Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 5 listopada 2013

Santa Montefiore – „Ostatnia podróż >>Valentiny<<”












Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: Last Voyage of the Valentina
Przekład: Anna Dobrzańska-Gadowska





Faktu, iż przeszłość ma wpływ na teraźniejszość chyba nie trzeba udowadniać. Bardzo często zdarza się, że skutki tego, czego doświadczyliśmy lata wstecz, odczuwane są w chwili obecnej. Jeśli ktoś mówi, że to, co było zupełnie się nie liczy i trzeba żyć dniem dzisiejszym, bardzo często nie ma racji, bo przecież od przeszłości na zawsze uciec się nie da. Dopóki człowiek żyje, jest szansa, że ona do nas wróci w najmniej spodziewanym momencie. Owszem, można podzielić swoje życie na pewne etapy, ale ono i tak wciąż będzie stanowić jedną całość, i drzwi, które zamknęliśmy dawno temu, mogą nagle otworzyć się same, bądź zostać otwarte przez innych ludzi. W takiej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak tylko po raz któryś z kolei zmierzyć się z doświadczeniami, czasami nawet bardzo bolesnymi, szczególnie jeśli to, co zostawiliśmy za sobą nie zostało do końca rozwiązane.

Taki właśnie los spotyka bohaterów powieści Santy Montefiore zatytułowanej Ostatnia podróż „Valentiny”. A zatem kim, a właściwie czym jest tytułowa „Valentina”? Na pewno nie jest to kobieta, choć na pierwszy rzut oka można odnieść takie właśnie wrażenie. „Valentina” z powieści Santy Montefiore to łódź, która od wielu, wielu lat przycumowana jest przy Cheyne Walk w Chelsea – dzielnicy położonej w centrum Londynu i graniczącej od południa z Tamizą. To właśnie na tej łodzi mieszka niejaka Alba Arbuckle. Łódź jest swego rodzaju formą pamięci po jej matce, która była z pochodzenia Włoszką, a w której pod koniec drugiej wojny światowej zakochał się ojciec Alby. Ta miłość była tak wielka, że do dnia dzisiejszego kapitan Thomas Arbuckle nie może o niej zapomnieć, pomimo, że z biegiem lat zdążył założyć rodzinę. Piękna Włoszka o imieniu Valentina wciąż jest obecna w jego pamięci. W dodatku córka, która narodziła się z tego związku, jest niczym lustrzane odbicie matki.

W roku 1944 oficer brytyjskiej marynarki wojennej, Thomas Arbuckle, wraz ze swoimi kolegami znalazł się we Włoszech, a dokładnie w niewielkiej wiosce o nazwie Incantellaria położonej u Wybrzeża Amalfi na Półwyspie Sorrento. To właśnie tam alianci mieli za zadanie skonfiskować broń pozostałą po Niemcach. Już pierwsze przypadkowe spotkanie z piękną Valentiną Fiorelli sprawia, że serce Thomasa bije szybciej, a on wie, iż ta dziewczyna już na zawsze pozostanie w jego życiu. Ponieważ czas wojny, to okres, kiedy niczego nie można być pewnym, bo za każdym rogiem czają się wróg i śmierć, kapitan Arbuckle robi wszystko, aby jak najszybciej dotrzeć do ukochanej. Zbieg okoliczności, a może jakiś celowy zamysł ludzi, którzy zdążyli już zauważyć, co dzieje się z młodym Anglikiem, sprawiają, że bardzo szybko Thomas staje się praktycznie członkiem rodziny Fiorellich, choć o ślubie z Valentiną nie ma jeszcze mowy. Włosi to naród niezwykle towarzyski i gościnny, a brytyjscy żołnierze nie są traktowani jak wrogowie, lecz jak sojusznicy, którzy przybyli posprzątać po faszystach.

Mijają dni i tygodnie. Thomas wie, że dzień, w którym będzie musiał opuścić malowniczą Incantellarię zbliża się wielkimi krokami. Nie chce jednak rozstawać się z Valentiną, więc prosi ją o rękę, na co ta od razu wyraża zgodę. Pragnie wyjść za mężczyznę, którego pokochała całym sercem. Chce również wyjechać z Włoch. Dlaczego? Czy w tym pięknym miejscu czuje się zagrożona? Czyżby nie była tutaj bezpieczna?

W końcu Thomas wyjeżdża wraz z innymi żołnierzami, aby gdzie indziej zakończyć swoją wojskową misję. Nie zapomina jednak o Valentinie, zważywszy że ta jest w ciąży. Korespondują ze sobą na tyle często, na ile pozwalają im ówczesne realia. Kiedy przychodzi koniec wojny, kapitan Arbuckle pragnie jak najszybciej uczynić Valentinę swoją żoną i wraz z ich maleńką córeczką, zabrać ją do Anglii do posiadłości swoich rodziców. Nie dba o to, że wybranka jego serca może nie przypaść do gustu państwu Arbuckle. W końcu Valentina wywodzi się z niższej warstwy społecznej i jest cudzoziemką, więc możliwe, iż rodzice będą mieć coś przeciwko ich związkowi. Czy plany Thomasa ziszczą się? Czy młody kapitan brytyjskiej marynarki wojennej poślubi swoją ukochaną i zabierze ją do Beechfield Park?


Panorama Wybrzeża Amalfi na Półwyspie Sorrento


Po prawie trzydziestu latach Thomas Arbuckle wciąż nie może zapomnieć o Valentinie i o tym, co wydarzyło się w 1945 roku w Incantellarii. Skutecznie przypomina mu o tym najstarsza córka, Alba. Stale domaga się jakichś konkretnych informacji o matce, która rzekomo zginęła w wypadku samochodowym tuż po jej urodzeniu. Alba ma żal do ojca, że ten unika tematu. Z macochą zupełnie się nie dogaduje. Wręcz jej nienawidzi. Podobnie jak przybranego rodzeństwa. Poza tym Alba ma jeszcze jedną przypadłość. Jest rozpustna niczym tania dziwka. W swoim łóżku miała chyba każdego faceta w Londynie. Ba! Ona nawet nie przepuści przypadkowemu mężczyźnie, którego spotyka podczas podróży. Szczyci się swoją oryginalną urodą i robi wszystko, aby płeć przeciwna ją zauważała. Przyciąga wulgarnym zachowaniem i ubiorem. Od klasycznej prostytutki różni się jedynie tym, że za swoje usługi nie bierze pieniędzy. Swoich mężczyzn przyjmuje na łodzi. Wydaje się, że oni wszyscy są w niej zakochani i każdy z nich ma nadzieję, że któregoś dnia zostanie dla Alby tym jednym jedynym. Ale nic z tego. Ona ich tylko wykorzystuje i wyrzuca za drzwi, a oni naiwni wracają do niej i skamlą pod drzwiami jej mieszkania na łodzi.

Alba Arbuckle ma też kilkoro przyjaciół. Pomimo życia, jakie wiedzie, nie jest tak naprawdę osamotniona, choć jej wydaje się inaczej. Na sąsiedniej łodzi mieszka znana pisarka, która już dawno zaoferowała dziewczynie swoją przyjaźń, chociaż dzieli je spora różnica wieku. Jest też pewien starszy mężczyzna, który szczerze kocha Albę i jedyne czego pragnie, to dać jej szczęście. Czy zatem wyrafinowana Alba będzie w stanie przyjąć tę bezinteresowną miłość?  A może nim także tylko się zabawi i porzuci, jak zepsutą zabawkę? Przecież dla niej liczy się jedno: prawda o zmarłej matce. Tylko to ją interesuje. Nic więcej. Nieważny jest ojciec, macocha, rodzeństwo, czy nawet mężczyźni, którzy ją ubóstwiają. Istotna jest prawda o Valentinie Fiorelli! Czy Albie uda się w końcu odnaleźć spokój i poznać tajemnicę sprzed lat? Czy to, czego ewentualnie się dowie nie będzie gorsze, aniżeli dotychczasowa niewiedza? A może nie warto grzebać w przeszłości, bo można nie tylko się rozczarować, ale także poczuć niewypowiedziany ból i rozdrapać zabliźnione przez czas rany?

Nie jest tajemnicą, że Santa Montefiore należy do moich ulubionych autorek, tworzących powieści obyczajowe przeznaczone głównie dla kobiet. Kiedy tylko nadarza się okazja, chętnie sięgam po którąś z jej książek, bo stanowią dla mnie niesamowitą odskocznię od codzienności. Tym razem Santa Montefiore zabrała mnie do Włoch, a właściwie zafundowała mi piękną podróż pomiędzy Anglią a Italią, która miała miejsce pod koniec drugiej wojny światowej i na początku lat 70. XX wieku. Klimat tej powieści niezwykle mnie zauroczył. Autorka doskonale oddała realia panujące w tamtym okresie. Opis Włoch z tamtych lat jest niezwykle plastyczny. Czytelnik wręcz czuje te wszystkie zapachy, które towarzyszą temu szczególnemu miejscu.

Muszę od razu zaznaczyć, że główna bohaterka – Alba – zupełnie nie przypadła mi do gustu. Niemalże przez całą powieść solidnie grała mi na nerwach. I nawet byłam zadowolona, że spotykają ją swego rodzaju nieszczęścia. W pełni sobie na to zasłużyła. Ostatecznie to los wziął wreszcie sprawy w swoje ręce i solidnie ją ukarał za to, co robi innym. Ale to bardzo dobrze i cieszę się, że taką właśnie bohaterkę stworzyła Santa Montefiore, ponieważ gdyby Alba Arbuckle była wyidealizowana i cukierkowa, wówczas stałaby się nudna. Oczywiście inaczej jest, kiedy spisujemy historię opartą na faktach i wtedy nie możemy zmieniać cech charakteru ani sposobu postępowania poszczególnych bohaterów. Natomiast jeśli jest to opowieść od początku do końca wymyślona przez autora, to taki zabieg jest jak najbardziej pożądany. W takiej sytuacji pisarz ma naprawdę ogromne pole do popisu i tylko od niego zależy, czy maksymalnie wykorzysta możliwości swojej wyobraźni, czy po prostu będzie się bał wypłynąć na szersze wody, tym samym zanudzając czytelnika. Tak więc tę kwestię oceniam jako ogromny plus dla fabuły powieści.

Oczywiście Alba zmienia się pod wpływem pewnych okoliczności, ale moim zdaniem do końca pozostała nieodpowiedzialną dziewczynką. Zakończenie również mnie niesamowicie zaskoczyło. Praktycznie przez całą książkę zanosiło się, że jest ono przewidywalne aż do bólu, a tu na końcu taka niespodzianka! Miałam już ochotę napisać emaila do Santy Montefiore z pytaniem: Dlaczego??? Przecież miało być inaczej!!! Lecz z drugiej strony wiedziałam, że mimo wszystko tak to powinno wyglądać. Miało być zaskoczenie i pełna dezorientacja u czytelnika. Prawdę powiedziawszy Autorka nie wyjaśnia niczego na sto procent. To czytelnicy muszą odnaleźć prawdę. Podobnie jak prawdy przez większą część powieści poszukuje Alba Arbuckle.  

Ostatnia podróż „Valentiny” to także opowieść o samotności, braku zrozumienia, a także wyciąganiu błędnych wniosków jedynie na podstawie przypuszczeń. To również powieść o krzywdzie, jaką ludzie są w stanie wyrządzić sobie wzajemnie tylko dlatego, że ktoś uznał, iż takie a nie inne rozwiązanie będzie najlepsze.

Skoro mowa o Włoszech, to oczywiście nie może obyć się bez motywu włoskiej mafii. Wiecie zapewne, że w niektórych kręgach do dnia dzisiejszego panuje przekonanie, że za wyrządzoną krzywdę należy zapłacić dokładnie tym samym. Nie ma przebaczenia, a jest odwet i zemsta. Włoskie rodziny zawsze trzymają się razem i nie pozwolą skrzywdzić choćby jednego z ich członków. Po prostu mają to we krwi. Z tym się już rodzą. Ta powieść to również historia o przyjaźni, o budzących się uczuciach, które do tej pory nie były znane, ale także o akceptowaniu decyzji podejmowanych przez tych, których się kocha.

Moim zdaniem Santa Montefiore stworzyła naprawdę wciągającą historię. Myślę, że czytelnicy, którzy lubią powieści obyczajowe z wątkiem kryminalnym nie powinni czuć się zawiedzeni. Oprócz tego będą mieć również zagwarantowaną egzotyczną podróż do kraju pachnącego figami, gdzie nikt nie będzie wymagał od nich biletu ani sprawdzał zawartości bagażu. Taką niecodzienną podróż można odbyć zupełnie za darmo. Wystarczy tylko sięgnąć po Ostatnią podróż „Valentiny”, aby móc się o tym przekonać.







17 komentarzy:

  1. Oj tak, przeszłość ma ogromny wpływ na teraźniejszość. Nawet czasem nie zdajemy sobie sprawy jak wielki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie dlatego denerwuje mnie takie gadanie, szczególnie psychologów, żeby zostawić to, co było i zacząć od nowa, a o tamtym nie myśleć. Jak dla mnie bez sensu. Bo np. matka, która poroni dziecko, będzie w stanie o tym zapomnieć? Na pewno nie. Już przez całe życie będzie pamiętać ten ból po stracie dziecka. Owszem, w miarę upływu lat będzie on mniejszy, ale nigdy nie wyzwoli się z niego do końca, nawet jeśli będzie mieć potem całe mnóstwo innych dzieci. Takich sytuacji jest bardzo wiele i dziwi mnie, że niektórzy tego nie rozumieją, tylko opowiadają bzdury. No to sobie pofilozofowałam. ;-)

      Usuń
    2. Rozumiem, o czym mówisz, bo mnie denerwuje dokładnie to samo. Niektórym bardzo łatwo przychodzi powiedzenie komuś: "zapomnij i żyj dalej" - ci ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że to zwyczajnie jest niemożliwe.

      Usuń
  2. Obyczajówka + wątek kryminalny to udane połączenie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i jeszcze do tego włoska mafia z lat 40. XX wieku. ;-)

      Usuń
  3. Sam fakt o którym piszesz na początku przeszłość, która wkrada się w teraźniejszość bardzo mnie ciekawi, a cała historia również przypadła mi do gustu i będę miała na uwadze tę książke, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja może zacznę od tego, że dawno Cię u mnie nie było. Już zaczęłam się zastanawiać, gdzie podziała się Książkowa Fantazja. Fajnie, że się odezwałaś. :-) A co do książki i tej przeszłości, to naprawdę świetny zamysł. Dzięki temu akcja prowadzona jest dwutorowo, czyli z perspektywy lat 40. XX wieku i lat 70. Polecam i mam nadzieję, że Ci się spodoba. :-)))

      Usuń
  4. Będę szukać tej książki w bibliotece :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że znajdziesz. Santa Montefiore jest dość znana w Polsce, więc biblioteki kupują jej książki. Przynajmniej moja bibliotaka robi to systematycznie. :-)))

      Usuń
  5. Powieści obyczajowe z wątkiem kryminalnym bardzo lubię czytać, dlatego z przyjemnością poznam „Ostatnia podróż Valentiny”. Martwi mnie tylko ta główna bohaterka, która tak mocno działała ci na nerwy. Nie wiem, czy ja wytrzymam jej irytujące zachowanie, ale może nie będzie tak źle. Z drugiej strony zawsze marzyłam o tym, aby bez biletu wybrać się do kraju pachnącego figami. Teraz mam taką możliwość, więc chętnie z niej skorzystam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wychodzę z założenia, że jak mam ochotę walnąć książką o ścianę, bo wkurza mnie bohater, to znaczy, że powieść jest rewelacyjna. Nie wszyscy czytelnicy tak mają, bo spotkałam się z opiniami, że jak główny bohater nie przypada do gustu, to znaczy, że książka jest beznadziejna. Niedorzeczne przekonanie, ale cóż... ;-) Natomiast Włochy są tak fantastycznie opisane, że namacalnie czuje się ich specyficzny klimat. Zresztą Santa Montefiore bardzo często odwiedza Włochy, więc wcale się nie dziwię, że tak dobrze opisuje je w swoich książkach. :-)

      Usuń
  6. no wiesz... tak się cieszyć,że los kogoś ukarał:) raczej nie czytałam, ładna okładka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja w tym prawdziwym życiu nigdy nie cieszę się na wieść, że komuś stała się krzywda. Nawet jak ten ktoś kiedyś skrzywdził mnie i nie ma już między nami takich relacji, jak kiedyś. Zawsze jest mi smutno w takiej sytuacji i zawsze staram się pocieszyć tę osobę dobrym słowem, jeśli inaczej się nie da. Natomiast inaczej jest w przypadku fikcji literackiej. Tutaj zarówno autor, jak i czytelnik mogą odczuwać, co tylko chcą ;-)

      Usuń
    2. Zastanawiałam się od której powieści tej autorki zacząć i muszę przyznać, że o tym tytule pomyślałam w pierwszej kolejności. Zaciekawiło mnie właśnie to, że akcja dzieje się na przestrzeni lat. Swoją drogą to dość unikatowe, że pomimo iż główna bohaterka nie przypadła Ci do gustu, oceniłaś powieść pozytywnie. To świadczy o profesjonalizmie.

      Usuń
    3. Ale to, że główny bohater denerwuje wcale nie oznacza, że książka jest zła. A wręcz przeciwnie, bo wtedy są emocje. Nie rozumiem ludzi, którzy w ten sposób podchodzą do sprawy. Natomiast co do samej książki, to uważam, że jest godna przeczytania, choć scen erotycznych trochę w niej jest, a to nie każdemu odpowiada. Jak sama widzisz, główna bohaterka jest bardzo rozpustna. ;-)

      Usuń
  7. z Santą Montefiore miałam do czynienia tylko raz. Parę lat temu wpadła mi w ręce książka „Spotkamy się pod drzewem Ombu” i niesamowicie mnie urzekła. Chętnie więc sięgnę po pozycję, do której zachęcasz :)
    PS ależ Ty piękne te recenzje piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, bardzo dziękuję za taką pochwałę. :-) Wiesz dla mnie słowo "recenzja" jest umowne. Ja już od dawna nie opisuję swoich wrażeń po przeczytaniu danej książki w taki sposób, jak radzą to fachowcy. Nie chcę się ograniczać. Piszę jak mi wygodnie. Jednym to się podoba, innym nie. Ale mnie jest z tym dobrze. Lubię dużo pisać. :-) A co do Santy, to "Ombu" była moją pierwszą powieścią Santy, jaką przeczytałam i od tej pory jej proza bardzo mi się podoba. Pisze fantastycznie. Polecam Ci też wywiad, jaki z nią przeprowadziam w październiku. :-)

      Usuń

Dziękuję za każdy kulturalny komentarz. Niemniej wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte. Proszę, nie spamuj!

Thank you for all your comments. But if you are going to offend the author of this blog, other readers or the authors of books, be sure that your comment will be deleted immediately. No spamming, please!