Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

Projekty i akcje



Na przełomie 2011 i 2012 roku brałam udział w projekcie przeznaczonym dla blogerów pod nazwą „Blogerzy Książki Piszą”. Byłam pomysłodawczynią i współorganizatorką akcji. Wraz z Autorką bloga Książki Zbójeckie w maju 2012 roku wydałyśmy e-booka, w którym znalazło się 27 opowiadań autorstwa zarówno blogerów nie mających  na co dzień styczności z tworzeniem literatury, jak i pisarzy, którzy posiadają już pewne doświadczenie w tej dziedzinie. E-book można nadal pobrać bezpłatnie na stronie Wydawnictwa RW2010. Zapraszam również do odwiedzenia naszej strony internetowej poświęconej wspomnianemu projektowi oraz stron na FB. (tu i tu). W antologii można przeczytać moje opowiadanie pod tytułem „Ostatnia misja", w którym poruszam problem polskich żołnierzy wyjeżdżających na misje pokojowe.




Ostatnia misja 
(fragment)


Pamięci wszystkich polskich Żołnierzy
poległych w misjach pokojowych
poza granicami kraju


Irak, koniec września, rok 2008


Słońce grzało niemiłosiernie. Zaczęło już kilka minut po piątej rano. Choć był koniec września, to jednak fakt ten niczego nie zmieniał. Tutaj, na irackiej ziemi, suche i gorące lato trwało od maja do października. Tak naprawdę nigdy nie było wiadomo, ile akurat wynosiła temperatura, bo termometry bardzo często szlag trafiał z gorąca. Ale do tego piekła ostatecznie można było się przyzwyczaić. Kiedy Krzysztof Witkowski był tu po raz pierwszy dwa lata temu, myślał, że przeżyje przygodę swojego życia, a zamiast tego dostał pół roku więzienia, w którym każdy dzień wyglądał identycznie. A nudę w oczekiwaniu na rozkaz czymś trzeba było zabijać. Tak więc najczęściej korzystał z gier PlayStation, bo wtedy mógł sobie do woli postrzelać bez ryzyka, że kula wroga dosięgnie jego głowy. Od tamtego czasu awansował do stopnia majora i teraz już inaczej postrzegał to, co działo się w Iraku, a tym samym i w jego życiu. Teraz miał trzydzieści sześć lat, żonę i kilkumiesięczne dziecko, którego jeszcze nie zdążył poznać. Dwa lata temu jeszcze nic nie zapowiadało, że w tak krótkim czasie ponownie zostanie mężem i po raz pierwszy ojcem. Anna była jego drugą żoną i po fatalnych doświadczeniach ze swojego pierwszego małżeństwa nie paliło mu się do powtórnego ożenku. Owszem, podobało mu się, że ma przy sobie kobietę, która cierpliwie czeka na niego, kiedy on bohatersko niesie pomoc Amerykanom w skracaniu czarnej listy terrorystów czy im podobnych gnid. Dlatego fakt, że znowu założył na palec obrączkę, nawet jemu wydawał się dziwaczny.

Krzysztof wszedł do ogromnego namiotu, podobnego do tego, jaki pamiętał jeszcze z lat dzieciństwa, kiedy matka zabierała go do cyrku. Tylko że tutaj zamiast klownów z czerwonymi nosami siedzieli jego koledzy, niczym w pubie, a zamiast whiskey raczyli się colą w nielimitowanych ilościach. Było gwarno jak w ulu. Z perspektywy tego miejsca raczej ciężko było wyobrazić sobie, że na zewnątrz jest wojna.

Stołówka, czyli miejsce socjalizowania się armii, błyszczała czystością. Niczego tutaj nie brakowało. W menu były potrawy, które obowiązkowo wydawali kucharze. Lecz były i takie, które żołnierz mógł pobrać sobie sam. Oprócz kantyny w bazie była też pralnia, kościół, poczta, sklep, siłownia, szpital, fryzjer, a nawet oczyszczalnia ścieków. Jednak miejsca te były dość dobrze ukryte. Spadający na nie granat powinien zabić jedynie tych trafionych bezpośrednio. Ot, taka oznaka wojennego prymitywizmu.

Krzysiek zdjął hełm i niedbałym ruchem przejechał dłonią po krótko ostrzyżonych jasnych włosach. Idąc tutaj, założył wysokiej klasy okulary z filtrem, aby ochronić oczy. W tym miejscu nie sposób było ruszyć się bez nich gdziekolwiek. Nie dość, że słońce prażyło bezlitośnie, to jeszcze te nieszczęsne, prawie niewidoczne meszki wpadające dosłownie wszędzie. Do nosa, oczu, uszu.

Rozejrzał się wokół i zaczął zastanawiać nad sensem swojego pobytu w takim parszywym miejscu. Tak bardzo tęsknił za rodziną i za tą zieloną trawą i liśćmi na drzewach. Już prawie zapomniał, jak to jest usłyszeć śpiew ptaków. Widział, jak jego koledzy nad czymś zawzięcie dyskutują, posilając się firmowym zestawem od McDonalda. Krzysztof nie słyszał, o czym rozmawiają, bo zagłuszał ich włączony na cały regulator telewizor. Zerknął w kierunku odbiornika i zobaczył, jak z ekranu śmieje się do niego grupa wdzięcznych Irakijczyków. Ale czy oni na pewno uśmiechają się do niego? Nie. Oni wiwatują na cześć heroicznych amerykańskich żołnierzy, którzy właśnie zakończyli rozdawać im butelki z wodą. Czasami miał już serdecznie dość tego całego szpikowania ideologią na siłę. Przecież każdy doskonale wiedział, jak tutaj jest. Więc po co ta hipokryzja i ciągłe pokazywanie jedynie pozytywnych stron życia w Iraku? [...]


Piszemy po angielsku


10 maja 2013 roku ruszył projekt, który ma na celu promowanie literatury i filmu w świecie. W związku z tym z mojej inicjatywy powstał blog międzynarodowy, który już w pierwszym dniu istnienia został wpisany na listę International Directory Blogspot. Blog prowadzony jest w języku angielskim, tak więc do projektu zapraszam wszystkich, którzy posiadają dość biegłą znajomość języka angielskiego w piśmie, nie boją się wyrażać swoich opinii w języku obcym, posiadają profil na Blogspocie i przede wszystkim uwielbiają pisać o literaturze i filmie.




Magiczna Bajaderka


12 stycznia 2015 roku dzięki uprzejmości Wydawnictwa E-BOOKOWO ukazała się ilustrowana antologia bajek, których autorami są blogerzy. Dla niektórych z nich było to pierwsze spotkanie z literaturą od tej drugiej – nieczytelniczej – strony. Dzięki temu projektowi blogerzy – nie tylko piszący na co dzień o książkach i literaturze – mogli uwierzyć we własne siły i spełnić marzenie o napisaniu tekstu literackiego. W antologii znalazła się także bajka mojego autorstwa zatytułowana „Jak piekarz Michał został królem”. E-book można pobrać zupełnie za darmo na stronie Wydawnictwa E-BOOKOWO [klik]. Zapraszam również do odwiedzenia projektowego bloga [klik]. 





Jak piekarz Michał został królem 
(fragment)


Dawno, dawno temu, w pewnej bardzo ubogiej krainie żył chłopiec o imieniu Michał. Kiedy był jeszcze bardzo mały, jego rodzice wyruszyli w świat w poszukiwaniu pracy. Mijały lata, Michał dorastał, a rodzice nadal nie wracali ani też nie dawali choćby najmniejszego znaku życia. Chłopca wychowywała babcia, która była już tak stara, że pewnego dnia umarła. Michał został sierotą. Jego kraj niemal opustoszał, ponieważ nie tylko rodzice chłopca udali się w świat, aby móc zarobić na chleb. Głód zaczął doskwierać każdemu. Jedynie okrutny król i jego dwór żyli w przepychu. Poddani każdego miesiąca zmuszani byli do płacenia wysokich podatków, które zapełniały po brzegi królewski skarbiec.

Juliusz IV był władcą bezwzględnym. Mówiono o nim, że swoją kucharkę wtrącił do lochu tylko dlatego, iż w roztargnieniu zapomniała przyprawić obiad. Natomiast o głowę skracał każdego, kto miał odwagę sprzeciwić się jego rozkazom. Pałacowe lochy pełne były tych, którzy z powodu biedy nie byli w stanie płacić comiesięcznych podatków. Nawet królowa i księżniczka Julia zniknęły nagle bez słowa. Poddani szemrali między sobą, że opuściły królestwo, ponieważ nie mogły już patrzeć na okrucieństwo monarchy. Oprócz dworzan jedyną przyjaciółką Juliusza IV była zła wiedźma, której czary na własnej skórze odczuło wielu mieszkańców Juljandii.

Kiedy Michał dorósł, postanowił wyruszyć w świat, tak jak uczynili to jego rodzice i wielu innych mieszkańców krainy. Do pocerowanego worka włożył kawałek suchego chleba i pół osełki masła. Szedł przed siebie, wsłuchując się w śpiew ptaków, szmer liści poruszanych wiatrem i równomierne bicie swojego serca. Co pewien czas spoglądał w niebo, jakby tam szukał drogowskazu do dalszej wędrówki. Mijał góry, łąki, lasy, aż wreszcie poczuł się tak bardzo zmęczony, że musiał odpocząć. Nagle ujrzał jak w promieniach wiosennego słońca mieni się staw, a tuż przy jego brzegu rośnie piękny rozłożysty dąb, rzucający cień dookoła.

– Usiądę pod tym dębem i zjem to, co niosę w worku, a potem przyjdzie mi umrzeć – pomyślał Michał i powłócząc nogami, udał się w stronę drzewa.

W pewnym momencie Michał dostrzegł, że woda w stawie lekko zafalowała. Pomyślał, że to zapewne wiatr poruszył taflą wody. Zanurzył twardy chleb w roztopionym przez słońce maśle i gdy zamierzał już zapełnić ściśnięty przez głód żołądek, usłyszał:

– Od trzech dni nic nie jadłam. Jeżeli podzielisz się ze mną, obiecuję, że już nigdy nie będziesz głodny.

Michał zaczął rozglądać się wokół w poszukiwaniu właścicielki tego pięknego głosu, lecz nikogo nie dostrzegł. Uznał więc, że to przemęczenie i głód sprawiły, iż zmysły płatają mu figla. Jednak w momencie, kiedy jego dłoń z chlebem ponownie powędrowała w kierunku ust, ktoś ponowił swoją prośbę.

– Michale, w królestwie Juliusza IV głód cierpią nie tylko ludzie. My, zwierzęta, również go odczuwamy. Proszę, daj mi choć kilka okruszków z twojego chleba…

Wtem Michał spojrzał w kierunku stawu. Tuż przy brzegu ujrzał pięknego srebrnego karpia. W pierwszej chwili pomyślał, że gdyby go zabił, wówczas choć raz w swoim życiu najadłby się do syta. Kiedy już zaczął rozglądać się w poszukiwaniu kamienia, ryba ponownie przemówiła ludzkim głosem:

– Wiem, co chcesz uczynić, ale proszę, nie zabijaj mnie. Jeśli zachowasz mnie przy życiu, obiecuję, że pomogę ci przywrócić w naszej krainie pokój i dostatek. Juljandia znów będzie taka jak niegdyś.

– Jak niby chcesz tego dokonać? – zapytał Michał. Zmieszał się nieco na słowa karpia, który wyraźnie odgadł jego myśli. – Przecież jesteś tylko zwykłą rybą. Aby pokonać Juliusza IV i jego sprzymierzeńców musiałbym chyba zebrać całe wojsko świata. [...]