niedziela, 8 listopada 2015

Karol Bunsch – „O Zawiszy Czarnym opowieść & Warna 1444”














Wydawnictwo: WYDAWNICTWO LITERACKIE
Kraków 1980





Na przestrzeni wieków na kartach historii Polski zapisało się wielu dzielnych rycerzy, którzy przez stulecia byli i nadal są przykładem honorowego postępowania. Wśród nich można wymienić chociażby Albrechta z Kłecka żyjącego na przełomie XIII i XIV wieku, Stanisława Ciołka (?-1356), Gniewosza z Dalewic – ojca (?-1406) i Gniewosza z Dalewic – syna (?-1445), Hińczę z Rogowa herbu Działosza, który żył na przełomie XIV i XV wieku, Żelisława Złotorękiego (?-1123) i wielu innych, którzy swoją odwagą przynieśli chlubę swoim rodom i ojczyźnie. Niemniej do dziś najbardziej znanym polskim rycerzem jest bez wątpienia Zawisza Czarny z Garbowa (w Sandomierskiem) herbu Sulima (ok. 1370-1428) pochodzący ze średniozamożnego rodu szlacheckiego. Imię Zawiszy Czarnego weszło do polskiej tradycji narodowej jako symbol honoru i uczciwości. Podczas swojego życia rycerz zdobył wielkie uznanie całego ówczesnego świata chrześcijańskiego.  

Zanim jednak Zawisza Czarny doszedł do mistrzostwa w rycerskim kunszcie i zanim jeszcze zrozumiał czym tak naprawdę jest honor, musiał przejść standardowe szkolenie, którego celem było przygotowanie go do stanu rycerskiego. Szkolenie obejmowało naukę zasad walki pieszej i konnej, a także sztuki wojennej. Przyszły rycerz poznawał również reguły wiary katolickiej, której – już po pasowaniu na rycerza – miał bronić z narażeniem życia. Opanował też łacinę, język niemiecki, a potem węgierski. Żołnierska zręczność oraz liczne cnoty ducha sprawiły, że bardzo szybko sławę przyniosły mu zwycięstwa w wielu europejskich turniejach. Zawiszę Czarnego charakteryzowała również niezwykła mądrość, dzięki której stał się nieoficjalnym dyplomatą, monarszym doradcą i generalnie uznawano go za człowieka godnego zaufania i przyjaźni. Bliskie relacje łączyły go z możnowładcami, a nawet królami.

W czasie swojej służby na książęcych oraz królewskich dworach posiadł wiedzę i umiejętności, które potem stały się kluczowe w walce na bitewnym polu i które przyniosły mu sławę, a także sprawiły, że jego imię na wieki zapisało się w historii. Zawisza Czarny związany był z dworem władcy Niemiec i Węgier, czyli z Zygmuntem Luksemburskim (1368-1437). Niemniej po jakimś czasie rycerz porzucił służbę u Luksemburczyka, ponieważ zapragnął zasilić szeregi wojsk polsko-litewskich w wojnie z Zakonem Krzyżackim. W bitwie pod Grunwaldem Zawisza Czarny pełnił służbę przy chorągwi krakowskiej u boku niejakiego Marcina z Wrocimowic (?-1442). Był tam tak zwanym rycerzem przedchorągiewnym chorągwi krakowskiej.

W swoich Kronikach imię Zawiszy Czarnego wymienia Jan Długosz (1415-1480), uważając go za najznamienitszego polskiego rycerza. Już po śmierci rycerza kronikarz napisał o nim tak:

Nie tylko w tej bitwie, w której pojmany zginął, ale we wszystkich wyprawach okazywał się rycerzem dzielnym i znakomitym, słynął odwagą i wielkimi czynami, w których nikt mu nie dorównywał. Był zaś w mowie słodki i ujmujący, tak że nie tylko ludzi zacnych i szlachetnych, ale barbarzyńców nawet swoją uprzejmością zniewalał. Miał przede wszystkim ten rzadki w sobie przymiot, że jak w bitwie najśmielszy zapał, tak w radzie najumiarkowańszą okazywał rozwagę. Godzien za swe bohaterskie dzieła nie moich słabych, ale i Homera samego pochwał.”
 
Z kolei po zwycięskiej bitwie pod Grunwaldem (15 lipca 1410 roku), Zawisza Czarny wyruszył w drogę pod Koronowo, gdzie wziął udział w kolejnej bitwie, w której ponownie pokazał swoje męstwo i niezwykłą odwagę. Dziwić może fakt, iż pomimo tak znaczących osiągnięć, rycerz nigdy nie pełnił jakichś ważnych, oficjalnych funkcji państwowych. Chociaż jego sława wykraczała poza granice Polski i mówiono o nim na dworach ówczesnych europejskich władców, z których niektórzy wręcz zabiegali o to, aby Zawisza Czarny przeszedł do ich służby, to jednak żaden państwowy urząd nigdy nie przypadł mu w udziale. Europejscy monarchowie kusili Zawiszę Czarnego obietnicami wielkich nagród i przywilejów. Wygląda jednak na to, że nasz rycerz przekupny nie był i do końca pozostał wierny swojej ojczyźnie, za którą oddał życie.

Ostatnią walkę Zawisza Czarny stoczył w bitwie pod Gołąbcem. Jego śmierć była niezwykle okrutna, ale rycerz zapewne liczył się z taką ewentualnością, wyruszając w bój i walcząc z tureckimi wojskami. Po śmierci Wielkiego Rycerza król Zygmunt Luksemburski napisał:

Wojsko utraciło w nim najlepszego dowódcę. Zaiste całemu światu wiadomym jest, iż tenże Zawisza był rycerzem najdzielniejszym, w broni najbardziej doświadczonym, w działaniu najprzezorniejszym, zaś w wierności i poświęceniu najszczerszym.”

To właśnie powyższe słowa stanowią dowód na to, iż pamięć o Zawiszy Czarnym oraz jego niezwykłych czynach znana była w całym ówczesnym świecie. Z kolei jego odwaga i męstwo stanowiły przykład dla wielu młodych rycerzy, w tym także dla synów Zawiszy Czarnego, którzy potem przyłączyli się do wojsk Władysława III Warneńczyka (1424-1444) i wraz z młodym, polskim królem ruszyli na Warnę, aby pomścić śmierć ojca.

Zawisza Czarny 
(fragment obrazu Bitwa pod Grunwaldem)
autor: Jan Matejko (1838-1893)
Karol Bunsch tak naprawdę niewiele pisze o Zawiszy Czarnym, ponieważ wbrew pozorom nie ma zbyt wielu informacji na temat tego wyjątkowego rycerza. A przynajmniej nie było ich wtedy, gdy powstawała niniejsza książka, czyli w 1959 roku. Autor swoją opowieść rozpoczyna już po śmierci Zawiszy Czarnego. Polską rządzi Władysław II Jagiełło (ok. 1362-1434). Jest listopad 1428 roku i w krakowskim kościele franciszkanów ma odbyć się symboliczny pogrzeb rycerza. Kanonik katedralny i królewski sekretarz Adam Świnka z Zielonej (?-ok. 1434) proszony jest o wygłoszenie mowy pożegnalnej na cześć Zawiszy Czarnego. Niestety, biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki (1389-1455) podaje w wątpliwość nieskazitelność Wielkiego Rycerza. Co zatem powinien zrobić Adam Świnka? Czy na przekór wszystkiemu wygłosić peany na cześć Zawiszy, czy może zamilknąć, bo przecież o zmarłych można mówić tylko dobrze albo wcale? Jak się okazuje Adam Świnka nie poddaje się i zaczyna badać życie Zawiszy Czarnego. Dociera więc do ludzi, którzy go znali i mogą coś więcej o nim powiedzieć. W trakcie tych rozmów kanonik weryfikuje niektóre fakty, a niekiedy dowiaduje się rzeczy, o których nie miał pojęcia.

O Zawiszy Czarnym opowieść to historia bardzo krótka z uwagi na brak wystarczających materiałów źródłowych. Niemniej – jak każda gawęda, która wyszła spod pióra Karola Bunscha – warta jest przeczytania. Przynajmniej w moim przekonaniu. Ponieważ już kilkakrotnie rozwodziłam się nad niezwykłym talentem pisarskim Autora, nie będę w nieskończoność powielać swojej opinii. Dla mnie Karol Bunsch był wyjątkowym pisarzem i tak już pozostanie. Przejdźmy zatem do drugiej opowieści, którą znajdziemy w tej samej książce. Tym razem będzie to historia bitwy pod Warną, w której życie stracił młodziutki i niedoświadczony Władysław III Warneńczyk z dynastii Jagiellonów. Zanim jednak skupię się na samej bitwie, pozwolę sobie nakreślić portret władcy Polski, Węgier i Chorwacji. 

