niedziela, 18 września 2016

Nora Roberts – „Pokusa”














Wydawnictwo: MIRA/HARLEQUIN POLSKA
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: By My Side
Przekład: Adela Drakowska & Julita Mirska





Nora Roberts to bez wątpienia jedna z najbardziej poczytnych pisarek ostatnich dekad. Jej książki sprzedawane są na całym świecie w ogromnych nakładach i wygląda na to, że chyba nigdy nie wyjdą z mody. W 2011 roku mówiło się, że Nora Roberts wydała ponad czterysta powieści! Zapewne wzięto tutaj pod uwagę również krótkie opowiadania miłosne, które tworzyła na początku swojej kariery pod szyldem Harlequin. Nora Roberts wydaje średnio dziesięć książek rocznie, natomiast co minutę na całym świecie trzydziestu czterech czytelników kupuje którąś z jej powieści. Co ciekawe, fenomen Nory Roberts dotyczy nie tylko olbrzymiej sprzedaży książek, lecz także jej samodyscypliny i sposobu podchodzenia do pisania. Dzięki wielkiemu szacunkowi, jakim Autorka darzy swoją pracę, jest ona w stanie napisać powieść w ciągu czterdziestu pięciu dni. Jeśli już potrzebuje przerwy pomiędzy skończeniem jednej książki a rozpoczęciem pracy nad kolejną, to jest to tylko jeden dzień niezbędny, aby móc zebrać myśli.

A teraz może kilka słów o tym, jak to wszystko się zaczęło. Otóż był rok 1979, zaś na zewnątrz szalała śnieżyca. Zamknięto lokalne przedszkole, natomiast w domu brakowało czekolady do picia, a dwaj mali znudzeni chłopcy doprowadzali swoją młodą matkę niemalże do szaleństwa. Po kilku dniach grania z chłopcami w gry planszowe, młoda matka wpadła na pomysł, aby wziąć do ręki ołówek i kawałek papieru i zacząć zapisywać na nim pomysły na opowiadanie. Młoda matka bardzo lubiła czytać romanse spod szyldu Harlequin i uważała, że ma świetny pomysł, nad którym może popracować i przenieść go na papier. Zaczęła więc coś tam bazgrać na skrawkach papieru. Robiła to w przerwach pomiędzy bieganiem po domu za rozbrykanymi chłopcami. Po kilku latach pisania i kilku odmownych odpowiedziach od wydawców, wreszcie udało jej się sprzedać swój pierwszy maszynopis wydawnictwu Silhouette. Nikt wtedy nie przypuszczałby nawet, że po latach tamta młoda matka będzie jedną z najbardziej znanych autorek światowej literatury kobiecej, którą cenią nie tylko czytelnicy, ale także krytycy, nie mówiąc już o profitach finansowych, jakie spływają na jej bankowe konto.

Wydanie z 2009 roku
Przyznaję, że bardzo lubię prozę Nory Roberts i zawsze kiedy mam ochotę na powieść obyczajową z romansem w tle i wątkiem kryminalnym, sięgam po którąś z jej powieści. Ponieważ tych książek jest tak wiele i wciąż wydawane są nowe albo wydawcy publikują wznowienia, nie mam najmniejszego problemu z wyborem lektury. Niemniej odnoszę wrażenie, że nie sposób przeczytać wszystkich książek Nory Roberts. Tak więc pomimo że lubię opowieści oferowane przez Autorkę, to jednak nie wszystkie czytam z zainteresowaniem i nie każda z książek sprawia, że oceniam ją wysoko. Przykładem jest Pokusa, która składa się z dwóch oddzielnych historii, które nie mają ze sobą żadnego związku. Obydwa opowiadania zostały wydane po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych jeszcze w latach 80. XX wieku, czyli wtedy, gdy Nora Roberts tworzyła pod marką Harlequin. Potem obydwie minipowieści były wznawiane i w końcu trafiły do Polski. U nas również co pewien czas wydawcy dokonują wznowień, zmieniają okładki i tytuły, a później często promują jako nowość, która de facto żadną nowością nie jest.

Jak wspomniałam wyżej, w Pokusie czytelnik odnajdzie dwa opowiadania, które są klasycznymi romansami, choć prawdziwej erotyki w nich nie uświadczy. Tak więc jeśli ktoś oczekuje, że sięgając po książkę będzie ją czytał z wypiekami na policzkach, niczym Pięćdziesiąt twarzy Greya, to bardzo się rozczaruje. Zarówno Pensjonat marzeń, który poprzednio wydano pod tytułem Nieodparty urok, jak i Rajska jabłoń to niezwykle delikatne romanse, w których choć mocno iskrzy, to jednak bohaterowie nie posuwają się dalej, niż tylko do namiętnych pocałunków. Reszta jest kwestią wyobraźni czytelnika.


Pensjonat marzeń vel Nieodparty urok 
(tytuł oryginału: From This Day)

Piękna dwudziestoczteroletnia B.J. Clark jest kierowniczką pewnego pensjonatu usytuowanego w Nowej Anglii. Pensjonat nosi nazwę Lakeside Inn i jest nieco staroświecki. Powodem takiego stanu rzeczy są oczywiście klienci, którzy odwiedzają to miejsce. To przede wszystkim starsi ludzie, którzy mają swoje zachcianki i nierzadko żyją przeszłością. Zdarza się, że B.J. musi stawiać czoło ich dziwactwom, co wcale nie jest takie proste. Oczywiście młoda kobieta ma do pomocy całą załogę pracującą w pensjonacie, lecz ostatnie słowo zawsze należy do niej i tak naprawdę wszystko jest na jej głowie. Niestety, prawie zawsze to, co dobre kiedyś się kończy. Spokój B.J. i jej pracowników również.

Pewnego dnia do pensjonatu przychodzi wiadomość, że za kilka dni w jego drzwiach stanie niejaki Taylor Reynolds. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pan Reynolds jest nowym właścicielem sieci pensjonatów, w tym również Lakeside Inn, i do Nowej Anglii przyjeżdża na wizytację, która może się skończyć naprawdę bardzo źle. Szybko okazuje się bowiem, że ponad trzydziestoletni Taylor chce zrobić z przytulnego pensjonatu ośrodek, do którego będą przyjeżdżać ludzie z wyższych sfer, a co za tym idzie będą zostawiać w jego kasie mnóstwo pieniędzy. Oczywiście na żadną przebudowę nie chce zgodzić się B.J., która uważa, że pensjonat bardzo na tym straci i odstraszy obecnych klientów, którzy już się przyzwyczaili do specyficznego klimatu tego miejsca. Od tej pory pomiędzy B.J. i Taylorem będzie już tylko iskrzyć. Ich kłótniom nie będzie końca, a wszystko to spowijać będzie erotyczne napięcie. Jak sobie z tym poradzą? Czy Reynolds w końcu ustąpi i przyzna rację pannie Clark? A może obydwoje dojdą do jakiegoś kompromisu, a Lakeside Inn nie straci swojego dotychczasowego uroku?


Pensjonat, którym kieruje B.J. Clark



Rajska jabłoń 
(tytuł oryginału: Temptation)

Eden Carlbough ma dwadzieścia trzy lata. Niedawno straciła ojca, z którym była bardzo zżyta. Odszedł nagle, czego Eden zupełnie się nie spodziewała, ponieważ nic nie wskazywało na to, że cierpi na jakąś poważną chorobę. Niestety, wraz ze śmiercią Briana Carlbougha, kobieta odziedziczyła także jego potężne długi pochodzące z hazardu. Straciła praktycznie wszystko. Nie ma już pięknego domu, firmy, ani nawet narzeczonego, który – jak się okazało – był z nią tylko dlatego, że mogła mu zapewnić dostatnie i bezproblemowe życie u swego boku. Eden musi też spłacić wierzycieli. Jak widać, młoda kobieta jest w naprawdę dramatycznej sytuacji. W dodatku o jej hańbie i wstydzie swego czasu pisały gazety, co sprawia, że panna Carlbough czuje ogromne upokorzenie.

Na szczęście Eden ma obok siebie prawdziwą przyjaciółkę, która nie ma zamiaru zostawić jej samej w potrzebie. Te grosze, które jeszcze pozostały, Eden inwestuje we wspólny interes, który ma być pierwszym krokiem ku temu, aby móc odbić się od dna. Tak więc wraz z Candice Bartholomew organizują letni obóz dla nastoletnich dziewcząt. Bardzo szybko przekonują się jednak, że opieka nad rozpieszczonymi nastolatkami pochodzącymi z bogatych i wpływowych rodzin wcale nie jest taka łatwa. Trzeba bowiem uważać, aby nie narazić się ich rodzicom, więc jakakolwiek surowa obozowa dyscyplina raczej nie wchodzi w grę. Podopieczne są tak rozpuszczone, że zupełnie nie słuchają co się do nich mówi. Szczególnie jedna z nich daje kobietom popalić. Pewnego dnia wbrew wszelkim nakazom Roberta Snow – wnuczka wpływowego sędziego – namawia koleżanki, aby udały się wraz z nią do sąsiadującego z obozem sadu. Jego właścicielem jest Chase Elliot, którego jabłka znane są niemalże w całych Stanach Zjednoczonych.

Jak można się spodziewać, Roberta doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że łamie regulamin obowiązujący w Liberty, lecz nic sobie z tego nie robi. Praktycznie natychmiast śladem dziewczynek podąża Eden. Oczywiście w sadzie spotyka przystojnego Chase’a. Okazuje się, że Eden wcale nie jest mu tak do końca obca. Na wybuch płomiennego uczucia nie trzeba długo czekać. Czy zatem Eden będzie w stanie zrezygnować z wygodnego życia i osiedlić się na wsi? Przecież do tej pory przyzwyczajona była do komfortu, chodziła na bale i obracała się w naprawdę zacnym towarzystwie. A Chase? Czy nie będzie mu przeszkadzać fakt, że wybranka jego serca nie ma grosza przy duszy? Co zrobi, kiedy na drodze do szczęścia stanie były narzeczony Eden?


Sad jabłoniowy Chase'a Elliota


Obydwa opowiadania na pewno nie należą do literatury ambitnej. To lekkie historie z domieszką humoru, które można przeczytać w ramach odprężenia. Dla wielbicielek Nory Roberts może to być lektura obowiązkowa. Podobnie jak dla czytelniczek gustujących w romansach. Jeśli o mnie chodzi, to znacznie bardziej cenię sobie te powieści Nory Roberts, które choć przez chwilę trzymają czytelnika w napięciu. Lubię kiedy bohaterowie znajdują się w niebezpieczeństwie, choć wiem, że i tak wyjdą z tego żywi i w jednym kawałku, a wszystko zakończy się happy endem. Z drugiej strony jednak nie odmawiam Norze Roberts bycia fenomenalną pisarką, o czym świadczy potężne grono jej czytelników na całym świecie. Myślę, że ten fenomen wynika z faktu, iż każdy człowiek jest stworzony do tego, aby kochać i być kochanym, posiadać prawdziwych i oddanych przyjaciół, a także kochającą rodzinę. To wszystko można znaleźć w powieściach Nory Roberts. Jeśli więc czytelnicy z jakiegoś powodu nie są w stanie zbudować trwałych związków z innymi ludźmi, to szukają ich właśnie w literaturze. Proza Nory Roberts stanowi natomiast gwarancję tego, że czytelnik, który na co dzień musi zmagać się z problemami, może choć na chwilę o nich zapomnieć i mieć nadzieję, że w jego życiu też któregoś dnia zaświeci słońce, a wszystkie kłopoty zakończą się happy endem.










piątek, 16 września 2016

Lucyna Olejniczak – „Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria” # 2












Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2015




Zanim przejdę do omówienia drugiego tomu Kobiet z ulicy Grodzkiej autorstwa Lucyny Olejniczak, chciałabym napisać kilka słów na temat francuskiej Belle Époque (z fr. Piękna Epoka), ponieważ tło historyczne pierwszej części książki dotyczy – między innymi – właśnie tamtego szczególnego okresu w dziejach Francji, a dokładnie już jego schyłku. Przyjmuje się, że Belle Époque miała swój początek po zakończeniu wojny francusko-pruskiej (1871) i trwała do dnia rozpoczęcia pierwszej wojny światowej w 1914 roku. W tym okresie znacząco wzrosły standardy życia i bezpieczeństwa klas wyższej i średniej, co sprawiło, że dla tych warstw społecznych rozpoczął się Złoty wiek w porównaniu z latami wcześniejszych upokorzeń, a to z kolei doprowadziło do całkowitych zmian w sposobie myślenia Europejczyków. Niestety, niższe warstwy społeczne albo w ogóle nie skorzystały na tych przemianach, albo spożytkowały je tylko w niewielkim stopniu. Niekiedy Belle Époque przyrównuje się do Wieku pozłacanego w Stanach Zjednoczonych (1865-1898), choć prawdę powiedziawszy pojęcie to może być stosowane również w odniesieniu do innych zachodnich i centralnych państw europejskich, które w podobnym czasie i z podobnych powodów doświadczały gwałtowanego rozwoju w różnych dziedzinach społecznych czy gospodarczych, jak na przykład Niemcy, które na przełomie XIX i XX wieku stały się mocarstwem na skutek szybkiego rozwoju przemysłu (1880-1900).

Klęska w wojnie francusko-pruskiej (1870-1871) doprowadziła do upadku II Cesarstwa Francuskiego, w którym władzę sprawował Karol Ludwik Napoleon Bonaparte, zwany po prostu Napoleonem III Bonaparte (1808-1873), co w konsekwencji sprawiło, że utworzona została III Republika Francuska. W ramach nowego sytemu politycznego władzę w państwie dzierżyły słabe i krótkotrwałe rządy, których rezultatem był jedynie chaos, zamiast stabilność, czego oczywiście można było się spodziewać. Do historii przeszło słynne hasło wypowiedziane przez ówczesnego prezydenta Louisa Adolphe’a Thiersa (1797-1877): Republika najmniej nas dzieli. Słowa te odnosiły się do sytuacji, w której żadna grupa polityczna nie była zdolna do tego, aby podjąć wspólne działania celem zarządzania państwem. Zastanawiające jest zatem, dlaczego akurat ten okres w dziejach Francji został nazwany Piękną Epoką. Otóż stało się tak, dlatego, iż w porównaniu z horrorem wywołanym wybuchem pierwszej wojny światowej, poprzedzające ją lata optymizmu, pokoju w Europie, rozwoju technologii oraz odkryć naukowych wydawały się istnym rajem. W dodatku Belle Époque to również symbol spokoju i dobrobytu, jakie miały miejsce w Paryżu, co oczywiście sprzyjało przede wszystkim rozwojowi sztuki. Powstało wówczas wiele arcydzieł w dziedzinie muzyki, literatury, jak również teatru.


Ulica Rue de la Paix w Paryżu w 1907 roku
autor: Jean Béraud (1848-1935)


Wszyscy ci, którzy mogli doświadczać bogactwa Pięknej Epoki, zostali wciągnięci w wir nowych form rozrywki. Paryskie wyższe sfery, bądź też odnoszący sukcesy przemysłowcy-nuworysze (z fr. Nouveaux Riches), byli pod coraz większym wpływem zasad oraz mody paryskiej socjety zwanej Tout-Parus (z pol. każdy w Paryżu). Około 1895 roku ludzie ci mogli już chodzić do teatru rewiowego mieszczącego się przy ulicy de Clichy. Mowa oczywiście o słynnym Casino de Paris, który w latach 20. XX wieku stał się najbardziej znaną sceną rewiową Europy. Znany był z ogromnego przepychu, jeśli chodzi o scenografie, dekoracje oraz kostiumy tancerek i aktorów. Z kolei mniej zamożni musieli zadowolić się rozrywką, którą dostarczały kabarety, bistra i sale koncertowe.

W tamtym czasie powstała także słynna Moulin Rouge (z pol. Czerwony Młyn), czyli tradycyjny kabaret, który oficjalnie otwarto 5 października 1889 roku. Kabaret ten funkcjonuje do dziś i stanowi wizytówkę oraz punkt orientacyjny Paryża. Kolejnym kabaretem było Folies Bergère, którego szczytowa sława przypadła na lata 90. XIX wieku oraz lata 20. XX wieku. Było to również najbardziej rozpoznawalne miejsce Paryża, które dziś także jest niezwykle popularne w mieście. W Folies Bergère pracowała jedna z najbardziej znanych ówczesnych paryskich tancerek i kurtyzan Liane de Pougy (1869-1950). Do paryskich celebrytek tamtego okresu można zaliczyć też takie tancerki, jak Louise Weber, znaną jako La Goulue (1866-1929) czy Jane Avril (1868-1943). Każda z nich znalazła się na plakatach, które wyszły spod ręki ówczesnego francuskiego malarza i grafika o nazwisku Henri de Toulouse-Lautrec (1864-1901). Na plakatach pokazane zostały jako tancerki kankana – tańca, który wtedy królował na kabaretowych salach. Z kolei prestiżowym lokalem dla nieprzyzwoicie bogatych paryżan była restauracja Maxim’s Paris. Mówiono, że jest to najdroższy lokal tego typu w mieście. Ulubionym trunkiem Belle Époque był szampan i absynt otrzymywany w procesie ekstrakcji różnego rodzaju ziół – przede wszystkim kwiatów i liści piołunu oraz anyżu z dodatkiem kopru włoskiego i hyzopu.


Paryżanie podczas Światowej Wystawy w 1900 roku
autor nieznany


W 1889 roku została ukończona budowa Wieży Eiffla. Na Wystawie Powszechnej zorganizowanej w dniach od 6 maja do 31 października, stanowiła ona atrakcję turystyczną. Natomiast już wkrótce Wieża Eiffla została symbolem Paryża i tak jest do dziś. Z kolei w 1900 roku odbyła się w Paryżu następna edycja Światowej Wystawy, na której gościli wystawcy pochodzący z krajów całego świata. W tamtym okresie stolica Francji bardzo zmieniła się pod względem architektonicznym. Baron Georges Eugène Haussmann (1809-1891) dokonał renowacji miasta, co sprawiło, że zmianie uległy zarówno zabudowa Paryża, jak i układ ulic. Wreszcie zagospodarowano bulwary i skwery zieleni. Wygląd miasta, jaki możemy dziś podziwiać, jest konsekwencją właśnie tamtej przebudowy.

W drugiej połowie XIX wieku główne miasta europejskie zostały połączone drogą kolejową z francuskimi kurortami takimi, jak Vichy, Deauville, Arcachon czy Lazurowe Wybrzeże (Riwiera Francuska). Pasażerowie byli bardzo rygorystycznie dzieleni na pierwszą i drugą klasę, pomimo że ci najbardziej zamożni mogli pozwolić sobie na wynajęcie prywatnego wagonu wyłącznie dla siebie. Tak więc Paryż stał się kulturalnym centrum dyktującym trendy całej reszcie świata. Francja okazała się natomiast europejskim liderem w zakresie nauki, medycyny czy edukacji. Niemniej ten sielankowy obraz wcale nie odzwierciedla uczciwie ówczesnej sytuacji panującej w Paryżu. Pod względem ekonomicznym spora grupa ludzi egzystowała na marginesie społecznym i de facto nigdy nawet nie liznęła cudów i rozrywek towarzyszących Belle Époque. Jeszcze przez dziesięciolecia po zakończeniu Pięknej Epoki ubóstwo szerzyło się w dzielnicach Paryża, miejskich slumsach, a także pośród mieszkańców wsi. Polityczny skandal, jaki wybuchł pod koniec XIX wieku we Francji, zwany Aferą Dreyfusa (15 października 1894), stał się przyczyną kryzysu politycznego tudzież społecznego i pociągnął za sobą poważne zmiany w życiu państwa. Głównym bohaterem Afery Dreyfusa (Sprawy Dreyfusa) był francuski oficer Alfred Dreyfus (1859-1935), którego niesłusznie oskarżono i skazano za zdradę państwa. Skandal ten obnażył ciemną stronę antysemickiej i skorumpowanej Francji. Poza tym wciąż utrzymywał się spór pomiędzy Kościołem Katolickim a władzą.


Motorowe omnibusy na ulicy de Clichy w Paryżu w 1914 roku
autor nieznany


Wiosną 1912 roku, czyli u schyłku Belle Époque, do Paryża przyjeżdża Wiktoria Bernat. Czytelnik poznał bohaterkę już w pierwszej części Kobiet z ulicy Grodzkiej. Wtedy też był świadkiem jej dramatycznych narodzin, dorastania, konfliktu z ojcem, zdobywania upragnionego zawodu, jak również wielkiej miłości, która połączyła dziewczynę z zielonookim Filipem Michalskim. Niestety, nie wszystko ułożyło się tak, jak powinno. Pomimo że Wiktoria zdołała wykształcić się na farmaceutkę i przejąć aptekę „Pod Złotym Moździerzem” po ojcu, to jednak jej życie prywatne legło w gruzach. Nie dość, że poznała tragiczną i niechlubną prawdę o Franciszku Bernacie, to jeszcze los wymusił na niej rozstanie z ukochanym. Filip Michalski również bardzo cierpi z tego powodu. W związku z tym decyduje się na wyjazd do Francji, gdzie pragnie podjąć studia medyczne, o których marzy od bardzo dawna. Filip pochodzi z ubogiej rodziny, więc wiele rzeczy przychodzi mu z trudem, ale chłopak nie poddaje się i uparcie dąży do celu.

Pewnego dnia zrozpaczona Wiktoria dowiaduje się, że ona i Filip mogą jednak być razem. Tę radosną wiadomość dziewczyna pragnie przekazać mu osobiście. Nie chce pisać listów, ponieważ nie zastąpią one emocji, które z pewnością pojawią się w momencie spotkania z Filipem twarzą w twarz. Tak więc nasza bohaterka zostawia aptekę pod opieką swojej wspólniczki, zaś pieczę nad domem przekazuje kobiecie, z którą zdążyła się już zaprzyjaźnić i zaufać jej do tego stopnia, iż nie ma najmniejszych wątpliwości, że pani Zuzanna należycie zajmie się jej domowym gospodarstwem. W końcu przychodzi czas, gdy nasza  Wiktoria, z nadzieją w sercu na odnalezienie Filipa, wyrusza w drogę do magicznego Paryża. W podróż udaje się przez Wiedeń, gdzie od jakiegoś czasu mieszka jej młodszy brat Adam. Splot rozmaitych okoliczności sprawił, że Adam musiał uciekać za granicę, aby tam na nowo ułożyć sobie życie. Panna Bernat zabiera ze sobą drugiego z braci – Stefanka. Adam i Stefanek to bliźniacy. Podczas gdy ten pierwszy jest w pełni zdrowy i może sam o siebie zadbać, Stefanek cierpi na skutek komplikacji podczas trudnego porodu, z powodu których zmarła żona Franciszka Bernata. Choć Stefan jest nieco upośledzony umysłowo, to jednak posiada artystyczny talent, który w miarę możliwości rozwija. Wiktoria chce zatem, aby brat został w Wiedniu z Adamem, a ona podąży w dalszą drogę do Paryża.


Wiedeń pomiędzy 1890 a 1905 rokiem
autor nieznany


Kiedy nasza bohaterka dociera do stolicy Francji okazuje się, że rzeczywistość wcale nie odzwierciedla jej oczekiwań. Nie ma przy sobie nazbyt dużo pieniędzy, więc jej pobyt w Paryżu nie może trwać zbyt długo. W dodatku dowiaduje się, że ukochany Filip skończył upragnioną medycynę, lecz jest już związany z inną kobietą, którą niedługo ma poślubić. Jak gdyby tego wszystkiego było mało, Michalski posługuje się nazwiskiem swojej przyszłej żony. Ile zatem zostało z chłopaka, w którym niegdyś zakochała się Wiktoria? Czy młoda kobieta może jeszcze liczyć na to, że ich drogi znów się skrzyżują, a dobry los obdarzy ich szczęściem? Poza tym jest przecież jeszcze klątwa, którą przed śmiercią rzuciła Hanka – biologiczna matka Wiktorii. Jak pamiętamy z pierwszego tomu, zrozpaczona kobieta na łożu śmierci przeklęła wszystkie dzieci Franciszka Bernata, nie wiedząc, że tym samym źle życzy również własnej córce. Czy jest zatem coś, co może zdjąć tamtą klątwę rzuconą w gniewie i rozpaczy?

Wydaje się jednak, że los sprzyja Wiktorii. Kiedy dziewczyna powoli zaczyna myśleć o opuszczeniu Paryża, ponieważ kończą jej się pieniądze, a sytuacja z Filipem nie przedstawia się zbyt optymistycznie, na jej drodze staje niejaki Pascal Castillon du Manon. Od pierwszej chwili piękna Polka wywiera na nim niesamowite wrażenie i od pory Francuz stawia sobie za cel uwiedzenie jej, a może nawet rozkochanie w sobie. Nie wie jednak, że sam również może paść ofiarą miłości, nad którą nie będzie potrafił zapanować. Niemal od pierwszej chwili wiadomo, że Pascal nie jest odpowiednim mężczyzną dla Wiktorii. Natomiast jego siostra Ivonne jak najbardziej nadaje się na przyjaciółkę naszej bohaterki. Niestety, Pscal nie odpuszcza i zastawia sidła na Wiktorię. Czy dziewczyna wykaże się rozsądkiem i odrzuci zaloty Francuza? A może ulegnie im i da porwać się namiętności, nie słuchając mądrych rad Ivonne, która zna swojego brata, jak nikt inny?


Kraków na jednej z pierwszych kolorowych fotografii w historii Polski
Na zdjęciu widać Rynek Główny z 1912 roku.
autor: Tadeusz Rząca (1868-1928)


Drugi tom Kobiet z ulicy Grodzkiej podzielony jest na dwie części. W pierwszej wraz z główną bohaterką czytelnik odwiedza Paryż, gdzie doświadcza niezapomnianej atmosfery sprzed pierwszej wojny światowej. Druga część to powrót do Krakowa i towarzyszenie Wiktorii podczas naprawdę trudnych chwil. Po przyjeździe do domu kobieta musi bowiem stawić czoło naprawdę poważnym problemom, i gdyby nie pomoc bliskich i ich wsparcie, nie wiadomo tak naprawdę, jak zdołałaby przez to wszystko przejść. W dodatku wybucha pierwsza wojna światowa, która swoim okrucieństwem dotyka także Polskę. Mężczyźni idą na front walczyć, zaś kobiety zostają w domach, opiekując się dziećmi i czekając na szczęśliwy powrót swoich mężów, synów, ojców czy braci do domu. Gdy napływają coraz to tragiczniejsze informacje, kobietom pozostaje już tylko modlitwa. Nie wiadomo bowiem, kiedy ten dramat dobiegnie końca. Coraz więcej pogrzebów i coraz więcej rozpaczy po stracie kogoś bliskiego. Wiktorii również nie jest ta sytuacja obca. Czasami można odnieść wrażenie, że los naprawdę się na nią uwziął, a klątwa Hanki nie jest wcale zwykłym przesądem.

Przyznam, że coraz bardziej wciągają mnie losy kobiet z krakowskiej ulicy Grodzkiej, a Lucyna Olejniczak potrafi sprawić, że czytelnik nie ma ochoty odłożyć powieści przed przeczytaniem ostatniej strony. Ponadto Autorka porusza problemy dnia codziennego, które i nam nie są obce, choć żyjemy sto lat później. Możemy zatem poniekąd identyfikować się z bohaterami. Dodatkowo widzimy, w jaki sposób radzili sobie ludzie w obliczu zagrożenia życia czy zdrowia, kiedy nauka nie była jeszcze tak bardzo rozwinięta, jak ma to miejsce obecnie. Tak więc Wiktoria stanowi także ciekawą lekcję historii. Przede mną tom trzeci zatytułowany Matylda, niemniej z niecierpliwością czekam już na część czwartą serii – Weronika – która będzie zarazem ostatnim tomem Kobiet z ulicy Grodzkiej. Mam jednak nadzieję, że Autorka nie poprzestanie na tej serii i jeszcze kiedyś zabierze swoich czytelników do magicznego historycznego Krakowa.









środa, 14 września 2016

Barbara Taylor Bradford – „A jednak miłość”













Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2010
Tytuł oryginału: Where You Belong
Przekład: Anna Dobrzańska-Gadowska





Spory pomiędzy Albańczykami zamieszkującymi Kosowo (autonomiczna prowincja Serbii) a Serbami tak naprawdę trwały od wieków. W 1989 roku Federalna Republika Jugosławii zniosła jednak autonomię Kosowa, co doprowadziło do tego, iż Albańczycy natychmiast zaczęli bojkotować wszelkiego rodzaju serbskie instytucje. Trzeba dodać, że stanowili tam ponad dziewięćdziesiąt procent ogółu ludności. Kiedy w 1991 roku doszło do rozpadu Jugosławii, wówczas kosowscy Albańczycy wystąpili o przyznanie prowincji niepodległości. Przeprowadzono zatem referendum, w którym większość obywateli opowiedziała się za niepodległością. Tak więc rozpisano wybory, na skutek których wybrano prezydenta i parlament. Niemniej Serbia nie uznała nowo wybranych władz.

W związku z powyższym powstało tak zwane „państwo w państwie”. W dodatku Wyzwoleńcza Armia Kosowa zaczęła nawoływać do zbrojnego buntu, zaś serbskie represje skierowane wobec albańskich Kosowarów doprowadziły do zaostrzenia się napięć na terenie całej prowincji. Fakt ten w konsekwencji doprowadził w 1998 roku do wybuchu walk, natomiast władze w Belgradzie, na których czele stał Slobodan Milošević (1941-2006), przeprowadziły masowe wysiedlenia Albańczyków, nie przejmując się zupełnie sprzeciwem międzynarodowej społeczności. W wyniku tych działań około ośmiuset pięćdziesięciu tysięcy uchodźców z Kosowa szukało schronienia głównie na terenie Albanii i Macedonii, gdzie uzyskali pomoc od Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców (z ang. United Nations High Commissioner for Refugees) oraz innych organizacji o charakterze humanitarnym. Z kolei wobec ludności pozostałej w Kosowie zastosowano straszliwe represje, mordowano cywilów, jak również przeprowadzano czystki etniczne.

W momencie, gdy na nic zdały się próby dyplomatycznego zakończenia konfliktu, podjęto decyzję o przeprowadzeniu nalotów na serbskie cele wojskowe i strategiczne przez NATO. W tej sytuacji w czerwcu 1999 roku Slobodan Milošević został zmuszony do zaakceptowania pokojowego porozumienia. Na mocy rzeczonego porozumienia wycofano z terenu Kosowa wojska jugosłowiańskie, jak również dopilnowano, aby kosowscy uchodźcy wrócili do swoich domów. Celem zapewnienia bezpieczeństwa, do Kosowa przybyło pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy międzynarodowych sił zbrojnych KFOR (z ang. Kosovo Force). W dniu 10 czerwca 1999 roku Rada Bezpieczeństwa przyjęła rezolucję S/RES/1244, na podstawie której powołano Misję Tymczasowej Administracji Organizacji Narodów Zjednoczonych w Kosowie ( z ang. United Nations Interim Administration Mission in Kosovo; UNMIK). Od tej pory to właśnie UNMIK przejęła kontrolę nad prowincją.


Żołnierze Marines eskortujący albańskie dzieci (22 czerwca 1999 roku)
fot. sierżant Craig J. Shell
(Korpus Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych)


W sierpniu 1998 roku nic nie zapowiada końca wojny domowej w Kosowie. Zanim siły NATO wmieszają się w konflikt, upłynie jeszcze trochę czasu. Troje fotoreporterów wojennych żyje w samym centrum walk i nie zważając na własne bezpieczeństwo robi wszystko, aby tylko pokazać ludziom na całym świecie na czym tak naprawdę polega wojna. Trzydziestojednoletnia Valentine Denning, czterdziestojednoletni Tony Hampton i trzydziestoośmioletni Jake Newberg pracują dla znanej międzynarodowej agencji fotograficznej GEMSTAR. Valentine i Jake pochodzą z Ameryki, ale na stałe mieszkają w Europie, a dokładnie w Paryżu, natomiast Tony jest Brytyjczykiem. Każde z nich ma za sobą trudną przeszłość. Kobieta już w dniu swoich narodzin została odrzucona przez matkę, więc logiczne, że nie chce jej znać. Żadnych pozytywnych uczuć nie żywi także do swojego młodszego brata, którego matka faworyzowała odkąd Val pamięta. Choć dziś Valentine jest już dorosła, nadal nie potrafi zrozumieć, co też takiego złego zrobiła swojej rodzicielce, że ta nie wykazywała wobec niej żadnych głębszych uczuć i gdyby nie dziadkowie oraz kochająca niania, nie wiadomo, jak potoczyłoby się jej życie. Może przeżyłaby tak silne załamanie nerwowe, że teraz wiodłaby żywot w jakimś ośrodku dla psychicznie chorych?

Wydanie z 2002 roku
Wyd. LIBROS
tłum. Anna Dobrzańska-Gadowska
Z kolei Jake Newberg – mówiący o sobie „Żyd z Georgii” – jest świeżo po rozwodzie, który kosztował go niemało nerwów. Na szczęście dla niego wszystko dobrze się skończyło i dziś mężczyzna może powiedzieć, że naprawdę jest wolny. Został jeszcze Tony Hampton. Okazuje się, że on również jeszcze do niedawna był żonaty. Jego była małżonka to rzekomo okropna zołza, która jedynie zatruwała mu życie. Tony ma dwoje dzieci, z którymi utrzymuje kontakt najczęściej, jak tylko jest to możliwe. A ponieważ czasu nie ma zbyt wiele, więc dzieciaki jakoś muszą sobie radzić bez ojca. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że Valentine i Tony mają romans i wygląda na to, że sprawa jest bardzo poważna. W końcu mężczyzna niedawno oświadczył, że rozwiódł się właśnie dla swojej kochanki i teraz nic już nie stanie im na przeszkodzie, aby wziąć ślub. W tym wszystkim tylko Jake stoi na uboczu i spokojnie przygląda się całej sytuacji. Mężczyzna przyjaźni się od lat zarówno z Valentine, jak i z Tonym, więc jest też wtajemniczony w ich prywatne sprawy.

Cała trójka to naprawdę odważni ludzie, którzy pod gradem kul i wśród huku wybuchających bomb biegną przed siebie, aby sfotografować martwych lub umierających w męczarniach ludzi. Oni nie robią tego dla pieniędzy czy sławy, ani też taniej sensacji, choć za swoje zdjęcia otrzymują i nagrody, i niemałe pieniądze. Ktoś powiedziałby, że są nieodpowiedzialni albo zwyczajnie głupi, że narażają życie z powodu jakiejś fotki. To nie są jednak zwykłe zdjęcia. To przede wszystkim dokumentacja i świadectwo dla tych, którzy nigdy nie doświadczyli okrucieństwa wojny. Niestety, Tony nie zawsze w swojej pracy kieruje się rozsądkiem. Nierzadko zdarza się tak, że biegnie na oślep, aby tylko uchwycić najbardziej tragiczny moment i pokazać go światu. Tak też dzieje się w ten sierpniowy dzień 1998 roku. Valentine, Tony i Jake znajdują się w samym centrum walk. Kule świszczą im nad głowami, gdzieś wybuchają bomby, a w uszach słychać krzyki rannych i umierających ludzi. Trzeba też ratować dzieci, które nieświadome zagrożenia wychodzą naprzeciw śmierci. I wtedy dochodzi do najgorszego. Choć jadąc do Kosowa fotoreporterzy spodziewali się, że mogą zostać tam ranni albo nawet zabici, to jednak kiedy przychodzi ten moment żadne z nich nie chce umierać.

Najpoważniej ranny zostaje Tony. Kiedy Val jakimś cudem dociera do ukochanego, ten jeszcze żyje. Ona również jest ranna. Podobnie jak Jake. Lecz ich rany nie są na tyle poważne, aby pozbawić ich życia. To Tony jest teraz najważniejszy. W jaki sposób jednak dostać się do ambulansu Czerwonego Krzyża, skoro nie zanosi się na to, żeby ostrzał ustał? Chyba tylko cud sprawia, że w pewnym momencie trafiają pod opiekę lekarzy, którzy natychmiast odtransportowują ich do najbliższego szpitala. Niestety, natychmiast po dotarciu do placówki medycznej, Tony umiera. Val i Jake zostają natomiast opatrzeni i wszystko wskazuje na to, że już niedługo wrócą do domu, aby tam dojść do zdrowia. W tej sytuacji zrozumiałe jest, że Valentine wpada w rozpacz. Właśnie straciła mężczyznę, którego kochała i planowała spędzić z nim resztę życia. Jake również nie czuje się dobrze. Tony był jego najlepszym kumplem i wiele razem przeszli przez te wszystkie lata. Jak teraz będą żyć bez Hamptona, który w ich opinii był naprawdę niezwykłym człowiekiem? Czy Val będzie jeszcze w stanie ułożyć sobie życie z kimś innym? Czy ocalali fotoreporterzy wrócą kiedyś do pracy i wyjadą na front, aby tam zbierać materiały, które pomogą im w uświadamianiu ludzi, jakim potwornym złem jest wojna?

Wydanie z 2001 roku
Wyd. LIBROS
tłum. Anna Dobrzańska-Gadowska
Mija kilka tygodni. Val i Jake zostają zaproszeni do Anglii, aby tam wziąć udział w nabożeństwie żałobnym w intencji Tony’ego Hamptona. Pomimo że żadne z nich nie ma najmniejszej ochoty uczestniczyć w tej smutnej uroczystości, obydwoje jadą do Londynu. Tam okazuje się, że Tony wcale nie był wobec nich taki uczciwy, jak mogło się to wydawać. Wcale się nie rozwiódł i nigdy nie planował ożenić się z Valentine Denning. Miał naprawdę szczęśliwą rodzinę, która była dla niego bardzo ważna. Dlaczego zatem kłamał? Dlaczego oszukiwał przyjaciół? Dlaczego opowiadał im niestworzone rzeczy o swojej żonie? Czy miał urojenia? A może było to celowe działanie z jego strony? Co stałoby się, gdyby nie zginął w Kosowie? Czy nadal brnąłby w swoje kłamstwa? Kim tak naprawdę był Tony Hampton? Czy Valentine będzie w stanie żyć z przekonaniem, że ostatni rok swojego życia spędziła u boku mężczyzny, który przez cały czas ją oszukiwał? Tych pytań jest naprawdę wiele, natomiast na chwilę obecną nie ma na nie żadnej odpowiedzi.

Pomimo że głównym wątkiem powieści jest romans, to jednak przesłanie tej książki wcale nie jest takie płytkie, jak mogłoby się z pozoru wydawać. Barbara Taylor Bradford porusza w niej naprawdę poważne problemy. Jak wspomniałam wyżej, Valentine Denning to młoda kobieta, która od dnia narodzin jest traktowana przez własną matkę niczym piąte koło u wozu. W dodatku z młodszym bratem Donaldem też żyje jak przysłowiowy pies z kotem. Praktycznie rodziny, która mieszka w Nowym Jorku mogłoby w ogóle nie być. Dlatego też linia fabularna wykreowana jest tak, aby pokazać czytelnikowi, że oprócz miłości, to jednak rodzina jest najważniejsza, nawet jeśli zostało się przez nią odrzuconym. W każdej chwili mogą bowiem pojawić się jakieś okoliczności, dzięki którym dojdzie do spotkania z bliskimi i wtedy – jeszcze do niedawna – kiepskie relacje mogą ulec diametralnej przemianie. Autorka zwraca uwagę na to, jak ważne jest tutaj przebaczenie. Bez wybaczenia wyrządzonych krzywd nie da się normalnie funkcjonować, ponieważ te negatywne emocje już zawsze będą człowiekowi towarzyszyć i niekiedy nie będą pozwalały również na stworzenie poprawnych relacji z innymi ludźmi.

Robert Capa
Kolejnym zagadnieniem jest prawdziwa przyjaźń. Bohaterowie przechodzą przez naprawdę ciężkie chwile i gdyby nie pomoc przyjaciół, zapewne nie daliby sobie rady z dramatami, jakie ich dotykają w życiu. Nie chodzi tutaj jedynie o Valentine i Jake’a. W miarę upływu czasu pojawiają się także inne postacie, którym w życiu nie wiedzie się najlepiej. Muszą bowiem stawić czoło zagrożeniu, które może przyprawić ich nawet o śmierć. Barbara Taylor Bradford sygnalizuje też, że w którymś momencie może okazać się, iż człowiek, o którym myśleliśmy, że znamy go na wskroś, okazuje się zwykłym oszustem albo wręcz sadystą, który przez cały czas kpił sobie z nas i być może miał z tego powodu niezły ubaw. W powieści jest również mowa o prawdziwej pasji. Otóż, dla naszych bohaterów robienie zdjęć na froncie wcale nie jest jedynie pracą. To jest prawdziwa pasja, z której nie są w stanie zrezygnować nawet w obliczu zagrożenia życia. Chwila odpoczynku na złapanie równowagi psychicznej w zupełności im wystarczy. Przecież ludzie ich potrzebują, bo kto inny, jak nie Valentine, Jake i im podobni, będzie wyrzutem sumienia dla polityków wszczynających wojny? Przecież zdjęcia, które robią na froncie w ogniu walk nie trafią do ich prywatnego archiwum.

Moim zdaniem A jednak miłość to piękna powieść nie tylko o prawdziwej miłości, która jest w stanie przetrwać naprawdę wiele, ale przede wszystkim jest to historia o brutalnym życiu, jakie fundują nam politycy podejmujący nieodpowiedzialne decyzje. W wyniku tych decyzji giną niewinni ludzie, a świat wielokrotnie biernie się temu przygląda. Co ważne, nad całą tą opowieścią wciąż unosi się duch Roberta Capy (1913-1954) – węgierskiego fotoreportera wojennego, który był autorem zdjęć z pięciu wojen. Fotografował też inne ekstremalne sytuacje. Robert Capa zginął w Indochinach na skutek wybuchu miny lądowej. W chwili śmierci trzymał w ręce aparat Contax, zaś na ostatniej wykonanej przez niego fotografii widać maszerujących żołnierzy.










poniedziałek, 12 września 2016

Adrian Grzegorzewski – „Czas tęsknoty” # 1














Wydawnictwo: ZNAK/MIĘDZY SŁOWAMI
Kraków 2014






Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) została powołana do życia w 1929 roku w Wiedniu. Zbrojnym ramieniem organizacji była Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), która odpowiedzialna jest za zbrodnie dokonane na Polakach zamieszkujących tereny Wołynia i Galicji Wschodniej w latach 1943-1945. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów powołana została podczas I Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, w którym uczestniczyli przedstawiciele Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO), a także środowisk emigracyjnych oraz młodzieżowych organizacji ukraińskich. OUN miała na celu podjęcie walki o własne państwo, które swoim zasięgiem obejmowałoby wszystkie ziemie uważne przez nacjonalistów za ukraińskie. Dekalog ukraińskiego nacjonalisty, czyli innymi słowy Dziesięcioro przykazań ukraińskiego nacjonalisty, mówił między innymi, że: Nie zawahasz się spełnić największej zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy. Ponadto zacytowana broszura opracowana w 1929 roku przez Stepana Łenkawskiego (1904-1977) obiecywała, iż wobec wrogów ukraińskiego narodu trzeba kierować się nienawiścią i zwalczać ich w sposób bezwzględny.

W skład Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów wchodziły struktury Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, która na początku lat 20. XX wieku przeprowadzała w Polsce akcje dywersyjne i sabotażowe. Poza tym dokonała nieudanych zamachów na prezydenta II Rzeczypospolitej Stanisława Wojciechowskiego (1869-1953) oraz marszałka Józefa Piłsudskiego (1867-1935). Na czele OUN stanął pułkownik armii Ukraińskiej Republiki Ludowej – Jewhen Konowalec (1891-1938), który był również współzałożycielem i komendantem Ukraińskiej Organizacji Wojskowej i byłym oficerem Ukraińskiej Halickiej Armii walczącej z Wojskiem Polskim w 1919 roku. Na samym początku istnienia OUN dominującą rolę odgrywali w niej działacze UWO, lecz już wkrótce doszli w niej do głosu młodzi członkowie organizacji. Natomiast w 1933 roku szefem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w Polsce został dwudziestoczteroletni Stepan Bandera (1909-1959).

Jewhen Konowalec
Zdjęcie pochodzi sprzed 1936 roku.
autor nieznany
W 1930 roku OUN wraz z UWO dokonały akcji sabotażowych, które polegały między innymi na podpalaniu zboża oraz zabudowań należących do zamieszkałych w nich Polaków. Z kolei w latach 1931-1932 członkowie OUN napadali na banki oraz urzędy i ambulanse pocztowe. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów stosowała również terror, czego przykładem było zamordowanie w 1931 roku piłsudczyka i publicysty Tadeusza Hołówki (1889-1931), który uchodził za zwolennika dialogu polsko-ukraińskiego. Z kolei w 1934 roku OUN zamordowała dyrektora gimnazjum ukraińskiego we Lwowie – Iwana Babija (1893-1934), a także wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych II Rzeczpospolitej – Bronisława Pierackiego (1895-1934). Ukraińscy nacjonaliści planowali również zamach na życie wojewody wołyńskiego Henryka Józewskiego (1892-1981) opowiadającego się za porozumieniem z Ukraińcami. Organizacją zamachów terrorystycznych zajmował się Roman Szuchewycz (1907-1950), który później został głównym dowódcą Ukraińskiej Powstańczej Armii. 

Śmierć ministra Bronisława Pierackiego – jednego z czołowych piłsudczyków – stała się bodźcem do założenia w 1934 roku obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Trafiło tam wielu członków OUN, wśród których byli między innymi wspomniany już Roman Szuchewycz, jak również Jarosław Staruch (1910-1947) czy ukraiński adwokat i działacz polityczny Wołodymyr Horbowy (1899-1984). Z kolei Stepan Bandera podczas procesu w sprawie zabójstwa Bronisława Pierackiego został skazany na karę śmierci, którą potem zamieniono na dożywocie. W 1935 roku Stepana Banderę sądzono również w procesie czołowych działaczy OUN, gdzie także otrzymał wyrok dożywotniego więzienia.

Rezultatem współpracy OUN z faszystowskimi Niemcami było stworzenie w pierwszej połowie 1941 roku złożonych z Ukraińców batalionów Roland i Nachtigall, które przez krótki czas uczestniczyły w walkach z Armią Czerwoną, i w tym samym roku zostały rozwiązane. Część żołnierzy zasiliła szeregi batalionu policyjnego, który przez Niemców wykorzystywany był do walki z sowiecka partyzantką. Trzeba pamiętać, że w latach 30. XX wieku Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów ściśle współpracowała z Trzecią Rzeszą. Na terenie Niemiec oraz w Wolnym Mieście Gdańsku prowadzone były obozy szkoleniowe tejże organizacji. Szkolenia dotyczyły wywiadu, dywersji i sabotażu. Partnerem ukraińskich nacjonalistów była nazistowska Abwehra.

Andrij Melnyk w mundurze
Ukraińskich Strzelców Siczowych
w 1914 roku

autor nieznany
Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów nie zdołała jednak rozwinąć swojej działalności na terenie Związku Sowieckiego, lecz nie przeszkodziło to Pawłowi Sudopłatowowi (1907-1996) – sowieckiemu agentowi – zamordować w Holandii w 1938 roku szefa OUN – Jewhena Konowalca. Następcą zamordowanego przywódcy OUN został Andrij Melnyk (1890-1964). Z kolei we wrześniu 1939 roku, kiedy Trzecia Rzesza wypowiedziała wojnę Polsce, członkowie OUN ostrzeliwali polskie oddziały i rozbrajali polskich żołnierzy. Były też przypadki mordów dokonywanych na mieszkańcach polskich wsi w województwach południowo-wschodnich. W 1940 roku doszło do rozłamu w szeregach OUN. Wtedy też Stepan Bandera sprzeciwił się przywództwu Andrija Melnyka, w związku z czym powstała OUN-B, czyli frakcja banderowska przy jednoczesnym istnieniu OUN-M będącej grupą zwolenników Andrija Melnyka.

Natychmiast po rozpoczęciu wojny niemiecko-sowieckiej (30 czerwca 1941 roku) z inicjatywy OUN-B proklamowano akt odrodzenia państwa ukraińskiego. Wtedy też powstał rząd Jarosława Stećki (1912-1986), który zadeklarował współpracę z Trzecią Rzeszą. Były to jednak działania, które nie zostały zaakceptowane przez Niemców. W tej sytuacji Jarosław Stećko i Stepan Bandera zostali osadzeni w nazistowskim obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. Umieszczono ich w bloku przeznaczonym dla specjalnych (ważnych) więźniów. Kres istnieniu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w Polsce, jak i działalności Ukraińskiej Powstańczej Armii przyniosła dopiero akcja Wisła przeprowadzona w latach 1947-1950. Tak więc w 1947 roku zginął przywódca OUN w Polsce – Jarosław Staruch, natomiast rok później dokonano aresztowania dowódcy UPA na ziemiach polskich – Myrosława Onyszkiewicza (1911-1950).

Wojna niemiecko-sowiecka oraz odrzucenie przez Trzecią Rzeszę współdziałania z ukraińskimi nacjonalistami sprawiły, że OUN-B odeszła od idei współpracy z Niemcami, podczas gdy OUN-M nadal tę współpracę utrzymywała. Jeszcze wiosną 1943 roku działacze tej organizacji poparli utworzenie złożonej z Ukraińców dywizji SS Galizien. W tym samym czasie powstał też zbrojny odłam OUN-B, czyli Ukraińska Powstańcza Armia, która przystąpiła do tak zwanej akcji antypolskiej, będącej tak naprawdę czystką etniczną mającą charakter ludobójstwa. Akcję tę przeprowadzono w latach 1943-1945 na terenie Wołynia i Galicji Wschodniej. W jej wyniku bestialsko zamordowanych zostało około stu tysięcy Polaków.

Stepan Bandera 
Zdjęcie pochodzi z 1934 roku.
autor nieznany
Ukraińska Powstańcza Armia walczyła z sowiecką partyzantką i Armią Czerwoną, zaś ostatnia na ziemiach sowieckiej Ukrainy grupa partyzantów OUN/UPA została zlikwidowana w 1960 roku. Stepan Bandera został zwolniony z obozu koncentracyjnego w 1944 roku, natomiast po zakończeniu wojny pozostał w Niemczech, zaś OUN-B uległ podziałowi. Emigracyjna banderowska OUN usiłowała jeszcze prowadzić swoją działalność na ziemiach sowieckiej Ukrainy poprzez przerzucanie tam swoich członków. Do tego celu wykorzystywała brytyjski wywiad. Sam Stepan Bandera został zamordowany w Monachium przez oficera KGB i zawodowego zabójcę – Bohdana Staszynskiego.

To, o czym napisałam powyżej nadal nie przestaje budzić emocji. W ostatnim czasie temat, jak gdyby jeszcze bardziej ożył i nie tylko politycy, ale także dziennikarze czy pisarze sięgają po tragedię, jaka rozegrała się w czasie drugiej wojny światowej na terenach kresowych. Chyba dla żadnej ze stron nie jest to łatwy kawałek historii, ale czasu nikt nie cofnie i trzeba nauczyć się z nią żyć. Na pewno nie można popełniać tych samych błędów, które były udziałem poprzednich pokoleń. Nie wolno znów kierować się nienawiścią, ponieważ ona nie doprowadzi do niczego dobrego. Nie oznacza to jednak, że tamte tragiczne wydarzenia należy wymazać z pamięci i z kart historii. Trzeba o nich pamiętać, chociażby poprzez tworzenie mądrej literatury, nie tylko faktu, ale też beletrystyki historycznej. Jedną z takich właśnie książek jest debiutancka powieść Adriana Grzegorzewskiego. Na początku nakreśliłam genezę Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, która w momencie, gdy rozpoczyna się akcja powieści coraz bardziej przybiera na sile i tylko czeka odpowiedniego mementu, aby uderzyć na znienawidzonych Lachów.

Mamy zatem rok 1939. Do niewielkiej fikcyjnej wsi Bedryczany położonej niedaleko Drohobycza przyjeżdża młody Piotr Ochocki. Chłopak pochodzi z Warszawy, gdzie studiuje architekturę. Do Bedryczan udaje się jedynie na krótkie wakacje. Chce odwiedzić przyjaciółkę swojej nieżyjącej już matki – panią Marię Kosiecką – która po śmierci męża mieszka we wsi wraz z nastoletnią córką Martą. Niestety, napiętą atmosferę czuje się praktycznie na każdym kroku. Widać, że Ukraińcy do czegoś się przygotowują, choć mało kto mówi o tym głośno. Można śmiało rzec, że Bedryczany to swego rodzaju polsko-ukraińska wieś, gdzie sąsiad sąsiadowi wilkiem, pomimo że zdarzają się tutaj mieszane małżeństwa. Piotr Ochocki nie jest jednak niczego świadomy. Jest młody i cieszy się życiem. Nawet wisząca w powietrzu wojna z Trzecią Rzeszą nie spędza mu snu z powiek, ponieważ wierzy, że Polacy poradzą sobie z Niemcami i co najwyżej po kilku dniach walki nasze wojska pokonają Adolfa Hitlera (1889-1945).

Ratusz w Drohobyczu
Pocztówka pochodzi z 1939 roku.
autor nieznany
Piotr czuje się w Bedryczanach bardzo dobrze. Pani Maria dba o niego niczym o własnego syna, zaś Marta coraz częściej spogląda na przystojnego chłopaka z nadzieją, że ten zwróci na nią uwagę i nie będzie jej traktował jedynie jak zwykłą koleżankę. Dziewczyna wcale nie ukrywa, że przybysz z Warszawy bardzo jej się podoba i chętnie stałaby się dla niego kimś naprawdę ważnym. Jednakże Piotrowi nie w głowie romanse. On przyjechał do Bedryczan, aby wypocząć i poznać ludzi, wśród których wychowała się jego ukochana matka. Ponieważ wokół pełno jest Ukraińców, kwestią czasu staje się dla Piotra spotkanie ich na swojej drodze. Pewnego dnia do uszu chłopaka dociera piękny śpiew w języku ukraińskim, który słychać z miejscowej cerkwi. Okazuje się, że ten przepiękny głos należy do równie prześlicznej dziewczyny o imieniu Swieta. Niestety, dziewczyna jest Ukrainką, więc jedyne, co Piotr powinien w tej sytuacji zrobić, to natychmiast o niej zapomnieć. W dodatku ojciec Swiety stoi na czele miejscowych OUN-owców. Lecz to nie wszystko. Dziewczyna została już obiecana niejakiemu Jegorowi, który jest prawą ręką jej ojca i najchętniej już teraz wybiłby wszystkich Lachów, aby tylko Ukraina znów mogła być wolnym i niezależnym krajem. Z drugiej strony jest też Marta, która dowiedziawszy się o zauroczeniu Piotra Swietą, bardzo cierpi z tego powodu, bo zdążyła już oddać chłopakowi swoje nastoletnie serce.

W miarę upływu czasu i na skutek splotu różnych wydarzeń Piotr i Swieta wreszcie się spotykają. Okazuje się, że chłopak również nie jest obojętny Ukraince. Chociaż dziewczyna wie, co czeka ją i Piotra, kiedy stary Danyło dowie się prawdy o jej uczuciu do Polaka, to jednak nie potrafi nad nim zapanować. Swieta doskonale zdaje sobie też sprawę z tego, jak zareaguje Jegor na wieść, że ta zakochała się w Lachu. Miłość jest jednak silniejsza niż rozsądek i w końcu dziewczyna poddaje się uczuciu, nie bacząc na konsekwencje. Niestety, wybucha wojna, a Piotr musi wracać do Warszawy, gdzie zostawił ojca. Przed wyjazdem obiecuje ukochanej Ukraince, że nigdy o niej nie zapomni i któregoś dnia do niej wróci, pomimo że jego życie jest w niebezpieczeństwie. Przecież z jednej strony naraził się brutalnemu Ukraińcowi, „hańbiąc” jego narzeczoną, zaś z drugiej jest Polakiem, a to wystarczy, aby tamten przebił go bagnetem. Czy zatem Piotr Ochocki odważy się przyjechać jeszcze kiedyś do Bedryczan? Czy los okaże się łaskawy i będzie mu dane związać się ze Swietą na stałe? A może akurat w tym wypadku wybuch wojny będzie dla niego wybawieniem od śmierci z rąk Ukraińców? Co stanie się z Martą i jej matką, kiedy OUN-owcy poczują się na tyle pewnie, że sięgną po broń i ruszą na znienawidzonych Lachów?

Przyznam szczerze, że podziwiam Autora za odwagę, jaką pokazał przy podjęciu tematu, który od wielu lat do łatwych nie należy. W dobie poprawności politycznej naprawdę trudno jest pisać powieści historyczne, szczególnie jeśli ma się do czynienia z przedziałem historii, który wciąż wraca niczym bumerang. Trzeba więc wykazać się ogromnym poczuciem taktu, aby nikt nie poczuł się urażony. Adrian Grzegorzewski tak właśnie zrobił, pisząc Czas tęsknoty. W swojej książce nikogo nie oskarża, ani też nie opowiada się po żadnej ze stron, pomimo że w powieści nie brak emocji, brutalności i wzruszających scen, które na długo zapadają w pamięci czytelnika. Wyraźnie widać, że ocenę konfliktu ukraińsko-polskiego pozostawia czytelnikowi. W moim odczuciu niezwykle obiektywnie pokazuje każdą ze stron, nie pomijając tych Ukraińców, którzy ratowali Polaków od rzezi. Chociaż postacie występujące w książce w większości są fikcyjne, to jednak stanowią one przykład ludzi, którzy żyli wiele lat temu i musieli stawić czoło tamtym dramatycznym chwilom.


Cerkiew świętego Jura w Drohobyczu (1939)
Zabytek pochodzi z XV wieku. Zapewne w podobnej cerkwi śpiewała Swieta,
kiedy Piotr Ochocki usłyszał po raz pierwszy jej piękny głos.
autor nieznany


W Czasie tęsknoty Adrian Grzegorzewski nie skupia się jedynie na romansie Swiety i Piotra, lecz pokazuje relacje międzyludzkie, które zmieniają się w zależności od tego, w jakich okolicznościach przychodzi żyć poszczególnym bohaterom. Mamy zatem do czynienia ze zdradą, przeogromnym strachem, odrzuceniem z powodu narodowości, jak również pomocą w tragicznych momentach, z których wydawałoby się, że jedyną ucieczką jest śmierć. Akcja powieści rozgrywa się nie tylko na Kresach, ale też w Anglii i w Warszawie. Oczywiście wszystko to ma miejsce w czasie drugiej wojny światowej. Sięgając po powieść nie rozumiałam, dlaczego na okładce napisane jest, iż książka przeznaczona jest „dla wielbicieli serialu Czas honoru.” Zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy wraz z Piotrem Ochockim dotarłam do Anglii, a potem wróciłam do okupowanej Warszawy.

Moim zdaniem Czas tęsknoty to piękna wojenna opowieść o ludziach, którzy pomimo tragicznych wydarzeń nadal pragnęli normalnie żyć. Choć z dnia na dzień musieli diametralnie zmienić swoje życie i podejmować działania, o jakich nigdy nawet im się nie śniło, to jednak do końca zachowali swoją godność. Dotyka ich nie tylko dramat wojny, lecz także tragedie osobiste, które – być może – są znacznie trudniejsze do zaakceptowania, aniżeli te, które codziennie funduje im wróg i okupant, dlatego też tak bardzo ważne są prawdziwa przyjaźń i zaufanie do drugiego człowieka, a także świadomość, że któregoś dnia los może się odmienić i znów wszystko wróci do normy. Chcę również zwrócić uwagę, że każdy z bohaterów pojawiających się na kartach powieści jest niezwykle wyrazisty. Wszyscy oni mają szczególną rolę do odegrania w tej trudnej i krwawej sztuce.

Ponieważ nie wszystkie wątki zostały doprowadzone do końca, mam nadzieję, że pewnego dnia na rynku wydawniczym pojawi się druga część Czasu tęsknoty. Na chwilę obecną polecam powieść, która na mnie wywarła niesamowite wrażenie. W dodatku Autor zaskoczył mnie zakończeniem. Nie spodziewałam się, że cała ta historia skończy się w taki sposób, w jaki się zakończyła, dlatego liczę na to, że kiedyś pojawi się ciąg dalszy. Czas tęsknoty w każdym calu obala mit, że debiuty to książki rzekomo źle napisane i niedopracowane, ponieważ ich autorzy nie mają jeszcze doświadczenia w pisaniu. Jest to nieprawda, gdyż akurat ta powieść jest doskonała pod każdym względem, a jej bohaterowie tak bardzo realni, iż można odnieść wrażenie, że czas się cofnął, a oni żyją gdzieś obok nas.










sobota, 10 września 2016

Ałbena Grabowska – „Stulecie Winnych. Ci, którzy wierzyli” # 3















Wydawnictwo: ZWIERCIADŁO
Warszawa 2015






Można powiedzieć, że po raz pierwszy komunizm w Polsce pojawił się jeszcze podczas drugiej wojny światowej, a było to w momencie, gdy Armia Czerwona wkroczyła do Polski w 1944 roku. Z kolei na konferencjach w Jałcie (4-11 lutego 1945) i Poczdamie (17 lipca-2 sierpnia 1945) przywódcy Związku Sowieckiego, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii ustalili, że po zakończeniu wojny nasz kraj pozostanie pod wpływem reżimu Sowietów. Tak więc rozpoczęło się powolne i żmudne budowanie komunistycznego aparatu w Polsce. Powołano zatem Urząd Bezpieczeństwa (UB), który po zakończeniu okresu stalinowskiego zamieniono na Służbę Bezpieczeństwa (SB). Urząd ten zajmował się tropieniem oraz aresztowaniem politycznych przeciwników ustroju panującego w Polsce. Władza podporządkowała sobie administrację państwową i władze wojewódzkie. Rozpoczął się także proces wprowadzania systemu propagandowego komunizmu do szkół, natomiast wobec zbuntowanych nauczycieli stosowano represje. Władza państwowa podlegała ścisłym rozkazom Związku Radzieckiego, zaś polski rząd wprowadził gospodarkę monopolistyczną, jak również upaństwowił ją, podporządkowując w całości partii.

Struktura państwa polskiego na wzór tej, jaka obowiązywała w Związku Radzieckim, była planem Józefa Stalina (1878-1953), który opracował go jeszcze na długo przed zakończeniem wojny. Zachodnie mocarstwa, takie jak Wielka Brytania czy Francja, przeżywały wówczas niesamowity wzrost gospodarczy, podczas gdy Polska znajdowała się w sidłach komunistycznych i coraz bardziej pogrążała się w ubóstwie i kryzysie. W dniu 13 czerwca 1946 roku wprowadzono karę śmierci dla tych, którzy odważą się występować przeciwko władzy komunistycznej. W Polsce rozpoczęła się zatem nagonka na działaczy niepodległościowych i wolnościowych, a wszelki opór z ich strony został zdławiony siłą.

Stanisław Mikołajczyk
autor nieznany
źródło: Gazeta Ludowa (1946)
Dnia 22 września 1946 roku do życia powołano Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Rozpoczęła się także inwigilacja oraz indoktrynacja środowisk akademickich i tych o charakterze patriotycznym. Zaczęły się prześladowania członków Polskiego Stronnictwa Ludowego. Przeprowadzono również referendum, którego wyniki i tak sfałszowano. Do publicznej wiadomości podano bowiem, że Polacy popierają działania komunistów, co oczywiście było kłamstwem, które sprytnie wpajano społeczeństwu. Wybory z 19 stycznia 1947 roku okazały się natomiast jedną wielką farsą, zaś ich wynik z góry był znany. W rzeczywistości wygrałby przywódcza Polskiego Stronnictwa Ludowego Stanisław Mikołajczyk (1901-1966), lecz tak zafałszowano wyniki wyborów, że ponad osiemdziesiąt procent wyborców „poparło” partię komunistyczną. Tak więc powołano nowy rząd, a na jego czele stanął Józef Cyrankiewicz (1911-1989), który był działaczem partii socjalistycznej. Józef Cyrankiewicz otwarcie popierał komunistyczne rozwiązania w stosunku do naszego kraju. W tej sytuacji Stanisław Mikołajczyk potajemnie uciekł z Polski.

Powojenna Polska znajdowała się pod ścisłą kontrolą Związku Radzieckiego. W takiej sytuacji Józefowi Stalinowi udało się stworzyć w naszym kraju własny podległy mu rząd, na którego czele stali Bolesław Bierut (1892-1956) i Edward Osóbka-Morawski (1909-1997), a później Władysław Gomułka (1905-1982). Utworzono więc Rząd Tymczasowy, zaś rząd na emigracji utracił swoje wpływy w Polsce. Od tego momentu rozpoczęła się ostra sowietyzacja Polski, natomiast polscy komuniści wspólnie z Sowietami przystąpili do budowy komunistycznego aparatu w naszym kraju. W związku z tym dochodziło do masowych aresztowań żołnierzy Armii Krajowej. Wtedy też odbył się tak zwany proces szesnastu, czyli pokazowy proces przywódców Polskiego Państwa Podziemnego przeprowadzony w dniach 17-21 czerwca 1945 roku. To właśnie w konsekwencji tych działań wspomniany wyżej Stanisław Mikołajczyk dwa lata później musiał opuścić Polskę.

Komunizm narzucony Polakom siłą po zakończeniu drugiej wojny światowej nie spotkał się bynajmniej z zadowoleniem polskiego społeczeństwa. Pierwsze oznaki buntu pojawiły się w 1956 roku, a potem w roku 1968, lecz dopiero w 1989 roku oficjalnie uznano, że Polacy nie zgadzają się na komunistyczny reżim. W dniach 28-30 czerwca 1956 roku miał miejsce tak zwany Poznański Czerwiec. Uliczne demonstracje zostały jednak krwawo stłumione przez wojsko i milicję. Natomiast od 8 do 23 marca 1968 roku demonstrowali studenci między innymi w Warszawie, Gdańsku, Krakowie, Radomiu, Poznaniu i Łodzi. Wtedy również do akcji wkroczyła milicja, niezwykle brutalnie obchodząc się z protestującymi młodymi ludźmi. Do powszechnego społecznego niezadowolenia przyczyniły się bieda, ubóstwo oraz kryzys gospodarczy, za co oczywiście odpowiedzialny był ówczesny ustrój komunistyczny. Brak podstawowych środków do życia, niedobory żywnościowe, jak również fatalny stan polskiej gospodarki zmusiły Polaków do zastanowienia się nad systemem rządów w kraju. Trzeba pamiętać, że przez te wszystkie lata komunizm w Polsce zbierał bardzo krwawe żniwo w ludziach, zaś prawdziwa odwilż w relacjach pomiędzy rządem a opozycją nastąpiła dopiero w 1989 roku. Z kolei w latach 90. XX wieku udało się Polakom nie tyle zapomnieć o komunizmie, co uwierzyć, że można żyć inaczej. Rozpoczął się bowiem żmudny proces budowy demokratycznej Polski.


Poznański Czerwiec 1956
Manifestacja na ulicy Armii Czerwonej (obecnie Świętego Marcina).
autor nieznany


Powyższe nakreślenie powojennej sytuacji Polski stanowi, jak gdyby pomost łączący tło historyczne drugiego i trzeciego tomu Stulecia Winnych. Poprzednią część Ałbena Grabowska zakończyła niezwykle dramatycznym wydarzeniem, a mianowicie buntem studentów z marca 1968 roku, o czym wspomniałam wyżej. Przez zupełny przypadek jedna z bohaterek stała się ofiarą tamtych demonstracji i tak naprawdę nie wiadomo było, jak dalej potoczą się jej losy. Czy przeżyje? Czy będzie jeszcze mogła normalnie funkcjonować i wykonywać swój zawód? Czy kiedykolwiek wybaczy swojej matce, że ją oszukała i pozwoliła jej żyć przez długie lata w nieświadomości?

Tym razem Autorka przenosi czytelnika do roku 1971, kiedy na świat przychodzą kolejne bliźniaczki z rodziny Winnych. Otóż Maria Bartosiewicz, która po dramatycznym zniknięciu męża w dniu wybuchu drugiej wojny światowej, zdążyła już wyjść po raz kolejny za mąż, oczekuje właśnie nardzin swoich wnuczek. Jej córka Basia przebywa w szpitalu i rodzi dwie dziewczynki. Poród nie należy do łatwych, więc strach czuje nie tylko położnica, ale także jej siostra bliźniaczka – Katarzyna. Wszyscy nadal pamiętają, że przecież w czerwcu 1914 roku po trudnym porodzie zmarła żona Stanisława Winnego – Katarzyna – wydając na świat również bliźniaczki, którym nadano imiona Mania i Ania. Tak więc Kasia wykorzystuje swoją pozycję sławnej aktorki i robi, co w jej mocy, aby należycie zaopiekowano się Basią. Na szczęście wszystko dobrze się kończy i na świecie pojawiają się dwie dziewczynki – Urszula i Julia, na które w domu czeka już starszy brat Karol.

Jak wiadomo, w Polsce panuje głęboka komuna i nie żyje się najlepiej. W kraju u sterów władzy stoi Edward Gierek (1913-2001), i choć Autorka w ogóle o nim nie wspomina, to jednak czytelnik powinien wiedzieć, że cała dekada lat 70. XX wieku nazwana została właśnie Dekadą Gierka, którego polityka dążyła głównie do tego, aby społeczeństwo odczuło poprawę jakości życia. Rozpoczęto zatem odbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie zniszczonego podczas wojny. Głoszono też hasła typu: aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Zaczęto realizować program odnoszący się do wzrostu poziomu życia Polaków poprzez otwarcie granic z NRD i Czechosłowacją. Tworzono nowe miejsca pracy, półki w sklepach uginały się od wszelkiego rodzaju towarów, prowadzono aktywną politykę zagraniczną na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych czy też podczas Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE). Szczególnie w telewizji ruszyła machina propagandowa dotycząca gospodarczych sukcesów Polski. Z kolei w połowie lat 70. XX wieku wprowadzono zmiany do ówczesnej Konstytucji mówiące o tym, że PRL jest państwem socjalistycznym. Był tam też zapis dotyczący przewodniej roli PZPR, jak również przyjaźni ze Związkiem Radzieckim. Poprawie uległy także relacje pomiędzy państwem a Kościołem, czego przejawem było wydawanie pozwoleń na budowę miejsc religijnego kultu. Dopuszczono nowy podział administracji kościelnej oraz wydano pozwolenie na wizytę papieża Jana Pawła II (1920-2005) w Polsce w 1979 roku.


Tak wyglądały sklepy w Dekadzie Gierka (1973)
źródło


Niestety, pod koniec lat 70. XX wieku ten „gospodarczy sukces” zaczynał powoli chylić się ku upadkowi, bo przecież ileż można było żyć „na kredyt”, jaki zafundował Polsce Edward Gierek. Tak więc w czerwcu 1976 roku wprowadzono kartki na zakup cukru, a władze ogłosiły podwyżki cen, zaś jeszcze do niedawna pełne półki sklepowe teraz świeciły pustkami. Pod sklepami zaczęły ustawiać się gigantyczne kolejki, a w Radomiu, warszawskim Ursusie i Płocku miały miejsce strajki, które zostały spacyfikowane przez oddziały Milicji Obywatelskiej i Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej (ZOMO). Powszechne stały się represje zwane ścieżkami zdrowia, które stosowano wobec opozycji, a które były swego rodzaju formą tortur.

Skupmy się jednak na potomkach Bronisławy i Antoniego Winnych. Na kartach trzeciego tomu trylogii czytelnik towarzyszy im bowiem aż do czasów nam współczesnych, czyli do 2014 roku. Tak więc możemy obserwować, jak na przestrzeni dziesięcioleci zmieniała się Polska i w jaki sposób odradzała się w naszym kraju demokracja. Autorka pokazuje dwa różne światy. Z jednej strony mamy rodzinę naszych głównych bohaterów, której – pomimo kryzysu i naprawdę ciężkich czasów – nie żyje się wcale aż tak źle. Z drugiej strony natomiast jest rodzina Wiśniewskich, gdzie bieda wystaje z każdego kąta. Te dwie familie zwiążą się ze sobą na długie lata, choć jeszcze o tym nie wiedzą. Przyjdzie im zmierzyć się z problemami, które dla niektórych mogą wydawać się nie do przeskoczenia. Czytelnik będzie więc świadkiem dramatycznych zdarzeń, w których nie zabraknie przemocy, brutalności i krwi. Oczami wyobraźni będzie widział, jak w nowej, wolnej Polsce rodzi się mafia pruszkowska, a niektórzy bohaterowie nie potrafią poradzić sobie z zaistniałą rzeczywistością. Szczególnie starszemu pokoleniu nie będzie łatwo przestawić się na inne tory, niż te, którymi podążało przez lata komunizmu.

Od momentu omawiania pierwszego tomu Stulecia Winnych podkreślam, że Ałbena Grabowska wpadła na doskonały pomysł stworzenia sagi rodzinnej. Do tego doszła jeszcze bardzo dobra kreacja bohaterów, co zrobiło na mnie naprawdę bardzo pozytywne wrażenie. W dodatku Autorka posiada lekkie pióro, dzięki czemu książki czyta się z przyjemnością. Dlatego nie potrafię zrozumieć jednej rzeczy. Otóż za nic nie umiem pojąć, dlaczego przy tym wszystkim Ałbena Grabowska popełnia tak wiele błędów merytorycznych? Czy faktycznie zabrakło czasu na przeprowadzenie rzetelnych badań przed przystąpieniem do pisania? Gdzie byli redaktor i korektor, że tego wszystkiego nie zauważyli? Zwracałam na to uwagę przy poprzednich tomach. Myślałam, że skoro ten trzeci dotyka rzeczywistości, która jest znana większości z nas, to tym razem błędów nie będzie. Niestety, myliłam się. Pomimo że Autorka nie zapomniała o ważnych wydarzeniach, które są swego rodzaju wizytówką lat polskiego komunizmu, to jednak tak bardzo je wymieszała, że praktycznie przychodzi taki moment, kiedy czytelnik zastanawia się, jak było naprawdę, pomimo że doskonale zna ten fragment polskiej historii, ponieważ na ten okres przypadał czas jego narodzin, a potem dorastania. Autorom beletrystyki historycznej zazwyczaj wolno więcej, aniżeli tym, którzy zajmują się literaturą faktu. Wiem, że czasami dla potrzeb powieści przenoszą oni jakieś wydarzenie w czasie, lecz informują o tym czytelnika. Natomiast w tym przypadku nie ma na ten temat nawet zdania, a poza tym uważam, że linia fabularna jest tak skonstruowana, iż nie ma potrzeby bawienia się w tego rodzaju „przenosiny”.

Podobnie jak w przypadku poprzednich tomów, tutaj również Autorka na początku każdego rozdziału umieszcza rok, do którego odnoszą się poszczególne wydarzenia z życia bohaterów. Zastanawiam się jednak w jakim celu to robi, skoro pojawiają się zdarzenia, które nijak mają się do roku, w którym rzekomo miały miejsce. Pisząc tę trylogię Ałbena Grabowska miała zapewne na uwadze, aby jak najlepiej ukazać czytelnikowi klimat poszczególnych epok historycznych. Niestety, odnoszę wrażenie, że tworzenie wspomnianej atmosfery odbywało się na zasadzie „dzwoni, ale nie wiadomo w którym kościele”. Chyba najbardziej zaskoczyło mnie to, że Ałbena Grabowska umieszcza w roku 1984 zarówno wybuch reaktora w elektrowni atomowej w Czarnobylu, jak i zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki (1847-1984). Podczas gdy drugie ze zdarzeń faktycznie miało miejsce w 1984 roku (19 października), to katastrofa w Czarnobylu na Ukrainie (niegdyś Związek Radziecki) nastąpiła 26 kwietnia 1986 roku, czyli prawie dwa lata po zamordowaniu księdza Popiełuszki! Natomiast z fabuły trzeciego tomu wyraźnie wynika, że wybuch reaktora w elektrowni w Czarnobylu miał miejsce wcześniej, aniżeli śmierć Popiełuszki! Do dziś pamiętam wstrętny smak płynu Lugola, którym „częstowano” dzieci, aby w ten sposób rzekomo uchronić organizm przed szkodliwymi skutkami radioaktywnymi, co oczywiście nie miało już większego znaczenia, ponieważ dzieciakom podawano ten płyn kilka dni po wybuchu reaktora. W związku z tym wiem dokładnie, kiedy katastrofa miała miejsce, bo ją przeżyłam!


Elektrownia Jądrowa w Czarnobylu (reaktory 3 & 4)
Zdjęcie na licencji Creative Commons.
źródło


Na kartach trzeciego tomu dość często pojawiają się również różnego rodzaju programy telewizyjne, które mogliśmy oglądać w latach, kiedy rozgrywa się akcja powieści, szczególnie chodzi o lata 90. XX wieku. I tak na przykład bohaterowie książki już w 1989 roku mogą z zapartym tchem śledzić losy rodziny Carringtonów w popularnej amerykańskiej operze mydlanej zatytułowanej Dynastia, podczas gdy w Polsce pierwszy odcinek tego serialu pokazano dopiero 2 lipca 1990 roku! Podobnie rzecz przedstawia się w przypadku znanego teleturnieju Koło Fortuny. Nasi bohaterowie wlepiają oczy w ekrany telewizorów, kibicując uczestnikom zabawy i podziwiając urodę Magdy Masny również w 1989 roku, kiedy tak naprawdę pierwszy raz Koło Fortuny pojawiło się na antenie programu drugiego TVP dokładnie 2 października 1992 roku! Autorka cytuje też teksty z ówczesnych reklam telewizyjnych, co także ma na celu przybliżenie czytelnikowi klimatu tamtej epoki. Tego jest tak dużo, że w pewnym momencie pomyślałam sobie nawet, że na okładce książki powinna znaleźć się informacja, iż: „książka zawiera lokowanie produktu”.

Niestety, to jeszcze nie wszystko. Na przykład o odwilży w relacjach pomiędzy rządem a opozycją bohaterowie trzeciego tomu Stulecia Winnych rozmawiają w 1987 roku, gdy tak naprawdę dopiero w połowie sierpnia 1988 roku zaczęto przymierzać się do obrad Okrągłego Stołu, które ostatecznie miały miejsce w dniach od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 roku. Z fabuły powieści wynika również, że Lech Wałęsa został prezydentem Polski w 1992 roku, co jest nieprawdą, ponieważ urząd ten zaczął pełnić dużo wcześniej, bo od 22 grudnia 1990 roku. Z kolei popularni w czasach PRL-u cinkciarze zniknęli spod sklepów PEWEX czy BALTONA już w 1989 roku, a stało się tak na skutek wprowadzenia w Polsce nowego prawa dewizowego (15 marca 1989), na mocy którego zalegalizowano prywatny obrót obcymi walutami w kantorach walutowych. Natomiast na kartach książki cinkciarzy spotykamy jeszcze w 1995 roku!

Upadek Muru Berlińskiego
(listopad 1989)

Zdjęcie na licencji Creative Commons.
autor: Raphaël Thiémard
źródło
Ałbena Grabowska podaje też dokładną datę upadku Muru Berlińskiego, i nie jest to bynajmniej noc z 9 na 10 listopada 1989 roku, lecz czerwiec 1989 roku. Czerwiec był jedynie przymiarką do połączenia Niemiec. Dokładnie 4 czerwca 1989 roku, kiedy w Polsce odbywały się pierwsze częściowo wolne wybory, ulicami Berlina przeszła pierwsza legalna manifestacja opozycji, w której udział wzięło około miliona ludzi. Ale to dopiero w listopadzie niemieckie władze zdecydowały się na otwarcie granicy z RFN, co przyjęto niezwykle entuzjastycznie i wtedy też doszło do spontanicznego wyburzenia Muru Berlińskiego, a to w konsekwencji doprowadziło do zjednoczenia Niemiec.

W książce pojawiają się także wpadki językowe, jak „podnóże Tamizy”, nazwanie córki brata „siostrzenicą”, „koło 22:00” zamiast „około 22:00”, czy pomylenie imienia jednej z bohaterek drugiego planu. Na końcu książki czytelnik może odnaleźć drzewo genealogiczne rodziny Winnych, które oczywiście jest niezwykle pomocne, gdyż w powieści pojawia się tak wiele postaci, że w końcu możemy pogubić się przy zrozumieniu, jakiego rodzaju więzi rodzinne łączą tych ludzi. Niemniej, w drzewie genealogicznym znajdują się również informacje, które nie odpowiadają temu, co dzieje się w fabule. Na kartach książki jedna z bohaterek umiera w 1979 roku, podczas gdy w drzewie widnieje rok 1982. Nie ma też męża Katarzyny Bartosiewicz – Juliana Czerwca, który w powieści odegrał naprawdę bardzo ważną rolę.

Przyznam szczerze, że nie pamiętam, abym kiedykolwiek wcześniej tak bardzo gubiła się przy czytaniu książki, jak miało to miejsce w przypadku Stulecia Winnych. Pomimo zagłębiania się w naprawdę świetną linię fabularną, nie można nie zauważyć tych wszystkich błędów merytorycznych, które w mojej opinii bardzo zaniżają wartość trylogii. Jestem jednak skłonna przyznać, że trzeci tom podobał mi się najbardziej. Możliwe, że stało się tak dlatego, iż ta książka jest mi najbliższa pod względem czasu, w jakim rozgrywa się jej akcja. Bardzo wzruszył mnie opis stanu wojennego. Nie dość, że sam dzień jego ogłoszenia był tragiczny, to jeszcze Autorka dorzuca do tego dramatyczne wydarzenie, które dotyczy bohaterów osobiście. Działalność niektórych osób w opozycji również wzrusza i przypomina wiele zdarzeń, o których niegdyś słyszałam z opowiadań ludzi, których znam, a którzy aktywnie walczyli o wolność Polski. Jest mi bardzo trudno jednoznacznie ocenić tę trylogię. Gdyby nie tak wiele błędów merytorycznych, byłyby to książki doskonałe pod każdym względem. Z jednej strony interesujące pod kątem historycznym, a z drugiej wciągające poprzez swoją fabułę i kreację bohaterów, a także lekkie pióro Autorki.

Na pewno nie skreślam Ałbeny Grabowskiej jako autorki książek i możliwe, że jeszcze kiedyś sięgnę po którąś z jej powieści. Mam jednak nadzieję, że w przyszłości nie trafię już na książkę tak źle napisaną pod względem merytorycznym, jak ma to miejsce w przypadku Stulecia Winnych. W pisaniu nie chodzi bowiem o to, żeby pisać powieści na akord, ponieważ wtedy dochodzi do zaniedbań strony technicznej i nie można liczyć na to, że czytelnicy tego nie zauważą. Dociekliwy czytelnik, który jeszcze w dodatku posiada określoną wiedzę na tematy poruszane w książkach, na pewno dostrzeże te wszystkie niedociągnięcia. Niektórzy oburzają się, że literatura kobieca jest niedoceniana i traktowana po macoszemu, a niekiedy nawet wyśmiewana. Dostając jednak do ręki książkę z tak rażącymi błędami merytorycznymi, nie można traktować tego rodzaju literatury poważnie. Tak więc kończąc, mogę jedynie zasugerować, że Stulecie Winnych to trylogia dla tych czytelników, którzy sięgają po książki tylko dla samego czytania, natomiast nie są zbyt dociekliwi i nie zagłębiają się w stronę merytoryczną powieści.