Historiografia
dotycząca Elżbiety I, ostatniej przedstawicielki dynastii Tudorów, przypomina
gęstą sieć narracji: od idealizujących biografii, przez polityczną propagandę,
po trwałe elementy kultury ludowej. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje
legenda o „Chłopcu z Bisley” – jedna z najbardziej uporczywych i prowokujących
opowieści, według której prawdziwa księżniczka Elżbieta miała umrzeć jako
dziecko, a jej rolę przejął chłopiec o podobnym wyglądzie. Choć współczesna
nauka traktuje tę historię jako wytwór wyobraźni epoki wiktoriańskiej, sama
legenda stanowi fascynujący materiał do analizy kulturowej. Próba odpowiedzi na
pytanie o jej „prawdziwość” nie sprowadza się do prostego potwierdzenia lub
zaprzeczenia, lecz wymaga zbadania lęków związanych z kobiecą sprawczością w
XVI wieku, symboliki wizerunku „Królowej Dziewicy” oraz sposobów, w jakie
patriarchalne struktury próbowały oswoić fakt, że absolutna władza może należeć
do kobiety. Mit ten trwa nie dlatego, że istnieją jakiekolwiek wątpliwości co
do płci Elżbiety, lecz dlatego, że w zbiorowej wyobraźni od wieków ściera się
kobiecość z ideą nieograniczonej suwerenności.
 |
Portret Darnleya przedstawiający Elżbietę I Tudor; portret zawdzięcza swoją nazwę jednemu z dawnych właścicieli obrazu. Uważa się, że został namalowany na podstawie bezpośredniej obserwacji królowej około 1575 roku. To właśnie ten wizerunek stał się wzorem dla późniejszych, oficjalnych portretów Elżbiety, tworząc charakterystyczny schemat twarzy określany jako Maska Młodości. Współczesne analizy wykazały, że kolory na obrazie z czasem mocno wyblakły i dzisiejsze odcienie pomarańczu i brązu były w epoce Elżbiety intensywną, głęboką czerwienią. autor nieznany |
Korzenie
opowieści o chłopcu z Bisley są stosunkowo świeże. Jej największym
popularyzatorem był Bram Stoker, autor Draculi,
który w książce Famous Impostors (pol.
Słynni oszuści) z 1910 roku opisał
lokalną tradycję z wioski Bisley w Gloucestershire. Według tej historii
dziesięcioletnia Elżbieta miała zostać tam wysłana w 1543 roku, by uniknąć
londyńskiej zarazy. Rzekomo zmarła nagle, a jej opiekunowie – lady Kat Ashley i
Tomasz Parry – mieli w panice zastąpić ją miejscowym chłopcem, obawiając się
gniewu Henryka VIII. W tej wersji wydarzeń chłopiec miał dorosnąć, zasiąść na
tronie jako Elżbieta I, a późniejsze peruki, makijaż i charakterystyczne
kołnierze miały maskować jego męskie rysy. Choć brzmi to jak gotycka anegdota,
fakt, że legenda przetrwała ponad sto lat, wskazuje na głębsze napięcia w
interpretacji epoki Tudorów. U podstaw tej teorii leży głęboko zakorzeniona
mizoginia XVI wieku, która kształtowała ówczesne myślenie o polityce. Kobieta
na tronie była postrzegana jako naruszenie naturalnego porządku. Jan Knox w
traktacie The First Blast of the Trumpet
Against the Monstrous Regiment of Women (pol. Pierwszy dźwięk trąby przeciwko potwornym rządom kobiet; 1558)
wyrażał powszechne przekonanie, że kobiety są z natury niezdolne do rządzenia z
powodu rzekomej emocjonalności, słabości intelektualnej i biologicznej
zależności od mężczyzn. Kiedy więc Elżbieta I okazała się nie tylko zdolną, ale
wręcz wybitną monarchinią, wielu jej współczesnych i późniejszych komentatorów
nie potrafiło pogodzić jej sukcesów z obowiązującymi wyobrażeniami o kobiecej
naturze. Skoro – w ich mniemaniu – kobieta nie mogła być wielkim władcą, to
wielki władca nie mógł być kobietą. Legenda o chłopcu z Bisley jest skrajną
próbą „naprostowania” historii tak, by pasowała do patriarchalnych założeń.
Tymczasem
analiza realiów życia na dworze Tudorów sprawia, że teoria ta rozpada się
natychmiast. Dwór szesnastowieczny był miejscem niemal całkowitego braku
prywatności. „Ciało naturalne” królowej było nieustannie obserwowane przez damy
dworu, które zajmowały się jej ubieraniem, higieną i codziennymi potrzebami.
Kat Ashley czy Blanka Parry nie były anonimowymi służącymi, lecz osobami, które
przez dekady żyły w bezpośredniej bliskości monarchini. Założenie, że mężczyzna
mógłby przez lata udawać Elżbietę – przechodząc dojrzewanie, choroby, badania
medyczne i codzienne rytuały – nie zostając zdemaskowanym przez stale
zmieniający się krąg dworzan, ignoruje społeczną i architektoniczną
przejrzystość pałaców Tudorów. Dodatkowo zdrowie ginekologiczne Elżbiety było
przedmiotem nieustannego zainteresowania politycznego. Ambasadorowie i rywale
śledzili informacje o jej menstruacji, płodności i potencjalnych problemach
zdrowotnych, traktując je jako klucz do kwestii sukcesji. Wzmianki o możliwej amenorrhei (wtórnego lub pierwotnego
braku miesiączki) czy innych zaburzeniach interpretowano jako oznaki kobiecej
słabości, a nie jako dowód na męską tożsamość. Wszystko to sprawia, że legenda
o chłopcu z Bisley mówi znacznie więcej o lękach i uprzedzeniach epoki niż o
samej Elżbiecie.
 |
Pierwsze brytyjskie wydanie (wydrukowane w USA) Słynnych oszustów Wydawca: Sidgwick & Jackson (1910) Cała książka dostępna jest w domenie publicznej na portalu Project Gutenberg [klik]. |
Fizyczne
świadectwa dotyczące pochodzenia Elżbiety I stanowią jeden z najmocniejszych
argumentów przeciwko teorii o rzekomej podmianie dziecka. Portrety powstające
za jej życia – choć podporządkowane konwencjom ikonograficznym – konsekwentnie
ukazują monarchinię z cechami charakterystycznymi dla rodu Tudorów i rodziny
Boleynów. Wysokie czoło, rude lub złocistorude włosy, smukłe dłonie i długie
palce były często komentowane przez ówczesnych jako wyraźne dziedzictwo po
Henryku VIII i Annie Boleyn. Również jej temperament, błyskotliwość i
polityczna przenikliwość wpisywały się w rodzinny wzorzec. Jej słynna mowa w
Tilbury z 1588 roku pokazuje, jak świadomie łączyła królewską pewność siebie
ojca z własną, starannie wypracowaną personą, którą późniejsi badacze określają
jako „męsko zakodowaną”. Założenie, że przypadkowy chłopiec z wiejskiej parafii
mógłby nie tylko wyglądać jak Tudor, ale także dorosnąć do roli jednego z
najskuteczniejszych monarchów Anglii, graniczy z niemożliwością.
