W zbiorowej pamięci o nowożytnej Anglii dominuje jedna, niezwykle trwała
karykatura: wizerunek Marii I Tudor, zasiadającej na tronie w latach 1553-1558.
Przedstawia się ją jako ogarniętą obsesją fanatyczkę pod silnymi wpływami
hiszpańskimi, której krótkie rządy kojarzą się wyłącznie z dymem płonących w
Smithfield stosów i cierpieniem protestanckich męczenników. Przez ponad cztery
stulecia przydomek „Krwawa Maria” przylgnął do jej postaci z siłą, jakiej nie
doświadczył niemal żaden inny angielski monarcha. Zadaniem współczesnego
badacza przeszłości jest jednak przebicie się przez warstwy narodowych mitów,
wyznaniowej propagandy i tradycyjnej, wigowskiej historiografii, aby ocenić, na
ile ta surowa etykieta oddaje rzeczywisty charakter jej rządów. Gdy poddamy te
pięć lat rygorystycznej analizie porównawczej i osadzimy je w realiach epoki,
ukaże nam się o wiele bardziej skomplikowany obraz. Spojrzenie na Marię Tudor
nie jak na czarny charakter z bajki, ale jak na XVI-wieczną władczynię, wymaga
zrozumienia ideowych podstaw ówczesnych procesów o herezję, kryzysów
politycznych u progu jej panowania, a także katastrof społeczno-gospodarczych,
z którymi mierzyła się jej administracja. Kluczowe jest również zestawienie
skali państwowej przemocy w Anglii z tym, co działo się w tamtym czasie na
kontynencie europejskim, oraz przeanalizowanie, jak pośmiertnie budowano jej
czarną legendę za pomocą protestanckiej polemiki. Prześladowania z czasów
mariańskich nie były wybrykiem krwiożerczego tyrana, lecz standardową,
usankcjonowaną prawnie i głęboko teologiczną próbą ratowania duchowej oraz
politycznej jedności państwa. Ostatecznie jej zła sława nie wynika z
niespotykanej dotąd fali okrucieństwa, lecz z faktu, że nie zdołała ona
zabezpieczyć ciągłości swojej dynastii, przez co opowiedzenie historii jej
rządów przejęli triumfujący, protestanccy następcy.
 |
Maria I Tudor (1554) autor: Antonis Mor |
Chcąc pojąć motywacje Marii, musimy najpierw odrzucić współczesne,
sekularne myślenie o tolerancji religijnej i spróbować odtworzyć mentalność
XVI-wiecznego władcy. Dla Marii Tudor, dorastającej w cieniu upokorzenia swojej
matki, Katarzyny Aragońskiej, oraz radykalnego zerwania jej ojca, Henryka VIII,
z Rzymem, reformy religijne z czasów jej brata Edwarda VI (1547-1553) nie były
zwykłymi błędami politycznymi. Widziała w nich głęboką, duchową zarazę. W
nowożytnym świecie herezja nie stanowiła prywatnej sprawy sumienia ani
nieszkodliwej odmienności poglądów. Postrzegano ją jako wysoce zaraźliwą
chorobę niszczącą dusze, która zagrażała całemu społeczeństwu i mogła ściągnąć
na kraj gniew Boży w postaci epidemii, głodu czy obcego najazdu. Jako
chrześcijańska władczyni, Maria wierzyła, że spoczywa na niej nadany przez
Boga, wręcz matczyny obowiązek chronienia poddanych przed wiecznym potępieniem.
Pozwolenie na szerzenie się herezji uważała za najwyższy przejaw monarszego
zaniedbania. Gdy w lipcu 1553 roku zasiadła na tronie, wychodząc obronną ręką z
próby zamachu stanu podjętej przez Jana Dudleya, księcia Northumberland, który
próbował osadzić na jej miejscu lady Joannę Grey, to cudowne, bezkrwawe
zwycięstwo odczytała jako jednoznaczny znak boskiej przychylności. Była
przekonana, że Stwórca ocalił ją w konkretnym, świętym celu: miała przywrócić w
Anglii prawdziwą wiarę katolicką i pojednać królestwo ze Stolicą Apostolską. Ta
głęboka troska o zbawienie poddanych sprawiła, że ściganie heretyków traktowano
nie jako akt okrutnej zemsty, lecz jako bolesną, lecz niezbędną operację
chirurgiczną – odcięcie zajętej gangreną kończyny, zanim doprowadzi ona do
śmierci całego organizmu.
Teologiczne dążenie zyskało swój wymiar prawny poprzez przywrócenie
średniowiecznych przepisów dotyczących zwalczania herezji. W grudniu 1554 roku
angielski parlament – który wcale nie był bezwolnym narzędziem w rękach władzy,
lecz ciałem głęboko zatroskanym o zachowanie dóbr po byłych klasztorach oraz
lokalnych wpływów – zgodził się na przywrócenie trzech dawnych statutów, w tym
aktu De haeretico comburendo z 1401
roku oraz jego wcześniejszych wersji z lat 1382 i 1414. Zgodnie z tymi
regulacjami herezja stała się przestępstwem zagrożonym karą śmierci przez
spalenie na stosie. Ta konkretna forma egzekucji niosła ze sobą głęboki ładunek
symboliczny i w wyobrażeniach ludzi epoki nowożytnej miała charakter
oczyszczający. Ogień miał naśladować płomienie piekielne, dając skazańcom
ostatnią, przerażającą zapowiedź ich wiecznego losu. Liczono, że w obliczu
takiego strachu w ostatnim momencie wyrzekną się błędu i uratują swoje dusze.
Dodatkowo spalenie uniemożliwiało pozostawienie jakichkolwiek doczesnych
szczątków, co chroniło przed sytuacją, w której ciało heretyka stałoby się
obiektem kultu i zabobonnej czci ze strony jego zwolenników. Kiedy w lutym 1555
roku ruszyły egzekucje – zapoczątkowane spaleniem tłumacza Biblii, Jana Rogersa
– odbywały się one z zachowaniem wszelkich procedur prawnych. Nadzór nad nimi
sprawowały sądy kościelne, a same wyroki wykonywały lokalne władze świeckie.
Maria nie wymyśliła tych praw ani nie omijała tradycji sądowniczej królestwa,
by likwidować swoich wrogów. Wykorzystała po prostu tradycyjny aparat ucisku
państwowego, z którego wcześniej korzystali zarówno jej średniowieczni
przodkowie, jak i jej własny ojciec, działając w ramach powszechnie
akceptowanego wówczas systemu sprawiedliwości.
 |
Ilustracja przedstawiająca egzekucję Jana Rogersa w Smithfield w Londynie. autor nieznany źródło: Jan Foxe, Księga męczenników |
Wprowadzenie tej kampanii w życie nie było kaprysem samotnej, szalonej
królowej działającej w politycznej próżni, lecz efektem współpracy jej
kluczowych doradców oraz terenowych urzędników. To właśnie tutaj ujawnia się
wyraźny rozdźwięk między osobistymi intencjami Marii a urzędniczą
rzeczywistością. Najbliżsi współpracownicy monarchini, tacy jak lord kanclerz i
zarazem biskup Winchesteru Stefan Gardiner czy kardynał Reginald Pole – legat
papieski, który przybył na wyspy pod koniec 1554 roku – odgrywali kluczową rolę
w nadawaniu kierunku tej polityce. Gardiner początkowo stał na stanowisku, że
kilka pokazowych egzekucji czołowych przywódców protestanckich skutecznie
zastraszy pozostałych dysydentów i zmusi ich do uległości. Założenie to okazało
się jednak kardynalnym błędem. Kiedy uśmiercenie takich postaci jak Rogers,
biskup Gloucester Jan Hooper czy zgładzeni w październiku 1555 roku Hugh
Latimer i Nicholas Ridley nie stłumiło oporu, reżim wpadł w pułapkę logiki
eskalacji. Wstrzymanie egzekucji oznaczałoby przyznanie się do porażki i
usankcjonowanie buntu heretyków. W rezultacie machina prześladowań toczyła się
dalej, napędzana nie przez wyjątkowe okrucieństwo samej Marii, ale przez
systemowe wymogi nowożytnego państwa, które za wszelką cenę dążyło do
zaprowadzenia jednomyślności religijnej. Londyński biskup Edmund Bonner, z
powodu swojej roli w licznych procesach okrzyknięty w historii „Krwawym
Bonnerem”, w rzeczywistości poświęcał mnóstwo czasu na próby nakłonienia
oskarżonych do zmiany zdania. Wielokrotnie dawał im szansę na podpisanie
deklaracji lojalności, co ratowało im życie. Dokumenty sądów kościelnych jasno
pokazują, że władze wolały skruchę od egzekucji – żywy, nawrócony katolik był
dla celów kontrreformacji bez porównania cenniejszy niż martwy, protestancki
męczennik.
Geograficzne rozmieszczenie oraz struktura społeczna ofiar również
rzucają światło na skomplikowaną dynamikę ówczesnych wydarzeń. Spośród około
284 osób spalonych za herezję w czasie rządów Marii, zdecydowana większość
straciła życie w południowo-wschodniej Anglii, zwłaszcza w Londynie, Essex,
Kencie oraz Anglii Wschodniej. Taka koncentracja nie była dziełem przypadku.
Obszary te były najbardziej wystawione na napływ protestanckiej literatury z
kontynentu, rozwijał się tam żywy handel i działało radykalne kaznodziejstwo, a
ponadto regiony te znajdowały się najbliżej centrum władzy państwowej. Dla
kontrastu, na północy i zachodzie kraju, gdzie dominowało tradycyjne,
konserwatywne podejście do wiary, egzekucje prawie w ogóle nie miały miejsca. Z
czasem zmianie uległ także profil społeczny skazańców. O ile pierwszymi
ofiarami stawali się prominentni duchowni, teolodzy i biskupi – czego
kulminacją było głośne spalenie byłego arcybiskupa Canterbury, Tomasza
Cranmera, w marcu 1556 roku – o tyle później na stosach ginęli głównie prości
ludzie: tkacze, postrzygacze sukna, murarze czy robotnicy rolni. Wielu z nich
wyznawało skrajne poglądy sakramentariańskie, które z równie wielką surowością
byłyby ścigane przez jakikolwiek reżim protestancki. Fakt, że ginęły osoby z
marginesu społecznego, sugeruje, że akcja prześladowcza wymknęła się spod
kontroli rządu centralnego. Zaczęły nią sterować lokalne animozje, nadgorliwość
terenowych sędziów oraz bezwład samego aparatu sądowniczego.
 |
Męczeńska śmierć na stosie Hugh Latimera i Nicholasa Ridleya autor nieznany źródło: Jan Foxe, Księga męczenników
|
Aby uczciwie ocenić, czy Maria rzeczywiście zapracowała na swój złowrogi
przydomek, należy zestawić jej bilans z dokonaniami innych przedstawicieli
dynastii Tudorów. Tradycja wigowska przez wieki przedstawiała jej rządy jako
wyjątkowo brutalny, pełen przemocy epizod, który rzekomo zakłócił marsz Anglii
ku postępowi. Kontrastowano ją drastycznie z jej ojcem, Henrykiem VIII, oraz
siostrą, Elżbietą I. Niemniej jednak analiza liczb dotyczących przemocy
państwowej w tamtym okresie ukazuje zupełnie inną rzeczywistość. Trwające
trzydzieści osiem lat panowanie Henryka VIII (1509-1547) cechowało się poziomem
terroru sądowniczego, przy którym pięcioletni bilans Marii wydaje się skromny.
Choć historycy szacują, że za same odstępstwa od wiary zginęło pod rządami
Henryka od kilkudziesięciu do kilkuset osób, to wykorzystanie przez niego praw
o zdradzie stanu do narzucenia zwierzchnictwa nad Kościołem przyniosło tysiące
straceń. Likwidacja klasztorów oraz krwawe stłumienie Pielgrzymki Łaski w 1536
roku zaowocowały brutalną śmiercią setek buntowników, mnichów i opatów, często
bez jakichkolwiek formalnych procesów. Henryk bez wahania słał na szafot
najwybitniejsze umysły swojej epoki, w tym sir Tomasza Morusa i biskupa Jana
Fishera, a także własne żony i najbliższych ministrów. Z kolei za rządów brata
Marii, Edwarda VI, reakcja państwa na rebelię zachodnią oraz powstanie Ketta w
1549 roku doprowadziła do rzezi nawet dziesięciu tysięcy poddanych z rąk wojsk
najemnych. Ta militarna pacyfikacja okazała się bez porównania bardziej krwawa
niż jakiekolwiek procesy sądowe.
Podobnie rzecz się miała z następczynią Marii, Elżbietą I (1558-1603),
której rządy również dalekie były od bezkrwawych. Choć Elżbieta zasłynęła
deklaracją, że nie zamierza „czynić okien w ludzkich duszach”, jej aparat
władzy skazał na śmierć ponad 180 katolików – w większości kapłanów oraz ludzi,
którzy dawali im schronienie. Wykorzystano do tego nowo stworzone przepisy o
zdradzie. Ofiar tych nie palono na stosach; zamiast tego poddawano je znacznie
bardziej wycieńczającej i upokarzającej procedurze powieszenia, wyproszenia wnętrzności i ćwiartowania, często wykonywanej przy pełnej świadomości skazańca. Co
więcej, po stłumieniu buntu na północy w 1569 roku, Elżbieta nakazała stracenie
w trybie sądu wojennego od 600 do 800 zwykłych powstańców. Ta fala odwetowa
miała zatrważające rozmiary i dalece wykraczała poza ramy procedur prawnych
stosowanych przez Marię. Jeśli zatem Marię etykietuje się jako „krwawą” z
powodu uśmiercenia blisko trzystu dysydentów religijnych, konsekwencja wymaga,
by na Henryka VIII i Elżbietę I spojrzeć przez równie szkarłatny pryzmat.
Główna różnica nie tkwiła w moralnej ocenie stosowanej przemocy, lecz w jej
prawnym i politycznym uzasadnieniu. Maria sądziła poddanych za herezję – zbrodnię
wymierzoną w duszę, rozpatrywaną przez trybunały kościelne. Elżbieta natomiast
karała ich za zdradę stanu, czyli przestępstwo polityczne, podlegające sądom
świeckim. Przedstawiając ofiary religijne jako politycznych zdrajców, Elżbieta
z powodzeniem zabezpieczyła swój wizerunek przed zarzutem prześladowań
wyznaniowych. Był to triumf wizerunkowy, jakiego Maria, ze swoim
bezkompromisowym przywiązaniem do tradycyjnej teologii katolickiej, nigdy nie
zdołała osiągnąć.
 |
Kardynał Reginald Pole - jeden z najbliższych współpracowników Marii I Tudor, który miał znaczący wpływ na prowadzoną przez nią politykę (ok. 1549) autor: ktoś z pracowni Sebastiano del Piombo po śmierci artysty |
Gdy rozszerzymy perspektywę na kontynent europejski połowy XVI wieku,
działania Marii jawią się jako wręcz umiarkowane na tle metod ówczesnej
dyplomacji i rządów. Była to era europejskich wojen religijnych, okres
konsolidacji państw i niespotykanej wcześniej fali przemocy na tle wyznaniowym.
W Niderlandach Hiszpańskich, rządzonych przez teścia Marii, cesarza Karola V, a
później przez jej męża, Filipa II, edykty przeciwko innowiercom doprowadziły do
egzekucji tysięcy protestantów – szacunki mówią o liczbach od kilku do nawet
kilkudziesięciu tysięcy ofiar, i to na długo przed wybuchem rewolucji
holenderskiej. We Francji eskalacja napięć między katolicką Koroną a hugenotami
doprowadziła w 1572 roku do nocy świętego Bartłomieja, podczas której w ciągu
zaledwie kilku tygodni systematycznie wymordowano od 10 do 30 tysięcy
protestantów, co spotkało się z oficjalnym błogosławieństwem papieża. Na tle
tych kontynentalnych katastrof mariańskie procesy w Anglii były uderzająco
powściągliwe, ściśle kontrolowane i oparte na literze prawa. Nie dochodziło tam
do masowych rzezi, pozaprawnych pogromów ani bezkarnych czystek wojskowych.
Każdy człowiek, który za panowania Marii spłonął na stosie, stawał przed sądem,
miał możliwość obrony oraz okazję do odwołania swoich poglądów, a sam wyrok
wykonywano na podstawie obowiązujących ustaw królestwa. Wyrywanie Marii Tudor z
tego europejskiego kontekstu i przedstawianie jej jako odosobnionego potwora
jest ignorowaniem powszechnej, strukturalnej przemocy, która towarzyszyła
narodzinom nowożytnych państw wyznaniowych.
Skoro twarde dane liczbowe i analiza porównawcza nie potwierdzają tezy o
wyjątkowym okrucieństwie Marii, to w jaki sposób mit „Krwawej Marii” zdołał tak
mocno i trwale zakorzenić się w powszechnej świadomości? Kluczem do zagadki
okazała się potęga rodzącego się rynku wydawniczego oraz talent jednego
człowieka – Jana Foxe’a. Wydane w 1563 roku, na samym początku rządów Elżbiety,
jego dzieło Actes and Monuments,
znane powszechnie jako Księga męczenników,
stało się jedną z najbardziej brzemiennych w skutkach publikacji w historii
Anglii. Foxe nie był zwykłym kronikarzem; okazał się genialnym propagandzistą,
potrafiącym pisać w sposób niezwykle emocjonalny i trafiający do prostego
odbiorcy. Uzyskawszy wgląd do oficjalnych rejestrów mariańskich biskupów,
stworzył monumentalną, pełną dramatyzmu i szczegółów opowieść o osobach, które
straciły życie za panowania Marii. Przedstawił te represje nie jako standardowe
procedury sądowe, lecz jako kosmiczne starcie dobra ze złem – prawdziwego,
cierpiącego Kościoła Chrystusowego z fałszywym Kościołem Antychrysta, z którym
utożsamiał Rzym.
 |
Drugi z wpływowych współpracowników Marii I Tudor - biskup Stefan Gardiner (1510) autor: Quenten Metsys
|
Dzieło Foxe’a oddziaływało na czytelników zarówno tekstem, jak i
obrazem. Książkę obficie ilustrowano drastycznymi, budzącymi grozę
drzeworytami, przedstawiającymi mężczyzn, kobiety i dzieci trawione przez
płomienie. Z nakazu władz państwowych egzemplarze tego dzieła przykuwano
łańcuchami obok Biblii w kościołach parafialnych w całym kraju. Kolejne
pokolenia angielskich dzieci dorastały, chłonąc plastyczne opisy ostatnich
chwil skazańców – w tym słynne, choć być może apokryficzne słowa, jakie Hugh
Latimer miał skierować na stosie do Nicholasa Ridleya: „Bądź dobrej myśli, mistrzu Ridley, i bądź mężny! Z Bożą pomocą
rozpalimy dziś w Anglii taką świecę, która, jak ufam, nigdy nie zgaśnie”.
Wynosząc zwykłych, pochodzących z ludu rzemieślników do rangi narodowych i
duchowych bohaterów, Foxe stworzył dla młodego, elżbietańskiego państwa
protestanckiego potężny mit założycielski. Zbiorowa pamięć o mariańskich
stosach stała się spoiwem łączącym angielską tożsamość narodową z
protestantyzmem, a katolicyzm zaczęto postrzegać jako obce, śmiertelne
zagrożenie. W tej dziejowej narracji Maria musiała zostać odmalowana jako
nienaturalna, wyjątkowo bezwzględna tyranka – „Krwawa Maria” – aby w pełni
uzasadnić elżbietańskie reformy i dać gwarancję, że Anglia już nigdy nie
powróci na łono Kościoła rzymskiego.
Tę polemiczną konstrukcję dodatkowo wzmacniały lęki geopolityczne
towarzyszące jej panowaniu, a zwłaszcza kontrowersyjne małżeństwo z hiszpańskim
księciem Filipem, późniejszym królem Filipem II. Związek ten, wynegocjowany w
1553 roku i sfinalizowany w lipcu kolejnego roku, budził ogromny opór
angielskich elit politycznych, które obawiały się, że ich ojczyzna zostanie
zdegradowana do roli zwykłej prowincji rozległego imperium Habsburgów.
Niepokoje te doprowadziły w styczniu 1554 roku do wybuchu rebelii Tomasza
Wyatta Młodszego, której celem było obalenie Marii, zanim dojdzie do ślubu z
Hiszpanem. Choć królowa zdołała porwać poddanych płomienną przemową w
londyńskim Guildhall i skutecznie stłumiła bunt, strach przed hiszpańską
dominacją pozostał skuteczną bronią polityczną. Protestanccy autorzy zręcznie
połączyli niechęć religijną z ksenofobią, ukazując mariańskie prześladowania
jako obcy, importowany z Półwyspu Iberyjskiego wymysł. W wyobraźni masowej
stopiły się w jedno pojęcia inkwizycji, hiszpańskiego ucisku i płonących
stosów. W ten sposób Maria przestała być w oczach poddanych angielską królową
spełniającą swój obowiązek, a stała się marionetką obcego, wrogiego mocarstwa.
W rzeczywistości Filip II i jego hiszpańscy doradcy, w tym jego spowiednik
Alfonso de Castro, podchodzili do kwestii egzekucji z dużą ostrożnością.
Ostrzegali, że zbyt duża liczba wyroków może wywołać bunt społeczny i
zaszkodzić sprawie katolickiej na wyspach, a sam Castro w lutym 1555 roku
wygłosił nawet kazanie potępiające palenie ludzi ze względów czysto
pragmatycznych. Jednak w pamięci kolejnych pokoleń te niuanse zatarły się, a
czas rządów Marii zapamiętano po prostu jako mroczną epokę hiszpańskiej
okupacji.
 |
Jan Foxe - autor Księgi męczenników (ok. 1587) autor nieznany |
Na ten obraz klęski nałożyły się także dotkliwe kryzysy
społeczno-gospodarcze, które nękały kraj podczas zaledwie pięciu lat jej
obecności na tronie. Lata 50. XVI wieku były dla ludności Anglii okresem
głębokiej nędzy, naznaczonym jednymi z najgorszych nieurodzajów w całym
stuleciu, galopującą inflacją (będącą spadkiem po psuciu monety za czasów
Henryka VIII i Edwarda VI) oraz niszczycielską epidemią grypy, która od 1556
roku uśmierciła blisko sześć procent populacji. Jakby tego było mało, polityka
zagraniczna Marii, wciągniętej przez małżeństwo z Filipem w konflikt habsbursko-walezjański
(wojny włoskie), doprowadziła w styczniu 1558 roku do utraty Calais. Była to
ostatnia angielska twierdza na kontynencie francuskim, stanowiąca symbol średniowiecznej
chwały oręża i dumy narodowej. Jej strata zadała potężny cios prestiżowi
monarchini i została powszechnie uznana za widomy znak Bożego gniewu. Dla jej
protestanckich krytyków te skumulowane nieszczęścia – głód, zaraza, ruina
gospodarcza i upokorzenie na polu bitwy – nie były zwykłym zbiegiem
okoliczności, lecz bezpośrednim wyrokiem Opatrzności wymierzonym w niegodziwą
władczynię, która przelała krew świętych. Śmierć Marii, która nastąpiła 17
listopada 1558 roku w wieku czterdziestu dwóch lat (najprawdopodobniej z powodu
raka macicy lub grypy), została powitana przez protestantów jako cudowne
ocalenie. Wstąpienie na tron jej siostry Elżbiety celebrowano jako początek
nowej, błogosławionej ery, co na stałe ugruntowało pogląd, że panowanie Marii
było jedynie przeklętym i jałowym epizodem w dziejach Anglii.
Tragedia, która zaciążyła na pamięci o Marii, tkwi w tym, że o jej
historycznym wizerunku przesądził ostatecznie brak potomka. Gdyby monarchini
doczekała się dziecka z Filipem, katolicka kontrreformacja zyskałaby bezcenny
czas na zapuszczenie korzeni, okrzepnięcie i normalizację w świadomości
poddanych. Katolicki następca tronu zagwarantowałby ciągłość wyznaniową w
prawie, strukturach kościelnych i oficjalnej historiografii Anglii. W takim
scenariuszu osoby stracone w latach 1555-1558 nie zapisałyby się w pamięci jako
narodowi i duchowi bohaterowie, lecz zostaliby zapomniani jako marginalna grupa
dysydentów, podobnie jak XV-wieczni lollardzi. Powodzenie jakiejkolwiek
strategii wyznaniowej w nowożytnej Europie zależało bowiem w głównej mierze od
długości panowania władcy. Elżbieta I zasiadała na tronie przez czterdzieści
cztery lata, co pozwoliło na wychowanie zupełnie nowego pokolenia Anglików w
duchu protestanckim i zepchnięcie katolickiej przeszłości w niepamięć. Pięć lat
rządów Marii to okres zdecydowanie zbyt krótki na gigantyczne zadanie
reemigracji mentalnej społeczeństwa i zlikwidowanie głęboko zakonspirowanego
protestanckiego podziemia. Jej działania represyjne zostały przerwane w połowie
drogi, pozostawiając po sobie świeżą, skumulowaną i nieprzepracowaną traumę,
którą aparat propagandowy jej następczyni potrafił wykorzystać z ogromną
precyzją.
 |
Grobowiec Marii I Tudor i jej młodszej siostry Elżbiety I w Opactwie Westminsterskim fot. AFineClaret |
Z punktu widzenia współczesnej nauki, badania rewizjonistów
przeprowadzone w ciągu ostatnich czterdziestu lat – w tym prace takich badaczy
jak Eamon Duffy, Christopher Haigh czy David Loades – przyniosły gruntowną
rehabilitację administracyjnego i religijnego wymiaru jej rządów. Kościół
mariański nie był wcale skostniałą, wsteczną instytucją; dziś postrzega się go
jako dynamiczny i nowoczesny ośrodek, który wyprzedził wiele kluczowych reform
Soboru Trydenckiego. Pod przywództwem kardynała Pole’a reżim ten jako jeden z
pierwszych wprowadził seminaria kształcące duchownych, uporządkował finanse kościelne
i sprawnie wykorzystywał słowo drukowane do wydawania wysokiej jakości
katechizmów, śpiewników oraz literatury modlitewnej. Powrót do katolicyzmu nie
rozbił się o brak poparcia społecznego. Był to ruch świetnie zorganizowany,
cieszący się autentyczną popularnością i szybko przynoszący efekty, który
został brutalnie przerwany przez czysty przypadek biologiczny – przedwczesną
śmierć królowej. Same stosy, choć przerażające z perspektywy współczesnej wrażliwości
i politycznie nieskuteczne w dłuższej perspektywie, stanowiły logiczny element
tej szerokiej strategii naprawy państwa. Ich celem było wyeliminowanie
nielicznej, ale skrajnie nieustępliwej mniejszości radykalnych działaczy,
którzy zagrażali stabilności całego ładu religijnego.
Ostatecznie przydomek „Krwawa Maria” okazuje się ahistoryczną, czysto
publicystyczną karykaturą, która nie wytrzymuje zderzenia z rzetelną analizą
porównawczą. Etykieta ta zrodziła się z podwójnych standardów – ocenia się
Marię według współczesnych kryteriów moralnych, jednocześnie przymykając oko na
równie bezwzględne, a często o wiele bardziej krwawe metody jej ojca Henryka
VIII, brata Edwarda VI oraz siostry Elżbiety I. Maria Tudor była typową
władczynią swoich czasów, działającą zgodnie z powszechnym wówczas przekonaniem,
że jedność wyznaniowa jest fundamentem spokoju społecznego i warunkiem
zbawienia dusz poddanych. Sięgając po przemoc sankcjonowaną przez państwo,
skrupulatnie trzymała się procedur prawnych, opierała się na dawnych statutach
i stworzyła system, w którym nade wszystko szukano nawrócenia i pojednania, a
nie całkowitej eksterminacji innowierców. Jej zła sława nie bierze się zatem z
jakiegoś wyjątkowego, potwornego okrucieństwa, ale z wielkiej politycznej
porażki. Odeszła zbyt wcześnie, straciła ostatni bastion Anglii na kontynencie,
nie zdołała zabezpieczyć sukcesji i pozostawiła swoją pamięć na łasce tych,
których wcześniej ścigała. W ostatecznym rozrachunku Maria I Tudor nie
zasłużyła na miano potwora – była postacią tragiczną, wierną swoim głębokim
zasadom i niespełnioną monarchinią, której dobre imię złożono w ofierze na
ołtarzu angielskiej tożsamości protestanckiej.
Bibliografia:
- Duffy E.: Fires
of Faith: Catholic England under Mary Tudor, Yale University Press, New
Haven 2009.
- Haigh Ch.: English
Reformations: Religion, Politics, and Society under the Tudors, Clarendon
Press, Oksford 1993.
- Loades D.: Mary
Tudor: A Life, Basil Blackwell, Oksford 1989.
- Porter L.: Maria Tudor. Pierwsza
królowa, tłum. J. Lang, Wydawnictwo Astra, Kraków 2013.
- Richards J. M.: Mary Tudor, Routledge, Londyn / Nowy Jork 2008.
- Whitelock A.: Mary Tudor: England's First Queen, Bloomsbury Publishing, Londyn
2009.
Ⓒ Agnieszka Różycka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz