poniedziałek, 16 grudnia 2019

Kiedy piszę, staram się nie myśleć o niczym innym poza bohaterami...





ROZMOWA Z LUCINDĄ RILEY


Lucinda Riley urodziła się w Irlandii i przez pierwsze sześć lat życia mieszkała w małej wiosce Drumbeg. Potem Lucinda wraz z rodziną przeprowadziła się do Anglii, gdzie rozpoczęła naukę w szkole. Będąc dzieckiem, po powrocie ze szkoły, w chwilach, gdy nie czytała i nie pisała, ani też nie pobierała lekcji baletu, przebierała się w stare suknie balowe swojej matki i stawała się księżniczką, co trwało przez wiele tygodni. Kiedy miała dziewięć lat, zagrała dzieciobójczynię w „The Bad Seed”[1]. W wieku czternastu lat wyjechała do Londynu, gdzie już w pełnym wymiarze godzin rozpoczęła naukę tańca i aktorstwa. Mając szesnaście lat dostała główną rolę w serialu BBC zatytułowanym „Poszukiwacze skarbu”[2]. Przez kolejne siedem lat pracowała zawodowo w teatrze i telewizji. Wyszła za mąż również za aktora. Gdy miała dwadzieścia trzy lata poważnie zachorowała. Wtedy z pomocą przyszła jej wyobraźnia. Leżąc w łóżku napisała swoją pierwszą książkę „Lovers and Players”. Przeczytała ją jedna z jej przyjaciółek, po czym przekazała tekst agentowi. Ostatecznie zaproponowano jej umowę na trzy książki. Do tej pory napisała wiele powieści, lecz najpopularniejsza wydaje się seria „Siedem Sióstr”. Kilka tygodni temu w Polsce ukazał się „Pokój motyli”. 


Agnes Anne Rose: Bardzo dziękuję, że przyjęłaś moje zaproszenie i zgodziłaś się na wywiad. Jestem ogromnie zaszczycona, że mogę Cię tutaj gościć i porozmawiać z Tobą. Jak większość autorów, pisałaś opowiadania, kiedy byłaś dzieckiem. Czy możesz powiedzieć nam coś więcej na ten temat?

Lucinda Riley: Pisanie zawsze było moją pasją, od dzieciństwa wymyślałam historie, a kiedy potem pracowałam jako aktorka, od nowa tworzyłam w głowie fabułę dla swojej postaci. Jednak na poważnie zaczęłam pisać dopiero w wieku dwudziestu dwóch lat.


© Roni Rekomaa


AAR: Jak wspomniałam powyżej, seria “Siedem Sióstr” wydaje się najpopularniejszą ze wszystkich Twoich książek. Jak wpadłaś na pomysł napisania tej serii?

LR: W styczniu 2013 roku szukałam pomysłu na kolejną historię, lecz chciałam znaleźć nadrzędny punkt, by w przyszłości/teraźniejszości dodać następny element do mojego pisania, czyli coś, co rzuciłoby wyzwanie i zafascynowało zarówno mnie, jak i moich czytelników. Zawsze obserwowałam gwiazdy – zwłaszcza Siedem Sióstr w konstelacji Oriona. Pewnej mroźnej nocy, będąc w North Norfolk spojrzałam w niebo i myśląc o naszych dzieciach wpadłam na pomysł siedmiotomowej serii alegorycznie opartej na legendach związanych z konstelacją Siedmiu Sióstr.

AAR: Którą część powyższej serii pisało Ci się najłatwiej, a która była najtrudniejsza do napisania?

LR: Najłatwiejszą książką serii była pierwsza – historia Maii. Największym wyzwaniem stała się ostatnia, „Siostra Słońca”, historia Elektry. Z każdą książką seria staje się coraz bardziej skomplikowana nie tylko pod względem tematów i treści historycznych, ale także pod względem samej fabuły – jest tak wiele wątków, które przechowuję w umyśle, lecz teraz, w części szóstej, wszystkie tajemnice wychodzą na jaw… chociaż nie mogę jeszcze niczego zdradzić. Trzeba poczekać na tom siódmy!

Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Marzenna Rączkowska 
AAR: Przeczytałam większość Twoich książek opublikowanych w języku polskim. Pierwszą z nich była „Dziewczyna na klifie”. Co zainspirowało Cię do napisania tak poruszającej historii?

LR: Moją inspiracją zawsze jest sugestywna lokalizacja, która daje początek „wzruszeniu”. Urodziłam się w Irlandii, mieszkałam w West Cork i uwielbiałam smaganą wiatrem surowość. Ekstremalne lokalizacje zawsze są dla mnie ekscytujące, ponieważ są dramatyczne i oczywiście romantyczne. Myśl o wrażliwym dziecku, bosym i samotnym podczas sztormów atlantyckich, które szalały z taką furią, kiedy tam mieszkałam z własnymi małymi dziećmi, przesądziła o mojej bohaterce, Aurorze, narratorce książki.

AAR: Twoja kolejna książka, która wywarła na mnie największe wrażenie, to „Drzewo anioła”. Bardzo długo nie mogłam przestać o niej myśleć. W tej książce koncentrujesz się na niezwykle trudnych relacjach między matką a córką. Dlaczego zdecydowałaś się opowiedzieć swoim czytelnikom tego rodzaju historię i jak trudno było Ci stworzyć postać Cheski?

LR: Jako młoda aktorka zaznajomiłam się z fascynującymi postaciami na londyńskiej scenie oraz w filmie i telewizji. W szczególności to aktorzy są zazwyczaj zamęczaną grupą, a „publiczna” twarz często bardzo różni się od rzeczywistości stojącej za danym człowiekiem. O ile oczywiście nie zaczną wierzyć we własny mit i w fikcyjny świat, w jakim żyją, podobnie jak Cheska. Kiedy kilka lat po napisaniu książki poznałam swojego męża Stephena, dowiedziałam się, że znał kogoś bardzo podobnego do Cheski… Spostrzegłam również, że jestem w centrum uwagi i mam wielu bliskich przyjaciół, którzy są sławni lub poślubili kogoś, kto jest znany, więc miałam informację z pierwszej ręki o tym, jak sława może wpływać na ludzi. Przeraża mnie cała koncepcja sławy, więc kiedy pisałam o Chesce i jej skrajnościach oraz braku wolności, włożyłam w to wiele własnych obaw. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, dlaczego ktokolwiek miałby robić wszystko, aby szukać sławy dla samego siebie, tak jak to robią dzisiejsze gwiazdy telewizji. Cenię i chronię moje życie prywatne i moją rodzinę – to oni trzymają mnie przy zdrowych zmysłach.

AAR: Swoją pierwszą książkę „Lovers and Players” napisałaś jako Lucinda Edmonds. Opowiada ona o życiu i miłości trzech młodych kobiet. Co sprawiło, że napisałaś tę powieść? Czy Twoi czytelnicy mogą nadal ją kupić, mimo że została wydana prawie trzydzieści lat temu?

LR: Zaczęłam pisać „Lovers and Players” w wieku dwudziestu dwóch lat, kiedy zachorowałam na mononukleozę zakaźną. Ponieważ nie byłam w stanie pracować, powieść została ukończona za jednym zamachem i była głównie inspirowana moimi doświadczeniami z życia w Londynie i ludźmi, których spotkałam. Obecnie nie ma jej już w druku, chociaż mam jej kopię na półce… może kiedyś znów do niej zaglądnę i napiszę ją od nowa.

AAR: Dlaczego przestałaś pisać pod nazwiskiem Lucinda Edmonds?

LR: W 2000 roku wyszłam za mąż i postanowiłam całkowicie skupić się na mojej rodzinie i czwórce dzieci… chociaż nie powstrzymało mnie to przed pisaniem jedynie dla siebie! W tym czasie napisałam kilka tekstów, z których niektóre ostatecznie stały się „Sekretem Heleny” i „Pokojem motyli”, i od tego momentu zaczęłam używać nazwiska po mężu, Lucinda Riley.

Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Anna Esden-Tempska
AAR: Kilka tygodni temu ukazał się w Polsce „Pokój motyli”. Czytałam w Internecie, że niektórzy Twoi czytelnicy porównują tę książkę do „Sagi rodu Forsythe’ów”. Ich zdaniem Twoja powieść jest wielowarstwowa, złożona, fascynująca i niezwykle pasjonująca. Jak pamiętasz swoją pracę nad tą książką?

LR: „Pokój motyli” rozpoczął swoje życie jako rękopis, który napisałam prawie dziesięć lat temu i zatytułowałam „Red Admiral”, który jest rodzajem motyla[3]. Postanowiłam wrócić do tej książki po ukończeniu „Siostry Księżyca” w 2018 roku. Na początku sądziłam, że będzie to „lekki” projekt letni – coś, co oderwałoby mnie od bardziej wymagającej serii „Siedem Sióstr”. Jednak wraz z rozwojem „Pokoju motyli” odkryłam, że przepisuję cały manuskrypt, dodając i usuwając postacie i wątki. Od czasu napisania pierwszego manuskryptu zdałam sobie sprawę, że bardzo się rozwinęłam jako autorka, a wiele postaci zyskało większą głębię i złożoność.

AAR: Na kartach niektórych swoich książek zapraszasz czytelników do odwiedzenia egzotycznych krajów. Mam tutaj na myśli „Dom orchidei”, czy też „Różę północy”. Czy możesz powiedzieć nam coś na temat zbierania materiałów? Czy w związku z tym odwiedziłaś Tajlandię i Indie?

LR: Podróżuję do wszystkich miejsc, o których piszę. W przypadku „Orchidei” mieszkaliśmy wówczas w Tajlandii – przez pewien czas nasza rodzina miała dom na Koh Chand, wyspie, na której rozgrywa się część akcji książki, i jest to jedno z moich ulubionych miejsc na świecie. W przypadku „Róży północy” pojechałam do Indii i odwiedziłam Pałac Księżycowy w Jaipur, gdzie wyobrażałam sobie życie Anahity. Zatrzymałam się także w niesamowitym pałacu Rambagh, który jest teraz hotelem, nadal własnością królewskiej rodziny Jaipur, i gdzie regularnie widuje się ich grających w polo. Byłam także w Mumbaju, gdzie mieszka Ari, w Cooch Behar na północy i w New Delhi. Architektura i krajobrazy w Indiach zapierają dech w piersiach!

AAR: Wiem, że masz bardzo bliski kontakt z czytelnikami z całego świata. Jak ważne dla autorów jest bycie online?

LR: Świat z roku na rok staje się coraz bardziej oparty na technologii i myślę, że niezwykle ważne jest znalezienie różnych sposobów dotarcia do odbiorców. Media społecznościowe umożliwiają bezpośredni kontakt z czytelnikami na całym świecie. Kiedy byłam pisarką dwadzieścia lat temu, nie było takich rzeczy jak Facebook, Twitter, YouTube, a nawet nie było prywatnych stron internetowych, i przede wszystkim promowałam się w księgarniach i podczas spotkań autorskich. Niemniej, dzisiaj moje dwuminutowe inspirujące filmy mogą dotrzeć do czytelników na całym świecie, a opinie, które dostaję, są niesamowite i są bezustanną zachętą do dalszego pisania. Za pomocą komunikatora Google Hangouts pierwszy raz w życiu miałam wywiad w Brazylii, który obejrzano ponad dwieście tysięcy razy.

AAR: Jakie jest największe wyzwanie, przed którym stanęłaś jako autorka?

LR: W 1998 roku zmieniłam wydawcę na Pan Macmillan, z którym podpisałam umowę na dwie książki i wydałam tam powieść „Seeing Double” (obecnie ponownie napisana i opublikowana jako „Sekret listu”), czyli książkę, która skupiała się na historii członków brytyjskiej rodziny królewskiej, był to 1999 rok. W tamtym czasie Pan Macmillan przechodziło „reorganizację” i nie był to dobry moment na publikowanie czegokolwiek. Ponadto wiele osób uważało, że historia ta nie będzie mile widziana przez ludzi sprawujących władzę, natomiast w Irlandii książka została dobrze przyjęta, lecz mimo to, w Wielkiej Brytanii wszystkie zamówienia na nią zostały anulowane. Nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę się wtedy wydarzyło!

Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Jan Kabat
AAR: Kiedy pracujesz nad książką w swoim gabinecie, czy wyobrażasz sobie, jak Twoja ogromna rzesza czytelników przyjmie daną postać lub opisywane przez Ciebie wydarzenie?

LR: Kiedy piszę, staram się nie myśleć o niczym innym poza bohaterami i umiejscowieniem akcji – nie mogę pozwolić, by coś innego wywierało na mnie wpływ, ani też nie mogę odczuwać presji z powodu tego, że miliony ludzi będą czytać to, co piszę! Bohaterowie żyją w mojej głowie i przeze mnie opowiadają swoje historie, więc zapisywanie na dyktafonie pierwszego szkicu jest niezwykle osobistym procesem.

AAR: Ile czasu zajmuje Ci ukończenie książki, od momentu opracowania pomysłu na książkę do chwili przesłania jej do redaktora?

LR: Uświadomiłam sobie, że od poczęcia do narodzin wszystkie książki zajmują mi dziewięć miesięcy, czyli podobnie jak ciąża. Dziwne, ale prawdziwe. Zaczynam od procesu badawczego, który obejmuje przeczytanie wszystkich książek, jakie mogę zdobyć, i podróżowanie po okolicy. Następnie zapisuję na dyktafonie pierwszy szkic i przekazuję go mojemu redakcyjnemu asystentowi, aby to wszystko spisał. Po ukończeniu pierwszego szkicu rozpoczynam proces edycji, który jest najbardziej intensywny – kilkadziesiąt razy czytam każde zdanie, grając słowami w kostkę Rubika, aby upewnić się, że wszystko wygląda idealnie.

AAR: Jako pisarka i kobieta sukcesu osiągnęłaś bardzo dużo. Czy uważasz, że masz jeszcze jakiś cel do osiągnięcia?

LR: Oczywiście uwielbiam to, co robię i, jako pisarka, po spędzeniu czasu na odludziu, doceniam każdą chwilę związaną z tym, co dzieje się teraz. Pracuję dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i czerpię ogromną satysfakcję z tego, że opowiadam historie na papierze i oglądam je w druku na całym świecie – nawet, jeśli będę bogata, to i tak wciąż będę pisać. Obecnie całą swoją energię poświęcam serii „Siedem Sióstr”, ale mam już wiele pomysłów na przyszłe projekty. Moim celem jest po prostu pisać, póki nie umrę!

AAR: Jak udaje Ci się być tak produktywną, mając tak wiele obowiązków nie tylko rodzinnych? Jak zachowujesz równowagę pomiędzy domem a pracą?

LR: Muszę wyłączyć się na dwa lub trzy tygodnie i żyć jak pustelnik, pracując osiemnaście godzin dziennie, pisząc pierwszy szkic. Gdy kończę ten etap pracy i przechodzę do edycji technicznej, a nie do części „kreatywnej”, mogę pracować w domu i spędzać czas z rodziną. Jednak, jak każda pracująca matka, jestem permanentnie wyczerpana i wykonuję zwykłą żonglerkę, co jest znane każdej matce wychowującej dzieci i pracującej na pełny etat!

AAR: Powiedziałaś mi, że pracujesz nad siódmą częścią serii „Siedem Sióstr”. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej na ten temat? Czego mogą spodziewać się czytelnicy po tej książce?

LR: Jestem bardzo skryta jeśli chodzi o przyszłość serii „Siedem Sióstr” – czytelnicy piszą do mnie cały czas, prosząc o potwierdzenie swoich teorii na temat #whoispasalt[4] i „zaginionej” siostry. Mogę tylko powiedzieć, że właśnie rozpoczęłam proces badawczy nad siódmą książką serii – faktem jest, że niedawno byłam w podróży, podążając śladami „zaginionej” siostry…

AAR: Lucinda, bardzo dziękuję za tę interesującą i miłą rozmowę. Jest ona dla mnie bardzo ważna. Ponieważ wiem, że jesteś niezwykle zajęta, więc jeszcze raz bardzo dziękuję. Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć swoim polskim czytelnikom? W Polsce masz mnóstwo fanów, którzy zawsze z niecierpliwością czekają na każdą Twoją kolejną książkę.

LR: Bardzo dziękuję za wszystkie wnikliwe pytania! Chciałabym wszystkim moim polskim czytelnikom powiedzieć DZIĘKUJĘ CI za wsparcie i miłe słowa – otrzymuję tak wiele wiadomości z Polski, które bardzo motywują mnie do pisania. Życzę wszystkim spokojnej zimy i szczęśliwego nowego roku!



Wydawnictwo ALBATROS
tłum. Marzenna Rączkowska & Maria Pstrągowska



 Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose




Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj.
If you want to read this interview in English, please click here.






[1] The Bad Seed to sztuka amerykańskiego dramaturga, Maxwella Andersona (1888-1959), z 1954 roku. Maxwell Anderson napisał ją na podstawie powieści o tym samym tytule. Powieść wyszła spod pióra amerykańskiego pisarza, Williama Marcha (1893-1954). Jest to opowieść o pozornie idealnej dziewczynce, Rhodzie Penmark, która aby osiągnąć swój cel, potrafi skutecznie każdego oczarować. Niestety, pewnego dnia to nie ona, a jej szkolny kolega otrzymuje od nauczyciela nagrodę, na której dziewczynce bardzo zależało. Podczas szkolnej wycieczki, chłopiec nagle znika. Wkrótce okazuje się, że Claude utonął w pobliżu molo. W końcu podejrzenia o zabójstwo kolegi padają na Rhodę. Niebawem matka dziewczynki zaczyna podejrzewać, że jej niewinna córeczka stoi również za innymi nagłymi zgonami, jakie ostatnio miały miejsce w rodzinie. – przyp. tłum.

[2] Historia poszukiwaczy skarbu (z ang. The Story of the Treasure Seekers) to serial na podstawie powieści Edith Nesbit (1858-1924) pod tytułem Poszukiwacze skarbu. – przyp. tłum.

[3] Chodzi o motyla o nazwie Czerwony Admirał. – przyp. tłum.

[4] #whoispasalt (#WhoIsPaSalt) to hasztag związany z fabułą serii „Siedem Sióstr”, którym czytelnicy Lucindy Riley oznaczają własne wskazówki dotyczące odkrywania fabuły poszczególnych części cyklu, a zwłaszcza tajemniczego bohatera, jakim jest przybrany ojciec siedmiu sióstr, czyli Pa Salt. – przyp. tłum.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.