-1851)


Przez pewien czas Elżbieta żyła w błogiej nieświadomości, że jej ulubieniec ją zdradza. Po trzech latach romansu Letycja zaszła w ciążę. Nie należała do kobiet, które usuwają się w cień, jeśli przyczyną ich problemu jest mężczyzna. Pragnęła Roberta i upierała się przy tym, aby ten ją poślubił. W obawie przed nieuchronnym i gwałtownym sprzeciwem Elżbiety w kwestii małżeństwa z Letycją, Robert zgodził się poślubić swoją piękną kochankę w tajemnicy. Ślub odbył się w 1578 roku. Panna młoda najprawdopodobniej wystąpiła na ceremonii w używanej „luźnej sukni”, aby ukryć swój błogosławiony stan. Niestety, sekret dość szybko przedostał się na dwór i dopiero wtedy zaczął się prawdziwy dramat. 

Skoro tylko Elżbieta dowiedziała się, że jej kuzynka ukradła jej jedynego mężczyznę, którego ta naprawdę kochała, wpadła w szał zazdrości, wytargała Letycję za uszy i krzyczała: tak jak jedno słońce oświetla ziemię, tak ona musiałaby być jedyną królową Anglii! Potem wypędziła z dworu tę „kłamliwą dziewkę”, obiecując, że już nigdy na nią nie spojrzy. Pomimo że ostatecznie wybaczyła Dudleyowi zdradę, to jednak ich związek już nigdy nie był tak bardzo intymny, jak miało to miejsce przez tyle lat przed ślubem z Letycją Knollys. Pod koniec życia Roberta Dudleya, Elżbieta znów się do niego zbliżyła. W 1586 roku hrabia na polecenie królowej udał się na czele jej wojsk do Niderlandów. Tęskniąc za nim, królowa napisała do Roberta list, który podpisała: Jak wiesz, wiecznie tak samo. ER. „Wiecznie tak samo” albo „sempre eadem” było mottem Elżbiety I Tudor, niemniej zarówno ona, jak i Dudley doskonale wiedzieli co te słowa oznaczają w ich związku.

Rok później Elżbieta podpisała wyrok śmierci na Marię I Stuart, co nieco zaburzyło atmosferę w Anglii. Wtedy też królowa zwróciła się do Dudleya, u którego szukała wsparcia. Robert także miał kłopoty z powodu kryzysu wywołanego przez hiszpańską Armadę w 1588 roku. Chodziło bowiem o nieudaną próbę inwazji hiszpańskiej marynarki wojennej na Anglię, która została udaremniona przez flotę angielską. Od tej chwili Robert Dudley zaczynał poważnie zapadać na zdrowiu, lecz mimo to nie wahał się przyjąć stanowiska porucznika i głównego kapitana w królewskiej armii. Hrabia Leicester podążał tuż obok konia, na którym jechała jego królewska kochanka, podając jej tekst słynnego przemówienia, które wygłosiła w Tilbury w dniu 8 sierpnia 1588 roku, a było to podczas przeglądu wojsk połączonych celem obrony dostępu do Tamizy przed jakimkolwiek wtargnięciem wroga przez rzekę w kierunku Londynu. Królowa powiedziała wtedy: Wiem, że mam ciało słabej i delikatnej kobiety, ale mam też serce i żołądek króla Anglii.


Portret Elżbiety I Tudor, który został namalowany
jako upamiętnienie zwycięstwa nad hiszpańską Armadą w 1588 roku.
autor: George Gower (1540-1596)


Robert Dudley stał przy Elżbiecie, kiedy ta walczyła z hiszpańską Armadą, chcąc mieć pewność, że niebezpieczeństwo minęło. Jednym z ostatnich obrazów zanotowanych w materiałach źródłowych jest widok pary stojącej w oknie pałacu i obserwującej uroczysty pochód, jaki zorganizował pasierb Dudleya – Robert Devereux, 2. hrabia Essex (1565-1601). Od tego momentu zły stan zdrowia Roberta Dudleya nie pozwalał mu już na spotkania z królową, więc pożegnał się z nią, wiedząc, że nigdy więcej jej nie zobaczy. Kilka dni później napisał do Elżbiety z posiadłości Rycote w hrabstwie Oxfordshire, a swój list zakończył takimi oto słowami: Pragnę pokornie ucałować Twoje stopy […] przez większość swojego życia byłem wiernym i posłusznym sługą Waszej Wysokości. Prawdopodobnie były to ostatnie słowa napisane przez Roberta Dudleya. Pięć dni później, w dniu 4 września 1588 roku, hrabia wyzionął ducha. Elżbieta pogrążyła się w rozpaczy po nieodwracalnej stracie „słodkiego Robina”, który był dla niej jedynym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek naprawdę kochała. Ich związek przetrwał prawie pięćdziesiąt lat. Było to kilkadziesiąt lat, podczas których pojawiały się wzloty i upadki, ale jedno jest pewne. Bez Roberta Dudleya Elżbieta nie dałaby rady niczego osiągnąć. Był dla niej wielkim wsparciem.

Przez kilka dni po jego śmierci Elżbieta zamknęła się w swoich prywatnych apartamentach, nie będąc w stanie spotkać się ani ze swoim dworem, ani z ministrami. Ten krótki list, który Robert wysłał do niej z Rycote stał się teraz dla królowej najcenniejszym skarbem i pamiątką po Dudleyu. Zaznaczyła, że jest to „Jego ostatni list” i przechowywała go pod kluczem przez resztę swojego życia. Jeszcze wiele lat po śmierci hrabiego, na samo wspomnienie jego imienia oczy Elżbiety wypełniały się łzami. Trzeba jednak pamiętać, że Robert Dudley nie był jedynym, którego królowa obdarzała ciepłymi uczuciami, lecz tylko jego naprawdę kochała. Wśród jej faworytów (zalotników) znaleźli się tacy mężczyźni, jak:

Eryk XIV Szwedzki
autor: prawdopodobnie
Domenicus Verwilt (1544-1565)


Eryk XIV Waza (1533-1577), król Szwecji

Zdając sobie sprawę z tego, że małżeństwo z kandydatem z rodzimego podwórka nastręcza szereg trudności, ministrowie Elżbiety przez większość jej panowania skupiali się na zalotnikach z zagranicy. Jednym z pierwszych był właśnie król Eryk XIV Szwedzki, który zaczął starać się o rękę Elżbiety jeszcze zanim ta została królową. Swoje starania kontynuował przez kilka lat, a nawet snuł plany, aby odwiedzić ją w Anglii. Przerażona zamiarami Eryka, Elżbieta napisała do niego w uprzejmym, acz stanowczym tonie, informując go, aby trzymał się od niej z daleka, jednocześnie zapewniając, że: Nigdy nikt nie zrobił na niej takiego wrażenia.





Filip II Hiszpański 
Portret powstał
w 1560 roku.
autor: Anthonis Mor
(ok. 1519-ok. 1577)



Filip II Habsburg

Nawet wtedy, gdy jego żoną była przyrodnia siostra Elżbiety – Maria – Filip II próbował zalecać się do Elżbiety. Był bowiem oczarowany jej wdziękami. Po śmierci Marii, Filip, który był „królem” tylko za życia żony, nie chciał porzucić Anglii, więc wyszedł z propozycją poślubienia Elżbiety. Namawiał nową królową do tego, aby ta rozważyła wszelkie korzyści płynące z posiadania korony Hiszpanii. Elżbieta – co było w jej zwyczaju – zwodziła Filipa, aż w końcu oznajmiła mu, że nie może poślubić owdowiałego męża swojej siostry, i że jego katolicyzm nie byłby do przyjęcia dla jej poddanych. Od tego momentu Elżbieta i Filip stali się dla siebie nawzajem wrogami.











Franciszek Herkules Walezjusz, 
książę Évreux, Alençon i Andegawenii (1555-1584)


Franciszek Walezjusz
autor: François Clouet (1510-172)
 

Ostatnim poważnym konkurentem do ręki Elżbiety był Franciszek Walezjusz, książę Évreux, Alençon i Andegawenii – najmłodszy syn króla Francji Henryka II Walezjusza (1519-1559). Po raz pierwszy zaproponowano go jako męża dla Elżbiety w 1578 roku, kiedy miał dwadzieścia trzy lata, natomiast królowa Anglii czterdzieści pięć. Pomimo znacznej różnicy wieku, para stała się sobie bardzo bliska, a ta zażyłość wspomagana była dodatkowo przez fakt, że książę był jedynym spośród zalotników Elżbiety, który odwiedził jej dwór osobiście. Nazywając go „żabą”, monarchini okazała młodemu księciu szereg ciepłych uczuć, co sprawiło, że Franciszek mógł pomyśleć, że Elżbieta naprawdę jest w nim zakochana. Ale mimo to małżeństwo i tak nie doszło do skutku, a Franciszek ostatecznie powrócił do Francji w 1581 roku.



Hrabia Robert Devereux
Portret powstał pomiędzy
1590 a 1596 rokiem.
autor: Marcus Gheeraerts Młodszy
(ok. 1562-1636)

Robert Devereux, 2. hrabia Essex

Robert był synem odwiecznej rywalki Elżbiety – Letycji Knollys – który urodził się jako owoc związku hrabiny z jej pierwszym mężem – Walterem Devereux, 1. hrabią Essex (1541-1576). Od Elżbiety był młodszy o ponad trzydzieści lat, lecz mimo to wciąż dawał królowej do zrozumienia, że jest w niej do szaleństwa zakochany. Z kolei monarchini była zauroczona jego wspaniałym wyglądem (był nieziemsko przystojny) oraz niepokorną pewnością siebie, co sprawiało, że jego kontakty z królową były znacznie swobodniejsze niż mógł sobie na to pozwolić każdy inny dworzanin. Bolesna świadomość odnośnie do swojego wieku i wyglądu sprawiła, że Elżbieta stała się niezwykle zaborcza wobec Roberta. Niestety, okazało się, że uczucia hrabiego Essex względem królowej są fałszywe. W 1590 roku niewyobrażalnym gniewem napełniła Elżbietę wiadomość o potajemnym ślubie Roberta z Frances Walsingham (1567-1633), która była córką sekretarza stanu sir Francisa Walsinghama (1532-1590). Po jakimś czasie Robert Devereux wystąpił przeciwko reżimowej polityce Elżbiety i w konsekwencji został ścięty w 1601 roku.