Warto również
przyjrzeć się ontologicznemu wymiarowi tożsamości „Królowej Dziewicy”. Elżbieta
świadomie uczyniła ze swojego braku zamążpójścia narzędzie polityczne. Jej
motto Semper Eadem („Zawsze taka
sama”) podkreślało stabilność i niezmienność, które miały kontrastować z
chaosem poprzednich dekad. Odmowa małżeństwa chroniła ją przed
podporządkowaniem mężowi, co w XVI wieku byłoby nieuniknione. W pewnym sensie
„poślubiła” swoje królestwo, przekształcając dziewictwo w źródło autorytetu i
niemal sakralnej wyjątkowości. Wizerunek ten był świadomie konstruowaną maską –
performansem przekraczającym granice płci. Elżbieta doskonale rozumiała
koncepcję „dwóch ciał króla” opisaną przez Ernsta Kantorowicza: jej „Ciało
Naturalne” było kobiece i śmiertelne, ale „Ciało Polityczne” – wieczne,
nieomylne i często przedstawiane w kategoriach męskich. Jej słynne zdanie: Wiem, że mam ciało słabej kobiety, lecz
serce i żołądek króla nie było wyznaniem biologicznej męskości, lecz
retorycznym majstersztykiem, który pozwalał jej legitymizować władzę w świecie
zdominowanym przez mężczyzn. Legenda o chłopcu z Bisley błędnie zatem odczytuje
tę strategię jako literalną prawdę, ignorując fakt, że Elżbieta świadomie manipulowała
normami płci, by utrzymać polityczną autonomię.
 |
Widok na wioskę Bisley w hrabstwie Gloucestershire fot. Jongleur100 |
Trwałość tej
opowieści w czasach nowożytnych można interpretować jako przejaw
konspiracyjnego myślenia, które próbuje usprawiedliwić wybitne jednostki
poprzez ukryte tajemnice. Dla niektórych łatwiejsze jest przyjęcie
fantastycznej historii o sobowtórze niż zaakceptowanie, że kobieta mogła
przewyższyć swoich męskich poprzedników. Mit ten odbiera Elżbiecie sprawczość,
sugerując, że jej sukcesy były wynikiem męskiej tożsamości, a nie jej własnych
zdolności. Szczególnie wyraźnie widać to w interpretacjach jej wyglądu w
późniejszych latach życia. Ciężki makijaż z bielidła ołowianego i peruki –
stosowane z powodu blizn po ospie i przerzedzających się włosów – legenda
przedstawia jako próbę ukrycia męskich cech. W rzeczywistości były to elementy
starannie kontrolowanego wizerunku, który miał podkreślać ponadczasowość i
boskość monarchy, niezależnie od biologicznego starzenia się. Narracja o chłopcu
z Bisley pomija również realia polityczne lat 40. XVI wieku. Gdyby młoda
Elżbieta rzeczywiście zmarła, jej śmierć byłaby tragedią, ale nie musiałaby
prowadzić do desperackiego oszustwa. Wysoka śmiertelność dzieci była wówczas
powszechna, nawet w rodzinach królewskich. Ryzyko związane z wieloletnią
mistyfikacją – wobec Henryka VIII, Tajnej Rady i całego dworu – byłoby
nieporównywalnie większe niż konsekwencje zgłoszenia śmierci księżniczki, która
w tamtym czasie nie była kluczową dziedziczką tronu. Aby oszustwo się powiodło,
należałoby znaleźć chłopca, który nie tylko wyglądałby jak Elżbieta, ale także
posiadałby niezwykłe zdolności językowe i intelektualne, pozwalające mu
dorównać edukacji prowadzonej przez takich uczonych jak Roger Ascham. To
scenariusz bliższy literaturze niż rzeczywistości.
Wszystkie
dostępne dowody wskazują, że legenda ta jest raczej socjologicznym artefaktem
niż wiarygodnym przekazem historycznym. To mit, który próbuje „wyjaśnić” sukces władczyni poprzez odebranie jej kobiecości. Pytanie o prawdziwość tej
opowieści ujawnia raczej granice naszej własnej wyobraźni niż jakiekolwiek
fakty. Jeśli łatwiej uwierzyć w męskiego sobowtóra niż w to, że kobieta mogła
rządzić skutecznie przez czterdzieści pięć lat, powielamy uprzedzenia, które
żywił Jan Knox pięć stuleci temu. Legenda działa jak „historia cienia”,
stanowiąc odbicie lęków, jakie wzbudza potężna kobieta w społeczeństwie
patriarchalnym. W pewnym sensie „Chłopiec z Bisley” przypomina współczesne
teorie spiskowe dotyczące celebrytów, w których obsesja na punkcie wyglądu i
życia prywatnego prowadzi do tworzenia alternatywnych narracji. W przypadku
Elżbiety dodatkowym paliwem była tajemnica jej celibatu. Ponieważ nigdy nie
wyszła za mąż i nie pozostawiła następcy, dla wielu pozostawała postacią
nieprzeniknioną. Legenda oferuje proste, choć fantastyczne wyjaśnienie: nie wyszła
za mąż, bo była mężczyzną. Tymczasem jej celibat był jednym z
najskuteczniejszych narzędzi dyplomatycznych epoki i pozwalał jej balansować
między europejskimi dworami, składać obietnice małżeństwa i wycofywać je, nie tracąc
politycznej przewagi. Sprowadzanie tej strategii do rzekomego ukrywania
biologicznej męskości oznacza całkowite niezrozumienie elżbietańskiej sztuki
rządzenia.
 |
Rzadko spotykany wizerunek młodej Elżbiety. Ten konkretny portret został namalowany jeszcze przed jej koronacją. Jego autorstwo przypisuje się Williamowi Scrotsowi. Obraz powstał około 1546 roku na zamówienie jej ojca, króla Henryka VIII |
W tym miejscu warto
uwzględnić również warstwę językową i semiotyczną, która bywała błędnie
interpretowana jako argument wspierający teorię o męskim sobowtórze. Sam
sposób, w jaki Elżbieta posługiwała się tytułami władzy, często prowadził do
nieporozumień. Określanie siebie mianem „księcia” czy „króla” nie wynikało z
ukrytej biologii, lecz z praktyki wczesnonowożytnego języka politycznego, w
którym termin Prince funkcjonował
jako kategoria neutralna płciowo, odnosząca się do suwerena jako takiego. Jej
słynna deklaracja o „sercu i żołądku króla” była świadomie teatralnym gestem,
mającym wzmocnić morale wojska i podkreślić, że jej duch jest równie odporny
jak u każdego mężczyzny, nawet jeśli jej „Ciało Naturalne” postrzegano jako
słabsze. Legenda o chłopcu z Bisley traktuje te metafory dosłownie, co ujawnia
niezrozumienie performatywnego charakteru komunikacji na dworze Tudorów. W
świetle rzetelnej analizy historycznej, biologicznej i logistycznej opowieść o
Elżbiecie jako mężczyźnie rozpada się całkowicie. Jednocześnie legenda ta jest
„prawdziwa” w sensie symbolicznym: odzwierciedla trudność, jaką społeczeństwa -
zarówno w XVI wieku, jak i później – miały z zaakceptowaniem kobiecej władzy.
To, że w ogóle powstała, świadczy o skali przełomu, jaki stanowiło panowanie
Elżbiety. Jej rządy były tak odmienne od oczekiwań wobec kobiet, że niektórzy
mogli je wyjaśnić jedynie poprzez fantazję o męskim substytucie. W tym sensie chłopiec
z Bisley nie jest postacią historyczną, lecz kulturowym symptomem. Elżbieta I
pozostaje „Królową Dziewicą” nie dlatego, że ukrywała męską tożsamość, lecz
dlatego, że jako kobieta potrafiła wykorzystać płeć jako narzędzie polityczne,
tworząc maskę, która zmuszała świat do skupienia się na jej autorytecie, a nie
na jej ciele. Jej dziedzictwo nie polega na oszustwie, lecz na świadomym
przełamywaniu ról płciowych w imię stabilności państwa.
Uznanie legendy
za prawdziwą oznaczałoby powrót do tych samych patriarchalnych ograniczeń,
które Elżbieta przez całe życie konsekwentnie podważała. Prawdziwa Elżbieta
była znacznie bardziej rewolucyjna niż jakikolwiek „chłopiec w sukni”: była kobietą,
która zmusiła historię do przedefiniowania pojęć siły, suwerenności i płci. Analiza
tego mitu ostatecznie podkreśla złożoność jej osobowości i politycznej
strategii. Gdyby historia o sobowtórze była prawdziwa, Elżbieta stałaby się
jedynie ciekawostką, przypisem w dziejach wielkich mistyfikacji. Tymczasem
fakt, że była kobietą, czyni jej panowanie opowieścią o niezwykłej odporności,
inteligencji i zdolności adaptacji. Mit trwa, ponieważ jest łatwiejszy do przyswojenia
niż prawda. Prawda, że kobieta wychowana w świecie zaprojektowanym tak, by ją
marginalizować, potrafiła przejąć mechanizmy państwa i przekształcić je w
fundament złotego wieku, jest znacznie bardziej wymagająca dla tradycyjnych
narracji historycznych. Dlatego legenda o chłopcu z Bisley pozostaje
przypomnieniem o kruchości kobiecej reputacji w patriarchalnych strukturach i o
potrzebie historiografii, która uwzględnia performatywny charakter płci. Płeć
Elżbiety I nie jest więc zagadką do rozwiązania, lecz rzeczywistością, którą
potrafiła twórczo wykorzystać, by stać się jedną z najbardziej wpływowych
postaci w dziejach. „Chłopiec z Bisley” należy do sfery gotyckiej fantazji,
natomiast Elżbieta Tudor do historii świata. Jeśli spojrzymy na socjologiczne
znaczenie przetrwania tej legendy w XX i XXI wieku, widać wyraźnie, że wpisuje
się ona we współczesną fascynację „zatajoną historią”.
 |
Elżbieta podczas swojej słynnej przemowy wygłoszonej do żołnierzy we wrześniu 1588 roku w Tilbury. Ilustracja stylizowana |
W epoce
nieufności wobec oficjalnych narracji myśl, że cała epoka elżbietańska opierała
się na wielkim kłamstwie, działa na wyobraźnię. Daje poczucie dostępu do
„ukrytej wiedzy”, która rzekomo obala ustalenia badaczy. Tymczasem prawdziwa
„tajemnica” epoki nie dotyczy biologii Elżbiety, lecz jej zdolności do
utrzymania władzy w obliczu zamachów, buntów i zagrożenia inwazją. Jej
przetrwanie było efektem działania rozbudowanej sieci wywiadowczej kierowanej
przez Franciszka Walsinghama oraz głębokiego zrozumienia psychologii poddanych.
Legenda o chłopcu z Bisley, skupiając się na fizyczności, odwraca uwagę od
intelektualnej i politycznej sprawności, które naprawdę definiują epokę
elżbietańską. Warto również przyjrzeć się wewnętrznej niespójności samej
legendy, która często załamuje się pod ciężarem własnych założeń. Niektóre jej
warianty sugerują, że „chłopiec” miał być nieślubnym synem Henryka VIII, co
miałoby tłumaczyć podobieństwo do rodziny królewskiej. Gdyby tak było,
zastąpienie prawowitej dziedziczki nieślubnym potomkiem króla byłoby aktem
zdrady o znacznie większym ciężarze niż zgłoszenie naturalnej śmierci dziecka. Ponadto
przekonanie, że wiejski chłopiec mógłby w krótkim czasie opanować łacinę,
grekę, francuski i włoski – języki, którymi Elżbieta posługiwała się z
biegłością imponującą nawet renesansowym uczonym – jest całkowicie oderwane od
realiów edukacji epoki. Jej tłumaczenia tekstów teologicznych i filozoficznych
nie mogły powstać w wyniku pracy osoby pozbawionej wieloletniego
humanistycznego wykształcenia.
Legenda ignoruje
także psychologiczną ciągłość życia Elżbiety. Jej skomplikowany stosunek do
pamięci o matce, Annie Boleyn, oraz trudne dziedzictwo ojca są wyraźnie obecne
w jej pismach i decyzjach politycznych. Sobowtór nie mógłby odtworzyć tych
emocjonalnych doświadczeń ani traum związanych z Tower czy niepewną pozycją za
panowania rodzeństwa. Spójność jej charakteru na przestrzeni dekad przeczy idei
„czystej karty”, jaką miałoby być podmienione dziecko. W ostatecznym
rozrachunku legenda o chłopcu z Bisley jest ostrzeżeniem dla historyków i
badaczy kultury. Pokazuje, jak łatwo uprzedzenia dotyczące płci mogą
zniekształcać interpretację przeszłości. Ujawnia, że „zdrowy rozsądek” bywa
jedynie zbiorem odziedziczonych stereotypów. Pytanie, czy Elżbieta I była
mężczyzną, wyrasta wyłącznie z przekonania, że kobieta nie mogła osiągnąć
takiego poziomu władzy i skuteczności, jak zrobiła to Elżbieta. Odpowiedź: nie, Elżbieta I Tudora nie była mężczyzną,
jest więc nie tylko stwierdzeniem faktu, lecz także obroną integralności zapisu
historycznego i uznaniem doświadczenia kobiety, która potrafiła poruszać się po
świecie polityki z niezwykłą zręcznością. „Królowa Dziewica” nie była ani
mężczyzną, ani mitem – była suwerenką, która zrozumiała, że przekraczając
ograniczenia swojej płci, może stać się ucieleśnieniem państwa. Legenda o chłopcu
z Bisley to jedynie cień rzucany przez blask jej panowania – cień pozbawiony
własnej materii.
.jpg) |
Ten portret Elżbiety I powstał, by uczcić zwycięstwo nad hiszpańską Armadą, której sceny morskie widoczne są w tle. Pomimo że obecnie kolory na obrazie są już dość mocno wyblakłe, to jednak jako całość zachował się w stosunkowo dobrym stanie. Ma niewiele ubytków i uszkodzeń. Na przedstawieniach bitew okręty wyglądają tak, jakby unosiły się na piasku, ponieważ lakiery, które niegdyś nadawały wodzie głęboki kolor, z czasem straciły intensywność. To jedyna wersja portretu, w której wciąż można dostrzec oryginalne XVI-wieczne pejzaże morskie po obu stronach postaci Elżbiety. Oficjalnie autorstwo portretu przypisuje się George'owi Gowerowi (1588). |
Badanie tej
legendy mówi w gruncie rzeczy mniej o samej Elżbiecie, a znacznie więcej o
tych, którzy przez stulecia ją opowiadali. To analiza psychologii wątpienia –
świata, który nadal reaguje niepokojem na kobiety wymykające się tradycyjnym
rolom żony i matki. Dziewictwo Elżbiety było jej świadomym gestem sprzeciwu
wobec oczekiwań epoki, a legenda o chłopcu z Bisley stanowi próbę „oswojenia”
tego gestu poprzez nadanie mu męskiej formy. Uczynienie z niej mężczyzny
pozwala narracji wpisać ją w znany, bezpieczny model władzy. Ale Elżbieta nigdy
nie dała się w ten sposób ujarzmić. Pozostała do końca życia wyjątkiem: królem
w kobiecym ciele, dziewiczą matką narodu i władczynią, która pokazała, że
„serce i żołądek” monarchy nie wynikają z anatomii, lecz z odwagi i politycznej
przenikliwości. Legenda o chłopcu z Bisley jawi się więc jako fascynujący
przykład marginalizacji historiograficznej. To opowieść balansująca między faktem
a fikcją, pełniąca funkcję magazynu kulturowych lęków dotyczących płci, władzy
i autentyczności. Choć nie zawiera żadnej prawdy empirycznej, jej trwanie jest
samo w sobie faktem historycznym – dowodem na to, że Elżbieta I nadal prowokuje
i inspiruje. Jej fizyczne ciało spoczywa w Opactwie Westminsterskim, obok
siostry Marii, pod inskrypcją mówiącą o ich wspólnym panowaniu. Jednak jej
„Ciało Polityczne” – obraz niezależnej, niezwykłej kobiety – wciąż działa na
wyobraźnię, rodząc legendy, które, choć fałszywe, podkreślają skalę jej
rzeczywistego wpływu.
Legenda o chłopcu
z Bisley nie jest też sekretem ukrytym przez historię, lecz opowieścią tworzoną
przez tych, którzy nie potrafili zaakceptować, że historię mogła kształtować
kobieta. Odrzucając ją, nie tylko prostujemy biograficzny detal, ale przede
wszystkim przywracamy miejsce kobiecej sprawczości w dziejach. Warto zwrócić
także uwagę na przecięcie tej legendy z semiotyką portretów Tudorów. „Portret
Tęczowy” czy „Portret Armady” nie są zwykłymi przedstawieniami twarzy
monarchini – to manifesty ideologiczne. Elżbieta ukazywana jest w nich w
otoczeniu pereł symbolizujących czystość, węży oznaczających mądrość i
kosmicznych map podkreślających jej rolę jako władczyni porządku. Jej ciało
zamknięte jest w sztywnych, bogato zdobionych gorsetach, które ukrywają
fizyczną formę, tworząc niemal architektoniczną sylwetkę. Zwolennicy legendy
twierdzą, że te stroje miały maskować męskie ciało. Tymczasem analiza
ikonograficzna sugeruje coś zupełnie innego: ubrania te miały podkreślić
„nie-cielesność” suwerena. Elżbieta świadomie przekształcała się w żywą ikonę,
usuwając swoje ciało z pola seksualności i biologii. Stawała się abstrakcją
władzy. Teoria o chłopcu z Bisley, obsesyjnie skupiając się na tym, co kryło
się pod ubraniem, nie dostrzega sensu samych ubrań. Nie były one kostiumem
mężczyzny, lecz narzędziem przemiany kobiety w istotę niemal sakralną. Ta
transformacja była konieczna, bo XVI wiek nie oferował żadnego modelu potężnej,
autonomicznej kobiety poza figurą „wyjątku”. Elżbieta musiała zatem stać się
wyjątkiem od każdej reguły dotyczącej jej płci. Wykorzystała resztki kultu
maryjnego, stłumionego przez reformację, i skierowała tę duchową energię na
własną osobę. Stała się nową Astraeą – dziewiczą boginią sprawiedliwości,
której powrót miał zwiastować złoty wiek.
 |
Portret Tęczowy Elżbiety I; dawnej jego autorstwo przypisywane było Marcusowi Gheeraertsowi Młodszemu, a wcześniej także Isaacowi Oliverowi (1600). |
Męski sobowtór
nie potrzebowałby tak złożonego systemu symbolicznego. Mężczyzna po prostu
rządziłby jako mężczyzna. Złożoność autokreacji Elżbiety jest sama w sobie
dowodem jej kobiecości – była odpowiedzią na problem, którego męski monarcha nigdy
nie musiałby rozwiązywać. W analizie trzeba również uwzględnić charakter dowodów
w epoce wczesnonowożytnej. Dwór Tudorów był przestrzenią nieustannej
obserwacji. Rząd Elżbiety, kierowany przez Williama Cecila, a później Roberta
Cecila, funkcjonował jak wczesna forma nowoczesnego państwa wywiadowczego.
Każdy aspekt życia królowej był monitorowany, bo od jej legitymizacji zależała
stabilność państwa. Gdyby istniał choćby cień wiarygodnej przesłanki, że
monarchini była podmieniona, jej wrogowie – Kościół Katolicki, Hiszpania,
stronnicy Marii Stuart – wykorzystaliby to natychmiast. Oskarżali ją o herezję,
nieślubne pochodzenie i uzurpację, ale nigdy o męską tożsamość. Milczenie jej
najzacieklejszych przeciwników jest jednym z najmocniejszych dowodów przeciwko
legendzie.
Legenda o chłopcu
z Bisley jest więc produktem późniejszych epok, które źle odczytały realia
Tudorów. To wiktoriańska opowieść grozy, która odżyła dzięki XX-wiecznej
fascynacji „ukrytymi historiami”. Jej elastyczność pozwalała dopasowywać ją do
lęków kolejnych pokoleń. Dla Brama Stokera była pretekstem do eksploracji czegoś
„monstrualnego” i „niesamowitego”. Dla współczesnych teoretyków spiskowych jest
sposobem na podważenie „oficjalnej” narracji. Dla historyka natomiast jest
przypomnieniem, że prawda o życiu władcy często tkwi w jego publicznym
performansie, a nie w prywatnych sekretach. Elżbieta I żyła na scenie, a każdy
jej gest był częścią starannie zaplanowanego spektaklu władzy. Ostateczna
synteza prowadzi więc do jednego wniosku: legenda o Elżbiecie jako mężczyźnie
jest historycznie niemożliwa, ale kulturowo znacząca. Jest fałszywa w faktach,
lecz prawdziwa jako świadectwo lęków związanych z kobiecą władzą. Pokazuje, że
„Ciało Naturalne” władcy zawsze jest polem walki – zwłaszcza gdy należy do
kobiety. Wielkość Elżbiety nie była męską cechą ukrytą pod suknią; była
triumfem kobiety, która potrafiła wykorzystać narzędzia świata zdominowanego
przez mężczyzn. Wierzyć w legendę to odrzucać najbardziej niezwykły aspekt jej
panowania: że dokonała tego wszystkiego jako ona sama. Była Tudorówną, Boleynówną,
uczoną, ocalałą i przede wszystkim królową. Chłopiec z Bisley może pozostać
cieniem krążącym po wiosce w Gloucesterhire, ale Elżbieta I wciąż dominuje w
krajobrazie historii, zaś jej tożsamość jest pewna, dziedzictwo niezachwiane, a
płeć nie ma znaczenia wobec potęgi jej umysłu.
Ostatecznie pytanie
o prawdziwość legendy rozstrzyga sama epoka elżbietańska. Chłopiec z Bisley nie
stworzyłby poezji Edmunda Spensera, nie zainspirowałby wypraw Drake’a ani nie patronowałby
dramatom Szekspira. Epoka ta była dziełem jednej, wyjątkowej świadomości ukształtowanej
przez napięcia i możliwości wynikające z bycia kobietą na tronie. Elżbieta I
nie była mężczyzną w przebraniu; była kobietą, która miała „serce i żołądek
króla”, i w tym paradoksie znalazła siłę, by zmienić świat. Legenda jest
jedynie przypisem – dowodem, że nawet po wiekach próbujemy znaleźć sposób, by
wyjaśnić niezwykłość jej panowania. Ale niezwykłość nie wymaga innego
wyjaśnienia niż charakter samej kobiety: Semper
Eadem – Zawsze Taka Sama – i zawsze, jednoznacznie, Elżbieta.
Bibliografia:
- Doran S.: Elizabeth
I and Her Circle. Oxford University Press, Oksford 2015.
- Erickson C.: The
First Elizabeth. St. Martin’s Press, Nowy Jork 1983.
- Kantorowicz E. H.: The
King’s Two Bodies: A Study in Mediaeval Political Theology. Princeton
University Press, Princeton 1957.
- Levin C.: The
Heart and Stomach of a King: Elizabeth I and the Politics of Sex and Power.
University of Pennsylvania Press, Philadelphia 1994.
- Loades D. M.: Elizabeth
I. Hambledon and London, Londyn 2003.
- Starkey D.: Elizabeth:
Apprenticeship. Chatto & Windus, Londyn 2000.
Ⓒ Agnieszka Różycka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz