Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 19 maja 2015

Noah Gordon – „Szaman” # 2










Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 1999
Tytuł oryginału: Shaman
Przekład: Łukasz Nicpan




Obecnie Czarny Jastrząb (z ang. Black Hawk) większości z nas kojarzy się przede wszystkim z wielozadaniowym amerykańskim śmigłowcem służącym do transportu i wsparcia piechoty. Możliwe natomiast, że niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, iż na przełomie XVIII i XIX wieku żył sobie pewien indiański wódz wojenny plemion Sauków i Lisów, który nosił dokładnie takie samo imię. Czarny Jastrząb, a właściwie Ma-ka-tai-me-she-kia-kiak, urodził się w 1767 roku. Na świat przyszedł w Saukenak, czyli dzisiejszym Rock Island w amerykańskim stanie Illinois. Już w wieku piętnastu lat został „dzielnym”. Tytuł ten przysługiwał wojownikowi, który mógł pochwalić się zamordowaniem wroga lub chociażby jego zranieniem. Czarny Jastrząb wykazał się w walkach przeciwko plemieniu Osagów, co spowodowało, iż został wodzem wojennym. Był on niezwykle oddany tradycjom swoich przodków. Nigdy nie przyjął chrześcijaństwa, zabraniał także spożywania alkoholu. Całe życie trwał u boku tej samej kobiety, zwanej Śpiewającym Ptakiem.

W 1804 roku Amerykanie zaprosili Sauków na rozmowy pokojowe. Tak więc niektórzy wodzowie przybyli do St. Louis, gdzie poczęstowano ich alkoholem, a potem zaproponowano podpisanie traktatu, na mocy którego Stany Zjednoczone miały otrzymać sześć milionów hektarów terenów plemiennych w zamian za nieco ponad dwa miliony dolarów. Wówczas Czarny Jastrząb sprzeciwił się przyjętym warunkom, twierdząc, iż traktat został podpisany bez zgody i wiedzy plemienia, natomiast wodzowie nie posiadali żadnego upoważnienia do jego zatwierdzenia. Amerykanie nie przyjęli jednak argumentów Czarnego Jastrzębia.

Do bardzo poważnych nieporozumień doszło w momencie, kiedy Amerykanie rozpoczęli w 1808 roku budowę fortu na terenach, które nabyli na mocy traktatu. Czarny Jastrząb zdecydował wówczas, że należy zniszczyć fort, lecz wobec przeważającej siły wroga, dał rozkaz do wycofania się. Gdy w 1812 roku doszło do wybuchu wojny brytyjsko-amerykańskiej, Czarny Jastrząb opowiedział się po stronie Brytyjczyków. Tymczasem główny wódz obydwu plemion, niejaki Keokuk (ok. 1780-1848), został sprzymierzeńcem Amerykanów. Konflikt w plemionach dodatkowo przybrał na sile, kiedy Keokuk oddał Stanom Zjednoczonym wszystkie tereny plemienne znajdujące się na wschód od rzeki Missisipi.

Czarny Jastrząb
W 1832 roku Czarny Jastrząb wraz z czterystu indiańskimi rodzinami przekroczył rzekę, aby osiedlić się na oddanym przez Keokuka terenie położonym w widłach dwóch rzek: Missisipi oraz Rock River (północna cześć dzisiejszego stanu Illinois). Fakt ten wywołał panikę wśród białych osadników, którzy z kolei poprosili o pomoc rząd. Tak więc gubernator powołał specjalną milicję, do której zgłosiło się tysiąc sześciuset ochotników. Wśród tychże ochotników był także późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych – Abraham Lincoln (1809-1865). Skoro tylko Czarny Jastrząb dowiedział się o powołaniu milicji, natychmiast podjął decyzję o wycofaniu się z zajętych terenów. Wysłał zatem emisariuszy, których zadaniem było powiadomienie milicji o zamiarach Indian. Niestety, biali zamordowali posłów, zaś oddział milicji dopuścił się ataku na Indian. W wyniku tej potyczki życie straciło jedenastu ochotników oraz trzech Indian. Wtedy też rozpoczęła się tak zwana wojna Czarnego Jastrzębia.

Do Sauków i Lisów przyłączyli się wojownicy z plemion Winnebago i Potawatomi. Indianie rozpoczęli więc atakowanie wsi oraz farm, a wśród osadników wybuchła istna panika. Tysiące z nich ratowało się ucieczką na wschód kraju. Oddziały Czarnego Jastrzębia okazały się jednak zbyt słabe, aby stawić czoło ścigającym je żołnierzom. W tej sytuacji wódz postanowił ukryć się za rzeką Missisipi, lecz mimo to w dniu 2 sierpnia 1832 roku przeprawiający się przez rzekę Indianie zostali zaatakowani przez łódź amerykańską. Ci, którzy byli w stanie przedostać się na drugi brzeg rzek, padli jednak ofiarą Siuksów, którzy stali po stronie Amerykanów. Z pięciuset ludzi Czarnego Jastrzębia przeżyło około stu pięćdziesięciu. I tak oto wojna, która zabrała życie siedemdziesięciu dwóm białym oraz około pięciuset Indianom, dobiegła wreszcie końca.

Czarny Jastrząb zmuszony był poddać się Amerykanom. Został wzięty do niewoli i przez kilka miesięcy był obwożony po miastach zamknięty w klatce, gdzie wystawiano go na widok publiczny. Po odzyskaniu wolności powrócił do Iowa. Przez kilka ostatnich miesięcy życia był niezwykle podziwiany przez białych. Często zapraszano go nawet do udziału w obradach miejscowych władz. Wódz zmarł w swoim domu mieszczącym się nad brzegami Des Moines River, a było to 3 października 1838 roku. W trakcie swojego ostatniego publicznego wystąpienia w dniu 4 lipca 1838 roku, Czarny Jastrząb powiedział:

 „Przed kilku laty walczyłem przeciwko wam. Robiłem źle… być może… Lecz przeszłość została pogrzebana. Zapomnijmy o tym. Rock Island to piękny kraj. Kochałem swoje wsie, pola i domy moich ludzi. Teraz on jest wasz. Dbajcie o niego tak, jak my.”
 
Keokuk - przeciwnik
Czarnego Jastrzębia w wojnie 
brytyjsko-amerykańskiej
Czarny Jastrząb został pochowany według indiańskiego zwyczaju. Ubrano go w mundur, który otrzymał od generała Thomasa Jonathana Jacksona (1824-1863). Natomiast w 1891 roku niedaleko Rock Island, w miejscu, w którym niegdyś istniało Saukenak, postawiono imponujący, granitowy pomnik Czarnego Jastrzębia, którego autorem jest Laredo Zadoca Tafta (1860-1936).

Opowieść o Czarnym Jastrzębiu to tylko część tła historycznego drugiego tomu trylogii Noah Gordona. Autor sporo miejsca poświęca także wojnie secesyjnej, która miała miejsce w latach 1861-1865 i stanowiła konflikt pomiędzy stanami wchodzącymi w skład Stanów Zjednoczonych (Unia zwana „Północą”) oraz Skonfederowanymi Stanami Ameryki (Konfederacja zwana „Południem”). Głównymi bohaterami Szamana są potomkowie słynnego średniowiecznego Medicusa, którego czytelnik mógł poznać w pierwszej części trylogii. Jak widać, od tamtej pory minęły wieki. Tym razem Autor przenosi nas do dziewiętnastowiecznej Ameryki. Już na samym początku tej historii spotykamy młodego lekarza, który podobnie jak jego przodkowie nosi imię Robert J. Cole. Tak już przyjęło się w tej rodzinie, że pierworodni synowie zawsze byli Robertami, zaś drugie imię musiało rozpoczynać się od litery „J”. Oczywiście nie należy zapominać o tym, iż posiadają oni także niezwykły Dar, który umożliwia im leczenie pacjentów i przewidywanie ich ewentualnych zgonów.

Młody Robert J. Cole zwany po prostu „Szamanem”, właśnie wraca do domu, ponieważ otrzymał od matki wiadomość o śmierci ojca. Ponieważ choroba, której doświadczył w dzieciństwie odebrała mu słuch, nie mógł praktycznie liczyć na to, że jego marzenia o zostaniu lekarzem kiedykolwiek się spełnią. To upór i sprzyjające zrządzenie losu sprawiły, że tak się stało. Nawet ukochany ojciec nie wierzył w to, że synowi uda się podążyć śladami swoich przodków. Tak więc Szaman robi teraz to, co kocha i jest w tym całkiem dobry. Najważniejsze, że jest doskonałym lekarzem, a ludzie mu ufają. Z matką nigdy nie łączyła go jakaś szczególna więź. To ojciec był dla niego całym światem i pewna Indianka, za którą podążał krok w krok jako mały chłopiec. Tak więc nagła śmierć ojca bardzo nim wstrząsnęła.

Po powrocie do domu, Szaman od razu jest rozchwytywany jako lekarz. Mieszkańcy Holden’s Crossing wciąż potrzebują jego pomocy. Ale nie to jest najważniejsze w tej historii. Otóż Szaman w rzeczach ojca odnajduje jego dziennik i zaczyna go czytać. Tym sposobem dowiaduje się o życiu Roberta J. Cole’a rzeczy, o których nie miał wcześniej pojęcia. Poznaje historię życia swojego ojca od dnia, w którym ten przybył do Ameryki ze swojej rodzinnej Szkocji, z której tak naprawdę musiał uciekać, aby uniknąć prawnych konsekwencji swoich czynów, które miały charakter polityczny. Większa część książki to wbrew pozorom wcale nie opowieść o Szamanie, jak mogłoby wynikać z tytułu, lecz jest to historia życia jego ojca. Owszem, Szaman jako syn Roberta J. Cole’a również się w niej pojawia.

Plakat wyborczy przedstawicieli
partii Nic Nie Wiedzących, o której 
Noah Gordon sporo pisze 
w Szamanie
Jak już wspomniałam wyżej, ojciec Szamana przybył niegdyś do Ameryki. Od samego początku zaczął pracować tam jako lekarz. Najpierw niósł pomoc biedocie, a dopiero po jakimś czasie otworzył praktykę, z której był w stanie wyżyć. Ożenił się z kobietą, której uratował życie. Stał się ojcem dla jej dziecka, a potem na świat przyszedł jego własny syn. Życie Roberta J. Cole’a to także splot wydarzeń, w których centrum pojawiają się Indianie. Tak się jakoś szczęśliwie złożyło, że ojciec Szamana potrafił znaleźć z nimi wspólny język i dzięki temu wzbudzał ich szacunek i zaufanie. Robert J. Cole generalnie posiadał nieprzeciętną umiejętność dogadywania się z ludźmi. Potrafił oczarować nawet siostry zakonne, nie mówiąc już o przyjaźni z ortodoksyjnymi Żydami. I tak oto na kartach powieści mieszają się losy nie tylko Cole’ów, ale przede wszystkim mieszkańców Holden’s Crossing, którzy charakteryzują się zarówno odmiennością kulturową, jak i różnymi poglądami politycznymi, co wyraźnie widać w momencie wybuchu wojny secesyjnej.

Szaman to książka niezwykle ciepła w odbiorze. Z racji tego, iż mamy tutaj do czynienia z zupełnie inną epoką, niż było to w przypadku Medicusa, nasze wrażenia także będą się różnić. Noah Gordon napisał powieść niezwykle klimatyczną. Czytelnik może w sposób namacalny doświadczyć charakteru tamtych czasów. Nasi bohaterowie to postacie niezwykle autentyczne. Ich codzienne problemy tak naprawdę niewiele różnią się od naszych. Przeżywają swoje miłosne fascynacje i rozczarowania; obwiniają samych siebie, kiedy doświadczają życiowych niepowodzeń; nie potrafią długo żyć w samotności. Tym, co dodatkowo może zwrócić uwagę czytelnika, jest silna, braterska miłość. Szaman generalnie jest postacią pozytywną, więc nie dziwi fakt, że spieszy z pomocą potrzebującym. Niemniej, w chwili zagrożenia potrafi podjąć decyzję, która już zawsze będzie ciążyć na jego sumieniu, lecz ci, których kocha są najważniejsi i dla nich jest gotów do ogromnych poświęceń.

Szaman to także powieść z odrobiną kryminału. Pojawia się bowiem morderstwo, którego wyjaśnienie zajmie sporo lat. Okazuje się, że nie każdemu można ufać. Czasami dopiero na czyimś łożu śmierci człowiek poznaje prawdę i doznaje rozczarowania. Niektórzy uważają, że Szaman nie dorównuje poziomem Medicusowi. Wydaje mi się, że nie można porównywać tych dwóch tomów, ponieważ akcja każdego z nich osadzona jest w innej epoce i w związku z tym charakteryzuje się innym klimatem. Moim zdaniem Szaman stanowi przepiękną historię, po którą bez względu na wszystko, naprawdę warto sięgnąć. 







5 komentarzy:

  1. Ja jednak podziękuję - nie do końca moje klimaty. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam jakieś mgliste wspomnienie, że z Czarnym Jastrzębiem zetknęłam się w którymś odcinku serialu ..Dr. Quinn", choć nigdy nie zastanawiałam się w jakiej mierze scenarzyści inspirowali się rzeczywistymi wydarzeniami. Muszę to sprawdzić przy najbliższej okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym serialu w każdym odcinku był jakiś inny Indianin. Nie wiem tylko, czy akurat był tam Czarny Jastrząb, ponieważ akcja tego serialu rozgrywa się już po zakończeniu wojny secesyjnej, a wtedy Czarny Jastrząb już dawno nie żył.

      Usuń
    2. Czyli musiało mi się coś pomylić, ale wszystko przez to, że ten serial oglądałam kilka lat temu. Widać pamięć bywa zawodna :)

      Usuń
    3. Wódz Indian z serialu "Doktor Quinn" to Tańcząca Chmura, a zagrał go Larry Sellers.

      Usuń