Władysław III Warneńczyk był synem Władysława II Jagiełły i jego żony Zofii Holszańskiej (ok. 1405-1461). W dniu 25 lipca 1434 roku dziesięcioletni Władysław został wybrany na króla Polski oraz Wielkiego Księcia Litwy i przybrał imię Władysława III. Z kolei dnia 8 marca 1438 roku został ogłoszony prawowitym władcą, natomiast królem Węgier i Chorwacji został 17 czerwca 1440 roku, przyjmując imię Władysława I. Późniejszy Warneńczyk (przydomek otrzymał pośmiertnie) przyszedł na świat w chwili, gdy praktycznie tracono już nadzieję na to, że stary Jagiełło doczeka się męskiego potomka. Zofia Holszańska urodziła syna, kiedy liczyła sobie ledwo osiemnaście wiosen. Można sobie jedynie wyobrazić jaka radość musiała zapanować nie tylko na królewskim dworze, ale przede wszystkim w sercu sędziwego Władysława II Jagiełły, który cały dzień po narodzinach syna spędził w kościele na dziękczynnych modlitwach. Bóg jednak był dla króla łaskawy, bo już trzy lata później obdarzył go kolejnym synem – Kazimierzem, którego znamy jako Kazimierza IV Jagiellończyka (1427-1492).

Władysław III Warneńczyk 
autor: Jan Matejko
Uroczysty chrzest małego królewicza odbył się oczywiście w Krakowie, zaś ojcem chrzestnym został sam papież Marcin V (1369-1431). Źródła historyczne raczej skąpe są w informacje dotyczące osobowości Warneńczyka, ponieważ żył zbyt krótko, aby móc pokazać swój prawdziwy charakter już jako w pełni dorosły mężczyzna. Najprawdopodobniej był podatny na wpływy, natomiast kiedy na horyzoncie pojawiła się możliwość objęcia samodzielnej władzy, wówczas jego brak doświadczenia spowodował, że źle oceniał zaistniałe sytuacje, co skończyło się dla niego tragicznie. Nie można jednak odmówić młodemu Władysławowi odwagi oraz duszy pełnej rycerskich ideałów. Z opowieści Karola Bunscha wynika, że był skromnym i miłym młodzieńcem, choć niezbyt urodziwym. Nigdy się nie ożenił, choć planowano dla niego małżeństwo z Elżbietą Luksemburską (1409-1442). Pojawiają się natomiast informacje o tym, że Władysław mógł być gejem, ponieważ znacznie bardziej wolał towarzystwo mężczyzn niż kobiet. W dodatku wspomniany już wyżej Jan Długosz, który znał Warneńczyka osobiście, jak również utrzymywał częsty kontakt z ludźmi z otoczenia króla, w swojej Kronice napisał:

„[…] Jagiellończyk skłonny do rozkoszy męskich, ani w czasie pierwszej wyprawy przeciw Turkom, ani w czasie tej drugiej, którą wtedy prowadził, gdy szalała wojna, gdy naokoło panował strach i było mnóstwo wrogów przy garstce jego wojska, kiedy należało przebłagać miłosierdzie Boże i pozyskać je sobie, on, nie zważając zupełnie na własne niebezpieczeństwo i na zagrożenie całego wojska, nie porzucał swych, przeciwnych czystości, wstrętnych rozkoszy.”

Z drugiej strony jednak zadajmy sobie pytanie, czy na podstawie tych słów faktycznie można wnioskować, że Władysław miał skłonności homoseksualne? Być może pisząc o „męskich rozkoszach” Jan Długosz wcale nie miał na myśli łóżkowych ekscesów młodego króla. Może kronikarzowi chodziło o typowe męskie zabawy, jak wyprawianie uczt mocno zakrapianych alkoholem czy polowania, na które wybierał się w towarzystwie mężczyzn? Może król skory był do jakichś sprośnych żartów, które najlepiej wychodziły mu właśnie w otoczeniu mężczyzn? Fakt, że Władysław unikał kobiet też nie świadczy o tym, iż był homoseksualistą. Przecież był młody i być może tak bardzo nieśmiały wobec niewiast, że pewniej czuł się w gronie swoich męskich kompanów. Pamiętajmy, że w średniowieczu Kościół piętnował wiele czynów, które nazywał „nieczystymi” i nie zawsze duchownym chodziło o sprawy łóżkowe. Oczywiście prawdy na ten temat już nigdy się nie dowiemy. Monarcha żył zbyt krótko, aby pokazać swój naturalny styl życia. Wiadomo natomiast, że potomka po sobie nie zostawił.

Kardynał Zbigniew Oleśnicki 
autor: Jan Bąkowski (1872-1934)
Jeszcze za swojego życia Władysław Jagiełło zapewnił synowi dziedziczenie tronu. Otóż po śmierci starego króla, biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki czynił starania zmierzające do błyskawicznej koronacji księcia. Jego argumenty były dość mocne, ponieważ mówił o ewentualnej anarchii i możliwości wybuchu wojny domowej. W rzeczywistości jednak lękał się utraty swojej pozycji na dworze. I tak oto grupa możnowładców, na której czele stanął Spytko III z Melsztyna (1398-1439), nie wyraziła zgody na dokonanie koronacji bez uprzedniej elekcji. Wielmoże byli także przeciwni wszechwładnej władzy samego biskupa krakowskiego. To wszystko doprowadziło do tego, że rozpętała się otwarta wojna domowa, którą wywołała konfederacja utworzona przez wspomnianego już Spytka III z Melsztyna. Konfederacja ta posługiwała się hasłami, które za życia głosił czeski duchowny – prekursor protestantyzmu – Jan Hus (1370-1415). Trzeba dodać, że Kościół Katolicki skazał Jana Husa na śmierć przez spalenie na stosie za głoszone przez niego herezje. Bunt konfederacji zakończył się jednak klęską pod Grotnikami w 1439 roku. Wtedy też książę Władysław został oficjalnie koronowany na króla w katedrze na Wawelu i przysiągł, iż dotrzyma wszelkich praw oraz przywilejów szlacheckich.  

Ponieważ władca wciąż był niepełnoletni, władzę w poszczególnych prowincjach dzierżyli jego namiestnicy, zaś właściwym regentem był sam Zbigniew Oleśnicki. Można zatem śmiało rzec, że Władysław był królem tylko na papierze, gdyż większość decyzji podejmowano za jego plecami. W tym samym czasie przed Jagiellonami pojawiły się również możliwości działania w Europie Środkowej. Czescy zwolennicy Jana Husa zaproponowali bowiem tron bratu polskiego króla – Kazimierzowi, lecz biskup Oleśnicki nie zgodził się na taki wariant. Z kolei z ogromnym zainteresowaniem spotkała się ewentualność objęcia tronu w Budzie na Węgrzech. Zgon Albrechta II Habsburga (1397-1439) dał sposobność do zawarcia unii polsko-węgierskiej. Niemniej przeszkodą w toczonych zawzięcie rozmowach stała się brzemienna wdowa po Albrechcie Habsburgu, a była nią królowa Elżbieta. Ostatecznie złamano opór królowej, która wyraziła zgodę na małżeństwo z polskim królem. Władysław raczej nie był skory do ślubu, ponieważ Elżbieta była od niego sporo starsza.

Elżbieta Luksemburska po urodzeniu syna, próbowała nie dopuścić do przybycia Władysława na Węgry. Niemniej polski król zdobył Budę w 1440 roku i koronował się na króla Węgier. W konsekwencji doszło do otwartej wojny domowej, która trwała dwa lata. Zakończyła ją mediacja z udziałem papieskiego legata, który skłonił młodocianego władcę do podjęcia krucjaty antytureckiej. I tak oto w latach 1442-1443 węgierska armia pod dowództwem Jánosa (Jana) Hunyadego (ok. 1387-1456) odparła turecki atak i odniosła zwycięstwo. Na Węgrzech zderzyły się poglądy zarówno zwolenników, jak i przeciwników wojny domowej. Z kolei sejm podjął decyzję o rozpoczęciu kampanii zbrojnej przeciwko Turcji, zaś król Władysław złożył w tej sprawie uroczystą przysięgę. Niestety, na tę wyprawę nie przyznano żadnych środków finansowych, natomiast monarcha zmuszony był polegać na oddziałach Jánosa Hunyadego oraz innych magnatów. Liczył na ich pieniądze, podczas gdy jakakolwiek zagraniczna pomoc stała się niepewna, o ile wręcz niemożliwa.

Władysław III podczas bitwy  pod Warną
(fragment obrazu z 1879 roku)
autor: Jan Matejko
Chociaż Władysław III Warneńczyk złożył przysięgę, to jednak z rozpoczęciem wojny zwlekał. Możliwe, że gdzieś w głębi duszy czuł strach i był świadomy swojego braku doświadczenia. Wysłał zatem delegację do tureckiego sułtana przebywającego w Adrianopolu, co dało początek rozmowom na temat ewentualnego pokoju z Turkami. Ostatecznie na dziesięć lat zawarto ugodę w Szegedynie, która była niezwykle korzystna zarówno dla samych Węgier, jak i dla chrześcijaństwa. Z kolei król Władysław dokonał uroczystego zaprzysiężenia i ratyfikacji umowy zawartej z tureckim sułtanem. Niestety, już po trzech dniach cesarski legat przekonał króla, aby ten jednak wznowił wojnę. I tak oto pokój został zerwany, a wyprawa rozpoczęta. Na czele wojska stanął dwudziestoletni młodzian pozbawiony jakiegokolwiek doświadczenia w boju. W efekcie rzeczywistym dowódcą był doskonały wódz János Hunyady, natomiast armia węgierska, która liczyła dwadzieścia tysięcy rycerzy i była wspierana przez polskich ochotników, ruszyła w kierunku dość nieudolnie bronionej stolicy Turcji.

W cieśninach czekała już flota papiesko-wenecka. Niestety, Genueńczycy przewieźli na swych galerach sułtańską armię i już niebawem sześćdziesięciotysięczne wojsko tureckie znalazło się na przedpolach Warny. Węgrzy zostali okrążeni. To był listopad 1444 roku. W wyniku zaciętej narady podjęto decyzję dotyczącą przeprowadzenia bitwy na otwartym polu. Na początku szala zwycięstwa przechylała się na stronę Węgrów, lecz nagle stała się rzecz niewyobrażalna. Młody król Władysław, stojąc na czele oddziału składającego się z pięciuset jeźdźców, zupełnie niespodziewanie uderzył na główny trzon tureckiej armii znajdującej się w pobliżu samego sułtana. Praktycznie natychmiast polski król otoczony został przez janczarów (turecka piechota). Wtedy też koń króla został zabity, a młodemu władcy wróg ściął głowę. Wojska węgierskie ogarnęła istna histeria. Rycerze zaczęli uciekać z pola bitwy. Straty po obydwu stronach były naprawdę niewyobrażalne. Życie straciło kilka tysięcy Turków. Zginął papieski legat – Giuliano (Julian) Cesarini (1398-1444), zaś niedobitki węgierskiej armii jakimś cudem uratował János Hunyady. Ciała Warneńczyka nigdy nie odnaleziono, dlatego też zaczęły pojawiać się liczne teorie, jakoby król jednak przeżył. Łudzono się nadzieją, że może faktycznie udało mu się uciec i uratować życie. Jak zawsze w takich okolicznościach, tak i wtedy, zaczęli wyrastać niczym grzyby po deszczu mężczyźni, którzy podawali się za Władysława III Warneńczyka. Prawda jednak była taka, że to Turcy odnieśli zwycięstwo, natomiast Polacy pozostali bez władcy na długie trzy lata, gdyż dopiero po tym okresie z przyczyn politycznych Kazimierz IV Jagiellończyk mógł odziedziczyć tron po zmordowanym bracie.

Władysław III Warneńczyk
Portret powstał w latach 1768-1771.
autor: Marcello Bacciarelli (1731-1818)
Pewna portugalska legenda mówi nawet, że Władysław III Warneńczyk przeżył rzeź pod Warną. Skoro ciała nie odnaleziono, to trzeba było wymyśleć jakieś wytłumaczenie tej sytuacji. Mówiono zatem, że król zbiegł z pola bitwy i jako Henrique Alemao (Henryk Niemiec) osiedlił się na Maderze w posiadłości, którą rzekomo miał mu podarować książę Henryk Żeglarz (1394-1460) – trzeci syn króla Portugalii – Jana I Dobrego (1357-1433) i Filipy Lancaster (1360-1415). W Portugalii Władysław miał się ożenić, doczekać syna, a potem w wieku czterdziestu lat zginąć na morzu. Z kolei rzekomym synem Warneńczyka miał być sam Krzysztof Kolumb (1451-1506). Obecnie większość historyków skłania się ku teorii, iż Władysław III Warneńczyk nie przeżył bitwy pod Warną, zaś jako dowód podają zapis niejakiego Chodży Effendiego odnoszący się do faktu przesłania tureckiemu sułtanowi głowy polskiego króla.

Janczar imieniem Kodża Chazer dzielnym natarciem ranił mu konia, zwalił na ziemię wychowańca piekła, uciął nikczemną głowę i przynosząc ją padyszachowi, pochwały, względy i hojną nagrodę osiągnął. Głowa nieszczęsnego króla posłaną została do Brussy, przedtem stolicy państwa, aby na widok pospolitego ludu była tam wystawiona. Dla zachowania od zepsucia w miodzie była zatopiona.”

Chociaż Władysław III Warneńczyk na tronie zasiadał tylko dziesięć lat i odszedł w bardzo młodym wieku, to jednak nie ma zgodności co do oceny jego postaci. Potwierdzone fakty historyczne przeplatają się z legendą i dlatego trudno jest jednoznacznie ocenić postępowanie króla. Z jednej strony widzimy Władysława jako niedojrzałego młodzieńca, który żyje pod wpływami potężnego biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego, a także wojewody Jánosa Hunyadego oraz papieskiego legata Giuliano Cesariniego. Król oskarżany jest także o krzywoprzysięstwo, ponieważ zerwał rozjem z Turcją i wyprawił się na Warnę. Z drugiej strony jednak są też i tacy, którzy w młodym Władysławie widzą szlachetnego monarchę i ostatniego krzyżowca, który do ostatniej kropli krwi bronił wiary i europejskiej cywilizacji. Dla nich był po prostu królem bez najmniejszej skazy. Prawdą jest, że Władysław III Warneńczyk to postać tragiczna, która na kartach historii Polski i Węgier zapisała się wielkimi literami, choć może nie zawsze o nim pamiętamy.

Symboliczny grobowiec
Władysława III Warneńczyka
w miejscu, gdzie w 1444 roku 
rozegrała się bitwa .
W jaki sposób zatem króla przedstawia Karol Bunsch? Na pewno nie widzi w nim homoseksualisty. Możliwe, że taki obraz ma swoje źródło w tym, iż książka napisana została w zupełnie innych czasach. W czasach, kiedy wiele publikacji było zakazanych i wycofywanych z księgarń oraz bibliotek. Zdaniem władz komunistycznych nie wszystkie tematy nadawały się do publikacji i dlatego były cenzurowane. Bardzo prawdopodobne zatem, iż przedstawienie Władysława jako geja poważnie kłóciłoby się z systemem komunistycznym, a sam Karol Bunsch nie mógłby takiej książki wydać w żadnym wydawnictwie. Dlatego też pokazał Warneńczyka jako młodzieńca tęskniącego do kobiety i żałującego, że być może nigdy nie będzie mu dane kochać niewiasty.

Dla mnie Władysław III Warneńczyk okazał się królem, którego zwyczajnie było mi żal. Poczułam współczucie dla tego niedoświadczonego i nieśmiałego władcy, który pomimo szczerych chęci nie potrafił zmierzyć się z otaczającą go rzeczywistością. Praktycznie więcej było w nim z dziecka, niż z dorosłego mężczyzny. W dodatku bezustannie głowę zawracał mu brat Kazimierz, który pozostał w Polsce i załatwiał tutaj swoje interesy. Sam nie mógł podejmować wszystkich decyzji, więc często posyłał na Węgry swoich posłańców, aby uzyskać pomoc króla. Pomimo że Karol Bunsch jest oszczędny w informacjach na temat Władysława III Warneńczyka, a znacznie więcej miejsca poświęca tym, którzy go otaczają i oczywiście kulisom bitwy pod Warną, to jednak pomiędzy wierszami można naprawdę wiele wyczytać i wyrobić sobie własne zdanie odnośnie króla.

Podsumowując można stwierdzić, że zarówno Zawisza Czarny, jak i Władysław III Warneńczyk mogą podać sobie ręce i stanąć w jednym szeregu. Obydwie postacie są tak samo tragiczne, choć różni je doświadczenie w boju. Zawisza Czarny oddał życie świadomie, natomiast Władysław Warneńczyk postąpił lekkomyślnie, zupełnie nieoczekiwanie uderzając na wroga i płacąc za to najwyższą cenę. Na koniec chciałam dodać, że tekst, który przeczytaliście nie jest recenzją książki. Jest to bardziej artykuł, który napisałam zainspirowana powieścią Karola Bunscha.










poniedziałek, 2 listopada 2015

Katarzyna Droga – „Pokolenia. Powrót do domu”












Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!



Wydawnictwo: HELION/EDITIO
Gliwice 2015



W dniu 20 lipca 1969 roku o godzinie 20:17:40 uniwersalnego czasu koordynowanego (UTC) amerykańscy astronauci Neil Armstrong (1930-2012), Edwin „Buzz” Aldrin oraz Michael Collins stali się pierwszymi ludźmi w historii świata, którzy zdobyli Księżyc. Sześć i pół godziny później Neil Armstrong jako pierwszy człowiek w historii udał się na „spacer” po Księżycu. W chwili, gdy zrobił pierwszy krok wypowiedział znane do dziś słowa: „To jest mały krok człowieka, ale wielki skok dla ludzkości.” Misja Apollo 11 miała miejsce osiem lat po tym, jak prezydent John Fitzgerald Kennedy (1917-1963) ogłosił, iż narodowym celem Amerykanów jest wylądowanie na Księżycu do końca lat 60. XX wieku. Ostatni załogowy lot na Księżyc miał miejsce w 1972 roku.

Sama misja Apollo 11 tak naprawdę rozpoczęła się już 16 lipca 1969 roku. Po czterech dniach moduł księżycowy odłączył się od modułu dowodzenia „Columbia” pilotowanego przez Michaela Collinsa. Neil Armstrong porównał powierzchnię Księżyca do sproszkowanego węgla drzewnego. Astronauta powiedział też, że ich statek kosmiczny pozostawił tam krater o głębokości jednej stopy, czyli niewiele ponad trzydziestu centymetrów. Historyczne momenty przebywania kosmonautów na Księżycu zostały uchwycone przez czarno-białą kamerę telewizyjną, którą zainstalowano na module księżycowym o nazwie „Orzeł” (z ang. Eagle). Kamerę tę włączył sam Armstrong. Podczas kilku pierwszych minut swojego przebywania na Księżycu, Neil Armstrong robił zdjęcia i pobierał próbki gleby na wypadek, gdyby misja musiała zostać nagle przerwana. Po dwudziestu minutach do Armstronga dołączył Edwin „Buzz” Aldrin i od tego momentu obydwaj zbierali potrzebne dane i wykonywali rozmaite ćwiczenia, a potem ustawili tam amerykańską flagę.


Załoga misji Apollo 11
Od lewej: Neil Armstrong, Michael Collins & Edwin Aldrin

Pomimo że jakość obrazu zarejestrowanego przez kamerę była naprawdę fatalna, to jednak do dziś nagranie to stanowi jedno z najbardziej ekscytujących filmów w historii. Neil Armstrong i Edwin „Buzz” Aldrin pokonali na Księżycu około dwustu pięćdziesięciu metrów i zebrali ponad dwadzieścia jeden kilogramów próbek skał (na Księżycu wszystko jest sześć razy lżejsze!). Oprócz amerykańskiej flagi pozostawili tam również pamiątki, w tym złotą gałązkę oliwną, a następnie wrócili do modułu księżycowego, który z kolei połączył się z modułem dowodzenia. Od tego momentu rozpoczęli powrotną podróż na Ziemię. W dniu 24 lipca kapsuła z kosmonautami otworzyła spadochrony po kilku minutach od wejścia w atmosferę, a następnie wpadła do oceanu. Wszystkich członków załogi z wody wyłowili nurkowie Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych.  

Na szczęście misja zakończyła się pomyślnie, lecz Amerykanie byli przygotowani na ewentualną porażkę. Miesiąc wcześniej ówczesny prezydent USA – Richard Nixon (1913-1994) przygotował dramatyczne w słowach orędzie, które miał wygłosić na wypadek, gdyby Armstrong, Aldrin i Collins nie zdołali powrócić na Ziemię. Każdy z astronautów został poddany dwutygodniowej kwarantannie, gdyż obawiano się, że na Księżycu mogli zarazić się jakimiś niebezpiecznymi bakteriami. Po odbyciu kwarantanny każdy z nich już tylko podróżował po świecie, opowiadając o swojej misji i Księżycu. Ta podróż w Kosmos przyniosła im ogromną sławę. Niestety, przez lata pojawiło się kilka teorii spiskowych, które podważają wiarygodność misji Apollo 11. Są bowiem tacy, którzy uważają, że całe to przedstawienie zostało nagrane w zwykłym studiu filmowym.

Pomijając jednak wszelkiego rodzaju teorie spiskowe i opinie złośliwych prawdą jest, że w dniu lądowania pierwszego człowieka na Księżycu cały świat z zapartym tchem obserwował wydarzenia, jakie miały miejsce w Kosmosie. Otóż amerykański pojazd kosmiczny zmierzał w stronę Księżyca, zaś miliardy ludzi przeżywały te emocje siedząc przy odbiornikach radiowych lub wpatrując się w ekrany telewizorów. Z Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie – jako jedyne w krajach bloku komunistycznego – transmisję nadawało Polskie Radio:

„Tu serwis księżycowy Polskiego Radia. Rozpoczynamy transmisję z lądowania na Księżycu księżycowej motorówki. Pojazd, który dziś odczepił się od kabiny Apolla 11 w tej chwili zbliża się do Księżyca. W pojeździe dwaj astronauci – Armstrong i Aldrin. W tej chwili wiszą już prawdopodobnie pionowo nad Księżycem i opuszczają się z szybkością paru metrów na sekundę. Skończyło się wyliczanie czasu, czekamy w szalonym napięciu [...] Ludzie wylądowali na Księżycu! Rozpoczął się nowy rozdział w naszej historii. Pierwsze słowa człowieka na księżycu: Orzeł wylądował!”


Fragment filmu z lądowania pierwszego człowieka na Księżycu. 
Choć jakość jest fatalna, to jednak film oglądano z zapartym tchem. 


W Łębkach na Podlasiu w swoim mieszkaniu na jednym z tamtejszych osiedli w otoczeniu sąsiadów tę szczególną transmisję oglądali także Janka i Leszek Borengowie. Dla nich – podobnie jak dla ludzi na całym świecie – wydarzenie to również stało się niesamowitym przeżyciem. Nasi bohaterowie czuli, że nadchodzą zmiany, lecz w praktyce trzeba będzie na nie jeszcze trochę poczekać. Oczywiście Janka Borenga z domu Zajewicz nie omieszkała całego tego wyjątkowego wydarzenia skomentować po swojemu. Każdy, kto ją znał, wiedział, że wszelkiego rodzaju zmiany zachodzące na świecie, czy też rozmaite nowinki nie ujdą jej uwadze. Janka słynęła bowiem z ciętego języka i nigdy niczego nie owijała w przysłowiową bawełnę. Była szczera aż do bólu, co nie zawsze podobało się ludziom, którzy stawali na jej drodze. Janka Borenga należała do przedwojennego pokolenia, które wiele przeżyło. W dodatku los nie oszczędzał jej również prywatnie, co oczywiście zahartowało charakter kobiety.

Z Janką czytelnik spotkał się już przy okazji pierwszego tomu Pokoleń. Tym razem śledzimy drugą połowę jej życia, którą sama bohaterka uznaje za tę bardziej udaną. Janka wraz ze swoim ukochanym mężem Leszkiem i długo wyczekiwaną córeczką Kasią przeprowadziła się do Łębek w 1968 roku. To tutaj jej mąż jest jednym z tych, którzy budowali miejscowy szpital, zaś Kasia dorasta i z każdym dniem dostarcza swoim rodzicom ogromu radości poprzez obecność w ich życiu. Państwo Borengowie należą do tych, którzy bardzo łatwo nawiązują nowe znajomości, natomiast ludzie liczą się z nimi i szanują ich. Czasami jednak Borengowie stanowią dla sąsiadek doskonały temat do plotek. Pamiętajmy, że jest środek epoki PRL-u, więc otaczająca ludzi rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż ma to miejsce obecnie. Leszek Borenga pracuje w miejscowym szpitalu jako radiolog, ale zdarza mu się także odebrać poród albo walczyć z obłąkanym pacjentem, do którego został wezwany jako lekarz pogotowia. Z kolei Janka prowadzi dom, co jednak nie jest szczytem jej marzeń. Wychowana w malowniczej wiosce na Podlasiu o nazwie Stokowo wciąż marzy o powrocie na tak zwane „stare śmieci”. Czy w końcu uda jej się spełnić owo marzenie?

Pomimo że życie Borengów biegnie prostym torem, to jednak nie jest ono wolne od cierpień i trosk dnia codziennego. Przyjaciele przychodzą i odchodzą, a niektórzy z nich odchodzą już na zawsze. Podobnie dzieje się także z członkami ich rodziny. Niemniej ani Janka, ani Leszek nie poddają się i żyją dalej otoczeni gronem najbliższych osób. Mijają lata, a oni wciąż są tacy sami. Owszem starzeją się ich ciała, ale umysły stale są młode, zaś serca pełne pozytywnych uczuć wobec tych, którzy przez lata stanowili bądź nadal stanowią sens ich egzystencji. Wieś Stokowo położona nad Narwią to takie magiczne miejsce, do którego każdy uwielbia przyjeżdżać. Wydaje się, że nie ma na świecie lepszej kryjówki przed codziennymi kłopotami. To tutaj można w spokoju pomyśleć i zastanowić się, co robić dalej, jeśli los znów spłatał figla. Przez te wszystkie lata Stokowo naprawdę wiele widziało i wiele mogłoby opowiedzieć, gdyby tylko potrafiło.

Rodzina Zajewiczów wciąż nie może otrząsnąć się z powodu tragedii, jaka rozegrała się lata temu. Janka nie potrafi zapomnieć i zrozumieć, dlaczego do tego doszło. Czy nie było innej możliwości? Czy los nie mógł zadecydować inaczej? Ten rodzinny dramat odbił się nie tylko na Jance. Jej matka od tamtej pory nie jest już tą samą kobietą. Zamknęła się w swoim własnym świecie i czasami bardzo trudno do niej dotrzeć. W dodatku nad kobietami z rodziny Zajewiczów wisi jakaś tajemnicza klątwa, której pochodzenie należałoby wyjaśnić. Czy zatem Jance uda się „odczarować” rzeczywistość? Czy kobieta dowie się, skąd wziął się ten dziwny przesąd przekazywany z pokolenia na pokolenie?


Biało-czerwony Moskwicz 400, którym Janka i Leszek jeździli przez długie lata. 
Samochód produkcji radzieckiej powstawał w Moskiewskiej Fabryce Samochodów Małolitrażowych
w latach 1947-1956 na bazie niemieckiego Opla Kadetta K38.
fot. Darya Galichenko


Jak już wspomniałam akcja drugiego tomu Pokoleń rozgrywa się w drugiej połowie XX wieku. Nie jest to czas łatwy, zważywszy że nadchodzą lata 80. i coraz bardziej nasilają się strajki robotników, co w efekcie skutkuje wprowadzeniem stanu wojennego przez polskie władze komunistyczne, na czele których stoi Wojciech Jaruzelski (1923-2014). Z drugiej strony jednak do Polski zaczyna coraz bardziej zaglądać Zachód. Wielu Polaków na przestrzeni lat wyjechało z naszego kraju do Stanów Zjednoczonych. Ich sporadyczne wizyty w Polsce są dla nas oknem na świat. Borengowie także mają w Ameryce przyjaciół, z którymi utrzymują kontakt na tyle, na ile pozwala na to władza. I tak oto powoli zbliża się koniec znienawidzonej komuny. Nadchodzi rok 1989 i pierwsze demokratyczne wybory poprzedzone obradami Okrągłego Stołu trwającymi od 6 lutego do 4 kwietnia 1989 roku. Wszystkie te wydarzenia Janka obserwuje i komentuje. Nic nie jest w stanie umknąć jej uwadze.

Zarówno pierwszy, jak i drugi tom Pokoleń to historia spisana na faktach, choć na potrzeby powieści Autorka w niektórych miejscach dokonała pewnych zmian. Generalnie jest to opowieść niezwykle ciepła i wzruszająca, szczególnie dla osób, które pamiętają lata Polski Ludowej, a potem czas przemian, jakie miały miejsce po 1989 roku. Zderzanie tych dwóch rzeczywistości jest bardzo wyraźne. Można bowiem odnieść wrażenie, że w chwili, gdy dla Polaków otworzyło się okno na świat zachodni, a „przyjaciel” ze Wschodu stracił wpływy w naszym kraju, Polak zaczął „głupieć”, zachłystując się tym, co jeszcze do niedawna było zakazane. Jestem z pokolenia tych, którzy pamiętają PRL, dlatego też podczas czytania przypominałam sobie wydarzenia, które dla mnie i moich rodziców były naprawdę ważne. Próbowałam zatem powrócić pamięcią do tego, co robiłam, kiedy wprowadzono stan wojenny?; gdzie i z kim byłam, gdy do wiadomości podano, że ksiądz Jerzy Popiełuszko (1947-1984) został porwany, a potem bestialsko zamordowany?; jak wyglądało moje życie, kiedy Lech Wałęsa odbywał pamiętną debatę telewizyjną z Alfredem Miodowiczem w dniu 30 listopada 1988 roku? Takich wydarzeń jest w tej powieści naprawdę sporo.

Opowieść o rodzinach Zajewiczów i Borengów polecam tym, którzy lubią sagi rodzinne oparte na prawdziwych wydarzeniach. Bohaterowie wykreowani przez Autorkę są autentyczni. Czytelnik nie znajdzie w nich hipokryzji. Janka, Leszek i pozostali to ludzie, którzy tak naprawdę mogą żyć obok nas i których rzeczywiście można polubić i zżyć się z nimi na bardzo długo. Małżeństwo Janki i Leszka – jak zresztą każde – posiadało swoje dobre i złe chwile, jednak tym, co pozwalało im iść dalej była prawdziwa miłość, która wygrywała z każdą przeciwnością losu. I chyba właśnie ta wzajemna miłość sprawiła, że Janka i Leszek nie zamykali się na innych ludzi, tylko stale szukali ich towarzystwa. Człowiek szczęśliwy wciąż poszukuje obecności innych i pragnie obdarowywać ich swoim szczęściem, dlatego też drzwi do mieszkania Borengów bezustannie stały otworem i każdy mógł do nich zapukać, kiedy tylko miał na to ochotę. Po latach mogli zrobić to także przyjaciele ich córki Kasi. Przyznam, że zatęskniłam za taką właśnie otwartością, którą dziś trudno jest znaleźć w ludziach. W ostatnich latach człowiek bardzo się zmienił.  Zmianie uległy bowiem jego priorytety. To, co kiedyś było ważne, dziś już spychane jest na margines. Czy słusznie? Chyba nie. Moim zdaniem żyjąc w ten sposób prostą drogą zmierzamy do samotności – coraz częstszej choroby współczesnego człowieka.













piątek, 30 października 2015

Judith Lennox – „Przed burzą”













Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2008
Tytuł oryginału: Before the Storm
Przekład: Anna Nowosielska





Na świecie żyje wiele osób, które mają coś do ukrycia. Nie zawsze muszą to być sprawy dotyczące łamania prawa. Przeważnie jest tak, że ludzie chcą zachować w tajemnicy swoją przeszłość, która przyniosła im ból i cierpienie. W takiej sytuacji zazwyczaj izolujemy się od otoczenia. Nie chcemy się z nim integrować, aby przypadkiem nie powiedzieć o jedno słowo za dużo. W końcu nikt nie musi znać naszych problemów z przeszłości, o których sami też chcielibyśmy zapomnieć. Niestety, niejednokrotnie dzieje się tak, że przeszłość przypomina o sobie w chwili, kiedy najmniej się tego spodziewamy, a skutki mogą być naprawdę opłakane. Jeszcze gorzej sytuacja będzie przedstawiać się wtedy, gdy ważne rzeczy z naszej przeszłości zataimy przed tymi, z którymi związaliśmy swoje życie. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że prędzej czy później nasze tajemnice i tak ujrzą światło dzienne, a osoba, z którą przeżyliśmy wiele lat może poczuć się zawiedziona faktem, że nie tylko ją oszukaliśmy, ale przede wszystkim nie zaufaliśmy jej. Nie można bowiem żyć w świadomości, że przeszłość do końca naszego życia nie zostanie odkryta. Takie zaklinanie rzeczywistości sprawia, że ludzie żyją w strachu, choć nie przyznają się do tego publicznie. W dodatku, kiedy z powodu zatajonych spraw z przeszłości odsuwamy się od innych, wówczas otoczenie będzie nas postrzegać jako dziwaków. Poza tym istnieje też duże prawdopodobieństwo, że ludzie zaczną tworzyć swoje własne historie na nasz temat, które nie będą mieć nic wspólnego z prawdą. Taka sytuacja może zaszkodzić znacznie bardziej, niż ujawnienie prawdy.

Łatwo można na ten temat mówić i dawać rady, ale w praktyce bardzo trudno jest do tychże porad się zastosować. Człowiek jest bowiem taką istotą, która boi się odrzucenia. Tak naprawdę wciąż dążymy do akceptacji ze strony środowiska, w którym żyjemy. Często potrafimy zmieniać skórę niczym kameleon, aby tylko móc zostać zaakceptowanym przez innych. W tym wszystkim nieważne jest nasze własne samopoczucie. Najistotniejsza jest bowiem opinia innych o nas samych. Czasami jednak zdarza się, że ludzie wiedzą o nas dużo więcej niż my sami. To, co staramy się ukrywać przez lata, wcale nie jest tajemnicą, jak może nam się pozornie wydawać. Co w takim razie należy wtedy zrobić? Jak żyć, kiedy każdy człowiek mijany na ulicy patrzy na nas dziwnym wzrokiem i wytyka palcem? Co zrobić, gdy sąsiadki nie mają innych tematów do rozmowy, jak tylko te, które dotyczą naszego życia, naszej przeszłości? Czy najlepiej w takiej sytuacji przestać się tym przejmować i robić swoje, czy może zacząć się tłumaczyć? Niestety, nigdy tak naprawdę nie znajdziemy właściwego rozwiązania.

Główna bohaterka powieści autorstwa Judith Lennox – Isabel Zeale – od kilku lat żyje odizolowana od wiejskiej społeczności z powodu wydarzeń, które miały miejsce w jej przeszłości. Isabel ma dopiero dwadzieścia lat, lecz wiele już w życiu przeszła. Podejmując pracę w posiadłości Orchand House znajdującej się we wsi Lynmouth niedaleko angielskiego miasteczka Lynton położonego w hrabstwie Devonshire, była przekonana, że zdoła tam zapomnieć o przeszłości i na nowo ułożyć sobie życie. Niestety, któregoś dnia jej pracodawca umiera, a Isabel musi zacząć myśleć o wyprowadzce. Jest rok 1909, więc w angielskim społeczeństwie obowiązują twarde konwenanse. Mężczyzna, u którego pracowała Isabel był od niej sporo starszy, co oczywiście sprawiło, że w miasteczku zaczęły krążyć złośliwe plotki na ich temat. Dopóki żył Charles Hawkins, Isabel była bezpieczna. Teraz kiedy została sama nie ma już nikogo, kto chciałby i mógłby jej bronić. Sąsiedzi bynajmniej nie traktują jej po przyjacielsku. Każdego dnia młoda kobieta narażona jest na niegrzeczne odzywki, a nawet fizyczne ataki z ich strony. Panuje bowiem przekonanie, że ona i stary Hawkins mieli romans.


Lynmouth Harbor (Lynton & Lynmouth) 
Mieszkając w Lynmouth Isabel Zeale często przychodziła wieczorami do tego portu, aby
oderwać się od rzeczywistości i w spokoju zebrać myśli.
To tu po raz pierwszy ujrzał ją Richard Finborough.
Zdjęcie powstało pomiędzy rokiem 1890 a 1900.
źródło


Pewnego dnia do Lynton przyjeżdża bogaty przemysłowiec Richard Finborough. Mężczyzna pochodzi z Londynu i jest starszy od Isabel o kilka lat. Ich pierwsze spotkanie odbywa się w dość nietypowych okolicznościach i już wtedy Richard zdaje sobie sprawę z tego, że właśnie zakochał się w Isabel bez pamięci. Od tej chwili nie może przestać o niej myśleć. Nie potrafi zapomnieć pięknej i tajemniczej dziewczyny nawet w ramionach kochanki, z którą spotyka się w Londynie. Na prowadzeniu interesów także nie może skupić uwagi, ponieważ wciąż myśli o Isabel. Kiedy tylko ma wolną chwilę, Richard natychmiast udaje się do Lynton i robi wszystko, aby zdobyć nie tylko zaufanie Isabel, ale przede wszystkim jej miłość. Pewnego dnia oświadcza się dziewczynie i tym samym daje jej możliwość zmiany dotychczasowego życia. Richard Finborough pochodzi z wyższych sfer, co oczywiście może stanowić poważną przeszkodę dla zawarcia małżeństwa. Mężczyzna jest jednak przekonany, że jego matka mieszkająca w Irlandii zaakceptuje wybór syna i nie będzie mieć nic przeciwko Isabel. Czy tak samo wyrozumiali będą też inni znajomi Richarda? Czy polubią jego młodą małżonkę i nie będą sprawiać jej przykrości podczas towarzyskich spotkań? A może odsuną się od Richarda, który teraz będzie dla nich kimś obcym i napiętnowanym?

Z kolei Isabel Zeale doskonale wie, że małżeństwo z Richardem nie będzie należeć do najłatwiejszych z uwagi na jego status społeczny. Dziewczyna boi się odrzucenia. Tak naprawdę wolałaby pozostać w tym miejscu, w którym jest obecnie i poszukać gdzieś nowej pracy z dala od środowiska, które tylko sprawia jej przykrość. Niemniej, Richard Finborough wcale nie jest jej obojętny. Nie chodzi tutaj o jego stan majątkowy. Isabel nie jest bowiem materialistką. Ona po prostu polubiła tego upartego mężczyznę, ale wie, że nie wolno jej wychodzić za niego za mąż z powodu dramatycznej przeszłości, o której nie chce mówić. Nie potrafi też zwierzyć się Richardowi, który na szczęście uparcie zapewnia, że nie interesuje go jej przeszłość. Chce zacząć z nią nowy etap życia, dlatego to, co było należy oddzielić grubą kreską. Czy na pewno można to zrobić? Czy przeszłość faktycznie nigdy o sobie nie przypomni? Czy w najmniej oczekiwanym momencie nie zjawi się ktoś, kto zniszczy ustabilizowane życie Isabel i Richarda? Niemniej, pomimo tylu obaw, Isabel Zeale ostatecznie zgadza się wyjść za Richarda i u jego boku rozpocząć nowe życie.

Wioska Lynmouth
Najprawdopodobniej jest to pierwsza fotografia
tej miejscowości i pochodzi z lat 50. XIX wieku.
Jak już wspomniałam wyżej akcja powieści rozpoczyna się w 1909 roku, natomiast kończy w czasie trwania drugiej wojny światowej. Judith Lennox jak przystało na autorkę tworzącą porywające sagi rodzinne z historią w tle, tym razem również nie zawodzi. Ślub Richarda i Isabel to jedynie początek kłopotów, które napotka na swojej drodze ich rodzina. Okazuje się bowiem, że Isabel wciąż myśli o zatajonej przed mężem przeszłości, choć o tym nie mówi. Z kolei Richard wcale nie jest takim doskonałym małżonkiem, jakim zapowiadał się być na samym początku. Nie potrafi bowiem wyzbyć się nawyków, które nabył jeszcze przed ślubem. Isabel nie jest jedyną kobietą w jego życiu. W miarę upływu lat tych kobiet będzie całkiem sporo, aż wreszcie dojdzie do naprawdę trudnej sytuacji, w której stawką stanie się dobro jego pierworodnego syna Philipa. Tak naprawdę rodzina Finboroughów stale będzie doświadczać życiowych kłopotów, z którymi trudno będzie im sobie poradzić. W miarę dorastania każde z trojga dzieci również nie będzie mieć łatwo.

Poważnie na życiu Finboroughów odbiją się także lata pierwszej i drugiej wojny światowej. Kiedy w 1914 roku wybucha pierwsza wojna światowa Richard bierze w niej czynny udział. Jedzie na front walczyć z wrogiem. Mężczyzna widzi tam tak dużo okrucieństwa, że jeszcze długo po zakończeniu wojny nie będzie potrafił żyć bez nocnych koszmarów. Na froncie nawiązuje też przyjaźń z Nicholasem Chance, któremu zawdzięcza życie. Jak wiadomo los lubi płatać ludziom figle. Pewnego dnia – już po zakończeniu pierwszej wojny światowej – Richard otrzymuje wiadomość o tajemniczym zaginięciu przyjaciela, który nagle wyszedł z domu i już nigdy do niego nie wrócił. Tak więc Finborough czuje się teraz odpowiedzialny za żonę i dwunastoletnią córkę przyjaciela. Co zatem może w tej sytuacji zrobić? Chyba tylko zabrać dziecko pod swój dach i zacząć traktować Ruby jak własną córkę. Tak też się dzieje. Ruby wychowuje się z dziećmi Richarda i Isabel, co oczywiście owocuje bardzo silną przyjaźnią pomiędzy dziećmi, a potem dorosłymi ludźmi.

Nie bez znaczenia są tutaj także kwestie polityczne, szczególnie w momencie, gdy wybucha druga wojna światowa, a każdy obcy obywatel mieszkający na terenie Wielkiej Brytanii traktowany jest niczym potencjalny wróg, którego należy usunąć. Z kolei sam Richard za wszelką cenę pragnie chronić swoje dzieci i czasami postępuje wobec nich bardzo okrutnie i bezwzględnie, czym oczywiście odnosi skutki przeciwne do zamierzonych. Nie można bowiem uszczęśliwiać kogoś na siłę, nawet jeśli robi się to w imię miłości. W tej powieści bardzo dużo miejsca zajmują relacje międzyludzkie, które nie należą do najłatwiejszych. Czytelnik ma okazję poznać relacje łączące nie tylko małżonków czy kochanków, ale także dzieci i rodziców oraz przyjaciół. Oczywiście na tym polu bardzo wiele zależy od atmosfery i okoliczności, które panują w miejscu, gdzie żyją nasi bohaterowie.

Okładka brytyjskiego wydania.
Wyd. Headline Review
Londyn 2008
Judith Lennox jest dla mnie jedną z tych autorek, których książki stanowią doskonałą odskocznię od wymagającej literatury historycznej. Powieści takie jak Przed burzą pozwalają mi na odpoczynek psychiczny i dostarczają przyjemności czytania. Wbrew pozorom dobrą powieść obyczajową nie jest wcale tak łatwo napisać. Autorzy bardzo często powielają nawet swoje własne pomysły. W przypadku twórczości Judith Lennox również można dopatrzeć się podobieństw pomiędzy poszczególnymi książkami, niemniej mnie zupełnie to nie przeszkadza, ponieważ Autorka i tak stale mnie zaskakuje i potrafi przyciągnąć moją uwagę do opowiadanej przez siebie historii.

Jeśli wziąć pod uwagę poszczególnych bohaterów, to muszę przyznać, że Richard Finborough raczej nie wzbudził mojej sympatii. Nie lubię ludzi, którzy nie są wierni swoim obietnicom, a Richard taki właśnie jest. W moich oczach nie tłumaczy go nawet fakt, iż z żoną nie zawsze znajduje wspólny język. Pytanie tylko, czy brak porozumienia z Isabel jest wyłącznie jej winą, czy może to Richard zachowuje się w taki sposób, że Isabel czuje się zraniona? Podobnie przedstawiają się relacje Richarda z dziećmi. Na tym polu ojciec stale ingeruje w życie swojego potomstwa i jedynie jakimś niewytłumaczalnym cudem własną drogą udaje się pójść tylko młodszemu synowi Isabel i Richarda. Zarówno najstarsze dziecko, jak i najmłodsze wciąż czuje oddech ojca na swoich plecach. Identycznie rzecz przedstawia się w przypadku Ruby, która przecież nie jest biologiczną córką Finboroughów. Oczywiście wzięli oni za nią odpowiedzialność w momencie, gdy Richard przywiózł Ruby pod swój dach, gdy ta miała tylko dwanaście lat i była w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Ale czy ten fakt upoważnia Richarda po latach do zachowania się wobec dorosłej Ruby w sposób, w jaki nie powinien zachować się nawet biologiczny ojciec?

Pomimo że Richard Finborough nie do końca budzi sympatię czytelnika, to jednak nie jest on postacią na wskroś negatywną. Judith Lennox zadbała bowiem o to, aby ten bohater – główny bohater – posiadał złożony charakter, dlatego też Autorka obdarzyła go zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi cechami. Rolę czarnego charakteru odgrywa w powieści zupełnie inna postać, co oczywiście wiąże się z tym, iż mamy do czynienia również z wątkiem kryminalnym, a to dodatkowo podnosi walor książki. Jaka natomiast jest Isabel, którą także możemy potraktować jako główną bohaterkę? Otóż ona wciąż zmaga się z życiem, które przyszło jej wieść u boku Richarda. Kobieta stale czuje się gorsza, choć robi wszystko, aby móc dorównać ludziom z wyższych sfer. W związku z tym w niektórych sytuacjach postępuje dokładnie tak, jak oni, tym samym krzywdząc osoby, które kocha. Przy Richardzie nabyła kilka jego cech charakteru, co wcale nie świadczy na jej korzyść. Czasami zachowuje się tak, jakby zapomniała, kim jest i z jakiego środowiska się wywodzi. Czyżby nagle stała się zakłamana? W pewnym sensie tak właśnie jest. Przychodzi taki moment, kiedy Isabel nie pamięta już o swojej przeszłości (a może tylko tak sobie wmawia?), lecz jedno przypadkowe spotkanie uświadamia jej, że od tego, co było nigdy nie będzie mogła się uwolnić, chyba że wcześniej wyzna prawdę. Czy zatem będzie potrafiła znaleźć w sobie na tyle odwagi, aby tego dokonać? Czy wyjawienie sekretu sprzed lat nie sprawi, że kobieta utraci wszystko, co do tej pory osiągnęła?

Przed burzą to powieść przeznaczona dla czytelników, którzy lubią sagi rodzinne z wojenną historią w tle. To także opowieść dla tych, którzy nie traktują tego rodzaju książek wyłącznie w kategoriach taniego romansu. To wreszcie historia dla tych, którzy lubią zgłębiać relacje zachodzące między ludźmi i dokonywać psychologicznej analizy bohaterów. Judith Lennox bez wątpienia jest pisarką, której powieści czyta się z ogromnym zainteresowaniem, choć są one do siebie podobne.









czwartek, 29 października 2015

John Jakes – „Gdzie jest mój dom?” # 2













Wydawnictwo: EM
Warszawa 1996
Tytuł oryginału: Homeland
Przekład: Maria & Cezary Frąc




Wojna amerykańsko-hiszpańska, która wybuchła w 1898 roku stała się przyczyną zakończenia panowania hiszpańskiego imperium kolonialnego na zachodniej półkuli. Wojna wzmocniła także pozycję Stanów Zjednoczonych na Pacyfiku jako mocarstwa. Zwycięstowo Amerykanów wygenerowało traktat pokojowy, na mocy którego Hiszpania została zmuszona do zrzeczenia się roszczeń wobec Kuby i do przekazania Stanom Zjednoczonym suwerenności Guamu, Peurto Rico i Filipin. W wyniku tego konfliktu Stany Zjednoczone anektowały również niezależne Hawaje. Tak więc, wojna sprawiła, że USA ustanowiły swoją dominację w regionie Karibów i zaczęły realizować swe strategiczne i ekonomiczne interesy w Azji.

Wojna została także porzedzona trzema latami walk prowadzonych przez kubańskich rewolucjonistów celem uzyskania niezależności od hiszpańskiego panowania kolonialnego. W latach 1895-1898 gwałtowne konflikty na Kubie przyciągnęły Amerykanów ze względu na brak stabilności gospodarczej i politycznej, która miała miejsce w regionie położonym zbyt blisko Stanów Zjednoczonych. Bardzo długo trwał również proces USA dotyczący uwalniania zachodniej części świata od wpływów europejskich mocarstw kolonialnych oraz amerykańskiego oburzenia na stosowanie brutalnej taktyki, której sprzymierzeńcami byli kubańscy rewolucjoniści. Na początku 1898 roku napięcie pomiędzy USA a Hiszpanią trawjące od wielu miesięcy osiągnęło punkt kulminacyjny. Po tym, jak 15 lutego 1898 roku w porcie w Hawanie w tajemniczych okolicznościach eksplodował i zatonął amerykański pancernik Maine, militarna interwencja Stanów Zjednoczonych na Kubie była już przesądzona.

William McKinley
25. prezydent Stanów Zjednoczonych
W dniu 11 kwietnia 1898 roku prezydent William McKinley (1843-1901) poprosił Kongres o pozwolenie na interwencję zbrojną na Kubie, której celem miało być zakończenie walk pomiędzy rebeliantami a siłami hiszpańskimi oraz ustanowienie „stabilnego rządu”, który „utrzymałby porządek” i zapewnił „ciszę i spokój oraz bezpieczeństwo” kubańskich i amerykańskich obywateli mieszkających na wyspie. Tak więc w dniu 20 kwietnia Kongres Stanów Zjednoczonych uchwalił wspólną rezolucję, w której uznano niepodległość Kuby i zażądano, aby rząd hiszpański oddał Amerykanom kontrolę nad wyspą. Stany Zjednoczone miały z kolei obiecać, że zaniechają aneksji Kuby, zaś prezydent William McKinley został upoważniony do wykorzystania wszelkich środków militarnych, jakie będzie uważał za konieczne, aby zagwarantować niepodległość Kuby.

Hiszpański rząd odrzucił jednak ultimatum Stanów Zjednoczonych i natychmiast zerwał stosunki dyplomatyczne z USA. Odpowiedzią Williama McKinleya było wprowadzenie blokady morskiej z Kubą. Stało się to w dniu 22 kwietnia. Następnego dnia opublikowano informację o potrzebie wojskowej rekrutacji stu dwudziestu pięciu tysięcy ochotników. W tym samym dniu Hiszpania wypowiedziała wojnę Stanom Zjednoczonym, zaś 25 kwietnia Kongres USA przegłosował przystąpienie do wojny z Hiszpanią.

Przyszły sekretarz stanu USA John Milton Hay (1838-1905) określił konflikt jako „wspaniałą małą wojnę”. Pierwsza bitwa została stoczona w dniu 1 maja w Manila Bay, gdzie azjatycki szwadron komandora George’a Deweya (1837-1917) pokonał hiszpańskie siły zbrojne broniące Filipin. Z kolei w dniu 10 czerwca wojska amerykańskie wylądowały w Zatoce Guantanamo na Kubie, natomiast 22 i 24 czerwca dodatkowe siły znalazły się w pobliżu portowego miasta Santiago. Po tym, jak odizolowano i pokonano wojskowe garnizony hiszpańskie na Kubie, marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych zniszczyła 3 lipca hiszpański szwadron, probując uciec przed amerykańską blokadą morską w Santiago.


Atak Amerykanów na wzgórze San Juan 
autor: Frederic Sackrider Remington (1861-1909)

W dniu 26 lipca z rozkazu rządu hiszpańskiego, francuski ambasador w Waszyngtonie – Jules Cambon (1845-1935) udał się do biura administracji Williama McKinleya, aby omówić warunki zawarcia pokoju. Ostatecznie dokument dotyczący zawieszenia broni został podpisany 12 sierpnia. Cztery miesiące poźniej nastąpiło oficjalne zakończenie wojny. Z kolei 10 grudnia 1898 roku rządy hiszpański i amerykański podpisały Traktat Paryski. Oprócz zapewnienia niepodległości Kubie, traktat ten wymuszał na Hiszpanii również oddanie USA wysp Guam na Oceanie Spokojnym i Peurto Rico w Antylach. Hiszpania zgodziła się także sprzedać Stanom Zjednoczonym Filipiny za cenę dwudziestu milionów dolarów. Senat USA ratyfikował traktat w dniu 6 lutego 1899 roku, zaś fakt, iż dokument nabył mocy prawnej zależał tylko od jednego głosu, który przeważył szalę zwycięstwa na stronę Stanów Zjednoczonych.

Administracja Williama McKinleya użyła wojny również jako pretekstu do dokonania aneksji niezależnego stanu, jakim były Hawaje. W 1893 roku grupa hawajskich plantatorów i biznesmenów stojących na czele puczu wymierzonego przeciwko królowej Lydi Liliuokalani (1838-1917) ustanowiła nowy rząd. Natychmiast też zaproponowano Stanom Zjednoczonym aneksję Hawajów, lecz ówczesny prezydent Grover Cleveland (1837-1908) odrzucił tę propozycję. Niemniej, w 1898 roku prezydent William McKinley i amerykańska opinia publiczna stali się bardziej życzliwi wobec odrzuconej wcześniej aneksji. Zwolennicy przyłączenia Hawajów do USA wysuwali argument, iż Hawaje posiadają kluczowe znaczenie dla gospodarki Stanów Zjednoczonych i będą służyć USA jako strategiczna baza, która może chronić amerykańskie interesy w Azji. W dodatku twierdzono też, że są również inne państwa, które chętnie przyjmą Hawaje, jeśli USA nadal nie będą zgadzać się na zaproponowany wariant. Ostatecznie w dniu 12 sierpnia 1898 roku na życzenie Williama McKinleya Kongres przegłosował rezolucję, na mocy której Hawaje stały się częścią terytorium Stanów Zjednoczonych.


Bitwa w Zatoce Manilskiej 
W lewym dolnym rogu widać okręt dowodzony przez komandora George'a Deweya.


Zanim jednak wraz z naszym głównym bohaterem udamy się na pole bitwy i jego oczami będziemy mogli zobaczyć w wyobraźni makabryczne obrazy rzezi żołnierzy zarówno hiszpańskich, jak i amerykańskich, minie trzy lata. Kończąc czytanie pierwszego tomu czytelnik pozostawił niemieckiego imigranta Paula Crowna w dość niekomfortowej dla niego sytuacji. Jak dowiedzieliśmy się z fabuły pierwszej części dylogii, Paul przybył do Ameryki jako czternastoletni zabiedzony chłopiec z głową pełną marzeń, które tak naprawdę mogą się nigdy nie spełnić. Przypomnijmy, że dachu nad głową udzielił mu bogaty stryj, któremu Paul winien był posłuszeństwo. Czy faktycznie tak się stało? Czy młody bratanek Josepha Crowna potrafił okazać wdzięczność za pomoc, której mu udzielono?

W roku 1895, kiedy rozpoczyna się akcja drugiego tomu dylogii, Paul Crown nie jest już wcale takim zagubionym i zabiedzonym nastolatkiem, jakim był w momencie postawienia po raz pierwszy swojej stopy na amerykańskiej ziemi. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Paul poznał już ciężką pracę, zobaczył też, w jaki sposób traktowani są robotnicy w fabryce piwa, i choć do nauki nadal nie ma głowy, to jednak sporo rozumie z otaczającego go świata. Pomimo że w Niemczech niektóre rzeczy wyglądały zupełnie inaczej, nie zmienia to faktu, iż Paul bardzo szybko potrafił przystosować się do nowych realiów. Co chyba najważniejsze, jego angielski jest coraz lepszy, a to z kolei sprawia, że chłopak jest w stanie zyskiwać nowych przyjaciół, którzy nie zawsze mają na niego dobry wpływ. Generalnie Paul jest rozsądnym młodzieńcem, lecz wpływ innych oraz potrzeba bycia akceptowanym w nowym środowisku sprawiają, że jego decyzje nie zawsze idą w parze ze zdaniem stryja.

Młody amerykański pisarz
Stephen Crane jest jednym 
z bohaterów książki.
Zdjęcie zostało zrobione w marcu
1896 roku.
Podczas rejsu do Stanów Zjednoczonych, Paul Crown, który wtedy był jeszcze Paulim Kronerem, odkrył w sobie pragnienie zajmowania się w przyszłości fotografią. W okresie, kiedy rozgrywa się akcja powieści, coraz większą popularność zaczynały zdobywać aparaty fotograficzne firmy Kodak, więc wcale nie dziwi fascynacja Paula tą dziedziną sztuki. Nie wiadomo tylko, czy Paul zdoła znaleźć kogoś, kto będzie w stanie nauczyć go robienia przynajmniej niezłych zdjęć, jeśli nie doskonałych. A jeśli już tak się stanie to, jak długo Paul będzie mógł utrzymać się z tej profesji?

Jak już wspomniałam wyżej, Paul Crown nie zawsze podejmuje decyzje, które mogą podobać się jego nowej rodzinie, a szczególnie srogiemu stryjowi. Joseph Crown od pewnego czasu nie potrafi dogadać się ze swoim biologicznym synem, zaś konflikt ten jest na tyle poważny, że naprawdę nie potrzeba mu dodatkowych zmartwień. Niestety, dzieje się zupełnie inaczej, natomiast przyjaźń, która nawiązała się pomiędzy Paulem a Josephem Juniorem jest na tyle silna, że Paul za nic nie może utracić zaufania, jakim obdarzył go starszy kuzyn. Ostatecznie to właśnie ta przyjaźń i opowiedzenie się po niewłaściwej stronie sprawią, iż nasz główny bohater zostanie wyrzucony przez stryja z domu. Tak więc za jednym pociągnięciem chłopak straci nie tylko bezpieczny dach nad głową i rodzinę, ale też pracę, z której do tej pory się utrzymywał. Otóż Paul pracował bardzo ciężko w browarni Josepha Crowna. Od tej chwili jednak będzie musiał radzić sobie sam. W dodatku chłopak cierpi także z powodu niespełnionej miłości. Okazało się bowiem, że jest zbyt biedny, aby móc ubiegać się o rękę swojej wybranki, w której żyłach płynie arystokratyczna krew. Jak zatem poradzi sobie młody Crown bez środków do życia i wsparcia rodziny, której ufał? Czy jego znajomość Chicago jest na tyle dobra, aby mógł bez obaw poruszać się po mieście, które wcale nie jest takie bezpieczne, jak mogłoby się pozornie wydawać? Czy w końcu spotka kogoś, kto będzie mu przychylny i otworzy przed nim kolejne drzwi, za którymi będzie już tylko lepiej? Czy uda mu się jeszcze kiedyś połączyć z rodziną i uzyskać jej przebaczenie? I wreszcie czy Paul Crown odnajdzie miejsce, które śmiało będzie mógł nazwać SWOIM DOMEM?

Pierwszy kinetoskop skonstruowany
przez Thomasa Edisona
Poznając kolejne etapy życia Paula Crowna czytelnik wraz z bohaterem doświadcza rozmaitych emocji. John Jakes poprowadził fabułę swojej książki w taki sposób, aby pokazać nam nawet najdrobniejszy szczegół dotyczący ludzi żyjących w Ameryce pod koniec XIX wieku. Towarzysząc poszczególnym bohaterom wkraczamy u ich boku w wiek XX, który przynosi olbrzymie zmiany. W latach, kiedy żyje Paul Crown zaczyna raczkować kinematografia. Ludzie zafascynowani są „ruchomymi obrazami”, które stopniowo stają się doskonałym źródłem zarobkowania, ale też i oszustwa. W związku z tym jednym z bohaterów jest Thomas Alva Edison (1847-1931), który w 1886 roku po udoskonaleniu żarówki, zdołał przekonać znanego finansistę Johna Pierponta Morgana (1837-1913) oraz niezwykle bogatą rodzinę Vanderbiltów do założenia przedsiębiorstwa o nazwie Edison Electric Light Company, które w 1911 roku połączono z kilkunastoma firmami funkcjonującymi w branży elektrycznej. W ten sposób stworzono największą obecnie na świecie spółkę kapitałową General Electric. Przedsiębiorstwo Edison Electric Light Company zbudowało pierwszą na świecie elektrownię oraz pierwszy elektryczny miejski system oświetleniowy.

Z kolei jeśli chodzi o początki kinematografii, w której Thomas Edison miał swój poważny udział, to należy wspomnieć o jego firmie Edison Manufacturing Company, która została założona przez niego w 1889 roku. Produkowano w niej akumulatory i inne maszyny, jednak najbardziej przedsiębiorstwo Edisona zasłynęło z wynalezienia kinetoskopu, czyli urządzenia służącego do wyświetlania ruchomych obrazów. Kinetoskop Thomas Edison wynalazł w 1891 roku. Było to urządzenie przeznaczone tylko dla jednego widza i działało na zasadzie fotoplastykonu.


Pierwszy film Thomasa Edisona zatytułowany Kichnięcie Freda Otta
(z ang. Fred Ott's sneeze).
Film został nakręcony przy pomocy kamery wynalezionej w 1891 roku przez szkockiego
wynalazcę Williama K. Dicksona (1860-1935). 


Inną postacią historyczną, a także literacką, która pojawia się na kartach drugiego tomu dylogii jest amerykański pisarz Stephen Crane (1871-1900), który zasłynął przede wszystkim z powieści zatytułowanej The Red Badge of Courage opowiadającej o wojnie secesyjnej. John Jakes przedstawia Stephena Crane’a w dość oryginalny sposób. Bohater jest niezwykle bezpośredni w opiniach, nie stroni od alkoholu i kobiet, lecz z drugiej strony potrafi też być dobrym przyjacielem troszczącym się los tych, z którymi zetknęło go życie. Obok pisarza i wynalazcy na kartach powieści pojawia się także przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych Theodore Roosevelt (1858-1919), który jest mężczyzną zaprawionym w boju i każdy widzi, jak bardzo jest ambitny, co oczywiście wróży mu doskonałą karierę polityczną. 

Gdzie jest mój dom? to powieść wielowątkowa, w której Autor skupia się zarówno na sprawach politycznych, jak i na zwykłych ludzkich rozterkach. Każdy z bohaterów musi zmagać się ze swoim własnym przeznaczeniem. Kontynuację dylogii, która w Polsce ukazała się w dwóch tomach, natomiast w Stanach Zjednoczonych jest to opowieść jednotomowa, stanowi książka Amerykańskie marzenia, gdzie główną bohaterką jest córka Josepha Crowna – dwudziestosześcioletnia Fritzi Crown. W powieści Gdzie jest mój dom? Fritzi jest nastolatką, lecz już na tym etapie czytelnik widzi, jak bardzo dziewczynka marzy o zostaniu sławną aktorką. Niestety, wykonywanie tego zawodu nie jest dobrze widziane ani przez członków rodziny Crownów, ani tym bardziej przez ówczesne amerykańskie społeczeństwo. Tak więc o tym, czy Fritzi spełniła swoje wielkie marzenie dowiemy się z kontynuacji, o której mam nadzieję napisać już wkrótce. Natomiast na chwilę obecną polecam sagę rodzinną Gdzie jest mój dom?, która zawiera w sobie wszystko to, co powinna mieć doskonała rodzinna opowieść.


O pierwszym tomie dylogii pisałam tutaj